Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 15 gru 2019, 16:30

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 30 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Uczenie się
Post: 12 kwie 2012, 16:57 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 mar 2012, 18:13
Posty: 178
Lokalizacja: 3miasto
Płeć: kobieta
Z góry zaznaczam, że tworząc ten temat, nie chcę wchodzić w sfery filozoficzno-duchowe, gdyż są to doświadczenia subiektywne, różne tunele rzeczywistości każdego z nas. Pragnę skupić się na tym, co jest wspólne dla wszystkich ludzi, co bezpośrednio dotyczy każdego bez względu na kulturę czy pochodzenie. Również chcę aby „udowadnianie rzeczy oczywistych (czakry, dusze, bóg, inkarnacje, astrologia, spiski, NWO, wymiary, gęstości, wibracje niższe i wyższe, anioły, duchy, byty z astrala etc.)” w tym temacie nie stały się powodem do niekończącej się polemiki. Tworzę ten temat z nadzieją, że będzie on miejscem dzielenia się swoją WIEDZĄ, PRAKTYKĄ, DOŚWIADCZENIEM a przede wszystkim stanie się zbiorem KONKRETNYCH NARZĘDZI DO PRACY.

UCZENIE SIĘ A EDUKACJA

Glenn Doman pisze:
Nigdy w historii ludzkości nie było dorosłego naukowca, który miałby połowę tej ciekawości, jaką wykazuje dziecko między osiemnastym miesiącem a czwartym rokiem życia. My dorośli mylimy tę wspaniałą ciekawość z brakiem zdolności do koncentracji. Obserwujemy nasze dzieci uważnie ale nie zawsze rozumiemy ich działanie.

Na przykład, wielu ludzi często używa dwóch bardzo różnych słów zamiennie, jakby znaczyły to samo. Te słowa to UCZYĆ SIĘ i KSZTAŁCIĆ.

W słowniku znajdziemy, że uczyć się znaczy:

1. Nabywać wiedzę lub umiejętność przez studia, instrukcje lub doświadczenie...

Kształcić znaczy:

1. Rozwijać zdolności i możliwości przez nauczanie, instrukcje lub szkolenie... i
2. Dostarczać wykształcenia; posłać do szkoły...

Innymi słowy, uczenie się odnosi się generalnie do procesu zachodzącego w kimś, kto zdobywa wiedzę, podczas gdy kształcenie jest często procesem uczenia kierowanym przez nauczyciela lub szkołę. Chociaż każdy właściwie to wie, często myśli się o tych dwóch procesach jak o jednym i tym samym. Dlatego czasem wydaje nam się, że skoro formalnie kształcenie zaczyna się od sześciu lat, to znacznie ważniejszy proces uczenia się również rozpoczyna się w tym wieku. Nic dalszego od prawdy. Prawdą jest, że dziecko zaczyna się uczyć zaraz po urodzeniu. Gdy ma sześć lat i zaczyna uczęszczać do szkoły wchłonęło już fantastyczny zasób informacji, fakt po fakcie, może nawet więcej niż nauczy się przez resztę swego życia. Gdy dziecko ma sześć lat, zna już większość podstawowych faktów o sobie samym i swojej rodzinie. Poznało swoich sąsiadów i swoje związki z nimi, swój świat i swój związek z tym światem, i mnóstwo innych faktów, które są praktycznie niezliczone. Przede wszystkim nauczyło się w całości przynajmniej jednego języka, a czasem więcej niż jednego. (Jest bardzo mała szansa, że naprawdę opanuje kiedykolwiek dodatkowy język po ukończeniu sześciu lat.) Wszystko to zanim ujrzało wnętrze szkolnej klasy.

W ciągu tych lat proces uczenia się postępuje z wielką prędkością jeżeli go nie powstrzymujemy. Jeśli go docenimy i poprzemy, to proces ten będzie przebiegał w zupełnie niewiarygodnym tempie. W małym dziecku płonie nieograniczona żądza uczenia się. Możemy zabić tę żądzę zupełnie jedynie niszcząc całkowicie dziecko. Możemy ją znacznie wytłumić izolując dziecko. Czytamy od czasu do czasu o, powiedzmy, trzynastoletnim idiocie, którego znaleziono na strychu przykutego łańcuchem do łóżka, przypuszczalnie dlatego, że był idiotą. Prawdopodobnie było jednak odwrotnie. Bardzo możliwe, że jest on idiotą ponieważ był przykuty do łóżka. Aby to ocenić musimy sobie uświadomić, że tylko psychotyczni rodzice mogliby przykuć dziecko łańcuchem do łóżka. Rodzic przykuwa dziecko do łóżka ponieważ jest chory psychicznie i w rezultacie dziecko jest idiotą ponieważ było praktycznie całkowicie pozbawione możliwości uczenia się. Możemy zmniejszyć żądzę uczenia się dziecka limitując okazje do zdobywania doświadczenia.

Możemy znacznie wzmóc jego uczenie się, po prostu usuwając wiele fizycznych ograniczeń, które na nie nałożyliśmy. Możemy zwielokrotnić wiedzę, którą zdobywa i nawet jego możliwości poznawcze jeżeli docenimy jego wspaniałą zdolność uczenia się i stworzymy mu nieograniczone warunki, jednocześnie zachęcając go do tego. W całej historii były odosobnione lecz liczne przypadki ludzi, którzy rzeczywiście nauczyli małe dzieci czytania i innych umiejętności, doceniając i zachęcając je. We wszystkich przypadkach, które udało nam się odszukać, rezultaty tak zaplanowanej w domu możliwości uczenia się dzieci mieściły się w zakresie od „doskonałe” do „zadziwiające” w kształtowaniu szczęśliwych dobrze przystosowanych dzieci o wyjątkowo wysokiej inteligencji. Bardzo ważne jest aby mieć świadomość, że te dzieci nie były najpierw oceniane jako bardzo inteligentne, a następnie stwarzano im niezwykłe możliwości uczenia się, natomiast były zwykłymi dziećmi, których rodzice zadecydowali, by dostarczać im jak najwięcej informacji w bardzo wczesnym wieku.

Gdy tylko dorosły, którego obchodzą dzieci, uświadomi sobie co małe dziecko naprawdę robi, dziwi się jak mógł tego od początku nie zauważać. Przyjrzyjcie się uważnie osiemnastomiesięcznemu dziecku i zobaczcie co ono robi. Po pierwsze doprowadza wszystkich do szaleństwa. Dlaczego? Ponieważ nie przestanie być ciekawskim. Nie można mu tego wyperswadować, narzucić dyscypliny, odwieść od tej żądzy poznawania, bez względu na to jak usilnie próbujemy — a z pewnością bardzo się staramy. Ono chce się uczyć o lampie i filiżance kawy, i gniazdku elektrycznym i gazecie i wszystkim innym w pokoju — co oznacza, że przewraca lampę, rozlewa kawę, wkłada palec do gniazdka i drze gazetę. Uczy się nieustannie i całkiem naturalnie my nie możemy tego znieść. Ze sposobu w jaki postępuje wyciągamy wnioski, że jest nadmiernie ruchliwe i niezdolne do skupienia uwagi, podczas gdy prosta prawda jest taka, że ono zwraca uwago na wszystko. Jest wspaniałe jak tylko potrafi i gotowe do uczenia się o świecie. Widzi, słyszy, czuje dotyk, zapach i smak. Nie ma innego sposobu uczenia się niż te pięć dróg prowadzących do mózgu i dziecko używa ich wszystkich. Widzi lampę i dlatego ściąga ją żeby ją poczuć, usłyszeć, przyjrzeć jej się, powąchać i spróbować jak smakuje. Jeśli damy mu sposobność, zrobi to wszystko z lampą — i zrobi to samo z każdym przedmiotem w pokoju. Nie będzie żądało wypuszczenia go z pokoju dopóki nie pozna wszystkiego co tylko może, przy pomocy wszystkich zmysłów, którymi dysponuje i wszystkich przedmiotów w pokoju. Robi wszystko co może żeby się uczyć a my, oczywiście, robimy wszystko aby go powstrzymać ponieważ jego proces uczenia się jest stanowczo zbyt kosztowny. My rodzice wymyśliliśmy wiele sposobów radzenia sobie z ciekawością bardzo małego dziecka i niestety, prawie wszystkie z nich kosztem jego nauki.

Podczas gdy dziecko objawia swoją ciekawość elektroniki, astronomii i biologii, my zbyt często każemy mu pobiegać i pobawić się zabawkami. Jednocześnie możemy twierdzić, że i tak nie zrozumiałoby odpowiedzi ponieważ jest bardzo małe, a poza tym nie potrafi się skupić na dłużej. Oczywiście nie potrafi — przynajmniej na większości zabawek. Udało nam się utrzymać nasze dzieci starannie odizolowane od nauki w okresie życia gdy pragnienie uczenia się osiąga swój szczyt. Ludzki mózg jest unikalny w tym sensie, że jest jedynym pojemnikiem, o którym można powiedzieć, że im więcej się do niego wkłada tym więcej pomieści.

Pomiędzy dziewiątym miesiącem a czwartym rokiem życia zdolność przyswajania informacji jest niezrównana, a pragnienie zdobywania wiedzy większe niż kiedykolwiek. Mimo to, w tym okresie dbamy o to by dziecko było czyste, nakarmione, bezpieczne w otaczającym je świecie - i pozbawione możliwości nauki. Jest ironią losu, że kiedy to dziecko będzie starsze, my będziemy mu nieustannie powtarzali jaka to głupota nie chcieć się uczyć astronomii, fizyki i biologii. Nauka, powiemy mu, to najważniejsza rzecz w życiu, i tak jest naprawdę. Przeoczyliśmy jednak drugą stronę medalu.

Nauka jest również najlepszą w życiu zabawą i największą uciechą. Przyjęliśmy, że dzieci nie znoszą nauki przede wszystkim dlatego, że większość dzieci nie lubi lub wręcz lekceważy szkołę. Znów pomyliliśmy naukę z chodzeniem do szkoły. Nie wszystkie dzieci uczęszczające do szkoły uczą się — tak jak nie wszystkie dzieci uczące się robią to w szkole.


„Magia nie leży w technikach – magia leży w Dziecku”. [3]

Bruce Lipton pisze:
W okresie od narodzin do szóstego roku życia mózg dziecka działa w stanie hipnotycznego transu, więc wszystko, czego dziecko się nauczy, pobierane jest i zapisywane do podświadomego umysłu. Podświadomy umysł "zapisuje" i notorycznie odtwarza te programy. Pomyśl teraz o wszystkich regułach społeczeństwa, o tym w jaki sposób żyjemy, o niuansach naszego języka. Trzyletnie dziecko może nauczyć się trzech różnych języków jednocześnie i nie pomieszać przy tym ich gramatyki, słownictwa lub składni. W wieku ośmiu lub dziewięciu lat nauka nowego języka jest już trudniejsza. Na czym polega różnica? U sześcioletniego dziecka świadomy umysł nie jest jeszcze rozwinięty, nie przeszkadza więc w programowaniu. Doświadczenia życiowe są pobierane i zapisywane bezpośrednio do podświadomego umysłu. W tym czasie dziecko rozwija także pojęcie własnej tożsamości i te programy funkcjonują potem przez całe życie.


EDUKACJA

Sednem nowoczesnego podejścia do edukacji jest zmiana sposobu patrzenia na człowieka, jego życie, na proces uczenia się i wszystko co się z tym wiąże. Dzisiejsze (stare) schematy postrzegania mówią nam, że:

  • Nauka jest żmudna i nudna
  • Nauka jest trudna
  • Nauka wymaga mnóstwa wysiłku
  • „na naukę przyjdzie czas później”
  • „uczysz się po to, aby mieć dobre wykształcenie, lepszą pracą, więcej pieniędzy”
  • „jest czas na naukę i czas na zabawę, pobawisz się jak wrócisz ze szkoły, odrobisz lekcje, wypełnisz swoje obowiązki”
  • „nauka to Twój obowiązek”
  • „uczenie małych dzieci to odbieranie im dzieciństwa”

Biorąc pod uwagę wiedzę na temat rozwoju człowieka od poczęcia, spójrzmy na to z innej strony - im młodsze dziecko, tym większy potencjał, zapał i możliwości w nim drzemią. Dorosłemu, który nie ma na codzień kontaktu z małymi dziećmi może być trudno wyobrazić to sobie. Młodsze dziecko nie tylko szybciej i łatwiej zapamiętuje, ale równie łatwo przyswaja każdą kolejną informację, im większą bazą dysponuje.

Robert Anton Wilson pisze:
Czy tradycyjne szkoły przypominają małe więzienia? Czy tłamszą wyobraźnię, krępują dziecko fizycznie i umysłowo? Czy wreszcie nie stosują aktów psychicznego terroru? Odpowiedź, rzecz jasna, brzmi „tak”. Niemniej, bez tych szkół ludzie nie byliby w stanie pójść do pracy w biurze lub fabryce, przypominającej małe więzienie, u pracodawców, którzy tłamszą wyobraźnię, krępują ludzi fizycznie i umysłowo, a także stosują wobec nich akty psychicznego terroru (grożąc im utratą papierów zapewniających im przetrwanie czyli czeków lub banknotów).


Szkoły zabijają kreatywność kreatywność - Ken Robinson

phpBB [video]


phpBB [video]


Edukacja i zmiana paradygmatu edukacji wg Kena Robinsona

phpBB [video]


System edukacji został zaprojektowany, wymyślony i ustrukturyzowany w kulturze umysłowej oświecenia i w warunkach ekonomicznych rewolucji przemysłowej. Edukacja publiczna – opłacana z podatków, darmowa i obowiązkowa dla wszystkich, była elementem tej rewolucji. Przedtem było to dobro luksusowe, dostępne nielicznym. W system edukacyjny wbudowano tu zatem szereg założeń dotyczących struktury społecznej jednostki XIX wieku. Podstawą był model intelektualny umysłu, zbudowany w oparciu o oświeceniową koncepcję inteligencji, czyli na zdolności wnioskowania dedukcyjnego i znajomości dzieł klasycznych. Ta teza pokutuje do tej pory, dzieląc ludzi na wykształconych i „tępaków“, przez co wiele zdolnych jednostek automatycznie wpada do tej ostatniej kategorii.

Czy dzieci w ogóle chcą i lubią się uczyć, poznawać, dowiadywać coraz to nowych rzeczy? Okazuje się, że tak – kwestia tylko czy zabijemy tę ciekawość i zapał, czy stworzymy dla nich przestrzeń:

Uniwersytet Dzieci

phpBB [video]



ROZWÓJ CZŁOWIEKA

Gdzie swój początek ma uczenie? W mózgu, w całym układzie nerwowym czy może gdzieś poza naszym ciałem?

Patrząc bardzo ogólnie, rozwój to nieustanny proces zmian. Nie ma znaczenia czy będzie on dotyczył istot żywych, materii nieożywionej, cywilizacji, nauki, duchowości. Zmiany zachodzą w każdym z tych aspektów i jeśli przyjrzeć im się bliżej, możemy dostrzec pewne prawidłowości. Zmiany te związane są ze specyficznymi dla danego środowiska czynnikami.

Jak to się dzieje, że z dwóch odrębnych komórek powstaje całkiem nowa, w pełni ukształtowana istota z własną świadomością, uczuciami, potencjałem i gotowością do poznawania? Co takiego mobilizuje komórki do kolejnych podziałów, do usystematyzowania się i umiejscowienia w konkretnej przestrzeni, następnie do wyspecjalizowania i podjęcia różnorodnych funkcji tworząc tkanki, narządy, układy a w końcu cały organizm. Taki bodziec można w skrócie nazwać polem informacyjnym, mieszaniną zapisu genetycznego oraz informacji z otoczenia. To w jaki sposób powstaje nasza struktura jest w dużej mierze uwarunkowane zapisem naszego DNA. Natomiast konkretny gen zostaje odczytany pod wpływem czynników biegnących z otoczenia (zewnętrznego lub wewnętrznego). Z tego względu traktowanie tych dwóch aspektów oddzielnie nie ma sensu, gdyż są one ze sobą nierozerwalnie związane działając na zasadzie sprzężenia zwrotnego – „geny wpływają na środowisko, środowisko wpływa na geny”.

Atomy budujące cząsteczki układają się w określone struktury, tworząc związki które odżywiają nasze komórki. Konkretne społeczności komórek tworzą cały nasz organizm, zbiorową świadomość pozwalającą nam doświadczać zarówno tego co otacza nas na zewnątrz (za pomocą zmysłów), jak i tego co pochodzi z naszego wnętrza (za pomocą receptorów). Z tego względu podział na ciało, emocje, umysł, świadomość staje się sztuczny, gdyż każda z tych sfer przenika się w zależności od kontekstu i „miejsca” z którego patrzymy. Podobnie udowadnianie wyższości ciała nad świadomością lub odwrotnie staje się błędnym kołem, to przerzucanie odpowiedzialność z jednego miejsca w inne, jak w przypadku popularnych przekonań: „istnieje tylko świadomość, która korzysta z ciała”, „materia to złudzenie” „mózg zarządza całym naszym organizmem”, „geny determinują nasze zachowanie” itp.

Dlaczego zwracam na to uwagę? Wróćmy do tych dwóch komórek, które łącząc się „wiedzą jak zrobić człowieka”. Glenn Doman (i kilku innych) zaznacza, że tak naprawdę uczymy się do urodzenia. Ja jestem skłonna założyć, że uczymy się od momentu poczęcia. W ciągu 9 miesięcy powstaje nowy człowiek. W ciągu kolejnych 12 miesięcy z istoty instynktownej, całkowicie zależnej w kwestii opieki, transportu, zaspokajania wszystkich potrzeb, staje się odrębnym członkiem społeczności, jest wstanie samodzielnie przemieszczać się, nawiązywać i podtrzymywać kontakt, wyrażać różne emocje i uczucia. W następnych 2 latach nauczy się (całkowicie nieświadomie) co najmniej jednego języka opanowując słownictwo, gramatykę, akcent w sposób niedostępny dla człowieka dorosłego. Do 6 roku życia posiądzie wiedzę dotyczącą siebie i otaczającego świata, z której będzie korzystać do końca życia (już nigdy nie nauczy się tyle w tak krótkim czasie). Wszystko to dzięki kompilacji naszych genów i naszego środowiska. Geny „dają” nam możliwości (w postaci naszego organizmu), środowisko „nadaje” kierunek (w postaci naszych wzorców). To, co odróżnia nas od wszystkich istot na Ziemi pozwoliło opanować nam całą planetę. Nasza świadomość oraz intelekt, ściśle związane z rozwojem układu nerwowego i hormonalnego odpowiedzialnych za odbieranie, przekazywanie i kompilacje sygnałów napływających z otoczenia, zdołały wytworzyć narzędzia, dzięki którym mamy możliwość nie tylko tworzyć i zmieniać nasze środowisko ale również wykorzystywać je w bezwzględny sposób. Dlatego właśnie chcę skupić się na tych strukturach, na rozwoju ciała, emocji, umysłu i świadomości – rozwoju całego człowieka, który nieustannie uczy się.

ROZWÓJ UKŁADU NERWOWEGO

phpBB [video]


W rozwoju zarodkowym, w procesie zwanym gastrulacją, dochodzi do zgrupowania komórek pełniących podobne funkcje w organizmie. W trakcie tego procesu wytwarzają się 3 listki zarodkowe: warstwa zewnętrzna, górna (ektoderma), warstwa środkowa (mezoderma), warstwa wewnętrzna, dolna (endoderma). W 2 tygodniu ciąży warstwa zewnętrzna ulega podziałowi na ektodermę powierzchniową i neuroektodermę. Z ektodermy powierzchniowej rozwija się zewnętrzne pokrycie ciała, nabłonek układu pokarmowego oraz narządy zmysłów. Około 18 dnia z neuroektodermy powstaje płytka nerwowa, która następnie wybrzusza się. W jej środkowej części tworzy się wgłębienie zwane rynienką nerwową. Z czasem, brzegi tego wgłębienia łączą się, czego wynikiem jest powstanie cewy nerwowej. Wnętrze cewy nerwowej przekształca się w mózgowie i kanał rdzeniowy. Jak łatwo zauważyć, dwie bardzo istotne struktury naszego organizmu wywodzą się z tej samej bazy - ektodermy: pokrycie ciała czyli skóra oraz nabłonek wraz z narządami zmysłów i receptorami mają „wspólnego przodka” z układem nerwowym. Jest to ważne, i za chwilę zobaczymy dlaczego.

Pamiętacie Bruce’a Liptona, biologa komórkowego? Sugerował on jakoby współczesna nauka straszyła wszem i wobec determinizmem genetycznym wmawiając nam, że jądro komórki (z racji posiadania w swoim wnętrzu kodu DNA) jest jej mózgiem i całkowitym kontrolerem procesów w niej zachodzących. W swoich pracach starał się obalić ten dogmat, postulując, że jest całkowicie na odwrót: to środowisko wpływa na komórkę (aktywując konkretny gen) poprzez receptory znajdujące się na powierzchni jej błony. W zamian, zaproponował model, w którym to warstwa lipidowa komórki (błona oddzielająca ją od otoczenia) wraz z zanurzonymi w niej białkami (kanały i receptory) spełnia funkcje mózgu. Bruce mówi, że receptory na powierzchni błony komórkowej wyzwalają reakcje komórki, poprzez substancje chemiczne przekazywane z lub do jej wnętrza. I jak najbardziej ma rację, tyle tylko, że nie są to żadne nowe odkrycia dokonane przez niego, jak sam sugeruje - pokazuje to zwykła akademicka biologia i standardowe podręczniki. Ekspresja genów zależy m. in. od tzw. czynników transkrypcyjnych, białek wiążących DNA w procesie transkrypcji (przepisywania informacji zawartej w DNA na RNA). Jedną z grup tych białek stanowią tzw. receptory jądrowe. Związkami chemicznymi oddziałującymi na receptory jądrowe są przede wszystkim hormony sterydowe. Do najbardziej znanych należą hormony płciowe męskie (testosteron) i żeńskie (estrogeny i progesteron) oraz kortykosterydy (np. kortyzol, czyli hormon stresu). Z kolei hormony peptydowe np. hormon wzrostu lub insulina nie wnikają do wnętrza komórki a jedynie wiążą się z receptorami błonowymi, skąd sygnał zostaje przeniesiony do jadra komórkowego. W obu przypadkach kompleks hormon-receptor stanowi czynnik transkrypcyjny i nasila lub hamuje ekspresję genów. Lipton upraszcza sprawę, utożsamiając błonę komórkową z mózgiem. Ani błona komórkowa ani mózg nie jest jedynym, niezależnym organem kontrolującym bezwzględnie cały organizm. Receptory mogą aktywować funkcje w komórce lecz nie jest to jednoznaczne z kontrolowaniem jej. Można by porównać receptory błonowe do zmysłów umieszczonych na powierzchni naszego ciała np. pręciki i czopki w oku lub receptory czuciowe w skórze. Jednak ani w jednym ani w drugim przypadku nie może być mowy o tym, że któryś z tych narządów jest całkowicie odpowiedzialny za dowodzenie. Ich pierwszorzędną funkcją jest przekazywanie informacji z otoczenia do wnętrza aby organizm (ciało lub komórka) mógł odpowiednio zareagować.

Jednak co ma wspólnego biologia Liptonowska z neurogenezą? W kształtowaniu jednego jak i drugiego ogromna rolę odgrywają właśnie hormony oraz transmitery (przekaźniki). Na poziomie komórkowym regulują one procesy fizjologiczne, natomiast na poziomie organizmu przejawiają się w postaci emocji i zachowania. Bodźce ze środowiska wpływają na ekspresję hormonów i transmiterów, zarówno na poziomie ciała jak i pojedynczej komórki. Widać to wyraźnie na przykładzie kortyzolu i adrenaliny (hormonów stresu), pod wpływem których odczuwamy lęk lub agresję, stajemy się pobudzeni i gotowi do działania, natomiast komórki poszczególnych narządów naszego organizmu przyspieszają swój metabolizm (zwiększają produkcję glukozy) „zmuszając” serce, płuca i mięśnie do intensywnego wysiłku. Innym przykładem prosto z życia może być kobieta karmiąca piersią. Widok własnego dziecka, jego zapach lub tylko sama myśl o nim wywołują w niej odpowiednie emocje (czułość, zadowolenie), przekładające się na konkretne związki chemiczne w jej organizmie. Oksytocyna uwalniana do krwi przez przysadkę mózgową powoduje skurcz komórek mięśni znajdujących się wokół pęcherzyków i przewodów mlecznych, i w ostateczności wypływ pokarmu z piersi. W druga stronę, stres i napięcie będą hamować ten proces.


UCZENIE SIĘ = PROGRAMOWANIE

Intensywność wydzielania danej substancji odgrywa ogromne znaczenie właśnie w procesie uczenia się. Dzieje się tak, gdyż jesteśmy istotami nastawionymi na odbieranie i przyswajanie bardzo dużej ilości skrajnie różnych doświadczeń. Dzięki nim zdobywamy wiedzę o sobie i innych. Jednak wiedza, z której będziemy korzystać ma szansę „zapisać się w nas”, w pewnych ściśle określonych warunkach.

Zastanówmy się jak to się dzieję, że dużo łatwiej i mocniej przyjmujemy np. symbolikę okultystyczną (wszelkie kwestie związane z religią, wierzeniami, obrzędami etc.), niż np. zagadnienia z dziedziny fizyki czy matematyki wykładane w szkole. W pierwszym przypadku uruchomione zostają procesy pobudzające nasze pierwotne obszary odpowiedzialne za podstawowe funkcje życiowe i przetrwanie a przede wszystkim za emocje i hierarchię. Dodatkowym czynnikiem staje się udział wszystkich zmysłów (kadzidła, muzyka, rytmiczne intonacje i śpiew, wykonywanie odpowiednich ruchów w odpowiednim czasie, przyjmowanie pokarmu) oraz zaangażowanie wspólnoty. Lekcje w szkole sprowadzają się zazwyczaj do wysłuchania wykładu nauczyciela i wykonania notatek. Substancje wydzielanie w momencie uczestniczenia w obrzędzie bądź rytuale są o wiele intensywniejsze, zwłaszcza jeśli rytuał ten wykonujemy systematycznie. Takim rytuałem może być w zasadzie każda czynność wykonywana na co dzień, wszelkie święta i regularne spotkania rodzinne. Innymi momentami podwyższonego napięcia są chwile silnej ekscytacji (pozytywnej lub negatywnej) np. podczas fascynującej zabawy, oglądania filmu, tworzenia wspólnie z innymi, silnego strachu, czy zaskoczenia. Sytuacje podwyższonego przyswajania informacji budują drogi odpowiedzi automatycznej na rozpoznaną okoliczność, tworząc (reakcję po reakcji) system programów, które mają zwiększyć szybkość działania, w przypadku analogicznych wydarzeń.

Gdy jakiś ośrodek nerwowy znajduje się pod długotrwałym działaniem ważnych dla organizmu bodźców, powstaje w nim stałe ognisko pobudzenia – ognisko dominujące, któremu zostaje przyporządkowana cała pozostała działalność odruchowa.

Robert Anton Wilson pisze:
Ludzki mózg, podobnie jak mózgi innych zwierząt, funkcjonuje na zasadzie elektro-koloidowego komputera, czyli trochę inaczej niż normalny komputer. Dlatego rządzą nim takie same prawa, jak te rządzące pozostałymi mózgami zwierzęcymi. Programy przedostają się do niego pod postacią elektro-koloidowych związków w oddzielnych fazach kwantowych.


RAW pisze o 3 stopniach intensywności programowania:

  • Wdruki – głęboko zainstalowane programy, przyswojone przez mózg w okresach zwiększonej wrażliwości. Nie da się ich podważyć, to one narzucają ograniczenia, parametry i granice w ramach których możliwe jest wszelkie późniejsze warunkowanie oraz pobieranie nauki.
  • Uwarunkowania – programy nadbudowane na wrdukach o luźniejszej strukturze i bardziej podatnej na zmiany formie.
  • Proces uczenia się – przyjmuje jeszcze luźniejszą formę.

W kontekście powyższego, nie sposób uciec od programowania – zwłaszcza w okresie dziecięcym, każde doświadczenie zapisuje się podświadomie, silniej lub słabiej w zależności od intensywności. Wszystko, co możemy zrobić to zdać sobie sprawę z mechanizmów nim rządzących a następnie nadać mu najbardziej pozytywny kierunek i zwrot.

W tym temacie można więcej poczytać o strukturach i rozwoju mózgu od momentu urodzenia: Wąż w samym środku mózgu

RAW dzieli programy zapisujące się w naszym układzie nerwowym na pewne zbiory, które nazwa obwodami. Pierwsze cztery obwody odznaczają się ewolucyjnym konserwatyzmem. Mówimy o nich, że są „archaiczne”, ponieważ występują u każdego człowieka za wyjątkiem niedorozwiniętych dzieci.

Obrazek

PIERWSZY OBWÓD
ORALNY OBWÓD PRZETRWANIA BIOLOGICZNEGO
mózg gadzi


Wdruk na tym obwodzie dokonuje się podczas kontaktu z matką lub pierwszym obiektem matczynym, jego dalsze warunkowanie następuje podczas karmienia i czyhających na niemowlakach zagrożeń, dotyczy głównie ssania, odżywiania, przytulania i bliskości ciała. Wiąże się z poczuciem bezpieczeństwa, jest najbardziej zautomatyzowany i najszybciej funkcjonujący, znajduje się poza świadomością czasu. Dzięki niemu wycofujemy się natychmiast przed czymś niebezpiecznym lub zwyczajnie kojarzonym z rzeczą zagrażającą naszemu istnieniu. Kiedy obwód przetrwania biologicznego wyczuwa zagrożenie, natychmiast ustępuje wszelka inna aktywność umysłowa, przestają działać wszystkie pozostałe obwody. Dzieje się tak aż do „rozwiązania” kwestii przetrwania biologicznego w sposób realny lub symboliczny. Posiada to decydujące znaczenie w praktykach prania mózgu i programowania umysłu. Substancje takie jak opium, morfina i heroina pomagają w powrocie do tej „bezpiecznej przestrzeni”, do gorącego, wygodnego miejsca bezpieczeństwa biologicznego (łona), dlatego opiaty mogą uwalniać te same neuroprzekaźniki co karmienie piersią.

Wdruki na tym poziomie dokonują się całkiem losowo, w chwilach podwyższonej wrażliwości – niektórzy wdrukowują sobie brawurę, pomysłowość i skłonność do poszukiwań – inni sztywność, neofobię, wycofanie, a nawet autyzm. Wszyscy posiadamy ten obwód i czasami nim się posługujemy.

Przytulanie się, ssanie, obejmowanie, codzienne zabawy ze swoim ciałem, czyimś ciałem, otoczeniem, to niezbędne zachowania pozwalające na utrzymanie zdrowia neurohormonalnego. Osoby nie akceptujące takich pierwotnych funkcji, z racji otrzymanych przez siebie sztywnych wdruków na trzecim (racjonalistycznym) i czwartym (moralistycznym) obwodzie, bywają „wysuszone”, „kostyczne”, „chłodne” i napięte mięśniowo. Jeżeli ów wdruk pierwotny będzie negatywny, dany osobnik będzie postrzegał cały świat, w szczególności zaś ludzi, jako potencjalnie niebezpieczny, wrogi i przerażający. Wzorzec ten ma charakter nieświadomy i to na trójnasób:

  • Po pierwsze, zachodzi automatycznie, zdarza się bez namysłu,
  • Po drugie, pojawia się zanim dziecko nauczy się mówić, czyli jest prewerbalny, niewysłowiony, prędzej odczuwany niż pojmowany,
  • Po trzecie, pojawia się jednocześnie w całym ciele.

Pozostałości tej struktury znajdują się w pniu mózgu oraz autonomicznym układzie nerwowym, gdzie łączą się z gruczołami wydzielania wewnętrznego i innymi systemami podtrzymywania życia. Zakłócenia w funkcjonowaniu tego obwodu „odbijają się na całym ciele” (zaburzenia mowy, palpitacje serca, dławienie w gardle, mokre ręce, powtarzające się koszmary senne). W sposób szczególny charakteryzuje go blok oddechowy przejawiający się chronicznym napięciem mięśniowym, które blokuje prawidłowe, swobodne oddychanie – w języku potocznym mówi się o kimś takim, że „jest spięty”.

DRUGI OBÓWD
ANALNY OBWÓD EMOCJONALNO-TERYTORIALNY
układ limbiczny


Jego wdruk następuje u „pędraków", kiedy niemowlak staje na nogi, zaczyna wędrować i walczyć o władzę w strukturze rodziny. Ten w przeważającej mierze ssaczy obwód zawiaduje regułami terytorialnymi, gierkami emocjonalnymi, powtarzaniem wyuczonych czynności, hierarchią w stadzie oraz rytuałami dominacji i uległości. Obwód analny bierze swoja nazwę od praktyk terytorialnych w postaci np. znaczenia terytorium własnymi odchodami. Grupy przygotowujące się do zachowań agresywnych (sport lub wojna) często mówią o „skopaniu komuś tyłka”. Również tę nomenklaturę można dostrzec w środowisku wojskowym, gdzie dowódcy (samce alfa) „udupiają” niższych rangą, aby pokazać kto tu rządzi. Jednak najbardziej powszechną praktyką z życia codziennego jest wymierzanie kary małym dzieciom w postaci klapsów (czyli potoczne „dawanie w tyłek”).

U współczesnego człowieka sytuuje się w międzymózgowiu (najprawdopodobniej we wzgórzu), które wiąże się z centralnym układem nerwowym oraz mięśniami. Rozwija się u każdego dziecka w czasie stawiania pierwszych kroków. Umiejętność chodzenia, opanowywania siły grawitacyjnej, przezwyciężania przeszkód fizycznych i manipulowania innymi osobnikami przy pomocy polityki to kluczowe elementy związane z wdrukiem i uwarunkowaniami tego obwodu. Egzekwujące je mięśnie ulegają szybkiemu zaprogramowaniu, wpajając sobie odruchy na całe życie. W zależności od sprzyjających lub niesprzyjających okoliczności towarzyszących przełomowym chwilom w formowaniu się tego obwodu neurologicznego, nastąpi jego pozytywne lub negatywne zafiksowanie, a dany osobnik przyjmie dominującą lub uległą rolę w swym stadzie (rodzinie). Standardowy odruch autorytarny polega na napięciu mięśni i krzyczeniu, natomiast reakcja wyrażająca „uległość” polega na kurczeniu mięśni, zniżaniu głowy i wycofywaniu się ukradkiem.

Substancją „sprowadzającą” świadomość do tego obwodu jest alkohol spożywany w znacznych ilościach (stąd ludzie pijani często bywają agresywni – walka o terytorium).

TRZECIE OBWÓD
SEMANTYCZNY OBWÓD WIĄZANIA CZASU
lewy neocortex (racjonalny umysł), krtań, prawa ręka


Jego wdruk dokonuje się przy pomocy ludzkich artefaktów i systemów symbolicznych. Dotyczy naszych kontaktów z otoczeniem, klasyfikowania wszystkiego zgodnie z lokalnym tunelem rzeczywistości. Kieruje rozmaitymi funkcjami: wymyślaniem, kalkulowaniem, przewidywaniem i przekazywaniem sygnałów z pokolenia na pokolenie – mogą być nimi obrazy, słowa, pojęcia, narzędzia (wraz z przekazanymi ustnie instrukcjami ich obsługi), teorie, utwory muzyczne itp. Wiele nadających się do pomyślenia myśli jest pod względem społecznym nie do zaakceptowania, ponieważ członkowie danej społeczności posiadają niemal identyczne wdruki semantyczne, a na dodatek są one codziennie wzmacniane przez założenia mechanicznie uznawane za pewniki.

Jednocześnie jest on najbardziej podatny na manipulację ze strony starszych i bardziej prymitywnych obwodów neurologicznych – stąd właśnie bierze się popularność skrajnie niedorzecznych systemów religijnych, które kuszą perspektywą zbawienia ludzi wcześniej zastraszonych wizjami piekielnymi (wygrywa obwód oralny); z tego też powodu nawet najbardziej głupi i okrutny samiec alfa potrafi zdominować każdą grupę ludzką, jeżeli tylko wmówi jej, ze banda jego konkurenta zamierza najechać jej terytorium (wygrywa obwód analny).

Miejsca wdruków tych obwodów znajdują się w korze lewej półkuli mózgu i są ściśle związane z precyzyjnymi mięśniami gardła oraz subtelnymi manipulacjami prawej ręki. U większości ludzi istnieje predyspozycja do posługiwania się prawą ręką i rozumowania lewą półkulą. Wynika ona z oddziaływania naszego werbalnego, semantycznego obwodu, ponieważ lewa półkula mózgu to półkula „mówiąca”.

Substancjami pobudzającymi obwód semantyczny są m. in. kofeina, teina, tauryna, kokaina.

Według C.G Junga pierwszy obwód przekazuje wrażenia, drugi uczucia, natomiast trzeci myśli.

CZWARTY OBWÓD
MORALNY OBWÓD SPOŁECZNO-SEKSUALNY
lewy neocortex, piersi, genitalia


Wdruk tego obwodu następuje w okresie dojrzewania wraz z pierwszymi doświadczeniami seksualnymi. Jest uwarunkowany plemiennymi tabu. Zawiaduje rozkoszą seksualną, lokalnymi definicjami „dobra” i „zła”, reprodukcją. W języku potocznym ten wdruk obwodu społeczno -seksualnego nazywa się zazwyczaj „osobowością dojrzałą” lub „rolą płciową”. Czwarty obwód neurologiczny można by nawet nazwać obwodem winy, ponieważ niemal każdy człowiek kryje swoje prawdziwe gusta seksualne, by dopasować się do dominującej wizji plemiennej.

Czwarty obwód mieści się w korze lewej półkuli mózgu i posiada neurologiczne związki z genitaliami i piersiami. Osoby, u których wdruk ten jest najmocniejszy, są ze swej natury „piękne”, ponieważ całe ich ciało otrzymało z mózgu masę seksualnych neuroprzekaźników, nieustannie promieniują „atrakcyjnymi” sygnałami spółkowania, decydującymi o tym, co piękne w ludzkich oczach.

Przeciętny człowiek posiada największą ciekawość i otwartość wobec świata przed przyjęciem dorosłej roli seksualnej. Po reprodukcji coraz mniej jest miejsca dla typowo trzecioobwodowych rozważań, a z racji sankcji, jakie każda społeczność nakłada na heretyckie tworzenie nowych idei, prawie nikt o nich nie myśli.

Druga grupa obwodów mózgowych jest znacznie młodsza, uaktywniająca się pod wpływem głębokich stanów medytacyjnych i psychodelicznych, stąd też wpływają one na znacznie mniejszą ilość przedstawicieli gatunku ludzkiego (zainteresowanych odsyłam do książki [5]).

Każdy z nas posiada swój „ulubiony” obwód, czyli ten, który wdrukował mu się mocniej od pozostałych. Większość nieporozumień między ludźmi wynika z tego, że niewielu z nas jest świadomych istnienia tych struktur i nieświadomie zakłada, że nasz partner komunikacyjny odbiera na tym samym co my poziomie.

Znajomość działania tych obwodów umożliwia nam opracowanie konkretnego narzędzia do pracy właśnie z małymi dziećmi, tak aby stworzyć im optymalne warunki do rozwoju. Kiedy już uświadomimy sobie jak te procesy i mechanizmy oddziałują na nas i nasze dzieci, jedyne czego będziemy potrzebować to maksymalne zaangażowanie.


ROZWÓJ ZMYSŁÓW

Wcześniej wspomnieliśmy o analogi pomiędzy zmysłami naszego ciała a receptorami komórkowymi. Zmysły są furtką, która dostarcza bodźców z otoczenia – w zależności od rodzaju bodźca będzie on mógł przedostać się tylko przez swoją furtkę, czyli taką która jest w stanie zmieścić jego parametry. Wiele osób zwraca uwagę na to, że zmysły zawężają nasze postrzeganie. Jednak często zapominamy o tym, że dzięki nim w ogóle postrzegamy. Jak wszystkie urządzenia pomiarowe mają one pewien zakres odczytywania, który przecież nie służy ograniczeniu ich możliwości, ale specjalizacji – może zamiast nad ograniczeniami zmysłowymi, warto byłoby się zastanowić nad tym, co taki a nie inny zakres pomiarowy daje nam dobrego? Chcę zwrócić uwagę jak ważne są zmysły, jak bardzo wpływają na nasze widzenie świata, i dlaczego ich rozwój jest tak istotny (szczególnie, że optymalne ich rozwijanie, może te zakresy poszerzyć)

W 1954 r. niejaki John C. Lilly, psychiatra i psycholog z National Institutes of Mental Health, przeprowadził serię eksperymentów z komorą deprywacyjną, dzięki którym chciał sprawdzić co dzieje się z człowiekiem odciętym od dopływu bodźców. W normalnych warunkach, ludzki mózg jest cały czas zajęty filtrowaniem informacji. W czasie jednej sekundy wszystkie receptory znajdujące się w naszym ciele odbierają gigantyczną ilość danych.
Mariusz Makowski pisze:
Dlatego umieszczenie człowieka w komorze deprywacyjnej i odcięcie go od zalewu bodźców wprawia mózg w stan szoku. Nie wie, czym ma się zająć – reaguje wówczas jak ryba wyciągnięta z wody. Z początku zachowuje się tak, jakby nic się nie stało, ale napotyka próżnię. Wówczas zaczyna sam sobie wytwarzać różne symulacje tego, co powinno do niego docierać.

Dlatego też osoby poddane DŁUGOTRWAŁEJ deprywacji sensorycznej doświadczają szeregu zmian, a nawet odmiennych stanów świadomości.

John C. Lilly pisze:
  1. Przez pierwsze trzy kwadranse myślimy jeszcze o sprawach dnia codziennego. Jesteśmy świadomi otoczenia, środowiska itd.
  2. Stopniowo zaczynamy się relaksować i nicnierobienie sprawia nam przyjemność.
  3. W ciągu kolejnej godziny pojawia się jednak napięcie, uczucie „zmysłowego niedosytu”, pojawiają się drobne odruchy służące zaspokojeniu potrzeby odbioru wrażeń: pocieranie palców, drganie mięśni itd.
  4. Jeżeli uda nam się powstrzymać te odruchy wystarczająco długo, wejdziemy w fazę czwartą, w której potrzeba odczuwania jakichkolwiek wrażeń jest tak silna, że pragniemy czym prędzej opuścić komorę.
  5. Każdy najdrobniejszy bodziec docierający do nas przez skórę, uszy, oczy itd. Jest odbierany ze zdwojoną siłą i zaprząta umysł w stopniu trudnym do zniesienia.
  6. Myśli przenoszą się z odczuwania miejsca i ciała w bardziej osobiste, emocjonalne rejony, którymi uczestniczący w eksperymencie rzadko chcą się dzielić z innymi. Reakcje w tym momencie wahają się od całkowitego powstrzymywania się i niechęci, do poddania strumieniowi wrażeń, co wiąże się z niemałym zadowoleniem.
  7. Finalnym etapem są wzrokowe halucynacje, wygenerowane samoistnie przez mózg. Mogą przybierać formę wielobarwnych fraktali, tuneli, korytarzy, eksplozji kolorów. Poczucie czasu zostaje całkowicie zaburzone. Uczestnik zostaje porwany przez strumień halucynacji odbieranych każdym zmysłem, słyszy dźwięki, czuje dotyk, poddaje się nieogarnionej, fantazyjnej podróży wgłęb własnej zmysłowości.


Zmysły to nie tylko „urządzenia” w/na skórze – to cały zespół współpracujących ze sobą substancji i komórek: hormonów, neuroprzekaźników, tkanki glejowej i nerwowej, i wreszcie konkretnych ośrodków w mózgu. Nasz organizm jest ogromnie plastyczny – dojrzewa w kierunku wyznaczanym przez otoczenie. Zwłaszcza zmysły, których stopień i tempo rozwoju uzależnione są głównie od różnorodności i natężenia stymulacji, jakiej są poddawane. Około 95% informacji dociera do nas za pośrednictwem wzroku, dotyku i słuchu. Wszystkie te informacje trafiają do naszej pamięci krótkotrwałej na poziomie nieświadomym.

OKRESY KRYTYCZNE

W neurobiologii mówi się o tzw. okresach krytycznych czyli o okresach czasu kiedy tworzą się lub umacniają pewne struktury nerwowe – krótkie lub długie. Kiedy dany okres mija, utworzenie danych struktur nerwowych staje się niezwykle trudne lub niemożliwe. Okresy krytyczne występują w wielu różnych aspektach rozwoju, o których większość z nas myśli, że dzieją się one naturalnie, bez żadnej koniecznej interwencji z zewnątrz, jak na przykład rozwój mowy, rozwój ruchu (pełzanie, raczkowanie, chodzenie, ruchy dłoni, palców), czy kontrola odruchów. Rozwój zmysłów pokazuje, że nie do końca tak jest.

Wzrok

W chwili urodzenia wzrok jest bardzo słabo rozwinięty – noworodek widzi wyraźnie (choć 30 razy słabiej niż dorosły) mniej więcej na odległość ok. 20 – 30 cm. Nie jest to odległość przypadkowa – podczas karmienia piersią właśnie z tego dystansu dziecko spogląda na twarz karmiącej matki. Twarze ludzkie instynktownie przyciągają uwagę dziecka, przy czym już kilka godzin po porodzie noworodek jest w stanie rozpoznać twarz matki. Niećwiczone mięśnie gałki ocznej powodują, że dziecko na tym etapie widzi często bardzo zamazany i niewyraźny obraz. Ma kłopoty z wyróżnianiem kolorów, nie jest w stanie dostrzec głębi, nie skupia wzroku na obiektach, które się poruszają zbyt szybko. To, co dobrze postrzega, to kontrasty – zestawienia koloru białego z czarnym lub czerwonym oraz cechy krawędzi lub brzegu.

Zmiany rozwojowe zachodzące w korze wzrokowej są szczególnie intensywne do 2 roku życia i mają podstawowe znaczenie dla wykształcenia się prawidłowego widzenia. Prawidłowy rozwój drogi wzrokowej oraz ośrodków wzrokowych w centralnym układzie nerwowym uzależniony jest w głównej mierze od stałego dopływu prawidłowych bodźców. Dziecko uczy się widzieć – patrząc. Jeśli nie ma na co patrzeć, może nigdy nie nauczyć się dostrzegać tego, co naprawdę warto zobaczyć. Oznacza to, w skrajnych przypadkach, że gdyby zawiązać dziecku oczy na pierwszy rok życia, stałoby się z tego powodu niewidome. Nerwy potyliczne muszą połączyć się z korą wzrokową, aby wrażenia wzrokowe mogły być przetwarzane i rozumiane.

Możliwość dostrzegania wielu różnorodnych obiektów rozszerza zakres zainteresowań dziecka. Aby dziecko umiało nie tylko patrzeć, lecz także dostrzegać, warto jak najwcześniej pokazywać interesujące przedmioty i zjawiska z najbliższego otoczenia takie jak przedmioty codziennego użytku, elementy przyrody czy tekst pisany. Dzięki neuronom lustrzanym uczymy się wyrażać oraz rozumieć emocje przeżywane przez siebie i innych, dlatego bogata mimika, ekspresja i gestykulacja bardzo mocno przyciąga wzrok małych ludzi (naśladownictwo jest jednym z elementów pozwalających nam na uczenie się w krótkim czasie złożonych zachowań). Dlatego wszelkie urządzenia upiększające otoczenie oraz zabawki dla niemowląt (przynajmniej do 6 miesiąca życia) są jak najbardziej zbędne, zwłaszcza te o zwiększonym natężeniu bodźców (intensywne, migające światła z towarzyszącymi dźwiękami), „słodkie” pastelowe kolory – to akcesoria „chwytające za serce” (i portfele) dorosłych, jednak w żaden sposób nie pomagające małemu człowiekowi w rozwoju. Najlepszymi „zabawkami” w tym okresie są przede wszystkim żywe twarze wyrażające mnóstwo różnorodnych emocji i uczuć, przedmioty dostępne pod ręką i bardzo proste obrazki (np. czarne lub czerwone figury geometryczne na białym tle).

Słuch

Prawidłowy słuch to podstawowy warunek rozwoju mowy. Nauka mówienia nie rozpoczyna się bynajmniej w momencie, gdy dziecko wypowie pierwsze słowa, lecz w chwili jego urodzenia, a nawet wcześniej, w życiu płodowym. Człowiek rodzi się z predyspozycja do mówienia, ale nie posiada umiejętności wypowiadania się.

Ucho kształtuje się bardzo wcześnie. Już w 6 miesiącu płód odbiera silne dźwięki z zewnątrz, dzięki czemu przyswaja sobie cechy prozodyczne mowy (intonacja, akcent, przerwy między wyrazami) już w łonie matki. W chwili urodzenia ucho jest całkowicie dojrzałe do pracy: część przewodzeniowa narządu słuchu jest funkcjonalnie sprawna, VIII nerw słuchowy dostatecznie zmielinizowany, słuchowe ośrodki w korze – elektrycznie aktywne. Noworodek słyszy ciche i głośne dźwięki, różnicuje tony niskie i wysokie, posiada umiejętność określania kierunku, z którego pochodzą. Podobnie jak wzrok, dziecko uczy się słyszeć i rozpoznawać dźwięki z którymi obcuje na co dzień, i tylko takie będzie rozpoznawać w przyszłości . Zmysł ten rozwija się aż do wieku szkolnego, dlatego ważne jest aby język, który dziecko słyszy był bogaty i poprawny czyli tzw. „język dorosłych” zamiast zdrobniałego, zdziecinniałego bełkotu – to dziecko ma się uczyć od nas, nie odwrotnie. Od poziomu rozwoju słuchu uzależniony jest rozwój emocjonalny, z tego względu iż tylko niewielka część komunikatu przekazywana jest między ludźmi werbalnie – o wiele ważniejszy jest sposób wypowiadania, który jest istotną informacją na temat nastroju i intencji osoby mówiącej (ton, wysokość glosy, sposób gestykulacji, mówienie szeptem).

Stymulacja narządu słuchu polega na eksponowaniu dziecka na różne, przystosowane do jego możliwości odgłosy, zwłaszcza naturalne i otacza nas na co dzień – począwszy od stukania, szeleszczenia, kapania, na śpiewaniu i muzyce skończywszy.

Powonienie i smak

Układ węchowy zaczyna kształtować się we wczesnej fazie zarodkowej, a w połowie ciąży opuszka węchowa wydaje się w pełni wykształcona, ale zaczyna funkcjonować dopiero w III trymestrze. Noworodki mają o wiele czulszy węch aniżeli dorośli (rozróżniają zapachy, które dorosłemu wydają się identyczne lub w ogóle ich nie czuje), ponieważ człowiek przychodzi na świat z pewną liczbą komórek węchowych, które przez resztę życia wymierają i nie są zastępowane nowymi. Świetny węch jest potrzebny przede wszystkim do rozpoznawania otoczenia i najbliższych osób, które są gwarantem bezpieczeństwa. Tuż po urodzeniu dziecko ma zdolność rozpoznawania zapachu piersi własnej matki a nawet jej ubrania. Zmysł smaku formuje się intensywnie w okresie prenatalnym: kubki smakowe dojrzewają pod koniec I trymestru, wtedy kiedy płód zaczyna ssać i przełykać. Dzięki temu staje się wrażliwy na różne substancje obecne w płynie owodniowym (pokarmy spożywane przez matkę zmieniają smak i zapach wód płodowych). To, że dzieci zaczynają odbierać wrażenia smakowe jeszcze w łonie matki, ma ważne konsekwencje dla ich rozwoju, wpływa bowiem nie tylko na kształtowanie się dróg smakowych i preferencji pokarmowych, ale pomaga im tak jak zmysł węchu, rozpoznawać po urodzeniu matkę, gdyż wiele ingrediencji smakowych, które dostają się do jej łona, znajdzie się również w wytwarzanym przez nią mleku. Kiedy dziecko zaczyna próbować stałych pokarmów warto zapewnić mu jak największą różnorodność smakową, pamiętając o tym aby „nie robić z jedzenia nagrody”. Jesteśmy uwarunkowani do pożądania słodkiego smaku (szybkie źródło energii), jednak nagradzanie łakociami programuje emocjonalnie nasz organizm do zaspokajania się w sytuacjach stresowych.

Dotyk

Dotyk jest najważniejszym zmysłem jakim dysponuje noworodek. Jest także jedynym, który kultura zachodnia próbuje się wyrzec w ostatnich dekadach. Szczelne ubieranie dziecka, odkładanie na dłuższy czas do łóżeczka, kojca lub wózka bardzo zubaża i ogranicza kontakt dotykowy, który jest mu niezbędny.

Bardzo wcześnie, bo między 6 a 7 tyg. ciąży po raz pierwszy nerwy i mięśnie zaczynają pracować wspólnie i możliwe staje się badanie reakcji na dotyk. Obok układu przedsionkowego (zmysłu równowagi) jest on najszybciej rozwijającym się zmysłem. Ze zmysłem dotyku ściśle związany jest zmysł propriocepcji, czyli czucia głębokiego, oraz kinestezji, czyli czucia ruchu. Ich receptory znajdują się w tkankach okalających stawy oraz w mięśniach. Dostarczają nam wrażeń o ułożeniu poszczególnych części ciała, o ich ruchu względem siebie, o granicach naszego ciała, jego pozycji i ruchu w przestrzeni. Dlatego częste dotykanie noworodka i niemowlęcia własnymi rękami a także jego własnym ciałem (np. ręką do nogi) umożliwia mu łatwiejsze określenie granic własnego ciała i siebie w przestrzeni.

Noworodek dysponuje wrażeniami dotykowymi jeszcze z czasu ciąży – wody płodowe dostarczają licznych wrażeń odbieranych przez receptory na powierzchni skóry, również zabawy z prostowaniem kończyn, pępowiną, czy ssanie palców. W momencie urodzenia odczuwa nacisk, ból i temperaturę dłoni (dotyk pierwotny). Początkowo najbardziej wrażliwe na dotyk są usta i język, wrażliwość dotykowa dłoni rozwija się z wiekiem, wraz z doskonaleniem chwytania (całą dłonią i opuszkami palców). Kontakt fizyczny, czyli noszenie na rękach, tulenie, głaskanie, masowanie, poza dostarczaniem wrażeń zmysłowych, przede obniża poziom kortyzolu we krwi, a więc działa uspokajająco dając poczucie bezpieczeństwa.

Zmysł równowagi

Układ przedsionkowy znajduje się w uchu środkowym i jest dobrze wykształcony już u noworodka – pomaga płodowi orientować się w jego położeniu względem siły ciężkości i obracając się zmienić położenie (głową w dół w ostatnich tygodniach ciąży). Z chwilą gdy dziecko zaczyna wykonywać ruchy, balansując w macicy, ćwiczy zmysł równowagi. Każdy ruch dziecka stymuluje ten układ, a ten z kolei stymuluje mózg: rozwój funkcji umysłowych, czuciowych i ruchowych. Jako pierwsze odbierane są i rejestrowane przez płód w pamięci zjawiska rytmiczne związane z kolebaniem się w czasie poruszania i chodu matki. Dlatego huśtanie, bujanie, podrzucanie, obracanie, kołysanie dziecka po urodzeniu, dając mu poczucie ciągłości doświadczeń, uspokaja je, rozluźnia i jednocześnie jest najlepszą dla niego zabawą.

Powiązany jest on z osiąganiem przez dziecko kolejnych poziomów rozwoju motorycznego – dzięki temu dziecko zaczyna chwytać, siadać, raczkować, wstawać i samodzielnie chodzić, biegać, skakać, a w późniejszym wieku nauczy się wspinać, tańczyć, jeździć na rowerze, nartach lub łyżwach.

Na koniec warto pamiętać, że samo życie i najbliżsi ludzie są wystarczająco dobrym stymulatorem rozwoju, że nie potrzebne są wszelkiego rodzaju świecąco-grająco-mechaniczne urządzenia (zwane zabawkami edukacyjnymi), uczenie na siłę czegokolwiek – stawania, chodzenia w chodzikach, rysowania, mówienia, czytania czy gry na instrumencie. Najważniejsze w tym wszystkim to bliska więź, która ma szanse zaistnieć w czasie wspólnej zabawy nauką.


Literatura

  1. Margot Sunderland, Mądrzy Rodzice, Świat Książki, Warszawa 2008
  2. Lise Eliot, Co tam się dzieje? Jak rozwija się mózg i umysł w pierwszych pięciu latach życia, Media Rodzina, Poznań 2005
  3. Glenn Doman, Janet Doman, Jak nauczyć małe dziecko czytać? Excalibur, Bydgoszcz 1992
  4. Glenn Doman, Janet Doman, How to teach Your Baby to Be Physically Suprb: Birth to age six. The Gentle Revolution, Square One Publishers, Nowy Jork 2001
  5. Rober Anton Wilson, Powstający Prometeusz, Okultura, Warszawa 2006
  6. Jane Liedloff, W głębi kontinuum, Mamania, Warszawa 2010
  7. Edward de Bono, Naucz swoje dziecko myśleć, Świat Książki, Warszawa 1995
  8. Gordon Dryden, Jeanette Vos, Rewolucja w uczeniu, Zysk i S-ka, Poznań 2003
  9. Natalia Minge, Krzysztof Minge, Jak kreatywnie wspierać rozwój dziecka, Samo Sedno, Warszawa 2011
  10. Manfred Spitzer, Jak uczy się mózg, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007
  11. Neurodydaktyka, czyli neurony w szkolnej ławce

_________________
Każdy krok w kierunku poznania, każdy fragment wyodrębniony z całości przyrody jest tylko przybliżeniem całkowitej prawdy, czy raczej całej znanej nam obecnie prawdy. Właściwie wszystko, co wiemy, jest tylko przybliżeniem, ponieważ wiemy, że nie znamy jeszcze wszystkich praw.

R. Feynman, Wykłady z fizyki.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

 Tytuł: Uczenie się
: 12 kwie 2012, 16:57 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 12 kwie 2012, 21:05 
Skoro o edukacji, wspomne o pedagogice Waldorfskiej, jako takiej, gdzie z mojego doswiadczenia i obserwacji wynika, ze dzieci od poczatku do konca (czyli do matury, jest 13 klas (w Polsce niektore szkoly sa 12-klasowe), bez podzialu na podstawowke, gimnazjum itd.) chodza z radoscia i nie ma, ze nie chca chodzic, bo nuda. Szkola, ktora laczy w procesie nauki glowe, serce i rece dziecka.


Cytuj:
Pedagogika waldorfska

jako sprzyjająca dziecku

metoda edukacji.



[Maria Świerczek - przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Wspierającego Pedagogikę Waldorfską w Polsce]


Wstęp

Różnorodność i bogactwo oferty edukacyjnej daje rodzicom możliwość wyboru szkoł, a więc możliwość podjęcia świadomej decyzji dotyczącej nauczania i wychowania dziecka oraz aktywnego włączenia się w ten proces. Dla nauczycieli, będących twórcami tego bogactwa, współudział rodziców stanowić może potężne zaplecze i wsparcie w ich pracy. Obie strony mogą wtedy dobrze się uzupełniać, a wszystko to będzie miało niezwykle korzystny wpływ na dziecko, na jego rozwój i zdrowie.

Pedagodika waldorfska, która istnieje od 85 lat, a od 17 lat jest obecna także na polskim "rynku edukacyjnym" stanowi inspirujący, bogaty i sprawdzony poprzez wieloletnią praktykę i doświadczenie kierunek pedagogiczny. Warto go poznać głębiej, gdyż idee pedagogiczne Rudolfa Steinera, pomimo swego "wieku" stają się dzisiaj, w obliczu zagrożeń i trudności, na jakie narażone jest dzieciństwo i wiek młodzieńczy, coraz bardziej aktualne i godne poznania i stosowania.

Pedagogika, która ma swe podstawy w wiedzy o istocie dziecka i człowieka, o jego rozwoju we wszystkich obszarach, fizycznym, psychicznym i intelektualnym, wychodząca naprzeciw potrzebom w zależnoścvi od wieku i indywidualności dziecka jest odporna na przemijające mody, trendy i nowinki, bardzo niewskazane w procesie edukacji. Tutaj potrzeba wszechstronnego podejścia i dalekowzroczności, patrzenia z perspektywy całego życia człowieka, a nie tylko spektakularnych osiągnięć w danym momencie. O takim podejściu mówili między innymi wielcy pedagodzy jak Korczak, Piaget, Pestalozzi.


Pedagogika, a zdrowie

Nie jest łatwo być dzisiaj dzieckiem. Zwłaszcza małe dzieci narażone są szczególnie na niekorzystne wpływy otoczenia, mające swe źródła w tempie życia, nerwowości, nadmiernym hałasie, zanieczyszczeniu środowiska, braku swobodnego i naturalnego ruchu, rozpadzie rodzin, nieprawidłowym odżywianiu, technicyzacji życia i nadużywaniu mediów.

Zdrowie jest warunkiem koniecznym do harminijnego rozwoju, dobrego i skutecznego uczenia się, więc pedagogika będzie musiała w coraz większym stopniu spłniać rolę środka uzdrawiającego, wyrównującego niedostatki i skrajności, leczącego z zaburzeń rozwojowych i chrób zwanych cywilizacyjnymi, takich jak trudności w uczeniu się, niedostosowanie społeczne, zaburzenia snu, mowy, motoryki i sensoryki. Przedszkola i szkoły muszą starać się przede wszystkim o to, aby te trudności nie potęgować, lecz im zapobiegać.


Założenia pedagogiki waldorfskiej

Pedagogika waldorfska wychodzi na przeciw dzieciom i młodzieży, aby "głód uczenia się i poznawania świata" obecny u dziecka w sposób naturalny był podsycany w sposób właściwy dla każdego okresu rozwojowego, a nie niszczący go. Treści nauczania, metodyka i dydaktyka, które wzmacniają wewnętrzne siły dziecka, dają mu poczucie zakorzenienia w świecie i radość z jego poznawania, ale także tworzenie odpowiedniego, pięknie i estetycznie ukształtowanego otoczenia, wykorzystującego naturalne uwarunkowania danego miejsca stanowią nieodzowne elementy procesu nauczania i wychowania w przedszkolu i szkole waldorfskiej.
Warto wymienić niektóre z założeń, leżących u podstaw procesu nauczania i wychowania w placówkach waldorfskich, od przedszkola do matury.

Po pierwsze, pedagogika waldorfska wychodzi z założenia, aby nie prześpieszać, ani nie opóźniać rozwoju, ale wspierać i korzystać z tego, co w danym momencie pojawia się jako siły woli, uczucia i myślenia, stojące do dyspozycji dziecka.

Rozwój istot żywych oraz człowieka nie przebiega w sposób liniowy, lecz dokonuje się skokowo, poprzez przekształcenia i metamorfozy, które przebiegają w pewnym napięciu pomiędzy biegunowymi tendencjami, na przykład wyciąganiem i wypełnianiem, rozprzestrzenianiem i kurczeniem, i tym podobne.

Małe dziecko pochłonięte jest przez procesy rośnięcia i stawania się oraz opanowywania swojego ciała w sposób najbardziej intensywny w całym życiu człowieka. Jest istotą zmysłową, całkowicie zorientowaną na świat, ale równocześnie przygotowuje się do zmiany kierunku. Porzez intensywną motoryczną i zmysłową aktywność wykształcają się w jego mózgu coraz bardziej złożone struktury połączeń neuronowych, tworząc bazę dla myślenia i pojmowania w poźniejszym okresie życia.

Kompetencje intelektualne, których oczekuje się od dziecka w wieku szkolnym, nie powstają na skutek intelektualnego treningu już w przedszkolu, tylko dzięki praktycznym działaniom i aktywności ruchowej. Umiejętności matematyczne przygotowuje się bawiąc się w tak zwane zabawy "paluszkowe", zabawy rytmiczne, robiąc na drutach i na szydełku, grając na instrumencie indywidualnie i w zespole.

Drugą wążną zasadą, którą kieruje się pedagogika waldorfska, jest dbanie o zdrowie organizmu fizycznego dziecka, poprzez unikanie zbyt wczesnego angażowania sił intelektualnych w procesie edukacji.
Zmiana orientacji z aktywności skierowanej na świat u małego dziecka ku działaniu do wnętrza w wieku młodzieńczym ma swe szczególne momenty, jakimi są gotowość szkolna i dojrzewanie. Gotowość szkolna oznacza, że dziecko dopiero teraz może wyobrażać sobie coś i dysponuje w sposób wolny pamięcią, która nie jest już związana z konkretnym miejscem (pamięć lokalna), jak to widzieliśmy u przedszkolaków, które nie potrafiły jeszcze abstrahować. Gotowość do rozpoczęcia nauki w szkole jest momentem, który można dowolnie przesuwać, bez wyrządzenia szkody zdrowiu dziecka, gdyż zabiera się siły kształtujące jeszcze organizm fizyczny dziecka i angażuje je w proces uczenia się.

Pierwsze lata szkoły są okresem, w którym dziecko żyje pomiędzy światem zewnętrznym, a światem wewnętrznym, więc lekcje nie mogą być jednostronnie intelektualne. Dziecko odczuwa głód poznawania świata, a z drugiej strony nie jest jeszcze do niego wewnętrznie zupełnie oddzielone. Potrzebuje obrazów, malowanych słowem imaginacji pobudzających wnętrze oraz wyostrzających fantazję i ostrość widzenia zagadek. Na płaszczyźnie cielesnej odpowiada temu intensywny proces strukturyzacji i kształtowania się płuc i serca, czyli obszaru rytmicznego w człowieku.

Do 12 roku życia należy pracować z dziećmi, apelując nie "do głowy" ale opierając się na systemie rytmicznym, na uczuciach, bo jego główny organ, którym jest serce niegdy się nie męczy, w przeciwieństwie do głowy i kończyn.

Po trzecie, pedagogika waldorfska dba o zrównoważony rozwój, proponując w programie nauczania zajęcia artystyczne i praktyczne, a nie tylko intelektualne oraz stara się o przepojenie całego procesu kształcenia impulsem artystycznym i praktycznym. Uprawianie sztuki angażuje całego człowieka, a szczególnie jego wolę, sprawia, że człowiek rośnie, zdrowieje na ciele i na duszy i osiąga sukcesy.

Czwartą zasadę można ująć jako wspieranie zaufania dziecka we własne siły i możliwości, uczenie samodzielności i odpowiedzialności oraz zachowań społecznych. Wychowawca prowadzący klasę w okresie szkoły podstawowej, samodzielne projekty teatralne, regularne prezentacje uczniów na świetach szkoły, wspólne muzykowanie stanowią konkretną pomoc w tym zakresie.

Kolejnym ważnym warunkiem zdrowego podejścia w pedagogice waldorfskiej jest rytm, zapewniający higienę procesu nauczania i wychowania. Rytmiczny przebieg lekcji, dnia, tygodnia i roku przywraca siły, równowagę, daje poczucie pewności, radość z przypominania sobie podobnych wydarzeń z przeszłości i "przewidywalność" tego, co będzie. Rytm wdechu i wydechu, napięcia i rozluźnienia, pracy i świętowania towarzyszy wszelkim poczynaniom nauczycieli i wychowawców.


Niektóre aspekty praktyczne


Przedszkole


W okresie pierwszych siedmiu lat dominującą tendencją u dziecka jest kształtowanie i opanowanie własnego ciała. Poprzez ruch i aktywność zmysłów uzewnętrznia się jego wola i pęd do uczenia się. Poznanie i zrozumienie sił naśladowania stanowią dla wychowawcy klucz do przygotowywania się i organizowania zajęć w przedszkolu. Motywem przewodnim jest dawanie bogatych i różnorodnych wzorców i przykładów godnych naśladowania, ich rytmiczne powtarzanie oraz samowychowanie nauczyciela. "Świat jest dobry" - z takim "praodczuciem" przychodzi do nas małe dziecko i nie powinniśmy tego zbyt wcześnie zaburzać, lecz przeciwnie - wzmacniać, dając poczucie bezpieczeństwa.

Obchodzenie świąt dorocznych, rytmicznie powtarzające się zabawy i zajęcia artystyczne każdego dnia tygodnia, opowiadanie i inscenizowanie baśni na zakończenie każdego dnia - to tylko niektóre elementy przedszkolnego życia spełniające wewnętrzne, nie wyrażane werbalnie potrzeby przedszkolaka. Dopełniają je zadbane i estetyczne otoczenie, proste i piękne zabawki, a przede wszystkim ukochana osoba wychowawczyni.


Lata szkolne

W drugim siedmioleciu rozwija dziecko siły pamięci i fantazji oraz umiejętność myślenia. Czyni to w oparciu o autorytet nauczyciela, który "wprowadza je w świat", opisując jego piękno, pokazując cuda i tajemnice przyrody, uczy zadziewienia nim i budzi zainteresowanie zjawiskami. Działania pedagogiczne przynoszą najlepsze wyniki i działają dobroczynnie, gdy warunki życia szkolnego są stałe i rytmicznie ukształtowane. Dlatego nauczyciele waldorfscy, zwani nauczycielami klasowymi lub wychowawcami towarzyszą swojej klasie przez wiele lat, z regułu przez cały okres szkoły podstawowej (w Polsce przez 6 lat), ucząc wszystkich podstawowych przedmiotów ogólnokształcących w czasie trwania tak zwanej lekcji głównej.

Lekcja główna obejmuje codziennie dwie pierwsze godziny poranne, w czasie których nauczyciel wychowawca przedstawia i realizuje poszczególne tematy w formie trzy - lub cztero - tygodniowych cykli przedmiotowych. Dzięki temu uczniowie mają możliwość szerokiego poznania i intesywnego zgłębienia omawianego tematu i dość czasu, aby przejść przez kolejne fazy procesu uczenia się, przebiegającego od obserwacji do zrozumienia, od ćwiczenia do opanowania treści.

Nauczyciel dba o artystyczne opracowanie i przedstawienie treści lekcji, by dać dzieciom możliwość przeżycia obrazów, żywych pojęć, barw, dźwięków, zapachów, nastrojów, ich subtelności i odcieni, które podane w sposób zrównoważony rozwijają umiejętności intelektualne, wrażliwość artystyczną oraz kompetencje społeczne.
Po lekcji głównej następują lekcje przedmiotów wymagających ciągłego ćwiczenia, w tym dwóch języków obcych od piewszej klasy, muzyki, plastyki, prac ręcznych, gimnastyki, eurytmii, religii, godziny ćwiczeń z matematyki i inne, które trwają po 45 minut.

Szkoła waldorfska jest szkołą dwunastoklasową. W Polsce mamy szkołę podstawową i gimnazjum. Plan nauczania uwzględnia rozwój młodego człowieka w okresie od 13/14 roku życia do 18/19 lat. Nauczanie przebiega w caklach, jak poprzednio, ale lekcję główną prowadzą nauczyciele specjaliści od poszczególnych przedmiotów. Treści nauczania podawane w młodszych klasach w sposób obrazowy zostają teraz wprowadzane w nowy pojęciowy i naukowy sposób. Młodzi ludzie szkolą swe myślenie w oparciu o obiektywizm i precyzje nauk przyrodniczych, a wyczucie dla ludzkich losów i związane z tym poczucie odpowiedzialności poprzez intensywne zajmowanie się literaturą rodzimą i obcą oraz historią i geografią. Aby nie zakłócać delikatnego i złożonego procesu rozwojowego, w którym tkwią dzieci w wieku młodzieńczym, unika się zbyt wczesnej specjalizacji. Proponuje się natomiast różnorodne praktyki uzupełniające naukę poszczególnych przedmiotów, stwarzając podstawy wszechstronnego i praktycznego życiowo wykształcenia. W klasie 8 jest to praktyka w gospodarstwie rolnym, w 9 - w leśnictwie, w 10 - geodezji i przemyśle, a w 11- w instytucjach socjalnych.

Na zakończenie szkoły uczniowie opracowują wybrany przez siebie tamat i wykonują go pod kierunkiem nauczyciela specjalisty, a na koniec prezentują pracę przed szerokim gremium społeczności szkolnej. Egzamin maturalny zdaje większość uczniów.



Zrodlo: http://www.waldorfskaszkola.krakow.pl/stronapl/index.php?option=com_content&task=view&id=32&Itemid=56



Na górę
   
 
 
Post: 15 kwie 2012, 11:50 
Lilly pisze:
Pamiętacie Bruce’a Liptona, biologa komórkowego? Sugerował on jakoby współczesna nauka straszyła wszem i wobec determinizmem genetycznym wmawiając nam, że jądro komórki (z racji posiadania w swoim wnętrzu kodu DNA) jest jej mózgiem i całkowitym kontrolerem procesów w niej zachodzących. W swoich pracach starał się obalić ten dogmat, postulując, że jest całkowicie na odwrót: to środowisko wpływa na komórkę (aktywując konkretny gen) poprzez receptory znajdujące się na powierzchni jej błony. W zamian, zaproponował model, w którym to warstwa lipidowa komórki (błona oddzielająca ją od otoczenia) wraz z zanurzonymi w niej białkami (kanały i receptory) spełnia funkcje mózgu. Bruce mówi, że receptory na powierzchni błony komórkowej wyzwalają reakcje komórki, poprzez substancje chemiczne przekazywane z lub do jej wnętrza. I jak najbardziej ma rację, tyle tylko, że nie są to żadne nowe odkrycia dokonane przez niego, jak sam sugeruje - pokazuje to zwykła akademicka biologia i standardowe podręczniki.


Nie zgodzę się z powyższym.
Z kontekstu prac Bruce'a wynika moim zdaniem fakt że nie da się w żaden tradycyjny sposób wytłumaczyć synchronizacji i inteligencji życia na poziomie komórkowym, używając do tego tylko pojęć "sygnalizacyjnych molekuł" i "zamków chemicznych". Wyraźnie widać że w suchych chemicznych wyjaśnieniach brakuje opisu siły odpowiedzialnej za czynniki decyzyjne , a Bruce sugeruje że owa siła istnieje na zewnątrz komórek.
Tak naprawdę wracamy tutaj do największego błędu nauki - wiary w materię i cały łańcuszek konsekwencji z niej wynikających.
Podchodząc do tematu od strony teorii falowej widać dokładniej o co chodzi Brucowi i co tradycyjna nauka zgubiła. Elektromagnetyczne i świetlne fale są składnikami wszystkiego, jesteśmy w nich zanurzeni i emitujemy je w postaci myśli i emocji.

Zacytuję mojego przyjaciela Easta który skompilował kilka informacji w temacie, proszę tylko wziąć poprawkę na wszelkie "kwantowe" słownictwo i zastąpić go "falowym" (niestety nawet największe autorytety i pionierzy w poruszanym temacie jeszcze nie zdają sobie sprawy że wszystkie paradoksy kwantowe znikają jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki po przyjeciu falowych założeń)

"
W książce, którą teraz czytam ( POLE Lynn McTaggart ) znalazłem ciekawą , bo naukową próbę wyjaśnienia fenomenu świadomości.

Pozwolę sobie ją tu w obszerniejszym fragmencie zaprezentować. Będziemy mieli pole ( nomen omen ) do dyskusji.

MIKROTUBULE to cieniutkie "kanaliki" (Mikrotubule to białkowe spirale zbudowane z cząsteczek tubuliny. W przekroju wyglądają jak cylindry zbudowane z 13 równoległych łańcuchów. Mikrotubule wraz z innymi składnikami cytoszkieletu nadają kształt komórkom ) . Znajdują się one w każdej komórce . Włoski fizyk Ezio Insina ze Stowrarzyszenia Badań Bioelektronicznych odkrył pocczas swych własnych badań doświadczalnych na mikrotubulach, że struktury te mają mechanizm sygnalizacyjny, być może związany z transferem elektronów. Wielu naukowców takich jak Pribram, Yasue, Hameroff i Scott Hagan z Wydziału Fizyki na uniwersytecie McGilla w Kanadzie złożyli wspólnie teorię o NATURZE LUDZKIEJ ŚWIADOMOŚCI . Zgodnie z tą teorią mikrotubule i błony dendrytów stanowią Internet ciała, Wszystkie neurony mogą się nim posługiwać w tym samym czasie co inne i rozmawiać z każdym innym neuronem wykorzystując do tego wewnętrzne procesy kwantowe organizmu .
Mikrotubule pomagają zorganizować nieharmonijną energię i tworzą powszechną spójność fal wewnątrz organizmu - proces zwany "superradiacją" - po czym pozwalają tym spójnym sygnałom pulsowac wewnątrz ciała. kiedy spójność zostanie osiągnięta, fotony mogą wędrować wzdłuż światłowodów jakby były przezroczyste, zjawisko zwane "przezroczystością samoindukowaną ". Fotony mogą wnikać do wnętrza mikrotubuli i komunikować się z innymi fotonami w innych miejscach ciała powodując kolektywną współpracę cząstek subatomowych w mikrotubulach całego mózgu. (..) Z powodu tego mechanizmu spójność staje się zaraźliwa przechodząc z pojedynczych komórek na ich zespoły , a w mózgu konkretnego zespołu neuronów na inne. To wyjaśnia natychmiastowość działania naszego mózgu, w przedziale od 1/10 000 sekundy do 1/1000 sekundy wymagającym , by informacja była przesyłana z szybkością 1000 -100 metrów na sekundę - to jest z szybkością przekraczającą możliwości któregokolwiek ze znanych połączeń między aksonami lub dendrytami neuronów.
Superradiacja wzdłuż światłowodów może też odpowiadać na pewne od dawna obserwowane zjawisko - skłonność fal mózgowych do synchronizacji.
Hameroff zauważył, że elektrony ślizgają się gładko wzdłuż tych światłowodów, unijakąc jakiegokolwiek wplątania w ich środowisko - to znaczy bez przechodzenia w któryś ze stanów podstawowych. To znaczy, że pozostają w stanie kwantowym - prawdopodobieństwie wystąpienia wszelkich możliwych stanów, umożliwiając mózgowi ewentualny wybór spośród nich. To być może byłoby dobre wytłumaczenie wolnej woli. W każdej chwili nasze mózgi dokonują kwantowych wyborów , biorąc stany potencjalne i przekształcając je w stany faktyczne.
Teorią tą zainteresowali się włoscy matematycy ( fizycy teoretyczni ) De Gludice i Preparata. Znaleźli oni w swych doświadczeniach dowody potwierdzające przypuszczenie Hameroffa , że światłowody zawierają w swoim wnętrzu spójne pola energii.
Mikrotubule są puste jeśli nie liczyć niewielkiej ilości wody. Zwykła woda, taka z kranu lub rzeki , jest w stanie nieuporządkowanym, jej cząsteczki poruszają się losowo. Jednakże niektóre z cząsteczek wody w komórkach mózgu są spójne , jak odkry zespół włoski i ta spójność rozciąga się nawet na trzy nanometry, lub więcej, poza cytoszkielet komórki. Ponieważ zostało to udowodnione, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że woda wewnątrz miktotubul jest również uporządkowana, Może to być niebezpośrednim dowodem na to, że działały tam jakieś porcesy kwantowe prowadzące do spójności kwantowej. Wykazano też, że to skupienie fal wytworzyłoby promienie o średnicy piętnastu nanometrów - dokładnie średnicy rdzenia miktrotubul.
Wszystko to prowadzi do heretyckiej myśli, która już wcześniej zrodziła się w umyśle Fritza Alberta Poppa. Świadomość jest zjawiskiem powszechnym, obecnym w całym organizmie , a nie tylko w samych mózgach. Świadomość jest, na swym najbardziej podstawowym poziomie spójnym światłem.
Wprawdzie wszyscy Ci naukowcy, Putthoff, Popp, Beveniste i Pribram - pracowali oddzielnie, Edgar Mitchel jako jeden z pierwszych, zauważył, że w sumie ich teorie prezentują się jako zunifikowana teoria umysłu i materii - dowód na prawdziwość wizji świata jako "nieprzerwanej całości" zaproponowanej przez fizyka Davida Bohma.
Wszechświat jest bezkresną, dynamiczną pajęczyną wymiany energii, a jego najbardziej podstawowa struktura zawiera wszelkie możliwe wersje wszelkiej możliwej materii . Natura nie była ani ślepa, ani mechaniczna, ale otwarta, inteligentna i celowa, wykorzystująca sprzężenie zwrotne w wymianie informacji między organizmami i ich otoczeniem. Jej mechanizm unifikujący nie był szczęśliwą pomyłką , ale informacją, która została zakodowana i przetransmitowana do wszystkich miejsc naraz. Życie jest procesem kwantowym.
Wszystkie procesy w organizmie , w tym również komunikacja między komórkami , są wywoływane fluktuacjami kwantowymi , a wszystkie wyższe funkcje mózgu i świadomości też zdają się działać na poziomie kwantowym. Wybuchowe odkrycie Waltera Schemppa na temat pamięci kwantowej uwydatniło najdziwniejszy pomysł ze wszystkich: ani krótkoterminowa, ani długoterminowa pamięć nie rezydjue w mózgu - jest natomiast magazynowana w polu punktu zerowego.

Po odkryciach Pribrama niektórzy badacze, w tym również teoretyk systemów filozoficznych, Ervin Laszlo zaczęli sugerować, że mózg jest zaledwie urządzeniem pozyskiwania i odczytywania faktycznego nośnika informacji, jakim jest POLE

koniec cytatu.

Dla zainteresowanych poszerzeniem informacji na temat tego jak funkcjonuje nasze postrzeganie ( holograficzna pamięć ) podam jeszcze linka do wywiadu z Karlem Pribramem ( neurofizjologiem ):
http://a.bongaruda.pl/biuletyn/publikacje/garuda_14/1232014836/
"

pozdrawiam



Na górę
   
 
 
Post: 23 maja 2012, 9:14 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 mar 2012, 18:13
Posty: 178
Lokalizacja: 3miasto
Płeć: kobieta
Trudna nauka czytania
Autor: Barbara Łuczak

Obrazek

Dziecko przygotowuje się do nauki czytania od momentu narodzin, a nawet jeszcze wcześniej. Pamiętajmy, że podstawowe funkcje dotyczące procesu czytania tj. analiza i synteza wzrokowa i słuchowa oraz integracja wzrokowo-słuchowa są stymulowane przez otoczenie dziecka od momentu jego narodzin.


Jakie czynniki wpływają na sprawne czytanie?

Lewooczność

Lewe oko śledzi wzrokiem z prawej strony na lewą, dziecko najpierw patrzy na prawą połowę strony, potem przechodzi dopiero na lewą. Czytanie w języku hebrajskim lub japońskim z pewnością byłoby dla dzieci lewoocznych łatwiejsze.

Mamo, tato: jeżeli wasze dziecko ma lewe oko dominujące, bądźcie dla niego bardziej cierpliwi, ono potrzebuje nieco więcej czasu.


Widzenie obwodowe

Dziewczynki i kobiety mają szersze widzenie obwodowe niż chłopcy i mężczyźni, gdyż mają więcej światłoczułych pręcików i czopków z tyłu gałki ocznej.

Mamo: jeżeli masz syna z trudnościami w czytaniu nie mów mu, że ty nauczyłaś się tego o wiele szybciej, jeżeli masz córkę nie stawiaj jej na piedestale tylko dlatego, że opanowała sztukę czytania szybciej niż jej brat. Możesz podziękować milionom kobiet które w toku ewolucji mieliły ziarno, tkały, szyły, nawlekały paciorki. Przodkowie twojego małego mężczyzny wypatrywali wtedy zwierza lub wroga, dlatego rozwijali głównie perspektywę głębi.


Ogniskowanie dwuwymiarowe a kształt soczewki

Do siódmego roku życia soczewka jest długa, a obraz jest rozprzestrzeniony na siatkówce, dominuje widzenie obwodowe, trójwymiarowe. Po siódmym roku życia ciała rzęskowe (mięśnie zmieniające kształt soczewki) wydłużają się i soczewka może robić się bardziej okrągła - obraz skupiony jest w dołku centralnym siatkówki. Możliwe jest wtedy przejście od widzenia trójwymiarowego do widzenia skupionego, dwuwymiarowego. Przejście to nie powinno być jednak zbyt gwałtowne. Dziecko z prawidłowo rozwiniętym trójwymiarowym, obwodowym wzrokiem nagle zmuszone do koncentrowania wzroku na małych literach przeżywa silny stres, a zamiast liter widzi czasami plamę. Czasami literki zlewają się, ruszają, przemieszczają, giną, robią się podwójne. Dzieci nie wiedzą, że mają problemy z prawidłowym widzeniem, myślą, że tak widzą wszyscy.

Jest to jedną z głównych przyczyn niepowodzeń dzieci rozpoczynających naukę czytania w krajach trzeciego świata. Od kilku lat stał się w Polsce popularny termin ,,optodysleksja”.

Często przyczyną problemów z widzeniem jest tzw. skurcz akomodacyjny – trwały skurcz mięśni sterujących soczewką oka. Soczewka przez długi czas jest utrzymywana w stanie podwyższonej mocy, niezależnie, czy jest to potrzebne czy nie. Wówczas oko męczy się, a oglądany obraz jest zamazany i niestabilny.

Mamo, tato: jeśli chcecie rozpocząć naukę czytania waszego dziecka wcześnie, np. w wieku 3-4 lat pamiętajcie, aby litery były duże i prezentowane z pewnej odległości. Zbyt wczesne „zmuszanie” oczu do ogniskowania dwuwymiarowego prowadzi do krótkowzroczności (podobny wpływ ma TV, komputer).

Pamiętajcie, że przy czytaniu oprócz dobrego oświetlenia konieczne są przerwy na patrzenie w dal.

Dobrze byłoby, gdyby dziecko przed zapoznaniem się z literami oglądało stosunkowo małe rysunki niosące ze sobą treść znaczeniową, np. piktogramy (uwzględnia to np. symultaniczno-sekwencyjna metoda nauki czytania).

Super byłoby, gdyby nauczyciele w młodszych klasach szkolnych wprowadzali ćwiczenia usprawniające proces widzenia (np. ,,kiełkującą roślinkę”).

Jeżeli wasze dziecko przy czytaniu łzawi, męczy się, przekrzywia głowę, skarży się na bóle głowy, słabo widzi linijki w zeszycie odwiedźcie okulistę-optometrystę. Odpowiednio dobrane ćwiczenia rozruszają poprzykurczane mięśnie sterujące naszym widzeniem.


Koncentracja uwagi

Nadpobudliwość psychoruchowa z reguły spowalnia proces nauki czytania, ale mechanizm ten działa również w drugą stronę: jeżeli dziecko wykazuje znaczne zaburzenia funkcji odpowiedzialnych za czytanie, to liczba zachowań niekontrolowanych wzrasta, wytwarzając obraz dziecka nadpobudliwego psychoruchowo.

Dzieci 6-7-letnie nie są w stanie zbyt długo utrzymywać gałek ocznych w równowadze i skupić się na tekście. Potrzebują zmiany pozycji, aby utrzymać koncentrację uwagi. Podczas aktywacji układu przedsionkowego impulsy biegną do układu siatkowatego (cienkiej nerwowej siateczki oplatającej układ przedsionkowy), budzącego nową korę do odbioru bodźców zewnętrznych. Ten mechanizm funkcjonuje przez całe życie.

Mamo, tato: nie dziwcie się, że wasze dziecko podczas czytania zaczyna się kręcić i w końcu buja się na krześle – ono stymuluje swój układ przedsionkowy, aby wytrwać w tej czynności. Jeżeli sami musicie dużo czytać, pamiętajcie, że pół godziny intensywnego ruchu może zdziałać więcej niż kolejna kawa. W nieco późniejszym etapie nauki czytania koncentrację uwagi wspomaga również zainteresowanie tekstem, możliwość oglądania ilustracji, wyobraźnia, porównywanie treści tekstu do osobistych doświadczeń.


Profile dominacji i ograniczenia z nimi związane

Wg Paula Dennisona twórcy kinezjologii edukacyjnej indywidualny styl uczenia się uzależniony jest od wrodzonego profilu dominacji określającego dominację półkulową mózgu oraz ręki, oka i ucha. Profil informuje nas, w jaki sposób dziecko przetwarza informacje.

W sytuacjach stresowych polegamy jedynie na naszych zmysłach dominujących, w sytuacjach mniej stresowych możemy przyjmować adaptacyjne profile dominacji, wzbogacając nasz model uczenia się.

W stresie funkcjonuje efektywnie tylko jedna półkula i te zmysły które są z nią związane, tj. leżące po przeciwnej stronie. Np. jeżeli dominująca jest lewa półkula i prawe oko, wtedy wzrok jest efektywny, gdyż lewa półkula kontroluje mięśnie prawego oka (analogicznie w kombinacji odwrotnej). Dla takiego dziecka preferowany styl uczenia się to styl wizualny.

Profile jednopółkulowe np. prawa półkula i prawe oko lub lewa półkula i lewe oko stwarzają pewne ograniczenia wizualne, zwłaszcza w stresie. Dzieci patrzą na tekst, ale bodźce nie są przekazywane do ośrodków korowych.

Jeżeli dziecko ma duże problemy z czytaniem i jest odpytywane na forum klasy może przeżywać bardzo silny stres. Widzi wówczas szereg znaczków literowych, czasami zlewających się w plamę, ale kora mózgowa nie analizuje ich znaczenia.

Mamo, tato: jeżeli wasze dziecko ma problemy z zapamiętywaniem wzrokowym obrazu graficznego liter w tradycyjny sposób, spróbuj wykorzystać inne zmysły: „pisz” litery palcem na plecach dziecka, korzystaj z liter wypukłych, przygotowanych z papieru ściernego, po których można wodzić palcami, ułóż wzór litery na podłodze np. z papierowych kwadratów i zachęć dziecko, aby po nim skakało, chodziło zgodnie z kierunkiem pisania litery. Przygotuj wałeczki z plasteliny i utwórz z nich litery na kartonikach, zawiąż dziecku oczy i poleć różnicować dwie litery wodząc po nich palcami zgodnie z kierunkiem pisania litery. Pamiętajmy, że dzieci niewidome i słabo widzące też uczą się czytać, wykorzystując zmysł dotyku.


Pamięć wzrokowa i słuchowa bezpośrednia

Jeżeli dziecko nie odbiera globalnie wyrazu, ale pamięta po kolei litery lub przechowuje w pamięci słuchowej głoski jest większa szansa, że go odczyta. Ważne jest również zachowanie prawidłowego rytmu i intonacji mowy.

Mamo: nauka piosenek, wierszyków, gry typu "memory" doskonalą pamięć wzrokową i słuchową twojego dziecka. Zabawy prostymi instrumentami muzycznymi polegające na zapamiętywaniu sekwencji dźwięków czy nauka gry na instrumencie w późniejszym okresie życia dziecka są również dobrą okazją do rozwijania pamięci słuchowej. Dzieci lubią wszelkiego rodzaju ,,wyliczanki”, to dobry sposób na kształtowanie prawidłowego rytmu mowy. Czasami dzieci czytają już wyrazowo, ale brak prawidłowej intonacji i rytmu mowy w dużym stopniu zakłócają rozumienie tekstu.


Metody nauki czytania

Trudno dyskutować, jaka metoda nauki czytania jest najlepsza. Jeżeli rozpoczynamy naukę czytania wcześnie, w wieku 3-4 lat, najlepiej zacząć od czytania globalnego, gdyż jest to etap rozwoju półkuli gestalt. Oko i tak „doniesie” polom korowym w potylicy, że wyraz kot to trzy „znaczki”, a pierwszy z nich jest taki sam jak w wyrazie kura.

Dla sześciolatków o pełnozmysłowym dostępie do informacji (dominująca lewa półkula, prawe oko, prawe ucho, prawa ręka, lub dominująca prawa półkula i lewe oko, lewe ucho, lewa ręka) efektywna może się okazać metoda nauki czytania głoskowo-literowa. Z badań statystycznych wynika jednak, że ci szczęśliwcy stanowią jedynie 15% populacji. Dzieci te rozpoczynając czytanie metodą głoskowo-literową dość szybko przechodzą do czytania globalnego, np. poprzez „ślizganie się po literach” proponowane przez B. Rocławskiego.

Dla dzieci o profilach dominacji jednopółkulowych, ograniczonych wizualnie i słuchowo (np. lewa półkula, lewe oko, lewe ucho) metoda głoskowo-literowa nie jest dobra. O wiele bardziej efektywna jest wówczas metoda struktur wyrazowych (wszak bliższa "mał-pa" małpie niż "my-a-ły-py-a").

Metodą zbliżoną do struktur wyrazowych jest metoda symultaniczno-sekwencyjna, w której dziecko doświadcza, że te same sylaby w zależności od konfiguracji ich ułożenia tworzą zupełnie inne wyrazy.

Okazuje się, że w przedszkolach, gdzie nauka czytania jest wprowadzana w sposób niedyrektywny, w czwartym roku życia, początkowo w formie czytania globalnego, dzieci w klasie ,,0” czytają w zależności od swoich predyspozycji różnymi metodami i na różnym poziomie. Niewątpliwą zaletą jest w takim wypadku możliwość dostosowania metody do dziecka, a nie odwrotnie.

Oczekiwania współczesnego, cywilizowanego świata w stosunku do sześcio-, siedmiolatków są dzisiaj bardzo wygórowane. Wiele dzieci rozpoczyna naukę czytania i pisania jednocześnie w dwóch, a nawet trzech językach.

Ich organizm najczęściej nie jest do tego przygotowany. Broni się wówczas poprzez różnego typu zachowania autostymulacyjne – wiercenie się w ławce, bujanie się na krześle, chodzenie po klasie, zabawę różnymi przedmiotami.

Coraz więcej rodziców zgłaszających dzieci do poradni psychologiczno-pedagogicznej wymienia jako powód tercet objawów: dysleksja, nadpobudliwość psychoruchowa, problemy wychowawcze.

Myślę, że takich pacjentów będzie niestety coraz więcej, zbyt mało szacunku okazujemy Matce Naturze.



Bibliografia:
Wykorzystano informacje zawarte w książce Carli Hannaford „Zmyślne ruchy, które doskonalą umysł. Podstawy kinezjologii edukacyjnej”, wydawnictwo Medyk Sp. z 0.0., 1998.


Źródło: Barbara Łuczak "Trudna nauka czytania"

_________________
Każdy krok w kierunku poznania, każdy fragment wyodrębniony z całości przyrody jest tylko przybliżeniem całkowitej prawdy, czy raczej całej znanej nam obecnie prawdy. Właściwie wszystko, co wiemy, jest tylko przybliżeniem, ponieważ wiemy, że nie znamy jeszcze wszystkich praw.

R. Feynman, Wykłady z fizyki.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 23 maja 2012, 12:32 
Odnosnie nauki czytania i pisania, mam pewne skojarzenie poczynione na moich dzieciach, sobie... np.

Zaczne od cory. Moja nastarsza np. w wieku 2. lat znala caly alfabet na pamiec i rozpoznawala wszystkie litery (alfabetu niemieckiego). Po prostu w trakcie zabawy wskazywala palcem w ksiazeczce na litery tak samo jak na obrazki i pytala, co to? No i jej odpowiadalam. Takze majac te 2 lata znala je wszystki i rozpoznawala bezblednie.
Zastanawialam sie, co wtedy zrobic. Uczyc ja czytac itd. czy zostawic jak jest. Zostawilam jak jest. Dawalam kredki, inne przybory do rysowania i rysowala sobie, malowala itd. Natomiast nie uczylam jej pisac ani czytac. Z czasem zainteresowanie literkami minelo i mloda nie miala w tym kierunku ciagutek.
Majac 6 lat poszla do zerowki, do szkoly waldorfskiej i tam bylo na jednym wieczorze dla rodzicow nt. nauki czytania i pisania i podejscia do tego tematu w pedagogice waldorfskiej. Takze tam jest to postrzegane jako umiejetnosci dla dziecka abstrakcyjne i wymagajace od niego konkretnej dojrzalosci. Takze u jednego dziecka przychodzi ona wczesniej (np. opanowuja te umiejetnosc bez zbytnich namawian w wieku 4 czy 5 lat) u innych pozniej. Ale wg obserwacji poczynionych w tej szkole, gdzie pozwala sie dzieciom umiejetnosc te opanowac we wlasnym, niewymuszonym tempie, dzieci czynia to najpozniej do konca 2. klasy szkoly podstawowej.
Moja corka wiec, pomimo, ze pierwsze zainteresowanie literkami przyszlo w wieku 2. lat, umiejetnosc te opanowala dopiero w 2. klasie. I tak jest ok. Zrobila to we wlasnym tempie, bez stresu, bez naciskow. Zreszta cala nauka przebiega u niej w ten sposob. Teraz konczy 3. klase i kocha chodzic do szkoly, podczas gdy dzieci w szkolach publicznych juz w 1. klasie mowily, ze nienawidza szkoly.

No i moj przyklad. Ja czytac i pisac umialam w wieku cos 4. lat. W wieku 5. lat siedzialam w domu znudzona i z nudow nauczylam sie alfabetu ruskiego i jezyka migowego. Poszlam do szkoly i zonk... nudzilam sie. Dla mnie szkola byla koszmarnym miejscem. To, co czlowiek moglby zalapac w chwile, bylo nawijane godzinami.

Jeden z powodow, dla ktorych sie ciesze, ze moim dzieciom takie cos zostalo zaoszczedzone. Ten styl nauczania, ktory zaklada, ze wszystkie dzieci ucza sie w tym samym tempie. Ale to juz tylko taki marginesowy dodatek.l



Na górę
   
 
 
Post: 11 lip 2012, 20:42 
Offline
Secret Master * 4th Degree
Secret Master * 4th Degree

Rejestracja: 03 maja 2012, 16:23
Posty: 30
Płeć: mężczyzna
Nasz system szkolnictwa zakłada, że nauka jest nam po prostu wbijana do głowy przez tzw. "wkuwanie". Na pewno istnieją jakieś ciekawe metody nauczania, które zainteresują uczniów, bo dla większości osób, nauka w szkole to katorga.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 21 sie 2012, 15:33 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 mar 2012, 18:13
Posty: 178
Lokalizacja: 3miasto
Płeć: kobieta
Tato, obserwuję Cię !

phpBB [video]


:spoko:

_________________
Każdy krok w kierunku poznania, każdy fragment wyodrębniony z całości przyrody jest tylko przybliżeniem całkowitej prawdy, czy raczej całej znanej nam obecnie prawdy. Właściwie wszystko, co wiemy, jest tylko przybliżeniem, ponieważ wiemy, że nie znamy jeszcze wszystkich praw.

R. Feynman, Wykłady z fizyki.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 30 sie 2012, 21:16 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 mar 2012, 18:13
Posty: 178
Lokalizacja: 3miasto
Płeć: kobieta
TEDxKids@Kraków 2012

TEDxKids@Kraków to pierwsza tego typu jednodniowa konferencja w Polsce, na której dzieci będą mówiły do dzieci. Konferencja odbędzie się 20 września br. od godziny 17:00 do 20:00 w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha i jest adresowana głównie do dzieci w wieku 8-12 lat oraz do ich opiekunów.

Tematem przewodnim są dziecięce pasje, czyli PASSION LIVES. W przerwie dzieci wezmą udział w japońskich podchodach - zabawie przybliżającej orientalną kulturę Dalekiego Wschodu.

Udział w konferencji jest bezpłatny, ale należy się na nią zarejestrować. Uczestników prosimy o przybycie 30 min. przed rozpoczęciem wydarzenia.

http://tedxkrakow.com/pl/events/29-TEDxKidsKrakow2012

-- czw, 3 stycznia 2013, 15:13 --

Obrazek

Zakazana edukacja (La Educación Prohibida)

Film ukazuje założenia edukacji demokratycznej oraz konsekwencje współczesnego przymusu szkolnego. Odsłania także podstawy rozwoju i nauki dzieci i młodzieży obalając wiele mitów.

phpBB [video]


Szkoły demokratyczne są pozbawione przymusu uczenia się oraz autorytarnego traktowania uczniów.

W szkole demokratycznej dziecko jest traktowane jak pełnoprawny człowiek. W szkole demokratycznej to dziecko decyduje o swojej edukacji zgodnej z jego wewnętrznymi potrzebami. Wspólnie z innymi, zarówno nauczycielami jak i innymi uczniami, decyduje o zasadach i prawach panujących w szkole.


W szkole demokratycznej młodzi ludzie mają prawo:
- decydować o sobie: jak, kiedy, co, gdzie i z kim robią, w szczególności czego i jak się uczą;
- do równego prawa w podejmowaniu decyzji odnoszących się do ich szkoły;
- decydowania o przepisach i sankcjach - jeśli takie byłyby niezbędne.

Wartości, którymi kierują się szkoły demokratyczne to:
- szacunek i zaufanie dla dzieci,
- równość statusu dzieci i dorosłych,
- współodpowiedzialność za społeczność szkolną,
- wolność wyboru działalności,
- demokratyczne rządy sprawowane przez dzieci i pracowników, bez odniesienia do - jakiegokolwiek rzekomo najwyższego przewodnika lub systemu.

Mimo dużej wolności szkoły demokratyczne notują wysoki poziom skuteczności w nauce i kształtowaniu osobowości - otwartej na uczenie się i zdobywanie nowych doświadczeń.

Uczniowie szkół demokratycznych biorą odpowiedzialność za swoją edukację i dyscyplinę panującą w szkole. Dorośli w szkołach demokratycznych stanowią wsparcie i oferują uczniom swoją wiedzę i doświadczenie, z której uczniowie mogą skorzystać.

http://edukacjademokratyczna.pl/

Ken Robinson "Zrewolucjonizujmy nauczanie!"

phpBB [video]



Ken Robinson "Szkoły zabijają kreatywność" (filmik z pierwszego postu w jednej części).

phpBB [video]

_________________
Każdy krok w kierunku poznania, każdy fragment wyodrębniony z całości przyrody jest tylko przybliżeniem całkowitej prawdy, czy raczej całej znanej nam obecnie prawdy. Właściwie wszystko, co wiemy, jest tylko przybliżeniem, ponieważ wiemy, że nie znamy jeszcze wszystkich praw.

R. Feynman, Wykłady z fizyki.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 sty 2013, 9:36 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 cze 2009, 19:25
Posty: 787
Lokalizacja: Sopot
Płeć: mężczyzna
Edukacja to poważny... problem

mnóstwo jest pomysłów na jej udoskonalenie, albo zupełną zmianę, ale idealnej recepty zdaje się nie być w ogóle (przynajmniej jeśli chodzi o edukacje powszechną).

Sam udzielam korepetycji i spotykam się na co dzień z wieloma problemami o których mówi Ken Robinson - przede wszystkim dzieciaki boją się popełniać błędy, a to prowadzi często do strachu przed jakimkolwiek działanie, bo lepiej nie robić nic, niż się przypadkiem pomylić...

Również samodzielność niezwykle traci na sile w szkole (a w wielu przypadkach znika w ogóle).

Brak pewności (siebie i w stosunku do tego co się robi), strach przed pomyłką i apatyczne wycofanie się w przypadku problemu (nie stajemy na przeciw, tylko staramy się obejść i wycofujemy), to najczęstsze skutki obecnej sytuacji w szkole.

Często w rozmowie z rodzicami padają argumenty, że dzieci są dzisiaj jakieś nieogarnięte, bardziej pobudliwe, nie są w stanie wysiedzieć na lekcjach, ale popatrzmy w jakim otoczeniu wychowują się dzieci dzisiaj, a jak to wyglądało kiedyś?
Kolorowe zabawki, telewizja, internet, wszechobecne reklamy itd - to wszystko nas pobudza, a w szkole szaro, nudno i trzeba siedzieć na tyłku...

Nawet zajęcia indywidualne, naszpikowane ciekawostkami bardziej niż suchymi faktami, często już nie są w stanie zainteresować i zmobilizować dzieci do czynnego udziału (a przynajmniej nie od razu).

Żyjemy w innych czasach, więc i edukacja powinna być inna, ale jakoś cały czas trzymamy się starego, znajomego systemu i niestety dużą rolę w tym błędnym kole odgrywają rodzice...

Odnośnie filmu "Zakazana edukacja" ... wdaje się być zrobiony w podobnej formie co "What the bleep...", wg mnie jest też trochę zbyt rozwleczony (te 2 godziny można by spokojnie zmieścić w 1), ale nawiązuje do bardzo ciekawych kwestii. Nie wiem czy w 100% zgadzam się z nim, jednak warto go obejrzeć i zastanowić się nad nim.

Poniżej link do autorów i osób które brały udział w tym projekcie:
http://www.educacionprohibida.com/investigacion/entrevistados/

_________________
Evolution - the greatest show on Earth !



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 maja 2013, 15:16 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 mar 2012, 18:13
Posty: 178
Lokalizacja: 3miasto
Płeć: kobieta
Zbiór kilku ciekawych publikacji i artykułów z ostatnich dni:

Pozwólmy dzieciom myśleć

"Największą przeszkodą w stworzeniu lepszej dla dzieci szkoły jest próżność dorosłych. Problemy biorą się z naszego przekonania, że wiemy lepiej, czego i jak dziecko powinno się uczyć. I z najlepszą intencją, konsekwentnie projektujemy naukę tak, żeby dziecko miało jak najłatwiej, decydujemy o wszystkim, czego, kiedy i jak ma się uczyć. W naszym kraju nakłada się na to jeszcze bardzo powszechne przekonanie, że dziecko nie myśli samodzielnie. Nauczyciele najmłodszych klas często wyobrażają sobie, że dziecko, przychodząc do szkoły, jest jak ta biała karta, na której oni teraz będą zapisywać (oczywiście w uporządkowany sposób) to, co ważne. Myślę, że podobne poglądy są rozpowszechnione na całym świecie, choć być może nie tak silnie jak w Polsce, nie tak intensywnie i jednoznacznie. Możemy powiedzieć, że my jako społeczeństwo nie mamy horyzontu edukacyjnego, ale punkt widzenia."

http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/edukacja/20130427/dabrowski-pozwolmy-dzieciom-myslec



Jedynym wyedukowanym człowiekiem jest ten, kto nauczy się, jak się przystosowywać i zmieniać

"Już w 1969 roku Carl Rogers podkreślał, że jedynym wyedukowanym człowiekiem jest ten, kto nauczy się, jak się przystosowywać i zmieniać; człowiek, który zdał sobie sprawę z tego, że żadna wiedza nie jest bezpieczna, a jedynie proces poszukiwania wiedzy stwarza podstawy do bezpieczeństwa. Zmiana, poleganie raczej na procesie niż na statycznej wiedzy to jedyny, który wydaje się sensowny, cel edukacji we współczesnym świecie."

http://wyborcza.pl/1,76842,13896934,Jedynym_wyedukowanym_czlowiekiem_jest_ten__kto_nauczy.html



Zmierzamy ku edukacyjnej katastrofie. Sowietyzację zastąpiła amerykanizacja

"Bo wciąż w Polsce mamy nieefektywny system z początku XX wieku, klasowo-lekcyjny. U nas klasa jest jak cela, a nauczyciel jak klawisz. W Europie Zachodniej, USA czy Australii od dawna już stosuje się modele konstruktywistycznej edukacji, a nie hierarchiczne, frontalne nauczanie jednorodnych wiekowo grup uczniów. Odchodzi się od klas, dziecko samo wybiera nauczyciela na każdym etapie, tworzy się zespoły zainteresowań, zróżnicowane kompetencyjnie. Tamtejsze szkoły są niezależne od ministerstw, nikt im nie narzuca, czego i jak mają uczyć. U nas na takie fanaberie nie pozwala władza. Mamy model żarłocznej centralizacji, bo to korzystne rozwiązanie dla polityków. W końcu oświata to armia ponad 600 tys. nauczycieli. A to tyle samo potencjalnych głosów w wyborach. (...) Młodym ludziom proponuje się dziś wiedzę typu instant. Skondensowaną, która pozwala przebrnąć przez testy. A testy buduje się na zasadzie teleturnieju „Familiada”. Trzeba dać odpowiedź, jaki procent ludzi uważa tak czy tak. Kształcimy coraz większą liczbę osób, które są podatne na różne techniki manipulacyjne, osobowości radarowe. Wypuszczamy pokolenia nastawione zadaniowo, egoistycznie, unikające zagrożeń. A przecież istotą edukacji powinno być wykształcenie osobowości żyroskopowych, wewnątrzsterownych, kierujących się własnym rozumem, sumieniem, wartościami i poczuciem odpowiedzialności. Musimy dać młodym ludziom trwałe podstawy do samowychowania i samorealizacji, wytworzyć u nich zdolności do racjonalnych ocen, analizy, kierowania się sumieniem. Do tego potrzebna jest edukacja uwzględniająca formację zarówno etyczną, jak i filozoficzną."

http://serwisy.gazetaprawna.pl/edukacja/artykuly/701245,zmierzamy_ku_edukacyjnej_katastrofie_sowietyzacje_zastapila_amerykanizacja.html



Ta okropna młodzież? A może ci okropni dorośli?

"Jednym słowem zamiast męczyć młodzież w szkołach stawiających na pamięciowe uczenie się faktów i mechaniczne rozwiązywanie zadań, dorośli powinni zadbać o to, żeby przygotować młode pokolenie do prawdziwych zawodowych i prywatnych zadań w przyszłym życiu, a to może się udać jedynie wtedy, gdy instrument zawiadujący wykonywaniem tych zadań jest odpowiednio rozwinięty. Dla mózgu nie ma przecież przyjemniejszej rzeczy, niż uczenie się. Tyle że nie na sucho.

Szkół się z dnia na dzień pozmieniać ani tym bardziej pozamykać nie da, ale o zmianach należy pomyśleć jak najszybciej, żeby nie było tego, o czym mówią autorzy artykułów w owym specjalnym wydaniu Spiegla, że "bezradność absolwentów szkół to jeden z największych problemów systemu edukacji", bo "szkoła działa z reguły w oderwaniu od życia zawodowego". Berliński analityk oświaty Klaus Hurrelmann postuluje: "Szkoła musi się stać miejscem pracy młodzieży."

http://www.sofijon.pl/module/article/one/15



Dziecko ma robić zadania i nie dyskutować

Co jeszcze zdaniem autorów raportu dolega polskiej oświacie?
* Dzieci po przejściu do podstawówki cofają się w rozwoju (karty pracy hamują rozwój ucznia, a nauczyciel często nie patrzy, co dziecko potrafi, tylko uczy klasę według tego samego szablonu).
* Nauczyciele za szybko osiągnęli najwyższy stopień awansu zawodowego, co zahamowało ich dalszą chęć rozwoju. Często przedkładają ''kolekcjonowanie dyplomów'' do awansu nad pracę z uczniem. System nie premiuje nauczycieli kreatywnych.
* Kreowana w szkole rzeczywistość jest sztuczna, zbyt uproszczona i wyidealizowana. Uczniowie poznają świat z podręczników, który jest inny niż świat za murami szkoły;
* Uczniowie prawdopodobnie będą pracować w zawodach i w sposób, jakiego jeszcze nie znamy, dlatego trzeba rozwijać w nich krytyczność i elastyczność myślenia.

http://wyborcza.pl/1,76842,10744658,Dziecko_ma_robic_zadania_i_nie_dyskutowac.html



Szkoła umarła. Nie da się zreformować, trzeba ją zamknąć

"Naiwne jest więc przekonanie, że dobry minister razem z dobrym dyrektorem i dobrym nauczycielem naprawią szkolnictwo. Wiem doskonale, że jest wielu dobrych nauczycieli i dobrych dyrektorów. Wiem też, że niewiele z tego wynika. Bo tak jak nie da się nic sensownego zrobić w epoce odrzutowców ze starym dyliżansem, tak i nie da się nic sensownego zrobić z dziećmi zapędzonymi do klasy na kilka godzin dziennie. Ta formuła już się wyczerpała. Musimy się z tego wycofać.

Mam nadzieję, że w ciągu tego stulecia obowiązkowe szkoły powszechne znikną. Szkoły staną się dobrowolne i zmienią się w instytucje samouczenia się pod kierunkiem nauczycieli pomagających dobierać odpowiednie środki i materiały tym, którzy uczyć się pragną i mają po temu jakieś predyspozycje (a z pewnością nie jest to większość ludzi). Teraz czeka nas jednak długi okres przejściowy. I tylko proszę bez złudzeń."

http://wyborcza.pl/1,75248,13887453,Szkola_umarla__Nie_da_sie_zreformowac__trzeba_ja_zamknac.html



Nowy trend w edukacji

„Za 50 lat współczesne szkoły będzie uważać się za barbarzyński relikt przeszłości. Obecny system unieszczęśliwia dzieci i testuje granice ich wytrzymałości psychicznej. Co ważne, nie gwarantuje im stałej pracy, płacy ani bezpieczeństwa, jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Bo miejsc pracy wymagających bezrefleksyjnego wykonywania poleceń jest coraz mniej, a te, które istnieją, są nisko płatne. Jeżeli chcemy mieść szczęśliwe dzieci, które później będą się spełniać zawodowo, musimy dać im zdecydowanie więcej wolności, niż mają obecnie”

http://www.edunews.pl/badania-i-debaty/opinie/2254-nowy-trend-w-edukacji



Szkoła to więzienie

"Więzienie to każde miejsce, w którym ludzi pozbawia się wolności i trzyma w zamknięciu wbrew ich woli. Uczniowie nie mają wyboru. Muszą chodzić do szkoły, nawet gdyby chcieli robić coś zupełnie innego. Co więcej, w większości krajów muszą do niej chodzić, nawet gdyby także ich rodzice uważali, że powinni robić coś innego."

http://www.uwazamrze.pl/artykul/724046,1002056-Szkola-to-wiezienie.html



Ocena MEN za reformę: niedostateczny

"Szkolnictwo początkowe budzi bardzo wiele zastrzeżeń i niepokojów i to one powinny być przede wszystkim tematem zainteresowania MEN i one powinny być usunięte przed jakąkolwiek decyzją o obniżeniu obowiązku szkolnego. Obraz szkoły, jaki wynika z badań pedagogów wczesnej edukacji (m.in. D. Klus-Stańskiej, M. Nowickiej, E. Gruszczyk-Kolczyńskiej, A. Nowak-Łojewskiej, J. Bałachowicz, M. Wiśniewskiej-Kin, M. Szczepskiej-Pustkowskiej, E. Zalewskiej, M. Żytko, A. Kalinowskiej i wielu innych), jest dramatyczny i ukazuje spustoszenia, jakie wywołuje wczesna edukacja szkolna: skrajne nieprzystosowanie szkoły do młodszych uczniów, przestarzałą metodykę, brak aktywności badawczej na lekcjach, incydentalność współpracy grupowej, stereotypizację postaw społecznych i stygmatyzację odmienności, wydziedziczanie z kultury macierzystej i macierzystego języka, opresyjną dyscyplinę ciszy i znieruchomienia, organizację przestrzeni klasy rodem z XIX wieku, a więc ogólnie: mamy szkołę, która zamiast integrować cokolwiek zgodnie z swoimi założeniami ma charakter dezintegrujący wiedzę i poczucie tożsamości dzieci, obniżający kompetencje społeczne, wywołujący brak poczucia sprawstwa, postawy rywalizacyjne i lękowe."

http://www.edunews.pl/edytoriale/2266-ocena-men-za-reforme-niedostateczny



Egzamin gimnazjalny: Zniewolony umysł ucznia

"Tymczasem szkoły wciąż zdają się tkwić mentalnie w połowie XX w., kiedy głównym celem kształcenia nie było rozbudzanie kreatywności czy innowacyjności, ale tworzenie zdyscyplinowanych pracowników potrafiących karnie wykonywać powtarzające się czynności tak przy taśmie produkcyjnej, jak i w biurze. Rozbudowując i doskonaląc system testowania tej mentalności raczej nie uda się zmienić. I umysły kolejnych roczników gimnazjalistów pozostaną zniewolone."

http://opinie.newsweek.pl/egzamin-gimnazjalny--zniewolony-umysl-ucznia,103746,2,1.html



Szkoło – do tablicy! Szkoła nie lubi kreatywności

"– Motorem uczenia się jest ciekawość, więc szkoła nie może być nudna, a nasza jest – twierdzi prof. Łukasz Turski, twórca Centrum Nauki „Kopernik”, miejsca, które tak przekazuje wiedzę, że jest ciągle oblegane przez młodzież z całej Polski.

Ciekawie, czyli jak? Na przykład na fizyce, chemii przeprowadzając jak najwięcej eksperymentów, podając przykłady bliskie życiu młodych. – Gdy dzieci wywiną orła na lodzie, to na fizyce powinny dowiedzieć się, dlaczego tak się stało – mówi prof. Łukasz Turski. Tymczasem na lekcjach przykłady są dalekie od doświadczeń dzieci, a sporo miejsca zajmuje encyklopedyczna wiedza, którą uczniowie mają już na „wyciągnięcie smartfona”. A za kilkanaście lat ta wiedza będzie jeszcze łatwiej osiągalna.

Odejście od szkolnej nudy jest też istotne z innego powodu. Zmieniający się świat zmusza nas do uczenia się przez całe życie. – By przygotować do tego młodych, trzeba stworzyć sytuację, w której poznawanie świata i zdobywanie umiejętności będzie sprawiało przyjemność – uważa Jacek Strzemieczny, prezes Centrum Edukacji Obywatelskiej – niezależnej instytucji, której głównym celem jest poprawa polskiego systemu edukacji.

Przyjemnie niekoniecznie oznacza: przez zabawę, ale np. przez stawianie wyzwań – młodzież chętnie podejmuje się trudniejszych zadań, ale przydatnych w życiu. – Do tego nie trzeba uczniów motywować, wystarczy ich nie zniechęcać – podkreśla prezes CEO."

http://zwierciadlo.pl/2012/dziecko-2/edukacja-dziecko/szkolo-do-tablicy-szkola-nie-lubi-kreatywnosci



Dlaczego szkoła uczniom szkodzi?

„za każdym razem, gdy uświadamiam sobie, jak wielu uczniów nudzi się w szkole (patrz: raport „Szkoła bez przemocy”), ogarnia mnie żal. Tych strat nigdy już nie uda się nadrobić!!! Z badań nad mózgiem wynika bowiem niezbicie, że neurony umierają (i to dosłownie!) z nudów. Gdy dzieci w wieku sześciu lat idą do szkoły, w ich płacie czołowym występuje największa ilość połączeń neuronalnych. Wszystko jest ze wszystkim połączone. Ta gęsta sieć połączeń jest największym darem natury! Jednak stabilizują się, czyli zostają utrzymane, jedynie te połączenia, które są używane. Mózg kieruje się bowiem zasadą: używaj albo wyrzuć. O tym, ile z tych połączeń mózg zachowa, zależy od różnorodności podejmowanych przez dzieci aktywności. Im bardziej są aktywne, im więcej modalności bierze udział w procesie poznawania świata, tym lepiej. Każdy zmysł ma w mózgu swoją reprezentację. Dzieci uczą się dzięki temu, co widzą, słyszą i co robią. Szczególne znaczenie przypada tu dłoniom. Jak pokazuje filogeneza, rozwój gatunku Homo Sapiens przyspieszył, gdy nasi przodkowie zaczęli używać narzędzi. Ta aktywność wpływała stymulująco na rozwój ludzkiego mózgu i tak dzieje się również dziś. Ręce mają bowiem ogromną reprezentację neuronalną. Dlaczego więc, mimo wiedzy na temat procesów uczenia się, sadza się sześciolatki w ławkach i każe im słuchać? W ten sposób wyłącza się naturalne mechanizmy, w które wyposażyła je natura.“

Może jednak trzeba zrezygnować z obowiązku szkolnego, skoro funduje się dzieciom tylko szkolną „kaszankę“ zamiast uczenia się? Dość przygnębiające wydają mi się rozmowy z ekspertami, którzy udowadniają, jak mało sensu jest w edukacji firmowanej przez urzędników z MEN i podległych mu instytucji."

http://www.edunews.pl/badania-i-debaty/podkasty/1717-dlaczego-szkola-uczniom-szkodzi



Hordy faszyzującej młodzieży - to efekt naszego systemu oświaty. "Slow school" naprawi polską edukację. Bez testów i przymusu

"- Problem jest głębszy. Tkwi w systemie motywowania dzieci i nauczycieli do nauki. Co oni słyszą? "Musisz się tego nauczyć, żeby dostać dobrą pracę". Ustaliliśmy już, że nie jest to do końca prawda. To powoduje, że mechanizm uczenia się jest inny, uruchamia się tzw. krótka pamięć. To, co znamy z naszych studiów: zakuć, zdać, zapomnieć. Jednak dawniej ta zasada dotyczyła przedmiotów, które nas nie interesowały. Dziś dotyczy całego systemu. On nie jest nastawiony na to, by budować kreatywną, ciekawą osobowość, która będzie się uczyła ze skutkiem długotrwałym. Człowiek pamięta to, co go interesuje."

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,13854316,Zakowski__Hordy_faszyzujacej_mlodziezy___to_efekt.html



Wyrównywanie szans czy reprodukcja systemu? O szkole i społeczeństwie bez szkoły według Ivana Illicha

"System edukacji może zostać zrozumiany dopiero, gdy uświadomimy sobie jego rolę w wytwarzaniu ludzkiej i obywatelskiej wspólnoty. Będąc pozornie inkluzywnym, dokonuje segregacji tym efektywniej, im bardziej stara się być fundamentem społecznej sprawiedliwości. Już w latach 30. Tadeusz Boy Żeleński zauważał: "Jak orężem szlachectwa była niegdyś szabla, tak orężem mieszczaństwa stała się 'inteligencja', wykształcenie. Dla tego wykształcenia stworzono różne stopnie, wedle których podzielono społeczeństwo: bariery, których niepodobna przeskoczyć, ominąć ani podejść [...]. Podział ten był poniekąd bezwzględniejszy od dawnego. Bo niewątpliwie łatwiej było w szlacheckim ustroju ominąć brak szlachectwa niż w nowym burżuazyjnym nadrobić brak matury [...]. Tak więc podział oparty na wykształceniu był dwoisty: na pozór demokratyczny przez to, że – w zasadzie – wykształcenie było niby to wszystkim dostępne; ale antydemokratyczny przez to, że wykopał przepaść między obywatelami. Nie tyle dobierał zdolności, ile utrwalał przywilej kasty"1.

Ivan Illich w ksiażce “Odszkolnić społeczeństwo” podejmuje tę samą myśl. W powszechnym mniemaniu, jeśli szkoła nie zniosła jeszcze nierówności społecznych, przyczyną jest nierówny dostęp do edukacji lub zróżnicowany poziom konkretnych szkół. Stąd powracający postulat zwiększania nakładów na edukację, a także opracowywania coraz bardziej rozbudowanych mierzalnych, porównywalnych standardów pracy szkół. Tymczasem to właśnie, według Illicha, jest mit – i to mit groźny."

http://www.monitor.edu.pl/felietony/wyrownywanie-szans-czy-reprodukcja-systemu-o-szkole-ze-spoleczenstwa-bez-szkoly-ivana-illicha.html



Raport: Egzaminy zewnętrzne - jak o nich rozmawiać?

"Sięgam do moich przemyśleń i widzę, że staję się zwolenniczką posunięć radykalnych. W XXI wieku można całkowicie zrezygnować z systemu – sprawdzian po szkole podstawowej, który o niczym nie decyduje i nie informuje, podobnie jest z egzaminem gimnazjalnym. Matura stanowi nadal selekcję na studia, ale co to za selekcja, gdy uczelnie gotowe są przyjąć każdego absolwenta bo ich liczba decyduje o budżecie szkoły. Niestety coraz rzadziej wierzę, że egzaminy wpływają na jakość nauczania. Najczęściej mogą jedynie służyć postrachowi – jak się nie nauczysz nie zdasz matury."

List otwarty do dyrektora Centralnej Komisji Egzaminacyjnej
Irena Dzierzgowska


http://www.monitor.edu.pl/dokumenty/raport_ME_3_www.pdf




RAPORT: Jak będzie zmieniać się edukacja? Wyzwania dla polskiej szkoły i ucznia

"W raporcie Jak będzie zmieniać się edukacja? Wyzwania dla polskiej szkoły i ucznia przygotowanym na zlecenie Instytutu Obywatelskiego autorstwa Witolda Kołodziejczyka („Edukacja i Dialog”) i Marcina Polaka (Edunews.pl) mowa jest więc o wyzwaniach dla edukacji XXI wieku. Już Albert Camus powiedział, że szkoła przygotowuje dzieci do życia w świecie, który nie istnieje. Autorzy raportu zwracają szczególną uwagę na globalne związki i zależności, które mają wpływ na procesy uczenia się. Wskazują na to, jakie czynniki w największym stopniu wpływają na procesy edukacyjne, jakie są scenariusze i tendencje zmian. Zadają pytania o kształt edukacji XXI wieku, o zmianę roli nauczyciela przyszłości oraz kluczowe pytanie o wymiar osobisty edukacji. Po co się uczyć w XXI wieku?"






Przykład edukacyjnego sukcesu w Finlandii:
Finland's education succes CNN report (polskie napisy)
phpBB [video]

_________________
Każdy krok w kierunku poznania, każdy fragment wyodrębniony z całości przyrody jest tylko przybliżeniem całkowitej prawdy, czy raczej całej znanej nam obecnie prawdy. Właściwie wszystko, co wiemy, jest tylko przybliżeniem, ponieważ wiemy, że nie znamy jeszcze wszystkich praw.

R. Feynman, Wykłady z fizyki.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 16 sty 2016, 20:30 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2015, 21:41
Posty: 81
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Wszechświat
Witam.

Mam pytanie otóż w jaki sposób można ''zwiększyć efektywność'' nauki? koncentracje podczas nauki? i w końcu lepiej i szybciej przyswajajac wiedzę?
czytałem ze należało by przyjmować większe dawki wit. C ale nie wiem na ile ta informacja jest prawdziwa.
Pytam bo zbliża się sesja :P i myślę ze nie tylko mi się ta wiedza przyda :)


pozdrawiam.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 16 sty 2016, 20:42 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 17 wrz 2015, 10:38
Posty: 84
Płeć: kobieta
Z własnego doświadczenia podpowiem Ci : nie zakujesz - nie zdasz :haha:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 sty 2016, 11:31 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2015, 21:41
Posty: 81
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Wszechświat
haha :D święta racja :D
chyba jutro pójdę po wit.C w zwiększonej dawce w formie tabletek rozpuszczalnych :P bo kolega mi naopowiadał że to pomaga na ''umysł'' podczas wytężonej nauki xD warto spróbować :)

(''wole to niż branie tabletek które nie wiadomo jak działają czyt. Sesja ) :D

pozdrawiam.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 sty 2016, 12:07 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
Ejjj,a nie lepiej włączyć wyobraźnię-tak,włączyć.
Rzeczy,które należy przyswajać [nierzadko pierdoły,ale trzeba przyswoić by zdać] potraktować nie jako zło konieczne ale jako zabawę dla umysłu.
Nie siedź w jednym wybranym miejscu by zakuwać,bo to męczy.
Weź materiał i łaź po pokoju jak "obłąkany"-załóż sobie że to co chcesz przyjąć i zrozumieć jest grą dla zwojów mózgowych,zabawą,a nie murem-betonem.
Jest przecież ktoś,komu przyjdzie sprawdzić i cię ocenić-zmień rodzaj jego oceny i zarazem swojej samooceny.To poniższe rozegraj w wyobraźni:

Patrzcie:jasio źle napisał wypracowanie szkolne-zupełnie popieprzył jego tematykę ,ale miał szacunek i wręcz spoufalał się swojemu nauczycielowi,rzadko kiedy docierały do niego jakieś uwagi belfra.
Więc na końcu tegoż wypracowania zawarł słowa:
"nie wiem jak mi to wyszło,ale cię lubię stary"
Nauczyciel,czytając to dostał $#!@#!! ...tak się wkurzył,że jasiowi zadał zadanie domowe:
"masz gówniarzu napisać sto razy 'nie będę już już się spoufalal swojemu nauczycielowi' "
Jasio to napisał trzysta razy.
Nauczyciel pyta: znowu mnie nie posłuchałeś,miałeś napisać sto razy,a nie trzysta!po co marnujesz czas,który mógłbyś poświęcić na naukę.
A jasio:no bo cię lubię stary!

Zadania zadane i całą tematyką można się zabawiać,jak bierkami.Ktoś to pamięta?
Poukładać elementy wiedzy nie rozsypując całości,ot zabawa.
Jest ta gierka już na smartfony dostępna?
Pytanie pomocnicze:
czy kolega żrący witaminkę C na
Cytuj:
''umysł'' podczas wytężonej nauki
nie pownien bardziej sobie te tabletki poprzyklejać do włosów na główce-wtedy przyswajalnośc umysłu może wzrosnąć kilkukrotnie?Nie pytaj go,skoro tak gadał to trzeba pozarażać tym całą klasę :hi hi:

Pozdro

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 sty 2016, 12:31 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Dla mnie pomocne w uczeniu sie bylo nagranie Monroe Hemi Sync. Wlasciwie to na tej plycie nie bylo nic slyszalnego, tylko nieslyszalne dzwieki, ktore oddzialywaly na umysl. I rzeczywiscie umysl stawal sie jakby otwarty, spokojny, super koncentracja. Moglam sie uczyc bez wysilku godzinami.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 sty 2016, 12:49 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
Ano,,poezja. :okok:
A większośc przeskakuje od byle Romantyzmu do Pseudopozytywizmu.Jak by to były Epoki lodowcowe.

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2017, 10:27 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 mar 2015, 19:59
Posty: 312
Płeć: mężczyzna
Zacznę od tego że doskonale wiem jak działa i jak szkodliwy jest system edukacji. Sam się o tym przekonałem musząc się podporządkować przez długie lata szkolnemu rygorowi. Szkoła jak i wykształcenie u mnie w rodzinie były traktowane jak jakaś cnota. W rodzinie ciotki i wujki chwaliły się jak to ich dzieci wspaniale się uczą, a mama popadała w kompleksy że ich dzieci są w tyle. To wywierało psychologiczną presje by do tego więzienia się dostosować bo inaczej będzie źle.
Już wtedy powstawało poczucie niższej wartości, przez oceny jako system nagrody i kary... swoja drogą nagrody fizyczne też dostawali ci lepsi a słabsi uczniowie małe dzieci patrzyły z zazdrością i przekonaniem, że na to nie zasługują.
Ja cały czas czułem przede wszystkim strach przed popełnieniem błędu, a to prowadziło często do strachu przed jakimkolwiek działaniem, najlepszy tego przykład to było odrabianie lekcji z ojcem. Musiałem się temu podporządkować bo był olbrzymi strach przed konsekwencją jak się nie podporządkuję. konsekwencją tego po wielu latach zakorzenił się u mnie lęk przed różnymi działaniami np w pracy, coś na zasadzie ... lepiej nie robić nic, niż się przypadkiem pomylić i zostać uznany za gamonia.
Samodzielność i kreatywne myślenie niezwykle traciła na sile w szkole. W wieku 5 lat sam potrafiłem rozkminić funkcję pilota i magnetovidu, dochodząc do tego dzięki samodzielnemu kombinowaniu taki rodzaj empirycznej ciekawości. a im dłużej w szkole i nowe technologię to już zatracona była ta biegłość samodzielnego myślenia, by na szybko co nowego rozkminić.
A dziś mam problem z przyswajaniem wiedzy by zachować wiedzę w głowie nawet mimo tego że to co czytam bardzo mnie interesuje, i sam czuję wewnętrzną potrzebę by to zgłębiać.
Powstał też brak pewności (siebie i w stosunku do tego co się robi), strach przed pomyłką i apatyczne wycofanie się w przypadku problemu (nie stawałem na przeciw, tylko w przypadku problemu starałem się obejść i wycofać).
Często chorowałem, bo choroba była jak reakcja obronna organizmu przed tym czym jest szkoła. Miałem też pod wpływem stresujących sytuacji w tym donosów nauczycieli a interwencji rodziców na wezwanie do szkoły zespół tików coś na zasadzie zespołu touretta.
W późniejszych latach mama kazała nawet iść do takiej szkoły średniej a nie innej bo taki kierunek to przyszłość, nie biorąc pod uwagę że mnie interesuje co innego. Kiedy miałem w 2 gim bardzo marne świadectwo i 35/100 punktów z próbnego egzaminu gimnazjalnego mama twierdziła że z czymś takim to tylko przyjmą mnie do zawodówki, a to wstyd.
I ja w to wtedy wierzyłem, a życie zweryfikowało że to wszystko rządzi się innymi prawami.
Teraz wiem że zawodówki kształcą fachowców których w obecnych czasach brakuje, bo co się ma po tym liceum które nawet w danym mieście uchodzi za najlepsze... gdzie z tym się ruszy w świat by zarabiać pieniądze jak się nie ma swojego życiowego sprytu. Porobili też licea profilowane, a w technikach jakość praktyki jest beznadziejna w przeciwieństwie do zawodówek. Niecały rok temu skończyłem zawodówkę dla dorosłych i mam papier zawodowy i pracę pod tym kontem czego wcześniej nie miałem. A gdybym wierzył w stereotypy to poszedł bym do jakiejś bez perspektywicznej komercyjnej szkoły policealnej która jest parodią nauczania ludzi i na końcu nic bym z tego nie miał, bo nie miało by to przełożenia na rzeczywistość.
Zauważam jednak że niektórzy ludzie wchodzą w system edukacji jak nóż w masło (ja z kolei wszedłem jak nóż w beton) i bez problemu dostosowywują się do szkolnych standardów nieświadomie akceptując bycie więźniem lewej półkuli. Kończą każdą klasę z super świadectwem, potem idą na takie studia, które dadzą im dobrze płatną pracę (oczywiście jak się jeszcze dobrze wstrzelą w target, bo nawet po super ciężkich studiach są i tacy co odkrywają nie ma dla nich pracy ) by być zasilaczem systemu w strukturze piramidalnej.
Jak ktoś taki przez całe życie elastycznie wkomponował się w ten system indoktrynacji będąc wszędzie chwalonym, że jest przez to super, a inni są kiepscy, to nie będzie raczej gryzł ręki która go karmi. Tak właśnie powstają bioroboty, dzieci matrixa czy jak kto woli lemingi, i taki ktoś nigdy na zasadzie samodzielnego myślenia nie dowie się co tak na prawdę robią osoby strukturalnie wyżej w tej hierarchii i o co tak na prawdę chodzi. Tak są zależne od tego systemu, że zrobią wszystko by go bronić. Po zakorzenieniu w sobie przekonania jacy to oni są błyskotliwi że skończyli studia wydaje im się że mogą iść dalej na zasadzie awansu w pracy itp, ale tutaj często coś nie gra bo trzeba mieć jeszcze w sobie to coś czego nie dał system edukacji. Mogą nie wiedzieć że na głębszym poziomie tego wszystkiego są negatywne intrygi i układy.
W życiu takich ludzi pojawiają się pojęcia jak szczęście lub pech. Nie do końca rozumieją pewne mechanizmy natury rzeczywistości, i w życiu czegoś im brakuje... to brak zrozumienia pewnych rzeczy wykraczający poza ich pojmowanie świata wykreowanego w szkole. Często przykre doświadczenia dopiero kogoś takiego mogą uświadomić.
To takie moje refleksje na temat tego jak ja to wszystko widzę.
Szkoła w moim życiu uwarunkowała mnie na swój sposób jako wyrafinowany program kontroli umysłu, i zanim stwierdzicie że mama jest temu wszystkiemu winna, to też nie tak. Mama po prostu dzięki mnie dziś też wie że cały ten system edukacji to zły system, i sama widzi że odkąd przestałem chodzić do szkoły to nagle zainteresowałem się wieloma ciekawymi rzeczami, i sama się ode mnie wielu nowych rzeczy dowiaduje, przyznając że od tych super wyedukowanych kuzynków tego i owego by się nie dowiedziała. Tak dużo więcej wyedukowałem się niezależnie z internetu niż ze szkoły, i gdybym miał dzieci to nie posłał bym ich do szkoły przynajmniej tej konwencjonalnej, by nie musiały przechodzić tego co ja. Zresztą taki Tomasz Edison czy David Icke skończyli szkołę w wieku 15, sami stwierdzając że to ogranicza.
Tu na forum jest temat "Uczenie się"
uczenie-sie-t9964.html#p156848
Bardzo ciekawie się tam wypowiadają użytkownicy forum. Oglądałem też film Zakazana edukacja który jest bardzo ważnym dokumentem który powinien trafić do każdego. Rozdział II w książce Davida Icke'a "Iluzja percepcji demaskowanie bzdur" tez bardzo mnie uświadomił jak destrukcyjny jest system edukacji.
Skoro tu na forum wypowiada się bardzo dużo inteligentnych ludzi, myślących niezależnie wiedzących czym jest szkoła... to powiedźcie mi... Jakie są Wasze doświadczenia ze szkołą ?? Też podobnie jak ja weszliście w ten system jak nóż w beton czy uelastyczniliście się by to w miarę spokojnie przetrwać bez psychicznych urazów i innych kontrowersji?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2017, 13:40 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 25 cze 2014, 21:17
Posty: 447
Ja miałem podobnie jak ty i takie same wnioski na temat przymusowej edukacji wyciągam.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2017, 16:59 
Offline
Perfect Master * 5th Degree
Perfect Master * 5th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 lis 2016, 0:32
Posty: 45
Lokalizacja: Polska
Tak sprawdziłem z ciekawości etymologię słowa szkoła.

"Polski wyraz "szkoła" pochodzi od greckiego rzeczownika σχολή (skʰoˈlɛː) - spokój, wolny czas przeznaczony na nauki i wywodzi się od łacińskiego wyrazu schola - czas wolny, odpoczynek, bezczynność"

Wyszkolone społeczeństwo ma być spokojne :lol:, poddane autorytetom (wpojenie wzorca poprzez słuchanie się nieomylnych nauczycieli), ma mieć wpojoną awersję do nauki (chyba, że istnieją osoby, które uwielbiają się uczyć czegoś co ich nie interesuje :lol:), taka osoba nie sięgnie już przykładowo po wiedzę, która trochę wyzwala spod jarzma systemu- jak np. funkcjonowanie psychiki ludzkiej, związków damsko-męskich. Stanie się posłuszną, WYSZKOLONĄ :lol: owieczką. Potem tylko ślub, dzieci. kredyt i spokojna praca do 65 roku życia... - ideał, do którego dąży społeczeństwo- spełnienie w każdym calu! Jak można tego nie chcieć :lol: ?

Dodatkowo jak patrzę wstecz to takie poronione pomysły- typu mundurki miały na celu stłamsić jakąkolwiek indywidualność w uczniach. Postępuj jak reszta. Nie bądź inny. :lol:

Kiedyś jakąś książkę De Mello czytałem i w sumie przytaczał przykład, że w klasach, w których lekcje opierały się na współpracy, a nie rywalizacji zniknęła agresja. To też trochę daje do myślenia. Z jednej strony wmawiają, że masz być potulny i się podporządkować (w późniejszym życiu systemowi), a z drugiej strony tworzą w człowieku jakąś pustkę, deficyt. Ona jest lepsza, bo dostała "5-kę", ja dostałem "3-kę"... to znaczy, że jestem gorszy :o . Nie tak ciężko znienawidzić przez to samego siebie, szczególnie gdy jest się np. pod presją matki, która przenosi taką traumę z pokolenia na pokolenie i realizuje swoje niespełnione ambicje na dziecku. Dziecko pomyśli sobie, że musi być najlepsze, bo inaczej nie dostanie miłości rodziców.
W konsekwencji zwiększy się odsetek ludzi nieszczęśliwych i tą pustkę w sobie potem będą zapełniać uzależnieniami- czy to od zakupów, czy to od alkoholu, czy to od narkotyków. Poza tym rywalizacja tworzy wzorzec, gdzie jedna osoba jest skłonna donieść na drugą :lol:, a potem się idzie przez życie z wiecznie podniesioną gardą i każdego postrzega jako wroga. Trochę się to w całość składa... W końcowym rozrachunku skorzystają Ci co mają skorzystać- czyli korporacje i rząd.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2017, 17:29 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 mar 2015, 19:59
Posty: 312
Płeć: mężczyzna
Co ciekawe najczęściej w życiu śni mi się szkoła w różnej formie często przykrej, bez wątpienia ma to związek z tym że najbardziej destrukcyjne programy w moim życiu pochodzą ze szkoły.
No ale jak to jest, że jedni bez problemu dostosowywują się do tego chorego systemu kontroli będąc wzorowym uczniem ze zdolnością wchłaniania i zatrzymywania informacji w głowie by potem przelać to na papier czyli egzamin, i dzięki dostają dobre oceny a inni są wręcz uczuleni na szkołę i nie mają tej zdolności przyswajania informacji co ci "lepsi", i na dodatek cofają się intelektualnie. Jak to jest że ich mózgi się do tego przystosowały i neurony funkcjonują sprawnie w kwestii gromadzenia informacji w takich beznadziejnych warunkach gdzie zabijana jest naturalna kreatywność i wyobraźnia.... (a czy wartościowych informacji jeśli chodzi o to co w życiu istotne to nie ważne... ważne że realizują zadanie jakim jest podporządkowanie się). Przed pójściem do szkoły wszystkie dzieci uczą się mówić poznawać świat na takiej samej zasadzie naturalnej ciekawości. Więc czyżby to przystosowywanie się do warunków szkolnych miało związek z jakimiś długami karmicznymi w przypadku danej jednostki???
No i na sam koniec przypominam... że poza swoimi przemyśleniami na temat edukacji, napiszcie też jak to u Was było z tą szkołą, jak sama nazwa tematu wskazuje.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2017, 18:17 
Offline
Perfect Master * 5th Degree
Perfect Master * 5th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 lis 2016, 0:32
Posty: 45
Lokalizacja: Polska
Zapewne jest to kwestia wielu czynników jednocześnie.

Niektórzy rodzice mogą zdawać sobie sprawę z tego jak działa ludzka psychika i jak działa system i wykorzystują to do swoich celów, albo po prostu zostali ukształtowani w takich warunkach i przekazują odpowiednie wzorce dalej na swoje dzieci. I takie dziecko czerpiąc takie, a nie inne wzorce staje się bateryjką dla systemu i jest to dla niego właściwa ścieżka- w końcu tak czyniła babcia, tak czynił ojciec, tak czyniły kuzynki i ja też muszę taki być- to dla mnie naturalne. Nie mówię, że to jest złe bo i tutaj można korzystać z tego systemu, nie stając się jego zasilającą bateryjką, trzeba po prostu być świadomym tego jak ten system działa i korzystać z niego, równocześnie pozostając sobą i nie być wykorzystanym ale... takie podejście już wymaga jakiejś świadomości tego jak to w ogóle działa, na jakich zasadach. A jaka część społeczeństwa przekazuje takie informacje swoim dzieciom świadomie? Jaki procent rodziców jest spełniony i pomaga dziecku się rozwijać w tym kierunku, w którym chce dziecko, kierując się właśnie jego naturalną ciekawością, a nie tym jakie trendy panują w społeczeństwie? Jaki procent rodziców wpaja dzieciom, że lepiej jak będą fachowcami w jednej dziedzinie, zamiast być dobrzy we wszystkim (czyli de facto w niczym).
Jaki procent rodziców ma jakiekolwiek pojęcie z zakresu psychologii i tego jak funkcjonuje ludzki mózg i będzie potrafił wpłynąć swoim zachowaniem na wyzwalanie odpowiednich hormonów w mózgu dziecka, które ułatwią mu naukę?
A jaki procent społeczeństwa siedzi przed telewizorem i ogląda "M jak miłość"?

Inną sprawą są nawyki zdrowotne panujące w danej rodzinie- to otwiera ogromne pole możliwości, jeśli to głębiej przeanalizować. Dziecko z lepszą dietą, ruchem itp. będzie miało większe możliwości, nauka będzie dla niego przyjemnością i wiąże się to ściśle z możliwościami mózgu.

Jeszcze inną sprawą są motywacja, sport, wpajanie dziecku ciekawości świata itp itd. Wszystkie te czynniki mogą stworzyć wręcz niewyobrażalną przepaść między dwójką dzieci, które z pozoru 'mają takie same możliwości na starcie'.

Długi karmiczne można rozważać, ale będzie to tylko teoria i raczej nie znajdziemy na to dowodów :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2017, 22:49 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 lip 2016, 10:23
Posty: 11
Płeć: kobieta
Skutki szkodliwego systemu edukacji odczuwam cały czas, ponieważ uczęszczam do liceum, a za rok mam maturę :zniesmaczony: . Egzamin maturalny śmiesznie nazywany egzaminem dojrzałości to dla mnie tylko potwierdzenie niewolnictwa społecznego. Przez całą moją "edukację" miałam wrażenie, że szkoła to takie sidła, które tak naprawdę niczego nie uczą. Dzisiaj z pewnością stwierdzam, że więcej mogę nauczyć się w domu niż w tym jednym budynku, który już z przystanku autobusowego wygląda jak więzienie :tak: Tak wiem, wiele ludzi powie, że jestem jakąś pesymistką ale nie potrafię myśleć inaczej. Mam wrażenie, że uczy się nas (uczniów) pod schemat, dlatego nie rozwijamy się tylko następuję indoktrynacja. Stawia się nas pod ścianą i nie daje wolnego wyboru. Już w gimnazjum musiałam wiedzieć kim będę (tak nas uczyli), żeby potem wybrać odpowiednią szkołę. Nie wiedziałam kim będę i nie chciałam wiedzieć - jak inni, którzy z góry chwalili się kim chcą być w przyszłości. Liceum wydawało mi się dobrym wyborem ale teraz wiem, że postąpiłabym inaczej - właśnie teraz kiedy jest już za późno bo nie chcę tracić czasu. W mojej rodzinie też dużo zawsze mówiło się o nauce, że zawodówka jest śmieszna i to wstyd. Ja nigdy tak nie uważałam mimo, że moi rówieśnicy często wyśmiewali się z tych, którzy uczęszczają do szkoły zawodowej. Wielu ludzi mówiło mi, że mam talent do wielu rzeczy ale niestety obawiam się, że ten system edukacji zniszczy to co lubię przez wymagania. Sprawa z mundurkami - również uważam, że to niszczy indywidualność ( w podstawówce musiałam nosić ale nie nosiłam bo nie chciałam i zawsze mi się "upiekło"). Teraz jak patrzę na moich rówieśników to wszyscy są tacy sami (wszyscy telefony w rękach, wszyscy z takim samym charakterem, z takim samym podejściem do innych). To jest ironia, że jeden od drugiego niczym się nie różni, a mówią "jestem inny", "jestem inna". No cóż ja w nich tej inności nie widzę - wręcz przeciwnie widzę jedno i to samo. Przez to wszyscy są przewidywalni. Mimo takiego podejścia nie mam problemu z "przetrwaniem" tego, po prostu wiem, że tak trzeba i nic tego nie zmieni. Najgorszym jednak etapem dla mnie było gimnazjum. To nie byli ludzie tylko zwierzęta (pluli na nauczycieli, była nawet akcja, że chłopak z mojej byłej klasy zaatakował nożem dziewczynę pod szkołą i tak owszem miał problem z policją). Czułam się inna i nie chodzi tylko o klasę lecz szkołę. I jeszcze jak sobie przypomnę, że na stronie głównej szkoły było pięknie wypisane, że cenią sobie prawdę, moralność i coś tam jeszcze. Śmiechu warte. Miałam tylko jednego kolegę (potem stał się przyjacielem), który był w miarę normalny chociaż też początkowo obracał się w złym towarzystwie, gdzie pili palili itp. (wyciągnęłam go z tego przemawiając do rozumu). Znałam się z nim 13 lat - teraz już się nie znamy. To właśnie zrobiła moja była szkoła, pozbawiła niektórych emocji lub uczuć i ze mną też się to stało w pewnej mierze. Jeśli też chodzi o moją rodzinę - był duży nacisk na naukę. Mój ojciec wmawiał mojej siostrze, że jest głupia i do niczego się nie nadaje, poniżał ją na wiele innych sposobów, gdy nie miała dobrych ocen. Moja siostra płakała jak dostała czwórkę bo jemu to nie wystarczało. Teraz jak to wspominam to faktycznie typowa indoktrynacja pod system edukacyjny. Ja natomiast zawsze musiałam "pięknie i równo" pisać w zeszycie, bo mój rodzic potrafił wyrwać mi połowę kartek z zeszytu. Trzeba było przepisywać na nowo. Moje doświadczenia są złe jeśli chodzi o system edukacji. Sam fakt jak kształtowano moje podejście do tego mówi za siebie.
Tutaj wstawiam filmik z dość ciekawym przekazem :
phpBB [video]



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 09 maja 2017, 7:39 
Offline
Secret Master * 4th Degree
Secret Master * 4th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 sie 2009, 18:34
Posty: 36
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: acapulco
w 'szkole' ucza jak nie myslec



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 09 maja 2017, 7:56 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 04 lis 2012, 8:21
Posty: 499
Płeć: mężczyzna
Po 1989r. przyjęty został program wdrażania nadchodzących pokoleń Polaków do roli niewolniczej. Fundamentem tego programu, obok roli kk, jest edukacja narodowa. Wszyscy wiemy, że "Takie będą Rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie." Zatem kluczem jest m.in. edukacja młodych ludzi -kolejnych pokoleń. Im gorsza jest ta edukacja.... Przez te ponad dwa dziesięciolecia dramatycznie spadł poziom kształcenia, nie sam z siebie, ale planowo - w ramach wdrożonego modelu. Ten kto realizuje ten cel - pod Judeo Polonię, nie jest zainteresowany szerokimi horyzontami ludzi, lecz przyuczaniem ich, bez umiejętności m.in. prawidłowego wnioskowania, szukania odpowiedzi, samodzielności intelektualnej, itd. Postawienie na testy, oznacza wiedzę 0- 1, a nie na zrozumienie zjawisk i rzeczy w szczególności w kontekście dziejowym, zmienności - przyczyny i skutku. Stąd w szkole nie uczy się samodzielnego myślenia, lecz mechanicznego zaznaczania krzyżykiem wyuczonych odpowiedzi. W szkole młodzież, nie tyle uczy się, co spędza czas, socjalizuje, po części niestety deprawuje - wtłaczana jest w system ...wyścigu szczurów. Efekty tego to obok depresji m.in. szowinizm, agresja, nienawiść, poczucie beznadziei, brak poczucia własnej wartości, rozpad związków, powierzchowność uczuć (np. doświadczenie emocji miłości), itd., itd. Syndromem tego są m.in. samobójstwa młodych ludzi i potrzeba ucieczki, której jednym z objawów jest emigracja lub popełnianie przestępstw. Uczciwe życie, o ile w ogóle w ocenie młodych ludzi jest tu możliwe, taktowane jest często jako frajerstwo. Postawy, postrzeganie świata, system wartości lub jego brak u obecnej młodzieży i pokoleniu dorosłym po 1990r. to pochodne realizacji tego planu NWO wobec Polski (jeśli mamy strategiczne znaczenie dla przebudzenia ludzkości, to tym bardziej należy spacyfikować nasze umysły i młodzież - przyszłość). Do tego należy dołączyć frustracje m.in. braku pracy i poziom płac, jak też wszechobecne upolitycznienie, fałsz, korupcję, nepotyzm i kumoterstwo. Młodzi ludzie to widzą i...Każda akcja powoduje reakcję....Przykre, ale wg mnie prawdziwe.

-- 16 maja 2017, 07:18 --

A tu realia.
http://www.medonet.pl/zdrowie,coraz-wie ... 23138.html

-- 21 maja 2017, 08:30 --
Świat jest inny odc. 40 - Nietykalne kasty
phpBB [video]


Pięknie wyłożona istota sprawy.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 cze 2017, 8:15 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 mar 2015, 19:59
Posty: 312
Płeć: mężczyzna
Nie sądziłem że PodziemnaTV zwróci uwagę na ten patologiczny system edukacji.
phpBB [video]



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 cze 2017, 10:31 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
Edukacja w Niemczech porażający obraz upadku Zachodu
phpBB [video]

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 25 cze 2017, 10:39 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 wrz 2011, 16:16
Posty: 404
Lokalizacja: ząbki
Płeć: mężczyzna
Oglądałem już to, szok jak można mieć tak sprasowany mózg. Cofają się w rozwoju a nazywają to postępem.
czytałem dobry żart o niemcach:
Niemcy ro 2030
Dwóch policjantów zatrzymuje niemca do kontroli drogowej.
Jeden do drugiego mówi - Patrz Abdul jakie dziwne nazwisko Muller

Niestety wszystko idzie w tym kierunku ,czy oni tego nie dostrzegają ?To jest tak dobrze widoczne , niemców nie będzie za 20lat. Zastąpią ich prymitywna ,niewykształconą ,fanatycznie religijną rasą doskonałą do manipulacji i kontroli.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 21 sie 2017, 12:31 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 mar 2015, 19:59
Posty: 312
Płeć: mężczyzna
Co do tego tematu to zacznę od tego, że w życiu w ostatnich latach mocno postawiłem na samorozwój i idącą za tym w parze systematyczność. Jest to kilka czynników: różne sporty, zdrowe odżywianie się, otwieranie się na kontakty z odpowiednimi ludźmi, rozwój duchowy... w wielu tych dziedzinach jest przede mną jeszcze sporo pracy i wszystko idzie w taką stronę że mam pozytywne przekonania, ale niestety nie mam takich przekonań co do przyswajalności informacji. Ubolewam nad tym ze nawet jak przeczytam coś ciekawego to potem nie wiem jak komuś to klarownie przedstawić by zakwestionować jego zakłamane postrzeganie pewnych spraw. Czyli w wojnie na niezbite argumenty nie jestem dobry, i wychodze na pomylonego typa. To co czytam wydaje mi się sensowne i logiczne w czasie teraźniejszym jak to czytam,(jak jest to z mainstreamowego źródła to od razu czuję brak logiki i zamęt) a potem już w czasie przyszłym zostaje z tego tylko 5% informacji zachowana w głowie, i przez to jak na czyjąś prośbę mam przekazać moje przemyslenia/dowody to nie ma w tym tej plastyczności by to dla tej "matrixowej" osoby było zamachem na jego zamgloną świadomość".
Nauka języków obcych to samo: ja już niestety nie wierzę że kiedykolwiek naucze się angielskiego.
Czuję za to że mam tak poblokowane neurony prawie nieodwracalnie zniszczone przez ten długoletni system edukacji, że aby to naprawić to musiał bym się wyrzec bardzo dużo rzeczy (które cały czas uskuteczniam) w moim życiu, i poświęcać przynajmniej 5h dziennie mając odpowiednio dobraną terapię przez długie lata by zdobyc te zdolności intelektualne co maja inni.
Niestety jestem już trochę pogodzony z tym kalectwem.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 21 sie 2017, 21:16 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 08 wrz 2015, 22:41
Posty: 258
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Gryfino
Witam; Ja w sprawie nauki języka angielskiego. Dawno temu wyjechałem wraz rodziną do Niemiec .Daliśmy po prostu dyla z PRL-u.Obóz przejściowy, krótko no bo jednak cała rodzina. Ale do rzeczy ,swój pobyt w RFN. zacząłem od nauki języka. I o tym chcę napisać. Poznany polak widząc że chcę się uczyć ,poradził mnie jak to skutecznie zrobić. Bierzesz niemiecką gazetę [ najlepiej codzienny brukowiec ]. i czytasz na głos... Słucham? pytam się go ,przecież nie znam niemieckiego. A on na to a znasz litery? No litery znam . No to czytasz na głos. Myślę wariat. Ale co mi szkodzi wziąć i spróbować. Gazety były ,nie było z tym problemu. No i czytam , czytam. Nie rozumiem ale czytam.Po tygodniu się złapałem że niektóre słowa zaczynam rozumieć.Po dwóch miesiącach takiej nauki byłem wstanie ,pójść do urzędu i prostą sprawę załatwić.Żona najpierw się śmiała,a potem przestała widząc efekty. Czytając gazety nauczyłem się niemieckiego.Potem zaliczyłem jeszcze kurs ,który doszlifował formę .Jak to działa do dzisiaj nie wiem ?Ale działa. Obecnie uczę się angielskiego,jest mi potrzebny w poznaniu computerów + informatyki.Zaczynałem od zera. Jedno jak i drugie. Postępy w angielski są widoczne .Co prawda język ten dotyczy tylko sfery computerowej. Ale na dzisiaj tylko to mnie jest potrzebne.Angielskie gazety, telewizja, książki.To co napisałem brzmi durnie , ale funkcjonuje.Pozdrawiam i życzę postępów w nauce. :pisze:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 21 sie 2017, 23:35 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 wrz 2011, 14:46
Posty: 1111
Płeć: mężczyzna
Czyli trzeba odtworzyć framework na którym osadzona jest informacja. Informacja do tylko dane, można je interpretować różnie. By je interpretować poprawnie potrzeba zaplecza, frameworku logicznego. Zgadzam się z tym, że system edukacji powoduje spustoszenie w tym zakresie. Jest na to proste wytłumaczenie - system edukacji nie uczy tylko trenuje. Nie uczy myśleć, tylko każe powtarzać. Więc nic dziwnego, że tak jest. Od powtarzania jeszcze nikt niczego nie zrozumiał.

Przykładem jest chociażby matematyka, 90% ludzi nie umie i nigdy nie lubiła matematyki jako przedmiotu w szkole. I jest na to proste wytłumaczenie. Została nauczona jakiś gołych abstraktów i reguł które do niczego się nie odnoszą. To tak jak by uczyć kogoś poezji bez zrozumienia alfabetu. Więc większość ludzi uczy się matematyki na podstawie jakiś swoich podświadomych i pół świadomych wzorców, dostaje wzór i metodę liczenia, ale tak naprawdę nie wiedzą co liczą jak liczą, po co liczą i co to w ogóle jest. A to defakto jest głównym założeniem nauki matematyki, wykształcenie spójności myślenia i części frameworku logicznego.

Podobnie jest z językiem obcym, w szkole uczy się języków podobnie jak matematyki. Daje się słownik i abstrakcyjne reguły przekształcania językowego. Ja bym chciał zobaczyć nauczyciela od języka Angielskiego, czy jest w stanie wytłumaczyć pewne konstrukcje jego języka ojczystego i czy je rozumie i będzie w stanie wytłumaczyć to spójnie komuś z zagranicy. I tym się różnią nauczyciele języka obcego od językoznawcy czy lingwisty.


Drugi jest w stanie faktycznie wytłumaczyć język, i nie tylko jeden, ale 10 i to na raz i jednym przykładzie. Jest ci w stanie pokazać przede wszystkim, z czego składa się język, czym różne języki różnią się od siebie i dlaczego się różnią, skąd się wzięła gramatyka i dlaczego wygląda tak a nie inaczej. Albo pokazać jak stworzyć swój własny język by to lepiej zrozumieć. Jakie są wzorce Lingwistyczne które kryją się za tymi gramatycznymi regułami. Nawet to jak język będzie wyglądał w przyszłości. Ktoś np uczył się kiedyś jak czytać IPA - International Phonetic Alphabet ? przecież każdy słownik i encyklopedia to ma, a nikt tego nie umie. Jak bez tego uczyć się wymowy w innych językach ? Albo dowiedzieć się wymówić dane słowno. Albo skąd się bierze akcent i jak się go w ogóle nauczyć. I w reszcie jak ta sama konstrukcja wygląda w języku ojczystym i dlaczego tu jest inna. Ilu z was przed nauką angielskiego albo jakiegokolwiek obcego języka, miała w ogóle wstęp jakie cechy ma dan język, na czym oparta jest jego fonetyka, reguły, fleksja, że są typy języków i budowy zdań i kryterium syntaktyczne [Podmiot Orzeczenie Dopełnienie (SVO)] albo VSO. Z jakiego pienia się wywodzi i skąd pochodzi jego słownik. Te rzeczy może nie koniecznie są przydatne, jak ktoś uczy się jednego języka, ale jak uczy się 2 albo 3 czy nawet 10, to warto to wiedzieć. Bo nie ma co wynajdywać 10 razy koła od nowa. Bo jak się ma podstawy to można zaoszczędzić całe miesiące bezsensownego kucia.

Jest cała gałąź lingwistyki stosowanej odnośnie nauki i nie tylko nauki języków obcych, ale nauki ogólnie. To co serwuje nam system edukacji jest wariacją na temat Metody gramatyczno - tłumaczeniowej, jest jedną z najbardziej nieefektywnych metod nauki języka. Niestety tak się składa, że to jedna z najpopularniejszych metod nauki języków na świecie i europie. To jest średniowiecze - dosłownie. To są metody opracowane na potrzeby łaciny w XV-XVI wieku. Metody nauki które mają pół tysiąca lat, to jest dopiero iluzja.

A jak ktoś nie wierzy, to polecam Polskie książki do nauki Polskiego dla obcokrajowców. Zobaczycie jak te kursy są sztuczne i mało użyteczne. Jak by pisała je sama Barbara Santana Tragedia. Pomijając, że nikt tak po prostu nie mówi. Tak samo jak nikt nie mówi już jak Brytyjska arystokracja sto lat temu z akcentem Posh.


Sama nauka kiedyś też ogóle wyglądała inaczej. Teraz po prostu mówi się co ktoś ma się nauczyć, kiedyś uczenie sprowadzało się do zadawania pytań i naprowadzania ucznia na odpowiedz i pokazywało się co z tej nauki wypływa i skąd się ona bierze, gdzie szukać odpowiedzi. Katalizowało to rozwój, bo sprawiało, że uczeń nie tylko potwierdzał sam z siebie wiedze powszechną i obserwacje, ale też czasem wnosił nowe i świeże idee.

Teraz system edukacji się traumatyzuje by cofnąć ludzi do podstawowych wzorców i instynktów robiąc wszystko by do tego zniechęcić. Robi się z ludźmi młynki do mielenia informacji. Żyjemy w czasach w których ludzi uczy się przetwarzać informacje jak maszyny, a maszyny kreatywnego myślenia...To po prostu pomyłka.

Jaki to ma wpływ warto spojrzeć na czarne getta w ameryce albo sytuacje na bliskim wschodzie. Luki wypełnia się sympatiami polityczny, dogmatami religijnymi, chorymi ideologiami.

Jak podstawowy framework logiczny jest uszkodzony, to potem nie ma co się dziwić, że mamy tak bogaty rozkwit Keshów, teorii płaskiej ziemi.

Cytuj:
ale niestety nie mam takich przekonań co do przyswajalności informacji.

Wszystko zależy od tego jak to przyswajanie wygląda. Jeśli jest oparte o powtarzanie, to z założenia nie jest efektywne.

Cytuj:
Ubolewam nad tym ze nawet jak przeczytam coś ciekawego to potem nie wiem jak komuś to klarownie przedstawić by zakwestionować jego zakłamane postrzeganie pewnych spraw. Czyli w wojnie na niezbite argumenty nie jestem dobry, i wychodze na pomylonego typa. To co czytam wydaje mi się sensowne i logiczne w czasie teraźniejszym jak to czytam,(jak jest to z mainstreamowego źródła to od razu czuję brak logiki i zamęt) a potem już w czasie przyszłym zostaje z tego tylko 5% informacji zachowana w głowie, i przez to jak na czyjąś prośbę mam przekazać moje przemyslenia/dowody to nie ma w tym tej plastyczności by to dla tej "matrixowej" osoby było zamachem na jego zamgloną świadomość".

To może znaczyć tylko tyle, że nie do końca zrozumiałeś to co przeczytałeś. Generalnie próba wytłumaczenie komuś tego co się wie, często działa jak system diagnostyczny. Bo tylko jeśli sam coś dobrze wiesz, będziesz umiał klarownie to komuś przestawić, tylko wtedy będziesz w stanie być na tyle elastyczny, by np: przerobić przykład pod konkretnego odbiorce. Taka diagnostyka pozwala też wychwycić pewne luki i nieścisłości w tym czego się dowiedziałeś. Więc może to czego się dowiedziałeś nie jest takie do końca logiczne jak ci się wydawało. Wtedy też nie ma co samego siebie oszukiwać, może dana teoria do której miałeś tyle sympatii, nie do końca jest spójna. Warto o tym pamiętać i być ze sobą szczerym, nie starać się na siłę naginać rzeczywistości. To też ludzi rozwala wewnętrznie i buduje napięcie.

Cytuj:
No i czytam , czytam. Nie rozumiem ale czytam.Po tygodniu się złapałem że niektóre słowa zaczynam rozumieć.Po dwóch miesiącach takiej nauki byłem wstanie ,pójść do urzędu i prostą sprawę załatwić.Żona najpierw się śmiała,a potem przestała widząc efekty. Czytając gazety nauczyłem się niemieckiego.Potem zaliczyłem jeszcze kurs ,który doszlifował formę .Jak to działa do dzisiaj nie wiem ? Ale działa.


Tak, to się nazywa Immersyjna metoda językowa, czyli budujesz całą strukturę leksykalną na podstawie skojarzeń i intuicji, zdarzeń z życia codziennego, filmów, gier itp. Np świetna metodą jest obejrzeć w innym języku filmy które znasz z języka ojczystego. Wtedy proces można przyspieszyć, bo kontekst jest ci znany i jest mniej białych plam. Metoda jest ekstremalnie skuteczna, szczególnie w przypadku dzieci, które nie wiedzą nawet, że się uczą, są programy/szkoły gdzie przedmioty wykładane są na raz w dwóch językach.

Jest to też efektywne dlatego, bo w Immersji do pracy zostają zaprzęgnięte całe pokłady umysłu nieświadomego, sfera podświadomości, symboli, wzorców behawioralnych, automatyczne kotwiczenie.

Jeśli do metody immersyjnej byśmy dołożyli wiedzę na temat tego jak większość języków jest skonstruowana. To można by się ich uczyć kilku naraz i np w rok osiągnąć w każdym względną swobodę i płynność.

Kto był w Anglii i musiał zmierzyć z akcentem Cockney albo Irlandzkim ten ci powie, że do tego nie przygotował ich żaden system edukacji. A z ludźmi z Cork mają problem nawet native speakerzy a co dopiero obcokrajowcy. Ale z czasem naturalnie wykształca się umiejętność rozumienia i nie trzeba się tego specjalnie uczyć. Przypomina mi to trochę historię Richard Bandlera czy John Grindera twórców NLP. Który przyzwyczaił się do hałasu w fabryce, gdzie po czasie mógł normalnie rozmawiać z ludźmi oraz ich zrozumieć. W Pierwszych dniach nie dawał rady przez hałas, zastanawiał się jak oni to robią, dopiero jak się do niego przyzwyczaił, ten stał się dla niego przezroczysty.

_________________
Czas przestać zgrywać oświeconych dupków i stać się po prostu ludźmi.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 30 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group