Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 24 lis 2020, 7:25

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 82 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 23 sty 2012, 10:33 
Wszystko pieknie... partner brama do szczescia, wystarczy sie otworzyc itd.

A co jezeli ten partner uzywa przemocy, pomiza, zastrasza? Czy w takim przypadku tez nalezy sie otworzyc na szczescie czy raczej wiac, gdzie pieprz rosnie?

Ja sie pytam jaka karme trzeba miec, zeby na takie cos trafic? :lol: Chyba cholernie nieciekawa...



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

 Tytuł: Re: "Związki"
: 23 sty 2012, 10:33 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 23 sty 2012, 10:49 
Offline
Grand Elect Mason * 14th Degree
Grand Elect Mason * 14th Degree

Rejestracja: 04 cze 2009, 15:23
Posty: 1448
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Płeć: mężczyzna
Kruk pisze:
Ja wiem, że trudno przyjąć taką radę, kiedy partner w związku jawi się nam jako główna przeszkoda do osobistego szczęścia, ale jest akurat odwrotnie - nasz partner w związku jest bramą do szczęścia. Kto szuka ten znajdzie :)


z tym pisaniem scenariuszy przed urodzeniem to sprawa nieco bardziej złożona wydaje się być, ale to inny temat

ale Twoje słowa Kruk w pełni potwierdzić mogę - choć to brutalna prawda jest
choć warto poszperać dla kogo/czego brutalna...?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 23 sty 2012, 12:18 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 cze 2010, 22:52
Posty: 1712
Płeć: kobieta
La_Mandragora.... wiesz co jest niesamowite?! Otóż dosyć często bywa tak, że ten człowiek, który z jednym związku bardzo krzywdzi - wchodząc w inny układ staje się lepszym człowiekiem....
zauważyłam już dawno temu, że ludzie zostają jakby "zabetonowani" w swoich rolach w danym układzie - ich partner "widzi" ich cały czas takimi, a nie innymi i w ten sposób współtworzy ten scenariusz.
Byłoby ideałem umieć ot tak, po prostu wyjść z siebie i "zobaczy" tego drugiego człowieka innym, dobrym, spokojnym...
W każdym z nas drzemią pokłady wściekłości i nienawiści i w każdym jest ogromna ilość dobra i tkliwości...

Bardzo skomplikowane są relacje międzyludzkie... obawiam się, że to największa lekcja dla tej cywilizacji..

_________________
// \\
\\ //



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 23 sty 2012, 12:28 
@Indi... coz... chyba masz duzo racji w tym co piszesz.
Ja wyszlam z tego... coz... po 9. latach... :lol: jak dotknelam podlogi... :spoko: i nie szlo juz pojsc nizej.
Lekcja przerobiona... skafander chyba juz odporny na wszelkie ciosy i bol... :mrgreen:

Teraz bawie sie w radzenie innym. :mrgreen: Niech inni doswiadczaja... ja stoje z boku. Mruga



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 23 sty 2012, 12:31 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree

Rejestracja: 29 sie 2010, 22:46
Posty: 343
Kruk ..masz rację. A nasz opór wynika z tego, że nie pamiętamy jaki ułożyliśmy i jaki zaakceptowaliśmy sobie scenariusz przed narodzinami ..... wszystko zaczyna inaczej wyglądać jeżeli pamiętamy chociaż trochę.
Dlatego proponuję wyciągnąć wnioski ze stanu aktualnego ( nauczyć się tego co mieliśmy) i przejść wtedy do dalszych scen scenariusza.

La_Mandragora ...w projekcie tego życia może jeszcze raz chcieliśmy dać szansę tej drugiej osobie albo zaakceptowaliśmy to, że teraz doświadczymy tego jak sami kiedyś postępowaliśmy (kat stał się teraz ofiarą)
Pamiętajmy, że zgodziliśmy się na taki scenariusz.
Oczywiście możemy to zakończyć i najlepiej to zrobić z myślą, że nigdy nie będę tak postępować a w przypadku dawania szansy z myślą, że po prostu nie warto tego robić i niech dana osoba nabiera mądrości przez następne wcielenia.
Mamy wolną wolę i to co się teraz dzieje z naszym życiem było przez na zaakceptowane i oczywiście możemy to korygować.
A czemu nie pamiętamy całkowicie scenariusza ??? ... pewnie dlatego, że tylko autentyczne przeżywanie może nas czegoś nauczyć ...
Indi ... Taki ktoś w innym związku postępuje już według następnych scen swojego scenariusza i dlatego może być inny ...

:)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 23 sty 2012, 13:58 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 07 sty 2010, 10:07
Posty: 414
Płeć: mężczyzna
Mandragora, nie wiem, czy spotkałaś się już z takim przypadkiem, kiedy osoba z którą rozmawiałaś, wzbudzała w tobie wyjątkowo attawistyczne uczucia - pomimo łagodnego charakteru, miałaś ochotę walnąć na odlew gorzką prawdą prosto w twarz albo warknąć spierd......j . Ja przynajmniej tak miewam czasami. Coś w tym kimś wyzwala we mnie brutalną bezpośredniość. Zwyczajnie czuję całym sobą że muszę przekroczyć zwyczajne granice dobrego wychowania. Poza tym, bywają sytuacje wyzwalające emocje z którymi nie chcę się w spotykać - wówczas albo unikam sytuacji i osoby, która je wywołała albo próbuję tą osobę nakłonić (whatever that means) do zmiany postawy. Tak to wyglądać może od strony partnera, który używa przemocy, poniża i zastrasza.


Myślę że cały problem polega na pracy umysłu i nadawaniu etykietek - to dobre, tamto bolesne, tego chcę a tamtego nie. Kiedy coś nie spełnia oczekiwanego rezultatu - jest złe - jest nieakceptowane, niepożądane. Gdzie w tym wszystkim jest inny żywy człowiek?

_________________
Akceptacja bramą miłości !!!



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 24 sty 2012, 7:37 
Tak sie zastanawialam wlasnie, czy mam tak jak piszesz... z tymi negatywnymi emocjami wobec konkretnych osob. (Bo bardzo to ciekawe)
No wiec nie, nie mam. Jestem taka (glupia) osoba, ze mi wystarczy pokazac odrobine serdecznosci i sie kurka roztapiam z milosci, empatii i checi pomocy. Nawet jezeli mi ta osoba dopiero co dokopala. :mrgreen: Takze reakcje ludzkie bywaja rozne. Sa takze osoby, ktore ciagle popelniaja te same bledy, co ewidentnie jest widoczne. Popelniaja te bledy, wlaza w przyslowiowe g***o i blagaja o pomoc. I mysle, ze pomoc trzeba, nawet enty raz, bez oceniania... ze mogl postapic tak czy inaczej. Nigdy do konca nie wiemy, jaki byl pelny obraz sytuacji.
Negatywne emocje... bywaly. Roznie bywalo. W tej chwili sa dla mnie oznaka slabosci i zamiast je odczuwac wole zmienic sytuacje, tak aby wygladala tak, zeby nie wzbudzala we mnie tego rodzaju emocji.

Jezeli sa one na tyle silne, aby prowadzily do krzywdzenia drugiej istoty to jest cos nie tak. Mozna powiedziec slowo prawdy, nawet gorzkie. Ja sama jestem na takie slowa otwarta. Nie potrzebuje cacania po glowce... ale kilka slow konstruktywnej prawdy a zwykle ponizanie kogos, szmacenie i znecanie sie nad nim... to ewidentna roznica.


Te kilka slow prawdy, nawet brutalnej, o ktorej piszesz... ma na celu przebudzenie kogos... to o czym ja pisze... ma na celu zwalenie kogos z nog i zniszczenie go... stlamszenie.

Takich zapedow nie mialam nigdy do nikogo i nie wyobrazam sobie, aby takie zapedy mozna bylo w jakikolwiek sposob tlumaczyc.

Sama nie jestem moze mistrzynia subtelnosci na kazdym poziomie... czasami rzeczywiscie lubie chlasnac gola prawda prosto w gebule... zreszta lubie to takze w kierunku mojej osoby, wole gorzka prawde niz subtelne klamstwa... ale nigdy nie przyszloby mi do glowy, aby czynic to w taki sposob, aby jak najbardziej bolalo, ranilo...
Zawsze w mozliwie jak najbardziej delikatny sposob.


Cytuj:
Gdzie w tym wszystkim jest inny żywy człowiek?
No wlasnie... Gdzie?

I nie chodzi tu tylko o milosc wobec partnera zyciowego, ale ogolnie wobec drugiego czlowieka. Bazowanie na tym, ze jest ona slabszy, ze mozna mu przywalic, bo ja sie np. lepiej poczuje... itd. No cuz... miloscia to akurat nie jest. Czym natomiast? No nie wiem...



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 24 sty 2012, 8:04 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree

Rejestracja: 29 sie 2010, 22:46
Posty: 343
Każdy ma swój scenariusz czyli ścieżkę po której idzie przez życie. Przed narodzinami zaakceptowaliśmy ją. Wpłynęliśmy na jej scenariusz i przeżywamy go teraz aby się czegoś nauczyć.
A gdzie jest żywy człowiek ? .....przed nami i na dokładkę jest z tego samego źródła co my i posiada swoją ścieżkę na której uczy się.
To co ... pomagać mu czy opieprzyć ??? ...można i jedno i drugie bo to są elementy nauki. Sami uczymy się przez fakt, że zaboli bo z nieświadomości praw rządzących nauką popełniamy te same błędy zamiast korzystać z doświadczeń innych. To za każdym razem boli coraz więcej aż w którymś wcieleniu zrozumiemy naukę.
Gdy zrozumiemy fakt pobytu na danej ścieżce i skąd ona jest oraz nasz wpływ na nią to nauka przebiega łagodniej.
A chęć unikania innych ? .... to wynika z doświadczenia w poprzednich istnieniach. Być może doznaliśmy od danej osoby tyle złego, że postanowiliśmy nigdy więcej nie mieć z nią jakiegokolwiek kontaktu.

:)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 24 sty 2012, 8:20 
Zgadzam sie z tym, ze wszystko jest dla nas swojego rodzaju nauka. :tak: I pozytywne i negatywne doswiadczenia.
Te negatywne natomiast czesto popychaja do zmian i to intensywniej niz te pozytywne. Nawet jezeli trudno to przed soba przyznac.

Coz, ciekawy temat...

Szczegolnie ciekawy ten motyw zaakceptowanego scenariusza... :)


Nieraz zagladam w karty tarota... i widze tam rowniez pewne rzeczy. Przyszlosc, ale przede wszystkim karty, ktore pokazuja mi, co jeszcze musze u siebie zmienic. Czasem jest jasno pokazane... ze tkwi sie w jakims punkcie, gdzie albo zmiana albo utkniecie na dobre. :)


A bol... bol rzeczywiscie jest nauczycielem. Od urodzenia towarzyszy nam i nas uczy. Uczac sie chodzic zaliczamy guzy i siniaki, upadki... potem tez duzo, duzo bolu naszej drodze... ale gdy nie ma bolu... czesto nie ma tez determinacji w dzialaniu. :) Takze nie ma tego zlego... coby na dobre nie wyszlo.



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 24 sty 2012, 11:15 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 cze 2010, 22:52
Posty: 1712
Płeć: kobieta
La_Mandragora pisze:
Sa takze osoby, ktore ciagle popelniaja te same bledy, co ewidentnie jest widoczne. Popelniaja te bledy, wlaza w przyslowiowe g***o i blagaja o pomoc. I mysle, ze pomoc trzeba, nawet enty raz, bez oceniania... ze mogl postapic tak czy inaczej.

Ja kiedyś myślałam DOKŁADNIE tak samo, prawdopodobnie dlatego, że jeden z moich rodziców wymagał ciągłej pomocy (od czasów przedszkola byłam opiekunką) i to tylko dlatego, że w kółko powtarzał ten sam błąd.
I ja utknęłam w tej roli....
I całe moje życie właśnie tak wyglądało.
Aż w pewnym momencie zostałam brutalnie potrząśnięta - chyba przez swoje Wyższe Ja - i ZOBACZYŁAM ten schemat.
Postanowiłam być bardziej obiektywna.
I teraz robię coś wbrew temu pierwotnemu schematowi - musiałam się nauczyć nie podawać ręki nałogowym "popełniaczom błędów".
I wiesz dlaczego - nie dla siebie (też, ale w bardzo płytkim zakresie), ale DLA TEGO człowieka.
Ponieważ na sobie samej doświadczyłam, że CZASAMI tylko dobicie do dna i samotność w tym momencie może spowodować moją wewnętrzną metamorfozę.
Postanowiłam już nie odbierać nigdy więćej tej możliwości innym...
Pomagam, bardzo chętnie i cąlą sobą, ale tylko do momentu, kiedy widzę i czuję (oraz neutralnie analizuję sytuację), że to ma sens i zmienia sytuację tej osoby na lepsze (wewnętrzną "sytuację" i zewnętrzną).
Ale jak dostrzegam syndrom nałogowca - włączam inny program: WĘDKA zamiast RYBY. Czyli np: daję pracę, zamiast pieniedzy, daję książki, zamiast w kółko ględzic to samo itp.
Jak dalej nic się nie dzieje, a ten człowiek jest w moim polu - włączam inny program: odegranej dla niego OBOJĘTNOŚCI. Wewnatrz każdy z nas chce dobrze dla innych, ale czasem ta dobroć staje się trucizną...

Pewnie część osób się z tym nie zgodzi.
Ja kiedyś też byłabym oburzona :)

_________________
// \\
\\ //



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 24 sty 2012, 12:19 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 15 wrz 2010, 8:40
Posty: 166
Płeć: kobieta
No i wszyscy macie rację. Z punktu widzenia każdego z nas i biorąc pod uwagę co postrzegamy, jaki fragment rzeczywistości akurat jest w zasięgu naszego odbioru, każdy z nas ma rację.
Chce zwrócić Wasza uwage na inny aspekt miłości i w ogóle relacji wszelakiego typu.

Mój odbiór życia na ziemi jest następujący:
Jesteśmy wcieleni, by się rozwijać, by ewoluować. Biorąc pod uwagę, że jesteśmy wielowymiarowymi istotami, nasza ewolucja dotyczy oczywiście wszystkich wymiarów naszego istnienia jednocześnie, gdyż wszystko jest tak naprawdę jednością, a zmiana jednego aspektu pociąga za sobą zmiany we wszystkich innych.
Przez jakieś kilka tysięcy lat ( umownie) życie na ziemi polegało na nauce zarządzania własnymi emocjami i uczuciami. Kiedy się złoszczę, kocham, coś lubię, czy też nie, jakie to powoduje konsekwencje. Gdzie są granice i czy w ogóle są dla okazywania tych uczuć w relacjach, czy można dawać siebie bezgranicznie, czy można wykorzystywać innych bez konsekwencji itd, itp. Kiedy już przerobiliśmy wszystkie możliwe konfiguracje i zgromadziliśmy dostateczną ilość danych na ten temat, czas na kolejny poziom gry.
Kto chce, kto ma odwagę, ciekawość albo co tam jeszcze chce wchodzi na ten kolejny poziom.
A moim zdaniem nie ma specjalnie wyboru, bo jak nie rozwój to dezintegracja wszystkich strukur, by nie blokować innych w rozwoju ( ale to moje osobiste zdanie ).
Ten kolejny etap to poziom odczuwania jedności z wszelkim stworzeniem. Odczucie tego choć przez chwilę powoduje, że nie opuści nas potrzeba odczuwania tego wciąż i wciąż aż do totalnego i trwałego połączenia siebie w jedno.
Nie koniec oczywiście na tym. Potem uczymy się tworzyć z tego poziomu, z poziomu jedności, kiedy sens traci wykorzystywanie i krzywdzenie innych, bo jaki sens ma robienie to samemu sobie?
Co i po co można tworzyć w tym stanie? To jest najciekawsze. Tak naprawdę nikt nie wie, to jest caly smaczek tego życia, że nie wiadomo, jakie w ludzkości będącej na takim poziomie obudzą się potencjały. Czego można chcieć, kiedy egoistyczne pragnienia rozpłyną się po prostu nie zasilane więcej naszą energią.
Co stworzymy, kiedy tak samo istotny dla naszej świadomości okaże się dokładnie każdy element układanki, każdy człowiek ale też każde zwierzę i każdy kamień na ziemi.
Narzędziem koniecznym do osiągnięcia tego stanu jest miłość bezwarunkowa. To tylko określenie, najczęściej błędnie interpretowane przez ludzi, bo mocno wypaczone przez tysiąclecia.
Temu uczuciu o wiele bliżej jest do stanu totalnej, spokojnej, akceptacji połaczonej z wdzięcznością, niż do "motylków w brzuchu", choć ich nie wykluczają.
To ze sobą splecione, skoro potrafisz dostrzec, że jesteś jednością z partnerem, potrafisz też obdarzyć go taką właśnie w pełni wolną, akceptującą miłością i na odwrót, nie ważne co poczujesz jako pierwsze.
I tak nie da Ci to spokoju.
Wszyscy wiemy, że globalnie, jako ludzkość niebezpiecznie wychyliliśmy się w stronę przerostu ego nad pozostałymi swoimi aspektami, brak nam równowagi w rozwoju. I teraz jedyną możliwością przetrwania jest uzyskać właśnie tę równowagę. Nie mamy pozbywać się ego, jedynie wskazać mu właściwe miejce u naszego boku a więcej własnej mocy skierować w stronę tzw. "serca" (umownie).
Mamy teraz szansę ogromną, kiedy to przemiany w nas zachodzą łatwiej niż kiedykolwiek do tej pory.
Miłość, ta rozumiana właściwie jest naszą jedyną szansą.

Jeszcze trzy grosze na temat kontraktu przedwcieleniowego i scenariusza życia. Drobna wstawka.
My przed narodzinami wyznaczamy sobie tylko, jaki podejmujemy się zrobić w ciągu tego życia skok ewolucyjny.
Jakby, jaki etap jest dla nas możliwy do pokonania. Na tamtym poziomie bowiem zdajemy sobie sprawę, czego brakuje nam do kompletu doświadczeń i decydujemy się na uzupełnianie tych braków na danym poziomie. Czasami mamy "fantazję" i dajemy sobie hardcore, czasami luzik, bo chcemy odpocząć po poprzednim bardzo ciężkim życiu, czasem jesteśmy głównie po to, by wypełnić jakąś rolę dla kogoś. To jest skomplikowane i wielowarstwowe, ale nie jest tak, że mamy jakiś gotowy scenariusz życia. Pewne elementy są takie, które muszą nastąpić, by wypełnić zadanie, ale całą scenografię budujemy sami na ziemi , nawet statystów też wybieramy już w tym życiu, żeby trochę ciekawiej było.
Nasza wolna wola na ziemi polega na tym co zrobimy z zadaniami, których się podjęliśmy. Wcale nie jest powiedziane, że musimy je wypełnić. Bywa, że się poddajemy i robimy potem kolejne podejście, bywa, że zadanie wypełniamy " przed czasem".
Tzw "młode dusze" mają większe pole do wybierania doświadczeń na ziemi, natomiast, im więcej zgromadziliśmy doświadczeń, im mniej nam brakuje do kompletu, tym ta wolna wola jakby trochę bardziej jest "ograniczana'' przez wyższe poziomy, jesteśmy bardziej popychani w stronę naszych "braków", by je uzupełnić. A że brak np. jest jeden to konsekwentnie mamy w tym życiu kłopoty związane z tym jednym tematem. Aż się go nauczymy.

To tak tylko dla uzupełnienia.
Jednocześnie stare dusze charakteryzuje większa świadomość życia. Co jest oczywistością.


Cytuj:
To co ... pomagać mu czy opieprzyć ???

Czasami właśnie opieprzenie jest pomocą najlepszą dla danych okoliczności i konkretnego człowieka.
Nasz istota jako całość nie zna takich pojęć jak pomóc czy dokopać.
Jedynym wyznacznikiem naszych czynów ziemskich jest to, czy one powodują rozwój nasz czy też kogoś, czy zatrzymują w rozwoju. To jakby jedyna weryfikacja przez wyższe poziomy naszego tu postępowania.
Nie jest wcale oczywiste, że to co uznajemy na ziemi za czynienie dobra w jakikolwiek sposób jest tak samo "oceniane" na wysokich poziomach.

Pozdrawiam



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 24 sty 2012, 15:53 
Ja powiem tak... to, czy kogos mozemy opieprzyc czy mu pomoc zalezy od jego konsystencji psychicznej, mentalnej itd.

Ja np. jestem typem Wanki-Wstanki... dostane kopa w 4 litery, rypne na buziuchne... wrzasne AUA! i juz na nowo stoje na nogach... itd...

Nie kazdy jednak tak ma...

Ja widze po niektorych ludziach, ze upadek dla jednych jest trampolina, dla innych zas bagnem.

I teraz miej czlowieku rozeznanie... czy pchnieciem czlowieka do przodu pomozesz mu odbic sie od dna czy go utopisz w blocku...

Ja ze swojej strony staram sie rozpoznac... czy dana pomoc na dana chwile jest ratujaca komus zycie... (a bywaja takie sytuacje)... czy tez ma on margines na wlasne proby uczenia sie plywac... Jezeli takiego marginesu nie ma... staram sie pomoc na tyle, aby zlapal on jak sie plywa...

Pomaganie w nieskonczonosc rzeczywiscie moze mijac sie z celem... ale podanie pomocnej dloni, gdy widzi sie, ze ktos tonie... jest wg mnie ok...

Oczywiscie ktos musi miec checi nauczenia sie plywac... bo inaczej predzej czy pozniej utonie... ale nie nam to na dana chwile oceniac.



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 24 sty 2012, 23:21 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 07 sty 2010, 10:07
Posty: 414
Płeć: mężczyzna
mandragora, wygląda na to że twój pancerz jest wyjątkowo gruby i na dodatek jeszcze wyściełany poduszkami od środka że ty taka wańka-wstańka ;)
Na serio - uważam że ty rzeczywiście ukrywasz się za grubą zasłoną i nie dopuszczasz do siebie żadnych emocji niosących bój, lęk i strach. Gdybyś choć raz spotkała się twarzą w twarz z jedną taką emocją wypływającą z głębi twojej istoty, wiedziałabyś, że za pozornym grubiaństwem i chamstwem czai się lęk, zagubienie i tęsknota za kontaktem. Wiedziałabyś, że człowiek w matni przestaje być delikatny, a w matnię wpada, kiedy musi konfrontować się z niechcianą prawdą o sobie samym, wywlekaną na światło dzienne przez jego partnera w związku. Tak się niestety składa że dusze na intensywnej ścieżce rozwojowej zamawiają wcielenia w "ciekawych czasach" w "ciekawym towarzystwie" i w związkach tych dusz nie ma idylli - jest ciężko, bo dopiero w sytuacji "bez wyjścia" można dostrzec rozwiązanie niemożliwe do uwierzenia w klapkach na oczach. W sytuacji bez wyjścia przerażenie całą sytuacją jest większe od lęku przed poznaniem siebie - otwieramy oczy na niepoznane tajemnice naszej duszy.
Czytanie mądrości duchowych nie daje wiedzy - trzeba to przeżyć. Czy ty mandragora jesteś gotowa na nieznane?

_________________
Akceptacja bramą miłości !!!



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 25 sty 2012, 7:55 
Masz racje... mam skafander na sobie, ktory nie dopuszcza juz do mnie do srodka nic, co mogloby mnie w jakikolwiek sposob zranic. :)



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 25 sty 2012, 9:48 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 07 sty 2010, 10:07
Posty: 414
Płeć: mężczyzna
No cóż Mandragora, uważam że trzeba być prawdziwym kamikadze aby jako kobieta wychowana w kulturze europejskiej wychodzić za araba. Jednak musiał mieć coś w sobie, skoro poszłaś w ogień bez zmrużenia okiem. Piszesz o swoim skafandrze jakoby powstał w wyniku represji małżeńskich, a czy pomyślałaś że ten skafander nosisz już od dawna i tak szczenie broni przed jakimkolwiek prawdziwym uczuciem, emocją (niezależnie czy miłym czy traumatycznym - ważne że silnym, wstrząsającym, żywym, prawdziwym), że wybrałaś podświadomie czy nie, ekstremalny wariant - byleby coś poczuć

_________________
Akceptacja bramą miłości !!!



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 25 sty 2012, 10:11 
Kruk pisze:
No cóż Mandragora, uważam że trzeba być prawdziwym kamikadze aby jako kobieta wychowana w kulturze europejskiej wychodzić za araba.

Niekoniecznie. Jest jeszcze opcja, ze patrzy sie ponad podzialy kulturowe i religijne i mysli, ze i inni tak patrza. Mruga


Kruk pisze:
Piszesz o swoim skafandrze jakoby powstał w wyniku represji małżeńskich

Nieporozumienie. Wiem, ze na to akurat sklada sie duzo wiecej czynnikow... nie tylko ten jeden.


Kruk pisze:
, a czy pomyślałaś że ten skafander nosisz już od dawna i tak szczenie broni przed jakimkolwiek prawdziwym uczuciem, emocją (niezależnie czy miłym czy traumatycznym - ważne że silnym, wstrząsającym, żywym, prawdziwym), że wybrałaś podświadomie czy nie, ekstremalny wariant - byleby coś poczuć

Tak, myslalam o tym. Wiem, ze w zyciu nic nie dzieje sie bez przyczyny.



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 31 sty 2015, 22:24 
Offline
Administrator
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 wrz 2011, 0:01
Posty: 889
Lokalizacja: Alpha Orionis
Płeć: mężczyzna
Wykład Olega Gadzieckiego

Mężczyzna i kobieta - relacje rodzinne - wpalone napisy PL

phpBB [video]


Od siebie dodam to co nieraz już pisałem jeśli chodzi o aspekt męsko/żeński- Jak w tańcu- mężczyzna prowadzi partnerkę a ona pozwala się prowadzić. Jest to stanowcze i pewne prowadzenie ale z dużym udziałem subtelności i wyczucia- tak jak w tańcu nie powinno być szarpanych ruchów- to zaburza całą "mechanikę" i wybija ze wspólnego ośrodka. Kobieta inspiruje kierunek/działanie, mężczyzna realizuje jego urzeczywistnienie.

_________________
Mundus vult decipi, ergo decipiatur



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 08 maja 2015, 14:59 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 05 lut 2014, 20:23
Posty: 406
Płeć: kobieta
Przemyslenia w kontekscie zwiazkow.

Na podstawie obserwacji siebie, innych, pracy z ludzmi w kontekscie relacji itp. itd.

Jezeli mamy np. do czynienia z rozstaniami, bardzo, bardzo czesto, pojawia sie pewien schemat.

Kobieta widzi problemy, mezczyzna rzadko.

Zazwyczaj jest tak, ze okazuje sie, iz kobieta od lat miala problem a mezczyzna przezywa szok. Kiedys rozmawialam z przyjacielem na ten temat i tak sobie taki wzorzec "zarysowalismy".

Dajmy na to dochodzi do jakichs problemow, trudnosci, ewentualnie brak zadowolenia.
Niewypowiedziane przez kobiete do mezczyzny nie dotrze. Kobiet mysli, ze on sie domysli.
Ok, wreszcie powie. Mezczyzn widzie "alarm, cos sie dzieje".
Proby naprawienia, pogodzenia sie czy jak, kobieta zadowolona, przechodzi do porzadku dziennego, mezczyzna zadowolony, problem z glowy.
Kobiet dalej w zanadrzu ma problem.
Ktory wychodzi przy nastepnym razie. Np. "poswiecasz mi z malo czasu, nie doceniasz mnie itp. itd."
Po pewnym czasie mezczyzn zaczyna traktowac takie akcje jak emocjonalne rozchwianie kobiety "masz okres?" a dla niej np. bywa to n tyle powazne, ze moze prowadzic do rozstania. Oczywiscie wtedy szok, bo przeciez sobie cos "ubzdurala, bylo tak dobrze, czasem foch, ale zeby sie rozstawac".

Hehe, przyczyn rozstan jest wiele i mozna pisac wiele, ale tak z rozmow z mezczyznmi wiem, ze w mezczyzn bardzo czesto rozstania, rozwody, trafiaja duzo mocniej niz w kobiety, ktore dojrzewaja do tego powoli.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 09 maja 2015, 10:44 
Alraune pisze:
Hehe, przyczyn rozstan jest wiele i mozna pisac wiele


Tylko jedna.

Brak zrozumienia , że na tym świecie prawdziwa milość rodzi sie w spólnie przeżywanych chwilach ciszy , a nie podekscytowania jak dyskoteka,film,seks,impreza.



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 09 maja 2015, 11:59 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 05 lut 2014, 20:23
Posty: 406
Płeć: kobieta
Oczywiscie Firku, prosto i konkretnie ujete. Te "wiele przyczyn" to tylko zaslona dymna, podprzyczyny. Glowna, to, o czym napisales. Skarbem jest ktoś, przy kim mozna posluchac ciszy, Ale to jest mozliwe tylko, gdy sami posiadamy umiejetnosc bycia sam na sam z samymi soba.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 27 maja 2015, 22:47 
Offline
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik

Rejestracja: 27 maja 2015, 22:00
Posty: 1
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Gdańsk
Tutaj nie ma reguły, liczy się dialog. Żadne ideologie nie zastąpią nauki, jaka niesie z sobą życie.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: "Związki"
Post: 03 sie 2015, 15:51 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 05 lut 2014, 20:23
Posty: 406
Płeć: kobieta
Cos w tym jest. Dialog. Szczerosc. Zaufanie.
Nie zas manipulanctwo, pozerstwo, klamstwo, szantaz i tum podobne.

I jak ktos gdzies kiedys ujal, samo slowo "zwiazki", podsuwa nam mysl, ze jestesmy z kims zwiazani.

I tak sie zazwyczaj ludzie traktuja, jak wlasnosc, cos czym moga sie pochwalic, porsche przed domem.

;) I oczywiscie co komu wystarcza.

Czasem ludzie maja niewielkie potrzeby. Np. wlasnie pochwalic sie. Zebrac poklask. Ze ladnie sie razem wyglada.
Ze wnosi sie jakosci, ktore buduja prestiz. ;)


I tak temat nie do dyskutowania a doswiadczania. ;)

Mowic mozna duzo, sprawdza sie "w praniu" wszystko. Z konkretna osoba. Co relacja to przeciez inne energie. Jak dobrane to wszystko idzie.


I milosc. Tam, gdzie nie ma milosci, tam tez brak checi, na cokolwiek. Wtedy zwiazek staje sie rzeczywiscie zwiazaniem, uwiazaniem, zapetleniem i uczepieniem. ;)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 82 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group