Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 16 gru 2019, 8:33

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 12 ] 
Autor Wiadomość
Post: 22 paź 2012, 22:03 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 paź 2009, 1:05
Posty: 1632
Lokalizacja: Everywhere
Płeć: mężczyzna
Z pamiętnika policjanta ( cz.I )

Poniedziałek.
Dzisiaj dostaliśmy nową broń służbową z centrali. Pułkownik Żelazny nakazał nam jej natychmiastowe wyczyszczenie. "Żeby mi lśniła jak..." nie dokończył i wyszedł do toalety. Próbowałem wielu papierów ściernych ale rdza z mojej nowej finki nie schodzi.

Wtorek.
Dziś zgłosił się jakiś nieogolony młodzian z gitara mówiąc, że przybył tu na przesłuchanie. Dokonałem rutynowej roboty i całkiem przepisowo go przesłuchałem. Przyznał się do wszystkiego. Zdziwił się tylko, że nie kazaliśmy mu grać i śpiewać, bo według niego to właśnie się robi na przesłuchaniach w studiach nagrań. Wyprowadziliśmy go z błędu mówiąc mu, ze trafił na komisariat. Młodzian zemdlał. Kiedy leżał powalony niemocą, cała komenda wykonała brawurowo utwór "Besame Mucho". Kapral Klucha grał na grzebieniu.

Środa.
Gramy w rosyjską ruletkę. Cudem przeżyłem. Posterunkowy Paproch, zamiast zostawić jedną kule, wyjął tylko jedną z magazynka. Wyszły nasze braki w wyszkoleniu. Nikt nie został nawet draśnięty. Jedynie Klucha przytrzasnął sobie palec. Cynglem.

Czwartek.
Wyruszyliśmy w pościg za skradzioną furgonetką bankową. Tego jeszcze nie było. Wszystkie rowery w akcji.

Piątek.
Dziś zawody strzeleckie. Byłem drugi. Tuż, tuż za pułkownikiem Żelaznym. Na następne zawody będę musiał przygotować nową tarczę, bo od trzech lat mam cały czas ten sam wynik i obecna tarcza już mi mocno wyblakła.

Sobota.
Nareszcie weekend. Gram z posterunkowym Paprochem w szachy. Nawet nam szybko idzie , bo mamy tylko połowe pionków i to w tym samym kolorze.

Niedziela.
Dzisiaj mam wolne. Nie mogę jednak zapomnieć o pracy. Wróg zawsze czuwa. Przeglądam interesującą książkę dotyczącą kryminalistyki. Ciekawie się zaczyna, cytuje "...nazywam się Żbik a na imię mam kapitan

Poniedziałek.
Siedzę razem z kapralem Kluchą nad krzyżówką.

Wtorek.
Nadal siedzimy nad krzyżówką.

Środa.
Przyszedł pułk. Żelazny i powiedział żebyśmy odwrócili krzyżówkę, bo leży do góry nogami.

Czwartek.
Odwróciliśmy. Ale i w tej pozycji jest trudna. Siedzimy.

Piątek.
Zgłodniałem. Kapral Klucha chyba też, bo krzyżówka zniknęła.

Sobota.
Ponieważ zabrakło krzyżówki z nudów zabraliśmy się do łapania bandytów. Ja złapałem jednego a kapral Klucha 38.

Niedziela.
Pułkownik Żelazny, osobiście złożył przeprosiny na ręce attache ambasady Holandii za zatrzymanie autokaru z 38 pasażerami. A ja musiałem zwolnić kierowcę. Pech.

Poniedziałek.
Kieruję ruchem na skrzyżowaniu. W radiowozie jechał pułk. Żelazny. Pomachałem mu ręką. Mam teraz niezły karambol.

Wtorek.
Razem z kapralem Kluchą bierzemy udział w pościgu za skradzioną Toyotą. Musimy go jednak przerwać bo nogawka wkręciła mi się w łańcuch a kapralowi Klusze, pęd powietrza oderwał dzwonek.

Środa.
Przesłuchuję zboczeńca złapanego w parku. Idzie w zaparte. Za to ja się cholera przyznałem.

Czwartek.
Dostaliśmy wiadomość, że przy ulicy Sennej w mieszkaniu nr. 7 niejaka babcia Pelasia lewituje. Udaliśmy się na miejsce. Wiadomość się nie potwierdziła. Babcia Pelasia wcale nie lewitowała. Powiesiła się na żyrandolu.

Piątek.
Gram z kapralem Kluchą w karty. Wygrałem. Pięć asów na karetę jokerów.

Sobota.
Wczoraj wieczorem zauważyłem źle zaparkowanego "malucha". I do tego tuż pod moim oknem. Zapisałem sobie jego numer. Dzisiaj sprawdziłem go w kartotece. To mój "maluch". Chyba wezmę urlop.

Niedziela.
Na spacerze pogryzłem wiewiórkę. Czuję też jakiś wstręt do wody. Może to angina?

Poniedziałek.
Dostaliśmy zawiadomienie o zaginięciu kotka pana ministra. Pędzimy na sygnale. Tuż pod domem pana ministra, kapral Klucha na coś najechał. Sprawdzam co to było. Już nie szukamy kotka.

Wtorek.
W parku pojawił się ekshibicjonista. Zastawiliśmy na niego pułapkę. Niestety. Wymknął się. Został mi w ręku tylko jego płaszcz. Fajnie wyglądał, jak goły przedzierał się przez krzaki. W samej tylko koloratce.

Środa.
Remontuję mieszkanie. Wstrzeliłem kołek w ścianę. Umówiłem się z sąsiadem, że w dziurę po kołku wstawimy drzwi. Nie protestował. Był nieprzytomny.

Czwartek.
W pracy same nudy. Przeglądam listy gończe. Jednego gościa jakbym skądś znal. Ale skąd?

Piątek.
Dzisiaj pułk. Żelazny oddał mi moją ankietę personalną ze zdjęciem, która nie wiadomo czemu, zaplątała się między listy gończe. Teraz już wiem skąd znałem tego gościa!

Sobota.
Badania kontrolne. Oddałem mocz do analizy. Wiadro mi oddali.

Niedziela.
Cała komenda idzie do kina. To podobno smutna historia o miłości dwóch jamników. Tak mi powiedział kapral Klucha. Zapytałem się o tytuł. "Psy 2". Nawet się zgadza.

Z pamiętnika policjanta ( cz.II )

Poniedziałek.
Posterunkowego Paprocha nie ma od
tygodnia w pracy. Pewnie w czasie drogi powrotnej na komendę znowu wjechał na
rondo. To już nie pierwszy raz, więc znów trzeba mu będzie zanieść termos i
kanapki.

Wtorek.
Dzisiaj degustowałem rosyjski
koniak. Mam dziwne uczucie, jakby się nagle zrobiło ciemno.

Środa.
Tak ciemno to jeszcze nie było. Nawet latarnie ktoś wyłączył.

Czwartek.
Strasznie ciemno.

Piątek.
Trochę jaśniej ale nadal ciemno.

Sobota.
Przejaśnia się. Zauważyłem nawet, ze przede mną stoi jakaś
butelka. W gardle sucho. Napiłem się!

Niedziela.
No, teraz to dopiero ciemno!

Poniedziałek.
Od samego rana bolą mnie zęby. Niby sztuczne uzębienie
a jednak?!

Wtorek.
Dzisiaj rano mieliśmy kurs daktyloskopii. Kapralowi Klusze
tak się to spodobało, że zaczął wszystkim zdejmować odciski palców. Pułkownik
Żelazny nie zgodził się jednak na zdjęcie butów i przyłożył kapralowi aktówką.

Środa.
Nudzimy się w radiowozie. Grzebię w samochodowej zapalniczce.
Palec mi się zaklinował. Przestałem się nudzić. Za to zacząłem się pocić.

Czwartek.
Dostaliśmy wiadomość o napadzie na bank. Pojechaliśmy tam
czym prędzej ale nie było się po co śpieszyć. Ludzie już wszystko wyzbierali.

Piątek.
Kapral Klucha ruszył w pościg za pijanym rowerzystą. Klucha
ostro prowadzi radiowóz. Dobrze, że wcześniej wysiadłem na siusiu.

Sobota.
Dzisiaj łapiemy na radar. Coś nam nie idzie. Mamy dziwne
wskazania. Dostaliśmy wiadomość z komendy aby zwrócić echosondę która jest
dowodem w sprawie.

Niedziela.
Razem z Kluchą i Paprochem pojechaliśmy na ryby. Dzień
bardzo udany. Szkoda tylko, że zapomniałem zabrać wędek dla naszego zgranego
zespołu.

Poniedziałek.
Dzisiaj zaspałem do pracy. Dociskam gaz do deski
mojego "malucha". 50km/h - urwały mi się lusterka. 60km/h - lakier zaczął się
łuszczyć a wycieraczki przepełzły na tylnią szybę. 70km/h - maska zawinęła mi
się na dach. Przechodzę na prędkość ekonomiczną. Minął mnie rowerzysta.

Wtorek.
Kapral Klucha przyniósł na komendę swój rodzinny album. Po
obejrzeniu pierwszej strony, pułk. Żelazny pobiegł do toalety. A ja niestety,
zwymiotowałem dopiero w domu.

Środa.
Dzisiaj przywieźli nam nowe umundurowanie. Ładne, ciemne
kurtki. Widoczny napis POLICJA. Tylko te pompony na czapkach takie
jakieś...dziwne.

Czwartek.
Mam dolegliwości żołądkowe. Cały dzień siedzę w toalecie.
Papierkowa robota.

Piątek.
Komputeryzacja policji postępuje. Tak napisali w biuletynie,
który został nam przysłany z komendy głównej. Razem z paczką dyskietek. Pułk.
Żelazny złożył podanie o przydział komputera.

Sobota.
Przyszedł jeden taki i zaczął się awanturować, że on płaci
podatki a my tu tylko siedzimy i pijemy kawę. Zaprzeczyłem. Kawa skończyła nam
się w zeszłym tygodniu.

Niedziela.
Kurs udzielania pierwszej pomocy. Sztuczne oddychanie.
Ćwiczy posterunkowy Paproch z manekinem. Cos tu jest nie tak. Nie wiem dlaczego
posterunkowy Paproch rozebrał się do naga?! Wszedł Żelazny i wytrzaskał Paprocha
po pysku. No i nie wiem jak to jest z tym sztucznym oddychaniem. Rozbierać się
czy nie? A zimą?

Poniedziałek.
Kapral Klucha wygrał w Audiotele latarkę i komplet
baterii. Ciężkie miał pytania. Jak się nazywa nasz kraj? 1. Burkina Faso, 2.
Polska, 3. Bangladesz. Nie chciał mi zdradzić odpowiedzi. Siedzę i rozmyślam nad
tym pytaniem a za oknem bangla deszcz.

Wtorek.
Z Kluchy robi się prawdziwy Europejczyk. Dzisiaj w
restauracji "Smakosz", pokazał gest i zamówił dla wszystkich "koktajl Mołotowa".
Ciekawe dlaczego ktoś wezwał brygadę antyterrorystyczna? Chyba nie wszyscy
dorośli do unii europejskiej!

Środa.
Pułk. Żelazny przydzielił nam dzisiaj nowy radiowóz,
pochodzący z darów społeczeństwa na rzecz rozwoju policji krajowej. Pułk.
Żelazny poprosił tylko abyśmy zrobili mu lekki przegląd. Po zdjęciu z deski,
kalendarzyka na 76'ty rok, wklejeniu w lusterka wieczek od margaryny, zaspawaniu
dziur w podwoziu i wymianie opon na bardziej okrągłe, pozostało nam tylko
wymontowanie taksometru.

Czwartek.
W całym regionie, zakrojone na szeroką skalę, poszukiwania
6-cio letniego Jacusia. Społeczeństwo też pomaga. Kiedy rozwieszałem na
latarniach zdjęcia zaginionego Jacusia, pomagał mi mały chłopczyk. Powiedział
mi, że ma na imię Jacuś i ma 6 lat. To miłe, że nawet dzieci pomagają. Jak na
razie, poszukiwania Jacusia nie odniosły skutku. Ale nadal szukamy!

Piątek.
Posterunkowy Paproch czyści broń. Siedzimy z Kluchą pod
biurkiem, ale nie czujemy się pewnie bo Paproch łazi po całej komendzie i stale
do nas zagląda.

Sobota.
Przyszedł pułkownik Żelazny, bardzo zamyślony i powiedział,
że żona zabiła mu rano klina. Złożyliśmy pułkownikowi kondolencje a ja wysłałem
radiowóz po morderczynie.

Niedziela.
Stoję na chodniku w galowym mundurze. Odpadł mi orzełek.
Schyliłem się aby go podnieść. Spadła mi czapka. Podniosłem czapkę i orzełka.
Wyprostowałem się aby przyczepić orzełka do czapki. Przejechał autobus i
ochlapał mnie wodą z kałuży aż mi z wrażenia wypadł z ręki orzełek i czapka.
Schyliłem się aby je podnieść. Ktoś mnie kopnął w tyłek. Wyprostowałem się i
odwróciłem. Przejechał autobus i ochlapał mi plecy wodą z kałuży aż mi z
wrażenia wypadł z ręki orzełek i czapka. Nachyliłem się aby je podnieść. Za mną
zatrzymał się autobus. Wysiadł kierowca i kopnął mnie w tyłek aż mi zęby wypadły
na chodnik. Pozbierałem wszystko i odczołgałem się pod mur. Do dupy z takim
Dniem Policjanta.

Z pamiętnika policjanta ( cz.III )

Poniedziałek.
Dzisiaj posterunkowy Paproch
powiedział, że idzie sobie ugotować jajka. Zawczasu wezwaliśmy pogotowie
ratunkowe. Oj, jego żona będzie znowu wściekła!

Wtorek.
Razem z kapralem Klucha znaleźliśmy zwłoki mężczyzny, leżące
na ławce. Klucha przytknął mu lusterko do ust i stwierdził, że mężczyzna nie
oddycha. Kiedy próbowałem sprawdzić dokumenty denata, zwłoki zaczęły chrapać.
Klucha ma popsute lusterko.

Środa.
Zawiadomienie o gwałcie. Pojechaliśmy na miejsce zdarzenia.
Kapral Klucha przesłuchał dziadka Edka, który był ofiarą napaści seksualnej.
Podejrzaną o dokonanie tego czynu jest niejaka babcia Wiesia. Kapral Klucha udał
się do babci w celu jej przesłuchania. Ku memu zdziwieniu, potwierdziło się
doniesienie dziadka Edka. Kapral Klucha wyszedł od babci Wiesi po godzinie bez
czapki, paska, raportówki i munduru. W samych tylko kalesonach.

Czwartek.
Cały czas leje deszcz. Nudzimy się. Paproch zaproponował
grę w butelkę. Odsunęliśmy się od tego zboczeńca na znaczną odległość.

Piątek.
Wespół z Paprochem,
eskortowałem dziś pacjenta do domu wariatów. Nie rozumiem dlaczego tak się
nazywa ten zakład. Spotkałem tu przecież mnóstwo znanych wszystkim osobistości:
Gagarina, Napoleona, Puszkina a nawet Elvisa. Król rock 'n' rolla nie chciał mi
jednak zaśpiewać tylko ugryzł mnie w rękę i napluł na daszek czapki.

Sobota.
Mobilizacja sił. Dzisiaj mecz w naszym mieście. Ochraniamy
stadion. Gdyby Klucha nie krzyczał "GOL" kiedy bramkę strzeliła drużyna
przyjezdna, być może wyszlibyśmy z tego cało.

Niedziela.
Leczymy rany po meczu. Klucha leży na gastrologii bo
kibice kazali mu zjeść krawat i pałkę. Ja leże na oddziale intensywnej opieki
medycznej. Jakiś łysy przywalił mi ławką a drugi w szaliku poprawił metalowa
rurka. Paproch leży nadal na boisku, bo jak go rzucili to wgryzł się w murawę.

Poniedziałek.
Pułk. Żelazny kazał mi wymyć toalety na komendzie.
Znalazłem cukierka w muszli. Ponieważ cenię sobie czystość, po zjedzeniu go,
papierek wyrzuciłem do kosza.

Wtorek.
Dzisiaj dowiedziałem się, że komenda główna w ramach
podnoszenia kwalifikacji, ogłosiła konkurs geograficzny. My wystawiamy kaprala
Kluchę. Był raz w Pradze, ma atlas geograficzny i przewodnik po Mazurach.
Pułkownika Żelaznego niepokoi jednak to, że kapral Klucha nadal uważa Szwecję za
stolice Sztokholmu i nie daje się od tego odwieść. Uważam, że Żelazny jest zbyt
drobiazgowy.

Środa.
Dostaliśmy nowego na przeszkolenie. Nazywa się Pstrąg. Mówią,
że "pstrąg to bystra ryba". Być może. Ale szeregowy Pstrąg do bystrych nie
należy. Zażądał munduru, broni i amunicji. Dostał szczotkę i metalową szufelkę.
Myśleliśmy, że weźmie się za sprzątanie ale Pstrąg wziął tylko ww. przyrządy i
poszedł na patrol.

Czwartek.
Szeregowy Pstrąg wrócił dopiero dzisiaj. Razem z połamaną
szczotką i szufelką na której wyraźnie było widać wypukłe odbicie twarzy
Pstrąga. Podobno zaatakowali go w parku emeryci. Pstrąg zrezygnował ze służby u
nas. Szufelkę powiesiliśmy na honorowym miejscu. W toalecie. Ale musieliśmy ją
zdjąć, bo pułkownik Żelazny powiedział, że twarz Pstrąga go deprymuje,
szczególnie jego wytrzeszczone gały i brak dwóch siekaczy.

Piątek.
Kapral Klucha użył dzisiaj broni. Po raz pierwszy w życiu.
Wbił nią gwoźdź w ścianę i powiesił sobie obrazek wybitnego malarza. Mozarta
chyba...ale nie jestem pewien.

Sobota.
Akcja specjalna. Dzisiaj byliśmy w szkole i nauczaliśmy
młodzież przepisów ruchu drogowego. Mam cały mundur w atramencie a Klucha dostał
mazakiem w czoło.

Niedziela.
Poszedłem do kościoła. Wszystkie ławki zajęte więc
przycupnąłem sobie w konfesjonale. Przyszedł Klucha i się wyspowiadał. Tajemnica
spowiedzi tajemnicą, ale teraz wiem kto mi ukradł prezerwatywę z szuflady w
biurku. Ten debil myślał, że to herbata ekspresowa i zaparzał ją przez dwie
godziny. To osioł! A jakby się zapytał przełożonego czyli mnie, to bym go
oświecił, ze na Boże Narodzenie wiesza się "to" na kominku i św. Mikołaj wkłada
tam prezenty. Stąd też nazwa "prezerwatywa". Chociaż chyba powinno być
"prezentwatywa"? Ale czy to ważne dla św. Mikołaja?

Poniedziałek.
Pułkownik Żelazny zapowiedział nam, że przyjeżdża
dzisiaj komisja z komendy głównej i żebyśmy się nawet słowem nie śmieli odezwać
bo idiotyzm z nas wyjdzie i tyle. Komisja przyjechała. Potem pytali się nas o
różne rzeczy. Miedzy innymi o nasze nazwiska i czy przypadkiem nie jesteśmy
głusi. Spełniając rozkaz Żelaznego, milczeliśmy jak zaklęci chociaż sam
pułkownik, rwał sobie włosy z głowy.

Wtorek.
Posterunkowy Paproch zgubił gdzieś pałkę. Klucha dal mu
kawałek rurki od gazu, pomalowanej na biało. Traf chciał, że Paproch próbował
zabić muchę, która usiadła na jego biurku. Mucha nadal fruwa, natomiast biurko
uległo niejakiej dewastacji. A prawdę mówiąc, przełamało się na pół!

Środa.
Pułk. Żelazny powiedział nam, że zainstalował sobie w
łazience bidet. Coś mi ta nazwa mówi. Tak mi chodzi po głowie. Mam! Przecież
kiedyś, razem z Kluchą byliśmy służbowo w operze i akurat wtedy grali "Carmen"
niejakiego Bideta. Ale po co Żelaznemu kompozytor w kiblu?! Nie wiem.

Czwartek.
Kapral Klucha się zakochał. Powiedział, że widzi ją kilka
razy dziennie w naszej komendzie i wpatrują się w siebie. Nawet mi ją pokazał.
Pułk. Żelazny kazał mi usunąć lustro i uważnie się przyglądać Klusze.

Piątek.
Posterunkowy Paproch zleciał dziś z drzewa. To już początek
jesieni.

Sobota.
Pułkownik Żelazny wywiesił tabliczkę z napisem "Zakaz
Palenia". Męcząc się, wytrzymałem do 15-stej. Zapaliłem dopiero w tramwaju.

Niedziela.
Kapral Klucha powiedział, że jak był u sąsiadów to
widział telewizję satelitarną. Odbiera się to za pomocą talerza i dzięki
wysokiej technologii. Paproch jest wysoki. Talerz też mamy. Służbowy. Do zupy.
Jednak po zestawieniu Paprocha z talerzem nie udało się uzyskać odbioru mimo, że
Paproch dwie godziny pelengował na dachu komendy. Ale nic straconego.
Przynajmniej nałapał deszczówki.

Poniedziałek.
Odwiedził nas dzisiaj ks. Pistolet. Duszpasterz z
miejscowej parafii. Wszystko nam poświęcił. Tak intensywnie to robił, że zalało
nam piwnicę, a posterunkowy Paproch otrzymał cios w czaszkę kropidłem.

Wtorek.
Paproch nie może dojść do siebie i cały czas twierdzi, że
obecnie jest papieżem. Chce abyśmy go całowali po rękach i mówili do niego per
"wasza świątobliwość".

Środa.
Paproch próbował rozgrzeszyć kaprala Kluchę, ale ten dał mu
po łapach.

Czwartek.
Posterunkowy Paproch zażądał aby zawieźć go radiowozem do
Watykanu. Ciekawe jak on to sobie wyobraża? Skoro paliwa mamy tylko na dojazd z
garażu pod komendę, a z powrotem trzeba pchać to pudło.

Piątek.
Paproch powiedział, że te niebieskie stroje nie pasują nam
do rangi kardynalskiej i kazał nam się przebrać na czerwono. Żeby go nie
drażnić, owinęliśmy się szturmówkami.

Sobota.
Zadzwonił major Potulny i pytał czy to prawda, że ma nas
wizytować papież. Posterunkowy Paproch, bo to on odebrał telefon, powiedział
majorowi, że jest człowiekiem małej wiary, dał mu rozgrzeszenie i kazał się
modlić co wieczór.

Niedziela.
Paproch zadzwonił do Watykanu. Odebrał papież. Paproch
jest już wyleczony. Natomiast papież zaczął się ubierać na niebiesko.

Z pamiętnika policjanta ( cz.IV )

Poniedziałek.
Klucha przybiegł dziś na komendę bardzo zdenerwowany. Powiedział, że widział dziś dwie ciężarne, że to tak być nie może, żeby po ulicy chodziły żywe reklamy stosunków płciowych, że to nie po chrześcijańsku! Zaserwowaliśmy mu serię czopków na uspokojenie. Jednakże pułk. Żelazny, odmówił zaaplikowania ich kapralowi Klusze.

Wtorek.
Posterunkowy Paproch przyniósł z domu pistolet do wstrzeliwania kołków. Załadowaliśmy go czopkami. Paproch trzyma kaprala Kluchę (wypiętego) a ja celuje. Cel-pal. Z pięciu czopków, trzy poszły w Paprocha, jednym strąciłem doniczkę a ostatni sam sobie zaaplikowałem. Myślałem, że coś się zacięło, popatrzyłem w "lufę", no i jakoś niefortunnie wystrzeliłem. Pech. Wypiętego Kluchę wykorzystaliśmy do gry w salonowca.

Środa.
Razem z kapralem Kluchą wytropiliśmy nielegalne zgromadzenie. Prośba o rozejście się nic nie dała. Pałujemy.

Czwartek.
Zamiast spodziewanej nagrody, bura. Okazało się, że wczoraj rozgoniliśmy przyjęcie weselne. Ot i niefart.

Piątek.
Pułkownik Żelazny szykuje się do urlopu. Zamknął szufladę na klucz, żebym mu w niej nie grzebał. Nie rozumiem dlaczego mój ukochany przełożony mnie o to oskarża. Nigdy w niej nie grzebię. Tylko zaglądam.

Sobota.
Pułk. Żelazny pojechał na Karaiby. Tak nam powiedział. Ale za cholerę nie wiem po co pożyczał od Paprocha mapę Mazur?

Niedziela.
Od dzisiaj ja, przez dwa tygodnie rządzę naszą komendą. Podwładni się z tego cieszą. Tak mi powiedzieli. W nagrodę dałem im po miętowym cukierku.

Niedziela (wieczór).
Skończyły mi się miętówki. Klucha z Paprochem zamknęli się w toalecie i konspirują. Lecę do nocnego!

Poniedziałek.
Pułkownik Żelazny nadal na urlopie. Zaczynamy odczuwać jego brak. Kapral Klucha prawie zapomniał jak się mówi po polsku. Doszło do tego, że zatrzymuje przestępców na migi.

Wtorek.
Posterunkowy Paproch regulował dzisiaj ruch na skrzyżowaniu. Wrócił na komisariat jakiś taki siny i milczący. Próbowaliśmy coś od niego wyciągnąć, ale tylko jeszcze bardziej zsiniał, wyszły mu oczy i zaczęło gwizdać w płucach. Serdecznie poklepałem go po plecach aby podnieść chłopa na duchu. Wypluł gwizdek.

Środa.
W przerwach między przesłuchaniami, gramy w ping-ponga. Na wyjętych z futryny, drzwiach wejściowych.

Czwartek.
Dziś przybyła do nas ob. Kwiatkowska z informacją, że zabiła swojego męża, Kwiatkowskiego Leona. Uśmialiśmy się setnie. Nie damy się nabrać na tak prymitywny żart. Przecież tydzień temu sam, osobiście widziałem Kwiatkowskiego pod monopolowym. Kazaliśmy jej się umyć z tej czerwonej substancji, którą miała na rękach, i odesłaliśmy do domu.

Piątek.
Pułk. Żelazny przysłał telegram: "TRZYMAJCIE SIĘ CHŁOPAKI. STOP". Dziwny rozkaz. Cała robota stanęła. Stoimy sobie jeden za drugim i trzymamy się za stopy. Widok mam kiepski, bo mam przed sobą wypiętego kaprala Kluchę. Mam nadzieję, że nie jadł grochu na obiad.

Sobota.
A jednak, jadł!

Niedziela.
Docucili mnie. Teraz Klucha stoi na końcu. A posterunkowy Paproch z przodu. Mam nadzieję, że nie jadł grochu na obiad...a jednak...i nie uprzedził...

Poniedziałek.
Wrócił Żelazny! Z radości, ucałowałem pułkownika w czoło. Wyzwał mnie od pedałów i debili, i poszedł wytrzeć czoło pumeksem.

Wtorek.
Od razu inaczej się pracuje. Klucha wprowadza podejrzanego. Ja go przesłuchuję, a Paproch dezynfekuje pałkę. Same przyznania się do winy.

Środa.
Wpadł do nas Żelazny z pytaniem, czy nie było tu wczoraj jego szwagra? Sprawdziłem. Był, przyznał się do zdrady stanu. Żelazny mi przyłożył. A ten głupi Paproch zdezynfekował pałkę!

Czwartek.
Uczestniczymy w akcji likwidowania przestępczości zorganizowanej. Razem z Kluchą, schowaliśmy się w krzakach. Miejscowy ojciec chrzestny ma sklep z warzywami naprzeciwko komendy. Lepiej nie odcinać sobie źródła dopływu świeżych witamin.

Piątek.
Wezwanie na osiedle Koziołka Matołka. Dwie bandy nieletnich, obrzucają się kamieniami. Przystępujemy do akcji.

Sobota.
Akcja się przedłuża. Zostaliśmy otoczeni. Kapral Klucha, trzyma się na froncie między śmietnikiem a pierwszą latarnią. Ja jestem odpowiedzialny za łączność i dostarczanie amunicji, tzn. głośno krzyczę "Na pomoc...policjaaa!" oraz grzebię w śmieciach, w celu odnalezienia przedmiotów bojowych ( butelki, puszki, nogi od stołów ) oraz broni chemicznej ( stare ryby, odchody zawinięte w gazety, zużyte pampersy i podpaski ).

Niedziela.
Jesteśmy wyczerpani. Klucha oberwał cegłą w czoło i wygląda jak Indianin. Brakuje nam amunicji, wyczerpały się też środki opatrunkowe (obwiązałem Klusze głowę, moimi slipami...od razu się uspokoił). Cóż za wstyd! Poddać się bandzie dwunastolatków!?

Poniedziałek.
Posterunkowy Paproch, zgłosił się ochotniczo na konkurs poezji resortowej. Nie wiedziałem, że Paproch pisze wiersze. Ale z drugiej strony, kto wie, że jestem zapalonym nurkiem? Nikt! Ale kiedyś się pochwalę, i powiem ile miałem trudności ze zmieszczeniem się w wannie, razem z akwalungiem!

Wtorek.
Paproch jeszcze nie wrócił. Trzymamy za niego kciuki. Razem z kapralem Klucha. Pułk. Żelazny, nie zgodził się trzymać moich kciuków.

Środa.
Wrócił posterunkowy Paproch. Wymięty i zapłakany, bo nic nie wygrał. Powiedział, że po deklamacji, komisja wylała go na zbity pysk. Kazałem mu przeczytać wiersz który napisał:

Radiowozem pędzę śmiało
Gaz do dechy, jeszcze mało!
Wiec popycha kapral Klucha
Nikt Policji nie wy...

Nie wiem o co chodziło komisji. To przecież kawał prawdziwej sztuki!

Czwartek.
Pułkownik Żelazny powiedział, że tak dalej być nie może, że się opierdzielamy i wygnał nas wszystkich na patrolowanie okolicznego osiedla. Nawet nam nie zrobił kanapek na drogę!

Piątek.
Kapral Klucha zakomunikował mi dzisiaj, ze rzuca palenie. No i rzucił. Mógł tylko tego nie robić na stacji benzynowej, bo mi podmuch zerwał mundur i musiałem wracać na komendę w samych tylko kalesonach służbowych.

Sobota.
Siedzę w domu i oglądam mecz. Nasi prowadza 2:0. Żona pyta z kuchni: Kto strzelił? Nie dam się nabrać na ten stary dowcip, że pierwszą Boniek a druga Replay. Nie ze mną takie numery. Dobrze wiem, że Boniek już nie gra. Za to Replay jest wyjątkowo bramkostrzelny. Po kilka goli w każdym meczu. Szkoda, że gra po obu stronach. I u nas i u przeciwników. Dziwny gość?!

Niedziela.
Znowu służba. Komenda pełna zgłaszających. Przebrałem się w cywilne ubranie i stanąłem na końcu kolejki. Razem psioczymy na Policję. Czekam, aż ktoś otworzy wreszcie okienko i będę mógł zgłosić. Ale co? Chyba za bardzo się wczułem...

Z pamiętnika policjanta ( cz.V )

Poniedziałek.
Kapral Klucha trenuje zakuwanie w kajdanki. Na sobie, bo nikt się nie chciał zgodzić na uczestniczenie w jego eksperymentach.

Wtorek.
Kapral Kluch opanował już ciężką sztukę zakuwania. Obecnie trenuje poszukiwania kluczy do własnych kajdanek.

Środa.
Posterunkowy Paproch zeżarł moje drugie śniadanie. Ale nie chce powiedzieć z czym były moje kanapki. Myślę, że sekcja to wykaże.

Czwartek.
Paproch znowu zeżarł moje śniadanie. Ale to już ostatni raz. Jutro się biedak natnie.

Piątek.
Zamiast kanapek, zapakowałem do papierowej torebki podeszwę od mojego starego buta służbowego. Niestety, Paproch przyniósł swoje kanapki i teraz siedzę głodny.

Sobota.
Kapral Klucha znalazł klucz od kajdanek. Nareszcie będzie mógł chodzić bez dłoni owiniętych szmata.

Niedziela.
Zacząłem się uczyć języków obcych. Uważam, że w obecnych czasach, każdy powinien znać przynajmniej jeden obcy język. Inaczej może dojść do przykrych pomyłek. Pułkownik Żelazny dał mi puszkę z napisem w całkiem obcym języku. Otworzyłem ja i zjadłem. Godzinę później, pułkownik poprosił abym nasmarował zawiasy, towotem z puszki którą mi dał. Uczę się języków!

Poniedziałek.
Posterunkowy Paproch przyleciał na komendę jak torpeda, i już w drzwiach oznajmił nam, że będzie miał dziecko. Niestety, rzeczonych drzwi nie otworzył i nic nie usłyszeliśmy.

Wtorek.
Oglądamy "Posterunek 13". Kapral Klucha powiedział, że tak głupich policjantów to nie ma. Pułk. Żelazny tak jakoś dziwnie na nas popatrzył, zsiniał, zzieleniał i pobiegł do toalety.

Środa.
A jednak Paproch nie będzie miał potomka. To, co biedny posterunkowy brał za pierwsze skurcze, okazało się tylko zatwardzeniem jego szanownej małżonki.

Czwartek.
Patrol. Jak zwykle z kapralem Kluchą, jeździmy po dobrze oświetlonych ulicach. Niczego się nie boimy, bo mamy pancerne szyby i kamizelki kuloodporne. A ja dodatkowo, włożyłem sobie poduszkę w spodnie i zaspawałem drzwi od mojej strony.

Piątek.
Ktoś napisał na murze komendy: "Mafia rządzi". Ścierać, czy nie ścierać. Oto jest pytanie! Żeby się nie narażać, Klucha zrobił na tekturze duży napis:"Żelazny", i cichaczem, po zmroku nakleił w miejsce napisu "Mafia". W razie jakby co, to my jesteśmy kryci. Chociaż zastanawiam się, czy aby nie wziąć urlopu?

Sobota.
Dzisiaj przylazł jakiś facet z foliową torbą i powiedział, że znalazł: "bo". Jąkał się przy tym potwornie. Powiedziałem mu, że to miło z jego strony, ale nam: "bo" nie jest potrzebne i kazałem go wyrzucić. Tuż przed wyjściem, delikwent jeszcze raz podniósł torbę do góry krzycząc, że to jest: "bo" "mba" dokończył już za drzwiami. A może mi się tylko wydawało? Bo rozległ się taki huk, że aż mi mój ulubiony miś pluszowy zleciał z biurka.

Niedziela.
Kapral Klucha grzebał coś pod biurkiem. Ponieważ się wypiął, dziarsko trzepnąłem go dłonią. Jakież było moje zdziwienie, kiedy spod biurka pojawiła się głowa montera, który przyszedł do nas naprawić telefon. Siedzę w szafce z ubraniami, bo pan monter nie dość, że się do mnie uśmiechnął, to jeszcze poprosił... nie, nawet mi to przez usta przejść nie chce. I jeszcze chciał żeby go głaskać.

Poniedziałek.
Posterunkowy Paproch przybiegł do mnie i zaczął się skarżyć, że ma krótszą pałkę od kaprala Kluchy, a podobno długość pałki oznacza "długość". Spytał się, czy to prawda. Uspokoiłem go, mówiąc aby nie wierzył w bajki. Kiedy wyszedł, zmierzyłem swoją pałkę. Tak to same bujdy.

Wtorek.
Pułkownik Żelazny wyglądał dziś przez okno i powiedział, że właśnie "słońce zaszło". Takie świństwa?! I to tuż pod oknem naszej komendy?! Dziwię się pułkownikowi, że nie zareagował. Ale z drugiej strony wartości chrześcijańskie. Może i nie wypadało przeszkadzać w prokreacji?

Środa.
Ćwiczymy walkę pałką z manekinem. Kapral Klucha najwyraźniej traci wzrok, bo nie odróżnił manekina od faceta z elektrowni. Nie zdziwiło go nawet to, że manekin zasłaniał się teczką.

Czwartek.
Paproch przyznał się, że koleżanki zaczęły częściej odwiedzać jego małżonkę. Podobno stało się to po tym, jak przyznał się, że w młodości grał na saksofonie. Widzę, że afera z Clintonem zatacza coraz większe kręgi.

Piątek.
W ramach akcji promocyjnej, jakaś firma przysłała nam puzzle o nazwie: "Policjant w negliżu". Ponieważ na opakowaniu było napisane: "Od lat 3", zaniosłem puzzle osobiście, skazanemu na 25 lat Grzegorzowi H. Skazany podziękował, poczym przyłożył mi pudełkiem w głowę. Nie ma wdzięczności wśród ludzi.

Sobota.
Dzwonił komisarz Poducha. Odebrałem osobiście. Przyślą nam sekretarkę. Poinformowałem podwładnych i pułkownika Żelaznego. Potem się wyperfumowałem i umyłem nogi. Paproch z wrażenia wypił całą butelkę płynu po goleniu a Klucha przetarł zęby pilnikiem.

Niedziela.
Przysłali sekretarkę. Automatyczną.

Poniedziałek.
Zbliża się Wielkanoc. Pulk. Żelazny kazał nam pomalować jajka. Pomalowaliśmy. Pułkownik nie był zadowolony. Nasze żony też. Jadę do szpitala, bo tylko ja z braku plakatówek pomalowałem je olejną-szybkoschnącą.

Wtorek.
Leżę w szpitalu. Pacjent z łóżka obok zażyczył sobie kaczki. Więc ja też poprosiłem, zaznaczając aby była dobrze wypieczona. Po wyjaśnieniu tego nieporozumienia, nawet nie śmialem prosić o ręcznik i czepek, kiedy sąsiad poprosił o basen. Pewnie jakiś uprzywilejowany?!

Środa.
Wypisali mnie ze szpitala i prosili abym więcej jajek nie malował. Zgodziłem się. Trudno, tradycja chyba zaginie.

Czwartek.
Z Komendy Głównej przysłali nam wynalazcę. Przyjechał do nas z nowym modelem kamizelki kuloodpornej. Stwierdził, że teraz będziemy już zupełnie bezpieczni i żadna broń nas się imać nie będzie. Kapral Klucha w podnieceniu wpakował w niego cały magazynek swojej broni slużbowej. Jak się poźniej okazało, wynalazca nie był przygotowany na taką ewentualność bo nie zalożył swojej kamizelki. Pułkownik Żelazny wysłał Kluchę na dodatkowe szkolenie strzeleckie, bowiem tylko nasz kapral nie potrafi wcelować w wynalazcę z odleglości 1m. Podobno od czasu tegoż incydentu, wynalazca przestał zajmować się wynajdywaniem.

Piątek.
Wpadł na inspekcję ks. Pistolet. Chciał sprawdzić, czy przestrzegane są wartości chrześcijanskie. Posterunkowy Paproch ze strachu zjadł całą paczkę prezerwatyw, co to je chował w biurku. Niestety pudełko stanęło mu w gardle i musieliśmy go reanimowac. Ja waliłem go w plecy pałką, a kapral podtrzymywał go aby nie upadł. Paproch wypuści trzy baloniki i zemdlał. Ks. Pistolet pogratulował nam sprawnosci ratowniczej. Baloniki zabrał dla dzieci. Ciekawe co na to powiedzą rodzice?

Sobota.
Pułkownik Żelazny zakupił dla nas stół bilardowy. Powiedział, że powinniśmy podnosić naszą sprawność fizyczną, a poza tym jak będziemy grać, to nie będziemy myśleć, a to nam nigdy nie wychodziło i tylko były z tego problemy.

Niedziela.
Bilard jest chyba popsuty. Albo niekompletny. Po środku nie ma siatki a w zestawie nie było rakietek. Kulki co prawda są, ale nie chcą się odbijac. Moze też są popsute?! Natomiast kije świetnie nadają się do rozwieszania prania.

Z pamiętnika policjanta ( cz.VI )

Poniedziałek

"Policja jest przygotowana na wszystko" - powiedział komendant główny policji i otrzymał znienacka cios zgniłym pomidorem. Cały nasz komisariat oglądał wystąpienie komendanta w telewizji. Może właśnie dlatego, w związku z naszą nieuwagą, ktoś ukradł nam kraty z okien.

Wtorek

Kapral Klucha, który do tej pory zajmował się u nas sprawami rodzinnymi, został przez pułkownika Żelaznego przeniesiony na nowe stanowisko. Do kotłowni. Pułkownik stwierdził, że kolejka do pokoju kaprala się wydłuża a Klucha coraz wcześniej wychodzi do domu. Na jego miejsce awansował posterunkowy Paproch (dawniej kotłownia). Nie wiem jak to możliwe ale kolejka znacznie się skróciła.

Środa

Wyszło na jaw, że posterunkowy Paproch załatwia petentów na podstawie wymyślonego przez siebie klucza PM czyli Pała - Miętówka. Pierwszego pałował, a następnemu dawał cukierka. Najgorsze jest w tym to, że to ja osobiście, na wlanej skórze przekonałem się o wprowadzeniu tego systemu. Wszedłem do pokoju Paprocha tuż po emerycie, który wychodząc ssał miętówkę. Paproch kotłownia. Klucha sprawy rodzinne. Ja chirurgia pourazowa.

Czwartek

Nocny patrol. Razem z Klucha trzymamy się latarni i modlimy się żeby nie zgasła.

Piątek

Spadł śnieg. Ciężko nam się ukryć w naszych mundurach, więc wychodzimy tylko nocą. Wzrasta niezadowolenie społeczne. W ciągu dnia trzymamy drzwi do komisariatu zamknięte. Wzrasta nasze zadowolenie.

Sobota

Klucha wyszedł w ciągu dnia i od razu został obrzucony śniegiem przez małoletnich. Zgubił czapkę, pasek od spodni i służbowy długopis. Po powrocie wyglądał jak bałwan. Chociaż on zawsze tak wyglądał. Postanowiliśmy się zemścić na małoletnich.

Niedziela

...będzie dla nas.

Poniedziałek

Pod naszą komendę podeszła pikieta. Chcieli chleba i igrzysk. Igrzysk nie mieliśmy. Więc Kapral Klucha rzucił im kanapkę z kaszanką. Myśleliśmy, że połowiczne spełnienie ich żądań może ich zadowolić. Myliliśmy się. Pikieta wdarła się do środka. Myślałem, że w poszukiwaniu rzeczonych igrzysk. Klucha próbował im coś tłumaczyć ale zaprzestał po oberwaniu mu rękawów przez żwawą staruszkę. Ja postanowiłem ochraniać mojego ukochanego przełożonego, pułkownika Żelaznego własną piersią. W końcu zdecydowałem się na pierś posterunkowego Paprocha. I to nie z własnej woli, ale ktoś mi założył sedes
na głowę.

Wtorek

Po wczorajszej katastrofie z pikietą, dziś spokojny dzień. Odwiedził nas major Potulny z Komendy Głównej. Udekorował Paprocha za wyjątkowe oddanie w obronie posterunku. Wszystko mi to opowiedział kapral Klucha bo ja ze względu na ciągle tkwiący na głowie sedes, nic nie widzę.

Środa

Wyjechaliśmy z posterunkowym Paprochem na patrol. Dostaliśmy zgłoszenie o kłótni małżeńskiej. Na miejscu, ja wziąłem stronę męża a Paproch żony. Wyszliśmy stamtąd pokłóceni i w podartych ubraniach. Pogodziliśmy się dopiero przy miejscu w którym stał nasz radiowóz który ktoś nam raczył podpieprzyć. Jednakże kłótnia małżeńska została zażegnana.

Czwartek

Nienawidzę kiedy ktoś się wpiernicza w nie swoje sprawy. Czytałem właśnie gazetę, kiedy przechodzący obok pułkownik Żelazny mi ją odwrócił. Niby teraz lepiej mi się czyta, ale nie powinien...

Piątek

Przyszedł jakiś facet i powiedział, że jest z Marsa. Posadziliśmy go za brak dokumentów. Powiedział, że jak nam łupnie z działka plazmowego to go popamiętamy.

Sobota

Przyszedł jakiś facet i powiedział, że jest z archiwum X i ,że przetrzymujemy w naszej komendzie obcą formę życia. Najpierw uważnie przyjrzałem się podwładnym a potem sam sobie w lustrze. Nikt z nas nie przypominał obcej formy. No może Klucha, ale tylko trochę. Sprawdziłem i okazało się, że nie ma u nas archiwum X. Posadziliśmy faceta za wprowadzanie policji w błąd.

Niedziela

Przyszła jakaś ruda babka i mówiła coś o „Skali” ale w zupełnie niezrozumiałym języku. Ponieważ kazano nam się zajmować obcokrajowcami ze zdwojoną uprzejmością, bardzo uprzejmie podarowałem jej ekierkę z wyraźną skalą. Wyszła obrażona.

Niedziela (późny wieczór)

Wypuściliśmy faceta z Marsa. Przyszła po niego żona. Okazało się, że nazywa się Kwiatkowski. Niestety przed wyjściem spełnił swoją obietnicę i popamiętaliśmy go. Co prawda nie wystrzelił z działka, ale narobił na środku aresztu. I to była pierwsza obca forma w tym miejscu.

Poniedziałek

Kapral Klucha stał się miłośnikiem promocji. Dzięki niemu, mamy teraz na komendzie tonę buraków w workach. Dwieście opakowań lampek choinkowych i dwa słoiki z przeterminowanymi lizakami.

Wtorek

Petenci rozdeptali kilka worków z burakami. Kapral Klucha jest zawiedziony. My nie. Posterunkowy Paproch przytargał chrzan i mamy teraz koło 100 kilogramów ćwikły.

Środa

Kapral Klucha postanowił sprawdzić jak świecą lampki choinkowe. 199 opakowań zawierało niesprawne zestawy. Dopiero ostatni, dwusetny, okazał się dobrze złożony przez naszych chińskich przyjaciół. Kapral wetknął wtyczkę, lampki się zapaliły i wywaliło korki. Ale nie zrobiło się zupełnie ciemno. Okazało się, że ... lizaki świecą.

Czwartek

Na komendzie nadal ciemno. Posterunkowy Paproch, domorosły elektryk postanowił naprawić korki na własna rękę. Prawie mu się udało. Prawie, bo stał w papce powstałej z udeptanych buraków. Teraz oprócz lizaków, świeci również nasz posterunkowy. Świeci, i się dymi.

Piątek

Kapral Klucha doniósł mi ze łzami w oczach, że cała tona buraków została rozdeptana. Pocieszyłem go dając mu lizaka. Rozmarzyłem się patrząc za oddalającym się Kapralem. Tak cudnie brodził po pas w warzywach.

Sobota

Problem oświetlenia nie został rozwiązany. Buraki wypływają już na chodnik przed komendą. Posterunkowy Paproch doniósł, iż podobno był jakiś elektryk. Ale chyba się myli, bo nikt oprócz niego, go nie widział.

Niedziela

Ciemno. Wszędzie przesuwają się pojedyncze światełka. Te błędne ogniki to lizaki, które Posterunkowy Paproch zaczął rozdawać petentom, aby się nie pogubili. Szkoda, że nie pomyślał o tym kiedy wczoraj pojawił się elektryk. Bo się pojawił. Sam w niego wdepnąłem brodząc w kierunku toalety. Zaplątał się w lampki choinkowe i utonął w ćwikle. Do dupy z takimi promocjami.

Poniedziałek

Wtorek

Środa

Czwartek

Piątek

Sobota

Niedziela

... skończył mi się atrament sympatyczny. Ten jest niesympatyczny. A nawet obskurny. A tyle miałem jeszcze do napisania...

_________________
In Lak'ech Ala K'in
***
Not in knowledge is happiness, but in the acquisition of knowledge!
(Edgar Allan Poe)

***
Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech.

http://chomikuj.pl/nhsh2012



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 22 paź 2012, 22:03 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 23 paź 2012, 7:09 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2009, 10:11
Posty: 1806
Opowiadanie kawałów jest formą ukrytej agresji,
wyciągania energii, jest wesoło ale to pasożytnictwo.

Mężczyźni krzywdzeni przez kobiety, intensywnie opowiadają
kawały uwłaczające im, tylko po co?

Skoro wszystko ma strukturę fraktalną i mamy wpływ na wszystko
to może warto zacząć od siebie? i swój umysł uporządkować, najpierw?

_________________
Wszystko jest umysłem...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 23 paź 2012, 14:11 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 paź 2009, 1:05
Posty: 1632
Lokalizacja: Everywhere
Płeć: mężczyzna
Dobrze, więc mnie nie rozśmieszaj.

_________________
In Lak'ech Ala K'in
***
Not in knowledge is happiness, but in the acquisition of knowledge!
(Edgar Allan Poe)

***
Gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech.

http://chomikuj.pl/nhsh2012



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 23 paź 2012, 16:36 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 wrz 2012, 18:35
Posty: 88
Lokalizacja: ZswJ, KM
Płeć: kobieta
Poprawiło mi to humor z rana, dziękuję! :D wrzuć coś jeszcze jak znajdziesz, śmiechu nigdy za wiele!
Pozdrawiam:)

_________________
V
I
T
R
I
O
L



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 paź 2012, 12:45 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 16 kwie 2012, 12:42
Posty: 9
:lol: dobreee,ukryta agresja buuuchaaachaaa,prosimy buddasty o wiecej takiej agresji :tak:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 paź 2012, 13:26 
fufek pisze:
Dobrze, więc mnie nie rozśmieszaj.


mocno :D

Trochę do tej scenki co się tu na żywo rozegrała. Podobne zdarzenie i równie błyskotliwa riposta :


Dwaj prawnicy w sądzie bronią swoich racji . Obrońca pewny siebie z finezją i celnie przedstawia swój punkt widzenia. trochę nonszalancko jedną dłoń włozył w kieszeń i peroruje .

Przeciwnik bezsilny przerywa przemowę :" " wysoki sądzie -mój przeciwnik zachowuje się obraźliwie trzymając rękę w kieszeni ."

Tam ten spokojnie wysłuchał, wyjmuje rękę i pada odpowiedź:" Proszę wybaczyć wysoki sądzie, nie wiedziałem,że trzymając rękę w kieszeni dotknę pana mecenasa " . :D



Na górę
   
 
 
Post: 24 paź 2012, 14:00 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2009, 10:11
Posty: 1806
żarty i drwiny to technika odbierania energii, okradania z energii
wyśmiewanie czegokolwiek kogokolwiek

tak samo jak próbowano bagatelizować sytuację w smoleńsku
rozpuszczano dowcipy o ofiarach, całym wypadku itp

to są wszystko elementy gry
inżynierii społecznej

i albo jesteśmy jej ślepym narzędziem
albo komuś za to płacą i to jego praca
efekt i odpowiedzialność ta sama

nie wszyscy Polacy są pijakami,
Policjanci złodziejami skorumpowanymi i debilami
Jechowi bezmózgimi maszynami do cytowania biblii

analogicznie - wszyscy ludzie są źli, niszczą planetę
i dlatego trzeba ich wykończyć bo to tępa swołocz

"na początku było słowo..."

_________________
Wszystko jest umysłem...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 paź 2012, 18:00 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2009, 16:35
Posty: 417
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Zielony Cętkowany
Dział "Na luzie"...

Więc śmiejmy się...


Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
Nie kim, a Czym jestem i co tu i Tam robię? ...reszta jest prosta :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 paź 2012, 18:21 
Awar pisze:
Dział "Na luzie"...

Więc śmiejmy się...


Najpierw spytaj Hakuna z czego sie mozna smiac, ty energetyczny pasozycie :język:



Na górę
   
 
 
Post: 24 paź 2012, 19:41 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2009, 16:35
Posty: 417
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Zielony Cętkowany
Nie spytam się, bo nie uznaje żadnych autorytetów.
... a w ogóle to jestem dewiantem.
Lubie śmiać się z samego siebie, czyli okradać samego siebie.
Taki energetyczny masochista :mrgreen:

_________________
Nie kim, a Czym jestem i co tu i Tam robię? ...reszta jest prosta :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 26 paź 2012, 7:40 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2009, 10:11
Posty: 1806
Czy dla zabawy, czy z zemsty, jak się komuś podpali włosy
to na końcu je straci, może się poparzyć, i czasem są powikłania...

wystarczy był odpowiedzialnym i patrzeć na ile się da do przodu
nic nie trzeba - tylko dokąd bezmyślność może doprowadzić?

od najdrobniejszych spraw się zaczyna, małego detalu...

_________________
Wszystko jest umysłem...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 27 paź 2012, 8:14 
Akurat Fufka trudno posadzic o okradanie kogokolwiek z energii. Tak zdystansowanej do siebie osoby szukac ze swIca...

Awar... mam podobnie... umiem i lubie smiac sie z samej siebie. Widze swoje braki, swoje wady... i tyle. Nie spinam sie, jak ktos po mnie pojedzie... bo znam tez swoje mocne strony. Wiec mi to wsio ryba, ze ktos mi to czy tamto. A przy okazji... moze rzeczywiscie jest cos na rzeczy.

Na kazda rzecz mozna patrzec tak czy siak.

Ostatnio ktos gdzies wrzucil fotke osoby otylej ze skrzydelkami... Tu spielam sie dosyc ostro... bo wiem, ile takie nastawienie, szukanie idealow tam, gdzie tak naprawde ich nie ma... czyni szkod.

Ale... wady te powyzej... kazdy z nas moze dopatrzyc sie sam w sobie.

Do wszystkiego trzeba miec przede wszystkim DYSTANS... a najlepiej do samego siebie.



A... i dodatkowo... czytam i widze wyzej, ze wyszedl jeszcze temat krzywdzenia mezczyzn przez kobiety. Oczywiscie, ze tak sie dzieje. Kobiety potrafia bardzo ranic, slowami... np. A mezczyzni czesto zamykaja sie w sobie, bo nie jest spolecznie przyjete, zeby pokazali, jaka to im przykrosc sprawilo.

Ale mezczyzni tez to Ci, co bija, gwalca, niszcza, co im sie po raczki nawinie... bo taka maja ochote jakas dziki, bo ego tak rozpiera...

I mezczyzni tez potrafia bolesnie ranic: slowami, swoim zachowaniem... takze...

Obie strony maja te sama moc zarowno niszczenia jak i naprawiania, kaleczenia jak i uzdrawiania. Kazdy sam decyduje, gdzie skieruje swoja energie.


I powstaje jeszcze pytanie... czy uporzadkowany, klarowny umysl... czepia sie czegokolwiek?
Mysle...

Czy ten tekst powyzej jest w stanie stworzyc cierpienie?

Sprawa do zastanowienia...

Czy nasze zachowanie zawsze jest wolne od sprawiania innym cierpienia?

Sprawa do zastanowienia...

Latwo pisac innym... "nie krzywdz, nie kradnij energii, nie sprawiaj cierpienia!"... a jak to jest z nami?

Ja wiem, ze nie chce krzywdzic... a i tak jak juz jestem pewna, ze tego nie robie... budze sie z reka w nocniku i widze, ze to nie tak... ze znowu cos sie zmascilo...



Ale... kazdy doswiadcza... bolu ze strony innych i kazdy... zadaje go innym... nawet nieswiadomie, nawet tego nie chcac... ale tak wlasnie jest... Trzeba o tym pamietac... zanim sie potepi innych.

Moze wlasnie ktos przez nasze zachowanie cierpi? Skupianie sie na swoich doznania to znowu zabawa Ego... Patrzecie przez pryzmat wlasnych doznan, emocji, mysli... znowu zabawa umyslu... i lechtanie Ego... ;)

Mozna? Mozna...

Ale dokad to prowadzi?



Na górę
   
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 12 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group