Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 24 cze 2017, 4:25

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 6 ] 
Autor Wiadomość
Post: 03 lip 2014, 14:26 
Offline
Administrator
Administrator

Rejestracja: 08 kwie 2009, 11:34
Posty: 3173
Nadesłane mailowo, publikuje za osobistą zgodą autora, dane znane jedynie administracji. Przedruk i kopiowanie linków na inne strony jedynie za zgodą autora.


Cytuj:
TO MI SIĘ PRZYDARZYŁO ...

„Tajemnicze spotkania” Autor : S.G.

Chciałbym opisać wydarzenia które miały miejsce w latach 2004-2010. Są tak niesamowite i okazuje się “niedozwolone”, że jedno z polskich czasopism, uważane za “ezoteryczne” - nie chciało mi zamieścić moich relacji tłumacząc to pokrętnie “zbyt kontrowersyjnych” .. a główny „boss” wręcz pytał czy sie nie boję podpisywać swoim imieniem i nazwiskiem, bo ktoś mógłby mnie uznać “za wariata” .. po prostu starał się mnie zniechęcić, wystraszyć i odstraszyć .. mimo że w jego miesięczniku jest specjalna rubryka poświęcona relacjom ludzi, którzy doznali jakichś niecodziennych przeżyć czy doznań ale on nie obawia się je drukować i jakoś nie obawia się o ich zdrowie psychiczne i o to czy ktoś w nie uwierzy czy nie. Zadzwoniła ta osoba do mnie i gadała ze mną z 15 minut po to tylko by mnie odstręczyć i zbyć.

Po kilku dniach napisałem do niej list (e-mail) z grzecznym zapytaniem czy zdecyduje się czy nie, umieścić moje relacje w swoim numerze wrześniowym, bym wiedział co mam dalej robić. Wykorzystał to by się po prostu wycofać odpisując : “skoro się Panu tak spieszy to rezygnujemy z wydrukowania tych relacji”. Nie pisałem ani nie mówiłem o nich przez te wszystkie lata (relacje te znane były tylko kilkorgu moich przyjaciół) bo uważałem ze są zbyt osobiste i nieprawdopodobne ale w końcu uzmysłowiłem sobie, że przecież takich relacji i wydarzeń doznało może więcej osób które także się wahają o tym pisać z rożnych powodów. By im pomóc zwróciłem się właśnie do owego miesięcznika – ale okazało się że się pomyliłem. Ten Pan woli drukować jedynie “bezpieczne i ogólnie uznane tematy”, być może wg zleceń swoich mocodawców…

Wprawdzie historie które przydarzyły mi się rozpoczęły się 16.3.2004r. i na razie zakończyły sie ok. 3 lat temu, przekonały mnie, iż rzeczywistość wcale nie jest taka jaką ją widzimy .. a przynajmniej nie dla wszystkich. A ludzie, także nie do końca mogą być ludźmi…

Pierwsze spotkanie z nieznanym miało miejsce 16.3.2004. Celowo nie piszę z “kosmitą” – bo nie wiem kim on był naprawdę. To się wydarzyło tego dnia po południu w samym centrum miasta (Katowice) około 17: 30 a wiec już był zmierzch. Wracałem z pracy do domu ale po drodze poszedłem zrobić jakieś drobne zakupy na mieście. Wracając do domu, postanowiłem pójść najbardziej uczęszczaną główną aleję Korfantego, o tej porze bardzo ruchliwą i bardzo oświetloną bo na niej znajdują się rożne sklepy i instytucje. Ale jakoś w tym momencie nie widziałem na tej ulicy nikogo … Bardzo mnie to zdziwiło, bo na ogół o tej porze przewalają się na niej tłumy … Nagle widzę idącego obok siebie w odległości może 3 kroków ode mnie, po lewej stronie (równolegle do mnie) człowieka .. Szliśmy przez chwileczkę razem, jeden obok drugiego … Wyglądał na mężczyznę. Jasne włosy spadające na ramiona męski kapelusz (co jest rzadkie i dlatego ten detal zapamiętałem) płaszcz do poniżej kolan, jakieś jasne spodnie i jakieś obuwie (ale sie dokładnie nie przyglądałem).

Szliśmy obok siebie przez jakieś 7 sekund, i nagle przyszła mi ochota spytać go która godzina choć miałem zegarek … W tym momencie odwrócił głowę w moją stronę jakby ktoś ją pociągnął na sznurku. Spojrzałem w tej samej chwili na niego i ogarnął mnie niepokój, pomyślałem ze chyba cierpi na białaczkę.. Miał twarz maskowatą, białą, bardzo gładką, żadnej zmarszczki czy fałdziku – coś jakby biała maska ale jak spojrzałem w jego oczy ogarnęło mnie przerażenie i chciałem jak najszybciej się od niego oddalić (może przejął kontrolę nad moim umysłem i telepatycznie kazał mi odejść .. (ale z kolei po co to spotkanie i w jakim celu ?)… Jego oczy były całkiem czarne. Bez białka. Po prostu cała powierzchnia oka była smolisto-czarna, bez żadnej tęczówki czy źrenicy … W tym momencie nagle hałas miasta – samochody itp. wyczystko jakby ucichło, jakby ktoś gałką przekręcił i ściszył miasto … Czas jakby się zamroził i zatrzymał.

Przyspieszyłem kroku i po kilkunastu krokach zapragnąłem spojrzeć do tyłu czy ten przerażający człowiek idzie nadal za mną .. Przejście tych kilkunastu kroków zabrało mi zaledwie kilka sekund .. ale jak się odwróciłem NIE BYŁO NA ULICY NIKOGO a odgłos miasta, hałas samochodów, tramwajów itp. nagle znowu się pojawił … Nie mógł uciec. Obszedłem wszystkie sklepiki i biura na tym odcinku bo myślałem jeszcze (naiwnie) że może gdzieś wszedł… Ale oczywiście nie było go nigdzie.

Drugie spotkanie miało miejsce może z kilka tygodni później, gdy już ochłonąłem z tego pierwszego wydarzenia – wracając z pracy do domu tramwajem zobaczyłem przed sobą człowieka odwróconego do mnie tyłem ale jednak lekko prawym bokiem. Nie widziałem jego twarzy ale tylko rękę którą trzymał się za uchwyt w tramwaju, część szyi i skroń i trochę ucha. Gdy spojrzałem – zamarłem – Pomyślałem, że to nie może być naprawdę, że to się nie może dziać… Zobaczyłem, że w tych miejscach, które było widać tj. na szyi, reku i trochę przy uchu – miał łuski w kolorze lekko różowym .. Ludzie w tramwaju jakby ze snu, siedzieli jakby ktoś na nich urok rzucił .. Jakoś wszyscy siedzieli nieruchomo i cicho, nikt się nie ruszał. Nie wiem ile czasu upłynęło (znowu jakby czas się zamroził i przestałem czuć jego upływ) ale wiedziałem że już muszę wysiadać, bo spojrzałem w okno i to był mój przystanek. Gdy tylko wysiadłem poczułem się normalnie i wszystko wróciło jakby do normalnej rzeczywistości. Przeżywałem ten incydent przez długi czas … ale jeszcze wtedy nie wiedziałem że spotkam się z nimi jeszcze.

Trzecie spotkanie z nieznanym miało miejsce w 2006 r. . Także w tramwaju. Ciekawe dlaczego najczęściej to właśnie tam ? Może dlatego że wśród ludzi bardziej się maskują i łatwiej jest im pozostać incognito … Tego nie wiem. Otóż w tramwaju było dużo ludzi, duszno, gorąco i śmierdziało. Jak tylko wsiadłem od razu czuję, że coś nie tak i wszystkie moje radarki nastawiłem na czujność. Zobaczyłem stojącego przy oknie faceta w czarnej koszulce o przystojnej twarzy, czarnych włosach i oczach, dużych i trochę wschodnich i oliwkowej cerze. Jakiś pasażer o coś go zapytał, ten odpowiedział. Jakoś przedostałem się do okna przy którym stał i stanąłem przy nim ale miedzy nami stał jakiś pasażer, na szczęście niższy od nas więc mogłem na niego popatrzeć bez przeszkód. Czułem ze to ON.

Popatrzyłem na niego ale z twarzy nie wyróżniał się właściwie niczym od innych ludzi.
W pewnej chwili popatrzył mi w oczy uważnie i znieruchomiał. Wytrzymałem jego spojrzenie. Ale jedziemy dalej i nic się nie dzieje. Już zacząłem myśleć, że pewnie to nie on i zdawało mi się … W końcu zacząłem się wycofywać do wyjścia bo na następnym przystanku musiałem wysiąść. Stanąłem za nim, za jego plecami i spojrzałem na jego plecy i szczeka mi opadła … Od szyi w dół (miał dość głęboki dekolt z tyłu na plecach) – dokładnie tam gdzie przebiegał jego kręgosłup miał jaszczurcze wypustki jakie mają niektóre jaszczurki… Coś jakby kolce ale na końcu miał je lekko ścięte .. Miały może z 0,5 cm i i były kolory ciemno-różowego ! Zamurowało mnie. To było niesamowite. Zdawałem sobie z tego wszystkiego sprawę i nic … Ludzie wokół jakby niczego nie widzieli a nawet jakby w ogóle nie patrzyli mu na plecy. Nie wiem dlaczego akurat JA spojrzałem mu na plecy ? Może ON tego właśnie chciał i myślowo dał mi na to przyzwolenie ? Tego nie wiem, ale wiem co widziałem ! Na jego plecach idealnie wzdłuż kręgosłupa miał jaszczurowe wypustki, albo chrząstki … takie typowe jakie widziałem w ZOO u jaszczurów ! Chciałem dalej jechać z nim i zapytać go o to jak wysiądzie .. ale poczułem że muszę wysiąść na swoim przystanku. Potem – jak tylko wysiadłem – pomyślałem że on nakazał mi myślowo abym wysiadł. Może nie chciał ze mną o tym rozmawiać … Odebrałem jego nakaz czy prośbę (nie wiem) bo jestem dobrym odbiorcą .. Nie wiem czy nadawcą – bo nigdy tego nie próbowałem.


To spotkanie już mnie tak nie zaszokowało jak poprzednie .. Zacząłem przyjmować do wiadomości, że nie wszystko w naszej rzeczywistości jest takie na jakie wygląda. Takich ludzi odtąd spotykałem wiele razy (na ogół w tramwajach czy autobusach). Dochodziło już do tego że jak miałem wejść do tramwaju to od razu zaczynałem się zastanawiając czy tym razem znowu ICH spotkam … Nie chciałem, by to stało się jakąś moją obsesją .. ale nadal ich spotykałem.

Następne spotkanie miało miejsce w roku 2008. Było ono najważniejsze i najbardziej dziwne jakie mnie kiedykolwiek w życiu spotkało a spotykało mnie już w życiu bardzo wiele dziwnych rzeczy i wydarzeń o których wie zaledwie kilka osób. Całe wydarzenie miało miejsce w supermarkecie Tesco, które znajduje się zaledwie o dwie ulice od mojego miejsca zamieszkania. Po pracy postanowiłem wybrać sie właśnie tam po drobne zakupy. To był koniec listopada i padał deszcz więc korzystałem z niedawno kupionego parasola (ten detal jest tu bardzo ważny ). Po wejściu na teren supermarketu Tesco, wziąłem mały wózeczek (były tez ogromne) i powkładałem do wózeczka kilka rzeczy, które były mi potrzebne w tym jedzenie dla moich kotów (sam mięsa nie jadam od bardzo dawna) Parasol był mokry wiec złożyłem go i włożyłem do wózeczka, przy towarach. W pewnej chwili zatrzymałem się przy stoisku z owocami. Wózeczek stał za mną a ja zastanawiałem się przez chwilę co wybrać i czy w ogóle kupować owoce. W pewnym momencie odwróciłem się i osłupiałem. Wózeczka nie było ! KOMU cudzy i pełny wózek mógł być potrzebny !?

Przez chwilę myślałem, że jakiś mój znajomy chce mi zrobić kawał i zabrał mi wózek i zaraz mi go odda, ale tak się nie stało. Nagle jakaś kobieta mi mówi, że jakiś Pan zabrał go przed chwilą. Wściekłem się. Klnąc pod nosem, pobiegłem do kas …do wyjścia .. NIKOGO z moim wózkiem. Choć wiedziałem że to idiotyczne, bo KTO będzie kupować MOJE towary ??? Właściwie mógłbym machnąć ręką, wziąć nowy wózek i pozbierać te same towary i tak bym pewnie zrobił ale chodziło mi o PARASOL, gdyż bardzo padało i nie chciałem wrócić do domu przemoczony do suchej nitki. ONI o tym wiedzieli więc byli pewni, że będę ich szukać. Poza tym poczułem w tym momencie, że coś się tu dzieje ANORMALNEGO. To nie było coś zwykłego. Czułem podświadomie absurdalność tej sytuacji ale również i to, że tutaj jest coś co nie jest przypadkowe ale i tak byłem wściekły, że tracę czas na bieganie po supermarkecie z wózkiem (musiałem w końcu wziąć nowy wózek i powkładać do niego te same towary) za kimś kogo nie znam … Znowu pobiegłem do tego samego stoiska z owocami (sam nie wiem po co) a jakaś kobieta znowu mi mówi, że jakiś pan tu był z Pana wózkiem i pana szukał, by go oddać … Pomyślałem, że to jakiś absurd, jakiś głupi bezsensowny sen. Czy ten PAN nie mógł tego wózka po prostu tu zostawić skoro wiedział, że zabiera cudzy i pełny wózek !? … JA jednak już wiedziałem że to ONI…

Czułem to instynktownie, tym bardziej że już miałem z nimi do czynienia i znałem jakie odczucia mnie ogarniają, gdy spotykam się NIMI i co się dzieje wokół mnie. Ale jeszcze NIGDY nie w ten sposób! Uspokoiłem się i po raz kolejny postanowiłem na spokojnie poszukać tego “kogoś” kto ma mój wózek z moim PARASOLEM ! Parasol był najważniejszy – bo to wyglądało tak jakby TEN KTOŚ wiedział ze będę go szukać z powodu deszczu … Inaczej machnąłbym na to ręką i innym wózkiem pozbierał to samo i na tym koniec. Niestety nie udało mi się znaleźć nikogo. ZNOWU powróciłem (tez nie wiem właściwie dlaczego) do stoiska z owocami ale tym razem pojawiła się jakaś dziewczyna – pracownica tego stoiska, która mi oświadczyła, że znowu “był jakiś pan z pana wózkiem .. ale była tez z zanim jakaś pani”. Poprosiłem ją wtedy by mi pomogła ich znaleźć skoro ich widziała. Zgodziła się i poszliśmy ta lejką która odeszli. Po kilkunastu krokach, na rogu dwóch alejek stała kobieta. Pracownica powiedziała, że to ONA i wróciła do swojej pracy przy stoisku z owocami. Zostałem sam z jakąś bardzo dziwną kobietą. Od razu wyczułem że to NIE JEST człowiek choć wyglądała na pozór jak zwykła kobieta.

Stała na rogu dwóch alejek z PUSTYM DUŻYM WÓZKIEM !!! Spojrzałem na nią i poczułem niepokój. Wyglądała na około 30 -35 lat i miała bardzo białe włosy. Twarz miała bardzo białą, maskowatą (tak jak osobnik przy pierwszym spotkaniu) – niczym maska nałożona na twarz. Oczy miała blado niebieskie, prawie niewidoczne i czarny punkcik źrenicy To mi się nie podobało. Wyglądała bardzo gadzio i złowrogo, wyczułem że jest wyzbyta jakichkolwiek normalnych ludzkich uczuć … A ona bez słowa (jakby wiedziała o co ją zapytam) wyciągnęła rękę i powiedziała : TAM! Głos miała jakiś głuchy, ale wyraźny. Odwróciłem się ze swoim (drugim) wózkiem w stronę, którą wskazała i nagle poczułem że znowu wszystko jakby nagle przycichło, jakby ktoś wyłączył radio.. Ludzie na alejce także jakoś dziwnie poznikali; byłem tylko ja i facet który mi wózek zabrał. Stał na drugim końcu alejki i szedł powoli w moją stronę patrząc na mnie intensywnie. Główną alejką szliśmy tylko my : ja i on po przeciwnych stronach … Wyglądało to jakby film na zwolnionych obrotach. Czułem się całkowicie wyłączony i spokojny, jakby nawet w jakimś transie .. ale co najważniejsze całkiem ŚWIADOMY tego co się dzieje. W końcu spotykamy się. Nie wiem czy to trwało godzinę czy minutę … ( alejka miała może z 20 metrów długości ). Wyglądał jak jej przeciwieństwo, kruczoczarne włosy połyskujące niebieskim odcieniem, bardzo opalona, ciemną twarz. Też nieruchomą i maskowatą. Oczy miał nieco większe od przeciętnych ludzkich oczu i bardzo czarne. Chcę go zapytać DLACZEGO zabrał mi mój wózek wyłożony moim towarem ..ale NIE MOGŁEM. Zablokował mi najprawdopodobniej czakrę gardła albo przejął kontrolę nad moim umysłem.. a może i jedno i drugie. Gdy spotkaliśmy się – weszliśmy w boczną alejkę przy której stały nieco dalej kasy… Patrzę, i oczom nie wierzę : kasy wydały mi się baaaardzoo daleko od nas .. gdzieś w odległości może z 100 metrów a koło nich pętało się kilka osób choć wczesnej było bardzo dużo ludzi. Wiedziałem ze to jakiś absurd, że dzieje się coś co nie powinno się dziać… Ale ON (ten niby-człowiek) mówi do mnie tak, idąc jednocześnie obok mnie i pchając przed sobą MÓJ wózek z moją parasolką : “mnie tez się do zdarzyło a miałem na wózku portfel z pieniędzmi”.

Głos miał nijaki, głuchy i jakby wydobywający się z wnętrza ciała a nie z gardła. Byłem zablokowany i nie potrafiłem NIC sensownego mu odpowiedzieć, ZDAJĄC SOBIE JEDNOCZEŚNIE SPRAWĘ z tego że to, co on mówi to jakiś absurd i nie ma wiele do rzeczy z obecną sytuacją. Żadnego słowa “przepraszam” czy jakiegoś wytłumaczenia tego zabrania mi wózeczka z towarami i parasolem … NIC. Normalny człowiek powiedziałby “przepraszam” albo cokolwiek, by się jakoś usprawiedliwić … Szedł po mojej lewej stronie. Wtedy lekko popchnął mój wózeczek z parasolką w moją stronę. A ja nagle odzyskałem głos i mówię jakoś bezsensownie : “ale ja już mam wózek i towary” … A on na to : “to już pana sprawa”. Wyczułem w jego glosie chłód, twardość i obojętność. I wtedy prawą ręką lekko stuknął mnie w prawe ramię trzy razy. Potem dopiero zorientowałem się że w ten sposób zdjął ze mnie kontrolę (hipnozę). Dotkniecie było lekkie ale jednoczenie bardzo twarde .. to nie było dotknięcie ręki ludzkiej .. była zbyt twarda i kanciasta coś jakby kawał konara… I odszedł. W tym momencie odzyskałem poczucie realności i rzeczywistości. Odległość do kas stała się nagle normalna. Pojawili się ludzie. Muzyka z głośników zaczęła grać głośno.. Tak jak chwilę wcześniej. Postanowiłem pójść za nim czy podejdzie do tej kobiety z pustym dużym wózkiem (pewnie tylko tak dla zasady…) ale nie było już ich. Zniknęli. Nie było ich nigdzie. Spędziłem w tym Tesco jeszcze z pół godziny na szukaniu ich wszędzie. Zapadli się pod ziemię. A nie mogło to trwać więcej jak kilka – kilkanaście sekund od jego odejścia ode mnie. Do dnia dzisiejszego stawiam sobie pytanie o celowość tego wydarzenia. Teorii na ten temat mam kilka ale to już zupełnie inna sprawa. Od tego czasu miało miejsce jeszcze jedno spotkanie (w lipcu 2010) którego nie będę opisywać ze względu na to iż było to spotkanie “węchowe” … i nie widziałem “sprawcy” …

Nie dbam o to czy ktoś mi uwierzy czy nie. NIE PO TO o tym piszę, ale by pomóc tym którzy także doznali podobnych doświadczeń – by zapewnić ich iż nie oszaleli ani nie są “nawiedzeni”. By upewnić ich i zapewnić iż nasza rzeczywistość jest istotnie (być może) iluzją i wcale nie taka jaka w nas została wmówiona i która zakodował nasz mózg. Być może mój – nie był wystarczająco dobrze zakodowany – skoro takie rzeczy mi się przytrafiły. Nie wiem i nie znam przyczyny. Dlaczego mnie i dlaczego oraz w jakim celu to wszystko zostało mi ukazane ale jedyne co wiem to to, iż wszystko przeżyłem świadomie a nie w jakimś stanie sennym czy transie medytacyjnym. Być może jest wiele osób które przeżyły podobne doświadczenia i boją się o tym mówić z wiadomych względów. Może mój przypadek ich odblokuje i także o tym nam opowiedzą.

Te wydarzenia opisałem po długim czasie od tych wydarzeń na portalu u Mikołaja Rozbickiego, który je zamieścił. Wydał on w międzyczasie książkę, w której umieścił wyżej opisane wydarzenia i które po małych poprawkach przekazuję dalej, z myślą o innych ludziach, którzy może mieli takie same albo podobne doświadczenia a o których do tej pory nie mogli czy też nie chcieli mówić z powodu strachu przed ośmieszeniem. Nie trzeba się bać bo o to właśnie „panom i władcom” tej skopiowanej rzeczywistości chodzi. Strach jest narzędziem kontroli, którym manipulują od tysięcy lat, byśmy nie mogli poznać samych siebie i potencjału jaki w nas tkwi.


Pozdrawiam

Irbis



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 03 lip 2014, 14:26 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 03 lip 2014, 18:53 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 wrz 2011, 14:46
Posty: 1018
Płeć: mężczyzna
Tak mi się właśnie wydawało, że gdzieś już na forum to czytałem.
Swojego czasu identyczny temat zapostował Mikołaj jakieś 4 lata temu.

czlowiek-ktory-mial-spotkania-z-reptilianami-t3234.html?hilit=szli%C5%9Bmy%20obok%20siebie%20przez%20jakie%C5%9B%207%20sekund

_________________
Czas przestać zgrywać oświeconych dupków i stać się po prostu ludźmi.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 lip 2014, 10:56 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 04 lip 2014, 10:21
Posty: 10
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Wrocław
.


Ostatnio zmieniony 01 kwie 2017, 20:03 przez Shitokiro, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 11 lip 2014, 12:06 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 27 sty 2012, 18:23
Posty: 81
Jak w filmie "Oni żyją".

Ja także już czytałam wcześniej tą relację. ONI rzeczywiście tu są wśród nas, nigdy nie spotkałam żadnego z nich w fizycznej postaci - lub tego nie pamiętam, lecz pamiętam jedno zdarzenie. Interesowałam się swego czasu projektem Cheops i czytałam przekazy Enkiego. Przez ten czas jakoś polubiłam nawet tą istotę czy jak on tam się sam nazywał. Ale w pewnym momencie zaczęło się dziać ze mną coś dziwnego. Miałam na kompie te przekazy skądś ściągnięte i czytałam je dość chętnie, w pewnym momencie gdy miałam to zrobić po prostu nie potrafiłam. Czułam jakiś lęk, niepokój, blokadę, jakby ostrzeżenie. W międzyczasie usłyszałam także od kogoś, że cały ten Enki jest mocno śmierdzący. W końcu nie mogąc znieść tego dręczącego mnie uczucia wykasowałam przekazy i nigdy od tamtej pory do nich nie wróciłam.

Jednak nocą zaraz po tym jak postanowiłam to rzucić miałam najwyraźniej spotkanie. Nie w osobie, ale na zasadzie rozmowy telepatycznej. Był to ktoś o osobowości bardzo chłodnej i ironicznej. Nie przedstawił się i ukrył swoją tożsamość, jednak wyraźnie słyszałam w głowie takie trochę prześmiewcze teksty coś w stylu "myślisz, że coś tym zmienisz, ale nic nie poradzisz". Nie pamiętam już dokładnie przebiegu całego zdarzenia, ale po prostu w pewnym momencie się zdenerwowałam i powiedziałam temu komuś, żeby się wynosił, nie życzę sobie takich wizyt. No więc on się zmył. Nie był ze mną długo i odniosłam wrażenie, że nie mógł nawet z jakiś względów.

Moja interpretacja jest taka, że komuś się nie spodobało, że stracił baranka i mniej osób będzie zasilało tą całą sektę, no ale różnie można to odczytywać.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 paź 2016, 14:41 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 16 gru 2015, 16:07
Posty: 20
Chyba czas na to bym i ja podzielił się z Wami moim przeżyciem. Nie jest ono co prawda tak spektakularne jak powyższe. Wiele razy próbowałem sobie je wytłumaczyć, ale przekonał mnie jeden szczegół. TRAMWAJ, ZATŁOCZONE MIEJSCA. Czemu właśnie tam się to najczęściej zdarza?

Sytuacja miała miejsce bardzo dawno, bo kończyłem wtedy 6 klasę szkoły podstawowej. Jechaliśmy zatłoczonym tramwajem całą klasą wraz z wychowawcom na drugi koniec miasta. Od szkoły mieliśmy do pokonania 4 przystanki, z czego na piątym mieliśmy wysiąść, gdzie czekała nas przesiadka na inną linię. Oczywiście trasę doskonale znaliśmy, codziennie nią jeździliśmy. Staliśmy wszyscy razem w miejscu przeguby tramwaju, a ja na przeciwko jednego kolegi. Ostatnie co pamiętam to fakt, że docieraliśmy już do przystanku w którym czekała nas przesiadka,a dalej już nic. Tylko ciszę, błysk, po czym powracający dzwięk tramwaju, który już skręcał w przeciwną stronę, niż ta w którą po przesiadce mieliśmy się udać. Tramwaj był niemal pusty. Na samym końcu siedział ubrany na czarno jegomość, z przodu może 2 osoby. I nasza dwójka po środku. Tramwaj był PEŁEN zarówno ludzi jak i gwaru. Po tym zjawisku, pusty. Zdaliśmy sobie sprawę, że klasa wysiadła. Pierwsze co, to zastanawialiśmy się jak to się mogło stać? Kolega się zaśmiał, powiedział że się zagadaliśmy. Ja mu na to, ale o czym rozmawialiśmy? Ja nic nie pamiętam do momentu skrętu tramwaju! On mi na to odpowiada posępnym głosem że nie wie. Nic nie pamięta. Czas przeskoczył. Wyskoczyliśmy z tramwaju. Miasto znaliśmy dobrze. Oboje byliśmy bardzo przejęci. Kolega coś mamrocze, że przecież wysiadłby gdyby widział ze reszta wychodzi, a ostatnie co pamięta to to, że krzesło dalej siedział jego przyjaciel. Ja z kolei nie pamiętałem nic od momentu zbliżania się do przesiadki -ciach - pokonanie drogi do zwrotnicy - pobudka- gdzie był już następny przystanek. Ostatnie co to jego nie ruchomą twarz. Żadnych rozmów, żadnych ruchów. Nic.

Oboje czuliśmy się bardzo nakręceni przez ta sytuację, ale i przejęci. Nie cofnęliśmy się do poprzedniego przystanku by dogonić klasę następnym tramwajem. Nie pojechaliśmy też z powrotem do szkoły. Po prostu szliśmy przed siebie okrężną drogą, i próbowaliśmy zrozumieć co się stało. Ani ja ani on nie dopuszczaliśmy możliwości gapiostwa. oboje czuliśmy się jakbyśmy się obudzili z krótkiej drzemki. W końcu w połowie drogi przypomniał mi się program Nautilus Radia Zet w którym słyszałem w dzieciństwie o zjawisku Missing Time. Coś tam przebąkiwałem o tym koledze, ale raczej nie śmiało.

Niczego tak nie jestem pewien, jak tego co przeżyłem. Ta niepewność, wybudzenie się w innym miejscu stojąc z plecakiem na ramieniu, i kolega który nic nie pamięta. Powracający dźwięk, i facet w czerni na końcu tramwaju.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 21 paź 2016, 9:19 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 12 cze 2016, 15:07
Posty: 8
Płeć: mężczyzna
Bardzo ciekawe doświadczenia, chociaż tak bardzo abstrakcyjne, jakby zostały wyjęte z książki Lovecrafta. To dlatego ktoś tam nie chciał tego opublikować, bo opowieść brzmi jak dobry thriller :) Zazwyczaj takich ludzi bierze się za schizofreników. Jednak stawiając się na miejscu takiej osoby jak Krzysztof zastanawiam się, co ja bym zrobił? Gdyby nagle mój mózg z jakiegoś powodu przestał być podatny na hipnozę/iluzję/hologram, to jak bym sam zareagował...?

W dzieciństwie miałem kilka sytuacji, gdy odpowiednio traktując swoją "wyobraźnię?" mogłem wpływać na swoją percepcję, np. przyspieszając elektroniczny zegar na wyświetlaczu wideo VHS. Moi rodzice tego nie widzieli, a dla mnie to było w 100% rzeczywiste, jakbym mógł wpływać na własną percepcję hologramu. Później zaprzestałem przestawiania wzroku, po tym, jak patrząc w pewne miejsce w mieszkaniu z obrazu zaczęły się wyłaniać patrzące na mnie białe, kocie oczy. Tak się tego przestraszyłem jako dzieciak, że zacząłem się od tamtej pory trzymać utartych ram rzeczywistości. I teraz nie widzę już niczego poza tym, co ustalone jest jako "normalne". Trzymam się ograniczeń, dzięki czemu czuję się bezpiecznie, co jednak nie oznacza, że jestem w bezpiecznym miejscu. To jest raczej wybór tapety do klatki lub więzienia.

No więc mam wrażenie, że kolega Krzysztof ma czasami epizody usuwania bariery percepcji, co powoduje również przekraczanie percepcji czasu i przestrzeni. To się dzieje jednak tylko dla niego, tak samo, jak "wpływanie" na elektroniczny wyświetlacz zmieniał się tylko dla mnie. To jest forma dostępu do swojej percepcji poza jej granice. Inni ludzie trzymają się tych ograniczeń, tych barier, bo czują się wtedy bezpiecznie. Budynki są budynkami, czas płynie zgodnie z zegarkiem i innymi zegarkami, a ludzie są ludźmi. Przyjęcie, że tak jest powoduje, że tak się staje, no bo wyrażasz na to zgodę. Nasz lęk przed nieznanym sprawia, że nie potrafimy spojrzeć poza hologram. Jesteśmy zapewne kontrolowani w stopniu tak zaawansowanym, że nawet, gdy wpadnie nam do głowy nie zgodzić się z tym obrazem, to i tak mam już tak silnie percepcję zaprogramowaną, że nie cofniemy tego. Może są jakieś sposoby, ale cholera wie jakie.

Ja jednak słucham swoich uczuć. Od pewnego czasu dostałem swego rodzaju fobii społecznej. Nie znoszę zatłoczonych miejsc, a autobusów i pociągów to już w szczególności. To, w jaki sposób Krzysztof opisałeś tego czarnookiego jegomościa i jego twardość i posępność, to emocje, które odczuwam w takich miejscach. Jakby przestrzeń publiczna była pełna tej szorstkości, takiej nieprzyjemnej, ciężkiej atmosfery, która odbiera chęć do życia. Coś strasznego. Powoli idzie się przyzwyczaić do tego rodzaju energii, ale jest to traumatyczne przeżycie. Chyba tylko żywiciele czują się dobrze, bo mają niską energię, smaczną dla jaszczurów.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 6 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group