Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 21 sie 2019, 19:36

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 15 ] 
Autor Wiadomość
Post: 07 lis 2010, 21:56 
Co tu jest grane?!

Przyjście na świat
Rodzę się - "przychodzę na świat", nic nie pamiętam z tego okresu, nic nie kojarzę ale to oczywiste - dopiero moja świadomość, mój umysł, organizm się budował.
"Czas biegnie dalej a ja coraz bardziej się rozwijam, zaczynam zwracać coraz większą uwagę
na poznawaniu, na zabawie, bawie się zabawkami, coś rodzice do mnie mówią a ja nie wiem co to do cholery jest... ale nic - bawię się dalej.
Zaczynam więcej poznawać i doświadczać, absorbuje więcej energii, moja świadomość się rozrasta.
Wtedy tego nie wiedziałem oczywiście, dopiero teraz to dostrzegam.

Dzieciństwo
Świadomość rośnie w bardzo szybkim tempie. Ok lata lecą a ja już chodzę do pierwszej klasy szkoły podstawowej.
Oczywiście nadal wole cieszyć się z każdej chwili niż iść gdzieś gdzie mi karzą i robić coś co mi karzą ale ok - mówią, że tak trzeba.
W szkole poznaje dużo nowych rzeczy, poznaje rówieśników podobnych do mnie. Zaczynam wychodzić z kolegami
pobawić się na placu lub pograć w piłkę i nie zwracam uwagi czym tak naprawdę jestem i co ja tutaj robię.
Nie zastanawiam się nawet jak to się dzieje, że potrafię poruszać swoim ciałem, potrafię oddychać itp...
W okresie dzieciństwa nie miałem takich dylematów jak dzisiaj bo nawet nie miałem podstaw aby je mieć.

Na lekcjach religii ksiądz mówi o czymś co było kiedyś, co ktoś kiedyś doświadczył, co ktoś kiedyś napisał,
mówi w co powinienem wierzyć, nadaje kierunek mojemu postrzeganiu świata, gdzie tak naprawdę
nie wiedziałem nawet co to jest wiara, nie byłem nawet świadomy tych słów które do mnie wypowiadał,
mimo to chodziłem do kościoła - bo tak należało, przyjąłem komunię - bo tak należało, mówiłem
wierszyki każdego dnia ("modliłem się") i nie było w tym nic złego do czasu gdy zacząłem zadawać sobie pytania, mniej lub bardziej trafne.

Wiek młodzieńczy
Kolejne lata lecą, staje się coraz starszy i zaczynam zwracać coraz bardziej uwagę na... dziewczyny.
Nie zdaje sobie nawet sprawy dlaczego tak się dzieje, co powoduje, że zwracają
one moją uwagę - przecież to też człowiek tak jak ja... zaczynam odczuwać jak serce mocniej bije,
moje ciało staje się bardziej napięte, moje zmysły się wyostrzają, nic innego nie
odwraca mojej uwagi, tak jakby również świadomość była bardziej wyostrzona. Miałem dziewczynę, poznałem miłość.

Zaczynam zadawać sobie pytania, dlaczego jest kobieta i jest mężczyzna... po co nam te "narzędzia"... dlaczego mamy się rozmnażać...
dlaczego mamy podtrzymywać życie (nasz gatunek)?! Na lekcjach biologii poznaje funkcjonowanie ciała, funkcjonowanie człowieka, zwierząt, roślin itp...
I tu znowu pojawia się setki pytań i najważniejsze: po co to wszystko?! Czemu to służy, do jakiego celu to prowadzi?

Dorastanie
Z wiekiem gdy zacząłem uczęszczać do liceum coraz więcej rzeczy chciałem mieć, posiadać... coraz bardziej
interesowały mnie samochody, chciałem być lepszy od innych, chciałem się popisać, że mam coś co inni pożądają, chciałem przez to być kimś.
Wśród ówczesnych przyjaciół, kolegów, znajomych starałem się być zawsze kimś wyjątkowym, kimś o którym będą mówić
same pozytywne rzeczy, którego będą chwalić, itp. Z czasem zacząłem sobie zdawać sprawę, że coś jest nie tak, moja
świadomość nie wiem czy rosła czy nie, nawet ciężko mi to teraz określić... faktem jest, że ciągle doświadczałem nowych sytuacji.
Dodam, że moje życie to można powiedzieć że jedna wielka kłótnia, z nauczycielami, rodzicami i przede wszystkim z samym sobą.

Studia
Oczywiście okres ten to szalone imprezy, smakowanie różnych "dopalaczy",
szukanie wrażeń typu seks - ogólnie adrenalina, dreszczyk emocji, zaspokajanie potrzeb, których
tak naprawdę nie byłem świadomy - było to po prostu i już. Następnie szalone lata i studia których nie ukończyłem.
Zapisałem się bo tak robili wszyscy więc myślałem sobie a co będę się wyróżniał po za tym zdobędę wiedzę, którą
będę mógł wykorzystać w przyszłej pracy gdzie nawet nie miałem żadnego pomysłu kim zostanę... nie mniej jednak okres zleciał jak z bicza strzelił.
Potem była praca i wojsko, które również zleciały w mgnieniu oka.
Dziś odnoszę wrażenie, że im bardziej jestem świadomy to czas biegnie proporcjonalnie szybciej.

Przełom w postrzeganiu świata
Przełomem w moim życiu była pierwsza praca. Tam na początku było wszystko super - kolorowo jak nigdzie do czasu gdy znowu w głowie zaczęły pojawiać się wątpliwości - za mało pieniędzy, pracujesz całymi dniami i co z tego masz, nie byłoby tak źle gdybym nie był świadomy tego wszystkiego, przede wszystkim uczuć i emocji jakie zaczęły się pojawiać, złość, agresja, niska samoocena, smutek, strach, lęk... oraz lęk przed odrzuceniem, wyśmianiem, zepchnięciem na margines.
Zrezygnowałem bo było ciężko - psychicznie.

Przez dłuższy okres pałętałem się od kąta do kąta zastanawiając się nad sensem życia. Zacząłem czytać dużo książek, nagle zaczęły pojawiać się różne informacje na temat nowych koncepcji istnienia - świadomość, matrix, fraktale, hologram, kwanty itp

Od tego momentu ekspansja świadomości eksplodowała i szczerze mówiąc zamiast czuć się coraz lepiej zaczynam czuć się coraz gorzej, dlaczego?
Być może coś ze mną jest nie tak ale wszystko zaczyna się tak mieszać, że aż odechciewa się "żyć".

Zaczęło się od potęgi podświadomości
- pierwsza książka jaką przeczytałem była dla mnie druzgocąca bo
zaczęła zmieniać moje poglądy, powoli zaczynałem przestawać wierzyć w to czego mnie uczono,
zacząłem szukać odpowiedzi i kwestionować swoje przekonania - oczywiście nie byłem tego świadomy... (teraz dopiero zdaje sobie z tego sprawę).
Do tego czasu miałem kilka pasji nad którymi skupiałem swoją uwagę, gdzie nawet osiągałem jakieś tam mniejsze lub większe sukcesy.
Znalazłem więcej informacji podobnych w internecie - powoli odechciewało mi się dalej rozwijać swoje
pasje i talenty bo zacząłem zdawać sobie sprawę, że życie to iluzja, że życie to tylko projekcja.
W tym momencie zacząłem tracić przyjaciół (nie mam pojęcia dlaczego tak się działo) może
przez to, że nie zgadzałem się z ich przekonaniami albo oni z moimi. Koniec z imprezami, koniec z zabawami, koniec z tym wszystkim...

Kilka lat na zagłębianiu się w nowej "rzeczywistości" sprawiło totalną degradację - mimo że stawałem
się coraz bardziej uczuciowy i świadomy całego istnienia, poznawałem działanie umysłu, myśli, prawa
przyciągania itp mimo to traciłem wszystko po kolei - moje życie traciło sens, moja dziewczyna (moja miłość)
nawet nie wiem kiedy ale "odeszła", nie ma już jej, ma swoje życie - tak to szybko wszystko minęło, że dopiero teraz się nad tym zastanawiam.
Zaczął się proces w którym zacząłem odczuwać samotność...

Szukałem odpowiedzi - im więcej szukałem tym więcej pytań na których nie znajduję tak naprawdę odpowiedzi.

Z jednej strony:
Potęga podświadomości i pozytywne myślenie.
Prawo przyciągania - o tym o czym myślisz i wierzysz w to - przyciągasz to do siebie - kreujesz swój świat
Myśli - zmień swoje myślenie a zmienisz swoje życie - myśl pozytywnie.

Z drugiej strony:
Niemyślenie - bądź obserwatorem, nie oceniaj, nie etykietuj, wyłącz własny umysł.
Medytacja - wprowadzanie ciała w trans, uspokojenie umysłu
Relaksacja - rozluźnienie, odprężenie, zrelaksowanie ciała
Obserwacja- bądź w chwili teraźniejszej, obserwuj, czuj itp

Potem pojawił się Abraham, Bashar, Eckhart Toll i inni:
1. Sami wybraliśmy życie tutaj (na Ziemi) - wszystko jest "energią"
2. Śmierć fizyczna to powrót do źródła istnienia ( to przebudzenie się ze snu), śmierć nie istnieje.
3. Po drugiej stronie materializacja następuje natychmiast, stamtąd Ty wybierasz co chcesz robić, gdzie chcesz być, co chcesz doświadczyć.
4. Wszystkie negatywy zostają tutaj na Ziemi resztę zabierasz ze sobą.
5. Jedyne co istnieje to teraźniejsza chwila - przeszłość i przyszłość to nakładka na tą iluzję rzeczywistości
6. Mamy czuć się dobrze Tu i Teraz i przypominają nam o tym
7. Jesteśmy częścią wszystkiego, wszystko jest częścią nas
8. równoległe rzeczywistości, wymiary, poziomy itp itd
9. Przyciągasz (materializujesz) to o czym myślisz i jakie są Twoje wibracje względem tego.
10. itd

Po co to wszystko?

W między czasie pojawiało się:
1. NWO, GMO, NewAge, kosmici itp
2. grupa Bilderberg, Masoni, Żydzi, rządy, władza, polityka, elita
3. Wojny, zagłady, terroryzm, władza
4. Chemtrails, bluebeam, haarp, itp
5. manipulacja, kontrolowanie, media,
6. 2012, koniec świata, transformacja świadomości, zmiana..

Po co to wszystko?

A od początku towarzyszyło niby EGO:
1. chęć posiadania, marzenia, pragnienia, poniekąd miłość...
2. pożądanie, zaspakajanie potrzeb, seks,
3. gadżety, dobra materialne, pieniądze, dom, samochody,
4. zresztą jakby nie patrzeć to wszystko można powiązać z ego...

Po co to wszystko?

Im bardziej zagłębiałem się w to kim jestem i co tu jest grane tym trudniej jest mi w życiu,
coraz bardziej jestem zdołowany, smutny, przygnębiony - wszystko zaczynało mnie coraz
bardziej drażnić, coraz mniej pozytywów "było po mojej stronie" a coraz
więcej negatywnych aspektów mi doskwierało. Dlaczego? Bo po co to wszystko skoro pochodzę
ze źródła i wrócę do źródła? Żeby doświadczać? A to w źródle nie ma doświadczenia? To co to za źródło?...

Dorastam i czuje, że coraz bardziej życie przecieka mi przez palce.
Ale dlaczego tak czuje skoro życie jest wieczne? Skoro śmierć nie istnieje? Skoro mogę tworzyć własny raj?
Skoro wrócę do ciepła jakim jest miejsce z którego pochodzę?

Dalsze życie
Idąc dalej przez życię patrzę na rodziców jak coraz bardziej się starzeją, zmieniają się mimo że pewne nawyki pozostają niezmienna.
Ja też kiedyś taki będę.
Widzę jak pragną spokoju, wyciszenia, radości z życia. Ciężko to przychodzi ale czasem są takie chwile w których pojawia się uśmiech.
Ja nadal zastanawiam się dlaczego to wszystko przemija, dlaczego tu jestem, w jakim celu, po co...

Śmierć fizyczna
Z drugiej strony patrzę na swoją babcię. Schorowana babulinka straciła prawie całkowicie
swoją pamięć, a czasem odnoszę wrażenie że jest kompletnie nieświadoma.
Wszystko czego w życiu doświadczyła - przeminęło i odeszło w zapomnienie.

Tym bardziej pojawia się refleksja po co to wszystko skoro i tak na końcu to zniknie...
Po co mi EGO, po co mi te wszystkie prawa, po co mi te wszystkie medytacje i praktyki, po co mi
poszerzanie świadomości skoro i tak to wszystko na końcu zniknie...?
Ja też kiedyś umrę a raczej pamięć o mnie samym umrze... patrząc na koncepcję "wielu żyć"
- czy ktoś kiedykolwiek pamiętał kim był wcześniej lub kim był w przyszłości (o ile można tak powiedzieć)?

Pytania
Co z tego, że jestem świadomy? Co z tego że świadomość rośnie? Co to daje? Komu to służy?
Dla kogo jest ta świadomość? Bo przecież ja o niej zapomnę ....
Podświadomość, nadświadomość, wyższe ja - po cholerę to takie skomplikowane....

Ktoś powie za dużo rozkminiasz umysłem - więc ja się pytam po jakiego czorta potrzebny jest umysł, po cholerę mi świadomość?...
Kto zarządzał tym jaki będę miał ekwipunek w tym życiu?! Ja sam?! Phi...

Dlaczego musimy sobie przypominać kim jesteśmy i po co istniejemy?
W ogóle kto wie czy to wszystko o czym mówią współcześni mędrcy jest prawdą... zresztą czy istnieje prawda?
Dlaczego ja to wszystko analizuje, dlaczego odczuwam, dlaczego wyobrażam, dlaczego doświadczam - skoro rzekomo to wszystko już JEST w nas!


Zresztą zastanawiam się po co ja piszę ten temat skoro to jest tak naprawdę rozmowa z samym sobą...

:shock: :? :cooo?:



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 07 lis 2010, 21:56 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 07 lis 2010, 22:04 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Jak brakuje radosci to szuka sie sensu. W chwilach gdy jestem naprawde radosna nigdy nie przychodza mysli na temat sensu.

Wybor jest latwy: sens albo radosc.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 lis 2010, 22:12 
| vindpust | - zadałem niedawno nawet taki temat o czystej radości życia,
faktycznie wydawało mi się, że wielki ze mnie znawca i odkryłem sekret zycia...
być może tak jest, nie mniej jednak również i ta radość życia kiedyś przeminie i odejdzie w zapomnienie... :(



Na górę
   
 
 
Post: 07 lis 2010, 22:29 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
BioSine pisze:
| vindpust | - zadałem niedawno nawet taki temat o czystej radości życia,
faktycznie wydawało mi się, że wielki ze mnie znawca i odkryłem sekret zycia...
być może tak jest, nie mniej jednak również i ta radość życia kiedyś przeminie i odejdzie w zapomnienie... :(


Nie pomyslales ze to co napisales to nic innego jak Twoje przekonanie ze radosc przeminie?
Stan radosci nigdy nie przeminie bo on jest, zawsze. A ze nie zawsze go odczuwamy to juz inna sprawa.

Zadaj sobie pytania z The Work:

Czy to jest prawda ze radosc przeminie?

Wiesz co przeszkadza w osiagnieciu spokoju?
Wszystkie powinnosci ktore nagromadzily sie w ciele i zyja swoim zyciem.

Jezeli czegos sie chce i nie moze sie tego osiagnac, np. spokoju to jest tam "powinienem osiagnac spokoj (czy byc spokojnym)". Przypatrz sie temu z The Work. Potem odwroc "nie powinienem byc spokojny". Kiedys spokojny zostal osadzony i to co pozostalo z tego to konflikt powinienem byc spokojny i nie powinienem byc spokojny.

Powinno zagniezdzilo sie byciu niewystarczajaco dobrym.

Jak sie uswiadomi sobie ten mechanizm jak powinno dziala to nastepuje spokoj, lekkosc, cos jakby ulaskawienie. Wtedy powinno staje sie mile i podszepnie: "powinienes przykryc babcie kocem zeby nie zmarzla" - ale to nie bedzie to powinno ktore teraz ma wladze i steruje. To bedzie powinno wypelnione troska.

Gdy powinno jest nieuswiadomione,staje sie demonem sterujacym naszym zyciem. Uswiadomienie sobie dlaczego powinno dziala tak jak dziala powoduje ze ono traci wladze. Wtedy widzi sie to nie byl demon tylko nieuslyszana czesc nas. Ta czesc ktora czuje sie niewystarcajaco dobra.


Ostatnio zmieniony 07 lis 2010, 22:46 przez vindpust, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 lis 2010, 22:41 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 wrz 2010, 11:05
Posty: 171
Płeć: mężczyzna
Tez sporo na ten temat myślałem. I doszedłem do wniosku ze wszystko się wyjaśni po śmierci.

Takie myślenie przychodzi z braku wolności w życiu. Praca, dom, obowiązki a przede wszystkim czas. Przez te rzeczy nie jest się wolnym. I można śmiało powiedzieć ze takie życie jest sztuczne, bez znaczenia, kontrolowane. Ale jeśli porzucisz to i będziesz naprawdę żył. Przestaniesz myśleć o celu w życiu i będziesz po prostu cieszył się życiem.

Jeszcze dodam. Słyszałem teorie, ze celem życia jest życie, czyli doświadczanie życia fizycznego.

Cos sporo tego życia narobiłem w tym tekście hehe

_________________
"Nie próbuj! Rób albo nie rób. Prób nie ma."



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 lis 2010, 22:56 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 13 paź 2010, 15:18
Posty: 79
Płeć: mężczyzna
Nie mylmy radości, ze szczęściem. Radość to można odczuwać jak się przyćpa, albo jak się je grześka w czekoladzie. Radość to nic innego, jak tymczasowe uniesienie, które przykrywa nam fakt, że... nie jesteśmy w pełni szczęśliwi, albo w ogóle nie jesteśmy szczęśliwi. O ja, ale mam lipę w życiu, jestem taki nie szczęśliwy, idę sobie przyćpać kokę... i tak jesteśmy radośni, bo zapominamy o naszym nieszczęściu. Jesteśmy radośni, bo wygraliśmy milion, ale co z tego skoro pod tą radością kryje się nieszczęście z powodu samotności. Jesteśmy radośni bo zapodaliśmy sobie kokę, ale co z tego skoro na trzeźwo jesteśmy nieszczęśliwi, bo nikt nie lubi zadawać się z ćpunami. Radość to emocjonalny narkotyk. To właśnie radość jest przyczyną wszelakich uzależnień, nie uzależniamy się od słodyczy, lecz od radości, które nam dają, nie uzależniamy się od TV, czy kompa, lecz od radości, jaką odczuwamy, kiedy przy nich siedzimy. Dlatego też radość nie trwa wiecznie, co innego szczęście. Kiedy spełniają się nasze marzenia, nie jesteśmy radośni, jesteśmy... szczęśliwi. Kiedy mamy obok siebie kogoś dla nas ważnego kogoś kogo kochamy, nie jesteśmy radośni, jesteśmy... szczęśliwi. Teoria na temat radości i szczęścia jest tylko moją teorią, ale zawsze będę uważać, że są to dwie różne rzeczy. Radość jest tylko przykrywką, że nie jesteśmy szczęśliwi, a prawdziwe szczęście jest sensem życia.

_________________
"Wszyscy jesteśmy jedną świadomością, która doświadcza siebie podmiotowo. Niema czegoś takiego jak śmierć. Życie to tylko sen, a my jesteśmy wyobrażeniem nas samych". Bill Hicks



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 lis 2010, 23:13 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Jestesmy ludzmi i jednoczesnie jedynymi istotami w kosmosie ktore maja dostep do wszystkich uczuc. I to jest naszym problemem. Jest to problemem bo wmowiono nam ze uczucia powiazane sa z jaks przyczyna, powodem Dlatego szukamy powodu do radosci: cieszymy sie z czegos, jestesmy zli na kogos
, smiejemy sie z czegos itd.

Te wszystkie: z, na, (nie pamietam jak sie nazywa ta czesc mowy, jest ich wiecej) zniewalaja uczucia.

Dlaczego nie mozna po prostu cieszyc sie, zloscic sie, smiac sie, byc dumnym...tak po prostu, bez powodu?

Zobaczymy kogos idacego ulica smiejacego sie (bez powodu).
Nie nasuwa sie mysl: to musi byc jakis wariat.

Jest w nas radosc ktora nie potrzebuje powodu.
Zdarza sie ona czasami chyba wszystkim ludziom.
Po prostu jest wesolo, bez powodu.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 lis 2010, 23:20 
Nikoseq pisze:
... Jeszcze dodam. Słyszałem teorię, że celem życia jest życie, czyli doświadczanie życia fizycznego. ...


Nie teoria a prawda...

Generalnie o to chodzi ale czasem...
trzeba podążyć za błędnym ognikiem po to żeby się przekonać, że nie jest pochodnią.

(motto nr 11/2010 Nieznanego Świata)


Jeśli przerobisz jak najwięcej albo wręcz wszystkie możliwości po trosze utwierdzisz się w tym co jest najbardziej istotne czyli właściwie wieczne bo przecież nie to co jest iluzoryczne / ulotne.

Patrząc z perspektywy czasu bo to jest najlepszy weryfikator. Co było tysiące lat temu, co się sprawdziło, co przetrwało i co może być za tysiące lat właśnie dlatego, że się sprawdza, jest właściwe bo co jest niewłaściwe natura sama odrzuca / weryfikuje. Cyklicznie.


edit

vindpust

Przyimki proste

Brak powodu też jest powodem podobnie jak wiara w to, że Bóg nie istnieje jest jakąś wiarą. Mruga



Na górę
   
 
 
Post: 07 lis 2010, 23:21 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Jest taka choroba ktora nazywa sie borde-line.
Po szwedzku borde oznacza powinno

Jak sie jest borde-line to jest sie off-line.
Jak sie uswiadomi jak dziala borde (powinno) to wtedy bedzie on-line.

Bordeline to ciezka dolegliwos psychiczna, zachwianie osobowosci. Maja po prostu za duzo, za silne nieuswiadomione borde (powinno) w swoich cialach.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 lis 2010, 23:29 
Między powinno a chcę jest zasadnicza różnica. "Powinno" jest "mechaniczne", można wprogramować niezależnie czy jest to absurdalne czy nie vide nasza tzw. "cywilizacja" - np. "powinno" się zmieniać czas na zimowy i na odwrót bo to bo tamto i już prawie nikt tego nie kwestionuje, jedynie ci którzy zdają sobie sprawę z absurdów ale co oni tam wiedzą... :język: Przewodnik stada czyli wilk wie przecież lepiej. :lol: :bangheadwall:



Na górę
   
 
 
Post: 08 lis 2010, 13:49 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 08 lis 2010, 11:00
Posty: 145
Płeć: mężczyzna
Witaj BioSine, ciekawy post.
Zaczne od dupy strony Mruga , czyli od Twojego podpisu. Piszesz "Im więcej dajesz tym więcej otrzymujesz" - fakt, oraz " Twoje wnętrze jest odbiciem tego co na zewnątrz" - i tu jest dokladnie odwrotnie, czyli: To co doswiadczasz na zewnatrz jest odbiciem Twojego wnetrza.

Odpowiedziec na pytanie "Co tu jest grane?!" musisz sobie sam (przecierz i tak pytales samego siebie Mruga ), bo nawet jak ktos Ci odpowie (kilka takich odpowiedzi zacytowales juz w swoim poscie), to beda to tylko slowa, slowa, slowa, dopoki nie stanie sie to Twoim doswiadczeniem.
Jestes natomiast juz blisko, coraz blizej i Teraz potrzeba by bylo cala ta teorie sprawdzic i doswiadczyc w praktyce.
Masz ciekawe refleksje i przemyslenia, i podobne mialo wielu przed Toba - nie jestes sam (a moze wlasnie jestes? :cooo?: Mruga ). Sprawdz, ale nie zastanawiaj sie nad tym, bo umysl jest na to zbyt maly.
Pozdrawiam i bajka na koniec:

Szirin i Farad

Bogactwo i potęga nigdy nie skuszą miłości.
Pewnego razu, Szirin, pełna ideałów córka biedaka, została uprowadzona na dwór szacha Farsu. Wynagrodził sowicie tych, którzy ja przyprowadzili. Nie upłynęło wiele czasu, jak władca zakochał się w niej bez pamięci, ale ideały Szirin nie pozwoliły jej przyjąć jego miłości. Jego bogactwo i potęga nie robiły na niej żadnego wrażenia. Szach starał się wszelkimi sposobami nakłonić ją do małżeństwa, lecz wszystkie wysiłki przynosiły odwrotny skutek.
Natręctwo władcy i jego sług tak znużyło Szirin, że straciła całkowicie nadzieje na jakakolwiek pomoc w wydostaniu z opresji. W końcu zgodziła się na ślub, ale pod jednym warunkiem. Poprosiła szacha o wykopanie kanału na pamiątkę tego wydarzenia.
Był to oczywiście pretekst do odwlekania daty ślubu. Wykopanie kanału zajęłoby wiele lat, ale szach był tak zauroczony jej młodością i pięknem, tak bardzo pragnął jakiejkolwiek przychylności z jej strony, że nie zważał na to. Rozkazał swoim inżynierom i architektom natychmiast rozpocząć pracę, nie szczędząc sił ani środków.
Tysiące robotników kopało bez przerwy, dniem i nocą, pod czujnym okiem króla.
Gdy prace miały się ku końcowi, król pełen nadziei, zaprosił Szirin do obejrzenia dzieła. Szirin poszła, pełna obaw, że kanał niebawem będzie skończony, a ona będzie musiała spełnić jego życzenie. To było dla niej gorsze od śmierci.
Kiedy przechadzała się brzegiem kanału, przyglądając się pracującym bez wytchnienia kopaczom, ku jej wielkiemu zaskoczeniu jeden z nich podbiegł do niej. Oczarowany pięknem dziewczyny odważnie zawołał:
- Kocham cię, o Szirin!

Miłość nie zważa na wysokość urodzenia kochanków ani na różnice, jakie musi przezwyciężyć.


Słysząc głos Miłości i Oddania jakich zawsze bezskutecznie poszukiwała, odpowiedziała mu bez wahania:
- Jeśli mnie kochasz, to poprowadź ścieżkę w przez góry.

Złoto musi dowieść swojej próby.

- Uczynię wszystko czego sobie tylko zażyczysz – opowiedziała Farad.

Dla kochanka nic nie jest zbyt trudne do zrobienia dla ukochanego.

I Farad natychmiast ruszył w drogę. Nie zastanawiał się jak wykona tak trudne zadanie. Wciąż tylko myślał ile czasu zajmie mu ukończenie prac, pewny, że jego wysiłek nie pójdzie na marne. Wkrótce dotarł do celu i zaczął rozbijać skały kilofem.
Przy każdym uderzeniu powtarzał imię Szirin, i każde uderzenie stawało się cudem. Zamiast jednego miało siłę stu.

Mocą człowieka jest siła jego ciała, mocą kochanka jest potęga Boga.


Zaledwie po kilku dniach, praca, która zajęłaby wiele lat, była prawie skończona.

Szirin, od czasu spotkania Farada, wstrzymała obietnicę ślubu daną szachowi, twierdząc, że ma drugiego kandydata na męża, któremu dała równie trudne zadanie i ten który wcześniej ukończy pracę zostanie jej mężem.
Wobec tego władca wysłał szpiegów by z daleka obserwowali poczynania rywala. Wkrótce zawiadomili go, że Farad niebawem zakończy zadanie.
Szach przeraził się, że Farad wygra, a on utraci Szirin pomimo tego wszystkiego co dla niej uczynił.
Kiedy zwierzył się swoim zaufanym dworzanom, jeden z nich powiedział:
- Panie, ty jesteś królem a Farad zwykłym robotnikiem. Jak ziemia może równać się niebu? Jeśli sprawi Ci to przyjemność, Wasza Wysokość, pójdę tam i skończę z nim natychmiast.
- Och, nie!– wykrzyknął władca – jeśli Szirin dowie się, że mam na rękach krew Farada, na zawsze odwróci się ode mnie.
Na to inny zaproponował:
- To żadna trudność dla mnie, Mój Panie, zabić go nie uroniwszy ani kropli jego krwi.
- O, to dużo lepiej – odparł król.

Sługa ten udał się do Farada, który właśnie kończył budować ścieżkę, pełen nadziei na łaskawość Szirin.

Szczęście kochanka tkwi w przyjemności ukochanego.

- Nieszczęsny Faradzie, - zawołał - jaka szkoda, wszystko stracone! Twoja ukochana Szirin nagle umarła!
- Co, moja Szirin nie żyje – wykrzyknął oszołomiony Farad.
- Tak faradzie, Szirin nie żyje – odparł tamten.
- Z piersi Farada wyrwało się ciężkie westchnie, upadł bez czucia i umarł, z imieniem Szirin na ustach.
Tymczasem, Szirin usłyszała od swoich popleczników, że Farad dokonał rzeczy niemożliwej. Wyciął przejście przez góry, powtarzając jej imię za każdym uderzeniem kilofa i w tak krótkim czasie dokonał dzieła, które zajęło by mu całe życie.
Farad potrącił strunę w jej sercu i jej duszę przeniknęła miłość. Nie ani minuty, wykorzystała pierwszą okazję, która się nadarzyła, by udać się w góry.

Największą siłą dwóch serc jest pragnienie bycia razem.

Ale Szirin, która miała szczęście posiadać miłość Farada, nie zaznała szczęścia ujrzenia go ponownie. Znalazła tylko jego martwe ciało leżące na brzegu ścieżki. Wysłannicy szacha upewnili ją co do śmierci Farada, w nadziei na to, że pewna śmierci ukochanego, pokocha władcę.
Lecz ona powtarzała tylko: - Biedny Farad, nie żyje!
Słyszała jak wiatr, woda, skały i drzewa wołają ją – Szirin, Szirin – głosem kochanka. Wszystko co ją otaczało emanowało jego miłością do niej. Upadła, złamana rozpaczą, której nie mogła znieść.

Z płaczem powiedziała: Farad idę do ciebie aby być z tobą – i umarła.

Przeznaczeniem miłującego jest doznać zawodu tym światem, ale jest on największym osiągnięciem w oczach mądrości.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 14 lis 2010, 19:49 
Nikoseq pisze:
Tez sporo na ten temat myślałem. I doszedłem do wniosku ze wszystko się wyjaśni po śmierci.

Takie myślenie przychodzi z braku wolności w życiu. Praca, dom, obowiązki a przede wszystkim czas. Przez te rzeczy nie jest się wolnym. I można śmiało powiedzieć ze takie życie jest sztuczne, bez znaczenia, kontrolowane. Ale jeśli porzucisz to i będziesz naprawdę żył. Przestaniesz myśleć o celu w życiu i będziesz po prostu cieszył się życiem.

Jeszcze dodam. Słyszałem teorie, ze celem życia jest życie, czyli doświadczanie życia fizycznego.

Cos sporo tego życia narobiłem w tym tekście hehe


| Nikoseq | wszystko wyjaśni się po śmierci?
Po śmierci - być może wszystko się wyjaśni a być może nic się nie wyjaśni...
Celem życia jest doświadczanie życia fizycznego? Hmmm Tylko po co?
W jakim celu? Co to da skoro i tak o tym zapomnimy?.. :cooo?:

timewave pisze:
Między powinno a chcę jest zasadnicza różnica. "Powinno" jest "mechaniczne", można wprogramować niezależnie czy jest to absurdalne czy nie vide nasza tzw. "cywilizacja" - np. "powinno" się zmieniać czas na zimowy i na odwrót bo to bo tamto i już prawie nikt tego nie kwestionuje, jedynie ci którzy zdają sobie sprawę z absurdów ale co oni tam wiedzą... :język: Przewodnik stada czyli wilk wie przecież lepiej. :lol: :bangheadwall:


| timewave | szczerze to jakie to ma znaczenie czy używamy słów powinno, gdyby, nie, ale, itp ... to są tylko wartości przez nas przyjęte i one w pewnym momencie i tak się odkleją.
To o czym piszecie to techniki stosowane i rozkminione w nlp ale myślisz że dla zwykłego "szarego" człowieka mają jakieś znaczenie? Być może działają nieświadomie ale jakie to ma znaczenie...

Jaki jest sens życia? - pytanie na które nie ma odpowiedzi, sens jest wtedy
gdy sam sobie go nadam - i czy będzie sensem miłość, radość czy nawet bzykanie... pszczół
- i jeżeli będzie to dla mnie miało znaczenie wtedy nie będę zadawał tak głupich pytań jakie zadałem.

heh sam siebie skrytykowałem - niebywałe :lol:

| Hamlet | - dzięki, ciekawa historyjka, zastanowię się nad nią głębiej :)



Na górę
   
 
 
Post: 14 lis 2010, 21:48 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 lip 2010, 18:09
Posty: 557
Płeć: mężczyzna
ja tak samo wiem wszystko i nie ogarniam. Od kad sie przebudzilem wszystko z przeszlosci co przezylem wyszlo na wierzch. Duzo tych negatywnych rzeczy. Mysle ze te rzeczy ktore wyszly z dziecinstwa, czasu dojrzewania do teraz. Sa moja rzeczywistoscia ,patrze na nia przez okulary doswiadczen, chce wybaczyc. Te doswiadczenia w postaci mysli wracaja do mnie jak bumerang. Obserwuje siebie i swiat do niczego sie nie przywiazuje. Mysle ze jest to wlasnie ten proces proces przebudzenia. Z poprzednich wcielen nagrabilem a teraz w tym zyciu w tym czasie podwyrzszonej energi to wychodzi, mam to zrozumiec. I te zdarzenia ktore mialy miejsce w tym zyciu sa oczyszczeniem. Dusza chciala mi pokazac czym jest brak milosci, przemoc. Jestem tu ale tak jakbym z prawej strony chcialbym byc tam a z lewej strony jakby tam. Zdarzylo mi sie nawet pare razy wizyta "zakapturzonych". Moim celem jest wybaczenie, i pozytywne myslenie. Przestalem sie utorzsamiac z czymkolwiek co jest na zewnatrz. Zostalo jeszcze to co jest w wewnatrz. Nawet nei chce mi sie klocic z kimkolwiem bo wiem ze sa to formy. A tymczasem popatrze na jakis film w ktorym ludzie bronia swoich racji i odgrywaja role i cierpia szukajac tego czegos na zewnatrz.

Ale tak sie zastanawialem nad sensem zycia i stwierdzilem ze jest nim samo zycie. Sensem zycia jest zycie.

_________________
Zamknij oczy na chwile, wycisz się - otwórz oczy i co widzisz ? Przestrzeń, Boga, Świadomość, Bezmyślunek. Nie staraj się tego utrzymywać to jest samo utrzymujące się. Nie przywiązuj się do myśli, pozwalaj być uczucią nawet nie wiadomo jak straszne nie zabija cie. Nie oceniaj, nie osadzaj a gdy zaczynasz to robić łap się na tym i puszczaj. Tak naprawdę nic nie musisz robić, to o czym mowie to po prostu bycie, siedzenie, patrzenie. I o to chodzi, tyle.


Ostatnio zmieniony 14 lis 2010, 22:23 przez pijekole, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 14 lis 2010, 22:15 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 lip 2010, 17:18
Posty: 88
Lokalizacja: z kosmosu
Płeć: mężczyzna
Ja tam sobie myślę, że sens życia (inkarnacji) polega na nieustannym rozwoju swojej świadomości poprzez zbieraniu bagażu doświadczeń w danym wymiarze.

_________________
TYLKO OBECNA CHWILA MA ZNACZENIE



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 15 lis 2010, 12:13 
Sensem życia jest 'solidarność' ze wszystkim co żyje.
Każdy z nas jest idealistą i marzy o arkadii.
Matrix jest stworzony by każdy działał solo ,a jak wiadomo ,samemu można się tylko dobrze podetrzeć.



Na górę
   
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 15 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group