Artykuły

Niniejszy artykuł umieszczono za pisemną zgodą autora Wal'a Thornhill'a www.thunderbolts.info

http://www.thunderbolts.info/wp/2012/11/19/sciences-looming-tipping-point/

Nauka zmierza do “Punktu Przesilenia”

Posted on November 19, 2012 by Wal Thornhill

Nieodzownym jest w tych żywiołowych czasach zwracanie krytycznej uwagi zarówno na ograniczenia obserwacyjne jak i podstawowe prawa matematyczne  z wyraźnym poczuciem tego co jest solidną teorią a co tylko pozbawioną podstaw spekulacją. Ten zdawałoby się zwykły frazes jest tutaj przedstawiany bez żartów, ponieważ obecnie istnieją ‘teorie’ – ‘scenariusze’ czasami całkiem szczegółowe – poważnie i często namiętnie utrzymywane, dla niemal każdego egzotycznego obiektu astronomicznego o którym nie decyduje teleskop. W kontraście, jedyna gwiazda która może być prawidłowo oceniona, nasze pospolite słońce – wykazuje cały wachlarz fenomenów które przeczą współczesnemu teoretycznemu zrozumieniu. — Eugene N. Parker

 ‘Punkt zwrotny’ w nauce ma się zdarzać kiedy waga dowodów przeciwko teorii przechyla szale opinii przeciwko niej. Ale w tej kosmicznej erze zostaliśmy oszołomieni przez generowaną komputerowo ‘wirtualną rzeczywistość’ i czystą technologiczną błyskotliwość nauki stosowanej. Może więc być zaskoczeniem stwierdzenie, że współczesna nauka teoretyczna jest w kryzysie. Dzisiejsza odwrócona piramida nauki spoczywa na matematyce wyimaginowanych cząstek i energii opisywanych przez doraźną teorię kwantową których nikt nie potrafi wyjaśnić. Okazjonalnie co uczciwsi naukowcy przyznają, że nie rozumieją podstawowych fenomenów takich jak masa, grawitacja, magnetyzm, błyskawica, galaktyki nawet słońce! Nie jest więc zaskakującym, że odkrywa się planety, gwiazdy i galaktyki które nie powinny istnieć a większość widzialnego wszechświata wydaje się być zaledwie skazą przytłoczoną przez tajemniczą ‘ciemną materię’ i ‘ciemną energię.’ W swej roli dzisiejszego systemu wierzeń ‘ustalona nauka’ jest teraz konfrontowana z zaskakującymi sprzecznościami częściej niż dałoby się je dopasować do dogmatów. A ponieważ fundamentalne tajemnice pozostają nierozpoznane, Nagrody Nobla są nadawane za czysto wyimaginowane odkrycia w fizyce. Dziwna natura tych odkryć powinna posłużyć nam za ostrzeżenie przed faktem, że nauka stoi w obliczu punktu zwrotnego o nieporównywalnych rozmiarach.

Dysfunkcjonalna nauka

Nauka jest w punkcie zwrotnym ponieważ, po fragmentacji na specjalności i podspecjalności nie jest już ona dłużej odpowiednio wyposażona by poradzić sobie z fałszowaniem danych. Barykady technicznego żargonu i samolubnych polityk zapobiegają ujrzeniu przez specjalistów tego co byłoby nawet zbyt oczywiste z szerszej perspektywy. Taki system jest niechętny zewnętrznym wyzwaniom tych którzy wznoszą się ponad umowność,’ a którego wiodące autorytety czują się wolne do ignorowania ich. Oczywiście, zanim wzniosły się współczesne bariery akceptowano wiele kluczowych odkryć naukowych dokonywanych przez wielu ‘outsiderów’ takich jak William Herschel i Michael Faraday, tych którzy “mogą być wolni od aktualnych dogmatów i przesądów, zdolni do ujrzenia świata świeżymi oczami.” [Albert Einstein] Parę uniwersytetów wykazało odwagę by nalegać na szeroki i zrównoważony obraz współczesnej wiedzy lub na bezstronne porównanie założeń teoretycznych i osiągalnych alternatyw. Stosowanie takich podstawowych standardów ryzykowałoby zdyskredytowaniem całych wydziałów.

Dysfunkcjonalna edukacja

Po prawdzie możemy być tak oddaleni od znaczącej “teorii wszystkiego” jak jaskiniowiec był od postawienia stopy na księżycu. Nasze uniwersytety hołdują wąskiemu, teoretycznemu zamknięciu. Nieodzowna autokorekta wymagałaby przeciwnego, szerszego horyzontu, mającego oko na idee i krytyczne fakty pośród wielu rozgraniczonych dyscyplin. Faktycznie oznaczałoby to powrót do międzydyscyplinarnych dróg filozofii naturalnej. Wiedza powinna być otwarta na krytycyzm a krytycyzm nie powinien się ograniczać do czyichś najbliższych kolegów. Jedną z najgorszych porażek współczesnej edukacji jest to, że studentów nie zachęca się do kultywowania krytycznego myślenia lub do eksploracji szerszych możliwości. Dzisiejszy ‘dobry student’ jest proszony o konformizm, o absorbowanie wcześniej zapakowanej wiedzy, zupełnie jak we współczesnym fast foodzie. Ale zamiast pewności powinniśmy karmić studentów wątpliwościami i tajemnicami ponieważ stymulują one wyobraźnię i motywują indywidualne badania. Taka jest droga do osiągania przełomów;

“Intensywny i specjalistyczny trening naukowy zagwarantuje, że nigdy nie dokonasz naukowego przełomu... musimy wykuć pionierską edukację, której celem jest wyprodukowanie wszechstronnych ludzi z wyobraźnią którzy mogą nas poprowadzić w niezapisaną przyszłość.” 

[Root-Bernstein —Iskry geniuszu]

Gry komputerowe i media

Dziś badacze posiadają komputery które pozwalają im symulować niemal wszystko co mogą sobie wyobrazić. Kombinacja mocy obliczeniowej i wyobraźni produkuje ostateczne gry komputerowe, wirtualny świat gdzie nieograniczona fantazja może kwitnąć. “Możesz sprzedać wszystko jeśli właściwie to ubierzesz… Możesz podać rezultat który jest kompletnym ‘śmieciem’ ale po wyjęciu go z kontekstu, recenzenci nie mogą zauważyć różnicy,” stwierdził jeden z astrofizyków. Ostre słowa? Nie jeśli się czytało liczne publikacje w których mówi się, że symulacje ‘udowodniły’ teorię. Każde ‘zaskakujące’ odkrycie w tworzonych ad hoc modelach komputerowych zbudowanych z pomysłów "wziętych z kapelusza" i oprogramowania które zmusza się do przybliżania tego co się wyobraża zostało odkryte. Atrakcyjne generowane komputerowo ‘impresje artystyczne’ pomagają przy funduszach. Projekt laboratoriów badawczych obraca się wokół symulacji i wizualizacji technologii, Wielkiego Zderzacza Hadronów (LHC) na przykład. Tak więc biblioteki naukowe są teraz wypełnione nadmiarem nie dającej się przeczytać i nieprzeczytanej literatury technicznej podczas gdy rozróżnienie pomiędzy samą naturą i ‘wirtualnymi światami’ popularnych mediów staje się coraz bardziej zamazane. W tej zabójczej pętli wirtualny świat zajmuje publiczną uwagę i fundusze. A to wszystko w czasie gdy inspiracja która przyciąga młode umysły do prawdziwych odkryć stopniowo zanika.

w ‘Jak Einstein zrujnował fizykę’, Roger Schlafly, który sam ma doktorat (PhD) z matematyki w Berkeley pisze, “Współczesna fizyka została przejęta przez badaczy akademickich którzy nazywają siebie fizykami teoretycznymi ale tak naprawdę zajmuja się science fiction. Nie są oni matematykami którzy dowodzą swych rezultatów logiką i nie są oni też naukowcami którzy testują swoje hipotezy z pomocą eksperymentów. Dokonują wielkich twierdzeń o tym jak ich eleganckie wzory wytłumaczą jak działa świat jednocześnie nie dając sposobu na określenie czy w ich twierdzeniach jest jakakolwiek wartość.”

Matematyka jest świetnym narzędziem ale nie jest fizyką. Ostatnio lukratywną nagrodę przyznano australijskiemu astrofizykowi który zachęca studentów by go naśladowali “patrząc na rzeczy jak na raczej problemy matematyczne niż fizyczne.” To mówi osoba która dała nam wyimaginowaną ‘ciemną materię’ by pozwolić matematyce na zmierzenie się z problemem fizycznym. Na jego korzyść trzeba przyznać Albertowi Einsteinowi, że wykazał w tej materii lepsze zrozumienie, “W zakresie w którym prawa matematyki odnoszą się do rzeczywistości nie są one prawdziwe; a w zakresie w którym są one prawdziwe nie odnoszą się one do rzeczywistości.”

Fundusze badawcze

Nauka oparta na konsensusie i desperacka potrzeba by publikować prace w kilku ‘uznawanych’ dziennikach napędza koleżeńską cenzurę, selektywną publikacje danych, tendencyjność zatwierdzania i, w niektórych przypadkach oszustwo. Prośby o fundusze badawcze powinny być przedmiotem publicznych krzyżowych pytań. Jeśli badanie nie może zostać wytłumaczone i usprawiedliwione przed dobrze wykształconymi sędziami posługującymi się wykwalifikowaną krytyką to jakie mamy podstawy dla ufności w dzisiejsze multimilionowe naukowe przygody? “Zaufajcie nam, jesteśmy ekspertami,” jest nieakceptowalne. Ślepe zaufanie doprowadziło nas do kosztujących wiele miliardów dolarów nieprawych projektów takich jak Wielki Zderzacz Hadronów za 9 miliardów $ i wart 16 miliardów $ 30-letni Międzynarodowy Termonuklearny Reaktor Eksperymentalny (ITER), które gdy spojrzeć na nie krytycznie nie mają żadnego naukowego usprawiedliwienia którego opinia publiczna ma wszelkie prawa oczekiwać.

Kosmologia jako mit

Dzisiejsza kosmologia w swym usiłowania dania nam większego obrazu konkuruje z religią poprzez inwestowanie w alternatywny mit kreacji który kruszy zaobserwowane prawa fizyki. Mit ten jest zwany ‘wielkim wybuchem’ i nie ma sensu. Tym co obserwujemy jest fakt, że materia ‘zamyka’ energię elektromagnetyczną co manifestuje się jako masa zgodnie ze wzorem E = mc(żaden hipotetyczny bozon Higgsa nie jest wymagany). Ale nie mamy pojęcia jak energia może tworzyć materię (czymkolwiek ona ostatecznie jest). Nie możemy więc nic powiedzieć o stworzeniu wszechświata. Choć wydaje się tłumaczyć obserwowane fenomeny Wielki Wybuch wymaga zracjonalizowania niezmiernego pola kumulujących się anomalii zmuszając kosmologów do poświęcania większości ich czasu na wynajdowanie dróg naokoło sprzeczności poprzez przedstawianie czysto teoretycznych konstruktów takich jak ciemna materia, ciemna energia, czarne dziury i o wiele więcej. Powstały w wyniku tego egzotyczny słownik zawodzi w każdym rozsądnym teście Brzytwy Ockhama (oczywiście w jej współczesnej nie mającej nic wspólnego z oryginałem wersji – przypis tłumacza). Nieoczekiwane rezultaty spotykają się z rozwiązaniami ad hoc. Ale one zawsze mają odpowiedź.

Mit wielkiego wybuchu z jego dziwacznym przedstawieniem naszej sytuacji we wszechświecie dotyka społeczeństwa poprzez swoją beznadziejność oraz marnowanie pieniędzy i zasobów. Współczesna kosmologia jest obnażona jako konkurencyjna świecka religia ze swym kreacjonizmem i scenariuszami końca świata. Nauka nie zrzuciła jeszcze kajdan naszego niezrozumienia przeszłości.

Kosmologia według modeli komputerowych

Jedną z miar sukcesów kosmologii jest jej zdolność do przewidywania prawdopodobnych nowych odkryć  i obszarów do badań w innych dyscyplinach. Kosmologia Wielkiego Wybuchu zawodzi w tym teście. Dziś bezustanne zaskoczenie w wyniku nieskładnych danych astronomicznych nigdy nie powoduje radykalnego przemyślenia podstawowych założeń. „Powrót do deski kreślarskiej” nigdy nie oznacza świeżego startu. Tajemnice wspomniane wcześniej są nietknięte. Nikt nie czyta oryginalnych prac z których powstały dogmaty. Niespodzianki zaledwie napędzają cyrk nauka-media-fundusze ku dalszym improwizowanym absurdom — ‘udowodnionym’ przez modele komputerowe. Ale modele komputerowe nie mogą dowieść niczego. Większość jest oparta na nieważnych koncepcjach takich jak traktowanie plazmy jako namagnetyzowanego gazu i mają tyle regulowanych parametrów, że modele nie dają się podrabiać. Fizycy są kształceni by pracować w intelektualnej próżni. Wynikiem jest brak prawdziwego postępu który jest maskowany przez coraz dziwaczniejsze nagłówki i obietnice sukcesów które nigdy nie mają miejsca. Wystarczy wziąć pod uwagę liczącą dekady obietnice czystej, nieograniczonej energii termonuklearnej ‘jak na słońcu’. Porażka w jej dostarczeniu nigdy nie spowodowała jakiejkolwiek drugiej myśli w stosunku do słońca. Ale może stanowić wskazówkę.

Najpierw zrozumieć słońce

Martin Rees, jeden z najbardziej liczących się na świecie astronomów jest profesorem kosmologii i astrofizyki na Uniwersytecie Cambridge i Królewskim Astronomem w UK. W swej książce Nowe perspektywy w kosmologii astrofizycznej [C.U.P. 2000] pisze on, “Najlepiej rozumianymi kosmicznymi   strukturami są te najmniejsze: indywidualne gwiazdy.” Nic nie może być dalsze od prawdy! Ani jedna z cech naszej gwiazdy – korona – chromosfera – ziarnista fotosfera – plamy słoneczne – nie są oczekiwane w oparciu o standardowy model fuzji termonuklearnej. Gdy nowe dane napływają z sond słonecznych i tych skupionych na granicach słońca i przestrzeni międzygwiezdnej staje się oślepiająco jasne – nie rozumiemy słońca. A bez zrozumienia słońca nie wiemy nic o wszechświecie!

Słońce jest punktem zwrotnym, punktem odejścia od starej kosmologii Wielkiego Wybuchu. Rees pisze we wprowadzeniu do swojej książki, “Grawitacja, niemal niezauważalna pomiędzy ciałami w skali laboratoryjnej jest dominującą siłą w astronomii i kosmologii. Podstawowe struktury w naszym kosmicznym środowisku – gwiazdy, galaktyki i gromady galaktyk – wszystkie biorą udział w balansie pomiędzy przyciąganiem grawitacyjnym i niszczącym działaniem ciśnienia energii kinetycznej.” Natychmiast wyróżniają się w tym trzy rzeczy. Po pierwsze, grawitacja jest najsłabszą siłą we wszechświecie. Po drugie, grawitacja nie jest rozumiana. I po trzecie, choć pola magnetyczne są wykrywane wokół słońca i gdzie indziej w kosmosie, nie ma wzmianki o koniecznych generatywnych prądach elektrycznych w plazmie, z której to składa się 99.999% widzialnego wszechświata! Zauważając oczywistość – jest to doktrynerska porażka.

Astrofizycy mają równania opisujące co grawitacja robi i pozbawioną znaczenia hiper-geometryczną historię o przestrzeni zakrzywianej przez obecność materii. Nie poświęca się nawet myśli najbardziej podstawowemu problemowi — jak materia wytwarza efekty masy i grawitacji. Nigdzie w kosmologii nie uważa się za ważną elektrycznej struktury materii I siły elektrycznej która jest o 39 rzędów wielkości silniejsza od grawitacji. Tak długo jak będziemy się trzymać mylnych i przestarzałych koncepcji nigdy nie zrozumiemy słońca ani żadnej innej gwiazdy.

Nowe słońce wschodzi w elektrycznym wszechświecie

Jest nowa kosmologia której przeznaczone jest uznanie. Elektryczny Wszechświat inspiruje ludzi w każdym wieku. Jest łatwy do zrozumienia. Jest to ekspansywna i łącząca nauka która motywuje ‘garażowych majsterkowiczów’ do wykonywania ich własnych eksperymentów. Łączy nauke i humanizm na głębokim poziomie. Ci którzy ją znają mówią, “To po prostu ma sens.” Po raz pierwszy zaczynamy rozumieć naszą egzystencję na tej kruchej niebieskiej planecie i nasze powiązanie ze słońcem i zdumiewającym wszechświatem.

Nawet w tym wczesnym stadium w swym rozwoju Elektryczny Wszechświat z sukcesem przewiduje i tłumaczy zaskakujące odkrycia. Jest wyjątkowy w tej kosmicznej erze w tym, że rozwinął sie on z dokładnego badania najwcześniejszych odniesień astronomicznych. Nie zakłada on, że niebo zawsze wyglądało tak jak dziś lub tego, że orbity planet da się po prostu obliczyć wstecz w prehistorię. Badanie skulminowało się w identyfikacji dziwnych prehistorycznych petroglifów jako wiernych zapisów potężnych wyładowań elektrycznych na prehistorycznym niebie. W połączeniu ze współczesną nauka plazmy i ostatnimi odkryciami z sond kosmicznych było jasne, że elektryczność grała kluczową rolę w niebiańskiej dynamice. To przywołuje problem elektrycznej natury centralnego ciała układu słonecznego — Słońca.

Nie ma praktycznie naukowej czy kulturowej aktywności której nie dotykałby Elektryczny Wszechświat co jest znakiem prawdziwej kosmologii. Elektryczny Wszechświat jest oparty na eksperymentach i obserwacjach w prawdziwym świecie a nie w oksymoronicznych ‘eksperymentach myślowych’ lub w nieskrępowanych fantazjach o tym co może się dziać niewidoczne w gwieździe lub w głębokim kosmosie. Pokazuje on wyraźniej co pozostaje do odkrycia i preferowane kierunki dla przyszłych badań i eksploracji.

Niespokojny elektryczny układ słoneczny

Interdyscyplinarne dochodzenie sięgnęło szczytu w 2000 na spotkaniu w Portland w Oregonie kiedy potwierdziła się elektryczna natura wszechświata. Dowody takie akumulowały się od czasu gdy jądro komety weszło w bliską obserwację statku kosmicznego. Ale na spotkaniu tym wiodące autorytet w dziedzinie nauk plazmy ustalił, że niezwykle potężna aktywność elektryczna musiała niegdyś obejmować całą Ziemię. Rozpoznał on enigmatyczne prehistoryczne petroglify jako przedstawienia rozwijających się niestabilności plazmy które widział w najpotężniejszych wygenerowanych w laboratorium wyładowaniach. Prace naukowe ogłaszające to odkrycie określiły fenomen mianem ‘super-zorzy’ sugerując, że słońce było za nie odpowiedzialne i datując je gdzieś na koniec ostatniej epoki lodowcowej.

Jednakże, jak potwierdziły to gromadzące się dowody globalnie starożytni ludzie identyfikowali pewne planet ze straszliwą bronią zwaną ‘piorunami bogów.’ Wiele opisów i artystycznych przedstawień tych ‘piorunów’ pokazało, że były to bardzo wysokoenergetyczne wyładowania plazmy. Te odległe teraz planet były kojarzone z chaosem i terrorem na Ziemi. Pewne planety były również przedstawiane w blisko usytuowanej ‘wielkiej koniunkcji’ która jest niemożliwa w jedynie grawitacyjnym wszechświecie ale którą wyciosano w skałach tysiącami. Słońce nie było odpowiedzialne za ‘super-zorze.’

“Wielki Dzień Jego Gniewu” — John Martin ok. 1853

Wszystkie dowody poparły wcześniejsze analizy mówiące, że jesteśmy potomkami głęboko straumatyzowanych rozbitków z czasów prehistorycznych doświadczeń niebiańskiego ‘Dnia Zagłady. Kataklizmy te wydają się powodować tajemniczy nagły świt pierwszych cywilizacji. Wydarzenia te zostały zapamiętane we wczesnych religiach i w zadziwiającej architekturze i monumentach; i były one odgrywane w niszczycielskich wojnach. Tajemnicze historie planetarnych bogów walczących na niebie piorunami są dziś lekceważone bez drugiej myśli ponieważ nie pasują one do pocieszającego mitu elektrycznie sterylnego, Newtonowskiego zegarowego system planetarnego powstałego miliardy lat temu. A mimo to w 21 wieku wciąż instynktownie wywołujemy wojny i bezmyślną destrukcję podczas przywoływania tych zapomnianych planetarnych bogów. Być może najważniejszą lekcją od Elektrycznego Wszechświata jest ta społeczna. Uzdrowienie przymusu by rewizytować inspirowane dniem zagłady szaleństwo wymaga tego byśmy się zmierzyli z rzeczywistością naszej chaotycznej przeszłości na tej planecie. Implikacje dla nauki, ludzkości i naszego przyszłego przeżycia są głębokie.

 Elektryczne Słońce?

Potężne elektryczne wymiany pomiędzy planetami na ekscentrycznych orbitach w czasach prehistorycznych ludzi oznaczają działanie w układzie słonecznym mechanizmu elektrycznego który gładko przywrócił porządek. Grawitacja, działając osobno ma skłonności raczej do zwiększania chaosu niż do przywracania i utrzymywania porządku. Stąd głównymi problemami są prawdziwa natura grawitacji i ciało centralne dla naszej egzystencji – Słońce. W przeszłości niektórzy naukowcy nakreślili analogie pomiędzy błyskawicą i cechami Słońca. Brytyjski fizyki C. E. R. Bruce pisze, “Nie jest przypadkeim, że fotosfera ma wygląd, temperaturę i widmo łuku elektrycznego; posiada charakterystykę łuku ponieważ jest ona łukiem elektrycznym lub dużą liczba równoległych łuków elektrycznych.” Włoski astronom solarny Giorgio Abetti pisze, “Prawdopodobne jest, że problem dynamik eksplozji dotykających (słonecznych) wypukłości zostanie rozwiązany jedynie wtedy gdy warunki elektryczne uzyskiwane w chromosferze i wewnętrznej koronie zostaną lepiej zrozumiane.”

Jednakże, naszym najbardziej hołubionym wierzeniem jest to, że rozumiemy jak działa słońce bez odnoszenia się do elektryczności. Podświadomie, być może przez nasze egzystencjalne obawy,  naukowcy wyprodukowali pocieszającą historię, że słońce będzie kontynuować spokojne świecenie przez miliardy lat dzięki nuklearnej fuzji. Ale czy tak jest? Wkrótce minie wiek odkąd obietnica mocy fuzji ‘jak na słońcu’ zaczęła napędzać energię badań. Kosztowało to drogo opinię publiczną jednocześnie nie produkując niczego. Sir Arthur Stanley Eddington dał nam podstawy dla Standardowego Modelu Słonecznego w Wewnętrznej budowie gwiazd, opublikowanej w 1926. Standardowy Model Słoneczny odnosi się do określonych obliczeń I opartych na szeregu podstawowych założeń które akceptuje się jako ważne.

Eddington pisze:“W poszukiwaniu źródła energii innego niż kurczenie pierwszym pytaniem jest czy energia która będzie wypromieniowana w przyszłości jest ukryta w gwieździe czy też jest bezustannie pobierana z zewnątrz. Poczyniono sugestie, że to uderzenia materii meteorytowej zapewniają ciepło lub, że istnieje tam jakieś subtelne promieniowanie przemierzające przestrzeń które gwiazda wyłapuje. Indywidualnie może być przeciwko tym hipotezom wymagany silny sprzeciw; ale nie jest konieczne szczegółowe ich rozważanie ponieważ powstały one poprzez niezrozumienie natury problemu. Żadne źródło energii nie przynosi żadnego pożytku o ile nie wyzwala ono energii w głębokim wnętrzu gwiazdy.

To nie wystarcza by zapewnić zewnętrzne promieniowanie gwiazdy. Należy zapewnić utrzymanie wysokiej temperatury wewnętrznej bez której gwiazda by się zapadła.”

Zlekceważywszy czynniki zewnętrzne Eddington uprościł problem definiując słońce jako odizolowaną ‘idealną kulę gazową’ poddana autograwitacji i centralnemu źródłu ciepła by ‘rozdmuchać’ je do rozmiaru który widzimy. Jego model był ograniczony ponieważ nie miał on żadnego praktycznego doświadczenia z fenomenem wyładowania elektrycznego w środowisku bliskim próżni, w innym wypadku mógłby postrzec fotosferę jako atmosferyczny fenomen wyładowania elektrycznego a nie jako powierzchnię Słońca.

Unaocznia to fundamentalny problem ze współczesnym modelowaniem komputerowym. Jak dobrze rozumiemy to na co patrzymy? Nasz interpretacja jest ograniczana przez nasze doświadczenie i naszą wyobraźnię. Nikt nie ma jakiegokolwiek doświadczenia z wnętrza gwiazdy więc złożony Standardowy Model Słoneczny jest czystą imaginacją. Mniejsza już o to, że nie jest rozumiane to jak można zapaść chmurę molekularna tak by uformować gwiazdę i, że żadne znane ciało fizyczne nie przenosi wewnętrznego ciepła poprzez ‘strefę promieniowania.’ Pomimo to złożoność mająca miejsce w usiłowaniach skłonienia Standardowego Modelu Słonecznego do naśladowania tego co obserwujemy dawała teoretykom zajęcie na stulecie — bez sukcesów! Czy aby całkowite przemyślenie sprawy nie uległo opóźnieniu?

Inżynierski model słońca

Wydaje się, że nikomu od czasów Eddingtona nie przyszło na myśl, oprócz godnego uwagi wyjątku nieżyjącego już inżyniera Ralpha Juergensa z Flagstaff w Arizonie, że blask słoneczny może być wytwarzany przez jakieś subtelne promieniowanie przemierzające przestrzeń które gwiazda wyłapuje.” Juergens brał udział we wspomnianym wcześniej badaniu interdyscyplinarnym i dostrzegł potrzebę zbadania elektrycznej natury słońca i układu słonecznego. W 1979 opublikowałon nowatorską pracę, Fotosfera: Czy jest ona górą czy dołem fenomenu który nazywamy słońcem? Podkreślił on fakt, że żadna z obserwowanych cech słońca takicj jak korona, chromosfera, kolce, granulacja, plamy słoneczne etc., nie mają żadnego interesu w byciu tam w Standardowym Modelu Słońca. Na przykład,“...ustanowiona teoria energii gwiezdnej jest zawstydzana przez łagodne zachowanie fotosferycznych granuli słońca.” Konwencjonalnie granule fotosferyczne mają być rzekomo szczytami żywych komórek konwekcyjnych napędzanych przez centralny piec nuklearny słońca. Wewnętrzna konwekcja jest nieodzowna dla Standardowego Modelu Solarnego ponieważ konwekcja ta ma ‘jakoś’ generować złożone pola magnetyczne słońca.

Obserwacja Juergensa o “łagodnym zachowaniu fotosferycznych granuli słońca” była zapowiedzią dla ostatniego odkrycia ekipy naukowców którzy opracowali ‘skan MRI’ wewnętrznych ruchów słonecznej plazmy. Shravan Hanasoge, naukowiec towarzyszący działu geonauk na Uniwersytecie Princeton i wizytator Instytutu Nauk Matematycznych Couranta  NYU  odnotował,

“…nasze rezultaty sugerują, że ruchy konwekcyjne w słońcu są blisko 100 razy mniejsze niż teoretyczne oczekiwania tych prądów. Jeśli te ruchy w słońcu są rzeczywiście tak powolne wtedy najszerzej akceptowana teoria dotycząca generowania solarnego pola magnetycznego ulega zniszczeniu, nie pozostawiając nam żadnej całościowej teorii by wytłumaczyć jego generowanie pól magnetycznych oraz potrzebę przeprowadzenia gruntownego przeglądu naszego zrozumienia fizyki wnętrza słońca.” [przedrukowane z materiałów dostarczonych przez Uniwersytet Nowego Jorku.]

Samo to odkrycie powinno być ‘punktem zwrotnym’ dla Standardowego Modelu Solarnego. Ale wierzenia założycielskie giną z trudem. Wcześniej był ten ‘problem słonecznych neutrin ,’ który na wiele dekad bezpośrednio zdyskontował termonuklearny model słońca w którym jak odkryto upływ neutrin był trzykrotnie mniejszy niż oczekiwano. Problem ten został zamieciony pod dywan poprzez założenie, że neutrina zmieniają się na swej drodze od słonecznego rdzenia do detektorów na Ziemi. Wygodnie dla teoretyków nie ma sposobu na zweryfikowanie tego w przewidywalnej przyszłości. W międzyczasie odkryto, że liczba neutrin  zmienia się odwrotnie proporcjonalnie wraz z liczbą plam słonecznych, co stanowi efekt fotosferyczny na który nie może wpłynąć nic co ma miejsce w słonecznym rdzeniu. Cała akcja zdaje się mieć miejsce w samej fotosferze co podkreśla niezwykłe pytanie Juergensa.

Niedawny artykuł w Nature (28 czerwca 2012), Wiry w koronie, niezamierzenie odpowiada na oba pytania Juergensa i na najbardziej niesforny dla Standardowego Modelu Solarnego problem: Wysokie temperatury związane z koroną słoneczną wyjaśniły swym istnieniem jeden z najbardziej długotrwałych problemów w astrofizyce.”

Wizualizacja zjonizowanej wirującej plazmy przy użyciu trójwymiarowych symulacji numerycznych magnetycznego tornado w słonecznej atmosferze. (Dzięki przejmości: Wedemeyer-Böhm et al.)

Artykuł podkreśla odkrycie ‘super-tornad’ w chromosferze pomiędzy koroną i fotosferą. Ocenia się, że na cichym słońcu nieprzerwanie jest ich obecnych ponad 10,000. Badacze przeskoczyli do tego możliwego mechanizmu nagrzewania korony poprzez te super-tornada, które są magnetycznie powiązane z wirami w fotosferze. Jednakże nie jest jasne jak te tornada się formują ani jak energia jest przenoszona z super-tornad do korony. Przewidywalnie, cała ta ma być napędzana przez ruch konwekcyjny i uwięzione pod fotosferą pola magnetyczne. Ale jak właśnie widzieliśmy nie ma wystarczającej konwekcji fotosferycznej by wytworzyć pola magnetyczne słońca.

Bardziej niedawno kolejny raport w Science (28 września 2012), Jak spłaszczone jest słońce, odnotowuje, “…Słońce nie wygląda na tak spłaszczone jak być powinno… Nowe pomiary spłaszczenia wymagają wytłumaczenia.” Jest to miara bezużyteczności Standardowego Modelu Słonecznego w przewidywaniu lub wytłumaczeniu nawet najbardziej podstawowych obserwacji dotyczących Słońca. Obserwacje dają bogactwo szczegółów o fotosferze, chromosferze i koronie. Jednakże mamy trudności w dopasowaniu obserwacji do teorii.” [Solarny Interior & Atmosfera, J.-C. Pecker] Ale studenci i poprzez media opinia publiczna są nieświadomi tego. Wydaje się, że naukowcy również zapomnieli o tej nieprzyjemnej prawdzie gdy podpisali się na badaniu które wyprodukuje energię termonuklearną ‘jak na Słońcu.’

Te niedawne odkrycia potwierdzają postulowane przez Juergensa zewnętrzne elektryczne zasilanie Słońca. Wraz z odkryciami tego jak Słońce działa z galaktyką w heliopauzie co przeczy wszystkim poprzednim modelom teoretycznym, kładą one dobitny kres standardowej teorii solarnej. Fotosfera stanowi dno fenomenu który nazywamy Słońcem. Słońce może być teraz łatwo zrozumiane a model elektryczny potwierdzony empirycznie odkąd to co możemy zobaczyć jest wszystkim co musimy wiedzieć. The Thunderbolts Project jest dedykowany temu zadaniu.

Poniższe paragrafy pokrótce demonstrują prostotę i spójność elektrycznego modelu Słońca. Jest to pojedynczy model który tłumaczy długotrwałe tajemnice słońca i może być zastosowany do gwiazd, od brązowych poprzez czerwone do biało-niebieskich, od karłów po olbrzymy. Różnice gwiezdne, wszystkie mogą być rozumiane w znaczeniu trzech różnych trybów wyładowania plazmy — ciemnego, jarzącego i łuku. Elektryczny Wszechświat spełnia wszystkie wymagania dobrej teorii. Podąża on za rozsądnymi zasadami inżynierii elektrycznej i nauką kosmicznej plazmy uznawanymi przez Instytut Inżynierów Elektrycznych i Elektronicznych - Institute of Electrical and Electronic Engineers (IEEE)

Elektryczne narodziny gwiazd

Połyskliwe prezentacje medialne pokazują słońce i planety formujące się z wirujących chmur pyłu. Dla większości ludzi będzie więc zaskoczeniem, że eksperci uważają formowanie się gwiazd za “kwestię otwartą,” i za “najważniejsze wyzwanie w astronomii w następnej dekadzie.” [R. de Grijs (2012)] Wyzwanie to staje się coraz trudniejsze gdy teleskopy się ulepszają. Przewiduje, że stanie się to niemożliwe kiedy nowe instrumenty takie jak Teleskop Jamesa Webba i Obszar Kilometra Kwadratowego (SKA), zaczną działać. Niewytłumaczone pola magnetyczne maja w tym udział. “Coś tworzy i utrzymuje koherentne pola magnetyczne w zakresie mikro-Gaussów, na ogromną skalę.” [B. Gaensler (2008)] Tak więc zdrowy rozsądek sugeruje zwrot w stronę kosmologii plazmy która tłumaczy formowanie się gwiazd prosto, w elektromagnetycznych terminach.

Sieć 27 formujących gwiazdy włókien pochodząca z obserwacji Herschela w chmurze molekularnej IC 5146. Zdjęcie: D. Arzoumanian et al.

Gwiazdy, elektryczne źródła planet formują się w chmurach molekularnych w wyniku procesu konwekcji Marklunda w kierunku włókien prądu które wyglądają po prostu jak kosmiczna forma wyładowania z chmury do chmury. Odkrycie to było zaskoczeniem dla teoretyków którzy polegają na sferycznej grawitacyjnej akrecji materii 1/r2  w kierunku środka masy. W ostrym kontraście konwekcja Marklunda koncentruje materię wzdłuż włókna prądu wraz z dalekosiężną i potężniejszą siłą elektromagnetyczną 1/r. Co znaczące konwekcja Marklunda separuje pierwiastki chemiczne wraz z najzimniejszymi i najłatwiej jonizującymi się elementami, takimi jak żelazo i krzem najbliżej osi. Z wystarczającą ilością materii, grawitacja asystuje w formowaniu się pojedynczych gwiazd i mniejszych ciał niczym świetlistych paciorków wzdłuż kanału błyskawicy, wraz z ich zimnymi jądrami ciężkich pierwiastków i atmosferami z wodoru i helu. Zauważcie, że reakcja termonuklearna nie może się rozpalić w zimnym niebieskim rdzeniu z ciężkich pierwiastków!

Jeśli pierwiastki ciężkie sa skoncentrowane w rdzeniach niebieskich to jak wyjaśnić formowanie się planet wraz z ich jądrami z ciężkich pierwiastków? Wraz z odkryciem ponad 800 ‘egzoplanet’ standardowy model dysku akrecyjnego jest w coraz większych trudnościach. Pierwszym problemem było odkrycie ‘gorących Jowiszy’ orbitujących blisko gwiazd. Model akrecyjny, że niemożliwa jest tam ich obecność. Tak więc gazowe olbrzymy musiały jakoś ‘migrować’ do wewnątrz z bardziej odległych orbit. Ale model akrecyjny wymaga by nasze gazowe olbrzymy migrowały zanim się uformują tak by wewnętrzne planety miały czas niezbędny do osiągnięcia swej pierwiastkowej kompozycji!

Ale co z gwiazdami które posiadają ‘dyski akrecyjne?’ Zakłada się po prostu, że dyski te powstają w wyniku zapadania grawitacyjnego. Jednakże grawitacja jest z łatwością pokonywana przez odpychanie elektromagnetyczne jak obserwujemy to w wyrzutach masy słonecznej. Konsekwentnie, gwiazdy posiadają raczej strumienie i dyski wyrzutów niż dyski akrecyjne. Czasem, z powodów dynamiki lub rozprzestrzeniania się ładunku elektrycznego na większym obszarze powierzchni, kształtujące się gwiazdy rozszczepiają się w podwójne lub wielokrotne systemy gwiezdne. Scenariusz ten może wyjaśnić nieco z zaskakującej obfitości wielokrotnych systemów gwiezdnych i blisko orbitujących ‘gorących Jowiszy.’

Również, obfite narodziny gwiazd brązowych karłów i mniejszych ciał w bliskości wzdłuż elektrycznej pępowiny zapewniają możliwość pochwycenia ich przez jasne gwiazdy by uformować systemy planetarne. Przechwycenie jest w wielkim stopniu wzmacniane przez wymianę energii elektrycznej gdzie miejscem skrzyżowania dla tego przechwycenia jest  wielka granica elektryczna gwiazdy zwana heliosferą (~200 JA – jednostek astronomicznych szerokości), lub ‘astrosferą.’ Brązowe karły pojmane pochwycone przez jasne gwiazdy zostaną okradzione ze źródła energii, stracą swoją promienność i staną się gzowymi olbrzymami. Wyjaśnia to tajemnicę znaną jako ‘pustynię brązowych karłów’ wokół gwiazd głównej sekwencji.

W procesie pochwycenia brązowego karła ma miejsce drastyczne elektryczne dostosowanie z bycia anodą w zostanie katodą co pojmana gwiazda osiąga poprzez kometarnego typu elektryczny wyrzut materii ze swego jądra z ciężkich pierwiastków i atmosfery kształtując satelity i pierścienie. Niektóre z wydalonych szczątków uciekają by stać się rodzinami komet, asteroid i meteoroidów. Jest to proces całkowicie analogiczny do zaobserwowanego elektrycznego rozszczepienia jądra komet, często gdy zbliżają się one do Słońca.

Użyteczność tego modelu dla układu słonecznego jest oczywista, z odległymi gazowymi olbrzymami tworzącymi pierścienie i z wieloma satelitami. Saturn, z jego spektakularnym systemem pierścieni wygląda na pojmanego najbardziej niedawno. Wewnętrzne planety są satelitami straconymi przez gazowe olbrzymy/byłe karłowate gwiazdy. Astronomowie zaczęli ostatnio sugerować, że środowisko w pobliżu karłowatych gwiazd jest odpowiednie dla życia. Ale w Elektrycznym Wszechświecie tej idei tyczy się o wiele więcej. Tak więc dziwny orszak planet Słońca i ich satelit tworzy adoptowaną a nie pierwotną rodzinę. Porównanie żyroskopowo stabilnych wahań osiowych może ukazać pewne rodzinne powiązania. Co bardzo znaczące, poprzez tę hipotezę, Saturn, Mars i Ziemia wyglądają na spokrewnione.

Systemy grawitacyjne są zasadniczo chaotyczne ponieważ perturbacje orbitalne nie są korygowane. Z intruzami niepokojącymi układ słoneczny oczywiste pytanie brzmi jak to się dzieje, że planet poruszają się jak w zegarku? Ważne jest to, że  działa tutaj mechanizm ‘spustowy’ który wymusza porządek w układzie słonecznym. Elektryczny Wszechświat proponuje po prostu tezę, że protony, neutrony i elektrony, tak jak atomy które one formują również mają struktury orbitalne i mogą zostać zniekształcone w polu elektrycznym by ukształtować maleńkie elektryczne dipole. Grawitacja może być wtedy zrozumiana jako forma wiązania molekularnego, jako siła pomiędzy wzbudzonymi słabymi elektrycznymi dipolami pomiędzy wszystkimi cząstkami subatomowymi w ciele. Daje to kluczową zdolność do modyfikowania grawitacji i orbity planety poprzez zmienianie ładunku na jej powierzchni. Taki model grawitacyjny łagodzi kolizje poprzez rozmieszczanie orbit tak by planety w jak najmniejszym stopniu wymieniały ładunki elektryczne poprzez swe kometarne powłoki plazmy.

Elektryczne światło gwiazd

Model Elektrycznego Wszechświata idzie naprzód tam gdzie kosmolodzy plazmy sie poddali. Wygląda na to, że gwiazdy  bezustannie otrzymują energię z galaktycznych włókien prądu w których się ukształtowały. Zostało to niedawno ustalone przez ‘zaskakujący’ napływ neutralnych energetycznie atomów (ENA) formujących wokół układu słonecznego ułożony poprzecznie do międzygwiezdnych pól magnetycznych pierścień. Pierścień z jego ‘jasnymi punktami’ wskazuje na obecność elektromagnetycznego ‘skurczu' na współosiowych międzygwiezdnych cylindrach prądu które zasilają słońce.

Ta ‘mgławica planetarna’ pokazuje typowy gwiezdny współosiowy obwód w bardziej aktywnym ‘trybie jarzenia.’ Elektromagnetyczny ‘skurcz’ plazmy wyśrodkowany na gwieździe jest wyraźnie widoczny.

Tak więc fotosfery gwiazd powinny być widziane jako globalny fenomen wyładowania elektrycznego na samej górze ich grawitacyjnie uwarstwionych atmosfer gdzie najlżejsze pierwiastki wodoru i helu występują w obfitości. Dla solarnych teoretyków problemem jest to, że nie ma wytłumaczenia dla błyskawic w grawitacyjnie uwarstwionej atmosferze Ziemi! O wiele mniej jest rozumiany dziwny fenomen burz ponad wyładowaniami. I ten brak zrozumienia znaczenia aktywności elektrycznej w fotosferze do dziś trwa niezauważony choć kilku naukowców w przeszłości go wyczuwało. Na przykład fizyk solarny Giorgio Abetti pisze, “[Solarne] wypukłości mogą być wytłumaczone jako wyładowania elektryczne.” [The Sun(1963)] A sam Eddington pisze, “Jeśli nie ma żadnego innego wyjścia możemy założyć, że biała linia widma w gwiazdach jest produkowana przez wyładowania elektryczne podobne do tych które wytwarzają jasną linię widma w tubie próżniowej.” [1926]

Fundamentalnym błędem jest to, że studenci są nauczani tego, że przewodnictwo kosmicznej plazmy jest tak wysokie, że jakiekolwiek obecne w niej pole elektryczne można ustawić na zero. Ale doświadczenie w wyładowaniach gazowych pokazuje, że to prądy a nie pola elektryczne są w tej plazmie ważne. Wszędzie w kosmosie gdzie tylko spojrzymy znajdujemy pola magnetyczne które są rezultatem prądów elektrycznych. Nie jest więc prawidłowe, jak wytknął to Hannes Alfvén, traktowanie wiatru słonecznego jako zaledwie namagnetyzowanego gazu a takie jest konwencjonalne podejście. Alfvén wykazał, że ‘wiatr’ słoneczny musi być ‘ciemnym’ prądem który płynie w obwodzie pomiędzy słońcem i jego galaktycznym środowiskiem. Co najważniejsze pole elektryczne w masie plazmy wewnątrz heliosfery nie jest zerowe ale zanikająco małe — wystarczające by przyspieszać protony ‘wiatru’ słonecznego z dala od słońca by potem odwrócić kierunek by w tajemniczy sposób zastopować wiatr słoneczny na granicy heliosfery, czy też ‘wirtualnej katody’ słonecznego wyładowania. To ostatnie odkrycie było całkowitym zaskoczeniem.“Nie istnieją już dłużej żadne wytyczne co do tego jakie składniki wydostają się z układu słonecznego do galaktyki.” [S. Krimigis, Nature 489:21, 2012]

Gwiazdy jako dodatnie anody

Juergens zidentyfikował wiele z obserwowanych na słońcu fenomenów wyładowania jako charakterystycznych dla tych ponad powierzchnią dodatniej anody. Potencjał międzyplanetarnej plazmy ‘zamyka się’ ponad tą anodą — Słońcem. Tak więc elektrycznie napędzany potencjał słońca jest w większości ograniczony do odległych granic heliosfery — w regionie napotkanym przez dwie sondy Voyager, gdzie wiatr słoneczny ‘tajemniczo’ się zatrzymał. Nie jest to tajemnicą gdy zastosuje się do słońca model elektryczny. Heliosferyczna powłoka plazmy jest ‘wirtualną katodą’ w obwodzie słońca. Pole elektryczne najpierw odwraca się zbliżając się do katody, powodując spowolnienie protonów beż żadnych dowodów na galaktyczny ‘przeciwny wiatr.’ Poza tym regionem proton przyspieszają gwałtownie  oddalając się i stają się kosmicznymi promieniami. Elektrony nadchodzące z rozległej kuli ‘wirtualnej katody’ do czasu gdy osiągają fotosferę skupiają się biliony razy i wytwarzają promienność Słońca.

Dowodem którego należy szukać są ‘włókniste’ prądy podążające za kierunkiem otaczającego pola magnetycznego w dół ku fotosferze. Włókna takie są widziane we wszystkich skalach w koronie, chromosferze i fotosferze Słońca. Korona słońca jest po prostu efektem wyładowania koronowego gdzie rozrzedzona plazma rozgrzewa się do milionów stopni dzięki płynącemu przez nią prądowi elektrycznemu. Zaś znów w odniesieniu do wirów w koronie energia nie jest transferowana ze słońca ku koronie poprzez magnetyczne “super tornada” ale w przeciwnym kierunku, w dół  ku słońcu poprzez elektromagnetyczne tornada. Te “super tornada” są typowe dla samoorganizacji plazmy w wysokich gęstościach prądu w których włókna prądu przyjmują spiralną ścieżkę lub kształt ‘tornada.’ Fenomen ten jest ważny gdy szczegółowy przyjrzymy się fotosferze.

Fotosferyczna “ziarnistość”

Fotosfera może być teraz przebadana dla fenomenu anody. Słoneczne wyładowanie plazmy przełącza się z ciemnego trybu w przestrzeni międzyplanetarnej gdzie opisywana jest błędnie jako ‘wiatr słoneczny’, poprzez tryb jarzenia w koronie i chromosferze aż do trybu łukowego w fotosferze. Fotosfera przejawia złożoną budowę w formie ziarnistej granulacji i plam słonecznych z których żadnego nie można wytłumaczyć lub oczekiwać gdyby słońce po prostu promieniowało wewnętrzną energią. Juergens pisze:

„…pomysł konwekcji termicznej jako wytłumaczenia dla ziarnistości w fotosferze – koncepcja która z początku wydawała się być dobrze poparta poprzez podobieństwo pomiędzy granulami i bryłowatymi komórkami w roztopionym wosku – wypada raczej kiepsko gdy się jej bliżej przyjrzeć. Niemniej, tak powszechne jest przekonanie, że Słońce generuje własną energię, że takie praktyczne trudności są generalnie lekceważone. Konsensus mówi, że taka konwekcja musi istnieć i stąd fotosferyczna ziarnistość musi w jakiś sposób być manifestacją tego procesu.”

Miast tego Juergens zidentyfikował solarną ziarnistość jako fenomen “skłębionego wyładowania anody” gdzie “gęsta, wysokiej jasności, wtórna plazma sprężynuje w objęcia cieńszej, mniej świetlistej pierwotnej plazmy.”


Kłębki plazmy unoszą się i poruszają ponad anodą. Posiadając sieć ładunków dodatnich rozdzielają się one symetrycznie na powierzchni anody. [F. H. Clauser, Plasma Dynamics]

Irving Langmuir tłumaczy kłębki anody jako region zwiększonej jonizacji plazmy w odpowiedzi na nadmierny prąd płynący do anody.  Wydaje się, że granulacje w fotosferze znajdują się na szczytach milionów blisko upakowanych kłębków anodowych oddzielonych swymi powłokami plazmy od głównej plazmy jonosfery Słońca co kształtuje ciemne pasy pomiędzy granulacjami. Ciało Słońca jest o wiele mniejsze od przestrzeni zajmowanej przez fotosferę. Tak więc niemal idealny kulisty kształt Słońca można być może przypisać siłom elektromagnetycznym połączonym z potrzeba osiągnięcia najwyższej gęstości upakowania kłębków anodowych na powierzchni jonosfery Słońca. Wynikająca z tego kulista symetria wyładowania podążającego za liniami pola magnetycznego w ‘wolnym od siły’ trybie do fotosfery w rezultacie powoduje to, że pole magnetyczne słonecznego dipola nie posiada przewidywanego kształtu magnesu sztabkowego ani zagęszczenia linii pól w pobliżu biegunów. Wyjaśnia to zaskakujący fakt tego, że linie pola magnetycznego Słońca rozchodza się jednorodnie z fotosfery.

Kłębki anody i stała słoneczna

Juergens odnosił sie do krzywej dystrybucji potencjału elektrycznego w kłębku anodowym. Inżynier elektryczny Dr. Donald Scott rozpoznał krzywą jako charakterystykę krzywej woltażu w tranzystorze. Wgląd ten oferuje proste wytłumaczenie dla kolejnej tajemnicy Słońca — w jaki sposób ciepło i światło Słońca pozostaje stałe w granicach 0.1% (‘stała słoneczna’) podczas gdy emisja promieni Rentgena waha się znacząco wraz z cyklem aktywności słonecznej? Odpowiedź brzmi ‘elektronicznie!’ Promienie Rentgena pochodzą z korony i rozbłysków słonecznych, co bezpośrednio odpowiada wahającemu się galaktycznemu napływowi mocy. Jednakże mała zmiana w woltażu kłębków plazmy w relacji do ciała Słońca jest wystarczająca by regulować prąd poprzez kłębek, i stąd pochodzi światło i ciepło z fotosfery.

Schemat analogowego fotosferycznego tranzystora kłębkowego. U źródła znajduje się zimne ciało Słońca. Zdjęcie: D. Scott.

Tajemnicze plamy słoneczne

By mieć jakąś pewność w naszym zrozumieniu słońca i gwiazd w ogóle najpierw musimy być w stanie po prostu wytłumaczyć rzeczy które możemy zobaczyć. Dlatego kluczowe jest zrozumienie plam słonecznych ponieważ jest to jedyne miejsce na słońcu które daje nam zerknąć poniżej jasnej fotosfery. Plamy słoneczne pokazują formacje podobne do źrenicy i tęczówki oka gdzie źrenicą jest mroczny cień a tęczówką włóknisty półcień.

Zbliżenie wycinka plamy słonecznej.

Plamy słoneczne były opisywane jako “fenomen na który brak naukowego wytłumaczenia.” [N. Parker] Brak ten wynika z wąskiego wykształcenia które nie rozpoznaje fenomenu wyładowania plazmy. Każdy kto widział wężowe włókna w rekreacyjnej kuli plazmowej widział jak prądy elektryczne w plazmie w naturalny sposób formują włókna. Włóknista budowa jest widoczna na wszystkich wysokościach plam słonecznych. Ale miast tego astrofizycy mówią o magnetycznych ‘rurach przepływowych’ tak jakby magnetyzm mógł być obecny bez prądu elektrycznego. Warto zauważyć, że, plamy słoneczne o tej samej polaryzacji magnetycznej nie odpychają się wzajemnie. Dzieje się tak ponieważ plamy słoneczne są pękami równoległych włókien prądu przyciąganymi do siebie zgodnie z prawem Ampera i przebijającymi się poprzez fotosferę. Plamy słoneczne są odciskami skoncentrowanych wyładowań z torusa plazmy lub ‘plazmoidu’ pierścienia zapasu energii elektromagnetycznej obejmującego Słońce ponad jego równikiem.

Plazmoid słoneczny zobrazowany w ultrafiolecie (UV) przez SOHO. Kristian Birkeland wykonał swój eksperyment ‘Terrella’ który zademonstrował ten efekt już ponad sto lat temu.

Kłębki anodowe mają strukturę

Wysokiej jakości obrazy plam słonecznych pozwalają nam strukturę kłębków anodowych poniżej fotosfery. Pokazują one fotosferyczną ziarnistość spoczywającą na jarzących się półcieniowych włóknach. Niewidzialne, wirujące tornadopodobne formy wyładowania plazmy wykrywane w koronie są widzialne w trybie łukowym w mniejszej skali we włóknach półcieniowych. Dla fenomenu plazmy typowe jest skalowanie tych samych wzorców w ogromnym zakresie skal.

Włókno półcieniowe jest półprzezroczystym tornadopodobnym wyładowaniem plazmy. Tam gdzie gęstość prądu włókna jest wysoka jaśnieje ono by ukształtować ruchome prążki. Ciemniejszy rdzeń jest widoczny dla obserwatora tylko pod kątami odpowiednimi do osi włókna.

Zapętlone filmy półcieniowych włókien pokazują stały ruch ku dołowi ich jasnych punktowych dolnych końców zwanych ‘półcieniowymi ziarnami’ które są generalnie jaśniejsze niż fotosfera. Konwencjonalnie, obserwowane pionowe prędkości materii nie wystarczają by transportować energię wypromieniowaną przez półcienie. Tak więc konwekcja nie jest odpowiedzią. Czy w uwarstwionej grawitacyjnie atmosferze Ziemi możemy znaleźć aktywność wyładowania elektrycznego dla porównania z aktywnością widoczną w półcieniowych włóknach? Ziemskie tornada tłumią aktywność piorunów na rozległym obszarze zapewniając intensywną ale powolną spiralną ścieżkę wyładowania  do gruntu, można to przypisać ich potężnym efektom i żywotności. I tak jak tornado, słoneczna atmosfera jest unoszona przez półcieniowe włókna by wytworzyć pochodzący z plamy słonecznej enigmatyczny ‘pływ Eversheda’.

Poprzez analogię, jasne półcieniowe ziarna mogą być błyskawicami w gęstszej atmosferze u podstawy jarzącego się lejka tornada. Lub co bardziej prawdopodobne  mogą być one dalszym stadium niestabilności plazmy zwany gęstym skupieniem plazmy (DPF) gdzie zarówno materia jak i energia elektromagnetyczna są intensywnie skoncentrowane w maleńki ‘plazmoid.’ W laboratorium DPF stanowi najprostsze i najbardziej obiecujące źródło energii fuzji.

Wszystkie jasne gwiazdy wytwarzają ciężkie pierwiastki

Eksperymentalnie DPF produkuje fuzje nuklearną i jest obfitym źródłem neutronów. Neutrony  schwytane w gęstym środowisku protonów i jonów dodatnich plazmy są niezbędne by ‘zbudować’ ciężkie pierwiastki ze lżejszych. Tak więc mamy tutaj możliwe bezpośrednie rozwiązanie dla ciągłej produkcji ciężkich pierwiastków przez wszystkie gwiazdy. Od wynikającej z tego złożonej syntezy jąder (nukleosyntezy) w fotosferycznych granulach można również oczekiwać wytwarzania mieszanki różnego typu neutrin. Zaobserwowana modulacja neutrin przez plamy słoneczne może być wtedy łatwo wytłumaczona ponieważ plamy słoneczne oczyszczają obszary fotosferyczne z granulacji. Zdrowy rozsądek domaga się alternatywy dla konwencjonalnej opowieści o produkcji pierwiastków ciężkich jedynie przez rzadkie rozpraszające eksplozje supernowych po których ma w jakiś sposób następować akrecja rozproszonej materii by ukształtować ‘następne pokolenie’ gwiazd zawierających więcej ciężkich pierwiastków. Wyraźnie, elektryczny model Słońca nie wymaga tej nieweryfikowalnej złożoności niebieskiego termonuklearnego pichcenia i gwiezdnej ewolucji przez samozapłon.

Cieniste ‘Plamy’

Postrzeganie Słońca jako ciała z globalną aktywnością elektryczną w jego jonosferze daje nam wskazówkę dla kolejnej słonecznej tajemnicy. Plamy słoneczne posiadają intensywne pole magnetyczne które identyfikuje ‘cień’ (umbrę) jako odcisk potężnego równoległego do tego pola wyładowania plazmy przebijającego się poprzez jasną fotosferę na niższe poziomy. Tak więc ciemny cień nie jest jednorodnie ciemny. Jest wypakowany swego rodzaju ‘ziarnistością’ (granulacją) znaną jako ‘cieniste plamy,’ które są mniejsze i żywotniejsze niż granule fotosferyczne i są gorętsze (~6200K) niż fotosfera. Takie są charakterystyki których możemy oczekiwać od wyładowania pioruna w wyższym napięciu i gęstościach atmosferycznych niż te obecne w fotosferze powyżej. Co znaczące, półcieniowe włókna mają skłonność do rozszczepiania się u swych podstaw w kształt litery ‘Y’ i zdają się również brać udział w kształtowaniu się cienistych plam. W wyższej gęstości atmosferycznej wyładowanie plazmy ma skłonność do rozszczepiania się w cieńsze włókna. Zaobserwowano rozciąganie się tego fenomenu od jarzeń w jonosferze po błyskawice na poziomie gruntu w większych ziemskich burzach. Piorun rozgrzewa również i przyspiesza gaz ku górze w kanale błyskawicy z regionów o wyższym ciśnieniu do tych z niższym. Po części można temu przypisać gorąco cieniowych plam (‘umbral dots’) na ciemnym tle zimnego ciała Słońca.

Cykl słoneczny

Dla standardowego modelu solarnego  cykl słoneczny to tajemnica. “Cykl aktywności słonecznej fascynował naukowców jak i amatorów od ponad stulecia, ale jego tajemnica pozostaje a nawet się pogłębia gdy zbieramy nowe dane które ujawniają jego pełną złożoność.” [D. M. Rabin et al., Solarny Interior & Atmosfera] Próby modelowania cyklu słonecznego opierają się na hipotetycznym dynamie wewnątrz Słońca, innymi słowy, by wyjaśnić cechy pojawiające się na zewnątrz Słońca używa się induktywnego działania ruchów płynów przenikających solarny interior. Ale obecnie nie istnieje nic co w najmniejszym nawet stopniu przypomina ten naukowy konsensus co do trybu działania słonecznego dynama. A ciosem łaski dla tego konsensusu zdaje się być ostatnio odkryty brak ruchów płynów pod powierzchnią fotosfery.

W modelu Elektrycznego Wszechświata cykl plam słonecznych jest po prostu rezultatem wahającego się napływu prądu stałego (DC) do wyładowania plazmy skupiającego się na Słońcu. A dla nieprzerwanego przepływu prądu musi istnieć obwód. Hannes Alfvén dał nam ten obwód ale błędnie zidentyfikował Słońce jako generator w lokalnym obwodzie zamkniętym miast prawidłowo jako ładunku w obwodzie galaktycznym. Dr. D. Scott dał nam perspektywę inżyniera elektrycznego na zmiany pola magnetycznego Słońca w wyniku zmian w dopływie prądu. Prostota jest oczywista. Odwracanie pola słonecznego dipola i porządku plam słonecznych podczas cyklu słonecznego jest naturalnym rezultatem działania transformatora gdy główny prąd zwiększa się i zmniejsza ale nigdy się nie odwraca. Cykl słoneczny jest więc oczekiwany ponieważ obwody plazmy są znane ze swej notorycznej tendencji oscylacyjnej.

Masa gwiezdna

Ukryty na widoku spoczywa dobrze znany związek pomiędzy energią i masą, E = mc2, który mówi nam, że masa jest elektromagnetyczną zmienną. Im wyższy elektryczny nacisk na ciało tym większa jest jego wewnętrzna polaryzacja ładunku i stąd tym większa jest masa ciała. Masa gwiazdy nie może nam powiedzieć o tym ile jest w niej materii. Tak więc ocenianie składu ciał niebieskich w oparciu o ich zmierzoną masę i objętość ich fotosfer jest nieważne. Masa gwiazdy nie daje nam informacji o rozmiarze i składzie jej jądra z pierwiastków ciężkich czy też o wewnętrznej strukturze gwiazdy. Fakt, że relacja ta załamuje się dla białych karłów i czerwonych gwiazd wynika z faktu, że ich jasność jest generowana kolejno przez rozległe jarzenie koronalne i chromosferyczne.

Relacja Masa - Jasność

Gwiezdna relacja masa–jasność jest ważna w konwencjonalnym modelu ponieważ, w usiłowaniu dopasowania go do obserwacji zbudowano chwiejną wieżę teorii. Model ten jest niemożliwy do zweryfikowania i wymaga stworzonego ad hoc system złożonego termonuklearnego ‘pichcenia’ i wynikających z tego efektów powstałych w ten sposób ‘spalonych popiołów’ w wewnętrznej strukturze gwiazd. Jeśli odrzucimy standardową teorię będziemy wymagać elektrycznego wyjaśnienia.

Relacja masa - jasność wskazuje dla jasnych gwiazd na to, że obie zmienne są związane ze stopniem elektrycznego stresu odczuwanego przez gwiazdy głównej sekwencji. Wariacje relacji M-J dla różnych zakresów masy można przypisać różnicom w sposobie w jaki wyładowanie plazmy radzi sobie z natężeniem prądu w fotosferze. Na przykład, luminescencja zależy od jasności i rozmiaru fotosfery która rozszerza się i zmienia kolor od żółtego do biało-niebieskiego by poradzić sobie z wzrastającym stresem elektrycznym.

Poza punkt zwrotny

Czego potrzeba by obalić stare wierzenia? Zmiana może nastąpić powoli z dołu do góry lub gwałtownie z góry na dół. Niestety siły z góry są skłonne raczej do przedkładania zawieszenia ponad zmianę. Współczesna nauka stała się monolityczna strukturą finansowaną przez rządy i powiązaną z politycznymi wynikami. W tej sytuacji radykalna zmiana jest niezaprzeczalnie znacznie trudniejsza do osiągnięcia niż kiedykolwiek w przeszłości. Fundusze nie są osiągalne dla niezgodnych naukowców, ich publikacje są odrzucane w wiodących dziennikach naukowych poprzez anonimowy koleżeński system przeglądu a ich kariery zagrożone. W międzyczasie media leniwie akceptują wszystko czym karmią ich ‘eksperci.’

Być może stosowną ironią jest w tej sytuacji fakt, że Internet który zbudowano dla komunikacji pomiędzy naukowcami zapewnia nam teraz środki do obejścia cenzorów i dotarcia do globalnej publiczności. Ku ich wielkiemu dyskomfortowi dowiadują się o tym również wielkie organizacje medialne. I tak podczas gdy cesarze nauki dumnie kroczą w swej nagości, badacze z wielu dziedzin zbierają się wokół nowej nauki zwanej Elektrycznym Wszechświatem który oferuje nam nieporównywalny naukowy i kulturalny Renesans. Właśnie dlatego jako punkt skupienia dla tego ruchu założono Thunderbolts Project. Ufundował on już stypendia dla studentów, eksperymentów i doroczną konferencję. Dołącz do nas na dorocznej konferencji Thunderbolts Project’s w Styczniu 2013 zatytułowanej “Punkt zwrotny.”

“Nie powstrzymamy się od eksploracji, a na końcu naszego eksplorowania dotrzemy tam gdzie zaczynaliśmy i po raz pierwszy będziemy znali to miejsce.” —T. S. Eliot

Wal Thornhill

©Tłumaczył: Redimix dla davidicke.pl

 

Dodatkowe informacje