Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 15 gru 2019, 8:43

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 237 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna
Autor Wiadomość
Post: 03 maja 2015, 22:38 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 kwie 2015, 20:45
Posty: 7
dziękuję dar66 za odpowiedź... :) musiałam to wszytko przemyśleć...

pytasz - do czego mnie ciągnie? czakry, koloroterapia... numerologia, ostatnio huna, wahadełko, którego nie używam - bo się boję... że mogę siebie lub kogoś skrzywdzić... bo nie umiem...

czytając ten temat - rozumiem go, mimo skrótów myślowych... magia-ktora-dzialala-i-moze-dzialac-dla-ciebie-t4559-90.html

myślałam o szkole ezo, żebym w końcu sie dowiedziała czy powinnam się tym zajmować czy odpuścić... żebym miała potwierdzenie (wiem, ciągle potrzebuje potwierdzenia...)

po rozmowach z 2 rożnymi osobami dowiedziałam się, że jeszcze nie dojrzałam do tego,
a 2 osoba mi powiedziała, ze nie potrzebuję tych wszystkich kursów, szkół, książek , bo ja to wszytko juz wiem... tylko muszę nauczyć się współpracy z WJ. (jak w w/w linku),

czuje się tak blisko tego - tylko kilka kroków. Hamuje mnie brak wiedzy jak ja mam pomagać?
mam swój sposób / pomysł na pomoc innym, ale to tak wygląda, ze ja mogę im dać tylko sygnał, pokazać jak maja sobie pomóc, a oni już sami to mogą zrobic / zmienić / lub nie - i najgorsze, ze ja mam silne obawy dot. tego czy dla innych to wystarczy - aby dać im "wędkę", ludzie wolą ryby... a najlepiej usmażone. ;)
sa osoby, z którymi rozmawiam, dziękują mi bo coś im się "uświadomiło", a ja potem je przepraszam, że ingeruję w ich życie... i mam wyrzuty sumienia, bo nieraz to sa ważne decyzje... wiem, że każdy powinien sam decydować, więc staram się tylko delikatnie coś sygnalizować... za i przeciw..

wszytko zależy od tego co my sami myślimy, i takie mamy życie, i jak ja mogę ingerować w życie innych, mając nieposkładane swoje?! niedokończone? brakuje mi klocka który da mi pewność ze dobrze robię...

no i tu kręcę się za własnym ogonem w kółko, bo to tak wygląda, że sama dostałam wędkę, i nie umiem łowić ryb... zamiast porostu iść nad rzekę, zarzucić i czekać.
a nie idę bo dalej nie wierzę ze to takie proste i łatwe. Bo mam przekonanie że jak się nie narobię to nic nie zadziała... bo nie mam potwierdzenia że już mogę, dojrzałam, że moja wiedza którą pochłaniam wystarczy...
....

Leki mi dawały pustkę w umyśle. przechodziły lęki, mogłam spać normalnie... mogłam pracować normalnie. musiałam je teraz odstawić z innych powodów zdrowotnych. na razie jest w miarę dobrze.
....

dar66, dziekuje za linki. "(Bruce Moen) Według Bruce'a Moena nasze życie to nieustanne wybory, w rezultacie których – właśnie ze strachu – ograniczamy siebie i „nie możemy dostrzec tego, co mamy”. Wszystko więc teraz sprowadza się do tego, by przełamać własny lęk, rozpoznać możliwości, jakie mamy i udoskonalić je, odkryć i wyćwiczyć umiejętności, które pozwolą kontaktować się z tamtą, zakrytą przed wzrokiem i dotykiem częścią świata." - :okok: chyba cos dla mnie :nauka:
znalazłam ciekawą strone :
http://www.ksiegozbiory.cba.pl/ksiegi.html
ale faktycznie lubię pisać po książkach moje notatki, wiec pewnie kupie :)

nik - aroma - wpisałam jakby zawsze taki miał być... (nie widać, nie słychać, a jednak jest ;)
to tez dotyczy moich zabaw z olejkami... ;)

pozdrawiam, i czuje się lepiej :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 03 maja 2015, 22:38 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 04 maja 2015, 12:55 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
Znów Ci coś odpowiem, ale tak:
Cytuj:
po rozmowach z 2 rożnymi osobami dowiedziałam się, że jeszcze nie dojrzałam do tego,
a 2 osoba mi powiedziała, ze nie potrzebuję tych wszystkich kursów, szkół, książek , bo ja to wszytko juz wiem... tylko muszę nauczyć się współpracy z WJ. (jak w w/w linku),..


z Huną tak na moje prywatne "oko" daj sobie spokój.Był czas,kiedy zaczytywałem się w książkach Max Freedom Long'a [na temat Huny] i zaraz potem to odrzuciłem.Powód był prosty-Huna silnie oddziałowuje na podświadomośc i była dobra jakieś 40-50 lat temu,teraz nie jest potrzebna,bo dla ludzi którzy mają większy kontakt z Nadświadomością staje się jazdą przez życie z zaciągnietym hamulcem ręcznym.Wiem,że sporo ludzi się z tym nie zgodzi by na teraz dać sobie z Huną spokój,no ale cóż-to moje prywatne zdanie.

Wahadło..hmmm,jak się zaopatrzysz w Isis to krzywdy sobie nie zrobisz takim,właściwie nikomu nim nie zrobisz.Poszukaj w necie takowego z Pracowni Baj.

Cytuj:
...mam przekonanie że jak się nie narobię to nic nie zadziała... bo nie mam potwierdzenia że już mogę, dojrzałam, że moja wiedza którą pochłaniam wystarczy...


no to się sama przed soba blokujesz..może węgiel wrzucaj do piwnicy skoro tak piszesz ,bo tym analogicznym sposobem sama sobie w siebie wrzucasz.
I jeszcze jakieś wyrzuty -jakbyś miała możliwość ingerencji w czyjąś drogę/linię życia -to zupełnie nie tak,bo jak sama napisałaś strach blokuje i buduje się wokół siebie kokon,taki jaki ma mnóstwo ludzi w momencie opuszczenia tego świata-a to zbudowany z systemu wierzeń,z pamięci posiadania fizycznych dóbr,a to też ze strachu..itd.Ciężko im pomóc zrzucić tynki,bo wielu tak ugrzęzło,że pod spodem widać beton więc albo wytrwają i sam odpadnie,albo "ktoś" pomoże by całość skruszyć,żeby potem przez dziesiątki albo setki lat nie straszyć innych po jakichś zamczyskach. :shock:

A tu na tym świecie jeżeli ktoś ma możliwość rozwalić tynki samemu,pozbywając się wewnętrznych barier,to wtedy dalsza droga jest łatwiejsza,a potem będzie już z górki,co nie oznacza że będzie łatwo.Inaczej i w większym zakresie,tak napiszę.
Wielu ma podobne zastrzały,ale skoro tak usilnie się zabiega o tego typu możlwiości,to w końcu się ujawnią.Czasem zupełnie z nieoczekiwanej strony;jakiś bodziec...lub tzw. "zbieg okoliczności".
A tak się nakręcasz,czekając z tą wędką nad brzegiem tej rzeki,sama będąc już dorzałą by się pomału odgrzebywać.A może wystarczy jakiś krok w TO nieznane,niezrozumiałe,budzące obawy wewnątrz.Do odważnych świat należy,a nikomu się nie stanie krzywda jeżeli ma świadomość,że chciałby innemu szczerze pomóc,no co Ty?
Isis-wahadełko i spróbuj porozmawiać z głębszą stroną siebie,to też sposób.I są metody by się tym narzędziem nawet wewnętrznie odpromieniować,odblokować-wymaga to jakiegoś czasu,ale dobrze działa.
Do przodu,przed siebie, z podniesioną głową :okok:
Pozdrawiam

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 21 maja 2015, 0:04 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 kwie 2015, 20:45
Posty: 7
dar66 pisze:
z Huną tak na moje prywatne "oko" daj sobie spokój.Był czas,kiedy zaczytywałem się w książkach Max Freedom Long'a [na temat Huny] i zaraz potem to odrzuciłem.Powód był prosty-Huna silnie oddziałowuje na podświadomośc i była dobra jakieś 40-50 lat temu,teraz nie jest potrzebna,bo dla ludzi którzy mają większy kontakt z Nadświadomością staje się jazdą przez życie z zaciągnietym hamulcem ręcznym.Wiem,że sporo ludzi się z tym nie zgodzi by na teraz dać sobie z Huną spokój,no ale cóż-to moje prywatne zdanie.


pracuję teraz z huna. rysuje... dawno tego nie robiłam. czuje sie lepiej. Piszesz, ze to jazda z zaciągniętym hamulcem... w moim przypadku to wogóle jakakolwiek jazda... ;) wole tak, czekając na cos szybszego. zresztą, kilka lat temu spełnienie trwało nawet do 2 lat, tzn. od momentu kiedy autentycznie zapragnęłam czegoś - do chwili kiedy to sie stało, teraz jest szybciej. do kilku miesiecy / tygodni. Jasne że wolałabym szybciej - wtedy wiedziałabym czy to moje pragnienie jest dla mnie faktycznie dobre -i czy warto w to wchodzić dalej... nie marnowałabym czasu. mam jeszcze tak wiele pytań...

dar66 pisze:
Wahadło..hmmm,jak się zaopatrzysz w Isis to krzywdy sobie nie zrobisz takim,właściwie nikomu nim nie zrobisz.Poszukaj w necie takowego z Pracowni Baj.


jeszcze nie gotowa. może za 2 miesiące?! :D
a jakieś książki?


dar66 pisze:
A tu na tym świecie jeżeli ktoś ma możliwość rozwalić tynki samemu,pozbywając się wewnętrznych barier,to wtedy dalsza droga jest łatwiejsza,a potem będzie już z górki,co nie oznacza że będzie łatwo.Inaczej i w większym zakresie,tak napiszę.


nigdy nie jest łatwo... ale za to każde następne doświadczenie nas wzbogaca, :)


dar66 pisze:
.A może wystarczy jakiś krok w TO nieznane,niezrozumiałe,budzące obawy wewnątrz.Do odważnych świat należy,a nikomu się nie stanie krzywda jeżeli ma świadomość,że chciałby innemu szczerze pomóc,no co Ty?
Isis-wahadełko i spróbuj porozmawiać z głębszą stroną siebie,to też sposób.I są metody by się tym narzędziem nawet wewnętrznie odpromieniować,odblokować-wymaga to jakiegoś czasu,ale dobrze działa.
Do przodu,przed siebie, z podniesioną głową :okok:
Pozdrawiam


dziękuje dar66, idę ostrożnie patrząc do przodu... :roza:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 lip 2015, 22:29 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 03 lis 2014, 18:56
Posty: 9
Płeć: mężczyzna
Od ostatniego czasu ( już jakiś miesiąc będzie ) - przestałem mieć sny, których interpretacja często się sprawdzała ( praktycznie zawsze ). W ich miejsce przyszło.. no właśnie jak to określić?
Będąc wśród znajomych potrafie "palnąc głupotę" pokroju "aa, uslyszymy pisk opon, czy dziecko spadnie z huśtawki, albo że ktoś sie przewróci" - nie mija więcej niż minuta i dokładnie dzieje się to co powiem.
Co więcej, z jedną osobą przez kilka dni wiedzieliśmy o sobie więcej niż (na moje) nauka jest w stanie wytlumaczyć.
Ja czułem kiedy się uderzyła, sięga po coś, czy jak jest ułożona na łóżku - i vice versa.

Rozumiem jakby to było jedno, dwa , no może max 3 takie zdarzenia. Ale aż tyle?
Ktoś coś próbuje mi rozjaśnić, co się właściwie dzieje?

Wspomnę jeszcz jedno, zarwaliśmy cała noc pisząc z nią. Nastała godzina 3:15 - ciągle patrząc na zegar, ten nagle cofnął się na 3:13. Tak po prostu. Od tamtej nocy wszystko się zaczęło



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 paź 2015, 0:35 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 kwie 2015, 20:45
Posty: 7
Dar66, otwieram się w sobie... czuję, czytam, poznaję, szukam.
napisałeś:
dar66 pisze:


z Huną tak na moje prywatne "oko" daj sobie spokój.Był czas,kiedy zaczytywałem się w książkach Max Freedom Long'a [na temat Huny] i zaraz potem to odrzuciłem.Powód był prosty-Huna silnie oddziałowuje na podświadomośc i była dobra jakieś 40-50 lat temu,teraz nie jest potrzebna,bo dla ludzi którzy mają większy kontakt z Nadświadomością staje się jazdą przez życie z zaciągnietym hamulcem ręcznym.Wiem,że sporo ludzi się z tym nie zgodzi by na teraz dać sobie z Huną spokój,no ale cóż-to moje prywatne zdanie.


jeśli Huna powoduje zwolnienie, co spowoduje przyspieszenie?

ale mi długo zajęło zadanie tego pytania - uffff ... :język:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 paź 2015, 10:39 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 02 sie 2015, 20:00
Posty: 12
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Wrocław
aroma
Pozwolę sobie odpowiedzieć, chociaż pytanie skierowałaś do dar66.

Skutki przyśpieszenia opisał post wyżej reksio93. tak np. dzieje się u niego.
U Ciebie może być inaczej - to jest sprawa indywidualna. Powiem nie wprost - stoisz przy drzwiach przy których z drugiej stoi Nadświadomość.
Naciśnij klamkę... Ona już nie może się doczekać :tak:
Polecam tutaj wątek o płynie lugola /jodzie. Może pomóc.
Tak myślę.

Z huną zetknęłam się 20 lat temu. To była dla mnie rewolucja.
M. in. rzuciłam kościół jako instytucję pośredniczącą pomiędzy mną a bogiem.

Agnieszka



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 paź 2015, 11:51 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
ale,no właśnie-jeżeli ktokolwiek uważa,że wiedza/praktyka wynikająca z Huny mu pomoże i pomaga to nie ma o czym mówić-dla każdego coś innego.Nie jest mi osobiście akurat po drodze z tego typu praktyką.
aroma pisze:
jeśli Huna powoduje zwolnienie, co spowoduje przyspieszenie?

własne doświadczenia=osobisty rozwój.
Dla każdego są inne metody.Niejednokrotnie na zasadzie prób,dopasowań,potknięć,błędów,
Jest tu i sporo tematyki w kwestii rozwoju osobistego,są opisy,doświadczenia... do wyboru i kolorytu.

Napisałem w ogólniku,bo nie ma idealnego i jednostkowo dopasowanego sposobu na rozwój
Rosenthal pisze:
Naciśnij klamkę... Ona już nie może się doczekać :tak:

Każdy staje w jakimś momencie swego życia przed jakimiś drzwiami,może ich być wiele.I nie chodzi tu oczywiście o drzwi fizyczne.
Chodzi o wybór odpowiednich dla danej chwili/etapu-otworzyć,wejść-zostać albo się wycofać,spróbować otworzyć inne.Nie wyłamywać.Niekiedy same się otworzą...bez afirmacji typu "sezamie,no otwórz się wreszcie"
Pozdrawiam :uśmiech:

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 paź 2015, 13:29 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 kwie 2015, 15:12
Posty: 60
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Poznań
Była godzina około 22:30 roku temu, a dokładniej gdzieś w połowie kwietnia. Wyszedłem przed dom, a że interesuję się astronomią, to mam już tak, że gdy tylko mam okazję, to patrzę w gwiazdy. Na północnej części nieba dostrzegłem biały punkt, który zbliżał się w moją stronę. Pomyślałem, że satelita, ale to coś stawało się coraz większe. Po kilkunastu sekundach ten obiekt osiągnął wielkość około 1/3 wielkości Księżyca w pełni i zawisł nad moim garażem (około 30 metrów ode mnie). Wisiał tak nieruchomo przez może 10 sekund, po czym z ogromną prędkością "wystrzelił" na zachód. Obiekt miała kształt kuli o białej, zimnej barwie, trochę wpadającej w niebieski. Do dzisiaj się zastanawiam co to mogło być, ale nie mam pojęcia.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 paź 2015, 15:04 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 kwie 2015, 20:45
Posty: 7
Rosenthal , dar66, dzięki :*
wracam dalej bujać w obłokach.

ale jeszcze wrócę :D



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 paź 2015, 17:55 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 sie 2015, 17:52
Posty: 150
Płeć: kobieta
Lokalizacja: łódzkie
Ponoć po śmierci dusze "wiszą" w powietrzu jakieś 40 ziemskich dni.
Moja mama parę razy, po stracie kogoś bliskiego, miała sny po ok. 40 dniach od śmierci danej osoby. W tych snach np. widziała swoją babcię, która coś wyszywała i mówiła do mamy: "jest mi tutaj dobrze, nie przejmuj się".
Inaczej ma się sprawa w przypadku samobójców. Oni muszą odpokutować kilkanaście lat! Przynajmniej do takich wniosków ostatnio doszłam po swoich doświadczeniach oraz po doświadczeniach mojej rodzicielki.
Po samobójczej śmierci mojego ojca, moja matka miała niemiłe sny związane z miejscem w którym doszło do jego śmierci. Przez wiele lat gdy jego postać śniła się mnie lub mojej mamie, zwiastowało to coś złego. W snach był on zawsze czymś zajęty, raczej nie zwracał na nas uwagi. Czasem wypełniał całą masę papierów, czasem gdzieś się pojawił przechodząc obok. Tak więc zawsze ostrzegałyśmy siebie gdy nam się śnił. 2 lub 3 razy moja mama miała wypadki samochodowe (nie aż tak groźne dla jej lub mojego zdrowia, najwyżej szyja nadwyrężona), moja siostra bardzo dotkliwie poparzyła sobie palec, wpadła w szybę rozcinając sobie twarz i szyję (milimetry od tętnicy!). A to wszystko w dniu w którym któraś z nas miała sen z tatą.
W 2013 i 2014 raczej nam się nie śnił a gdy się śnił, nic się nie działo. Śnił się coraz rzadziej aż w ogóle przestał.
Jednakże któregoś razu (pół roku albo rok temu, wybacz mi moje nieogarnięcie czasu tego wszystkiego) przyśniło mi się, że idę od swojego domu do przejścia dla pieszych razem z mamą trzymającą za rękę ojca. Milczałam, oni rozmawiali, ale nawet we śnie nie rozumiałam słów. Byli dla siebie bardzo mili, chyba trochę wspominali i się śmiali. Mam wrażenie, że wyszliśmy z ciemności i zimna, długo miałam odwróconą głowę w tamtym kierunku, zmierzaliśmy ku światłu, ciepłu i radości. Może byłam tym tak przejęta i zdezorientowana, i dlatego nie słuchałam o czym mówią. Stanęliśmy przy przejściu dla pieszych (ja byłam małą dziewczynką, sięgałam mojej niewysokiej mamie do bioder, najwyżej do pasa), ojciec z mamą złapali się za obie ręce, dali sobie buziaka, przytulili się do siebie, do mnie powiedział, że musi już iść i jest szczęśliwy. Gdy pojawiło się zielone światło, on przeszedł przez pasy. Z mamą chyba wracałyśmy w kierunku ciemności, zimna, samotności i smutku. Nie pamiętam czy obudziłam się gdy był w połowie drogi czy doszedł na drugą stronę i przywitał się z ludźmi. Bo po drugiej stronie byli ludzie. Mieli różne kolory skóry, byli raczej wszyscy koło 30-stki, uśmiechali się, parę osób tańczyło, praktycznie każdy z każdym rozmawiał, nie było bariery językowej. Mieli taką samą białą szatę jaką miał mój ojciec w tymże śnie.
Pfff i gdzie tu coś paranormalnego? Po co tyle pisania? Chciałam ci nakreślić całą sytuację aby ogarnąć jej... dziwność.
O tymże śnie nie powiedziałam mamie. Czułam spokój po obudzeniu się, a nie dziwny niepokój jak zwykle po śnie z jego postacią. Możliwe, że wspomniałam tylko mamie, że mi się śnił, czasem nie opowiadałyśmy sobie jak nam się śnił. Jedyne czego jestem na 100% pewna to to, że absolutnie nie opisywałam jej snu w jakikolwiek sposób.
Może miesiąc później moja mama powiedziała mi, że śnił jej się mój ojciec. Zaczęła mi opisywać sen a ja zaczęłam wtrącać to, co mi się śniło. Zrobiła wielkie oczy i spytała o co chodzi, skąd to wiem? W końcu miałam identyczny sen.
Całkiem ciekawe, nie?
Po śmierci bliskiej mnie i mojej mamie osobie w tym roku, po ok. miesiącu obie miałyśmy sen o tejże osobie. Mnie się śniła postać tej osoby, mojej mamie mieszkanie. Nie pamiętam snu w ogóle, pamiętam zamgloną scenę i to, że gdy się obudziłam myślałam o tej osobie i jeszcze pamiętałam ten sen. Ostatnio rzadko kiedy pamiętam sny a kiedyś pamiętałam wszystkie jakie miałam podczas snu :załamka: Bardzo żałuję, że żadnego ze snów nie jestem już w stanie odtworzyć tak dobrze, aby móc go na prawdę przeanalizować.
W każdym razie niezła jazda, nie? :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 31 gru 2015, 1:20 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 kwie 2015, 20:45
Posty: 7
Cyt. powyżej
Dla każdego są inne metody.Niejednokrotnie na zasadzie prób,dopasowań,potknięć,błędów,
Jest tu i sporo tematyki w kwestii rozwoju osobistego,są opisy,doświadczenia... do wyboru i kolorytu.

Napisałem w ogólniku,bo nie ma idealnego i jednostkowo dopasowanego sposobu na rozwój
Rosenthal pisze:
Naciśnij klamkę... Ona już nie może się doczekać :tak:

Każdy staje w jakimś momencie swego życia przed jakimiś drzwiami,może ich być wiele.I nie chodzi tu oczywiście o drzwi fizyczne.
Chodzi o wybór odpowiednich dla danej chwili/etapu-otworzyć,wejść-zostać albo się wycofać,spróbować otworzyć inne.Nie wyłamywać.Niekiedy same się otworzą...bez afirmacji typu "sezamie,no otwórz się wreszcie"
Pozdrawiam :uśmiech:[/quote]



..........................................................

Dar66, Rosenthal - tak się złożyło, że przeszłam coaching - i powiem - polecam. potrząsnęło to mną!!! O niebo jest lepiej. wiem na czym stoję i co dalej chcę robić. I to mnie tak pogania do działania. Polecam wszystkim którzy nie wiedzą co ze sobą zrobić - jak ja kiedyś. trzeba sobie posprzątać w głowie. I tropić przekonania - jak mówi moja coach. Trafiłam świetnie. To poszerza świadomość. i żadne tablety tak nie działają. w porównaniu do psychotropów - wtedy tylko było ustabilizowanie -ale bez logicznego myślenia. Teraz jest ustabilizowanie dzięki myśleniu. :zakochany: :spoko:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 31 gru 2015, 15:48 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 lis 2015, 0:30
Posty: 114
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Droga Mleczna Ziemia
Hej Ann :) Ale dla czego uważasz że około 40 zawieszenia jakiegoś jest Faktem? Bo śniło się jakoś komuś coś w Twojej okolicy w podobnym przedziale czasowym? Bez względu na interpretacje samych snów, to niczego ani nie wyjaśnia ani nie dowodzi, skąd wiec te niepodważalne fakty się spytam z ciekawości bom dociekliwa baba :P

Pozdrowionka :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 sty 2016, 16:50 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 sie 2015, 17:52
Posty: 150
Płeć: kobieta
Lokalizacja: łódzkie
SeJa pisze:
Hej Ann :) Ale dla czego uważasz że około 40 zawieszenia jakiegoś jest Faktem? Bo śniło się jakoś komuś coś w Twojej okolicy w podobnym przedziale czasowym? Bez względu na interpretacje samych snów, to niczego ani nie wyjaśnia ani nie dowodzi, skąd wiec te niepodważalne fakty się spytam z ciekawości bom dociekliwa baba :P

Pozdrowionka :)

Nie nie nie. Ja twierdzę, że faktem jest to, że mnie oraz mamie akurat w okolicach dnia 40 od daty śmierci bliskiej osobie śni się nam ona po raz ostatni. Nie twierdzę, że mam rację w tym sensie, że głoszę prawdęabsolutną i niepodważalną :lol: Twierdzę, że wiem co mi się śniło i po ilu dniach. Jest to dla mnie fakt, bo doświadczyłam tego ja sama. Kto chce niech dywaguje co JA widziałam, o czym śniłam i co mi mówiła mama :lol: :lol: Nigdzie nie twierdzę, że to niepodważalne fakty i nie zaczynam tworzyć jakiegoś kultu snu o zmarłych. Mruga Faktem jest, że mnie i mamie po 40 dniach/w okolicy 40 dnia śni się po raz ostatni zmarła osoba. I to DLA MNIE jest fakt niepodważalny z tego względu, że sama o tym śniłam, sama to zauważyłam i dopiero wtedy poszłam o tym powiedzieć mamie, która mnie zaskoczyła swoją teorią o "przebywaniu duszy między światami przez 40 dni ziemskich". Czy to jest prawda nie mam pojęcia XD Kiedyś się dowiem co jest prawdą. JAK UMRĘ ;) Mogłam pierwszy post napisać w stylu: ja miałam taki sen, potem moja mama miała taki sam i to było dziwne, nara.
Ale pomyślałam, że dodam do niego pewne zdarzenia i teorie. Nie po to żeby komuś coś narzucać, bo po co? Raczej po to żeby ktoś przedstawił swojąteorię, dał mi do myślenia, bo na razie założenie mojej mamy wydaje mi się bardzo prawdopodobne. Tym bardziej, że zanim dowiedziałam się o jej teorii "przebywaniu duszy między światami przez 40 dni ziemskich" już się sprawdzała. W przypadku mojego ojca sny skończyły się po ok 15 latach od daty śmierci. Ale ale był on samobójcą. Być może przerwał jakieś wydarzenia, karmę, cośpo co tu został zesłany i musiał odpokutować? A może pożyłby te 15 lat na ziemi i nie mógł odejść w spokoju póki te lata nie miną? Zbieg okoliczności z tym samym snem jest dla mnie nie do przyjęcia. Nic mamie nie mówiłam, a ona opowiada mi ten sam sen który ja miałam. No błagam. Z detalami typu: ludzie po drugiej stronie ulicy mieli białe szaty, uśmiechali się, kolory świateł drogowych itp.
Ja tylko dywaguję skąd to, co to może oznaczać i czy może dusze (bo wierzę w energię zwaną duszą, ale nazywajmy to jak kto chce) wiszą średnio 40 dni, bo każdy czymś nabroił w życiu. Czy noworodki od razu gdzieś przechodzą? NIKT nie wie i się nie dowie póki nie umrze. Takie jest moje stanowisko. Lecz w głębi na prawdę się nad tym wszystkim zastanawiam, bo... czasem można :)
Rozumiesz? Nie mówię, że moje sny są dowodem na coś, nie nie. Mam pojęcie o bardzo małej ilości rzeczy, jestem skromnym, małym człowiekiem. Może po prostu jakieś nici energetyczne sprowokowały jeden ten sam sen w różnym czasie? A oddziałujące na psychikę wspomnienia po zmarłych utrzymują się ok 40 dni i stąd ostatnie sny po 40 dniach? (a potem to tylko wspomnienia do których można się słabo uśmiechnąć, bo większość emocji i uczućz nas uszła, bo względnie poradziliśmy sobie ze stratą.
Wiem tylko co mi się śniło i co mówiła mi mama ;) Reszta to gdybania. Swoją drogą ciekawa jestem jak dużo osób zauważyło taką względność jak moja mama, a potem ja.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 sty 2016, 17:09 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 lis 2015, 0:30
Posty: 114
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Droga Mleczna Ziemia
Aha Dziękuję Ci za odpowiedz. Rozumiem, Faktem jest Twoje Doświadczenie jakim z Nami się podzieliłaś i już. :)

Pozdro :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 13 sty 2016, 20:32 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
Tak sobie wcześniej czytałem step by step owy temat i jemu podobne w pokrewnych działach/tematach,dotyczących waszych własnych przeżyć,własnych doznań,własnych metod i celów wlasnego rozwoju,duchowego rozwoju.
Nie jest tu istotne czy dotyczy to typowych i czasem trudno zrozumiałych snów,które niekiedy wcale typowymi snami nie są ,a są doznaniami z innych [sobie własnych i sobie tylko znanych] form istnienia.
Nieraz zastanawiałem się nad tego typu kwestią,a ciągle odpowiedzi praktycznie docelowej brak-jak to jest,że większość z was doznaje tak skrajnych nierzadko przeżyć,jak to jest,że sporo spośród użytkowników tutaj jak i czytających przeżywa i doświadcza takich wyższych stanów zaistnienia,niedostępnych dla typowego "Kowalskiego",czy "Nowakowej".
No ok,jak nie sny to własna ścieżka,czyli z grubszej rurki wyrzucając:sobie obrany sposób na podniesienie wibracji,na podwyższenie sobie sposobu percepcji odbioru tej rzeczywitsości,na poszerzenie sobie uśpionych zmysłów-by lepiej umysłem pojmować otaczający świat.Można mnożyć to wszystko co dotyczy własnego rozwoju,duchowego,czy inaczej ujmując-własnego,obranego sposobu widzenia
i odbierania owej rzeczywistości.
Ale STOP.
Czego ja,Ty,Wy,My,Oni doświadczamy?
Czy przypadkiem nie obijamy się wokół własnej iluzji i będąc przy tym typowymi EGOISTAMI?
Własny rozwój,własne doznania,poza niedostępnymi dla większości granicami,własne to,tamto...no kurde.
A gdzie się podziali w tym wszystkim Ci,którzy byli dla was w życiu bliscy,a odeszli z tego świata?
Ojciec,Matka,Siostra,Brat....?
Są nieosiągalni w tych przeżyciach,w tych wyższych stanach i eksploracjach własnych umysłów??
No więc gdzie są i dlaczego czytając co poniekiedy przeróżne blogi,fora traktujące o sposobach,metodach własnego rozwoju nie ma za cholerę wzmianki nawet o napotkaniu czy próbie nawiązania z takimi Istnieniami kontaktu?Wszędzie "doświadczyłem/łam tego,tamtego",doznałem/łam tego,tamtego...itp.
Praktykujący zaawansowanie jogę,czy inne formy samodoskonalenia-co jest grane,że ciągle i gdzie się nie spotkam czy nie doczytam to wszędzie sposoby,metody dla innych,gdzie to a tamto jest the best,a dla każdego jest zupełnie odpowiednie coś innego,ale wszyscy mają swój uniwersalny przepis
dla siebie a próbują zarazić tym innych,niejako po swoich własnych doświadczeniach.
No ok,ale znowu pytanie-kto i gdzie spośród takich was,nawet mając jakąś z lekka poszerzoną formę nazwijmy to samoświadomości spróbował eksplorując najdalsze zakamarki swego umysłu,swych wewnętrznych "wszechświatów" ,dotrzeć do tych spośród waszego własnego otoczenia którzy z tego świata już wcześniej odeszli?Przecież ONI istnieją obok,wewnątrz tych światów,są w zasięgu dostrzeżenia,odczucia.
Że co?-są w niższych światach?
A może trzeba wyciągnąć astralną łapę i ich podnieść,wpomóc,wskazać drogę?

Jakoś cisza,wszyscy skupieni na sobie....a nie wierzę,że się nie da i nie uwierzę,nikomu!
Jak zawsze trzeba chęci i zawsze trzeba mieć na uwadze ,że skoro dane Ci było w tym życiu doświadczyć rzeczy wykraczających poza wszelakie normy postrzegania niedostępne dla innych to trzeba pamiętać nie tylko o tych,którzy jeszcze mają fizyczne ubranko ale przede wszystkim o tych,których już nie ma tutaj.
Znaleźć do nich drogę,odnaleźc,pomóc.Czasem wystarczy drobinka energii czy przekazanie myślokształtu,bo się na przykłąd zagubili czy nie potrafią się wydostać z jakiejś sfery/strefy.
Tak sobie popisałem,a wiele musiałbym jeszcze powrzucać,bo przychodzą momenty gdzie nie potrafię załapać o co wam,praktykującym egoistom chodzi w tym życiu...no sorry,bez urazy.
Tak,to są moje,na teraz przeżycia-paranormalne
Można mi nawrzucać teraz cokolwiek,nie zadziała :uśmiech:

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 13 sty 2016, 21:23 
Offline
Perfect Master * 5th Degree
Perfect Master * 5th Degree

Rejestracja: 05 gru 2015, 1:56
Posty: 43
Płeć: mężczyzna
dar66, myślę, że mógłbyś precyzyjniej opisać swoje uczucie, ale być może obawiasz się reakcji otoczenia? Mnie ciekawi to co piszesz.
Cytuj:
Czy przypadkiem nie obijamy się wokół własnej iluzji i będąc przy tym typowymi EGOISTAMI?

Dla mnie rozwój duchowy nie jest jednoznaczny z mistycznymi doznaniami, jednakże jeśli chodzi o doświadczanie jaźni.... okazuje się że z czasem człowiek coraz bardziej uczy się tego, że nic nie istnieje poza nim i iluzją, którą stwarza. Jakby nie brzmiało to banalnie, to wiem.
Cytuj:
A gdzie się podziali w tym wszystkim Ci,którzy byli dla was w życiu bliscy,a odeszli z tego świata?
Ojciec,Matka,Siostra,Brat....?
Zależy o jakim paranormalnym doświadczeniu piszesz. Dla mnie motywacją do ćwiczenia np. podróży astralnych było spotkanie zmarłego dziadka. Spotkałem go. Jednak im bliższego wymiaru, z perspektywy jaźni doświadczam, to okazuje się że formę dziadka i swoją, z którą się utożsamiłem stwarzam ja. Tak czy inaczej, wszystko kręci się wokół własnej przygody. Im silniej czuje się swoją indywidualność i samotność, tym bogatsze mogą być relacje z innymi ludźmi. Może wydawać się to przerażające, ale gdy się do tego dojrzeje duchowo, a nie wymusi poprzez agresywne metody, to staje się pięknem. Ludzie mają ze sobą różne powiązania, czasami za życia, czasami w innych wymiarach. Rozwój duchowy pozwala docenić i cieszyć się ludźmi którzy są wokoło. Przestają być problemem i warunkiem koniecznym do zaistnienia szczęścia. Można dzielić z nimi szczęście i w każdym z nich dostrzec pomocny element w realizacji własnej iluzji. Sami też uczestniczymy w iluzji innych ludzi i od nich zależy, czy będą wykorzystywać nas na własną korzyć. To zależy od tego, czy jest się odpowiedzialnym za własny akt tworzenia życia.

Cytuj:
Tak sobie popisałem,a wiele musiałbym jeszcze powrzucać,bo przychodzą momenty gdzie nie potrafię załapać o co wam,praktykującym egoistom chodzi w tym życiu...no sorry,bez urazy.
Pisz... życie jest ciekawe, dzielimy tą samą przestrzeń a mamy zupełnie inny doświadczenia. Ja na ogół otaczałem się ludźmi, którzy wręcz poświęcali swoje fizyczne życie dla zmarłych dusz, by odzyskiwać je. Ja sam zresztą kiedyś czyniłem w podobny sposób.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 13 sty 2016, 22:23 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 sie 2015, 17:52
Posty: 150
Płeć: kobieta
Lokalizacja: łódzkie
dar66 będzie wszystkim łatwiej (tobie pisać, nam czytać) jeśli zamiast mówić jacy jesteśmy pominiesz czasem takie wtrącenia, albo dodasz "według mnie". To niby logiczne, ale wiele potrafi zmienić w odbiorze. Osobiście uważam się za niezbyt tępą, ale też nie za orła; nie zrozumiałam twojego przekazu. Może to twoja wina a może wina tego, że czytałam w hałasie i nie mogłam się skupić. W zasadzie to nie do końca wiem czy to jest już twoja skończona myśl i pewne postrzeganie rzeczy na tę chwilę, czy raczej jesteś w toku przemyśleń i akurat poddenerwowałeś się czymś albo sfrustrowałeś i dlatego tak tu napisałeś. Pisz, bo jest nas już dwoje ciekawskich.

(osobiście nie uważam żeby dusze mogły się w astralu zagubić - nazewnictwo nie jest ważne każdy wie o co mi chodzi - ale prymitywną lub też nie formę wyciągnięcia ręki, o której piszesz, spełnia modlitwa za zmarłych. Chyba zawsze coś. Jedna z wielu teorii głosi, że na Ziemi mamy do czynienia z bardzo starymi duszami z którymi nic się nie dzieje bez ich zgody. Ale pff co my wiemy na pewno? Bo co jest kreacją naszego umysłu i zmysłów a co jest prawdziwe tylko osiągalne dla nielicznych? NIKT nie wie i może się nie dowie. Można tylko gdybać, przekrzykiwać się, ale proponuję przedstawianie swoich poglądów i rozważanie cudzych bez krytyki w stronę tej osoby, bo nie twierdzę, żeby w ogóle wszystko chłonąć jak gąbka.)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 13 sty 2016, 22:43 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
Ann_Lakszmi
ale tak to pisałem,sam od siebie i po jakiś własnych przemyśleniach.Owszem sporo można rozwinąć dalej,ale już np pakując rar'em zaistniało zapytanie-jak to jest,że ci wszyscy,którzy mają doświadczenia np podczas wieloletnich medytacji czy eksplorowania własnych doświadczeń nie próbowali nawiązać kontaktów ze zmarłymi,sobie bliskimi-w ten deseń mnie to zastanawiało.Poruszać się po innych rzeczywistościach,zaistnieć tam,doświadczać,nawet mieć formy kontaktu telepatycznego z...?
Ale nie ma wzmianki nigdzie,oprócz tych którzy się tym zajmują,czyli mają taki dar,np tutaj:
http://www.afterlife-knowledge.com.pl/f ... 167d3d8a86
I nie wiem co pokopałem w poprzednim poście,a czytałem po sobie ze 3razy :bezradny:


Mateusz Dragwa
nie,nie obawiam się żadnych reakcji-wiesz dlaczego?
Jest już naprawdę mało rzeczy na których mi tak naprawdę zależy[można to głupio zrozumieć,ale to dobre słowa]

widzisz,ktoś kiedys powiedział,że my,jako ludzie istniejemy i się wszczepiamy w światy istniejące poza naszymi zmysłami,że fizycznie jakby ingerujemy i stajemy się intruzami zaburzającymi te inne formy istnienia przeplatające się wokół nas-to prawda.
To my żyjemy w Ich świecie,a nie Oni w naszym.
Można to umownie nakreślić,że jakby poniekąd stwarzamy,moderujemy te inne rzeczywistości wokół siebie-myśli,uczucia,to co wpajane i to co wywalamy sobą na zewnątrz siebie-pseudokreacje w większości.
To my jesteśmy intruzami,i to od Nas zależy Ich sposób nawet istnienia,bo niby nawet tak zwany Astral i jego poziomy-to wszystko nie jest formą istnienia ubraną w sztywne szaty-to ciągle jest zmienne i poszerzane in plus i in minus-mowa oczywiście o tych 4ech poniższych,jak chyba się orientujesz.
Piszę-intruzami,ponieważ ilość na teraz ludzi,którzy wywalają z siebie,wysyłają myślokształty o złym zabarwieniu jest naprawdę porażająca.Musi nastąpić jakiś reset by to wyrównać,oby nie taki typowo likwidujący jakąś sporą część mieszkańców tej nibyplanety,chociaż różnie to może być-nawet nie ma takiego jasnowidza,który by to poogarniał po prawdzie.Za duży miszmasz mamy w tych czasach,i pomimo,że ponoć jest to kontrolowane na dość znacznym poziomie.

A tak już bardziej tematycznie,bo chyba się z tym tutaj nie spotkałem,a raczej chyba nigdzie.
W jakiś sposób i dość dawno dotarło do mnie,że w samej kwestii istnienia tutaj i "potem" jest pewne jakby dla co poniektórych [ciężko określić] ludzi tutaj prawidło,trudno mi określić nawet jak to wygląda nawet procentowo-żyjesz,umierasz,znikasz stąd.Masz swoje imię ,nazwisko [X,Y] i musisz wiedzieć,że nie ma takiego określenia czasu w którym nie mógłbyś zaistnieć jako owy X,Y-w sensie ciągłości istnienia.Miałeś swoje narodziny,przeżyłeś moment swojego odejścia stąd i istniejesz.W liniowym określeniu czasu-zawsze istniejesz.To od Ciebie zależy co chcesz "potem" uczynić-zespolić się,zachowując swoją odrębność,czy wtopić się totalnie w większą formę swojej WJ [Wyższej Jaźni] i stać się współbytem,współistnieniem.
Tak to miałem jakby pokazane[mie wiem po kiego na wtedy,a z 30 lat temu albo więcej].
Od dziecka mnie niejako wkurzało-no jak to jest-ktoś istnieje,żyje,znika i jeeb,zero kontaktu.
Są niby sposoby na kontakt,ale więcej jest pułapek niż udanych prób.
Mnie się jakby na razie udało,po niedawnej stracie bliskiej mi Przyjaciółki[z cholernie dużych liter].
I nie ma schodów,szatanów,debilnych demonów, ani armat,które by mi to przerwały.
Nawet nie miałem bladego pojęcia w odczuciu co oznacza słowo "wszechmiłość",powaga....nie do ogarnięcia to jest...

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 14 sty 2016, 0:11 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 lis 2015, 0:30
Posty: 114
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Droga Mleczna Ziemia
Wmówiono nam również że Nekromancja i Przywoływanie Duchów jest nie tylko Bardzo Niebezpieczne i potrafi być zwodnicze. To w Stosunku do Bliskich, jakich przecież i znamy, i znamy Ich poglądy i tak dalej, więc nie bardzo jest sens się dopytywać o sprawy tego świata. No i myślę sobie że, troszkę też jest tak, iż Ci bliscy nie są dla nas nawet i w życiu większymi autorytetami, jak to mówią nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Myślimy sie że i tak nic sensownego nam nie powiedzą co do tamtego świata, boją się ludzie bliskich że wiedzą o ich występkach ... bo są obłudni i występni (Ogólnie). To jeszcze bywa to Bolesne, takie przywoływanie bliskich, gdzie raczej są rytuały bardziej pożegnalne.

No i wielu z Nich już wróciło, inni w zasadzie nigdy nie Żyli, więc kiedy rozpada się ciało fizyczne rozpada się i Jego Forma Antropomorficzna czyli Ciało Astralne, średnio po roku jak gdzieś nie przyssie, albo nie ma innych sposobów, no nie ważne bo to troszkę inny temat, choć doprawdy większość to są Autoprojekcje, jak i właśnie utożsamione programy energetyczne czyli te Ciała Astralne. Bardzo niewiele jest prawdziwych kontaktów z tymi jacy Odeszli.

No i bla bla bla, jednak mnie tez ostatnio podobnie jak Dar66 uderzyło że, przez to jakoś odcinamy się od wsparcia, mądrości Przodków i to jest ciekawe zagadnienie. Bo kiedyś jakoś ludzie potrafili czerpać z tego dziedzictwa jednocześnie nie dając się wkręcać, znaczy sobie szkodzić. A Tu w sumie w cenie jakieś Nieweryfikowalne postaci, najlepiej z innych całkiem światów czy planet i wciskają co chcą.

Zgubiliśmy Szacunek nawet do żyjących Krewnych czy Bliskich, nie szanuje się starszych ... To nie jest dobrze.

Edit:
To może przy okazji może troszkę enigmatycznie ale napąkne że to nie jest tak z tym wracaniem że jest jakiś limit. Średnio w "Zaświatach" i tak jest się około roku, albo i kilku set lat, czy wręcz wieczność. Jednak z uwagi na względność pojęcia Czasu, no i tam jest Inna Przestrzeń w innym Czasie (Czasoprzestrzeń) to można się urodzić ponownie / powrócić nawet za życia Tu, taki paradoks. Albo powrócić 1000lat wcześniej, lub później o ile jest jakieś później ;) Więc nie ma Reguł, Dusza czy też w wyższym poziomie świadomości Duch, nie jest ograniczony czasem, ani tu ani nigdzie. Dla tego bez względu ile czasu gdzieś spędzimy, a spędzimy ile potrzebujemy, tak jak i Tu. To Wcielamy się w dogodnym dla nas Czasie i nie musi być liniowy. Choć dla nas wspomnienia, o ile pamiętamy są Liniowe, to jednak trudno mówić o liniowej chronologii.
A Ci co wiedzą, pewnie nie piszą dla tego że jest wiele wątków na raz, wolą coś jak wywiad na gg, taki channeling w stylu krótkiego pytania, gdzie mogą rozwinąć odpowiedz. Nie chce się pisać książki w odpowiedzi na każdy post, więc pewnie dla tego często milczą, tak myślę :) Nie można mówić iż nikt nie wie i że pewnie się nie dowiemy, bo to jest zobowiązujące, nasze założenia są naszymi ograniczeniami.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 lut 2016, 0:07 
Offline
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik

Rejestracja: 16 lut 2016, 23:44
Posty: 1
Płeć: mężczyzna
witam chcialem sie podzielic moimi doswiadczeniami ktore przydazyly mi sie w ubieglym roku .
A wiec zaczelo sie od przeczytania pewnej ksiazki o technikach manipulacji i wtedy uswiadomilem sobie ze moge wszystko.Od tamtaj pory zaczely sie dziac rozne dzwine rzeczy np. widzialem ducha,jakies cienie,nastepnie sterowalem pogoda wywolalem burze.Po tych wydarzeniach trafilem do psychiatryka siedzialem tam okolo 2 tyg
przyjmujac rozne psychotropy.w trakcie pobytu w tym szpitalu poznalem mlodego 18 letniego chlopaka,ktory mial podobne doswiadczenia co ja.Opanowal telekineze/ telepatie i potrafil rozne dziwne rzeczy .Po powrocie do domu wszystko bylo jak dawniej



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 23 maja 2016, 17:36 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 23 maja 2016, 17:32
Posty: 5
Płeć: mężczyzna
Mam takie obrazy w głowie że komuś pokazuje moje nadgarstki i widać moje żyły i trzyma mnie za żyły w tym miejscu 2 palcami i On je trzyma i coś mówi i Ja się zmieniam doskonale mam jak by to powiedzieć inną moc.

Wie ktoś co to za rytuał kogo ???



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 28 maja 2016, 12:11 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 kwie 2015, 15:12
Posty: 60
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Poznań
Śni ci się to, czy masz tak na jawie? Jak na jawie, to te obrazy przychodzą ci same do głowy, czy po prostu je sobie wyobrażasz?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 cze 2016, 14:07 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 23 sie 2014, 16:59
Posty: 91
Witam.

Chciałem tutaj przedstawić coś dziwnego, co mi się przydarzyło w ten Piątek (tj. 3.06.2016) w rejonie Mielca. Zdarzenie dotyczy czasu.
Jechałem rano do pracy na godz. 7:00. Muszę nadmienić, że od miejsca zamieszkania do miejsca pracy mam 46 km do pokonania. Jeżdżąc tą trasą już jakieś 10 lat podzieliłem sobie ją na w miarę równe 4 odcinki, jeśli chodzi o czas pokonywania tej trasy i mniej więcej wychodzi mi po 10 minut.
Nadmieniam, że ostatni odcinek, który mam do pokonania trwa 10 minut - dokładnie z zegarkiem w ręku. I właśnie na tym odcinku coś się stało z czasem.
Kiedy wjeżdżam na most to z tego mostu do zakładu, gdzie pracuję mam zawsze (chcę to podkreślić) 10 minut drogi. Jeżdżąc tyle lat musiałem sobie taki system wypracować, żeby wiedzieć czy się spóźnię czy nie:))) tak chyba wiele osób ma:))) nic nadzwyczajnego. Jestem po studiach wyższych technicznych , więc zwracam uwagę na różne techniczne aspekty jazdy a szczególnie takie jak czas. Myślę, że to nikogo nie dziwi.
Wracając do zdarzenia, gdy byłem na tym moście to zegar w samochodzie pokazywał mi 6:50 a GPS pokazywał mi 7:04 (to jest czas dotarcia do zakładu pracy) co mnie zdziwiło, bo zawsze pokazywał mi 7:00. Ale dla pewności spojrzałem jeszcze na komórkę obok i tam też była godzina 6:50. Pomyślałem, że chyba GPS się pomylił, źle przeliczył, ale pewnie zaraz się poprawi. za jakieś kilkaset metrów dojechałem do drugiego mostu, pod którym przejeżdżam. Znowu spojrzałem na zegarek w samochodzie i była już 6:53 co mnie troszkę zdziwiło, bo pokonałem może niecały kilometr - a tu 3 minuty minęły - to zdecydowanie za dużo. Na komórce była ta sama godzina 6:53. GPS pokazuje dalej 7:04 nie chce się przestawić na 7:00 (bo tak mi zawsze pokazuje jak na owym moście mam 6:50 na zegarkach). Zastanowiło mnie to ale jadę dalej jeszcze ufając, że to GPS się myli bo ja zawsze z owego mostu mam tylko 10 minut drogi a nawet jak dam gazu to i w 9 minut się wyrobie. Ale martwiła mnie tylko ta 6:53 dlaczego tak nagle się zrobiła. przejechałem może ze 2 kilometry patrzę na zegarek w samochodzie a tu jest 6:57 wtedy się zdziwiłem wręcz oniemiałem patrzę na komórkę to samo wskazanie 6:57 a nie ujechałem jeszcze połowy trasy. GPS pokazuje dalej swoje 7:04 teraz już wiedziałem, że dojadę zgodnie z tym co pokazuje GPS. Tylko dlaczego na moście miałem czas 6:50 i spokój , że dojadę na 7:00 a tu nagle zmieniło się na przestrzeni 3 km na 6:57 co się stało z 4 czy 5 minutami, które nagle gdzieś się zapodziały. Zaznaczam, że latami pokonuję tą trasę i wykluczam jakieś moje przeoczenie bo zawsze się spieszę i szczególnie na ostatnim odcinku dokładnie sprawdzam zegarek. Jeśli jestem na moście o 6:50 to nie ma opcji, że się spóźnię. Trasa była spokojna bez zatorów. A jednak coś się stało z minimum 4 minutami. Czas nagle pokazał się inny poszedł kilka minut do przodu, ale GPS pokazywał swoje.
To był rejon Mielca a dokładnie Sadkowa Góra - taka miejscowość. Czy komuś tu na forum się coś takiego przytrafiło? Jak to racjonalnie wytłumaczyć?

Pozdrawiam.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 cze 2016, 14:51 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 sie 2015, 17:52
Posty: 150
Płeć: kobieta
Lokalizacja: łódzkie
Mam kilka luźnych pomysłów.
Pierwsze - trochę spiskowe. Chmury elektro-magnetyczne i takie sprawy. Może gdzieś w okolicy akurat zamontowali jakiś nadajnik, albo antenę, którą włączono w piątek rano, poszedł impuls i troszkę ześwirowały gadżety. Nie znam się, daję pomysły do przemyślenia, rozwinięcia.
Drugie - czas jest rzeczą indywidualną.
Trzecie - być może nieświadomie wpłynąłeś na czas, niektórzy ponoć umieją go sobie wydłużać lub skracać.
Czwarte - przyćmiło ci umysł i nie do końca ogarnąłeś co się dzieje.
Piąte - to jest elektronika, która bywa zawodna i potrafi nam płatać psikusy - ot tak.

O proszę. Poszłam przerzucić sajgonki na drugą stronę, poszło mi to bardzo szybko, bo było ich kilka a przerzucanie rzeczy na patelni za pomocą szpatułki to żaden wyczyn. Miałam to zrobić o 17:03, więc poszłam. Wróciłam i była 17:05. Mogłabym przysiąc, że zajęło mi to max 30 sekund.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 cze 2016, 22:07 
Ja też kilka razy miałem zdarzenie z czasem, lecz nie stricte z zegarkiem. Miewam - zazwyczaj podczas jazdy autem, która jest dla mnie ucieczką , kocham to - gdy mam oczyszczony umysł, w ułamku sekundy (czy to był ułamek - mogę nie pamiętać) łapie tak jakby stan nieważkości, jadę autem, porusza się wszystko w tempie zwolnionym, lecz otoczenie wygląda też jakoś inaczej, Ultra HD to przy tym comodore, kierownica, droga, drzewa zdają się być w lekkim ruchu symbolami i zmieniają położenie, a ja również w tym stanie spadam powiedzmy poniżej tego obrazu, jakbym mdlał świadomie i padał na fotel pasażera. Jednakże nie wpływa to bezpieczeństwo jazdy, nie trwa w czasie rzeczywistym, nie padam na żaden fotel, pobocza czy rowu nie zaliczam :) Porównałbym to do jakiegoś odgałęzienia OOBE , ale ten ciekawy stan kończy się w momencie gdy, umysł zaczyna mieć ogromną ochotę wykorzystać owy moment do jakiegoś równie ciekawego działania.

Również podczas jazdy autem jadąc długą trasą przed siebie doświadczam czegoś jak przejścia na drugą stronę lustra uświadamiając sobie, że nie jadę przed siebie lecz wgłąb siebie, swojej głowy w wykreowanym w sposób niepojęty przez siebie świecie. W tych momentach również prawie da się wejść w stan w/w nieważkości.

Teraz .. w "czasie'(?) gdy ostatnio mam kryzys wściekłości na swoją drogę do prawdy i środowisk ezo, dostaję od tej strony jakby namacalne sygnały, że jednak może się mylę tracąc w to wiarę, lub moja głowa jest już tym tak zajęta, że sama tworzy owe sytuację, ale....
Właśnie w momencie kulminacyjnej wściekłości na drogę do 'świadomości' i pieprzone zło na ziemi, chciałem to wykrzyczeć prosto w ryj jakiemuś Bogowi samozwańczemu, jak np. klan rothschild... zacząłem szukać w necie możliwości skontaktowania się z kimkolwiek z nimi związanymi i już mocno zmęczony nie wiedząc co robić zrobiłem coś śmiesznego. Na ich oficjalnej stronie, w zwykłej wyszukiwarce zacząłem pisać że ich czas dobiega końca, nadchodzi siła miłości, rothschild die itp... Położyłem się do łóżka zmęczony...
nie minęła chwila jak coś dziwnie zaczęło wokół mnie w ciszy jakby tak pstrykać, jakby coś skakało po liściach kwiatów w pokoju.. W oknie wśród gęstych drzew w ciemności zaczęły się wśród pomarańczowej poświaty, formować demoniczne twarze, węże, gady itp.. myślę sobie : - Mam co chciałem, wychyliłem się, pewnie gałąź drzewa, lub pnącze kwiatu udusi mnie we śnie... ale zwalczyłem strach i potraktowałem to jak marna próba zastraszenia mnie, w poświacie pomarańczu wzbudzić tylko niskie wibracje. Wyśmiałem, olałem, zasnąłem.

W środku nocy przebudziłem się, wstałem napić się wody obok łóżka w ciemnościach i już całkowicie rozbudzony zobaczyłem mocno świecący na pomarańczowo jakby przeźroczysty ezoteryczny kryształ. Mrugałem oczami i nie dowierzałem. Myślę sobie, gdzie ja się obudziłem, pokój też był jakiś inny taki mistyczny. W końcu wymrugałem ten stan bo jednak okazało się, że nie byłem dobrze rozbudzony, a obudziłem się snem we śnie jednakże wstając i pijąc tę wodę. Jednak pokój nie był żadnym mistycznym miejscem, a kryształ okazał się przyciskiem w listwie przedłużacza - pomarańczowym, lecz ok. 5 krotnie mniejszym i innego kształtu.

Następnego dnia jadąc trasą dalej miałem doświadczenia z kolorami, mianowicie poboczami snuły się pasy fioletowe, moje ręce raz emitowały kolor zielony, i powróciły z dawna nie pokazujące się nieraz snopy iskierek przed oczami, lub jedna pojedyncza tak jakby ktoś rysikiem szybko lub przypadkiem maznął coś po ekranie dotykowym, którym w tym przypadku są moje oczy.

Doświadczam od tych momentów czegoś innego niż do tej pory, prawdopodobnie swoją wściekłością na rzekomy brak sensu związany z szukaniem istoty własnego bytu, dałem kopa swojej podświadomości do wzmożenia i stymulacji mojej istoty tutaj do dalszych poszukiwań. Dochodzę stopniowo do wniosku, że jest taki stan, w którym można opanować wszelkie nagle urywane stany świadomości, na tyle aby w sposób rozumiany jako niemożliwy lub magiczny zmienić tok wydarzeń w swoim otoczeniu, lub po prostu w swoim własnym świecie, a każdy ma swój w stanie spoczynku jeżeli nie złapie w garść mistycznych narzędzi i lawiruje po światach kreowanych przez innych oraz tych w stanie spoczynku, biernych... I nie piszę tu o 5 zmysłowym choć mądrym powiedzeniu "Wszystko w twoich rękach", o kreowaniu rzeczywistości, krzykiem, płaczem, pracą - choć to ważne. To o czym piszę jest delikatniejsze niż trzepot skrzydła motyla. To iskra w środku świadomości, iskra którą możemy być gdy tylko - nie zrozumiemy - ale hiper realnie poczujemy, że nie jedziemy przed siebie gdy jedziemy autem (na przykład). Jedziemy w głąb siebie.



Na górę
   
 
 
Post: 26 cze 2016, 23:36 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 20 maja 2015, 14:14
Posty: 11
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Kujawy
Prekognicja. Mam to odkąd skończyłem 13 lat (teraz mam 21).
Zawsze gdy wychodzę np. do szkoły, urzędu, wiem kiedy nie pójdę, czy dzień będzie udany czy nie. Czy np. nie będzie jakiejś lekcji.
Ostatnio miałem wizytę u lekarza. Czułem, że wizyta będzie, krótka, niby będę zadowolony, ale nic wlaściwie nie załatwię. I co? Znowu się sprawdziło.
Przeczucie dotyczy zwykle wydarzeń na następny dzień. Ale raz przewidziałem na 2 tygodnie przed. Miałem jechać do szpitala na miesiąc na terapię. Byłem całkowicie pewien, że do tego nie dojdzie. Finał był taki, że do szpitala pojechałem, ale skończyło się na tygodniowej diagnostyce.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 28 cze 2016, 23:12 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 cze 2016, 22:08
Posty: 5
Płeć: mężczyzna
Witam. Temat dość ciekawy tak więc i ja dodam swoje trzy grosze. A mianowicie moja przygoda zaczęła się w wieku około 5-6 lat gdy spiąć obudził mnie dziwne odgłosy( szuranie, chlipanie) moim oczom ukazała się głową proaiecia z oczyma palącymi się jak ognie, zaczęła coś mówić po dziwnemu ciesząc się przy tym. Nie potrafię do dziś tego zapomnieć. Co ciekawe to co doświadczam zaczęło się po jakichś 10 latach od tego "urojenia". Ogólnie nie śnie zbyt często ale jeżeli mam śnić dobrze o tym wiem bo pojawia mi się jasna kropeczka na jawie a sen jest zdrowo pokręcony. Dodatkowo raz w miesiącu mam bezsenną jedna noc dokładnie przed pełnia. Rzeczywistość oraz to co ma być rozpatruje wielowatkowo z ogromną paletą możliwości i zmiennych, nie umiem inaczej. Podobnie z odczuwaniem, emocje innych osób odczytuje szybko i bezbłędnie, nie lubię widzieć cudzych oczu, za dużo w nich widać. Jeśli chodzi o odczuwanie obecności to najczęściej objawja się to poprzez uczucie chłodu i to uczucie. Od taka namiastka dnia z dniem. Można by wymieniać dużo ale nie lubię się rozpisywać :bezradny:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 lip 2016, 19:32 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 23 maja 2016, 17:32
Posty: 5
Płeć: mężczyzna
Opiszę moją wizję na Jawie.
Mam takie migawki.
Pierwsza migawka schodzę schodami pięknymi marmurowymi i czuje spojrzenia innych.
Kolejna moja migawka jestem w Sali, podchodzi do mnie kapłan(osoba posiadająca potężną władzę) w pięknej czerwieni, Ja wiedząc co się zbliżam pokazuje mu swoje dłonie nadgarstki(miejsce gdzie bada się puls). On dotyka mnie dłońmi swoimi w nadgarstki i czuję taki powiem energii przekazywanej wiedzy. Widzę wokół siebie jakiś ludzi i wiem że to co mi robi ten kapłan jest bardzo ważne.
Zastanawia mnie o co to chodzi.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 30 sie 2016, 20:36 
Offline
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik

Rejestracja: 28 sie 2016, 15:28
Posty: 1
Płeć: kobieta
Od kilkunastu lat dostaję przekazy z drugiej strony od istot niematerialnych, zamykałam się na nie jednak w kryzysowej sytuacji postanowiłam się na nie otworzyć. Rzeczywiście, sprawdziło się, czytam dużo na ten temat, rozwijają się u mnie zdolności parapsychiczne które przez lata tłumiłam. Nie są jednak regularne, nie przychodzą kiedy próbuje sama się z nimi skontaktować (może robię coś nie tak?), a spontanicznie co jakiś czas (wizje i przepowiednie się sprawdzają, fakty które mi przekazują składają się w logiczną całość, myśli wkładane mi w głowę, które są "inne" jakby nie moje i zupełnie nie w moim stylu). Istota twierdzi, że sama mnie wybrała, odnosi się do mnie z szacunkiem i troską, a także dba o moich przyjaciół. Zachęca mnie do zajmowania się paroma dziedzinami nauk ścisłych i społecznych. Ma ktoś na forum podobne kontakty i mógłby się podzielić ze mną swoimi spostrzeżeniami na ten temat?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Widzenia
Post: 28 mar 2017, 21:00 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 31 sty 2017, 23:12
Posty: 122
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Bayern
Zaczynam ten temat , by sie podzielic wlasnymi doswiadczeniami, a moze i wy macie podobne?
Pierwsze widzenia mialem po mojej pierwszej smierci klinicznej, z tym ze to bylo rzadko, raz na 3 ,4 lata.
Po tym gdy przezylem po raz trzeci przejscie na druga strone, takie widzenia pojawiaja sie czesciej. Pierwsze dwa mialem jeszcze na sali intensywnej terapi, ale dotyczyly mojej dalszej rekowanlenscencji.
Roznica miedzy takimi widzeniami a snem jest zdecydowana, raz to nawet usilowalem sie uszczypnac, i zabolalo, poza tym sny szybko zapominam a te widzenia mam ciagle w pamieci, i pamieam je ze szczegolami. Z poczatku myslalem ze to moze z powodu niedotlenienia mozgu, ale mam 95-98 % , co w moim przypadku jst bardzo dobre. Co prawda przed 7 laty jak zabralo mnie pogotowie to pamietam jak lekarz mi mierzyl absorbcje tlenu i pamietam jak mowil 68 , pozniej 64 , i na tym sie mi film urwal. Na intensywnej teraji jak sie ocknalem po 10 godzinach to mialem w granicach 92-94 %, wiec to co widzialem nie moglo byc objawami niedotlenieniaWiekszosc tych widzen jak mniemam dotyczy mnie osobiscie i mojej przyszlosci. Chociaz mysle ze nie tylko, jak np. takie jedno z moich pierwszych widzen;
Ide ulica przyprowadzam moja corke ze szkoly. Jakis czas idziemy razem, pozniej moja corka skrecila w strone parku , gdzie przez skroty idzie sie do domu. Ja szedlem dalej prosto, nagle zobaczylem przed soba mojego wroga, po prostu wiedzialem ze to jest moj wrog, rozpedzilem sie skoczylem w powietrzy i latajac porwalem tego wroga , unioslem go do gory i zrzucilem na ziemie. Byl unieszkodliwiony. Zdarzalo sie to ze trzy razy. Wiedzialem ze wszyscy moj wrogowie sa pokonani, i wtedy spotkalem syna mojego najgorszego wroga, ktory jak okazalo sie byl rowniez moim wrogiem. Rowniez unioslem go w powietrze, lecz nie chcialem go zrzucic na tej ulicy tylko chcialem mu pokazac, jak wyglada rzeczywisty upadek, i zabralem go do Rzymu , by zrzucic go z wysokosci najwiekszej koscielnej wiezy.W rzymie lecialem z nim tak gdzies na wysokosci parteru, mijalismy zlocone katedry, i budynki. Zeby go zrzucic polecialem w gore . Im wyzej bylem to te koscioly sie zmienialy, im wyzej to wieksza ruina, a na samym szczycie wypalone doszczetnie ruiny. Nie pamietam czy go zrzucilem, ale bylem wstrzasniety tym widokiem. Nie wiem jak znalazlem sie , tym razem sam w Kijowie, wiedzialem doskonale ze to Kijow. Tam w poblizu byla taka wielka gora w ksztalcie piramidy , cala usiana grobami. Wyladowalem gdzies w srodku wysokosci tej piramidy, z jednej strony mialem grob Boleslawa Chrobrego , a z drugiej Lenina. Wiem ze hierarchia tych grobow na wazne znaczenie, ich ulozenie na odpowieniej wysokosci od podstawy. U gory na szczycie tej piramidy widzialem swiatlo, i udalem sie do niego. Swiatlo to widzialem za kazdym razem gdy przechodzilem na tamta strone, widzialem go rowniez w kilku moich widzeniach, ja wiem co lub kto to jest.
Jak temat kogos jeszcze zainteresuje, to moge opisac jeszcze kilka innych moich niezbyt osobistych widzen.
Wiem ze tematy; widzen, smierci klinicznej, to sa tematy niezbyt przyjemne do opisywania przez przechodzacego je. Sam wiem po sobie, ze jezeli opisywalem przezycie mojej smierci klionicznej , czy widzen, to czesto spotykalem sie z pukaniem po glowie. Tutaj jest to ze w zasadzie jestem anonimowy. A po drugie ludzie reprezentuja tu troche inne poglady, i sa innym poziomie poznania.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 237 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1 ... 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group