Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 14 lis 2019, 5:45

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 36 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
Post: 24 cze 2009, 13:11 
Kopiuje tu artykuł z http://www.ukrytesprawy.org/info2.htm
Jest długi ale warto go przeczytać,zwłaszcz początkującym polecam....
Wklejam bo strona może kiedyś zniknąć.....

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Najbardziej przemilczane w mediach hipotezy niezależnych historyków:

Teoria Davida Icke'a, że biegiem dziejów ludzkości od tysięcy lat ze zmiennym powodzeniem usiłują sterować hybrydy ludzi i gadopodobnych starożytnych przybyszy z kosmosu, funkcjonujące długo m.in. pod szyldem arystokracji - do dziś kojarzą się między sobą i zza kulis kontrolują świat zachodu jako rody królewskie i bankierskie oraz słynne dynastie polityczne; ostatnio zmodyfikowały genetycznie jedzenie, żeby ogłupić ludzi jeszcze bardziej i wybrakować ich DNA, które ewoluuje w związku z rokiem 2012 na zasadzie roślinki wystawionej do słońca, jako że faktycznie nad naszym układem planetarnym wschodzi jakieś Centralne Słońce Galaktyki i zaczynają w nas strzelać jego niewidzialne promienie - ono jest daleko, ale jak 'przygrzeje', to się nam może wszystkim nagle poprzewracać w głowach, to znaczy tak pozytywnie i na zasadzie otwarcia oczu - może to wręcz okazać się zmianą analogiczną do zainstalowania nowej wersji systemu operacyjnego na komputerze: na początku trudno się będzie połapać, ale potem wszystko stanie się łatwiejsze i bogatsze o nowe możliwości, niektóre wręcz przełomowe; dlatego na najbliższe lata (do roku 2020; w sumie nie wiadomo, kiedy przypadnie to apogeum transformacyjnego promieniowania kosmosu - w roku 2012 czy np. dopiero w 2029, każdemu obliczenia wychodzą inaczej) totalnie spanikowana i zdesperowana grupa próbująca utrzymać władzę na Ziemi planuje wszczepienie wszystkim mieszkańcom planety mikroczipów, cały czas pracują nad pretekstem nie do odrzucenia typu "pieniądze straciły wartość, a przecież nie będziemy teraz drukować wszystkiego od nowa, bo szkoda lasów", "zwłaszcza, że właśnie rozpoczyna się inwazja ufo, nie ma czasu" albo "przecież trwa III wojna światowa, nie dyskutuj i nie opóźniaj kolejki" - a te czipy to będą prawdziwe cudeńka techniki naszych czasów, niestety takiej, o której nic nie wiemy, ponieważ nikomu nie wolno nam o niej opowiadać, "dla bezpieczeństwa narodowego" albo "światowego" - a jednak znaleźli się odważni ludzie, którzy pracowali nad tymi urządzeniami i maksymalnie przed nimi przestrzegają, charakteryzując je jako mikroskopijne konie trojańskie o funkcjonalności rozszerzonej na sfery, które współczesny publiczny obieg naukowy w dalszym ciągu uważa za niemożliwe do badania drogą doświadczalną, np. uznając techniki fotografowania ludzkiej aury za niepoważne insynuacje z kręgów osób myślących magicznie.

Teoria Michaela Tsariona, że Atlantyda to ukrywany fragment prawdziwej historii naszej planety, a w Azji istniała też wtedy Lemuria, gdzie prym wiodły istoty o głowach węży, również nietutejsze; że wojny i bitwy kojarzone z ostatnich pięciu wieków to często były rytualne ofiary składane kontrahentom z innego wszechświata (niejakim "Makrofagom") przez istoty uwięzione od tysięcy lat na Ziemi, które chcą się stąd wyrwać, ale nie potrafią samodzielnie pokonać bariery uruchomionej w antycznych czasach wokół naszej planety być może właśnie w celu ich odizolowania, niby w poprawczaku albo psychiatryku; portal do wymiaru Makrofagów miał w postśredniowiecznej Anglii otworzyć John Dee, nadworny magik - czyli osoba wtajemniczona w przedpotopową wiedzę zaawansowanych cywilizacji, dziedzictwo skrycie przekazywane wybranym zaufanym, znane też jako "wiedza ezoteryczna", "tajemna religia Babilonu" etc. - w imieniu królowej podróżował on również w rozmaitych sprawach po Europie (bawił m.in. w Polsce, doprowadzając do bankructwa hrabiego z Sieradza, który jako postępowy szlachcic najwyraźniej wierzył w byty pozaświatowe już w roku 1583), a swoje listy podpisywał ..."007" - był pierwszym słynnym brytyjskim agentem i jego fama odbija się pokątnym echem jeszcze w naszych czasach. Według Michaela Tsariona owym istotom, których przodkowie stracili cały sprzęt w kataklizmach spowodowanych wojną, gdy ich cywilizacja legła w gruzach i w dodatku na dnie oceanu - zależy jedynie na zrekonstruowaniu potrzebnej do odlotu technologii, nie na rozwoju duchowym ludzkości, w ogóle - to stąd ta obserwowana w naszej epoce dysproporcja (według wszystkich najróżniejszych kosmitów technologicznie jesteśmy całkiem nieźli, ale duchowo - tragiczni). Poszlaką przemawiającą za składaniem megaofiar z ludzi pod przykrywką wojen i bitew, gdy wystarczy ich na siebie napuścić i już sami się potem powyrzynają w odpowiedniej liczbie, miałyby być uderzająco podobne znaczki obecne na hełmach, czapkach i naramiennikach żołnierzy walczących stron - pięcioramienne gwiazdki, wężyki, diamenty i inne tego typu symbole, które stanowią potwierdzenie dla Makrofagów i/lub kod dla algorytmu skanującego wszechświat, że krew danego poległego ma zostać przelana "na ich konto" - bo to właśnie jej morza zażyczyli sobie w zamian za wytłumaczenie, w jaki sposób przeniknąć barierę (tak się składa, że ludzka krew jest jednym z najcenniejszych surowców w kosmosie, np. z naszego lokalnego rynku więcej warte byłyby już chyba tylko genomy różnorakich form żywych); w skrócie Tsariona owo wytłumaczenie szło zaś mniej więcej tak: "musicie nauczyć się, jak tworzyć masę z energii; ale wy jesteście tak głupi, że najpierw trzeba wam wytłumaczyć, w jaki sposób uzyskać energię z masy" - rozszczepianie atomów to był więc jak gdyby koniec pierwszego semestru w tym ponurym studium, za które czesne stanowiła krew naszych przodków; a'propos: nasilenie wysypki uniwersytetów na mapie Europy przypadło akurat na okolice połowy poprzedniego tysiąclecia - według irlandzkiego badacza to możne rody wykładały pieniądze na placówki niezbędne do przetwarzania i gromadzenia wiedzy transmitowanej z innego wymiaru rok po roku, dekada za dekadą i wiek za wiekiem, kto wie - może jeszcze po dziś dzień, jeśli ta rekonstrukcja faktów jest trafna i jeszcze nie wydarzyła się owa "ucieczka z planety Ziemia"; z drugiej strony trzeba przyznać, że w przeciwieństwie do większości omawianych tu powyżej i poniżej 'teorii' spiskowych, ta akurat nie może się poszczycić podparciem w słowach jakichkolwiek byłych wojskowych czy naukowców z tajnych projektów - to tylko Michael Tsarion przeczytał te wszystkie stare książki i tak mu się wydaje, że to chyba musiało być jakoś tak, coby jak najwięcej faktów do siebie pasowało.



Teoria m.in. Alexa Jonesa, Jordana Maxwella (dziadek ma prawie siedem dych, a jeszcze odbiera telefony z pogróżkami na serio - nie to, co nasi nieugięci dziennikarze śledczy, dziwnym trafem z wyglądu przypominający rozleniwionych Rzymian), jak również doktora Johna Colemana, Michaelów Parentiego, Rupperta czy Chossudovsky'ego (2 profesorów + były agent FBI postrzelony na samym początku publicznej działalności - innego ktoś zamordował na wakacjach na plaży po 2 tygodniach od przerwania przezeń milczenia w temacie 'służby & dragi') oraz wielu innych znanych i nieznanych osób - że władze USA od lat 90-tych fingują na własnym terytorium zamachy terrorystyczne w celu wygenerowania społecznego przyzwolenia dla radykalnych zmian prawnych, niemożliwych do przeforsowania w innych okolicznościach, gdyż przekształcających ustrój tego potężnego państwa w totalitarny system a'la Wielki Brat, gdzie nie inaczej niż w Chinach albo Korei Północnej, każdego niewygodnego mądralę będzie można zamknąć jeśli nie pod zarzutem terroryzmu - a szkoda... - to chociaż za działalność antypaństwowo-wywrotową, szerzenie dezinformacji itp. A te amerykańskie elity polityczne to nie dość, że same marionetki bankierów, zbrojeniówki, nafciarzy, tajnych stowarzyszeń i międzynarodowych sitw z ONZ, nie mówiąc o działających jawnie grupach w stylu Bilderberg, Komisji Trójstronnej (Trilateral Commision) czy Komitetu 300 (The Committee of 300), które w ogóle wywindowały ich do tych najwyższych kręgów władzy - to jeszcze niekiedy okazują się być normalnie jakimiś satanistami na pół gwizdka, w każdym razie siedzą w dość dziwnych klimatach, sfilmowanych dopiero niedawno ukrytą kamerą w niedostępnym Bohemian Groove, gdzie co roku spotykają się, aby oddać cześć wiadomo komu: uosabianemu 13-metrowym pomnikiem starożytnemu 'bogu' z nieludzką głową, niejakiemu Molochowi, któremu przed wiekami m.in. w Kartaginie hurtem składano w ofierze nie zwierzęta, lecz dzieci, podpalając przy tym ich ciała - i ciekawy zbieg okoliczności, również utrwalony na wideo, że teraz parę metrów od tego pomnika mają tam metalowy sztuczny ludzki szkielet o zabarwieniu wskazującym na dłuższą znajomość z ogniem...





Inne ciekawe pogłoski: Bilderbergowie to naiwniacy, którzy myślą, że są międzynarodowym ciałem pracującym m.in. nad problemem ufo i innymi takimi globalnymi, a tak naprawdę nic nie znaczą - podobnie jak u Masonów, Iluminatów czy w CIA, w głowach aż huczy od szumnych haseł, ale w praktyce funkcjonuje struktura piramidki, czyli o wszystkim decydują ci na samej górze, ze ścisłego kierownictwa, to oni wyznaczają działaniom kierunki, a często nawet nie wiadomo, czy to nie np. jakieś pół-potwory z kosmosu albo coś w tym stylu - stąd w naszym świecie taka promocja nieprawości, głupawki i nagonki na myślących logicznie, czyli normalnie wyciągających wnioski z faktów, zamiast czekać na nie o ustalonej porze przed telewizorem.

Czyżby więc USA były takim samym niedemokratycznym imperium, jak niegdyś ZSRR, tylko że zamiast strachu przed zesłaniem do łagru lub straceniem, w tym modelu oligarchii funkcjonalne posłuszeństwo dołów opiera się po prostu na ludzkiej chciwości..? A jeśli chodzi o nasz kraj, to podobnie jak w komunizmie, w nowym systemie po kręgach władzy mogą pałętać się tylko ci, którzy w zamian za zaszczyty są gotowi o wielu sprawach milczeć, jak gdyby nigdy o nich nie słyszeli..?

Czy to możliwe, że wszędzie wokół nas znajduje się inny wymiar, a w nim przebywają i zmagają się istoty, które przeszły już do tzw. czwartej gęstości, ale czasami jeszcze, żeby coś załatwić, wyświetlają się nam w naszej trzeciej, poniżej której nie ma już żadnej gorszej (czyli mniej magicznej, a bardziej skondensowanej, materialnej)..? Czy to przypadkiem nie o tym byłyby te zapisy w świętych księgach starożytności, wersy o demonach i aniołach pojawiających się nagle, a następnie znikających z powrotem w niewidzialnej sferze? Czy to może je widują czasem koty i niektórzy ludzie rzekomo zdolni do postrzegania aury..?

Czy światoobraz z telewizora jest fajny, czy zakichany że mdli? Czy nasze przekonania i poglądy, duchowe zapatrywania na sprawy, pozwoliły nam na wygenerowanie społeczeństwa tętniącego życzliwością i szczerością? A jeżeli nie, to gdzie tkwią błędy i pomyłkowe rozwiązania, niecelne strzały i fałszywe założenia?

Dlaczego tyle tysięcy lat ludzie jedli normalnie i nic im nie było, a teraz nagle trudno jest przeżyć tydzień bez spożycia czegoś zmodyfikowanego genetycznie, obojętnie w jakim zakątku kuli ziemskiej by się nie żyło? Co jest grane, kto o to prosił, czemu w ogóle nie mówi się o tym, jak to ohydnie smakuje, np. tych niektórych pomidorów w ogóle nie da się jeść - ciekawe dlaczego, skąd się biorą w ludziach te doznania i odczucia, których nierozsądnie jest słuchać, bo to wszystko zostało naukowo przebadane, że jest dobre i zdrowe..?


Gdy jesteś kimś takim samym, jak wszyscy, masz takie same poglądy, ubrania, sposoby strzyżenia się, zachowywania i spędzania wolnego czasu - łał, ekstra, 10/10 normalności i bycia kimś elegancko ułożonym, na poziomie, z klasą. A jeżeli robisz to, na co masz ochotę, nosisz się na własną modłę i działasz po swojemu, myślisz za siebie i samodzielnie analizujesz ten świat - wiesz co, trochę odstajesz od reszty, sorry, ale chyba z Ciebie jakiś dziwoląg i ktoś nieco fiśnięty, a może nawet bardzo. Czyli normalne jest bycie posłusznym zastanym regułom i podległym przedstawianym postawom, innymi słowy - życie na łańcuchu tchórzostwa; natomiast bycie sobą, odważne manifestowanie własnej wolności - nie, to już nie jest takie na miejscu ani do rzeczy, no i w ogóle po prostu nie wypada, wychodzenie przed szereg jest generalnie w złym guście i zazwyczaj szybko spotyka się z odpowiedzią tych, którzy umieli zachować kulturę i nie wydziwiać, którzy zresztą zawsze to potrafią, bez przerwy przez całe życie non stop są normalni 100% według standardów danej epoki, nikt im nie zarzuci... No pewnie, rozumie się samo przez się - to naturalne, ludzie sami do tego doszli, że to tak jest, po prostu w pewnym momencie to odkryli i wpoili sobie samym na masową skalę, żeby fajniej się żyło. A tak poza tym, to jeżeli chcesz dowiedzieć się, jak być kimś lubianym przez innych - włącz sobie dowolny serial na którym bądź kanale i szybko zaczaisz, że przede wszystkim trzeba się dużo śmiać, być kimś pogodnym, nie gadać o żadnych schizach, tylko spędzać dni na miłych chwilach i rozrywkach - potem tylko naśladuj to w swoim codziennym życiu i efekt murowany, już jesteś kimś "do rzeczy"; widzisz, to wcale nie było takie trudne, tylko uważaj pilnie dalej: jeszcze możesz sobie obejrzeć półgodzinne wartkie wiadomości w tv - to wtedy będziesz się też znać, orientować, na bieżąco; no a jeżeli zainwestujesz w siebie i zakupisz również jakiś prestiżowy tygodnik albo miesięcznik, w którym przez cały rok nie znajdziesz nawet jednego procenta podawanych tu informacji - to wtedy już kwalifikujesz się w sumie do czołówki niezawodowych ekspertów od rozmaitych ważkich zagadnień globalnego teatru, zarazem stylowo śrubując rekordy wysmakowanej kontestacji współczesnej rzeczywistości - czyż bowiem lśniący papier nie potwierdza najwyższej klasy i wartości punktów widzenia wyłaniających się z wydrukowanych na nim literek..? No przecież chyba świat nie stoi na głowie? A może jednak, kurde. W Korei Płn. też mają prasę i telewizję, a jeszcze mniej jest tam popaprańców, którzy na wszystkie tematy muszą mieć własne zdanie i oczywiście zawsze inne, niż prezenterzy telewizyjnych wiadomości. Jeżeli z tym systemem, który nas ogranicza na co dzień i nikt tego nie zakwestionuje, jest wszystko w porządku - to dlaczego nie obserwujemy czegoś takiego w przyrodzie u innych gatunków zwierząt, czemu w ich stadach bycie kimś właśnie się opłaca i zazwyczaj przynosi korzyści, czyli to byłoby zupełnie odwrotnie, niż w naszych nowoczesnych społeczeństwach, w których sądząc po dawnych filmach, najbardziej nowatorska jest skala głupoty i powszechnej degradacji do poziomu stworów o zgąbczałych mózgach, których i tak nie mają już śmiałości używać. Dlaczego to tak jest, że kiedy sobie włączysz telewizor, to na dłuższą metę możesz od tego tylko zgłupieć, gazety też wyprowadzą Cię daleko w pole, powtarzając kłamstwa różnorakich czynników oficjalnych i agencji rządowych, którym zgodnie przeczą sami słynni byli pracownicy tych agencji..? Czy taki opis sytuacji mieszkańcowi innej planety nie wydałby się na mur beton fragmentem powieści z gatunku globalistycznego kryminału sci-fi? A czy to czasem nie miało być wszystko przejrzyście i pozytywnie w ramach współpracy pod egidą ONZ, czy przypadkiem świat nie miał być piękny i dobry, a możliwie często nawet szlachetny? Skoro jest zupełnie inaczej, to chyba jednak sporo zepsutych tkanek zagnieździło się gdzieś w strukturach władz i meganadawców naszej planety - ale zostawmy to, niech tak już sobie będzie, w końcu było nie było, trzeba się skoncentrować na własnym życiu i pracy, żeby potem móc dziecku kupić zegarek, rower, pomóc utrzymać się na studiach - wszyscy tak robią... Żeby nam potem dzieci nie wyrzucały, że za mało dla nich zrobiliśmy, no nie...

Według Davida Icke'a i Stewarta Swerdlowa zmienianie postaci dotyczy wyłącznie osób, które mają dokładnie po połowie genów ludzkich i gadoidzich; są to tacy jak gdyby Transformers, arcydzieło inżynierii genetycznej prastarych kosmicznych cywilizacji, które onegdaj m.in. w ten sposób próbowały przypieczętować pokój na naszej planecie; nie jest ich dużo. Osoby z 49% genów pradawnych króli mogą nawet niczego nie podejrzewać, jak blisko "były szczęścia". Jednocześnie pojawia się niekiedy inna interpretacja, mianowicie że gadoidzie sylwetki dotyczą tylko aury - to ją i jej transformacje mieliby obserwować naoczni świadkowie tego typu efektów wizualnych, czyli jak gdyby obca dusza wstępowała wtedy w ciało człowieka, ale wyłącznie takie z odpowiednią strukturą DNA. Słyszy się też, że zarówno hybrydy, jak i gadoidy mają już dość chowania się i ukrywania na naszej planecie - żeby móc pojawić się w publicznym obiegu i zacząć chodzić pomiędzy nami bez budzenia zgrozy, mają zostać przedstawione jako zbawcy podczas sztucznej inwazji obcych. Tak że pamiętaj: jeśli widzisz smoka, diabła albo normalnego potwora, to on tu przybył jako wolontariusz z innej planety i możesz mu spokojnie zaufać, bez obaw powierzać opiekę nad dziećmi itd. - niedługo tak powiedzą z telewizora...

Inne ciekawe informacje: kiedy gdzieś około przełomu lat 80-tych i 90-tych Rosjanie ogłosili strefę buforową w kilkusetkilometrowej przestrzeni ponad swoim krajem, udowadniając, że nie żartują, zestrzelili m.in. co najmniej jeden statek Plejadian (info: Phil Schneider), którzy tu jeszcze wtedy latali - wszyscy miłośnicy radzieckiej myśli technicznej mogą więc z dumą zapisać na jej konto uziemienie rydwanu bogów, jako że lepszych 'bogów' od tych Plejadian zdaje się nigdy u nas nie było. Przy okazji: Plejadianie utrzymują, że niestety musieli nas opuścić - ale my pamiętamy, co mówili, żeby nigdy do końca nie wierzyć żadnym kosmitom...

Podobno od połowy XX wieku na Ziemi w dużych ilościach rodzą się osoby w pełni telepatyczne - to ich hybrydy boją się najbardziej i to z myślą o nich wyjeżdżają z tymi wszystkimi podejrzanymi szczepionkami, dziwnie smakującym jedzeniem i elektronicznymi implantami - żeby powstrzymać ich przybierającą na sile łączną moc, która słusznie wydaje im się groźna. Cały system galaktycznego imperium gadoidów ma strukturę feudalną, funkcjonuje w nim ścisła hierarchia i totalna odgórna kontrola - stanowiący miszmasz "Roku 1984" i stanu wojennego Nowy Porządek Świata (alias Nowy Światowy Ład; ang. 'NWO') widomie przygotowywany w USA i według przecieków tak samo pod stołem w ONZ (gdzie zresztą Stany też przecież nie siedzą w kącie słuchając, co proponują inni), to będzie taki ziemski odpowiednik i przedłużenie tejże struktury: dzięki powołaniu jednego globalnego rządu stojącego ponad zmarginalizowanymi władzami wszystkich krajów, nareszcie możliwe będzie sprawne kontrolowanie całej ziemskiej populacji przez wąską, elitarną grupę - technologia już to umożliwia, więc czemu by nie spróbować; a że przy okazji wszyscy ludzie akurat będą już mieli wszczepione elektroniczne radiotransmitery, to sytuacja będzie jeszcze bardziej opanowana i znacznie trudniejsza dla niepokornych, niż teraz, kiedy i tak nie są w stanie obudzić w osobach o wysoko przetworzonych świadomościach głosu sumienia ani głodu godności.


Rozsądnie jest interesować się ufo i zbierać te wszystkie niesamowite opowieści, skoro się nie wie, które są prawdziwe, w naszych czasach to może być wręcz bardziej w porządku wobec świata, niż onegdaj uczestnictwo w ruchu harcerskim - ale myślmy trzeźwo i bądźmy rozsądni: istnienie istot zdolnych do posiadania dwóch różnych form fizycznych i przełączania się pomiędzy nimi jest raczej niemożliwe. Nasi naukowcy z publicznego obiegu zaprezentują takie bakterie pewnie dopiero za 20 lat, poza tym nawet w filmach s-f za bardzo nie występują tego typu istoty, to znaczy o ile nie pojawiają się wątki z legend (ale przecież wiadomo, że legendy to same bajki, 100% wszystkich, 101% - po prostu kiedyś ludzie powtarzali sobie z pokolenia na pokolenie jakieś brednie, ale to były kompletne bzdury, bardzo zbliżone w najrozmaitszych zakątkach kuli ziemskiej, lecz uczeni zgodnie pracują nad przekonującym wytłumaczeniem tych zbieżności, chociaż na razie niestety bez sukcesów i póki co najlepiej jest w ogóle o tym nie mówić, zresztą to 'niepoważny' temat) - więc jak choćby najstarsza i najbardziej zaawansowana technologicznie cywilizacja w naszej galaktyce mogłaby skonstruować takie stworki nawet po trwających miliardy lat badaniach i eksperymentach na milionach planet? Nie, jeśli czegoś takiego nie było w ziemskich kinach na filmach z początków XXI wieku, to kosmos może już sobie dać spokój na zawsze w obydwie strony czasu - nikt nie osiągnie więcej, niż potrafili to sobie wyobrazić słynni Ziemianie, którzy świetlanego poziomu geniuszu własnej cywilizacji dowiedli w obliczu gwiazd choćby przecież tym, jak potraktowali własną planetę; czegoś takiego nie da się opracować - to chyba jasne, że trzeba będzie jakoś inaczej wytłumaczyć te wszystkie doniesienia, skoro to po prostu nie mogło być to, co ludzie widzieli - nie pasuje do naszej wiedzy o świecie, więc to zupełnie nienaukowo w ogóle zastanawiać się nad tym na serio, chociażby nawet i 1000 pojawiało się co roku nowych tego typu relacji - masowe halucynacje się zdarzają, naukowcy już dawno doszli do tego wniosku.

Według Plejaran najlepsze myślenie nie jest ani pesymistyczne, ani pozytywne, tylko obiektywne - konkretne, oparte na faktach z rzeczywistości i prawach istnienia, a nie orbitujące wokół płonnych nadziei czy życzeń z kapelusza, ani tym bardziej negatywnych wkrętek - im bardziej negatywnie myślisz, tym szybciej robi się jeszcze gorzej, to nigdy nie pomaga. Kiedy masz w głowie jakąś myśl, to ona błyskawicznie wypromieniowuje w kosmos i po pewnym czasie wraca pod postacią zdarzenia, ale z niejako "odwróconym znakiem" - to jest akurat taki podpunkt, że tutaj każdemu jest trudno zrozumieć, o co dokładnie chodzi i jak to działa. Wszystkie myśli wszystkich ludzi wszystkich epok są pod kątem ostatecznego obliczenia punktów i zwrócenia doświadczeń zapisywane w elektromagnetycznym banku pamięci zlokalizowanym na orbicie Ziemi i nazywanym Kronikami Akaszy (ang. "Akashic records" od słowa 'akaśa' w sanskrycie oznaczającego niebo - przestrzeń - eter) - znajdują się tam również zapisy poprzednich wcieleń wszystkich mieszkańców planety i kosmici mogą je sobie w razie czego wyświetlać, jeżeli się kimś interesują albo chcą mu pokazać parę motywów. Plejaranie często mówili też Billy'emu, że jest jedyną osobą na Ziemi utrzymującą fizyczne kontakty z przybyszami z innych planet - według wielu oznaczałoby to, że np. Alex Collier i Barbara Marciniak dali się na coś nabrać; z kolei ich zwolennicy uważają, że to B. Meier wymyśla, dał się wkręcić albo zazdrości innym popularności, bo mu się kontakt urwał; wprawdzie sympatyczna pani Marciniak wcale nie twierdzi, że przytrafia się jej coś więcej, niż jak gdyby cudze myśli w głowie - niemniej jednak Plejaranie rzekomo określili ją jako osobę pogrążoną we własnych urojeniach, a sam Billy zawsze bardzo krytycznie wypowiadał się o "channelingowcach", czyli osobach siedzących sobie w domu i odbierających wieczorami transmisje od kosmitów. A'propos tej w naszych czasach niemalże już plagi fizycznych bądź telepatycznych 'kontaktowców' - często o taktyce drużyny przeciwnej mówi się, że polega w dużej mierze na rozpowszechnianiu prawdy "modyfikowanej semantycznie", czyli zmyślnie skażonej dezinformacją - patrz np. chrześcijaństwo; to znaczy chodziłoby o takie przemycanie kłamstw wśród prawdy i w jej atmosferze, żeby ludzie uwierzyli czując, że coś w tym jest.


W wywiadzie radiowym Alexa Jonesa z Davidem Icke z 3 lipca 2008 (chyba się pogodzili - emisja w j. ang.) obydwaj zgodzili się, że Obama też jest be; Alex zwraca uwagę na fakt, że u nich w mediach sporo zaczęło się mówić o ufo i skoro już nawet Larry King nagle się ocknął i bada sprawy w rodzaju przelatującego nad miastem obiektu wielkości pięciu boisk futbolowych, to chyba szykują w tym temacie coś większego.

Załóżmy, że i Alex Collier i Billy Meier świadomie lub nie uczestniczą w misternych mistyfikacjach. To Plejadianie i tak istnieją i nadal mamy problem z tymi Szarymi, Gadoidami i hybrydami, bo Phil Schneider naprawdę nie żyje (strzelał do Szarych; jego tata miał fotkę z Plejadianinem pracującym w Pentagonie, który przez 50 lat się nie zestarzał i co 10 lat go przenosili, sześć palców trzyma/ł zawsze w rękawiczkach, żeby nie wymieniać obustronnie śmiertelnie groźnych bakterii z innych światów), Al Bielek był jego kumplem (pracował z rogatym Drakonianinem, którego IQ szacowali na 1000 - 1200 punktów), a on z kolei potwierdza uczestnictwo Stewarta Swerdlowa w Project Montauk (który widział osoby zmieniające postać, a nawet był przez nie gryziony, co przynajmniej w tym przypadku wyklucza wersję o hologramie - konkretnie przez Williama F. Buckley'a Jr, amerykańskiego wydawcę i szefa programu kontroli umysłów JANUS z siedzibą w kwaterze głównej NATO w Brukseli); wszyscy w swoich opisach ukrytej prawdy o naszej rzeczywistości potwierdzają istnienie Plejadian. Phil ujmował sytuację odnośnie pozycji Ziemian wobec 'współpracujących' z nimi obcych stwierdzeniem "władze kupują dla nas czas, ale za straszliwą cenę" - chodziło mu zapewne przede wszystkim o chore eksperymenty Szarych na ludziach. Dane za kanałem Euronews odnośnie liczby zaginionych dzieci w roku 2007: Belgia - 2600, Francja - 45 tys. Parę lat temu w Londynie w trzy miesiące zaginęło 300 czarnoskórych chłopców - zbiorowa utrata orientacji w terenie, sezonowa amnezja czy coś innego, o czym lepiej nie mówić i w ogóle nie poruszać tego tematu..? (teraz już można, bo w brytyjskich mediach z czasem skojarzono te nasilenia zaginięć z okresami częstszych obserwacji ufo). Według nieoficjalnego źródła na samym Manhattanie co kwartał znika bez śladu 3 tys. dzieci - niezależni badacze tłumaczą to wyjątkowo rozbudowaną pod tym terenem siecią tuneli, korytarzy, podziemnych sal itp. (ale to akurat raczej za płytko na 100% kosmitów - szczegóły u Teda Gundersona, który próbował prowadzić śledztwo w takiej sprawie i do dziś stara się nagłośnić fakt, że to niemożliwe ze względu na odgórne blokowanie wszelkich działań i paraliżowanie pracy). Gdyby to wszystko były ściemy, to raczej nie powinny pozostawać aż tak kompletnie przemilczane w masowym obiegu informacyjnym, pełnym przecież najróżniejszych bzdur i głupot o niczym - tylko się powinno ludzi uczulać na tym podobne historyjki utalentowanych naciągaczy. Ale tak się nie dzieje, bo to nie żadni naciągacze - czy istnieje inne logiczne wytłumaczenie obserwowanej sytuacji..? Niezbyt to fajna zajawka snuć łudząco podobne do paranoi rozważania, że gdy tylko włączysz telewizor, to już grasz w trzy kubki - ale jak z wiedzy o tych faktach można by wybrnąć w inny sposób, myśląc logicznie i bez naiwności porównując prawdopodobieństwo różnych hipotez?

Według Stewarta Swerdlowa zamachy sponsorowane lub organizowane przez tajne służby można poznać po tym, że ginie w nich dużo dzieci - są to operacje z kategorii inżynierii społecznej, a śmierć ludzi z domu starców nie wywoływałaby aż takiej nienawiści i żądzy odwetu: np. w Biesłanie - tak miało wyjść, teraz Rosjanie są rozjemcami pomiędzy zwaśnionymi narodami, akurat tymi oddzielającymi ich od Półwyspu; podobnie z zamachami na irackich targowiskach - załóżmy, że na Pomorzu odkryto ropę i jesteś pomorskim separatystą, który skonstruował sobie na własny użytek bombę - czy w Warszawie zdetonujesz ją na targu warzywnym, czy raczej pod jakąś kancelarią albo spróbujesz wejść z nią do Sejmu? Oczywiście, że zrobisz to w kolejce po żywność dla potrzebujących albo na zatłoczonym ryneczku pełnym kobiet, przecież jesteś niebezpiecznym, szalonym mordercą bez zasad, dla ciebie to bez różnicy, nie wierzysz w żaden bilans uczynków po śmierci - oby zginęło jak najwięcej dzieci twoich sąsiadów, z których przodkami pomieszkiwali na tej ziemi już twoi pradziadowie; potem oni w odwecie wysadzą pełne szkolnych wycieczek molo w Sopocie i tak w kółko, a zatem obce siły pokojowe będą musiały was rozdzielać przez długie lata (postaw u buka, że akurat dopóki nie wyczerpią się złoża - takie przeczucie...), skoro tak barbarzyńsko na oślep się masakrujecie - gdyby nie to, mogliby zostać w domu, przecież nie chodzi im o ropę, tylko o pokój i szczęście ludzi w odległych zakątkach globu - co Ty, telewizji nie oglądasz..?


Czasem sobie myślę: "nie, to chyba wszystko jakieś bzdury, to jest za bardzo pojechane i jak z komiksu, to nie może być prawda, bo to wszystko przecież jest po prostu za bardzo inne od tego, jak wszyscy myślą i co twierdzą autorytety, od tego jak piszą w naukowych czasopismach i mówią w radiu, w telewizji, w szkole - każdy głupi wie, jak jest, czyli że normalnie, a nie jakieś potwory z kosmosu, ufo, setki podziemnych baz na całym świecie... To znaczy na pewno gdzieś tam w gwiazdach istnieją różne stwory, to nie było tak, że natura tylko u nas tworzyła na trzeźwo, a resztę kosmosu robiła już wstawiona i zapominała montować po planetach prawo ewolucji; ale dlaczego zaraz u nas, teraz, miałyby chodzić te stwory i to od razu takie przykre - już nie popadajmy w jakieś schizy..." Ale potem się reflektuję - zaraz, zaraz, no ale w takim razie dlaczego nigdzie po kanałach tv ani uniwersytetach wbrew statutom nie mówi się o klamce uwiecznionej na filmie w tym samym samochodzie, który Kennedy opuszczał z dziurą w głowie, znajdującej się w ruchu akurat w momencie, gdy z czoła rozbryzgiwała mu krew, skierowanej wówczas na niego i zaraz potem szybko schowanej przez kierowcę - widać to na filmie 5 razy lepiej, niż na słynnym zdjęciu Ali Agcy z zamachu na Papieża, gdzie pistolet w jego ręku trzeba zaznaczać kółkiem, bo by ludzie nie zauważyli, tak słabo widać - jak to jest, że to jednak jakoś media wypatrzyły, a tamtego już 45 lat nie potrafią dostrzec i to w 'najbardziej demokratycznych krajach świata' - skoro do odnalezienia rzeczonego materiału archiwalnego wystarcza dostęp do Internetu, elementarna znajomość języka angielskiego i 5 minut wolnego czasu..? Poruczniku Columbo, czy panu tu wszystko gra..? Skoro nie ma się czym martwić, to dlaczego tak jest, skąd tak bezczelne zakłamanie i liczenie na to, że ludzie są debilami i sami się nie dowiedzą, nie poinformują nawzajem? Fajnie by było się zrelaksować i zapomnieć o tych wszystkich niepokojących relacjach, ale tak żeby się do tego nie zmuszać wbrew rozsądkowi - jeśli można poważnie dalej ufać pakietowi informacyjnemu serwowanemu nam przez wielkie media, to dlaczego nie ma w nim wypowiedzi ani oświadczeń słynnych astronautów, generałów i admirałów, które budzą zastanowienie i chwilę milczenia u każdego, kto się z nimi zetknie, co doświadczalnie sprawdziłem..? Dlaczego władze traktują nas jak ludzi, których trzeba oszukiwać - czyżby ktoś gdzieś miał coś do ukrycia, bał się że coś się wyda? Co skłania byłych pracowników do przeciwstawiania się ich polityce? Dlaczego uderzające podobieństwa opisów z legend do współczesnych relacji o załogach ufo są zawsze pomijane przez "ekspertów" z telewizyjnych pseudoufologicznych cyklów typu "a teraz wyśmiejemy każdego, przerywając mu w pół wypowiedzi - skoro nie jesteśmy w stanie przeszczepić twarzy naszym sceptykom..." ?

Według Ala Bieleka w nalotach bombowych na Niemcy podczas II wojny światowej miasta były zrównywane z ziemią, a straty wśród ludności cywilnej wyniosły dwadzieścia sześć milionów zabitych - potem historię napisali zwycięzcy i ogłosili takie liczby, żeby nie było wątpliwości, którzy byli dobrzy i szlachetni, a którzy masowymi mordercami; na podstawie opowieści z rodzin własnej i znajomych zastanawiam się, co by się okazało, gdyby policzyć wszystkie osoby, które wróciły z przymusowych robót w Niemczech i przedstawić w słupkach, ile z nich zostało rannych podczas bombardowań do poziomu częściowego inwalidztwa (ja np. nigdy nie mogłem uścisnąć dziadkowi prawej dłoni, którą miał sparaliżowaną od 1945 r. po upadku jakiejś szyny w zawalającym się domu). Dalej z tego samego źródła z wywiadu z początku lat 90-tych: technologia programu Montauk w zakresie tuneli czasoprzestrzennych bazowała zasadniczo na osiągnięciach programu Phoenix - w tajnych projektach Ziemianom udało się utworzyć połączenia na zasadzie skoku w odległe zakątki galaktyki i dalej, nie mówiąc o wstrzeliwaniu się w podziemia na Marsie i tym podobnych podstawowych trikach; zasadniczo to zdaje się było tak, że oni to sami wynaleźli tak jakby niechcący przy okazji eksperymentu Filadelfia ("Amerykanie", chociaż akurat amerykańskich naukowców było tam najmniej - prym wiedli Tesla z Serbii i von Neumann z Austro-Węgier), a potem obcy-brzydale tylko im pomagali to rozwijać i kontrolować, żeby nic nie wybuchało w czasoprzestrzeni (i przy okazji podobno umożliwiali przybywanie wielu statków swoich - ale to info z innych źródeł). Informacje z następnej części wywiadu: kolonie na Marsie powstały pod koniec lat 60-tych i szybko w atmosferze pojawił się tlen, a na równiku panuje odpowiednia dla ludzi temperatura, można uprawiać jogging; w podziemiach działała jeszcze maszyneria i udało się zapalić światło, ludzie z Marsa najwyraźniej wymarli dopiero 10-12 tys. lat temu, a sądząc po rysunkach na ścianach, byli to przodkowie amerykańskich Indian - tyle że dwukrotnie więksi. Dinozaury nie mogły żyć na Ziemi przy obecnej grawitacji, bo ich kości nie wytrzymałyby obciążenia - ale żyły, ponieważ współczynnik grawitacji wynosił wtedy 1.3. Fragment innego wywiadu z Alem przeprowadzonego przez tego samego nieszablonowego bułgarskiego badacza: substancje psychoaktywne były wszędzie na świecie całkowicie legalne np. jeszcze w latach 30-tych XX wieku - sytuacja zaczęła się zmieniać po II wojnie światowej, ponieważ dostęp cywili do wyższych poziomów świadomości stanowił kluczowe zagrożenie dla technologii kontroli umysłu - umożliwiałby przypadkowe deprogramowanie agentów, np. takich w ogóle nie zdających sobie z niczego sprawy (że kiedyś umknęło im parę godzin z życia i od tego czasu ich podświadomość czeka na określony znak, aby mechanicznie i bezwiednie wykonać wkodowane wcześniej podczas hipnozy czynności). Co ciekawe, faktycznie: programy kontroli umysłu na poniemieckiej technologii ruszyły w latach 50-tych ubiegłego stulecia i wkrótce później w USA, a następnie za pośrednictwem ONZ na całym świecie, rozpoczęła się delegalizacja i pejoratywizacja roślin świętych od tysiącleci oraz sztucznych specyfików, o których wiele osób mówi niezwykłe rzeczy, że jakoby pozwalają zobaczyć ukryte wymiary rzeczywistości i pajęczyny w nas samych, których inaczej może nigdy byśmy nie dostrzegli. Inna część wspomnianego wywiadu: Hitler nie eksterminował Żydów przed 1941 r., bo taką miał umowę z "plejadiańskimi terrorystami", którzy udostępniali mu różne technologie i dopiero wtedy wycofali się ze współpracy; wcześniej w imieniu USA ich ofertę odrzucił w roku 1933 prezydent Roosevelt. Do nazistów następnie zgłosili się mali Szarzy, którzy tak samo zaoferowali technologie, w zamian za ludzi na eksperymenty - odpowiedź Adolfa w skrócie brzmiała "żadnych Aryjczyków, ale z obozów możecie mieć, kogo chcecie" - stąd wzięły się niekiedy spore różnice w liczbach osób przybyłych do obozów koncentracyjnych, zagazowanych i wyzwolonych - z tych brakujących wiele przed śmiercią zaliczyło jeszcze podróż prawdziwym latającym spodkiem, a możliwe, że niektórym przyszło potem latami wegetować w laboratoriach obcych - choć znając Szarych, trudno to z przekonaniem podejrzewać, bo to ambitni naukowcy i chyba raczej po prostu porywają sobie następnych, tak im się spieszy, aby przekonać kosmos do sensu trwania swej szlachetnej rasy. Po zakończeniu działań wojennych Alianci błyskawicznie zorientowali się, że Niemcy otrzymywali pomoc technologiczną z zewnątrz. Obecnie (wywiad z 1992 r.) drugim po Stanach celem inwazji Szarych jest Europa. Różni obcy wchodzą w interakcje z ludzkością od co najmniej 10 tysięcy lat, zazwyczaj kontaktując się z królami, kapłanami bądź innymi elitami, w których interesie nie leży ujawnianie tego społeczeństwom, skoro opłaca im się raczej zachować uprzywilejowaną pozycję. Iluminaci od 500 lat mają siedzibę w Bazylei; jest to organizacja o tyle dziwna (a może właśnie reprezentatywna?), że kieruje nią zawsze trio konstytuowane przez dwie osoby należące do gatunku ludzkiego i jedną będącą gadoidem (ang. 'reptilian'). Następna część: żeby być członkiem trzeba posiadać zaawansowane zdolności psychiczne - widzenie przez czas, zdalne postrzeganie i komunikowanie telepatyczne z inteligencjami pozaświatowymi; mącą na naszej planecie od 10 tys. lat, ale obecnie takich stojących za kulisami grup jest wiele - oprócz już wcześniej wymienianych można do nich zaliczyć także np. Klub Rzymski (ang. 'Club of Rome'), stawiającą sobie szlachetne cele organizację w praktyce skupiającą się m.in. na opracowywaniu strategii depopulacyjnych. Ofiar obrzędów 'satanistycznych' jest znacznie więcej, niż ludziom się wydaje. Po Brytyjczykach następni na Księżycu byli Niemcy - najpóźniej w 1949 r., w latających talerzach, na Marsa od razu też skoczyli; bazę na Antarktydzie po trzech latach eksploracji założyli w roku 1939 i przed zakończeniem wojny przerzucili tam podobno tysiące jednostek (sformułowanie Bieleka - "podobno"); w 1943 r. mieli prototyp ufo o średnicy 75 metrów z montowanym działem okrętowym lub czołgowym - po tym można poznać ich latające talerze, bo z normalnych nie wystają tego typu lufy; od roku 1949 przenosili się w nieznanych ilościach na Księżyc i nie wiadomo, gdzie jeszcze, ani co potem robili; jest to jeden z największych sekretów naszej współczesnej historii, że naziści nigdy się nie poddali - poddali tylko terytorium Niemiec; potem zaprzyjaźnionym krajem była dla nich m.in. Argentyna, możliwe że nawet produkowali tam swoje spodki (przyp. red.: to by tłumaczyło klasyczną opowieść brazylijskiego młodzieńca o spotkaniu z pasażerką ufo w jej pojeździe, przypominającym fragment jakiegoś przyszłego odcinka serialu "Seks w wielkim mieście"...) Wypracowana przez następców Project Rainbow technologia niewidzialności tylko w pewnym stopniu opiera się na specjalnym materiale poszycia kadłubów; urządzenia zapewniające całkowitą niewidzialność są montowane na amerykańskich superlotniskowcach oraz myśliwcach USA i Izraela; dzięki tej technologii amerykańska flota posiada również zdolność do przeskoczenia w inne miejsce oceanu np. kilka tysięcy mil dalej - takie przypadki były obserwowane i zgłaszane przez osoby pilotujące prywatne samoloty. Opracowano również dwa sposoby na uczynienie niewidzialnym człowieka - jeden wymaga użycia maszyny, natomiast drugi tylko wypicia płynu, ale potem agent jest wiele dni ciężko chory. (uwaga: z powodu pousuwania oryginalnych materiałów wideo przez serwis YouTube, przemiksowane fragmenty wypowiedzi zawarte w czterech powyższych linkach "drugiej generacji" mogą nie obejmować wszystkich zrelacjonowanych informacji lub zawierać je w innym rozkładzie; przy okazji jeszcze jedna ciekawostka z innego nowego fragmentu - radio było w użytku długo zanim Tesla zaczął coś konstruować, zostało zastosowane już w 1847 r., a być może nawet jeszcze podczas Wojen Napoleońskich - władze już od setek lat prowadzą politykę ukrywania przed opinią publiczną technologii, także tych ocalałych z czasów przedstarożytnych - nad którymi przez wieki w tajemnicy sprawowano pieczę, skoro nie można było ich reprodukować z powodu niskiego poziomu rozwoju technicznego)

Nigdy nic nie wiadomo, ale według Davida Icke'a, który bada te zagadnienia od kilkunastu lat, hybrydy i gadoidy to raczej dwie różne grupy interesów. Hybrydy mniej lub bardziej sterują naszym światem od tysięcy lat i podoba im się to, tak że nadciągające przez przestrzeń siły Drakonian postrzegają jako zagrożenie dla swojego miłościwego panowania na Ziemi, które teraz w obliczu rozwoju technologii mogłoby stać się absolutne, jeszcze tylko dwa małe kroczki - zwłaszcza, że ludzie śpią, albo udają, że śpią. Z kolei te gadoidy vel Smokoidy zapewne nie darzą wielkim szacunkiem istot, które w połowie są ludźmi, one po prostu mają wytyczne aby opanować nasz system planetarny i zaprowadzić pokój na totalitarną modłę, w którym pewnie już wszystkie telewizory będą się nazywały "Orion", a okręty "Gwiazda Syriusza"; według Alexa Colliera gadoidy myślą, że robią dobrze, że po prostu zaprowadzają pokój - tylko że w ich wydaniu nie ma pokoju bez całkowitej odgórnej kontroli, oczywiście sprawowanej przez nie. W sumie na chybił trafił trudno strzelać, jak to jest i dlaczego według Icke'a nie od dziś przesiąknięte hybrydami władze USA jednak odrzuciły ofertę kosmicznych Ludzi, wybierając przymierze z istotami prezentującymi się dużo bardziej koszmarnie. W każdym razie przydałby się w końcu jakiś spisek Ziemian, jest nas przecież kilka miliardów i powinno się znaleźć parę konkretnych osób, nawet jeśli 90% zaszczutych od maleńkości reprezentuje poziom "nie mam odwagi się po swojemu ubierać, wyglądać, wypowiadać, posiadać choćby jednego poglądu innego niż telewizor ani zakwestionować żadnego faktu podawanego jako naukowo potwierdzony - co prawda wiem już, że władze i media równie bezczelnie kłamią i o ufo, i o zamachu na JFK, i o zamachach z 11 września - ale nie przeszkadza mi to za bardzo, gdyż ja również jestem osobą w ogóle zakłamaną, podobnie jak większość moich znajomych - przecież wszyscy oglądamy razem telewizję; jestem kimś, kto nie miał odwagi zwrócić w sklepie uwagi, że nabita cena jest inna od naklejonej - więc gdzie mi tam, żeby jeszcze może na głos zauważać, że w naszej współczesnej rzeczywistości młodym ludziom wpaja się po szkołach i uniwersytetach niewiele mniej głupot, niż w wiekach XX, XIX czy XVII - zaraz by powiedzieli, że to ja się nie znam, że coś ze mną nie tak, albo przynajmniej z moją inteligencją..."

W związku z licznymi relacjami na temat nieżyczliwych nam obcych (Phil Schneider, Al Bielek, Stewart Swerdlow, Credo Mutwa, James Casbolt, Preston Nichols i wielu innych) o wiarygodności podpartej ciężkimi przejściami lub wręcz zejściami tych ludzi, w związku z tysiącami zdjęć i setkami nagrań wideo latających talerzy lub szybkich świateł, przemyconymi do mediów zapisami z ekranów radarowych, nie wspominając o relacjach setek pilotów, milionów naocznych świadków i dziesiątek tysięcy uprowadzonych - wydawałoby się, że jest sens zajmować się tym ufo i jakoś próbować badać ten temat, wyjaśniać i dokopywać się do prawdy, skoro jak widać prawdy nie mówią nam o niczym. Niestety: kolejny raz przypadek wieje uczynnym społecznikom w oczy. Otóż akurat tak się składa, że kiedy interesujesz się ufo i gromadzisz informacje o kosmitach, to co drugi lekarz po uważnym wysłuchaniu wystawi Ci diagnozę o schizofrenii, a co czwarty doradzi rodzinie skierowanie Cię na leczenie - te pełne dobrych chęci osoby właśnie tak bowiem zostały przygotowane do pełnienia swych funkcji w społeczeństwie, odebrały takie wykształcenie, które następnie skłania je do formułowania tego rodzaju ocen i zajmowania stanowisk podług tej linii 'rozsądnej i trzeźwej, naukowej postawy'. To nie jest ani śmieszne, ani ciekawe, tylko realne - jest to rzeczywiste zagrożenie, które czyha na każdego, kto spróbuje opowiadać innym o tych zagadnieniach - najwyraźniej jednak zasługujących na zgłębianie, choćby i po omacku. Takie niebezpieczeństwa nie grożą osobom rozrzucającym papierki po chodnikach - nikt nawet nie posądzi ich o to, że coś z nimi nie tak, gdzie tam - ani godzinami przymierzającym ubrania - jasne, przecież to rozsądne - czy przeżywającym plotki dotyczące gwiazd ekranu - to też jest normalne, że hej. Kolejny raz w naszej rzeczywistości coś chyba zmienia jakaś niewidzialna ręka (bo przecież ufo nie istnieje, kosmitów nie ma, wszystkie planety pośród gwiezdnych mgławic krążą bez jednego porostu; rządowych spisków też nie ma - istnieją tylko zwolennicy teorii spiskowych oraz poświęcone alternatywnym wersjom historii książki, filmy i konferencje), tak że wychodzi bardzo dziwnie, nienaturalnie i niekorzystnie dla nas, a na rękę wszystkim, którzy chcieliby coś ukrywać i dalej bez przeszkód ani głosów sprzeciwu robić ludziom wodę z mózgów. Dobrze, że nie jesteśmy jakąś planetą manipulowaną przez obcych albo pół-obcych, bo w tej sytuacji dopiero byśmy mieli problem, w społeczeństwie żyjącym wedle takich reguł i przekonań. A przy okazji: gdyby istniała gdzieś daleko w kosmosie jakaś planeta kontrolowana przez sekretne stowarzyszenie o częściowo intergalaktycznej proweniencji - to w tym świecie, w kontekście jego obrazu serwowanego tam przez środki masowego przekazu, jaka hipoteza mieszkańcom owego zniewolonego globu wydawałaby się zapewne najbardziej niedorzeczna i niemalże kwalifikująca formułującą ją osobę do trwałego odizolowania od reszty społeczeństwa w zamkniętym ośrodku dla 'gadających największe bzdury'..?


Z drugiej strony jest równie prawdopodobne, że kultura, w której osoby badające ufo są wysyłane do psychiatryka, stanowi wytwór masowej propagandy na zamówienie czynników ziemskich, które po prostu mają fisia na punkcie ukrywania przed całym światem swoich konszachtów i ustawek z szemranymi handlarzami przybywającymi z innych rejonów kosmosu. Według Dana Burisha czy rzekomego kosmity z polskim obywatelstwem Hejala, jaszczury z Oriona owszem istnieją, ale niestety - to jednak ludzie rządzą Ziemią i ponoszą odpowiedzialność za to całe piekiełko, w którym nigdy nie wiesz, z jaką zbrodnią wyjadą następnego dnia i czy głupawka serwowana w mass mediach w końcu zelżeje, czy raczej systematycznie będzie biła kolejne rekordy, jak niegdyś Bubka albo teraz Isinbajewa. Co do inwazji obcych, to według Plejaran faktycznie zbliża się dla Ziemian czas konfrontacji z jakimiś agresywnymi barbarzyńskimi istotami nastawionymi na podbój galaktyki w imię swojej porąbanej ideologii, ale to jeszcze nie znaczy, że nie będzie wcześniej żadnych ściem w tym temacie - raczej będą, a wręcz już ciągną się od dekad; według m.in. wspomnianego Hejala, jak również wielu innych ciekawych osób, sfingowana inwazja obcych to ma być coś jak szach w długo rozgrywanej partii, po którym ma nastąpić mat w postaci utworzenia globalnego rządu umożliwiającego kontrolowanie całej ludzkości przez kilkaset osób - z tym, że według symulacji ziomków Hejala, to im się raczej nie uda m.in. ze względu na wewnętrzne konflikty wśród tych 'złych ludzi'; według Hejala każda planeta zaatakowana z kosmosu otrzymuje pomoc od innych cywilizacji, jeżeli sama nie potrafi się obronić. W sumie w ogóle nie wydaje się to nieprawdopodobne, że rodziny bankierów, dynastii politycznych i rodów arystokratycznych (chociaż właściwie wszystkie te grupy bez wyjątków wywodzą się wprost z arystokracji indoeuropejskiej, znanej z wieszania niepokornych przez całe poprzednie tysiąclecie - taka ciekawostka, ale to pewnie tylko jakiś zbieg okoliczności, inaczej na pewno mówiliby o tym eksperci i pisali renomowani komentatorzy) kontrolują nasz świat od stuleci i w krajach nadających ton globalnej polityce tak naprawdę nie ma żadnej demokracji, to jest tylko taka ściema i coś jakby non stop nadawana reklama, ludzie to kupują, a rzeczywistość jak zwykle wygląda mniej różowo - oni też kochają swoje dzieci i to z myślą o nich przedłużają ten system, żeby funkcjonował dalej po ich odejściu; skoro ich latorośle mają dostęp do wiedzy a'la Atlantyda czy ufo, której my, panikujące z byle powodu masy, nie jesteśmy godni - to zrozumiałe, że ich rodzice uważają i zgadzają się wszyscy co do tego, że to właśnie ich pociechy najlepiej będą się nadawały do kierowania ludzkością, a nie jakieś przybłędy z przypadku wybrane przez głupich ludzi, no nie..? Media są zależne od decyzji polityków i vice versa - a kto ma kasę, ten ma i polityków, i media; no a kto ma kasę..? Połowa naszej pracy idzie na podatki, a połowa wpływów z podatków idzie na obsługę zadłużenia narodowego - cały czas nabijamy im kabzę, każdy z nas jest ich pańszczyźnianym parobkiem przez okrągły kwartał w roku, tak jak za dawnych czasów, albo nawet gorzej. Coś ci się nie podoba - to pozdejmuj zastawę z półek, bo jutro trzęsienie ziemi; szczegóły w listopadowo-grudniowym'08 wydaniu magazynu Nexus w wywiadzie z Benjaminem Fulfordem - j. pol., to wszystko dzieje się naprawdę i właśnie dlatego nie ma o tym w telewizorze; gdybym ja mógł zredagować jedno wydanie Wiadomości, to potem przez cały wieczór karetki zderzałyby się ze sobą na skrzyżowaniach - ale to nie ja tak wkręciłem ludzi w zakłamany matriks nie trzymający się kupy, odkryć archeologicznych ani zdjęć powierzchni najbliższych planet, a poza tym już następnego dnia pewnie milej szłoby się deptakiem, gdyby ludzie wiedzieli, że jednak są czymś więcej, niż tylko anomaliami natury w bezsensownym świecie przypadków.


Ostatnio zmieniony 26 cze 2009, 14:32 przez bobik, łącznie zmieniany 2 razy


Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 24 cze 2009, 13:11 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 24 cze 2009, 13:24 
CD :arrow:

Jeszcze dwa słowa o jedzeniu mięsa (czego osobiście przez długie lata nie praktykowałem i wyrosłem na pięknego szkieletora, patrzącego na protoplastów w górę): według Alexa Colliera należy tego unikać, ale jeżeli ktoś czuje wewnętrzną ochotę/potrzebę, to powinien ją zaspokoić, zamiast się męczyć. Plejaranie jedzą mięso, ale takie uprawiane niby zboże, dzięki czemu nie muszą zabijać zwierząt. Według Hejala nasi naukowcy wynajdą tego typu sztuczne mięso za kilkadziesiąt lat; w jego relacji jednym z nakazów Kreacji, to znaczy takim prawem wszechświata, na które On zerka czy przestrzegamy, jest spożywanie w odpowiednich dla swojego gatunku ilościach pokarmów pochodzenia mineralnego, roślinnego oraz zwierzęcego - czyli jeśli w ogóle nie jesz mięsa, to trochę denerwujesz kosmos; w roślinach podobno za dużo jest jakichś kwasów, żeby można było się tylko nimi odżywiać. Uwaga niezgodność: według Hejala Księżyc to sympatyczny obiekt stworzony przez jakiegoś Gwiezdnego Ogrodnika, pusty w środku i zamieszkany przez istoty niematerialne, które gromadzą energię mentalną wyprodukowaną przez Ziemian (to jedno by się akurat zgadzało - według Schneidera Szarzy ciągle kombinują z jakimiś żniwami dusz [naszych], a według Colliera Księżyc to właśnie jak gdyby główna rafineria w tym systemie i to tam podróżują nasze dusze po śmierci, to znaczy obcy je ściągają, kasują pamięć i coś tam jeszcze robią, a potem się wraca od nowa "produkować miód"); ewentualnie nieco na siłę można by to spróbować uzgodnić zakładając, że Szarzy tylko pasożytują gdzieś na powierzchni Srebrnego Globu i podłączają się do tego przepływu dusz/energii - ale po co uzgadniać, skoro może ten Hejal to po prostu jakaś ściema, choć w sumie całkiem ciekawa, no i byłby pierwszy kosmita-Polak... Według Hejala owa energia mentalna jest potrzebna istotom wyższym na projekty w innych zakątkach kosmosu, a wszystko jedno, czy pochodzi z emocji pozytywnych, czy też negatywnych - byle było jej dużo; układy planetarne stworzone nie przez Kreację, ale przez istoty zwane Gwiezdnymi Ogrodnikami, można poznać po dziwnych relacjach ciał niebieskich - u nas byłby to zbyt duży Księżyc o pozornej wielkości identycznej z tarczą Słońca, u nich na Saleinji jest jakoby jeszcze większe przegięcie - 4 księżyce na tej samej orbicie w równych odstępach od siebie, a kiedy jeden wypadnie z toru po przejściu komety albo zderzeniu z meteorem, jakaś tajemnicza siła ściąga go z powrotem na właściwe miejsce. Dalej z tego samego źródła: wewnątrz Ziemi kwitnie zaawansowana cywilizacja Agarty i na pewno dadzą o sobie znać, jeśli przeprowadzimy jeszcze parę eksplozji nuklearnych albo spróbujemy podbić inną planetę czy np. nawrócić jej mieszkańców na taką lub inną religię (natomiast według Plejaran od Billy'ego Meiera przynajmniej ci z podziemnego miasta Agarta są nieco porąbani i chcieliby rządzić całym światem, ale są za słabi technologicznie). Substancje psychoaktywne generują wizje niewiarygodne z powodu skażenia iluzjami umysłu tworzonymi przez zanikające połączenia nerwowe - narkotyki to droga na skróty prowadząca na manowce, a za pomocą medytacji można osiągnąć nie tylko te same, ale nawet lepsze efekty, tylko trzeba nad tym troszeczkę popracować; do pewnego stopnia usprawiedliwieni są jedynie szamani, którzy do wprowadzania się w trans oprócz psychotropów używają rytmu bębnów - ich wizje mają wartość, w przeciwieństwie do doświadczeń kogoś, kto używa samych narkotyków - ale ze względu na skażenie halucynacjami muszą sobie potem te wizje interpretować i przez to mają więcej roboty oraz okazji do pomyłek niż szamani, którzy do popadnięcia w trans korzystają jedynie z bicia w bębny (tymczasem np. według Baśki Marciniak albo Bashara, "podróże" są o.k. i pozwalają nam na poszerzanie granic własnej świadomości). Generalnie ze wszystkim w życiu to jest tak, że łatwa droga zawsze się komplikuje i kończy katastrofą, a trudna droga z czasem staje się coraz łatwiejsza i okazuje naprawdę dokądś prowadzić. Istnienia duszy można dowieść: na fotografiach kirlianowskich widać brakujące kończyny u osób po amputacjach, a w chwili śmierci waga ciała maleje o pewien ułamek - można to łatwo obliczyć, byle uwzględnić przy tym wdechy i wydechy. Inkarnująca się dusza może sobie wybrać planetę (różnica z przekazem Plejaran - według nich jedyny naturalny sposób, żeby odrodzić się na innym globie, to polecieć tam pojazdem kosmicznym i na miejscu puknąć w kalendarz). Według Hejala nie ma problemu, żeby w następnym wcieleniu inkarnować się np. 700 lat wcześniej, ani ...w tym samym czasie w wielu osobach naraz, nawet żyjących na różnych etapach rozwoju duchowego - tzn. chyba chodzi tu o to, że można by w swoim milion pięćsetnym wcieleniu urodzić się np. w roku 2120, potem rozwinąć się duchowo przez wiele żyć i kiedyś ponownie inkarnować się na tej samej planecie w roku 2125, a następnie jeszcze kiedyś w 2118 r. i samego siebie z przeszłości z pogardą gnębić w szkole, obrzucać na ulicy nieufnymi spojrzeniami, napaść w zaułku itp. ... O medytacji: to nie człowiek powinien dostosowywać się do formy medytacji, ale na odwrót - można medytować leżąc, w wannie, patrząc w niebo, siedząc na drzewie itp. - jak komu wygodnie. Podczas próby uprowadzenia przez Szarych wystarczy uwierzyć, że można się ruszyć, aby przezwyciężyć paraliż i wprawić w panikę tych wybitnych pozaziemskich naukowców, skłaniając ich do wzięcia nóg za pas. Rasa Hejala, Saleinjiczycy, stosuje astrologię m.in. do przewidywania trzęsień ziemi i wahań nastrojów społecznych - dla nich to bardzo ważna nauka; nasza współczesna jej wersja jest totalnie niedokładna, ponieważ nie uwzględnia choćby pozornego ruchu gwiazd wynikającego z precesji - już lepsi byli w tym Majowie, a nawet wcześniejsze od nich ludy. O przeszczepach: jeżeli dawca nie żyje, to jego dusza może wałęsać się wokół osoby biorcy, w której ciele żyje jeszcze fragment jego ciała - taką duszę trzeba w czasie hipnozy zagaić i przekonać, że umarła, inaczej będzie tak uwięziona do śmierci biorcy i może zacząć wpływać na jego zachowanie, a nawet wypierać jego duszę; prawidłowe rozwiązanie to hodowanie klonów narządów z tkanek pacjenta, to nad tym powinni pracować nasi naukowcy. O żywności modyfikowanej genetycznie: spowodowała wzrost zachorowań na autyzm i inne, nowe choroby genetyczne, a realne skutki jej stosowania będą widoczne za około sto lat - pokarm nie jest trawiony w 100%, ułamek procenta genów z przewodu pokarmowego przenika do organizmu w niezmienionej postaci. Wersja Hejala o Jezusie jest zupełnie inna - że był przywódcą powstania przeciwko Rzymianom i w ogóle nie było wtedy jeszcze ukrzyżowań, a na pal wbito kogoś innego, jakiegoś zwolennika-ochotnika. O Fatimie: to tylko jacyś Dewianie robili sobie eksperymenty chcąc sprawdzić, czy ludzie nadal każdą garść informacji będą przerabiali na religijne cuda. O Roswell: to faktycznie był balon, ale nie meteorologiczny ani prototypowy, tylko szpiegowski. O istotach niskich, demonicznych, regresywnych itp.: od jakiegoś czasu porzucają centra religijne, gdzie żerowały na wywoływaniu w wiernych poczucia winy i strachu przed karą, a przenoszą się do ...mediów, powodując brutalizację przekazów. O nauce: ziemska nauka to religia oparta na wierze w dogmaty naukowe, a w naszych czasach sytuacja jeszcze się pogorszyła, ponieważ środowiska biznesowe wspierają te dogmaty w celu ukrycia przed społeczeństwami niektórych wynalazków, np. generatorów darmowej energii. O wnętrzu Ziemi: nie ma tam dnia ani nocy, zawsze panuje półmrok podobny do zmierzchu czy świtu; przejść jest wiele, a jedno z nich znajduje się w Górach Świętokrzyskich, ale jest dobrze zabezpieczone i najlepiej w ogóle go nie szukać, bo "mogłoby się to skończyć dla śmiałka śmiercią". Zablokowanie pamięci o poprzednich wcieleniach to nie sprawka złowrogich kosmitów lecz efekt eksperymentalnego wprowadzenia na Ziemi prawa karmy z inspiracji Plejaran - to był ich pomysł i to samo w dobrej wierze zrobili u siebie, a kiedy okazało się, że to fatalny system (nikt nie kojarzy, za co pokutuje), odeszli od tego rozwiązania, tymczasem u nas nie dało się już niczego odkręcić i tak zostaliśmy, jako że królowie i kapłani w obronie swej pozycji wzniecili w naszych przodkach nienawiść do przybyszy z gwiazd, którzy próbowali wrócić, aby naprawić ten błąd - posuwano się nawet do ich mordowania. To oto chodziłoby w micie o Edenie - drzewo to cykl życia, owoc to prawo karmy, wąż to kosmiczni ludzie, a wypędzenie z raju to utrata pamięci o poprzednich wcieleniach. Prawo karmy sztucznie wgrane w naszą rzeczywistość niepotrzebnie obciąża np. osoby wykonujące zawód kata - każdy, kto kogoś zabije, zginie z czyjejś ręki w tym lub w kolejnym wcieleniu albo w następnym życiu doświadczy śmierci ukochanej osoby - nie pojmując, dlaczego go to spotkało. Mohendżo Daro było stolicą Imperium Ramy noszącą nazwę Narmini - Atlantydzi rozwalili ich atomówkami, ledwo je wynaleźli; Atlantyda była imperium zbudowanym na niewolniczej sile roboczej. Rzekome uprowadzenia przez kosmitów to przeważnie wojskowe eksperymenty na ludziach kamuflowane wprowadzaniem sztucznych wspomnień; okaleczenia bydła to darmowe eksperymenty na zwierzętach; chociaż faktycznie kręci się tu pewna wymierająca rasa kosmitów. Pasażerowie samolotów, którzy rzekomo zginęli 11 września, w rzeczywistości zostali przekazani wojsku w charakterze materiału na eksperymenty, a wcześniej użyto ich do sfingowania połączeń telefonicznych. W roku 2012 wydarzy się to, co ludzie będą sobie wyobrażać, że się wydarzy, a tak w ogóle to kosmici rozpowszechniają inną datę - 3 II 2029, kiedy zakończy się Era Ryb, a oddziaływanie Ery Wodnika osiągnie moc 100%. Do roku 2023 trwać będzie faza przejściowa; ocieplenie wszystkich planet w naszym układzie stanowi efekt zmian w aktywności Słońca. Saleinjiczycy klasyfikują mieszkańców Ziemi jako ...istoty półświadome, zdaje się coś jakby pomiędzy roślinami i drzewami a ludźmi czy pomysłowymi gadami z normalnych planet. Dziura ozonowa to wynik raczej eksplozji nuklearnych - nieprzypadkowo pojawiła się nad Ziemią Królowej Maud, gdzie Amerykanie przeprowadzali detonacje. Zaprzestanie wytwarzania broni to nie najlepszy pomysł - w kosmosie czai się bowiem wiele agresywnych ras; należałoby jednak skoncentrować się na technologii obrony planety przed atakiem spoza Układu Słonecznego. Czipy wszczepiane pod skórę zagrażają zdrowiu i wywołują raka; implanty w rodzaju dodatkowej pamięci podłączanej do mózgu mogą stać się makabrycznym polem do popisu dla ludobójców - twórców wirusów komputerowych, nie wspominając o ponurych planach władz czy wojska. Przygotowywany przez amerykańskich decydentów plan sztucznej inwazji obcych zakłada wylot wszystkich latających spodków 'made in USA' i zniszczenie kilku miast, a następnie, w odpowiedzi na wybuch paniki, utworzenie światowego komitetu, który przejmie kontrolę nad siłami militarnymi wszystkich krajów; po spektakularnym "odparciu inwazji" stolicą globalnego państwa zostanie Waszyngton albo Nowy Jork, rozpoczną się polowania na kosmitów oraz ich rzekomych kolaborantów, pokazowe procesy i nagonka-histeria, podczas gdy osoby poddające w wątpliwość prawdziwość inwazji będą eliminowane; dopiero z czasem ludzie zaczną się orientować, że pomimo całego tego strachu i nienawiści, coś jakoś długo ci kosmici nie atakują... Z myślą o tym szlachetnym przedsięwzięciu rozmaite grupy ufologiczne są infiltrowane przez agencje wywiadowcze, starające się odpowiednio ukierunkowywać ich badania i promować dezinformację; według Hejala nieświadomie przyczyniają się do tego ufolodzy w rodzaju dr Jana Pająka (niniejszej witryny pewnie jeszcze nie widział - ale jakby co, to chętnie opiszę i z ulgą zrelacjonuję, że "ukrytesprawy.org" to też trochę prawdy, a niewiele mniej bzdur i ściem). Jednak ukryty światowy rząd, kontrolujący banki, czołowych polityków, przemysł zbrojeniowy oraz spożywczy, dążący do posiadania władzy absolutnej nad losem każdego mieszkańca Ziemi, jeszcze nie podjął ostatecznej decyzji, że "robimy tą inwazję kosmitów" - istnieje bowiem również plan alternatywny, który zakłada po prostu wywołanie kolejnej wojny światowej, czego zbawiennym dla ludzkości skutkiem miałoby być pozbycie się kilku nadmiarowych miliardów ludzi. Plotki o ewakuacji wybranych Ziemian przez kosmitów w przyszłej sytuacji zagrożenia rozpowszechniają rasy, które potrzebują niewolników do pracy na odległych planetach - zachęcają do wkraczania na ich pojazdy, bo to będą statki niewolnicze. Czerwony Meteor został zaprojektowany przez Wszechświatowego Ogrodnika (śmieszna nazwa, ale tu chodziłoby po prostu o jakąś istotę z 11 poziomu gęstości, najwyższego dla istot) w taki sposób, żeby jedynie wspólny wysiłek wszystkich krajów był w stanie odeprzeć to zagrożenie - nie sprosta mu żadne państwo działające w pojedynkę ani dowolnie liczna grupa krajów; ten kamyk ma stuknąć gdzieś pomiędzy Polską, Białorusią a Ukrainą (według Plejaran pomiędzy morzami Północnym a Czarnym), choć wg symulacji Saleinjiczyków w wyniku działań ludzi uda się go skierować na Alaskę - co i tak będzie oznaczało ogromne kłopoty; w tej sprawie można liczyć na zero pomocy od kosmitów, natomiast później mogą się zgłosić różne rasy, które zaoferują wsparcie w odbudowie, ale w zamian za coś - np. zgodę na osiedlanie się; trzeba na to bardzo uważać. Generalnie kosmici przewidują, że nadchodzą ciężkie czasy dla Ziemian - dlatego już nawet wcielają się w Polaków, by pozytywnie oddziaływać na opinię publiczną; takich 'gwiezdnych wędrowców' w ciałach dorosłych ludzi jest teraz według Hejala około 50 na naszej planecie, ale za to mamy prawdziwy wysyp dzieci Indygo - one też sporo wiedzą. W wyniku zmian klimatycznych Europa dozna upadku, zmienią się jej linie brzegowe. W Polsce pojawią się drzewa znane z obszarów południowych, będzie można uprawiać banany i owoce cytrusowe, a w Bałtyku pomimo zanieczyszczeń zameldują się stada delfinów oraz rekinów; niestety nadlecą również uciążliwe muszki i moskity. Ludzi nie czeka przejście do czwartej gęstości, ponieważ ...już się w niej znajdujemy - przed nami teraz przejście w piątą, ale nie będzie to gwałtowny skok, raczej coś jak oczyszczający prysznic z kosmosu; pojęcia gęstości nie należy rozważać materialnie, gdyż chodzi tu o częstotliwość wibracji energetycznej ciała/aury/duszy - coś jakby taktowanie procesora w komputerze. Teoria Wielkiego Wybuchu mylnie zakłada, że Wszechświat rozchodził się równomiernie we wszystkich kierunkach - tymczasem ta siła jest zbyt wielka, żeby móc w taki sposób eksplodować, zawsze działa przy tym również siła odśrodkowa i wszystko rozchodzi się spiralnie - to dlatego nasi naukowcy się dziwią, że niektóre galaktyki się do nas przybliżają, zamiast oddalać jak im pobliskie; przy czym to i tak jest na tej zasadzie, że cały kosmos rozpływa się jak gdyby po wewnętrznej powierzchni sfery i czym szybciej galaktyki się od siebie oddalają, tym prędzej się ze sobą zderzą - to jest tak jak na Ziemi, że jeżeli samolot leci cały czas w jednym kierunku, to po pewnym czasie okrąży planetę dookoła i znajdzie się ponownie w tym samym miejscu - tyle że w przestrzeni zamiast po powierzchni wypukłej, dryfujemy z tymi wszystkimi gwiazdami po wklęsłej; Wszechświat będzie się tak rozszerzał, "kurczył" i wybuchał wiele razy (według Plejaran 7) i za każdym następnym będzie lepsza jazda i ładniejsze ogrody - o to chodzi. Przepowiednie Nostradamusa to fantazje bibliofila; "kod Biblii" to bzdura i działa również zastosowany do "Moby Dicka" - niestety niektórzy izraelscy politycy traktują go poważnie i opierają na nim swoje decyzje np. odnośnie akcji wobec sąsiednich krajów. Przekazy Kasjopejan to ściema - to ludzie piszą dla ludzi. Ziemianie nie przejęli żadnego wraku ufo - te pojazdy są odpowiednio zaprogramowane na taką ewentualność; niesamowite technologie Amerykanów pochodzą od III Rzeszy i z podglądania przyszłości przez posiadające taką umiejętność osoby, które następnie opisują maszyny naukowcom. Jednocześnie Hejal przyznaje, że wiele informacji zostało mu zablokowanych/wymazanych dla jego własnego bezpieczeństwa pod kątem porywania na spytki przez służby lub tajne organizacje. Telefony komórkowe są bardzo szkodliwe, co można sobie sprawdzić kładąc kilka aparatów antenkami do środka i umieszczając w nim orzeszek lub przepiórcze jajo, a następnie wprawiając komórki w stan odbierania sygnału - orzeszek od razu podskoczy, a białko jajka po pewnym czasie się zetnie. Wersja o katastrofie Tunguskiej identyczna, jak ta od Billy'ego Meiera - to była eksplozja pojazdu pozaziemskiego, dlatego w epicentrum drzewa nie zostały powalone, podobnie jak budynki w Hiroszimie. Jeśli jednak dojdzie do tej III wojny światowej, to najbezpieczniej będzie w centralnej części byłej Jugosławii, w Australii oraz na Antarktydzie; Polska "może ucierpieć na skutek zbytniej uległości polityków wobec obcych mocarstw i doznać skutków ataku nuklearnego z powodu tarczy antyrakietowej, której radar ma być częścią rozszerzonego systemu szpiegowskiego Echelon" - jeśli ten cały Hejal to mistyfikacja, to już wiemy, kto za tym stoi... Saleinjiczycy po katastrofie wywołanej przez uderzenie meteoru 276 tys. ziemskich lat temu urządzili na swojej planecie jeden pas mieszkalny oraz dwa pasy dzikiej przyrody, w których w ogóle nie ingerują w ekosystem - nie gaszą naturalnie powstających pożarów ani nie pomagają zwierzętom podczas powodzi. W naszym prawie według nich brakuje prawa łaski i anulowania kary na życzenie ofiary przestępstwa; jest ich czterysta tysięcy, choć kiedyś było 25 miliardów; są biseksualni, żyją w multi-rodzinach przypominających hippisowskie komuny, mają jedną dziurkę w nosie i po cztery palce u rąk i nóg; słyną ze sztuki barwienia ciał (nie używają ubrań); Ziemianie słyną w kosmosie z poczucia humoru, wynikającego prawdopodobnie z absurdalności naszej rzeczywistości (czyli pośrednio z tego, że jesteśmy największymi głąbami wśród cywilizacji ludzkich - inne są od nas dużo słabiej rozwinięte technicznie, ale należą do tych Unii Galaktycznych itp. konfederacji, ponieważ ich tam chcą i widzą, jako że są wystarczająco rozwinięci duchowo, bo ewoluowali w sposób zrównoważony, a nie tak pozbawiony proporcji, jak my na Ziemi, gdzie według bodajże Andromedan od Alexa Colliera, nasz poziom rozwoju technicznego dziwnie wyprzedza fazę rozwoju duchowego o pi razy drzwi 20 wieków). [koniec wiadomości od Hejala]

Info od Boryski, najwyraźniej "gwiezdnego dziecka" (ur. 1996) dorastającego w Rosji w obwodzie wołgogradzkim (od małego sypie historiami o swoim poprzednim życiu na Marsie, nazwami galaktyk i opisami prastarych ziemskich cywilizacji, choć nikt nie udostępniał mu tego typu informacji, a nawet gdyby - to niby z jakiej paki mały umie o tym opowiadać niczym profesor, zadziwiając naukowców i ufologów z całego świata): Lemurianie mieli 9 metrów wzrostu i jeden z nich był jego przyjacielem, który zginął pod skałą w czasie kataklizmu i jest im pisane spotkać się w tym życiu - tak że chyba nie były to żadne gadoidy; jakkolwiek jego mama usłyszała kiedyś, jak synek mówi do kogoś, samotnie bawiąc się w swoim pokoju: "Jestem pilotem statku badawczego, naukowcem, ale nie, nigdy nie połączę DNA ludzkiego z gadzim..! To sprzeczne z naturalnym prawem selekcji..." - a z kolorowych zabawek miał ułożone spirale DNA. Według chłopca Ziemię czekają poważne katastrofy związane z wodą w latach 2009 i 2013. Wideo z wywiadu w j. ang. tu, artykuł o nim i dzieciach Indygo w j. pol. tutaj.

Emerytowany oficer (nazwa stopnia: Command Sergeant Major) sił powietrznych USA Robert O. Dean służył m.in. w poprzedniej kwaterze głównej NATO w Paryżu w latach 60-tych, gdy niejednokrotnie napięcie pomiędzy obydwoma blokami militarnymi sięgało zenitu z powodu wzajemnego podejrzewania się o agresywne prowokacje z użyciem nieznanej broni powietrznej - a to tylko jakieś gigantyczne świetliste obiekty latały w szyku z zawrotnymi prędkościami od Uralu po Wlk. Brytanię, jakby chciały sprawdzić, kto szybciej zwołuje kryzysowe narady generałów, Układ Warszawski czy Pakt Północnoatlantycki - udzielił w styczniu 2001 roku programowi 'Coast to Coast' wywiadu, w którym przedstawił swój punkt widzenia na te tematy po 30 latach dociekań, które prowadził na własną rękę odkąd pewnego razu, kiedy nudzili się w bazie, dowódca powiedział mu "masz, to cię postawi na nogi" - i pokazał dokument potwierdzający obecność obcych na Ziemi. W jego opinii mamy do czynienia z największą historią w dziejach naszej cywilizacji, a ludzi, którzy ukrywają przed społeczeństwami prawdę o naszej historii, można zrozumieć, ponieważ rzeczy tego kalibru nie ogłasza się tak po prostu - np. kto w Twojej rodzinie zgłosi się na ochotnika, by powiedzieć babci, że tak naprawdę jesteśmy hybrydami i nasz gatunek od początku był poddawany manipulacjom genetycznym..? Albo jaki dzień tygodnia będzie dobry, żeby ogłosić, że w intrygę przeciw młodemu rabinowi 2000 lat temu w Galilei zamieszane były czynniki pozaziemskie? Według Roberta Deana już w roku 1964 wojsko miało niezłe rozeznanie co do czterech głównych grup obcych aktywnych na Ziemi od dłuższego czasu; według jego informacji temat Roswell polegał na 3 katastrofach w przeciągu 45-50 dni, pojazdów dwóch różnych ras znajdujących się na odmiennym poziomie rozwoju, a obcych od początku postrzegano jako zagrożenie w związku z nieprawdopodobnymi, z zupełnie innej bajki możliwościami ich technologii, które wielokrotnie prezentowali - nie było wątpliwości, że zwyciężyliby w otwartej konfrontacji, ani rozeznania co do ich planów - i w latach 90-tych nie było go w dalszym ciągu. 50 lat polityki ukrywania i ośmieszania wzięło się z wniosku, że skoro to takie niepokojące, to najlepiej będzie nie frasować tym miliardów. Szokujące fakty na temat naszej historii i planety, Księżyca i Marsa, to również nie są informacje, które ogłasza się tak z dnia na dzień - ujawnianie jest w toku, ale nie powiedzą wszystkiego naraz zbyt nagle. Jak mówi Bob Dean, im dłużej siedzi w tym temacie, tym bardziej rozumie ośrodki decyzyjne stojące za ukrywaniem wszystkiego przed ludźmi. Zresztą (info z innych źródeł) wszyscy pozytywni kosmici też wcale nie palą się do otwierania połączeń promowych pomiędzy naszymi światami, według nich jesteśmy jeszcze takimi prostakami, że jako ogół nie dojrzeliśmy do publicznego kontaktu - zaraz zrobilibyśmy z nich bogów, wrogów albo samolubów, którzy nie chcą nam dać nowych lekarstw ani technologii, a poza tym statystycznie nie jesteśmy na to jeszcze gotowi duchowo i gdyby nagle pokazali swoje statki na niebie, wiele osób równie nagle straciłoby psychiczny grunt pod nogami, ich światopoglądy uległyby z dnia na dzień wywróceniu i mogłoby to stanowić spory problem na skalę społeczną; ale jeżeli jakaś niewiele bardziej rozwinięta cywilizacja do nas podbije, to wtedy nie będzie aż takiej różnicy i prawdopodobnie w ten sposób się to naturalnie zacznie. Wiadomości od Boba Deana z wywiadu dla Project Camelot: klauzula 'Cosmic Top Secret' jest najwyższa w NATO i pozwoliła mu na czytanie m.in. raportów z autopsji obcych z rozbitych statków. W latach 60-tych pewien generał sił powietrznych USA wydał rozkaz strzelania do ufo, który został wycofany po 90 dniach, ponieważ latające spodki na kule odpowiadały wyłączaniem elektroniki w myśliwcach - a że były to nielotne odrzutowce zwane przez pilotów "kowadłami", 30 samolotów spadło i kilku ludzi zginęło. Po szczególnie efektownym przelocie obiektów w lutym 1961 r. NATO powołało studium, które zakończyło prace opublikowaniem raportu w roku 1964 - w projekcie tym wzięli udział przedstawiciele Niemiec, Francji, Włoch, Wlk. Brytanii oraz USA, a także wybitni naukowcy, m.in. historycy, fizycy, antropolodzy i geolodzy z najlepszych uniwersytetów. Dzięki posiadanym uprawnieniom Bob Dean miał wgląd również do tego dokumentu. Wszystkie cztery podstawowe według ówczesnej klasyfikacji grupy obcych posiadają formę humanoidalną, a jedna z nich nie różni się od nas wyglądem w żaden rzucający się w oczy sposób. Raport zatytułowany "Assessment" stwierdzał m.in., że fenomenem ufo interesowali się już ...starożytni Rzymianie. Kiedy bohater II wojny światowej gen. Robert Lee zapoznał się z jedną z 15 kopii dokumentu, przytłoczył go szokujący obraz prawdy i jednoczesna świadomość, że wszystkie czołgi i myśliwce tak naprawdę na nic by się nie zdały. Relacja z drugiej części wywiadu: rząd USA to nie to, co ludzie myślą - w kraju nie ma demokracji, ukryte władze (ang. 'hidden government') działają bez poszanowania żadnych praw i nie odpowiadają przed jakimkolwiek organem państwowym, Kongresem ani prezydentem, w ogóle niewiele o nich wiadomo oprócz tego, że telefony z pogróżkami wykonywane są z numerów NSA. Pytań bez odpowiedzi jest nadal sporo. Jak powiedzieć np. muzułmańskiemu fundamentaliście, że wszystkie religie świata mają pozaziemskie korzenie? Jak i kiedy zdradzić ludziom, że uprowadzenia to rzeczywistość, która nadal trwa? Jak oznajmić chrześcijańskim fundamentalistom, że Jezus był uczestnikiem programu "Gwiazdy - Ziemianom"..? Grupa 'Majestic' już się tak nie nazywa, ostatnio mieli kryptonim PI-40, 20 lat wcześniej podzielili się na dwie zaciekle zwalczające się połowy, z których jedna chciałaby wszystko ujawnić, a druga jest zdania, że nie i nigdy; w latach 1998-2000 z budżetu Pentagonu w niewyjaśnionych okolicznościach znikało 2.7 biliona dolarów rocznie. Generalnie słuchając Boba Deana można odnieść wrażenie, że ksiądz w dalszym ciągu przychodzi do niego z kolędą, a mimo otrzymywania pogróżek nie skończył jak Phil Schneider, bo co kwadrans wzmiankuje, że tak naprawdę władze nie są takie złe i chcą dobrze, a to całe ogłupianie to tylko tak z troski - ale z drugiej strony, gdyby był tchórzem, toby się tym raczej w ogóle nie zajmował, a poza tym przecież to nie jego wina, że go nie załatwili; najwyraźniej on po prostu wierzy w to, co mówi, no i ma sporo ciekawych informacji, jak np. te z najnowszego wywiadu z września 2008 roku (gość nieźle się trzyma w wieku 79 lat - trzy dekady badania ufo najwyraźniej posłużyły mu lepiej niż Geriavit Pharmaton): planeta Nibiru (według innych wersji jakiś jej księżyc) nadal leci w naszym kierunku, ale będzie tu dopiero w roku 2017. Władze nie powiedzą o tym ludziom, żeby nie wywoływać paniki - tym razem Nibiru ma się znaleźć po tej samej stronie Słońca, co Ziemia, a to nie jest dobra wiadomość dla towarzystw ubezpieczeniowych, gdyż jest to duża planeta. Tymczasem w pobliżu szczytu góry Ararat w Turcji satelita NRO sfotografował ...wielką łódź - zrzuceni na lokację komandosi zebrali z drewnianego wraku kilka pamiątek, ale takich rzeczy się nie ujawnia, żeby nie wywoływać sporów pomiędzy religiami, nie nastawiać krajów antagonistycznie do siebie nawzajem, nie burzyć klimatu współpracy itd. Według tego emerytowanego oficera sił powietrznych (miał specyficzną pozycję, bo nie był żadnym generałem ani nawet pułkownikiem, ale miał dostęp do informacji, do których oni nie posiadali uprawnień i musieli polegać na tym, co im mówił) Anunnaki istnieją, mieszkają na Nibiru, są też od zawsze na Ziemi i grzebali przy nas od początku, na Marsie również ich nie brakuje - znajduje się tam np. podziemne miasto wielkości Chicago, które promieniuje tyle ciepła, że widać to na zdjęciach termo-jakichśtam. Cenieni przez niego badacze to Zecharia Sitchin i sir Laurence Gardner - tymczasem według Davida Icke'a i jego świadka po przejściach występującego pod przybranym nazwiskiem Arizony Wilder (co do Gardnera tego samego zdania jest również Stewart Swerdlow, z autopsji), są to świadomi dezinformatorzy na usługach Iluminatów, a tak w ogóle to hybrydy - kobieta ta rzekomo nieraz widziała ich zmieniających postać, mówi (j. pol.) o tym przed kamerami - też im była potrzebna do obrzędów ze względu na swoją moc psychiczną (hybrydy jej nie mają i nie potrafią odsyłać przybywających 'demonów' z powrotem); wielu zwolenników Icke'a uważa ją za osobę podsuniętą mu w celu wpuszczenia w maliny i skłócenia z innymi badaczami, z kolei zwolennicy wersji Wilder argumentują, że o hybrydach mówiła jeszcze przed ukazaniem się pierwszej książki brytyjskiego badacza, więc nie miała gdzie o tym przeczytać - a według niego informacje od niej w pełni pokrywały się z jego ustaleniami, zanim je opublikował i zaczął nagłaśniać na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Wracając do wywiadu z Bobem Deanem - prowadząca Kerry Cassidy pytała go o planowany według zeznań świadków z tajnych projektów krach ekonomiczny amerykańskiej gospodarki, jaki może się wydarzyć w październiku'08, co sugerowałyby prace The Arlington Institute - ośrodka badającego sny, który przewidział i zawczasu ogłosił zmiany w masowej świadomości we wrześniu 2001 i jeszcze bardziej długofalowe od października 2008 r. (oni po prostu zbierają sny i analizują je statystycznie, a czasami wychodzą bardzo ciekawe wyniki i faktycznie coś się potem dzieje - w ten sposób stali się renomowaną placówką, choć zresztą od początku działali w poważny i metodyczny sposób). Według Boba Deana ten krach to coś jak powycinanie nowotworów - to musiało nastąpić, bo te wszystkie firmy-giganty to po prostu totalne zombie i oszukiwały w papierach od wielu pokoleń księgowych.

Według Plejaran z domniemanego kontaktu B. Meiera, eksplozje bomb atomowych, oprócz nieznacznej 'korekty' orbity Ziemi i zdziesiątkowania planktonu, zainicjowały także powolną wędrówkę biegunów, której efekty staną się nie do przeoczenia za 1000 lat, gdy jeden z biegunów będzie się znajdował na dzisiejszym Bliskim Wschodzie; jednak nie wspominali nic o jakiejkolwiek możliwości nagłej zmiany co do ich położenia. Nie wydobywają minerałów ze swojej planety, ponieważ to ją rani - planeta to także żywe stworzenie Kreacji, które sobie ewoluuje na niższym poziomie świadomości. Ropa to dla planety coś jak żywe bakterie, swoją drogą eksplozje nuklearne zabiły jedną trzecią podziemnych zasobów tej nierozpoznanej jeszcze przez nas formy życia. Ze względu na zaburzanie naturalnego przepływu energii po planecie, tamy wodne to zdecydowanie kiepski pomysł; podobnie elektrownie jądrowe - rozszczepianie atomów ma również wiele konsekwencji, których jeszcze nie dostrzegliśmy, gdyż staną się one widoczne dopiero po wielu dekadach. Papież Paweł VI został otruty przez sitwę kardynałów i podmieniony sobowtórem, a w celu zatarcia śladów sfałszowano nawet jego świadectwa szkolne. Jezus/Immanuel nigdy nie mówił, że jest zbawcą, tylko że każdy może być swoim zbawcą i odnajdzie drogę do szczęścia, jeśli tylko będzie żył zgodnie z Prawami Stworzenia - które po prostu znał i to ich nauczał, będąc jednym z pierwszych kolaborantów kosmitów, jakich pamięta nasza historia. Według Plejaran fajnie jest w coś wierzyć, ale nigdzie w znanym im wszechświecie religie nie rozrosły się aż tak bardzo, jak u nas, to znaczy nie osiągnęły takiej pozycji i wpływu na życie ludzi; chrześcijaństwo jest nie lepsze niż islam i nie mniej skutecznie blokuje swoim wyznawcom/wychowankom prawdę, skądinąd obserwowalną w naturze, świecie wokół i w ogóle w kolejach własnego losu.

Łatwo jest potępiać Iluminatów, czy kto tam to zrobił, za wpuszczenie do Afryki AIDS i ukrywanie 'lekarstwa na raka' (patrz Raymond Rife) - choć nikt z 'nich' nie zarobił na tym pewnie ani centa, bo niby i w jaki sposób. Oni są źli, wiadomo, a my dobrzy, szlachetni i naprawdę w głębi serca pewni, że świat byłby piękniejszy i szczęśliwszy z dodatkowymi dwoma miliardami głodujących i jeszcze paroma dziesiątkami milionów niemieckich turystów-emerytów, na których podróże i gorące kąpiele szłoby rocznie z budżetu UE więcej, niż na obiadki szkolne dla niedożywionych dzieci we wszystkich krajach Starego Kontynentu łącznie. Ale zajmując takie stanowisko i wygodną pozycję w sporze, tak naprawdę chyba bez walki oddajemy im zwycięstwo i rację w oczach decydentów, którzy są już za starzy, by pamiętać wesołe hasła szkolne, tylko po prostu np. pracują w ONZ i muszą się martwić - wiedząc, że za za nich już nikt tego nie zrobi - co będzie z tą planetą dalej za 10 czy 20 lat: jedna wielka katastrofa i wojna o wodę jako najlepszy prezent dla naszych dzieci, na jaki było nas stać, czy jeszcze nie i da się to na pewien czas odwlec, choćby przy użyciu środków gorzej niż drastycznych - skoro faktycznie to jednak trochę ciężka wkrętka robić tę III wojnę światową i pewnie trudno mieć potem fajne sny, gdy do wieczora pracowało się nad planami, jak to zawczasu rozkręcić, coby nasz świat nie wykoleił się niczym przepełniony pociąg. Osobiście uważam, że niepotrzebnie wyjeżdżali z tymi chorobami, bo i tak wiele wskazuje na to, że za jakieś dwa wieki ludzi będzie znaczniej mniej - wystarczy może nawet, jeśli prawdziwy okaże się tylko jeden z wątków takich, jak o planecie Nibru, Czerwonym Meteorze, właśnie tej III wojnie światowej, comebacku Drakonian czy monstrualnych trzęsieniach ziemi i zapadaniu się całych krajów pod wodę w związku z tematyką a'la rok 2012. W tym kontekście chyba ten jeden raz już mogli pozwolić ludziom namnożyć się jak szarańczy - przecież i tak zostaną zdziesiątkowani, a populacja całej planety zejdzie poniżej pół miliarda, czyli tak jak chcieli, a nawet o 100 czy 200 milionów bardziej - według niezależnych od siebie, a jednak intrygująco ze sobą zgodnych relacji z wieków bliskiej przyszłości przedstawianych niezłomnie przez Billy'ego Meiera i Ala Bieleka, którzy co jak co, ale nie wyglądają na głupków, którzy by mogli pomyśleć, że ludzie uwierzą i jeszcze będą ich za to nosić na rękach, kiedy im opowiedzą, że byli w przyszłości; może my już nie doczekamy tych czasów, ale wiele wydaje się wskazywać na to, że za kilka-kilkanaście pokoleń problem przeludnienia naszej planety w końcu odejdzie w zapomnienie. Czyli wychodziłoby na to, że naszą współczesność dotknęły po prostu panikowanie i nadopiekuńczość ze strony Iluminatów, uobecnione dość niesmacznymi przekrętami z AIDS, SARS i rakiem - lekarstwa na które nigdy nie "zostaną" wynalezione i chyba każdy mniej więcej się orientuje, dzięki szkole i mediom ma jako takie pojęcie, że te choroby w oczach wszystkich naukowców z góry wyglądają na nieuleczalne i nie do pokonania jeszcze przez przynajmniej kilka dekad (podczas gdy w rzeczywistości już w latach 80-tych mieli lekarstwo nawet na ...starość - prawdopodobnie uzyskaną od obcych technologię pozwalającą na cofnięcie stanu rozwoju ciała dorosłej osoby o dowolną ilość lat: uczyniono tak z Alem Bielekiem w 1984 r., kiedy zaczął się gwałtownie starzeć po skoku przez czas; wobec jego brata Duncana Camerona zastosowano tym razem już na pewno pochodzącą od obcych technologię przeszczepu duszy, świadomości i pamięci do innego ciała - gość ma inną twarz i sylwetkę, niż widział w lustrze w młodości, gdy jeszcze mógł zostać bibliotekarzem zamiast zgłaszać się do oddziałów specjalnych, jest niepodobny do brata i ma czego żałować, jeśli w najlepszych latach stracił kupę czasu na mycie zębów, choć może wewnętrzny głos intuicji podpowiadał mu, że to nie ma sensu; według Plejaran sztuczne przedłużanie życia w nieskończoność byłoby jednak bez sensu, ponieważ dusza potrzebuje odpoczynku "po tamtej stronie" i tak samo jak ktoś pozbawiony przez wiele dni snu, przebywając za długo na tym świecie stawałaby się zidiociała). W niezależnym obiegu informacyjnym nie ma i nie było zresztą bodaj ani jednej informacji z jakiegokolwiek źródła, że ktoś coś słyszał od kosmity albo naukowca z podziemnej bazy, że gdzieś w przyszłości ludzi na Ziemi dalej będą miliardy. Więc jak to jest, ci Iluminaci rządzą światem, a nie mają nawet Internetu, żeby się zorientować, co w trawie piszczy..? A może z tym przetrzebianiem innych ras chodziło jednak o coś innego, a owa troska o przyszłość ludzkości stanowi tylko niezłą wymówkę, na której nie poznało się 95% samych wykonawców tych planów i realizatorów tejże strategii? Słyszy się nieraz, że 80% mieszkańców planety nie jest już potrzebnych możnym tego świata, skoro gros pracy wykonują teraz maszyny - w dodatku owi niepotrzebni zużywają surowce, destabilizują ekosystem, no i dalej się mnożą. Może to prawda, że to tylko o to chodzi; a może to jednak naprawdę wzięło się z obawy przed katastrofalnym przeludnieniem, bo np. Nibiru została zniszczona (Swerdlow), inwazję smoków przyjęli na klatę życzliwi nam obcy (Collier), z rokiem 2012 sami sobie poradziliśmy w ramach międzynarodowej współpracy w tajnych projektach, tak żeby nas nie zalało (Burish), III wojny wszystkim się w sumie odechciało (Meier), a Czerwony Meteor doleci dopiero za 100 lat (oby) - tak też to może być i w kontekście tego typu opcji warto się zastanowić, czy chcemy naprawdę zmienić nasz system cichego załatwiania najtrudniejszych problemów przez 'globalnych katów - wolontariuszy' w demokracji działającej nie lepiej od wybielacza z reklamy, czy tylko dalej rzucać kamieniami w kordony Bogu ducha winnych policjantów, ochraniające spotkania cynicznych bywalców szczytów władzy. Wątpliwe bowiem, żeby ktokolwiek pozwolił nam zająć ich miejsce, widząc jak zgrywamy niewinnych "dobrych ludzi", a tak naprawdę pasuje nam brak władzy i wiążącej się z nią odpowiedzialności, umożliwiający niczym niezmącone żarliwe głoszenie szczytnych haseł, w które w dodatku się wierzy i zasypia spokojnie - choćby ich wdrożenie musiało zamienić losy ludzkości w już totalną jazdę bez trzymanki, jeśli faktycznie do końca nie można liczyć ani na żadne rychłe katastrofy, ani na cwane potwory z kosmosu. Wyobraźmy sobie, ile młodzieńczej paplaniny słychać za zamkniętymi drzwiami w ONZ, gdzie nawet Sarkozy przestaje się uśmiechać, skoro wykresy mówią same za siebie, a w Drugiej Siedzibie jeszcze pewnie Szarzy, jak to oni, pokazują klipy z przyszłości, na których tyle zapłakanych dzieci tuła się po dymiących zgliszczach, że przy tym kroniki z Kambodży to były filmy b.o. - ile tam, z dala od kamer telewizyjnych i mikrofonów, nawet sam Demostenes zdziałałby z linią argumentacji "tylko nie róbmy niczego niegrzecznego, bo to byłoby przecież nieładnie i wbrew przykazaniom, a Bóg i tak uratuje Ziemię, jakoś to będzie"..? Jak to możliwe, że ci Iluminaci czy inne takie grupy, z niejedną nieukaraną zbrodnią na koncie, nadal sobie sterują naszym światem nie niepokojone, choć już co najmniej od pół wieku powstają o ich działaniach niezależne filmy dokumentalne, książki i ludzie z krzeseł, bijąc brawo na konferencjach pełnych prawdy, słono okupionej odwagi i wolnych stanowisk dla kamer telewizyjnych? A kto by się tym zajął za nich - może politycy z naszego kraju, zawsze przedkładający ocenę historii nad widzimisię wyborców, skądinąd też światłych ludzi..? Może ta współczesna globalna sytuacja bierze się właśnie z tego zakłamania, że jako masy "dobrych" wolimy po prostu nie wiedzieć o tych ciężkich klimatach i nie mieć z nimi nic wspólnego - my to byśmy zmietli potężny przemysł farmaceutyków onkologicznych niczym kurz z regału i w każdym domu zwyczajnie dobudowali piętra dla pradziadków, finansując to z nadwyżek funduszy organizacji charytatywnych; a mieszkańcom Afryki posłalibyśmy paczki z nasionami sztucznych jadalnych roślin, które szybko rosną nawet na pustyni bez opadów - to nie żart, naprawdę coś takiego mają już od dawna, według źródła Icke'a, ale prędzej użyją raczej tego drugiego zestawu nasion, agresywnych warzyw i zbóż wyglądających jak normalne, lecz dających plony pozbawione jakichkolwiek wartości odżywczych, tak by ludzie nawet z pełnymi żołądkami nadal umierali z głodu. Ciekawe, ile dekad mieszkańcom Czarnego Lądu zajęłoby osiągnięcie populacji 10 miliardów i jak wpłynęłoby to na tamtejszy poziom życia, wyżywienia, dostępu do wody oraz podstawowej opieki medycznej, no i czy w tej sytuacji nie zaczęliby czasem emigrować po 20 mln do każdego ze 100 najbogatszych krajów świata... Więc siłą rzeczy tak to się chyba właśnie układa, że w gmachach globalnej biurokracji ściany wydają się sprzyjać osobom pozbawionym skrupułów, kształtowaniem wydarzeń zajmują się ci "źli" i choć też pewnie potem nieraz snują się zdołowani, to w sumie pewną taką jak gdyby siłą wyporu pozostają u sterów, bo choć rzadko wybitnie szlachetni z twarzy, przynajmniej nie głoszą na prawo i lewo, że trudne problemy nie istnieją, a 50 miliardów też brzmi fajnie i jakoś byśmy się pomieścili, tylko trzeba by przegnać te wszystkiemu winne, niegodziwe władze, coby już wszyscy mogli sobie żyć w słodkim świecie bez grzechu. Ja już nie wiem, chyba też się zapiszę do tych Iluminatów i będę z "demonami" chłeptał po podziemiach krew niewiniątek, a potem własne dzieci podłączał do prądu, żeby uczynić je silniejszymi (jak opowiadała Svali) - nie ma strachu, że się wyda, skoro informacje i zeznania byłych uczestników o tym wszystkim krążą już od dawna, na wideo, pod przysięgą, podparte zaginięciami - wszystko, co chcesz - no i jakoś nikt, dowiedziawszy się o tym, nie rozpowiada tego dalej wśród znajomych, zazwyczaj słusznie przypuszczając, że o niczym takim nie chcieliby słyszeć. Więc może to już tak musi być, potrwać jeszcze ze dwa wieki, zanim społeczeństwa nie dojrzeją do uczciwego zajęcia się na płaszczyźnie publicznego dyskursu problemami typu "nie ma, że boli, bo inaczej wszyscy jesteśmy utopieni"..? Czyli wrogiem, przeciwnikiem, przyczyną zła w naszym świecie nie byliby tak naprawdę ani ci Iluminaci, ani żadni inni 'sataniści' - tylko nasze własne powszechne, wygodne zakłamanie, naszych rodzin i znajomych, sąsiadów oraz ludzi mijanych na ulicy..? Totalna nieszczerość w wymiarach jednostkowym i grupowym, w żenującej symbiozie z bajeczkami religii i halucynacjami punktualnie serwowanymi co wieczór z telewizora? A może gdybyśmy byli tą dwudziestką pasażerów z rozbitego w Alpach samolotu, kanapki dawno by się skończyły, a ciała z kokpitu jeszcze nie zepsuły - tak samo też kilka osób "poszłoby coś upolować", podczas gdy reszta z mieszanymi uczuciami i rozbieganymi oczyma zajęłaby się zbieraniem chrustu, a żadne z dzieci nigdy o niczym nie dowiedziało; i mniej więcej tak samo zdaje się to wyglądać w naszym świecie w skali makro, niemalże optymalnie, jak można było stawić czoła zaistniałej sytuacji: faktycznie, po co dzieciakom opowiadać o tym wszystkim po szkołach - żeby potem na przerwach zamiast śmiać się albo bujać sobie w obłokach, jedno obok drugiego stały niczym zombie, ze spojrzeniami wolno szurającymi po asfalcie..? W takim razie zamiast świecenia z latarką po oknach piwnic starych zamków, może więcej sensu miałaby 'praca organiczna' nad bezkompromisowym przepytywaniem, w celu "zagnania w kozi róg", naszego świata wzajemnych sympatycznych złudzeń, niesionego na falach tej samej paplaniny, której nie sposób nie uświadczyć, zostawiając telewizor włączony na parę godzin albo otwierając gazetę i czytając głębokie myśli felietonistów? A może ludzie zwyczajnie wolą te iluzje od prawdy, może to nie nam pierwszym otwarły się oczy i patrząc po świecie wokół, musielibyśmy jeszcze tylko szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie, czy tak na oko, to otaczają nas kolejne wcielenia dawnych rycerzy i walecznych dziewic, czy raczej hordy zawistników drepczących co tydzień do kościoła, po których trudno się spodziewać klasy, odwagi bądź szacunku dla prawdy większego niż ten, jakim darzą samych siebie..? Jeżeli jednak za współczesnymi zbrodniami kontroli populacji stoją tak naprawdę dobre intencje, tyle że trudne, skomplikowane i kontrowersyjne, niemożliwe do rozegrania w groteskowo zakłamanym dyskursie publicznym - to jakimi dobrymi intencjami wytłumaczyć fluoryzację wody pitnej, mimo protestów wciąż forsowaną w wielu krajach i od dekad stosowaną na terenie USA - choć już w latach 30-tych XX wieku wykazano szkodliwy wpływ floru na ludzki organizm, w szczególności mózg, co do czego zgadzały się największe ówczesne autorytety pokroju laureatów Nagrody Nobla, a przeprowadzone później testy porównawcze osób dorastających w różnych stanach USA wykazały, że picie takiej wody przez całe życie obniża iloraz inteligencji statystycznie o 20 punktów IQ..?

Ale może to wszystko tylko jakieś czcze spekulacje o bzdurach rodem z teorii spiskowych. Spójrzmy na naszą rzeczywistość trzeźwo: jakie są szanse, że rodzina rządząca starym światem bezlitosnych arystokratycznych monarchii - ród Windsorów - i rodzina rządząca ostoją i gwarantem demokratycznego, wolnego świata - Bushów - będą ze sobą spokrewnione..? W naszym kraju nie widzi w tym nic podejrzanego plus minus żaden z tysiąca najbardziej renomowanych profesorów historii, filozofii czy politologii, suto opłacanych z podatków górników i rybaków w rewanżu za 'dorobek naukowy'; no ale co w tym dziwnego, skoro także według mediów, niezależnie i obiektywnie kontrolujących przecież uczciwość życia publicznego wzdłuż i wszerz, wszystko jest o.k. ..?

Pewnie mało która, a może i żadna z osób dowiadujących się o niepokojąco przemilczanych sprawach, wypowiedziach i relacjach, wpadła na pomysł, aby w ośrodku kultury w swojej miejscowości założyć fanklub tych pradawnych hybryd galaktycznych ludzi z inteligentnymi kosmicznymi gadami - to znaczy nie w tym szerszym sensie, pod który my też byśmy podpadali, tylko pod kątem wyłącznie owych 'Werther's Original', 'stradivariusów', w prostej i czystej linii potomków pierwszych starożytnych królów, personifikujących lokalny planetarny pokój w największej wojnie pamiętanej przez gwiazdy historii i nienaruszonymi proporcjami swojego DNA oddających hołd morzu łez i wyrzeczeń własnych protoplastów, którzy zapewne niekoniecznie zakochiwali się też zawsze tylko w hybrydach ze szczytów arystokracji - nakazy bogów z takimi czy innymi głowami to jedno, a życie pisze własne historie, wiadomo jak to z bestiami i pięknymi... Ale oprócz tak oczywistego, że nie trzeba go w ogóle wysławiać, moralnego oburzenia i poczucia etycznej wyższości wynikających u nas z ich zwyczajów picia niewinnej ludzkiej krwi - które pewnie gdzieś za 10-15 lat w "Rozmowach w toku" na wyścigi będą wykrzykiwać i ze zgrozą wyrażać baby grube od skrzydełek maleńkich kurcząt zaszlachtowanych przez ślepe mechaniczne ostrza po krótkim życiu w ścisku bez dotknięcia prawdziwej ziemi, mamy ani promienia słonecznego światła - to w sumie jeszcze nie udowodniliśmy, że my, 85% ludzie, jesteśmy istotami lepszymi od tych 50-50 miksów - kto wie, może to właśnie te hybrydy robią ciekawsze origami i wymyślają śmieszniejsze kawały, rysują najbardziej wciągające komiksy i w ogóle są istotami bardziej "na poziomie" zarówno od nas, jak i od rasowych, 100% gadoidów, smoków czy jak ich tam zwał, tak zwał. Tymczasem dla zwykłych ludzi będą to pewnie po prostu wypisz-wymaluj potwory - dlatego może faktycznie lepiej nie opowiadać o tym w telewizji, bo zaraz by było: "Dali Zenek, chytej no za widły i jadymy do tej Lotaryngii, żeby już proboszcz nie brynczoł..."; nawet wrażliwi poeci pewnie raczej nie zaczną dedykować im tomików swoich wierszy; a miłośnicy kultury 'gothic', jak można się spodziewać, woleliby bez ogródek nazywać te osoby po prostu "wampirami", co brzmiałoby na dzień dobry wyraźnie pejoratywnie i szybko musiało stać się politycznie niepoprawne ze względu na nadmierne uwypuklanie naturalnych potrzeb fizjologicznych właściwych konkretnej rasie (choć w sumie są też takie domysły, że oni piją tę krew głównie po to, żeby się nie przemieniać w tę budzącą szok formę, enzymy z krwi ssaków po prostu utrzymują ich w ssaczej postaci; być może wbrew pozorom jakoś łączy się z tym wątek, że tę gadoidzią wersję siebie trzeba zazwyczaj aktywować właśnie poprzez picie krwi, inaczej pozostałoby się człowiekiem - tu by pasował motyw z legend pouczający o tym, że pijąc krew stajesz się wampirem). Patrząc na to tak z boku, oceniając ich sukcesy na arenie wieków jako program dowolny i jego wykonanie, to póki co trzeba przyznać, że radzą sobie doprawdy nie najgorzej - jest ich tak mało, a jednak to one z polotem nami sterują i od wieków żyją sobie wygodnie na salonach za nasz pot i znój, przy czym skonstruowały nam matriks prawie jak prawdziwy świat, tak trudno się zorientować nawet wielu ufologom pomimo mnóstwa materiałów krążących dziś już nie tylko po Internecie i dostępnych w każdej chwili - wciąż niełatwo stać się tak wewnętrznie pewnym co do ich istnienia i autentyczności tych wszystkich doniesień, przyjąć to za fakt, jakby to już była normalna sprawa typu "tak to jest..." W sumie dolina schodzi, kiedy się o tym myśli, że jest coś takiego, że "oni żyją" - ale z drugiej strony, czyż nie wyjaśnia się przynajmniej ta gnębiąca na pewno każdego zagadka, dlaczego ten nasz świat zawsze był i wciąż jest taki porypany, zryty i przykry, jak gdyby to jakieś dziwolągi napisały historię i nagryzmoliły również kontury współczesnej rzeczywistości, która tak naprawdę chyba nikomu ani przez moment tak całkiem się nie podobała..? Czemu to wszystko jest takie rozczarowujące, los człowieka niczym wypracowanie kompletnie nie na temat, akurat o taki krajobraz perspektyw przecież nigdy żadnemu dziecku nie chodziło, dlaczego przyjaciele i rodzina zawsze mówią do Ciebie zupełnie innym językiem, niż prezenterka z tv czy autor artykułu w gazecie, a Ty też przy obcych wylewnością zwykle nie grzeszysz, bo po prostu jakoś nie ufasz dalekiemu światu - czemu od zawsze naszym oczom ukazują się te dwa zupełnie różne plany, a w potocznej mowie robotników często spotyka się zupełnie nieobecne w słownikach szczególne znaczenie słowa "oni"..?


Ostatnio zmieniony 26 cze 2009, 13:47 przez bobik, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
   
 
 
Post: 24 cze 2009, 13:28 
CD :arrow:

Jedną z niewielu nie związanych z ufo osób, z jakimi przeprowadził wywiad Project Camelot, jest Benjamin Fulford, kanadyjski dziennikarz i pisarz, który w młodości m.in. pomieszkiwał z dzikimi w amazońskiej dżungli jako członek pierwotnego plemienia, a na stałe osiedlił się w Japonii, gdzie zaskarbił sobie wśród miejscowych taki szacunek, że pewnego razu w hotelu niezamaskowany ninja proponował mu nawet tekę ministra finansów Japonii i to ze słowami "wybieraj, albo życie"; potem jeszcze dzwonił z wiadomościami typu "no i masz, chłopie, jutro będzie trzęsienie w Niigata, Amerykanie użyją swojej maszyny" - i faktycznie następnego dnia doszło do dwóch trzęsień ziemi o identycznej sile 6,8 stopnia w skali Richtera pod największym japońskim reaktorem jądrowym; były minister finansów Japonii Heizo Takenaka powiedział Fulfordowi - który wcześniej publicznie oskarżył go o sprzeniewierzenie się racji stanu - że to ze względu na groźby używania tej broni musiał oddać międzynarodowym globalistom kontrolę nad systemem finansowym kraju). Według Fulforda oko na szczycie piramidy Iluminatów to około 10 000 najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi Zachodu, często o dobrych sercach i szlachetnych intencjach. Ale wynikła taka sprawa, że SARS to jest tak naprawdę ich broń biologiczna wymierzona w Azjatów na stłumienie efektów demograficznej eksplozji - a z kolei tam mają liczące 6 mln członków tajne stowarzyszenie "Czerwoni i zieloni", stanowiące podziemne przedłużenie armii, floty oraz biurokracji imperium Ming, z historii znane z akcji kalibru Powstania Bokserów, którego 4,2 mln obecnych członków to intelektualiści i ludzie nauki, a 1,8 mln to gangsterzy, w tym 100 000 zawodowych zabójców. Aby powstrzymać Iluminatów przed opanowaniem całej planety, nawiązali współpracę z Indiami, Rosją, Afryką, Ameryką Południową i Stowarzyszeniem Narodów Azji Płd.-Wschodniej (ASEAN); w XIX wieku opium handlowali u nich przybysze związani z ...sekretnym bractwem Skull & Bones - tak że ta wojna tajnych organizacji ciągnie się właściwie już od XIX wieku. Aktualnie, w odpowiedzi na zagrywkę z wirusem, wraz z innymi azjatyckimi tajnymi stowarzyszeniami - według tego samego źródła np. Yakuza to nic innego, jak zbrojne ramię cesarza, coś jak FBI i CIA w Kraju Kwitnącej Wiśni - właśnie za pośrednictwem Fulforda wystosowali do przywódców Iluminatów ultimatum, że jeżeli się nie uspokoją, to każdego z nich zlokalizują i zabiją, a mają po 600 asasynów na każdego. Poza tym wszystkie symulacje nieodmiennie pokazują, że USA nie są w stanie wygrać wojny jądrowej z Chinami - mimo, że mogą całkowicie zniszczyć ich powierzchnię, to Chiny wygrałyby po wprowadzeniu ludności pod ziemię, na co są przygotowane - a zatem w tym momencie Stany nie są już w stanie podbić całego świata, na Chińczykach zacięłaby się maszynka wojenna 'Gillette 8 Superufo', w którą przekształcono USA i wciąż ostrzy się ją budżetem wojskowym przekraczającym łączne wydatki na zbrojenia następnych 25 państw z czołówki w tej kategorii (np. dane za rok 2003: USA - 400 mld dol., Francja - 27 mld, Chiny - 14,5 mld; Phil Schneider mówił, że tajny budżet na podziemne bazy, latające spodki itp. jest w Ameryce jeszcze większy od oficjalnego i w roku 1994 wynosił ponad 500 miliardów dolarów - gość przez 17 lat budował pod ziemią dla USA/NATO/ONZ, tak że nie musiał nikogo pytać, co się właściwie dzieje). Według współcześnie promowanych w mediach autorytetów od interpretacji świata, powodem tej sytuacji jest fakt otoczenia Stanów Zjednoczonych przez bezlitosnych Kanadyjczyków i Meksykanów oraz pełne rekinów oceany, a poza tym ten demokratyczny i pokojowo nastawiony do świata kraj utrzymuje owe olbrzymie siły zbrojne w wielkodusznej intencji powstrzymywania skandalicznych inwazji na pola naftowe w rodzaju pamiętnego najazdu Iraku na Kuwejt oraz by zachować możliwość kontrataku na wypadek agresji ze strony np. afgańskich koczowników; według nieco bardziej niezależnych interpretacji, to w związku z tym wyłącznie w Stanach odbywa się owo zakrojone na szeroką skalę likwidowanie swobód obywatelskich pod pretekstem zagrożenia zamachami terrorystycznymi - aby zawczasu upodobnić kraj do jednej wielkiej odgórnie sterowanej armii, która ma być właśnie taką maszynką do podbijania świata, do użycia w razie potrzeby, gdyby komuś gdzieś za dużo się nie podobało - coś jak Rzesza XXI wieku, tyle że z arsenałem międzykontynentalnych rakiet z głowicami jądrowymi; zwykli Amerykanie nie będą mieli nic do powiedzenia, czyli coś jak teraz - ich kraj zgodnie z planem pójdzie na straty w związku z nieuniknionym odwetem nuklearnym ze strony Chin i Rosji; słyszy się nierzadko, że dla Iluminatów uwolnienie planety od ciężaru 4 mld ludzi to zachowawczy plan minimum - i tak za mało... Wracając na jedno zdanie do omówionego powyżej wywiadu z Alem Bielekiem: dzięki technologii programów Phoenix/Montauk już dekady temu 'elity' rządzące naszą planetą wybudowały sobie bazę-schronienie "na wszelki wypadek" w ...innej galaktyce - ale życzliwi Ziemianom obcy polecieli tam i całkowicie rozmontowali ową instalację, dając w ten sposób jasno do zrozumienia, żeby nasi wspaniali liderzy nie byli zbyt pewni siebie i raczej sobie nie kalkulowali, że w razie czego po prostu się stąd zawiną niczym kapitan-szuja z okrętu, który naprowadził na rafy; prawdopodobnie jednak mają chociaż te parę baraków na Księżycu i Marsie, wybudowanych z myślą nie tyle o ciekawych tajnych eksperymentach na żabkach i pelargoniach, co na okoliczność, gdyby na Ziemi "wszystko się pokićkało" i "porobiło", tzn. gdyby na planecie nie dało się już dłużej żyć np. w wyniku globalnego skażenia radioaktywnego - a może to zarazem jakaś awaryjna opcja ucieczki 'szlakiem ostatnich nazistów', choć na razie niestety nie uciekają, tylko wciąż dla naszego dobra nami rządzą, okłamując każdego od maleńkości i wychowując do życia w pokorze wobec teorii wciskanych jako potwierdzone naukowo i autorytetami setek tysięcy profesorów; tak wkręcają sugestię "wszystko już wiadomo, jak to jest: tak i tak - na pewno...", że potem, kiedy w środku szarego dnia znienacka zamajaczy Ci przed oczyma dziwna postać przed chwilą wydająca się normalnym człowiekiem, jak zresztą ponownie po paru sekundach - to zamykasz na moment oczy, kręcisz głową przykładając ręce do skroni i od razu zasadniczo masz pewność, że to z Tobą chwilowo coś było nie tak, coś Ci się wydawało, potem szybko zapominasz o tej prześmiesznej halucynacji, ewentualnie np. przestajesz pić - tymczasem nie był to żaden omam wzrokowy, tylko widok dobrze znany przodkom i normalna sprawa, zamaskowana systemem poglądów i przekonań tak odchylonych, żeby w ogóle do nich nie pasowała i w jej realność nie mógł z tego powodu uwierzyć ani żaden profesor, ani żaden kark-steryd, przynajmniej za pierwszym razem - a raczej mało kto widział coś takiego kilkakrotnie; w sumie o to akurat się nie gniewam, gdyż jako zmieniająca postać hybryda, wnuczek i dziadek innych hybryd, tak samo i zapewne słusznie obawiałbym się wymordowania całej rodziny przez wrażliwych ludzi pokroju systematycznych chrześcijan, a tylko z uwagi na to zagrożenie też przecież nie wchodziłbym od razu w sojusze obronne z pokręconymi gadzinami z kosmosu, bo co to za życie pod patronatem nieurodziwych demonów - tak chyba jeszcze musi być przez jakiś czas, dopóki społeczeństwa nie będą gotowe do zaakceptowania faktu istnienia tych niezwykłych istot-półludzi bez równoczesnego ubabrania sobie rąk w ich krwi (możliwe, że na niebiesko) - bo pewnie, że istnieją złe hybrydy, tak samo jak istnieją niegodziwi Ziemianie albo nikczemni Plejadianie, lecz nawet gadoidy nie są wszystkie "złe", więc co dopiero osoby zdolne do wyświetlania się w dwóch różnych postaciach, które całe życie wychowywały się na Ziemi i na pewno oglądały te same filmy, co reszta (a przynajmniej "Ostatniego smoka"); wiadomo, że każdy ma prawo zazdrościć im bogactwa i władzy, a może przede wszystkim wiedzy, tej przedpotopowej z gwiazd, dzięki której mają nad nami przewagę - ale czy wiele osób chciałoby się zamienić na takie leniwe życie w luksusie, przez które od początku do samego końca trzeba ukrywać, kim się naprawdę jest, uzupełniać dietę enzymami występującymi wyłącznie w ludzkiej krwi, żeby nie dostawać niekontrolowanych 'ataków przemiany', a przez sen i tak nie da się tego powstrzymywać i to dopiero musi być dolina, kiedy fajna nowo poznana laska wybiega roztrzęsiona jeszcze przed świtem - akurat tego przykładu nie wymyśliłem, tylko naprawdę był taki przypadek, że atrakcyjna pani po trzydziestce zgłosiła się do Davida Icke'a i opowiedziała mu, jak to przygodny partner we śnie diametralnie zmienił prezencję na podobieństwo opisywanych przez niego istot (gość pewnie w dalszym ciągu jest kawalerem - gdyby to ujawniono i publicznie wytłumaczono, może łatwiej byłoby mu znaleźć osobę, która potrafiłaby to zrozumieć i zaakceptować na zasadzie, że liczy się to, kim się jest, a nie czyim potomkiem w mniejszości na jakiej planecie - wyobraźmy sobie planetę hybryd i jak niebezpieczni wydawaliby się jej mieszkańcom ukrywający się pomiędzy nimi 100% ludzie, totalne dziwy natury czy wręcz "potwory" - to nie jest tak, że również według gadoidów my jesteśmy piękni, a one brzydkie: się rozumie, że to musi być odwrotnie, podobno według ich ortodoksyjnego 'betonu' jesteśmy wprost obrzydliwi i kto wie, czy nasi laureaci plebiscytów na najpiękniejszych nie mogliby w ich horrorach występować bez charakteryzacji); natomiast pewne podejrzenia i pretensje, ale tak w sumie na ślepo, "na wyczucie", bo póki co zupełnie nie potrafię tego zrozumieć ani rozwikłać, skąd to się bierze i w jaki właściwie sposób działa, jakby to można ewentualnie potem kiedyś z myślą o własnej korzyści zorganizować i wdrożyć na jakiejś podbijanej planecie np. krasnali z epoki drewnianych chat - mam odnośnie dziwacznego i w dostępny po wyjściu z domu prosty doświadczalny sposób weryfikowalnego mechanizmu naszej rzeczywistości, skłaniającego większość mieszkańców takiego czy innego miasta na jednym albo na drugim kontynencie do starania się przede wszystkim, aby wydawać się wszem i wobec kimś "normalnym", co osiąga się replikując w swoim życiu sposoby ubierania się, zachowywania i myślenia przedstawiane zewsząd jako właściwe, prawidłowe, rozsądne, inteligentne i "na poziomie", w odróżnieniu nie tylko od np. świadomości węszącej globalne spiski (zasługującej na wyśmiewanie i pełne szczerej troski pukanie się w czoło), nie tylko od postawy zaangażowanej w te czy inne sprawy globalnej współczesności (godnej ironicznych komentarzy, z litości wygłaszanych za plecami tonem kogoś, kto będzie potrafił skuteczniej pomóc temu światu, bo po prostu stać go intelektualnie na więcej - tylko najpierw musi zostać "tym kimś", żeby zacząć działać, wiadomo...), ale również w wyraźnym kontraście ze stylem 'myślącej sobie nie wiadomo co' osoby, która chodzi ostrzyżona na własną modłę i w kontekście własnego gustu i komfortu odziana w inne kolory czy materiały, niż to w danej dekadzie rzekomo wypada, zazwyczaj również myśli inaczej, niż telewizor, co do nie wiedzieć ilu kwestii, a może jeszcze - jakby tego wszystkiego było mało - raz po raz prezentuje odwagę nieszablonowego działania w wymiarach zwykłych codziennych spraw, tak jakby naprawdę można było żyć własnym życiem, dało się być jako takim sobą i nie czapkować wciąż ogłaszanym niby z niewidzialnych jeżdżących po mieście megafonów zasadom "korzystania z wolności"; w sumie trudno tak kopać leżącego i jeszcze także o to 'prawo reakcji na odwagę' oskarżać grupy ukrytych manipulacji, może to pójście na łatwiznę zamiast sięgnięcia po książkę z półki "Socjobiologia" - ale to jednak trochę podejrzane, że aż z taką gorliwością i wściekłością tchórze pospołu ruszają na Ciebie i w nagonce jednoczą się przeciw Tobie w okamgnieniu, gdy tylko publicznie uronisz kropelkę swojej odwagi, choćby z dna dwulitrowego kufla swego nieprzeciętnego tchórzostwa, w który zaglądałaś/eś częściej i znasz ten widok lepiej, niż ktokolwiek inny - ale jednak sugerując w ten sposób, że faktycznie możliwe byłoby wyłamanie się z narzucanych nam foremek i psychicznych rozkładów jazdy, że to mogłoby nie równać się wcale byciu kimś chorym, złym ani nienormalnym, że każdy mógłby tak sobie żyć, gdyby nie brakowało mu tego czegoś, nad czym zastanawianie się tak bardzo go denerwuje; może ta sprawa z czasem wyjaśni się w jakichś następnych przekazach od kosmitów - czy na planetach wolnych od obcych ingerencji również wykształcały się aż tak przykre zasady wzajemnego odbioru jednostek ludzkich w społeczeństwie, czy też jednak to by się wszystko poukładało inaczej, gdyby sprawy szły sobie naturalnym torem, gdyby nasza rzeczywistość nie była z ukrycia modyfikowana; zastanawiające jest przy tym chociażby to, że to właśnie te osoby 'normalne', które własnego mózgu używają tylko po kryjomu w testach "na sucho", a "na żywo" robią i mówią jedynie to, co się im sugeruje jako normalne i odpowiednie - to właśnie one są wiecznie rozeźlone, nieszczęśliwe i skore do wybuchania gniewem, złością, agresją, podczas gdy osoby wedle 'ich' przekonań 'szurnięte', mimo szkalowania, wyśmiewania i zaczepiania, przeważnie dziwnym trafem są z siebie ponadprzeciętnie zadowolone i znacznie rzadziej zdarza im się wyładowywać swoje frustracje na innych, tak jakby w ogóle mniej ich w sobie nosiły - co by sugerowało, że jednak to całe poczucie bezpieczeństwa i zadowolenie z bycia osobą uznawaną za normalną, a tym samym nienarażoną na złośliwe komentarze czy szyderstwa, jest mniej warte i "słabiej kopie" niż satysfakcja z bycia prawdziwym/ą sobą i życia własnym życiem, nawet taka dostępna jedynie w pakiecie z atakami osób wiecznie czujących potrzebę udowadniania, że nie są żadnymi tchórzami, to tylko inni są nienormalni i przesadzają, kiedy nie robią tego co inni, tylko to, na co mają ochotę, nie naśladują lecz żyją wedle własnego przepisu.

Według oświadczenia dr Carol Rosin w roku 1974 umierający na raka profesor Wernher von Braun powiedział jej, że już wtedy mogliśmy mieć pokój z wszystkimi kulturami pozaziemskimi - ale pokój, prawda, wolność itp. to są hasła, które dobrze wyglądają na papierze, np. w tekście przemówienia, a nie kiedy faktycznie żyjesz sobie 24h na dobę jako superbogacz, robiąc niewiele poza oszukiwaniem i okradaniem tłumów, przy czym historyczna utrata uprzywilejowanej pozycji przez środowisko, z którego się wywodzisz, byłaby obrazą wielowiekowej rodzinnej tradycji, równoznaczną z utratą przez twoje dzieci korzystnej szansy, którą tobie rodzice jakoś jednak potrafili sprezentować; przy okazji jeszcze na pewno wypłynęłyby zakrzepłe brudy z przeszłości i ambaras gotowy - chwila moment, a zaczęłoby się oczernianie w gazetach i ciąganie po sądach, a kto wie, może nawet konfiskaty majątków; no i po co, skoro wszystko mogło zostać po staremu..?

Tam daleko w kosmosie, na tych wysoko rozwiniętych planetach innych Ludzi, gdzie mieszkańcy mają prawo do prawdy i autentyczną wolność, której nie przeczą tysiące faktów ani nie poddają w wątpliwość setki okoliczności - jak to jest, kiedy ktoś rzuca hasło: "ej, uwaga, chyba nasza planeta jest manipulowana przez jakieś przebiegłe stwory, spotkałem wielu świadków": momentalnie wybucha śmiech, czy raczej jest to na wszelki wypadek, choćby pod kątem przyszłych pokoleń, ze spokojem sprawdzane i wyjaśniane, w każdym razie naświetlane i publicznie omawiane, żeby nikt się nie martwił i bez zakładania, że ludzie to istoty tak inteligentne, że nawet mistrzowie galaktyki w ściemnianiu nie byliby w stanie wpuścić ich w maliny..? Ale może to dla naszego dobra władze demokratycznych krajów mają z ONZ prikaz, aby milczeć na ten temat - a tylko głupi Plejadianie i Drakonianie nie umieli na swoich planetach podobnie ukryć prawdy przed mieszkańcami i teraz nie dość, że wiedzą o niezliczonych formach życia występujących w kosmosie, to jeszcze rozbijają się po gwiazdach olbrzymimi pojazdami - zamiast jak my wierzyć, że prawdopodobnie są sami, jedyną cywilizacją we wszechświecie, i spokojnie sobie czekać, aż ktoś przyleci ich uprawiać, wiek za wiekiem pomimo niezliczonych wpadek, pozostających bez konsekwencji dzięki umiejętnemu wykorzystywaniu znajomości psychiki przedstawicieli danego gatunku w punkcie "prawie mam odwagę mieć na jakikolwiek temat pogląd inny, niż mówi się, że wszyscy go podzielają; w ogóle prawie mam odwagę, widać to na każdym kroku i pod każdym kątem, zresztą przecież codziennie od nowa to udowadniam".


W przygotowaniu również podstrona z informacjami kompletnie niepotwierdzonymi, które jednak wcale nie muszą okazać się zmyślonymi tylko dlatego, że ich źródła pozostają głęboko anonimowe lub natykamy się na nie na witrynach internetowych redagowanych przez zagubione lodołamacze ufologii pod banderą dr Jana Pająka - którego zresztą i tak chyba wypadałoby szanować i poważać bardziej, niż jakikolwiek z czołowych 'autorytetów' naszego krajowego masowego obiegu medialnego czy naukowego, skoro z tematem i przesłaniem swojej publicznej działalności orbituje on mimo wszystko bliżej prawdy, choć wyraźnie przesadza z kolei w drugą stronę (oskarżając ufo np. o zniszczenie World Trade Center czy spowodowanie zawalenia się dachu hali w Katowicach poprzez złośliwe zahaczenie o niego spodkiem, a także o wszystkie kłopoty z własnym komputerem i w ogóle wszelakie niedogodności życia codziennego, jakie nieustannie Go trapią - według moich domysłów pan doktor niepotrzebnie za bardzo sieje panikę i to dlatego los rzuca mu kłody pod nogi na zasadzie "oko za oko, Johnny"). Otóż na przykład podobno kiedy Szarzy albo jeszcze ciekawsi z wyglądu kontrahenci władz czołowych 'demokratycznych' krajów porywają Cię na spodek i prezentują Ci Twojego klona, który wygląda dokładnie tak, jak Ty, identico - to jeżeli się w tym momencie przerazisz, już nie wracasz, bo Cię podmieniają, żeby sobie odtąd manipulować np. założonym przez Ciebie kółkiem różańcowym, albo bo po prostu robią taki test pod kątem przyszłego stosowania tego rodzaju sztuczek - to była finalna weryfikacja, bo przecież Ty to najlepiej wiesz, czy dany sobowtór jest do Ciebie podobny, czy nie; a jeżeli się nie przestraszysz, to odstawiają Cię z powrotem na powierzchnię i pracują dalej nad mumią, robią nową kopię albo kto wie, może wręcz zarzucają cały plan odnośnie Twej widocznie niebanalnej do skopiowania osoby - w każdym razie, dla niezorientowanych, literatura medyczna i sądowa z wielu poprzednich wieków pełna jest przypadków, kiedy nawet żyjący od wielu lat w zgodzie szanowani małżonkowie nagle popełniali morderstwa jedno na drugim i nie zdradzając innych oznak niepoczytalności(?) do końca zawsze twierdzili i ze spokojem to opisywali, a nawet przelewali na papier własnymi słowami, że np. "wyglądał jak on, poruszał się jak on, mówił jak on - ale to nie był on, wiem to na pewno, to nie był mój Mąż"; w związku z powstawaniem bazy wiedzy o meandrach ludzkiej psychiki okazało się, że jest tyle przypadków, że nawet nadano tej chorobie osobną nazwę - do dziś pewnie zdarzają się zachorowania(?); z tym, że w dzisiejszych czasach już nie tak łatwo o pewność, kto Ci sklonował sąsiada - przynajmniej Amerykanie mają tę technologię co najmniej od połowy lat 80-tych, w końcu parę patentów jednak wysępili za tych wszystkich zaginionych bez śladu. A tu w powyższych akapitach, gdzie nieraz padają określenia "podobno", "słyszy się", "według innych źródeł" - to nie dlatego, że te wszystkie źródła są takie anonimowe, tylko po prostu większość filmów obejrzałem jak dotąd tylko raz, często z kręgosłupem już zbyt zmęczonym, żeby dalej robić notatki - a wiadomo, że wszystkiego się nie spamięta... Teraz też nie za bardzo mam czas to wszystko namierzać i uściślać po wyszukiwarkach, bo i tak już prawie straciłem pracę wskutek poświęcania swojego "prime time'u" niniejszej witrynce; przynajmniej nie muszę już tyrać - dzięki, ufo... Właśnie to mi się tak podoba w tym utrzymywaniu wszystkiego w tajemnicy przed ludzkością - że miliony ludzi zamiast sobie pracować, śmiać się i bawić, albo chociaż oglądać o tych kolorowych głębinowych rybkach - ślęczą nad tymi samymi zeznaniami, poszlakami i fotografiami, własnym sumptem co roku tworzą setki z założenia niedochodowych filmów i dziesiątki tysięcy witryn internetowych (jak nie więcej), wszyscy nawzajem duplikują swoją pracę, kosztem życia każdego z osobna, często najlepszych lat - bo dla dobra ludzkości władze wszystkich krajów mają ukrywać najbardziej interesujący na świecie temat ufo w atmosferze spowitej zbrodniami, morderczymi pomysłami, przerażającymi relacjami i podejrzanym milczeniem połączonym z przygotowywaniem wszystkich już w szkole do wyśmiewania prawdy i wykluczania z dyskursu publicznego osób dających jej świadectwo - tak jakby można było przypuszczać, że taka sytuacja i tego rodzaju stan rzeczy nikogo nie zaniepokoją, nie wywołają paniki o solidnych fundamentach na gruncie faktów - na pewno...

Robiłem, co mogłem, ale najwyraźniej te wersje jednak są niezgodne - od Billy'ego Meiera i ta o hybrydach/gadoidach. Relacja Meiera z kontaktu nr 443 z 17 lutego 2007 r. - j. ang. - zawiera opis książek Davida Icke'a jako naciąganych bzdur do nabijania kabzy, a także drwiny z koncepcji istnienia stworów zmieniających postać; również książka 'Jana van Helsinga' (wł. Jan Udo Holey) zostaje scharakteryzowana jako wymysły, teoria konspiracji i taka sama paranoja dla ludzi, którzy w ogóle żyją złudzeniami i fantazjami, w swoim świecie - więc dziwne by było, gdyby wierzyli w prawdę, w normalne rzeczy i prozaiczne wyjaśnienia. Inne kontrowersyjne informacje z domniemanych kontaktów Szwajcara - j. ang. - o ile to konkretne internetowe źródło na jego temat jest w ogóle wiarygodne: Iluminaci to sekta europejska, nie o znaczeniu globalnym, które jest rozdmuchiwane; doniesienia dot. Nowego Porządku Świata i negatywnego wpływu genetycznie zmodyfikowanej żywności są znacznie przesadzone i pesymistycznie wyolbrzymione; eksperyment Filadelfia to mistyfikacja; przekazywane niemieckim naukowcom przez Plejaran plany prototypowych latających spodków odnalezione po dwóch-trzech dekadach odbiły się echem w dziedzinie ...projektowania pokryw od kontenerów (sprawa dotyczy słynnej afery, kiedy ktoś opublikował zdjęcie spodka autorstwa Meiera i wykazał uderzające podobieństwo podstawy pojazdu do pokrywy pojemnika na śmieci z jego farmy; linia obrony zwolenników Meiera w takich przypadkach głosi, że dyskusyjne zdjęcia to analizy podróbek lub materiałów faktycznie rozprowadzanych przez ich organizację - FIGU - ale niepostrzeżenie podmienionych kto wie kiedy przez tajne służby); po Meierze i odlocie Plejaran żaden człowiek przez prawie 800 lat nie doświadczy świadomego kontaktu z jakąkolwiek wyższą formą życia; poprzednie wcielenia Meiera to m.in. prorocy Eliasz i Izajasz, Immanuel oraz Mahomet, a obecnie Billy jest skazany na samotność z racji bycia najbardziej rozwiniętą duszą na Ziemi; jego pierwsza książka była najważniejsza, jaką kiedykolwiek napisał ziemski człowiek, a z kolei ostatnia jest najważniejsza w całej misji. W kontekście nokautująco niewiarygodnego wydźwięku tych informacji uczciwie byłoby jednak przypomnieć okoliczność, że wielu mieszkańców pobliskich wiosek w szwajcarskich górach zarzeka się, że faktycznie widziało spodki nieraz - o członkach wspomnianej grupy i rodziny samego B.M. nie wspominając, choć np. była żona przez pewien czas mówiła też o konstruowaniu przez męża modeli w celu fabrykowania fotografii, co potem znowu odwołała. Oprócz tego w sieci można znaleźć opracowanie z trudnym do oszacowania powodzeniem starające się wykazać, że wszelkie astronomiczne i naukowe przepowiednie Meiera były już gdzieś opublikowane, zanim zawarł je w swoich relacjach z rzekomych kontaktów. Istnieje też hipoteza, że Szwajcar jest w rzeczywistości marionetką Iluminatów - w jej kontekście dałoby się pogodzić obecność latających talerzy nad jego domem z przeplataniem przekazu fałszywymi nićmi. Jednak z drugiej strony np. Michaela Horna spotkała taka sytuacja, że spożywał posiłek w kafejce na odludziu gdzieś na południu Stanów, wynikła pogawędka z pewnym jegomościem w podeszłym wieku, który okazał się emerytowanym oficerem sił powietrznych USA i ni z tego, ni z owego zapytał a'propos ufo, czy rozmówca orientuje się może w notatkach z kontaktów Billy'ego Meiera, bo w wojsku czytali je skrupulatnie jako najlepszy dostępny materiał w temacie kosmitów. Można to sobie tak wytłumaczyć, że w wojsku i tajnych projektach też ich ściemniają, że ten Billy Meier to autentyczny przypadek, aby za pomocą rzekomego przekazu z gwiazd manipulować nimi tak samo, jak resztą, kołować na dystans od prawdy; ale inny gość, budowlaniec - milioner, który do wszystkiego doszedł sam od pucybuta, a z wyglądu polski emigrant i po prostu uczciwy człowiek, na kongresie ufologicznym wystąpił przed kamerami z krótką opowieścią, że po tym, jak zasponsorował organizację Meiera, wybrał się kiedyś w odwiedziny do jego domu/ich siedziby, ale bez zapowiedzi i po prostu go nie wpuścili, choć dobijał się i wykłócał, że przecież wyłożył na nich kupę siana; rozczarowany i rozeźlony wrócił do hotelu, gdzie rankiem następnego dnia ktoś zapukał do drzwi i wręczył mu kartkę zawierającą wedle jego słów opis 'faktów z całego życia, o których oprócz mnie nie wiedział nikt na świecie'. Może najrozsądniej byłoby wypróbowywać te informacje od Plejaran we własnym codziennym życiu - choć prawdziwość wielu z nich też jeszcze niczego nie przesądzi i nie udowodni wiarygodności całości przekazu z owego źródła. Nierzadko spotyka się też przypuszczenia, że Billy Meier "zaczynał" jako prawdziwy kontaktowiec, a po odlocie Plejaran w latach 90-tych "wziął sprawy we własne ręce", przystępując do świadomego lub nie dorabiania autorskich wkrętów i mądrości - zresztą utrzymuje on, że kontakty fizyczne już dawno ustały, a nadal trwają jedynie sporadyczne telepatyczne (i jednocześnie odmawia reszcie ludzkości zdolności do jakiegokolwiek channelingu). Jeśli B.M. jednak mówi prawdę, to porwania przez obcych stanowią ludzki spisek i machinację współorganizowaną od lat 20-tych XX wieku przez rozmaite międzynarodowe grupy interesów, m.in. finansjery i przemysłu zbrojeniowego, władz i sekciarzy od końca świata oraz ponownego nadejścia Mesjasza - którym zależy na wywołaniu w ludziach strachu przed mieszkańcami kosmosu i niechęci do nich. Kryształowe czaszki to dzieło niemieckich szlifierzy diamentów z początków XIX wieku, a gość, który je zamówił, pojechał potem podłożyć je do świątyń Majów, aby tam mogły zostać 'odkryte'. Pierwsze lądowanie Amerykanów na Księżycu sfingowano w celu wzbudzenia respektu Rosjan, potem lądowali już naprawdę; o mistyfikacji wiedziało tylko 37 osób, wobec astronautów użyto narkotyków i hipnozy, wszyscy 4 hipnotyzerzy wkrótce zmarli, podobnie jak wiele innych osób z tego projektu - "dla dobra kraju" oczywiście. Tą samą techniką należałoby też pewnie (to już moje domysły) tłumaczyć zeznania Ala Bieleka czy Stewarta Swerdlowa - że ktoś zaimpregnował im sztuczne wspomnienia, pewnie tak samo jak Alexowi Collierowi, by działając w najlepszej wierze, zaczęli opowiadać o tych gadoidach, hybrydach i niesamowitych możliwościach amerykańskich sił zbrojnych, wynikających z posiadania niezliczonych pozaziemskich technologii. Tak że teraz już nie wiadomo, w co wierzyć - no dobra, to nie wierzymy ani w Drakonian, ani w Billy'ego Meiera, tylko zostawiamy sobie info od Phila Schneidera o Szarych z moralnością dr Mengele - ale chyba jednak i tak coś w tym musi być, w jednym albo drugim z właśnie odrzuconych przez nas krajobrazów wiadomości, bo to jest tak interesujące, która wersja jest bliżej prawdy, że powinni to cały czas analizować i próbować rozstrzygać w rozlicznych magazynach oraz wieczornych programach publicystycznych, w weekendowych dodatkach do poczytnych dzienników i radiowych audycjach na ciekawe tematy - gdzieś w tym musi siedzieć jakiś prawdziwy dynamit, skoro całe to pole zagadnień jest tak nienaturalnie wyciszone i schowane, że 4 na 5 laureatów Nobla nie ma pewnie zielonego pojęcia o niczym z tego kręgów tematów, ani w ogóle że taki krąg tematów istnieje. Tak że nie znamy prawdy, ale być może kiedyś już mieliśmy ją przed oczyma; w każdym razie raczej mamy prawo przypuszczać, że ktoś coś przed nami ukrywa - jednak ruiny i piramidy na Marsie chyba same się nie zrobiły, ani spodki na malowidłach ze średniowiecza nie pojawiły się, ponieważ akurat w ten sposób smoła kapała z sufitów; tę piramidę odkrytą na dnie oceanu u wybrzeży Japonii ktoś musiał wybudować w epoce "kamienia łupanego", a hieroglify w świątyni w Abydos to też raczej nie był bezmyślnie odpadający tynk, tylko dzieło osoby całkiem nieźle zorientowanej w odległej przyszłości; fakt posiadania przez starożytne ludy wiedzy astronomicznej na poziomie możliwości teleskopów z lat 80-tych XX wieku zasługuje na badanie i wyjaśnianie, a nie na lekceważenie i udawanie, że jest się poważnym naukowcem. Do tego zeznania astronautów, wojskowych, inżynierów, policjantów, polityków, zwykłych ludzi, nagrania wideo z myśliwców, promów kosmicznych i domowych kamer, fotografie z wieków XIX, XX i XXI - coś tu nad nami lata i to od dawna, a zatem bez wątpienia mamy do czynienia z ważną sprawą - a że nie wiemy, jak to jest dokładnie, to przynajmniej oznaka, że nie popadliśmy jeszcze w żadne dogmaty. Może za 50 lat dalej nikt nie będzie znał prawdy; wtedy zresztą byłoby już jak gdyby "po zabawie" i życie stałoby się pewnie dużo nudniejsze, mniej tajemnicze i fascynujące, zapraszające do odgadywania niczym w przygodę nie gorszą niż z filmu. Póki co, kto spotka Billy'ego Meiera, może go zapytać, skąd w takim razie na całym świecie wzięło się aż tyle legend o smokach i wężo-bogach (nie tylko w Chinach i Tajlandii, ale także w mitach starożytnej Grecji oraz Skandynawii, Egiptu i Peru, Azteków oraz Indian Ameryki Północnej - żeby wymienić tylko te przypomniane na jednym filmiku z YouTube, skądinąd próbującym tłumaczyć wszystkie tego typu posążki przodków w 'racjonalny' sposób). A kto spotka Davida Icke'a, może do następnej książki podrzucić mu historyjkę, której pewnie jeszcze nie zna: o Wzgórzu Wawelskim w Krakowie, gdzie według nienaukowych ustaleń i relacji przodków, na dole mieszkał smok, a na górze - król...

Gdyby ludzie wiedzieli, że Ziemianie skatalogowali już dziesiątki ras obcych, że zestrzelono setki spodków, a i tak wciąż latają nad nami co dnia - że wiele gwiazd w naszej galaktyce jest okrążanych przez planety, na których rozwija się życie - to czy przypadkiem nie zapytaliby z czasem, już tak na spokojnie, po wybrzmieniu pierwszego szoku: zaraz, zaraz - a ci kosmici to tak nagle sobie teraz latają wte i wewte, a wcześniej przez kilkadziesiąt czy kilkaset wieków nie umieli odszukać naszej planety, albo wtedy brakowało im paliwa - czy też po prostu trzeba będzie raczej poodnajdywać ich ślady w naszej historii i prehistorii, muszą istnieć jakieś tropy, coś na pewno zostało i ówcześni ludzie zauważyli..? Obecnie z teorii o hybrydach śmieje się większość osób, które np. zetkną się na YouTube z filmikami o tej tematyce, nie wierzą w to ani przez chwilę; a jak byłoby, gdyby oficjalnie ogłoszono, że ufo to prawda, że tego jest pełno i zawsze tak było..?

Po osiemdziesiątce trudno jest zarywać laski, a bez tego życie pewnie nie ma już takiego blasku, powabu, uroku etc. - nic więc dziwnego, że każdy kolejny rok przynosi coraz bardziej konkretne wypowiedzi następnych emerytowanych pracowników NASA - jakby się umówili, że teraz jeden po drugim przestają być narodowymi bohaterami-legendami i wypróbują sobie dla odmiany, jak to jest być takim zwariowanym dziadkiem opowiadającym jakieś bzdury o ufo i bajeczki o kosmitach. Kolejny przypadek to Clark C. McClelland - operator promów kosmicznych ze stażem 34 lat przepracowanych w NASA. W roku 2008 zelektryzował on niezależne media pisemnym oświadczeniem, że pewnego razu w pracy zdarzyło mu się przez 67 sekund obserwować na monitorze mierzącą około 2,5 metra wzrostu istotę pozaziemskiego pochodzenia w cienkim skafandrze i o sylwetce nie odbiegającej od ludzkiej, gdy sporo gestykulowała stojąc pomiędzy dwoma astronautami pracującymi na zewnątrz promu kosmicznego, orbitującego wokół Ziemi w towarzystwie również widocznego obcego pojazdu; inny pracownik centrum kontroli lotów im. Kennedy'ego na Florydzie miał mu potem zdradzić, że tę samą istotę widział wewnątrz promu. Według McClellanda NASA nie jest agencją cywilną, ale całkowicie kontrolowaną przez Pentagon; w pewnym wywiadzie dopowiedział, że w świetle jego wiedzy władze wszystkich wysoko rozwiniętych państw wiedzą o tym, że Ziemia jest i zawsze była odwiedzana przez przybyszów z kosmosu, którzy prawdopodobnie mieli coś wspólnego w ogóle z powstaniem naszej rasy. Być może nietrafnie przypuszczam, że powyższa informacja/sprawa mogłaby kogokolwiek zainteresować, skoro poza setkami witryn internetowych z kręgów wyznawców teorii spiskowych, nie została ona w ogóle podjęta przez krajowe, europejskie ani światowe telewizje, najlepsze radia ani najpoważniejsze dzienniki czy najbardziej prestiżowe magazyny, które w tym czasie zajmowały się tematami rangi meandrów emocjonalności Carli Bruni bądź problemów okresu dojrzewania członków brytyjskiej rodziny królewskiej. Przecież wiadomo i tak uczą w szkole, że współcześnie media nareszcie podają najlepsze i najważniejsze informacje na bieżąco, na gorąco, obiektywnie i w najpełniejszym możliwym spektrum - a najwyraźniej to tylko ze mną jest coś nie tak, skoro dziwi i niepokoi mnie, że wypowiedź 6-tego człowieka na Księżycu dr Edgara Mitchella stwierdzająca, że rząd USA od dekad ukrywa przed opinią publiczną obecność obcych na Ziemi oraz swoje konszachty z nimi, jest omawiana na wielkich internetowych portalach przez jeden dzień, podczas gdy prywatne komplikacje w życiu Paris Hilton są ze szczegółami relacjonowane i komentowane przez miesiąc; może jednak z tym światem wszystko jest w porządku i mógłbym sobie dać spokój z tą stronką..?





Według jednego z pierwszych badaczy gadoidów Johna Rhodesa zwalanie na te istoty winy za wszystko to wygodne, a dość mało naukowe podejście; tym bardziej tendencja do obarczania ich rzekomych pół-reprezentantów odpowiedzialnością za wszelkie problemy geopolityczne - te stwory żyją sobie głęboko pod ziemią być może od zarania naszej cywilizacji, a że niektóre z nich nadal są prymitywne, mięsożerne i dużo polują - to tak jak ludzie. Jeszcze inną, nie mniej ciekawą koncepcję proponuje niejaki Marshall Vian Summers (link do pliku .wvx - w razie komplikacji nagranie w innych formatach można odnaleźć na niniejszej ciekawej stronce [wszystko w j. ang.]) - według niego żyjemy w gęsto zaludnionym rejonie kosmosu, gdzie wszyscy ze sobą handlują, a jeżeli ktoś kogoś zaatakuje, to od razu każdy występuje przeciwko niemu; z tym, że faktycznie istnieją rozmaite grupy krętaczy, które kombinują również u nas, jako że zamieszkujemy planetę w pozytywnym sensie niezwykłą - ale oni mogą nas przejąć tylko na tej zasadzie, że my do pewnego stopnia jakby o to poprosimy, sami będziemy tego chcieli, w każdym razie by tak to mniej więcej wyglądało na oko dalekich gwiazd i żebyśmy otwarcie przeciw nim nie występowali.

Tymczasem według Stewarta Swerdlowa ci Drakonianie jednak nie zasypują u nas gruszek w popiele, a ściśle lub luźno powiązane z nimi grupy kontrolują m.in. naszą żywność oraz globalną papkę medialną, za pomocą której utrzymują nas w stanie "skotłowania". Inne info od Stewarta z wywiadu radiowego dla 'Coast to Coast' z 13 czerwca 2007 roku:

Początek (pierwsze trzy części na YouTube): jego zwerbowanie za młodu do pracy dla służb stanowiło wyraz chęci upewnienia się przez amerykańskie władze co do lojalności jego osoby wobec kraju - w związku z rodzinnymi okolicznościami polegającymi na tym, że wuj jego ojca imieniem Jacow był pierwszym prezydentem ZSRR [patrz Świerdłowsk alias Jekaterinburg], jego dziadek w latach 30-tych próbował rozkręcać partię komunistyczną w samych Stanach, a babcia była po prostu ...sowieckim szpiegiem podczas II wojny światowej - niezła rodzinka): nasz Księżyc to pusty w środku naturalny obiekt eony lat temu przerobiony przez gadoidy na bazę-przyczółek do kolonizacji Ziemi - to dlatego zawsze ukazuje nam tę samą stronę, to nie tylko jakiś dziwny zbieg okoliczności. Generalnie dane dotyczące prehistorii naszego układu planetarnego zgodne z wersją Alexa Colliera (niestety..! przy okazji anegdota: według relacji A. Colliera, zanim stał się rozpoznawalny, podszedł kiedyś do Richarda Hoaglanda po jego wykładzie i zapytał prosto z mostu, dlaczego nie powie ludziom, że Księżyc jest obcą bazą - a odpowiedź brzmiała: "Nie jestem na to gotów..." - Collier wyraża wobec Hoaglanda pretensje o to, że wstrzymuje on pewne informacje, jak widać dosyć istotne czy wręcz kluczowe). Relacja Stewarta Swerdlowa na bazie wiadomości, które zostały mu przekazane podczas 13 lat jego pracy w tajnych projektach, głownie w programie Montauk: gadoidy z konstelacji Smoka (ang. 'Draco') czują się zobowiązane do eksterminacji lub podporządkowywania sobie innych form życia, ponieważ z pewnych względów uważają się za byty stanowiące możliwie najdoskonalsze uosobienie boskości i natury wszechświata - nie mają płci, tzn. są obydwiema płciami w jednym ciele, a ich DNA w ogóle nie zmienia się przez ery, w całkowitym przeciwieństwie do np. ludzkiego czy szerzej ssaczego, które nieustannie przystosowuje się do nowych warunków. Wenus była lodową kometą z rodzaju preferowanych przez gadoidy pocisków, za pomocą której próbowały one rozprawić się z pradawnymi koloniami ludzi w Układzie Słonecznym, tzn. z bazami uchodźców z zaatakowanych przez nie wcześniej planet w kolebce wszystkich ludzi, konstelacji Lutni (ang. 'Lirae') - tych uciekinierów sobie potem tropiły po kosmosie, a ściślej mówiąc po licznych kolonizowanych przez nich systemach planetarnych, m.in. właśnie naszym. Ziemia była wówczas drugą planetą od Słońca, z powierzchnią pokrytą wodą i dość płynną atmosferą. Pomiędzy Marsem a Jowiszem istniała wtedy jeszcze dużo większa od Ziemi planeta Muldek (rozmiaru ok. wypadkowej właśnie pomiędzy Marsem a Jowiszem) - to tam i na Marsie znajdowały się kolonie owych uchodźców wojennych. Planeta ta nie wytrzymała połączonego oddziaływania grawitacyjnego Jowisza i przechodzącej obok komety-pocisku, rozpadając się na pas asteroid, księżyce Jowisza oraz księżyce i pierścienie Saturna; przejście komety spowodowało również zmianę osi rotacji Urana, który po dziś dzień jest jedyną znaną planetą obracającą się z północy na południe, a nie ze wschodu na zachód jak reszta. Mijając Marsa kometa pozbawiła go większej części atmosfery oraz oceanów, po czym zakręciła Ziemią, inicjując tworzenie się czap lodowych na biegunach naszej planety, której miejsce na orbicie następnie zajęła jako druga planeta od Słońca - a w jego promieniach lód szybko się stopił i wyparował, skutkując pokryciem całej Wenus niezliczonymi warstwami chmur, spowijającymi ją do dnia dzisiejszego. Nibru, znana również jako Marduk, to sztuczny obiekt o eliptycznej orbicie kontrolowany przez inną rasę gadoidów (Annunaki), nie pochodzącą z konstelacji Smoka i nastawioną do tamtejszych reptilian ...wrogo, tzn. rywalizującą z nimi o lokalne terytorium - tj. 'nasz' kawałeczek kosmosu, w którym podobno od zawsze i chyba na zawsze jesteśmy sami. W Montauk w ramach indoktrynacji wpajano pracownikom, że to właśnie od nich zależą dalsze losy naszego gatunku, że ludzie rozpatrywani jako masy nie są jeszcze dostatecznie dojrzali, aby pokierować planetą, że prędko zniszczyliby świat bezpowrotnie, gdyby po prostu zostawić ich samym sobie i pozwolić działać - a 'New World Order' stawia sobie za cel właśnie zapewnienie przetrwania gatunku oraz zachowanie jako takiego środowiska dla następnych pokoleń.


Czwarta część wywiadu: pierwsze kolonie na Ziemi były ośrodkami gadoidów - dlatego po dziś dzień postrzegają one ludzi jako ...obcych najeźdźców. Około 800 tys. lat temu, przy użyciu zaawansowanych technologii pochodzących z macierzystych światów, stworzyły na terenach dzisiejszego Pacyfiku imperium znane z mitów jako Mu albo Lemuria - był to wówczas duży kontynent, na którym powstały olbrzymie miasta i trwały przez millenia. Tymczasem ludziom z Marsa - którzy po przejściu komety-Wenus musieli przenieść się na wewnętrzną powierzchnię - zaczęło się tam robić na tyle ciasno, że przylecieli na Ziemię, gdzie osiedlili się na terenach dzisiejszego Atlantyku, tworząc kulturę znaną z legend pod nazwą Atlantydy. Niestety tak się składa, że ludzie i gadoidy mają odmienne potrzeby środowiskowe, z którego to powodu zazwyczaj nie po drodze im, żeby razem mieszkać na tym samym terenie. Atlantydzi wybili dinozaury jako bydło reptilian, to nie był żaden meteor; następnie przy użyciu technologii geomagnetycznej spowodowali zatonięcie kontynentu Lemurii, z którego pozostały dziś Hawaje, Japonia, Filipiny, Tajwan, Indonezja, Australia, Nowa Zelandia, Wyspy Południowego Pacyfiku oraz zachodnia część kalifornijskiego uskoku San Andreas. Niedobitki z Mu - według przekazywanych w Montauk szacunków ok. 3 mln - zeszły pod ziemię, dając początek nieprzyjemnym legendom o demonach i piekle; rozmnażają się na drodze cyklu partogenezy, nie potrzebują do tego partnerów. Atlantydzi sami również bynajmniej nie byli aniołkami i nie chcielibyśmy mieć ich za sąsiadów: krzyżowali ludzi, z czym tylko się dało, m.in. z insektami, delfinami - porobili np. syreny, sasquatche i yeti; autyzm to pamiątka w genach po poważnych krzyżówkach z delfinami, to prawie coś jak delfin w ciele człowieka. Następnie Atlantydzi sami doświadczyli trzech kataklizmów i z ich kontynentu ponad poziom morza wystają dziś już tylko Azory, Kanary, Karaiby, Bermudy oraz ...Montauk Point na Long Island.

Kolejna część wywiadu: niedobitki Atlantydów kręciły się potem wokół okolic takich jak Egipt, Grecja czy obydwie Ameryki. Po kilku tysiącach lat od upadku kultury Atlantydy gadoidy postanowiły upomnieć się o powierzchnię, ale w międzyczasie ludzie tak bardzo odzwyczaili się już od ich widoku, że aby nie wzbudzać swoim wyglądem przerażenia, musiały stworzyć program genetycznej hybrydyzacji i przyjąć taktykę cichego wymieszania się z ludzką populacją; było to zarazem odkurzenie starego projektu jeszcze z okresu prób ustanowienia pokoju pomiędzy Atlantydą a Lemurią, kiedy próbowano przypieczętować go stworzeniem istot będących w połowie ludźmi, a w połowie gadoidami. Obecnie pod powierzchnią w dalszym ciągu trwają bitwy pomiędzy reptilianami a ludźmi dowodzonymi przez sekretne światowe władze - przypadkowe ofiary nierzadko są omawiane w mediach, ale jako ofiary tragicznych wypadków górniczych - szczególnie w Chinach, choć sporo dzieje się także np. pod pustynią Mojave w Stanach. Wiele latających spodków nie przybywa z kosmosu, tylko spod ziemi; sporo z nich to także pojazdy Ziemian - obydwie strony konfliktu dysponują zaawansowanymi technologiami. Obecnie jedynie 4-5 obcych cywilizacji ma nasze przyzwolenie, żeby odwiedzać Ziemię; przed laty gości było więcej - zanim władze nie zaczęły tak ściśle kontrolować wszystkiego w tym temacie. Trudno powiedzieć, czy właściwie prowadzimy teraz z tymi gadoidami wojnę, czy z nimi współpracujemy - Iluminaci zasadniczo są potomkami oryginalnych hybryd, którzy jednak w swoich zamiarach i ideologii odbiegli nieco od celu, w jakim ich przodkowie zostali stworzeni. Zmienianie postaci to fakt, dotyczy wyłącznie osób o idealnych proporcjach genomu 50% na 50% ludzkiego z gadoidzim. Forma fizyczna zależy wówczas od pierwiastka przeważającego w duszy - osoby z akcentem na gadoidzi by dłużej i "bez migotania" utrzymywać się "wywrócone na ludzką stronę", np. pod kątem wystąpień publicznych, muszą sobie wstrzykiwać ludzkie hormony lub spożywać krew albo narządy; ze zbliżonych powodów często zdarza się, że amerykańscy liderzy polityczni nagle trafiają do szpitali, gdzie poddawani są laserowym zabiegom dotyczącym skóry - zmiany na niej stanowią następstwo dużej liczby transformacji fizycznych, w wyniku których skóra jak gdyby "traci pamięć" czy też "wpada w konfuzję" odnośnie formy, w jakiej się aktualnie znajduje. Rasowe gadoidy z konstelacji Draco dzielą się na siedem kast, które nie kojarzą się między sobą - obowiązuje ścisła hierarchia; stąd pewnie te 7 olbrzymich kopuł na Wenus, sfotografowanych przez radziecką sondę w latach 80-tych po przebiciu się przez warstwę chmur, zanim zniszczył ją żar - czarno-białe zdjęcie do obejrzenia pod koniec tego fragmentu na YouTube; oczywiście według ekspertów z NASA są to naturalne formacje.


Kolejna część: w DNA Ziemian zachowało się sporo wątków związanych z przedstarożytnymi krzyżówkami ze zwierzętami - czasami widać to gołym okiem, kiedy np. przychodzą na świat dzieci z ogonkami albo błoną pomiędzy palcami rąk lub stóp. Niektóre gadoidy z gwiazdozbioru Smoka rzeczywiście mają rogi - najczęściej te agresywne, należące do klasy wojowników, ustępujące przedstawicielom elity wzrostem - rządzą u nich takie bardzo wysokie, z ogonami i niebieskimi oczami, o białej skórze, niekiedy dysponujące również skrzydłami. Twarze gadoidów są ogólnie podobne do ludzkich: również mają oczy, nosy i usta, tylko bardziej wydatne uzębienie i wysuniętą do przodu masywniejszą szczękę - no i łuski, ale nie takie wielkie i twarde jak u krokodyli; najbardziej inne są ich oczy - jak gdyby kocie, z pionowymi źrenicami. Niektóre 100% gadoidy czasami noszą na nadgarstkach urządzenia generujące wokół nich hologramy ludzkich postaci - np. te pracujące w Montauk takie miały, żeby nie wzbudzać przerażenia wszystkich wokół. Wszystkie 13 iluminackich 'rodzin panujących' wywodzi się z programu hybrydyzacji ze starożytnego Sumeru; określenie 'błękitna krew' wzięło się z tego, że gadoidy mają we krwi sporo miedzi, która utlenia się na kolor niebieski i takie też nadaje krwi zabarwienie. Podróżowanie w czasie jest mniej skomplikowane, niż ludziom się wydaje, ponieważ każdy punkt w czasoprzestrzeni ma unikatową wibrację i wystarczy się do niej dostroić, aby samoczynnie pojawiło się połączenie; w sferze ciała astralnego można podróżować w czasie nawet bez korzystania z maszyny. Istnieją rzeczywistości, w których gadoidy nigdy nie przybyły na Ziemię, jak również takie, gdzie Niemcy wygrały wojnę i podbiły świat, albo w których Atlantyda wciąż trwa; tak w ogóle to istnieje nieskończenie wiele rzeczywistości powiązanych z tą samą przestrzenią fizyczną - wszystko, o czym jesteśmy w stanie pomyśleć i sobie to wyobrazić, każdy wariant i możliwość gdzieś istnieją - ale nie widzimy ich, ponieważ trwają one jak gdyby 'na innych częstotliwościach', coś jak w odbiorniku radiowym 'są' różne stacje na rozmaitych pasmach. Wszystkie myśli mają kolory i tony. Faktyczne władze "kropelka po kropelce" ujawniają opinii publicznej informacje wskazujące na obecność obcych na Ziemi, a na końcu otwarcie wyjadą z gadoidami - jako naszymi zbawcami podczas sfingowanej inwazji obcych; następnie gadoidy oświadczą, że to one zbudowały tu pierwsze kolonie, że są częścią nas, a my częścią nich... Jednak Iluminaci już od dawna nie chcą być tylko koniem trojańskim gadoidów i planują raczej stworzyć własne galaktyczne imperium z Ziemią jako główną bazą. Według wiedzy Stewarta wcale nie zamierzają redukować populacji, lecz przesiedlić jej część na księżyce Jowisza, którego próbują rozpalić, by zaimprowizować tam mini-układ planetarny - ma się to odbywać po roku 2010; nie po to przez wieki pozwolili namnożyć się takim rzeszom rasy niewolników - czyli nas, zwykłych ludzi alias "słabych hybryd" - by teraz nie wykorzystać tej olbrzymiej siły roboczej. Wszyscy ludzie na Ziemi są do pewnego stopnia hybrydami, ale zazwyczaj mają tylko 10-15% gadoidziego DNA, co jednak wyraźnie widać po obojnaczo-gadzim zarodku w pierwszych tygodniach oraz po architekturze mózgu, gadzim układzie limfatycznym i łuszczącej się skórze.

Następna część: podczas sztucznej inwazji obcych wykorzystane zostaną osiągnięcia programu "Blue Beam" testowanego od wczesnych lat 60-tych, kiedy amerykańska łódź podwodna wyświetlała nad portem w Hawanie hologram Maryi Dziewicy; niedawno na radarze lotniska w Sydney zaobserwowano meteor, a jego upadek i eksplozję widziało wiele osób - jednak wezwane na miejsce służby ratownicze nie znalazły ani jednego nadpalonego źdźbła trawy, gdyż w rzeczywistości nie było żadnego meteorytu - to był tylko kolejny test tej technologii; planują również drugie nadejście Chrystusa, który ...poprze utworzenie Jednego Światowego Rządu - który zresztą i tak już mamy, ale dopiero w obliczu inwazji obcych ludzie sami będą się domagali, by wszystkie państwa się zjednoczyły i będzie można ujawnić to szerokiej publiczności. Brytyjska królowa-matka po śmierci "wywinęła się" na gadoidzią stronę i dlatego trumna była taka duża, jakby to Shaq w niej leżał; dowiedzieli się o tym niektórzy amerykańscy oraz brytyjscy reporterzy, ale nie wolno im tego upubliczniać. Wielu znanych liderów politycznych jest hybrydami, ale w skali globalnej nie stanowią większości; na hybrydy można się natknąć we wszystkich warstwach społeczeństwa - one wszędzie chcą mieć swoich 'ludzi'.

Następny fragment wywiadu: liczne osoby z jawnych kręgów władzy oraz górnych poziomów piramidki Iluminatów również są potomkami pradawnych genetycznych majstersztyków, ale mają ponad połowę ludzkiego DNA i nie doświadczają przemian postaci. 13 'rodzin panujących' walczy również między sobą o całkowitą kontrolę nad planetą - obecnie w tej rozgrywce najbardziej liczą się Windsorowie (mają Wlk. Brytanię, Amerykę Płn. oraz Australię), Rotszyldowie (Europa kontynentalna, Afryka i część Azji) oraz Romanowowie (kraje byłego ZSRR); większość owych rodów wywodzi się i w dalszym ciągu operuje ze Starego Kontynentu. Każdy człowiek na Ziemi ma już w głowie taką czy inną formę programowania, ok. 5% jest zaprogramowanych szczególnie głęboko na zaawansowane funkcje typu "szaleni snajperzy".

Kolejna część: gadoidy czczą istoty niematerialne egzystujące na tzw. niższych poziomach astralnych, skąd manipulują sobie światami materialnymi, całymi społeczeństwami, jak również poszczególnymi jednostkami - do tego rodzaju aktywności należałoby odnosić przypadki tzw. 'opętań'; zresztą ludzie na przestrzeni wieków zwykli byli byty te nazywać właśnie 'demonicznymi'; ale jak napisano już w Biblii: "Szatan ma tylko tyle mocy, ile Bóg mu użyczy". Gadoidy także mają duszę, lecz jakby bardziej zbiorową, posiadają mentalność ula - podobnie chciałyby przerobić Ziemian. Po śmierci początkowo doświadcza się tego, czego się dany człowiek przez całe życie spodziewał, ale następnie trafia się zawsze do hiperprzestrzeni, gdzie "wyższe Ja" analizuje życie i decyduje, dokąd teraz należałoby się udać, na jaką planetę itp.

Następna część: wiele znikających dzieci ginie jako rytualne ofiary podczas obrzędów. Iluminaci kontrolują system satelitów, za pomocą którego mogą nadawać określone częstotliwości bezpośrednio do mózgu dowolnej osoby - w związku z tym mikroczipy-radiotransmitery powszczepiane w ludzi już w sumie nie są im potrzebne, chyba że jako system awaryjny. Odbierane przez mózg częstotliwości modyfikujące sposób myślenia i działania przy użyciu obecnej technologii można nadawać także za pomocą telewizji, radia, a nawet domowych przewodów elektrycznych; przeważnie robi się to, kiedy ludzie śpią, ponieważ wtedy "najlepiej wchodzi"; celem tych działań jest transformacja ludzi w posłuszne roboty, które nie zadają pytań, tylko robią, co się im powie; nie ma już potrzeby porywania w celu programowania przy użyciu starych, drastycznych metod a'la dr Mengele - choć niekiedy jeszcze się to zdarza, a ofiary często koniec końców lądują w szpitalach psychiatrycznych lub w więzieniach. Owo 97% 'bezsensownego' kodu w naszym DNA zawsze umożliwia nam łączność z 'boskim duchem', choćby wpajano nam co innego i faszerowano nas, czym się dało - tego jednego nie mogą zmienić. Kręgi w zbożu to dzieło ludzi z tajnych projektów, sekwencja skomplikowanych "zastrzyków energetycznych" w Ziemię, powodujących zmiany genetyczne w istotach żyjących w danej okolicy na powierzchni, a nawet pod nią.


Przedostatnia część: znane ze sceny politycznej USA osoby, które co jakiś czas muszą poddawać się zabiegom kosmetyczno-dermatologicznym, to np. wiceprezydent Cheney albo prezydent Bush. Współczesne nauki takie jak historia czy archeologia są kontrolowane przez władze przynajmniej w wymiarze informacji serwowanych opinii publicznej - Stewart spotkał np. jegomościa starszej daty z Tennessee, który opowiedział mu, że w latach 20-tych mieli w szkole publicznej podręcznik z opisem pierwszego lotu admirała Byrda nad biegunem północnym, podczas którego odnalazł on otwór stanowiący wejście do wnętrza Ziemi, a w środku zobaczył lasy oraz tropikalne owoce; pewnego dnia w szkole zjawili się panowie z Waszyngtonu i zabrali wszystkie podręczniki, dając w zamian nowe, w których już tego nie było. Człowiek-ćma, który w pewnej okolicy w USA pojawiał się na tyle często, że mieszkańcy w końcu postawili mu pomnik - to nie był gadoid, lecz stworzenie zbiegłe z podziemnej bazy na terenie Zachodniej Wirginii - robią mnóstwo takich krzyżówek w ramach eksperymentów, tak że wbrew temu, co ludzie myślą, pieniądze z podatków jednak się nie marnują; takie istoty fachowo nazywa się "chimerami". Ziemia owszem jest pusta w środku (jak każda normalna planeta, co jest wynikiem działania siły odśrodkowej podczas stygnięcia w wirowaniu), a wewnętrzna powierzchnia również jest zamieszkana - z tą różnicą, że oni wiedzą o naszym istnieniu (przyp. red. - jasne jest, że gdyby to ujawniono, cały system kłamstw runąłby dosłownie niczym domek z kart, skoro nagle okazałoby się, że obcy jednak istnieją, że nasza historia wyglądała zupełnie inaczej, że cały czas bez żenady nas okłamują itd.)

Ostatni fragment wywiadu: Plejadianie istnieją i faktycznie wywodzą się z uchodźców z konstelacji Lutni, zamieszkiwany przez nich obecnie układ planetarny jest młodszy nawet od naszego - ale wiele krążących w obiegu informacji o nich to sponsorowane przez ziemskie władze przekłamania obliczone na odwrócenie i rozproszenie uwagi; Stewart napomina, że ludzie często gniewają się, kiedy o tym mówi - i nie podaje konkretnie, o jakie źródła chodzi, tzn. które dezinformują. Na zakończenie jeszcze prawdziwa srebrna kula do strzelb sceptyków, czyli informacja z kategorii 'skrajnie trudne do uwierzenia': według Stewarta opowieści o hybrydach to prawda, mity o syrenach to też prawda, no i prawdziwe są również legendy o ...wilkołakach - były(?) to krzyżówki DNA ludzkiego i wilczego, stanowiące oczywiście dzieło genialnych Atlantydów; w tym temacie istnieje wiele doskonale udokumentowanych przypadków, zwłaszcza z Europy Zachodniej, szczególnie z Francji i Wlk. Brytanii - ostatnie z lat 60-tych i 70-tych XX wieku; brak info o jakimkolwiek znaczeniu pełni Księżyca - to raczej analogiczne hybrydy, jak te z gadoidami, tyle że człowiek przemienia się w inną bestię (przyp. red.: ciekawe, skąd w ogóle wzięło się to słowo "potwór", skądinąd zdaje się w większej części złożone ze sylaby 'twór' - no i w ogóle, skąd się biorą te wszystkie 'dobre wróżki' oraz inne funkcjonujące od wieków określenia rzekomo oznaczające coś, czego w ogóle nie ma i nigdy nie było, bo to by przecież kompletnie nie pasowało do przyjętej historii czy teorii ewolucji; albo dlaczego na rozmaitych wysepkach i kontynentach przodkowie różnych ras przez tysiące lat identycznie roili sobie, że składanie darów lub krwawych ofiar jakimś istotom, w realność egzystencji których wierzyli na tyle serio, że z mozołem budowali im pomniki - może zaowocować zmianą pogody wedle próśb; ale kiedyś ludzie byli głupi - dobrze, że chociaż dzisiaj są już mądrzy i czasem nie łączą tego może z rysunkami latających spodków z pradawnych malowideł lub ścian prehistorycznych jaskiń).

Inne, nieuporządkowane info z powyższego wywiadu: gadoidy są absolutnie pewne słuszności tego, co robią - one też mają sprane mózgi, totalnie zaprogramowane świadomości, w ich społeczeństwach wszystkie jednostki są tego samego zdania. 97% DNA istot wszystkich ziemskich gatunków jest identyczne, naukowcy nazywają je "śmieciowym" - zdaniem Stewarta wygląda to raczej na dowód istnienia Duszy Boga, która to wszystko stworzyła. Jeżeli aktywujemy w sobie choćby część tego genomu lub zaczniemy wykorzystywać leżące jak na razie odłogiem 90% mózgu, to będziemy w stanie dokonywać 'niesamowitych' rzeczy. Mózg jest tylko narzędziem, to dusza jest potęgą; wszechświat odbija nasze myśli niczym zwierciadło - w sensie wydarzeń, które nas spotykają. I jeszcze istotna informacja z zapisu wideo warsztatów prowadzonych przez pana Swerdlowa, stanowiąca odpowiedź na pytanie, dlaczego nikt nie wytacza Davidowi Icke procesów o zniesławienie: jeżeli ktoś obawia się procesów, ma taki wzorzec myślowy - to będzie te procesy miał; a jeśli nie, to nie ma szans, bo tak działa rzeczywistość - życie to coś jak film, a myśli człowieka to byłby w tej metaforze projektor. Pod adresem http://www.expansions.com znajduje się anglojęzyczna strona Stewarta, gdzie można przesyłać mu maile z pytaniami - jak wspomniał w powyższym wywiadzie, w zwykłe dni otrzymuje ich około 200 dziennie, ale na wszystkie odpowiada; osobiście tylko co do tego za bardzo mu nie wierzę, a poza tym odbieram/odczuwam go jako pierwszorzędnie wiarygodne źródło informacji, nie gorsze od Phila Schneidera czy Ala Bieleka (z którymi zresztą łączy go wyraźna nić potwierdzania rzetelności i wiarygodności: dziwna śmierć -> Schneider -> Bielek -> Swerdlow); choć rzecz jasna przedstawiana przezeń wersja wydarzeń jeszcze dziś jawi mi się jako dość fantastyczna, niemniej jednak wygląda na to, że to chyba właśnie jest prawda, skoro w jej perspektywie w końcu zaczynają się ze sobą zgadzać różne wątki niezależnego obiegu informacyjnego, w większości zresztą jak gdyby równo oddalone pewną taką 'odległością do uwierzenia' od przekonań sumiennie wpajanych nam przez instytucje i agencje państwowe oraz koncesjonowane media; poza tym wersja ta zwyczajnie mocno trzyma się kupy, a pasują do niej również liczne 'niewyjaśnione zagadki', legendy oraz 'dziwne zbiegi okoliczności'; no i jest po prostu przekonująca, tzn. nie wiem i trochę wątpię, czy w powyższym streszczeniu, ale na pewno, kiedy on sam o tym mówi spokojnym głosem kogoś, kto to wszystko naprawdę przeżył i widział na własne oczy - o czym co jakiś czas przypomina, gdy spotyka się z niedowierzaniem. Z tym, że jak zwykł mawiać nestor wiedzy alternatywnej Jordan Maxwell (co prawda jeszcze przed 'wypłynięciem' Swerdlowa) - "gdy badasz te ukrywane tematy i już ci się zdaje, że znasz prawdę, że wszystko w końcu do siebie pasuje - to znaczy, że gdzieś popełniłeś błąd ...i musisz się cofnąć".


Ostatnio zmieniony 26 cze 2009, 13:59 przez bobik, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
   
 
 
Post: 24 cze 2009, 13:31 
CD :arrow:

Następny wywiad Stewarta dla 'C2C': (cz.1) programowanie ludzi odbywa się z wykorzystaniem technologii pochodzących od obcych (cz.2) rząd Kanady ostatnio zezwolił obywatelom swojego kraju na pozywanie CIA i NSA do sądu za skutki programowania - trochę to dziwne, skoro coś takiego nie istnieje; symptomami programowania są np. częste bóle głowy, dziwaczne koszmary, problemy z oczami - np. po ikonach medialnych typu niektórych gwiazd pop widać, że jedno oko mają większe od drugiego, co również stanowi charakterystyczną oznakę; najlepszy niewolnik to taki, który nie wie, że jest niewolnikiem; programowanie polega na wgrywaniu wzorców myślenia; cukier biały to jedna z najgorszych rzeczy, jaką można wpuścić do swojego organizmu (cz.3) plany sztucznej inwazji obcych powstały 40 lat temu, wiele obserwacji ufo na przestrzeni dekad to część tego projektu; ofiary uprowadzeń w głębokiej hipnozie przypominają sobie obecność ludzi, często w mundurach; najpierw zamierzają wytworzyć w masach przekonanie, że kosmici istnieją - stąd odbieranie zastanawiających sygnałów itp.; potem będą holograficzne projekcje ich statków oraz ustawiony kontakt - 'spotkanie' (cz.4) wytworzenie społeczeństwa ludzi o mentalności robotów to będzie 'game over', a właśnie to dzieje się teraz; najpierw będzie sfingowana inwazja kosmitów, dopiero potem drugie nadejście Jezusa i nowa religia dla całego świata - Watykan już oświadczył, że filozofia New Age jest o.k. i ma swoje miejsce; działające na podświadomość sekwencje bywają umieszczane we współczesnej muzyce, wiele innych impulsów dosięgnie Cię wszędzie, gdzie pójdziesz i dokądkolwiek nie wyjedziesz (cz.5) jakieś obiekty przesuwają się w pasie Kuipera w sposób wskazujący na inteligentne sterowanie, a wywiady całego świata nie wiedzą, co to jest - istnieje możliwość przyspieszonego odpalenia sztucznej inwazji kosmitów w celu skonsolidowania struktur władzy przed prawdziwą inwazją, tym bardziej jeśli to ci "dobrzy"; kalendarz Majów to sprawa Majów i ich historii, zdaniem Stewarta władze mogą coś zaaranżować w 2012 r., żeby się sprawdziło i więcej ludzi uwierzyło w New Age - choć w wyniku apogeum aktywności Słońca faktycznie będą ruchy geotektoniczne oraz zakłócenia łączności; Nowy Orlean to jeden z głównych ośrodków rytualnych obrzędów Iluminatów, a Katrina była sztucznym huraganem umyślnie tam skierowanym jako część globalnego rytualnego poświęcenia z myślą o uzyskaniu pewnych energii w określonych miejscach (cz.6) pewna pani sejsmolog trzy lata wcześniej przepowiedziała zamachy terrorystyczne w Nowym Jorku, z rocznym wyprzedzeniem huragan w Nowym Orleanie, a teraz mówi, że nastąpi zniszczenie Los Angeles; w konstelacji Plejad jest 7 gwiazd, a przy każdej z nich trwa cywilizacja, więc mówienie o Plejadianach to coś jak mówienie o Europejczykach; sporo żołnierzy 'zaginionych w akcji' (M.I.A.) np. w Wietnamie trafiło do ośrodków, gdzie wojsko jak zwykle na nich testowało techniki programowania; w hierarchii gadoidów z systemu Draco istnieje nawet klasa ...filozofów (cz.7) stracony Saddam był prawdopodobnie sobowtórem, ale zaprogramowanym aby myśleć, że jest oryginałem - np. blizna nad okiem zniknęła mu w jeden dzień, poza tym prawdziwy nie siedziałby miesiącami w dziurze po dekadach życia w luksusie, według przyjaciół Swerdlowa z Iraku, którzy go znali osobiście; Osama też nie wiadomo, czy żyje, ale istnieje jako produkt propagandowy i nigdy go "nie złapią" (cz.8) żeby się z tego wszystkiego jako tako osobiście wyzwolić, przede wszystkim trzeba pozbyć się sztucznych wkrętek w siebie, stanowiących efekty programowania (cz.9) do zaawansowanego programowania zawsze dodają osobowość samobójczą - na wypadek wystąpienia komplikacji; iracka armia mimo indoktrynacji pod kątem fanatycznej walki do ostatniej kropli krwi, poddawała się w efekcie emitowania programowania z helikopterów; to, co zapowiadali im w Montauk, wszystko się teraz po dekadach faktycznie dzieje i sprawdza (cz.10) w obliczu niesprzyjającego im czynnika pozaziemskiego, Iluminaci spieszą się i popełniają błędy, a przy tym nadal walczą między sobą; jednak nadszedł krytyczny czas i zostało 'nam' go już niewiele, żeby coś z tym zrobić, tzn. przeciwstawić się temu, co się dzieje - ale właśnie tak jesteśmy programowani, żeby nic nie robić, "nie schizować", tylko śmiać się i bawić (cz.11) znany to fakt, że sowieci bombardowali amerykańską ambasadę mikrofalami zakłócającymi pracę komputerów oraz ...umysłów; na początku 'drugiego nadejścia Chrystusa' odbędzie się porównawczy test DNA z całunem turyńskim; bliźniacza instalacja systemu HAARP na Alasce istnieje również na północy Norwegii, jest też 11 innych ośrodków na całym świecie, a ich przeznaczenie polega nie tylko na kontroli pogody, lecz również na wpływaniu na określone sekwencje w ludzkim DNA, poza tym tworzą w jonosferze izolacyjną osłonę przed kosmosem, która jest w znacznej mierze odpowiedzialna za współczesne sztormy oraz burze elektromagnetyczne; osoby z rodzin Iluminatów także podlegają programowaniu, tylko że nieco innemu, na członków elity - dla nich programowanie to coś jak styl życia (cz.12) potem Iluminaci nie mają wątpliwości, że czynią dobrze; ich rody posiadają zasadniczo wszystkie zasoby naturalne Ziemi; apatia i ignorancja w codziennym wykonaniu tzw. 'zwykłych ludzi' to nie przypadek, tylko właśnie efekt programowania.

Przedstawiony powyżej krajobraz faktów bardzo różni się od wersji wpajanej nam po szkołach i uniwersytetach, telewizorach i książkach, etc. itd. Czy zatem na tej podstawie rozsądnie i racjonalnie będzie uznać, że to muszą być tylko jakieś brednie i wymysły..? Aby to nieco wyjaśnić, spójrzmy na osiągnięcia dziennikarzy i profesorów w dochodzeniu do prawdy w tematach takich jak 11 września czy istnienie w ogóle jakiegokolwiek ufo bądź choćby jednej fotografii latającego spodka - jak im poszło, czy wykazali się niezależnością i nieustępliwością, czy też raczej odrażającą gotowością do powtarzania kłamstw w żywe oczy w zamian za możliwość jeżdżenia dobrymi samochodami i chodzenia z dumnym wyrazem twarzy pośród gratulacji i oklasków..? A więc możemy im ufać, czy chyba nie warto, nie ma sensu, bo to tylko jacyś parszywi zdrajcy-sprzedawczyki, a w najlepszym razie zbyt pewne siebie przygłupy lub może i sympatyczne osoby, które jednak popełniły poważny błąd polegający na wzięciu ogromnych kredytów ze spłatą rozpisaną na wiele lat, a w związku z tym teraz w sumie nie mogą już sobie nawet we własnej głowie pozwolić na myślenie w jakichkolwiek kierunkach grożących opuszczeniem dobrze płatnych kręgów 'naukowych' czy też 'niezależnego dziennikarstwa'..? Nie wiem, to dla mnie zbyt trudna zagadka - tu musiałby chyba pojawić się jakiś Sherlock Holmes albo Herkules Poirot, ewentualnie Kojak czy porucznik Columbo, żeby to nieco rozwikłać i z grubsza naszkicować sytuację.

Różne informacje z witryny internetowej S. Swerdlowa, z działu pytań i odpowiedzi: impulsy ELF emitowane przez satelity blokuje jedynie granit; osoby z czynnikiem Rh- we krwi mają nieco więcej gadoidziego DNA od tych z Rh+; jeśli chodzi o rasy, najwięcej reptiliańskiego DNA posiada rasa żółta; ludzie z ponadprzeciętnymi zdolnościami psychicznymi rodzili się zawsze, a współczesne określenie "dzieci Indygo" to coś w rodzaju akcji propagandowej, w której chodzi o to, aby rodzice zgłaszali takie dzieci i w ten sposób dawali władzom (tj. Iluminatom) znać, gdzie ich szukać pod kątem naboru uczestników do nowych "ciekawych projektów"; w astrologii coś jest, tyle że na odwrót: to nie ludzie są poddani wpływom pozycji i ruchów ciał niebieskich, ale sami na nie wpływają, podobnie jak na całą rzeczywistość - swoimi indywidualnymi i zbiorowymi wzorcami myślenia, które zasadniczo generują i kształtują wszystko wokół; obydwie wyspy Nowej Zelandii są zagrożone katastrofalnymi trzęsieniami ziemi oraz erupcjami wulkanów, a władze ukrywają wiele wstrząsów sejsmicznych z tego regionu; najpotężniejszą agencją wywiadowczą świata jest Mossad i ma dłuższe macki, niż to się ludziom wydaje; program radiowy 'C2C' przypuszczalnie będzie teraz promował Nową Światową Religię; nasze DNA zmienia się według naszych wzorców myślenia; 4 I 09: na zachodnim wybrzeżu USA można się wkrótce spodziewać poważniejszego trzęsienia ziemi; nowo mianowany dyrektor przodującej placówki badawczej Centrum Astrofizyki Cząsteczkowej Fermilab prof. Craig Hogan oświadczył, że wyniki eksperymentu GEO600 zdają się potwierdzać hipotezę, że nasz wszechświat jest gigantycznym hologramem.





Z ciekawszych osób jest jeszcze taki gościu, a właściwie mistrz Reiki, znany jako Brianstalin - jak gdyby uparł się on, że pochodzące od niego informacje będą najbardziej na świecie "nie do uwierzenia", nawet dla doświadczonych ufologów i długoletnich eksploratorów ezoterycznych tradycji, a opowieści Billy'ego Meiera czy rewelacje Ala Bieleka będą się przy nich wydawały wyrachowanymi matactwami misternie skonstruowanymi pod kątem uzyskania maksymalnej wiarygodności w odbiorze tłumów. Nawet jego nauczyciele Reiki nie dali wiary owym informacjom, a po ich samodzielnym sprawdzeniu uprzedzili go, że upublicznianie tych danych to może nie być "bułka z masłem". Twierdzi on np., że Fryderyk Szopen żyje obecnie jako brytyjski aktor Tim Roth, kolega po fachu Juliana Sandsa, który jest z kolei następnym wcieleniem innego kompozytora, Franciszka Liszta, a siedemnasty prezydent Stanów Zjednoczonych Andrew Johnson reinkarnował się ostatnio jako ...słynny reżyser David Lynch; Alex Collier w poprzednim wcieleniu był jednym z ziomków Hitlera, a obecnie jest trybikiem w programie masowej kontroli umysłów, którego celem jest przekształcenie świadomości 10% ziemskiej populacji; Drew Barrymore to francuska emancypantka George Sand, Barack Obama to dziewiętnastowieczny papież Leon XIII, a David Wilcock oprócz tego, że był Rasputinem, wiele wieków temu dał się zapamiętać również jako ...Wład Palownik i posłużył historii za pierwowzór legendy o hrabim Drakuli. Wszystko śmieszne, jak nie wiem, zwłaszcza dopóki nie obejrzy się zestawień zdjęć i portretów tych postaci, których sporo umieścił na YouTube taki jak gdyby rzecznik tego gościa, 'GarySe7en' - np. David Beckham i car Rosji Mikołaj II: słowo daję, że trudno powiedzieć, czy bardziej jest to zabawne i absurdalne, kiedy się o tym słyszy lub czyta, czy bardziej po prostu szczęka opada, gdy na własne oczy zobaczy się porównanie fotografii tych osób (stopklatka w 2 min. 54 s); a może najciekawsze z tego wszystkiego byłyby odpowiedzi na komentarze do filmiku o Marylin Monroe ( j.ang.), z których wynikałoby m.in., że kierowanie się głosem intuicji to tylko ucieczka w kolejną iluzję i następny poziom tzw. "malin", upodabnianie się do działającego instynktownie zwierzęcia - zamiast tego należałoby raczej rozwijać swoją nadświadomość, a to nie jest to samo. Według Brianstalina przysłowiowy "każdy głupi" może uzyskać dostęp do 'Rejestrów Akaszy' i na własną rękę weryfikować podawane przez niego informacje, jak również samodzielnie przeprowadzać odczyty za pomocą wahadełka i zadawania prostych pytań, na które da się otrzymać energetyczną odpowiedź "tak" lub "nie"; do tego banku danych nie ma drzwi ani zamków, firewalla ani punktu kontroli biletów - wbrew temu, co głoszą różnoracy pseudo-guru New Age. Jeżeli natomiast chodzi o konfrontację "NWO - niezależne autorytety" w szerszym planie, to według niego historia pokazuje to nader klarownie, że zawsze, kiedy zmagają się dwie potężne siły, obydwie w końcu okazują się być kontrolowane przez te same kręgi, które w każdym przypadku wygrywają. A tak generalnie, to z krajobrazu naszej rzeczywistości wyłania się obraz tego rodzaju, że ludzie jako jednostki posiadają potencjał na tyle duży, że aby możliwe było utrzymywanie miliardów pod każdym względem tak daleko od prawdy, jak ma to miejsce obecnie, konieczne jest nieustanne bombardowanie ściemami ze wszelakich możliwych źródeł, kierunków, poziomów i w najróżniejszych układach nawzajem "przekraczających się" "opozycji" - dlatego kity wkręcają dziś tak samo po kościołach, jak i w materiałach z kiosków Ruch-u, a choćby okruszków prawdy nie uświadczysz nigdzie, możliwe że nawet po odwiedzeniu 10 konferencji niezależnych badaczy i historyków; wprawdzie fakt istnienia i działania Iluminatów ujrzał już światło dzienne, ale to oni kontrolują media, więc póki co panują nad sytuacją; większość książek o reinkarnacji obecnych w księgarniach to syf i bzdury autorstwa niekiedy wprost ziemskich marionetek bytów demonicznych; w temacie poprzednich wcieleń metody regresji hipnotycznej lub głębokiego transu to ścieżki prowadzące na manowce, tzn. stosując je łatwo otrzymać zafałszowany przekaz; nawet kiedy ma się oczyszczone czakry, jakąś energię Czerwonego Smoka (Kundalini) podniesioną do Trzeciego Oka, robi się wszystko prawidłowo przy użyciu wahadełka - to i tak najtrudniej jest uzyskać jakiekolwiek informacje dotyczące własnej osoby, tzn. swoich przeszłych żyć, czego powodem jest istnienie czegoś takiego jak "ego", którego należy wyzbyć się w pierwszej kolejności; zresztą nawet najwięksi mistrzowie, dosłownie - na świecie, wszelakie odczyty starają się między sobą sprawdzać i nawzajem weryfikować. W każdym razie, jeśli chodzi o te przeszłe życia, to wypada pamiętać, że są to tylko sny wewnątrz snu - wszystko jest iluzją; władzę nad naszymi życiami mają ci, którzy są w stanie kształtować sposób, w jaki my sami wyobrażamy sobie własne chwile oraz samych siebie. Wszyscy ludzie na Ziemi są egoistami, których "karmiczne recenzje" za poprzednie patetyczne żywoty spragnionych sławy wypadły na tyle kiepsko, że nie pozwoliły im inkarnować się na fajniejszej planecie; Ziemia jest swego rodzaju więzieniem, z którego można zostać ułaskawionym, ale nie za bezczynność; dobra wiadomość jest taka, że po śmierci nie trafia się do piekła, gdzie władają demony; zła jest taka, że właśnie teraz, cały czas od urodzenia znajdujemy się w rzeczywistości, którą rządzą byty demoniczne - a tak zwany następny wymiar, "niższe poziomy astralne", gdzie przebywają umarli i skąd nadają rozmaitego pokroju istoty, to również domena, w której prym wiodą owe samolubne formy egzystencji. Według Brianstalina w poprzednich wcieleniach wszyscy byliśmy związani z satanistycznymi kultami oraz Iluminatami - dlatego ciągle inkarnujemy się w stworzonym przez "nich" matrixie/więzieniu, żeby na własnej skórze poczuć naszą "dobroć" z poprzednich żyć i ile naprawdę warte było przekonanie o wyższości nad "ogółem" - Kroniki Akaszy są świadectwem, że jako dusze trwamy zapętleni w tego rodzaju pułapce, w której w kolejnym wcieleniu wpadamy w dołek, jaki wykopywaliśmy w poprzednim dla "prymitywnych tłumów"... Jeżeli natomiast ktoś kategorycznie nie wierzy w reinkarnację, może zainteresować się tymi filmikami chociażby dla wpadających w ucho muzyczek - przykład.

Na stronie http://www.infowars.com/hillary-tzipi-t ... nrichment/ odnaleźć można (wyszukując frazę "Collier") komentarz umieszczony tam 26 I 2009 r. przez "!", którego unikatowa treść oraz link pod znakiem wykrzyknika pozwalają domyślać się, że jego autorem jest Stewart Swerdlow lub osoba blisko z nim związana. W każdym razie w owym poście znajdujemy (j.ang.) opis Alexa Colliera jako osoby zręcznie manipulowanej przez istoty pozaziemskie, które nafaszerowały go filozofią w stylu New Age; w celu zagmatwania sprawy przypomnijmy, że siedem lat wcześniej w odpowiedziach na listy na swojej witrynie internetowej Stewart Swerdlow wyrażał uznanie i poparcie dla działalności A. Colliera. Inne informacje ze wspomnianego komentarza: Annunaki zostali zniszczeni przez Iluminatów wraz z całą swoją planetą Nibiru/Marduk w roku 2003; Plejadianie kontaktujący się z Billym Meierem mogą być powiązani z potomkami ewakuowanych nazistów bazującymi pod Antarktydą, gdzie mają swoją małą IV Rzeszę (tzw. baza Nowy Berlin - podziemna czy może raczej podlodowcowa); konfederacji obcych z Oriona przewodzi rasa Szarych wysokich na 5 stóp i są to ci sami kosmici, którzy w 1954 r. zawarli pakt ze Stanami Zjednoczonymi, na mocy którego udostępnili technologie w zamian za możliwość uprowadzania ludzi na eksperymenty, z zastrzeżeniem aby "odstawiać" ich w ogólnie nienaruszonym stanie; pracują dla Drakonian jako coś w rodzaju zwiadu na planetach położonych na szlaku podboju; są nastawieni antagonistycznie do innego odłamu Szarych, wysokich na 4 stopy, który znalazł schronienie na Ziemi również na mocy umowy z USA, raptownie wymiera i zawiera pragmatyczne sojusze pod kątem bieżącej sytuacji, nieustannie koncentrując się przy tym na staraniach, żeby na drodze eksperymentów stworzyć hybrydy własnej rasy z ludzką - w celu umożliwienia przetrwania swojej kulturze.

Według Stewarta Swerdlowa obecność Gadoidów w naszym Wszechświecie to ...dar, dzięki któremu szeroko rozumiany rodzaj ludzki ma szansę nie skończyć jako kosmiczne pomyje, tzn. zepsute dzieci czy zadowolone z siebie duchowe trylobity; przy czym nie jest jakaś jego twórcza - nawiedzona interpretacja ani autorska hipoteza, tylko po prostu kluczowy punkt rzeczowej, kronikarskiej relacji o historii naszej galaktyki, zdawanej w oparciu o informacje zgromadzone w toku całego niezwykłego życia - naprawdę kiedyś ktoś gdzieś wpadł na taki pomysł, żeby ludziom wszystkich gwiazd sprawić tego typu prezent, tak jakby uzdolnionemu szachiście z prowincji wyszukać odpowiedniego dlań sparingpartnera, coby nie zatrzymał się na zawsze na swym niby-mistrzowskim poziomie. Według tej długofalowej rekonstrukcji dziejów, gdyby nie reptilianie, ludzie po prostu wegetowaliby sobie na zasadzie stagnacji duchowej i cywilizacyjnej, niczym sympatyczne ruchliwe roślinki, pozbawieni motywacji do dalszego rozwoju, samodoskonalenia się i odkrywania prawdziwej natury fizycznej rzeczywistości (że jest ona tylko iluzją, którą możemy przekraczać samą mocą własnej duszy, tak naprawdę tutaj nie należymy, a jedynie czasowo przebywamy "daleko od domu", tj. całkowitej jedności z Boską Świadomością). Pojawienie się agresywnych gadoidów wymusiło na najwyraźniej zanudzających wszechświat rolnikach z konstelacji Lutni i Wegi szerokie otwarcie oczu na otaczające ich uniwersum, jak również na samych siebie - czego i my mamy teraz wyraźny posmak, tzn. jako poszczególne już zorientowane w temacie jednostki (chyba, że komuś to nie przeszkadza, że one chciałyby sobie z nas zrobić fermę kurczaków, nie stara się jakoś 'sporządnieć' i wyewoluować, aby móc się temu skuteczniej przeciwstawić). Otóż to wszystko wymyślili ponoć eony lat temu jacyś "przezroczyści ludzie" (ang. "transparent people"), którzy zobaczyli w przyszłości stan degeneracji ludzkiej kultury, a raczej jej pożałowania godny zastój, coś w stylu spoczęcia na laurach gdzieś w połowie drogi, albo nawet wcześniej, może podobnie jak Odyseusz miał wrócić do domu, a długo wylegiwał się gdzieś na jakiejś sielankowej wyspie. We współpracy z istotami z Syriusza (ang. "Sirian beings") stworzyli zatem agresywną rasę, do cna owładniętą żądzą podboju, tj. właśnie gadoidy, w ten sposób wymuszając na apatycznych ludziach ponowne zakasanie rękawów i pokazanie, na co ich stać, czyli wznowienie wędrówki drogą ewolucji ku horyzontowi ponownego zjednoczenia się z Boską Duszą kosmosu, która cały czas jakby cierpliwie czeka, aż "wrócimy". Przy czym gadoidy najprawdopodobniej też mogą "wygrać" tę próbę sił, a w ten sposób udowodniłyby słuszność własnej filozofii i że od początku miały rację - to jest taki jak gdyby gigantyczny kosmiczny show typu "Rozbitkowie", gdzie zwycięży najtwardszy albo najsprytniejszy, w każdym razie forma życia najlepiej przystosowana do istnienia w fizycznej rzeczywistości - podobno o rozstrzygnięcie tego właśnie chodzi.

Jednocześnie S. Swerdlow bardzo wyraźnie zaznacza, uwypukla i przy każdej nadarzającej się okazji przypomina, że jeśli nienawidzimy gadoidów, ma to charakter bezpośrednio autodestrukcyjny - wówczas nienawidzimy także samych siebie, gdyż tu na Ziemi chcąc nie chcąc wszyscy posiadamy reptiliańskie DNA, stanowi ono część nas; poza tym wkraczamy wtedy prosto w ich dialektykę, upodabniamy się do nich, oddalając się od naszej ludzkiej natury, której przeznaczeniem i jedynym możliwym w finalnej perspektywie spełnieniem jest bezwarunkowa miłość do wszystkich i wszystkiego, czyli godne odwzajemnienie uczuć kosmosu, Boskiej Świadomości stwórczej czy jakby to kto chciał nazywać, tak naprawdę odnosząc się przy tym również do siebie; z tym, że też byle bez zaślepienia z tą miłością - według Stewarta nawet zabicie napastnika jest uprawnione, jeżeli tylko w ten sposób możemy obronić życie własne albo czyjeś inne; z kolei samobójstwo to według jego onegdaj sztucznie rozszerzonej intuicji coś w rodzaju "kosmicznego przestępstwa" w świetle odwiecznych praw obecnych między wszystkimi gwiazdami. W życiu i na drodze samorozwoju wcale nie chodzi o to, by tłumić i zwalczać w sobie wszystko, co negatywne, zwracając się wyłącznie ku swojej "jasnej stronie" - wręcz przeciwnie, taka droga to naiwna ułuda bez szans na posunięcie się naprzód, ponieważ zarówno w nas, jak i w całym wszechświecie i jego Boskiej Duszy zawsze współistnieją czynniki pozytywne i negatywne, których rozróżnienie zależy zresztą tylko od subiektywnego punktu widzenia, w sumie dość iluzorycznego (to znaczy nie dla nas, ale dla Boskiej Duszy kompletnie - która zresztą wszystkie istnienia ze wszystkich czasów przeżywa jednocześnie, czas to tylko nasze miejscowe złudzenie - trudno to pojąć, ale tak mówi człowiek, dla którego wychodzenie z ciała to coś jak dla nas pójście po bułki do sklepu, a przed laty zatrudniały go nawet amerykańskie drużyny futbolowe w celu wpływania na wynik meczu - co podobno po dziś dzień jest nagminną praktyką w świecie wielkiego "sportu"). Dążyć powinno się raczej do odzwierciedlenia w sobie rozkładu pierwiastków w kosmosie, tj. osiągnięcia wewnętrznej równowagi pomiędzy swoją "jasną" a "ciemną" stroną, bez prób zamiatania którejkolwiek z nich pod dywan (i tak się nie uda, wyjdzie z innego końca, a zresztą tak naprawdę nikt nie ma w duszy żadnego dywanu); warto badać swą negatywną stronę, eksplorować ją i wykorzystywać na szlaku samorozwoju tak samo, jak ową pozytywną połowę - obie właśnie po to są, żeby się z nich uczyć i je rozpracowywać. W ogóle sensem naszej egzystencji, tych wszystkich wcieleń itd., jest doświadczanie przez Boskiego Ducha za naszym pośrednictwem wszelakich możliwych aspektów istnienia, najróżniejszych możliwych przeżyć czy może jakby "pomysłów na bycie" albo "konfiguracji trwania" - idee i uczucia z ciemnych kątów mają taką samą wartość poznawczą, jak te spod pięknego światła; tzn. nie chodziłoby tu o to, by pracowicie czynić złe rzeczy i eksperymentować sobie z nimi do woli, ale żeby nie tłumić swej ciemnej strony, bo i tak się to nie uda, a jedynie może nas zamknąć w skorupie złudzenia, starać się również tę negatywną strefę wyjaśniać, odkrywać i pojmować, nie przypadkiem to także jest część nas. Innymi słowy, nie ma co udawać "świętego", gdyż bynajmniej nie tędy biegnie droga samodoskonalenia się i ewolucji ducha - postępu nie osiąga się, zamykając na coś oczy i udając, że tego nie ma, myślenie życzeniowe a praca nad sobą to dwie zupełnie różne bajki. A tak poza tym, w szerszej perspektywie, to jak powszechnie wiadomo, centralnym przesłaniem większości "przekazów" itp. starych czy nowych religii jest miłość - żeby na tym się skupiać, a reszta już jakoś sama się ułoży. Według Swerdlowa, miłość owszem, tak - ale równie ważna, a może nawet ważniejsza, jest odpowiedzialność, czyli żeby znaleźć w sobie naturalną wewnętrzną odwagę, aby schować do szafy bezbarwny parasol 'bezpiecznej' postawy typu "robię to, co mi powiedzieli, tak samo jak inni, jestem grzeczny i normalny, więc o co ci chodzi..?!", wziąć odpowiedzialność za swoje czyny, myśli, nawyki i w ogóle życie, nie przepękać go tak, jak nas wyuczyli jacyś 'życzliwi' i napisali w gazetach, że byłoby sprytnie i zdrowo, tylko świadomie rozglądać się wokoło, aby móc zachowywać się mądrze i godnie w samodzielnie dekodowanej sytuacji.


Ostatnio zmieniony 26 cze 2009, 14:04 przez bobik, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
   
 
 
Post: 24 cze 2009, 13:35 
CD :arrow:

A poniżej rozmaite interesujące informacje z archiwów działu "Pytania i odpowiedzi" witryny Stewarta i Janet Swerdlowów (dopiero w trakcie opracowywania i porządkowania):

http://www.expansions.com/Archives/QA_A ... =2008-12-1 wygląd postaci mistrza Yody z "Gwiezdnych wojen" odpowiada prezencji istot z systemu planetarnego gwiazdy Syriusz B; obiekty manewrujące w pasie Kuipera należą m.in. do insektoidów, wrogo nastawionych do gadoidów

http://www.expansions.com/Archives/QA_A ... =2008-11-1 w inwazji na Irak chodziło o "Gwiezdne Wrota" pod Bagdadem; atmosfera Marsa niewiele różni się od ziemskiej, a na jego północnej półkuli nawet przez domowy teleskop można obserwować zieleń w porze "marsjańskiej wiosny"; strona internetowa Stewarta ma coraz więcej odwiedzin z Polski, a on sam był u nas w 2007 r.; pszenica jest już na skalę globalną zmodyfikowana genetycznie i lepiej się nią nie odżywiać, w znacznym stopniu to samo dotyczy również ryżu - należy szukać organicznego; środowisko Billy'ego Meiera już ładnych parę lat temu zostało zinfiltrowane, w związku z czym przekazy są prawdopodobnie modyfikowane

http://www.expansions.com/Archives/QA_A ... =2008-10-1 pod szyldem ONZ odbywają się spotkania przedstawicieli rządów i sił zbrojnych wielu krajów, na których dyskutowana jest kwestia ujawnienia opinii publicznej obecności obcych na Ziemi

http://www.expansions.com/Archives/QA_A ... P=2008-9-1 fluor to środek ogłupiający i otępiający działanie mózgu; z myślą o trudnych czasach ustawianych kryzysów warto gromadzić wyłącznie dobra trwałe, papierowe na nic się nie przydadzą; rozsądnie jest też mieć zapasy wody i jedzenia na min. 2 tygodnie; jeżeli chodzi o kosmitów, to ci "dobrzy" nigdy się do niczego nie mieszają, dlatego wobec wszelakich kontaktów i przekazów ostrożności nigdy za wiele; surowy, naturalny miód to najlepsze pożywienie, które nigdy się nie psuje, w żadnych warunkach, natomiast miód przetwarzany dostępny w sprzedaży komercyjnej jest zabójczy, nie tylko dla pszczół

http://www.expansions.com/Archives/QA_A ... P=2008-3-1 Chińczycy chcą kontrolować Tybet ze względu na to, co znajduje się pod nim - przejścia do wnętrza Ziemi oraz antyczne skarby; obecnie także soja na całym świecie jest zmodyfikowana genetycznie i lepiej trzymać ją z dala od swojego układu pokarmowego; w Afryce trwa atak biologiczny na rasę czarnoskórą, w przyszłości wyludniony kontynent ma przejść pod jurysdykcję UE; pojazd Aurora jest już przestarzały, w użyciu znajdował się 20 lat temu i potrafił zbliżać się do prędkości światła; woda źródlana zawiera radon, w związku z czym jej picie to coś jak chemioterapia - zdrowa jest tylko woda destylowana; mapy "przyszłych linii brzegowych" to fałszywki, krążą od dekad i wielokrotnie się zmieniały

http://www.expansions.com/Archives/QA_A ... P=2008-1-1 fluor upośledza działanie szyszynki, tj. tzw. Trzeciego Oka od postrzegania innych wymiarów rzeczywistości

http://www.expansions.com/Archives/QA_A ... P=2002-9-1 kiedy widzisz na niebie chemiczne smugi, dobrze jest zjeść czosnek, warto również mieć wtedy czysty nos; każde ważne nazwisko z Hollywood albo jest sługusem Iluminatów, albo z kimś tego pokroju sypia


Inne, chwilowo nieuporządkowane info z różnych lat i miesięcy owego nader ciekawego archiwum: nie ma czegoś takiego, jak Centralne Słońce Galaktyki - tam jest czarna dziura, która jest gwiazdą w innym wszechświecie - i na odwrót; przejście do fajniejszego wymiaru w roku 2012 to ściema nagrywana przez Iluminatów, podobnie jak cała filozofia New Age, to wszystko tylko programowanie - w 2012 ma nadejść NWO ; wszystkie przekazy channelingowe pochodzą z satelitów lub (rzadziej) od szemranych bytów z "niższych poziomów astralnych"; gadoidy z konstelacji Draco nigdy nie uczestniczyły w żadnym procesie pokojowym z ludzkimi kolonistami osiedlającymi się na Ziemi - to były rokowania z innymi grupami gadoidów; tworzone w ramach prób pokojowych kolejne rasy hybryd były jedna po drugiej likwidowane przez istoty arbitrażowe w następstwie zgłaszania niezadowolenia przez którąkolwiek ze stron ziemskiego układu sił - to dlatego skamieniałości różnych naszych domniemanych praprzodków o nieco innej budowie czaszek dziwnie nagle się urywają w czasie, a naukowcy zmuszeni są tłumaczyć to "zagadkowym wymieraniem"; seryjne katastrofy sond wysyłanych na Marsa to były po prostu niezłe wyniki systemu obrony przeciwlotniczej gadoidów - dopiero ostatnio pozwalają nam trochę pojeździć łazikami, jako że te maszyny wysyłane są przez struktury już w sumie kontrolowane przez istoty będące hybrydami, tak że zrobiła się nieco jakby bardziej rodzinna atmosfera; nawet Drakonianie nie wiedzą dokładnie, skąd się wzięli w naszej rzeczywistości, ani kiedy zaczęła się ich historia; nie ma się co zamartwiać "co będzie, kiedy stanę oko w oko z gadoidem", ponieważ każdy z nas już niejeden raz w życiu znalazł się w takiej sytuacji, nie potrafiąc zrozumieć, dlaczego od pewnej osoby czuje "coś dziwnego" (one nie posiadają emocji w naszym sensie, toteż ich nie odwzajemniają); aby spotkać się ze smokiem albo demonem, przede wszystkim należy się bać - wtedy zachodzi synchronizacja częstotliwości; "złe rzeczy" przytrafiają się tylko osobom, które mają "złe myśli" - kto generuje same dobre myśli, tego nie spotka nic złego; ziemskie insekty zostały stworzone przez insektoidy podobne z wyglądu do modliszek; delfiny nie są zwierzętami, lecz istotami bardziej inteligentnymi od ludzi, pochodzą z galaktyki Andromedy i kiedyś wyglądały podobnie, jak my, a gdy giną w sieciach bądź na plażach, robią to specjalnie, żeby pokazać nam, co czynimy - w ogóle nie boją się śmierci, bo doskonale rozumieją, że to tylko relaksująca podróż do nowego ciała; Bill Cooper był szczerym i uczciwym człowiekiem (Swerdlow poznał go osobiście), ale pod koniec życia został w nim uaktywniony program, czego nie potrafił sobie uświadomić albo się z tym pogodzić, a tego efektem było zanegowanie przezeń własnego dorobku i zajęcie stanowiska, że cały temat ufo to krajobraz złożony z fałszywek spreparowanych przez służby; Tom Bearden to dezinformator; informacje od Leo Zagamiego są zgodne z prawdą, aczkolwiek dziwne jest, że ktoś postawiony tak wysoko w hierarchii Iluminatów zbuntował się i zaczął o wszystkim mówić publicznie; za wieloma samobójczymi zamachami w Izraelu tak naprawdę stoi Mossad, tzn. używają do tego Palestyńczyków o wypranych mózgach - przypadkowi cywile giną, ale dzięki tym tragediom łatwiej potem przychodzi usprawiedliwiać brutalną politykę Izraela wobec sąsiadujących krajów i grup etnicznych; osoby przejmujące się globalnym ociepleniem mogą odetchnąć z ulgą - obecnie wkraczamy w małą epokę lodowcową, a za kilka dekad w niektórych teraz zasiedlonych miejscach będzie zimno "nie do wytrzymania"; człowiek zdecydowanie potrzebuje w diecie protein z mięsa, zarówno pod względem budowy fizycznej, jak i solidności połączenia dusza-ciało czy tak zwanej "siły ducha", a wegetarianie po latach praktykowania wyglądają, jakby już szykowali się do odejścia z tego świata; Annunaki nie byli wojownikami, tylko raczej takimi naukowcami; wyniszczanie Aborygenów, Indian itp. pradawnych kultur jest celowe i będzie trwało do skutku, to jest metodyczne przedsięwzięcie Iluminatów - wszelkie takie społeczności są przez nich postrzegane jako zagrożenie, ponieważ w ich tradycjach i kulturze do dnia dzisiejszego zachowała się pamięć o wiecznym połączeniu każdego człowieka z Boską Duszą i w Nowym Porządku Świata mogliby tego nauczyć innych, a przecież wszyscy mają być wtedy bezrefleksyjnymi robotami (tzn. będą zawody i kariery tak samo, jak teraz, ale dużo bardziej ryzykownie będzie "schizować" i wierzyć w "spiskowe teorie dziejów"); chemiczne smugi mają wiele zastosowań, np. wywoływanie agresji i niepokojów społecznych, ale przeważnie rozpylanie tych mikstur ma na celu aktywowanie i stymulowanie gadoidziego DNA u osób posiadających je w skali 30-40% całości i z tego powodu postrzeganych przez Iluminatów jako ewentualna przyszła konkurencja w rywalizacji o prymat - którzy w związku z tym za pomocą tych chemikaliów usiłują wyeksponować osoby predysponowane genetycznie w ten sposób, w celu ich neutralizacji w dalszej kolejności; Las Vegas to główne centrum testowania nowych broni biologicznych i wpuszczania najróżniejszych zarazków do obiegu, jako że przybywają tam ludzie z całego świata, którzy następnie rozwożą bakterie i wirusy po najróżniejszych zakątkach globu; w związku z obiektami z pasa Kuipera istnieje możliwość rezygnacji z planu sztucznej inwazji obcych z powodu ...faktycznej inwazji obcych - na chwilę obecną nader trudno o rozeznanie, co jest prawdą, a co elementem mistyfikacji; już 30 lat temu Ziemianie posiadali technologię wyświetlania na ekranie "prosto z mózgu" obrazów widzianych przez człowieka we śnie; wszelkie podróże astralne "poza ciałem" są niebezpieczne; zjawisko 'orbs' (okrągłe obiekty na zwykłych zdjęciach) to istoty zaglądające do nas z innych rzeczywistości, tak samo my byśmy wyglądali zerkając do ich wymiarów; zjawisko 'critters' (fotografowane na niebie ufo przypominające żywe stworzenia) to żyjące w ziemskiej atmosferze na wpół eteryczne stworzenia przypominające gigantyczne ameby - gdyby były normalnie fizyczne, to byłby koniec lotnictwa..; marihuana używana od czasu do czasu pomaga w aktywacji szyszynki, ale trzeba uważać, żeby nie znaleźć się w sytuacji, kiedy już potrzebuje się tej stymulacji, aby "otworzyć własną duszę" - stosowana ciągle powoduje degenerację DNA oraz pozbawienie mózgu możliwości tworzenia nowych połączeń neuronowych; od innych środków pobudzających pamięć, koncentrację itp. bardziej godne polecenia jest mądre odżywianie się, daje też nawet lepsze efekty; do papierosów dodawanych jest ponad 900 substancji toksycznych, zwiększających ryzyko zachorowania na raka itp. - natomiast palenie naturalnego tytoniu nie powoduje uszczerbku na zdrowiu; picie własnego moczu to tragiczny pomysł - gdyby było w nim coś dobrego, organizm by to zatrzymywał, a nie wydalał, to są same toksyny; państwo Swerdlowowie raczej nie wierzą w karmę, tylko że każdy cały czas jest kowalem własnego losu i w każdej chwili może się zmienić od wewnątrz, na co otaczająca go rzeczywistość natychmiast zareaguje niby odbicie w zwierciadle - i nie, że być może, ale na pewno, tak to po prostu jest, a że owo odwieczne prawo wciąż jest na naszej planecie celowo ukrywane przed miliardami, to już zupełnie inna, dłuższa historia i zarazem jak gdyby wyzwanie, przed którym wszyscy stoimy, aby na własną rękę do tego dojść i praktycznie się o tym przekonać - choćby zewsząd wpajano nam, że żadna tego rodzaju zasada wcale a wcale nie funkcjonuje, bynajmniej, według ustaleń naukowców świat jest raczej niesprawiedliwy i przypadkowy - a to właśnie jest bzdura z piekła rodem, nic z tych rzeczy, nawet wszystkie spotykane w życiu osoby trafiają na naszą drogę nie przypadkiem i jako wierne odbicie naszych nastawień, myśli i uczuć, jak również samooceny; inna ważna sprawa: kto nie potrafi kochać siebie, nie jest w stanie pokochać nikogo innego - to akurat może mało odkrywcze, ale nie zaszkodzi przypomnieć, że także według weterana tajnych projektów i świadka wielu straszliwych rzeczy, dokładnie tak to jest z tym życiem, podobnie jak nikogo nie da się napoić z pustej manierki; duszy nie można zniszczyć, jest wieczna; dusze nie mają płci, płeć jest tylko odbiciem tymczasowej polaryzacji niematerialnej świadomości; seksualność to nie to, co się ludziom mówi, wpaja w mediach i kulturze; po śmierci lepiej nie iść do białego światła, tylko do złotego albo fioletowego - białe prowadzi na "niższe poziomy astralne", gdzie egzystują samolubne byty, dla których manipulacja to dosłownie "styl życia", one wybrały sobie taką drogę, nie potrafiąc oprzeć się możliwości zaspokajania do woli własnych egoistycznych potrzeb i popędów, egzystują "dla siebie a nie "dla innych" - która to właśnie dychotomia generalnie odróżnia wypełnianie się natur ludzkiej i gadoidziej (co w tym naszym wariancie przestaje kojarzyć się z poświęceniem, kiedy się wie i potrafi to odczuć, że wszyscy jesteśmy tym samym, zawsze połączeni, cząstkami jednej Boskiej Duszy, z której się wywodzimy i do której kiedyś powrócimy, kiedy już godziwie "wyrobimy tę normę" doświadczeń i przemierzymy pełen przygód szlak samopoznania, "wypełnimy misję" niby nieustraszeni zwiadowcy wysłani w fizyczny świat przez Boską Świadomość, od której zresztą nigdy w ogóle nie byliśmy, nie jesteśmy ani nie będziemy oddzieleni, jakimiś odrębnymi bytami - "Boska Dusza" nie jest nigdzie na zewnątrz, tak tylko zawsze wkręcały wszelakie religie używane do "tłamszenia kurczaczków").

W kontekście powyższych informacji od Stewarta Swerdlowa, które jako ufolog po trzech semestrach bez ferii oceniam, na ile potrafię, jako optymalnie wiarygodne i nie szkodzi, że mocno różniące się klimatem od sielskiej atmosfery slajdów z rzutnika globalnych mediów - rzecz jasna można się spodziewać, co prawda w bliżej nieokreślonej przyszłości, dość gruntownego przebudowania całej niniejszej witryny pod kątem zamarkowania przyzwoitego dystansu do niektórych z zapałem wcześniej relacjonowanych hipotez itp. chwytliwych pomysłów, jakie w poczuciu wielkiej misji niestrudzenie ujawniałem światu, a teraz jednak coś jakby okazuje się, że sporo się w tym wszystkim przekradło ściem i zwodniczych miraży; no i wykrakałem...

http://www.expansions.com/Archives/QA_A ... P=2007-8-1 poddawanie się działaniu promieni X nigdy nie jest zbyt zdrowe i mammografia nie jest tu wyjątkiem; wszyscy liderzy polityczni na świecie są spolegliwi wobec dyktatu Iluminatów albo są eliminowani; ludzie mogą mieć tylko 2 spirale DNA - 12 nawet nie mogłoby się połączyć; temat kalendarza Majów został podjęty i wyeksponowany przez władze, tak naprawdę dotyczy on wyłącznie aktywności Słońca; zmarłe ukochane zwierzęta domowe są połączone z naszymi świadomościami i zobaczymy je ponownie, czekające na nas

http://www.expansions.com/Archives/QA_A ... P=2008-6-1 wielki zderzacz hadronów w CERN to szlachetne naukowe przedsięwzięcie obliczone na otwarcie międzywymiarowego portalu do płaszczyzny astralnej reptilian oraz alternatywnych rzeczywistości, w których naziści i gadoidy wygrały; delfiny posiadają kości biodrowe, co wskazuje, że kiedyś chodziły w pozycji wyprostowanej, obecnie są mordowane przez Iluminatów metodą umyślnego emitowania specyficznych częstotliwości dźwiękowych - aby nie dopuścić do przekazania ludziom informacji

http://www.expansions.com/Archives/QA_A ... P=2008-5-1 nigdy nie należy jeść ryb pochodzących z hodowli, tylko żyjące dziko i złowione na głębokich wodach, z dala od brzegu; czosnek od tysięcy lat jest znany z dobroczynnego wpływu na zdrowie, jedzący go ludzie żyją dłużej i są silniejsi - tymczasem obecnie w czasopismach reklamowanych jako naukowe coraz częściej publikuje się informacje zniechęcające do jego spożywania

Równie ciekawe archiwum sekcji "wiadomości" (na razie próbka):

http://www.expansions.com/News.cfm?DOP=2008-2-1&pnl=1_2 obiekty w pasie Kuipera należą do wielu różnych ras obcych, oprócz insektoidów także istot z Syriusza-A, ale również licznych grup z innych rzeczywistości/wymiarów, z których większość, jeżeli nie wszystkie, są kompletnie nieznane, tzn. nikt z Ziemian jeszcze nigdy się z nimi nie zetknął; ich intencje nie są ani "złe", ani "dobre", tylko prawdopodobnie "mieszane", a wyrażają je ostrzegawczym strzelaniem w Ziemię za pomocą asteroid i meteorytów, którymi umyślnie nieznacznie chybiają

http://www.expansions.com/News.cfm?DOP=2008-7-1&pnl=1_2 zarówno emocje, jak i wzorce myślenia reprezentowane przez ludzkość oddziałują na cykl aktywności Słońca - ostatnio przypomina on "ciszę przed burzą"; niektórzy naukowcy utrzymują, że to normalne i po prostu właśnie obserwujemy to pierwszy raz, podczas gdy inni twierdzą, że "ze Słońcem jest coś nie tak"




Informacje z radiowego wywiadu Stewarta i Janet Swerdlowów dla programu "The Investigators Report" z lata 2008 r.: Jezus miał naprawdę na imię Immanuel, wł. pisownia to byłoby "Jmmanuel" - bez żadnej samogłoski na początku; jego poczęcie polegało na sztucznym zapłodnieniu Marii przez obcych, którymi byli Plejadianie współpracujący z ...gadoidami - również religia miała być hybrydą z "religią" gadoidów i zaistnieć jako Nowa Światowa Religia (dzisiaj historia się powtarza); ukrzyżowanie było jak gdyby kontrolowane czy też "ustawione", dzięki wykorzystaniu pewnych specyfików uzyskano efekt pozornej śmierci; Jmmanuel był mężem Marii Magdaleny, z którą miał trójkę dzieci; po "zmartwychwstaniu" wraz z najstarszym synem uszedł do Kaszmiru, do miasta Serenegar; Maria Magdalena, brat Jmmanuela Józef oraz pozostała dwójka jego dzieci wyemigrowali przez Morze Śródziemne na południe Francji, gdzie po dziś dzień w pewnych wioskach co roku obchodzi się święto jej przybycia, jest też świątynia jej imienia i relikwie, m.in. czaszka emitująca niezwykle silną energię - Watykan zna położenie wszystkich fragmentów szkieletu; tymczasem na Wschodzie wnuczek Jmmanuela zawędrował aż do Japonii, gdzie można znaleźć poświęconą mu świątynię oraz ślady nauk; już Jmmanuel mówił, że każdy może czynić to samo, co on - tzn. "cuda"; dzisiejsi wykształceni ludzie myślą, że są bardzo światli, ale tak naprawdę są "wpuszczeni w maliny" daleko od prawdy - Boska Świadomość/Dusza Kosmosu "myśli" przy użyciu tonów, kolorów i symboli, co stanowi tzw. "język hiperprzestrzeni", który każdy człowiek podświadomie wykorzystuje - tę wiedzę, pod którą podpadałyby również numerologia, astrologia itp., znają i stosują do własnych celów Iluminaci, podczas gdy "swoich poddanych" trzymają od niej jak najdalej, dziś za pomocą ośmieszania, a w poprzednich wiekach kategorycznie zakazując jej praktykowania w Biblii itp.; pomiary energii w Układzie Słonecznym wykazały, że jest jej 20 razy więcej niż powinno być - skłoniło to współczesnych naukowców do przyjęcia założenia, że mamy tu jeszcze ok. 20 oddziałujących na nas symultanicznych rzeczywistości, których nie widzimy, gdyż znajdują się one jak gdyby "na innych częstotliwościach"; szyszynka stanowi coś w rodzaju drzwi pomiędzy światami fizycznym a niematerialnym; doniesienia o ufo nagle zaczęły być relacjonowane w największych, klasycznych, globalnych koncesjonowanych mediach, typu CNN czy BBC - ma to prawdopodobnie związek z planem sfingowanej inwazji obcych, których zapewne nigdy nie zobaczymy nawet jak wyglądali, zanim "nasi zbawcy" gadoidy ich nie "przegonią"; również duża liczba obserwacji "wizerunków Jezusa" na szybach itp. ma związek z planem "Drugiego Nadejścia Chrystusa", który pojawi się po przedstawieniu opinii publicznej gadoidów i wezwie do ustanowienia Nowego Porządku Świata wraz z naszymi nowymi braćmi w chrześcijaństwie - na razie pod tym kątem potwierdzono już autentyczność Całunu Turyńskiego, który zostanie wykorzystany w zamykającym usta sceptykom teście porównawczym DNA (miejmy nadzieję, że rezultat testu będzie można obstawiać u buka..! ;) Paryż, zanim jeszcze pojawili się Wikingowie, w rzeczywistości został założony przez Egipcjan i nazwany "Pa-isis" na cześć bogini Isis - stąd ezoteryczny rozkład ulic; programowanie mas ludzkich za pomocą tv jest dziś wszechobecne, od programów dla dzieci (np. bajka "Teletubisie") przez wszystkie inne - ale zawsze wokół nas musi być też trochę prawdy, ponieważ Boska Dusza zawsze znajduje się w równowadze - Iluminaci wiedzą, że inaczej ta rzeczywistość "zawaliłaby się"; Wielki Zderzacz Hadronów w CERN pod Genewą ma ustanowić połączenie z alternatywną rzeczywistością, w której Nowy Porządek Świata trzyma się już mocno, aby energie stamtąd przetransferować do naszej rzeczywistości - na tej podstawie można przypuszczać, że planują u nas jakieś większe wydarzenie, skoro potrzebują wielkich ilości tego rodzaju energii.

Inny wywiad radiowy już samego Swerdlowa dla w/w programu: Stewart w wieku 13 lat został zwerbowany do "Project Montauk", gdzie akurat trwały próby "produkcji" jednostek zdolnych do postrzegania alternatywnych rzeczywistości bez używania sprzętu - skończyło się na tym, że stracił wzrok w następstwie zmodyfikowania funkcjonalności jego mózgu w sposób umożliwiający mu postrzeganie ludzkiej aury, sekwencji DNA oraz pól energetycznych, wobec których fizyczna rzeczywistość stanowi tak naprawdę tylko nakładkę; po wielu latach przeszedł operację chirurgiczną, która odblokowała naturalne połączenie między oczami a mózgiem; cała znana dziś masom historia jest sfałszowana, od wieków była modyfikowana i kształtowana pod kątem interesów rządzących rodów, tak by poddani "nie szukali dziury w całym" i wszystko im pasowało, że są wolni, aby niczego nie mieli prawa podejrzewać, że istnieje siła kontrolująca historię, grupa dynastii połączona wspólnymi interesami, ideologią oraz korzeniami - "niedocenianym" przez kronikarzy dziejów faktem jest, że na południu Francji istniało niegdyś hebrajskie królestwo, gdzie potomkowie Marii Magdaleny wymieszali się z przybyłymi z gór Kaukazu Kazarami, dając początek dynastii Merowingów, z której wywodzi się wszystkie 13 rodzin Iluminatów; symbolem Kazarów był smok, natomiast symbolem francuskich potomków Jmmanuela lew - z ich połączenia powstał lew o dość strasznej, smoczej twarzy, symbol rozpowszechniony na przestrzeni następnych wieków po całej Europie; na czele Iluminatów od 800 lat stoi zawsze głowa rodu Rothschildów, osoba znana jako "Pindar", czyli "penis Ozyrysa" - kult falliczny to podstawa ich gadoidziej religii; ale od jakiegoś czasu Windsorowie się wyłamują i chcą wykreować Pindara w swoich szeregach, co widać po zamieszaniu z Unią Europejską, a w ostatniej dekadzie XX wieku przebudzili się również przyczajeni dotąd Romanowowie, którzy starają się odtworzyć potęgę Rosji według nowego modelu, socjalistyczno-dyktatorskiego w miejsce dawnego komunistycznego (kiedy np. Sarkozy i Putin w krótkim odstępie czasu obydwaj dali się sfotografować z nagim torsem, był to według Swerdlowa staromodny pokaz siły w wykonaniu reprezentantów tych konkurujących za kulisami sił - w tym wypadku Rothschildów i Romanowów); w starożytności, po zagładzie Atlantydy i Lemurii, na Ziemi było tyle różnych obcych wpływów, że pewne grupy postanowiły stworzyć nową religię, aby jakoś to opanować i przejąć kontrolę nad całym tym cyrkiem - było to wspólne przedsięwzięcie Plejadian, gadoidów i Szarych, zmaterializowane w sztucznie stworzonym zarodku, później znanym pod imieniem Jmmanuel; grób Jmmanuela po dziś dzień znajduje się w Serenegar w Kaszmirze, nie jest ukryty, opiekuje się nim osoba pochodzenia żydowskiego, według inskrypcji zmarł w wieku 117 lat; Maria Magdalena musiała wraz z dziećmi emigrować ze względu na zagrożenie ze strony ...apostołów - antagonizmy były bardzo ostre, szybko rozgorzała tam walka polityczna bez przebierania w środkach; miasteczko Rennes le Chateu zostało zbudowane nad systemem jaskiń, gdzie się wówczas schronili; syn oraz brat Jmmanuela udali się następnie do Anglii, gdzie dali początek legendom a'la Camelot, czarodzieje, magia itp.; Kazarowie byli potomkami Sumerów; sumeryjska para bogów Nimrod i Semiramis na rzeźbach przedstawiana była jako ludzie z pewnymi gadzimi cechami - ponieważ to właśnie były pierwsze hybrydy; w sumeryjskiej tradycji magiczną liczbą była trójka - po dziś dzień królowa Anglii albo Bushowie np. podczas inauguracji wykonują gest z trzema uniesionymi palcami, to nie jest "stary teksański gest" ani "coś dziwnego, nieważnego", czynią to również aktorzy Hollywood, politycy oraz wojskowi z różnych krajów świata, wszyscy powiązani z ukrytą rządzącą elitą - chodzi w tym o kult "boga o trzech rogach", wywodzący się ze starożytnego Sumeru (podobnie jak rządzące rody), silnie obecny w religii naszych gadzinowatych przyjaciół; Biblia powstała jako synteza nowej promowanej religii z kultami pogańskimi, tak żeby Poganie czuli się w miarę swojsko, np. dalej obchodząc święta w te same dni roku; Biblia nie jest dziełem ludzi, czego dowodzi obecność kodów możliwych do odczytania wyłącznie za pomocą komputerów, w dodatku składających się z symboli "języka hiperprzestrzeni"; kiedy "Jezus" powróci, zostanie uwiarygodniony porównawczym testem DNA z Całunem Turyńskim i ogłosi "niniejszym ustanawiam Nowy Porządek Świata, moje Święte Królestwo" (jak zapowiedziano w Biblii) - kto wtedy odważy się podnieść głowę wśród tłumu i powiedzieć "nie, Jezus, nie masz racji"..?; księżna Diana wywodziła się z jednej z rodzin tworzących wspierający Iluminatów "Komitet 300" i została wybrana ze względu na przewagę ludzkiego DNA, w celu przywrócenia dynastii królewskiej zachwianych proporcji 50/50 - po wyprodukowaniu następców tronu została rytualnie złożona w ofierze; Camilla Parker Bowles według certyfikatu urodzenia ma na imię Camillo i jest mężczyzną, co wyjaśniałoby uczucie księcia Karola; to nie jest tak, że kiedy zmienisz swój sposób myślenia, to świat wokół Ciebie jako odbicie może też się zmieni - tak się musi stać, na pewno, "tak to jest", tak samo jak lustro nie może odbijać smutnej twarzy, kiedy się uśmiechniesz; na tej zasadzie ludzie całą swoją mocą psychiczną mogliby w mgnieniu oka pozbyć się tych wszystkich negatywnych narzutek historycznych - tak naprawdę to nasze wzorce myślenia powodują obecność ciemiężycieli i nawet jeżeli pokonamy ich fizycznie, czołgami lub kamieniami itp., a nie zmienimy nastawienia psychicznego ani przyzwyczajenia do robienia z siebie "niewinnych, poszkodowanych ofiar", to znajdą się następni "oprawcy", pojawią na pewno, niczym odbicie grymasu w lustrze - stwarzanie rzeczywistości myślami działa tak samo w pozytywną, jak i negatywną stronę.


Ostatnio zmieniony 26 cze 2009, 14:10 przez bobik, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
   
 
 
Post: 24 cze 2009, 13:37 
CD :arrow:

Jeszcze inny wywiad radiowy S. Swerdlowa dla tego samego programu (którego prowadzący przed laty powołał go do życia aby udowodnić światu, że ...Biblia jest prawdziwa i to faktycznie "słowo Boga" - był przodującym chrześcijańsko-konserwatywnym analitykiem, dopóki po 11 IX 2001 coś mu nie przestało pasować): technologie wykorzystywane w "Project Montauk" pochodziły od obcych z Syriusza-A, najbardziej zaawansowanej rasy kontaktującej się z ziemskimi władzami (jak twierdzili, również technologie mieszkańców Atlantydy pochodziły od nich); Trójkąt Bermudzki to pole energetyczne stanowiące pozostałość po tunelu międzywymiarowym stworzonym przez Atlantów jako coś w rodzaju podjazdu dla ich gości przybywających z kosmosu, jeszcze po drugiej stronie globu przebija się jako Morze Diabelskie, również znane z zaginięć obiektów - urządzenie pogrzebane na dnie oceanu czasami jeszcze "styka"; większość ludzi z gwiazd nie uważa mieszkańców Ziemi za "w pełni ludzi"; gadoidy z konstelacji Draco zostały tam w jakimś celu umieszczone lub stworzone przez przezroczystych ludzi (ang. 'clear people'), nie są naturalnym elementem naszej rzeczywistości; ich atak na konstelację Lutni był totalnym szokiem dla prawie już eterycznych istot, które nie posiadały żadnych broni; 70% populacji Drogi Mlecznej wywodzi się od ludzi, 25% od gadoidów, 5% to inne formy m.in. insektoidalne; podczas formowania się planet w ruchu wirowym siła odśrodkowa powoduje tworzenie się wewnątrz pustej przestrzeni i wyrzucanie materiału przez otwory powstające wówczas na biegunach, a kiedy obydwie powierzchnie z czasem stygną, gorąca materia zostaje uwięziona wewnątrz i dalej znajduje ujście jedynie w procesach wulkanicznych, na każdej planecie najbardziej intensywnych na wysokości geograficznej 19,5 stopnia - innymi słowy, większość planet jest pusta w środku; w charakterze napędu swoich lodowych komet-pocisków gadoidy używają małych czarnych dziur, które umieszczają przed nimi; w biblijnej Księdze Rodzaju, a przynajmniej w jej hebrajskim oryginale, dokładnie wszystkie odniesienia do Boga są w liczbie mnogiej, np. "na nasze podobieństwo" - ponieważ historia ta opowiada tak naprawdę o projekcie genetycznej hybrydyzacji, który był próbą ugruntowania pokoju pomiędzy Atlantydą a Lemurią, pomysłem mediatorów z galaktyki Andromedy zakładającym, że stworzenie gatunku łączącego w sobie cechy obydwu ras uspokoi wojenną zawieruchę; religia to jedno z pierwszych przedsięwzięć kontroli umysłów - podczas gdy Bóg nie wyznaje żadnej religii, bo każda byłaby ograniczeniem i każda stanowi przeszkodę w kontakcie z Boską Świadomością, który jest nam dany naturalnie, a rozmaite religie jedynie go zakłócają; globalną stolicą Nowego Światowego Porządku ma zostać Nowy Jork - gmach ONZ już stoi; w wyniku procesu hybrydyzacji ludzie posiadają jednocześnie nawzajem sprzeczne sekwencje DNA - jesteśmy wewnętrznie skonfliktowani "od podstaw"; krew zawierająca miedź jest bardziej wydajna i z reguły pozwala na znacznie dłuższe życie.

Ciekawostka dla osób znających język angielski - kilkuminutowy filmik nakręcony domową kamerą internetową, na którym anonimowy młody człowiek wyraża swoje uznanie dla dorobku S. Swerdlowa - tutaj.

Krótki fragment wideo promujący prelekcje Stewarta nie udostępnione do darmowego rozpowszechniania: od tysięcy lat nauki o ruchu wirowym ludzkich czakr są zwodnicze i spreparowane, ponieważ ruch wirowy powoduje powstawanie otworów, także w polu energetycznym człowieka (aurze) - innymi słowy dziur, przez które potem "można się do niego dobrać". Wirowanie czakr należałoby wizualizować sobie jako ich ruch okrężny wokół ciała w poziomie, a same czakry jako kolory, w których nasza sylwetka jest zanurzona. Osobiście póki co nie praktykuję tego typu sztuczek, może jestem zaprogramowany na mądralę zasiedziałego przed ekranem monitora - ale dla zainteresowanych & odważnych & pracowitych & osób w ogóle zdolnych się skupić i wyciszyć - staram się te niuanse możliwie wiernie i obiektywnie relacjonować; choć w materiałach na witrynie expansions.com jest tego dużo więcej, niż można by sądzić po niniejszym wybiórczym streszczeniu/tłumaczeniu, w którym generalnie pomijam tego typu porady - z ciekawszych/najważniejszych rzeczy wypadałoby pewnie tylko wspomnieć, że wymierne działanie ochronne ma według S. Swerdlowa wizualizowanie sobie siebie, innej osoby czy "planety minus czynniki negatywne" - w każdym razie czegoś, co chcemy chronić - wewnątrz bąbla wypełnionego kolorem fioletowym (nie mylić z purpurowym); z kolei kolor różowy odpowiada miłości - wyobraź sobie siebie w takiej otoczce, jeżeli świat narzeka ci, że nikogo nie kochasz; ale może najcenniejsza, o ile prawdziwa, wskazówka Stewarta dotyczy wizualizacji absolutnej ochrony, która może uratować życie nawet w sytuacji apokaliptycznego trzęsienia ziemi, o czym przekonywał nawet prowadzącego "Coast to Coast" podczas audycji na żywo - polega to na wyobrażaniu sobie siebie lub osoby, której chcemy zapewnić bezpieczeństwo, np. podczas medytacji, wewnątrz dość skomplikowanej figury geometrycznej, którą można mam nadzieję zobaczyć na marginesie niniejszego akapitu lub w razie czego tutaj,

Obrazek

a chodzi o fioletowy czworościan foremny wewnątrz fioletowego ośmiościanu foremnego. Trochę to głupie, że jakieś trójkąciki wyobrażane sobie w głowie mogłyby zapewnić nam bezpieczeństwo w wartkim strumieniu niebezpiecznych fizycznych zdarzeń - ale jeżeli nasza rzeczywistość faktycznie jest tak naprawdę wirtualna, to pamięć i postacie tego "świata gry" pewnie są w jakiś sposób zakodowane i raczej niewykluczone jest stosowanie przez system rozmaitych oznaczeń wyręczających konieczność ciągłego powtarzania obliczeń "bilansu uczynków" - np. że dana postać doświadcza stale tego czy tamtego, ma taką czy inną przyporządkowaną przez system po ostatniej komputacji punktów "lekcję" czy emocjonalną barwę przytrafiających się zdarzeń, albo jest chwilowo nietykalna i symbolem tego w języku hiperprzestrzeni jest właśnie specyficzna figura geometryczna w określonym kolorze - tak jak w grze komputerowej byłaby to pewnie wartość określonego bajtu, np. 157; no i może oni tam w tych tajnych projektach "zhakowali" ten niematerialny kod fizycznej rzeczywistości, albo paru szczegółów na jego temat dowiedzieli się od obcych w ten czy inny sposób - no i teraz można tak sobie "oszukiwać", jeśli "znasz te kody", ponieważ nasze myśli i wyobrażenia robią jeszcze karierę w strumieniu danych przetwarzanych przez inteligencję kosmosu i jakoś tam na pewno są z nami połączone, a zatem również owe symbole/kolory stanowiące ich przedmiot. Ja tam nie wiem, może ten dziwny, pełen ostrych kątów kod-symbol to jest akurat na przeczyszczenie albo poślizgiwanie na schodach, może to dezinformacja - więc póki co na sobie tego nie ćwiczę, zwłaszcza że nie budzę się co rano z poczuciem zagrożenia ani obserwując na ścianie wesoły taniec czerwonych światełek laserowych celowników - ale Stewart Swerdlow faktycznie żyje i ma się dobrze, choć dużo podróżuje od lat nadając o tym samym, co Phil Schneider i Serge Monast - więc może to jednak jest skuteczne i w razie czego przyda się wypróbować..?


Radiowy wywiad S. Swerdlowa dla wesołej czarnoskórej prowadzącej: to nie przypadek, że się tu znaleźliśmy, że żyjemy właśnie w takich czasach i miejscu - sami podjęliśmy taką decyzję, aby tutaj "przybyć", z takich czy innych powodów; cały czas jesteśmy podatni na wpływy alternatywnych rzeczywistości. Inny wywiad w tym samym programie: rodzice Stewarta zaprzeczają, że pozwalali wojsku wykorzystywać go jako dziecko w eksperymentach, ale kiedy on sam ich o to wypytuje, jego mamie czasem wymknie się riposta w rodzaju "to nie było co tydzień..!"; śmierć Johna F. Kennedy'ego Juniora (syna JFK, który wedle wszelkiego prawdopodobieństwa zostałby senatorem ze stanu Nowy Jork, a jego niezwykła popularność rodziła spekulacje o jeszcze wyższym fotelu) była podobnie jak katastrofy innych samolotów w tym rejonie - m.in. linii lotniczych TWA, egipskich oraz Swissair - efektem nowych zastosowań bazy w Montauk, polegających na manipulowaniu pogodą i testowaniu nowych broni; dziwna okoliczność dotycząca tej sprawy polegała na tym, że ciało Kennedy'ego Juniora wyciągnięto z wraku, poddano autopsji na pokładzie okrętu, następnie od razu skremowano i z powrotem "oddano morzu" - nigdy nie powróciło na ląd, tak jakby próbowano coś ukryć i nikt niepowołany nie mógł go zobaczyć; marynarze, którzy przeżyli "Eksperyment Filadelfia", zostali odosobnieni w zamkniętym ośrodku w stanie Nevada, gdzie do końca życia byli poddawani badaniom i obserwacji (struktura molekularna cząsteczek ich ciał uległa zmianom), a ich rodziny powiadomiono, że zginęli; w programie "Montauk" ustalono, że istnieje coś w rodzaju "kosmicznego zabezpieczenia" przed modyfikacją przeszłości lub przyszłości - przesuwając się w czasie i zmieniając coś, tworzy się jedynie nową linię czasu, coś jakby rozgałęzienie, czy może raczej jest to "przestawienie zwrotnicy prawdopodobieństwa" na inną, już istniejącą w nieskończoności wariantów sekwencję wydarzeń; trzeba bardzo uważać na to, co się myśli, ponieważ gdzieś w jakiejś alternatywnej rzeczywistości to dzieje się naprawdę, tzn. inne, równoległe wersje nas czynią to, o czym w tym wymiarze tylko myślimy (np. żeby komuś zrobić coś niemiłego); nie ma czegoś takiego, jak "boska interwencja", ponieważ "boska dusza" jest neutralna i "zdaje sobie sprawę", że wszystko ma gdzieś swoje miejsce, tzn. musi się kiedyś gdzieś wydarzyć i właśnie dlatego następuje; podróżowanie w czasie i podróżowanie w przestrzeni międzygwiezdnej odbywa się tak samo, przy wykorzystaniu faktu, że każdy punkt w czasoprzestrzeni posiada unikalne koordynaty częstotliwości wibracyjnej - dostrajając do nich osobę, powoduje się natychmiastowe powstanie połączenia - "korytarza"; "widzenie na odległość" (ang. 'remote viewing') to temat zastępczy wysunięty przez władze, zagmatwana sprawa służąca głównie zmyleniu tropów i odwróceniu uwagi od tego, co naprawdę dzieje się w ramach tajnych projektów i eksperymentów - jakkolwiek coś w tym jest i istnieją takie techniki, ale morze dostępnych na ten temat informacji jest bardzo mętne; jedzenie w sklepach generalnie nie ma wartości odżywczych, które organizm mógłby przyswajać - dlatego ciągle jesteśmy głodni.

Informacje z pierwszej części cyklu wykładów Stewarta pt. "Język hiperprzestrzeni" (ang. "Language of Hyperspace"): w Montauk przydzielono mu zadanie mentalnego podróżowania do hiperprzestrzeni w celu ustalenia znaczenia symboli używanych przez obcych - większość ras utrzymujących kontakty z rządem USA nie używała języka podobnego do naszego, lecz składającego się z symboli, tonów i kolorów; hiperprzestrzeń to nie do końca to samo, co w "Star Treku", gdzie notorycznie "skakali w hiperprzestrzeń" - jeżeli każdą z wielu różnych istniejących rzeczywistości fizycznych wyobrazimy sobie jako zawartość jajka, to płaszczyzny astralne byłyby ich skorupkami, ograniczającymi i spajającymi fizyczny świat - natomiast hiperprzestrzenią będzie wszystko to, co znajduje się poza skorupkami jajek, coś w rodzaju kleju trzymającego to wszytko razem - marka kleju nazywa się "Boska Dusza" i jest to niezwykły klej, dzięki któremu wszystko istnieje, inteligentny i operujący za pomocą archetypów kolorów, tonów i symboli; cała rzeczywistość fizyczna to tylko coś w rodzaju "głupich myśli", które "nie mieszczą się w głowie" i dlatego emanują na zewnątrz, to zamrożona energia w dość nienaturalnym dla siebie stanie; egzystujemy we wszystkich tych sferach jednocześnie, stąd bierze się też magiczny urok liczby 3 oraz trójfazowość powszechna w przyrodzie; w języku hiperprzestrzeni trójkąt jest symbolem kreacyjnej perfekcji, często spotykanym w logach korporacji; w rządowej terminologii słowa "obcy" i "pozaziemski" mają różne znaczenie - "obcy" (ang. "alien") odnosi się do istot pochodzących z innych planet w tym samym fizycznym wszechświecie, natomiast "pozaziemski" (ang. "extraterrestrial" - "E.T.") do istot pochodzących niekoniecznie z tej rzeczywistości, zdolnych do opuszczania jej i powracania w nią wedle własnego widzimisię, do jednoczesnej egzystencji zarówno w wymiarze fizycznym, jak i niematerialnym - podobnie jak elektron może być tak materią, jak i energią; płaszczyzna "pozaziemska" stanowi jak gdyby granicę pomiędzy światem fizycznym a niefizycznym, a w Biblii odniesienia do tej sfery znajdują się tam, gdzie mowa o stanie "wypadnięcia z łaski" - trafiają tam istoty/cząsteczki Boskiej Świadomości, które zaczęły sobie spekulować "może jestem kimś lepszym, niż Bóg", "może nie potrzebuję Boga", "może Bóg mnie nie chce" itp. - popadły w negatywne myślenie, czego efektem było natychmiastowe wytworzenie owej bardziej gęstej i bardziej fizycznej sfery, wyemanowanie jej z poprzednich, pierwotnych wobec niej i wszystkiego innego sfer - Boskiej Duszy (1), jej "zastanawiania się nad sobą" (2) oraz "uświadamiania sobie tego zastanawiania" (3); myślenie bez odpowiedzialności powoduje natychmiastową eksternalizację - materializację; następny energetyczny poziom pod "E.T." ("pozaziemskim") to już "nasz", gdzie egzystujemy wraz z innymi obcymi; te poziomy są uszeregowane nie tylko pod tym względem, że każdy stwarza następny, ale również pod kątem inteligencji - "pod nami" są zwierzęta oraz insekty, a pod nimi rośliny; na każdym poziomie występują cechy poprzednich, gdyż stanowią one jak gdyby kolejne, coraz mniej doskonałe odbicia; każdy poziom zarazem podtrzymuje ten, który go wytworzył, np. my zjadamy poprzednich i modlimy się do następnych; niektóre grupy obcych/E.T. "podrasowują" zwierzęta i insekty do naszego poziomu, przy czym zachowują one swój wygląd; pod poziomem roślin są jeszcze poziomy minerałów, a następnie cząsteczek, z których zbudowane są atomy; pod tą ostatnią "płaszczyzną" znajduje się już tylko wymiar czystej energii, czyli z powrotem "Boska Dusza" - hierarchia nie kończy się jak drabinka, ale zapętla; wygląda jak okrąg - a jeżeli chodzi o okręgi, to nie ma znaczenia, w którym jego punkcie jesteś; w języku hiperprzestrzeni okrąg jest symbolem przestrzeni, środowiska, istnienia; poziomy energetyczne od "naszego" w dół składają się na świat fizyczny, te powyżej poziomu "pozaziemskiego" to świat niefizyczny; "pozaziemski" to granica - coś jak miedza; w obrębie Boskiej Świadomości wszystkie światy fizyczne mają się do niefizycznych jak pojedyncza molekuła włókna do całej reszty wielkiego dywanu; nie istnieje coś takiego, jak chaos - to tylko kwestia zbyt wąskiej i ograniczonej perspektywy, nie pozwalającej na dostrzeżenie zarysów większego porządku - tak samo dla mrówki wędrującej po dywanie zmieniające się kolory wzorów byłyby totalnie chaotyczne; lewa półkula mózgowa operuje na fizycznej rzeczywistości, natomiast prawa jest odpowiedzialna za wymiary niefizyczne; dokładnie pomiędzy nimi znajduje się szyszynka, w samym centrum głowy; cały wszechświat i nasze ciała są hologramami, dlatego np. możliwe jest klonowanie przy użyciu dowolnego pojedynczego fragmentu DNA, z którego da się odtworzyć całość - tak samo każdy fragment hologramu zawiera fraktalnie zakodowany obraz całości; w 1899 r. Nikola Tesla skonstruował urządzenie pozwalające na przewidywanie wyładowań atmosferycznych w rejonach oddalonych o setki mil, było to coś w rodzaju radaru Dopplerowskiego - za pomocą tego sprzętu zaczął odbierać transmisje oraz kody języka hiperprzestrzeni, które uznał za przejawy działalności obcej rasy usiłującej kontrolować Ziemię - co ogłosił publicznie i pisały o tym gazety, a spotkało się to z wyśmiewaniem oraz zainteresowaniem ze strony rządu, natomiast jego samego nauczyło na przyszłość zachowywać pewne przemyślenia dla siebie; obecnie większość technologii stosowanych do masowej kontroli umysłów za pomocą satelitów, nadajników mikrofal, przekaźników energetycznych itp. bazuje na wynalazkach Tesli - urządzenia te generują fale synchroniczne względem elektromagnetycznych fal ludzkich myśli, jak gdyby "małpują je", w związku z czym ludzie nie odróżniają tych wpływów od swoich własnych myśli.



Uwaga: układ akapitów powyżej jest tak naprawdę totalnie chaotyczny i tylko upozorowany na mniej więcej uporządkowany. Poniżej rezygnuję już z wysiłków stwarzania tego rodzaju złudzenia, aby nie wstrzymywać dłużej relacjonowania kolejnych informacji tylko z tego powodu, że trudno jest odgadnąć jakąś metodę ich sensownego i zarazem schludnego pod względem redakcyjnym codziennego dodawania w odpowiednie miejsca (dotychczas streszczałem głównie to, czego dowiedziałem się już wcześniej, zanim uruchomiłem tę witrynę; teraz już raczej tylko dodaję na bieżąco nowe szczegóły, w miarę poznawania ich podczas nurkowania w poszczególne źródła). Jednocześnie rzecz jasna zamierzam systematycznie pracować nad poprawianiem porządku na niniejszej podstronie, w związku z czym od czasu do czasu niektóre akapity mogą wykonywać pewne głęboko przemyślane manewry, np. łączyć się lub rozdzielać, albo wręcz rozpryskiwać czy w wyjątkowo uzasadnionych przypadkach, zmieniać kolejność; dopisywanie do akapitów kolejnych informacji nie będzie wiązało się z przenoszeniem ich na koniec tekstu, ale zazwyczaj chodzi tu o pojedyncze zdania (a gdyby nawet pojawiło się coś większego, to jakoś to zaczaruję, żeby bez sprawdzania metodą przewijania ciężko było przegapić). Korzystając z okazji, pozdrawiam wszystkich, którzy tu sobie czytają te różne ciekawe informacje, prawdziwe lub nie, ale w większości chyba tak, w każdym razie bardziej niż newsy przetwarzane jako pasza dla tłumów - albo 2 + 2 = 3,17..?

Info od Ala Bieleka z wywiadu z 1991 r. (tekst - j. ang.): na informacje od Toma Beardena trzeba uważać, ponieważ przemieszane są one z dezinformacją; z prelekcji A. Bieleka z 13 stycznia 1990 r. na konferencji ufologicznej w Dallas (tekst - j. ang.): od ponad wieku lub półtora wieku - gdyż zaczęło się to jeszcze w XIX stuleciu - istnieją dwa tory rozwoju technologicznego, z których jeden jest kompletnie ukryty przed opinią publiczną i kontrolowany przez wąskie elity, właśnie dzięki temu utrzymujące uprzywilejowaną pozycję; innym powodem ukrywania tych cywilizacyjnych zdobyczy w rodzaju alternatywnych źródeł energii jest niebezpieczeństwo załamania się ekonomii opartej na tradycyjnych surowcach i rozwiązaniach, gdyby technologie te zostały ujawnione zbyt nagle.

Uzupełnienie informacji z prelekcji Alexa Colliera z 2008 roku: choć Andromedanie są przed nami 10 tys. lat technologicznie i ok. 50 tys. lat duchowo, nadal popełniają błędy i miewają problemy we własnym społeczeństwie - nie należy więc traktować ich jak bogów, podobnie jak żadnych innych wyżej rozwiniętych istot z kosmosu - to takie same dusze jak nasze, tylko na innym etapie; to tak jakbyśmy wielbili siebie z przyszłości czy rozpływali w zachwycie w obecności naszych dzisiejszych sąsiadów starszych o kilkaset tysięcy czy ileś tam milionów lat. My trwamy w trzeciej gęstości, Andromedanie w piątej, a według ich nauczycieli z dziewiątej gęstości, wiele dusz na Ziemi i 21 innych gwałtownie ewoluujących światach to byty, które przeszły już całą drogę ewolucji duchowej i były na jedenastym poziomie gęstości zwanym "Petale" lub "założyciele" (ang. "founders") - to one stworzyły tunele podprzestrzenne (ang. "wormhole") i cały nasz holograficzny wszechświat, ale ponieważ wszechświat ten jak gdyby "utknął" czy "wpadł w zaspę", tzn. zatrzymał się w procesie rozwoju duchowego, zdecydowały się opuścić wieczność i powrócić w wymiar czasu, zapomnieć kim są, by postarać się jakoś naprawić i rozplątać to od środka. Andromedanie posiadają jasnoniebieską skórę, a w ich rasie występują trzy rodzaje płci: żeńska, męska i obojnacza.


Informacje z wywiadu z Billym Meierem, opublikowanego w lutym roku 1989, streszczone w ciekawym autorskim pisemku ufologicznym "Alien Digest ": (s. 23-24) jednym z celów misji Plejadian jest ostrzeżenie Ziemian przed barbarzyńskimi istotami z kosmosu, planującymi podbój naszej planety, które niejeden raz niszczyły już całe globy; życie ludzkie jest dla nich warte tyle, co nic - aczkolwiek mieszkańcy innych światów tak samo muszą się ich obawiać; wszystkie kraje na Ziemi powinny się zjednoczyć, aby możliwie skutecznie przeciwstawić się temu zagrożeniu (przyp. autora cytowanego artykułu - czyżby chodziło o "New World Order" i jeden globalny rząd..?); tylko ok. 1 na każde 5 tys. rzekomych kontaktów Ziemian z kosmitami lub bytami z innych wymiarów to przypadek autentyczny - znane nieprawdziwe informacje dotyczą np. "grupy z Ummo" albo "Ashtara Sherana" - ten ostatni wprawdzie faktycznie przebywał kiedyś na Ziemi, ale dał się poznać jako kryminalista, w związku z czym został odosobniony w innym wymiarze gdzieś na tyle daleko, że ani on, ani nikt z jego ludzi nie ma możliwości komunikacji z mieszkańcami naszej planety.

W przygotowaniu "recenzja" ostatniej książki Stewarta Swerdlowa "Blue Blood, True Blood" ("Błękitna krew, prawdziwa krew") - której fragmenty i ciekawą przedmowę (w j. ang.) można przeczytać tutaj.


Nieunikniona uwaga odnośnie niezliczonych elementów zbioru informacji pochodzących od Stewarta Swerdlowa: choć przyjaciel Phila Schneidera Al Bielek oraz inni uczestnicy "Project Montauk" Preston Nichols i Duncan Cameron potwierdzają jego uczestnictwo w tym tajnym wojskowym programie, co zasadniczo funduje jego wiarygodność, jednak z drugiej strony on sam często trwoni ją w nietrudny do prześledzenia sposób, sypiąc niesprawdzającymi się przepowiedniami dotyczącymi dat inwazji na Bliskim Wschodzie, wyników wyborów prezydenckich w USA, apokaliptycznych trzęsień ziemi czy znamiennych wydarzeń na skalę globalną. Wprawdzie ogólnie to wszystko, co on od początku lat 90-tych rok po roku zapowiada i stara się nagłaśniać, faktycznie powoli się sprawdza i urealnia w krajobrazie medialnych doniesień - ale raczej nie według podawanego przezeń kalendarza, tylko tak jakby może 2-3 razy wolniej; z tym, że nawet Phil Schneider "miał tak samo", spodziewał się np. stanu wojennego w USA jeszcze przed końcem lat 90-tych. W każdym razie dla mnie takim wyraźnym znakiem, żeby każdej interpretacji autorstwa S. Swerdlowa nie przyjmować zbyt pokornie i bezkrytycznie, jest jego niedawne stwierdzenie w sekcji odpowiedzi na maile jego witryny internetowej - że wszystkie gry komputerowe zawierają elementy programujące psychikę graczy. Akurat sam kiedyś zrobiłem dwie gry komputerowe i niczego takiego tam nie wkodowałem, a poza tym jeszcze półtora roku temu gościłem w prężnej zachodniej firmie produkującej gry wideo i rozmawiałem tam z normalnymi, wyluzowanymi fajnymi ludźmi takimi jak my, tyle że mają trochę więcej kasy - no i nie zauważyłem na korytarzu żadnych przemykających chyłkiem szpiegów tajnych ezoterycznych stowarzyszeń... Owszem np. plansze tytułowe wyświetlane podczas wczytywania przez grę "America's Army" robią dziwne wrażenie i w tym akurat coś może być, zwłaszcza że gra jest darmowa i sfinansowana przez wojsko USA - ale ogólnie zdaje się generalnie gry są takie same jak dawniej, 10 - 15 lat temu, w sensie że np. ścigasz się samochodem albo zabijasz wszystkich, śmiało biegając po terenie. Tak że tu moim zdaniem Stewart nie ma racji i pewnie tak samo jest też w wielu innych przypadkach, zwłaszcza że niejeden raz chyba każdemu tak się wydawało, kto przedzierał się przez te jego wiadomości uzyskane w latach pracy dla rządu i służb przemieszane z mogącymi przyprawić o zazdrość samego Nostradamusa śmiałymi przepowiedniami wojen i katastrof oraz godnymi Dalajlamy-supertelepaty objaśnieniami wydarzeń relacjonowanych przez media na antypodach. Cóż, każdy ma swoje wady; ale tak naprawdę w sumie nie wiadomo, ile ten gość ma racji, więc chyba raczej też nie ma za bardzo co krytykować; a jeżeli się sprawdzi z tą sfingowaną inwazją obcych do 2012 r., to pewnie nawet wypadało będzie skasować niniejszy akapit. Podsumowując, być może nienarodzeni jeszcze w tej chwili przyszli historycy naszej pełnej ciekawych dziwactw epoki, którzy miejmy nadzieję będą potem kiedyś mieli okazję uważnie to wszystko prześledzić i przeanalizować, kto dokładnie jak w którą stronę ciągnął tłumy swoimi słowami i hipotezami, osądzą w końcu zgodnie i trafnie, że S. Swerdlow to był taki człowiek, który faktycznie wiedział dużo więcej od większości osób mu współczesnych i to na prawie każdy temat - ale właśnie dlatego potem mu się wydawało, że wie już w ogóle wszystko o plus minus każdej sprawie w dowolnym zakątku świata, a jego moralnym obowiązkiem jest dzielenie się tymi informacjami ze zwykłymi ludźmi, pozbawionymi szans na samodzielne rozpatrywanie wydarzeń we właściwym kontekście i poruszeniu przyczynowo-skutkowym. Ja tam go lubię i wyczuwam, że ma dobre intencje, no i że wiele w swoim życiu przecierpiał - nie trzeba być wielkim psychologiem ani wnikliwym obserwatorem & znawcą ludzi, żeby to dostrzec. Ale kiedy Stewart przepowiada co wydarzy się np. za rok, jest dla mnie jasne, że to może nastąpić równie dobrze jutro, za pięć lat albo wcale - ale jeżeli wydarzy się za rok, to też bynajmniej nie będę zaskoczony i nie zacznę nagle dopiero wtedy bardziej interesować się tym źródłem informacji. Tymczasem jak na razie jakiś gość relacjonuje, że po zastosowaniu wobec nagrań Swerdlowa technik odczytywania "mowy odwrotnej" wychodzi z tego, że Stewart wciąż znajduje się w znacznym stopniu pod wpływem "kontroli umysłu" - czego on sam zresztą nigdy nie ukrywał i zawsze zaznaczał, że cały czas pracuje nad usunięciem własnego programowania i że jest to wysiłek, który będzie trwał całe życie.


Ostatnio zmieniony 26 cze 2009, 16:07 przez bobik, łącznie zmieniany 2 razy


Na górę
   
 
 
Post: 24 cze 2009, 13:40 
CD :arrow:

Wywiady przeprowadzone w ramach "Project Camelot" można by z grubsza podzielić na te bardziej interesujące i te mniej fascynujące. Jednym z tych raczej ciekawszych jest chyba rozmowa z dr Billem Deagle, której chociaż fragmenty być może przetłumaczy wkrótce jakaś "niewidzialna ręka", a na razie streszczenie kilku najważniejszych informacji: według dr Deagle "zmienianie kształtów" (ang. "shape-shifting") tak naprawdę nie odbywa się na poziomie fizycznym, ponieważ wtedy doszłoby do natychmiastowego spalenia molekuł poddawanych transformacji, lecz polega na tym, że osoby będące tego świadkami widzą wtedy tak naprawdę istotę przebywającą w innym świecie, w innym wymiarze, po prostu w przypływie zdolności postrzegania pozafizycznego oglądają quasi-demoniczny byt z innej rzeczywistości, pasożytujący na danej osobie, np. Hillary Clinton - która według dr Deagle jest najbardziej złą osobą, jaką kiedykolwiek spotkał, i najczęściej "wyświetlającą się" jako właśnie taki demon. Inne informacje: masakra w Columbine była sprawką władz/służb, poza tym kilkoro uczniów zginęło od kul S.W.A.T. (antyterrorystów) - był tam jako lekarz, badał ciała. Jeśli chodzi o irański program nuklearny, to niedawno (24 VI 2008 r.) byliśmy na krawędzi globalnej wojny nuklearnej, kiedy Amerykanie pozwolili 100 izraelskim myśliwcom na ćwiczenia w przestrzeni powietrznej Iraku, a śledzący sytuację z satelitów Rosjanie rozpoczęli transmisję kodów do ataku nuklearnego dla łodzi podwodnych i wysłali swoje bombowce atomowe w kierunku USA - świat dzieliły minuty od wybuchu jądrowej konfrontacji. Inna ciekawa historyjka, jaka przydarzyła się doktorowi Deagle, polegała na tym, że pewnej nocy obudził się w swoim łóżku w swojej sypialni w swoim domu, a tam stał sobie jakiś człowiek i wpatrywał się w niego. "Kim jesteś, co tu robisz..?" - zapytał Bill. "Jestem baron Guido Rothschild, Pindar. Chcę, żebyś został moim następcą. Zbadaliśmy twoje DNA, wiemy o tobie wszystko i sądzimy, że jesteś idealnym kandydatem." Kiedy dr Deagle odmówił, dziwny gość odrzekł "W takim razie dotknę serca twojej córki." "- Ale ja nie mam córki, moja żona nie jest w ciąży..!" "- Ha ha ha ha...." - i zniknął tam, gdzie stał, niczym duch; wkrótce urodziła się córeczka dr Deagle, już w brzuchu mamy pozbawiona fragmentu serca, tak jakby miała tylko jedną komorę - dziś ma zespół Downa, ale w ogóle jej przyjście na świat i przeżycie tego lekarze określają jako cud, zresztą tak samo przepowiadał doktorowi Deagle "głos w głowie", który powiedział mu też wiele innych rzeczy, np. żeby zadzwonił do "Project Camelot". Zdaniem dr Deagle bez sensu są domysły, że światem rządzą np. Iluminaci albo Jezuici, masoneria czy Watykan, hybrydy bądź Templariusze, tamci czy jeszcze inni owacy - ponieważ na wszystkich poziomach niejawności, tajnych projektów, sekretnych przedsięwzięć i ukrytych struktur egzystuje wiele rywalizujących między sobą grup - i tak naprawdę nikt nie sprawuje kontroli nad całą planetą ani nie jest tego blisko. Niemniej jednak to jeszcze nie znaczy, że możemy spać spokojnie - w największych miastach USA po cichu zdezaktywowano już dwie nuklearne bomby walizkowe, a rozlokowano ich jeszcze dwadzieścia po głównych aglomeracjach - kiedy zaczną to uruchamiać, na liście do spopielenia pierwsze jest Los Angeles, a drugie Chicago. Chemiczne smugi to rozpylanie w górnych wartstwach atmosfery mieszanki bromu oraz paru innych pierwiastków, dzięki czemu możliwe staje się zaglądanie w przyszłość przy użyciu specjalnej technologii - wysyłany puls odbija się od podrasowanej bromem warstwy atmosfery i przekazuje obraz powierzchni z niedalekiej przyszłości, coś z jakąś fizyką kwantową. Rządy zaprzyjaźnionych państw mogą wypożyczać od USA urządzenia jednorazowego użytku podobne do kuli z filmu "Interstate 60" - odpowiadają "tak" lub "nie", ale tylko na jedno pytanie, a próby ich "rozbrojenia" skutkują uruchomieniem mechanizmu autodestrukcji i eksplozją, z czym wiązał się rzekomy "zamach terrorystyczny" w hotelu w Bombaju przed paroma laty. Jeżeli dojdzie do ataku Izraela na Iran, radioaktywna chmura przejdzie przez Arabię Saudyjską i dalej na wschód, a Cieśnina Ormuz zostanie zablokowana, wskutek czego Japonia i Chiny zostaną pozbawione ropy naftowej (to głównie kraje azjatyckie stamtąd transportują), co spowoduje globalną zapaść ekonomiczną i znaczny wzrost cen żywności; wzrost cen żywności nastąpi również po dalszych zmianach w cyrkulacji prądów Oceanu Atlantyckiego (możliwe już w 2009 r.), które spowodują susze i powodzie, skutkujące zniszczeniem połowy plonów; innymi słowy, zapasy żywności to obecnie bardzo mądra inwestycja. Jeśli chodzi o różnorakie wizje z przyszłości, to o.k., dr Deagle sam miewał je już jako dziesięciolatek, kiedy jakiś opiekun zabierał go w podróże astralne po orbicie, a może to były prawdziwe, i np. pokazywał fajerwerki nad całym terytorium USA - ale to nie były fajerwerki, jak początkowo pomyślał mały Bill - oraz właśnie blokadę Cieśniny Ormuz przez armady okrętów wojennych; jednak według niego trzeba pamiętać, że przyszłość jest płynna, nie wyryta w kamieniu, a to właśnie jest naszym polem do popisu, żeby zdecydować, czy te możliwe warianty przyszłości się ziszczą - dokładnie o to chodzi jej pokazywaniu niektórym z ludzi, jak zresztą również w podpatrywaniu jej przez władze przy użyciu najnowszych niejawnych technologii; według dr Deagle wszystkie możliwe wydarzenia władze sprawdziły już w symulacjach komputerowych przy użyciu niewyobrażalnie skomplikowanych programów i potężnych komputerów, wykonywano nawet wirtualne modele fizycznej Ziemi ze wszystkimi faktycznie znajdującymi się na jej powierzchi budynkami i wszelakimi detalami - każdy rodzaj naturalnej czy nienaturalnej katastrofy, podobnie jak scenariusz działań wojennych, można zaprogramować jako symulację i z dużą dozą prawdopodobieństwa prześledzić dalszy przebieg wypadków, który obliczy komputer n-tej generacji (potrafili to robić już w latach 70-tych).

Ale jeszcze ciekawszy jest jednak ten Brianstalin, osoba której istnienie i osiągnięcia wciąż (choć trzeba przyznać, że zdaje się dopiero rok temu ujawnił się w necie) pozostają praktycznie zupełnie nieobecne w kręgach "poszukiwaczy prawdy" itp. internetowych serwisów czy witryn pełnych zarówno dobrych intencji, jak i DVD dostępnych w sprzedaży droga wysyłkową (co moim zdaniem wcale nie musi sobie przeczyć, bo gdyby każdy miał prowadzić niezależno-niekoncesjonowaną działalność informacyjną całkowicie gratis, to każdy musiałby się utrzymywać z czegoś innego w typie normalnej pracy, a więc każdy musiałby kilkadziesiąt godzin w tygodniu i plus minus połowę energii poświęcać na coś mało doniosłego, a pomagać milionom otwierać oczy dopiero w czasie wolnym "po godzinach"; skoro koncesjonowane agencje prasowe i media biorą kasę za swoją działalność, to dlaczego niezależne i niekoncesjonowane nie miałyby prawa - czemu tylko w nie strzela się takimi zarzutami i miałyby niby być bardziej zatapialne pod tym kątem..? Ja też tu kiedyś zacznę coś zarabiać, mam nadzieję, i dzięki temu będę mógł poświęcać na to więcej czasu, kupić sobie więcej książek i DVD, dzięki którym podawane przeze mnie informacje będą dokładniejsze i pełniejsze - może nawet dałoby się skoczyć do Stanów [brr...] i przeprowadzić wywiad z Alem Bielekiem, zadając kilka pytań, na które dotychczas nie odpowiadał..;) W każdym razie ten Brianstalin, który podobno uczył się m.in. od samego Dalajlamy, tym różni się od innych "mistrzów-czytaczy poprzednich wcieleń", że zamiast mówić "ten człowiek był w poprzednim wcieleniu osobą taką to a taką, proszę oto porównanie fotografii i portretu, podobieństwo jest uderzające, czyż nie..?" - jego specjalność, jakby "firmowe zagranie", to namierzanie całych grup dusz, które na przestrzeni wieków razem inkarnują się to tu, to ówdzie, np. raz na angielskim dworze królewskim, potem całą ekipą w Hollywood - zawsze żądni sławy, władzy i pieniędzy, etc. - w każdym razie, coś takiego chyba o wiele trudniej jest sfałszować bądź upozorować, żeby zgadzały się fotografie i podobizny całych grup powiązanych ludzi z różnych epok, no nie..? Za wiarygodnością Brianstalina moim zdaniem przemawia także fakt, że niektóre jego odczyty wydają się totalnie nieprawdopodobne, śmieszne czy szokujące, podobnie jak np. relacje Ala Bieleka - również tu sprawa jest dla mnie jasna, że gdyby ten gość chciał oszukiwać, to raczej spreparowałby trzy razy bardziej strawne materiały, a nie takie "absolutnie nie do uwierzenia" w stylu "filozofom się nie śniło" czy "dziwniejsze niż fikcja"... No więc według Brianstalina osoby takie jak David Icke popełniają błąd polegający na propagowaniu krajobrazu sytuacji w stylu "oni są źli, a my jesteśmy ci dobrzy". Tymczasem Kroniki Akaszy świadczą jakoby, że nikt na Ziemi nie jest niewinny, w przeciwnym razie odrodziłby się na bardziej cywilizowanej planecie - wszyscy w poprzednich wcieleniach byliśmy mniej lub raczej bardziej związani z Iluminatami i satanistycznymi kultami, a to że teraz zagraża nam "New World Order" stanowi karmiczną konsekwencję naszych własnych uczynków z minionych inkarnacji, kiedy to my byliśmy przekonani o własnej wyższości i że "motłochem trzeba sterować". Trwamy więc jakoby w takim cyklu - karmicznej pułapce, gdzie wciąż z kimś walczymy, a tak naprawdę złościmy się na nas samych z innych wcieleń, gardzimy innymi wydaniami samych siebie. (Tym bardziej wydaje mi się to trafne, że mnie też nieraz coś jakoś tak majaczyło, jeszcze zanim przeczytałem o tym w komentarzach "Gary'egoSe7en" do niniejszego filmiku - myślę, że wielu osobom pojawiały się w głowach tego typu spekulacje.) Co w takim razie powinniśmy robić? Rozwijać się duchowo, ostrożnie podnosić energię Kundalini w górę czakr aż do Trzeciego Oka, które się wtedy otwiera i pozwala nam np. przypominać sobie własne poprzednie życia, nie podróżować astralnie i unikać wszelakich aniołów, życzliwych kosmitów, nauczycieli duchowych itp. pozytywnych przekazów, które tak naprawdę są tylko pięknymi bajeczkami mającymi utrzymywać nas w naszym więzieniu kłamstw (np. Alex Collier według Brianstalina był w poprzednim wcieleniu współpracownikiem Hitlera, a obecnie załapał się na program kontroli umysłów obliczony na zmianę sposobu myślenia 10% światowej populacji) - zamiast czytać rzekomo mądre książki, już lepiej po prostu wejść do jaskini i tam sobie medytować, pamiętając, że także podczas medytacji, podobnie jak w trakcie seansu hipnozy czy transu channelingowego, jesteśmy narażeni na wpływy zwodniczych istot astralnych przedstawiających się jako "świetlani nauczyciele" itp. - zwłaszcza, jeżeli w poprzednich wcieleniach próbowaliśmy bawić się w "czarną magię" czy coś w tym stylu - w takim przypadku w światach astralnych możemy nadal mieć liczne grono "fanów" szukających z nami kontaktu... Jakiś gość napisał do 'Gary'egoSe7en': "przygotujmy się na głód i survival, bo oni chcą wykosić 90% światowej populacji..." itp. - odpowiedź: "w swojej świadomości musisz to negować tak długo, dopóki nie jesteś zielony na twarzy..!" Według Brianstalina światem nie rządzi Jezus ani Budda, ani żadna dusza w tym stylu, nie dlatego że w tym wcieleniu rozjechał go tramwaj czy bo tak po prostu wiatr wieje nam w oczy, mamy pecha itd., jesteśmy niewinnymi ofiarami przykrej sytuacji - wręcz przeciwnie, jesteśmy jej współsprawcami, światem nie rządzi Budda ani Jezus bo po prostu na to nie zasłużyliśmy, nasza karma jest inna i dlatego jest tak, jak jest - dzisiaj owszem, staramy się i walczymy ze złymi siłami, poświęcamy na to niektórzy prawie cały wolny czas - ale kiedyś, może i wiele wcieleń temu, byliśmy po drugiej stronie barykady i pławiliśmy się w luksusie, rozkoszy i władzy, czerpiąc przyjemność z każdej tego minuty - i bardzo nam to odpowiadało; a teraz cały czas płacimy za to "karmiczny rachunek", zależy kto ile osób skrzywdził kiedy był jakim królem lub innym kimś na tyle wpływowym, żeby mu odbiło choć w sumie nie był taki zły. Cały problem polega na tym, że nie pamiętamy poprzednich wcieleń, wskutek czego ciągle błądzimy po omacku i wciąż popełniamy te same błędy. Jest jeszcze taka sprawa, że kiedyś na naszą planetę przybywali tzw. "bogowie", czyli mieszkańcy innych planet, którzy chodzili tu potem między nami i załatwiali swoje sprawy, toczyli między sobą wojny, ginęli a my dostawaliśmy odłamkami, wiążąc ich karmę. Potem odradzali się między nami, nie całkiem to sobie uświadamiając, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, w którym psychiczne centra ludzkiego organizmu są celowo chemicznie wyłączane. Niektórzy z nas to właśnie takie dusze - "bogów", którzy często potem reinkarnowali się jako królowie albo faraonowie, w co zresztą wszyscy podówczas wierzyli. Bardzo ciekawy artykuł (j.ang.) dotyczący Brianstalina można przeczytać tutaj - i to wcale nie kolejne reinkarnacyjne odczyty są w nim najciekawsze, ale inne informacje, cytaty z książek itp. zdania skłaniające do myślenia. Aha - odnośnie filozofii 'GarySe7en' ma do powiedzenia tyle, że "myślenie konceptualne tworzy raczej nową iluzję niż odkrywa prawdę, tak że tzw. filozofię można spokojnie wrzucić do toalety i spuścić wodę".

To co mówi Brianstalin, czy raczej jego rzecznik GarySe7en, współgra zdaje się nieźle z informacjami znanymi jako "Revelations of an Elite Family Insider", które wcześniej jakby "ocenzurowałem" i pominąłem w niniejszym opracowaniu, ponieważ zawierały dość ostrą krytykę naiwności Davida Icke'a i twierdzenia, że wielu świadków "zmieniania postaci", którzy się z nim skontaktowali, zostało podstawionych na trasie jego podróży. Informacje te pochodzą od osoby przedstawiającej się jako członek rodziny, której nazwisko rzadko występuje na kartach historii - podobnie jak wszystkich innych rodów, które naprawdę od tysięcy lat kontrolują naszą planetę, w przeciwieństwie do nazwisk znanych "zwolennikom teorii spiskowych" należących do rodów, których członkowie od wieków są tylko wykonawcami poleceń i wytycznych. Otóż według tych informacji wszyscy ludzie dobrej woli i szlachetnych intencji, którzy starają się zaalarmować innych o planach zaprowadzenia "Nowego Porządku Świata", tak naprawdę tylko go przyspieszają i zwiększają szanse, że nadejdzie - działa tu mechanizm wizualizacji, działa tak samo jak w przypadku każdej innej sprawy. Ziemia jest swego rodzaju więzieniem dla "niebezpiecznych dusz", a Iluminaci też tu "siedzą", ale są jakby trochę lepsi i dlatego funkcjonują jednocześnie jako "nadzorcy" pozostałych więźniów - wiedzą, co jest grane i o co chodzi tu na tym ziemskim padole, ale nie powiedzą "uwaga, słuchajcie wszyscy, siedzimy tu w więzieniu bo popaprane z nas dusze, musicie robić tak i tak, żeby się wyzwolić" - gdyż chodzi o to, żeby każdy sam na to wpadł, osiągnął to samodzielnie idąc własną drogą - a wszystko, co potrzebne, jakoby jest powszechnie dostępne, tzn. wszelakie informacje i niezbędne wskazówki, pozostaje tylko trochę się postarać. Chociaż nie wszystkie rody są tak samo "dobre" i niektórym odpowiada ta istniejąca sytuacja, w której sprawują sobie władzę - osoba ujawniająca te informacje ostatnie posty na forum, gdzie to wszystko się wydarzyło, "musiała już pisać szybko", może tak jakby bo za dużo ujawniła już prawdy; człowiek ten stwierdził też, że nie je "90% tego, co wy jecie" - ma własną fermę, kury i inne zwierzęta, warzywa itp. - podobnie jak wszystkie inne rody, nie kupują nic w sklepach tylko mają własne, zupełnie inne linie zaopatrzenia w nieskażone artykuły spożywcze. "Insider" stwierdził też stanowczo, że nigdy nie będzie miał dzieci - sugerując zastanowienie się nad faktem, że pierwszą rzeczą, jaką robi dziecko po przyjściu na świat, jest wybuchnięcie płaczem - według niego dusza w noworodku pamięta jeszcze wtedy, co się dzieje, skąd przybyła i gdzie trafiła, rozumie że "to znowu się stało"...

Z informacji podanych przez Ala Bieleka w niniejszym radiowym wywiadzie: programowanie umysłów w Montauk odbywało się z wykorzystaniem ustaleń Wilhelma Reicha. Plejadianie, którzy pomogli nazistom w pracach nad konstrukcją latającego spodka, należeli do tzw. grupy z Aldebarana, nielicznej i niezależnej od rady współtworzonej przez większość zamieszkanych planet konstelacji Plejad. Kiedyś liczniejsi, w zamierzchłej przeszłości przyczynili się do powstania rasy aryjskiej, a kiedy w XX wieku prezydent Roosevelt w imieniu USA odrzucił ich propozycję współpracy, zrozumieli że wybuchnie wielka wojna światowa i podróżując w czasie w przyszłość, odkryli ogromne spustoszenia w aryjskiej populacji - dlatego w 1935 r. umyślnie rozbili jeden ze spodków w Bawarii, aby zwiększyć szanse Niemców, z którymi zawarli też umowę, że nie będą zaostrzać polityki odnośnie osób pochodzenia żydowskiego - potem gdy naziści przestali przestrzegać tego porozumienia, Plejadianie dali im fałszywe rady, które pomieszały im szyki i badania. Szefem rady Iluminatów, według przyjaciela Ala który uczestniczył w jej posiedzeniu, jest mierzący 9 stóp Drakonianin; oni planują w skali setek lat, są bardzo inteligentni, stoją nad bankierami, II wojna światowa była np. tylko posunięciem w grze, której końcowym wynikiem ma być przekształcenie Ziemi w małą maszynkę do podbijania kosmicznych okolic - my jesteśmy arsenałem, który chcą wykorzystać; obecnie wpływają na całość ziemskiej populacji za pomocą technik kontroli umysłu, wywodzących świadomość na manowce programów tv itp.


KONIEC


Ostatnio zmieniony 26 cze 2009, 14:18 przez bobik, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
   
 
 
Post: 24 cze 2009, 13:45 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 maja 2009, 22:04
Posty: 316
Płeć: mężczyzna
W końcu to przeczytam, ale teraz nie mam czasu :) Ale wygląda na ciekawą kompilację.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 25 cze 2009, 17:34 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 maja 2009, 18:47
Posty: 705
Lokalizacja: 3miasto
Płeć: mężczyzna
Ufff... Grubo ;) ;) ;)
Na emeryturze to skończę...

_________________
To my dajemy im władzę. Ich pożywieniem są nasze negatywne myśli, emocje, żądze, lęki. Demaskujcie ich, ale nie walczcie z nimi. Przebaczcie im, a potem przesyłajcie światło i miłość. Miłości nikt się nie oprze, bo nikt nie wynalazł broni przeciwko bezwarunkowej miłości.
Wszyscy wyszliśmy z tej samej Iskry Monadycznej i wszyscy do niej wrócimy. „In lak’ech, ala ken” – „JA jestem w TOBIE, tak jak TY jesteś we MNIE”.

Hanna Kotwicka
http://www.maya.net.pl



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 26 cze 2009, 3:16 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 kwie 2009, 15:11
Posty: 407
Lokalizacja: Bliżej nieokreślona
Płeć: mężczyzna
Jak na razie brak mi wytrwałości, żeby to przeczytać w całości. Ale dzięki za wrzucenie tego :) .

_________________
Jestem tylko zbuntowanym trybikiem wielkiej machiny. Programiści już próbują mnie naprawić , ale ja czynię uniki niczym wytrawny bokser tańczący w ringu.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 26 cze 2009, 11:44 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 maja 2009, 22:33
Posty: 379
Płeć: mężczyzna
Ciekawe, chociaż nie do przeczytania za jednym posiedzeniem.

Brakuje mi tylko zdania na temat Projektu Cheops, który, jak mi się wydaje, ładnie wpisywałby się w ten fragment:

Cytuj:
Teoria Michaela Tsariona, że Atlantyda to ukrywany fragment prawdziwej historii naszej planety, a w Azji istniała też wtedy Lemuria, gdzie prym wiodły istoty o głowach węży, również nietutejsze; że wojny i bitwy kojarzone z ostatnich pięciu wieków to często były rytualne ofiary składane kontrahentom z innego wszechświata (niejakim "Makrofagom") przez istoty uwięzione od tysięcy lat na Ziemi, które chcą się stąd wyrwać, ale nie potrafią samodzielnie pokonać bariery uruchomionej w antycznych czasach wokół naszej planety być może właśnie w celu ich odizolowania, niby w poprawczaku albo psychiatryku; portal do wymiaru Makrofagów miał w postśredniowiecznej Anglii otworzyć John Dee ...

Może w Projekcie Cheops chodzi właśnie o otworzenie tego portalu?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 26 cze 2009, 14:30 
Wreszcie to przeczytałem....zajeło mi to dwa dni ale warto.....
Lepiej to czytać z orginalnej strony autora tego tekstu,są tam (w tekście) zawarte odnośniki do stron źródłowych...
....ale na wszelki wypadek pokolorowałem to co wkleiłem w nadziei że lepiej będzie się czytać, jeżeli ktoś chciał by cztać to z tego forum....



Na górę
   
 
 
Post: 26 cze 2009, 14:38 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 maja 2009, 22:04
Posty: 316
Płeć: mężczyzna
Ta czcionka jest zdecydowanie za duża. Lepiej by się czytało w normalnych wymiarach.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 26 cze 2009, 15:17 
nie chce mi się już tego zmieniać,ale jest jeszcz jedno forum gdzie można to przeczytać :arrow: http://kodczasu.ronus.pl/forum/viewtopi ... 713898596d

a tu są w Wordzie wszystkie trzy części :arrow: http://rapidshare.com/files/248905638/N ... lczane.rar

aha,zapomniałem o pierwszej części,bo te u góry,które wkleiłem to dwie ostatnie z trzech....
pierwsza jest tu> http://www.ukrytesprawy.org/zarys.html



Na górę
   
 
 
Post: 13 paź 2009, 22:56 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 cze 2009, 9:43
Posty: 546
Płeć: kobieta
Cthulhu pisze:
W końcu to przeczytam, ale teraz nie mam czasu

Sonial13 pisze:
Ufff... Grubo ;) ;) ;) Na emeryturze to skończę...

MojoRisin pisze:
Jak na razie brak mi wytrwałości, żeby to przeczytać w całości.

Easy_Rider pisze:
Ciekawe, chociaż nie do przeczytania za jednym posiedzeniem.

bobik pisze:
Wreszcie to przeczytałem....zajeło mi to dwa dni ale warto.....


:lol: :lol: :lol: :lol: :lol:
Ludzie !!! A kto by to czytał :o :shock:

Ja w życiu takich dłuuuuuuugich postów na tym forum nie czytałam.
Sciągnijcie sobie lektora internetowego i niech wam to przeczyta, a wy róbcie sobie co tam chcecie w tym czasie: kąpiel, sprzątanie, jedzenie czy ... opalanie się :roll: Włączacie sobie po prostu lektora. Ja tak czytam większość waszych postów na tym forum. Ja osobiście korzystam z lektora Expressivo. Wersja próbna -Trial-jest darmowa i można z niej korzystać przez miesiąc. Wystarczy do przekopania się przez ten materiał w rekordowym czasie, zwłaszcza ze sami sobie ustalacie szybkość głosu wiec można dać straszne przyspieszenie. Głos jest czysty i piękny do wyboru mężczyzna lub kobieta, bardzo wyraźny. Dla mnie super. Chyba sa tez i inne lektory. Wystarczy poszperac na necie. Ja znam tylko to bo z tego korzystam. A za miesiąc to wy pół internetu tym przeczytacie ;)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 paź 2009, 22:27 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 paź 2009, 20:39
Posty: 186
Lokalizacja: Dania
Płeć: kobieta
Ayerys, fajny pomysl z tym lektorem, moze sama poszukam, poniewaz sporo czasu marnuje przy komputerze na czytaniu , zamiast zrobic pranie i posprzatac :mrgreen: .

A tak wracajac do tematu, nigdzie nie moge znlezc odniesienia i zrodel, skad sie wzial "diabel" o sylwetce kozla z rogami ??



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 paź 2009, 0:09 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 maja 2009, 11:51
Posty: 980
Płeć: mężczyzna
Sam muszę się przyznać, że nie ogarnąłem jeszcze tego tekstu nawet w połowie ale się przymierzam, cały czas zostawiam go sobie na później w liście dodanych do przeczytania. Zmiana koloru tekstu co akapit na pewno pomaga :) :P

_________________
W jedności siła nie w budowanych murach
Wszystko ma swoją głębię
Zdolność do dziwienia się jest początkiem do mądrości
Prawa jednego człowieka kończą się tam, gdzie zaczynają się prawa drugiej osoby.
Na każdym człowieku spływa odpowiedzialność za cały świat!
--> http://zakazaneowoce.pl
:jabłko:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 paź 2009, 10:30 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 wrz 2009, 13:38
Posty: 301
Płeć: mężczyzna
divinorum pisze:
cały czas zostawiam go sobie na później w liście dodanych do przeczytania.

skąd ja to znam :lol:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 paź 2009, 13:06 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 cze 2009, 9:43
Posty: 546
Płeć: kobieta
divinorum pisze:
cały czas zostawiam go sobie na później w liście dodanych do przeczytania.

A może w tym przypadku zamienić "przeczytanie" na "wysłuchanie" ? :)

Divinorum- doskonały awatar jak na dzisiejsze czasy.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 paź 2009, 12:18 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 maja 2009, 11:51
Posty: 980
Płeć: mężczyzna
Ayerys pisze:
divinorum pisze:
cały czas zostawiam go sobie na później w liście dodanych do przeczytania.

A może w tym przypadku zamienić "przeczytanie" na "wysłuchanie" ? :)

Divinorum- doskonały awatar jak na dzisiejsze czasy.

No chyba będzie trza pomyśleć nad tym lektorem :)
a co do avatarka - to dokładnie tak samo pomyślałem jak ujrzałem tę ilustracje ;)

_________________
W jedności siła nie w budowanych murach
Wszystko ma swoją głębię
Zdolność do dziwienia się jest początkiem do mądrości
Prawa jednego człowieka kończą się tam, gdzie zaczynają się prawa drugiej osoby.
Na każdym człowieku spływa odpowiedzialność za cały świat!
--> http://zakazaneowoce.pl
:jabłko:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 lis 2009, 1:53 
CD :arrow:
Uwaga na temat wyrażonej przez Phila Schneidera opinii, że generalnie trwa inwazja obcych na Ziemię: jak to możliwe, że nikt nie słyszał ani nie widział choćby fragmentów epizodów tej epickiej kolonizacji, nikt spośród miliardów ludzi tworzących, nazwijmy to w ten sposób, globalną szeroką opinię publiczną - przecież nie wszyscy dziennikarze na świecie wiedzą, że za pieniądze uczestniczą w kantowaniu wielu osób naraz, niektórzy myślą że naprawdę żyją w wolnym świecie, o którym mówią i piszą oni i ich koledzy, w którym poszanowane jest elementarne prawo każdego nowo narodzonego człowieka do życia w świadomości tego, skąd się tu wziął, co nas otacza i jak - chociaż mniej więcej - naprawdę wyglądała historia naszej planety, jak kształtuje się jej teraźniejszość i np. kto ponosi za to polityczną odpowiedzialność, a może nie ponosi. Jak to możliwe, że trwa pewnego rodzaju inwazja czy próba wrogiego przejęcia, a my, miliardy ludzi, niczego o tym nie wiemy, żadna ze stron nie woła nas na pomoc ani nawet nigdy nie spyta o poradę..? Długo nie mogłem tego pojąć, ale w końcu chyba co nieco zaczęło mi świtać na ten temat. Załóżmy, że według nieżyczliwych nam obcych nasza świadomość ich istnienia, bliskiej obecności, "chrapki na nas", czy w ogóle że 'ecie pecie, ale na pewno nie jesteśmy sami we wszechświecie' - zwiększyłaby naszą czujność, statystyczną gotowość obronną jednostek, wykluczyłaby też możliwość przejęcia planety w optymalny sposób, tj. niezauważalny dla szerokich mas jej mieszkańców. Z kolei wyobraźmy sobie nasze władze i tych wszystkich porządnych ludzi, którzy wypłynęli do góry we współczesnych strukturach, gotowych brać na siebie odpowiedzialność za podjęcie decyzji o ujawnieniu informacji, które wedle wszelkiego prawdopodobieństwa doprowadzą do mniejszego lub większego chaosu i ogólnoświatowych zawirowań, nie mówiąc o pozrzucaniu ich samych ze stołków w myśl haseł "to dlaczego tyle czasu nic nie mówiliście..!?" - czy to pomogłoby w odpieraniu inwazji, utrzymywaniu tajnych międzynarodowych sił, sprzętu i zaopatrzenia, które są do tego potrzebne..? A więc jest możliwe, że to dzieje się teraz i jednocześnie zupełnie o tym "cicho sza" na wszystkich częstotliwościach dostępnych cywilom - ponieważ obydwie strony chcą wygrać w jak najlepszym stylu i celują w wariant najbardziej dla siebie komfortowy, w którym miliony spracowanych ludzi nadal wieczorami piją piwko i śmieją się, jak jest fajnie, a oni sami to już w ogóle są najlepsi i znają się na wszystkim - i dlatego dzień za dniem muszą to udowadniać.
=============================================================================================
Poniżej remix informacji od Plejaran z kontaktów Billy'ego Meiera, za Randolphem Wintersem (który nawet mieszkał przez pewien czas tam u Billy'ego w Szwajcarii, był członkiem wieloosobowej koedukacyjnej grupy złożonej m.in. ze sceptyków, którzy przyjechali niegdyś tylko na moment, żeby zwymyślać gospodarza od oszustów, po serii artykułów o jego przypadku i wykonanych przezeń zdjęciach spodków, jakie zaczęły się ukazywać w zachodniej prasie na przełomie lat '70 i '80 - gość potem się z tego wypisał i komentował później z przymrużeniem oka, że dużo było kwasów pomiędzy różnymi członkami grupy zazdrosnymi o "miejsce przy Billym", jakiekolwiek wzmianki o sobie z ust Plejaran, poza tym momentami trudno się było połapać, kto do kogo "czuje miętę" i z kim chce pracować nad przyrostem naturalnym...)

- religie są niezbyt korzystne, ponieważ ograniczają wolną wolę jednostki, która powinna sama uczyć się praw wszelkiego stworzenia, krocząc własną drogą; taką możliwość blokuje np. chrześcijaństwo, które bardzo zmieniło prawdę od czasów Immanuela

- poważne niebezpieczeństwo dla Ziemian wynika ze zbyt szybkiego rozwoju technologicznego, m.in. podróży kosmicznych, podczas gdy rozwój duchowy idzie nam tak powoli, że możemy się wpakować w konkretne tarapaty np. po nawiązaniu kontaktów z innymi cywilizacjami, kiedy nie będziemy umieli się zachować i wszyscy zobaczą, że np. zaczynamy "nawracać" mieszkańców jakiejś planety na własne religie - stąd już tylko krok, żeby ktoś uznał nas za "zarazę"...

- statystycznie przeciętny wiek mieszkańca Ziemi jako formy duchowej wynosi ...ponad sto milionów lat; tym naprawdę jesteśmy - formami duchowymi przechodzącymi przez serię materializacji; osiągnięcie poziomu podstawowej świadomości i racjonalnego myślenia zabiera formie duchowej 10 - 20 milionów lat; ciekawy komentarz R. Wintersa do tej informacji: "tak więc początkowo nie uczymy się zbyt szybko; w sumie można to zrozumieć, jeśli rozejrzeć się po ludziach wokoło - nie wydają się załapywać zbyt wiele, jeżeli chodzi o ewolucję duchową"

- ukończenie etapu, w którym do egzystencji potrzebuje się ciała fizycznego, zabiera miliardy lat, normalnie ok. 70

- mieszkańcy Ziemi genetycznie pochodzą z konstelacji Lutni, gdzie dziś nie ma już życia

- pas asteroid w Układzie Słonecznym był kiedyś planetą o nazwie Melona, pomiędzy Ziemią a Marsem, której mieszkańcy (pochodzący z gwiazdozbioru Lutni) lubili wojnę i w końcu wysadzili ją w powietrze, przy okazji powodując zagładę życia na Marsie, którego orbitę katastrofa przesunęła bliżej Słońca

- za zamachem na Johna F. Kennedy'ego stała sekretna podgrupa w C.I.A. i tak samo było w przypadku zabójstwa jego brata, Roberta F. Kennedy'ego, gdy kandydował

- w najpopularniejszym komercyjnym systemie operacyjnym znajdują się "tylne drzwi" umożliwiające hakerski dostęp do komputera pracownikom pewnych amerykańskich służb

- w roku 2012 można się spodziewać nietuzinkowego apogeum katastrof naturalnych, takich jak powodzie i susze, huragany oraz trzęsienia Ziemi, itp.; Słońce zrobi się trochę niespokojne i na całej kuli ziemskiej mogą występować burze elektromagnetyczne oraz wynikające z nich rozległe awarie sieci energetycznych; będzie działo się też sporo innych ciekawych rzeczy; jednak nie ma co przesadzać z końcem świata, bo go nie będzie, a prawdopodobieństwo przebiegunowania jest bardzo znikome; nie wszystkie informacje na ten temat warto rozpowszechniać, ponieważ katastrofalne ewentualności mogą w ludzkich umysłach zacząć przemieniać się w samospełniające się przepowiednie; owszem, nastąpią zmiany klimatyczne, klęski plonów i niedobory żywności w wielu rejonach, ale według Plejaran, siejąc na ten temat panikę, można zmienić przyszłość raczej na gorsze [źródło]

- w roku 2006 na Marsa przybyli obcy z Syriusza - było to coś w rodzaju policyjnego pościgu, ponieważ trafili tam po śladach innych obcych z Syriusza, którzy wcześniej urządzili sobie tam szemraną bazę w strukturach pozostałych po dawnych kolonizatorach planety; stamtąd dokonywali wrogich manipulacji na Ziemi, dopóki nie zostali w końcu namierzeni i ujęci przez siły bezpieczeństwa własnej cywilizacji; następnie wszystkie budowle i monumenty kiedykolwiek wzniesione na Marsie przez jakichkolwiek ludzi zostały usunięte - cywilizacja z Syriusza ma takie prawo, że kiedy gdzieś zostaje popełnione przestępstwo, to o ile nie ma tam populacji, usuwają wszystko, co jest dziełem człowieka [źródło]

- "katastrofa tunguska" z czerwca 1908 r. polegała na autodestrukcji pojazdu kosmicznego należącego do ludzi przybyłych z odległych światów nazywanych przez nich Bardan (Bardan 1, 2 i 3), położonych w gromadzie galaktyk nazywanej przez ziemskich astronomów Coma; ich wielki statek znalazł się na Ziemi w wyniku błędu koordynatów, uszkodzony nie mógł jej opuścić, a jego załoga nie mogła liczyć na pomoc ze swojego macierzystego świata, ponieważ w ogóle nie wolno im było znaleźć się na Ziemi; w tej sytuacji ukryli pojazd na Syberii i oddali rozrywkom typu seks z mieszkańcami Ziemi, także z dala od tamtego miejsca; w rezultacie nabawili się chorób wenerycznych, które zmutowały w ich nieco odmiennych organizmach i zdziesiątkowały załogę; pozostali przy życiu skonstruowali bombę atomową, unieśli pojazd w powietrze i wywołali detonację, zamieniając się wraz ze swoim statkiem w pył i kurz - śmierć ponieśli wszyscy członkowie załogi, których liczba wynosiła w tamtym momencie 4387 (Plejaranie to wszystko obserwowali, ale nie mogli pomóc ze względu na prawa/zasady). Czyli z tego by wynikało, jeśli zaufać wersji Plejaran, że nie można się odrodzić na innej planecie, niż się umarło - że tych 4387 kosmitów reinkarnuje się odtąd na Ziemi, pewnie nieraz zastanawiając się: "czemu jestem inny/-a niż wszyscy..?"



Na górę
   
 
 
Post: 10 lis 2009, 1:54 
*** 31 X 2009 *** Naprawdę szczerze przepraszam za coraz większy chaos panujący na tej stronie, polegający na przemieszaniu tematów, wątków i akapitów - ale co innego byłoby, gdybym np. w XIX wieku po rejsie dookoła świata opisywał już na spokojnie, na lądzie, jak to wszystko po kolei było, a co innego kiedy wciąż pojawiają się nowe informacje i zmieniają priorytety, zapatrywania w kwestii które są ważne, a które coraz bardziej wyglądają na ściemy itp. Może nie od razu ani nie wkrótce, ale kiedyś wypełnię obietnicę uporządkowania tego wszystkiego i udostępnienia w poręcznej formie.

Tymczasem nowe ciekawe informacje pojawiają się w niedawnym wywiadzie dr Stevena Greera dla "Project Camelot". Podsumowując swoje 19-letnie doświadczenie w kontaktach z pracownikami tajnych projektów stwierdza on tam (ok. 18 min.), że według przekazywanych mu przez wiele osób informacji, Szarzy i Reptilianie (Gadoidy) generalnie nie są istotami pozaziemskimi, ale biorobotami stworzonymi przez ludzi (ang. PLF - Programmable Life Forms). Przy czym większość osób stykających się z nimi podczas pracy w tajnych projektach nie zdaje sobie z tego sprawy. W tym wszystkim chodzi zaś o zbudowanie strachu opinii publicznej przed tymi "wrogami", wywołanie negatywnego nastawienia do gości z kosmosu i ustawienie "wojny", która pomoże rozwiązać problem przeludnienia i przyda się pewnym grupom również do innych celów. Jeżeli to prawda, to Phil Schneider, Al Bielek, Stewart Swerdlow itp. nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, co widzą na własne oczy (a już Alex Collier został kompletnie wkręcony). Pasowałoby to do wersji Plejaran przekazanej Billy'emu Meierowi - wręcz "jak ulał"; również Brianstalin pewnie by temu przyklasnął. Zatem być może Księżyc jednak nie jest obcą bazą, tylko po prostu kawałkiem jakiejś pradawnej planety, zaplątanym na orbitę okołoziemską..? Dr Greer wspomina także o technologii umożliwiającej dostęp zmysłów - nawet osoby, która wcale tego nie chce i/lub o tym nie wie - do tzw. "niższego astralu", gdzie egzystują sobie pewne byty, znane w tradycji jako demony itp. - dzisiejsza (a nawet "wczorajsza") technologia według jego źródeł pozwala nie tylko na postrzeganie tych istot, ale nawet na ich materializowanie w naszej fizycznej rzeczywistości, tzn. na oblekanie ich w prawdziwe trójwymiarowe ciało, mięso i kości. Nietrudno skojarzyć, że tłumaczyłoby to wiele rzeczy, o których mówił David Icke. Poza tym, jak relacjonuje dr Greer, wiadomo mu o przypadku finansowania przez kogoś "z jednej z rodzin" badaczy zjawiska abdukcji (uprowadzeń przez obcych) - według niego intencje wyglądają tu w ten sposób, żeby ugruntować strach szerokiej publiki przed przybyszami z kosmosu i odpowiednio urobić ludzi psychicznie przed sfingowaną "wojną" - po której jeszcze ma zostać odegrany "powrót Jezusa" itp. [Przypomnijmy, że również Barry King - były pracownik ochrony w tajnej podziemnej bazie na terenie Wlk. Brytanii - opowiadał, że widział rosłego Reptilianina z ogonem, ale z tego, co udało mu się ustalić, to była sztuczna istota stworzona przez ludzi - choć wyglądała jak rasowy kosmita; także GarySe7en sceptycznie wypowiadał się o alarmujących doniesieniach, że Gadoidy jedzą ludzi w najlepsze.]

Przeczytawszy powyższy akapit, ktoś podobnie nie od dziś zgłębiający te tematy i próbujący upowszechniać różne wiadomości, nie zawsze wesołe, może pomyśleć (o autorze tych słów): "oho, chyba jednak w końcu gościu zaczął iść na łatwiznę, już znużyła go dolina o Reptilianach i zagrożeniu ze strony ich i Szarych, teraz zachciało mu się uwierzyć w pozytywną bajeczkę, że oni w ogóle nie istnieją i jest fajnie, nie ma się czym stresować - a przecież wiadomo, że największym sukcesem diabła jest przekonać ludzi, że nie istnieje; ja tam będę twardy/-a i nadal wytrwam w odwadze wierzenia w Gadoidy i innych "złych obcych", nie pękam, nie idę na łatwiznę, nie przechodzę do obozu nawiedzonych wymiękaczy". Na tę okoliczność pozwolę sobie na nieco osobiste wyznanie: nieraz miałem spory rachunek za prąd, bo bałem się w nocy spać po ciemku, tak się pękałem tych Drakonian i innych takich, że wyświetlą się w nocy w moim pokoju. Wiele miesięcy chodziłem też z miną nietęgą, myśląc o złowrogiej potędze Szarych, sprawujących cybernetyczną kontrolę nad znacznym odsetkiem światowych decydentów. I nigdy nie wymiękłem, nie zacząłem sam siebie ściemniać "ojej, a może to nie jest prawda, może wcale nie jest aż tak źle, przecież trzeba być dobrej myśli..." Dopiero w obliczu kolejny raz pojawiających się informacji, że może to wszystko wielka mistyfikacja - i to pochodzących od osoby wielokrotnie dłużej siedzącej w tym tematach - wyjeżdżam z prezentacją powyższej hipotezy, którą dotąd raczej omijałem, uznając za próbę odwrócenia uwagi, a trochę na zasadzie "fajnie, ale lepiej dmuchać na zimne". Mam wiele wad i na pewno wyraźnie widać to w wielu miejscach na niniejszej witrynie, sam czasem wstydzę się czytać te swoje wypociny, bo nie brak miejsc, gdy aż kłuje w oczy, jak nie udało mi się "zniknąć" ze swoją osobowością i potrzebami ego - ale co do tej jednej rzeczy zapewniam i daję słowo honoru, że nie zabrakło mi odwagi i to nie było tak, że zwyczajnie zmęczył mnie strach i życie wśród obaw / przykrych myśli / smutnych wizji. Po prostu zawsze starałem się możliwie obiektywnie prezentować różne wersje i hipotezy, wiadomo że z akcentem na te, które akurat wydawały mi się najbardziej prawdopodobne - i dalej próbuję to robić, niczego nowego nie wymyśliłem i nie zmieniam taktyki. Pozdrawiam wszystkich rodzimych ufologów, z których 90% uzna mnie pewnie teraz za wykolejeńca, ewentualnie perfidnego dezinformatora lub agenta - ale po prostu nie od dziś staram się postępować przede wszystkim zgodnie z własnym sumieniem, nawet jeżeli wszyscy maszerują inną drogą; i zawsze potem się okazywało, że dobrze robiłem, więc i teraz jestem dobrej myśli. ;)

Wracając do dr Greera - na starość coś chyba najwyraźniej zaczął ciekawie nawijać, bo wcześniej zdaje się raczej przynudzał podczas swych nieco pompatycznych wystąpień - trochę prawdy jednak w tym jest, że "obcy" to obcy, ponieważ do stworzenia wspomnianych biorobotów wykorzystano ...tkanki prawdziwych istot pozaziemskich z katastrofy pod Roswell (sklonowano je). Według niego obecnie ponad 90% ruchu ufologicznego podąża szlakiem zaplanowanym w połowie XX wieku przez decydentów planujących "III wojnę światową" (czy raczej międzyświatową). [c.d.n.]

Ponieważ coraz więcej wydaje się wskazywać na to, że najmądrzej byłoby wrócić do wersji rzeczywistości przedstawionej Billy'emu Meierowi przez Plejaran, przypomnijmy jeszcze raz kilka ich kluczowych stwierdzeń/informacji:

- Iluminaci to grupa o znaczeniu lokalnym, nie globalnym

- Szarzy faktycznie przybyli z systemu Zeta Reticuli, ale przeprowadzili tylko trochę uprowadzeń, po czym temat ten został sztucznie rozdmuchany

- Ziemi faktycznie zagraża inwazja z kosmosu, ale w wykonaniu zdegenerowanych ludzi z gwiazd, którzy zniewolili już niejedną planetę

- co jakiś czas nasz świat odwiedzają barbarzyńskie istoty reprezentujące inne formy życia, które porywają przedstawicieli naszego gatunku i uprowadzają ich na swoje planety lub przeprowadzają eksperymenty

- plus minus największymi problemami Ziemian są obecnie przeludnienie i myślenie religijne, które jest błędne i prowadzi na manowce, obojętnie jaką religię się wyznaje; jeżeli ludzkość nie obudzi się na prawdę i nie wkroczy na ścieżkę prawdziwego rozwoju duchowego, naszemu światu grozi upadek i pogrążenie się w moralnej ciemności

- wszelkie myśli, na które pozwalamy sobie w naszych głowach, promieniują daleko poza czaszkę, a następnie (co najmniej po kilku dniach) wracają do nas odbite przez kosmos w kształtach spotykających nas wydarzeń, nieco zmienione czy jakby "poprawione"

- pod koniec II wojny światowej pewna ilość nazistów faktycznie zdołała ewakuować się w okolice Antarktydy i zaprzyjaźnionych krajów Ameryki Południowej; po czym odlecieli w kosmos, uprzednio zmieniwszy trochę ideologię

- Stalin został otruty przez swoje otoczenie; podobnie kilku papieży z II poł. XX wieku: Jan XXIII, Paweł VI (zastąpiony następnie sobowtórem) i Jan Paweł I

- jeżeli dojdzie do wybuchu III wojny światowej (obecnie prawdopodobieństwo zmalało), ogromne spustoszenie siać będą ludzie-maszyny walczący dla USA (uprzednio odpowiednio przygotowane osoby, zabijające w nieświadomym hipnotycznym transie); użyte mogą zostać również bronie zapalające atmosferę; Europa ulegnie podtopieniu i zostanie podbita (Włochy, Wlk. Brytania) - najpierw ze Wschodu, a następnie znajdzie się pod panowaniem fundamentalistów islamskich; we Francji wybuchnie wojna domowa wywołana przez mniejszości etniczne; o Polsce akurat nic nie mówili, jako jednym z nielicznych krajów - tak jakby nas miała ominąć większość tych atrakcji

- około roku 2030 w Ziemię uderzy Czerwony Meteor, co spowoduje katastrofę na skalę globalną

- już co najmniej od lat 70-tych wokół Marsa orbitowały amerykańskie pojazdy załogowe, o których nie wiedziała opinia publiczna

- Atlantyda i Mu istniały naprawdę, mieszkali tam ludzie, którzy przybyli z gwiazd; nie byli jednak aniołami, a na zakończenie działań wojennych ocaleli z pogromu naukowcy Mu skierowali nad Atlantydę asteroidę tak wielką, że rozpadłszy się na kawałki nadal niosła energię ponad 32 tys. bomb wodorowych - pękła skorupa ziemska, a fale sięgnęły 2300 m, podczas gdy niebo zasnuło się pyłem na 40 lat; mimo to z Atlantydy jeszcze coś zostało - wyspy Azory pośrodku Atlantyku; działo się to ok. 11,5 tys. lat temu, potem przetrwała jeszcze miniaturowa Atlantyda na Morzu Śródziemnym (archipelag Santorini) - mniejsza kolonia tej samej społeczności [źródło]

- istnieją miriady miriad wszechświatów, więcej niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić; nasz jest tylko kropelką wśród niezmierzonych oceanów; ale to jeszcze nic - cała fizyczna rzeczywistość jest tylko drobinką, śladowym ułamkiem tego, co istnieje - większość tego, co trwa, ma charakter niematerialny, duchowy, doskonalszy od czegokolwiek, co jesteśmy w stanie dosięgnąć zmysłami i opisać w uczonych książkach

- dusze ludzkie dążą do doskonałości, reinkarnacja po reinkarnacji z wolna wracają do źródła i zjednoczenia z Kreacją, co jest tysiące razy przyjemniejsze niż orgazm (można tego na chwilę doświadczyć podczas podróży międzygwiezdnej, dalekiego "skoku", kiedy dochodzi do krótkotrwałej dematerializacji); dusze zwierząt nie ewoluują, tylko jak gdyby po prostu "wypełniają swoją naturę"

- panikowanie w sprawie "chemtrails" to przesada; podobnie żywność GMO itp. - nie jest aż tak źle, jak czasem podejrzewają osoby próbujące tropić kłamstwa władz

- oprócz mocarstw takich jak USA, Rosja, Chiny itp., jedną z głównych światowych sił, odpowiedzialną za wiele wojen i ludobójstwa, z czego ludzie nie zdają sobie sprawy, jest sitwa połączonych interesów hierarchów z Watykanu i globalnych ortodoksyjnych syjonistów - oni udają, że wiele ich różni, podczas gdy tak naprawdę od dawna ze sobą współpracują

- olbrzymia większość osób utrzymujących, że skontaktowały się z nimi istoty pozaziemskie, to przypadki nieautentyczne; choć zdarzają się również prawdziwi kontaktowcy, często wybrani przez jakieś pojedyncze istoty/byty, które nieco "przejazdem" czy "z ciekawości" mieszają się w ziemskie sprawy i próbują pomóc, po czym zazwyczaj się zniechęcają i rezygnują, wracając do swoich światów; w licznych przypadkach ludzie ci wszakże decydują się nie pojawiać na scenie publicznej, obawiając się reakcji otoczenia

- "channeling" to ściema; podobnie "kryształowe czaszki"

- wysłanie w kosmos rakiety z płytką opisującą położenie naszej planety było ryzykownym pomysłem

- jedzenie mięsa jest jak najbardziej wskazane i konieczne dla zachowania pełni zdrowia; nasi naukowcy wkrótce mogliby wynaleźć swego rodzaju rośliny dające mięso, dzięki czemu nie trzeba by zabijać zwierząt - tak właśnie rozwiązują to Plejaranie

- osoba znana jako Jezus Chrystus istniała naprawdę, ale miała na imię Immanuel, a "Jesus Christ" to ksywka wymyślona w 186 r. n.e. w podejrzanych intencjach; zostały po nim pisma, które odkopano w XX w. i częściowo odtworzono jako "Talmud of Immanuel"

- w 2279 r. n.e. lepiej nie kupować akcji firm ubezpieczeniowych, ponieważ powróci wtedy kometa powodująca potopy ewentualnie powodzie, ta sama która niegdyś skróciła dobę na Ziemi z 40 do 24 godzin; jej przejście zawsze kosztowało życie wielu istot żywych, powodowało zmiany w topografii łańcuchów górskich i wielkie erupcje lawy; ale też tej "Komecie-Niszczycielowi" (ang. "Destroyer Comet") zawdzięczamy nasz Księżyc; z kolei Wenus zawdzięcza jej obecną orbitę; wcześniej Wenus była księżycem Urana, a Ziemia drugą planetą od Słońca



Na górę
   
 
 
Post: 10 lis 2009, 1:55 
Przerywnik na zasadzie "sorry za chwilową zmianę wątku, ale to żeby nie pogubiły się osoby doczytujące sobie na bieżąco": Zresztą Stewart Swerdlow zawsze zaznaczał, że przekazana mu wersja pradawnej historii Ziemi i kosmosu (feat. 'reptilians' as 'Mu' civilization) to po prostu wersja przekazywana przez tajne służby USA pracownikom tajnych wojskowych projektów; również Al Bielek nigdy nie twierdził inaczej, ani nikt z jego otoczenia. Z drugiej strony faktycznie jednak mamy na Dalekim Wschodzie potężny Kult Smoka i wszechobecną ukrytą symbolikę węża czy pentagramu, obecną w naszej architekturze od tysięcy lat, w naszych oczach już chyba cicho szydzącą ze "wszechwiedzącej" paplaniny współczesnych naukowców, którzy rzekomo wszystko dostrzegają, a nie wiedzą tego o czym nas wiedzą już tysiące. Właściwie to nawet dzisiaj jadąc rowerem widziałem na dachu stacji benzynowej sporych rozmiarów logo "Alfa Romeo", gdzie dokładnie widać było bezradną ludzką sylwetkę w paszczy zielonego węża. Ale, nieco z powrotem z pierwszej strony, też nie można do końca wykluczyć, że częściowo taka symbolika została w dniach dzisiejszych rozdmuchana, w ramach ogólnego PR-u czarnej operacji... A może te odwieczne węże i pentagramy to symbole związane z demonami - których obecność w "niższym astralu" potwierdzają GarySe7en/Brianstalin/Elite Family Insider/Stewart Swerdlow etc., a i Plejaranie mówili Billy'emu, że w okolicach Ziemi zawsze kręci się pełno istot, które chciałyby wykorzystywać szaleństwa ludzkiego ego i manipulować nami w zamian za złudzenia i fałszywe odczucia, które są w stanie w nas wywoływać, o ile wejdziemy z nimi w styczność. Zresztą GarySe7en pisze wprost, że "Reptilianie" to po prostu nowa nazwa, jaką w dzisiejszych czasach ludzie zaczęli określać demony, które były tu od zawsze - a może odkąd my tu jesteśmy; bytują w "niższym astralu", skąd nas kuszą - a nierzadko sami się prosimy; według "Family Insidera" powinniśmy jednak być im za to ...wdzięczni, gdyż np. to dzięki nim możemy częściej uczyć się na własnych błędach; po prostu taka jest ich rola w 'ekosystemie' i moglibyśmy je za to szanować; pomyślmy, gdyby Tobie albo komuś z osób, które najbardziej lubisz, przydarzyło się takie życie od kolebki do grobu, że nigdy by się nie zdarzyło zrobić nic złego, odezwać z niskich pobudek ani dowiedzieć się, co to jest poczucie wstydu - trochę sucha faza, no nie..? Według "Insidera" one przychodzą nawet wtedy, kiedy za bardzo się śmiejemy albo gdy odczuwamy podniecenie erotyczne - pisał, że wtedy zawsze raczej woli się skupić, nad czymś skoncentrować i popracować - tak jakby może żeby niepotrzebnie nie schodzić z "wiecznej drogi"...

A patrząc w jeszcze nieco inny sposób na tę ogólną kwestię sugerowanej inwazji-rekonkwisty w wykonaniu niesympatycznych smoków/reptilian/gadoidów: a może to przekręt fraktalnie podobny do megaokrutnych ćwiczeń z 11 września - tamto jakoś przeszło, to teraz czas na scenariusz o rozmachu globalnym, skoro próba generalna wypaliła i wszyscy wiedzą, jak było, przynajmniej w świecie wielkich mediów i polityki, ale mało kto mówi o tym przed kamerami, tylko każdy bierze kasę i idzie do domu. Więc tak samo jak do 11 września potrzebne było wykreowanie jakichś terrorystów, ich złowrogich osobowości i szaleńczej ideologii o zabarwieniu okrutno-bezlitosnym - podobnie w sztucznej inwazji obcych ani rusz bez skomplikowanych psychicznie istot o wielkich zębach, przerażających samym swym wyglądem i gardzących ludzkim życiem, fanatycznie oddanych ekspansywnej walce nakazywanej im przez agresywną ideologię..? Podobieństwa gadoidów z terrorystami: zabijają dzieci, dorosłych, nienawidzą nas; są źli; cały czas próbują nas atakować, są powody żeby się ich bać, a nierzadko po prostu trzeba się przed nimi bronić; ich obecność i okresy hiperaktywności to czynniki sprzyjające zjawiskom prawnego uszczuplania swobód obywatelskich i praw jednostki; wynik ogólny w głowie: strach, strach, strach, a jego przyczyną wróg, przeciwko któremu wypadałoby zewrzeć szeregi - "spójrz, znowu zjedli Stefanka..." Oczywiście to nie przesądza sprawy, ale jednak jest trochę podobieństw - że też wcześniej tak długo nie umiałem tego zauważyć. [Może za bardzo myślałem sobie: "skoro zabili Phila Schneidera, to na pewno wszystko co mówił było prawdą". Bez sensu i nielogiczne, jedno nie wynika z drugiego: przecież on też mógł mieć od kogoś jakieś nie do końca sprawdzone informacje, może też niejeden raz w życiu na coś się nabrał, jak każdy. Może wtedy pod Dulce specjalnie napuścili ich na Szarych, bioroboty albo prawdziwych, żeby właśnie ludzie mieli takie przykre wspomnienia i w szeregach tysięcy pracowników tajnych projektów poszła fama, że obcy to niezłe #$%&!* ..?]

Dla równowagi dodajmy, że niemniej spójna wydaje się hipoteza, że to gadoidy rozgłaszają plotki o tym, że ich nie ma, a raczej że istnieją tylko jako sprzętowo zmaterializowane demony lub najczęściej po prostu skomplikowane bioroboty, sztuczne formy żywe, produkowane przez ludzi. Gdybyśmy jako kosmiczni ludzie-psychole chcieli podbić i kontrolować jakąś planetę krasnali, też nie zaszkodziłoby nam propagowanie opinii, że wysocy ludzie to wielka mistyfikacja i wojskowa prowokacja szemranych kręgów zakopanych pod centrami władzy Planety Krasnali.

Nie wiemy, jaka jest prawda, argumenty znajdą się na podparcie obu teorii - ale może warto w ogóle zastanawiać się, która z opcji lepiej odzwierciedla rzeczywistość, wałęsać się na tym poziomie ze swoimi rozważaniami, być "świadomym Polakiem" ;) za okupacji była za to zsyłka do obozu) - zamiast spekulować w głowie o tym, komu powiedzie się w wieczornej edycji "Jacy oni są fałszywi" albo "Gwiazdy tańczą na nerwach", pół godziny dziennie modnić się i pielęgnować zadając sobie pytanie "czy wyglądam już wystarczająco ładnie" itd. zbierać na nowy samochód, przez całe życie nie wiedząc o istnieniu wiecznej drogi i że właśnie pokonujemy kolejny jej etap, np. bez ikry marudząc po peletonie i ciesząc się nie wiadomo z czego.



Wracając do przekazu Plejaran:

- naszą przyszłość tworzymi sami we własnej podświadomości, gdzie powstają dokładne plany na kilka następnych dni; nie zdajemy sobie z tego sprawy, "świadomość dowiaduje się później"

- ok. 10% przypadków nagłej niespodziewanej śmierci, np. w wyniku wypadku, kończy się w ten sposób, że duch zamiast przejść na "drugą stronę" nie orientuje się, że umarł, po czym wchodzi do innego ciała i nierzadko powoduje u danej osoby objawy choroby psychicznej; taką sytuację można odkryć podczas hipnozy, napotykając na inną osobowość - istnieją udokumentowane medycznie przypadki, gdy dopiero przeprowadzona podczas hipnozy szczera rozmowa ze zbłąkanym duchem okazywała się przełomem w leczeniu chorego

- Plejaranie zastrzegli Billy'emu, że nie mówią mu o wszystkich sprawach politycznych i sekretach rządowych, m.in. z myślą o jego bezpieczeństwie, a generalnie w każdej sferze tematów przedstawiają tylko określone aspekty, trochę na zasadzie "nie za wiele naraz" czy "ile potrzeba na ten moment" - była nawet mowa o "połowie prawdy"

- w roku 1995 wszyscy Plejaranie opuścili Ziemię i zatarli ślady po swoich bazach; pozostawili pewną ilość sprzętu monitorującego, m.in. dyski telemetryczne [źródło]



[Zawsze sobie myślałem (generalnie cały czas próbując jakoś pogodzić w głowie Billy Meiera i Phila Schneidera) jakoś tak: "Może Plejaranie nie mówili Billy'emu wprost o tych groźnych stworach, żeby go nie narażać? Żeby nie irytować służb krajów współpracujących z tymi zawsze chętnymi do kontaktów istotami..? A może nie poruszali takich negatywnych wątków w myśl strategii tego rodzaju, żeby przede wszystkim udostępnić to, co najważniejsze, tj. przesłanie duchowe, a nie obciążać na dzień dobry całego przekazu silnym negatywnym ładunkiem, mroczną "drugą połową prawdy"..? Dopiero teraz pomyślałem o tym w nieco inny sposób, dokładniej następujący: "Może gdyby Ziemią od tysięcy lat rządziły supersprytne gady i/lub ich połowiczni genetyczni spadkobiercy, Plejaranie jednak kiedyś wspomnieliby o takim szczególe..?" Z drugiej strony, Plejaran nie ma już u nas od 14 lat - więc kto wie, może trochę jednak się pozmieniało, np. w kwestii postępów infiltracji Szarych czy osiągnięć innych sił działających w samolubnej intencji. Phil opisywał sytuację już po odlocie Plejaran, o którym zresztą wiedział, choć zginął od razu w pierwszych dniach następnego roku. Ogólnie te dwie wersje światoobrazu nie do końca dają się pogodzić, ale też nie są za bardzo rozbieżne - i myślę, że w obydwu sporo jest prawdy, a pewnie też zdarzyło się trochę przypadków zbyt łagodnego postawienia sprawy albo zbyt pesymistycznego postrzegania okrytych tajemnicą okoliczności.

Według czynników zbliżonych do Billy'ego, prawda wyglądałaby zatem w ten sposób, że informacje przekazywane przez Alexa Colliera i Barbarę Marciniak nie są wybitnie wiarygodne - choć oczywiście nie może tu być mowy o świadomym wprowadzaniu w błąd, raczej o ukrytej manipulacji i subtelnej modyfikacji prawdy pod kątem przyswajalności dla osób już zaznajomionych ze sporymi fragmentami ukrytej rzeczywistości; o wielu innych źródłach nie ma zaś nawet co wspominać - choć nie będziemy ich tu wymieniać, żeby nikogo nie urazić, no i żeby przypadkiem nie pomówić jakiegoś akurat wiarygodnego kanału - bo przecież do końca nie wiemy, jak to jest. Natomiast Stewart Swerdlow chyba okazywałby się osobą, która wiele przeszła podczas daleko posuniętych tajnych eksperymentów na ludziach, ale udało mu się z tego wybrnąć i tylko popełnia ten błąd, że za bardzo wierzy, że zna prawdziwą historię Ziemi i paru kosmicznych cywilizacji - podczas gdy tak naprawdę wie tylko tyle, ile wiedzieli wojskowi instruktorzy. A chyba gdybyśmy to my odpalali megaplan sfingowania inwazji obcych, to nie zależałoby nam szczególnie na tym, żeby wszyscy pracownicy wszystkich tajnych projektów doskonale wiedzieli, że to ściema i oni w ogóle nie istnieją - a tym bardziej osoby zbliżone do królików doświadczalnych. Być może też Stewart nadal w pewnym stopniu znajduje się pod jakiegoś rodzaju wpływem swoich dawnych pracodawców/oprawców - choć jak na marionetkę w przedsięwzięciu nakręcania paniki przed lipnym atakiem z kosmosu, trochę często w ogóle wspomina o planie sztucznej inwazji i że naprawdę zamierzają to zrobić.

Tak czy siak, nie ma co przesądzać, a wręcz dość nieroztropnie byłoby tak robić. W końcu nawet w Biblii padają słowa: "Bądźcie mądrzy jak Węże"...]



- przynajmniej w okolicach lat 70-tych Plejaranie mówili Billy'emu, że powodem ich misji na Ziemi jest fakt, że nasza planeta zmierza w kierunku autodestrukcji, o ile nie nastąpi gruntowna zmiana myślenia jej mieszkańców

- najsilniejszym centrum negatywnego myślenia na kuli ziemskiej jest miasto Rzym; w przyszłości może to przyspieszyć erupcję Wezuwiusza, która z kolei ma poprzedzać serię globalnych katastrof i III wojnę światową w niczym nie łagodniejszą, niż można sobie wyobrazić - użycie broni zapalających atmosferę, jądrowych i biologicznych; ale to jest na zasadzie przepowiedni, a nie zapowiedzi jak Czerwony Meteor, który na pewno nadlatuje - czyli ten scenariusz może się odegrać, ale nie musi, o ile ludzie się opamiętają - i po to właśnie udostępnia się im takie proroctwa - zapiski z przyszłości; według informacji od Plejaran z przełomu lat 80-tych i 90-tych (przepowiednie pochodzą z poprzednich dekad, lat 1967-81), światowi liderzy jako tako się opamiętali i prawdopodobieństwo wybuchu III wojny istotnie zmalało

- po śmierci duch trafia na "drugą stronę", gdzie także się uczy i dopiero gdy "odrobi lekcję", powraca w ciele nowo narodzonej osoby; przeciętnie po "tamtej stronie" spędza się 152 lata, ale obecnie w "nowej erze" wszystko się zmienia i z powodu ogromnego przeludnienia wraca się "przed czasem", np. po 10, 30 albo 70 latach

- Plejaranie nie mają pieniędzy, pracują 2 godziny dziennie gdziekolwiek akurat chcą, po czym "podbijają kartę" i mogą potem spędzać czas w dowolny sposób, swobodnie korzystając ze wszystkiego

- mają duże miasta, ale nie takie duże jak nasze; ich miasta przypominają kwadraty; w każdym budynku mieszka jedna rodzina, która nigdy nie jest większa niż 5 osób - rodzice i max. troje dzieci; mają coś jak małżeństwa, tyle że 1 mężczyzna może mieć od 1 do 4 żon (co zdaje się nawiązuje do jednego z praw stworzenia, które według nich traktuje o powinności niemonotonnego spółkowania w intencji miksowania genów - a relacjonując to konkretnie i w imię sprawy narażając się feministkom wszechobecnym wśród fajnych lasek, jest to jeden z nakazów kreacji, mówiący wprost o tym, że mężczyzna powinien spółkować z jak największą liczbą partnerek)

- ich długość życia wynosi ok. 1000 lat, ale wynika nie tyle z osiągnięć medycyny, co z poziomu ewolucji duchowej statystycznego mieszkańca

- homoseksualność może wynikać z niezdecydowania ducha, czy chce reinkarnować się jako mężczyzna, czy jako kobieta; chodziłoby tu o podświadome wahanie na przestrzeni poprzedniego życia; jednak nie zawsze to jest przyczyną - czasami ma to podłoże psychologiczne, a sytuacja może się zmienić w pewnym punkcie życia

- wyzwolenie się z cyklu reinkarnacji, życia i śmierci, tj. przejście do fazy ciała duchowego ("świetlistego") zajmuje ok. 60-80 miliardów lat i miliony/miliardy inkarnacji

- Plejadianie nie mieli nic wspólnego z Atlantydą; była to kolonia ludzi z gwiazdozbioru Lutni i Wegi; Mu było stolicą przeciwników Atlantydy, dziś jest tam chińska pustynia; nie wszyscy ludzie z tamtej cywilizacji wymarli - żyją jeszcze w podziemnych miastach w Himalajach i Indiach; ich skóra jest niebieska



Na górę
   
 
 
Post: 10 lis 2009, 1:57 
*** 10.11.09 ***

- w kosmosie istnieją ponad 42 miliony rozmaitych ludzkich ras; 340-350 kolorów skóry (Billy nie pamiętał dokładnie); ale tylko nieliczni z nich odwiedzają Ziemię

- z monitoringu Plejadian wynika, że rocznie mamy trzy tysiące wejść w atmosferę Ziemi w wykonaniu ufo - w większości są to eksploratorzy i te same, powtarzające się rasy; innymi słowy nie jest tego aż tak dużo, jak mogłoby się czasem wydawać w obliczu codziennych doniesień o różnych niezidentyfikowanych obiektach widywanych wszędzie, zwłaszcza w USA

- Indianie amerykańscy to jedna z trzech ras obecnych na Ziemi pierwotnie

[Generalnie informacje w tej części niniejszej podstrony bardzo przypominają początek podstrony "Przekaz" - jednak tym razem są relacjonowane nieco dokładniej i z baczną uwagą, żeby uniknąć jakichkolwiek pomyłek. Jeszcze jeden przerywnik: Plejadianie sceptycznie wypowiadają się o "Eksperymencie Filadelfia", tzn. według nich czegoś takiego nigdy nie było - o ile można wierzyć internetowemu Wiki poświęconemu Billy'emu Meierowi, bo też do końca nie można wykluczyć, że ktoś życzliwy przy tym manipulował. W każdym razie, jeżeli faktycznie nie było żadnego takiego eksperymentu, to pozostaje jedynie takie wytłumaczenie, że Al Bielek jest ofiarą zaawansowanych eksperymentów z reżyserowaniem pamięci i wgrywaniem wspomnień - co ciekawe, on sam jest świadom istnienia takiej technologii, o czym sam mówił, opowiadając jak wynikło to z rozwijania osiągnięć Wilhelma Reicha. Kto niby mógłby pokusić się o chociażby szacunkową ocenę prawdopodobieństwa takiej ewentualności; o co zaś mogłoby w tym chodzić - chyba o nic innego, jak o przestraszenie całego świata, że USA od pół wieku posiadają niesamowite technologie, więc lepiej z nimi nie zaczynać. Z drugiej strony, jako już nie takie żółtodzioby w zachłystywaniu się poszczególnymi źródłami na temat ufo, nie powinniśmy chyba nagle zakładać, że wszystko co relacjonuje Billy Meier to na pewno 101% prawda, a Plejadianie mają krystalicznie czyste intencje i są poza wszelkimi podejrzeniami, nawet kiedy sugerują, że to nie angielski, a język niemiecki powinien stać się globalnym środkiem komunikacji, ponieważ w tym języku najbardziej precyzyjnie można wyrazić różne metafizyczne sprawy, a poza tym wywodzi się on z języka pradawnych przybyszy z gwiazd. Osobiście znam trochę język niemiecki, ale go nie lubię i na dłuższą metę denerwuje mnie jego brzmienie, wręcz powoduje lekkie pogorszenie samopoczucia - stąd np. moja nieśmiała podejrzliwość w tej kwestii. Nie sprawdziła się także przepowiednia Plejadian dotycząca Jana Pawła II - że zostanie uśmiercony wkrótce po objęciu pontyfikatu; choć bardzo groźny zamach faktycznie nastąpił, więc tak zupełnie się nie pomylili... Ale generalnie przypadek Billy'ego Meiera ma niewiele słabych punktów, choć przez dziesiątki lat składające się nań materiały urosły w olbrzymie ilości zdjęć, nagrań wideo latających spodków, próbki minerałów nieznanych naszym laboratoriom i przede wszystkim grube tomy wiadomości z kontaktów, w których nikt jeszcze nie znalazł ani jednej przekonującej sprzeczności; autentyczność tego tematu potwierdzali także pracownicy tajnych wojskowych projektów, jak chociażby Phil Schneider. Generalnie wszystko wskazuje na to, że jest to przypadek autentyczny, a próby jego zdyskredytowania cieszyły się tylko chwilowymi sukcesami (rzekomo odkryto fałszerstwo w zdjęciach, po czym okazało się, że to były fotografie stanowiące w ogóle próby imitacji fotek Billy'ego Meiera - nie oryginały od niego). Osobiście niecierpliwie czekam, co na temat Billy'ego i Plejadian będzie miał do powiedzenia Brianstalin - omówi to szczegółowo w swojej książce, a według Gary'egoSe7en ma na ten temat do powiedzenia całkiem sporo; trudno się czegoś domyślać i wróżyć z lakonicznych zapowiedzi, ale kto wie, czy za jakiś czas z tego właśnie źródła nie wypłyną jakieś niełatwe rewelacje wytykające pułapki ludzkiego ego i przypadki świadomego lub nie wykorzystywania ich przez pełnych dobrych intencji przybyszy wychowanych w odległej ideologii; ale nie kraczmy - może Brianstalin oznajmi, że Billy jest w pełni o.k. i cała sprawa jest krystalicznie czysta - choć trudno się tego spodziewać, skoro on zawsze właśnie wskazuje na czyjeś niedoskonałości, zbyt szumne mniemanie o sobie i rozdźwięk pomiędzy dobrymi intencjami a praktycznymi wynikami działań zawsze podszytych osobistymi emocjami, których wcielenie po wcieleniu ludzie wciąż nie potrafią opanować, hamując te egoistyczne popędy wynikające ze złudzenia separacji jednostkowej świadomości i odcinając im połączenia ze sferą czynów najpóźniej w momencie, gdy ich efekty dla innych zaczęłyby nabijać negatywną karmę na następne inkarnacje - kiedy znów trzeba będzie stawić im czoła, po tym jak ich efekty odczuje się tym razem na własnej skórze; a może też nie "tym razem", tylko znowu; nie kojarzę do końca, jak to jest według tego źródła z tymi wadami ego obecnymi w każdym z nas - czy to są wady wrodzone, charakterystyczne dla dusz które dopiero uczą się "jak być dobrą duszą i porządnie przemierzać reinkarnacje, zgodnością i nie generując doliny wokoło, coby spektakl 'Kosmos' oglądany akurat w ujęciach, gdzie występujemy, przez kogoś z innego zestawu wymiarów albo np. spoza czasu, nie okazał się mocnym, ale troszeczkę przygnębiającym filmem"; czy może to są wady nabyte, że powiedzmy np. gdzieś w galaktyce nieopodal ja czy ty byliśmy dowódcami małej kosmicznej eskadry ekspedycyjnej, którym coś odbiło i źle oceniwszy poziom własnej ewolucji, skręcili w niewłaściwą uliczkę aglomeracji wiedzy do zrozumienia przez duszę, a teraz jeszcze trochę muszą się pobłąkać, zanim odnajdą skromność w praktyce, ale też nie przesadzą z kolei w jej stronę, np. bezczynnie patrząc jak nowy Hitler zostaje ulubieńcem tłumów i poszerza wpływy - bo to jest chyba tak oczywiste, że nawet kosmici nigdy o tym nie mówili, żadni nikomu: że niektóre osoby są z kolei jakby chyba za skromne i milczą wtedy, kiedy produkują się indywidua znacznie więcej pragnące udowadniać. Innymi słowy, nie jestem do końca pewien, czy według Brianstalina Ziemia jest raczej planetą młodych dusz, po prostu kuźnią osobowości w większości znajdujących się jeszcze w stadium psychicznej larwy lub przepoczwarzania się, plus trochę uwięzionych rozbitków z gwiazd żeby było śmieszniej i nie bez rodzynek w serniku - czy raczej Ziemia to galaktyczna kolonia karna, gdzie trafiają dusze którym odbiło, żeby w otoczeniu podobnych sobie pacjentów odrobić tyle lekcji, ile będzie potrzeba, aby na powrót zacząć pasować do społeczności zamieszkującej jakiś przyjemniejszy świat. Brianstalin/GarySe7en zdaje się optowaliby raczej za tą pierwszą wersją, druga może pasowałaby bardziej do "Elite Family Insidera" - choć równie możliwe, że niechcący wkładam tu w jego usta sugestie, od których wyrażania był daleki, czyli że po prostu źle interpretuję jego enigmatyczne stwierdzenia i wymyślam jakąś komiksową wersję śmiechu wartą; ale akurat te dwa źródła łączy ta charakterystyczna cecha, że wiele informacji nie jest podawanych wprost "na tacy", tylko w oszczędnie-zagadkowy sposób, jakby pozostawiający zawsze miejsce, żeby samemu odgadnąć/dopowiedzieć sobie resztę i wsłuchując się we własną intuicję stawiać "kropki nad i".

Inny łagodny znak zapytania: Plejadianie mówili Billy'emu nieraz, że jest najbardziej rozwiniętym duchem na Ziemi, którzy przybył z głębin wszechświata i jako dusza jest starszy nawet od poszczególnych Plejadian, czyli tak naprawdę wyżej od nich rozwinięty, mimo że na Ziemi nie jest w stanie "rozwinąć pełnej prędkości"; wrócił z poziomu zjednoczenia z wyższą świadomością, aby pomóc na Ziemi "trochę rozkulać prawdę" - inkarnował się m.in. jako Eliasz, Izajasz, Immanuel vel Jezus Chrystus i Mahomet - a ludzie za każdym razem zniekształcali jego nauki i robili sobie z nich drabinki do własnych karier, bogactw i wpływów. Jedna z drugiej strony według Plejadian tylko cztery osoby na Ziemi są wystarczająco rozwinięte, że mogłyby komunikować się z duchami zmarłych przebywającymi "po tamtej stronie", gdyby nie rozumiały doskonale, że to niegrzeczne zachowanie - podczas gdy Billy tego nie potrafi, choć rzekomo jest najbardziej duchowo zaawansowany; jest to więc pewna niejasność, chociaż nie jakaś kategoryczna.

Potężnym argumentem za prawdziwością przesłania Plejadian wydaje mi się z kolei fakt, że kiedy zaczynasz w to wierzyć i jakby żyć według tego, w Twoim życiu następuje wyraźna i niemożliwa do niezauważenia poprawa, przejście jak gdyby w trochę bardziej pozytywne pasmo, w którym wszystko w życiu znacznie łatwiej Ci się układa i jak gdyby same grzecznie meldują się rozwiązania na co poważniejsze życiowe problemy - osobiście znam tylko swój przypadek, bo znajomi za bardzo nie chcieli słuchać opowieści o kosmitach... No a potem, kiedy odszedłem dość daleko od generalnie pozytywnie usposabiających wiadomości od Plejadian, w myśl hasła: "Phil Schneider zginął, próbując zaalarmować świat o negatywnych rzeczach i złowrogich planach - jako choć momentami porządny człowiek powinienem podążyć tym tropem, żeby go chociaż trochę pomścić i wywlec na światło dzienne te wszystkie ponure tajemnice, fakty o groźnych stworach itp. codzienne zbrodnie, o których większość ludzi nie za bardzo ma jak się dowiedzieć, bo nie każdy zna język angielski, umie korzystać z Internetu i ma tyle wolnego czasu, żeby choć jeden raz w życiu z nudów odpalić w wyszukiwarce frazę 'ufo', kliknąć w akurat coś warte łącze i śmiać się tak serdecznie, żeby zagłębić się w to chociaż na pierwszą głębokość" - wówczas przestało mi się w życiu już tak pozytywnie-samo_z_siebie układać, kiedy plus minus pełną parą "pojechałem w te gadoidy" i inne nieprzyjemne tematy, że bez humoru w ogóle nie ma sensu o tym pisać, bo z góry wiadomo że nikt normalny nie da rady bez końca brnąć monotonnie w ciężki klimat. Może to dlatego szczęście i nieproszone powodzenie trochę wygasły w odcinkach moich dni, że wcale nie czyniłem dobrze ani wielce szlachetnie, informując o Gadoidach internautów przeróżnych ścieżek i portali, ponieważ bez opamiętania aktywnie nienawidząc własnego strachu, przestałem oceniać informacje obiektywnie i na spokojnie, zbyt często uznając za prawdziwe te, których wymowa rodziła lęk do pokonania, co zawsze natychmiast robiłem - i w ten sposób kto wie, czy jak frajer nie nałykałem się sporej ilości dezinformacji, którą co gorsza zacząłem propagować w rodzimym Internecie w rytmach wnioskowania: "Nikt nie kwapi się, żeby o tym pisać i upowszechniać temat, a przecież Internet mamy w Polsce od lat; może jednak po prostu ludzie nie wiedzą o tych Reptilianach i podstępnych Szarych, może ci którzy wiedzą wstydzą się reakcji ludzi, a może nie tyle że się wstydzą, ale po prostu boją się, że ktoś ich sprzątnie jak Phila czy M.K. Jessupa - więc chyba nomen omen wypada, żebym to ja się tym zajął i poświęcił godziwemu upowszechnieniu tej sfery zagadnień, skoro dotąd w życiu tak wiele dla mnie zrobiono, podczas gdy ja głównie myślałem o sobie, a teraz akurat okazuje się, że pasuję jak ulał do jakiejś misji, nie da się tego nie dostrzegać - praca polega ogólnie na redagowaniu tekstów w języku polskim, tworzeniu ich z informacji sformułowanych w innym języku - a odkąd nauczyłem się pisać zdania, milion osób jak mantrę recytowało ekstatyczne wrażenia, że operuję słowem pisanym płynniej niż dzieci o kilka lat starsze, w dodatku nie gubiąc wątku i z dala od błędów ortograficznych; no a co w tej dziedzinie chyba też nie bez znaczenia, o ile zna się jej historię - akurat w moim życiu w kolejach radykalnych przeżyć związanych z brakiem szczęścia w miłości zahaczyłem o tyle niecodziennych momentów, że przestałem bać się śmierci czy w ogóle, że coś mi się stanie - większość żyjących tu i tam osób prawdopodobnie nie miała takiego szczęścia, choć pewnie dopisało im w innych dziedzinach, gdzie z kolei ja nadal jestem leniem i żałosnym tchórzem - np. co dnia brakuje mi odwagi i chęci, żeby czytać te własne wypociny zamieszczone na podstronach niniejszej witryny w dawno minionych miesiącach - bo nieraz dosłownie pali mnie wstyd w zetknięciu z pisemnymi świadectwami własnej zarozumiałości, naiwności, nieprofesjonalizmu, łatwowierności etc. - co niezawodnie burzy mój autowizerunek "super-gościa", tj. zbawcy tłumów, idola bohaterów i obiektu zazdrości geniuszy. Gdybym miał więcej odwagi stawiać czoła własnym słowom i zdaniom sprzed roku, dawno bym już to wszystko popoprawiał, zaktualizował i połowę rzeczy zmienił, a drugą wyrzucił; ale też może przesadzam, może po prostu trudno 15 razy czytać tekst własnego autorstwa, gdyż mózg już od tego wręcz jełczeje - człowiek powinien raczej zająć się tym, do czego go wewnętrznie ciągnie, tu np. poznawaniem nowych informacji i opisywaniem ich - a może wszystko samo się jakoś ułoży, gdy przyjdzie na to naturalna pora; innymi słowy, może nie ma się co stresować, tylko powinno się dalej podążać ścieżką intuicji. (Tak na marginesie, to powoli zaczynam pracę nad książką, gdzie wszystko będzie napisane od nowa i z zachowaniem powściągliwości w formułowaniu werdyktów za lub przeciw poszczególnym informacjom i źródłom; tę książkę będzie można u mnie kupić drogą wysyłkową po cenie na tyle przystępnej, żeby kosmici się nie obrazili ani tajne służby nie mogły czepiać, że próbuję się wzbogacić na ujawnianiu tajemnic międzypaństwowych; poza tym w ogóle nie trzeba będzie jej kupować w formie drukowanej, gdyż jej treść udostępnię równocześnie w niniejszej witrynie, jako całość do ściągnięcia oraz we fragmentach, które "dadzą zmianę" literkom obecnie wyświetlanym na poszczególnych podstronach. Stara wersja witryny, tj. teraźniejsza, wraz ze wszystkimi tekstami pozostanie przy tym dostępna - bo pewnie wiele osób też pozostanie przy punktach widzenia odpowiadających bardziej zapatrywaniom, które dotychczas relacjonowałem i próbowałem rozważać na zasadzie "raz banał, raz ciekawa myśl". Niemniej jednak moje poglądy chyba ulegają pewnym przekształceniom i zacząłem trochę żałować, że tak ostro "nakręcałem schizę" o złowrogich gadoidach / reptilianach / Drakonianach, prawdopodobnie będąc za bardzo skupionym na tym, żeby udowodnić sobie, że niczego się nie boję i nigdy nie zlęknę w deptaniu po piętach złu, choćby nie wiem jak strasznemu - podczas gdy powinienem mniej myśleć o sobie, kim jestem czy kim się okazuję, a bardziej na luzie o tym, co w ogóle jest prawdą i pasowałoby do ogółu układanki, oraz np. mojej intuicji - nie przyznając żadnych dodatkowych punktów różnorakim wersjom i źródłom tylko za to, że do ich zgłębiania i nagłaśniania potrzeba silnych nerwów oraz gotowości do ewentualnych poświęceń, właściwej bohaterom.]



Na górę
   
 
 
Post: 10 lis 2009, 2:01 
Choć badam sprawę Billy'ego Meiera od dwóch lat, nadal nie wiem, czy bardziej poprawne jest określanie ich mianem "Plejaran", czy też "Plejadian" - ta pierwsza wersja pojawia się często w niemieckojęzycznych oryginalnych tekstach Billy'ego oraz grupy jego współpracowników "FIGU", druga wersja króluje na terenie Stanów Zjednoczonych i ogólnie w globalnej sieci... W sumie mniejsza o to, byle było wiadomo, że chodzi o to samo. Generalnie przerabiam na ten temat już któryś raz te same "stare, dobre" źródła i materiały - ponieważ olbrzymie, wielotomowe, szczegółowe relacje ze wszystkich kontaktów są dostępne możliwe że nadal tylko w języku niemieckim - wprawdzie już w roku 1992 Randolph Winters relacjonował, że zostało to przetłumaczone na język angielski przez różne uczynne osoby, ale do publikacji nie doszło ze względu na problemy z wydawcami itp. komplikacje natury prawnej; może od tego czasu to się już jednak ukazało, na pewno będę te księgi tropił i próbował zdobyć, a w ostateczności gotów jestem zorganizować tłumaczenie z języka niemieckiego na polski - oczywiście po tym, jak zostanę milionerem dzięki odsetkom naliczanym na ROR-ach przez polskie banki, albo ożenię się z jakąś germanistką i ku rozpaczy jej rodziny wciągnę w głąb swojej ufo-sekty... Ale wcześniej oczywiście postaram się jakoś w miarę do końca upewnić, że przypadek Billy'ego Meira jest autentyczny i wart tego kalibru zachodu - kto wie, może zdążę pojechać do niego do Szwajcarii, zanim zegar zatrzyma się dla mnie lub dla niego; sam Billy mówił, że zginie niespodziewaną śmiercią.

Tak przez Internet to jednak trudno oddać czemuś całe serce, zawierzyć do końca - czy Twoi najwięcej warci przyjaciele byliby nimi i cieszyli się aż takim Twoim zaufaniem, gdyby byli Ci znani tylko z tekstów i nagrań wideo oglądanych na monitorze..?

Głównym źródłem wymienianych powyżej oraz poniżej informacji od Plejadian jest 16 anglojęzycznych kaset nagranych w 1992 r. przez Randolpha Wintersa, który przedstawia to w bardzo fajny sposób, "na luzie", z dowcipem i tylko czasem za bardzo "po łebkach", chociaż to i tak jest 8 godzin - materiał ten obejmuje m.in. wywiad z Billym i streszcza najważniejsze informacje z jego kontaktów z Plejadianami, a przesłuchać go można tutaj.

- Plejady, które widzimy na niebie, są zbyt młode, żeby gościć życie - planety są zbyt młode; nie ma tam nikogo, żadnego człowieka; Plejadianie pochodzą z Plejad położonych we wszechświecie przesuniętym wobec naszego o ułamek sekundy; ich ciała są zbudowane z delikatniejszej materii i nie mogliby witać się z nami uściskiem dłoni - to byłoby dla nich niebezpieczne, mogą tylko przechodzić blisko nas

- 24 tys. osób na Ziemi jest w kontakcie z Plejadianami i otrzymuje od nich informacje na zasadzie impulsów, ale żadna z tych osób sobie tego nie uświadamia

- impulsy otrzymuje się również z Kronik Akaszy, wtedy wie się różne rzeczy, nie wiedząc skąd; chodzi tu jakby o automatyczny dostęp do naszej wiedzy i mądrości z poprzednich wcieleń - Kroniki Akaszy zapisują wszystkie myśli, uczucia i słowa każdego człowieka na planecie; niewielu ludzi potrafi czytać z nich rejestry innych osób, pokrewnych im wibracyjnie, tzn. korzystać z ich mądrości lub umiejętności

- postępów na drodze duchowej i szlaku rozwoju świadomości można dokonać tylko dzięki medytacji

- ang. "fine matter world", czyli świat "delikatnej materii", o którym ciągle mówią Plejadianie (że tam odpoczywają dusze po śmierci, żyją istoty które nie potrzebują już ciał do zbierania doświadczeń, tam też na moment przenosi się załoga wraz z całym statkiem kosmicznym, jeżeli wykonują mega-daleki skok przez przestrzeń, zamiast podróżować miliony lat) - to mniej więcej to samo, co bywa określane także jako hiperprzestrzeń albo wymiar czasu zero

- u Plejadian wszystkich traktuje się równo, kobiety i mężczyzn, a także osoby posiadające największą wiedzę i najwyższy poziom rozwoju duchowego - nie uważa się ich za lepszych ludzi, tylko za osoby cieszące się korzyściami dłuższego istnienia jako dusza, mogące wykorzystywać doświadczenia większej liczby przeszłych żyć i tylko dlatego mądrzejsze, bardziej rozwinięte

- do kontaktów z Plejadianami młodego Billy'ego przygotowywali Timmerowie, ludzie z innego wszechświata (DAL) - bardziej zaawansowani od Plejadian technologicznie, ale mniej duchowo; konkretnie były to kontakty z sympatyczną blondynką o imieniu Asket, która z całego życia pamięta prawie wszystkie słowa i myśli - nie tylko swoje, ale również rozmówców; przedstawiciele jej rasy używają wielokrotnie więcej procent potencjału mózgu, niż my; w każdym razie ciekawa z nimi sprawa polega na tym, że mówią "Cześć"/"Dzień dobry" w taki sposób, że po prostu telepatycznie zalewają witaną osobę wszystkimi swoimi pozytywnymi uczuciami wobec niej żywionymi

- wszechświat równoległy istnieje, a wszystkie planety, budynki i ludzie mają tam swoje odbicia; różnica polega jedynie na niewielkim przesunięciu w czasie

- Ziemia jest jedynym miejscem we wszechświecie, jakie znają Plejadianie, w którym religie zdobyły tak wielkie znaczenie, że dla normalnego człowieka są już w tym momencie raczej przeszkodą w "wyczuciu" prawdy i samodzielnym zorientowaniu się, o co chodzi z tym całym życiem i istnieniem

- Plejadianie znają taniec, podobnie jak rasy zamieszkujące wszystkie inne znane im światy, to naturalne połączenie rytmu z ruchami ciała; jednak jeżeli chodzi o Plejadian, to u nich tańczą tylko kobiety, mężczyźni nie - ponieważ wielu mężczyzn, którzy za szybko się odrodzili/reinkarnowali, ma w sobie jakby ukryte wątki kobiece, które nie są do końca na miejscu i mogłyby stanowić swego rodzaju problem dla ich tożsamości, gdyby się uwypukliły - a temu właśnie mógłby sprzyjać taniec
============================================================================================
============================================================================================
przypominam źródło>>> http://www.ukrytesprawy.org/info3.htm
I mój szacunek dla autora :hejka:



Na górę
   
 
 
Post: 10 lis 2009, 11:00 
Offline
Grand Elect Mason * 14th Degree
Grand Elect Mason * 14th Degree

Rejestracja: 04 cze 2009, 15:23
Posty: 1448
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Płeć: mężczyzna
Szacunek Bobik!
znam tą stronę i rzeczywiście jej zawartość może przyprawić o ból głowy; fajnie zatem, że choć trochę starasz się to uporządkować i mimo że średnio Ci się to udaje, ja nie potrafiłbym w tej chwili zrobić tego lepiej....
ale postęp jest i powoli może uda nam się ten cały program pn. "3Dlife" rozpisać na poszczególne role.
Będę sobie rozkminiał ten problem podczas trzech godzin w aucie i może coś dorzucę;

Nie jesteśmy przypadkiem uczestnikami fajnej zabawy (kosmiczne show) ? tylko kto gra, a kto obserwuje?
czy plejadanie to wyżej zhierachizowany element (poziom) gry, czy też jej uczestnicy? to samo dotyczy reptilian...

może ta cała gra polega na obserwacji (przez KOGO?) naszej ścieżki ku Świadomości?

w sumie gdybym mógł WSZYSTKO, to może dałbym się namówić na udział w zabawie polegającej na chwilowej (dochodzi element czasoprzestrzeni) utarcie części atrybutów Świadomości i poszukiwaniu drogi do niej przez wiele, wiele wcieleń? samoobserwacja? samokreacja treści tej gry?
może i tak było tylko ktoś (KTO?) wysłał mnie w podróż do Matrixa nie podając mi całej prawdy o zasadach jego działania...?

itd., itd.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 lis 2009, 16:06 
Offline
Master of the Ninth Arch * 13th Degree
Master of the Ninth Arch * 13th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 lis 2009, 5:05
Posty: 1218
Lokalizacja: Lyrae/Terra
Płeć: mężczyzna
konserwa pisze:
może ta cała gra polega na obserwacji (przez KOGO?) naszej ścieżki ku Świadomości?


Uważam, że nawet podświadomość wielu ludzi mówi coś o tym, że jest coś co nas obserwuje. Ma to zwykły pan x, czy pani y, lecz nad tym się nie "głowią".
Ci obserwatorzy to na pewno bardzo zaawansowana duchowo i technicznie cywilizacja, skoro A.Collier twierdzi że to Andromedzi, to dlaczego by nie obrać tego za odpowiedź. Nie nalezy wierzyć we wszystko co otacza teorie spiskowe, trzeba trochę pobić się z tą lewą półkulą i samemu zdecydować, świadomie.
Bobik, świetna porcja materiału.

_________________
Nie.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 13 lis 2009, 23:42 
- duch potrzebuje pokarmu, a tym pokarmem jest dla niego poznawanie prawdy, wiedza i mądrość, które płyną z doświadczeń - dlatego istotne jest, żeby je zbierać, podążać za iskierkami ciekawości



[ Generalnie informacje w tej części niniejszej podstrony bardzo przypominają początek podstrony "Przekaz" - jednak tym razem są relacjonowane nieco dokładniej i z baczną uwagą, żeby uniknąć jakichkolwiek pomyłek czy najdrobniejszych przeinaczeń. Jeszcze jeden przerywnik: Plejadianie sceptycznie wypowiadają się o "Eksperymencie Filadelfia", tzn. według nich nic takiego nigdy nie wydarzyło się w żadnej stoczni na świecie - o ile można wierzyć internetowemu Wiki poświęconemu Billy'emu Meierowi, bo też do końca nie sposób wykluczyć, że ktoś życzliwy przy tym manipuluje i czasami Plejadianie wcale nie mówili tak, jak tam jest napisane, że oświadczali. W każdym razie, jeżeli faktycznie nie było żadnego takiego eksperymentu, to pozostaje jedynie takie wytłumaczenie, że Al Bielek jest ofiarą zaawansowanych eksperymentów z reżyserowaniem pamięci i wgrywaniem wspomnień - skądinąd on sam jest świadomy istnienia takiej technologii, o czym sam mówił, opowiadając jak wynikło to z rozwijania osiągnięć Wilhelma Reicha; poza tym część jego historii to przecież całkowite wymazanie pamięci, po którym zapomniał kim był - a może sam do końca po dziś dzień nie jest pewien, które wspomnienia są bardziej prawdziwe..? Kto niby mógłby pokusić się o chociażby szacunkową ocenę prawdopodobieństwa takiej ewentualności... O co zaś mogłoby w tym chodzić - chyba o nic innego, jak o przestraszenie całego świata, że USA od pół wieku posiadają niesamowite technologie, więc lepiej z nimi nie zaczynać i się nie stawiać. Z drugiej strony, jako już nie takie żółtodzioby w zachłystywaniu się poszczególnymi źródłami na temat ufo, nie powinniśmy chyba nagle zakładać, że wszystko, co relacjonuje Billy Meier, to na pewno 101% prawda, a Plejadianie mają krystalicznie czyste intencje i są poza wszelkimi podejrzeniami, nawet kiedy sugerują, że to nie angielski, a język niemiecki powinien stać się globalnym środkiem komunikacji, ponieważ w tym języku najbardziej precyzyjnie można wyrażać różne metafizyczne zagadnienia i pojęcia, a poza tym wywodzi się on z języka pradawnych przybyszy z gwiazd.

Osobiście znam trochę język niemiecki, ale go nie lubię i na dłuższą metę denerwuje mnie jego brzmienie, wręcz powoduje lekkie pogorszenie samopoczucia - stąd np. moja nieśmiała podejrzliwość w tej kwestii; poza tym nas Ziemian stać chyba przecież na jakiś nasz własny niepowtarzalny język, w którym będziemy wszystko wyrażać tak wesoło, pozytywnie i z humorem, że za kilka tysięcy lat prześcigniemy Plejadian w ewolucyjnym wyścigu kultur, a potem to oni będą się od nas uczyć "jak żyć"; co nam będą narzucali jakiś język z gwiazd - i do tego brzmiący jak niemiecki, który chyba nie do końca pasuje fonetycznie do naszej pięknej planety. Nie sprawdziła się również przepowiednia Plejadian dotycząca Jana Pawła II - że zostanie uśmiercony wkrótce po objęciu pontyfikatu; choć bardzo groźny zamach faktycznie nastąpił, więc tak zupełnie się nie pomylili. Ale generalnie przypadek Billy'ego Meiera ma niewiele słabych punktów, choć przez dziesiątki lat składające się nań materiały urosły w olbrzymie ilości zdjęć, nagrań wideo latających spodków, próbki minerałów nieznanych naszym laboratoriom i przede wszystkim grube tomy wiadomości z kontaktów, w których nikt jeszcze nie znalazł ani jednej podejrzanej sprzeczności; a Billy w wywiadach odpowiada zawsze bez zastanowienia, swoim śmiesznym angielskim, nie wymijając żadnych pytań jak niektórzy inni "kontaktowcy". Autentyczność tego przypadku potwierdzali też pracownicy tajnych wojskowych projektów, jak chociażby Phil Schneider - zwykle wymieniając go jako jedyny wiarygodny przypadek kontaktu na całej planecie, to znaczy nie wspominali nigdy o żadnym innym wartościowym źródle tego typu - ani Al Bielek, ani Stewart Swerdlow; ten ostatni najbardziej różni się w swojej wersji historii od tego, co przekazał Billy, przede wszystkim przekonaniem, że rywalizujące z Atlantydą imperium Mu (Lemurię) zamieszkiwane było przez gadoidy, a nie inną społeczność ludzi z gwiazd - ale kto wie, może w przyszłości okaże się, że to jednak Stewart miał rację, a kosmicznie inteligentne smoki szykują się do odwiedzenia naszej planety gwiezdną eskadrą bojową, czyli tak jak mówił Alex Collier - poza tym obydwaj oni zgadzają się co do faktu postępującej infiltracji najważniejszych na Ziemi struktur władzy przez czynniki pozaziemskie - tyle, że wg Stewarta i Davida Icke chodziłoby tu raczej o wrogą ludzkiej wolności operację rozpoczętą wiele tysięcy lat temu w starożytnych królestwach, od których zaczyna się historia naszej obecnej cywilizacji technicznej, sekretne przedsięwzięcie od mileniów kontynuowane przez przedstawicieli określonych rodów, reprezentujących specyficzne linie genetyczne, rozwijane z powodzeniem i nie mieszczącym się nam w głowach sprytem dzięki domieszce krwi przybyszy ze starszych gwiazd i wykorzystywaniu wiedzy potajemnie zachowanej z czasów ich pobytu na Ziemi - tak że obecnie praktycznie już kontrolują nasz świat, a my się śmiejemy, kiedy ktoś o tym mówi;


natomiast według Alexa Colliera, Drakonianie to owszem główny problem, jeżeli tu do nas dolecą przedarłszy się przez blokady zorganizowane jakoby przez sprzyjające nam rasy, ale na tę chwilę na Ziemi powinniśmy strzec się przede wszystkim Szarych, którzy wszczepiają implanty tak ludziom z najwyższych kręgów władzy, jak i tysiącom zwykłych Ziemian, z których chcą sobie zrobić zdalnie sterowaną armię. Tymczasem według Plejaran owszem, konfrontacja z siłami inwazyjnymi z kosmosu jest dla mieszkańców Ziemi nieuchronna, ale choć początkowo określili tych przyszłych agresorów enigmatycznie jako "barbarzyńskie istoty", to przy innej okazji ukonkretnili to do "zdegenerowanych ludzi z kosmosu"; poza tym o wojowniczych międzyplanetarnych gadach nigdy nie wspominali i choć nie mówili też, że takich nie ma, ani że w swoim przekazie przedstawiają pełny obraz sytuacji, to potem wprost jako śmieszną i niedorzeczną ocenili hipotezę obecności na Ziemi "zmieniaczy kształtów", tj. istot potrafiących zmieniać postać fizyczną z ludzkiej na gadzią i z powrotem - choć akurat ten fragment przesłania Plejaran pochodzi z może nieco mniej wiarygodnej relacji z rzekomej telepatycznej rozmowy z Billym, dotyczącej komunikacji jakoby zaistniałej już długo po odlocie Plejaran z Ziemi, znanej mi tylko i wyłącznie z Internetu, z większego zbioru podobnych opracowań, odnośnie których w wielu przypadkach/tekstach można odnieść wrażenie, że w porównaniu z tematami poruszanymi w poprzednich dekadach, dużo częściej padają w nich lekceważące słowa o znanych nazwiskach i wątkach ze sfery ukrywanych zagadnień, w której współcześnie próbują się rozeznać osoby nie ufające już koncesjonowanym mediom. Może więc to jest tylko dezinformacja, tzn. pewna ilość dostępnych w sieci streszczeń z kontaktów Billy'ego to rozmyślnie spreparowane fałszywki wymierzone w czołowe tematy i autorytety strefy ukrywanych informacji. A może to czysta prawda, wiele rzeczy faktycznie zostało niesamowicie rozdmuchanych na zasadzie pesymistycznych domysłów i mechanizmu oceniania informacji opartego m.in. na myśleniu "jeżeli to straszne, to musi to być prawda"; a David Icke rzeczywiście padł ofiarą takiej manipulacji, jak sugerował to "Elite Family Insider": że kiedy zaczął odkrywać różne ukrywane zasady naszej rzeczywistości i popularyzować owe istotne prawdy, od wieków utrzymywane w ścisłej tajemnicy przed szerokimi masami, gdyż umożliwiające każdemu pojedynczemu człowiekowi pojęcie własnej wyjątkowości, skali potęgi swych myśli, faktycznego zasięgu emisji uczuć, znaczenia czynów, kosmicznego sensu swej egzystencji jako energii w otoczeniu energii udającej materię, możliwej do przekroczenia iluzoryczności fizycznej poszewki świata, wagi zdrowego odżywiania i faktu dodawania do publicznej żywności i wody substancji hamujących rozwój potencjału psycho-intelektualnego - stał się niewygodny dla kręgów zainteresowanych zachowaniem tej ezoterycznej wiedzy dla swych elitarnych kręgów i zaczęto intensywnie podsuwać mu świadków "zmieniania postaci", co wprawdzie początkowo go nie przekonywało, ale po pewnym czasie jego umysł ugiął się pod natłokiem dziesiątek relacji i uwierzył w to na zasadzie "skoro jest aż tak wielu świadków, to coś musi w tym być" - czy raczej nie potrafił logicznie odrzucić takiego uporczywie nasuwającego się wniosku; włączenie do własnego przekazu opowieści o pół-ludziach / pół-gadach, zdolnych do błyskawicznej fizycznej zmiany postaci, zaważyło zaś na ogólnym postrzeganiu jego postaci w oczach wielu osób, które być może, gdyby nie ta śmiała hipoteza, zainteresowałoby się tym, co ma do powiedzenia. W tym momencie wypada mi chyba jednak dodać od siebie, że również mnie dwukrotnie w ciągu życia, na długo zanim zacząłem interesować się ufo, zdarzyło się widzieć coś dziwnego, w charakterze niepokojąco nieznanej i niezrozumiałej tekstury o kształtach popiersia albo samej głowy - w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą widziałem sylwetkę człowieka. Oczywiście nie mogąc sobie tego w żaden sposób wytłumaczyć ani racjonalnie przyswoić, zapominałem o tym szybko, dochodząc do wniosku, że musiało to być złudzenie i po prostu coś głupiego przywidziało mi się ze zmęczenia. Dopiero wiele lat później, poznając sylwetkę i hipotezy Davida Icke'a, przy wątku o żyjących między nami "zmieniaczach kształtów" przypomniały mi się tamte dwa przeżycia, czy raczej niepowtarzalne wrażenia optyczne - z których właściwie to jednego nie jestem do końca pewien, bo to było w ruchu i kątem oka tylko przez ułamek sekundy, ale za to drugiego wręcz przeciwnie, ponieważ scena trwała znacznie dłużej i rozgrywała się w zamkniętym pomieszczeniu na niewielkim dystansie, a to jak migał mi wtedy obraz, niczym w tv gdyby przełączać pomiędzy dwoma kanałami, pasowałoby zdaje się idealnie do wytłumaczeń Icke'a, że czasami jesteśmy zdolni do dekodowania rzeczywistości w innym paśmie - tak właśnie coś mi się chyba wtedy jakieś pasma przełączały, bo gapiłem się ze zdziwieniem, raz widząc naprzeciwko siebie zakłopotanego człowieka, raz coś w stylu potwora z kosmosu, czy może raczej bytującego w innym wymiarze demona, pasożytniczo żywiącego się emocjami obserwowanej przeze mnie osoby - jak teraz próbuję to sobie w nowy sposób tłumaczyć, skoro zwątpiłem w wersję o "shape-shifterach" - którą wcześniej m.in. przez tamte przeżycia promowałem...



Na górę
   
 
 
Post: 13 lis 2009, 23:55 
Wracając do tematu, generalnie sporo wskazuje na to, że casus Billy'ego Meiera to w XX wieku jedyny lub jeden z zaledwie kilku autentycznych przypadków fizycznych kontaktów Ziemianina z misjonarzami z innej planety; choć żeby być dokładnym, należałoby wspomnieć o przybyszach z Zeta Reticuli, którzy właśnie według Plejadian uprowadzili parę osób na seanse eksperymentalno-badawcze; oraz o Viktorze Schaubergerze i Danielu Fry'u, których sami Plejadianie wspominali jako inne swoje autentyczne kontakty - tyle, że chyba nie fizyczne, skoro Billy wyjaśniał, odpowiadając na pytanie "dlaczego właśnie on", że tylko on jeden spośród wszystkich ludzi na Ziemi może fizycznie przebywać między Plejadianami, nie stanowiąc zagrożenia dla znacznie delikatniejszej materii ich ciał - co wynika z jego poziomu ewolucji duchowej; ale jak to konkretnie się przekłada i szczegółowo działa, na jakiej zasadzie, już nie dopowiedział - może, bo przynajmniej w 1989 r., gdy nagrywano akurat tamten wywiad, budowanie zdań w języku angielskim nie zawsze przychodziło mu z łatwością, a może ponieważ goście co i rusz tak dynamicznie zasypywali go pytaniami, że non stop w każdym omawianym wątku poruszany i otwierany był nowy temat, nie mniej ciekawy, tak że stale jeden niedokończony wątek przemieniał się w drugi, a każdy kolejny wszystkim uczestnikom rozmowy wydawał się nader istotny; jak może zresztą faktycznie było.

Inny łagodny znak zapytania: Plejadianie mówili Billy'emu nie raz, że jest najbardziej rozwiniętym duchem na Ziemi, którzy przybył z dalekich głębin wszechświata i jako dusza jest starszy nawet od poszczególnych Plejadian, czyli tak naprawdę wyżej od nich rozwinięty, mimo że na Ziemi nie jest w stanie w pełni rozbłysnąć, skoro jednak wychowywał się tutaj i poziomem świadomej wiedzy siłą rzeczy bliżej mu do Ziemian; aby przybyć na Ziemię na kilka pracowitych reinkarnacji, według Plejadian jego duch wrócił pod prąd szlaku duchowej ewolucji z poziomu zjednoczenia z wyższą świadomością, po czym w ramach wypełniania misji popularyzowania prawdy o regułach kosmosu, inkarnował się m.in. jako Eliasz, Izajasz, Immanuel znany później jako Jezus Chrystus, oraz Mahomet - a ludzie za każdym razem inaczej zniekształcali jego nauki i robili sobie z nich drabinki do własnych karier, fortun i wpływów. Jednakże z drugiej strony, według Plejadian tylko cztery osoby na Ziemi są wystarczająco rozwinięte, że mogłyby komunikować się z duchami zmarłych przebywającymi "po tamtej stronie" - gdyby nie rozumiały doskonale, że to byłoby niewłaściwe; podczas gdy Billy tego nie potrafi, choć rzekomo jest najbardziej zaawansowanym duchowo bytem na Ziemi - jest to więc pewna niejasność, chociaż nie jakaś kategoryczna. Z kolei według paru osób z otoczenia Billy'ego, pewnego razu zaistniał praktyczny problem, jak przenieść do wnętrza domu właśnie dostarczoną superciężką lodówkę, czy jakiś inny sprzęt tego rodzaju o znacznych gabarytach i wadze - a Billy poprosił o trochę spokoju i uporał się z tym zadaniem przy użyciu zdolności telekinetycznych, w ogóle bez dotykania przedmiotu, unosząc go w górę i przemieszczając siłą woli; ale to był jedyny taki przypadek, więc nie należy zaraz wyciągać wniosków, że takie sztuczki to dla niego normalka - jednak jeżeli to prawda, to na pewno o czymś by to świadczyło; oczywiście istnieje jeszcze wytłumaczenie tej relacji zakładające możliwość zahipnotyzowania obserwatorów - kiedyś głośno było o takich przypadkach, gdy sprytni sztukmistrze z początków XX wieku zadziwiali zapraszanych na pokazy uczonych, demonstrując wprawianie przedmiotów w stan lewitacji, po czym sprawa wyjaśniła się w taki sposób, że w rzeczywistości gości ukradkiem wprawiano w hipnotyczny trans, w którym widzieli po prostu to, co im zasugerowano. Tak że próbując podsumować ten bogaty kolaż argumentów za i przeciw, z których kolejne wymieniać można by jeszcze długo, moim zdaniem w oparciu o ogół przesłanek da się logicznie podeprzeć wniosek, że Billy Meier to przypadek, w którym niewątpliwie coś jest - tylko nie wiadomo dokładnie, co: sama prawda, najbardziej wartościowa i dlatego słusznie dokładnie, podwójnie tu relacjonowana - a może trochę prawdy, a trochę przemilczeń i ostrożnego dozowania faktów, nierzadko wygładzonych lub zmodyfikowanych z takich czy innych powodów, których póki co nie jesteśmy w stanie się domyślić.


Potężnym argumentem za prawdziwością przesłania Plejadian wydaje mi się z kolei fakt, że kiedy zaczynasz w to wierzyć i jakby żyć według tego, w Twoim życiu następuje wyraźna i niemożliwa do niezauważenia poprawa, przejście jak gdyby w trochę bardziej pozytywne pasmo, w którym wszystko w życiu łatwiej Ci się układa i rozwiązania bieżących życiowych utrapień w zasadzie same się pojawiają - osobiście znam tylko swój przypadek, bo znajomi za bardzo nie chcieli słuchać dłuższych opowieści o kosmitach... No a potem, kiedy odszedłem dość daleko od generalnie pozytywnie nastawiających do życia wiadomości od Plejadian - w myśl hasła: "Phil Schneider zginął, próbując zaalarmować świat o negatywnych rzeczach i złowrogich planach - jako choć czasem porządny człowiek powinienem podążyć tym tropem, żeby go chociaż trochę pomścić, wywlekając na światło dzienne te wszystkie ponure tajemnice, fakty o groźnych stworach itp. codzienne zbrodnie, o jakich większość ludzi nie za bardzo ma się jak dowiedzieć, skoro nie każdy zna język angielski, umie wprawnie korzystać z Internetu i dysponuje takimi interwałami wolnego czasu, żeby choć jeden raz w życiu z nudów odpalić w wyszukiwarce frazę "ufo", kliknąć w akurat coś warte łącze i śmiać się na tyle serdecznie, żeby zagłębić się w temat chociaż na początkową głębokość" - wówczas przestało mi się w życiu już tak pozytywnie / samo z siebie układać, kiedy ujmując rzecz z grubsza, plus minus pełną parą "pojechałem w te gadoidy" i inne tematy tak nieprzyjemne i zasmucające, że bez humoru w ogóle nie byłoby sensu o tym pisać, bo nikt normalny nie dałby rady bez końca przedzierać się przez zdania monotonnie obrazujące ciężki klimat. Może to dlatego szczęście i nieproszone powodzenie trochę wygasły w odcinkach moich dni, że wcale nie czyniłem dobrze ani wielce szlachetnie, informując o Gadoidach internautów przeróżnych ścieżek i portali - ponieważ w rzeczywistości to było tak (jak teraz podejrzewam), że zapamiętale nienawidząc własnego strachu, nie potrafiłem oceniać informacji obiektywnie i "na spokojnie", zbyt często automatycznie uznając za prawdziwe niemal wszystkie takie, których wymowa budziła we mnie lęk proszący się o przezwyciężenie, co zawsze natychmiast robiłem, po czym chyba trochę udowadniałem to sobie, rozpowszechniając owe rzekomo niebezpieczne i ściśle tajne wiadomości - nawet gdy np. Alex Collier w paru momentach wydawał mi się dziwnie nieprzekonujący. Dopiero niedawno się zreflektowałem i zacząłem trochę żałować, że aż tak ostro "nakręcałem schizę" o złowrogich gadoidach / reptilianach / Drakonianach, prawdopodobnie będąc za bardzo skupionym na tym, żeby udowodnić sobie, że niczego się nie boję i nigdy nie zlęknę w deptaniu po piętach złu, choćby nie wiem jak strasznemu i dysponującemu potężną międzygwiezdną flotą bojową - podczas gdy powinienem mniej myśleć o sobie, kim jestem bądź kim okazuję się na tle danych okoliczności, a bardziej skupiać na obiektywnej ocenie i neutralnej emocjonalnie analizie, co z tego wszystkiego w ogóle pachnie jak prawda i dobrze pasuje do reszty, oraz np. impulsów intuicji - nie przyznając żadnych dodatkowych punktów różnorakim wersjom i źródłom tylko za to, że do ich zgłębiania i nagłaśniania potrzeba silnych nerwów oraz gotowości do ewentualnych poświęceń, charakteryzującej jak wiadomo bohaterów...]

Choć badam sprawę Billy'ego Meiera od dwóch lat, nadal nie wiem, czy bardziej poprawne jest określanie ich mianem "Plejaran" czy "Plejadian" - ta pierwsza wersja pojawia się często w niemieckojęzycznych oryginalnych tekstach Billy'ego oraz grupy jego współpracowników "FIGU", druga wersja króluje na terenie Stanów Zjednoczonych i ogólnie w globalnej sieci... W sumie mniejsza o to, póki wiadomo że chodzi o to samo. Generalnie przerabiam na ten temat już któryś raz te same "stare, dobre" źródła i materiały - ponieważ olbrzymie, wielotomowe, szczegółowe relacje ze wszystkich kontaktów są dostępne chyba wciąż tylko w języku niemieckim; wprawdzie już w roku 1992 Randolph Winters relacjonował, że zostało to przetłumaczone na język angielski przez rozmaite uczynne osoby, ale ostatecznie do publikacji nie doszło - ze względu na problemy z wydawcami itp. komplikacje natury prawnej; może od tego czasu to się już jednak ukazało, na pewno będę te księgi tropił i próbował zdobyć, a w ostateczności gotów jestem zorganizować tłumaczenie z języka niemieckiego na polski - oczywiście po tym, jak zostanę milionerem dzięki odsetkom naliczanym na ROR-ach przez polskie banki, albo ożenię się z jakąś germanistką i ku rozpaczy jej rodziny wciągnę w wir swojej ufo-sekty... Ale wcześniej oczywiście postaram się jakoś w miarę do końca upewnić, że przypadek Billy'ego Meira jest autentyczny i wart zachodu tego kalibru - kto wie, może zdążę pojechać do niego do Szwajcarii, zanim zegar zatrzyma się dla mnie albo dla niego; sam Billy mówił, że zginie niespodziewaną śmiercią...

Bo tak przez Internet to jednak trudno oddać czemuś całe serce, zawierzyć do końca - czy Twoi najwięcej warci przyjaciele byliby nimi i cieszyli się aż takim Twym zaufaniem, gdyby byli Ci znani tylko z tekstów i nagrań wideo oglądanych na monitorze..?



Na górę
   
 
 
Post: 14 lis 2009, 0:00 
Rekordowo liczne, podejmowane na przestrzeni wielu dekad próby zdyskredytowania tego przypadku jako oszustwa, generalnie charakteryzowały się uderzającym brakiem rezultatów, często przynoszącym wstyd różnorakim magazynom "sceptyków", które wcześniej szumnie zapowiadały czytelnikom, że raz-dwa zdemaskują tę sprawę, bo jeżeli ktoś mówi, że rozmawiał z kosmitami, to przecież na pewno jakaś bzdura i każdy, kto ma zdrowy rozsądek, z góry o tym wie (życie w kosmosie może istnieje, ale na pewno tu nie przylatują - ..?) Jako takim chwilowym rozgłosem cieszyło się np. rzekomo odkryte fałszerstwo w fotografiach, po czym okazało się, że to były zdjęcia stanowiące właśnie czyjeś próby imitacji fotek Billy'ego - więc raczej nic dziwnego, że okazały się nieautentyczne. Osobiście niecierpliwie czekam, co na temat Billy'ego i Plejadian będzie miał do powiedzenia Brianstalin - pojawiła się zapowiedź, że omówi to szczegółowo w swojej książce, a według Gary'egoSe7en ma on na ten temat całkiem sporo do powiedzenia, w sensie chyba że to jakaś grubsza sprawa; trudno się czegoś domyślać i wróżyć z lakonicznych zapowiedzi, ale kto wie, czy za jakiś czas z tego właśnie źródła nie wypłyną jakieś niełatwe rewelacje wytykające pułapki ludzkiego ego oraz przypadki świadomego lub nie wykorzystywania dobrotliwych Ziemian przez pełnych szlachetnych intencji przybyszy, jednakże wychowanych w odległej ideologii innego wszechświata; ale nie kraczmy bezpodstawnie - kto wie, może Brianstalin oznajmi, że Billy jest w pełni o.k. i cała sprawa według Kronik Akaszy jest krystalicznie czysta; choć trudno się tego spodziewać, skoro akurat Brianstalin właśnie zawsze wskazuje na czyjeś niedoskonałości, zbyt szumne mniemanie o sobie i rozdźwięk pomiędzy dobrymi intencjami a praktycznymi wynikami działań niewidzialnie podszytych osobistymi emocjami, których wcielenie po wcieleniu ludzie wciąż nie potrafią opanować, nauczyć się hamować egoistyczne popędy generowane przez złudzenie odseparowania jednostkowej świadomości, potrafić odcinać zachciankom ego komunikację ze sferą podejmowania decyzji i dokonywania czynów najpóźniej w momencie, kiedy ich efekty dla innych zaczęłyby nabijać nam negatywną karmę na następne inkarnacje - w których znów trzeba będzie stawić im czoła, tym razem odczuwając ich skutki na własnej skórze, ale zarazem otrzymując kolejną szansę poczynienia niesamowitych postępów na drodze do gwiazd - bo to tam, według Plejadian, koniec końców trafiamy po ukończeniu wszystkich leveli rozwoju intelektualno-duchowego w światach fizycznych i niematerialnych (ich wszystkich wymiarach, szczebel po szczeblu) - na końcu nie jest się już tylko sobą, ale zbiorową świadomością (Petale), w którą zespoliły się dusze kończące przedostatni poziom ewolucji ludzkiej duszy.
Normalnie w naszym codziennym życiu współczesnych Ziemian fajne są takie chwile, kiedy na chwilę "dobrze się rozumiemy", wszyscy wiemy o co chodzi, w doborowym gronie wieloletnich przyjaciół patrzymy sobie w oczy, a one z sympatią błyszczą, jak gdyby nas dobrze znały, czujemy że się lubimy, no a akurat w tej chwili na dodatek zdajemy sobie wszyscy sprawę, że łączy nas w danym momencie jedna myśl, ta sama we wszystkich głowach, następnie przez kilka sekund śmiejemy się porozumiewawczo lub delikatnie uśmiechamy, po czym kontynuujemy rozmowę na kolejne tematy, nawet nie zdając sobie sprawy, że właśnie doświadczyliśmy telepatii - co wiedziałby każdy szympans, a nie wie człowiek któremu wmówiono, że świat jest taki, jak podaje się w środkach masowego przekazu i skoro naukowcy nie wiedzą nic o telepatii, to pewnie nie ma czegoś takiego i śmiesznie byłoby o tym mówić, to znaczy ten, kto by wypowiedział to słowo na głos, byłby trochę śmieszny... Są również moim zdaniem normą codzienną w życiu każdego człowieka takie telepatyczne sytuacje dwuosobowe, kiedy np. w ułamku sekundy rozumiesz się z najlepszym kumplem lub miga ci jakieś światło w oczach dziewczyny, do której się uśmiechasz, pewnie też wtedy świecąc źrenicami. To też są miłe momenty, kiedy na chwilę chociaż w jednej myśli lub uczuciu łączymy się z czyjąś świadomością. No więc to musi być niezła jazda, kiedy stając się bytem klasy Petale, już na stałe łączysz się z innymi świadomościami, mieszasz totalnie i zlewasz w jedną jaźń na wieczne współodczuwanie; ciekawe, z kim się wtedy połączysz, kto wie, może z osobami, które teraz obecnie najbardziej w tym życiu lubisz - nie byłoby najgorzej... A prawdopodobnie to jest jeszcze lepiej, bo tam na tym przedostatnim poziomie, w momencie jego ukończenia, każdy jest już tak w porządku, że dzieli go już tylko jeden level od zjednoczenia z gwiazdą - właśnie poziom Petale. Natomiast potem, na końcu tego z kolei poziomu, Petale wlatują do wnętrza słońca, ale zawsze do tego samego: centralnego słońca galaktyki. Nie chodzi tu o gwiazdę centralną w sensie topograficznym, ale najważniejszą i podtrzymującą wszystko swoją twórczą energią - to w tej gwieździe znajduje się centrum i źródło Energii Kreacji, która wszystko stworzyła, jest superinteligentna i wszechpotężna, Indianom znana była jako Wielki Duch itp. - to z tym jesteśmy zawsze połączeni, tak naprawdę jesteśmy właśnie cząstkami tego, chwilowo uczącymi się podstaw w fizycznych ciałach, to właśnie tam cały czas próbujemy dotrzeć, skoro orgazm to przy tym jak ziewanie - i to tam lecą na końcu Petale, by ostatecznie zjednoczyć się z gwiazdą i promieniującą z niej Energią Twórczą, 'MISSION COMPLETE', totalne zjednoczenie świadomości z tonażem nie wiadomo ilu Petale we wszechpotężnej kreacyjnej świadomości - skończył się czas osamotnienia i wyobcowania, teraz już nie jesteś oderwanym fragmentem, samotnym kawałeczkiem szukającym miłości, pokoju i przyjaźni - koniec tej całej tułaczki, nareszcie po milionach lat, teraz na powrót jesteś jednym ze wszystkim i wszystkimi, tak jak miało być zawsze, wszystko gra - granica/otoczka Twojej świadomości wreszcie zanikła i już nie jesteś kimś zdanym tylko na siebie, ciągle próbującym jakoś sobie radzić i samodzielnie rozplątywać własne pytania, od czasu do czasu tylko ostrożnie się do kogoś zbliżając - kończąc cykl ewolucji ducha w centralnym słońcu galaktyki nie tylko żegnasz na zawsze poczucie osamotnienia, ale stajesz się energią nieodróżnialną od tej siły, o której każdy słyszał i każdy rozmyślał, niektórzy nazywali ją Bogiem, podczas gdy inni po prostu jakąś kosmiczną siłą - jaka gra, taka nagroda...

- wg Plejaran za każdym razem, kiedy przeżywamy jakieś doświadczenie, płynące z niego wiedza i mądrość zostają na zawsze zapisane w pamięci ducha - która nie podlega zerowaniu po żadnej z milionów czy miliardów śmierci; każde nowe przeżycie jest więc po prostu małym kroczkiem na drodze, o której przemierzenie właśnie chodzi w egzystencji każdej świadomości, a której ukończenie ma zasady o tyle fair i niezwykłe zarazem, że w zamian za pracowite nagromadzenie uczciwie maksymalnej ilości nowych doświadczeń, a także spokojne przemyślenie tego wszystkiego obiektywnie i uparcie do momentu osiągnięcia kompletnej mądrości, jakkolwiek nierealnie by to dla nas na dziś dzień nie brzmiało - doznajemy zjednoczenia z wiecznością i zespolenia z pierwotną siłą stwórczą wszystkiego, powrotu na stałe do źródła światła i energii, wszystkiego co dobre i ciekawe, pozytywne lub dla urozmaicenia zeschizowane - ponieważ staliśmy się wystarczająco superinteligentni i mega-zdrowo pomysłowi, żeby być godnymi wesołego zajęcia dalszego wytwarzania wszechświata, jego przepięknych mgławic itp. - a przy tym nie leniliśmy się tak cały czas, wygodnie promieniując wszechpotężnymi ideami z serca żywej gwiazdy, najinteligentniejszej istoty w naszym wszechświecie, która go sobie i nam stworzyła, co zresztą tak naprawdę znaczy jedno i to samo - lecz dzięki wypełnieniu naszej trwającej miliardy lat indywidualnej misji, pełnej łez i śmiechu, zdumienia i szczęścia, strachu i ekstazy, samotności oraz spełniających się marzeń, głupich myśli i przebłysków wszechwiedzy, etc. stania w kolejce i przedziwnych przygód w snach, gdzie też nieraz uczymy się czegoś o sobie - ukończywszy tę trudną i imponująco długą wędrówkę, jeszcze przysłużyliśmy się do rozwoju siły-świadomości stwórczej, do powiększenia jej wiedzy, wyobraźni uczuć i rozumienia własnego dzieła o nasze niepowtarzalne wnioski i losy, pełne autentycznych emocji; według Plejaran każdy człowiek rodzi się za każdym razem w chwili jakiejś niepowtarzalnej kombinacji energii kosmosu i nigdy nie jest kimś takim samym, jak ktoś inny, ani jego życie nie będzie identyczne z niczyim przedtem ani potem

- nasz wszechświat nie ma końca, granicy ani skraju, znajduje się natomiast wewnątrz większego wszechświata, wręcz ogromnego - który łącznie zawiera w sobie aż tyle wszechświatów takich, jak nasz, że chcąc napisać wyrażającą to liczbę, trzeba by napisać cyfrę jeden i po niej 49 zer; ten wielki wszechświat stworzył wszystkie, które zawiera, a Plejaranie nie wiedzą, co jest dalej, czy np. on też znajduje się w jakimś większym wszechświecie, czy jak to jest - nie byli jak dotąd w stanie poznać niczego dalej i dlatego ten stwórczy wszechświat nazywają Absolutem, gdyż stanowi granicę ich wiedzy; ów wszechświat sam sobie wymyślił/stworzył wszystkie swoje wszechświaty, włącznie z naszym, ponieważ jego myśli i pomysły są wystarczająco potężne, aby się materializować i zamieniać w czasoprzestrzeń i jej fizyczną zawartość; tak samo kiedy powstawał nasz wszechświat, jego lokalna siła stwórcza najpierw nauczyła się stwarzać gwiazdy, gdy wpadła na taką ideę, potem miała pomysł z planetami itd. - a myśli stawały się rzeczywistością, materią, w operowaniu którą kreacyjna świadomość miliony lat nabierała wprawy i polotu - nie pojawiła się tu w roli zalążka naszego wszechświata jako energia wszechwiedząca, wręcz przeciwnie - coś bardziej jak my, zaczynając od czystej karty i pierwszych banalnych refleksji w otoczeniu samych niewiadomych



Na górę
   
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 36 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 9 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group