Forum DI
http://davidicke.pl/forum/

"Związki"
http://davidicke.pl/forum/zwiazki-t7196.html
Strona 1 z 3

Autor:  Bonadea [ 24 maja 2011, 14:43 ]
Tytuł:  "Związki"

Cała ta iluzja związana z tym, czym jest Kościół, tak mnie męczy... I jeszcze bardziej komplikuje i tak trudne wybory życiowe. Gdybym była samotną matką, to mogłabym podjąć decyzję: nie chrzcić, nie szczepić itp. Ale jak się żyje w małżeństwie, w którym druga strona jest całkowicie pro: katolicka, lekomańska itp. to dopiero ma się zagwozdkę zyciową.
A a propos tematu wątku, to byłam oblapiana przez księdza, mając lat naście. Do dziś pamiętam jego obleśny rozpalony wzrok i mdli mnie od tego...

Autor:  Sponsor [ 24 maja 2011, 14:43 ]
Tytuł:  "Związki"


Autor:  admIIn [ 24 maja 2011, 14:52 ]
Tytuł:  Re: Ksiądz: seks z dorosłym nie szkodzi dziecku

Bonadea pisze:
... Ale jak się żyje w małżeństwie, w którym druga strona jest całkowicie pro: katolicka, lekomańska itp. to dopiero ma się zagwozdkę życiową. ...


no sorry ale jak się idzie do marketu to się wybiera / przebiera z 5 różnych gatunków tego samego groszku a małżeństwo to nie rosyjska ruletka, jeśli wybiera się świadomie to w czym problem. Zupełnie tego nie rozumiem, zawiera się związek dla związku (dla siebie i partnera) czy dla komfortu otoczenia. :zły:

To nie średniowiecze gdzie rodzina decydowała o wybranku / partnerze. Źle wybrać a później się wk... i męczyć - zupełnie nie rozumiem tego masochizmu. :wacko: :ninja: To chyba jakaś katolicka jego odmiana, specjalnej troski.

ps.
Piszę o tym dlatego bo widzę bo patrzę (obserwuję) w otoczeniu jak się ludzie ze sobą męczą jakby mieli jakiś niewidzialny łańcuch. :shock: :?

Autor:  La_Mandragora [ 24 maja 2011, 15:05 ]
Tytuł:  Re: Ksiądz: seks z dorosłym nie szkodzi dziecku

Bonadea pisze:
Cała ta iluzja związana z tym, czym jest Kościół, tak mnie męczy... I jeszcze bardziej komplikuje i tak trudne wybory życiowe. Gdybym była samotną matką, to mogłabym podjąć decyzję: nie chrzcić, nie szczepić itp. Ale jak się żyje w małżeństwie, w którym druga strona jest całkowicie pro: katolicka, lekomańska itp. to dopiero ma się zagwozdkę zyciową.


To wszystko kwestia dogadania sie. Naprawde. Ojciec moich corek tez lekoman (antybiotyk dobry na wszystko, a przeziebienie to smiertelna choroba :lol: :mrgreen: ) i dodatkowo muzulmanin, moja rodzina to swiadkowie jehowy pol na pol z katolikami. Takze wszelakie naciski z roznych stron.
Kazdy chce dobrze i kazdy chcialby doradzac, napierac, wywierac nacisk... a ja jestem pewna jednego.
Wazne, aby w jakimkolwiek temacie, w ktorym chce sie przekonac druga strone, byc samemu 100% przekonanym o slusznosci takiego a nie innego podejscia do danego tematu. Poza tym wazny jest szacunek do przekonan innych.
Jednak nie powinien on zabijac naszej asertywnosci.
Ja dopiero wtedy podejmowalam rozmowe na tematy: wychowanie religijne: TAK czy NIE?, szczepienie itd. gdy wiedzialam, ze bede miala (rozsadna, pelna szacunku dla drugiej strony i swiadoma) odpowiedz na kazde mozliwe pytanie.
Takze mysle, ze takie problemy to nie problemy... ;) :bukiet:

PS. Dla mnie zadna, powtarzam... zadna religia nie wchodzi w rachube jako moja osobista droga zyciowa. :so:
A co wybiora w przyszlosci moje corki - zaakceptuje ich kazdy jeden wybor.

Autor:  Al Mudrasim [ 24 maja 2011, 17:40 ]
Tytuł:  Re: Ksiądz: seks z dorosłym nie szkodzi dziecku

timewave pisze:
Bonadea pisze:
... Ale jak się żyje w małżeństwie, w którym druga strona jest całkowicie pro: katolicka, lekomańska itp. to dopiero ma się zagwozdkę życiową. ...


no sorry ale jak się idzie do marketu to się wybiera / przebiera z 5 różnych gatunków tego samego groszku a małżeństwo to nie rosyjska ruletka, jeśli wybiera się świadomie to w czym problem. Zupełnie tego nie rozumiem, zawiera się związek dla związku (dla siebie i partnera) czy dla komfortu otoczenia. :zły:

To nie średniowiecze gdzie rodzina decydowała o wybranku / partnerze. Źle wybrać a później się wk... i męczyć - zupełnie nie rozumiem tego masochizmu. :wacko: :ninja: To chyba jakaś katolicka jego odmiana, specjalnej troski.

ps.
Piszę o tym dlatego bo widzę bo patrzę (obserwuję) w otoczeniu jak się ludzie ze sobą męczą jakby mieli jakiś niewidzialny łańcuch. :shock: :?


Pozwolę się z Tobą nie zgodzić. Owszem, na początku może i z pewnością wszystko gra,buczy i pasuje, ale człowiek to nie krowa, po 5 lub 10 latach może się mu zmienić. Problem może być w tym,że jedna strona się rozwija, poszerza horyzonty, zmieniają się priorytety i zmienia się wizja matrixa, a druga strona tkwi nadal w okopach swoich wklepanych do głowy przekonań i dogmatów, a na dodatek broni ich jak niepodległości . Wtedy zaczyna się ostra jazda bez trzymanki :D .

Autor:  La_Mandragora [ 24 maja 2011, 17:54 ]
Tytuł:  Re: Ksiądz: seks z dorosłym nie szkodzi dziecku

Al Mudrasim pisze:

Pozwolę się z Tobą nie zgodzić. Owszem, na początku może i z pewnością wszystko gra,buczy i pasuje, ale człowiek to nie krowa, po 5 lub 10 latach może się mu zmienić. Problem może być w tym,że jedna strona się rozwija, poszerza horyzonty, zmieniają się priorytety i zmienia się wizja matrixa, a druga strona tkwi nadal w okopach swoich wklepanych do głowy przekonań i dogmatów, a na dodatek broni ich jak niepodległości . Wtedy zaczyna się ostra jazda bez trzymanki :D .


I tak bywa... :tak:

Autor:  admIIn [ 24 maja 2011, 18:07 ]
Tytuł:  Re: Ksiądz: seks z dorosłym nie szkodzi dziecku

Owszem ludzie się zmieniają ale czy każdy się zmienia po 5 czy 10 latach i to diametralnie. Jeden tak drugi nie, po 10 latach jest podobny / przewidywalny a tym samym może zacząć się jawić partnerowi jako ktoś nudny; ktoś inny w tym miejscu powie, że to stabilizacja. Osobiście nie wyobrażam sobie czegoś takiego jak stabilizacja bo przeczy to doświadczaniu i nie mylić tu z poszukiwaniem nowych wrażeń z nowymi partnerkami tu jestem tradycjonalistą. To, że w pewnym sensie muszę zmieniać co kilka lat zajęcia / zainteresowania to już inna sprawa. Nie umiem latami tkwić w czymś tym samym (jedynie toleruję ten sam związek) ale właśnie z kimś zmiennym ale paradoksalnie stałym / pewnym / sprawdzonym / przewidywalnym ale nie stojącym i drepczącym w miejscu i tu będę konserwatystą.

Po prostu nie mogę zdzierżyć sytuacji w których najpierw ludzie się żenią a potem dopiero myślą co w konsekwencji powoduje wzrost rozwodów jako oczywisty skutek (najczęściej abstrakcyjnych oczekiwań własnego ego).

Mam w związku z tym trochę kosztowne plany. Piękna sprawa... ale nie jestem podłączony do maszynki fed. :D

ps.
Schodzimy na offtop więc przerzucam żeby nie przepadło do hydepark p.t. "związki" albo "oświecenie a związek".

Autor:  KingOvNothing [ 24 maja 2011, 20:35 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

Sama nazwa - związek wszystko tłumaczy.
Jak chcesz być związany/a to nie płacz ,że Ci ciasno i powietrza brak.
Tak naprawdę nie ma miłości bez wolności.
Nie ma życia bez wolności.
Takie związki,które miałem okazję obserwować to patologia i wynaturzenie.
Ale ponoć ( Mruga ) takie mamy czasy...wynaturzone :wacko: :dobani: :o

Autor:  camel [ 24 maja 2011, 21:26 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

jako praktykujący "związkowiec" ze stażem , ośmielam się wysnuć pewną hipotezę

w związku najważniejszy jest SZACUNEK
a pieniądze ( brak , czy nadmiar ) zabijają szacunek

ale nie martwcie się za kilka lat zobaczymy w telewizji reklamę
WEJDZ DO LIDLA , ALDI, KAUFLANDU - WYBIERZEMY DLA CIEBIE PARTNERA NA MIARĘ TWOICH DANYCH BIOMETRYCZNYCH :) - PROMOCJA - 4,99


nikomu nie jest łatwo - a tym bardziej dzielić się informacjami z DI

hmmmmm. lepiej niech nie wiedzą - pożyją dłużej w nieświadomości ;)

Autor:  Barbara Mała [ 25 maja 2011, 9:46 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

camel pisze:
jako praktykujący "związkowiec" ze stażem , ośmielam się wysnuć pewną hipotezę

w związku najważniejszy jest SZACUNEK
a pieniądze ( brak , czy nadmiar ) zabijają szacunek

to całkiem możliwe z tym marketem . Już portale (kojarzące ponoć związki )wpychające się nachalnie reklamą na skrytki pocztowe to obiecują
phpBB [video]

Autor:  Małowiedzący [ 25 maja 2011, 14:16 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

Wiem co na myśli ma timewave.Może zdarzyć się tak, że świadomy wybór może być gorszy niż ten nieświadomy- mam na myśli tzw. toksyczne związki. Gdy jemu chodzi o dobry towar a jej o kasę na kobiece pierdoły.

Bywały czasy kiedy byłem świadkiem "miłości" i pięknych słów wypowiadanych ze wzajemnością- kochanie...Przychodziła impreza i widziałem niezłe akcje- oczywiście ja byłem z daleka. :mrgreen: :lol:

Niestety takie patologię system rodzi.

Trochę rozumiem kobiety bo z tego co myślę inne założenia one mają co do związku i z innych sfer te założenia się wywodzą niż u mężczyzn więc tego wszystkiego tak logicznie nie da się poukładać.

Tak jak ktoś napisał- w związku jest ważny szacunek, miłość przyjdzie i nie- ona nie jest wykładnikiem długofalowego szczęścia w związku- nim jest szacunek. Poza tym zbieżne poglądy i podobne zamiłowania/spędzanie wolnego czasu to tylko plusy.

Dla mnie także ważne jest podejście matki do dziecka- kobieta z którą będę się wiązał musi pokazać swoje odpowiednie nastawienie do dzieci, umieć nimi rozważnie się zaopiekować, a nie tylko puszczać pod tv,- jako jedyny słuszny sposób na wychowanie malucha- to dla mnie bardzo ważne.

Dogadanie się w sferze seksualnej to też ważna rzecz, tym bardziej, że ta nawet najpiękniejsza może być drętwa jak bal drewna. :lol:

To sobie temat wybrałem, nigdy nie byłem jeszcze w związku i mam czelność się produkować. :lol:
Ale swoją drogą nie musiałem być w związku by mnie i drugą osobę okrzyknąć starym małżeństwem (toksyczna zazdrość :ninja: ) więc może słusznie streszczam. :tak: :)

Autor:  stefan1967 [ 25 maja 2011, 16:14 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

W zwiazku musi byc milosc i szacunek danie partnerowi swobody dopiero to ma sens,praktykuje to w swoim zwiazku 25 lat i jestem szczesliwy i co wazne kochamy sie tak samo jak ćwierć wieku temu :hejka:

Autor:  Bonadea [ 01 lip 2011, 19:49 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

No proszę, dopiero zauważyłam że mój post został przeniesiony do nowego wątku o tytule "związki" i jeszcze go otwiera. Konia z rzędem temu, który mi wytłumaczy, dlaczego niby z tego mojego postu ma wynikać, że męczę się w swoim związku? Bo sie nie męczę. Raczej pisząc tak chciałam zilustrować problem, że jak sie zyje w związku, to jest koniecznośc wypracowywania kompromisów, bo udział w decyzji chcą miec obie strony. Więc jesli jedna strona mówi "chrzcić", "szczepić" a druga "nie chrzcić", "nie szczepić" to wtedy jest "zagwozdka" i to powazna. A tu robią ze mnie sierotę, co się tak poświęca i płacze po kątach, że druga połówka nie taka jak trzeba a inni wredną babę, co siedzi w związku dla samego związku.
To sa nadinterpretacje.

Autor:  Yennefer [ 02 lip 2011, 20:22 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

Ludzie przestali ze sobą rozmawiać i to jest główny problem obecnych związków.
Na początku cud miód,a później wszystko się wypala i co?.....cisza heheh,ciche dni,miesiące..separacja.
W ogóle człowiek traktuje drugiego przedmiotowo,bezosobowo i jak w takim świecie mają dorastać
nowe pokolenia z wartościami?

Autor:  La_Mandragora [ 02 lip 2011, 20:43 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

Yennefer pisze:
Ludzie przestali ze sobą rozmawiać i to jest główny problem obecnych związków.

Pytanie, ile z tych par potrafilo rzeczywiscie kiedykolwiek ze soba rozmawiac? Mruga Z moich obserwacji wynika, ze wiele zwiazkow powstaje na podstawie wzajemnej atrakcyjnosci fizycznej, uwodzenia sie a co za tym idzie, grania roli, zeby zrobic jak najlepsze wrazenie. Rozmowy schodza na plan drugi a sygnaly wysylane do drugiej osoby sa falszywe.
Oczywiscie nie jest tak zawsze i wszedzie, ale czesto.

Yennefer pisze:
Na początku cud miód,a później wszystko się wypala i co?.....cisza heheh,ciche dni,miesiące..separacja.

Pytanie, co sie wypala? Czy rzeczywiste uczucie moze sie wypalic, jezeli ma solidne podstawy? A moze po prostu spadaja klapki z oczu i dochodzi do glosu prawda, ze to, co nam sie wydawalo to tylko nasze wyobrazenie a rzeczywistosc jest inna? Czesto widzi sie partnera tak, jakby sie chcialo, zeby on byl. Ja lubie to, to pewno i on to lubi. Moim celem zyciowym jest to - pewnie i jego/jej celem zyciowym jest to. Potem okazuje sie nierzadko, ze ciagnie sie w dwoch roznych kierunkach.
I temu wszystkiemu jestesmy w sumie tylko my winni. Mruga

Autor:  La_Mandragora [ 03 lip 2011, 8:47 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

Pijawa pisze:
zgłoś do prokuratury i żądaj odszkodowania za straty moralne... wiem że kasa na takie rzeczy sie nie przekłada ale tylko kasa działa na kler i ich wnerwia


@Pijawa... poniewaz sie przypiles pod moim postem zapytam "Kto i czemu ma zadac odszkodowania za straty moralne?" Reszty nie za bardzo rozumiem z tym klerem... :mrgreen: :lol:


Cytuj:
na tym polegają związki (to do wytłuszczonego) inne opieraja się na kasie bo kobiety tylko na dwie rzeczy patrzą, znaczy przepraszam - nie kobiety tylko samiczki, na urodę i na kasę.


Wow... moje zostalo wytluszczone. :lol: Ozeszty... Samczyku (bo przeciez wg Ciebie mezczyzni to nie mezczyni tylko samczyki :tak: ).

Autor:  phillip [ 03 lip 2011, 11:49 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

Nie szczep i wypisz z kosciola. Postaw na swoim. Rob w to co wierzysz, masz do tego takie same prawa.
Juz dawno mialem sie wypisac z kosciola ale mi nie podrodze. Jak bede sie chcial zenic to polece do las vegas i zamiast ksiedza bede mial Elvisa Presleya ;D

Autor:  grx [ 02 sie 2011, 15:43 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

Pokolenie facetów wychowanych przez kobiety,czy kolejna baba to dobre rozwiązanie...

Autor:  La_Mandragora [ 16 sty 2012, 11:45 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

Heh... tak sobie jakis czas temu (moze 2 tyg. temu jakos) rozmawialam z pewnym gosciem (taksowkarz, ktory po 5. minutach znajomosci opowiedzial mi duza czesc swojego zycia a reszte zapowiedzial, ze chetnie by opowiedzial, ale na to trzeba co najmniej 2 dni, a tak w ogole to on samotny itp. :mrgreen: aha... dostalam miano super kogos tam... niewazne, i to po 5. minutach siedzenia w taksowce! :shock: :boisie: )... :mrgreen: :? :o
No wlasnie... tak sie zastanawialam nad zwiazkami itp. i myslalam sobie, na ile wazna jest szczerosc... a na ile role odgrywaja wyobrazenia jakie sie chce miec o swoim wymarzonym partnerze.
Ja jestem milosniczka szczerosci. Nie przedstawiam siebie w rozowym swietle... no i za to mi sie niezle oberwalo... chociazby w malzenstwie. No coz... sa ludzie, ktorzy nie moga udzwignac prawdy. Po chwilach oszukiwania siebie... czarna rozpacz.
Zastanawia mnie wiec czy dla zwiazku dobra jest szczerosc czy nie? Moze warto klamac, rysowac swoja osobe w rozowym swietle... Moze to byl wlasnie moj blad (no tak miedzy cala masa innych)... :)
To takie ogolne przemyslenia w tym jakze zawilym watku... :mrgreen: :boisie:

Autor:  grx [ 16 sty 2012, 13:01 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

nie znam zadnego szczerego związku... to znaczy znam ale to nie są szczere związki :mrgreen: :lol: tylko jakieś takie :wacko:

edit:
prawdziwa bezwarunkowa miłość ,rzadko jest doceniana

Autor:  Luna [ 16 sty 2012, 15:02 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

grx pisze:
edit:
prawdziwa bezwarunkowa miłość ,rzadko jest doceniana


Otóż to grx! :tak: Dlatego właśnie tak rzadko się zdarza. :uśmiech:


Pozdrawiam cieplutko :hejka:

Autor:  La_Mandragora [ 16 sty 2012, 15:24 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

No ja z kolei mam jakos takie rozne doswiadczenia wynikajace z obserwacji roznych par dookola... tych bardzo blisko, nieco dalej... i tak z dystansu. Owszem... rozne sa, ale i bywaja takie, ktore trzymia sie i to dosc ok...

Ja wiem, ze np. w sezonie godowym :D mamy puszenie ogona i wypinanie cyca... ale mnie zastanawia ogolnie taka rzecz... na ile kreslimy sobie obraz partnera a na ile potrafimy udzwignac to, jaki on jest naprawde? Mruga

I na ile poplaca bycie szczerym? Bo np. moze byc tak, ze sie jest szczerym a partner nie potrafi z tym zyc... :lol: Coby to tam nie bylo... no.

Takze praktyka mowi... klamac. :evil: :cooo?:

Milosc bezwarunkowa... piekne slowo... Kogo w praktyce, w konfrontacji z zyciem na nia stac?

Pewno i sa takie osoby... (ja siebie stawiam raczej w rzedzie osob Beziehungsunfähig :twisted: :mrgreen: )...

Takie moje oto przemyslenia... :hmmm:

Autor:  barbelo [ 16 sty 2012, 16:26 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

:mrgreen: :lol:
phpBB [video]

Autor:  Anetka [ 17 sty 2012, 14:04 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

Miłość bezwarunkowa jest możliwa na ziemi, jak najbardziej. I zdarza się coraz częściej.
Że nie jest póki co powszechna? To kwestia czasu...
Tylko dzięki niej przeżyjemy jako ludzkość, więc tak naprawdę nie mamy wyboru, jak tylko się na nią otworzyć.

I ja jak zwykle z drugiej strony Was zapytam.

Czy jesteście w stanie PRZYJĄĆ miłość bezwarunkową?

W pierwszym momencie każdy odpowie - a co za problem, oczywiście. Ale zastanówcie się dobrze nad tym pytaniem. A najlepiej sprawdźcie na sobie, czy przyjmujecie bezwarunkową miłość z pełną otwartością?
Ciekawa jestem Waszych odpowiedzi.
Pozdrawiam :)

Autor:  rekrul [ 17 sty 2012, 14:10 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

Miłość jest tylko przez chwilę coś jak "spuszczenie się przez faceta", później jest tzw. życie :mrgreen:

Autor:  Anetka [ 17 sty 2012, 14:59 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

rekrul,
Współczuję Ci.
Bezwarunkowo.

Autor:  rekrul [ 19 sty 2012, 13:52 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

Anetka pisze:
rekrul,
Współczuję Ci.
Bezwarunkowo.


Możesz rozwinąć, tak bezwarunkowo :?

Autor:  Anetka [ 20 sty 2012, 13:17 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

Co tu rozwijać?
Współczuję Ci takiego postrzegania miłości.
Chyba, że chodzi Ci o coś innego, to sam rozwiń.

Bezwarunkowa miłość to przepływ. I nic więcej.

Szkoda, że nikt nie odniósł się do mojego pytania, bo odpowiedzi naprawde mogłyby poszerzyć horyzonty.
No, ale jak nie ma chętnych, to się nie wyrywam.

Autor:  Nazwa_użytkownika [ 20 sty 2012, 14:09 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

La_Mandragora pisze:
Milosc bezwarunkowa... piekne slowo... Kogo w praktyce, w konfrontacji z zyciem na nia stac?


deMello pisze:
Jeśli naprawdę pragniesz swego przebudzenia, to chciałbym, abyś najpierw zrozumiał, że w gruncie rzeczy nie chcesz się przebudzić. Pierwszym krokiem do przebudzenia jest uczciwe przyznanie się, że to ci się nie podoba. Nie chcesz być szczęśliwy. Chcesz przeprowadzić mały test? No to spróbujmy. Zajmie ci to dokładnie minutę. Możesz zamknąć oczy lub pozostawić je otwarte. To nie ma znaczenia. Pomyśl o kimś, kogo bardzo kochasz, z kim jesteś bardzo blisko, o kimś, kto jest ci bardzo drogi i powiedz do niego w myślach: "Bardziej pragnę być szczęśliwy, niż mieć ciebie". Zobacz, co się dzieje. "Wolę być szczęśliwy, niż mieć ciebie. Gdybym miał możliwość wyboru, bez wahania wybrałbym szczęście". Ilu z was podczas wypowiadania tych słów czuło się egoistami? Sądzę, że wielu. Widzicie, co z nami zrobiono? Zobaczcie, jak w was wdrukowano myślenie: "Jak mogę być takim egoistą". Ale spójrzcie, kto tu jest egoistą. Wyobraź sobie osobę, która mówi do ciebie: "Jak możesz być takim egoistą, że wybierasz szczęście zamiast mnie?" Czy nie miałbyś ochoty wówczas jej odpowiedzieć: "Wybacz, ale jak możesz być takim egoistą, żeby wymagać ode mnie, bym wyżej cenił ciebie od szczęścia?"

Pewna kobieta opowiadała mi, że kiedy była dzieckiem, jej kuzyn-jezuita głosił rekolekcje w kościele jezuitów w Milwaukee. Każdą konferencję rozpoczynał słowami:

- "Spełnieniem miłości jest poświecenie, jej miarą brak egoizmu". Wspaniałe stwierdzenie.

Zapytałem ją: - Czy chciałabyś, abym cię kochał kosztem mego szczęścia?

- Tak - odparła.

Jakież to urzekające! Czyż to nie cudowne? Kochałaby mnie kosztem swego szczęścia, a ja kochałbym ją kosztem mego szczęścia. I tak mielibyśmy w konsekwencji dwie nieszczęśliwe istoty. Ale to nieważne, niech żyje miłość.



Tak mi się skojarzyło :tak:

Anetka pisze:
Bezwarunkowa miłość to przepływ. I nic więcej.

Przepływ tylko do męża i dzieci? :cooo?:


Anetka pisze:
Czy jesteście w stanie PRZYJĄĆ miłość bezwarunkową?

Mogę przyjąć ale nic w zamian dać nie zamierzam

Autor:  La_Mandragora [ 20 sty 2012, 14:22 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

Nazwa_uzytkownika... ciekawe jest to, o czym piszesz, jednak w moim przypadku nietrafne.
Nie wyobrazam sobie trzymania kogos przy sobie na sile lub bycia z kims na sile. Nie wiem w imie czego by to mialo byc?
Sa pewne czynniki, ktore pokazuja, czy ludzie sa ze soba szczesliwi czy nie... Jezeli nie sa... to nic na sile! Dla mnie nie jest oznaka milosci bycie ze soba na zasadzie "ze soba zyc nie umieja, ale bez siebie tez"... wiec sa ze soba czy im dobrze czy zle.

Czasem przychodzi czas pojsc osobnymi drogami... i tak jest dobrze.

Autor:  rekrul [ 20 sty 2012, 15:16 ]
Tytuł:  Re: "Związki"

Anetka pisze:
Bezwarunkowa miłość to przepływ. I nic więcej.


No patrze że zaczynasz rozumieć to tylko chwila ulotna np. podczas sexu, zauroczenia itp. uważasz że jeśli jesteś w związku to "trwasz w miłości" ? przyjrzyj się jeszcze raz temu związkowi :lol: zauważ że często jest tak że matki które mają niby wspaniałych mężów i kochane dzieci po jakimś czasie rozstają się z tą rodziną i idą do innego to samo z facetami, to znaczy że jaka/ki jest ? zła/y ? nie ma już miłości lub jej nie zaznaje ? :lol:

Anetka pisze:
Czy jesteście w stanie PRZYJĄĆ miłość bezwarunkową?


Ja tam biorę ile wlezie tej miłości szczególnie tej fizycznej, ba nawet jak nie ma darmowej to sobie kupuje takową póki można :mrgreen:

La_Mandragora grunt to nie rozbijać rodziny za to ode mnie + :spoko: ale i tak najgorsze jest to że wiem/y jak jest :wacko:

Strona 1 z 3 Strefa czasowa UTC [letni]
Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group
http://www.phpbb.com/