Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 21 lut 2020, 3:22

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 2 ] 
Autor Wiadomość
Post: 31 maja 2014, 19:02 
Obrazek

Snowden: nigdzie się nie ukryjesz - Greenwald Glenn

No place to hide!

Premiera: świat i wydanie polskie - maj 2014


Obrazek

Greenwald Glenn



Obrazek


Obrazek


Składa się z 5 rozdziałów, które można pogrupować w trzy części. Dwa pierwsze rozdziały poświęcone są wydarzeniom, które doprowadziły do kontaktu między Snowdenem, Greenwaldem i innymi dziennikarzami, którzy brali udział w ujawnieniu masowej inwigilacji i nadużyć służb specjalnych różnych krajów. Są to, pod pewnymi względami najsłabsze rozdziały. Ja przynajmniej tak je odebrałem.

Widziałem opinie zawarte w różnych recenzjach książki Greenwalda, które porównywały te fragmenty do książek szpiegowskich. Możliwe, ale chyba nie najlepiej napisanych. Greenwald wkłada bardzo dużo wysiłku w upewnienie nas jak poważnym, rozsądnym i szlachetnym człowiekiem jest Snowden. Nakreśla własne niepokoje z czasów przed ujawnieniem nadużyć, gdy obawiał się, że Snowden, tak jak wielu innych sygnalistów, stanie się ofiarą oczernienia, ośmieszenia, jego motywy podane zostaną w wątpliwość a czyn osądzony negatywnie.

Nie o to chodzi, że jego obawy uważam za bezzasadne. Raczej o to, że poświęcając tak wiele miejsca zapewnieniom o czystości intencji Snowdena zapomniał zaznaczyć coś jeszcze – to tak naprawdę bez znaczenia.

W sensie, załóżmy, że, obrazowo mówiąc, Snowden okazuje się ruskim agentem. Czy to zmienia w czymś naszą ocenę nadużyć ze stron zachodnich służb? Raczej nie. Nie tylko bowiem mielibyśmy wtedy do czynienia z działaniami prawdopodobnie przestępczymi, łamiącymi wszelkie standardy demokratycznych państw, ale jeszcze prowadzonych przez tak nieudolne agencje, że niezdolne trzymać z dala od największych sekretów obcych agentów.

Jeśli cokolwiek by wynikało z tego, to raczej tym większa kompromitacja NSA et consortes, które swoje zadania wywiadowcze oddało w ręce silnie sprywatyzowanych sił, wszystko w imię zysków i wpływów militarno-szpiegowsko-biznesowego kompleksu w waszyngtonie.

Fragment ten zawiera jednak swoje smaczki. Przytaczając motywacje Snowdena, które ten zdradziła w trakcie rozmów z dziennikarzem, dotyka między innymi kwestii syndromu "agenta Tomka", czyli moralnie jednoznacznych (to jest jednoznacznie złych) metod werbowania współpracowników, które często nieudolne, kończyły się zniszczeniem życia bogu ducha winnym osobom. Co więcej, niczym rodzimi agenci Tomkowie współpracownicy Snowdena lubili się przechwalać swoją agenturalną zajebistością.

Druga część książki (obejmująca rozdział trzeci) jest najbardziej rzeczową i najbardziej nudną, głównie dlatego, że wiele z przedstawionych tam rewelacji była już opublikowana wcześniej. Nie znaczy to, że nie znajdziemy nic nowego. Greenwald zdradza kilka kolejnych sekretów. Polaków powinien szczególnie zainteresować fragment o budowaniu na zlecenie amerykańskich służb przez polskie służby systemów pozwalających prowadzić szeroko zakrojony podsłuch obywateli naszego kraju.

Ponownie jaskrawa staje się konieczność uświadomienia sobie, że NSA robi co robi, bo internet jest de facto amerykańskim produktem. Krótko mówiąc czas odrzucić dogmat, że bałkanizacja internetu to najgorsze, co może się przydarzyć, bo obecny wolny i rzekomo uniwersalny internet jest realizacją interesów i strategicznych decyzji jednego państwa.

Ostatnia część książki, obejmująca rozdziały czwarty i piąty, jest chyba najlepsza. Greenwald dotyka tam kwestii fundamentalnych: roli prywatności w życiu ludzi oraz korumpującego, niszczącego demokrację wpływu jaki wynika z faktu, że po raz pierwszy w historii rząd zyskuje tak asymetryczną wiedzę o najbardziej intymnych działaniach każdego obywatela, przy jednoczesnym działaniu w całkowitym mroku.

Utrata prywatności wynika z rozwoju masowej inwigilacji, mrok otaczający działania rządu jest z kolei efektem nieustannego, całkowicie nieuprawnionego i zwyczajnie kłamliwego straszaka, czyli mitycznego zagrożenia terroryzmem.

Po 11 września stało się truizmem mówienie, że rządy powinny zrobić wszystko by ochronić swoich obywateli.

Nie, pod żadnym pozorem rządy nie powinny robić wszystkiego by ochronić obywateli przed terroryzmem, bo rząd, który robi wszystko w tym kierunku jest dla obywateli źródłem znacznie większego niebezpieczeństwa niż najgorsi nawet terroryści. Tę w sumie dość oczywistą prawdę Greenwald wykłada i uzasadnia wybornie. Nic dziwnego, zrobił karierę jako adwokat od praw człowieka przebranżowiony na dziennikarza-blogera zajmującego się prawami człowieka.

Podstawową uwagę krytyczną mogę skierować jednak do wydawcy polskiego tłumaczenia książki Greenwalda. Tytuł "Snowden. Nigdzie się nie ukryjesz" sugeruje, że to książka o Snowdenie, który ścigany przez służby, nie będzie mógł spocząć.

Sądzę, że to przeinaczenie intencji autora, który w oryginalnym tytule w ogóle nie wspominał o głośnym sygnaliście, zaś tytułowa niemożność ukrycia się dotyczy, jak mniemam, każdego z nas, użytkowników internetu, stojących nago pośród ciemności, pod czujnym, wszystkowidzącym okiem.

http://slwstr.net/blog/2014/5/26/nigdzie-si-nie-ukryjesz


- Optuję za dolną pryczą w Guantanamo - żartował Edward Snowden tuż przed tym, jak świat się dowiedział, że to on stoi za wyciekiem tajnych dokumentów ujawniających największą aferę podsłuchową w dziejach świata

W maju 2013 r. współpracujący z "Guardianem" dziennikarz Glenn Greenwald wyruszył do Hongkongu na spotkanie z anonimowym źródłem, które obiecało mu ujawnić dokumenty dowodzące masowej inwigilacji prowadzonej przez amerykańską Agencję Bezpieczeństwa Narodowego (NSA). Źródłem tym okazał się 29-letni Edward Snowden, były pracownik CIA, NSA, wtedy zatrudniony w jednej z firm wykonujących zlecenia dla NSA. To, co miał do przekazania Greenwaldowi, wkrótce miało się okazać największym wyciekiem tajnych informacji w historii USA. I wywołało polityczne trzęsienie ziemi oraz trwającą do dziś debatę na temat zagrożeń dla naszej prywatności w sieci.

W swojej książce "Snowden. Nigdzie się nie ukryjesz" ("No Place to Hide: Edward Snowden, the NSA, and the U.S. Surveillance State"), która jutro ma światową, a jednocześnie polską premierę, Greenwald po raz pierwszy opowiada w całości historię swoich kontaktów z byłym pracownikiem wywiadu USA. Przedstawia też i komentuje nieznane dotąd dokumenty z jego archiwum, prezentuje nowe fakty na temat metod, jakimi posługują się NSA i wywiady elektroniczne współpracujących z nią państw, by "przechwycić" i "zainfekować" telefony czy komputery tak, by mogły je podsłuchiwać i monitorować. Opisuje, jak NSA współpracuje z serwisami społecznościowymi i koncernami internetowymi, by zdobywać informacje na temat ich użytkowników, a także jakie nowe obszary chcą inwigilować wielkie agencje szpiegowskie.

Bez względu na to, czy Snowdena uznamy za bohatera, który ryzykując życie, ujawnił nielegalną działalność własnego rządu, czy za zdrajcę, który naraził bezpieczeństwo własnego kraju, czy też "pożytecznego idiotę", który dziś staje się marionetką w rękach putinowskiej Rosji, książka Greenwalda jest jednym z najistotniejszych głosów i być może punktem zwrotnym w debacie na temat Snowdena i jego "misji".

Fragment:

Greenwald i współpracująca z nim dokumentalistka Laura Poitra, z którą Snowden też anonimowo wcześniej się skontaktował, są od czterech dni w Hongkongu. Poznali już swego informatora i zawartość jego archiwum. Opublikowali pierwszy materiał na jego temat, ale bez upublicznienia nazwiska Snowdena. Ale wkrótce świat ma się dowiedzieć, kto stoi za gigantyczną aferą podsłuchową...

W czwartek, piątego dnia naszego pobytu w Hongkongu, Snowden powiedział mi, że ma "nieco niepokojące" wieści.

Podłączony do internetu alarm zainstalowany w domu, który dzielił ze swoją dziewczyną na Hawajach, wykrył gości. Przyszły go szukać dwie osoby z NSA i ktoś z policji. Snowden wyciągnął z tego wniosek, że NSA prawdopodobnie zidentyfikowała go jako źródło przecieku. Ja jednak potraktowałem to sceptycznie. - Gdyby sądzili, że to ty, przysłaliby całą gromadę agentów FBI z nakazem rewizji i zapewne drużynę SWAT. Uznałem, że to rutynowa kontrola spowodowana parotygodniową, nieusprawiedliwioną nieobecnością pracownika.

Snowden zastanawiał się jednak, czy przypadkiem tej niewielkiej delegacji nie chodziło o uniknięcie uwagi mediów albo niedopuszczenie do próby usunięcia dowodów. Cokolwiek oznaczało to najście, trzeba było jak najszybciej przygotować artykuły i wideo, na którym Snowden przedstawi się jako źródło przecieków na temat podsłuchowej działalności NSA. Zdecydowanie chcieliśmy, żeby świat usłyszał o Snowdenie, jego działaniach i motywach od niego samego, a nie z demonizującej go kampanii, którą na pewno rozpęta rząd USA w czasie, gdy on wciąż będzie się ukrywał. Albo jeśli zostanie aresztowany i nie będzie w stanie mówić sam za siebie.

Zamierzaliśmy opublikować na stronach "Guardiana" dwa artykuły - jeden jeszcze tego samego dnia, kolejny w sobotę - a w niedzielę zamieścić duży artykuł o Snowdenie razem z nagranym z nim wywiadem i wydrukowaną sesją pytań i odpowiedzi prowadzoną przez Ewena [MacAskilla, doświadczonego dziennikarza "Guardiana", który towarzyszył Greenwaldowi i Poitrze w czasie ich wyprawy do Hongkongu].

Przez poprzednie czterdzieści osiem godzin Laura montowała nagranie z mojej pierwszej rozmowy ze Snowdenem. W końcu powiedziała, że jest zbyt szczegółowe, za długie i zbyt rwane, żeby dało się je wykorzystać. Chciała nakręcić nowy wywiad, bardziej spójny i konkretny. Napisała więc około dwudziestu pytań, które miałem mu zadać. Gdy Laura ustawiała kamerę i pokazywała nam, gdzie mamy usiąść, dodałem kilka własnych.

- Hmmm... Nazywam się Ed Snowden - zaczyna się legendarny już film. - Mam 29 lat. Pracuję w Booz Allen Hamilton jako analityk infrastruktury dla NSA na Hawajach.

Snowden udzielał rzeczowych, konkretnych, racjonalnych odpowiedzi na wszystkie pytania. Dlaczego postanowił ujawnić dokumenty NSA? Dlaczego uznał, że to tak ważne, że warto poświęcić własną wolność? Które z jego odkryć są najbardziej znaczące? Czy w tych dokumentach jest coś nielegalnego lub przestępczego? Co, jego zdaniem, go spotka? Podając przykłady nielegalnej, inwazyjnej inwigilacji w wykonaniu NSA, stał się ożywiony i podekscytowany. Jednak, dopiero gdy go spytałem, jakich reperkusji oczekuje, naprawdę się zdenerwował. Obawiał się, że amerykański rząd może wziąć odwet na jego rodzinie i dziewczynie. Powiedział, że będzie unikać z nimi kontaktu, by ograniczyć ryzyko; wie jednak, że nie może ich w pełni chronić.

- To jedyna rzecz, która nie daje mi spać: co się z nimi stanie - powiedział, a do oczu napłynęły mu łzy.

Prycza w Guantanamo

Po publikacji mojego pierwszego tekstu o zawartości archiwum Snowdena dość swobodny nastrój, jaki udało nam się zachować dzięki wzajemnemu zaufaniu, ustąpił wyczuwalnemu niepokojowi. Niecała doba dzieliła nas od ujawnienia tożsamości Snowdena, a to, jak wiedzieliśmy, wszystko zmieni - przede wszystkim dla niego.

Nasza trójka przeżyła razem krótkie, ale wyjątkowo intensywne i satysfakcjonujące doświadczenie. Jeden z nas, Edward Snowden, miał wkrótce odłączyć się od naszej grupy, być może znaleźć się na długi czas w więzieniu - ten fakt od samego początku wisiał w powietrzu i - przynajmniej na mnie - działał przygnębiająco.

Tylko sam Snowden wydawał się tym wcale nie przejmować. Teraz do naszych rozmów wkradł się wisielczy humor. - Optuję za dolną pryczą w Guantanamo - żartował Snowden, gdy rozważaliśmy nasze perspektywy. Dyskutując o przyszłych artykułach, mówił na przykład: - To się znajdzie w akcie oskarżenia. Pytanie tylko, czy w moim, czy w twoim.

Przeważnie jednak zachowywał niezwykły spokój. Nawet teraz, gdy mijały być może ostatnie minuty jego wolności, poszedł spać o wpół do jedenastej wieczorem, tak samo jak przez wszystkie dni mojego pobytu w Hongkongu. Mnie tymczasem z trudem udawało się zasnąć na dwie godziny.

- No dobra, idę na siano - oświadczał spokojnie co wieczór i szedł spać na siedem i pół godziny, by następnego ranka pojawić się znów w doskonałej formie.

Na pytanie, jak udaje mu się tak dobrze sypiać w tych okolicznościach, oświadczył, że nie ma żadnych wątpliwości co do sensu tego, co zrobił, więc ma spokojny sen.

- Sądzę, że nie zostało mi wiele nocy z wygodną poduszką pod głową, więc powinienem je możliwie dobrze wykorzystać - żartował.

Szok i podziw dla sygnalisty

W niedzielę, 9 czerwca 2013 roku, o drugiej po południu czasu nowojorskiego "Guardian" opublikował materiał przedstawiający go światu: oto Edward Snowden. Sygnalista (whistleblower), który ujawnił inwigilacyjny proceder NSA. Do artykułu dołączone było dwunastominutowe wideo Laury. Pierwsze zdanie tekstu brzmiało: "Osobą odpowiedzialną za jeden z najważniejszych przecieków w politycznej historii USA jest Edward Snowden, dwudziestodziewięcioletni były technik CIA, obecnie zatrudniony w Booz Allen Hamilton, firmie pracującej na rzecz przemysłu obronnego". Artykuł omawiał życiorys Snowdena, przedstawiał jego motywy i dodawał, że "Snowden zapisze się w historii jako jeden z najważniejszych amerykańskich sygnalistów obok Daniela Ellsberga i Bradleya Manninga". Zacytowałem dawny list, który Snowden wysłał do Laury i do mnie: "Rozumiem, że zostanę ukarany za swoje działanie [ ]. Będę zadowolony, jeśli choć na chwilę uda się odsłonić rządzącą światem federację tajnych praw, nierównego traktowania i nieograniczonej władzy wykonawczej".

Reakcja na artykuł i wideo przerosła wszystko, czego kiedykolwiek doświadczyłem. Sam Daniel Ellsberg (ujawnił prasie Pentagon Papers - dokumenty ukazujące kulisy nielegalnych działań Ameryki w czasie wojny w Wietnamie) napisał następnego dnia w "Guardianie", że "w historii Ameryki nie było ważniejszego przecieku niż ujawnienie materiałów NSA przez Edwarda Snowdena - wliczając to również zdecydowanie Pentagon Papers sprzed czterdziestu lat".

Tylko w ciągu pierwszych kilku dni kilkaset tysięcy osób wkleiło link z tekstem o Snowdenie w swoje konto na Facebooku. Niemal trzy miliony osób obejrzało wywiad na YouTubie. Wiele innych obejrzało go w internetowym wydaniu "Guardiana". Powszechną reakcją był szok i podziw dla odwagi Snowdena.

Laura, Snowden i ja razem śledziliśmy odpowiedź świata na jego ujawnienie się. Jednocześnie rozważałem z dwoma strategami medialnymi z "Guardiana", na występ w jakich programach telewizyjnych powinienem się zgodzić. Ustaliliśmy, że pojawię się w "Morning Joe" w MSNBC, a następnie w "The Today Show" w NBC - dwóch najwcześniejszych. To powinno ukierunkować sposób informowania o Snowdenie przez cały dzień.

Zanim jednak zdołałem dotrzeć na te wywiady, o piątej rano - zaledwie parę godzin po publikacji artykułu - zadzwonił do mnie mój długoletni czytelnik mieszkający w Hongkongu, z którym w tym tygodniu kontaktowałem się od czasu do czasu. Powiedział, że wkrótce cały świat będzie szukać Snowdena w Hongkongu, i twierdził, że to niezwykle istotne, by Snowden miał w mieście prawników z dobrymi kontaktami.

Skontaktował się z dwoma najlepszymi w mieście adwokatami zajmującymi się prawami człowieka, którzy są gotowi go reprezentować. Czy mogą przyjść już teraz do mnie do hotelu? Uzgodniliśmy, że spotkamy się nieco później, około ósmej rano. Położyłem się i zasnąłem, ale telefon obudził mnie o siódmej, godzinę przed ustaloną porą.

- Jesteśmy już tutaj, na dole, w pana hotelu - powiedział mój znajomy. - Są ze mną obaj prawnicy. Hol jest pełen fotografów i reporterów. Media szukają hotelu Snowdena i na pewno go zaraz znajdą, prawnicy zaś mówią, że koniecznie muszą się do niego dostać przed dziennikarzami.

Oblężenie w hotelu

Ledwo obudzony naciągnąłem na siebie pierwsze ubranie, jakie wpadło mi w ręce, i po omacku podszedłem do drzwi. Ledwo je otworzyłem, oślepiły mnie lampy błyskowe kilku aparatów fotograficznych. Media najwyraźniej zapłaciły komuś z personelu, by dostać numer mojego pokoju. Dwie kobiety przedstawiły się jako reporterki z hongkońskiego biura "Wall Street Journal"; pozostali, w tym człowiek z dużym aparatem fotograficznym, byli z Associated Press.

Zarzucili mnie pytaniami i otoczyli, tworząc wokół mnie przesuwający się krąg. Wepchnęli się za mną do windy, zadając jedno pytanie za drugim. Odpowiadałem krótkimi, niewiele wyjaśniającymi zdaniami.

Na dole w holu do grupy dołączyli kolejni reporterzy i fotografowie. Rozglądałem się za moim czytelnikiem i prawnikami, nie mogłem jednak zrobić nawet dwóch kroków, bo otoczono mnie ze wszystkich stron. Obawiałem się, że cała gromada będzie za mną chodzić, co uniemożliwi prawnikom dotarcie do Snowdena. Uznałem w końcu, że najlepiej będzie zaimprowizować w holu konferencję prasową i odpowiedzieć na pytania reporterów w nadziei, że potem sobie pójdą. Po mniej więcej kwadransie większość z nich się rozproszyła.

Nagle z wielką ulgą dostrzegłem Gill Phillips, głównego radcę prawnego "Guardiana", która zatrzymała się w Hongkongu w drodze z Australii do Londynu, by zapewnić Ewenowi i mnie wsparcie prawne. Powiedziała mi, że spróbuje zbadać, jakie "Guardian" ma prawne możliwości, żeby chronić Snowdena.

- Alan [Rusbridger - redaktor naczelny "Guardiana"] zdecydowanie chce, byśmy okazali mu każdą pomoc, jaka tylko jest legalnie możliwa - powiedziała.

Próbowaliśmy dalej rozmawiać, ale wokół kręciło się jeszcze kilku reporterów, więc nie mogliśmy mówić otwartym tekstem. W końcu znalazłem mego czytelnika z dwoma prawnikami. Zastanawialiśmy się, jak to zrobić, by móc swobodnie omówić sprawy, i w końcu wszyscy poszliśmy do pokoju Gill. Zamknęliśmy drzwi przed nosem garstce reporterów, która wciąż próbowała nas śledzić.

Natychmiast przeszliśmy do konkretów. Prawnicy chcieli jak najszybciej porozumieć się ze Snowdenem, żeby otrzymać formalną zgodę na reprezentowanie go, bo dopiero wtedy będą mogli działać na jego rzecz. Gill gorączkowo wydzwaniała do rożnych osób, by sprawdzić ich obu - bo przecież ich nie znaliśmy - zanim powierzymy im Snowdena. Udało jej się potwierdzić, że rzeczywiście są znani i cieszą się dobrą opinią w środowisku obrońców praw człowieka i azylantów, a w Hongkongu mają przydatne polityczne koneksje. Podczas gdy Gill "z należytą starannością" improwizowała, ja zalogowałem się na czat. I Snowden, i Laura byli podłączeni.

Laura, która mieszkała teraz w hotelu Snowdena, nie wątpiła, że to tylko kwestia czasu, zanim reporterzy znajdą także i ich. Snowden chciał jak najszybciej opuścić swój pokój. Powiedziałem mu o prawnikach, którzy byli gotowi po niego pójść. Wyraził chęć, by zabrali go w jakieś bezpieczne miejsce. Nadszedł czas, powiedział, "rozpocząć tę część planu, w której proszę świat o ochronę i sprawiedliwość".

- Muszę jednak wydostać się z hotelu nierozpoznany przez reporterów - powiedział. - Inaczej pójdą za mną, gdziekolwiek się udam.

Przekazałem jego słowa prawnikom.

- Czy ma jakiś pomysł, jak temu zapobiec? - spytał jeden z nich.

Powtórzyłem Snowdenowi pytanie.

- Jestem w trakcie zmieniania swego wyglądu - wyjaśnił.

Najwyraźniej myślał o tym już wcześniej. - Mogę zmienić się nie do poznania.

Uznałem, że nadszedł czas, by prawnicy rozmawiali z nim bezpośrednio. Przedtem jednak Snowden musiał wyrecytować oficjalną formułkę, że ich zatrudnia, bo bez tego nie mogli go reprezentować. Wysłałem formułkę do Snowdena, on ją przepisał i odesłał. Wtedy prawnicy przejęli komputer i zaczęli rozmawiać z nim bezpośrednio.

Dziesięć minut później oznajmili, że udają się natychmiast do hotelu Snowdena, tam się z nim spotkają i postarają się go niezauważenie wyprowadzić.

- I co z nim później zrobicie? - spytałem.

Odparli, że prawdopodobnie zabiorą go do misji ONZ w Hongkongu i złożą formalny wniosek o ochronę przed rządem USA, uzasadniając, że Snowden jest uchodźcą i stara się o azyl. Albo - powiedzieli - spróbują zorganizować "bezpieczną kryjówkę". Jak jednak pomóc prawnikom wydostać się z hotelu tak, by ich nie zauważono? Ustaliliśmy plan: wyjdę z pokoju razem z Gill i zejdę do holu, by odciągnąć reporterów, którzy wciąż czekali pod drzwiami, a zapewne pójdą za mną. Prawnicy odczekają parę minut i opuszczą hotel; miejmy nadzieję, że nikt ich nie będzie śledzić.

Podstęp się udał. Po półgodzinnej rozmowie z Gill w galerii handlowej przylegającej do naszego hotelu wróciłem do pokoju i, niespokojny, zadzwoniłem na telefon komórkowy jednego z prawników.

- Zdążył wyjść z pokoju, tuż zanim na całym piętrze zaroiło się od dziennikarzy - usłyszałem. - Umówiliśmy się u niego w hotelu, a potem przeszliśmy kładką do sąsiedniej galerii handlowej i w końcu do samochodu. Jest teraz z nami.

Dokąd go zabierają? - Lepiej nie rozmawiać przez telefon - odparł prawnik. - Na razie będzie bezpieczny.

Poczułem ulgę, że Snowden jest w dobrych rękach, wiedziałem jednak, że być może już nigdy się z nim nie spotkamy ani nie porozmawiamy - w każdym razie nie jako z wolnym człowiekiem. Całkiem możliwe, że następnym razem zobaczymy go w telewizji, w pomarańczowym więziennym kombinezonie i w kajdankach, w amerykańskim sądzie, oskarżonego o szpiegostwo.

Gdy rozważałem, co zaszło, ktoś zapukał do moich drzwi. Był to dyrektor hotelu, który przyszedł powiedzieć, że nieustannie dzwoni telefon, a rozmówcy chcą połączyć się z moim pokojem (poinstruowałem recepcję, by blokowano wszystkie telefony do mnie). Ponadto hol jest pełen dziennikarzy, fotografów i operatorów, czekających, kiedy się pojawię.

- Jeśli pan sobie życzy - powiedział - możemy pomóc panu opuścić hotel tylną windą i wyjściem, gdzie nikt pana nie zobaczy. Gdyby pan się zgodził, to prawnik "Guardiana" zarezerwowałby panu pokój w innym hotelu pod innym nazwiskiem.

W języku dyrekcji hotelu oznaczało to najwyraźniej: "Chcemy, by pan się wyniósł, bo powoduje pan zamieszanie". Wiedziałem jednak, że to dobry pomysł, jeśli miałem pracować w pewnej prywatności; wciąż też miałem nadzieję na utrzymanie kontaktu ze Snowdenem. Spakowałem więc torby, wyszedłem za dyrektorem tylnym wyjściem. Spotkałem się z Ewenem w czekającej już taksówce, a potem zameldowałem się w innym hotelu pod nazwiskiem prawnika "Guardiana".

Natychmiast zalogowałem się do internetu, mając nadzieję na kontakt ze Snowdenem. Pojawił się po kilku minutach.

- Nic mi nie jest - powiedział. - Jestem teraz w kryjówce, nie wiem jednak, ani jak jest bezpieczna, ani jak długo tu pozostanę. Będę musiał przenosić się z miejsca na miejsce, a nie bardzo mogę tu polegać na dostępie do internetu, trudno więc przewidzieć, kiedy i jak często będę się łączył.

Ewidentnie nie chciał podawać żadnych szczegółów o miejscu swojego pobytu, a ja nie chciałem ich znać. Miałem bardzo ograniczone możliwości, jeśli chodzi o pomoc w ukrywaniu go. Był teraz najbardziej poszukiwanym człowiekiem, a ścigał go najpotężniejszy rząd na świecie. Stany Zjednoczone zażądały już od władz Hongkongu, by go aresztowały i przekazały władzom amerykańskim.

Rozmawialiśmy krótko i mało konkretnie, obaj wyrażając nadzieję, że uda nam się zachować kontakt. Życzyłem mu bezpieczeństwa.

Nie polecę przez Nowy Jork

Gdy w końcu dotarłem do studia, by udzielić wywiadu w programach "Morning Joe" i "The Today Show", natychmiast zauważyłem, że zmienił się ton zadawanych mi pytań. Zamiast rozmawiać ze mną jako z reporterem, prowadzący woleli atakować nowy cel: samego Snowdena, zagadkową postać kryjącą się w Hongkongu. Wielu amerykańskich dziennikarzy powróciło do zwykłej dla nich roli: służby rządowi. Ważne było już nie to, że dziennikarze ujawnili poważne nadużycia ze strony NSA, tylko że pracujący dla rządu Amerykanin "sprzeniewierzył się" swoim obowiązkom, popełnił przestępstwo, a następnie "uciekł do Chin".

Moje rozmowy z obiema prowadzącymi, Miką Brzezinski i Savannah Guthrie, były cierpkie i ostre. Po tygodniu spędzonym niemal bez snu brakowało mi cierpliwości do zawartej w ich pytaniach krytyki Snowdena: uważałem, że dziennikarze powinni chwalić, a nie demonizować kogoś, kto umożliwił największą od lat przejrzystość działań rządu.

Po jeszcze kilku dniach spędzonych na udzielaniu wywiadów uznałem, że pora opuścić Hongkong. Nie miałem już szans na spotkanie ze Snowdenem, nie byłem w stanie mu tam pomóc, czułem się wyczerpany fizycznie, emocjonalnie i psychicznie. Marzyłem o powrocie do Rio. Zamierzałem lecieć do domu przez Nowy Jork i zatrzymać się tam na jeden dzień wywiadów - po prostu żeby pokazać, że mogę i chcę. Znajomy prawnik odwiódł mnie jednak od tego pomysłu, tłumacząc, że nie ma sensu podejmować tego rodzaju ryzyka, póki nie wiemy, jak amerykański rząd zamierza reagować.

- Właśnie umożliwiłeś największy w historii USA przeciek dotyczący bezpieczeństwa narodowego i występowałeś we wszystkich telewizjach z wysoce wyzywającym przekazem - powiedział. - Planowanie wyjazdu do USA będzie miało sens dopiero wtedy, gdy będziemy mieć pojęcie o reakcji Departamentu Sprawiedliwości.

Byłem innego zdania. Uważałem, że to niemożliwe, by administracja Obamy aresztowała dziennikarza w trakcie tak znaczącej pracy reporterskiej. Czułem się jednak zbyt zmęczony, by spierać się lub podejmować ryzyko. Poprosiłem więc "Guardiana" o zarezerwowanie mi lotu do Rio przez Dubaj, bez zbliżania się do USA. Na razie, tłumaczyłem sobie, zrobiłem już dość.

tłum. Barbara Gadomska

http://wyborcza.pl/1,76842,15943580,Snowden__nigdzie_sie_nie_ukryjesz___FRAGMENT_KSIAZKI_.html


Najlepsza cena w wyszukiwarce Skąpiec np. 25 zł, szukać dobrej ceny i darmowego odbioru, cena okładkowa 40 zł.


ps.
Ciekawostka jest taka, że polskie wydanie wydała... Agora - koncern medialny który wydaje "gazetę wyborczą" Michnika.



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 31 maja 2014, 19:02 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 04 wrz 2014, 12:43 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 sty 2010, 11:45
Posty: 342
Jestem po lekturze. Robi wrażenie i jak sama agencja tłumaczy swój skrót następująco:
no secret allowed

to każdy może mieć swoje tłumaczenie np:

n.acjonalistyczne
s.ku**ysyństwo
a.merykańskie

W 2013 r. w planach było jeszcze nie zaimplementowane:

pozyskiwanie sigint z... portów USB a także... drukarek laserowych.

Pod kontrolą są też "sieci" TOR jak i VPN



a także infekowanie trojanem/backdoorem/rootkitem/malware milionów komputerów narzędziem:

"kwantowy wsad"



i automatyczna agregacja tego wszystkiego "turbiną"



Przechodzimy na egipskie pismo obrazkowe a lokalnie na tamtam-y :zęby:


Pozostałe /inne dokumenty:

:czytaj:

https://firstlook.org/theintercept/documents/



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 2 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group