Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 12 gru 2019, 4:09

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 3 ] 
Autor Wiadomość
Post: 07 lis 2013, 9:18 
Cytuj:
Ścinanie ewolucyjnego drzewa (cz. 1)


"Filogenetycy molekularni bezpośrednio skonfrontowani z kwestią jednego drzewa filogenetycznego zostali zmuszeni do rewizji tej koncepcji i zdegradowania statusu tegoż drzewa z biologicznego faktu do niepotwierdzonej hipotezy w odniesieniu do relacji wśród żywych organizmów i ewolucyjnej historii". Cytat z kreacjonistycznej publikacji? Skądże znowu, to fragment wprowadzenia do serii międzynarodowych warsztatów biologii ewolucyjnej poświęconych (de)konstrukcji drzewa filogenetycznego.

Zgodnie z teorią ewolucji, wszystkie organizmy żyjące na Ziemi powiązane są monofiletyczną wspólnotą pochodzenia, zakorzenioną w ostatnim wspólnym przodku wszystkich form żywych - LUCA (the last universal common ancestor). Wierzenie to - jeden z fundamentów darwinizmu - "uznane jest za dowiedzione".

Uznane przynajmniej do niedawna. Ostatnio zorganizowana została seria międzynarodowych spotkań mających na celu szczegółową dyskusję nad statusem drzewa filogenetycznego. [1] Pierwsze spotkanie odbyło się w listopadzie br. w Pittsburgu, a kulminacja tej serii spodziewana jest w lipcu 2010 r. w Londynie. Dlaczego jednak tak ożywiona dyskusja nad problemem rozstrzygniętym ponoć już tak dawno? Otóż - jakby to ujął porządny darwinista - "pojawiły się poważne nierozwiązane problemy". Te "nierozwiązane problemy" to możliwość, że całe drzewo filogenetyczne w jego obecnym rozumieniu może być koncepcją błędną. Jak wyjaśniają organizatorzy konferencji:

Drzewo filogenetyczne jest rozumiane jako unikatowa reprezentacja ewolucyjnych powiązań pomiędzy gatunkami, obrazująca prawdziwe ewolucyjne relacje pośród grup organizmów jako pojedynczy rozgałęziający się wzorzec. Drzewo to przyjmuje formę zagnieżdżonych hierarchii, które - jak się zakłada - są konsekwencją dziedziczenia z modyfikacjami i specjacji. Zakłada się, że wszystkie żyjące w przeszłości lub obecnie formy mają swoje pojedyncze miejsce na tym prawdziwym drzewie, podobnie jak wszystkie przyszłe organizmy znajdą tam swoje miejsce, jako że drzewo to będzie ciągle się rozgałęziało.

Tak istotnie jest widziane we współczesnej biologii, jeszcze od czasów Darwina. Problem w tym, że:

Zwiększająca się w ostatnich kilku latach dostępność danych molekularnych wielu organizmów, zwłaszcza mikrobów, rzuciło to tradycyjne założenie w chaos, spowodowany pogłębiającą się znajomością takich procesów, jak lateralny transfer genów i endosymbioza, gdzie jeden organizm staje się częścią drugiego. Organizmy, które nabywają materiał genetyczny zarówno poziomo, jak i pionowo naruszają standardową reprezentację linii gatunkowych. Fundamentalny problem w konstrukcji drzewa filogenetycznego leży w ustaleniu ewolucyjnych relacji pomiędzy trzema domenami lub nadkrólestwami (bakterie, archeonty i eukarioty) i w jaki sposób horyzontalny transfer genów uczynił te grupy rozróżnialne.


Horyzontalny transfer genów, jak stwierdzają organizatorzy tych serii konferencji, to nie tylko problem lokalizacji mikrobów na drzewie filogenetycznym, ale dotyczy to również roślin, grzybów i coraz częściej także tkankowców (zwierząt).

W czym jednak właściwie problem, ktoś spyta? Mianowicie w tym, że darwiniści ogłaszali wszem i wobec, że analizy porównawcze sekwencji molekularnych "bezdyskusyjnie" potwierdziły dwie rzeczy. Pierwszą z nich miało być powszechne pokrewieństwo organizmów. Drugą, że molekularne filogenezy pozwalają na odtworzenie ewolucyjnej historii poszczególnych grup organizmów. Do niedawna filogenezy były konstruowane na podstawie anatomicznych i fizjologicznych cech, jak np. struktura kości czy stałocieplność. Jednak wraz z nastaniem współczesnej biologii molekularnej, wiele filogenez opartych jest na porównywaniu sekwencji DNA, RNA lub białek. Wszystkie organizmy - od bakterii do człowieka - posiadają DNA, RNA i białka. Molekuła DNA jest długim łańcuchem składającym się z różnych kombinacji czterech nukelotydów, noszących skrótowe określenia: A, T, C, G. Zakłada się, że organizmy, których DNA i białka różnią się w mniejszym zakresie są bardziej spokrewnione niż te, których DNA różni się bardziej. Spójrz na tą przykładową sekwencję DNA:

Organizm 1: C A T C G A

Organizm 2: C A T C T A

Organizm 3: C A T G T A

W przykładzie tym, organizm 2 różni się od organizmu 1 tylko jednym nukleotydem, podczas gdy organizm 3 od organizmu 1 dwoma. Porównując tę sekwencję zakłada się więc, że organizmy 1 i 2 są ze sobą bliżej spokrewnione niż organizmy 1 i 3. Co więcej, jeśli mutacje kumulowały się w genomie w podobnym tempie, liczba różnic może służyć jako kalibrator dla "molekularnego zegara", odmierzającego czas jaki upłynął od momentu gdy ich DNA lub białka były identyczne - to znaczy jak dawno organizmy te posiadały wspólnego przodka.

Kreacjoniści zwracali uwagę, że tego typu porównania dają bardzo rozbieżne wyniki w zależności od tego, które sekwencje są zestawiane. Porównując różne molekularne sekwencje, otrzymuje się rażąco sprzeczne filogenezy, a te z kolei są często sprzeczne z filogenezami budowanymi na podstawie danych anatomicznych. Najwyraźniej darwiniści powoli dochodzą do podobnych wniosków:

Filogenetycy molekularni bezpośrednio skonfrontowani z kwestią jednego drzewa filogenetycznego zostali zmuszeni do rewizji tej koncepcji i zdegradowania statusu tegoż drzewa z biologicznego faktu do niepotwierdzonej hipotezy w odniesieniu do relacji wśród żywych organizmów i ewolucyjnej historii. Ci sceptyczni badacze zakwestionowali wybiórcze używanie tylko tych danych, które wspierają wzorzec drzewa, a które to dane zawsze stanowią zdecydowaną mniejszość danych dostępnych dla prokariontów i wezwali do rozważenia różnych od drzewa reprezentacji ewolucyjnej historii, takich jak sieć lub pajęczyna.

"Wybiórcze używanie danych"? Gdybyś usłyszał, że teoria grawitacji oparta jest na bardzo wybiórczym używaniu danych, byłbyś pewnie zdziwiony. A tutaj sytuacja jest podobna.

"Kiedy naukowcy zaczęli analizować rozmaite geny różnych organizmów" - napisali biologowie z University of California James Lake, Ravi Jain i Maria Rivera - "stwierdzili oni, że ich wzajemne relacje są sprzeczne z ewolucyjnym drzewem bazującym jedynie na analizie rRNA". [2] Zgadzają się z tym Hervé Philippe i Patric Forterre: "Coraz więcej i więcej dostępnych sekwencji doprowadziło do tego, że większość filogenez bazujących na porównaniach białek jest wzajemnie sprzeczna tak samo, jak z filogenezą bazującą na rRNA". [3]

W 1998 r. Carl Woese - jeden z pionierów molekularnej filogenezy - stwierdził: "Żadna spójna filogeneza organizmów nie wyłania się z licznych dotąd skonstruowanych filogenez opartych na sekwencjach białkowych". Woese wnioskował, że pierwotne organizmy nabywały wiele ze swoich genów nie poprzez ewolucyjne dziedziczenie z modyfikacjami, ale poprzez poziomy transfer genów, w którym organizmy bezpośrednio wymieniają się genami. "Uniwersalny wspólny przodek - stwierdził on - nie jest jednostką lub istotą, ale wspólnotą złożonych molekuł - rodzaj pierwotnej zupy - z której niezależnie powstawały różne rodzaje komórek". [4]

W tym samym czasie ewolucyjny biolog z Dalhousie University Ford Doolittle doszedł do wniosku, że horyzontalny transfer genów u starożytnych organizmów oznacza, że być może nigdy nie będziemy w stanie odkryć prawdziwej filogenezy organizmów. I to nie dlatego, że używamy złych metod lub analizujemy niewłaściwe geny, ale dlatego, że "drzewo nie jest właściwą reprezentacją historii życia". Dodał on, że "być może byłoby łatwiej i w dłuższej perspektywie bardziej produktywne odejść od wciskania molekularnych danych w szablon dostarczony przez Darwina". Zamiast modelu drzewa, Doolittle zaproponował wzorzec sieci jako właściwą reprezentację historii życia. [5]

Krótko mówiąc, z samej analizy dostępnych danych nie wyłania się żaden obraz uniwersalnej wspólnoty pochodzenia, jak to przewiduje teoria ewolucji. Otóż to.

Od tamtego czasu kontrowersja nie tylko nie wygasa, ale nasila się. W 2002 r. Woese zasugerował, że biologia powinna wyjść poza darwinowską doktrynę wspólnoty pochodzenia. [6] Dwa lata później dodał: "Korzeń uniwersalnego drzewa to artefakt powstały w wyniku wciskania przebiegu ewolucji w formę drzewa, kiedy ta reprezentacja jest niewłaściwa." [7] W tym samym roku Doolittle zaproponował zastąpienie uniwersalnego drzewa filogenetycznego na podobną raczej do sieci "syntezę życia". [8] Rok później dodał, że "reprezentacje inne niż drzewo powinny zostać rozważone". [9] Maria Rivera i James Lake podjęli to wyzwanie proponując, że "na najgłębszym poziomie [...] drzewo filogenetyczne jest w istocie pierścieniem". [10]

Niezależnie od merytorycznej wartości tych nowych propozycji, jedno jest jasne: molekularna filogeneza zawiodła, zawiodła całkowicie i kompletnie, w ustaleniu czy uniwersalna wspólnota pochodzenia jest prawdziwa. Zawiodła w ustaleniu jakie ewolucyjne relacje - jeśli w ogóle - istnieją pomiędzy organizmami. Zawiodła szczególnie spektakularnie we wskazaniu czym był ostatni uniwersalny wspólny przodek - jeśli w ogóle istniał. Czy to był organizm? Grupa organizmów? Bajorko chemikaliów? Czy coś jeszcze innego?

Molekularne świadectwo mające świadczyć o wspólnocie pochodzenia obciążone jest mnóstwem niekonsekwencji i założeń ad hoc. W istocie, aby jakoś wygładzić te sprzeczności i niekonsekwencje darwinizm musi zakładany w celu wyjaśniania danych empirycznych. A coraz częściej - zakładany jako prawdziwy pomimo świadectwa empirycznego.
Michał Ostrowski

---------------------------------------------------

Przypisy:

1. Maureen O'Malley and John Dupré (2008) Questioning the Tree of Life. Online: ESRC Centre for Genomics in Society (Egenis), University of Exeter.

2. James A. Lake, Ravi Jain and Maria C. Rivera,(1999) "Mix and Match in the Tree of Life", Science vol. 283, s. 2027-2028.

3. Hervé Philippe and Patric Forterre, (1999) "The Rooting of the Universal Tree of Life Is Not Reliable". Journal of Molecular Evolution vol. 49, s. 509-523.

4. Carl Woese, (1998) "The Universal Ancestor". Proceedings of the National Academy of Sciences USA vol. 95, s. 6854-6859.

5. W. Ford Doolittle, (1999) "Phylogenetic Classification and the Universal Tree". Science vol. 284, s. 2124-2128. Zob. rówmież: W. Ford Doolittle, (1999) "Lateral Genomics". Trends in Biochemical Sciences vol. 24, s. M5-M8 oraz W. Ford Doolittle, (2000) "Uprooting the Tree of Life". Scientific American vol. 282, s. 90-95.

6. Carl Woese, (2002) "On the Evolution of Cells". Proceedings of the National Academy of Sciences USA vol. 99, s. 8742-8747.

7. Carl Woese, (2004) "A New Biology for a New Century". Microbiology and Molecular Biology Reviews vol. 68, s. 173-186.

8. W. Ford Doolittle, (2005) "If the Tree of Life Fell, Would We Recognize the Sound". [w] Jan Sapp (ed.) Microbial Phylogeny and Evolution: Concepts and Controversies. Oxford University Press, New York, s. 119-133.

9. E. Bapteste, E. Susko, J. Leigh, D. MacLeod, R.L. Charlebois and W. Ford Doolittle, (2005) "Do Orthologous Gene Phylogenies Really Support Tree-Thinking?". BioMed Central Evolutionary Biology vol. 5, s. 33.

10. Maria C. Rivera and James A. Lake, (2004) "The Ring of Life Provides Evidence for a Genome Fusion Origin of Eucaryotes". Nature vol. 431, s. 152-155.



Cytuj:
Ścinanie ewolucyjnego drzewa (cz. 2)

W pierwszej części mowa była o porównywaniu molekularnych sekwencji mających pomóc ustalić wspólnotę pochodzenia “u pnia” drzewa filogenetycznego, czyli w okolicach ostatniego uniwersalnego przodka wszystkich form żywych. Próby te – jak dotąd – skończyły się spektakularną klapą, klapą tak wyraźną, że nawet darwiniści przebąkują, że opisywanie historii życia jako rozgałęziającego się ewolucyjnego drzewa nie jest właściwym ujęciem. A jak sprawa wygląda “wyżej”, na poziomie “korony” owego filogenetycznego drzewa? Otóż nie lepiej.
Jesteś bliższy owadom czy nicieniom?

Pierwsza część przybliżyła kwestię filogenezy molekularnej u podstawy drzewa ewolucyjnego. Wśród ewolucyjnych relacji pomiędzy większymi grupami zwierząt panuje jednak nie mniejszy bałagan.

Znany ewolucyjny biolog Douglas Futuyma potwierdził w 2005 r. swoją wiarę w molekularną filogenezę: "Molekularne filogenezy potwierdzają wiele dawno postulowanych pokrewieństw budowanych na postawie danych morfologicznych. Te dwa rodzaje danych są całkowicie niezależne [...] a zatem ich zbieżność potwierdza przekonanie, że pokrewieństwa są prawdziwe". [1] Niestety – jak to często bywa z wieloma twierdzeniami darwinistów – istnieją poważne sprzeczności pomiędzy filogenezami bazującymi na danych morfologicznych i molekularnych. Co gorsza, molekularna filogeneza nie tylko nie wsparła darwinistów w ich zmaganiach ze świadectwami, ale jeszcze pogorszyła sprawę.

Zakłada się, że najprostszymi (najbardziej "prymitywnymi") zwierzętami są gąbki (Porifera) i parzydełkowce (Cnidaria). Inne główne zwierzęce grupy (typy) tradycyjnie dzielone są na kilka szerokich kategorii bazujących na podobieństwach morfologicznych. W tym schemacie sądzono, że kręgowce (Vertebrata) są bliżej spokrewnione ze stawonogami (Arthopoda) niż z nicieniami (Nematoda) - niewielkimi organizmami żyjącymi w glebie i na dnie morza. Morfologicznie jesteśmy pierwszymi ewolucyjnymi kuzynami owadów, ale tylko odległymi krewnymi nicieni.

W 1997 r. Anne Marie Aguinaldo wraz ze współpracownikami zaproponowała jednak radykalną rewizję pokrewieństw pomiędzy różnymi grupami zwierząt. Propozycja ta bazowała na porównywaniu sekwencji 18. rRNA - "osiemnastego rybosomowego RNA". Ponieważ wszystkie organizmy do produkcji białek używają molekularnych fabryk – rybosomów – filogenezy molekularne często bazują na porównywaniu sekwencji molekuł funkcjonujących w rybosomach, np. 18. rRNA lub 28. rRNA. Zgodnie z tą poprawioną filogenezą nie jesteśmy już bardziej spokrewnieni z owadami niż z nicieniami. [2]

Najwyraźniej twierdzenie Futuymy, że filogenezy molekularne wspierają tradycyjne, bazujące na cechach morfologicznych, nie jest prawdziwe w tym przypadku. Co więcej, dane porównawcze uzyskane z 28. rRNA są sprzeczne z rezultatami bazującymi na 18. rRNA. A nawet jeszcze gorzej – filogenezy bazujące na 18. rRNA różnią się od laboratorium do laboratorium. W 1999 r. biolog ewolucyjny Michael Lynch stwierdził: "Klaryfikacja filogenetycznych relacji głównych zwierzęcych typów okazała się być nieuchwytna, z analizami bazującymi na różnych czy nawet na tych samych genach, a dostarczającymi różnorodność filogenetycznych drzew". [3] Lynch był jednak optymistą, że doskonalenie metod porównawczych będzie rozjaśniało relacje pomiędzy zwierzęcymi typami. Jednak, pomimo wysiłku wielu badaczy, konflikty pomiędzy różnymi filogenezami głównych grup zwierząt nie tylko nie wygasają, ale okazują się być coraz bardziej jaskrawe.

W 2000 r. francuska biolog molekularna André Adoutte wraz ze współpracownikami potwierdziła swoje przekonanie, że przebudowana filogeneza bazującą na 18. rRNA jest właściwa. [4] Jednak w 2002 r. grupa badaczy z Pensylwania State University pod kierownictwem Jaime Blaira przeprowadziła studia porównawcze ponad 100 białek różnych organizmów, stwierdzając: "Grupowanie nicieni ze stawonogami jest pozostałością analizy jednego genu – 18. rRNA. Rezultaty przedstawione tutaj sugerują ostrożność w rewidowaniu filogenezy zwierząt bazującej na jednym lub kilku genach. [...] Nasze rezultaty wskazują, że owady (stawonogi) są genetycznie i ewolucyjnie bliższe ludziom niż nicieniom". [5]

W 2004 r. grupa naukowców z National Center for Biotechnology Information przy użyciu trzech różnych metod porównawczych przeanalizowała ponad pięćset białek różnych organizmów. We wnioskach stwierdzili oni, że "większość metod [...] grupuje owady z ludźmi z wykluczeniem nicieni". [6] Następnego roku francuski biolog Hervé Philippe wraz ze współpracownikami przeanalizowali 146 genów 35 gatunków reprezentujących 12 zwierzęcych typów. Ich wnioski grupowały z kolei stawonogi z nicieniami z wykluczeniem kręgowców. [7]

Runda za rundą, a kiedy i gdzie to się skończy nie wie nikt. W komentarzu do artykułu Philippe'a biologowie ewolucyjni z University of Edinburgh Martin Jones i Mark Blaxter stwierdzili: "Pomimo wygodnej pewności podręczników i 150 lat sporów prawdziwe relacje pomiędzy większymi grupami (typami) zwierząt pozostają sporne". [8] Chociaż Jones i Blaxter faworyzowali poglądy Philippe'a przewidywali oni, że z molekularnego drzewa filogenetycznego "już wkrótce wyrosną nowe pędy - i nowe kontrowersje". Istotnie, w grudniu 2005 r. Antoni Rokas i jego grupa użyli dwóch różnych metod do analizy 50 genów pobranych z gatunków reprezentujących 17 typów zwierząt. We wnioskach stwierdzili oni, że: "różne filogenetyczne analizy mogą prowadzić do wzajemnie sprzecznych wniosków, każdy z nich z absolutnym wsparciem" oraz: "ewolucyjne relacje pomiędzy różnymi typami zwierząt pozostają niejasne". [9]

Warto zwrócić uwagę na cytowane zdanie, że różne filogenetyczne metody prowadzą do różnych, często wzajemnie sprzecznych wniosków, przy czym każdy z nich z absolutnym wsparciem.

Być może bałagan z ewolucyjnymi filogenezami nie powinien być taki zaskakujący, jeśli weźmiemy pod uwagę, że za wzorzec podobieństw wśród organizmów może odpowiadać wspólny projekt, a nie wspólne pochodzenie. Wiele obiektów w naszej technologii, pomimo uderzających podobieństw, nie wywodzi się od wspólnego przodka. Pomyśl o samochodach, malowidłach lub narzędziach stolarza. To, co czyni wszystkie samochody osobowe podobnymi, lub obrazy Rembrandta lub śrubokręty, nie wywodzi się ze wspólnoty pochodzenia ale ze wspólnego projektu lub wzorca w umyśle projektanta.

W biologii podobieństwa nie formują prostego rozgałęziającego się wzorca – jak by to sugerowało ewolucyjne pochodzenie. Zamiast tego pojawiają się one w złożonym mozaikowym lub modularnym wzorcu. Obserwujemy stałe biologiczne moduły, które są montowane na różne sposoby, całkiem podobnie jak elektroniczne moduły mogą być zintegrowane w złożony obwód. Wzorzec podobieństw organizmów przypomina bardziej zagnieżdżone klasy czy grupy jasno oddzielone od siebie lukami, podobnie, jak to jest w wytworach naszej technologii. Samochody osobowe są bardziej podobne do samochodów ciężarowych niż do pojazdów dwukołowych. Z kolei motocykle są bardziej podobne samochodom niż okrętom, czy samolotom, które formują osobne grupy, a które także mieszczą w sobie kolejne zagnieżdżone grupy, jak szybowce, samoloty turbośmigłowe czy odrzutowe. Istnieje wiele odmian samolotów turbośmigłowych, ale są one jasno oddzielone od odrzutowych, te z kolei od szybowców czy zeppelinów. Z kolei wszystkie samoloty są bardziej sobie podobnie (tworzą osobny "takson") w zestawieniu np. z okrętami.
Wróżąc z wnętrzności kurczaka

Bazując na założeniu, że dane dwa organizmy pochodzą od wspólnego przodka, molekularne różnice pomiędzy nimi są czasami mierzone, by ocenić jak dawno rozdzieliły się ich linie rodowe. Takie oceny są kalibrowane na podstawie tempa mutacji znanego ze współczesnych genów oraz datowania zapisu kopalnego. Problem w tym, że różne geny mutują w różnym tempie, a datacja kopalnego zapisu często nie jest ścisła.

W 2004 r. ewolucyjni biologowie Dan Graur i William Martin skrytykowali niektóre tego typu datowania jako "powstałe dzięki niewłaściwej metodologii bazującej na pojedynczej kalibracji" w zapisie kopalnym, który jest zarówno "niedokładny, jak i niepwny – oraz w wielu przypadkach bez znaczenia i nie mający [dla tej technologii] zastosowania". Choć w nauce wszystkie metody pomiarowe zawierają błędy i niedokładności, duża część literatury dyskutującej "zegar molekularny" traktuje ten „punkt kalibracji” jako bezbłędny, prowadząc do tego, co Graur i Martin nazwali "iluzję precyzji". "Całościowy ewolucyjny rozkład jazdy – stwierdzili – choć bardzo kuszący, jest totalnie zmyślony". Graur i Martin wnioskowali: "Niestety, niezależnie jak wielkie może być nasze pragnienie ujrzenia przeszłości, miraże nie zawierają wody". Omawiany artykuł nie jest generalną krytyką molekularnej filogenezy, ani datowania molekularnego. Jednak jego autorzy byli wystarczająco sfrustrowani, by zatytułować go "Wróżenie z wnętrzności kurczaka". [10]

W starożytnym Rzymie niektórzy wróżbiarze używali wątroby złożonych w ofierze zwierząt by przepowiadać przyszłość. Oczywiście, to, co odczytywadali z tej wątroby to były ich własne wizje - wątroba jest niema, podobnie jak molekuły w organizmach, z których obecnie darwiniści chcą odczytywać pokrewieństwa pomiędzy organizmami.

Molekularne filogenezy są często wzajemnie sprzeczne oraz dodatkowo sprzeczne z filogenezami budowanymi na podstawie danych anatomicznych i morfologicznych. Sprzeczności znajdowane w molekulanych filogenezach doprowadziły wielu biologów do porzucenia koncepcji uniwersalnego wspólnego przodka wszystkich form żywych. Jednak główny problem z molekularnymi filogenezami nie polega nawet na tym, że są one wzajemnie sprzeczne i sprzeczne z filogenezami morfologicznymi. Główny problem polega na tym, że muszą one zakładać wspólnotę pochodzenia, by dowodzić jej prawdziwości, co jest klasycznym przykładem dowodzenia w błędnym kole.

Jako argument na prawdziwość darwinizmu, molekularna filogeneza jest równie dobra, jak wróżenie z wątroby kurczaka.
Michał Ostrowski

---------------------------------------------------

Przypisy:

1. Futuyma, D., (2005) Evolution. Sinauer Associates: Sunderland, MA, s. 528.

2. Aguinaldo, A.M., Turberville, J.M., Linford, L.S., Rivera, M.C., Garey, G.R., Raff, A.R., and Lake, J.A., (1997) "Evidence for a clade of nematodes, arthropods and other molting animals". Nature vol. 387, s. 489-493.

3. Lynch, M., (1999) "The age and relationships of the major animal phyla". Evolution vol. 53, s. 319-325.

4. Adouette, A., Balavoine, G., Lartillot, N., Lespinet, O., Purd'homme, B., and de Rosa, R., (2000) "The new animal phylogeny: Reliability and implications". Proceedings of the National Academy of Sciences USA vol. 97, s. 4453-4456.

5. Blair, J.E., Ikeo, K., Gojobori, T., and Hedges, S.B., (2002) "The evolutionary position of nematodes". Biomed Central Evolutionary Biology vol. 2, s. 7.

6. Wolf, Y.I., Rogozin, I.B., and Koonin, E,V., (2004) "Coelomata and Not Ecdysozoa: Evidence From Genome-Wide Phylogenetic Analysis". Genome Research vol. 14, s. 29-36.

7. Philippe, H., Lartillot, N., and Brinkmann, H., (2005) "Multigene analysis of bilaterian animals corroborate the monophyly of Ecdysozoa, Lophotrochozoa and Protostomia". Molecular Biology and Evolution vol. 22, s. 246-1253.

8. Jones, J., and Blaxter, M., (2005) "Animal roots and shoots". Nature vol. 434, s. 1076-1077.

9. Rokas, A., Krüger, D., and Carrol, S.B., (2005) "Animal evolution and the molecular signature of radiations compressed in time". Science vol. 310, s. 1933-1938.

10. Graur, D., and Martin, W., (2004) "Reading the entrails of chickens: Molecular timescales of evolution and the illusion of precision". Trends in Genetics vol. 20, s. 80-86.




Cytuj:
Drzewo ewolucyjne ścięte!


Panie i Panowie, to już oficjalne: wielkie uniwersalne drzewo filogenetyczne, drzewo definiujące pokrewieństwa wszystkich organizmów, idzie na podpałkę. Zwaliło się łamane sprzecznościami i niekonsekwencjami, ścięte bezwzględną piłą negatywnej argumentacji. I pomyśleć, że wmawiano nam, że jego istnienie jest dowiedzione równie dobrze, jak teoria grawitacji. Ogłoszenia tej nowiny podjął się "New Scientist".

Trzeba przyznać, że redaktorzy New Scientist wycięli wielkie uniwersalne drzewo filogenetyczne z rozmachem - okładka krzyczy wielkimi literami na tle tegoż drzewa: "Darwin się mylił". [1] Ostro, zważywszy na początek hucznie przez darwinistów celebrowanego Roku Darwina. Ton New Scientist szybko podchwyciły inne media. [2]

"Koncept drzewa filogenetycznego był absolutnie centralny w myśleniu Darwina, równie ważny jak dobór naturalny" - stwierdza New Scientist, cytując Forda Doolittle z kanadyjskiego Dalhousie University. Bez tego drzewa teoria ewolucji nigdy by nie powstała. Darwin skutecznie argumentował, że drzewo filogenetyczne jest faktem przyrodniczym, dla wszystkich jasnym do zauważenia, choć wymagającym wyjaśnienia. Wyjaśnienie, które on zaproponował to ewolucja poprzez dobór naturalny.

Od czasu Darwina drzewo filogenetyczne było podstawową zasadą rozumienia historii życia na Ziemi. Zgodnie z tą wizją, najpierw pojawił się ostatni uniwersalny przodek (LUCA) wszystkich żywych form, i to z niego wyrósł pień drzewa filogenetycznego. Z tego pnia zaczęły z kolei kiełkować kolejne głęzie, by ostatecznie utworzyć wielkie rozgałęzione drzewo. Każda gałązka reprezentowała osobny gatunek. Punkt rozgałęzienia się to miejsce, gdzie z jednego gatunku wyewoluowały dwa. Większość gałęzi ostatecznie wyginęła, kiedy organizmy przez nie reprezentowane wymarły, ale niektóre przetrwały do dziś - to te najwyżej sięgające gałęzie na drzewie filogenetycznym.

Przez ostatnie 150 lat - ciągnie dalej New Scientist - biologia ewolucyjna była przekonana, że jej głównym zajęciem było uzupełnianie drzewa filogenetycznego kolejnymi szczegółami. "Przez długi okres czasu świętym Graalem była budowa drzewa filogenetycznego" - stwierdził Eric Bapteste, biolog ewolucyjny z Uniwersytetu Pierre i Marie Curie w Paryżu. "Kilka lat temu wyglądało na to, że święty Graal był tuż, tuż, w zasięgu ręki. Jednak dziś cały ten projekt legł w gruzach, roztrzaskany w drzazgi przez potężne negatywne świadectwo. Obecnie wielu biologów argumentuje, że cały koncept drzewa filogenetycznego to starzyzna, po której trzeba posprzątać”. Bapteste lekko dodaje: „Nie mamy żadnych dowodów, że całe to drzewo filogenetyczne istnieje".

Że co!? To jeszcze nie tak dawno każdy, kto ośmielił się zakwestionować prawdziwość ewolucji i w konsekwencji drzewa filognetycznego był co najwyżej "głupi, niedouczony lub złośliwy", jak to sentencjonalnie ujął Rysio Dawkins, a teraz Bapteste lekko stwierdza, że nie ma żadnych dowodów, że to drzewo w ogóle istnieje?

Istotnie, jak dodaje New Scientist to twierdzenie to po prostu "szrapnel". Szrapnel, który ugodził niektórych tak mocno, że twierdzą oni: "nasze fundamentalne rozumienie biologii musi ulec zmianie".

Co się jednak stało na przestrzeni ostatnich kilku lat, co doprowadziło do wybuchy tej bomby?

Krótka odpowiedź to DNA, a dokładniej analizy porównawcze sekwencji DNA, RNA i białkowych różnych organizmów. Od momentu odkrycia w latach 50. ubiegłego stulecia molekularnej struktury DNA stało się możliwe odczytywanie jego sekwencji (i innych biomolekuł, jak RNA i białek). Zmaterializowało się więc marzenie pionierów molekularnej filogenezy, marzenie, które miało przynieść potężne pozytywne świadectwo, potwierdzające istnienie drzewa filogenetycznego: możliwość porównywania sekwencji różnych organizmów. Zasadnicza idea jest prosta: im dwa gatunki są bardziej spokrewnione (tj. później rozdzieliły się od wspólnego przodka na drzewie filogenetycznym), tym ich DNA, RNA i białka powinny być bardziej podobne.

I to był początek końca darwinowskiego drzewa życia. Zestawianie sekwencji przyniosło trzy istotne obserwacje.

1. Modularność organizmów. Podobieństwa wśród organizmów nie formują rozgałęziającego się wzorca – jak by to sugerowało darwinowskie wspólne pochodzenie z modyfikacjami. Przeciwnie, na podobieństwo wytworów naszej technologii wzorzec podobieństw i różnic pojawia się w złożonym mozaikowym lub modularnym wzorcu. Porównując różne moduły można rysować radykalnie różne schematy pokrewieństw w zależności od tego, jakie sekwencje są analizowane. Im więcej i więcej sekwencji było dotępnych do badania, tym mniej i mniej wzorzec ich podobieństw przypominał drzewo.

Zaczęło się dobrze - konstatuje New Scientist – pierwsze sekwencjonowane molekuły były to RNA znajdowane w rybosomach – molekularnych fabrykach produkujących białka na podstawie matrycy pobranej z DNA. W latach 70. ubiegłego wieku poprzez zestawianie sekwencji różnych roślin, zwierząt i mikroorganizmów biologowie molekularni zaczęli rysować uniwersalne drzewo filogenetyczne. Pierwszym zaskakującym wynikiem tych badań było odkrycie nowej wielkiej gałęzi na tym drzewie – archeontów, o których poprzednio sądzono, że są bakteriami.

W połowie lat 80. Wśród biologów panował wielki optymizm, że techniki molekularne już wkrótce objawią uniwersalne drzewo filogenetyczne w całej jego chwale. Jak na ironię, stało się dokładnie przeciwnie.

Problemy zaczęły się na początku lat 90. ubiegłego wieku, kiedy stało się możliwe zestawianie genów archeontów i bakterii, a nie tylko samego RNA. Oczekiwano, że porównania DNA potwierdzą drzewa filogenetyczne oparte o RNA i w niektórych przypadkach to nastąpiło, ale w wielu – bardzo kluczowych – nie. Przykładowo RNA sugerowało, że gatunek A był bardziej spokrewniony z gatunkiem B niż z C, ale podobieństwo oparte na DNA mówiło coś dokładnie przeciwnego. W miarę im więcej i więcej molekularnych sekwencji było dostępnych do porównawczych analiz, tym więcej i więcej pojawiało się sprzeczności pomiędzy molekularnymi filogenezami. Więcej o tych sprzecznościach pisałem w części pierwszej i drugiej.

2. Poziomy transfer genów. Darwin zakładał li tylko „pionowe” dziedziczenie z modyfikacjami, w którym organizmy przekazują swoje cechy potomstwu. Co jednak, jeśli organizmy rutynowo wymieniają się materiałem genetycznym z innymi gatunkami? „Jeśli tak - stwierdza New Scientist - to ładny rozgałęziający się wzorzec szybko degeneruje się w niepenetrowalny busz relacji, gdzie gatunki są pod pewnymi względami spokrewnione, ale pod innymi niekoniecznie”.

A wiemy teraz, że jest to dokładnie, co się zdaża. Im więcej genów było dostępnych do porównań, tym jasnym się stawało, że wzorzec pokrewieństw może być wyjaśniony tylko jeśli bakterie i archeonty wymieniały się materiałem genetycznym z innymi gatunkami, uwaga, często taksonomicznie bardzo odległymi.

Początkowo zakładano, że poziomy transfer jest tylko pomniejszym graczem, umożliwiającym transfer niektórych specjalnych funkcji, w rodzaju oporności na antybiotyki, a zasadnicze biologiczne funkcje, takie jak replikacja DNA i synteza białek były wciąż przekazywane tylko „pionowo”, poprzez dziedziczenie z modyfikacjami. Zawężano także to zjawisko do mikroorganizmów. To spojrzenie było jednak błędne. „Istnieje powszechna wymiana genetycznej informacji pomiędzy różnymi grupami” – stwierdził Michael Rose, biolog ewolucyjny z University of California.

Świadomość, na jaką skalę ma miejsce horyzontalny transfer genów zmasakrowała uniwersalne drzewo filogenetyczne. New Scientist cytuje Doolittle, który w 1999 r. w Science stwierdził, że „historia życia nie może być właściwie reprezentowana jako drzewo”. W zeszłym roku Tal Dagan i William Martin z Uniwersytetu Heinrich Heine w Düsseldorfie przeegzaminowali ponad pół miliona genów pobranych z 181 prokariotów i stwierdzili, że ponad 80% z nich nosi oznaki hotyzontalnego transferu. Świetnie. Jeśli 80% genów prokariotów powstało w wyniku rearanżacji istniejących genów poprzez wymianę z innymi gatunkami, znaczy to, że darwinizm i jego „dziedziczenie z modyfikacjami” jest w 80% fałszywy. A jeszcze nie tak dawno był dowiedzony równie dobrze, jak teoria grawitacji.

Co gorsza, horyzontalny transfer genów okazuje się być rozpowszechniony także wśród “wyższych” organizmów, jak zwierzęta. New Scientist przytacza wyniki zeszłorocznych badań zespołu z University of Texas, który znalazł dziwaczny fragment DNA w genomach ośmiu zwierząt: myszy, szczura, galago, szczura wędrownego, kretojeża, dydelfa, jaszczurki anolis i afrykańskiej żabie szponiastej, ale nie w genomach 25 innych, jak ludzie, słonie, kurczaki i ryby. Ta mozaikowa dystrybucja świadczy – zdaniem badaczy – że sekwencja ta musiała zostać adaptowana do genomu każdego gatunku niezależnie, poprzez horyzontalny transfer.

Inne przypadki poziomego transferu genów wśród wielokomórkowców nadchodzą szybko i w obfitości: udokumentowane zostały wśród owadów, ryb i roślin, a kilka lat temu fragment DNA węża został znaleziony w genomie krowy. A my sami? Proszę bardzo: niektórzy oceniają, że od 40 do 50% ludzkiego genomu pochodzi w wyniku horyzontalnego transferu genów. To samo jest najpewniej prawdziwe dla genomów innych dużych zwierząt.

A to oznacza dwie rzeczy. Raz, że - w wielkim stopniu - nie stworzyła nas standardowa darwinistyczna ewolucja, tylko rearanżacje już istniejących genów transferowanych od innych gatunków i inkorporowanych w nasz genom. Dwa, horyzontalny transfer genów na taką skalę wśród zwierząt bez reszty wycina ich ewolucyjne filogenezy, podobnie, jak to uczynił wśród mikroorganizmów. Lub, jeśli wolisz za New Scientist „degeneruje te filogenezy w niepenetrowawalny busz”.

3. Endosymbioza. Sądzi się, że podczas wczesnej ewolucji eukariotów pochłonęły one dwa rodzaje wolno żyjących prokariotów – jeden dał początek mitochondriom, drugi był prekursorem chloroplastów, gdzie zachodzi fotosynteza. Te „endosymbionty” przeniosły następnie duże części swoich genomów dp genomu gospodarza, tworząc w ten sposób hybrydowy genom. Jakby tego było mało, darwiniści sądzą, że niektóre wczesne eukarioty wchłaniały się wzajemnie, łącząc swoje genomy i tworząc kolejny poziom horyzontalnej wymiany genów.

To ostatecznie dobiło uniwersalne filogenetyczne drzewo. Z tak płynną siecią poziomego przepływu genetycznej informacji wśród różnych taksonów, rysowanie ewolucyjnego drzewa na podstawie porównywania sekwencji molekularnych nie ma sensu. Rose określił to jasno: „Filogenetyczne drzewo zostało grzecznie pochowane – wszyscy to wiemy”. Wszyscy wiemy, że z analizy danych nie wyłania się żaden spójny obraz ewolucyjnego drzewa pokrewieństw. Z pewną taką nieśmiałością zauważamy, że to dokładnie to, co przewiduje kreacjonizm.

Wśród kreacjonistów strzelają więc korki od szampana, wśród darwinistów nastroje nieco bardziej zróżnicowane. Niektórzy wciąż wierzgają, nie chcąc porzucić dawnej koncepcji drzewa. Inni snują wielką pajęczą sieć, mającą wypełnić lukę po właśnie ściętym drzewie. „Jeśli nie ma drzewa filogenetycznego, co to znaczy dla biologii ewolucyjnej?” – pyta Bapteste. „Na początku jest to przerażające [...] ale w ostatnich kilku latach ludzie zaczęli uwalniać się z ograniczeń myślenia”. To, że darwiniści mocno potrzebują uwolnić się z „ograniczeń myślenia” to my wiemy aż za dobrze.

„Spokojnie – studzi nastroje Doolittle – rozumiemy ewolucję całkiem nieźle, ona jest po prostu znacznie bardziej złożona, niż wyobrażał to sobie Darwin. Drzewo nie jest jedynym wzorcem”.

Inni z kolei nie widzą powodów do relaksu. Ścięcie wielkiego drzewa życia rozumieją oni jako początek czegoś całkiem nowego. „To część rewolucyjnej zmiany w biologii” – mówi Dupré. “Nasz standardowy ewolucyjny model jest pod olbrzymią presją. Z pewnością będziemy rozumieć ewolucję bardziej jako łączenie i współpracę niż zmiany w izolowanych liniach rodowych”.

Rose idzie jeszcze dalej: “Co jest mniej akceptowane to fakt, że nasze fundamentalne rozumienie biologii musi ulec zmianie. Biologia jest nieporównywalnie bardziej złożona niż dotychczas sądziliśmy i zderzenie z tą złożonością będzie tak samo przerażające, jak koncepcyjny wstrząs, jaki przeżyli fizycy na początku XX wieku”.

Tak więc, zdaniem niektórych, rozumienie biologii musi ulec fundamentalnej zmianie. Być może zmiana ta powinna wynikać ze zrozumienia biosfery, jako systemu zaprojektowanego. W międzyczasie jednak, wznieśmy toast za zaskakujący, ale jakże udany początek Roku Darwina: oficjalne przyznanie, że kolejne, jedno z zasadniczych przewidywań darwinizmu, przewidywanie wynikające z samego rdzenia tej teorii zostało sfalsyfikowane.
Michał Ostrowski

---------------------------------------------------

Przypisy:

1. Lewton, G. (2009) Why Darwin was wrong about the tree of life. New Scientist, vol. 2692, 21 January 2009, s. 34-39.

2. Sample, I. (2009) Evolution: Charles Darwin was wrong about the tree of life. The Guardian. News - Science, 21 January 2009; Charles Darwin's tree of life is 'wrong and misleading', claim scientists. (2009) The Telegraph. Science and Technology, 22 January 2009.
Akcje Dokumentu



www.creationism.org.pl/drzewo_ewolucyjne_sciete/



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 07 lis 2013, 9:18 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 07 lis 2013, 15:35 
świetny artykuł, dzięki.

pierwszy i fundamentalny błąd współczesnych badań nad pochodzeniem życia i jego zmianami tkwi w założeniu, że rozpoczęło się ono od zera na naszej planecie, reszta problemów to konsekwencja tego założenia. Nie drzewo życia a "pierwotny las" był początkiem tej imprezy(panspermia) i życie na ziemi na poziomie mikrobów i okolic prawdopodobnie co pewien czas jest zasilane z zewnątrz. To że "goły Darwinizm" nie jest już w stanie się obronić, to żadna nowość, natomiast proces ewoluowania i dziedziczenia broni się.

tak na marginesie, to poważne szychy i instytucje się tym zajmują, jak to ma się do obowiązującej na naszym forum teorii o "spisku profesorów"?

pozdrawiam



Na górę
   
 
 
Post: 08 lis 2013, 14:24 
A propos panspermii, znalazłem kolejny artykuł Ostrowskiego.
Cytuj:
Kosmiczna wyobraźnia


Na marginesie artykułu Krzysztofa Szymborskiego, Kamienne anioły. Czy życie przybyło z kosmosu — nowe hipotezy, Polityka 09/2002 (2338).

(Na marginesie artykułu Krzysztofa Szymborskiego, Kamienne anioły. Czy życie przybyło z kosmosu — nowe hipotezy, Polityka 09/2002 (2338); http://polityka.onet.pl/162,1077821,1,0 ... tykul.html)

Autor, znany eseista i popularyzator nauki, raz po raz porusza tematy związane z kontrowersjami wokół teorii ewolucji. [1]

I tym razem wspomniał on problem „wyjątkowo oporny na naukowe wyjaśnienie” — mianowicie pytanie o pochodzenie życia. Szymborski zaraz na początku poświęca jeden akapit wyjaśnieniu „aby być dobrze zrozumianym”. Chodzi o jego gorące zapewnienia, że: „teoria ewolucji jest bardzo dobrą, jedną z najlepiej potwierdzonych i twórczych koncepcji, której sam jestem wyznawcą” (przy czym trudno wnioskować, czy stwierdzenie o byciu „wyznawcą ewolucjonizmu” należy traktować ironicznie czy dosłownie). Po tym wstępnym zastrzeżeniu Autor stwierdza, że teoria ewolucji „jak przystało jednak na dobrą teorię, zawiera pewną dozę hipotetyczności i nie odpowiada na wszystkie dotyczące życia pytania”. Ma tutaj na myśli pytania o abiogenezę: „Współcześni uczeni wyznający triumfujący dziś w nauce darwinowski paradygmat ewolucyjny, na pytanie: jak powstało życie? odpowiadają zgodnie: stopniowo” — stwierdza Szymborski. Jednak gdy przyjrzymy się szczegółom, sytuacja nie wygląda tak różowo. Autor wspomina najpierw hipotezę Oparina i eksperymenty Millera-Ureya, które — jak się wydawało — stanowiły przełom w wyjaśnieniu tajemnicy spontanicznego powstania życia. Jednak, jak pisze:

Znów [...] minęło bez mała 50 lat — dodajmy, lat niebywałego postępu nauki — i weryfikacja owa nie poczyniła właściwie żadnych postępów. Gorzej — badania biochemiczne wykazały tak wielką złożoność procesów życiowych, że wiarygodność hipotezy Oparina raczej przybladła. Do tego stopnia, że tocząca się dotychczas poza obrębem nauki wielka debata pomiędzy wyznawcami nadprzyrodzonego stworzenia a zwolennikami naturalnej ewolucji przenikać poczęła do samej nauki. Niektórzy światli skądinąd uczeni zaczęli głosić koncepcję „inteligentnego projektu”.

Szymborski wspomina tutaj belgijskiego biologa Christiana de Duve'a, laureata medycznej Nagrody Nobla z 1974 r. i amerykańskiego biochemika Michaela Behe'ego, autora „kontrowersyjnej książki” Darwin's Black Box. Według Szymborskiego sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że:

Jednocześnie, jakby na złość zatwardziałym materialistom, data pojawienia się życia na Ziemi stopniowo okazywała się coraz wcześniejsza, nie pozostawiając wiele czasu na jego spontaniczną, lokalną ewolucję. W 1997 r. Steve Mojzsis, geolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, znalazł jego ślady w liczących sobie 3,85 mld lat skałach grenlandzkiej wyspy Akilia. Wiek samej Ziemi wynosi około 4,6 mld lat i początkowo panujące na jej powierzchni warunki nie mogły sprzyjać istnieniu życia biologicznego.

W tej sytuacji: „Uczonym zajmującym się pochodzeniem życia, wykluczając boską ingerencję, nie pozostało więc, jak się wydaje, nic innego, jak przenieść swe poszukiwania do pozaziemskiego kosmosu” — konkluduje Autor. Wymienia tutaj, krótko ją charakteryzując, koncepcję panspermii i jej znanych zwolenników: XIX-wiecznego szwedzkiego uczonego Svante Arrheniusa i Francisa Cricka, współodkrywcy podwójnej helisy DNA.

Hipoteza panspermii — zdaniem Szymborskiego — nie tylko nie zostanie całkowicie zarzucona ale może zyskać oparcie w przynajmniej dwóch faktach. Pierwszym z nich jest odkrywanie coraz to większej ilości planet we Wszechświecie, co daje nadzieję, że przynajmniej część z nich posiada, lub posiadała korzystne warunki dla powstania życia. Drugim faktem jest to, że na naszej planecie odkrywa się formy życia znacznie bardziej zróżnicowane niż dotychczas sądzono. Formy te mogą egzystować w środowiskach, o których dawniej twierdzono, że nie nadają się do życia. Daje to nieoczekiwane nadzieje na konstrukcję modelu ewentualnego pozaziemskiego życia.

Szymborski przytacza kilka przykładów organizmów żyjących w ekstremalnych środowiskach. Np. w gejzerach Yellowstone żyje bakteria Thermus aquaticus, która z łatwością znosi temperaturę 800°C, zaś w podmorskich gorących źródłach wulkanicznych zidentyfikowano mikroba Pyrolobus fumarii, który rozmnaża się nawet w 1130°C (w tym miejscu do tekstu Szymborskiego wkradł się najprawdopodobniej błąd. Thermus aquaticus żyje w temperaturze ok. 100°C, natomiast trudno oczekiwać, by Pyrolobus fumarii rozmnażał się w temperaturze ponad 1000°C, gdy w takich warunkach trudno w ogóle mówić o fazie płynnej wody).

„Czy jednak, marudzą sceptycy, przeniesienie poszukiwań źródeł życia z Ziemi w przestrzeń kosmiczną może nas zbliżyć do rozstrzygnięcia ostatecznej zagadki jego powstania?” — pyta Autor puentując artykuł? I zaraz odpowiada na tę wątpliwość:

W końcu, na Ziemi czy w kosmosie, kiedyś musiało się jakoś „cudownie” narodzić. Sceptycy mają zapewne nieco słuszności, lecz na ich wątpliwości można odpowiedzieć następująco: natura, dysponując całym Wszechświatem i całą wiecznością, mogła stworzyć zarodki życia korzystając z jakiejś rzadkiej i niezwykłej sposobności. W końcu, tak naprawdę, bóg jeden wie, co się w tym kosmosie dzieje...

Nawet więc dowiedzenie niemożliwości abiogenezy na Ziemi (o czym coraz śmielej się mówi) nie stanowi dla ewolucjonistów żadnego problemu. W końcu zawsze można odwołać się do kosmosu, gdzie natura dysponując całym Wszechświatem i wiecznością mogła stworzyć zarodki życia „przy jakiejś rzadkiej i niezwykłej sposobności”. Ewolucjoniści często stawiają kreacjonistom zarzut, że odwołują się do „Boga zapchajdziury”, mającego wypełniać luki wiedzy. Wygląda na to, że sami muszą wziąć sobie ten zarzut do serca: Boga zapchajdziurę” zastępują tylko „kosmicznym przypadkiem zapchajdziurą”.

Michał Ostrowski

Przypisy

[1] Por. np. Krzysztof Szymborski, Poprawka z natury. Biologia, kultura, seks", Proszynski i S-ka, Warszawa 1999 i Michał Ostrowski, Ewolucja, kultura, mitologia, Na Początku..., kwiecień 2001, nr 4 (141), s. 100-107.


http://www.creationism.org.pl/artykuly/ ... hterm=None




Żeby nie było: nie jestem zwolennikiem teorii superistoty Boga-kreatora (idąc tym tropem musi paść pytanie o stwórcę samego Boga przecież); nie wyznaję też ateistycznej wiary w skrajnie nieprawdopodobny ślepy przypadek, bowiem przypadki nie istnieją.

Gotowe odpowiedzi nie przekonują, wolę pytania.



Na górę
   
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 3 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group