Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 30 wrz 2014, 16:49

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 10 ] 
Autor Wiadomość
Post: 10 gru 2010, 13:44 
Obrazek
Cytuje z okładki:
„Książka zawiera ponad 70 przepisów na zupy, kasze i makarony, przystawki sojowe, przystawki warzywne, sałatki i kanapki, chleby i desery. Jednakże Rynn Berry to ktoś więcej niż tylko autor książki kucharskiej: bawi sie w literackiego detektywa i akademickiego badacza. Jest pierwszym, który odkrył i opublikował ulubione wegetariańskie przepisy Leonarda da Vinci. Podobnych odkryć dokonał w odniesieniu do „nieśmiertelnych” wegetarian, takich jak Pitagoras, Budda, Sokrates, Platon, Jezus Chrysrus, Plutarch, Percy Shelley, Tołstoj, Gandhi, czy George Bernard Shaw. Barry zgromadził również przepisy współczesnych znanych wegetarian, m.in. Paula i Lindy McCartney, George'a Harrisona, czy Issaca Bashevisa Singera. Przepisy zostały wybrane z pozostawionych książek kucharskich lub z notatek członków rodziny i służby. Inne receptury zostały zgromadzone lub starannie odtworzone z zapisów historycznych.”

Będąc przedwczoraj w Taniej Książce i przeglądając tytuły wpadła mi w oko ta pozycja, a że cena była przystępna (zmniejszona z 24,9 na 6zł), zakupiłem ją.
Przypomniała mi się właśnie, prośba jednego z użytkowników, którą kiedyś zauważyłem o padanie przepisów
na wspomniany temat.
Ponieważ obok przepisów jest tu trochę fajnych informacji, też je zamieszczam,

str.243:

GEORGE HARRISON

Pewnego dnia matka George'a Harrisona wróciwszy do domu, zastała go pochylonego nad kartką papieru, w skupieniu rysującego coś, co wyglądało jak projekt statku kosmicznego. Nigdy wcześniej nie widziała, żeby rysował z tak wielkim namaszczeniem. Gdy przyjrzała sie bliżej, zobaczyła, że syn nie projektuje pojazdu kosmicznego, lecz coś eleganckiego, coś dużo bardziej praktycznego, coś, co pewnego dnia miało go wynieść z liverpoolskich slumsów i ze społecznego ślepego zaułka, na który został skazany w momencie narodzin. George rysował pojazd, który wyniesie go do magicznej krainy, w której, gdy tylko otworzy usta, pieniądze same będą się sypać do jego stóp. Dziewczyny będą drzeć ubrania i rwać włosy, oczekując z niecierpliwością na to, by go zobaczyć, a piękne kobiety będą mu się rzucać na szyję, oferując swoje uczucia.

Pojazd pewnego dnia przetransportuje go do Indii, gdzie nauczy się kwestionować wartości duchowe, które wyniósł z wczesnego dzieciństwa, i gdzie uwolni sie od okropnej liverpoolskiej diety, składającej się z plasterków bekonu, czarnych puddingów, zapiekanek z nerek, chleba z tłuszczem i frytek z rybą, na rzecz indyjskiej kuchni i wegetarianizmu. Cóż, u licha, miało wynieść tego biednego liverpoolskiego chłopaka na tak oszałamiające wyżyny? W końcu matka rozpoznała, a przynajmniej wydawało jej się że rozpoznała, ten przedmiot. To była gitara elektryczna!

George wrócił właśnie z koncertu, gdzie z zapartym tchem obserwował Lonniego Donegana, angielską imitację Elvisa Presleya, grającego na gitarze elektrycznej swój przebój Rock Island Line. Mimo iż George nigdy nie wykazywał zainteresowania muzyką, gdy tylko zobaczył gitarę Donegana, natychmiast chciał mieć taką samą. Matka, poruszona jego poważnym podejściem do sprawy, kupiła mu gitarę za trzy funty. Gitara pochodziła od szkolnego przyjaciela, który zdążył się nią znudzić. W niedługim czasie George wyrósł z niej, więc matka pomogła mu kupić elektryczną gitarę za trzydzieści funtów – spora sumę w owych czasach. George spłacił ją, dorabiając sobie jako chłopiec na posyłki u liverpoolskiego rzeźnika w sobotnie poranki.

Chociaż rodzice George'a zachęcali go do gry, wcale nie byli zachwyceni, gdy zaczął nosić krzykliwe ubrania, buntownicze fryzury i przyjął niedbałe maniery liverpoolskiego teddy boya. Jeszcze bardziej wzburzeni byli jego lekceważeniem szkoły. Ze wszystkich dzieci Harrisonów – a była ich razem czwórka – George wydawał się najbardziej uzdolniony. Jako jedyny z czworga rodzeństwa zakwalifikował się do wysoce elitarnego Liverpool Institute, gdzie zapisali sie również John Lennon i Paul McCartney.

W przeciwieństwie do Paula, który odnosił sukcesy w szkole i był jednym z najzdolniejszych studentów Liverpool Institute, George należał do najgorszych uczniów. Z ledwością ukończył edukację, co, zważając na to, iż spał na lekcjach, było w dużej mierze zasługą jego wrodzonego talentu. Nierzadko budził sie o piątej po południu, by stwierdzić, ze uczniowie i nauczyciele dawno poszli do domu. Nie chodzi bynajmniej o to, że George nie był bystry – był tylko głęboko znudzony. Uważał szkołę za mało sensowną instytucję, a nauczycieli za despotycznych i wyniosłych. „Oni wszyscy starają sie zniechęcić cię do prostego dziecięcego myślenia, wmuszając w ciebie swoje iluzje. Wszystkie te rzeczy bardzo mnie irytowały. Starałem sie po prostu być sobą. Oni z kolei starali sie ustawić wszystkich jak toffi w pudełku”. (Hanter Davies, Beatlesi: autoryzowana biografia, McGraw-Hill, New Jork 1968, s.42)

Natomiast nauczyciele pogardzali nim. Jego spodnie-rurki, buty z czubami z niebieskiego zamszu, pastelowe koszule i kanarkowa kamizelka, którą nosiła pod obowiązkowym szkolnym blezerem, były nieustannie wyśmiewane w szkole. Jak na ironię, Cissy Smith, nauczyciel, który wyśmiewał bezlitośnie jego ubrania w stylu teddy boy i jego zainteresowania rock and rollem, był wujem Johna Lennona.


Z drugiej strony, kiedy chodził o statek kosmiczny, który według matki kiedyś w takim skupieniu rysował – elektryczną gitarę – George był tak pilnym studentem, jakiego każdy nauczyciel chciałby mieć. Podobnie jak Paul, grał na gitarze jak opętany. Grał dotąd, aż miał tak popękane i pokaleczone palce, że krew kapała na struny. W wyniku owego demonicznego grania w wieku lat czternastu George był jednym z najlepszych gitarzystów w Liverpoolu.

Jego umiłowanie do gry na gitarze nie umknęło uwagi Johna Lennona, założyciela prebeatlesowej grupy Quarrymen. Lecz ze względu na różnicę wieku – John miał siedemnaście, a George czternaście lat – John chłodno podchodził do pomysłu przyjęcia George'a do zespołu. Ostatecznie jednak uległ, lecz z zastrzeżeniem – George musiał mu najpierw zagrać trudny kawałek pod tytułem Raunchy tak profesjonalnie, jak lokalna gwiazda gitary, Eddie Clayton. George zagrał go Johnowi piekielnie dobrze, a jeszcze lepiej Guitar Boogie Shuffle. I z miejsca został członkiem Quarrymen.

Przez lata John i Paul zdominowali Beatlesów napisanymi przez siebie genialnymi piosenkami, podczas gdy George'a zadowalała gra na gitarze w tle; skomponował zaledwie jedną czy dwie piosenki we wczesnych albumach. Lecz stopniowo, w miarę jak uzyskiwał pewność siebie i dojrzałość, zaczął się ujawniać jako autor tekstów. W 1968 roku White Album Beatlesów zawierał cztery utwory Harrisona. Wszystkie cztery: Here Comes the Sun, Within You, Without You, While My Guitar Gently Weeps i Savory Truffle stały się klasyką rock'n'rolla. Gdyby Beatlesi przetrwali w nienaruszonym składzie do lat siedemdziesiątych, bez wątpienia George utworzyłby triumwirat z Paulem i Johnem w pisaniu piosenek.

George, który chrapał na lekcjach w Liverpool Institute, w 1966 roku zaczął przeżywać intelektualne przebudzenie i stał sie badaczem kultury i muzyki indyjskiej. Podczas gdy inni Beatlesi przeżywali psychodeliczne stany i odloty po LSD, on podróżował do Indii, namiętnie pochłaniał książki na temat jogi, hinduizmu i muzyki indyjskiej oraz studiował grę na sitarze z Ravim Shankarem.

Jego zainteresowanie Indiami wyniknęło z czystego przypadku, Podczas kręcenia drugiego filmu Beatlesów Help!, który miał indyjskie tło, i w którym występowali indyjscy muzycy, George po raz pierwszy zobaczył tak egzotyczne instrumenty, jak sitar, dilruba czy tabla. Pewnego popołudnia, kiedy przechadzał sie na planie, leniwie podniósł sitar i spróbował na nim zagrać. Choć był wirtuozem gitary, nie potrafił wyczarować na wet podstawowej melodii z tej wyszukanej gitary indyjskiej. Mimo to był zachwycony, podobnie jak jakieś dwanaście lat wcześniej, kiedy usłyszał Lonniego Donedana grającego na gitarze elektrycznej.

Tak jak kiedyś zawładnęła nam obsesja ćwiczenia gry na gitarze, tak teraz stał się maniakiem gry na sitarze. Potrafił siedzieć dniami i nocami z wielostrunową gitarą o szyi żyrafy, zapartą o jego stopę i walczył z ćwiczeniami opracowanymi dla niego przez jego guru, Raviego Shankara. Powoli nauczył się grać proste raga (tony muzyczne). W tym samym czasie zaczął się uczyć oznaczeń stosowanych w hinduskiej muzyce, by móc włączyć sitar i inne hinduskie instrumenty do piosenek Beatlesów.

W 1966 roku w albumie Rubber Soul znalazła się piosenka Norwegian Wood, którą George przeplótł raga, których nauczył się grać na sitarze. Po raz pierwszy w popularnej zachodniej piosence wykorzystano hinduskie instrumenty. Album wzbudził sensację i wywołał istną „hindumanię”, cechującą kulturę późnych lat sześćdziesiątych. Wkrótce zespoły z Ameryki i Europy prześcigały się w wymyślaniu w swoich utworach egzotycznych kawałków na sitar, dilrubę i tablę.
Atrakcja „hindumanii” późnych lat sześćdziesiątych (której zwiastunem byli Beatlesi) było mocno nagłośnione przejście George'a na wegetarianizm. Poprzez swoją żonę, Patti, która była bardzo zainteresowana naukami samozwańczego przywódcy religijnego, zwanego Maharishi Mahesh Yogi, George'a i Beatlesów wprowadzono w transcendentalną medytację i wegetarianizm. To Maharashi postawił warunek ich przyłączenia do aśramu, mianowicie muszą zrezygnować z jedzenia mięsa. I tak George, Paul i John zostali jako pierwsi wegetarianinami. Perkusista Ringo Starr też był nim przez krótki czas, lecz nigdy nie mógł się zmusić do zrezygnowania z liverpoolskiego przysmaku – frytek z rybą.

Zupa z soczewicy „Czarny koń”

1 czerwona papryczka chili
1 łyżeczka kminu rzymskiego
2 duże posiekane cebule
2 ząbki czosnku
1 szklanka soczewicy (można użyć jednego lub więcej jej rodzajów)
2 duże posiekane pomidory
2 zielone posiekane papryki
1 liść laurowy
sól i pieprz do smaku

Rozgrzej małą ilość oliwy na patelni. Gdy olej będzie gorący, dodaj chili i kmin. Gdy ziarna zaczną pryskać, podsmaż na brązowo cebulę i czosnek w doprawionym oleju. W osobnej głębokiej patelni umyj soczewicę w dużej ilości wody. Następnie zalej ją wodą. Kiedy cebula będzie brązowa, dodaj soczewicę. Następnie dodaj pomidory, paprykę, liść laurowy, sól i pieprz. By zagęścić danie, można dodać ziemniaki, marchewki i małe cebule. Doprowadź do wrzenia, przykryj i zmniejsz ogień. Zupa będzie gotowa po godzinie. Najlepiej smakuje na drugi dzień.

Porcja dla 4 osób

Przepis pochodzi z książki Mary Frampton Przepisy Mary Frampton i przyjaciół rock and rolla, 1980.”

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 10 gru 2010, 13:44 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 11 gru 2010, 20:36 
str.167:
"SYLWESTER GRAHAM

Mimo, ze pamięć o nim przetrwała głównie dzięki pełnoziarnistym produktom, noszącym jego imię (jak chleb graham, mąka Grahama, zarodki Grahama), w połowie XIX wieku w Ameryce nazwisko Sylwester Graham popularne było we wszystkich gospodarstwach domowych. Był pierwszym z długiej listy samozwańczych reformatorów żywieniowych, którzy uważali odżywianie za zbyt ważną kwestię, by powierzać ja medykom czy też komercyjnym producentom.

Wychowany jako ministrant, przemierzał kraj wzdłuż i wszerz, by głosić doktrynę wegetarianizmu, umiarkowania i wychwalać zalety domowej roboty pełnoziarnistego chleba. Niektórzy z zatwardziałych amerykańskich mięsożerców istotnie nawrócili się podczas kazań Grahama i stali sie dożywotnimi wegetarianami. (...)

Graham powstał i nauczał, wzniecił niepokój i zyskał naśladowców. Istotą jego przesłania było to, że my, obywatele Stanów Zjednoczonych, mamy zwyczaj przyjmować nasze pokarmy w zbyt skoncentrowanej formie. Ilość jest tak samo ważna jak wartości odżywcze, ciemne pieczywo jest lepsze od jasnego. Graham był niezwykłym człowiekiem... jednym z dwóch lub trzech, którym naród mógłby wystawić pomnik.
Horacy Greeley, jak każda myśląca istota, która słyszała wykład dr Grahama, był przekonany, iż za wszystkim, co Graham mówił, stoi prawda. Porzucił wszelkie używki i zaczął przykładać wielką wagę do jedzenia, tak by zachować równowagę pomiędzy jego ilością i wartością odżywczą, tj. Jadał chleb, niewielkie ilości mięsa, mnóstwo ryżu, potrawy indyjskie, warzywa i owoce*.
(...)

Sylwester Graham urodził sie 5 lipca 1794 roku w Suffield, Connecticut, w USA. Był potomkiem dwóch pokoleń duchownych (...)
...udało mu się uzyskać święcenia na prezbiteriańskiego księdza w plebanii w Newark, w New Jersey. Jako fanatyczny abstynent korzystał z ambony, by pomstować na zło wynikające z picia – z tak dobrym skutkiem, że zaproponowano mu stanowisko pełnomocnika Pensylwańskiego Towarzystwa Ograniczenia Spożycia Mocnych Alkoholi. Podczas wykonywania swoich obowiązków w tym szacownym biurze poznał wielebnego Williama Matcalfe'a, założyciela pierwszego wegetariańskiego kościoła w Filadelfii – Chrześcijan Biblijnych. Kościół Metcalfe'a uczył abstynencji od mięsa i alkoholu. Za radą Metcalfe'a Graham podjął próbę przejścia na wegetarianizm. Jego zdrowie i poglądy (jedno i drugie zresztą fatalne) poprawiły się do tego stopnia, że z entuzjazmem pozostał wegetarianinem. Był nawet przekonany, iż dieta wegetariańska może wyleczyć z alkoholizmu – wady szczególnie przez niego znienawidzonej. Stąd w kampanii na rzecz zniesienia mocnych alkoholi nawoływał do przyjęcia diety wegetariańskiej.

Dla Grahama alkohol był produktem niewłaściwego wykorzystania zboża, które mogło zostać zużyte do produkcji chleba albo innej żywności. Samo warzenie piwa zabierało codziennie miliony kłosów jęczmienia. Co gorsza, proces fermentacji przekształcał pełnoziarniste i odżywcze pokarmy jak zboża, jabłka, ziemniaki, kukurydzę i winogrona, w kuszącą truciznę.

Przerażało go, że komercyjni piekarze praktykowali tę samą złą alchemię na mące, co producenci na zbożu. Aby nadać chlebowi modny biały kolor i zwiększyć swoje zyski, piekarze potajemnie wprowadzali do sprzedaży chleb z wybielonej, rafinowanej i podrobionej mąki. Ale tym, co wzbudzało w Grahamie największy gniew było to, że mąka przez nich używana była przesiewana przez gazę po to, by odsiać otręby nadające chlebowi brązowy kolor. Przez ich usunięcie piekarze pozbawiali chleb jego wartości odżywczych, jak również błonnika wspomagających trawienie i prawidłową pracę jelit.

Z całym oburzeniem, jakie był w stanie, jakie był w stanie okazać – a mógł naprawdę wiele - wezwał piekarzy do „przywrócenia otrębów!”(Ronald M. Deutsch Nowe orzechy wśród jagód, Bull Press, Palo Alto 1977, s.30.). Biały chleb mógł być atrakcyjniejszy wizualnie, mógł być smaczniejszy, z pewnością był lepiej odbierany przez społeczeństwo – lec zbrakowało mu błonnika pokarmowego, dzięki któremu pełnoziarniste pieczywo ma właściwości przeczyszczające. Średniowieczny europejski wieśniak, który żył prawie wyłącznie na pełnoziarnistym chlebie, miał przewód pokarmowy sprawny jak miejska kanalizacja.

Zaparcie – ten dopust boży bogatych i wielkich, którzy karmią sie potrawami bez błonnika, jak biały chleb czy mięso – nie dręczyło biedniejszych w Europie i Ameryce, ponieważ stale byli przeczyszczani przez niestrawne cząstki otrębów z chleba pełnoziarnistego i włóknika w ich głównie wegetariańskiej diecie. Aż do XX wieku (kiedy to biedni po raz pierwszy mogli sobie pozwolić na codzienne zjadanie białego pieczywa i mięsa) nie chorowali na raka jelit i to , co dr T.L Cleave nazywa „chorobami cukrowymi”(Cukrzyca, choroba wieńcowa i choroby cukrowe), które przede wszystkim dręczą bogatych i dobrze urodzonych.

Warto zauważyć, iż w czasach Grahama chleb był czymś więcej niż wybielonym puchem, w który się w dużym stopniu przekształcił. Dla przeciętnego człowieka pełnoziarnisty chleb był podstawowym składnikiem diety. Podczas gdy dzisiaj przeciętny Amerykanin zjada ok. 170g chleba dziennie, w XIX wieku spożywał minimum 450g dziennie. Dla wielu ludzi chleb był produktem życia, co niestety dawno sie zmieniło. Czyż to nie Hipokrates w VII w .p.n.e. Wychwalał chleb pełnoziarnisty „za jego zbawienny wpływ na jelita?” A czyż to nie Pliniusz odnotował, iż nieprzesiany pełnoziarnisty chleb podtrzymywał Rzymian w czasach ich świetności? To był ten sam brązowy chleb, który został zepsuty przez piekarzy.

Nic dziwnego, że przez stratę rodzicielki w tak młodym wieku Graham cierpiał na silny kompleks matki, który w oryginalny sposób ukształtował jego dietetyczne teorie. Z nieomal proustowską dokładnością potrafił odtworzyć swoje dzieciństwo do siódmego roku życia. W szczególności kojarzył aromat domowej roboty pełnoziarnistego chleba z matczyną miłością i spójnym życiem rodzinnym. Potrafił z nostalgią wspominać, jak cała rodzina był szczęśliwa, gdy matka z siostrami piekły brązowe pieczywo. Dlatego też dla Grahama komercjalizacja wypieku chleba była wyłącznie obrazą boskiej Demeter – bogini płodów rolnych, ale symbolizowała także rozpad rodziny i utratę matczynej miłości. Aby odnowić wartości rodzinne i wzmocnić zdrowie narodu – otręby muszą wrócić do chleba, a wypiek chleba do rodziny!

Graham zdawał sobie sprawę, iż jego usiłowania zmiany zachowań piekarzy przez moralną perswazję nie mają wielkich szans na powodzenie. Ale nie dał się zniechęcić. Zaklinając sie na pamięć rzymskiej matrony, dla której pieczenie chleba byłą świętym rytuałem, Graham nakłaniał rodziny do kupowania ciemnej mąki, wypiekania własnego chleba i przywrócenia tej czynności charakteru obrzędu. Nie wolno było używać przesianej mąki: „dojrzałe, zdrowe ziarno pszenicy lub żyta, zmielone do wymaganej grubości, nie powinno pod żadnym pozorem być przesiane, lecz powinno zostać zamienione w bochenki i zjedzone w dokładnie takim stanie, w jakim dostarczone je z młyna” (John Harvey Kellogg, Naturalne pożywienie człowieka, Battle Creek, 1925.)

W 1835 roku Graham dał serię burzliwych wykładów w Bostonie, w których nazwał lekarzy „wampirami” i oskarżył piekarzy o mieszanie mąki z takimi produktami jak mąka sojowa, ziemniaki, kreda czy glina. Oskarżył ich również o używanie aluminium i siarczanu cynku jako wybielaczy do mąki gorszego gatunku. Rzeźnikom zarzucił zbrodnie, których sam był świadkiem w lokalnych rzeźniach. W efekcie jego wykładów ceny chleba i mięsa w Bostonie spadały na łeb, na szyję. Piekarze i rzeźnicy byli tak wściekli, że poprzysięgli ukamienowanie Grahama, jeśli da jeszcze jakiś wykład w Bostonie.

Nie dając się zastraszyć, Graham natychmiast zaplanował cykl wykładów w Amory Hall. Lecz właściciele, obawiając się odwetu, wycofali się z obietnicy użyczenia budynku. Na szczęście właściciele Marlborough Hotel, pierwszego hotelu, w którym nie sprzedawano napojów alkoholowych, ulepieni z twardej gliny, zaoferowali Grahamowi miejsce do przeprowadzenia wykładów. Tego wieczora, gdy miał się odbyć wykład, zgodnie z wcześniejszymi groźbami, na zewnątrz hotelu zebrał się tłum rzeźników i piekarzy, uzbrojonych w narzędzia swojej pracy. Kiedy już byli wystarczająco wściekli, zamierzali wtargnąć do sali wykładowej, by rozszarpać Grahama na strzępy. Lecz grahamici tylko na to czekali. Z dachu hotelu z wielkich drewnianych koryt wylali gaszone wapno na walących pięściami w drzwi piekarzy i rzeźników. Jak tylko zostali zmoczeni wapnem (dla sprawiedliwości, Bo Graham potępiał bostońskich piekarzy za dosypywanie gipsu do mąki), następna grupa grahamitów wyskoczyła z budynku i rzuciła sie na plujących wapnem łotrów. Zataczając się od gaszonego wapna i ciosów grahamitów, piekarze i rzeźnicy zostali rozgromieni, a Graham kontynuował swój wykład, jakby nic się nie stało.

Mimo że ówczesna służba zdrowia gardziła poglądami Grahama, najnowsze badania pokazują, iż jego obawy nie były nieuzasadnione. Jego określenie na gazę do przesiewania mąki - „całun”, było czymś więcej, niż tylko figurą retoryczną. W 1962 r T.L. Cleave, emerytowany kapitan – chirurg w Brytyjskiej Marynarce Wojennej, opublikował swoje epokowe prace nad tzw. chorobą cukrową. Zgodnie z teorią dr Cleave'a – obecnie szeroko akceptowaną przez medycynę – istnieje jedna podstawowa choroba, „choroba cukrowa”, która łączy wiele nowoczesnych chorób mieszkańców Zachodu, takich jak cukrzyca, choroba wieńcowa, rak jelita grubego, zapalenie uchyłków, nadciśnienie, żylaki, hemoroidy, z konsumpcją bezbłonnikowej żywności, takiej jak mięso czy rafinowane węglowodany.Cleave utrzymuje, iz choroby te spowodowane są autointoksynacją (zatruciem wewnętrznym), która pojawia się, gdy system pokarmowy nie jest odpowiednio stymulowany – przez spożywanie produktów ubogich w błonnik. Dieta oparta na białym pieczywie, ziemniakach i mięsie, typowa dla ludzi Zachodu, jest prawie całkowicie pozbawiona błonnika. Stąd bierze się paradoks – dobrze prosperujący, przejedzeni Europejczycy i Amerykanie goniący za dobrym życiem, są gnębieni przez choroby, na które biedni mieszkańcy afrykańskich i azjatyckich wiosek, żyjący na wysokobłonnikowej wegetariańskiej diecie, są w pełni odporni.

Jeśli jest jakaś substancja, którą można uważać za lekarstwo na chorobę cukrową, to są to otręby. Stąd ostatni nagły popyt na książki kucharskie wykorzystujące otręby. Zasadniczo wszystkie są popularyzacją prac dr Cleave'a i jego kolegów, a także Sylwestra Grahama. A gaza, nie wspominając o rzeźnickim fartuchu, stała sie rzeczywiście całunem dla mieszkańców Zachodu.

Chleb graham

4 szklanki mąki pełnoziarnistej lub graham
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
1 opakowanie suchych drożdży
ok. 15g margaryny sojowej
1 szklanka wody
rozpuszczona pszenica

Dodaj sól i cukier do szklanki ciepłej wody. Mieszaj tak długo, aż się rozpuszczą. Wtedy dodaj drożdże i odstaw na bok, by zaczęły rosnąć.
W tym czasie pokrój margarynę sojową i wrzuć ją do mąki. Dodaj drożdże i wodę i mieszaj, aż uformuje sie ciasto. Wyrabiaj ciasto na lekko omączonej desce, aż stanie się miękkie i elastyczne.
Wsadź ciasto do miski, przykryj delikatnie ściereczką i zostaw w ciepłym miejscu, żeby wyrosło. Kiedy podwoi swoją objętość, ugnieć je i uformuj, by zmieściło się w foremce na chleb o wymiarach 13x23cm. Przykryj je jeszcze raz i pozwól rosnąć (przez ok. 40minut). Nastaw piekarnik na 230şC. Posyp bochenek pokruszoną pszenicą i włóż do pieca na ok. 40minut. Chleb jest dobrze wypieczony, gdy wydaje głuchy dźwięk, jak go lekko popukamy.

Porcja dla 4 osób.

Muffiny Grahama


3 szklanki mąki graham
1 szklanka pokruszonej pszenicy
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki cukru
1 opakowanie suchych drożdży
1 łyżka miękkiej margaryny sojowej
1 szklanka ciepłej wody
3 szklanki mleka sojowego

Wymieszaj mąkę, pokruszoną pszenicę, sól i cukier. Pokrój miękką margarynę sojową i odłóż na bok. Rozpuść drożdże w szklance ciepłej wody. Następnie dodaj wodę i mleko sojowe do suchych składników i wymieszaj wszystko dokładnie. Przykryj delikatnie ściereczką i pozwól ciastu wyrosnąć. Wlej do dobrze natłuszczonych foremek. Piecz w temperaturze 220şC przez 18 do 20 minut.

Porcja dla 4 osób.

Krakersy Grahama

4 łyżki margaryny sojowej
1 łyżeczka substytutu jajka
4 łyżeczki wody
4 łyżki brązowego cukru
4 łyżki syropu klonowego
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 łyżeczka soli
1 3/4 szklanki mąki graham
3/4 szklanki mąki zwykłej

Roztop margarynę w rondlu. Rozpuść łyżeczkę substytutu jajka w szklance zawierającej dwie łyżeczki wody, następnie pomieszaj to z margaryną sojową, brązowym cukrem i syropem klonowym i roztrzep wszystko energicznie, aż osiągnie konsystencję lekkiej piany. W dwóch łyżeczkach wody rozpuść sodę i dodaj do mikstury z margaryną i syropem klonowym. Stopniowo dodawaj sól, mąkę graham i zwykła mąkę, cały czas mieszając delikatnie, ale dokładnie. Zmiksuj, aż osiągnie płynną konsystencję bez żadnych grudek.
Na powierzchni posypanej mąką graham rozwałkuj ciasto, aż będzie cienkie na ok. 3mm. Ostrym małym nożem potnij ciasto na kawałki, tak by zmieściło sie w foremkach. Tym samym nożem natnij kawałki ciasta w kwadraty o boku ok. 6cm, jednak nie oddzielaj ich od siebie. Wykałaczką, widelcem lub dużą igłą ponakłuwaj każdy kwadrat. Poukładaj kawałki pociętego ciasta krakersowego za pomocą łopatki na nienatłuszczonej blasze. Piecz w rozgrzanym do 180şC piekarniku przez 9 minut na jednej stronie i 7 lub 8 na drugiej. Ostudź je. Nacięte wcześniej kwadraty powinny się teraz łatwo oddzielić w pojedyncze krakersy.

Przepis na 36 krakersów”

Pozdrawiam
Zbyszek


Ostatnio zmieniony 13 gru 2010, 20:50 przez ZBW, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
   
 
 
Post: 13 gru 2010, 20:48 
Str.235
"PAUL I LINDA McCARTNEY

W połowie lat sześćdziesiątych Ameryka przeżywała istny najazd angielskich grup rockowych, takich jak The Hollies, The Dave Clark Fire, The Who czy The Rolling Stones. Na czele tej inwazji stała liverpoolska grupa rockowa z najgłupszą nazwą spośród nich wszystkich – The Beatles. Co za absurdalna nazwa! Okropny kalambur! Jednak z pewnością w ich muzyce nie było nic głupiego. W 1964 roku osiem z dziesięciu hitów w Ameryce wylansowali Beatlesi. Przez ponad dekadę ich nagrania królowały na amerykańskich listach przebojów, hit za hitem. Nawet Elvisowi, okrzykniętemu królem rock and rolla, nie udało sie utrzymać tak niekwestionowanej pozycji na amerykańskim rynku muzycznym. Beatlesi byli więcej niż grupą rockową, więcej niż kwartetem słodkich teddy boys (chłopców misiów), byli bohaterami kulturowej rewolucji. Zostali uznani za rockowych półbogów, a ich styl ubierania, fryzury, upodobania kulinarne i rozrywki były pilnie obserwowane i naśladowane przez adorujących fanów. W połowie lat sześćdziesiątych, po tym, jak Beatlesi zadebiutowali w Ameryce, występując w długich włosach, dotychczas krótko ostrzyżeni amerykańscy mężczyźni zaczęli pielęgnować warkocze i loki. W 1966 roku, kiedy Beatlesi zaczęli nosić pstrokate stroje, dotychczas konserwatywnie odziani Amerykanie i Anglicy zaczęli ubierać się kolorowo. W 1967 roku, kiedy Paul przyznał się, że brał LSD, wydawało się, że cała Ameryka zbiorowo zażywa ten narkotyk. Kiedy w 1968 Paul i George wybrali sie do Indii, by usiąść u stóp Maharishi Mahesh Yogi i w następstwie stać się wegetarianami, naśladowały ich miliony Amerykanów. Nie ma wątpliwości, że ten nadzwyczajny, nagły wzrost zainteresowania wegetarianizmem na Zachodzie w dużej mierze wynika z ich przekładu.

Urodzony w Liverpoolu, w Anglii, 18 czerwca 1942 roku Paul McCartney jest starszym z dwóch synów Mary Mccartney, dyplomowanej położnej, i Jima McCartneya, sprzedawcy na liverpoolskiej giełdzie bawełnianej. To, iż ojciec Paula był sprzedawcą bawełny, nie jest pozbawione symbolicznego znaczenia. Bawełna (nadal główny towar importowy), niewolniczy biznes i prywatyzacja uczyniły Liverpool drugim największym portem w Anglii. Rękami Murzynów na amerykańskim wiejskim Południu bawełna była wysyłana angielskimi statkami do Liverpoolu. Stamtąd rozsyłano ją do fabryk w hrabstwie Lancashire i przetwarzano na materiały włókiennicze.

Uprawy bawełny i murzyńskie kościoły na Dalekim Południu były kolebką muzyki o afrykańskim rodowodzie, jak jazz, blues czy rock and roll. W kościołach krainy bawełny nie śpiewano skromnych modlitw czy spokojnych hymnów. Wprost przeciwnie, hymny były tak gorączkowe i porywające, że, czy to się podobało, czy nie, kaznodzieja pląsał, a tłum krzyczał i kręcił się w rzędach. Anglikański biskup, uczestnicząc w takim przedstawieniu, byłby bez wątpienia do głębi poruszony. Ale każdy bywalec koncertów rockowych czułby się jak ryba w wodzie. Także sam król rock and rolla, Elvis Presley, jako chłopiec dorastający w biednym Missisipi uczęszczał na spotkania religijne murzyńskiej społeczności i brał udział w śpiewaniu gospel. Był zafascynowany hałaśliwym śpiewem i tańcem jitterbugging, które nie tyle towarzyszyły mszy, ile stanowiły jej główną część. („Kaznodzieje pląsali wokół, podskakując przy pianinie i ruszając się we wszystkie strony.”). Wiele prawdy tkwi w pozornie powierzchniowym postrzeganiu Elvisa jako kluczowej postaci w popularyzacji rocka, ponieważ był pierwszym białym człowiekiem, który potrafił śpiewać i poruszać się jak Murzyn. Lecz Presley był zbyt ruchliwy i lubieżny, by wzbudzić wśród klasy średniej szacunek do rock and rolla. To zadanie spadło na Paula McCartneya i Beatlesów. To oni przetworzyli surową rockową muzyke z krainy bawełny na dźwięki miłe dla ucha klasy średniej, podobnie jak fabryki z Lancashire przerabiały surową bawełnę w angielską odzież.

W 1954 roku, kiedy Paul miał dwadzieścia lat, BBC jako państwowa monopolistyczna rozgłośnia radiowa w Anglii wystąpiła przeciw rock and rollowi, zaprzestając emisji tego typu utworów. Lecz dzięki pirackim stacjom nadającym z zagranicy i dzięki Cunard Yanks, którzy przeszmuglowali te wywrotowe nowe dźwięki do Liverpoolu niczym kontrabandę, Paul McCartney i inni młodzieńcy z Liverpoolu wirowali na znak solidarności z anarchaicznymi dźwiękami Little Richarda śpiewającego Long Tall Sally i Chucka Berry'ego śpiewającego (raczej proroczo, jak sie później okazało) Roll Over Beethoven.

Mimo iż Paul i pozostali Beatlesi pochodzili z liverpoolskiej niższej klasy średniej, jako młodzi ludzie posługiwali sie angielskim wyższych sfer (aczkolwiek z silnym akcentem liverpoolskim) i byli według nowoczesnych standardów dość dobrze wykształceni. W istocie, jedną z zaskakujących rzeczy, jeśli chodzi o Beatlesów, było to, że byli bardzo dowcipni i wygadani. Przede wszystkim dziwiło to amerykańską publiczność wczesnych lat sześćdziesiątych, która była zdania, że rockandrollowi muzycy to bezczelni ekshibicjoniści, potrafiący jedynie poruszać biodrami, a słowa piosenek piszą im inni. Lecz Paul McCartney i John Lennon nie tylko napisali prawie wszystkie swoje piosenki, lecz byli także autorami hitów dla innych wokalistów i grup. Wiele utworów napisanych przez duet McCartney-Lenon pamięta sie do dziś, ....

Od początku szkoły podstawowej do początkowych klas w szkole średniej Paul McCartnej zawsze należał do najlepszych uczniów. Największym marzeniem jego ojca było, by syn ukończył college i został nauczycielem. Paul zdawał się zmierzać w tym kierunku, uzyskując z łaciny średnią 95 i równie wysokie noty z innych przedmiotów. Lecz wówczas los okrutnie go doświadczył. Gdy miał czternaście lat, zmarła na raka jego matka – Paul zmienił sie wtedy całkowicie. Krótko po jej śmierci ubłagał ojca o gitarę. Gdy ją dostał, zaczął obsesyjnie grać. Jego brat Michael wspomina: „grał na niej w ubikacji, w łazience, wszędzie”. Według brata gitara łagodziła w pewien sposób wspomnienia o śmierci matki.

Jakkolwiek było, jedno jest pewne: wręcz nałogowa gra na gitarze sprawiła, że Paul stał się jednym z najlepszych gitarzystów w Liverpoolu. Kiedy przyjaciel przedstawił go Johnowi Lennonowi (szesnastoletniemu wówczas głównemu gitarzyście i wokaliście prebeatlesowej grupy Quarrymen), ten poprosił Paula o zagranie swojego ulubionego utworu Twenty Flight Rock. Paul zagrał tak dobrze, że został natychmiast przyjęty do Quarrymen, chociaż John musiał pozbyć sie dobrego przyjaciela, by zrobić miejsce dla Paula.

Zanim nadszedł gwałtowny sukces w połowie lat sześćdziesiątych, Beatlesi mieli za sobą wiele kiepskich lat – ciężko pracowali w podziemiach Liverpoolu. Występowali w piwnicach przerobionych na kluby, jak Casbah Club czy Cavern Club, i innych wilgotnych miejscach, do których odsyłano muzyków rockowych. Dopiero gdy zaczęli grać w nocnych klubach w Hamburgu, w Niemczech (Niemcy dosyć wcześnie zauroczyli sie rock and rollem), mogli popracować nad własnym brzmieniem i osobowością, które stały się ich wyróżnikiem.

Z czasem Paul i Beatlesi zostali odkryci przez Briana Epsteina, który prowadził sklep muzyczny w Londynie. Pytania klientów o płytę grupy, której nazwa brzmiała jak entymologiczny kalambur, wzbudziły jego ciekawość, wybrał się więc do Cavern Club, by ich posłuchać. Zaintrygowany barwnymi osobowościami członków grupy i śpiewem, zaproponował, że będzie ich menadżerem. Zgodzili sie, więc Brian zaczął chodzić od wytwórni do wytwórni, na próżno starając się wywalczyć dla nich sesję nagraniową. Za każdym razem, kiedy pokazywano mu drzwi, rosło w nim przekonanie, że pewnego dnia będą sławniejsi od samego Elvisa. Szefowie firm nagraniowych, słysząc to, chichotali w rękaw.

Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Brianowi udało się wreszcie znaleźć skromną londyńska wytwórnie płytową, Parlophone (specjalizującą się w produkcji nagrań komediowych, jak Fałszywy Mozart Petera Ustinova czy Goon Show Spike'a Milligana i Petera Sellersa), która chciała dać szansę Beatlesom. Pierwszy utwór, Love Me Do, wspiął się do pierwszej dwudziestki, a drugi, Please Please Me, skoczył na szczyt brytyjskiej listy, zapowiadając rządy królów list przebojów, niepokonanych w historii rock and rolla.

Piosenki Paula znane są z jego optymizmu, nostalgii (Penny Lane i Honey Pie) i zrozumienia kobiecości, które można znaleźć w takich hitach jak Girl, Here, There and Everywhere, Eleanor Rigby czy Hey Jude. Czarną dama piosenek miłosnych Paula była eks-narzeczona, aktorka Jane Asher. Podczas wspólnej pracy Lennona i McCartneya nad takimi klasykami jak A Day In the Life, zjadliwy humor Johna zmniejszał skłonność Paula do zbytniego sentymentalizmu (a czasami wręcz ckliwości), podczas gdy uduchowienie Paula często powstrzymywało Johna przed popadnięciem w cynizm czy rozpacz.

Wydany w 1967 roku album Beatlesów Sergeant Pepper's Lonely Hearts Club Band zawierał piosenki pełne fantasmagorycznych wizji, takie jak Lucy In the Sky with Diamonds i Strawberry Fields Forever. Jeśli wydawały się one nieco halucynacyjne, było tak najprawdopodobniej dlatego, że, jak przyznał Paul w wywiadzie dla BBC, on i inni członkowie zespołu brali LSD. To wyznanie spowodowało ogromne publiczne wzburzenie. Wielebny Billy Graham modlił sie o boskie wstawiennictwo, by nie dopuścić do naśladowania przez miliony nastolatków zachowania Beatlesów.

Nagle, zupełnie jakby modły Grahama zostały wysłuchane, flirt Paula z LSD zakończył sie równie szybko, jak zaczął. Dzięki Patti i George'owi Harrisonom poznał on kulturę indyjską i Maharishi Mahesh Yogi. Na żądanie George'a przestał zażywać LSD i został wegetarianinem. W następnym roku, dokładnie w lutym 1968 Beatlesi wybrali się do Rishikesh w Indiach, by pobrać nauki religijne u Maharishi podczas trzymiesięcznego pobytu w jego aśramie (schronieniu religijnym). Mimo iz drogo Paula i Maharishi dawno już się rozeszły, Paul do dziś jest zagorzałym wegetarianinem.

W 1969 roku Paul poślubił Lindę Eastman, utalentowanego fotografika, która opublikowała Linda's Pictures i wiele innych swoich fotografii. Córka prawnika z Monhattanu, Lee Eastmana (który dbał o finanse Paula), wspomagała wokalnie i instrumentalnie postbeatowską grupę męża, Wings. Grupa ta zgromadziła tak wiele złotych i platynowych płyt, że znalazła się w Księdze Rekordów Guinnessa. Paul i Linda mieli dwie córki, Mary i Stellę, a także syna, Jamesa. Linda miała również córkę z poprzedniego małżeństwa, Heather, którą paul adoptował. Mimo licznych zajęć McCartneyowie chlubili sie tym, że wychowują dzieci bez pomocy nianiek czy opiekunek. Paul opiekował się dziećmi, a Linda, która również była wegetarianką, gotowała.

Trzeba przyznać, że w początkowych latach małżeństwa często odpoczywali od diety wegetariańskiej. Jednak pewnego wieczoru, gdy rodzina jadła na obiad pieczoną baraninę, do kuchni weszła jedna z ich owieczek. „To – jak mówił Paul – było to! Teraz nie jemy nic, co miałoby być dla nas zabite. Wiele przeszliśmy w latach sześćdziesiątych z narkotykami i przyjaciółmi padającymi jak muchy i doszliśmy do takiego etapu, kiedy naprawdę cenimy życie”.

Na dowód tego, jak poważnie McCartneyowie traktowali wegetarianizm, można podać przykład, kiedy to kobietom protestującym w bazie pocisków nuklearnych w Greenham Common w Berkshire podarowali koszyki z jedzeniem (z drogiego londyńskiego domu handlowego Fortuna&Mason). Paul i Linda zadbali o to, by usunąć z nich mięso. Co więcej, na koncertach rockowych, na których występował Paul, oboje upierali sie, by oferowano tylko wegetariańskie przekąski, jak wegetariańskie burgery, parówki tofu i wykwintne sojowe hot dogi.

W 1989 roku Linda napisała wegetariańską książkę kucharską Domowa kuchnia Lindy McCartney, która została bestsellerem. Dwa lata później stworzyła McVege, linię wegetariańskiej żywności. W 1997 roku przyniosła ona przychody ze sprzedaży w wysokości 56 milionów dolarów, stając się jedną z najbardziej dochodowych firm spożywczych w Anglii. Choć Linda osiągnęła ogromny sukces komercyjny, zaliczała siebie do etycznych wegetarian – praktykowała dietę, ponieważ nie chciała, żeby zwierzęta były torturowane i zabijane, by trafić na stół. Gdy zmarła w maju 1998 roku, jej mąż, sir Paul (tytuł szlachecki nadano mu rok wcześniej), niczym dzielny i szlachetny rycerz, który został właśnie pasowany, zaprzysiągł kontynuować krucjatę Lindy w zwierzęcej sprawie.

Zupa z zielonego groszku

450g zielonego groszku
225g pomarańczowej soczewicy
3 duże cebule, pokrojone w ćwiartki
1 główka selera (ok, 8 łodyg) łącznie z liśćmi,
umyta i posiekana
4 obrane pomidory
4 pory
225g margaryny sojowej
pokruszone ziarna pieprzu i sól morska do smaku

Włóż pierwszych 6 składników do dużego garnka i zalej wodą. Doprowadź do wrzenia, zmniejsz ogień i gotuj, aż soczewica zmięknie. Następnie dodaj 225g margaryny, ziarna pieprzu i sól morska do smaku.

Porcja dla 4 osób.

Sałatka z kapusty Pani Mac

3/4 główki małej kapusty
ok. 140ml oliwy z oliwek (najlepiej extra virgin)
ok. 110ml czerwonego octu winnego
sok z jednej cytryny
sól i świeżo zmielony pieprz do smaku
1/2 szklanki posiekanej świeżej pietruszki

Włóż posiekaną kapustę do dużej miski.
Pozostałe składniki wymieszaj i zmiksuj dokładnie, następnie dopraw do smaku. Polej kapustę i dobrze wymieszaj.

Wystarcza na 6 do 8 porcji.



Na górę
   
 
 
Post: 14 gru 2010, 13:39 
str.249
DENNIS WEAVER

(...)
Urodzony 4 czerwca 1924 roku w Joplin, w Missouri, dorastał w czasach Wielkiego Kryzysu w ubogiej rodzinie. Z trudem udało mu się uciec od ciągłej biedy, kiedy jako chłopiec musiał stać w kolejce po czerstwy chleb dla rodziny i do kilkunastu lat miał tylko jedno ubranie na zmianę. Lecz bieda pobudziła jego ambicję. Nim ukończył szkołę średnią, stał się jednym z najlepszych szkolnych sportowców w Midwest. Na Uniwersytecie w Oklahoma, gdzie wybrano go Najbardziej wszechstronnym Człowiekiem, grał w teatrze i odnosił znaczące sukcesy jako lekkoatleta. Po ukończeniu studiów i dwuletniej służbie w marynarce wojennej poślubił swoją miłość z college'u, Gerry, z którą miał trzech synów. Krótko po narodzinach pierwszego z nich, Ricka, w 1948 roku rodzina przeniosła się do Nowego Jorku, gdzie Weaver próbował swych sił jako aktor. W tamtych czasach role teatralne, podobnie jak dziś, zdarzały się rzadko i były wielce niedochodowe. Dlatego on i Gerry podejmowali się różnych ciężkich prac, a Weaver dodatkowo studiował w Actor's Studio z innymi nieznanymi wówczas aktorami o wysokich aspiracjach, jak Marlon Brando, Paul Newman, JamesDean, Shelley Winters, Gane Hackman czy Cloris Leachman. (...)
Lata pięćdziesiate były kluczowe w jego życiu: w 1953 roku dostał rolę Chestera w Gunsmoke, w 1956 rzucił palenie i picie, w 1958 stał się pierwszym znanym aktorem, który przeszedł na dietę wegetariańską, w 1959 zaczął zastanawiać się nad odejściem z Gunsmoke – najpopularniejszego wówczas serialu telewizyjnego.

Po sześciu latach grania Chestera, Weaver zaczął odczuwać stagnację w tej roli, mimo iż posad aktorskich nadal było niewiele, tak, że nawet najlepsi aktorzy woleli trzymać się serialowych ról, niesatysfakcjonujących, lecz zapewniających stabilizację finansową. Aktorstwo nie należy jednak do zawodów ceniących lojalność. Za pięćdziesiąt lat wiernej ciężkiej służby dla korporacji nie należy oczekiwać złotego zegarka. W rzeczywistości psie przywiązanie do tej samej roli granej latami może być nawet ośmieszające. To raczej aktor, który potrafi grać różne role, przeskakuje zwinnie ze sztuki na sztukę i unika zaszufladkowania, staje się spełnionym aktorem. Dlatego też Weaver zrezygnował z zabezpieczenia finansowego, związanego z graniem Chestera przez kolejne dwadzieścia lat, i wykonał wysoki skok w nieznane. „To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu – wspominał – ale musiałem wyrwać sie z tego błota albo bym zwariował.”

Jakby na potwierdzenie jego słów, gdy tylko opuścił plan Gunsmoke, zaczął występować w takich popularnych filmach telewizyjnych, jak The Great Man Whiskers (w którym grał Lincolna) czy Pojedynek na szosie (w roli komiwojażera uciekającego przed rozpędzoną ciężarówką-cysterną, która chce go zabić). Przez jeden sezon grał weterynarza – ojca sieroty z Chin w Kentucky Jones, (...) Występował również w serialu Gentle Ben, emitowanym przez prawie trzy lata. Grał strażnika dzikiej zwierzyny, który trzymał ważącego 320 kilogramów, czarnego niedźwiedzia jako maskotkę. Tym razem Weaver był pomocnikiem niedźwiedzia, a nie szeryfa Dillona, jak w Gunsmoke. Weaver wspomina: „Nasz niedźwiedź był wegetarianinem, Była kiedyś scena, w której miał pożreć hot doga, a on nie chciał zjeść ani kawałka mięsa. Aby go do tego zmusić, zrobiliśmy hot dogi z wegetariańskich składników – gdy tak uczyniliśmy, połknął je natychmiast”. Dopiero gdy Weaver zaczął grać szeryfa Sama McClouda w bardzo popularnym serialu McCloud (emitowanym przez osiem lat), na zawsze mógł pozbyć się image'u wiecznego pomocnika i maszerować naprzód jako dumny przedstawiciel prawa w towarzystwie podwładnych i radośnie podskakujących zastępców.

Kanapka z awokado i pomidorem

gruboziarnisty chleb z siedmiu zbóż
margaryna sojowa
paski awokado
ziarna słonecznika i/lub kiełki (fasoli lub lucerny)
pomidory bez skórki i pestek, posiekane
cienki plaster sera sojowego typu mozarella
(opcjonalnie)

Posmaruj dwie kromki chleba margaryną sojową. Na jednej kromce połóż paski awokado, następnie warstwę z ziaren słonecznika i/lub kiełków. Potem dodaj posiekane pomidory. Użyj odrobinę musztardy do smaku.
- - - - - -
Przepis ten dostarczyła mi synowa Dennisa Weavera, Alice Ornstein Weaver, która była jego sekretarką i zazwyczaj przygotowywała mu lunch. To kanapka, którą zwykł jadać na lunch podczas kręcenia serialu McCloud.

Ryż z patelni Crazy Mixed-Up

6 łyżeczek rozpuszczonej margaryny sojowej
2 szklanki grubo posiekanego selera
2 szklanki posiekanej zielonej papryki
2 szklanki posiekanej zielonej cebuli
4 szklanki ugotowanego brązowego ryżu
2 szklanki Crazy Mixed-Up Mixture (składającej się równo z
całych migdałów, ziaren dyni, ziaren słonecznika,
rodzynek, suszonych moreli i suszonych jabłek)
Spike seasoning (to przyprawa zawierająca składniki podobne
do polskiej wegety, a oprócz tego takie zioła, jak majeranek,
tymianek, bazylia, oregano, pietruszka, curry, szafran, a także
czosnek w proszku i skórka pomarańczowa i cytrynowa)
lub przyprawa ziołowa do smaku
2 szklanki pomidorów (pokrojonych na osiem cząstek)
250g sera cheddar, pokrojonego na kawałki
(lub sera sojowego typu cheddar)
2 łyżki wywary warzywnego

Wymieszaj ugotowany ryz, seler, paprykę, cebulę, Crazy Mixed-Up Mixture i Spike. Rozpuść margarynę na głębokiej patelni i dodaj wymieszane składniki. Powtykaj do tego kostki sera, część zostaw na wierzchu. Gdy margaryna się rozpuści, przestań gotować. Dodaj dwie łyżki wywaru warzywnego i poukładaj pomidory na wierzchu. Przykryj i poddaj działaniu pary przez kilka minut. Warzywa nie mogą się ugotować, ponieważ stracą kolor. Podawaj na patelni.

Porcja dla 4 osób
- - - - -
Dodałem wersję z serem sojowym dla ścisłych wegetarian, jak ja sam (dla osób nie spożywających nabiału), by można było się w pełni delektować potrawą.”



Na górę
   
 
 
Post: 15 gru 2010, 19:23 
Str.177
DR JOHN HARVEY KELLOGG

Jak to możliwe, że życie twórcy najbardziej amerykańskiej żywności – masła orzechowego i płatków kukurydzianych – jest tak mało znane?
John Harvey Kellogg to Edison epigastrium (nadbrzusza), Einstein jelita grubego. Był nie tylko najbardziej płodnym amerykańskim wynalazcą zdrowej żywności, ale u szczytu sławy, w ostatnich latach XIX wieku, był także największym chirurgiem miękkim świata. Dziś jednak jest pamiętany przede wszystkim dlatego, że jego nazwisko ozdabia paczki z najpopularniejszymi amerykańskimi płatkami zbożowymi.

Perfekcjonista w swym lekarskim fachu, tak jak i we wszystkim, co robił, starał się zabijać czas w podróży pociągiem wyszywając robótki – nie żeby lubił haftować – raczej dlatego, iż chciał ćwiczyć szybkość i precyzję zaszywana cięć podczas niezliczonych gastro-jelitowych operacji, które przeprowadzał. Brał nawet lekcje rysunku i często szkicował – nie żeby był sfrustrowanym artystą – raczej dlatego, iż uważał, że dzięki rysowaniu ręka podąża za okiem – co był według niego najlepszym ćwiczeniem (oprócz wyszywania) dla chirurga.

Mimo że Kellogg był wspaniałym chirurgiem, przez cała karierę operacje przeprowadzał niechętnie i z trudem. Cofał się na myśl o krojeniu ciała innej osoby, przez całe życie nie pokonał swojej awersji do widoku krwi. Był tak wrażliwy, że pracę chirurga rozpoczął dopiero po tym, jak ukończył szkołę medyczną i został lekarzem naczelnym w sanatorium w Battle Creek.

Przerażony wysoka śmiertelnością (20%) w chrurgii brzusznej, był przekonany, że potrafi to zmienić. Wziął więc urlop w Battle Creek, gdzie został mianowany lekarzem naczeknym w młodym wieku lat 24, aby studiować u najlepszych chirurgów w Europie: Theodora Billrotha z Wiednia (wynalazcy nowoczesnej gastrochirurgii), sir Arbuthnota Lane'a z Londynu i Lawsona Taitha z Birmingham. W czasie, gdy Kellogg asystował Taithowi, ten przeprowadził 116 operacji zakończonych powodzeniem (było to w czasach, gdy chirurdzy nie uzywali jeszcze sterylnych gumowych rękawiczek).

Rekord dr Lawsona Taitha pozostawał nieprześcigniony, dopóki Kellog nie poprawił go do 165 udanych operacji. Kellogg zawdzięczał swój niezwykły rekord w dużej mierze przestawianiu pacjentów kilka tygodni przed operacją na ścisłą wegetariańską dietę. Aby zapobiec nawrotowi choroby, usilnie namawiał pacjentów do rezygnacji z mięsa, alkoholu i tytoniu.

Silnie wierzący a słowa Hipokratesa: „Naszą medycyną powinna być nasz dieta, a nasza dieta powinna być naszą medycyną”, dr Kellogg uważał, iż niskobiałkowa dieta wzmacnia odporność na choroby, przedłuża życie i zwiększa fizyczną i psychiczną odporność. Wysokobiałkowa dieta z kolei przeciąża nerki i wątrobę i przyczynia się do akumulacji toksyn w jelitach. Skutkiem tego były okropne zaburzenia żołądkowe, które jeśli miało sie szczęście, mogły być uleczone dzięki chirurgicznym umiejętnościom dr Kellogga. Jednak dr Kellogg uważał chirurgię za ostatnią deskę ratunku i jasno tłumaczył zarówno pacjentom, jak i swoim studentom, ze gdyby przeszli na dietę wegetariańską przed powstaniem choroby, nigdy nie nosiliby „blizny Kellogga”. Podziwiane przez chirurgów za swoją schludność i zręczność „blizny Kellogga stały sie symbolem statusu wśród zamożnych (konsumentów wysokobiałkowych produktów) pod koniec XIX wieku.

U szczytu swej kariery chirurga (w ciągu swego życia wykonał ponad 22 000 operacji, ostatnią w wieku 84 lat) dr Kellogg obliczył, że z samych opłat za operacje zarobił ponad 400 000 dolarów (wtedy dolar wart był 20 razy więcej niż dziś). Gdyby zgromadził owe opłaty i wpływy ze sprzedaży swoich żywnościowych wynalazków, byłby dziś amerykańskim krezusem – podobnie jak Charles Post, były ubogi pacjent w sanatorium Battle Creek, który stał sie jednym z najbogatszych ludzi w Ameryce dzięki kopiowaniu wynalazków Kellogga (dr Kellogg otwarcie o tym mówił), producent m.in. płatków śniadaniowych Post Toasties. Niemniej jednak samobójstwo posta w wieku lay sześćdziesięciu (przez zastrzelenie) dało dr Kelloggowi niepotrzebną zresztą lekcję, że bogactwo samo w sobie nie daje szczęścia.

Kellogg uważał, że pieniądze powinny być wydawane na poprawę życia ubogich. Dlatego inwestował w działalność charytatywną. Budował sierocińce i zakładał misje dla biednych mieszkańców slumsów w Chocago. Sam był ojcem dla 42 adoptowanych dzieci. Jedną trzecią przeprowadzonych przez siebie operacji wykonywał za darmo. Wśród największej biedoty amerykańskiej (slumsów) założył sieć restauracji wegetariańskich, gdzie biedni mogli kupować posiłek za pensa. Bogatym mieszkańcom miasta rozdawał książeczki z kuponami żywnościowymi, które mieli nosić ze sobą – a w razie zaczepki ze strony żebrzących o pieniądze na alkohol mieli wręczać im kupony na wegetariańskie posiłki.
(...)
Przyjście na świat Johna Harveya zbiegło się, dosyć szczególnie, z adwentyzmem jego rodziców. Sześć miesięcy po tym, jak sie narodził, jego rodzice porzucili baptyzm, aby zostać adwentystami dnia siódmego. Skutki zmiany wyznania jego rodziców były dla Johna Harveya decydujące i rozstrzygające o jego dalszym losie. Oznacza to, iż jego dieta, w zgodzie z wizja reformy żywieniowej Ellen White z Otsego, Michigan, była wegetariańska, a edukacja bardzo pobieżna. Przez błędną przepowiednię Williama Millera, iż Jezus Chrystus powróci na ziemię 22 października 1844 roku, wielu wczesnych adwentystów wierzyło, iz ponowne przyjście Jezusa na ziemię jest nieuniknione. Ojciec Johna Harveya, jak wielu innych adwentystów, znajdował niewiele powodów do kształcenia swoich dzieci, jeśli lada moment mogą zostać zabrane do nieba.

Na szczęście, brak wykształcenia nie skrzywdził zanadto Johna Harweya, jako że ten od wczesnych lat uwielbiał czytanie – książki wręcz pożerał. Zanim ukończył dziesięć lat, przeczytał wszystkie książki z biblioteki swoich rodziców, krewnych i sąsiadów. Czyścił nawet proso w fabryce ojca, aby zarobic pieniądze na swoją własną biblioteczkę. Książki o stenografii, botanice i astronomii, kolekcja używanej Historii starożytnej Farra, gramatyki języków obcych i słowniki zapełniały półki, świadczące o intelektualnej ciekawości niezwykłej u tak młodego chłopca.

Wieści o intelektualnej mądrości i manualnej zręczności młodego Kellogga (przewyższał dorosłych w sortowaniu proso w fabryce ojca) dotarły do Jamesa i Ellen White”ów, którzy szukali młodego człowieka do pomocy przy składaniu tekstów w Review and Harald Publishing Association w Battle Creek. Jako że adwentyści wierzyli, iż Bóg komunikuje się z nimi za pomocą przepowiedni założycielki Kościoła, Ellen White, Review and Harald został założony, by głosić Słowo Boże o zdrowiu i żywieniu, uzyskane z objawień pani White.

Kellogg skwapliwie skorzystał z możliwości pracy z dwoma filarami adwentyzmu, jak również z okazji do nauki fachu drukarskiego (nieco podobnie jak młody Ben Franklin). Jedną z dodatkowych korzyści z pracy dla White'ów była możliwość pobierania nauk o zdrowiu bezpośrednio od Matki White i czytanie wielkich, XIX-wiecznych tomów o żywieniu, autorów takich jak Sylwester Graham, L.B. Coles czy James Caleb Jackson – do których White'owie często sięgali.

Czytając namiętnie te książki, Kellogg utwierdzał się w wyniesionym z adwentyzmu wegetarianizmie i rozwijał swe zainteresowania zagadnieniami żywienia.

Przez lata White'owie pokochali Kellogga. Mówi się, że James White stał się dla niego ojcem bardziej, niż jegi własny ojciec; a Ellen White uczyniła z niego swego protegowanego. Kiedyś miała boską wizję, w której Kellogg zajmował ważną pozycję w Kościele i w świecie jako lekarz. W związku z tym White'owie zaoferowali mu pożyczkę na naukę w szkole medycznej. Mimo jego dziwacznej skłonności do omdleń na widok krwi, przystał na to z zapałem. Po rocznych studiach medycznych na Uniwersytecie w Michigan, w 1875 roku rozpoczął naukę w Bellevue Hospital Medical College w Nowym Jorku, uważanym wówczas z najlepszą uczelnię medyczną w kraju.

W zasadzie swoje eksperymenty z gotowymi do zjedzenia płatkami zbożowymi i substytutami mięsa rozpoczął, będąc jeszcze studentem w Nowym Jorku. Wymogi diety zmusiły go do gotowania własnych posiłków i obmyślania dań, w których „mięso orzechowe” i różne produkty znajdowały nowe zastosowanie. Mimo że jeszcze wiele lat dzieliło go od odkryć, w wyniku których powstały płatki kukurydziane czy takie substytuty mięsa jak Nuttose, Protose i steki z Battle Creek, pomysłowe dania z orzechów i zbóż, które wymyślił dla siebie, były ich zalążkiem. Rok przed ukończeniem szkoły medycznej zebrał wszystkie swoje studenckie przepisy w książkę kucharską, której udało mu się sprzedać ponad 30 000 egzemplarzy.

Jak tylko uzyskał tytuł lekarza medycyny, zaproponowano mu zarządzanie Instytutem Reformy Zdrowia w Battle Creek. Instytut został założony na żądanie Matki White, która miała wizję, iz Kościół adwentystów powinien mieć własny ośrodek medyczny, w którym adwentyści mogliby wracać do zdrowia po różnych zabiegach w zgodzie ze swoją dietą i potrzebami duchowymi. Pierwszą z administracyjnych czynności jaka John Harvey Kellogg wykonał po objęciu funkcji w Battle Creek, była zmiana nazwy Instytutu Reformy Zdrowia na Sanatorium w Battle Creek (jemu przypisuje sie autorstwo terminu „sanatorium”) i uwolnienie go od jego wąskich, sekciarskich celów poprzez otwarcie go dla wszystkich.

Przed objęciem przez Kellogga stanowiska zarządcy, San (jak je później w skrócie nazywano), popadło w tarapaty, ale w ciągu dwóch lat pod kierownictwem Kellogga przekształciło sie w jedno z najbardziej popularnych hoteli uzdrowiskowych na świecie. Typowa lista gości brzmiała jak z rubryki „Kto jest kim” owego okresu. Wszyscy – od prezydentów poprzez sławy filmowe – zatrzymywali się w san dla odnowy, by wziąć udział w intensywnym programie dr Kellogga „Biologiczne życie” - składającym się z wegetariańskiej zbożowej diety , kursów higienicznego gotowania, intensywnych ćwiczeń, hydroterapii, wielkich ilości świeżego powietrza i słońca, nacisku na poprawę sylwetki i perspektyw intelektualnych i – jako ostatniej deski ratunku – interwencji chirurgicznej. Godnymi odnotowania pacjentami dr, Kellogga byli: prezydent William Hiward Taft, pianiści Percy Grainger i Jose Iturbi, badacze arktyczni Vilhjarmur Stefansson i Roald Amudsen, podróżnicy Richard Halliburton i Lowell Thomas, przemysłowcy Alfred Dupont i John D. Rockefeller, „król” soku winogronowego Edgar Welch, ekonomista z Yale Irwing Fisher, dramatopisarz George Bernard Show, handlowcy S.S. Kresge, J.C. Penny i Montgomery Ward, i wielu innych, którzy co roku przyjeżdżali do San, często przysyłając przyjaciół, krewnych i pracowników, aby uczyli się sekretów zdrowia od dr Kellogga.

By oduczyć gości San diety opartej na mięsie, dr Kellogg wymyślił namiastki mięsa, gotowe do zjedzenia płatki zbożowe (jako alternatywę dla amerykańskiego śniadania – jajek na szynce lub jajek na bekonie) i masło orzechowe (półprodukt w próbach stworzenia kotleta orzechowego i doskonałego substytutu masła).

W 1896 roku wyprodukował pierwszy amerykański substytut mięsa, lub raczej jego ersatz, który nazwał Nuttose. Stworzony był z substancji złożonej z drobno zmielonych orzechów ziemnych i wody, zagęszczonej mąką i poddanej działaniu pary w celu osiągnięcia stałej konsystencji. Orzechowy kotlet uzyskany w ten sposób mógł mieć smak kurczaka, wołowiny lub łososia i znajdował się w menu San jako niby mięsna przystawka.

Dr Kellogg do mięsnych substytutów dodał wkrótce Protose, eskalopki z Battle Creek i bezmięsne winerki – które sprzedają się jak świeże bułeczki w sklepach ze zdrową żywnością po dziś dzień. Produkty te różniły się od Nuttose tym, że oprócz orzechów ziemnych zawierały różne ilości glutenu pszenicznego.

Mimo iż Kellogg produkował swoje substytuty mięsa raczej z orzeszków ziemnych niż z soi, która jest głównym składnikiem nowoczesnych mięsnych substytutach, był całkowicie świadom jej zalet i przewidział, że „odegra wielką rolę w żywieniu milionów Amerykanów”. W istocie, jego ostatnim wynalazkiem żywnościowym był produkt sojowy – mleko sojowe, które opatentował w 1934 roku – w samą porę, by uratować życie Marie – najmłodszej z pięcioraczków Dione. W wieku czterech miesięcy nabawiła się infekcji jelitowej, przy której mleko dr Kellogga było niezbędnym elementem w leczeniu.

Historia odkrycia przez dr Kellogga łatwych do zjedzenia płatków śniadaniowych (Dr Kellogg's Cornflakes) jest jak najbardziej pouczająca, nie brakuje jej jednak elementów humorystycznych. Pierwszym gotowym do spożycia preparatem dr Kellogga była granola. Choć nazwa granola przyjęła sie (można ją znaleźć nawet w słowniku), oryginalny przepis Kellogga (szczęśliwie) nie przetrwał. Była niczym więcej, jak pokruszonym ciastkiem wielozbożowym, trudnym do przełknięcia i przeżucia – zwłaszcza że dr Kellogg nakłaniał do spożywania jej na sucho. Kellogg mógłby cieszyć się z serwowania granoli pensjonariuszom San do następnego adwentu, gdyby nie pewien przykry incydent mający miejsce w jadalni, który kwestię płatków zbożowych postawił na pierwszym planie. W związku z intensywnym przeżuwaniem, Kellogg nakłaniał pacjentów do spożywania małej ilości granoli przed każdym posiłkiem – aby pobudzić trawienie. Pewnego ranka rozgniewana wdowa po pewnym dygnitarzu wpadła do jego biur krzycząc, iż granola zniszczyła jej sztuczną szczękę! Żądała natychmiastowego zwrotu pieniędzy za zęby. Upokorzony, wyciągnął portfel, odliczył pieniądze w nowiutkich banknotach i natychmiast zabrał się do pracy nad płatkami łatwymi do przeżucia.

Po wielu miesiącach prób i błędów w kuchni żony Elli wydawało się, iż dr Kellogg zmierza donikąd. Wtedy, dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, przypominającemu nieświadome odkrycie Charlesa Goodyeara wulkanizacji gumy (kiedy to przypadkowo zmieszał siarkę i gumę na gorącym piecu) dr Kellogg przypadkowo wpadł na zasadę „hartowania”, która jest kluczowa w procesie produkcji płatków zbożowych. Wezwany do zrobienia czegoś, przez nieuwagę zostawił blachę gotowanej pszenicy na kilka godzin w kuchni. Kiedy wrócił, stwierdził, że pszenica zjełczała. Dr Kellogg zbyt był oszczędny, by pozwolić sobie na wyrzucenie tak dużej partii. Zamiast więc wyrzucić ją, zdecydował się przepuścić ją przez magiel, za pomocą którego starał się wcześniej nadać pszenicy kształt płatków. Ku jego zdziwieniu skruszała, lekko spleśniała partia pszenicy po przejściu przez magiel zamieniła się w płatki pszeniczne – jeden płatek z jednego ziarna. Dr Kellogg wyprodukował pierwsze jadalne płatki zbożowe w niekończącej się lawinie najróżniejszych płatków, sypiącej się na amerykańskie stoły śniadaniowe od ponad stu lat.

Autor ponad 50 książek, ojciec 42 adoptowanych dzieci, światowej sławy chirurg i niezwykły twórca żywności, dr John Harvey Kellogg, który dożył sędziwego wieku 91 lat, był żywym dowodem wartości wegetariańskiej diety.

Protose Fricassee

4 łyżki oleju roślinnego
1 łyżeczka bazylii
1 średnia posiekana cebula
6 średnich pomidorów, obranych ze skórki
1 łyżka masła orzechowego
1 puszka Protose, posiekanego
sól i pieprz do smaku
płatki Kellogg's Toasted Corn Flakes

Usmaż na brązowo cebulę z bazylią. Dodaj obrane pomidory, masło orzechowe o Protose. Gotuj na małym ogniu przez 20 minut. Podawaj przybrane płatkami Kellogg's Toasted Corn Flakes.

Puree ziemniaczane lub gotowany ryż stanowią świetne uzupełnienie tej potrawy.

Porcja dla 4 osób.
- - - - -
Protose – mieszanka glutenu pszenicznego i orzechów – produkowana przez Warthington Foods, która sprzedaje wiele substytutów mięsnych dr Kellogga, jest dostępna w sklepach ze zdrową żywnością.
Protose Fricassee łączy trzy główne wynalazki żywieniowe dr Kellogga: quasi-mięso (zrobione ze zbóż i orzechów), masło orzechowe i płatki zbożowe (np. płatki kukurydziane). Przepis ten (nieco zmodyfikowany) pochodzi z książki kucharskiej napisanej przez Ellę Kellogg Zdrowe gotowanie (Battle Creek, Michigan 1904). W swojej książce pani Kellogg starała sie wykorzystać jak najwięcej wynalazków męża.

Szparagi na toście
(z sosem kremowym z soi)

12 szparagów (obranych)
6 kromek pszennego chleba tostowego
6 porcji margaryny sojowej
1 łyżeczka soli morskiej
1 szklanka wrzątku

Sos kremowy

2 łyżki margaryny sojowej
2 łyżki mąki
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki soli morskiej
250 ml mleka sojowego
1/4 szklanki wywaru z gotowanych szparagów

Umyj obrane szparagi. Na głębokiej patelni doprowadź do wrzenia szklankę osolonej wody. Dodaj szparagi. Jak tylko woda przestanie wrzeć, zmniejsz ogień, przykryj pokrywką i duś je przez 5 minut. Uważaj, aby nie rozgotować szparagów! Wyciągnij je i dobrze odsącz. Zostaw wywar na sos. Rozsmaruj margarynę na tostach. Potnij szparagi na 10-centymetrowe kawałki i poukładaj je na posmarowanych tostach.

Sos kremowy: Rozpuść margarynę w rondlu. Dodaj mąkę, gałkę muszkatołową i sól, cały czas mieszając. Wymieszaj wywar ze szparagów a mlekiem sojowym i stopniowo dodawaj do margaryny z mąką. Mieszaj powoli na małym ogniu, aż się wszystko zagęści. Kiedy osiągnie konsystencję gęstego sosu (bulgoczącego pod wpływem temperatury), polej nim tosty ze szparagami.

Porcja dla 4 osób
- - - - -
Przepis ten (w oryginalnej wersji) znaleźć można w wegetariańskiej książce kucharskiej Wlli Kellogg. Jako wynalazca mleka sojowego. Dr Kellogg wierzył gorąco w jego zalety i był mistrzem w wykorzystywaniu go w przepisach takich jak ten.

Śniadaniowe płatki kukurydziane

2 szklanki płatków kukurydzianych Kellogga
1 szklanka schłodzonego soku jabłkowego
1/2 szklanki bananów, malin lub truskawek (do wyboru)
2 łyżki posiekanych orzechów (nerkowców, orzeszków ziemnych, brazylijskich – do wyboru)

Wsyp 2 szklanki płatków kukurydzianych Kellogga do miseczki i dodaj szklankę schłodzonego soku jabłkowego. Obierz banana i pokrój go w plasterki o grubości 0,5cm. Poukładaj plasterki banana (malin lub truskawek) na wierzchu płatków. Posyp posiekanymi orzechami. Poczekaj parę minut, aż płatki nasiąkną sokiem jabłkowym, wtedy podawaj.

Porcja dla 1 osoby
- - - - -
Wychowany jako adwentysta dnia siódmego i wegetarianin od urodzenia, Kellogg wymyślił płatki zbożowe jako alternatywę dla typowego amerykańskiego śniadania – jajek na bekonie, które uważał za niezdrowe. Dzięki temu wynalazkowi miliony ludzi na świecie jadają bezmięsne śniadanie.

Świeże masło orzechowe

1/2 szklanki wyłuskanych, świeżych orzeszków ziemnych lub innych świeżych orzechów, no. Migdały, orzechy laskowe, włoskie, brazylijskie lub nerkowce – wszystkie, z których można uzyskać przepyszne masło orzechowego
1 i 3/4 szklanki oleju roślinnego, np. olej z orzeszków ziemnych, olej szafranowy lub sojowy
sól morska do smaku

Wsyp pół szklanki orzechów do blendera i dodaj 1 i 3/4 szklanki oleju roślinnego. Jeśli chcesz, by masło orzechowe było chrupiące, zmiel orzechy, by uzyskać gęstą pastę z małymi kawałkami orzechów. Jeśli wolisz masło o kremowej konsystencji, miksuj orzechy tak długo, aż będą całkowicie starte, a pasta nie będzie zawierać żadnych okruszków. Od czasu do czasu należy zebrać drewniana łopatką orzechy ze ścianek blendera, tak by wszystko zostało dokładnie zmielone. Dopraw solą, trzymaj w słoiku z zakrętką lub w plastikowym pojemniku. Przechowuj w lodówce.

Porcja dla 8 osób.
- - - - -
Co ciekawe, fakt, iż dr Kellogg wymyślił masło orzechowe, nie jest powszechnie znany. Można by się spodziewać, że nazwisko człowieka, który wymyślił najpopularniejszy produkt żywnościowy Ameryki (w USA spożywa się ponad 270mln kg masła orzechowego rocznie, co daje ponad 3,5 kg na osobę), będzie tak znane, jak nazwisko T.A. Edisona czy A.G. Bella. Niestety, tak nie jest. W rzeczywistości, w pewnym artykule na temat masła orzechowego w „New York Timesie”, dziennikarka Florence Fabricant nie była w stanie podać nazwiska wynalazcy masła orzechowego, twierdząc: „jego wynalazca jest znany jedynie jako doktor z St. Louis”. Bliższe prawdy byłoby określenie „lekarz z Battle Creek, Michigan”. Biografowie dr Kellggoga, Gerald Carson i Richard Schwarz, ustalili ponad wszelką wątpliwość, iż to dr John Harvey Kellogg jest wynalazcą masła orzechowego. Jego cel był taki sam, jak w przypadku Nuttose, Protose, czy steków z Battle Creek – wynalezienie właściwego substytutu mięsa. Miarą jego sukcesu jest fakt, iż niezliczone rzesze studentów, pracowników biurowych i robotników zajadają kanapki z masłem orzechowym – prawdziwie bezmięsny posiłek."



Na górę
   
 
 
Post: 16 gru 2010, 17:39 
srt.255
KILLER KOWALSKI

Według legendy największym atletą olimpijskim był Milon z Krotonu – zapaśnik i uczeń Pitagorasa – który żył w VI wieku przed Chrystusem. Legenda mówi także, że Milon nie przegrał żadnej walki, i że żadnemu przeciwnikowi nie udało się rzucić go na kolana. W starożytnych olimpiadach, które odbywały sie co trzy lata, był zwycięzcą pięć razy z rzędu (od 532 do 516 r. o.n.e.). Wygrał również sześć razy zapasy seniorów w zawodach pytyjskich; w zawodach istmijskich dziesięć razy, a w zawodach nemejskich dziewięć razy. Niezrównana liczba jego zwycięstw bardzo pomogła w promowaniu dietetycznych i metafizycznych teorii Pitagorasa (którego Milon uważał za twórcę swoich sukcesów).

Killer Kowalski jest kimś w rodzaju współczesnego Milona z Krotonu. Jest nie tylko zapaśnikiem o legendarnej dzielności, stosującym dietę pitagorejską przez niemal cała swoja karierę, lecz podzielając pitagorejską opinię, iż atleci powinni rozwijać swoje umysły, a filozofowie ciała – jest badaczem teozofii przez ponad trzydziestu lat.

Gdy sie patrzy na jego krzaczaste brwi, groźną minę i ciężką budowę ciała – ma 203 cm wzrostu i waży 113kg – Kowalski jest ostatnią osobą, którą można by podejrzewać o wegetarianizm, a tym bardziej o teozofię. Przez 28 lat bycia zawodowym zapaśnikiem, Killer Kowalski był draniem, którego fani uwielbiali nienawidzić. Można by pomyśleć, rola nie do pozazdroszczenia. Lecz w świecie zawodowego zapaśnictwa drań może zrobić lepszą karierę niż bohater – o czy świadczy utrzymywanie się Kowalskiego przez ponad trzy dekady na ringu. Bohaterów jest bez liku, lecz łajdaków, jak Kowalski, którzy potrafią wywołać lawinę gwizdów przez samo wejście na ring, niewielu. W końcu w zawodowym wrestlingu ważne jest napięcie pomiędzy walczącymi bohaterem i łajdakiem. Każda walka jest rodzajem etycznego przedstawienia lub sezonowego pojedynku, gdzie dobro występuje przeciw złu, jesień przeciw wiośnie, lato przeciw zimie – przywołującego święte obrzędy z lasów starożytnego Rzymu, w Nemei, gdzie kapłani Diany walczyli o roczne królowanie nad lasem.

Ze wszystkich nowoczesnych sportów, które dotrwały do naszych czasów ze starożytnych igrzysk olimpijskich, zawodowe zapasy są najbardziej zwracające uwagę i najmniej olimpijskie. Wielki show został przywrócony we wczesnych latach pięćdziesiątych przez łobuza o utlenionych włosach, zwanego Cudownym George'em. Telewizja była dopiero w powijakach, lecz nawet wtedy programy emitowano bądź zdejmowano z anteny w zależności od oglądalności. W owym czasie wydawało się, że relacjonowane w telewizji zapasy z jednym z anonimowych zapaśników, George'em Raymondem Wagnerem, czeka to drugie. Lecz wtedy wpadł on na pomysł zrobienia wielkiego show przed kamerami. Zmienił imie na Cudowny George, ufarbował włosy na blond, założył cekinowe trykoty i zatrudnił pomocnika, który pistoletem na wodę rozpryskiwał na scenie perfumy Chanel Nr 5. Po tym, jak oglądalność programów z George'em w roli głównej znacząco wzrosła, każdy zapaśnik zaczął zgrywać się przed telewizyjną publicznością. Chłopak Natury Buddy Rogers odział się w ryzykowny strój gwarantujący areszt za obnażanie się. Edouard Carpentier, Latający Francuz, znany z wyczynów akrobatycznych, zwodził swoich przeciwników saltami w powietrzu. Haystack Snopek Siana Calhoun wytrwale udawał prostaka i walczył w dżinsowych ogrodniczkach, podobnie jak jego wiejski towarzysz Człowiek z Górskiej Doliny. Killer Kowalski, również showman, zwykł zakładać purpurowe trykoty ozdobione błyskawicami. Wielu uważało (i któż ich może za to winić), że wegetarianizm Kowalskiego był jeśli nie sztuczką, to przynajmniej udawaniem, jak w przypadku Cudownego George'a.

Lecz jeśli w Kowalskim było coś sztucznego, to jego zapaśnicze łajdactwo, nie wegetarianizm. Poza ringiem był najłagodniejszym człowiekiem – troskliwy, zadumany, grzeczny i elokwentny, lecz na ringu zamieniał sie w ...zabójcę. Na początku kariery nazywano go Tarzanem – być może była to humorystyczna aluzja do jego małpiej diety – owocowo-warzywnej – mimo iż sam Lord Greystoke (Tarzan), jak przedstawiał go Edgar Rice Burroughs, nie był wegetarianinem. Pamiętnej nocy w Montrealu Kowalskiemu nadano ksywkę Killer, która stała się jego znakiem firmowym.

Było to we wczesnych latach pięćdziesiątych, noc była chłodna. Tarzan Kowalski właśnie sprawiał tęgie lanie lokalnemu jasnowłosemu pięściarzowi, Yukonowi Ericowi, ku wielkiemu niezadowoleniu tłumu, które potęgowało się od chwili, gdy Kowalski postawił stopę na ringu. Eric trzymał Kowalskiego za gardło. Nagle ten wymknął się z jego uścisku poprzez wspięcie sie na najwyższą linę i skok w górę. To była wspaniała ucieczka i widowiskowy manewr powietrzny. Jednak gdy opadał, niechcący uderzył golenią w kalafiorowate ucho Ericka i je oderwał. Ucho potoczyło sie po ringu, podczas gdy Kowalski i sędzia starali się zatamować krwawienie. Tłum, żądający wcześniej krwi Kowalskiego, zamilkł na krótko z powodu okropnego widoku prawdziwej krwi tryskającej z głowy Ericka. W czasie gdy Kowalski i sędzia pomagali nieszczęsnemu Erickowi wydostać się z ringu, tłum ryczał na Kowalskiego: „Killer, Killer! I to określenie do niego przlgnęło.

Naturalizowany obywatel amerykański, Walter Kowalski (Władek), urodził sie w rodzinie polskich emigrantów 13 października 1931 roku w Windsorze w Ontario w Kanadzie. Jego ojciec był robotnikiem w fabryce Forda w Windsorze. Gdy tylko Walter osiągnął odpowiedni wiek, podjął pracę w tej samej fabryce jako elektryk. Tam też pewnie by pozostał, gdyby nie zaczął zdobywać sławy w lokalnych zawodach zapaśniczych w YMCA w Windsorze. Wieści o jego uzdolnieniach rozeszły sie i wkrótce został zaproszony do udziału w zawodach w Saint Louis. Kiedy zapasy zaczęły przynosić mu większe zyski niż praca w fabryce, porzucił linię montażową, by zostać zawodowym zapaśnikiem.

Zwinny, bystry i przede wszystkim imponująco zbudowany Kowalski, gdy tylko został zawodowcem, znalazł się na szczycie profesjonalnych rankingów. Z innym słowiańskim olbrzymem, Hansem Hermannem, stworzył zespół, wygrał mistrzostwa w zawodach tag-team we wczesnych latach pięćdziesiątych i odtąd był na szczycie w tym sporcie. W książce Co się przydarzyło Cudownemu George'owi? Joseph Jares o Kowalskim: „jeden z wielkich łajdaków, wysoki, potężny Kowalski jest poza ringiem cichy, dobrze wychowany, religijny. Puścił więcej krwi bohaterom niż jakikolwiek inny łobuz.” Nie było w okolicy zawodnika, którego Kowalski by nie pobił, a był tak samo budzącym lęk zapaśnikiem, gdy odchodził na emeryturę w 1978 roku, jak w dniu, w którym we wczesnych latach pięćdziesiątych zaczynał karierę na kwadratowym ringu.

Rok po przejściu na emeryturę Kowalski założył szkołę dla zawodowych zapaśników – pierwszą w swoim rodzaju – przy YMCA w salem, Massachusetts (niedaleko od jego domu). Oprócz uczenia studentów jego 79 uchwytów, daje im również porady żywieniowe. Wielu uczniów naśladuje jego wegetariański styl życia, jak również „łajdacki” styl walki, przez co stali się popularni w zapaśniczych kręgach. Zapasów uczą się także kobiety. Kowalski chwalił sie, iż jego uczennice mogą pokonać nie tylko większość kobiet, lecz nawet niektórych męskich zapaśników.

W jaki sposób Kowalski został wegetarianinem? Nic, co dotyczy jego osoby, nie jest konwencjonalne, nie dziwi więc fakt, iż powód, dla którego przeszedł na wegetarianizm, jest niezwykły, jak wszystko w jego życiu. Od najwcześniejszych lat Kowalski głęboko interesował się spirytualizmem i teozofią. Im bardziej zgłębiał temat, tym bardziej dziwił sie, jak wielu wielkich teozofów, jak Anne Bessant, zrezygnowało z jedzenia mięsa. Lecz tak naprawdę Kowalski na ścieżkę wegetarianizmu zaprowadziła lektura spirytualistycznego dzieła Mieszkaniec dwóch planet Phylosa z Tybetu. Przekonał go pogląd Phylosa, iż (jak parafrazuje Kowalski) „nikt, kto je mięso zwierzęce, nie może zwiększyć swojej duchowości ponad przeciętną”. Kowalski w wieku 21 lat zdecydował się wyrzec mięsa, ryb i drobiu – ku przerażeniu jego menadżera, lekarza i przyjaciół, którzy spodziewali się rychłego końca jego kariery zapaśniczej. Przeciwnie jednak, gdy tylko został wegetarianinem, odkrył, iż jego siła i wytrzymałość gwałtownie wzrosły. W efekcie stał sie jednym z najgroźniejszych zapaśników od czasów Milona z Krotonu.

Wegetariański barszcz

1 szklanka utartej marchwi
1 szklanka posiekanego selera
3 średnie posiekane cebule
2 szklanki utartych buraków
6 1/2 szklanki zimnej wody
4 łyżki oleju roślinnego
1 szklanka pokrojonej kapusty
1 szklanka pociętych w plastry grzybów
2 szklanki zupy pomidorowej
1 łyżka soku z cytryny
sól i pieprz do smaku

Na dużą patelnię wsyp utartą marchew, posiekany seler, jedną posiekaną cebulę i utarte buraki. Dodaj 6 1/2 szklanki wody i doprowadź wszystko do wrzenia. Po 2 minutach od momentu zagotowania zmniejsz ogień i duś przez pół godziny. W międzyczasie podsmaż dwie posiekane cebule (w rondlu), aż staną się szkliste. Następnie dodaj pokrojone grzyby i posiekaną kapustę. Podsmaż przez 5 minut i odstaw na bok.

Po 20 minutach duszenia zupy dodaj do niej podsmażone warzywa. Gotuj wszystko przez 5 minut, potem dodaj 2 szklanki zupy pomidorowej i sok z cytryny. Doprowadź do wrzenia i natychmiast zdejmij z ognia. Podawaj na ciepło lub schłodzoną (najlepiej schłodzoną) z odrobiną jogurtu lub jogurtu sojowego.

Porcja dla 4 osób.

Kapusta kiszona z groszkiem

2 łyżki margaryny sojowej
1 szklanka żółtego grochu w połówkach lub fasoli „czarne oczko”
900g kapusty kiszonej, odsączonej
1/2 szklanki utartej marchewki
1 łodyga selera, posiekana
1 średnia cebula, posiekana
1 liść laurowy
2 łyżki posiekanej pietruszki
sól i pieprz do smaku

Zagotuj w rondlu cztery szklanki wody, dodaj do niej groszek. Gotuj ok. 15 minut, aż groszek zmięknie.

W tym czasie posiekaj cebulę i podsmaż ją przez kilka minut na margarynie sojowej. Następnie dodaj posiekany seler, utartą marchew, liść laurowy i posiekaną pietruszkę. Gotuj do miękkości, następnie odstaw na bok.

Odsącz kapustę kiszoną. Kiedy groszek zmięknie, odcedź go i wymieszaj w dużej misce z kapustą. Następnie dodaj kapustę z groszkiem do podsmażonych warzyw i gotuj, aż kapusta będzie gorąca. Podawaj z ryżem albo tłuczonymi ziemniakami.

Porcja dla 4 osób.

Zawijana kapusta

2 łyżki oleju roślinnego
1 1/2 szklanki ryży długoziarnistego
3 szklanki pokrojonych grzybów
2 szklanki zupy grzybowej
2 szklanki zupy pomidorowej
1 duża kapusta
sól i pieprz do smaku

Ugotuj ryż według wskazówek na opakowaniu. Podsmaż grzyby na oleju przez 5 minut. Następnie dodaj do nich szklankę zupy grzybowej i dokładnie wymieszaj drewnianą łyżką. Gdy ryż będzie gotowy, wymieszaj go z uzyskanym sosem grzybowym i przypraw solą i pieprzem. Odstaw na bok.

Z dużej główki kapusty obierz dwanaście liści – ostrożnie, żeby ich nie rozedrzeć. Napełnij dużą patelnię odpowiednią ilością wody, by przykryła dwa liście kapusty i doprowadź ją do wrzenia. Sparz po dwa liście naraz, zanurzając je na 4-5 minut we wrzątku. Wyjmuj je łyżką cedzakową i susz w cedziku lub sicie. Kiedy sparzysz wszystkie liście, wytnij twardą łodygę z każdego z nich. Następnie rozłóż je na płasko i na brzeg każdego z nich nałóż porcję ryżu z sosem. Upewnij się, że ryż jest równo rozłożony, a następnie zroluj liście jak grube cygara. Włóż je do żaroodpornego naczynia o odstaw na bok. Wymieszaj dwie szklanki zupy pomidorowej z pozostałą szklanka zupy grzybowej i polej zawiniętą kapustę. Połóż na wierzch liść kapusty, by zapobiec przypaleniu i popękaniu zawiniętych liści. Piecz w temperaturze 190şC przez 45 minut.

Porcja dla 4 osób.



Na górę
   
 
 
Post: 17 gru 2010, 14:42 
str.141
„MAHATMA GANDHI

Mohandas Gandhi był, w pewnym sensie, Jerzym Waszyngtonem nowoczesnych Indii. Być może trudno jest pogodzić drobnego, żylastego, odzianego jedynie w przepaskę na biodrach ascetę z wysoka, władczą i arystokratyczna postacią Jerzego Waszyngtona, lecz obaj byli „ojcami swojego narodu”, którzy opracowali nowy rodzaj działań wojennych w celu odrzucenia brytyjskiej niewoli i uzyskania niepodległości dla swych nowych republik.

Wychowany zgodnie z wojennymi tradycjami Zachodu, Waszyngton rozgromił Brytyjczyków nieszablonową taktyką, której nauczył sie jako indiański bojownik na amerykańskim froncie. Natomiast Gandhi wyprowadził Brytyjczyków z Indii pokojowymi metodami, wypracowanymi przez niego w kampaniach o prawa człowieka przeciw generałowi Smutsowi i holenderskim Afrykanerom w RPA. Mimo iż pomysły na obywatelskie nieposłuszeństwo i pokojowy opór zaczerpnął z Thoreau i Tołstoja, wybranie przez niego pokojowych metod zamiast walki sugeruje, iz jego wybór „broni” był zdeterminowany kulturowo. Ponieważ był Hindusem, a nie indiańskim bojownikiem, jak Jerzy Waszyngton, jego działania nosiły piętno wegetarian, wśród których się wychował – łagodnych hindusów z Kathiawaru i dżinistów ceniących ahimsa (nieszkodzenie istotom żywym).

Swoją pokojową „wojnę” z Brytyjczykami Gandhi nazwał satjagraha (siła prawdy). Celem kampanii satjagraha było korzystanie z pokojowych metod, by przekonać przeciwnika o słuszności swojej racji. Gandhi wierzył, że przez stoickie i pełne miłości przetrwanie brytyjskiego gniewu uda mu sie w końcu przekonać Brytyjczyków do swojego sposobu myślenia.

Zamiar pokonania najpotężniejszej armii świata (za jaką uważano Brytyjczyków przed drugą wojną światową) może wydawać się idealistyczny, aczkolwiek stopniowo Gandhiemu się to udało. W RPA wymusił na rasistowskich Afrykanerach przyznanie praw obywatelskich Hindusom. Na plantacjach indygowca w Biharze, w Indiach, posługiwał się obywatelskim nieposłuszeństwem, by powstrzymać wyzyskiwanie wieśniaków przez chciwych angielskich plantatorów. Strajkiem głodowym i protestami znacznie poprawił los indyjskich „niedotykalnych” i wprowadził zaległe reformy w liczącym dwa i pół tysiąca lat systemie kastowym.

Oryginalne i przerażające, gdy po raz pierwszy je ogłosił, pokojowe taktyki, które Gandhi obmyślił dla kampanii satjagraha, stały sie standardową bronią w arsenale opierających się obywateli. Taktyka zawierała „sit-in” (demonstracja bez użycia siły: masowe zajmowanie miejsc w audytoriach, gmachach parlamentu, uniemożliwiające normalny tok zajęć, gromadne siadanie na jezdni, chodnikach – przyp. tłum.), hartal (strajk powszechny, polegający na wstrzymywaniu wszelkich działań mężczyzn, kobiet i dzieci przez jeden dzień), publiczne palenie dokumentów tożsamości, celowe zabieganie o areszt, by oprotestować surowe i niesprawiedliwe prawa.

Gandhi wiedział, ze do sprawnego funkcjonowania królewskiego rządu potrzebna jest cicha współpraca podbitego narodu. Brytyjczycy, choć o wiele mniej liczni, nadal byli w stanie utrzymać władzę, gdyż ogromna liczba Hindusów sennie przyzwalała na ich rządy. Jednostki lub konspiratorzy, którzy stawiali opór brytyjskiemu radż (panowaniu), byli bezlitośnie usuwani. Lecz gdyby cały naród obudził się z apatii, mógłby wstrząsnąć brytyjskim jarzmem poprzez stanowcza, lecz spokojną odmowę współpracy.

Jednym z najskuteczniejszych forteli, jakiego Gandhi użył przeciwko Brytyjczykom, był strajk głodowy – osobiście przez niego wymyślony i szeroko stosowany w obecnych czasach. Choć na pierwszy rzut oka wydaje się bezsensowny i samobójczy, za każdym razem, gdy Gandhi poddawał się „postowi aż do śmierci” (jak sam go nazywał), osiągał swoje cele. Przez odmowę jedzenia tłumił zamieszki, likwidował spory, uzyskał dostęp do hinduskich świątyń dla pariasów (niedotykalnych) i wysłał brytyjską armię do domu.

Wyobraźmy sobie, że Jerzy Waszyngton ogłasza, iż rozpocznie strajk głodowy, jeśli Jerzy II nie wycofa brytyjskich żołnierzy z Ameryki! Co zrobiłby w tej sytuacji król Jerzy? Bez wątpienia zwiększyłby siły angielskich żołnierzy i zrobiłby wszystko, co możliwe, by przyśpieszyć głodówkę Waszyngtona. A jednak gdy Gandhi, który stanął do walki z najzdolniejszymi i najprzebieglejszymi politykami w angielskiej historii (w tym z nieustępliwym i mądrym Churchillem), zagroził strajkiem głodowym, król Jerzy VI wycofał się z Indii!

Imperialistyczne władze i kolonialni władcy byli zwyczajnie mięsożerni, podczas gdy podbijany przez nich naród to łagodni i pokorni wegetarianie. Gandhi, poddając się głodówce aż do śmierci, ustawił nie tylko krańcową formę odmowy współpracy, lecz również najwyższy gest wegetariańskiego satjagraha.

Gandhi uważał, iż to Królestwo Boga jest wewnątrz Ciebie Tołstoja i Obywatelskie nieposłuszeństwo Thoreau stanowiły inspirację jego programu pokojowego oporu i satjagraha. Aczkolwiek wiele z pokojowej filozofii Gandhiego można dopatrzyć się w społeczności, w której się wychowywał – społeczności przesiąkniętej atmosferą pobożnego wegetarianizmu i ahimsa.

Mahandas Karamchand Gandhi urodził się 2 października 1869 roku jako trzeci syn tzw. diwana Porbandaru w Kathiawarze, w północno-zachodnich Indiach. Mieszkańcami ruchliwego nadbrzeżnego miasta Porbander na półwyspie Kathiawar byli w większości członkowie kasty wajśja (kupców) hinduskich (Gandhi był wajśja) i dżinistów (będących najściślejszymi wegetarianami w Indiach, dla których ahimsa jest przedmiotem wiary). Mimo iż członkowie tych kast byli rozrzuceni po całych Indiach, małżeństwa pomiędzy nimi były w kathiawarze dosyć popularne. Owocem takiego właśnie małżeństwa był dźinijski filozof, Rajchandra, najbliższy przyjaciel i mentor duchowy Gandhiego, gdy ten miał dwadzieścia lat. Oprócz Tołstoja, Ruskina i Thoreau, Gandhi wymieniał tego skromnego dżinijskiego filozofa z Kathiawaru jako jednego z czterech ludzi mających na niego największy wpływ. Stąd niemalże od kołyski myślenie Gandhiego nasycało się pobożnym wegetarianizmem i pokojowym nastawieniem dżinisów. Dżiniści są tak skrupulatni w kwestii ahimsa, iż cedzą wodę, którą piją i noszą filtry powietrzne na twarzy w obawie przed zjedzeniem jakiegoś owada. Również z obawy przed skrzywdzeniem jakiegoś insekta nie mogą pracować w rolnictwie – dlatego zmuszeni zostali do kariery kupców i rzemieślników w miastach (gdzie prawdopodobieństwo zadeptania pchły jest raczej niewielkie).

Inni Hindusi, którzy patrzą na ludzi w kategoriach systemu kastowego, uważają dżinistów za nieoficjalnych członków kasty wajśja. Dlatego też łatwiej było członkom kasty Gandhiego poślubiać dżinistów. W innym przypadku małżeństwo pomiędzy członkami kasty wajśja i członkami brahmana, czyli kasty kapłanów, czy też kszatrija (wojowników) byłoby nie do pomyślenia.

Można by oczekiwać, ze bramini będą się starać wypędzić Brytyjczyków modlitwami i zaklęciami, a kszatrija będą starali się ich pozbyć przez bezpośrednie użycie siły. Metody Gandhiego – pociągające za sobą działania ekonomiczne, jak strajk narodowy, odmowa płacenia podatków i bojkot brytyjskich dóbr – miały wydźwięk handlowy, typowy dla kasty wajśja, w której Gandhi przyszedł na świat. Nawet on, wielki przeciwnik systemu kastowego, nie mógł uciec przed imperatywami własnej kasty.

Jako chłopiec Gandhi był nieśmiały i ustępliwej natury, i nic nie wskazywało, że stanie się kiedyś walecznym przywódcą. Mimo oczywistych uzdolnień intelektualnych, był miernym studentem, którego paraliżował brak pewności siebie. Jak większość chłopców cierpiących na nieśmiałość, Gandhi był skłonny do czczenia bohaterów. Jego idolem był sportowiec z uczelni w Katjiawarze, młody muzułmanin, szejk Mehtab. Sławny, nieustraszony i bardzo przystojny, Mehtab był ucieleśnieniem tego, kim chciał być Gandhi.

Mahtab był muzułmaninem, a przez to mięsożercą. Jak to możliwe zastanawiał się Gandhi, że Mehtab zawdzięczał swoja nieustraszoność, świetny wygląd i zdolności atletyczne jedzeniu mięsa? Mehtab udzielił mu odpowiedzi na to pytanie, a jak decydujący argument zacytował kilka wersów marnego wiersza napisanego półżartem przez poetę z Gudżaratu, Naramdaszankara:

Spójrz na silnego Anglika,
On rządzi Hindusem małym,
Będąc mięsożercą,
Ma pięć łokci wzrostu,
Pracujący za dwóch,
Godzien pięciuset

Skradając się z Gandhim w odosobnione miejsce nad rzeką, Mehtab wydobył z kieszeni sekretną broń Anglika – kęs koziego mięsa. Niczym młody człowiek przezywający potajemną rozkosz seksualną, Gandhi ugryzł kawałek i stracił „dziewictwo”.

Jak w większości przypadków utraty niewinności, dreszcz rozkoszy pomieszany był z poczuciem winy. Świadomy złamania głęboko zakorzenionego rodzinnego i religijnego tabu, Gandhi przez wiele tygodni nie mógł spać – zasypiał i natychmiast sie budził. W środku nocy zrywał się oblany zimnym potem, śniąc, że słyszy kozę beczącą w jego brzuchu (podobnie jak krokodyl w Piotrusiu Panie J.M. Barrie, który połknąwszy zegar, stale słyszy jego piekielne tykanie).

Mimo iż jego stopnie były za słabe, by mógł się dostać do Oksfordu lub Cambridge, były na tyle dobre, że przyjęto go do Inns of Court w Londynie. Prawnik w rodzinie byłby odpowiednia osobą do podbudowy wynędzniałej fortuny klanu Gandhich. Mając to na uwadze, matka Gandhiego nierozważnie zgodziła się na jego podróż do Anglii. Lecz wcześniej musiał jej złożyć solenna obietnicę – że nie dotknie angielskiej żywności (mięsa) ani angielskiej kobiety (towarzyszki).

Przybywszy do Londynu, by studiować prawo, przez wiele miesięcy przymierał głodem. Angielska dieta była monotonnie mięsna i biedny Gandhi zastanawiał sie, czy będzie w stanie przeżyć kolejne trzy lata na rozgotowanych warzywach. Poważnie rozważał kwestię wyparcia się wegetarianizmu, kiedy całkiem przypadkowo, wracając ze szkoły, natrafił na wegetariańską restaurację. Zmierzając do jadalni, zatrzymał się przed gablotka z wieloma wegetariańskimi książkami i broszurami. Za szylinga kupił egzemplarz Obrony wegetarianizmu Henry'ego Salta, a potem zasiadł do „pierwszego solidnego posiłku”(M.K. Gandhi, Autobiografia, Navajivan Publishing House, Ahmedabad 1945, s.67) od czasu, gdy opuścił Indie.

Po skończeniu posiłku nadal był zaczytany w pracy Salta. Obrona przedstawiała racje wegetarianizmu tak przekonująco, że wzmocniła postanowienie Gandhiego pozostania wegetarianinem (jak wielu jego indyjskich przyjaciół był namawiany do porzucenia wegetarianizmu). Gandhi przybył do Anglii z obawami, iż będzie się czuł osaczony przez mięsożernych londyńczyków, lecz gdy zaczął uczęszczać do wegetariańskich restauracji, był zaskoczony, iż w pewnych kręgach ta pasja była wyżej rozwinięta w Anglii, niż w jego ojczystym kraju. W rzeczywistości większość Hindusów, przybywając do Indii, porzucała wegetarianizm. Wstydzili się go, jakby był jakimś osobliwym, na wpół dzikim zwyczajem prymitywnego społeczeństwa. Co dziwne, nacisk, jaki odczuwał Gandhi, by porzucić wegetarianizm, pochodził nie od Anglików, lecz od Hindusów, którzy poddańczo starali się naśladować Anglików w ubiorze, mowie, manierach i diecie.

Z drugiej strony Anglicy (nawet najbardziej zagorzali mięsożercy) darzyli Gandhiego dużą sympatią za jego wierność wegetariańskiej diecie. Wśród angielskich wegetarian cieszył się dużym poważaniem. Nieodparcie kierujący się przynależnością klasową i świadomi swego rodowodu (któryż Anglik nie jest?) angielscy wegetarianie byli dumni, mając w swoich szeregach Gandhiego, syna ważnego przywódcy, którego korzenie sięgały czasów, gdy homo sapiens schodzili z drzew. Jak tylko wstąpił do Londyńskiego Towarzystwa Wegetariańskiego, został wybrany członkiem komitetu wykonawczego. Pisał artykuły do gazety Towarzystwa i wraz z wydawcą, Josiahem Oldfieldem, założył towarzystwo wegetariańskie na przedmieściach Londynu, w Bayswater. Innym członkiem-założycielem był badacz sanskrytu i poeta, sir Edwin Arnold, którego angielskie tłumaczenie Bhagawad Gita wprowadziło Gandhiego do tego, co stało się jego ulubionym dziełem literackim. Gdyby Gandhi pozostał w Londynie jako prawnik, zamiast dzielić swoje życie między RPA i Indie, zostałby bez wątpienia główną siłą w zachodnim ruchu wegetariańskim.

Przybycie Gandhiego do Londynu miało miejsce w wybornym dla niego czasie (1888-1891). Od czasu publikacji Powrotu do natury Franka Newtona (1810) czy Obrony naturalnej diety Shelleya (1813) nie działo sie w wegetarianizmie nic ekscytującego. A wówczas dopiero co wydano dwa klasyczne dzieła wegetarianizmu: Howarda Williama Etykę diety i Anne Kingsford Doskonała drogę w odżywianiu. Henry salt, były wykładowca etyki w Eton, pracował nad swoimi genialnymi wykładami. George Bernard Shaw dopiero co dołączył do listy wegetarian. Społeczności wegetariańskie wyrastały jak grzyby po deszczu, pojawiały się wegetariańskie gazety i broszury, powstawały wegetariańskie restauracje. Był to czas, kiedy młody wegetarian miał poczucie bycia obecnym przy narodzinach nowego ruchu, który zaczynał się rozprzestrzeniać i obejmować cała ludzkość. To tak, jakby być jednym z wczesnych chrześcijan za rządów Konstantyna lub wczesnym buddystą za panowania Aśoki.

Pikantne chapatis

1 szklanka mąki z grochu włoskiego
2 szklanki pełnoziarnistej mąki cukierniczej
2 szklanki mąki kukurydzianej
2 drobno posiekane papryczki chili
1 łyżeczka ziaren czarnej gorczycy
2 łyżki maku
1 łyżka pokruszonego kminu
1 łyżeczka pieprzu Cayenne
1 łyżeczka sproszkowanej kolendry
6 ziaren kardamonu, obłupanych i pokruszonych
6 zmielonych ząbków czosnku
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka garam masala
1/2 łyżeczki pokruszonego rozmarynu
1/2 łyżeczki pokruszonej bazylii
1/2 łyżeczki pokruszonego oregano
1 łyżeczka świeżego imbiru, drobno posiekanego
1 szklanka jogurtu lub jogurtu sojowego
1/2 szklanki oleju z orzechów ziemnych
wrzątek

na patelni rozgrzej razem przyprawy – ziarna gorczycy, mak, kminek i kmin. Kiedy gorczyca zacznie pryskać, dodaj resztę ziół i przypraw i smaż przez 2 minuty. Wtedy wsyp wszystkie przyprawy do mąki, dodaj jogurt. Zwilż mąkę gorącą wodą, tak aby można było ugnieść z niej ciasto. Uformuj małe kulki z ciasta i rozwałkuj je, aż będą cienkie i okrągłe jak naleśniki. Smaż na patelni teflonowej lub na suchej głębokiej patelni, aż obie strony będą złote. Podawaj posmarowane margaryną sojową lub zwinięte z serem sojowym lub sojowym jogurtem.

Porcja dla 4 osób.
- - - - -
Jako młody człowiek Gandhi uwielbiał pikantne potrawy. Lecz z wiekiem jego pasja do ostrych przypraw znacznie osłabła. Dlatego przepis ten jest na ostre chapatis, które smakowałyby mu za młodu. Dowód na to, że uwielbiał chapatis, łatwo znaleźć – biografie Gandhiego rzadko wspominają dania, które jadał bez równoczesnego wspominania chapatis. Widocznie chapatis towarzyszyło każdemu curry, kormie, sałatce, każdemu posiłkowi, który spożywał. (Robert Payne, Życie i śmierć Mahatmy Gandhiego, Nowy York, EP Dutton, 1969: „choć czasami spożywał, lekkie, domowej roboty chapatis”).

Sałatka z marchewki (w stylu Gudżarati)

2 łyżeczki oliwy z orzeszków ziemnych
1 łyżeczka gorczycy
6 szklanek drobno utartej marchwi
1 łyżeczka soli
4 łyżki posiekanej kolendry (lub posiekanej pietruszki)
1/8 łyżeczki hing (opcjonalnie)
2 łyżeczki soku z cytryny

Rozgrzej olej na głębokiej patelni, następnie dodaj łyżeczkę ziaren gorczycy. Kiedy gorczyca zacznie pryskać, dodaj utartą marchew, sól, posiekana kolendrę, dwie łyżeczki soku z cytryny i hing. Mieszaj energicznie na dużym ogniu przez minutę, potem gotuj przez kolejną minutę (ani chwili dłużej). Marchew powinna zachować swą jędrność.

Podawaj z ryżem lub ugniecionymi ziemniakami.

Porcja dla 4 osób.
- - - - -
Pod koniec życia Gandhi znacznie uprościł dietę. Jego zwykły posiłek składał się z warzywnej lub owocowej sałatki z chapatis, popijanej szklanką koziego mleka. W ostatnich latach sałatki z marchewki stały się jednym z jego ulubionych dań. Patrz mahatma Gandhi. Przewodnik zdrowia (Nowy Jork, The Crossing Press). Ten przepis pochodzi z kuchni Gudżarati, z jego rodzinnych stron w północno-zachodnich Indiach.

Korma warzywna

1 szklanka surowych nerkowców
1/2 szklanki ugniecionego tofu
1 szklanka świeżego kokosa, utartego
1/4 szklanki przefiltrowanej wody
1 szklanka drobno posiekanego kalafiora
1 szklanka świeżego obranego groszku
1 szklanka drobno posiekanej fasolki strączkowej
1 szklanka pokrojonej w kostkę marchewki
1 szklanka obranych i posiekanych w kostkę ziemniaków
6 łyżeczek oleju z orzeszków ziemnych
6 całych goździków
1 laska cynamonu
4 ziarna kardamonu
1/2 szklanki wysuszonych na słońcu, namoczonych pomidorów
2 szklanki posiekanej białej cebuli
1 szklanka nieobranych pomidorów, posiekanych w ok. 1cm kostki
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka zmielonej kolendry
1 łyżeczka zmielonego kminu
2 łyżeczki soli
posiekane świeże liście kolendry

Namocz suszone pomidory na godzinę w szklance wody. Do blendera wrzuć nerkowce z odrobiną wody i zrób z nich puree. Następnie dodaj utarty kokos, przefiltrowaną wodę i ugniecione tofu. Zmiksuj wszystko na pastę i odstaw na bok.

Przygotuj warzywa. Gotuj przez 3 minuty na parze ziemniaki i fasolę. Następnie odstaw je na bok. Kalafior, marchew i groszek zostaw surowe.
Podsmaż przyprawy na oleju z orzechów ziemnych, aż zaczną skwierczeć. Wtedy dodaj posiekana cebulę i gotuj, aż cebula stanie sie złota. Wyłącz gaz. Zmiksuj pomidory z wodą, w której je namoczyłeś, i dodaj do garnka puree z pomidorów. Nie gotuj więcej. Dodaj posiekane świeże pomidory, warzywa ugotowane na parze i posiekany kalafior, marchew i wyłuskany groszek. Dodaj pastę z nerkowców i tofu. Mieszaj wszystko energicznie, aż warzywa pokryją się sosem i przyprawami. Odstaw na 5 minut. Przed podaniem przyozdób świeżymi liśćmi kolendry.

Porcja dla 6 osób.

Uwaga: Jest to bardzo odżywcze danie.
- - - - -
Korma jest techniką duszenia warzyw w ciężkim aksamitnym sosie z jogurtu i mielonych orzechów, tradycyjna w Gudżaracie, regionie, z którego Gandhi pochodził. Ten przepis jest zmodyfikowaną wersja przepisu na inna wegetariańską kormę, serwowaną w domu Gandhiego, gdy ten był małym chłopcem. Kiedy wybrał się do Europy, na krótko przed drugą wojną światową, zabrał ze sobą specjalne pojemniki na lunch, zawierające jego ulubione curry warzywne i kormy, z których jedna była z pastą migdałową. (Patrz Robert Payne, Życie i śmierć Mahatmy Gandhiego, Nowy Jork, Dutton, 1969).



Na górę
   
 
 
Post: 18 gru 2010, 23:15 
str.223
FRANCES MOORE LAPPÉ
(...)
w 1968 roku misja Apollo 8 była pierwszym lotem kosmicznym na Księżyc z ludźmi na pokładzie. Również wtedy po raz pierwszy człowiek człowiek zobaczył cała Ziemie na własne oczy i ja sfotografował. Kiedy zdjęcia te obiegły świat, wywołały piorunujący efekt. W ciągu niemal jednej nocy narodził się międzynarodowy ruch ekologiczny i ruch wegetariański. To było tak, jakby nagle ludzie połączyli się, by położyć kres niewłaściwemu wykorzystywaniu zasobów planety i zachować jej piękno dla potomnych.

Człowiek musiał dopiero polecieć na Księżyc, by mieszkańcy naszej planety docenili jej piękno. Odkrycie, iż Ziemia jest małym i delikatnym objet d'art spowodowało, ze w mieszkańcach naszego globu obudził się instynkt macierzyński. Nagle ludzie o różnych poglądach politycznych gotowi byli zapomnieć o różnicach i podjąć współpracę w celu ocalenia planety. (...)
... inna książka, której autorka została zainspirowana zdjęciami Ziemi z misji Apollo 8. Była to epokowa Dieta dla małej planety autorstwa Frances Moore Lappé. Z naciskiem na drobny rozmiar planety i sugestią, iż zasoby ziemskie są ograniczone, tytuł książki niemal dosłownie koresponduje ze zdjęciami z okładki Whole Earth Catalogue Branda, pokazującym planetę wielkości klejnotu w morzu ciemności.

Leppé przyznaje, że to nagłe uświadomienie sobie, iż Ziemia jest małą i kruchą planetą, skierowało ją ku wegetarianizmowi: „Dlaczego jedzenie? Częściowo wpłynął na mnie powstający ruch ekologiczny i świadomość »ograniczoności wzrostu«. Pierwszy Dzień Ziemi był obchodzony w 1970 roku.”

Zarówno tytuł, jak i treść książek zawładnęły wyobraźnią ludzi jak dotychczas żadna inna publikacja na temat wegetarianizmu. Pierwsze wydanie sprzedało się w nakładzie ponad 2 miliony egzemplarzy, a drugie – opublikowane w 1982 roku – zapowiadało przekroczenie tej liczby. Dieta dla małej planety przedstawia poważną dyskusję na temat ekologii, geopolityki, gospodarki i żywienia, służy również jako książka kucharska, , którą czytelnik może się posłużyć w odmianie swych nawyków żywieniowych.

Jak na ironię, najbardziej skuteczna reformatorka, „wielkiej amerykańskiej religii stekowej”, urodziła się (w lutym 1944 roku) i wychowała w Teksasie, będącym amerykańską stolicą wołowiny. Wyrósłszy w „bydlęcej kulturze”, Lappé zyskała wyjątkowy wgląd w „wielką amerykańską religię stekową”, jak również brak szacunku dla fałszywych wartości, którymi ją karmiono. Niszczenie ziemi, gloryfikacja przemocy i pozornej męskości, żądza bogactwa, podległość kobiet, kult młodości, lubieżne zainteresowanie seksem i wykorzystywanie zwierząt – to typowe dowody „bydlęcej kultury” w historii, które, niestety, maja swą apoteozę w Teksasie. Lappé odrzuciła te fałszywe wartości już w okresie dorastania. (...)
Ludzie hodujący bydło byli tradycyjnie wrogo nastawieni do cywilizacji i kultury, Było to oczywiste od czasów hodujących bydło Aryjczyków, najeżdżających w drugim tysiącleciu przed Chrystusem indyjskich wegetarian Azji Mniejszej i Europy, będących na wysokim poziomie rozwoju i wytwarzających sztukę. Można by powiedzieć, że historia cywilizacji w kolejnych tysiącleciach była nieustanną walką pomiędzy osiadłymi rolnikami a nomadami – hodowcami, stepami a zasiewami, mięsożercami a wegetarianami. Hodowla bydła jest ucieczka od ziemi i zaprzeczeniem jej wartości i ograniczeń. Lecz jak pokazały zdjęcia Apollo 8, Ziemia nie jest ani rozległą rzeźnią, ani nieograniczonym pastwiskiem dla bydła. Jest raczej oazą w kosmosie, magicznym ogrodem dryfującym w morzy ciemności, który daje nam korzyści (jak Kandyd Woltera), gdy pilnie go uprawiamy. Dieta dla małej planety jest podręcznikiem dla kosmicznego ogrodnika, pokazującym nam, jak dbać o nasz wspólny ogród.

Lappe porzuciła teksański akcent w college'u, a na uczelni w Berkeley teksańską dietę. Zaszyta w swej piwnicznej bibliotece, odkryła trzy fakty, które nasunęły jej pomysł na książkę, która zapoczątkowała światową rewolucje w odżywianiu i przypieczętowała los „bydlęcej kultury” na Zachodzie. Po pierwsze, ponad połowa uprawianej ziemi w USA zużywana jest do wykarmienia zwierząt hodowlanych. Po drugie, Amerykanie jedzą dwa razy tyle białka, ile ich organizmy są w stanie zużyć. Po trzecie, przez pomieszanie różnych produktów roślinnych można uzyskać białko równe białku zwierzęcemu, jeśli nie lepsze. Opracowała te dane w jedno stronicowej
ulotce, która wkrótce urosła do rozmiarów siedemdziesięcio stronicowego bestselleru sprzedawanego w ponad 2 milionach egzemplarzy.

Nie zamierzając osiąść na laurach, Frances Lappé wykorzystała wpływy ze sprzedaży Diety dla małej planety na założenie Instytutu Polityki Rozwoju i Żywności, publikującego książki i broszury promujące globalną świadomość żywieniową. Ostatnio podjęła się prowadzeniem serwisu wiadomości,zwanego Nowego Serwisem Amerykańskim, którego jest obecnie głównym wydawcą. Nowy Serwis Amerykański, w opozycji dla pełnych przemocy wiadomości podawanych przez światowe media, dostarcza świadkom masowego przekazu historie skupiające się na obywatelskim rozwiązywaniu problemów, wielkich osiągnięciach i sukcesach ludzi – trafny obraz, jak ktoś może powiedzieć, życie Frances Moore Lappé.

Słodko-ostre curry warzywne

2/3 szklanki soi, fasoli nerkowej lub bobu (lub ich mieszanka)
1 szklanka brązowego ryży
3/4 szklanki bulgur (kaszy z ziaren pszenicy)
2 lub 3 łyżki oleju do podsmażania
4 marchewki, pocięte poprzecznie
2 cebule, pocięte na drobne plasterki
1 cukinia (pokrojona w plastry) – opcjonalnie
1 łyżka ostrego curry w proszku (lub więcej do smaku)
1/4 szklanki mąki
3/4 szklanki rodzynek
3/4 szklanki surowych lub opiekanych nerkowców
3 łyżki chutney z mango (słodko-ostrego sosu) – lub więcej do smaku

Ugotuj fasolę i zachowaj szklankę wywaru. Ugotuj ryż i bulgur. Rozgrzej olej i podsmaż marchewkę, cebulę i cukinię, aż cebula zrobi się szklista. Dodaj curry i mąkę i smaż przez kolejną minutę. Dodaj fasolę i wywar z niej (lub wodę), i duś tak długo, aż marchew stanie się delikatna (ale nie miękka). Dodaj rodzynki, nerkowce i chutney, i więcej wywary, jeśli potrzeba (sos powinien być gęsty). Skosztuj i dopraw do smaku, a następnie duś, aż rodzynki zmiękną. Podawaj z ugotowaną kaszą.

Porcja dla 6 osób.

Wspaniała kombinacja – doskonałe na najbardziej odświętne okazje. Można przygotować dzień wcześniej.

Chleb z tofu, orzechów i jabłek

1 szklanka tofu
2 szklanki przecieru jabłkowego (jeśli używasz niesłodzonego przecieru, zwiększ ilość miodu do 1/2 szklanki)
1/2 szklanki oleju
1/4 szklanki miodu
starta skórka z cytryny
1 łyżka soku z cytryny
1/2 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki soli (opcjonalnie)
2 szklanki pełnoziarnistej mąki
1 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 do 3/4 szklanki posiekanych orzechów włoskich
1 szklanka rodzynek

Rozgrzej piekarnik do temperatury 180şC. W blenderze dobrze zmiksuj tofu, przecier jabłkowy, olej, miód, skórkę z cytryny, sok z cytryny, cynamon i sól. Przesiej mąkę razem z sodą oczyszczoną i wymieszaj wszystko ze zmiksowanymi składnikami w dużej misce. Dodaj orzechy i rodzynki, cały czas mieszając. Wlej wszystko na dobrze natłuszczoną okrągłą blachę (23cm) lub na dużą foremkę chlebową i piecz przez ok. 50 minut (aż wykałaczka zanurzona w cieście będzie czysta). Ostudź przez jakieś pięć minut na blasze, a potem wyjmij na talerz. Podawaj gorące lub zimne.

Inny wariant: by uzyskać chleb bananowy, zastąp przecier jabłkowy dwoma lub trzema rozgniecionymi bananami.

Smażone pikantne tofu

ok. 450g tofu
1 łyżka oleju
1/2 łyżeczka kurkumy
1/2 łyżeczki: słodkiej bazylii, tymianku, zmielonego kminu, i sproszkowanego curry
2 zmielone ząbki czosnku
2 łyżki sosu sojowego
2 łyżki drożdży spożywczych

Odsącz tofu do sucha i potnij w ok. 1,5cm kostki. Rozgrzej olej (w worku, jeśli masz) i podsmażaj tofu na dużym ogniu przez 5 minut. Wylej zbędną wodę, zmniejsz ogień, dodaj kurkumę i mieszaj, aż tofu stanie się jednolicie żółte, następnie dodaj bazylię, tymianek, kmin i curry. Dodaj czosnek (i może jeszcze odrobinę oleju, by się nie przyklejało do dna) i zwiększ ogień. Następnie dodaj sos sojowy i drożdże. Podsmażaj, aż wszystko będzie złotobrązowe. Skosztuj i dodaj więcej sosu sojowego, jeśli to konieczne.

Danie dobre na gorąco lub zimno, do kanapek lub taco, albo jako dodatek do dania głównego.

Porcja dla 3-4 osób.

Brazylijski wieczór

Menu

Feijoada (czarna fasola na ostro)
Ryż z zielonym sosem chili
Zielenina z sosem sezamowym i kawałkami pomarańczy

Feijoada (czarna fasola na ostro)

olej do podsmażania
1 duża posiekana cebula
2 wyciśnięte ząbki czosnku
2 posiekane zielone cebulki
1 posiekana zielona papryka
1 posiekany pomidor
1 łyżeczka kolendry (opcjonalnie)
1 szklanka czarnej fasoli
3 szklanki wywaru z warzyw (lub 1 1/2 szklanki wina zamiast wywaru)
1 liść laurowy
1/4 łyżeczki pieprzu
1 łyżeczka octu (zrezygnuj z niej, jeśli używasz wina)
1 pomarańcza, umyta lecz nieobrana, cała lub przepołowiona
1/2 łyżeczki soli
2 łodygi selera, posiekane
1 marchewka, posiekana (opcjonalnie)
1/2 słodkiego ziemniaka, posiekanego w kostkę

Rozgrzej olej na głębokiej patelni i podsmaż cebulę, czosnek, zieloną cebulkę, zieloną paprykę, pomidora i kolendrę, aż cebula zrobi się szklista. Dodaj fasolę, wywar, liść laurowy, pieprz i ocet. Doprowadź do wrzenia, a następnie zmniejsz ogień i duś przez 2 minuty. Zdejmij z ognia i odstaw na godzinę.

Dodaj pozostałe składniki i duś z uchyloną pokrywką przez kolejne 2-3 godziny, aż fasola zmięknie. Wyjmij pełną chochlę fasoli, ugnieć ją i wrzuć z powrotem do garnka, by zagęścić potrawę.

Porcja dla 6 osób.

Zrobiłem to wszystko w szybkowarze, po uprzednim podsmażeniu cebuli i czosnku. Tak jest o wiele szybciej, a danie jest bardzo smaczne.

To jeden z moich ulubionych przepisów. Mój brazylijski przyjaciel nieco upiększył to danie dla mnie.

Ryż z zielonym sosem chili

Ryż

2 łyżki oliwy z oliwek
1 posiekana cebula
3 ząbki zmielonego czosnku
2 pomidory obrane ze skóry, bez pestek, grubo posiekanego
ok. 4 1/2 szklanki ugotowanego brązowego ryżu (2 szklanki nieugotowanego)

Rozgrzej oliwę i podsmaż cebulę i czosnek, aż cebula będzie szklista. Dodaj pomidory i duś przez kilka minut. Połącz z ugotowanym ryżem i podgrzewaj na małym ogniu.

Sos

1 pomidor obrany ze skórki, bez pestek
kalifornijskie zielone papryczki chili, bez pestek, do smaku (zacznij od połowy 60-gramowej puszki)
1 łyżeczka soli
2 ząbki czosnku
sok z 1 cytryny
1 cebula pokrojona na kawałki
szalotki i pietruszka do smaku
1/4 szklanki octu

W blenderze zmiksuj pomidory, papryczki chili, sól i czosnek. Dodaj sok z cytryny, cebulę, szalotki, pietruszkę i ocet, lekko wszystko zmiksuj. Przed samym podaniem dodaj trochę feijoady.

Porcja dla 6 osób.

Zielenina z sosem sezamowym i kawałkami pomarańczy

ok. 700g zieleniny (rzepa, liście gorczycy, kapusta ogrodowa itp.)
oliwa z oliwy do podsmażania
1 ząbek zmielonego czosnku
1/2 szklanki przypieczonych ziaren sezamu
przybranie: 1 pomarańcza podzielona na cząstki

Trzymaj na parze zieleninę, aż zwiędnie. Rozgrzej oliwę i podsmaż zieleninę z czosnkiem. Posyp każdą porcję czubatą łyżką ziaren sezamu i przybierz cząstkami pomarańczy na środku lub wokoło.

Podawaj ryz z sosem obok fasoli i zieleniny jako wspaniały trzydaniowy obiad brazylijski.

Porcja dla 6 osób.”

Zbyszek

- - - - - -
Najnowsza przypowieść jest taka: Miłość przebudziła Polaka



Na górę
   
 
 
Post: 04 mar 2011, 17:30 
Dzień Dobry (takie polskie ALOHA)

(str.115)
LEW TOŁSTOJ

Lew Tołstoj urodził się w jednej z najstarszych rodzin rosyjskich, 9 września 1828 roku. Jego ojciec, hrabia Nikołaj Iljicz Tołstoj, był zubożałym arystokratą, który by ocalić się przed bankructwem (spowodowanym rozwiązłym trybem życia jego ojca), poślubił dziedziczkę. Maria Wołońska miała pokaźną fortunę i rodowód sięgającym tak daleko w przeszłość, iż jej syn, Lew, był spokrewniony z większością arystokratycznych rodów. Po śmierci ojca, Lew (czwarty z pięciorga dzieci) odziedziczył wystarczającą sumkę, by zapewnić sobie niezależność. Otrzymał również tytuł hrabiowski i posiadłość (4000 akrów) z towarzyszącymi mu 330 poddanymi (skromnie, jak na ówczesne standardy, kiedy rozważy się, iż po swojej bogatej matce przyjaciel Tołstoja, pisarz Iwan Turgieniew odziedziczył jakichś 5000 poddanych, których ostatecznie wyzwolił).

Jako młody człowiek Tołstoj prowadził rozwiązłe życie, korzystał z przywilejów swojej kasty. Na uniwersytecie w Kazaniu wpadł w wir życia i rozpustę, co było normalne w życiu młodego szlachcica. Hulał w domach publicznych, upijał się do nieprzytomności każdej nocy i z ponętną żoną usłużnego poddanego spłodził nieślubnego syna. Pozwolił chłopcu wychowywać się w swojej posiadłości jako woźnicy, obok pięciorga prawego potomstawa, arystokratów kręconcych nosem na woźnicę.

Jednak inaczej niż większość młodych szlacheckich potomków, Tołstoj miał świadomość społeczną. Jego pamiętniki potwierdzają, że nawet gdy był młodym rozpustnym studentem, dręczyły go własne skazy moralne. Zdarzało się to tak często, po czym następowało okropne poczucie winy, że można podejrzewać, iż rozkoszował się psychicznym samobiczowaniem.

Lecz jego oburzenie na sytuację poddanych było uzasadnione. Przedrewolucyjne społeczeństwo było tak feudalne i ciemiężycielskie (z milionami zniewolonych poddanych), że szokuje wręcz, iż więcej arystokratycznych znajomych Tołstoja nie podzielało jego przerażenia.

W jaki sposób pogodzić własne dostatnie i uprzywilejowane życie z nieszczęściem i nędzą rosyjskich poddanych – było problemem trapiącym go przez całe życie. Od Opowiadań sewastopolskich (1856), Wojny i pokoju (1869), Anny Kareniny (1877), do Zmartwychwstania (1899), motyw ten przewijał się uporczywie w jego dziełach. Sam doszedł do ugody w tej kwestii poprzez coraz większe naśladownictwo prostego, a jednocześnie bogatego duchowo życia poddanych w swej posiadłości. Odtrącił pompatyczność i pochlebstwa blichtrowatej Moskwy, nad którą, jako wielbiony autor Wojny i pokoju (i potomek jednej z najzacniejszych rodzin w Rosji) mógł z łatwością panować. U szczytu swojej pisarskiej sławy przywdział
chłopski ubiór; wyrzekł się bogactwa (na rzecz żony i dzieci) i starał się tak pilnie naśladować poddanych, jak członkowie klasy średniej starali się naśladować arystokrację.

Na pewien czas porzucił nawet literaturę na rzecz pracy wiejskiego szewca. Jeden z jego przyjaciół, dla którego naprawiał parę obuwia, postawił ową parę na półce w bibliotece, obok literackiego dzieła Tołstoja. W gorliwym naśladowaniu poddanych w swojej posiadłości, Tołstoj zdawał się być wilkiem, który po przywdzianiu owczej skóry (zamiast drapieżnie zaatakować owcę), rozpaczliwie sam starał się być owcą.

Metafora, jak się okazuje, nie jest nieszczęśliwa, ponieważ kiedy Tołstoj osiągnął wiek 57 lat, jego identyfikacja z rosyjskimi wieśniakami (nie mówiąc nic o owcach) stała się całkowita. Zrezygnował z bogatych w mięso dań arystokracji i stał się wegetarianinem. Jak wszędzie zresztą, rosyjska wieś była wegetariańska z przymusu. Ceny męsa przekraczały możliwości finansowe wieśniaków, czarny chleb i ziemniaki były podstawą ich diety.

12 października 1875 roku Tołstoj zaprosił amerykańskiego filozofa, Williama Freya, by spędził trzy dni jako gość w jego posiadłości Jasna Polana. Był zaskoczony odkryciem, że Frey jest wegetarianinem, i poprosił go o wyjaśnienie tej kwestii. Pod koniec wypowiedzi Freya Tołstoj objął go i powiedział: „Dziękuję, bardzo za twoje mądre i szczere słowa! Z pewnością pójdę za twoim przykładem i porzucę dietę mięsną”. Feinermann, jeden z uczniów Tołstoja, obecny podczas wykładu Freya, zanotował w swoim dzienniku: „I naprawdę od tego czasu Lew Nikołajewicz nie jadł nic, co zostało zabite, a w pewnym momencie zaszedł tak daleko, iż ograniczał się do życia wyłącznie na owsiance”.

Trudno w to uwierzyć, iż będąc w młodości znanym łakomczuchem, Tołstoj ani razu nie zachwiał się w swym wegetarianizmie przez ostatnie 25 lat swojego życia. Lecz Tołstoj miał żelazną wolę. W istocie, tylko człowiek z żelaznym postanowieniem mógł stworzyć dzieło Wojna i pokój. Tylko człowiek o niezwykłej mocy umysłu mógł nauczyć się sam, w ciągu trzech miesięcy, i w wieku lat 42, czytać starożytną grekę i to do takiego stopnia, że wkrótce sam zaczął wnosić wkład do nauki literatury greckiej. Dlatego, kiedy zdecydował się zostać wegetarianinem, nigdy nie istniało niebezpieczeństwo jego powrotu do diety mięsnej (poza tymi niepotwierdzonymi sytuacjami, kiedy żona Sonia złośliwie mieszała jego warzywną zupę z bulionem mięsnym).

Trzeba jednak przyznać, że Tołstoj-wegetarianin nie był tak sympatycznym druhem, jak dziarski młosy hrabia, któremu trudno było dorównać w pociągu do ulicznic, polowań, hazardu. Mimo iż nigdy nie stracił poczucia humoru, jego dopiero co nabyta świętość i skruszony stosunek do swojego bogactwa, statusu społecznego i przywilejów coraz częściej psuły towarzystwu zabawę. Przestał uczęszczać do teatru, zaprzestał wydawania przyjęć i chodzenia na nie i otoczył się gorliwymi uczniami („tołstojowcami”, jak ich nazywano).

Nie trzeba wspominać, iż przejście Tołstoja na wegetarianizmy i przyjęcie chłopskiego stylu życia nie odpowiadało jego żonie Soni. Córka bogatego lekarza arystokratów była zachłanna i ambitna towarzysko. To oczywiście pokrzyżowało jej zamiary wobec „hrabiego”, jak lubiła nazywać Tołstoja. Podczas gdy Sonia była snobką, ubóstwiając arystokrację, przeciwko Tołstojowi (którego wysokie pochodzenie niewielu Europejczyków mogło przebić) buntowali się arystokraci, których postrzegał jako marnotrawców, mięsożernych gburów i pasożytów żerujących na pracy klasy pracującej.

Zazwyczaj, kiedy dwoje ludzi się kocha, chcą dzielić razem wszystkie życiowe przyjemności, włączając w to te najbardziej osobiste, również jedzenie. To, że Sonia odmówiła przyłączenia się do diety wegetariańskiej i zabroniła jej dzieciom, sugeruje, iż nienawiść może uformować tak samo sztywne kajdany, jak miłość. Od czasu, gdy w wieku 57 lat Tołstoj został wegetarianinem, Sonia nigdy nie przestała narzekać, że musiała zmuszać kucharki do przygotowywania oddzielnych posiłków – dla niej samej, jej przyjaciół i dzieci, i wegetariańskich dań dla Tołstoja, jego przyjaciół i uczniów.

Mimo różnic i antagonizmów w ich małżeństwie, można się zastanawiać, czy Tołstoj osiągnąłby tak wiele, gdyby miał podobną do siebie towarzyszkę życia. Szczęśliwie żonaty Tołstoj mógł nigdy nie napisać Wojny i pokoju, czy tez stać się wegetarianinem. Jego twórcza iskra wydawała się rozwijać w oparciu o napięcie, jakie istniało pomiędzy nim a Sonią. Bez wątpienia Tołstoj byłby szczęśliwym człowiekiem, gdyby poślubił, powiedzmy młodszą siostrę Soni, Tanię (z którą o wiele bardziej się zgadzał, lecz która była niestety zbyt młoda, by zostać jego żoną), lecz literatura, wegetarianizm i filozofia moralna mogłaby być z tego powodu uboższe.

Gdyby Tołstoj żył w Indiach, zamiast w Rosji, jego rezygnacja zw świata nie wywoływałaby zdziwienia. Do dnia dzisiejszego nie jest niczym niezwykłym dla indyjskich ludzi interesu, kiedy już osiągną wiek średni i zabezpieczenie finansowe (ponieważ muszą posiadać kapitał, zanim się wyrzekną świata), porzucenie tego wszystkiego i zostanie wędrującym świętym mężem (sadhu). To praktyka, która ma za sobą tysiące lat tradycji. Budda, który wyrzekł się swojego książęcego tytułu i luksusów, by stać się wędrującym sadhu, jest najlepszym tego przykładem. Lecz pod koniec XIX wieku w Rosji nie było akceptacji na to, by największy rosyjski powieściopisarz i jeden z największych arystokratów porzucił wszystko i stał się sadhu. Taj jednak, mimo wszystko, Tołstoj postąpił. Będąc u szczytu pisarskiej sławy, przepisał cały swój majątek żonie i dzieciom, zrezygnował również z praw autorskich do swoich dzieł. Następnie rozpoczął ostrożną, przemyślaną wędrówkę w dół po drabinie społecznej. Tak jak tylko było to możliwe, zrównał się z poddanymi w swojej posiadłości, ciężko pracując na polu za dnia, a pisząc eseje i pamflety nocami. Po przemianie jego pisanie stało się niezmiernie polemiczne i dydaktyczne. Fikcję tworzył obecnie głównie w celu zbierania funduszy na tak humanitarne cele, jak założenie wegetariańskich kuchni w rosyjskich wioskach, jak również na przesiedlenie do Kanady całej sekty religijnej, duchoborców. Duchoborcy byli ścigani przez rząd carski za praktykowanie zasad Tołstoja – wegetariańskiego pacyfizmu, który zabraniał im służenia w carskiej armii.

Godnym uwagi esejem z tamtego okresu jest Pierwszy krok, który jest relacją Tołstoja jako naocznego świadka z warunków panujących w typowych rzeźniach rosyjskich. Nie polecany dla ludzi o słabym sercu czy żołądku, jest najpotężniejszą diatrybą przeciw jedzeniu mięsa w całej literaturze. Tołstoj używa wszystkich swoich umiejętności narracyjnych, by opisać brutalne metody stosowane do zabijania zwierząt w jednej z najbardziej humanitarnych rzeźni w Rosji.

Gandhi, którego Tołstoj uważał za jednego z najbardziej obiecujących uczniów i któremu przepowiadał wielkie dokonania, rozumiał doskonale wegetarianizm Tołstoja i jego fascynację życiem sadhu. Lecz żona Tołstoja, jego krewni i inni arystokraci obawiali się o stan jego umysłu. Rosyjski hrabia, któremu nie sprawiało przyjemności hulanie, jedzenie mięsa i panowanie nad poddanymi, musiał zwyczajnie stracić głowę. Kiedy nawet jego ulubiona krewna, babka, zaczęła naśmiewać się z jego wegetarianizmu w obecności dzieci. Tołstoj nie wytrzymał. Kiedy sięgnęła po kanapkę z szynką, powiedział: „Moje gratulacje, zamierzasz zjeść ścierwo!”. Mimo prób zignorowania usłyszanej uwagi, nie była już w stanie zjeść mięsa.

Dla kontrastu, zagraniczni mężowie stanu, naukowcy, wybitni literaci i wydawcy gazet (dla których Tołstoj zawsze był dobrym wzorem) pokonywali tysiące mil, by spotykać się z mędrcem z Jasnej Polany. Wśród Rosjan moc jego pióra, przerosła moc samego cara. Czcili go jako pół-świętego, pół wyrocznię i polegali na każdym jego słowie.

Fizycznie Tołstoj pozostał w świetnej formie aż do siedemdziesiątki, co miał wątpliwą przyjemność potwierdzić wybitny włoski antropolog i psychiatra Cesare Lombroso. Lombroso, który przyjechał do Tołstoja z zamiarem zbadania zachowania ekscentrycznego sześćdziesięciodziewięcioletniego wegetarianina, dostał nieco więcej niż się spodziewał. Po obserwacji meczu tenisowego, w którym Tołstoj, po wyczerpujących dwóch godzinach gry, pokonał swoją córkę, Tołstoj zaproponował mu zawody pływackie. Młody psychiatra omalże nie utonął, starając się dotrzymać tempa Tołstojowi. Wyścig musiał zostać przerwany, a Tołstoj pomógł niedoszłemu topielcowi wydostać się na brzeg. Lombroso wyraził swój zachwyt siłą i wytrzymałością Tołstoja, wspominając: „wyciągnął rękę i podniósł mnie z ziemi, jakbym był małym psem”. Inny gość był równie zdumiony, widząc sześćdziesięciodziewięcioletniego Tołstoja wykonującego gimnastyczne akrobacje z większą zwinnością niż jego nastoletni syn. W wieku 67 lat zaczął uprawiać kolarstwo, które dopiero wchodziło w modę, i aż do 80 lat największego geniusza literackiego Rosji można było spotkać pochylonego nad kierownicą, przemierzającego wiejskie okolice.

Soupe Printaniere

1/4 szklanki marchewki pokrojonej w kostkę
1/4 szklanki rzepy pokrojonej w kostkę
1/2 szklanki świeżego, zielonego groszku
1/2 szklanki fasoli szparagowej, pociętej w ok. 1,5 cm paski
ok. 1,5 l rosołu (3 kostki rosołowe rozpuszczone w 1,5 l wody)
pietruszka albo trybulka do przybrania
sól i pieprz do smaku

Przygotuj warzywa. Gotuj przez trzy minuty na parze marchew, rzepę i fasolę szparagową. Groszek pozostaw surowy. Doprowadź bulion do wrzenia. Jak tylko zacznie wrzeć, zdejmij go z ognia, włóż groszek i ugotowane warzywa. Dodaj przyprawy i podawaj.

Porcja dla 6 osób.

Uwaga: jest to danie częściowo ugotowane, wystarczająco pożywne, by być daniem głównym.
----------------------
Soupe Printaniere oznacza zupę wiosenną lub zupę z warzyw wiosennych. To klasyczny przepis na Soupe Printaniere, z tą różnicą, że zazwyczaj robiona jest ona na rosole lub bulionie z kurcząt. Dlatego zastąpiłem bulion rosołem wegetariańskim. Sądzę, iż żona Tołstoja, Sonia, robiła to samo. Jeśli używała bulionu, może być jakaś prawda w plotce, że mieszała jego zupę warzywną z bulionem wołowym. Wiemy, że Soupe Printaniere była w menu w jasnej Polanie każdego dnia, ponieważ Sonia narzekała, iż codziennie, przez 25 lat, musi ja umieszczać w jadłospisie: „I teraz muszę znów pisać menu: 'Soupe Printaniere' – och! Jak bardzo jej nienawidzę! Nie chcę więcej słyszeć o 'Soupe Printaniere'; chcę usłyszeć jakąś najtrudniejszą fugę lub symfonię.” (Ernest J. Simmmons, Lew Tołstoj, Boston, Little Brown, 1946).
Dla tych, którzy chcieliby spróbować Soupe Printaniere takiej, jaką przyrządzał jeden z największych pisarzy i smakoszy XIX wieku – współczesny Tołstojowi Aleksander Dumas – oto przepis.

Potage Printaniere

Z Le Grand Dictionnaire de Cuisine, 1873, Alexandre Dumas.

Robi się ją jak le potage á la julienne (voyez le potage suivant)*, z taką różnicą, że można do niej dodać końcówki szparagów, zielony groszek, rzodkiewki i małe białe cebulki. Weź marchew, cebulę, seler, pasternak, rzepę, sałatę i szczaw w równych ilościach. Potnij szczaw we wstążki. Następnie sparz szczaw w małej ilości wody ze szczyptą soli. Ostudź go i na kwadrans przed podaniem dania wymieszaj z innymi warzywami. Potnij warzywa okopowe w równe plastry, zrób z nich paski, mniej więcej tak samo grube, potnij w ten sam sposób szczaw, sałatę i seler, wypłucz wszystkie warzywa, odsącz je, do naczynia żaroodpornego włóż ok. 100g masła, wszystkie warzywa okopowe i seler, wsadź naczynie do pieca i gotuj, aż wszystkie warzywa przybiorą jasną barwę, następnie dodaj pełną łyżkę bulionu. Dodaj do na wpół ugotowanych warzyw szczaw, duś wszystko, co jakiś czas zdejmując kożuch, który utworzy się na powierzchni zupy. Podczas gotowania dodaj kostkę cukru, by zmniejszyć gorycz zupy. Kiedy potrawa będzie prawie gotowa, dodaj do zupy wywar z chleba długo gotowanego w osolonej wodzie. Wymieszaj delikatnie i podawaj.
- - - - - -
*Dla wygody połączyłem dwa przepisy.

Zapiekany makaron en casserole

450 g pełnoziarnistego makaronu (nieugotowanego)
4 łyżki oliwy z oliwek lub margaryny sojowej
2 średnie cebule, drobno posiekane
1/2 szklanki sosu sezamowego tahini
3 szklanki wody
4 łyżki sosu tamari
sól i pieprz do smaku
szczypta papryki

Doprowadź lekko osoloną wodę do wrzenia. Dodaj makaron i ugotuj go al dente. Odcedź i odstaw na bok.
Podczas gdy makaron się gotuje, zrób następujący sos: rozgrzej oliwę lub margarynę w rondlu. Dodaj drobno posiekaną cebulę i podsmażaj ją przez dwie minuty. Dolej szklankę wody, pół szklanki tahini i mieszaj tak długo, aż utworzy się gęsty, bulgoczący sos. Gotuj chwilę, a następnie dodaj tamari. Wymieszaj wszystko energicznie. Dolej pozostałe dwie szklanki wody i duś, aż sos zagęści się do konsystencji kremu. Zdejmij z ognia i odstaw na bok. Włóż makaron do dobrze natłuszczonego żaroodpornego naczynia. Dodaj tahini i wymieszaj dokładnie. Włóż do piekarnika o temperaturze 200şC na dwadzieścia minut. Po wyjęciu podawaj posypane papryką.

Porcja dla 4 do 6 osób.
- - - - -
Ten przepis jest kreatywnym odtworzeniem dania, które Tołstoj zwykł jadać codziennie na obiad. Pozwoliłem sobie zastąpić sos serowy sosem tahini (tej zmianie, jestem pewien, „hrabia” by przytaknął, gdyby mógł sprawdzić rezultat). Bez wątpienia przyzwoliłby na zmianę z powodów etycznych, bo nie ma dowodów na to, że mógł być weganem (ścisłym wegetarianinem, który nie zjada żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego), gdyby jego żona Sonia wykazała nieco więcej zrozumienia. Według biografa Tołstoja, Henriego Troyat, nie było niczym niezwykłym goszczenie nawet trzydziestu osób na obiedzie każdego dnia w Jasnej Polanie (rezydencji Tołstoja). Jak zauważa Troyat (Tołstoj, Nowy Jork, Doubleday, 1967): „Były dwa menu: jedno dla zwykłych ludzi, i drugie dla mistrza.”
Podczas gdy zwykli śmiertelnicy, ku dużemu zmartwieniu Tołstoja, niezmiennie żywili się mięsem, jego obiad składał się zazwyczaj z „jajka na miękko, surowych pomidorów i makaronu z serem”. Dla tych, którzy chcieliby spróbować makaronu z serem według XIX-wiecznego europejskiego przepisu, oto przepis z książki kucharskiej napisanej w 1873 roku przez Aleksandra Dumasa – autora klasycznych powieści m.in.: Trzej muszkieterowie, Hrabia Monte Christo, Człowiek w żelaznej masce. Jak to bywa, Dumas był również uznanym gastronomem, który tworzył kulinarne dzieła sztuki z tą samą buńczucznością i smakiem, które doprowadziły go do napisania prawie trzystu tomów – niemało z nich krytycy ocenili jako „mierne”.

W 1873 roku krótko po śmierci Dumasa, opublikowano jego kulinarne dzieło sztuki Le Grand Dictionnaire de Cuisine. To, co zaczęło się jako oderwanie od pracy literackiej, szybko stało się wszechwładną pasją, zajmującą mu cały wolny czas, i co mogło go ostatecznie zabić. Wszystko, co Dumas napisał, jest obowiązkowo czytane, a książka kucharska nie jest wyjątkiem. Przepisy w niej zawarte (niemal wszystkie są autorstwa Dumasa) są przeplatane barwnymi historycznymi szczegółami i nieśmiertelnymi aforyzmami, takimi jak jego sławna obserwacja, iż odkrycie nowego dania jest zdecydowanie ważniejsze od odkrycia nowej gwiazdy – bo cóż może człowiek zrobić z gwiazdą, których już ma wystarczającą ilość.

Jest całkiem prawdopodobne, że Tołstoj, lub jego kucharz, porównywali z książką kucharską Dumasa przepis na uwielbianą przez Tołstoja Soupe Printaniere czy jego słynny makaron. Tołstoj mówił po francusku równie płynnie, co po rosyjsku (w rzeczywistości francuski był jego drugim ojczystym językiem) i był wielkim wielbicielem Dumasa. Należy pamiętać, że język francuski i wszystko, co galijskie, było bardzo modne w Rosji za czasów Tołstoja. W rzeczywistości rosyjska arystokracja komunikowała się między sobą nie po rosyjsku, lecz po francusku, podobnie jak arystokraci w antycznym Rzymie przestawiali się na grekę. Dumas z pewnością nie był wegetarianinem, lecz przypadkiem ani jego przepis na makaron, ani na zupę wiosenną, nie zawiera nawet kawałka mięsa.

Macaroni á La Menagčre
Z książki A. Dumasa Le Grand Dictionnaire de Cuisine, 1873.

Gotuj przez trzy kwadranse 450 g makaronu we wrzącej wodzie z małą ilością masła, soli i całą małą cebulą nakłutą widelcem, i kilkoma goździkami. Następnie odcedź makaron i włóż go do naczynia żaroodpornego z odrobiną masła, ok. 225 g utartego sera gruyere i taka samą ilość utartego parmezanu, odrobiną gałki muszkatołowej, ziarnami pieprzu i kilkoma łyżkami śmietany. Wszystko dobrze wymieszaj i gdy makaron stanie się oleisty, przybierz potrawę i podawaj.

Rosyjska zupa z buraków

1 mała zmielona cebula
1 łyżka oliwy z oliwek
4 średnie buraki
1 średni ugotowany na parze ziemniak
1 średni pomidor
0,95 l wywaru z warzyw
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
1 łyżka soku z cytryny
posiekane ogórki do przybrania

Posiekaj drobno cebulę i podsmaż ją na złoto na oliwie. Zdejmij z ognia i odstaw na bok.
Obierz i poćwiartuj buraki. Zmiel je na papkę w blenderze lub mikserze.
Dodaj kilka łyżeczek wywaru z warzyw, by ułatwić miksowanie.
W międzyczasie dodaj pomidor i ziemniak. Nadal miksując, dodaj wywar z warzyw. Na koniec dodaj sól i sok z cytryny i wlej do wazy. Nalej chochla zupę do miseczek i przyozdób posiekanym ogórkiem.

Porcja dla 6 osób.

Uwaga: to na wpół ugotowana zupa, wystarczająco pożywna, by stanowić główny posiłek.
- - - - - -
To, że Tołstoj jadał barszcz regularnie, potwierdza Troyat: „Około siódmej pojawiał się ponownie, gdy reszta rodziny zasiadła już do kolacji. Tym razem jego posiłek był bardziej obfity: barszcz, ryż lub kluski, deser, i przy bardzo rzadkiej okazji, kropla białego wina w dużej szklance wody.” Ten przepis jest kreatywnym odtworzeniem pierwowzoru.
Dla tych, którzy chcieliby spróbować rosyjskiej zupy z buraków takiej, jaka przyrządzano w arystokratycznych rodzinach w Rosji za życia Tołstoja, podczas panowania ostatniego cara, przepis na barszcz z książki Marii Alexandry Markevitch, Epikurejczyk w carskiej Rosji. (San Francisco, Colt Press, 1941). Przystosowałem do kuchni wegetariańskiej.

Barszcz

Zrób bardzo mocny bulion. Dodaj do niego wszystkie warzywa z kociołka (bardzo niewiele rzepy). Kiedy bulion będzie gotowy, usuń warzywa. Dodaj do uzyskanego w ten sposób bulionu 225 g bardzo czerwonych buraków, najlepiej surowych, pociętych w małe, cienkie paski o długości ok. 5 cm i bardzo twardą, białą kapustę, pociętą jak najdrobniej. Gotuj wszystko przez 2 do 3 godzin.

Godzinę przed obiadem dodaj 4 pomidory lub odpowiednią ilość koncentratu pomidorowego. W momencie podawania włóż na chwilę do zupy cedzak z ok. 110 g pokrojonych buraków z kilkoma kroplami octu. Nie pozwól, by zupa się jeszcze gotowała, by nie zmienić purpurowego koloru, który powinny mieć buraki. Sosjerka z lekko kwaśną śmietaną powinna być w pobliżu, by każda osoba mogła nałożyć sobie czubatą łyżkę na talerz. Z barszczem można podawać kaszę, placki, watruszki o różne pierożki.



Na górę
   
 
 
Post: 29 mar 2011, 9:23 
Dzień Dobry (takie polskie ALOHA)

(str.263)

ISAAK BASHEVIS SINGER

Issak Bashevis Singer był drugim zdobywcą Nagrody Nobla w dziedzinie literatury – a zarazem wegetarianinem. Pierwszym był oczywiście George Bernard Shaw, który otrzymał tę nagrodę w 1925 roku. Tak naprawdę pierwszy powinien być żyjący w drugiej dekadzie XX wieku Lew Tołstoj, drugi Show, a Singer Trzeci.
(...)
Urodzony 14 lipca 1904 roku w Radzyminie, w Polsce, Singer chciał zostać wegetarianinem jako dziecko, lecz jego ojciec, ortodoksyjny rabin, nie zgodził się na to. Zbeształ Singera za jego chęć bycia bardziej świętym niż Jahwe, który ze swoim apetytem na ofiary ze zwierząt w Starym Testamencie z pewnością wegetarianinem nie był. Utemperowany Singer odłożył swą przemianę na bardziej odpowiedni moment, który nastąpił jakieś pięćdziesiąt lat później.

Upływające lata nie obyły się jednak bez wegetariańskich epizodów. W wieku 21 lat przepisał dziesięć przykazań, dopisując jedenaste - „Nie zabijaj ani nie wykorzystuj zwierząt, nie jedz ich mięsa, nie niszcz ich kryjówek, nie zmuszaj ich do robienia rzeczy wbrew ich naturze.”Singer o mały włos nie został wegetarianinem w 1924 roku, kiedy pracował dla gazety wydawanej w Warszawie w języku jidysz, „Literarisze Bleter”. Jeden z wydawców tej gazety, Melech Rawicz, okazał się zagorzałym wegetarianinem. Rawicz wierzył, ze lada dzień nadejdzie nowy złoty wiek, kiedy Żydzi i ludzie niemojżeszowego wyznania zostaną zjednoczeni w braterstwie i wszyscy ludzie staną się wegetarianami. Choć Singer był zbyt pragmatyczny, by uwierzyć w utopijne wizje Rawicza, szczególnie w obliczu narastającego faszyzmu i komunizmu w Europie, był głęboko poruszony jego zasadami żywieniowymi.
(...)
To, co ostatecznie sprawiło, że Singer wbrew woli ojca wyrzekł się mięsa, to przede wszystkim śmierć jego ukochanej papugi (...) Nagle stało się dla niego jasne, że tak właśnie wyglądają wszystkie zwierzęta zabijane dla mięsa, i że jedząc je, stajemy się mimowolnymi sprawcami ich śmierci. Od tej pory Singer, który dotychczas praktykował wegetarianizm bez większego zapału (wielokrotnie przechodził na dietę wegetariańską i porzucał ją), stał się jego zagorzałym zwolennikiem. (...)

Mimo iż Singer aż do 1962 roku nie był ścisłym wegetarianinem, z jego zapisków jasno można wyczytać, że zabijanie zwierząt było dla niego zawsze odrażające. W jego najwcześniejszej powieści z 1935 roku, Szatan w Goraju, głównym motywem jest wegetarianizm, podobnie jak w wielu innych opowieściach i opowiadaniach. Zapytany o to Singer twierdził, iż wegetariańskie motywy wypływają spod jego pióra automatycznie, i że jedzenie mięsa zawsze go mierziło.

Judaizm dopuszcza rzeź zwierząt (podobnie jak chrześcijaństwo) to podważyło wiarę Singera. To z tego powodu, chociaż mógł wykazać się przynależnością do linii rodu wielkich rabińskich mędrców wschodniej Europy, utracił ortodoksyjny zapał swoich przodków. (...) Cierpiał z powodu tego, iż sprawiedliwy Bóg nie tylko pochwalał, ale nawet zachęcał do zabijania zwierząt. „czasami – mówił – czuję się tak, jakbym modlił się do wegetariańskiego Boga”. W jednej z nowel, Rzezak, rytualny rzezak, Yoineh Meir, oskarża Boga o bycie „rzezakiem” „Ojcze niebieski, Ty jesteś rzezakiem... cały świat jest rzeźnią!

Mimo iż rzezak w opowiadaniach Singera jest symbolem zła, autor jako pierwszy zaprotestował przeciw twierdzeniu, jakoby żywił do rzezaków osobistą urazę i potępiał ich. Jego zdaniem rzezak ponosi taką sama winę jak ludzie, którzy wykorzystują zwierzęta jako pożywienie. Niemniej jednak, mimo jego zaprzeczeń, zawsze gdy w jego opowiadaniach pojawia się rzezak, przedstawiany jest jako zwiastun Sądu Ostatecznego i kary (jak Eumenidy w greckiej tragedii).

By dowiedzieć się, co tak naprawdę czuł Singer do rytualnej rzezi i do rzezaków, należałoby przeczytać opowiadanie Krew. W tej historii główna bohaterka, bogata Żydówka, Risha, staje się po kolei cudzołożnicą, rzezakiem, morderczynią, a w końcu wilkołakiem. Przemiana Rishy z rzezaka w wilkkołaka wydaje się logicznym następstwem.

Podobnie, w powieści Szatan w Goraju główna bohaterka, Rechełe, córka rytualnego rzezaka, zostaje na końcu książki zapłodniona przez Szatana. Przedtem jednak poślubia również rytualnego rzezaka. To prawie tak, jakby poprzez bycie córką i żoną rytualnego rzezaka została przygotowana na związek ze swoim największym wrogiem. W końcu, kiedy miasto oddaje się rozpuście, a po ulicach krąży Szatan, następuje orgiastyczna rzeź zwierząt. Obfitość zwierzęcego mięsa jest jak ponury czy złowrogi nalot symbolizujący rozprzestrzenianie się zła wśród społeczności. Podobnie, w Rodzinie Muszkat, innej powieści Singera, rzezak zwierząt wydaje się mieć wpływ na rozpad małżeństw i pogorszenie zdrowia społeczeństwa.

We wspomnieniach Mały chłopiec w poszukiwaniu Boga Singer pisze: „Moje poglądy były wówczas takie same jak dziś, że ten świat jest jedną wielką rzeźnia, ogromnym piekłem.” W latach trzydziestych XX wieku Europa stawała się coraz większą rzeźnią jego młodzieńczych wyobrażeń. Techniki masowego uboju, rozwinięte w celu usprawnienia rzezi zwierząt, teraz zwróciły się przeciw kobietom i mężczyznom o dużej wrażliwości i delikatności. W wielu historiach Singera, które rozgrywają się w Niemczech lub Polsce przed holokaustem, porównuje on rzeźnika zwierząt z bezlitośnie skuteczną rzezią Żydów i innych mniejszości, która miała miejsce w nazistowskich Niemczech czy stalinowskiej Rosji. W rzeczywistości matka Singera, Batszeba, i jego młodszy brat, Mosze, stracili życie po tym, jak Rosjanie przetransportowali ich pociągiem towarowym do przymusowego obozu pracy. W fikcji Singera, podobnie jak w życiu, przeznaczenie zwierząt i ludzi nieuchronnie się przeplata.

W 1935 roku Singer zrozumiał, że z nasileniem się ruchów faszystowskich Warszawa przestała być bezpiecznym miejscem dla pisarza jidysz. Zdecydował się zatem dołączyć do swojego starszego brata, uznanego powieściopisarza jidysz, I.J Singera, który mieszkał z rodziną w Ameryce.

Kiedy przyjechał do Nowego Jorku, przez jakiś czas mieszkał i brata, starając się przystosować do obcej kultury. Przez siedem lat przeżywał szok kulturowy, w efekcie czego nie mógł pisać.
(...)
Chociaż był znaną osobą w restauracjach Manhattanu, stanowiących barwne tło historii takich jak Kabalista ze wschodniego Broadwayu (którego bohater niechcący zostaje wegetarianinem), Singer z żoną, Alma w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych przywykli do stołowania się w dobrych , tanich barach, gdy Alma pracowała jako ekspedientka w Lord and Taylor, by dokładać się do czynszu. Ponieważ była zbyt zmęczona, by gotować Singerowi po spędzeniu dnia w hali sklepowej, wraz z mężem jadali w okolicznych barach szybkiej obsługi. Mimo iż pisarz zarabiał ponad sto tysięcy dolarów rocznie i mógł pozwolić sobie na jadanie w najdroższych restauracjach w Nowym Jorku, preferował bezpretensjonalne lokale, które zwykł odwiedzać, nim stał się bogaty. Gdy inni goście zadawali mu nieuchronne pytanie: „Czy jest pan wegetarianinem ze względów zdrowotnych?”, żartował, iż nie jest wegetarianinem dla własnego zdrowia, lecz dla zdrowia zwierząt – Chcę, by kurczaki były zdrowe”.

Makaron zapiekany z grzybami


700 g świeżych grzybów pokrojonych w plastry
1 średnia cebula hiszpańska, posiekana
3 łyżki oliwy z oliwek
250g makaronu, ugotowanego i odcedzonego
Vegesal zamiast soli (Singer unikał soli)

Podsmaż grzyby i cebulę na oliwie z oliwek, aż zmiękną. Do natłuszczonego naczynia żaroodpornego kładź na przemian makaron i grzyby, warstwami. Piecz w rozgrzanym do 180şC piekarniku przez trzydzieści minut lub aż makaron na wierzchu zrobi się brązowy.

Porcja dla 4 osób.
- - - - - - -
Singer i jego żona Alma, którzy dali mi ten przepis, poprosili mnie o zrobienie przypisu, iż Singer jest wegetarianinem przede wszystkim ze względów etycznych. „Myślę, iż wszystko, co jest związane z wegetarianizmem, ma najwyższe znaczenie, ponieważ nie będzie pokoju na świecie, dopóki zjadamy zwierzęta. To odnosi się również do ryb. Nie jadam żadnych ryb, Stałem się wegetarianinem, ponieważ całe życie czułem się winny i zawstydzony faktem, iż jadłem mięso zwierzęce. Uważam, że zwierzęta są tak samo boskimi istotami jak ludzie. Musimy je szanować i kochać, a nie zabijać”.

Kasza z cebulą

3 łyżki oleju roślinnego
3 posiekane cebule
1 szklanka kaszy gryczanej
2 szklanki gotującej się wody
1 łyżeczka soli morskiej lub Vegesalu
1 duża porcja margaryny sojowej na porcje

Usmaż cebulę na oleju, aż stanie się brązowa. Dodaj kaszę gryczaną i podsmażaj, aż cebula zrobi się ciemna. Dolej wrzątku i duś na małym ogniu przez około 15 minut. Podawaj z dużą ilością margaryny sojowej.

Porcja dla 4 do 6 osób.
- - - - - - -
Kasza był jednym z ulubionych dań Singera. O kaszy Singer wyrażał się poetycko: „Lubię zapiekankę grzybową i lubię kaszę – przez kaszę rozumiem tutaj grykę. Lubię, gdy jest prosto ugotowana, i gdy żona dodaje do niej cebulę, wtedy lubię ją nawet bardziej. Jestem również wielkim wielbicielem ziemniaków. Gdy jem ziemniaki i kaszę, to czuję, że mam wszystko”.



Na górę
   
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 10 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group