Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 14 gru 2019, 1:18

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 54 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
Post: 08 mar 2012, 11:39 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree

Rejestracja: 23 lip 2010, 10:45
Posty: 1823
Zależna od przemysłu farmaceutycznego obecnie panująca medycyna akademicka, zapewnia sobie ciągle nowych pacjentów kreując i propagując nowe choroby w oparciu o naturalne reakcje organizmu. Film zawiera fragment wywiadu z niemieckim reporterem, który opowiada o tym w jaki sposób dochodzi do systemowego urabiania fałszywej opinii publicznej za pomocą mediów tworząc tym sposobem nowy rynek zapotrzebowania na leki...




phpBB [video]



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 08 mar 2012, 11:39 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 11 mar 2012, 10:17 
Swietny filmik.
Ja widze juz po malych dzieciach i ich rodzicach. Wystarczy, zeby dziecko dostalo katarku i juz jest panika... "co sie z tego rozwinie? na uszy pojdzie! pluca zaatakuje!". Nie daj boze - dziecko ma goraczke.

Co do menopauzy - ciekawostka, ze nasze babcie nie wiedzialy co to takiego.
Ciekawe wytlumaczenie na ten temat czytalam bodajze w ksiazce Wislockiej "Sztuka kochania - w 20 lat pozniej", ale glowy nie dam.
Roznica miedzy kobietami teraz a kiedys jest ta, ze kiedys kobiety mialy wieksza ilosc dzieci i te dzieci przychodzily na swiat zasadniczo do zanikniecia u kobiety plodnosci.
W praktyce wyglada to tak, ze po kazdym urodzeniu dziecka nastepuje lagodny spadek hormonow. Czym wieksza ilosc tych dzieci i jest to rozlozone w czasie tym ten spadek hormonow przebiega lagodniej i przejscie w klimakterium nastepuje w sposob naturalny, menopauza praktycznie nie wystepuje. I np. moja babcia, miala 5. dzieci... nie miala zadnych problemow...jej corki natomiast mialy dzieci w ilosci od 0-2... ;) i juz przechodzily menopauze dosc nieprzyjemnie.
Po prostu u kobiet, ktore urodzily 1-2 dzieci w wieku do 30. lat... w momencie zanikania plodnosci spadek tych hormonow jest bardzo nagly i drastyczny, przez co rowniez dosc ostro odczuwalny.

A ze firmy farmaceutyczne produkuja choroby i klientow dla swoich lekow... to fakt.
Widac chocby w temacie szczepien. Produkcja przyszlych stalych klientow.



Na górę
   
 
 
Post: 11 mar 2012, 13:33 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree

Rejestracja: 23 lip 2010, 10:45
Posty: 1823
La_Mandragora pisze:
Swietny filmik.


Cieszę się, że odświeżyłaś temat, ponieważ myślałem już, że został niezauważony, a problem jest bardzo poważny.

Jest dokładnie jak piszesz. Tak mamy zryte pod naszymi beretami, że zadanie pytania podważającego tą wyuczoną rzeczywistość powoduje oburzenie i często uznanie pytającego za oszołoma. Ludzie przestali dla swojej wygody już logicznie myśleć i powtarzają tylko slogany usłyszane w propagandowych mediach.

W filmie został poruszony temat medycyny, ale to nie jest wyjątek takich manipulacji. To samo odbywa się w wielu innych dziedzinach naszego życia.

Dla mnie priorytetem stało się znalezienie osoby, która mi udowodni mutacje wirusów skierowaną przeciwko ludzkości. Taką tezę głoszą koncerny farmaceutyczne na swoje potrzeby, a najdziwniejsze, że te wirusy mutują na ich zawołanie i wszystkie w jednym kierunku. Potem nagle kolejne mutacje są wstrzymane, bo koncerny mają już gotową szczepionkę na tamtego wirusa i nie mogą pozwolić sobie na straty.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że cierpią przez to też niewinne zwierzęta. Wybito w ten sposób miliony sztuk ptactwa i bydła na całym świecie.

Czy jest w Polsce osoba, która wyodrębniła wirusa ptasiej grypy? Odpowiem od razu, że nie ma. Koncerny wiedzę o tym wirusie udostępniły tylko wybranym laboratoriom i nieznanym nam osobom, a reszta to jest kwestia wiary.
Więc mówię wam. Dzisiaj u mnie w domu zmutował się bardzo groźny wirus skierowany przeciw ludziom uprawiającym skorumpowaną politykę. Po zaatakowaniu wirus powoduje w ciągu jednego miesiąca całkowitą degenerację umysłu. Albo skończy się korupcja naszych polityków, albo wpuszczę tego wirusa do sejmu. Wierzycie mi?

.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 13 mar 2012, 22:54 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 maja 2011, 19:24
Posty: 215
Lokalizacja: H.- Niemcy / k.B-B
Płeć: kobieta
homorek pisze:

Cieszę się, że odświeżyłaś temat, ponieważ myślałem już, że został niezauważony, a problem jest bardzo poważny.


Homorek, cieszę się, że wstawiłeś ten materiał, nawet miałam zapytać czy nie ma gdzieś dalszej części tego wywiadu, wart jest rozesłania do osób, które niestety już wpadły w choresterolową pułapkę + do tego jeszcze artykuł z innego tematu tego forum „Prawdziwe przyczyny chorób serca” i może coś dotrze do niejednego …….. :bangheadwall:

_________________
http://www.youtube.com/user/Atena7777Szczepienia
http://www.youtube.com/user/1Atena7777



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 lip 2012, 8:39 
Tez bardzo ciekawy filmik...


Choroby na sprzedaż

phpBB [video]



Na górę
   
 
 
Post: 01 lip 2012, 11:29 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree

Rejestracja: 23 lip 2010, 10:45
Posty: 1823
La_Mandragora pisze:
Choroby na sprzedaż


Dwa cytaty z powyższego filmu:

- "Życie jest chorobą wymagającą leczenia"

- "Wspaniale, gdy umie się podać lek leczący chorobę, ale większą sztuką jest wiedzieć kiedy nie należy leczyć"
Philippe Pinel

.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 lip 2012, 14:09 
homorek pisze:
Dzisiaj u mnie w domu zmutował się bardzo groźny wirus skierowany przeciw ludziom uprawiającym skorumpowaną politykę. Po zaatakowaniu wirus powoduje w ciągu jednego miesiąca całkowitą degenerację umysłu. Albo skończy się korupcja naszych polityków, albo wpuszczę tego wirusa do sejmu. Wierzycie mi?

.


nie czekaj, wypuszczaj, do sejmu, sejmików, do samorządów i starostw, aplikuj sołtysom, wójtom, burmistrzom, PROSZĘ!!!

i zmutuj pls jeszcze jakiegoś wirusa na leniwych, zatruwających życie, dowartościowujących się swą władzą, urzędników i urzędniczki w instytucjach wszystkich szczebli... pls pls pls



Na górę
   
 
 
Post: 01 lip 2012, 17:27 
Offline
Admin junior
Admin junior
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 paź 2011, 22:49
Posty: 542
Lokalizacja: Temple of NOD
By nie kopiować tak obszernych postów drugi raz polecam do przeczytania
temat ignorowania przez lekarzy (ciekawe na ile świadomie a na ile z ignorancji)
pasożytów jako łatwych do zwalczenia przyczyn objawów wielu chorób leczonych
farmakologicznie. Polecam zwłaszcza post o doświadczeniach jsatrianiego :

Cytuj:
http://davidicke.pl/forum/naturalne-metody-zwalczania-paso-ytow-t10200.html

Re: Naturalne metody zwalczania pasożytów.

Postprzez jsatriani » 15 maja 2012, 11:43
Kilka osób w mojej rodzinie, po tym, kiedy się przez przypadek uświadomiliśmy pod tym kątem, pozbyło się pasożytów jak i grzybów drożdżakowatych. Wielu ludzi o tym nie wie, a niemal 3/4 z nich posiada w sobie glistę ludzką.

Lekarze również nie są szkoleni i uczeni nt. dietetyki jak i występowania pasożytów w organizmie - a dokładnie na ich wpływ na ogólne zdrowie człowieka. Mogę Wam podać wiele przykładów reakcji lekarzy na powiązania pasożytów z przebytymi chorobami np u mojej 5 letniej teraz córki (głównie negatywne).

Sami korzystaliśmy z usług znanej nam osobiście dietetyczki, a konkretnie z metody badania kropli krwi, którą prowadzi. Kiedy powiedziałem o tym pediatrze mojej córki, to popatrzyła na mnie jak na czarodzieja i stwierdziła, że opowiadam jej bajki. Metoda ta polega na podglądzie pod mikroskopem kilku kropel krwi. Widać na niej pasożyty, grzyby i inne toksyny, które występują w organizmie. Widać również braki niektórych witamin i minerałów (magnezu, cynku itp, odkładanie się wapnia we krwi).
Dodam jeszcze, że pediatra zadała nawet pytanie: a co tam niby było widać. W odpowiedzi usłyszała, że pasożyta oraz dużo grzybów drożdżakowatych. Jej odpowiedź była najlepsza: ja w to nie wierzę, ale grzybów to ona może mieć faktycznie dużo bo przyjmuje dużo antybiotyków. Sama sobie zaprzeczyła, zaśmialiśmy się i skończyliśmy temat, bo stwierdziliśmy, że nie ma sensu.

Wykryto u mojej wtedy 3,5 letniej córki glistę ludzką. Nadmienię tylko, że jej występowanie u dzieci przejawia się z częstymi chorobami górnych dróg oddechowych (gardło, katar, głównie przewlekłe zapaleni oskrzeli, a czasami zapalenie płuc). Moja córka, od 3 miesiąca po urodzeniu chorowała średnio co 1-2 tygodnie na coś wyżej wymienionego. Kiedy poszła do przedszkola w wieku 2,5 lat to już choroby były co 2-3 dni. Faszerowaliśmy ją antybiotykami itp (które stwarzają bardzo dobre warunki do rozwoju grzybów i pasożytów), aż do czasu wyleczenia jej z grzybów i glisty.
Wcześniejsze, tradycyjne wykrywanie pasożytów w laboratorium z kału (3 razy się przynosi próbkę w ciągu tygodnia ) nie wykryło pasożytów i lekarze to wykluczyli. Jednak okazało się co innego.

Leczenie trwało jakieś 4 tygodnie i polegało na zmianie diety (a przynajmniej wielu składników, które do tej pory były często jedzone) oraz na przyjmowaniu ziołowych tabletek lub wyciągu w postaci kropli (z kory dębu i jakieś tam jeszcze). Wyeliminowaliśmy z diety słodycze, produkty pszeniczne, chleb zastąpiony żytnim, produkty smażone oraz sery i serki białe (ew. raz w tygodniu jakiś pełnotłusty ser biały), oczywiście mleka również 0. Ostre przyprawy (czosnek, carry, cebula) kąpiele w skrzypie polnym pomagają usuwać pasożyty i toksyny. Przy takim leczeniu nie należy stwarzać warunków do ich rozwoju nieodpowiednim jedzeniem.

Po kuracji, zrobiliśmy ponowne badanie - czysto. Od tej pory, a minęło już 1,5 roku moja córka codziennie jest w przedszkolu, ma kontakt z tymi samymi dziećmi, które notorycznie chorują, a ona osobiście było przeziębiona (zaznaczam przeziębiona a nie chora) raz! Miała wtedy okropny kaszel, więc pojechaliśmy do lekarza i okazało się, że jest zdrowa. Dziwna diagnoza, bo strasznie kaszlała (jak przy zapaleniu oskrzeli itp), a tu nagle jedna, a później druga lekarka potwierdziły, że nic jej nie jest. Po 2-3 dniach jej minęło bez pomocy leków.

W każdym razie, do lekarza przestaliśmy chodzić, mała w ogóle nie choruje i ma się bardzo dobrze od 1,5 roku. Najdziwniejsze jest to, że choroby odczepiły się od niej już w trakcie kuracji.
Chciałbym zaznaczyć, że zmieniliśmy nawyki żywieniowe córki jak i swoje, które cały czas są przestrzegane. Nie ma w jej diecie rzeczy, które dominowały wcześniej: serki typu danonki, monte, słodycze itp, mleko, brak smażonych produktów oraz gotowania zup na mięsie, bułki i chleb pszeniczny. Zastąpiliśmy to innymi, zdrowszymi i bardziej naturalnymi rzeczami. Gwarantuję, że pomogło i pomaga do tej pory. Oczywiście, przebywając cały dzień w przedszkolu spożywa produkty niewskazane, no ale...jak to w państwowym przedszkolu nic nie poradzisz, nikt tam twoich próśb nie przestrzega i musiałaby nie jeść cały dzień, bo żywienie w przedszkolu jest poniżej jakiejkolwiek krytyki. Na szczęście odzwyczaiła się od syfu i woli zjeść w domu po przedszkolu :)

Pod opisanym przypadkiem mojej córki mogę podpisać jeszcze siebie oraz 5 innych osób z mojej rodziny, które borykały się z różnymi problemami (np. skórnymi, jelitowymi, z samopoczuciem itp).
Ludzie nawet nie wiedzą, a nawet nie dopuszczają myśli, że mogą mieć jakieś pasożyty lub grzyby w swoim organizmie. Inne osoby z mojej rodziny patrzyły na nas jak na kosmitów, że niby jak można sprawdzić pasożyta we krwi itp :) No ale..zostali poinformowani i co z tym zrobią to już ich sprawa. Żona mojej siostry, ma 3 letnią córkę która choruje od urodzenia na to samo na co chorowała moja mała, ale nie wierzy w te rzeczy i dalej faszeruje ją antybiotykami co 1-2 tygodnie. Niektórzy tłumaczą to tym, że w przedszkolu dzieci chorują i muszą się uodpornić. Po części pewnie trochę w tym prawdy, ale według naszej znajomej dietetyczki, która już od kilku lat wykonuje to badanie 9/10 dzieci w wieku przedszkolnym jak i starsze dzieci mają pasożyty.

Także, oczyszczenie się z grzybów i pasożytów, następnie zmiana nawyków żywieniowych na zdrowsze i człowiek czuje się świetnie.
Przypomniałem sobie jeszcze jedno, że od 1,5 roku również jestem na diecie i po tej kuracji, ludzie, którzy nie widzieli mnie dłużej niż pół roku mówią mi, że wyglądam młodziej a ostatnio usłyszałem od kilku dziewczyn, że wyglądam na 22-23 chociaż mam prawie 28 lat.
W pasożyty uwierzyłem i uważam, że są skutkiem wielu chorób, które są leczone w sposób całkowicie nieodpowiedni przez lekarzy, którzy nawet nie biorą ich pod uwagę, że mogą być skutkiem chorób. No ale..lekarz leczy a nie zapobiega, więc odpowiedź jest prosta :)

Mam nadzieję, że mój post nieco pomógł w temacie.
pozdr

P.S. Nie każdy dietetyk, który wykonuje takie badania potrafi odpowiednio zinterpretować tego co widzi. Nie dawno z ciekawości poszliśmy do lokalnego dietetyka to widać było że nie do końca chyba wie o czym mówi i chciał nas naciągnąć na drogie leki :)


Oczywiście cały wątek o pasożytach jako ściśle powiązany z wynajdywaczami chorób którzy
równie chętnie ignorują ich przyczyny warto przeczytać ale najwięcej w tym wątku mówią
osobiste doświadczenia jsatrianiego o tym zamkniętym kole typowego leczenia.
Lekarzy to my naprawdę mamy "óczonych" i nastawionych na dobro (z kiesy) pacjenta.
Do wymyślania nowych chorób należy też dodać ignorowanie przyczyn starych chorób.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 02 lip 2012, 19:38 
Jak przeczytalam ten temat zastanowiłam mnie jeszcze jedna sprawa. Dlaczego jest straszna nagonka na kleszcze i jadowite węże. Obecnie karzdy karzdego poucza w tej sprawie, momentami przypomina to zbiorową chisterie. Wiecie coś może o tym??

p.s. wybaczcie że nie z wiązku ze sprawą ale tak się mi teraz przypomniało.



Na górę
   
 
 
Post: 02 lip 2012, 20:58 
Offline
Admin junior
Admin junior
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 paź 2011, 22:49
Posty: 542
Lokalizacja: Temple of NOD
Może dlatego, że najwięcej ich występuje latem i należy ich unikać?
Bo jadowite wężę (u nas żmije w niektórych regionach kraju) są
tak jakby jadowite a kleszcze roznoszą choroby i mnożą się w upały
w ostępach leśnych razem ze żmijami które mimo wszystko są wciąż
znacznie bardziej sympatyczne. Kleszczowi jak zresztą wszystkim
pasożytom sprzyja w rozwoju zanieczyszczenie środowiska.

A, że przeciętny turysta/urlopowicz bystrością nie grzeszy stąd
coroczne ciągłe przypominanie o tym realnym zagrożeniu.

Poważnie znasz kogoś kto zalecałby kontakt z jadowitymi wężami i kleszczami?
Albo kogoś kto lubi te stworzenia? Wężę lubią herpetolodzy a kto lubi kleszcze?
To nie jest histeria tylko profilaktyka i w tym wypadku nie chodzi o wynajdowanie
chorób one naprawde je powodują. Niewątpliwą zaletą naszego kraju jest to, że
oprócz okolic Riese nie ma tu zbyt wielu groźnych stworzeń jak np. w Australii.

http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBmija_zygzakowata

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kleszcze_%28paj%C4%99czaki%29



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 02 lip 2012, 22:34 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree

Rejestracja: 23 lip 2010, 10:45
Posty: 1823
Redimix pisze:
Może dlatego, że najwięcej ich występuje latem i należy ich unikać?


Chyba nie o taką odpowiedz chodziło.

Kleszcze i ślimaki pojawiły się w Polsce wraz otwarciem się rynków zbytu towarów, a w szczególności żywności na całą Europę. W rezultacie tego staliśmy się importerem śmieciowego jedzenia zamiast eksporterem zdrowej żywności. Dodatkowo zyskują na tym producenci różnych specyfików na kleszcze i ślimaki oraz producenci nasion. Nasion dlatego, że często trzeba kilkakrotnie zasiewać grządki z powodu żarłocznych ślimaków. Są to dwa gatunki, których jaja bardzo łatwo można podrzucić sąsiadowi, którego się nie lubi i nie udowodni ci tego. Można też wcześniej zmutować genetycznie gatunek, aby przystosować go do nowych warunków i wzbogacić go o większą rozrodczość.
Popytajcie dziadków czy kiedykolwiek takie coś było plagą u nas.

Niech żyje Europa i wolny rynek!!

.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 02 lip 2012, 23:50 
Offline
Admin junior
Admin junior
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 paź 2011, 22:49
Posty: 542
Lokalizacja: Temple of NOD
Offtop zrobiliśmy no ale nic może zrobi się z tego wątek o kleszczach.

Mój dziadek uczestnik Kampanii Wrześniowej wiedział dobrze czym one są.

Sugerujesz, że zostały tutaj przywiezione w wyniku rozwoju "wolnego" handlu
i przepływu towarów pomiędzy państwami przez producentów środków na nie?
Oraz, że producenci nasion i oprysków podrzucili nam jaja ślimaków by zarobić?

Być może źle zinterpretowałem twoją wypowiedź ale tak własnie to zrozumiałem.

To mi nieco przypomina wytłumaczenie jak stonka której kiedyś nie było została
tutaj zrzucona przez Amerykanów by sabotować nasze socjalistyczne rolnictwo.
Mniejsza o to, że przyleciała bez wizy z azjatyckiej części ZSRR.

Z tego co wiem w PRL regularnie pryskano przeciwko nim lasy.

http://www.sfora.pl/Zaczela-sie-inwazja-kleszczy-Bedzie-ich-bardzo-duzo-a42697-30

Póki co ich nie widziałem u siebie, biorę też pod uwagę fakt, że faktycznie zagrożenie
może być wyolbrzymiane dla nakręcenia koniunktury na chemikalia i szczepionki.

Ta interesująca dyskusja wskazuje, że możesz mieć po części rację,
że rozłazi się to po ścieżkach obecności żywicieli. Albo raczej jak ktoś
tam zauważył to my coraz bardziej włazimy w środowisko naturalne
kleszczy i żmij dlatego coraz więcej się z nimi stykamy.
Tak jest np. z małpami w Indiach i aligatorami na Florydzie, w Luizjanie itp..
http://detektorysci.pl/dolek/kleszcze-dawniej/

Potrzebujemy też środka na te najgroźniejsze i najohydniejsze z kleszczy:
http://www.sfora.pl/Poslowie-dali-sobie-podwyzke-Kilkaset-zlotych-a45074

Na ślimaki w ogródku najlepsze są jeże i ropuchy ale co
trzeba by zanęcić do Parlamentu by usunęło szkodniki?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 06 lip 2012, 15:10 
Redimix pisze:
To nie jest histeria tylko profilaktyka i w tym wypadku nie chodzi o wynajdowanie
chorób one naprawde je powodują.


Podejrzewam, że większość lekarzy odpowiadałoby w ten sposób na zarzuty o przesadyzm w stosunku do działania np. ptasiej grypy. Ktoś robi rozgłos, ktoś rzuca szczepionki i na tym zarabia. Tu podejrzewam, że chodzi o to samo...

Profilaktyka to informowanie a nie nagłaśnianie problemu, podkreślam cykliczne- nie raz do roku.

Osobiście latałem po łąkach, polach, lasach. Nigdy kleszcza nie złapałem. Komputer miałem dopiero w wieku 18lat a wcześniej też żyłem, nie nudziłem się, byłem poza domem.



Na górę
   
 
 
Post: 08 lip 2012, 14:52 
No dokladnie Robert. Ja swoje dziecinstwo w duzej mierze na wsi spedzilam, pozniej tez lasy, wiocha i laki byly czesto moim srodowiskiem naturalnym. Rowniez nigdy w calym moim zyciu nie mialam kleszcza. Przy okazji, moj pies raz mial, spacerujac po osiedlu. :D Tez zyl sobie dalej, nic mu nie bylo. Po kleszczu jeszcze 10 lat sobie zyl, w sumie 18 chyba czy jakos tak... nie kojarze teraz.


Dla mnie ta nagonka rowniez jest chora. Podobnie jak ze wszystkimi innymi akcjami. Szczepienia, straszne choroby, na ktore sie umiera, przede wszystkim zas w hajpnotyzerze zwanym telewizorem.



Na górę
   
 
 
Post: 08 lip 2012, 15:31 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 gru 2010, 13:38
Posty: 29
Płeć: mężczyzna
Proponuje poczytać to forum http://forum.gazeta.pl/forum/f,26140,Borelioza.html i póżniej się wypowiadać!mnie kleszcz ugryzł w 2ooo roku zdiagnozowałem sam po 9 latach bo lekarze wmawiali mi chorobę psychiczną Smutny borelioza potrafi zniszczyc nawet największego twardziela!



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 09 lip 2012, 10:39 
Offline
Secret Master * 4th Degree
Secret Master * 4th Degree

Rejestracja: 03 maja 2012, 16:23
Posty: 30
Płeć: mężczyzna
Wydaje mi się, że czasami nie należy bezgranicznie ufać lekarzom, ale częściowo kierować się swoją intuicją. Kiedyś jeden lekarz stwierdził u mnie bardzo poważne choroby i zalecił długie oraz kosztowne leczenie (u siebie - prywatnie) - inny natomiast stwierdził, że jestem zdrowy i właśnie jego diagnoza była tutaj właściwa. Najwyraźniej ten pierwszy lekarz szukał jelenia, któremu wmówi się choroby i jednocześnie da nadzieję na ich wyleczenie (za grube tysiące).



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 30 lip 2012, 15:53 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree

Rejestracja: 23 lip 2010, 10:45
Posty: 1823
Bezpłatne tłumaczenie książki dr Marcii Angell „Prawda o firmach farmaceutycznych”.


http://www.monitor-polski.pl/wp-content/uploads/2012/07/Aptekarz-2005-13-suplement.pdf



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 29 sie 2012, 20:08 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree

Rejestracja: 23 lip 2010, 10:45
Posty: 1823
Epidemia uporczywego leczenia

W kwestii opieki medycznej wielu pacjentów i lekarzy sądzi, że więcej znaczy lepiej.


"Czasem badanie może zaszkodzić"

Ale taka epidemia uporczywego leczenia - polegająca na robieniu zbyt wielu prześwietleń, badań krwi i innych testów - kosztuje narodowy system opieki zdrowotnej co najmniej 210 miliardów dolarów rocznie.
Tak wynika z badań Instytutu Medycyny.
Co więcej, uporczywe leczenie powoduje ból, cierpienie emocjonalne, wywołuje wiele komplikacji, może nawet prowadzić do śmierci.
- Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że czasem badanie może zaszkodzić - mówi Shannon Brownlee, dyrektor programu polityki zdrowotnej New America Foundation.
I dodaje: "Niektórzy robią coraz więcej i więcej badań, często bardzo inwazyjnych, leczą przypadłości, które powinny być pozostawione w spokoju".

Przesadziłeś z leczeniem?

Czy zdarzyło ci się przesadzić z leczeniem? Takie pytanie zadałam czytelnikom The New York Times i dostałam ponad tysiąc odpowiedzi.
Niektórzy narzekają, że gdy idą do lekarza ten kieruje ich na badania krwi, prześwietlenia albo inne testy, które dopiero co wykonywali.
Inni opowiadają o "labiryncie" badań i specjalistów, którzy zdają się zapominać o tym, z jaką przypadłością pacjent do nich przyszedł.
Żalą się także pielęgniarki lekarze. Narzekają na system, który na coś takiego pozwala.

"Po co mi to?"

Terrence Power z Kolorado mówi, że u jego żony Diany wykryto ziarniniaka Wegenera. Jest to rzadka choroba autoimmunologiczna.
Małżeństwo zwróciło się o pomoc do zaufanego lekarza i wykonało badania, które im zalecił.
Doktor nalegał, by kobieta przychodziła do niego na wizyty kontrolne co trzy tygodnie, nawet wtedy, gdy czuje się dobrze.
Często kierował Dianę na badania krwi i prześwietlenia, wielokrotnie wysyłał ją do specjalistów nawet z drobnymi sprawami.
Diana musiała leżeć w szpitalu za każdym razem, gdy miała choć trochę gorsze wyniki badań.
W ciągu pół roku była u lekarza 25 razy. Para wydawała rocznie na leczenie około 30 tysięcy dolarów.
- On był tak przekonujący, że wydawało nam się, że tak właśnie musimy robić - tłumaczy 60-letnia Diana Power. "Czasem zastanawiałam się: Po co mi to wszystko? Ale potem przychodziła myśl, że doktor na pewno wie co robi, a my mu ufamy".

"Wydawało mi się, że ma najlepszą opiekę na świecie"

Po kilku latach fizycznego bólu, będąc już na granicy finansowej ruiny, para zaczęła zastanawiać się nad zasadnością takiego uporczywego leczenia. Zauważyli swój błąd gdy zapisali się do internetowej grupy wsparcia i zaczęli rozmawiać z innymi chorymi.

Terrence Power udał się do lekarza pierwszego kontaktu, który doradził mu by znalazł nowego specjalistę, który zaopiekuje się Dianą.

- Ciężko jest stwierdzić, kiedy granica została przekroczona - mówi Terrence. - Wydawało mi się, że żona jest pod najlepszą opieką na świecie, ale po jakimś czasie zacząłem się zastanawiać, jaki jest cel? Lekarz wydawał się bardzo troskliwy, ale w rzeczywistości nie szanował czasu mojej żony, wysyłał ją na te wszystkie badania, które powodowały cierpienie".
Po tym, jak Diana Power trafiła pod opiekę nowego lekarza, przestała robić niepotrzebne badania. Teraz chodzi do lekarza tylko cztery lub pięć razy do roku.

Dużo nerwów

Czasami kontakt ze służbą zdrowia może pacjenta kosztować dużo nerwów.
43-letnia Kara Riehman z Atlanty, była na wakacjach w Kalifornii. W pokoju hotelowym uderzyła się deską do prasowania i podbiła sobie oko.
Opuchlizna przez 10 dni nie schodziła, więc poszła do lekarza by upewnić się, że to nic groźnego.
Ale lekarz nawet nie obejrzał oka. Przez telefon zdecydował, ze konieczne jest wykonanie tomografii.
Kara nie miała żadnych innych objawów, tylko siniak przy oku. Ale lekarz nawet jej nie zbadał.
Wyniki badania były zaskakujące. Pielęgniarka poinformowała kobietę, że to może być nowotwór.
Zlecono kolejne badania. Na wyniki Kara czekała dwa tygodnie. Przez ten czas zamartwiała się, że ma raka.
Ostatecznie okazało się jednak, że kobiecie nic nie jest, że jest całkowicie zdrowa.
- To było naprawdę okropne. To tylko dwa tygodnie, ale w mojej rodzinie było wiele przypadków zachorowań na raka - mówi. I przyznaje, że "właściwie przez cały ten czas nawet nie rozmawiałam z lekarzem".
Całkowity koszt wykonanych badań wyniósł 7 tysięcy dolarów.

"Nie każda tajemnica musi być rozwiązana"

Jim Donohue musiał interweniować w sprawie swojego 79-letniego ojca, który w marcu 2007 roku miał udar mózgu.
Lekarze na Florydzie przepisali mu kilka leków, w tym dwa leki antydepresyjne. Niedługo potem mężczyzna zaczął mieć halucynacje.
Zaniepokojony Jim przekonał ojca by zmienił leki. Gdy tylko to zrobił, stan jego zdrowia szybko się poprawił.
- Był pod opieką tylu lekarzy, leżał w szpitalu, w domu odwiedzały go dwie pielęgniarki i nikt nie zauważył, że coś jest nie tak - mówi Donohue. I dodaje, że u jego ojca nigdy nie powinno się zdiagnozować w pierwszej kolejności depresji. - Nie wiem czy mamy zbyt wielu specjalistów i każdy chce się wykazać, ale coś takiego nigdy nie powinno było mieć miejsca".

Kathryn Gullo, nauczycielka z Los Angeles, urodziła bliźniaki w 25 tygodniu ciąży. Noworodki trafiły na oddział intensywnej opieki, co uratowało im życie.
Ale gdy córka Kathryn - Grace skończyła 3 miesiące została przywieziona do innego szpitala. Tam lekarz nalegał na to, by wykonać dziewczynce skomplikowane badanie w związku z przypadłością, którą inni specjaliści uznali za normę przy jej stanie.
- Czuliśmy się zastraszeni - mówi Gullo. - Miałam wielkie zaufanie do poprzednich lekarzy, dlatego zdecydowanie odmówiłam - dodał.
Rodzina opuściła szpital. Grace, która teraz ma pięć lat, żyje z porażeniem mózgowym i wciąż wymaga specjalistycznej opieki. Ale ostatnio, gdy lekarz nalegał na wykonanie kolejnego badania, rodzina Katie i Ingram odmówili. Jak mówią, zadali sobie dwa pytania. Po pierwsze: "Jakie nowe informacje uzyskamy dzięki temu?", a po drugie "Co to zmieni?".
Po konsultacji z lekarzem zdecydowali, że badanie nie jest potrzebne.

- Nie każda tajemnica musi być rozwikłana, nie każdym problem da się rozwiązać - mówi Gullo. "Niektórym trudno jest to zrozumieć".

Tara Parker Pope

New York Times News Service

tłum. AK, śródtytuły od redakcji INTERIA.PL

The New York Times


http://fakty.interia.pl/new-york-times/news/epidemia-uporczywego-leczenia,1836549,6806



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 30 sie 2012, 9:08 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 sty 2012, 16:17
Posty: 434
Płeć: kobieta
W mojej eks przychodni był kiedyś zatrudniony nowy lekarz, akurat trafiliśmy do niego na bilans dwulatka. Pediatrą to on nie był, taki dziwny się wydawał, nie badał zbyt dokładnie itd.
I co się okazało, że pan doktor ma bardzo złe zdanie o matkach biegnących z dzieckiem do lekarza przy byle kichnięciu. Stwierdził, że kiedyś to matka potrafiła zadbać o dziecko, wiedziała co i jak i stosowała naturalne metody podnoszenia odporności, a teraz...

No i niestety pan doktor długo w przychodni nie popracował :so:


A wracając do pasożytów, to pamiętam jak w szkole było o tym i byłam przerażona tym wszystkim, że tak łatwo się zarazić, bo to jest wszędzie. Pamiętam jak mówiłam rodzicom o tych jajeczkach w mięsie, a oni się tylko głupio uśmiechali i stwierdzili, że na coś trzeba umrzeć :bezradny:
Więc co ja tam mogłam jako dzieciak... uśpili moją czujność i tyle.
I jakiś czas temu temat pasożytów powrócił, trochę o tym poczytałam i nie pamiętam dokładnie gdzie, ale wyczytałam, że ponad 90% populacji jest nosicielami różnych pasożytów, nieźle co?
Ale jak się komuś mówi o tym, to pukają się w czoło. Jak lekarz o takim podejrzeniu usłyszy, to też się w duchu uśmiecha, a badanie na kał da i potem powie, "widzi pani, mówiłem, że to nie to"
A w badaniu wychodzi bodajże max 20% przypadków, czyli w większości badanie kału nic nie wykaże, jak tu już było zauważone.

Jak dla mnie to celowe działanie - lekarzy sie o tym nie uczy, bo wtedy leczenie byłoby skuteczne = zero pacjentów/klientów farmacji... A tak to ciągle coś i ludzie łażą od lekarza do lekarza, wydając swój ostatni grosz na przepisywane przez nich trucizny :dobani:

_________________
Kto chce, zawsze znajdzie sposób, kto nie chce, zawsze znajdzie wymówkę.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 30 sie 2012, 9:46 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 cze 2012, 18:13
Posty: 137
Płeć: kobieta
Wzielam to ze strony dr.Rath Health Foundation - "Ocena ryzyka indywidualnego na ekspozycje danej aktywnosci", zwroccie uwage na szkody wyrzadzone poprzez medycyne tradycyjna i na te wynikle z zazywania suplementow, witamin i mineralow.....

http://anh-europe.org/sites/default/fil ... _Chart.pdf



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 14 wrz 2012, 10:21 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree

Rejestracja: 23 lip 2010, 10:45
Posty: 1823
"Połowa leków sprzedawanych w aptekach jest bezużyteczna"

Afera lekowa we Francji.

Dwóch czołowych francuskich specjalistów medycznych wypowiedziało wojnę koncernom farmaceutycznym. Phillip Even i Bernard Debre twierdzą, że połowa leków dostępnych na rynku we Francji nie leczy lub wręcz szkodzi zdrowiu.


Na ich czarnej liści znalazły się m.in. pigułki antykoncepcyjne trzeciej generacji, które wcale nie są skuteczniejsze od swoich starszych odpowiedników. To choćby Zybag - cudowny środek maj pomagać w rzuceniu leczenia oraz niektóre leki zapobiegające chorobie Parkinsona, które dają niebezpieczne efekty uboczne - informuje france24.pl.

Even i Debre przekonują, że przemysł farmaceutyczny specjalnie zalewa apteki bezużytecznymi lekami, by wyciągnąć jak najwięcej pieniędzy od ludzi. Ich zdaniem rząd zaoszczędziłby 10 mld euro rocznie, gdyby wstrzymał refundacje tych leków.

Francja jest piątym na świecie krajem pod względem ilości spożywanych leków. Przed nią są tylko Stany Zjednoczone, Chiny, Niemcy i Irlandia. Francuz bierze rocznie średnio 47 opakowań różnych leków. Kosztuje go to 532 euro. To równowartość 12 proc. PKB na osobę.



http://www.sfora.pl/Polowa-lekow-sprzedawanych-w-aptekach-jest-bezuzyteczna-a47454



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 14 gru 2012, 23:51 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree

Rejestracja: 23 lip 2010, 10:45
Posty: 1823
[POLSKIE NAPISY] Dr John Rengen Virapen - konferencja AZK w Niemczech

włącz napisy
phpBB [video]

http://www.youtube.com/watch?v=LBwXqg-PixA


dr John Rengen Virapen - autor książki "Skutek uboczny śmierć"

"Skutek uboczny: śmierć" to autobiograficzna opowieść Johna Virapena, byłego dyrektora wykonawczego szwedzkiego oddziału Eli Lilly and Company. Jest to wciągająca historia o korupcji, przekupstwie oraz oszustwach w dużych i znaczących firmach farmaceutycznych. Autor zdobył ogromne doświadczenie w tej branży na arenie międzynarodowej pracując, jako dyrektor generalny firmy Eli Lilly and Company w Szwecji. Virapen postanowił wyciągnąć na światło dzienne całą prawdę i tajemnice koncernu farmaceutycznego, ujawnia, dlaczego tak wiele leków i preparatów ze skutkami ubocznymi, takich jak Prozac, zostało zatwierdzonych i jest przypisywanych pacjentom. Brzmi kontrowersyjnie, ale na pewno interesująco.

John Virapen urodził się w Gujanie i ma indiańskie korzenie, jednak w 1960 roku wyjechał do Europy. W czasie swojej podróży poznał kobietę i dla niej przeprowadził się do Szwecji. Tam dostał pracę, jako przedstawiciel handlowy firmy Eli Lilly and Company. Początkowo odwiedzał lokalnych lekarzy. Przynosząc im drobne upominki, zachęcał ich do przepisywania leków z reprezentowanej firmy. Autor odnosił ogromne sukcesy, jego wyniki szybko rosły w rankingach. Virapen skupił się w dużej mierze na leku Prozac. Całkowicie zaangażował się w promocję tego leku i wiedząc o jego skutkach ubocznych, dążył do tego, aby każdy lekarz go zatwierdził i przepisywał. Nie zawsze wystarczał drobny upominek czy mała łapówka. Zapraszał swoich klientów na 'konferencje naukowe' do egzotycznych miejsc, domów publicznych, a czasem posuwał się wręcz do przekupstwa. Otwarcie przyznaje: „Przekupiłem szwedzkiego profesora, by zwiększyć szansę rejestracji Prozacu w Szwecji".


Czytając książkę „Skutek uboczny: śmierć" mam wrażenie, że jest to próba zadośćuczynienia autora za to, co zrobił w przemyśle farmaceutycznym. Odważnie pisze o tym, że przemysł farmaceutyczny nie ma najmniejszych problemów z tworzeniem różnych 'chorób', by przekonać zdrowych ludzi, że coś im dolega i potrzebują na to lekarstwa, najczęściej bardzo drogiego leku. Virapen opisuje przypadek po przypadku, w którym normalny, zdrowy, przystosowany człowiek, po zażywaniu Prozacu, zmieniał się w zupełnie inną osobę.


Autor przedstawia chronologię wydarzeń, które rozgrywały się na całym świecie w związku z dopuszczaniem i wycofywaniem różnych szkodliwych leków z rynku. Szokujące jest to, że w imię zysku, z łatwością tuszuje się skandale i toleruje przypadki śmiertelne wśród osób zażywających dany lek. Wielokrotnie firmy farmaceutyczne puszczają w ruch sprawdzone mechanizmy marketingowe, które mają sprawić, by nowy składnik został wpuszczony na rynek bez rzetelnych badań. Niestety koncerny farmaceutyczne coraz bardziej skupiają się również na dzieciach. Zaskakujące jest to, że pacjenci nie interesują się tym, jakie leki wchodzą na rynek oraz tym, co zażywają i czy tak naprawdę dany preparat jest im potrzebny.


„Skutek uboczny: śmierć" to wciągająca i interesująca książka, którą czyta się lekko, ale która daje do myślenia. Życiorys Johna Virapena oraz opis spisków i wszelkich intryg mają charakter sensacyjny i absorbujący. Jest to niezwykle ciekawa książka, która pokazuje, do czego są i będą w przyszłości zdolne firmy farmaceutyczne, by stworzyć nowe rynki dla swoich leków. Warto dowiedzieć się paru rzeczy, których nigdy nie mieliśmy poznać. Ciekawa pozycja.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 kwie 2013, 14:48 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
Jemy leki jak cukierki. Jak leczą się Polacy?

Według danych GUS, statystyczny mieszkaniec naszego kraju zażywa średnio cztery tabletki dziennie. Są to zazwyczaj leki sprzedawane bez recepty, środki przeciwbólowe i suplementy diety. Co więcej, tylko 13% czyta ulotki informacyjne. Coraz więcej osób decyduje się także na wyszukiwanie porad i stawianie autodiagnozy w Internecie. Jak leczą się Polacy?

Tylko w 2011 roku na lekarstwa Polacy wydali ponad 26 mld złotych, czyli prawie 2,2 mld złotych miesięcznie. Ponad połowę tej kwoty stanowiły preparaty OTC, wydawane bez recepty, w tym środki przeciwbólowe, leki na przeziębienie, zgagę i niestrawność, a także suplementy diety. Z roku na rok sytuacja staje się coraz bardziej niepokojąca.

Polacy kupują leki już nie tylko w aptekach, ale również w supermarketach, kioskach czy na stacjach benzynowych. Coraz bardziej popularny staje się również nielegalny handel lekami w sieci. Eksperci alarmują: Polacy uwielbiają konsumować i magazynować leki. Co więcej często leczą się sami, szukając informacji i diagnozy w Internecie. Jak wynika z raportu Gemius „Pacjenci w sieci 2012”, aż 88% Polaków mających problem ze zdrowiem szuka tam informacji na temat zdrowia, chorób i leków. Dopiero na drugim miejscu wskazywani są lekarze (73% badanych). Raport przygotowany został w odpowiedzi na alarmujące badania z 2010 roku, które wykazały, że 53% osób zażywających nowy lek, nie skonsultowało tego ze specjalistą. Co więcej 17% badanych nie przestrzegało zaleconej ilości lub okresu dawkowania leku, a co dwudziesty Polak przyjmował lek bez recepty wbrew zaleceniom specjalisty.

Diagnoza u doktora Google

Jak wynika z najnowszych badań Gemiusa, ponad 40% polskich internautów korzysta z portali o zdrowiu i medycynie. Najliczniejszą grupę stanowią osoby młode, najczęściej w wieku 24-34 lat (29%), ze średnim wykształceniem (40%). Częściej informacji o zdrowiu szukają w sieci kobiety (57%). Liczba zapytań o ból głowy, brzucha, gardła i inne dolegliwości oraz sposoby ich leczenia w wyszukiwarce Google rośnie w zastraszającym tempie. Co skłania nas do autodiagnozy? Pozornych korzyści samoleczenia jest wiele, na przykład anonimowość, oszczędność czasu czy unikanie kolejek w przychodniach. Obecnie dostęp do informacji zapewniają fora internetowe i portale tematyczne, stanowiąc bogate źródło wiedzy. Dostarczają informacji o zdrowym stylu życia, właściwym odżywianiu, zaletach aktywności ruchowej, ale także objawach i sposobach leczenia różnorodnych chorób. – Wiedza zaczerpnięta z Internetu może wydawać się wystarczająca do postawienia autodiagnozy. Tymczasem należy pamiętać, że stosowanie leków bez konsultacji ze specjalistą może być bardzo niebezpieczne dla zdrowia i życia – mówi dr n. med. Jarosław Strzelec, ordynator Kliniki Inventiva w Tuszynie k. Łodzi. Informacje zamieszczone w sieci mogą być niepełne lub po prostu nierzetelne, a konsultacje wyłącznie z uczestnikami forów internetowych - brzemienne w skutkach. Jak pokazują sondaże, zjawisko samoleczenia wśród Polaków staje się coraz bardziej popularne. Niestety szacuje się, że kilka tysięcy osób rocznie trafia do szpitali z powodu złego zażywania leków, w tym najczęściej ogólnodostępnych środków przeciwbólowych.

– Niewłaściwe stosowanie i nadużywanie tych substancji zaczyna przybierać formę globalnego problemu społecznego. Wydaje nam się, że zastosowanie kilku leków jednocześnie złagodzi ból. To poważny błąd. Przedawkowanie może powodować pogorszenie jakości działania, wystąpienie efektów ubocznych czy tragicznych w skutkach zapaści – mówi dr Jarosław Strzelec. – Polacy nie czytają ulotek, przez co nie mają świadomości dotyczącej wskazań i przeciwwskazań do stosowania leków. Jedynym rozwiązaniem jest w tym przypadku prowadzenie programów edukacyjnych na szeroką skalę i informowanie społeczeństwa o narastającym problemie – dodaje.

Dawniej źródłem wiedzy o zdrowiu byli wyłącznie specjaliści. Zdarzało się, że o radę pytaliśmy mamę lub babcię. Obecnie coraz częściej pomocy szukamy w Internecie. To tam opisujemy swoje problemy i dzielimy się doświadczeniami. Warto jednak pamiętać, że korzystanie z porad doktora Google powinno odbywać się z umiarem, a wszelkie problemy zdrowotne muszą być konsultowane z lekarzem. Tradycyjna wizyta u specjalisty w wielu przypadkach jest konieczna ze względu na możliwość wykonania badania i właściwego doboru leków.

źródło:
http://zdrowie.dziennik.pl/aktualnosci/ ... olacy.html

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 sie 2013, 18:55 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree

Rejestracja: 23 lip 2010, 10:45
Posty: 1823
Fabrykowanie chorób, czyli niewidzialna wojna o portfel klienta

Rozpacz po śmierci bliskiej osoby trwająca dłużej niż dwa tygodnie to już depresja. Spokojnie, można ją leczyć. I na tym zarobić.


Lawinowo rosnąca liczba nowych syndromów, zespołów i zaburzeń mogłaby naprawdę martwić, gdyby nie to, że na większości dolegliwości opracowano odpowiednie leki. Jak to dobrze, że na świecie są koncerny farmaceutyczne.


A jak ADHD

ADHD jest cudownym przykładem sfabrykowanej dolegliwości – wyznał nieoczekiwanie, na kilka miesięcy przed śmiercią prof. Leon Eisenberg, który podłożył podwaliny pod badania nad nadpobudliwością u dzieci. Szokujące słowa padły w rozmowie z dziennikarzem niemieckiego „Der Spiegel”. Pionier psychiatrii dziecięcej podważył w niej wiarygodność dowodów na istnienie ADHD. Wspomniał, że mogły być sfabrykowane na korzyść koncernów farmaceutycznych. Gdy wywiad został opublikowany, prof. Eisenberg już nie żył. Nie mógł potwierdzić albo obalić tych słów. A rodzice nadpobudliwych dzieci mieli prawo poczuć, że grunt usuwa im się spod nóg. Zwłaszcza że przy okazji pojawiły się publikacje na temat lawinowo rosnącej sprzedaży leków na ADHD i katastrofalnych skutków ich powszechnego stosowania. Tylko w samych Niemczech ich sprzedaż wzrosła z 34 kg w 1993 r. do 1760 kg w 2011 r. W dodatku Shane Ellison, chemik, który po kilkunastu latach pracy w branży farmaceutycznej zmienił front i zaczął nagłaśniać skandaliczne praktyki byłych pracodawców, zaczął opowiadać o stosowanym w terapii ADHD ritalinie „dziecięcy drag, uzależniającym równie silnie jak kokaina”.

Psycholodzy i terapeuci, którzy na co dzień pracują z dziećmi, wskazywali, że prof. Eisenberg wcale nie był pierwszym, który badał ADHD, i że on sam nie negował istnienia wspomnianych zaburzeń u dzieci. Zwracał jedynie uwagę na nadużywanie tej diagnozy przez nierozsądnych lekarzy i rodziców, którzy receptę na lek traktowali jak wybawienie. Po pigułkach dziecko z rozszalałego furiata zamieniało się w aniołka. Ziarno niepewności zostało jednak zasiane, dziecięcy psychiatra zza grobu sprowokował dyskusję nie tylko na temat syndromu „rozwydrzonych bachorów”, jak dzieci z ADHD są nazywane przez sceptyków, lecz także innych sztucznie wykreowanych dolegliwości.

Doktor Tomasz Witkowski to psycholog odgrywający rolę czarnej owcy środowiska. W dwóch tomach swojej głośnej książki „Zakazana psychologia” wypunktował liczne przypadki błędów i hochsztaplerstwa.– Często jest tak, że odkrywamy jakąś nową jednostkę chorobową lub zaburzenie, które dotyczy niewielkiego odsetka populacji – opowiada. – Wkrótce jednak zaczyna być ono nadużywane przez diagnostów. Z pewnością należy do nich ADHD.

W krajach rozwiniętych z roku na rok przybywa nadpobudliwych pacjentów. W USA zespół nadpobudliwości psychoruchowej zdiagnozowano u 15 proc. chłopców i 7 proc. dziewczynek. ADHD znamy już długo, ale wciąż dowiadujemy się o nowych syndromach i zespołach. Pytanie tylko, w jakich warunkach zostały one odkryte. Czy naukowcy dobrali właściwe grupy badawcze? Czy poparli to odpowiednią wiedzą? Pacjent tego nie oceni. Ale koncern farmaceutyczny chętnie przygotuje odpowiedni lek. Bo, jak mówi wspominany chemik Shane Ellison, dla odpowiedniego leku psychiatrycznego „choroby możesz wymyślać od świtu do nocy”. – Gdybym odrzucił swoje zasady etyczne, mógłbym spreparować kilka nowych syndromów, które zostałyby zaakceptowane przez psychoterapeutów i pacjentów. Zapewne szybko dałoby się dopasować do nich jakieś leki – mówi Witkowski.

Przed laty zasłynął prowokacją, którą wykonał w poświęconym psychologii czasopiśmie popularnonaukowym „Charaktery”. Wysłał tam napisany pod pseudonimem artykuł o rewolucyjnej teorii „rezonansu morficznego”, dającej możliwości masowego oddziaływania psychoterapeutycznego na odległość. Witkowski teorię wyssał z palca, ale nadał jej pozory naukowości. Redakcja tekst wydrukowała.

W rozmowie z DGP Witkowski wymyśla „dysmemorię”. – Pacjent tak zdiagnozowany jest zdrowy psychicznie, sprawny umysłowo i fizycznie, ale ma duże problemy z zapamiętywaniem. To byłoby błogosławieństwo dla dzieci, ich rodziców i nauczycieli! A gdyby jeszcze symptomy dysmemorii dawały się łagodzić jakimś farmaceutykiem, to kółko szczęśliwych użytkowników doskonale by się domknęło – ironizuje Witkowski.

Psycholog przyznaje, że podejrzliwie patrzy na każde zaburzenie, którego diagnoza daje więcej korzyści niż zmartwień pacjentom, ich rodzinie, terapeutom, wychowawcom i koncernom farmaceutycznym. – Poza ADHD wymieniłbym tu dyskalkulię, dysleksję czy dysortografię. Taka diagnoza nie stygmatyzuje pacjenta, jak choroba psychiczna czy niepełnosprawność umysłowa, ale w wielu przypadkach zwalnia od odpowiedzialności – tłumaczy.


B jak biblia psychiatrii

Można śmiać się z dysmemorii, ale w najnowszej wersji amerykańskiego podręcznika „Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders” (DSM), nazywanej biblią psychiatrii, zupełnie na poważnie znalazła się jej starcza odmiana. Objawy łagodnego schorzenia neurokognitywnego to m.in. problemy z pamięcią, koncentracją i podzielnością uwagi. Laik powiedziałby, że zaburzenia te powszechnie uprzykrzają życie osobom po sześćdziesiątce, bo wywołane są wiekiem. Twórcy podręcznika tłumaczą jednak, że wprowadzenie nowej pozycji pozwoli diagnozować na wczesnym etapie osoby zagrożone demencją. Oponenci obawiają się raczej hipochondrii, do której może doprowadzić ludzi piętnowanie zwykłych objawów starości.

Kontrowersyjnych pozycji w opublikowanej w maju, piątej już edycji podręcznika diagnostycznego zaburzeń psychicznych, jest więcej. Oczywiście postęp w psychiatrii i w medycynie, dostęp do najnowszych technologii pozwalają lepiej je identyfikować. Jednak i tak lawinowo rosnąca liczba nowych zaburzeń budzi podejrzenia. Pierwsza wersja DSM z 1952 r. składała się ze 130 stron i wymieniała 106 zaburzeń, DSM IV – poprzedniczka obecnej wersji, opublikowana w 1994 roku – wymienia już 365, a więc po jednym na każdy dzień roku...

W DSM V zadebiutowały kolejne. – Rozpacz po zmarłej bliskiej osobie jest już po dwóch tygodniach trwania kwalifikowana jako choroba psychiczna. Niech to będzie ten pierwszy z brzegu, lecz jakże wyraźny przykład nonsensów zawartych w owej „biblii psychiatrycznej” – mówi Andrzej Skulski, szef polskiej sekcji IAAPA, Międzynarodowego Stowarzyszenia Przeciwko Przemocy Psychiatrycznej. Napady obżarstwa czy dziecięce fochy i wybuchy złości to już nie są reakcje związane z wiekiem, charakterem czy brakiem silnej woli, ale zaburzenia. Skulski wskazuje, że druzgocącą opinię wydał na temat DSM V dyrektor National Institute of Mental Health – Thomas Insel, współtwórca DSM III i IV. Powiedział on publicznie, że podręcznik powinien być natychmiast wycofany z obiegu.

DSM V wywołał kontrowersje, zanim go opublikowano. Profesor Lisa Cosgrove z Centrum Etyki Uniwersytetu Harvarda wykazała, że 70 proc. członków komisji tworzącej podręcznik jest uwikłanych w zależności z przemysłem farmaceutycznym. I nie chodzi o drobne prezenty czy sponsorowane sympozja na Kajmanach. Okazało się, że członkowie komisji posiadają udziały w firmach farmaceutycznych. W sumie warte są one nawet kilka milionów dolarów.


E jak elektrowstrząsy

Środowisko lekarzy zajmujących się ludzką psychiką napiętnowano już w latach 60. XX w. Wtedy w USA narodził się ruch antypsychiatryczny, którego swoistym literackim manifestem był słynny „Lot nad kukułczym gniazdem” Kena Keseya. Antypsychiatrzy żądali zniesienia przymusu leczenia i demaskowali dziś już skompromitowane zabiegi i terapie, jak elektrowstrząsy czy lobotomię. – Nie znam lekarza psychiatry, który miał lobotomię, jest też bardzo mało lekarzy, którzy kiedykolwiek zgodzili się przejść elektryczną terapię szokową – mówił Thomas Szasz, jeden z czołowych przedstawicieli tego środowiska. Ten amerykański psychiatra i libertarianin węgierskiego pochodzenia przekonywał, że psychiatria jest pseudonauką, porównywalną z astrologią. A choroba psychiczna mitem, którego funkcją jest „ukrycie, a więc uczynienie łatwiejszą do połknięcia, gorzkiej pigułki konfliktów moralnych w racjach międzyludzkich”.

Szasz nie negował istnienia problemów psychicznych. Proponował, by usunąć je z kategorii chorób i uznać za wyraz zmagania się człowieka z problemami.

Dziś kontynuatorami ruchu są organizacje takie jak IAAPA. Szef sekcji polskiej Andrzej Skulski razem z żoną, żyjącą ze schizofrenią bez toksycznej chemii, przez kilka lat pracowali społecznie i zawodowo w niemieckich ośrodkach psychiatrycznych. Szpitale psychiatryczne i powstałą wokół nich strukturę opieki środowiskowej nazywają nowym wcieleniem „obozów zagłady”. Mówią nie tylko o łamaniu praw człowieka, ale wręcz torturach. Kilka dni temu wydali pierwszą, jak zapowiadają spośród czterech książek demaskujących psychiatryczny resort, pt. „Made in Auschwitz. Psychiatria: niewidzialna wojna 2013”. Książkę wydano w Niemczech, jeszcze w tym roku ma się ukazać jej polska wersja.

Ruch antypsychiatryczny spotkał się z dużą krytyką i nie zyskał na znaczeniu, zwłaszcza że wraz z rozwojem neuropsychologii odkryto zależności w funkcjonowaniu mózgu, o których antypsychiatrzy nie mieli prawa wiedzieć. Jednak zarówno sam Szasz, jak i jego spadkobiercy podtrzymywali swoje tezy. Na widelec najchętniej brali depresję.

K jak katar duszy

Czym depresja różni się od smutku? – pytał Szasz. Tłumaczył, że depresją nazywamy stan, w którym człowiek czuje się źle, jest zmęczony, ma poczucie beznadziei, bezsilności. Przecież to naturalne uczucia kogoś, kto znalazł się w bardzo złej sytuacji życiowej. – Ernest Hemingway był hospitalizowany wbrew swojej woli i poddany elektrowstrząsom, a kiedy przywrócono mu wolność, popełnił samobójstwo – przekonuje Szasz.

Z danych Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że na depresję cierpi już 350 mln ludzi na świecie. W ciągu najbliższych lat stanie się ona najczęstszym globalnym problemem zdrowotnym. Czy rzeczywiście choroba jest tak powszechna? Nie wszyscy wierzą w wiarygodność statystyk.

– Depresja to dobry przykład marketingu diagnozowania choroby – uważa dr Edward Shorter, historyk medycyny z Uniwersytetu w Toronto.

Wyjaśnia, że jej kariera zaczęła się, gdy powszechnie stosowane leki uspokajające i nasenne z grupy benzodiazepin zaczęły się kojarzyć z uzależnieniem. Zdaniem Shortera właśnie wtedy otworzono furtkę do wejścia na rynek depresji. Nie bez znaczenia było też opracowanie nowej generacji antydepresantów SSRI, zwanych selektywnymi inhibitorami zwrotnego wychwytu serotoniny, z najsłynniejszym w tej grupie prozakiem na czele.

Promocyjna machina ruszyła. Setki kampanii społecznych przekonywały całe społeczności, że psychiczne problemy to nie powód do wstydu, a depresję można leczyć. Trudno nie docenić ich pozytywnej roli – dzięki nim padło wiele stereotypów na temat chorób psychicznych, a ludzie powoli zaczęli traktować psychikę jako sferę, o którą warto dbać i którą warto leczyć. Niestety uświadomione społeczeństwo zamiast terapii u psychologa chętniej wybierało drogę na skróty i leczenie farmakologiczne. Między 1985 a 2008 rokiem sprzedaż antydepresantów i antypsychotyków w USA zwiększyła się 50-krotnie i pozwoliła w tym okresie zarobić koncernom 24,2 mld dol.

W innych krajach Zachodu wzrosty były równie imponujące. Odstawała jedynie Japonia. Podczas gdy depresja przechodziła jak epidemia przez USA i Europę, japońscy lekarze upierali się, że w ich kraju jest rzadkim schorzeniem. Lobby farmaceutyczne postanowiło wyprowadzić ich z błędu. Zaczęto wmawiać przedstawicielom rządu, że ich lekarze źle traktują pacjentów, a depresja obniża wydajność społeczeństwa. Sfinansowano kampanię z gwiazdami, które przekonywały, że zaburzenia psychiczne nie są niczym wstydliwym. Zmieniono nawet nazwę choroby – depresja była zbyt stygmatyzująca, kojarzyła się ze szpitalnym leczeniem psychiatrycznym. „Katar duszy” brzmiał dużo łagodniej. Na efekty długo nie trzeba było czekać. Moment przełomowy nastąpił, gdy dwór cesarski przyznał, że księżniczka Masako Owada cierpi na depresję. Lepszej reklamy branża nie mogła sobie wymarzyć.


L jak Listerine

Zjawisko fabrykowania chorób pierwsza opisała amerykańska dziennikarka Lynn Payer. W wydanej ponad 20 lat temu książce „Handlarze chorobami: jak lekarze, firmy farmaceutyczne i ubezpieczeniowe wpędzają cię w chorobę” wnikliwie opisała kilka sposobów, które pomagają wielkim koncernom wylansować dolegliwość. Polegają one nie tyle na wymyślaniu nowych chorób, ile na wynajdywaniu ich. Wskazują normalną czynność organizmu i sugerują, że coś jest z nią nie w porządku. Misterny plan fabrykowania takiej choroby obejmuje m.in. sponsorowanie „badań” czy opłacanie lekarzy, którzy swoim autorytetem wesprą kampanię. Mechanizm polega na tym, że konsument najpierw dowiaduje się o istnieniu choroby, potem zaczyna szukać jej objawów u siebie, a w efekcie sięga po lek.

Pionierem procederu chorobowego podżegania, jak nazwała to zjawisko Payer, był producent wynalezionego w 1879 r. płynu Listerine. Najpierw robił on karierę jako lek na rzeżączkę, środek do czyszczenia podłóg i chirurgiczny środek odkażający. W 1895 r. zaczęto go polecać dentystom jako płyn do ust. Sprzedaż nie była jednak oszałamiająca. Znaleziono więc sposób na jej podwyższenie. W świat poszła informacja o odkryciu „halitozy” – tajemniczej choroby cuchnącego oddechu. Producent nie szczędził pieniędzy na reklamowe kampanie, w których wmawiano Amerykanom, że przypadłość zagrodzi im drogę do miłości i kariery. Poskutkowało. Zapach oddechu tuningować zaczął niemal każdy Amerykanin.


M jak mafia cholesterolowa

Ruch antyfarmaceutyczny przekonuje, że w branży działa zasada: „Dajcie mi lek, a chorobę się znajdzie”. Ale lansowanie nowej przypadłości to niejedyny zabieg marketigowy farmakobiznesu. Zamiast tworzyć nową, zawsze można przecież zmodyfikować definicję istniejącej choroby. Jako najlepszy przykład podaje się nadciśnienie czy problemy z cholesterolem. Niewielka korekta progów wyznaczających standardy zdrowia czy „normalności” przekłada się na liczbę potencjalnych pacjentów. Wystarczy nieco obniżyć poziom nadciśnienia i grupa lekokonsumentów rośnie. Podobnie rzecz ma się z cholesterolem. Część lekarzy twierdzi, że firmy farmaceutyczne jako prawidłowy podają poziom cholesterolu 25-latka. Przy przyjęciu takich założeń od normy odbiega niemal 90 proc. mieszkańców starej Europy.

A korekta progów dokonana w 2001 r. w USA dziś jest wymieniana wręcz jako dowód działania cholesterolowej mafii. W wyniku tych zmian liczba osób, które znalazły się w grupie ryzyka, wzrosła z 13 do 26 milionów. Tymczasem na 14 specjalistów wytyczających progi 9 miało powiązania z farmakobiznesem. Skorzystali na tym producenci statyn – czyli „leków na cholesterol”, które biją na świecie rekordy sprzedaży, plasując się od lat w pierwszej trójce najpopularniejszych preparatów.

S jak seksproblemy

Seksoholizm nie istnieje. To moda obyczajowa – ogłosił niedawno nasz rodzimy guru od seksuologii prof. Zbigniew Lew-Starowicz. Przyznał, że choć zalicza seksoholizm do kategorii zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych, to występuje ono znacznie rzadziej, niż się powszechnie uważa. Seksuolog przyznał wprost, że etykieta seksoholika jest dziś dobrą wymówką dla zachowań, które jeszcze niedawno nazywano po prostu niemoralnym prowadzeniem się. Leku na to nie ma.

Dlatego zyski czerpie się z problemów tych, którzy narzekają na brak, a nie nadmiar seksu. Momentem przełomowym było wynalezienie viagry. Działania producentów tej „seksaspiryny” to modelowy przykład wykreowania niemal od zera potężnego rynku zbytu. Wystarczyło przełamać barierę wstydu. W USA koncernowi pomógł w tym Bob Dole, senator z Południa, który przegrał wybory prezydenckie z Billem Clintonem. To on pod koniec lat 90. został twarzą kampanii informacyjnej o problemach z erekcją i impotencją. Zaangażowanie poważnego polityka, do tego konserwatysty i weterana, było strzałem w dziesiątkę. Męski problem przestał być tematem tabu.

Co więcej, szybko okazało się, że po niebieską tabletkę sięgają mężczyźni w każdym wieku – bez względu na to, czy ich problemy z erekcją to efekt choroby, zmęczenia czy zwykłego przewrażliwienia. Kreowanie obsesji erekcji i presji, że „trzeba się wykazać”, zrobiło swoje. Leonore Tiefer, założycielka organizacji „New View Campain”, która piętnuje marketingowe działania producentów leków na potencję, wielokrotnie oskarżała ich o „medykalizowanie seksu” i mamienie ludzi, że łóżkowe problemy załatwi magiczna pigułka.

W wyścigu po klienta, który chce być „zawsze gotowy”, uczestniczy dziś wielu graczy, bo viagra doczekała się swoich kopii. Najzacieklejsza walka toczy się teraz o kobiety. Farmakobiznes zaczął pracować nad nowym lekiem. Na oziębłość. Według „New York Timesa” żeński odpowiednik viagry będzie dostępny w sprzedaży już w 2016 r. Grunt do wejścia na rynek sekspigułki dla kobiet przygotowuje się od dawna. W 1999 r. po raz pierwszy opublikowano dane dotyczące liczby kobiet cierpiących na dysfunkcję seksualną. To podobno 43 proc. pań w wieku 18–59 lat. Od tamtego czasu coraz głośniej o kobiecej oziębłości i problemach, jakie z tego wynikają. Wszyscy powołują się na wspomniane dane. Nikt nie dodaje, że zasponsorował je koncern farmaceutyczny.

Pojawiły się jednak głosy rozsądku. Ray Moynihan, dziennikarz i zarazem wykładowca australijskiego University of Newcastle, w swojej książce „Seks, kłamstwa i farmaceutyki” przekonuje, że brak ochoty na seks u kobiet nie jest chorobą, tylko stanem przejściowym, zależnym od wielu czynników, zaś źródeł oziębłości należy raczej szukać w jakości ich związku z partnerem niż w chemii mózgu.

Z jak zespół napięcia przedmiesiączkowego

Blondynka w średnim wieku szarpie się z wózkiem przed supermarketem. Wyraźnie widać irytację na jej twarzy. – Za tydzień będziesz miała okres. Jesteś drażliwa, masz chwiejny nastrój, czujesz się wzdęta. Zwykłe objawy poprzedzające miesiączkę, a może dysforyczny zespół przedmiesiączkowy? Idź jak najszybciej do lekarza, bo to może być poważna sprawa – mówi damski głos z offu w jednej z reklam kampanii ostrzegającej przed nowym groźnym syndromem związanym z napięciem przedmiesiączkowym. Jeszcze do niedawna były to naturalne reakcje kobiecego ciała.

Reklamę puszczano w USA akurat w momencie, gdy kończył się patent na prozac i pojawił się problem z dalszym osiąganiem dochodu ze sprzedaży tego środka. Wymyślono więc lek na PMS i zaczęto lansować nową przypadłość. Lek, który zawierał identyczną do tej w prozacu cząsteczkę, różnił się od oryginału jedynie kolorem. W kilkudziesięciu pismach branżowych pojawiła się przeszło setka artykułów na ten temat. Podobnie było w Australii przed wejściem na rynek leku na porost włosów. Dział PR firmy produkował dziesiątki tekstów przekonujących o tym, że łysienie prowadzi do problemów emocjonalnych, kłopotów w pracy czy napadów paniki. Znaleźli się i tacy, którzy w to uwierzyli.

Kreatorzy chorób żerują na lękach przed cierpieniem, śmiercią, niepowodzeniem. Korzystają też z ludzkich słabości – łatwiej wziąć tabletkę niż zmienić dietę, ruszyć się z fotela czy stawić czoła problemom psychicznym i zacząć terapię. Farmakobiznes wskazuje szybkie i proste rozwiązania. Sęk w tym, że koszty pójścia na łatwiznę mogą być wysokie.

– Łatwo dostrzec, że chirurg amputował niewłaściwą nogę albo nerkę. Ale jeśli podajesz dziecku lek na ADHD albo depresję, zamiast wypuścić je z klatki, w której jest uwięzione, długofalowe szkody wynikające z takiej kuracji pozostaną w dużej mierze ukryte – twierdzi Nassim Nicholas Taleb w swojej najnowszej książce „Antykruchość, o rzeczach, którym służą wstrząsy”. Przed użyciem przeczytaj więc ulotkę i zastanów się, zanim połkniesz kolejną tabletkę.
Autor: Barbara Sowa
Artykuły z: Dziennik Gazeta Prawna



http://forsal.pl/artykuly/723071,fabrykowanie-chorob-czyli-niewidzialna-wojna-o-portfel-klienta.html



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 sie 2013, 21:37 
Niestety wspolczesna, zachodnia medycyna dziala na zasadzie: Daj mi czlowieka a wynajde dla niego chorobe.

Pare dni temu tak sobie myslalam o mojej mamie. Rano kiedy wstala do pracy, poczula straszny bol w klatce piersiowej. Z pracy karetka zabrala ja do szpitala. Diagnoza - zawal. To bylo ponad 10 lat temu. Okazalo sie, po badaniu EKG, ze serce mamy nie bije jedno uderzenie. Lekarz przepisal jej tabletki, ktore co miesiac, przez te ponad 10 lat lykala i lyka nadal. A co to za tabletki? Ziolowe. Jaki sklad? Belladona,czyli pokrzyk wilcza jagoda. Dzialanie: przeciwskurczowe, przeciwbolowe.

Osobiscie uwazam, ze te tabletki w niczym mamie na serce nie pomagaja. A ten brak jednego uderzenia moze byc po prostu wrodzona wada, z ktora mama zyje i jej organizm sie do tego przystosowal. No ale co miesiac kupuje te tabletki i od ponad 10 lat jest stalym klientem apteki.
Co ciekawe lekarz nie powiedzial jej: prosze przestac palic papierosy, zaczac zdrowo sie odzywiac, zaczac cwiczyc joge, medytowac, nauczyc sie myslec pozytywnie, isc na psychoterapie aby nauczyc sie radzic sobie z negatywnymi emocjami, pokochac siebie itp,itd.
Lekarz Leonard Coldwell w jednym z wywiadow (niestety nie moge teraz tego odnalezc na youtube) mowiac o tym, ze rak jest choroba z negatywnych przezyc, emocji, mowi rowniez, ze wiele "atakow serca" ma miejsce przed pojsciem do pracy, bo ludzie tak nie lubia swojej pracy i tego co robia, maja ciagly przez to stres. Moja mama miala atak przed pojsciem do pracy.

I jeszcze jedno mi sie nasunelo a propos raka. Tez ostatnio sie zastanawialam nad tym. Kolezanka mi powiedziala, ze jej znajoma robiac sobie standardowe badania krwi, czula sie przy tym bardzo dobrze, dowiedziala sie, ze ma zle wyniki i po zrobieniu dodatkowych badan okazalo sie, ze ma raka - bialaczke. Po diagnozie tak jej stan sie nagle pogorszyl, ze lekarze zadecydowali, ze potrzebna bedzie chemia.
Dlaczego ludzie zanim dowiedza sie, ze maja raka czuja sie dobrze a potem nagle w ciagu kilku tygodni czy miesiecy ich stan tak sie pogarsza, ze nawet umieraja??? Mysle, ze to jest zwykle zabijanie czlowieka przez leki, chemie i psychiczny nacisk.

Jezeli chodzi o robale u czlowieka. Mnie lekarka leczyla miesiacami lekami. Tabletki pomagaly na miesiac a potem znowu mialam dolegliwosci zwiazane z robalami. Dopiero po miesiacach walki, zaproponowala mi kuracje ziolami. Dala mi jakies ksero z ksiazki o leczeniu ziolami roznych chorob. Kupilam rozne ziola, zrobilam mieszanke i pilam te ziola. Pomoglo na pare lat. Uwazam, ze ziolami od razu powinna mnie leczyc a nie na koncu, jak wiadomo, ze medycyna konwencjonalna nic nie moze na ten problem poradzic.

No i te reklamy witamin w tabletkach. Przeciez wystarcza owoce i warzywa na surowo - po co jakies syntetyczne g..no lykac.



Na górę
   
 
 
Post: 22 sie 2013, 0:00 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 22 lip 2013, 0:36
Posty: 20
Płeć: kobieta
Tajemnice korporacji odc. 5: oszustwa farmaceutyczne. Polecam też cały cykl.

phpBB [video]



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 paź 2013, 22:28 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 gru 2010, 10:50
Posty: 1901
Gry Bogów akt 6 słowiańskie nawyki ok 6min pani wirusolog dobitnie mówi czym są szczepienia! Polecam całość filmu

http://www.youtube.com/watch?v=Iz0VeSnz_Tk

phpBB [video]



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 paź 2013, 1:42 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 05 sty 2011, 16:40
Posty: 106
Płeć: kobieta
mój syn musiał mieć zaświadczenie od lekarza medycyny, które wymagała uczelnia od nowych studentów, wiec poszedł do lekarza ........i tu się robi ciekawie :)
na odpowiedź syna, że nie chodzi do lekarza - wielkie oburzenie :o
więc poddano syna badaniom, serce okazało się nierówno bić- stwierdzenie że niedobrze,
badanie spirometrii musiał powtórzyć drugi raz bo okazało się że wyszło że ma coś z płucami i dodatkowo trzeba zrobić rentgen,
lekarz stwierdził, że takie słabe wyniki to dlatego że nie uprawia sportu,
i dopiero jak syn opowiedział że jeździ cały rok rowerem. ćwiczy parkour, ma w domu ciężarki i ćwiczy i czuje się dobrze, to dopiero lekarz odpuścił mu to skierowanie na rentgen płuc,

ja dodam, że syn od 2 lat nie miał nawet kataru (przestaliśmy jeść niektóre produkty i mięso), na działce wykonuje nieraz naprawdę ciężką pracę włącznie z ciąganiem taczki z betonem, w miesiące letnie rowerem pokonywał dziennie po kilkanaście kilometrów, w mieście chodzi na parkour, z drugim synem ćwiczą ciężarkami w domu iiiiiii
nigdy nie poczuł się słabo nie miał duszności i najrzadziej z nas chorował a jak już się zaraził to najszybciej z nas w domu zdrowiał,

więc tym bardziej byliśmy zdziwieni tymi jego badaniami :cooo?:
minęło ok. 3 dni po badaniach i syn dorwał takiego kataru jak nigdy, sam upiera się że pewnie to urządzenie do badania spirometrii go zainfekowało, chociaż twierdzi że ustnik przy nim zmieniono na nowy, ale i tak upiera się przy swoim ................ przed nim badanie to przechodził staruszek


szukałam w necie informacji o tym urządzeniu i znalazłam kilka ciekawych o np. nieprawidłowo skalibrowane, niefachowa obsługa urządzenia itd. ale nie mogłam znaleźć przypadków przeniesienia zarazków z pacjenta który w to urządzenie dmuchał na następnego pacjenta po nim dmuchającego w to samo urządzenie i nie wiem czy syn fantazjuje czy jednak ma rację



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 paź 2013, 8:35 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 11 wrz 2013, 15:22
Posty: 287
No to słuchajcie tego...
Od kilku lat w ogóle nie jestem przeziębiona. Zaczęło się pewnej zimy i jakoś tak zostało. Ostatnio miałam katar i ból gardła rok temu, trwało to około 2ch dni. Jak czuję, że coś się zaczyna dziać (nic mnie jeszcze nie boli, ale czuję że układ odpornościowy walczy) wtedy podwajam troskę nad ciałem, w sensie ubieram się cieplej, piję więcej wody, jem różne produkty z witaminami i mija.
No ale, na początku tego roku znowu poczułam, że "coś się dzieje". Wszyscy w domu byli chorzy, więc trudno żeby i mnie nie zaczęły bakterie atakować. Chciałam zrobić to co zwykle, ale mama namówiła mnie, żebym wypiła jakiś tam proszek wsypywany do wody. Każdy w domu to pił, że niby proszek-cud wszystko mija itd. Pomyślałam "no dobra, jak tak na was działa, to może i ja wspomogę układ odpornościowy ekspresowo". I wypiłam. Podkreślam, że wypiłam jeden kubek tego świństwa. Smaczek oczywiście dobry, oranżadka ;) Tylko to, co potem się ze mną działo...
Jakiś środek musiał w tym być, który usypia (paracetamol?), padłam, dosłownie.
Zapadłam w nieprzyjemny sen, okropny, jakby mnie ktoś uśpił. Czułam że jakieś dziwaczne rzeczy dzieją się z moim organizmem, dosłownie czułam jak mój system odpornościowy walczy 10x bardziej i to nie z chorobą, tylko z tym "proszkiem-cud". Miałam jakieś majaki senne i podwyższoną temperaturę. Do końca dnia leżałam w łóżku, bo czułam się jakby mnie ktoś skopał.
Obrazowo czułam się tak, jakby preparat chciał wyłączyć naturalny-NORMALNY system odpornościowy i zastąpić go sobą-sztucznym o WIELE gorszym!
Być może moja reakcja była spotęgowana tym, że nie biorę żadnych leków, nie chodzę do lekarza, nie szczepię się itd. Nie była to też reakcja na tle psychologicznym, bo do leku podeszłam z ufnością dziecka, że może ekspresowo poprawi mi odporność.
Zwykły proszek mnie rozwalił...
Tak że nigdy więcej czegoś takiego nie zjem, dziękuję bardzo. Proszek ma bardzo popularną nazwę i wszędzie go reklamują "miłe panie w czapkach".
Nie mówię, żeby nagle każdy wyrzucił go z szafy, ale radzę zauważyć, jak działa on na osobę która nie bierze leków od dawna.
Skutek odwrotny do zamierzonego.

aha, dodam że w Azji na ból głowy LEKARZE zalecają picie DUŻEJ ILOŚCI WODY.
I co mnie uderzyło po powrocie do Polski?
Na każdej ulotce: "tabletkę popij dużą ilością wody" ;) Ciekawe... ;)

*ale nie myślcie sobie, że Azja to jakiś cudowny kontynent. Tam świństwa przemycają w wodzie, pożywieniu, nawozach, paszy dla zwierząt itd.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 paź 2013, 10:01 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 01 sie 2013, 14:57
Posty: 135
bash1 pisze:
dodam że w Azji na ból głowy LEKARZE zalecają picie DUŻEJ ILOŚCI WODY.


Może to potwierdzić moja 15 letnia córka. Ona ogólnie potrafi słuchać swego organizmu a on jej daje dobre sygnały mimo, że trwa to czasem długo.

Ona nie je mięsa od 3 lat, bo nie może. Przez 3 lata ciągle bolała ją głowa i jak ją zaczynała boleć bardzo jej się chciało pić. Piła a ból mijał. Tak jest do tej pory, zaczyna się ból głow, szklanka wody ból przechodzi. Co do mięsa, to odkąd go nie je,( bo sie po nim żle czuje, ma ból brzucha, głow) czuje się zdrowa.

Oczywiście prawdopodobnie ma pasożyta może nawet bruzdogłowca, który zjada it. B12, i powoduje wstręt do mięsa, ale pewnie i inne. Kupowałyśmy Venicadis, ale to na niego za słabe.
Może ktoś z Was walczył z bruzdogłowcem i ma jakis sposób byłabym wdzięczna. Mam pana, który od 5 lat z nim walczy, wybił wszystkie pasożyty wrotyczem glistnikiem, ale bruzdogłowiec nie chce odpuścić.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 54 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group