
To zagadnienie pojawiło się w sąsiednim temacie, ale dotyczy w głównej mierze całego naszego życia, dlatego zasługuje na oddzielny temat.
Żyjemy w świecie autorytetów, które chcą być dla nas niedoścignionymi wzorcami w każdej dziedzinie naszego istnienia. Od dzieciństwa korzystamy z autorytetów (począwszy od rodziców), po to, by lepiej dopasować się do społeczeństwa, do grupy - ganieni w dzieciństwie za bycie sobą, uznajemy że nie oczekuje się od nas, byśmy byli sobą, ale byśmy byli inni, niż w rzeczywistości jesteśmy. I stajemy się podobni do kogoś, kto wydaje się pasować lub lepiej do kogoś, kto sam ustala dany nurt - śmieszne, że podziwiamy kogoś, czującego się dobrze w swojej skórze, jednak sami chcemy wejść w jego - dlaczego nie powielamy tej jego cechy?
To nie ważne dlaczego tak się dzieje. Ważne, że czas najwyższy z tym skończyć, wyjść z tłumu takich samych ludzi i odkryć na nowo samego siebie
Narzuconych nam programów nie da się wyłączyć żadnym guziczkiem - trzeba je w pierwszej kolejności rozpoznać, a następnie dokonać przeprogramowania z powrotem na bycie sobą.
Jednym z najbardziej dotkliwych programów, które ustawiają nas w szeregu powtarzaczy, jest brak samoakceptacji - nie ma prawie ludzi, którzy nie chcieliby być przynajmniej trochę inni w jakiejś dziedzinie bytu od siebie samych - ładniejsi, mądrzejsi, silniejsi, bardziej kontaktowi, bardziej majętni, itd itd...
A wystarczy spojrzeć na ludzi o przeciwnych pragnieniach i uzupełniających się cechach - mnie najbardziej rozbraja przykład dziewczyn - jednej z prostymi włosami, drugiej z lokami - stoją na przeciwko siebie i się przegadują jak to by było fajnie mieć włosy tej drugiej, pomimo że widzą, iż tamta druga wcale z nich nie jest zadowolona... To trywialny przykład, ale obrazujący doskonale to o co chodzi w braku akceptacji.
Skupiamy się na swoich pseudo-wadach i patrzymy z utęsknieniem na tych, którzy ich nie posiadają, nie zdając sobie sprawy z tego, że często oni w ten sam sposób patrzą na nas. Do niczego to nie prowadzi, jak tylko do ciągłego uganiania się za marami innych ludzi, za figurkami, które postawiliśmy na swoim prywatnym ołtarzyku i którym oddajemy cześć, lub tylko czujemy żal do siebie, że nie jesteśmy tacy... Nie jesteśmy sobą... Mało tego - brzydzimy się samych siebie! Cóż za perfidia, przekonać człowieka do tego, żeby czuł się gorszym od równego mu człowieka... Jak w takim stanie mógłby on pomyśleć w ogóle, że jest częścią doskonałego stworzenia?
No właśnie - jesteśmy, czy nie jesteśmy częścią doskonałego stworzenia? czy patrząc na ludzkie ciało, na jego możliwości, na jego "rozwiązania techniczne" przekraczające wszelkie nasze zdolności projektowe, możemy w ogóle wątpić? Jeśli samo nasze ciało jest tak doskonałym instrumentem, to dlaczego nam się wydaje, że my sami jesteśmy jacyś nie tacy jak należy?
Otóż jest w tym genialny sposób na zamknięcie nas samych w pudełku naszych własnych niezadowoleń. Jest to wspaniała manipulacja, ale czas za nią podziękować i zwrócić siebie, samemu sobie

Każdy z nas JEST jedyny w swoim rodzaju, co już samo w sobie czyni nas wyjątkowymi - nie potrzebujemy być inni, jesteśmy właśnie TACY. Czy sami kształtowaliśmy nasze istnienie? Jeśli tak, to po co mięlibyśmy zmieniać to co sami stworzyliśmy. Ale jeśli nie, jeśli tylko otrzymaliśmy od kogoś nasz byt, za nic, to dlaczego mielibyśmy mieć coś w nim zmieniać? Nasze ciało, nasze zdolności, to narzędzia z którymi przyszliśmy na ten świat - to nasz potencjał i w tym nasza siła
Dlatego ekstremalnie ważną rzeczą jest uświadomić to sobie i przestać się rozglądać za tym,co nie należy do naszego bytu, a poznać to, co posiadamy i wykorzystać to najlepiej jak tylko potrafimy, dla siebie i innych.
Akceptacja samego siebie jest kluczem do wyzwolenia. Miłość do samego siebie jest siłą, która niszczy wszelkie opory - już wiesz, że to co chcesz zrobić jest właściwe, tylko dlatego, że jest zgodne z Tobą - nie ma znaczenia co powiedzą inni, nie ma znaczenia, co będą o Tobie myśleć, bo Ty doskonale wiesz, co myślisz o sobie i nic więcej się nie liczy! Strach umyka, kiedy stery przejmuje miłość, a ona może się pojawić tylko na gruncie pełnej akceptacji.
Twoje ciało - badaj je, oglądaj, podziwiaj - oto manifestacja boskiej energii, która daje ci możliwość istnienia w tym świecie - nie ma w nim niczego, czego być nie powinno, ani nie brakuje mu niczego. Nie ma niczego za mało, ani za dużo - jest dokładnie takie, jakie ma być - jeśli zdołasz to pojąć, jeśli przeskoczysz ten fałszywy program, który każe ci oceniać je krytycznie, staną przed Tobą otworem Bramy Miłości.
Bramy Miłości nie tylko własnej, ale Miłości w każdej jej postaci - nie może pokochać w pełni drugiej osoby ktoś, kto nie umie pokochać siebie; nie może dać miłości światu ktoś, komu nie starcza miłości dla siebie samego...
Trzeba najpierw pozamiatać na swoim podwórku, zanim zdecyduje się na coś większego

Louise L. Hay w książce "Możesz uzdrowić swoje życie" napisał(a):Jakże byliśmy doskonali jako niemowlęta. Maleńkie dzieci nie muszą nic robić, by stać się doskonałymi. Są takie po prostu i zachowują się tak, jakby o tym wiedziały. Wiedzą o tym, że są centrum Wszechświata. I nie obawiają się poprosić o cokolwiek. Bez zahamowań wyrażają swoje emocje. Wiemy, kiedy dziecko jest niezadowolone. Całe otoczenia o tym wie. wiemy także, kiedy są szczęśliwe, bo ich uśmiechy rozświetlają miejsca, w których przebywają. Są pełne miłości. Niemowlęta umierają, jeśli nie otrzymują miłości. W miarę dorastania uczymy się żyć bez miłości, ale niemowlęta tego nie potrafią. Kochają także każdą część swojego ciała; nawet tę, która wydala. Odznaczają się niebywałą odwagą. Wy też byliście tacy sami. Wszyscy byliśmy tacy sami. Potem zaczęliśmy słuchać dorosłych, którzy nauczyli nas bać się. Tak zaczęliśmy negować swoją wspaniałość.







Zaginiony symbol - Brown Dan

Trzysz cóż to za Muza bo coraz doskonalsze tematy poruszasz 

Nie ma dla mnie pracy to jest minus..
.
,





już jako idealne / doskonałe istoty bez skaz.
