Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 25 sie 2019, 6:37

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 19 ] 
Autor Wiadomość
Post: 10 gru 2009, 23:37 
Rząd usa sprzedał nas... obcym.


Słońce nie obraca się dookoła Ziemi.

Rząd USA zawarł sekretną umowę (Grenada Treaty) z małymi przedstawicielami obcej rasy zwanej szarakami.

http://www.philschneider.org/articles/is_someone_killing.html


Obrazek

Jan van Helsing - Ręce precz od tej książki pisze:
... Sam pan pisał w swoich książkach - wszyscy je znamy - o obcych cywilizacjach, które pojawiły się i nadal pojawiają na naszej planecie.

A my sprzysięgliśmy się z nimi.

Za coś, czego tamci przybysze potrzebowali z naszej planety, otrzymywaliśmy technologie.
A ludzie się dziwią, że w latach pięćdziesiątych rozpoczęta się rewolucja w technice...

Ale tego nie można ludziom powiedzieć - jeszcze nie można.

Z kim te bardzo inteligentne istoty, które nas odwiedzają, miałyby tutaj rozmawiać i pertraktować?

(...)

Oni nie są reprezentantami naszego świata. Już w latach pięćdziesiątych zasiadali w naszych gremiach przedstawiciele innych światów i trafili nawet do Pentagonu, i wszędzie udzielali nam poparcia, gdy wyrażaliśmy chęć przyspieszenia działań na rzecz utworzenia rządu globalnego - przy pomocy ONZ.

(...)

Niejedna grupa naszych partnerów pochodzi spoza tego Układu Słonecznego i wyglądają te istoty inaczej niż my.

Czy sądzi pan, że byłyby one skore do dyskusji z fanatykami religijnymi?
(...)


Pierwszą prawdę przedstawioną powyżej wypowiedział Giordano Bruno, który został spalony na stosie w 1600 r. za to iż głosił on tezy, iż jest to prawda. Druga prawda poniosła za sobą więcej śmierci dla osób, które chciały wygłosić to publicznie.

Lecz owa prawda musi zostać odkryta. Fakt, iż Ziemia krąży dookoła Słońca był tłumiony przez kościół przez ponad 200 lat.

Spowodowało to wielki wstrząs w szeroko pojętym kościele, rządzie i w środowisku myślicieli. Było to w XVII w.

Teraz, po tylu latach od kiedy owa prawda została ujawniona musimy stanąć naprzeciw innych szokujących faktów.

Tą szokującą a nawet przerażającą prawdą, którą przez ponad 40 lat skrywał przed nami Rząd USA... jest fakt iż sprzedał on nas... obcym.


Oto historia jak do tego doszło...

Niemcy prawdopodobnie odkryli rozbity spodek już w roku 1939. Generał James H. Doolittle w 1946 pojechał do Szwecji aby zbadać raport tzw. UFO "rakiet – duchów", które były obserwowane przez ponad 7 miesięcy.
Spodki poza nieznaną dla nas techniką ich budowy i nadfizyką poruszania się skrywały jeszcze jedną rzecz... mianowicie były pilotowane przez inteligentne istoty.

Owa prawda była znana tylko kilku osobom. Były to małe, brzydkie stworzenia, które były bardziej zaawansowane technologicznie od nas – prawdopodobnie o setki jeśli nie o biliony lat. Większość osób, które były obeznane z owym faktem, krótko po tym wydarzeniu (rozbiciu spodka + poznanie prawdy z tym związanej) popełniło samobójstwa.
Najbardziej znaną z tych osób był Sekretarz Obrony James V. Forrestal, który wyskoczył z 16 piętra ze szpitalnego okna.
Wszelkie analizy z badań nad nim zostały nieujawnione do dziś.

Prezydent Truman szybko zatuszował wszelkie informacje i zaczynano informować opinię publiczną, że sprawa latających talerzy to ... żart.

Obrazek

W 1947 r. prezydent Truman powołał do działania grupę 12 specjalistów, która była znana pod nazwą MJ-12 (Majestic 12).

Grupa ta istnieje do dziś, lecz w jej skład wchodzą inne persony. Ostatnim z oryginalnej grupy, który zginął był Gordon Grey – Sekretarz Armii z roku 1984.
Jeśli tylko jakiś z członków grupy odchodził natychmiast wybierano jego zastępcę. Istnieją spekulację, iż grupa zwana jako MJ-12 ma w swoim składzie większą ilość członków niż było to ogólnie wiadome.

Więcej informacji na temat MJ-12 : http://www.paranormalne.pl/index.php?showtopic=1368#

Obrazek

W późnych latach 40 -tych miało miejsce jeszcze kilka katastrof obcych pojazdów. Roswell, New Mexico, kolejne na terenach zasiedlanych przez Azteków…kolejne w pobliżu Loreto, w Teksasie ok. 30 mil w głąb granicy z Meksykiem.

Obrazek

Obrazek

Teraz trzeba sobie uzmysłowić pozycję Rządu USA w tym czasie. Zapewne myśleli oni o sobie jako o najbardziej rozbudowanej
i doskonałej nacji na Ziemi, która poza tym miała możliwości produkcji bomby atomowej. Byli o kilka lat do przodu przed Rosjanami.

Zbudowali oni samolot mogący przekroczyć prędkość dźwięku. Mieli oni bombowce o międzykontynentalnym zasięgu, które mogły transportować broń o wielkiej sile. Zimna wojna trwała i ogólna przyszłość nacji wydawała się świetlista. Mając Rosjan tuż za sobą (w dziedzinach najbardziej rozbudowanego państwa itd.) Amerykanie potrzebowali jakiegoś "asa z rękawa" dzięki, któremu mogliby stać się wyjątkowi względem innych... i poprzez to umocniliby jeszcze bardziej swoją pozycję w oczach innych.

Co mogło być dla nich tym "asem"... o tym za chwilę...

Teraz należy sobie wyobrazić pewną rzecz. Znana na świecie audycja radiowa Orsona Wellsa "Wojna Światów" z 1938 roku.

Tysiące Amerykanów w panice uległa owej manipulacji, w której była mowa o inwazji istot spoza naszej planety.
Wyobraźmy sobie ich przerażenie na opisy owych stworzeń, które można było wtedy poznać – stworzenia z wielkimi oczami, gadzią skórą i palcami zaopatrzonymi w pazury.
Wyobraźmy sobie ich szok gdy poznawali jak latają i jak są napędzane owe pojazdy.
Chodzi tu o szok jaki wywarła na nich owa informacja i jakie poniosła za sobą konsekwencję. Kto wie jaka mogłaby być reakcja społeczeństwa na fakt "ujawnienia owej prawdy" ...

25 kwietnia 1964 roku doszło do pierwszej oficjalnej komunikacji pomiędzy obcymi formami życia a Rządem USA – miało to miejsce w Bazie Sił Powietrznych Holloman w Nowym Meksyku. 3 pojazdy wylądowały na specjalnie wyznaczonym terenie aby mogło dojść do spotkania pomiędzy przedstawicielami obcych a oficerami Rządu USA.

W późnych latach 60’tych i wczesnych 70’tych, grupa MJ-12 jako reprezentant Rządu USA zawarła układ z owymi istotami nazwanymi EBE (nazwa oryg. extraterrestrial biological entities – nazewnictwo to zostało ustalone przez Detleya Bronka, członka MJ-12 i szóstego prezydenta Uniwersytetu Johna Hopkinsa).

Owy "układ" pomiędzy stronami polegał na tym, że doszło do wymiany technologii (Rząd USA badał i poznawał konstrukcję
i sposób działania pojazdów, które rozbijały się na naszej planecie – w późniejszym okresie testowali w pełni sprawny pojazd)
w zamian za ignorancje ze strony Rządu na późniejsze uprowadzenia ludzi, których dopuszczali się obcy.

EBEni zapewniali przedstawicieli MJ-12, iż abdukcje (trwające średnio 2 godziny) będą służyły monitoringowi rozwoju naszej cywilizacji. (akurat...)

Jednak cele uprowadzeń okazały się odbiegać od zapewnień EBE-nów – prawdziwymi celami były:

(1) Wprowadzanie 3mm urządzenia przez otwory nosowe w celu dostania się do mózgu - implanty (temat na forum).

Urządzenie było używane do biologicznego monitoringu uprowadzonego, namierzania go i kontroli (opis urządzenia zgodny
z relacjami osób uprowadzonych).

(2) Implementacja (wszczepianie) sugestii posthipnotycznej (pohipnotycznej) w celu wywołania określonego rodzaju aktywności
w określonym przedziale czasu, wprowadzenie której będzie miało miejsce w przeciągu następnych 2 - 5 lat.

(3) "Przekształcenie" niektórych ludzi aby mogli funkcjonować jako żywe źródło biologicznych materiałów i substancji.

(4) Usunięcie osób stanowiących zagrożenie dla kontynuacji ich działań (eksperymentów).

(5) Badania w sferze genetycznej.

(6) Zapładnianie żeńskich form życia do celów badawczych – czyt. hybrydy.


Przykłady trzech uprowadzeń jako opisy wydarzeń jakie mają miejsce podczas uprowadzenia:

Wrzesień 1961, około północy, Whitfield, New Hampshire.

Uczestnikami przedziwnego wydarzenia było międzyrasowe małżeństwo z New Hampshire, Betty i Barney Hill. Jechali właśnie do domu autostradą numer 5 przez Góry Białe, gdy nagle zobaczyli dziwne światło na niebie, poruszające się po linii łamanej.
Leciało ono za nimi przez kilka mil. Barney wysiadł z samochodu i obejrzał przedmiot przez lornetkę.

Zobaczył pojazd w kształcie dysku, wielkości około dwudziestu metrów, z czerwonym światłem i rzędem okien z boku.
Przerażona para szybko odjechała. Usłyszeli wówczas dziwne, brzęczące odgłosy i stwierdzili, że samochód wibruje.

Nagle poczuli senność, a gdy wrócili do normalnego stanu, stwierdzili, że znajdują się pięć mil na południe od miejsca dziwnego wydarzenia. Zauważyli także, że upłynęły już dwie godziny (czynnik "OZ" - "missing time").

Hillowie nikomu nie opowiedzieli o swojej przygodzie, poza kilkoma znajomymi, ale zadziwiająca luka w pamięci wywołała
u Barneya rozstrój nerwowy, a nawet wrzód żołądka. Betty miewała przerażające sny o statkach kosmicznych.
Barney rozpoczął leczenie psychiatryczne i w rezultacie w grudniu 1963 roku trafił do znanego psychiatry doktora Beniamina Simona.
Po dwóch miesiącach doktorowi Simonowi udało się rozwikłać tajemnicę po wprowadzeniu pacjentów w stan głębokiej hipnozy.
Badano ich oddzielnie, jednak opowiadania, których wysłuchano, nie różniły się od siebie znacząco.

Podczas hipnozy przypomnieli sobie, że gdy brzęczenie ustało, znaleźli się na bocznej drodze, gdzie zatrzymała ich grupa humanoidów.
Zostali przez nią wciągnięci po rampie na pokład statku kosmicznego. Porywacze byli niewysocy (poniżej półtora metra), mieli szarawą skórę, duże, skośne oczy, prawie niewidoczne nosy i szczeliniaste usta. Ich głowy były trójkątne, duże czaszki zwężały się stopniowo w spiczaste brody. Istoty komunikowały się między sobą, wydając dziwne dźwięki, które w jakiś dziwny sposób tłumaczone były w myślach Hillów na angielski.

Zaprowadzono ich do oddzielnych, jaskrawo oświetlonych "pokojów badawczych" i położono na "stołach operacyjnych".

Stworzenia zbadały pachwinę i sztuczne zęby Barneya. Od Betty pobrano próbki włosów, paznokci, a badający osobnik się zaskoczony, kiedy jej naturalnych zębów nie udało się wyjąć tak jak Barneyowi. Następnie poinformowało badanych, że zapomną o zdarzeniu, i wrzucono ich na powrót do samochodu.

Należy zauważyć, że wielu psychiatrów nie akceptuje regresji hipnotycznej jako skutecznej metody uzyskiwania wiarygodnych dowodów.

5 listopada 1975, dzień, Snowflake, Arizona

Travis Walton, lat dwadzieścia trzy, jechał razem z sześcioma innymi członkami prywatnej ekipy drwali ciężarówką, kiedy nagle wszyscy spostrzegli pojazd w kształcie talerza, wiszący w powietrzu około dwudziestu metrów od drogi (jest film o tym przypadku - "Fire in the sky")

Zatrzymali się, a Walton wysiadł i podszedł do obiektu, który zaczął się poruszać, wydając "brzęczący, wysoki" dźwięk.

Walton przykucnął za belką. Wówczas uderzyła go wiązka światła z dolnej części UFO i, zgodnie z raportami świadków, "odrzuciło go na kilka metrów do tyłu". Sam zainteresowany stwierdził później, że "poczuł rodzaj szoku elektrycznego i stracił przytomność".
Pozostali w panice odjechali ciężarówką "tak szybko, jak tylko mogli".

Pięciodniowe poszukiwania Waltona przez oddział policji szeryfa nie dały rezultatu. Krewni znaleźli go w budce telefonicznej przy autostradzie, skąd do nich zadzwonił.. Stwierdził potem, że przez cały ten czas przebywał na pokładzie UFO, choć przytomny był tylko przez kilka godzin. Obudził się w pokoju o metalowych ścianach, który wziął za "szpital". Jego koszula była rozpięta, a na klatce piersiowej leżało "coś", co nie było nigdzie przymocowane.
Zobaczył trzech "obcych" - o wzroście około półtora metra, łysych, o kredowobiałej skórze, niewielkiej twarzy, której większość zajmowały duże, brązowe oczy, ubranych w pomarańczowo-brunatne kombinezony. Przerażony, zrzucił z siebie przedmiot
i odepchnął "obcych", a oni opuścili pokój nie mówiąc ani słowa. Następnie wszedł osobnik o bardziej "ludzkim" wyglądzie, ubrany w biały uniform i "przezroczysty, kulisty hełm". Miał około metra osiemdziesięciu centymetrów wzrostu, "jasnobrązowe włosy"
i "zielono-orzechowe oczy".
Uśmiechał się spokojnie, patrząc na szarpiącego się Waltona.

Zaprowadził go do mniejszego pokoju "piętro niżej", gdzie trzech innych "ludzkich" nałożyło mu na twarz przezroczystą, miękką, pasującą jak ulał maskę z przyczepioną czarną kulką, "podobną do maski tlenowej", ale bez rur. Walton stracił przytomność
i obudził się na środku autostrady, widząc jak UFO "wzlatuje prosto w górę".

Zdania ekspertów od UFO są podzielone co do autentyczności opisywanych zdarzeń. Travis Walton jeszcze przez długi okres borykał się z problemami emocjonalnymi co może świadczyć o prawdziwości jego zeznań.

15-16 października 1957, 1:00, w pobliżu San Francisco de Sales, stan Minas Gerais, Brazylia

Antonio Villas Boas, lat dwadzieścia trzy, brazylijski prosty rolnik, często pracował na swojej farmie nocą. Wieczorami 5 i 14 października obserwował wraz z bratem dziwne, jasne światła, latające im nad głowami, za pierwszym razem nad domem, za drugim razem nad polem.

Nocą z 15 na 16 października Boas orał ziemię traktorem, kiedy około 1:00 zobaczył "jaśniejący, jajowaty przedmiot, lecący w jego kierunku z przerażającą szybkością". Statek kosmiczny mający około dziesięciu metrów długości i siedmiu szerokości przez chwilę unosił się bezpośrednio nad nim, a potem wylądował tuż obok. W chwili gdy spod maszyny wyłoniły się trzy nogi, na których spoczęła, światła i silnik traktora zgasły.
Następnie z UFO wysiadł o czterech humanoidów w hełmach, którzy wciągnęli go siłą po drabinie na pokład statku.

Przeprowadzono go przez kilka pokoi o "wypolerowanych, srebrzystych metalowych ścianach", oświetlonych fluoryzującymi, białymi lampkami. Jeden z pokoi wyposażony był w "dziwnego kształtu" stół i klika obrotowych krzeseł z białego metalu.

Porywacze ubrani byli w jasnoszare, ciasne kombinezony. Razem z hełmami byli mniej więcej tego samego wzrostu co Boas (metr sześćdziesiąt pięć centymetrów). Od hełmów, przez które nie było widać twarzy poza dużymi, niebieskimi oczami, odchodziły "po trzy okrągłe srebrzyste rury", dochodzące do uniformu.
Choć Boas nie stwierdził na kombinezonach żadnych "garbów" ani wybrzuszeń, mogących stanowić aparat oddechowy, wydawały się one pokrywać ciała pasażerów UFO całkowicie, od stóp do hełmów.

Wprowadzono go do małego pokoju, w którym stała jedynie duża "kanapa", pokryta grubym, miękkim materiałem.
Porywacze przystawili do jego brody grubą, gumową rurkę, prowadzącą do dużej butli i pobrali mu krew. Operacja ta pozostawiła blizny, widoczne jeszcze kilka tygodni po incydencie. Pasażerowie UFO wydawali się niezdolni ani do porozumiewania się
z Boasem, ani nawet do rozumienia go, a między sobą komunikowali się za pomocą dziwnych, "szczekliwych" odgłosów.

Przygotowując Boasa do następnego etapu eksperymentów, humanoidy siłą rozebrały go do naga i natarły płynem. Wówczas do pomieszczenia weszła "kobieta", także całkowicie naga. Jej włosy były jasne i sięgały do połowy szyi, skóra biała, oczy duże, niebieskie i skośne. Sięgała Boasowi tylko do ramienia i miała wąskie wargi, mały nos i uszy, wąskie biodra, "wysokie i szeroko rozstawione piersi", szerokie uda, normalne palce, stopy i paznokcie. Najdziwniejsza była jej trójkątna twarz, zwężająca się gwałtownie w spiczasty podbródek. Również niezwykły był krwistoczerwony kolor jej włosów łonowych i pod pachami.
Mimo to Boas opisał jej ciało jako "znacznie piękniejsze niż jakiejkolwiek kobiety, którą znałem dotychczas".

Odbyli stosunek płciowy, który Boas opisuje jako "normalny akt (...) zachowywała się dokładnie tak jak każda inna kobieta".
Przed odejściem pokazała palcem na swój brzuch, potem na Boasa i w górę, w kierunku nieba, co on zrozumiał jako odniesienie do ich przyszłego pozaziemskiego dziecka."Potrzebny im byłem jako dobry ogier, by poprawić rasę" - stwierdził później.

Oddano mu następnie ubranie i jeszcze raz oprowadzono po statku, po czym wypuszczono na zewnątrz, a UFO wzniosło się
i "odleciało jak pocisk" poza zasięg wzroku. Boas, który na jego pokładzie spędził ponad cztery godziny, opowiedział swoją historię najpierw brazylijskiemu dziennikarzowi, a potem - od przysięgą - doktorowi Olavo Fontesowi z Rio de Janeiro.
Został przez nich dokładnie przepytany, ale ani na jotę nie odstąpił od swojej wersji. Lekarska analiza doktora Fontesa wykazała możliwość skażenia promieniotwórczego organizmu Boasa, a także autentyczność blizny na jego brodzie.

Rząd USA nie był w pełni świadomy swojej decyzji i konsekwencji jakie z tego wynikały. Wierzyli oni, że wszelkie sprawy w kwestii uprowadzeń będą pod kontrolą i nalegali aby również tworzyć i na bieżąco uzupełniać listę osób uprowadzonych.

Tą sprawą mieli zajmować się przedstawiciele MJ-12 i Kanclerz Obrony Narodowej. Czy to brzmi niedorzecznie i niesłychanie ?

Aktualne listy uprowadzonych w rękach Kanclerza Obrony Narodowej ? Czytajcie dalej...

EBEni mieli pewne problemy genetyczne i ich systemy życiowe na Ziemi nie funkcjonowały należycie. Niektórzy spekulowali, iż byli oni zamieszani w jakimś wypadku czy wojnie nuklearnej (która mogła mieć miejsce w ich przeszłości) lub może wynikało to z ich genetycznych dolegliwości.
Aby móc w miarę dobrze funkcjonować EBEni potrzebowali pewnych związków/hormonów, które uzyskiwali od ludzkich jak
i zwierzęcych istot. (krowy i ludzie są genetycznie podobni. W sytuacji jakiejś "narodowej katastrofy" hemoglobina krów może być używana przez ludzi).

Owe Substancje…potem są zmieszane z roztworami wodoru i stosowane na skórze poprzez rozpylenie lub zanurzenie odpowiedniej części ciała w roztworze.

Ciało przyjmuje związek i następnie wydala odpady z powrotem przez skórę. Temat ten poruszał nawet dokument Lindy Howe dla telewizji Denver CBS.

Wszystkie te działania były dla gromadzenia tych wszelkich związków przez Obcych. Wszystkie okaleczenia (przede wszystkim zwierząt) zawierały w sobie takie działania jak usuwanie genitaliów, oczu, języka, gardła/przełyku... wszelkie rzeczy były usuwane z ekstremalną precyzją.
W niektórych przypadkach nacięcia były zrobione pomiędzy komórkami (!) w procesie, którego jeszcze nie jesteśmy w stanie robić "w terenie".
W większości tego typu spraw w rejonie gdzie leżało ciało nie było śladów krwi jak i zapadnięcia wewnętrznych organów.

Obrazek

Przykład z takiego oto zjawiska:

W dniu 9 września 1967 roku w Alamosa w stanie Kolorado znaleziono ciało źrebaka o imieniu Lady. Od szyi w górę zwierzę było dokładnie obrane ze skóry i mięśni. Patolog, dr John Altshuler, ze zdumieniem stwierdził, że mózg zwierzęcia, jego kręgosłup
i organy wewnętrzne, między innymi serce, zostały wycięte z niespotykaną precyzją.
Najbardziej jednak wstrząsnęło nim to, że w ciele źrebaka nie było ani kropli krwi. Nie było też śladów krwi na ciele ani w jego pobliżu.

Kiedy dr Altschuler zbadał pobrane próbki tkanek źrebaka pod mikroskopem, odkrył on jeszcze jeden szokujący szczegół:

"Zauważyłem, że brzegi rany miały charakterystyczny, ciemniejszy kolor, zupełnie jakby nacięć dokonano przy użyciu chirurgicznego przyżegacza. Ślady do złudzenia przypominały te, które zostawiają współczesne lasery."
Pierwsze lasery skonstruowano wprawdzie już we wczesnych latach 60 - tych. Jednak w 1967 roku nikt jeszcze nie wykorzystywał ich w chirurgii.
Kolejną zagadką był całkowity brak jakichkolwiek śladów wokół ciała. Jedyne odnalezione tropy należały do źrebaka, o dziwo jednak kończyły się około 30 metrów od ciała.

Plaga okaleczeń:

Incydent z Lady był jedynie wstępem do całego szeregu wypadków okaleczeń zwierząt, początkowo tylko w Kolorado, a później, jeszcze w tym samym roku, również w Pensylwanii. Następnie fala podobnych zdarzeń miała miejsce w Alabamie, Iowa i Teksasie.

We wczesnych latach 80 - tych przypadki okaleczeń znowu zarejestrowano w Kolorado, a w latach 90 - tych "plaga" nawiedzała południowe stany USA. Od lat 70 - tych pojedyncze przypadki okaleczeń odnotowano również w Kanadzie, Ameryce Południowej, Australii i w niektórych krajach europejskich. W większości przypadków okoliczności zdarzenia były bardzo podobne.

Oto najważniejsze cechy wspólne: najczęściej ofiarami okaleczeń padało bydło, rzadziej konie, owce, kozy, czasami też psy i koty, brak jakichkolwiek oznak walki, nawet na terenie pokrytym śniegiem nie znaleziono żadnych śladów w pobliżu zwłok, brak śladów zdaje się wskazywać, że zwierzęta były podnoszone z ziemi w powietrze, a następnie porzucane w innym miejscu, organy wewnętrzne, oczy, uszy, języki, odbyty i genitalia zwykle są wycinane. Głowa jest do kości obierana z miękkich tkanek, na ciałach wielu zwierząt znaleziono wycięte z chirurgiczną precyzją owalne lub okrągłe nacięcia, na głębokość skóry.
W wielu wypadkach ciała były zupełnie pozbawione krwi. Najnowsze badania mikroskopowe wykazały, że niektóre nacięcia zostały wykonane skalpelem, inne zaś bez użycia ostrego narzędzia - tak jakby wykonano cos w rodzaju cięcia między komórkami.
Lub przy użyciu podobnego do lasera źródła wysokiej temperatury. Nie był to jednak laser, gdyż lasery chirurgiczne zostawiają ślady węgla, a tych nie znaleziono.

Więcej na temat okaleczeń zwierząt : http://www.paranormalne.pl/index.php?showtopic=400&hl=okaleczenia+zwierz%C4%85t#

Tego typu okaleczenia przytrafiały się także ludziom. Przykładem na tego typu zdarzenie była osoba Sierżanta Jonathana P. Louottea – zdarzenie miało miejsce w roku 1956 na terenie White Sands gdzie mieści się obszar do testowania rakiet (oryg. White Sands Missile Test Range).
Ciało sierżanta zostało odnalezione trzy dni po tym jak pewien Major Sił Powietrznych zgłosił uprowadzenie J.P. Louotella przez obiekt dyskoidalny – zdarzenie miało miejsce koło godziny 15:00. W tym czasie sierżant był na terenie testowym w celu poszukiwań szczątków rakiet, które ówcześnie testowano.

Jego genitalia zostały usunięte, było brak zarówno oczu jak i krwi ofiary. Zachowane były wszelkie podobieństwa znane
z okaleczeń zwierząt.
Z niektórych raportów na tematy okaleczeń wynikało iż po owym "zabiegu" na ofierze – człowiek (lub zwierzę) przez jakiś okres czasu nadal żył (-o).

Poszczególne części ciała zostały zabrane do różnych podziemnych laboratoriów. Jedno z takich miejsc mieści się niedaleko małej miejscowości w rejonie Dulce (Nowy Meksyk).

Dulce to spokojna, cicha i mała miejscowość w płn. New Mexico. Jej populacja wynosi ok. 900 osób, miasteczko jest zlokalizowane na wysokości ponad 7,000 stóp na terenach Rezerwatu Indian Jicarilla. Jest tam tylko jeden motel i kilka sklepików.
Nie jest to ani miasto wypoczynkowe i aktywność ludzka jest tam znikoma. Lecz zdaniem niektórych Dulce ma jeszcze "ciemny sekret".
Sekret ten to teorie, iż teren ten mieści pod powierzchnią ziemi tajny kompleks laboratoryjny Rządu-Obcych, którego przeznaczeniem jest Biogenetyczne Laboratorium w którym przeprowadza się eksperymenty na ludziach i zwierzętach.
Kompleks jest sklasyfikowany jako tak tajny, że jego istnienie jest jednym z najbardziej nieznanych na Ziemi.

Inne tego typu laboratoria mieszczą się w Kolorado, Nevadzie i Arizonie.

Ta wielopoziomowa baza ma wysokość przynajmniej 7 kondygnacji i ma oddzielny system bezpieczeństwa, który kontroluje cały kompleks. Jest tam zamontowanych ok. 3000 kamer wideo, które kontrolują całą strukturę. Jest tam ponad 100 tajnych wyjść. Wiele dookoła Archuleta Mesa, inne na płd. dookoła jeziora Dulce i najdalej na wschód w Lindrith. Głębokie kompleksy łączą się
w system jaskiń.

Druga pokrewna technologicznie (źródła elektro-magnetyczne) baza mieści się w Kalifornii – Baza Sił Powietrznych Edwards (Mohawe). Nazwiska z grupy MJ-12 mające tam swoje udziały to : Harolt Brown, Richard Helis, Gen. Vernon Walters, Dr. Lew Allen, Dr. Theodore von Karman.

Więcej na temat owego miejsca możecie dowiedzieć się z odrębnego tematu – http://www.paranormalne.pl/index.php?showtopic=901&st=0#

Owa konstrukcja została zbudowana z wielkim udziałem EBEnów. Wewnątrz została wyposażona w technologie pochodzące prosto od Obcych – i tylko oni potrafili w pełni operować zainstalowanymi tam urządzeniami (wszystko to po aby w razie czego owa technika nie została wykorzystana przeciwko nim).

W latach pomiędzy 1979 a 1983 stawało się jasnym dla MJ-12, iż wszelkie sprawy związane ze współpracą z EBEnami nie szły wedle zaplanowanej drogi. Coraz więcej osób było uprowadzanych (licząc w setkach) i umieszczanych na listach uprowadzeń.

Stawało się jasnym, iż niektóre (nie wszystkie) dzieci były uprowadzane nie tylko do celów "badawczych". (wszelkie relacje osób uprowadzonych mówią iż początki uprowadzeń w takich przypadkach zaczynały się we wczesnych latach dziecięcych i trwały przez regularny okres czasu).

Według niektórych w laboratorium Dulce doszło do pewnych "niedomówień" pomiędzy ludźmi a obcymi. W konsekwencji pewna grupa żołnierzy miała uratować naukowców znajdujących się wewnątrz kompleksu.
Według jednego ze źródeł 66 żołnierzy w trakcie "misji ratowniczej" zostało zabitych, a ludzie z wewnątrz nie zostali uwolnieni.
Jak zakończył się owy "spór" ? Tego do końca nie wiemy...
(mówił o tym Phil Schneider)

W 1983 r. MJ-12 musiał już w pełni zdawać sobie sprawę z błędu jaki popełniono gdy porozumiano się z EBE-nami.

W 1968 roku stworzono plan, który miał (w ciągu następnych 20 lat) na celu poinformowanie opinii publicznej o istnieniu obcych form życia, poprzez różnego rodzaju filmy dokumentalne i analizy, które miały zostać opublikowane na przełomie lat 1985 – 1987.

Filmy te miały wyjaśnić historię i intencję EBEnów.

Ujawnienie tego "wielkiego oszustwa" skrywanego przez tyle lat postawiło całe plany i nadzieję MJ-12 w zawikłaniu i panice.

Zdania przedstawicieli MJ-12 co do możliwości ujawnienia prawdy były podzielone. Część z grupy chciała przedstawienia
i ujawnienia planu dla opinii publicznej wraz z przeprosinami i "błaganiem" o wybaczenie. Inni natomiast byli zdania, iż nie ma mowy o takim działaniu, które miałoby na celu ujawnienie prawdy.
Sprawy zaszły za daleko aby teraz wszystko mogło zostać odtajnione. Ich najlepszym planem było kontynuowanie stworzenia jakiejś broni lub "planu powstrzymania", który mógłby zostać użyty przeciwko EBE-nom.

Działanie to miałoby być podjęte w sprawie "SDI" czyli tak zwanej "Inicjatywy Obrony Strategicznej" (oryg. Strategic Defense Initiative), która nie miała nic innego do roboty poza obroną przeciw Rosyjskim rakietom nuklearnym.

Jednak prawdziwa definicja "SDI" stwierdza: "planowanie, namierzanie, umiejscowienie "przedmiotów/broni" w kosmosie".

Zanim odkryto “wielkie oszustwo” kilka filmów i dokumentów informujących o tym opinię publiczną było już gotowych.

William Moore, badacz UFO z Kalifornii napisał książkę wydaną w 1980 r. pt.: "Incydent w Roswell". Książka ta opisała w sposób szczegółowy rozbicie się latającego dysku wraz z 4 osobowa załogą, jego odkrycie i utajnienie wszelkich faktów z tym związanych.
Autor owej książki ma nagranie wideo gdzie dwóch dziennikarzy prowadzi wywiad na ten temat z przedstawicielem MJ-12.

Człowiek ten opowiada o historii MJ-12, katastrofach obcych pojazdów i o istnieniu obcych form życia (o jednym z 3 żywych obcych złapanych i nazwanych EBE-1, EBE-2 i EBE-3, który był przetrzymywany w obiekcie o nazwie YY-II w Los Alamos (New Mexico).

Istnieje taśma na , której jest nagrany rzekomy wywiad z przedstawicielem EBEnów. Z racji tego, iż porozumiewają się oni telepatycznie... jeden z poruczników służył jako "interpretator" – czyli on odbierał przekaz od EBEna. Bill Moore (dziennikarz) był zaproszony do Waszyngtonu aby osobiście sfilmował przedstawiciela EBEnów w trakcie podobnego wywiadu, aby potem móc upublicznić nagranie. Jednak z powodu krachu na giełdzie podjęto decyzję o wstrzymaniu się z tym procederem.

Moore jest w posiadaniu dokumentów z raportu Aquarius, które opisują super tajny projekt NSA, który był następnie wstrzymany.
W liście do Johna Glenna (dyrektora NSA) Julia B. Wetzel pisze: "Istniał lub istnieje projekt Sił Powietrznych o nazwie Aquarius, który zbiera informacje na temat UFO. Przypadkowo istnieje także projekt NSA o takiej samej nazwie".

Projekt Aquarius w NSA zajmuje się komunikacją/kontaktami z obcymi formami życia (EBE-nami).

Obrazek

Kilka informacji o projekcie :

Aquarius

Jest projektem, który zebrał informacje i opisał historię pobytu i wpływu obcych istot na człowieka na Ziemi w przeciągu ostatnich 25.000 lat z uwzględnieniem dziejów narodu Basków żyjącego w górach na pograniczu Francji i Hiszpanii oraz Syryjczyków
i Asyryjczyków.
Wraz z projektem Aquarius istniał projekt zwany Snowbird. Do zadań projektu wchodziły m.in. testy spodka (odkrytego po jednej
z katastrof) nad Groom Lake w Newadzie. Projekt ten jest kontynuowany do dnia dzisiejszego.

Jedną z osób potwierdzających te doniesienia był Bob Lazar, który twierdzi, iż pracował przy jednym z takich spodków.
Gdy został wydalony z projektu nad którym pracował sam w towarzystwie przyjaciół wybierał się pod osłoną nocy w rejon Groom Lake.
Z racji tego, iż miał styczność z owymi pojazdami wiedział nawet w które dni i o jakiej porze są testowane. W konsekwencji nagrał kilka ciekawych filmów gdzie na taśmie wideo widać dziwne światła latające z "dziwnymi trajektoriami lotu", które to nie przypominały konwencjonalnych maszyn latających.

Oto jedno z takich nagrań : [googlev]2253884259606995469[/googlev]


Istnieją relację od osób, które widziały jak nieznane pojazdy latające były transportowane na terenie pustyni Newada w marcu 1988 roku.
Inni widzieli jak jeden z takich pojazdów został zakopany w piaskach tamtej pustyni w sierpniu 1988 r.

Rząd po części zaczynał odczuwać, iż jest częściowo zmuszony aby odkryć ową tajemnicę istnienia obcych form życia na Ziemi za sprawą dowodów takich jak: obserwacja nad Hudson Valley, obserwacja Wytheville, Gulf Breeze, obserwacje na Florydzie (które zostały udokumentowane w formie zdjęć i filmów nagranych w przeciągu października 1987 a maja 1988 r.) , obserwacja Lake Superior z 1987, obserwacje z Las Vegas, Newady (wojskowych terenów testowych).
Za sprawą takich oznak MJ-12 mógł oświadczyć co jest grane… ale jak to skonfrontować ze sprawą uprowadzeń (i skutków z nich wynikających) i okaleczeń zwierząt. Mieli przy okazji ogłosić, iż przyzwolili na takie rzeczy ?
I przy okazji stwierdzić, iż badali (-ją) taki rodzaj technologii, który może zrewolucjonizować nasze życie na zawsze.

Mówi się iż źródło napędzania i różne technologie zastosowane m.in. w pojazdach typu UFO mogłyby postawić znany nam rynek energetyczny do góry nogami.
Technologie otrzymywania energii, bez podłączania nas do elektrowni i wszelkie z tym związane aspekty "wolnej energii" zrewolucjonizowałyby nasz świat na dobre.

Przedstawiciele programu Disclosure Project są zdania (i mają na to dowody, które mogą przedstawić przed Kongresem USA) iż już od dłuższego czasu jesteśmy w posiadaniu owych "rewolucyjnych rozwiązań energetycznych", które otwierają przed nami nowe horyzonty i mogą zakończyć tzw. "problem energetyczny świata", lecz są one ukrywane przed ogółem naszej społeczności...

Więcej na temat projektu Disclosure Project: www.disclosureproject.com

Rozwińmy to na przykładzie z książki Jana Van Helsinga:

... Na spotkaniu był obecny również człowiek, który zatelefonował do mnie następnego ranka. Koniecznie chciał mi coś pokazać. Udaliśmy się w dwugodzinną podróż samochodem do przypominającego dżunglę lasu, pośród którego znajdował się niewielki dom, o istnieniu którego nikt nie wiedział. Mój towarzysz podróży i przewodnik zarazem wyjaśnił mi, że w razie potrzeby zawsze znajdę tu schronienie i gdybym kiedykolwiek planował budowę latającego spodka, z powodzeniem mogę to zrobić właśnie tutaj.

Dziwna propozycja - pomyślałem... Zdziwiłem się, kiedy po wejściu do domu zapalił światło, chociaż na zewnątrz nie zauważyłem żadnych przewodów. W odpowiedzi na zadane pytanie zaprowadził mnie do piwnicy.
"Oto prawdziwy powód naszej wycieczki" - powiedział, pokazując mi stojące w piwnicy urządzenie niewielkich rozmiarów, które zdawało się mruczeć. Rozglądałem się za jakimś kablem, gniazdkiem lub wtyczką, które zapewniałoby urządzeniu dopływ prądu, jednak bezskutecznie.
Mężczyzna wyjaśnił, że jest to "konwerter magnetyczny" wytwarzający prąd elektryczny, który wymaga tylko jednorazowej aktywacji – na samym początku.
Impuls uruchamiający powstaje dzięki jednorazowemu przekręceniu pokrętła na boku konwertera.
Ilość wytworzonego prądu elektrycznego wystarcza do oświetlenia całego domu, a nawet do napędzania samochodu.

Jak się dowiedziałem, ów poczciwiec był Brytyjczykiem. Próby wprowadzenia wynalazku na rynek stały się przyczyną ucieczki do Nowej Zelandii – ucieczki przed groźbami (grożono mu nawet śmiercią).

Refleksja autora:

Tyle o zagadnieniach technicznych.
Zapewne wielu z Was myśli teraz: To fantastyczne! Gdybym we własnym domu posiadał taki silnik magnetyczny, już nigdy nie musiałbym płacić za elektryczność. Byłoby ciepło, a i ciepłej wody miałbym pod dostatkiem. Mógłbym zbudować w ogrodzie szklarnię, ogrzewać ją przez całą zimę i w ten sposób uprawiać owoce i warzywa ...
Później kupiłbym samochód elektryczny i również w nim wbudował konwerter, dzięki czemu nie musiałbym już nigdy więcej kupować benzyny! No i oczywiście przestałbym zanieczyszczać środowisko! Zważywszy, jak duża część mojej pensji przeznaczana jest na opłaty za prąd, wodę, benzynę, okazałoby się, że już nie muszę tak dużo pracować! Wspólnie z przyjaciółmi mógłbym też kupić jakiś wysłużony odrzutowiec, odpowiednio do przebudować i polecieć na Księżyc, aby samemu przekonać się, jak rzeczywiście jest z jego atmosferą ! ...

Fantazji nie można ograniczyć w żaden sposób. Wszystko jest możliwe. Czy jednak w swej euforii choć przez chwilę pomyśleliście o tym, że miliony ludzi mogłyby stracić pracę?
Co stałoby się z przemysłem naftowym, zakładami produkującymi silniki, bez pracy zostaliby monterzy urządzeń grzewczych, specjaliści od energii słonecznej ? Co stałoby się z ... ?

Czy macie świadomość, że stalibyście się narzędziem służącym zniszczeniu? Stalibyście się sprawcami straszliwych cierpień, znienawidzonymi przez wielu ludzi, którym odebralibyście nadzieję, zburzyli świat ...
Wiem jednak, że chcieliście czynić tylko dobro.
...

Wolna energia jest przyszłością i pewnego dnia stanie się nieodzowną częścią życia, zmieniając otaczający nas świat. Chcę Wam pokazać, że każdy kij ma dwa końce.
...

Podobne emocje wywołało wprowadzenie komputerów – choć przyczyniły się do uproszczenia wielu czynności, doprowadziły jednocześnie do zlikwidowania wielu miejsc pracy, co będzie miało skutki także w przyszłości.
Czy moglibyście jednak z nich zrezygnować ?

Jest to prawo polaryzacji.
...

I oto pewien wynalazek – maleńki silnik zobaczony w dżungli - mógłby stać się "bronią", która wywrze wpływ na losy milionów ludzi!
Rozwiązanie pieczołowicie strzeżonych tajemnic może być niebezpieczne, może stać się bronią w rekach osoby niedoświadczonej, która przy jej użyciu siać będzie niewyobrażalne wręcz zniszczenie ...

Teraz już wiemy dlaczego owe "tajemnice" mają dwa końce...

Wróćmy teraz do tematu...

Większość zgłaszających obserwacje (donoszących o obserwacjach) jest złośliwie ośmieszana przez rząd sponsorujący "dyskredytantów" (w oryginale "debunkers") takich, jak Phillip Klass, były wydawca "Aviation Week and Space Technology", naukowiec z NASA James Oberg i wielu innych. Gdy prawda wyjdzie na jaw, o ile kiedykolwiek tak się stanie, to w jaki sposób zostanie usprawiedliwione podłe i nieuczciwe traktowanie zupełnie zdrowych psychicznie, normalnych i patriotycznych obywateli?

Teraz zadać należy sobie pytanie: "Dlaczego wtedy nie słyszałem o takich rzeczach ?"

Od kogo mielibyśmy się o tym dowiedzieć ? Od Dana Rathera ? Toma Brakowa ? Sama Donaldsona ? Nie...
(problem opisany na przykładzie Amerykańskich dziennikarzy i specjalistów).

Ci ludzie tylko przedstawiają nam wiadomości. Oni ich nie szukają. Mają oni ludzi, którzy dzwonią i przeprowadzają wywiad ze świadkiem i weryfikują to z innymi sprawami...

To nie tak, że Don Rather pojedzie do Wytheville i zacznie grzebać we wszelkich raportach z obserwacji, których od października do listopada roku 1987 było 4000. Może ktoś inny np. Tom Brokaw powinien zaryzykować swoją wiarygodność w tego typu sprawach.
Nikt nie dopuściłby się do takich rzeczy pod pretekstem stracenia swojej wiarygodności w oczach innych poprzez zajmowanie się takimi sprawami.
Jak był by oceniany przez ogół taki człowiek, który powie, że zajmuje się sprawami gdzie świadek opisuje jak obiekt o rozmiarze 900 stóp przelatuje tuz nad drogą itd.
W sprawie obserwacji Wytheville tysiące osób pisało do NASA z zapytaniami w tej sprawie.
Ci, którzy zadawali pytania dostali odpowiedź, iż NASA w tym czasie robiła "obserwacje / oględziny pogodowe". 8-)

Jedną z osób potwierdzających te doniesienia był Bob Lazar, który twierdzi, iż pracował przy jednym z takich spodków.
Gdy został wydalony z projektu nad którym pracował sam w towarzystwie przyjaciół wybierał się pod osłoną nocy w rejon Groom Lake.
Z racji tego, iż miał styczność z owymi pojazdami wiedział nawet w które dni i o jakiej porze są testowane. W konsekwencji nagrał kilka ciekawych filmów gdzie na taśmie wideo widać dziwne światła latające z "dziwnymi trajektoriami lotu", które to nie przypominały konwencjonalnych maszyn latających.

Obrazek

Carl Sagan – podejrzewany o współpracę z rządem w celu dezinformacji.


Innym projektem w który USA co roku inwestowała miliony dolarów jest radio-teleskop w Arecibo (Puerto Rico).

Szukają oni tam sygnału spoza naszego układu... sygnału, który być może przekona ich iż "Somebody is out there".
Jak się to ma do efektów projektu... wiemy.

Co natomiast z Izaakiem Asimovem ? Czy ten bardzo znany pisarz science-fiction nie zdobyłby się na przeczucie, iż istnieje jakaś "przykrywka".
Jedna z hipotez brzmi – EBE-ni próbują zregenerować własne bytowanie naszym kosztem. Cierpieli oni z powodu jakiejś "zagłady nuklearnej", która być może dosięgła ich w przeszłości. Z paru autopsji dowiedziano się, że mają zaburzenia natury antropogenicznej (genetycznej) i inne problemy natury psychicznej.
To by odpowiadało temu iż prowadzili oni próby "krzyżowania" (hybrydy) – w celu polepszenia swego bytowania.

W tej kwestii m.in. istnieje sprawa w której pewna kobieta z Indianapolis, która przez kilka /naście lat przechowywała a następnie rodziła 7 form hybrydalnych i żadnego z tych osobników nie mogła zatrzymać.

W kwestii tzw. "hybryd" istniały przypadki gdzie dana kobieta służyła jako "naczynie do narodzin formy zarodkowej - potem przedwczesnej" ... a następnie przed naturalnymi narodzinami płód zostawał usuwany (w czasie uprowadzenia).

Potwierdzenia tych tez można znaleźć w analizach komputerowych, które wykrywały w ciele kobiet pozostałości po płodach (można to zweryfikować poprzez komputerowe badania macicy etc.)

Liczba raportów o zaginionych osobach jest pewnego rodzaju tajemnicą Rządową. Od roku 1980 przynajmniej 20,000 dzieci było zgłaszanych za zaginione (co roku). Okaleczenia zwierząt (ponad 14,000 przypadków począwszy od roku 1973) oficjalnie zostały nazwane przez Rząd jako oszustwa.
Uprowadzenia ludzi oficjalnie zostały ocenione przez Rząd jako... oszustwo.

Ostatnie badania wykazują, iż 88% Amerykanów wierzy w inteligentne formy życia poza Ziemią ... ponad 20 milionów Amerykanów jest zdania iż widziało coś co jest określane zjawiskiem UFO.

Lecz Rząd USA oficjalnie odsuwa od rzeczywistości (czyt. ocenia jako rzecz nie istniejącą) wszelkie kwestie związane z "latającymi talerzami" ... i jedynym wyjaśnieniem jest tu słowo ... tak, przecież to "oszustwo".

Najlepszą radą jaką można Wam dać ... gdy następnym razem zobaczycie coś co przypomina "latający talerz" - w formie nieznanej technologii, świecący światłami itd.:

UCIEKAJCIE GDZIE DIABLI PONIOSĄ...


Kilka słów o autorze – John Lear:

Obrazek

Były kapitan powietrzny, który jako jeden z niewielu posiada wszystkie certyfikaty FAA. Brał on udział w tajnych misjach lotniczych dla CIA w centralnej i południowo-wschodniej Azji, wschodniej Europie, środkowym wschodzie i Afryce (było to w latach pomiędzy 1966 a 1989 rokiem). Latał jako kapitan i pilot testowy na ponad 10 typach samolotów.

John osiągnął 17 rekordów świata , włączając w to rekord prędkości dookoła Ziemi. Rekordu tego dokonał w maszynie Lear Jet Model 24, który był wyprodukowany w 1966 roku.
Został odznaczony wyróżnieniem PATCO w roku 1968 oraz Memoriałem Symonsa Wavea. Był najmłodszym Amerykaninem, który wspiął się na Matterhorn w Szwajcarii w 1959 r. ... a w 1970 pełnił rolę kapitana łodzi w Pucharze Ameryki (Soliloquy), który odbył się w rejonie Marina Del Rey.

Kilka słów wyjaśnień:
Tekst ma już swoje lata i jeśli jakaś z poruszonych w nim spraw uległa zmianie lub "rozwinęła swoje skrzydła" ... zostanie to wspomniane i rozwinięte w przyszłych tematach.

Temat ten ma na celu względnie ogólnie przedstawić historię kontaktów z obcymi, pretekst pod jakim podjęto się tych działań i co było ich efektem. W przyszłości przewidziane jest rozwinięcie owego zagadnienia... (z całą pewnością będzie to miało - a nawet już ma - swój dalszy ciąg).

Bardzo dobrym rozwinięciem tematu będzie np.: film pt.: "UFO – The Greatest Story Ever Denied" by Jose Escamilla:

UFO The Greatest Story Ever Denied [PL]
http://davidicke.pl/forum/ufo-the-greatest-story-ever-denied-pl-t14.html

Film opisuje przyczyny ukrywania przed nami prawdy... która nie ujrzała światła dziennego po dziś dzień...


info:
by =[dj_cinex]= www.paranormalne.pl
...na podstawie tekstu Johna Leara i własnych materiałów.

http://www.paranormalne.pl/index.php?autocom=articles&code=showarticle&id=12
(po zalogowaniu)

http://www.eioba.pl/a70831/rzad_usa_sprzedal_nas_obcym

Modyfikacja, dodatki / uzupełnienia - własne.



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 10 gru 2009, 23:37 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 12 gru 2009, 0:21 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 lip 2009, 14:42
Posty: 315
Płeć: mężczyzna
najgorsze jest to, że w większości takich przypadkach opinia publiczna milczy ;/, a my wyszukujące te informacje wychodzimy na nienormalnych ale możliwe, że wkrótce to się zmieni :)
Dobry temat :king:

_________________
Nic nie jest oczywiste, wszystko jest dozwolone !



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 gru 2009, 11:57 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 maja 2009, 18:47
Posty: 705
Lokalizacja: 3miasto
Płeć: mężczyzna
Znakomitym uzupełnieniem tego tematu, i kwestii planów obcych względem nas (zapładnianie i usuwanie płodów, pobieranie tkanek, czipowanie...) jest książka Emmy Popik "Genetyka Bogów". Polecam wszystkim, niektóre wiadomości są wręcz szokujące, nawet dla starszych wyjadaczy w temacie.

_________________
To my dajemy im władzę. Ich pożywieniem są nasze negatywne myśli, emocje, żądze, lęki. Demaskujcie ich, ale nie walczcie z nimi. Przebaczcie im, a potem przesyłajcie światło i miłość. Miłości nikt się nie oprze, bo nikt nie wynalazł broni przeciwko bezwarunkowej miłości.
Wszyscy wyszliśmy z tej samej Iskry Monadycznej i wszyscy do niej wrócimy. „In lak’ech, ala ken” – „JA jestem w TOBIE, tak jak TY jesteś we MNIE”.

Hanna Kotwicka
http://www.maya.net.pl



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 gru 2009, 14:37 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 sie 2009, 17:20
Posty: 428
Lokalizacja: Terra
Płeć: mężczyzna
Hybrydy ludzko - alien'skie - Bud Hopkins - Intuzi - ciekawa a zarazem szokująca książka .

_________________
...Between the velvet lies
There's a truth that's hard as steel
The vision never dies
Life's a never ending wheel ...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 gru 2009, 15:00 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 lip 2009, 20:03
Posty: 168
Lokalizacja: okolice Krakowa
Płeć: mężczyzna
Tak w ramach uzupełnienia artykułu:

Według Kasjopean szarzy kończą się jako rasa, nie mogą dłużej istnieć, dlatego zrobią wszystko aby temu zapobiec. Jesteśmy im potrzebni do stworzenia nowych ciał dla nich, chcą też naszej planety aby tu kontynuować swoją egzystencję. Kasjopenia mówią że jest to nie możliwe ale oni i tak będą próbować bo to ich ostatnia szansa.

I miał bym pytanie, może ktoś zna odpowiedz, może ktoś gdzieś o tym czytał. Czy jeżeli EBEni podpisali umowę z rządem USA to mogą porywać również osoby z poza Ameryki, czy jest to już nie ich terytorium? Co prawda UFO widziałem ale nikt mnie nie porwał, więc jeżeli Polski rząd się nie dogadywał z tymi zbrodniarzami z kosmosu to może jest szansa że jesteśmy bardziej bezpieczni niż obywatele USA?

_________________
Na tym właśnie polega pułapka posługiwania się słowami – odrzekł z przekonaniem. – One zawsze sprawiają, że czujemy się oświeceni, ale kiedy zwracamy się ku rzeczywistości, za każdym razem nas zawodzą. W końcu stajemy twarzą w twarz ze światem tacy sami jak zwykle, nieoświeceni.
Fragment książki: "Opowieści o mocy" - Carlos Castaneda



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 gru 2009, 15:14 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 maja 2009, 18:47
Posty: 705
Lokalizacja: 3miasto
Płeć: mężczyzna
QQwert pisze:
(...) Co prawda UFO widziałem ale nikt mnie nie porwał (...)

Skąd ta pewność QQ? Hehe, ja bym se szczelił sesyjkę regresingu, czy pomajtał siakimś wahadłem nad ciałem - może bioczipa by znalazło...? A na poważnie: trzeba zwracać uwagę na zjawisko missing time. Może dać pierwsze wskazówki.

_________________
To my dajemy im władzę. Ich pożywieniem są nasze negatywne myśli, emocje, żądze, lęki. Demaskujcie ich, ale nie walczcie z nimi. Przebaczcie im, a potem przesyłajcie światło i miłość. Miłości nikt się nie oprze, bo nikt nie wynalazł broni przeciwko bezwarunkowej miłości.
Wszyscy wyszliśmy z tej samej Iskry Monadycznej i wszyscy do niej wrócimy. „In lak’ech, ala ken” – „JA jestem w TOBIE, tak jak TY jesteś we MNIE”.

Hanna Kotwicka
http://www.maya.net.pl



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 gru 2009, 16:22 
Małe pocieszenie ale ta świadomość może pomóc bardziej niż zaszkodzić:

"Nikt, nigdy, nigdzie nie jest całkowicie bezpieczny i wolny od tego typu oddziaływań", niestety... :? :roll: :ninja: :evil:

Jest dokładnie tak jak mówią - niestety - iluminaci; ok. 5 % które coś wie i jeszcze rozumie i 95 % które nie ma o niczym bladego pojęcia.

"Odwrotu już nie ma"...

Nadarzyła się kiedyś okazja żeby dowiedzieć się tego dzięki niesamowitemu zbiegowi okoliczności, chyba jednemu na miliony możliwości: ci którzy w tym siedzą na co dzień polewają niestety z niczego nieświadomych ludzi. Szkoda tylko, że niestety ale
w zdecydowanej większości nie stoją po stronie ludzkości... sami nie zawsze wiedzą dla kogo na samym końcu pracują a sprzedali się za "paciorki" zarówno na ich jak i naszą zgubę.

O kończących się szarakach, mówił Dan Burrisch (podobno były MJ-12) na konferencji w Zurichu 2009.

Plany dobiegają końca więc i czas ukrywania, dezinformacji się kończy, jak to wszystko się potoczy czas pokaże...
ale będziemy mimowolnymi tego świadkami (jak kiedyś już to bywało)...



Na górę
   
 
 
Post: 08 mar 2013, 18:38 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 08 mar 2013, 18:25
Posty: 8
Płeć: mężczyzna
Osobiście trudno mi uwieżyc w jakakolwiek umowę pomiędzy ludźmi a kosmitami,bo skoro oni przybywali już na ziemię od kilkuset lat ,to już wówczas byli bardziej zaawansowani technicznie niż my aktualnie,więc po jakiego grzyba mieli by z nami wchodzić w jakieś umowy,to tak jak my byśmy teraz podpisywali umowy z szympansami lub innymi małpami człekokształtnymi!



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 23 mar 2013, 20:23 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 23 mar 2013, 20:01
Posty: 1
Płeć: mężczyzna
Widzę to w ten sposób po pierwsze, praktycznie każdy film jaki wyjdzie pokazuje kosmitów jako tych złych. Wyobraź sobie co dzieje się w momencie oficjalnego ujawnienia, panika. Dekli nie brakuje, którzy uważają, że Ziemia jest tylko ziemian i tworzą akcje dywersje z użyciem broni. Jeśli dana nacja była w jakimś konflikcie zbrojnym i szukają ratunku dla siebie na Ziemi mimo iż są zaawansowani technologicznie logicznym jest, że muszą działać ostrożnie. Logicznym też jest, że nie zabija się żywiciela tylko go pielęgnuje, aby dostarczał nadal tego czego trzeba. Jeśli dogadali się z USA to na zasadzie transakcji my wam, wy nam.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 23 mar 2013, 21:55 
O ile mi wiadomo to oni zawsze tutaj byli ,to my jesteśmy goścmi na ziemi,przychodzimy i odchodzimy, ponoć to obcy mają problemy z kończącym sie gatunkiem,a my mamy coś czego oni nie mają coś o czy wiele ludzi nie wie, dlatego rzady od urodzenia nami manipulują byśmy sie nie dowiedzieli, to trwa już od 1000 cy lat , dlatego jesy napewno szokiem dla nowicjuszy i sa ludzie , którzy wyśmiejają takie wiadomośći , ale prawda jest zawsze wyśmiewana , bo świat iluzji wszyscy mają od ... przedszkola bo tam już indokrynują, zasady , ograniczenia , itd szczepionki . a ponoć ograniczyli nam zmysły do tylko 5ciu , więc po nas jeśli nie zaczniemy rozwjać sie i poznawać prawdę. A PRAWDA NAS WYZWOLI



Na górę
   
 
 
Post: 24 mar 2013, 1:43 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 31 sie 2011, 11:48
Posty: 2
Płeć: kobieta
To się uśmiałam, doprawdy!
Już widzę, jak zaawansowana technologicznie cywilizacja, która mogłaby bez problemu zmieść nas z powierzchni Ziemi, pyta o pozwolenie na porwania rząd amerykański :lol:
I jeszcze obiecuje coś w zamian... Bez jaj, jeśli porywali, porywają i będą porywać, to bez pytanie kogokolwiek o zgodę.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 mar 2013, 8:17 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2009, 10:11
Posty: 1806
Agonoize pisze:
jak zaawansowana technologicznie cywilizacja, która mogłaby bez problemu zmieść nas z powierzchni Ziemi, pyta o pozwolenie na porwania


Strefa wolnej woli.
Zawsze jest góra ponad górą, i także ktoś może ich wydymać
kto ma znacznie większą moc, mając precedens.

US podpisało traktaty z Indianami - będzie fajnie i ok.
Upraszając sprawę.

W praktyce złamali wszystkie postanowienia i ich wymordowali.
Zajęli ziemie, z nich zrobili pijaków włóczęgów i bezdomnych, lub trupy.

Jest precedens do nie przestrzegania wobec US traktatów
bo sami tego nie robili, i wykorzystali przewagę technologiczną
siłą robiąc duży bajzel.

Jest ślad w karmie.


@Agonoize - piszesz jak agent, lub robisz dla nich po cichu.
jeśli Ci nie płacą, średni deal - jak płacą jeszcze gorszy.

_________________
Wszystko jest umysłem...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 21 cze 2013, 16:17 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
Michael Lindemann - Obca Technologia w rękach rządu USA
[materiał z 1994r.]

Michael Lindemann: Bob, krąży o tobie wiele plotek i hipotez, toteż mam nadzieję, że podczas tej rozmowy oddzielimy prawdę od fałszu. Na początek, dlaczego podjąłeś pracę w S4 i dlaczego ją porzuciłeś?

Bob Lazar: Początkowo nie miałem pojęcia, czego naprawdę dotyczy projekt. Wiedziałem jedynie, że mam pracować nad zaawansowanym systemem napędowym. Z czasem dowiedziałem się, że prawdopodobnie chodzi o system napędowy oparty na polu magnetycznym i tym bardziej pragnąłem podjąć proponowaną pracę. Pomyślałem, że to fantastyczna okazja i tak też było.
Wracając do S4, początkowo sądziłem, że będę pracował w Strefie 51, gdzie realizuje się ogromną liczbę projektów, w tym wiele nieoficjalnych projektów rządowych typu SR-71. Znałem kilku ludzi pracujących w Strefie 51, więc nie podejrzewałem, że będzie to coś ściśle tajnego czy związanego z technologią obcych. W rzeczywistości, po raz pierwszy dowiedziałem się, że pracuję w S4, kiedy tam się znalazłem. Wylądowaliśmy w Strefie 51, chwilę później wsiedliśmy do autobusu i ruszyliśmy. Jechaliśmy tak długo, że uświadomiłem sobie, Jezu, nie pracuję w Strefie 51. Później, po przejechaniu mniej więcej piętnastu mil na południe, powiedziano mi, że będę pracował w S4. Tak czy inaczej, pojechałbym tam, ponieważ sądziłem, że wezmę udział w niezwykle interesującym projekcie.

ML: Od kogo dowiedziałeś się o pracy? Kto poprosił cię o wzięcie udziału w projekcie?

BL: Nikt pierwszy nie poprosił mnie o wzięciu udziału w projekcie. Rozesłałem curiculum vitae wraz z prośbą o zatrudnienie do kilku laboratoriów w kraju. Chciałem ponownie znaleźć się w centrum wydarzeń. Jedną z kopii wysłałem także do Eda Tellera. Spotkałem go wcześniej w czerwcu 1982 roku w Los Alamos, porozmawialiśmy chwilę i trudno powiedzieć, że zaprzyjaźniliśmy, ale zawarliśmy znajomość. W dniu naszego spotkania gazeta z Los Alamos na pierwszej stronie zamieściła artykuł i zdjęcie zbudowanego przeze mnie samochodu odrzutowego. Poszedłem na wykład Tellera, lecz przyszedłem jakieś dwadzieścia czy trzydzieści minut za wcześnie. Podchodząc do sali wykładowej, zobaczyłem go przy automacie do gazet, opierającego się o ścianę i czytającego gazetę na pierwszej stronie. Powiedziałem więc, hej, miło pana spotkać i dodałem: „Przy okazji, to o mnie pan czyta” i tak zaczęliśmy rozmowę. Jako że w pobliżu była niewielka kafejka, usiedliśmy i porozmawialiśmy chwilę.
Pisząc do niego, przypomniałem o naszym spotkaniu. Napisałem o wyjeździe z Los Alamos i projektach, nad którymi później pracowałem. Widać mnie zapamiętał. Nieco później zadzwonił i chociaż nie pamiętam dokładnie rozmowy, sądzę, że powiedział coś w tym stylu: zadzwonią do ciebie z..., lub przesłałem twoją prośbę do..., w każdym razie kogoś z EG&G. Jednak już po dziesięciu, czy piętnastu minutach po jego telefonie, zadzwonili do mnie z EG&G Special Projects i zaprosili na rozmowę wstępną. Więc w ten sposób, jeśli można to tak nazwać, poproszono mnie o wzięcie udziału w projekcie.

GH: Teller powiedział, że sam nie może nic zrobić, ale jako szef konsultantów załatwi, że zadzwoni do ciebie ktoś inny.

BL: Właśnie.

ML: Czy EG&G w końcu cię zatrudnili?

BL: Nie.

ML: Czy przyjęło cię Biuro Badań Marynarki Wojennej?

BL: Tak. EG&G nie miało z tym nic wspólnego. Z uwagi na projekty przeprowadzane w Sferze 51, z budynku i samolotów EG & G korzysta kilka innych firm i komórek rządowych. W budynku EG&G najczęściej przeprowadza się rozmowy wstępne. Niektórzy powiadają, ie EG & G jest przykrywką dla agend rządowych, może nawet kiedyś i ja coś takiego powiedziałem; ale w tej chwili wydaje mi się, że EG & G dostarcza im jedynie zaplecza.
A dlaczego porzuciłem tą pracę? To dosyć dziwne i złożone zagadnienie. W momencie podpisywania umowy, a jeśli chodzi o ścisłość, nawet wcześniej, zgodziłem się na podsłuch rozmów telefonicznych, niespodziewane przeszukiwania samochodu i domu i tym podobne zabezpieczenia. Korzystali z tego przez cały czas. Od czasu do czasu rozmawiałem z przyjacielem, który pracował na poligonie do testowania urządzeń maskujących Tonopah. Ktokolwiek podsłuchiwał nasze rozmowy, nawet nie wiem, z jakiego wydziału pochodzili, zjawiał się w domu w chwilę po telefonie. Pokazywali mi zapis niedawnej rozmowy z niektórymi zdaniami podkreślonymi na czerwono i musiałem im tłumaczyć, o czym mówiliśmy, albo co mieliśmy na myśli. Upewniłem się, że byli niedaleko, zapisywali wszystko, co powiedziałem, analizowali rozmowę i natychmiast ją weryfikowali. Trudno odmówić im czujności i znajomości rzeczy. Tak czy inaczej, podsłuchiwali moje rozmowy telefoniczne i wiedzieli o wszystkim, co się działo, także w moim życiu osobistym.
W tym czasie moje małżeństwo przeżywało kryzys, powoli zaczęliśmy z żoną oddalać się od siebie. Nie sądzę, bym wspominał o tym publicznie, chociaż George Knapp i inni wiedzieli o wszystkim. Moja żona wdała się z kimś w romans i, oczywiście, rozmawiali przez telefon. Wszyscy, oprócz mnie, o tym wiedzieli. FBI czy też inna agencja, która założyła mi podsłuch, zastanawiała się, co z tym począć. Właśnie zacząłem pracować w S4. Nie zostałem zatrudniony na pełnym etacie, wzywano mnie jedynie od czasu do czasu. Przełożeni zaczęli się zastanawiać, czy nie powinni mnie zwolnić, obawiali się, czy kiedy odkryję, co się dzieje, nie ulegnę zbyt wielkiemu stresowi i nie będę stanowił zagrożenia dla bezpieczeństwa projektu.
Dlatego właśnie cofnięto mi pozwolenie na dostęp do spraw ściśle tajnych. Obawiali się, że stanę się, jak to określili „emocjonalnie niestabilny”.

RS: Czy zwolnili cię po tym, jak zabrałeś Gene'a i Johna [Lear] na miejsce testów, czy wcześniej? 1 (Lazar był pierwszy osoba, która ujawniła, że próbne loty rzekomo obcego obiektu latającego można obserwować bezkarnie, jakieś piętnaście mil od poligonu, z opuszczonego odcinka lądowiska BLM wzdłuż autostrady stanowej 375, w pobliżu miejsca prób nuklearnych w Newadzie. Obszar ów znany jako Mailbox Road, słupek drogowy z oznaczeniem 29-1/2 przy drodze 375, stał się odtąd najprawdopodobniej najdawniejszym na świecie miejscem odwiedzanym przez chętnych do obejrzenia niezidentyfikowanych obiektów latających).

BL: Później.

GH: Wszyscy podejrzewali, że wyrugowano go z projektu i uniemożliwiono dostęp do tajnych akt, ponieważ zabrał nas na poligon, ale to nieprawda. Nadal pracował dla nich, ale nie wzywali go zbyt często, a nadmiar wolnego czasu mu nie służył. Przełożeni nie chcieli, by dowiedział się o romansie żony, lecz pewnego dnia zadzwoniła do matki i powiedziała: ,.Mam romans i powiedziałam o wszystkim Bobowi „. Podsłuchawszy tą rozmowę, wezwali Boba i cofnęli mu dostęp do tajnych danych, twierdząc, że pozwolenie na wgląd w tego typu akta otrzymują jedynie ludzie zrównoważeni emocjonalnie. Chyba nawet łudzili cię nadzieją, że po sześciu czy dziewięciu miesiącach przywrócą ci dawny status, prawda?

BL: Tak. Dlatego zostawiłem pracę w S4. Nie rzuciłem jej, po prostu cofnięto mi dostęp do akt. Mimo wszystko znaleźli się w kłopotliwym położeniu, ponieważ sporo wiedziałem i miałem bezpośredni kontakt z badaniami. Pojawiły się spięcia... Jednak to nie należy do historii o początkach i końcu pracy.

ML: Mówisz, że zabrałeś Gene'a i Johna Lear, by pokazać im migoczące światełko nad górami...?

BL: Gene'a i Johna Lear, Jima Taliam, byłą żonę i jej siostrę... tak, to prawda.

GH: Nie wszystkich jednocześnie. Było kilka wypraw.

ML: ...zabrałeś tam tych ludzi i to, samo w sobie, nie wystarczyło, by cię zwolnić?

BL: [śmiejąc się] Och, tak, jak dla nich, starczyło. Lecz nigdy nie usłyszałem: „Odbieramy ci dostęp do tajnych akt „, „Już tu nie pracujesz” czy ,”Nigdy tu nie wracaj „. Następnego dnia przesłuchali mnie i nie było to zbyt przyjemne doświadczenie. Ogólnie mówiąc, dostałem po łapach.

ML: Zabranie Gene'a i kilku innych, by pokazać im światełko nad górami, to jedno, ale pojawienie się w telewizji, to zupełnie coś innego. Co popchnęło cię do tego kroku?

BL: Dobre pytanie. Co popchnęło mnie do tego kroku...? [do GH] Kiedy mnie postrzelili? Przedtem czy potem?

GH: Cóż, na początku wziął udział w programie George'a Knappa jako anonim, chcąc zapewnić sobie bezpieczeństwo. Na miesiąc przed wystąpieniem w telewizji nie godził się na podanie jakichkolwiek danych.

BL: Występowałem pod postacią „Dennisa”.

GH: Postrzelili cię później.

BL: Później? Sądziłem, że właśnie dlatego wystąpiłem. Może po prostu zwariowałem! [śmiechy] George zadzwonił do mnie, kiedy byłem w domu Johna Leara, ale powiedziałem: „Nie, nie, nie! Zapomnij o tym! „. Jednak nalegał i w końcu zgodziłem się wystąpić jako postać bez twarzy. Mówiliśmy o cyfrowym przetworzeniu twarzy i głosu; przypuszczam, że w głębi duszy sądziłem, że mnie nie rozpoznają. Program miał miejsce dość dawno temu. Tyle się od tego czasu zdarzyło, że trudno mi ułożyć wszystko w pewnym chronologicznym porządku. Jednak naprawdę nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Być może czułem się zobowiązany. Tak czy inaczej, nie był to najlepszy pomysł. Natychmiast spowodował mnóstwo kłopotów.

ML: Wielokrotnie publicznie dałeś do zrozumienia, że nad projektem stulecia pracowali nie najlepsi naukowcy, a także ubolewałeś nad sposobem, w jaki cię potraktowano.

BL: Tak, przede wszystkim miałam im za złe ukrywanie projektu o tak istotnej wartości, a po drogie nieumiejętne korzystanie ze zdobyczy nauki.

ML: A sposób, w jaki cię potraktowano?

BL: Cóż, oczywiście o wiele bardziej przejmujemy się tym, jak nas traktują niż jak traktują innych, lecz biorąc pod uwagę wszystko, co się zdarzyło, potrafię ich zrozumieć. Nie to było moim głównym zarzutem.

ML: Biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności, zgadzasz się, że potraktowano cię słusznie, mimo że nie było to zbyt przyjemne?

BL: Nie mówię, że słusznie. Ale potrafię ich zrozumieć.

ML: Chciałbym wtrącić pewną dygresję. Ostatnio wiele się mówi, że rząd zmienia swą politykę. Od dawna ukrywał istnienie obcych, lecz od kilku lat zmienia nastawienie. Czy to możliwe, że to, co zrobiłeś, czy wiedziałeś o tym, czy nie, było zaplanowane przez rząd, który dąży do stopniowego wyjawienia całej historii? Co o tym sądzisz?

BL: Możliwe. Nie przeczę, że to możliwe, chociaż z pewnością nic o tym nie wiedziałem. Masz na myśli „kontrolowany przeciek informacji „, prawda?

GH: Mogło się tak zdarzyć, ale czy się zdarzyło? To zupełnie inne pytanie.

BL: Nie, nie sądzę. Skąd mogliby wiedzieć, że zamierzam coś ujawnić? Na początku sam nie miałem takiego zamiaru. Gene był moim najbliższym przyjacielem, a nie powiedziałem mu ani słowa. Nie powiedziałem niczego nawet własnej żonie. Dopóki pracowałem dla Biura Badań Marynarki Wojennej, nie złamałem zasad bezpieczeństwa. Nie wiem jakim sposobem mogliby odgadnąć, co zrobię.

ML: Niektórzy twierdzą, że, chociaż to mało prawdopodobne, rząd zaplanował twoje wystąpienie. A może skorzystali z okazji: „Och, spójrzcie. Lazar chce to ujawnić, co za sposobność „. Postanowiłeś opowiedzieć o wszystkim z własnej inicjatywy, a w rzeczywistości posłużyłeś ich celom.

BL: To możliwe.

ML: Czy masz na to dowody?

BL: Nie.

GH: Nie doceniasz sposobu, w jaki to przeprowadził. Nie spieszył się, nawet z udziałem w programie George'a Knappa, a później ni stąd, ni zowąd pojawił się w telewizji. Po wszystkim mogą mówić: „Och, tak, planowaliśmy, że Lazar to zrobi „. Lecz co mogli wtedy zrobić? Aresztować go? Zabić? I udowodnić tym samym, że wszystko, co mówi jest prawdą? Przechytrzył ich. Nie wiedzieli, z iloma ludźmi rozmawiał i co im powiedział. Wiemy, że podsłuchiwali rozmowy telefoniczne, lecz nie wiedzieli, ile z tego, co mówił Bob i inni jest prawdą. Musieliby uciszyć wielu ludzi, wszystkich, o których wiedzieli. Tak więc, sprawił im więcej kłopotu, niż się na ogół sądzi.

PH: Uważasz, że nie wykryli niczego wcześniej? A kiedy wystąpiłeś w programie Knappa? Podejrzewam, że szybko doszli do tego, kim jesteś, prawda?

BL: Natychmiast. lak tylko wyszedłem [z biura ochrony], zadzwonił Dennis Mariam...

PH: Wtedy mieli okazję zamknąć ci usta.

BL: Wkrótce zostałem postrzelony. Chociaż nie był to najcelniejszy strzał w historii ludzkości...

PH: Sądzę, że dla jakiejś przyczyny, postanowili pozwolić ci mówić.

GH: Kilka dni przed programem w telewizji, Biuro Sił Powietrznych do Badań Specjalnych [AFOSI] przesłuchało przyjaciela Boba...

BL: Przyszli i wyciągnęli go z pracy

GH: ...chcieli się dowiedzieć, gdzie jest Bob, ponieważ „pragnęli mu jakoś pomóc”. Jednak być może to zbieg okoliczności, AFOSI nie jest we wszystko wtajemniczane i mogli nie orientować się, o co chodzi. Przecież ludzie z S4 wiedzieli, gdzie Bob mieszka. Byli u niego tysiące razy. Co mogli mieć na myśli, pytając gdzie jest?

BL: W tym czasie mieszkałem gdzie indziej.

GH: To prawda. Lecz AFOSI bezskutecznie szukało go wcześniej, przed programem.

PH: Nie można posądzać ich o całkowitą nieudolność.

BL: Z pewnością miałem łut szczęścia.

PH: Nie rozmawiałbym z tobą, gdybym sądził, że zamierzasz wyjawić coś, co zagrozi bezpieczeństwu narodowemu. Rząd miał mnóstwo czasu, by cię powstrzymać i nie zrobił tego. Przypuszczalnie, godzą się na ujawnienie większości tego, co mówisz, nie widząc zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego. Inaczej już nie byłoby cię na świecie.

GH: Czy jednak mogą coś zrobić? Mogliby go zabić, lecz co wtedy? Pośrednio przyznaliby mu rację.

PH: Nie sądzę, by się do tego posunęli. W programie badań nad bronią atomową, rozpoczętym w Los Alamos, brali udział ludzie, którzy okazali się zbyt gadatliwi. Powstrzymano ich. Zniknęli i nie wiem, czy kiedykolwiek czegoś się o nich dowiemy. Nie przypuszczam, by ich zabito, lecz jestem pewien, że ich odizolowano. A może usłyszeli: „Wyjedźcie, a jeśli jeszcze raz przyłapiemy was na gadaniu, bardzo tego pożałujecie.” Potrafią uciszyć ludzi. Jestem pewien, że przekonaliby i ciebie, gdyby zabrali się do tego odpowiednio agresywnie.

BL: Ależ starali się. Grozili mi, powtarzając: „Zabijemy cię” i...

PH: Ciekawe, że mimo to odważyłeś się ciągnąć to dalej...

GH: Pamiętaj, że właśnie dowiedział się o romansie żony. Był w takim stanie, że było mu wszystko jedno, czy umrze, czy przeżyje.

BL: To prawda. W rzeczywistości to mi pomogło. Nie obchodziło mnie, o czym mówią. Pewnego razu jeden z nich zaczął mi grozić: „Pomyśl o okaleczeniu, śmierci, zakładzie psychiatrycznym” Powtarzał to w kółko, a ja czułem się jak ogłuszony. W pewnej chwili zacząłem się uśmiechać. Nie potrafili w to uwierzyć. Po prostu zacząłem się uśmiechać. Zupełnie nie wiem dlaczego. A wtedy powiedzieli: „Tak? Dobrze, dostaniemy twoją żonę.” Chyba naprawdę nie wiedzieli, co powiedzieć.

GH: „Dobrze, bierzcie ją sobie.”

BL: Otóż to.

GH: Podejrzewam, że nigdy nie dowiemy się, co o tym wszystkim sądzili. Ktoś, prawdopodobnie Dennis Mariam wpakował się w poważne kłopoty. Miał dopilnować, by Bob przestał udzielać się publicznie. Tymczasem Bob wystąpił w programie telewizyjnym. Jak sądzicie, kto musiał za to zapłacić? Ktoś zapłaci.

ML: Będąc gościem w programie radiowym u Billa Goodmana w listopadzie 1989 roku2, odebrałeś telefon od człowieka, nazywającego siebie „pracownikiem Merkurego”, który twierdził, że inni również pragną się ujawnić. Czy od tego czasu coś się wydarzyło? (The Bifly Goodman Happening, nadawany późnym wieczorem talk show stacji radiowej KVEG z Las Vegas często prezentował poglądy Boba Lazara i innych ekspertów UFO. Nagle został zdjęty z anteny. Zdenerwowani słuchacze twierdzili, że Goodman musiał zbytnio zbliżyć się do prawdy, ponieważ jego program cieszył się wielkim powodzeniem. Po jakimś czasie program Goodmana wrócił na antenę).

BL: To niepoważni ludzie. Naprawdę nie mam pojęcia, o co im chodzi. Po jakimś czasie zadzwonili do mnie z programu Billa Goodmana. Podobno ten facet skontaktował się z nimi. Mówił, że wszyscy pracownicy Merkurego są przetrzymywani w S4 i torturowani. Prosił o pomoc. Wiesz, wydaje mi się, że to po prostu wariat.

GH: Pytaliśmy go, czy powiadomił ich rodziny? Czy ktoś wie, że zaginęli? Nie odpowiedział.

BL: Oczekiwał, że pobiegnę do S4 i ich uwolnię? To śmieszne.

RS: Być może jednak planowali, że przekażesz informacje dalej. Wspomniałeś, że w pokoju akt, oprócz informacji technicznych widziałeś raporty z sekcji zwłok i inne dane o istotach pozaziemskich. Biorąc pod uwagę daleko idącą specjalizację nauki, po co by je tam umieszczono?

BL: Nigdy nie byłem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Jednak akta nie były kompletne. Zawierały może półtora stronicowe streszczenia wielu zagadnień. Być może umieszczono je tam dla zaspokojenia ciekawości. „Masz do czynienia z rym i z rym, a teraz zamknij się i nie zadawaj więcej pytań „ zamiast „Pracuj nad statkiem i w ogóle nie zadawaj pytań „.

RS: Czy widziałeś jakieś zdjęcia?

BL: Tak.

ML: Zdjęcia istot pozaziemskich?

BL: Tak, przeważnie raporty z sekcji zwłok. Zwłoki były rozerwane, miały otwartą klatkę piersiową, wyjęte organy wewnętrzne. Większość fotografii przedstawiała narządy. Co to miało wspólnego z moją pracą? Nie mam wykształcenia medycznego. Jestem słaby z biologii. A trudno mi uwierzyć, że zostawiono je przez przypadek. Z pewnością istniała jakaś przyczyna, dla której pokazano mi tamte zdjęcia, chociaż nie mam pojęcia jaka.

GH: Wyjaśnijmy to. Będąc w pokoju zawierającym sto dwadzieścia akt ze streszczeniami, Bob widział sprawozdania dotyczące wielu rzeczy: sekcji zwłok, obcej cywilizacji itd. Wygląda na to, że każdy naukowiec Znalazłby tam coś dla siebie. Bob znalazł także nieco danych o najbardziej interesujących go układach napędowych. Wygląda na to, że ów pokój ze streszczeniami czekał na naukowców ze wszystkich dziedzin, a każdy z nich miał otrzymać całość informacji, ponieważ trudno zmusić naukowców, by pracowali nad czymś, nie pytając: „Przy okazji, czy to ma coś wspólnego z obcymi?” Lepiej pozwolić im poznać prawdę. Tak więc, przypuszczam, że początkowo przekazywano naukowcom streszczenia ze wszystkich dziedzin, a następnie bardziej szczegółowo opracowane informacje z interesujących ich pól badawczych.

BL: Wciąż zadaję sobie pytanie: dlaczego zatrudnili mnie przy tym projekcie?

ML: Czy znasz odpowiedź?

BL: Nie, nie znam. Z pewnością nie należę do wybitnych fizyków, zajmujących się tego typu napędem. Nie mam pojęcia o metalurgii. Niewiele wiem o wielu rzeczach, których wymagał projekt. Jestem ściśle wyspecjalizowany, chociaż posiadam szeroki wachlarz zainteresowań i jestem niespokojnym duchem, że tak powiem. Zwykle zabieram się do pracy w niecodzienny sposób. Nie opieram się na znanych, wypróbowanych regułach. Zazwyczaj schodzę z utartej ścieżki i próbuję czegoś dziwnego. Dzięki temu powiodło mi się w Los Alamos i nie tylko. Przypuszczam, że chcieli kogoś z zewnątrz, z nowymi pomysłami i niecodziennym podejściem do sprawy. Jeżeli tego szukali, to właśnie znaleźli. Jeśli jednak szukali wybitnego fizyka nuklearnego, nie spełniłem ich oczekiwań. Projekt zyskałby na zatrudnieniu wybitnych naukowców, lecz takich nie spotkałem, nie widziałem takie specjalistycznego sprzętu.

RS: Chcesz powiedzieć, że brakowało im wyposażenia i wykwalifikowanego personelu?

BL: Z pewnością mieli za mało ludzi, by coś osiągnąć. Nie wiem, jakim cudem udało im się tak wiele dokonać z dwudziestoma dwoma ludźmi. Być może zatrudniali ich więcej, lecz z tego, co zrozumiałem i przeczytałem, tylko tylu pracowało nad projektem. Jeśli chodzi o sprzęt, nie, nie widziałem go zbyt wiele. Mówimy o minimum.

PH: Czy potrafią pilotować statek obcych? Czy znają wszystkie zasady działania? A może mieli kłopoty z pilotażem i zdarzyło im się go rozbić?

BL: Naprawdę nie wiem. Żaden ze statków nie wyglądał na zniszczony, czy choćby poobijany i porysowany przy próbach pilotażu. Nie mam pojęcia jak daleko są zaawansowani w nawigacji. Z bliska w działaniu widziałem jedynie model sportowy. Ani przez moment nie tracili nad nim kontroli.

PH: Czy sądzisz, że ktoś go pilotował?

BL: Tak przypuszczam, chociaż nie potrafię tego potwierdzić. Zakładam, że był pilotowany od środka.

PH: Manewrował?

BL: Przesunął się jedynie w lewo, a później w prawo. W czasie, kiedy go obserwowałem, nie wykonał żadnego gwałtownego manewru. Owej środowej nocy, gdy nas pochwycono, przeprowadzano testy modelu sportowego. Gdyby nie pech, powstałby fantastyczny film wideo.

GH: Skasowali go.

PH: Z jak bliska obserwowaliście statek?

BL: Nie jestem zbyt dobry w ocenianiu odległości, ale myślę, że staliśmy jakieś pięćdziesiąt czy sto stóp dalej. Stałem tuż przy wrotach hangaru, kiedy wzniósł się w powietrze.

ML: Czy wiesz, w jaki sposób zdobyliśmy model sportowy?

BL: Nie.

ML: Czy pracując w S4 dowiedziałeś się o czymś, co świadczyłoby o pewnego rodzaju współpracy z obcymi?

BL: [długa przerwa, nerwowy śmiech]: Jeśli jeden z przeczytanych przeze mnie dokumentów okazałby się prawdziwy, to możliwe. Nie przypuszczam, bym miał do czynienia z dezinformacją czy fałszem, lecz jedno ze streszczeń odnosiło się do wydarzenia związanego z wymianą informacji między obcymi, a naukowcami pracującymi nad statkiem, oraz zaistniałym konfliktem. Mogło to mieć miejsce w 1978 lub 1979 roku. Nie mam pewności, co do wymiany informacji, lecz dokument potwierdzał istnienie obcych pracujących nad jakimś projektem, toteż zakładam ich współpracę z ludźmi.
Jeśli to prawda, być może model sportowy nie pochodzi z katastrofy, lecz otrzymaliśmy go od obcych. Jednakże w tym momencie rodzą się nowe pytania. Czym wrócili? Dlaczego dziś nie kontynuuje się badań? Po co stworzyliśmy projekt S4, zaczynając badania od początku? Dlaczego budujemy coś od podstaw, jeśli otrzymaliśmy to w prezencie? Widocznie nie dostaliśmy książki z instrukcjami, specyfikacji technicznych, czy czegoś podobnego.

ML: Czy mógłbyś powiedzieć, co dokładnie wyczytałeś w raporcie?

BL: Istoty pozaziemskie pracowały w odizolowanym laboratorium. Obszar był ściśle strzeżony. Z pewnością strzegło go wielu uzbrojonych wojskowych, tak jak w S4, gdzie wszyscy chodzili z bronią automatyczną. Z tego, co zrozumiałem i pamiętam, nastąpiło nieporozumienie. Jeden z wojskowych próbował wejść na obszar badań, gdy dano mu znak, by się zatrzymał.

ML: Obcy dali znak?

BL: Tak, obcy dali znak. Tak przeczytałem. Obcy zakazali wnosić broń na obszar badań. Przypuszczam, że wiązało się to z rodzajem wytwarzanego pola. Prawdopodobnie obawiali się wybuchu. Istniała zasada, by broń zostawiać przed wejściem na obszar badań bądź nie wchodzić dalej. Tymczasem jakiś mało bystry strażnik czy wojskowy potraktował to jako próbę sił i postanowił pójść dalej. Co dziwne, zginął, nim zdążył wejść do pokoju. Streszczenie nie podawało żadnych szczegółów, jedynie, że zmarł z powodu rany głowy. Obie strony zareagowały zbyt gwałtownie. W wyniku konfliktu zginęli wszyscy wojskowi i ani jeden z obcych. Wszyscy ludzie zginęli niemal natychmiast, z powodu ran głowy.
Nie sądzę, żeby obcy mieli wrogie zamiary. Prawdopodobnie chcieli zapobiec katastrofie. Oczywiście, mogli po prostu wpaść we wściekłość, boom, i wszyscy giną. Raport nie wspomina o rodzaju użytej broni, lecz z pewnością żadna z istot pozaziemskich nie ucierpiała.

PH: Czytałeś o tym, czy słyszałeś?

BL: Czytałem.

ML: Znalazłeś ów raport we wspomnianym archiwum?

BL: Leżał w stosie dokumentów, które zdążyłem przejrzeć. Później słyszałem tę historię raz jeszcze, podobno wydarzyła się w Dulce w Nowym Meksyku.

ML: A według tego, czego się dowiedziałeś, gdzie to się zdarzyło?

BL: Na poligonie badawczym w Newadzie, w Strefie 51, S4. Nie znam dokładnego miejsca.

ML: I, o ile wiesz, od tego czasu nie było w bazie obcych?

BL: Nie, jeśli w ogóle kiedyś byli. Ów raport to jedyna wzmianka o jakiejkolwiek współpracy pomiędzy nami a obcymi. Jednakże, zakładając, że mówi prawdę, sądzę, że otrzymaliśmy owe statki w darze, a nie odzyskaliśmy z katastrofy czy zdobyliśmy podstępem.

RS: Co należało do twoich zadań? Nad czym pracowałeś, zajmując się układem napędowym?

BL: Nie pracowałem według ustalonego grafiku. Większość czasu spędziłem na obserwacjach i zapoznawaniu się z tym, co już zrobiono. Niewątpliwie koncentrowałem się na układzie napędowym, a dokładniej na działaniu wzmacniaczy grawitacji. Istnieją dwa tryby pilotażu, w atmosferze i przestrzeni kosmicznej. Wojskowi przede wszystkim pragnęli poznać sztukę nawigacji w przestrzeni kosmicznej, co wiązało się z działaniem wzmacniaczy grawitacji, wytwarzaną przez nie energią i fizyką fal grawitacyjnych, ich wytwarzania, rozprzestrzeniania, wzmacniania i zmiany faz.

ML: Miałeś pracować nad pilotażem w przestrzeni kosmicznej, lecz zacząłeś od czegoś zupełnie innego, prawda?

BL: Cóż, zastanawiając się nad konkretnym problemem, pomyślałem o reaktorze. Stwierdziłem, że nie da się rozgryzać problemu od środka. Nie znaliśmy nawet źródła zasilania. Rozpocząłem od reaktora i zacząłem się zastanawiać, skąd pochodzi wzmacniana przez pędniki fala grawitacyjna. Oczywiście, nie byłem pierwszym, który zajmował się reaktorem, ale jak dotąd nikt nie odkrył, dlaczego fala grawitacyjna rozprzestrzenia się w górę poprzez prowadnicę fali. Założyli to z góry, nie zgłębiając problemu, a ja również o tym nie myślałem. Zaczynając pracę, skupiłem się na samym paliwie, na pierwiastku 115. Miałem do dyspozycji podstawowe dane, ale żadnych szczegółów. W chwili, gdy przystępowałem do projektu, nie znali nawet natury paliwa.

ML: Nie zidentyfikowali pierwiastka 115?

BL: To ja go zidentyfikowałem. To mój jedyny wkład do projektu. Nie upieram się, że to na pewno pierwiastek 115. Może nosi nieco niższą liczbę atomową, na przykład 114, ale mieści się mniej więcej w tym przedziale układu pierwiastkowego.

ML: Przed spotkaniem rozmawialiśmy o nowych pojęciach. Pierwiastek 1 l5 nie jest zbyt precyzyjnym określeniem?

BL: Nie. Nazywam go pierwiastkiem 115, ponieważ przyzwyczaiłem się do tej nazwy. Uważam jednak, że prawdopodobnie nosi taką liczbę atomową.

PH: Jak udało ci się poznać jego właściwości? Korzystałeś ze spektrografu masy?

BL: Cóż, istnieje wiele sposobów, lecz wykorzystałem przede wszystkim spektrograf masy. Wymyślaliśmy różne dziwne testy. Analizą pierwiastka 115 zajmowało się także laboratorium w Los Alamos, chociaż nie wiem, czy zdawali sobie sprawę, z czym mają do czynienia.

PH: Jakimi właściwościami wykazuje się ów pierwiastek? Czy jest radioaktywny, a jeśli tak, ile wynosi czas rozpadu?

BL: Pierwiastek 115 nie jest radioaktywny.

PH: W układzie pierwiastkowym pierwiastek 115 stałby blisko bizmutu. Przypomina więc ołów? Rodzaj srebrzystego, miękkiego metalu...?

BL: Nie, barwą przypomina ciemną pomarańczę. Ponadto jest niezwykle miękki, z łatwością daje się rzeźbić paznokciem. Przy tym niebywale ciężki. Podnosząc niewielki kawałek, łatwo stwierdzimy, że to nie ołów. Jest zdumiewająco ciężki.

ML: Tak więc dopiero dzięki tobie zidentyfikowali paliwo?

BL: Tak, co potwierdza moje spostrzeżenie, że pracując od kilku lat nad projektem, nie mieli pojęcia o naturze paliwa. A przecież paliwo to podstawa, uzasadniony punkt wyjścia.

PH: Nad projektem pracowali laicy? Naukowcy?

BL: Nie wiem.

GH: [do pozostałych pytających] Czy wiecie, dlaczego potrzebowali kolejnego człowieka? Słyszeliście tą historię?

RS: Może nam opowiesz?

GH: Powyższa historia dowodzi nieudolności prowadzonych badań.

BL: Mieli do dyspozycji sprawny reaktor. Wiem, że usunęli kilka ze statków, a wszystkie były zasadniczo takie same. Postanowili zajrzeć do wnętrza działającego reaktora i otworzyli go. Cóż, reaktor wybuchł i zabił pracujących przy nim ludzi. Trudno nazwać to naukowym podejściem do problemu. To szaleństwo. Zatrudnili mnie w miejsce ludzi, którzy zginęli podczas próby z reaktorem. Wielokrotnie widziałem rzeczy, które świadczyły o nieprofesjonalnym, graniczącym ze śmiesznością prowadzeniu projektu.

PH: Co masz na myśli, twierdząc, że nie wiesz, kim byli pracujący w S4 ludzie? Byłeś tam zbyt krótko, ukrywali wszystko w tajemnicy, czy nie chcesz o tym mówić? Podejrzewam, że gdybym poznał ludzi pracujących nad układem zasilania czy reaktorem, zorientowałbym się, czy mam do czynienia z laikami, technikami czy naukowcami. Jednak z tego, co opowiadasz, pracujący w S4 ludzie wychodzą na idiotów, niezbyt lotnych wojskowych, pozbawionych jakichkolwiek podstaw naukowych.

BL: Zgadza się, w S4 pracowali prawdopodobnie sami wojskowi. Być może byłem jedynym cywilem. Nie wiem.

PH: Dlaczego nie wiesz? Nie byłeś tam dość długo? Przecież musiałeś z nimi rozmawiać, prawda?

BL: Nie, nie pozwolono mi na rozmowy. W S4 nie można po prostu podejść do kogoś i zacząć rozmowę. Każdy ma wyznaczonego opiekuna, jedyną osobę, która z nim rozmawia. Zapomnij o zaczepieniu kogoś w holu. Nawet w drodze do toalety towarzyszy ci ochrona.

PH: Jak sądzisz, czego się do tej pory dowiedzieli? Czego dokonali? Nie czytałeś raportów? Z nikim nie rozmawiałeś?

BL: Cóż, rozmawiałem z Bartym. Był moim opiekunem. Nie wiem, czy później nie zostałbym dopuszczony do rozmów z innymi, jednak rozmawiałem jedynie z Barrym. Ponadto miałem w ręku skoroszyt z wyjmowanymi kartkami, podstawowy raport o dotąd przeprowadzonych analizach i badaniach...

PH: Od jak dawna pracowali nad projektem?

BL: Przynajmniej parę lat.

GH: W ten sposób wracamy do początkowego pytania o zatrudnienie Boba. Prawdopodobnie Teller, dla jakiejś przyczyny, zapamiętał go i polubił. Pomógł mu dostać się do programu. Nie wszyscy widzieli Boba w S4, lecz nie chcieli odmówić Edwardowi Tellerowi. [do BL] Wiesz, nie byłeś jednym z nich.

BL: Tak, nie mam co do tego wątpliwości.

RS: Kim zatem byli pracujący nad projektem? Czego wymagano od kandydatów? Poddano cię jakimś specjalnym testom?

BL: Przeszedłem standardową rozmowę wstępną, chyba nawet łatwiejszą od tej przeprowadzonej przed przyjęciem do Los Alamos. Nie dostrzegłem w niej niczego niezwykłego. Z pewnością niezwykłe były zasady bezpieczeństwa. Nigdy przedtem nie przeszukiwano mi domu ani nie zakładano podsłuchu. Jednak tego typu zabezpieczenia dotyczyły wszystkich zatrudnionych przy projekcie. Naprawdę nie wiem, jak decydowali, kto wejdzie do gry.

RS: Czy nie uważasz, że podstawowy problem polega na konflikcie interesów między wynajęciem wybitnych naukowców, a przestrzeganiem wymogów bezpieczeństwa?

BL: Tak sądzę. Jednak nie wydaje mi się, by poszukiwali wybitnych ludzi.

RS: O to mi chodzi. Zatrudniając sławnych naukowców, musieliby zrezygnować z tajemnicy. Dlatego są zmuszani szukać ludzi mniej wybitnych, którzy z kolei nie radzą sobie z problemami projektu.

BL: Możliwe.

GH: Podejrzewam, że potrafiliby namówić jakiegoś wybitnego fizyka na milczącą współpracę, więc chodzi o coś innego.

ML: Czy wiesz, i możesz powiedzieć, kto opłaca ów program?

BL: Nie wiem. Nie pamiętam już czy słyszałem, a może czytałem, że jest refundowany przez SDI (Inicjatywę Obrony Strategicznej).

GH: Prowadzimy obecnie badania nad jego aktami personalnymi W-2. Może coś się wyjaśni.

RS: Czy to prawda, że na identyfikatorach nosiliście symbol MAJ (Majestic)?

BL: Tak. Kiedy je po raz pierwszy zobaczyłem, uśmiechnąłem się i zacząłem się zastanawiać, czy to naprawdę projekt Majestic, o którym wszyscy mówią, czy, zakładając, że dokumenty Majestic-12 są fałszywe, rodzaj żartu, a może nostalgia za czymś, co się skończyło? Tak, czy inaczej, na naszych identyfikatorach widniał symbol MAJ. Jedyną osobą z napisem MAJESTIC na identyfikatorze był Dennic. Sądzę, że był szefem ochrony, lub kimś takim. Z pewnością nie był naukowcem. Nie miał nic wspólnego z fizyką. Ale za każdym razem kiedy pojawiały się kłopoty, zjawiał się Dennic. Kiedyś zabrałem Gene'a na tajne zebranie w jednym z kasyn na dole, by go sobie obejrzał. Dennic nawet wyglądał jak komandos. Nie pasował do stereotypu naukowca.

ML: Myślisz, że brałeś udział w programie Majestic, czy to tylko mit?

BL: Nie wiem. Na identyfikatorze Dennica widziałem nazwę Majestic. Dowiedziałem się także, że Majestic oznacza poziom dostępu do tajnych danych, o trzydzieści osiem poziomów wyższy od poziomu Q. Może ktoś, wiedząc o tym, stworzył dokument MJ-12. A może sam pracowałem dla MJ-12. Naprawdę nie wiem.

RS: Nazwa Majestic pojawiła się w twoich aktach personalnych W-2. Co oznaczała?

BL: Właśnie nad tym pracujemy.

ML: Czy wiesz coś o innych sprawnych obiektach latających na terenie S4?

BL: Podejrzewam, że mieli do dyspozycji sprawne statki, ale nie jestem do końca pewien.

ML: Chodzą pogłoski, że ludzie we współpracy z obcymi stworzyli bazy na Księżycu, a nawet na Marsie. Czy posiadasz jakieś informacje, potwierdzające tego typu doniesienia?

BL: Nie.

ML: Czy wiesz coś o próbnych lotach w przestrzeni kosmicznej?

BL: Nie. I nie sądzę, by się na to odważyli. Wątpię, że potrafiliby zawrócić przy zerowej grawitacji. Wyraźnie nie są obeznani z pilotażem w trybie „Beta”. Wiem, że to naprawdę nie nazywa się tryb „Beta” i przez ostatni rok usiłowałem zapamiętać, jak się naprawdę nazywa, ale nie udało mi się, toteż pozostanę przy nazwie tryb „Beta”. Prawdopodobnie przy wejściu w obszar niskiej grawitacji, zaczynają się wielkie problemy z pilotowaniem statku. Zaczynając manewr obracania, statek wchodzi w niższy poziom grawitacji, a jednocześnie w tryb „Beta” i trudno jest go utrzymać pod kontrolą. Prawdopodobnie dlatego tak im zależało na poznaniu zasad pilotażu w przestrzeni kosmicznej. Tak więc nie sądzę, by, jak dotąd, udało im się opuścić atmosferę Ziemi.

GH: Poza tym, myślą logicznie i pamiętają czym jest paliwo, co się stanie, gdy rozbiją statek? Nastąpi wybuch nuklearny? Jak by to wytłumaczyli?

ML: Czy katastrofa z udziałem pierwiastka 115 mogłaby doprowadzić do wybuchu nuklearnego?

BL: Nie, chociaż nastąpiłaby niewielka eksplozja, ponieważ w reaktorze znajdują się śladowe ilości antymaterii. Wszystko zależałoby od poziomu zasilania, lecz nie sądzę, że nastąpiłaby wielka eksplozja. Przypuszczam ponadto, że w chwili katastrofy większość systemów automatycznie uległaby wyłączeniu.

GH: Ludzie, którzy otworzyli pracujący reaktor, zginęli w wybuchu.

ML: Tak, ale wybuch nie był zbyt wielki.

GH: Cóż, mógłbym dyskutować, czy wybuch, który zmiótł opancerzone drzwi można nazwać niezbyt wielkim.

BL: Masz rację. To było duże boom, powiedziałbym około 20 kiloton lub coś koło tego.

ML: Tak potężny wybuch? No dobrze.

PH: Czy nadal rozmawiamy o modelu sportowym?

BL: To jedyny, który widziałem.

PH: Jaką miał średnicę?

BL: Trzydzieści lub trzydzieści pięć: stóp.

PH: Moc reaktora?

BL: Straszliwa. Nie pamiętam dokładnie, ale...

PH: W megawatach?

BL: Większa, chyba ze sto lub dwieście megawatów.

ML: Mając do dyspozycji odrobinę pierwiastka 115 i wiedząc, co robić, potrafiłbyś odtworzyć reaktor lub wzmacniacze?

BL: Wzmacniacze tak. Reaktor nie.

ML: Nie wiedziałbyś jak odtworzyć reaktor?

BL: I mieć go pod kontrolą? Nie. Wzmacniacze to drobiazg, ale nie znam budowy reaktora na tyle, by zaryzykować jego odtworzenie. Mógłbym zbudować działający reaktor, ale... [śmiech] Może za jakiś czas by mi się udało.

ML: Czy bez urządzenia przenoszącego fale grawitacyjne, sam wzmacniacz jest coś wart

BL: Nie.

ML: Czy wiesz, jak w kontrolowanych warunkach przenosić i wzmacniać fale grawitacyjne?

BL: Tak, wiem.

PH: Może istnieją inne sposoby...

BL: Przypuszczam, że czyniono próby z użyciem plutonu. Podejrzewam, że wiąże się to z przypadkiem Cash-Landrum.

ML: Czy sugerujesz, że w przypadku Cash-Landrum mieliśmy do czynienia ze statkiem wykorzystującym technologię obcych, lecz zbudowanym przez człowieka i zasilanym plutonem?

BL: Tak, to właśnie sugeruję. Nie znalazłem niczego w przeczytanej dokumentacji, ale parokrotnie słyszałem o silnie skażonym obiekcie pogrzebanym gdzieś w Strefie 51. Sądzę, że dokonywali prób ze statkiem zasilanym plutonem, lecz trudno było nad nim zapanować, a zasilanie się nie sprawdziło.

PH: Czy bombardowanie atomów wystarczy do wytworzenia fali grawitacyjnej?

BL: Nie. Może ją do pewnego stopnia wzmocnić czy stymulować. Jednak jedynie pierwiastek 115 wytwarza dostatecznie silną falę grawitacyjną, by odchylić wystrzelony w jego kierunku promień lasera.
Nie wiem, czy wspomniałem o tym wcześniej, ale wzmacniacze zawsze działają na pełnych obrotach, wytwarzając maksymalną moc fali grawitacyjnej, dzielonej następnie na fazy od zera do 180 stopni. Mamy do czynienia z polami magnetycznymi, przyciągającym i odpychającym. Wyłączenie reaktora oznacza ustawienie wzmacniaczy w pozycji zerowej, pomiędzy oboma polami. Zasada działania jest niezwykle prosta. Przypomina bardziej silnik parowy, niż wysoko rozwiniętą technologię obcych. Powszechnie uważa się, że technicznie obcy wyprzedzają nas o dziesiątki tysięcy lat, jednak według mnie górują nad nami najwyżej o sto lub dwieście lat.

RS: Bob, mówiłeś, że w pokoju archiwum czytałeś o związku obcych z ewolucją i genetyką człowieka. W jakim kontekście? Co widziałeś?

BL: Nie cierpię się powtarzać. Opowiadam o tym za każdym razem, gdy mnie pytają, ponieważ to, co widziałem stanowi jedyny dowód prawdy moich słów. Nie omieszkam dodać, że wszystko, co znalazłem wtedy na temat układu napędowego, okazało się prawdą. Jednak, chociaż sam pracowałem przy technologii obcych, wiem, że trudno uwierzyć w ich istnienie. W archiwum znalazłem książkę, opisującą historię rozwoju naszego gatunku, napisaną z innego niż nasz punktu widzenia. Nie nosiła żadnego tytułu. Ludzi opisywano w niej jako „naczynia”, a Ziemię nazywano Sol 3. Stanowiła rodzaj raportu.

ML: Nazywano ludzi „naczyniami”?

BL: Tak, chociaż nie wiem, co miały przechowywać owe naczynia. Możliwość interpretacji jest dowolna.

ML: Chcesz powiedzieć, że ową książkę napisali obcy?

BL: Pozwólcie, że opowiem wam, jak wyglądała. Z pewnością napisano ją z dziwnego, zupełnie odmiennego punktu widzenia, przedstawiając dzieje Ziemi, jej historię i mieszkańców. Jeśli pamiętacie, dawna Encyklopedia Culliera w rozdziale poświęconym anatomii zawierała puste strony. Po nich znajdowały się rysunki układu krążenia, narządów wewnętrznych i tak dalej. W omawianej książce najbardziej niesamowite okazały się ilustracje. Przewracając stronę, natrafiało się, powiedzmy, na obrazek budynku z suszonej cegły, a poruszając stroną, dostrzegało się poszczególne poziomy domu. Ilustracje przypominały obrazy trójwymiarowe, chociaż były o wiele wyraźniejsze. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Nie wiem, czy stworzyli je ludzie, czy obcy, ale odpowiednio poruszając stroną, widziało się fronton, drewniany szkielet domu, a nawet fundamenty. Ilustracje mnie zafascynowały. W nich także ludzi nazywano „naczyniami”.

ML: Jesteś pewien, że pojęcie „naczyń” odnosiło się do ludzi?

BL: Tak.

ML: O czym wspominano w owej książce, opisując ludzi? O naszej historii? Sposobie zachowania?

BL: Mówiono o zaletach i trwałości „naczyń”. Czy mieli na myśli naczynia duszy? Czy ciało jest naczyniem duszy? W każdym razie w książce pisano o potrzebie zachowania „naczyń”, o tym, jakie są wyjątkowe, niezwykle wyjątkowe...

GH: Trudno spotkać życie podobne do naszego.

BL: Bardzo trudno. Notabene, na odwrocie książki odkryłem drugą, czytaną odwrotnie część, dotyczącą cywilizacji obcych z gwiazdozbioru Sieci. Dwie książki w jednej.

ML: Zatem z jednej strony książka opisywała historię Ziemi z perspektywy obcych, a z drugiej dzieje planety 2 gwiazdozbioru Sieci, z której przypuszczalnie...

BL: Otóż to. Niestety, nie potrafię dowieść prawdy moich słów. Poza tym, kiedy otworzyłem książkę, zafascynowałem się rysunkami i minęło trochę czasu, nim uświadomiłem sobie, co mieści się po drugiej stronie. Tak więc zmarnowałem wiele czasu na czytanie o dziejach Ziemi. Przekręciwszy książkę, zobaczyłem opisy obcej cywilizacji. Gdybym zyskał trochę czasu, mógłbym dowiedzieć się o wiele więcej.
Ponadto tak naprawdę NIE interesowały mnie ani trójwymiarowe zdjęcia, ani raporty z sekcji zwłok. To wszystko było fascynujące, zdumiewające i godne zainteresowania, aleja szukałem czegoś o układzie napędowym.

GH: Ludzie często pytają Boba, czy nie uważa, że miał do czynienia z dezinformacją. Jednak trudno przypuszczać, by ktoś przygotował tak rozległą, dotyczącą tylu dziedzin mistyfikację.

ML: Nie wydaję mi się, by technologia tworzenia tego typu trójwymiarowych zdjęć była szeroko rozpowszechniona.

BL: Może właśnie dlatego, że mam własną pracownię fotograficzną, tak wiele czasu straciłem na ich oglądanie.

ML: Czy widziałeś kiedyś coś podobnego? Wiesz, jak je stworzono?

BL: Nie. Na pierwszy rzut oka ilustracje były ledwo dostrzegalne. Nie zmieniały się stopniowo, lecz płynnie przechodziły z jednego poziomu w drugi.

PH: Czy czujesz niepokój, wiedząc o istnieniu istot pozaziemskich?

BL: Nie, dzięki temu wiele rzeczy nabrało sensu.

PH: Czy nie czujesz się, wybacz niezamierzony kalambur, wyobcowany? Nie czujesz się odsunięty od reszty społeczeństwa, która nie wie o istnieniu obcych?

BL: Masz rację. Czuję się tak, jakbym jako jedyny wiedział, co się dzieje, a wszyscy inni pozostawali w bezmyślnej nieświadomości. W tym wypadku słowo wyobcowany znakomicie odzwierciedla moje odczucia.

PH: Czujesz się samotny?

BL: Nie, ponieważ nie sądzę, bym był jedynym, który wierzy...

PH: Ale jesteś jednym z niewielu, którzy to wiedzą.

BL: Tak.

PH: Byłem ciekaw twoich odczuć, ponieważ sam przez to przechodzę. Im więcej wiem, tym bardziej oddalam się od innych ludzi...

BL: Prawda odsuwa nas od innych ludzi i coraz trudniej przekonać ich o tym, co wiemy.

GH: Jednak nie wolno nam ustawać w wysiłkach. My także musieliśmy w pewnym momencie poznać i zrozumieć. Toteż nim oskarżymy kogoś o bezmyślne trwanie w nieświadomości, dajmy mu szansę. Udzielmy wyjaśnień i dopiero, gdy zignoruje nasze starania, nazwijmy głupcem. Jednakże sądzę, że istnieje wielu inteligentnych ludzi, którzy zasługują na naszą uwagę, a którzy, jak dotąd, nie mieli okazji poznać prawdy.

RS: Jakie żywiłeś nastawienie wobec istot pozaziemskich przed wejściem do programu?

BL: Sceptyczne do granic możliwości. Pamiętam, jak chyba z rok temu przyjaciel, który później pracował nad Tonopah, wpadł do mnie z artykułem wyciętym z gazety i zawołał: „Hej, zobacz, piszą o tym facecie, Johnie Learze. Ma wykład o obcych i mistyfikacji rządu w bibliotece w Spring Volley. Może chcesz iść ze mną?” A ja odpowiedziałem: „Jesteś skończonym idiotą. Po cholerę tracić czas na slucltanie tego faceta?” Wziąłem to za żart. Nieco później mówił mi: „Wiośnie wróciłem ze Spring Volley t wiesz co, nie dostałem się do biblioteki. Na tego faceta waliły tłumy.” Pomyślałem sobie, że to śmieszne. Często wracam myślą do tego zdarzenia, przypominając sobie, jaki byłem ograniczony. Nie mając żadnego oparcia, upierałem się, że to głupota i denerwowało mnie, że ktoś może w to wierzyć.

ML: Nie ty jeden. Prawdopodobnie wszyscy przeszliśmy przez to samo. Ja także nie chciałem uwierzyć. Lecz kiedy w końcu uwierzyłem, przekonałem się, że informacje leżą na wyciągnięcie ręki. Każdy z nas musi przekroczyć pewien próg.

BL: I do końca nie przestajemy walczyć sami ze sobą. W dniu, w którym wysiadłem z autobusu w S4 i wszedłem do hangaru, zobaczyłem statek, model sportowy i przeżyłem wstrząs. Jednakże natychmiast pomyślałem, że to wyjaśnia zjawisko UFO. Skonstruowaliśmy statek, testowaliśmy go i... Stoi przede mną statek obcych, a ja usiłuję znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie, zaprzeczyć świadectwu własnych oczu. Oczywiście, niewiele spałem tej nocy. Następnego dnia miałem zaczerwienione oczy, a Gene spytał: „Wszystko w porządku, Bob? Co ci się stało?” Pamiętam, jak leżałem w łóżku i chichotałem, przypominając sobie, że kiedy podszedłem do statku i dotknąłem go, usiłowałem wytłumaczyć sam sobie, że to co prawda wygląda jak latający talerz, ale...

RS: Wspomniałeś o „niewielkich rozmiarach wyposażenia”. Kiedy je widziałeś?

BL: Ujrzałem statek, gdy tylko po raz pierwszy wysiadłem z autobusu. Celowo ruszyłem w tamtą stronę, by przejść obok niego i móc go dotknąć. Sądzę, że chciałem się upewnić, że to nie karton czy coś w tym rodzaju. Wyczułem metal, a przechodząc obok, spojrzałem do wnętrza i spostrzegłem, że całe wyposażenie jest dziwnie małych rozmiarów. Natychmiast kazano mi patrzyć przed siebie. Oczywiście, przeprowadzili mnie tamtędy celowo. Jakiś czas później wszedłem do wnętrza statku.

RS: Jak to się stało? I jakie to uczucie, znaleźć się we wnętrzu statku obcych?

BL: Cóż, moi przełożeni wcale nie chcieli, bym znalazł się w środku. Zgodzili się jedynie po to, bym rozejrzał się w rozmieszczeniu wzmacniaczy grawitacji. Statek posiadał trzy poziomy. Wchodząc na lewo, widziało się panel prowadzący na dół, gdzie zainstalowano wzmacniacze. Panel był tak wąski, że aby przyjrzeć się rozmieszczeniu wzmacniaczy, musiałem wczołgać się do środka. Inni pracowali na drugim, głównym poziomie. Trzeciego poziomu nigdy nie zobaczyłem. Nie mam pojęcia, co mieściło się na górze. Domyślam się, lub po prostu zgaduję, że może sprzęt do nawigacji i pilotażu, lub coś podobnego. Wiesz, mostek. Kto wie? Jednak ja miałem jedynie rozejrzeć się na dole i przypuszczam, że zabierając mnie ze sobą, wybrali moment przestoju na drogim poziomie.
Właz usunięto, lub wycięto, nie mam pojęcia. Zobaczyłem stopnie prowadzące w górę, lecz natychmiast skierowano mój wzrok w dół. Zdjęli pokrywę panelu i jakoś wcisnąłem się do środka. Przejście było ciasne, z pewnością nie stworzone dla człowieka. Znalazłem się w ciasnym zamknięciu, ogarnięty klaustrofobią. Przerażające doświadczenie, widziałem... nie potrafię nawet tego opisać... widziałem wiszące nade mną pędniki. To był naprawdę wstrząsający widok. Nie wiem, co jeszcze mógłbym powiedzieć. Tuż obok mieścił się reaktor. Kiedy wyczołgałem się z tunelu, Barty stał odwrócony plecami, patrząc w dół na ludzi kręcących się dookoła statku. Miałem okazję szybko się rozejrzeć. Zobaczyłem ludzi dźwigających jakieś konsole. Mówię „konsole”, chociaż wnoszone na drugi poziom statku przedmioty przypominały raczej spore skrzynki. Jedna z nich, wyminie rozerwana, wyglądała na pustą.

RS: Sądzisz, że wyjęli jej zawartość?

BL: Nie wiem.

GH: Czy wiecie, że Bob uważa model sportowy za jeden ze statków sfotografowanych przez Billa Meiera! [do BL:] Pamiętasz, mówiłeś mi, że z bliska wydawał ci się wyższy i bardziej chropowaty i dopiero, gdy zobaczyłeś go w powietrzu, stwierdziłeś, że przypomina zdjęcie Meiera?

BL: Z bliska w ogóle nie przypominał zdjęcia Meiera. Wydaje się szorstki, zbyt wysoki, nieproporcjonalny. Przywodzi na myśl kobietę w ciąży. Wygląda jak typowy latający talerz z filmu science fiction. Niczym się nie wyróżnia, prócz tego, ie wydaje się odlany w całości, bez jednego spawu. Nawet siedzenia zdają się potwierdzone do podłogi, jakby wszystko odlano z jednej formy. Nie mam pojęcia, jak tego dokonano.

PH: Powiada się, że istoty pozaziemskie czasami posługują się telepatią. Co o tym sądzisz?

BL: Nie wydaje mi się, by chodziło o naturalną predyspozycję.

PH: Uważasz, że posługują się pewnego rodzaju przekaźnikiem?

BL: Tak.

RS: Innymi słowy, telepatię zawdzięczają postępowi technicznemu.

BL: Tak sądzę.

RS: Czytałeś o tym?

BL: Pamiętam, że czytałem wzmiankę o telepatii, czy pewnego rodzaju zdolnościach psionicznych. Jednakże pomysł z przekaźnikiem pochodzi ode mnie.

RS: Żadnych wzmianek o wszczepach? O uprowadzeniach?

BL: Nie. Nie znalazłem niczego, ani o uprowadzeniach, ani o okaleczeniach zwierząt.

ML: A jeśli chodzi o hybrydyzację genetyczną, łączenie genów ludzkich i obcych?

BL: W pewnym miejscu wspomniano o sześćdziesięciu pięciu lub sześćdziesięciu trzech odmianach, zwanych właściwą drogą ewolucji. Prawdopodobnie owe odmiany stanęły u podstawy rozwoju rasy ludzkiej.

ML: Raport wspominał o sześćdziesięciu pięciu lub sześćdziesięciu trzech przypuszczalnie stworzonych przez obcych genetycznych odmianach człowieka?

BL: Tak, chociaż manipulacji genetycznych nie dokonywano stricte na człowieku, lecz na małpach.

ML: W ten sposób powstał homo sapiens?

BL: Tak wynikało z owej dziwnej książki, o której wspominałem.

ML: Podano choćby przybliżone ramy czasowe?

BL: Nie. Czytałem o zdarzeniach sprzed ponad dziesięciu tysięcy lat, ale...

ML: Mówiąc o manipulacjach genetycznych, sięgamy do bardzo odległych czasów.

BL: Masz rację, chociaż trudno mi powiedzieć jak odległych.

PH: Czy widziałeś zdjęcia sprzed 1947 roku?

BL: Nie.

GH: Czy w raporcie pojawiło się pojęcie „małpy”, czy tez użyłeś potocznego wyrażenia, by zastąpić obcą nazwę?

BL: W książce pojawiło się inne wyrażenie, niestety, czytałem ją tak dawno temu, że pamięć mnie zawodzi...

PH: [doGH]: Gene, co o tym wszystkim sądzisz? Czy to cię nie niepokoi?

GH: Nie, wcale nie. Przedtem nie potrafiliśmy nawet postawić właściwych pytań. Wolę znać choćby część prawdy. Przecież od zawsze nękały nas pytania o sens istnienia. Kim jesteśmy? Skąd pochodzimy? Dokąd zmierzamy? Czy istnieje życie po śmierci? Czy istnieje Bóg? Poznając prawdę o kontaktach z istotami pozaziemskimi, przybliżamy się do odpowiedzi. Jednak ludzie nie chcą znać prawdy. Wolą nie wiedzieć.

ML: Bob, co o tym myślisz? Co to wszystko oznacza dla naszej przyszłości?

BL: Pozostaję sceptykiem. Nieufnie odnoszę się do wszystkiego, co słyszę i czytam. Kiedyś miałem do czynienia jedynie z pogłoskami, lecz otarłem się o technologię obcych i teraz wiem trochę więcej. I chociaż zasadniczo zgadzam się z Genem, tym trudniej uwierzyć mi w coś, czego nie dotknąłem czy nie poznałem z bliska. Czy jesteśmy wynikiem manipulacji genetycznej? Może. Naprawdę nie wiem.

PH: Pamiętam, że mój ojciec: interesował się zjawiskiem UFO już w latach 40., lecz w ostatnich latach zainteresowanie wyraźnie wzrosło. Wychodzą na jaw coraz to nowe informacje i coraz więcej ludzi skłonnych jest uwierzyć w UFO.

BL: Mistyfikacja rządowa zaczyna rozłazić się w szwach. Pojawiają się coraz to nowe przecieki, którymi interesują się media. Nawet dezinformacja nie jest w stanie zapobiec ujawnieniu prawdy. Lawina ruszyła. Rząd musi rozważyć możliwość stopniowego ujawnienia prawdy o niezidentyfikowanych obiektach latających. Być może już zaczął. Możliwe nawet, że wybrał mnie na pośrednika.

Autor : Michael Lindmann
Tłumaczenie : Monika Dalecka

=====================

powyższy materiał miałem na dysku i znalazłem przygotowując ten sam wywiad ,ale zamieszczony w kwartalniku UFO 1/1994 ,gdzie tłumaczenia dokonał P.Mirosław Kościuk.[edit]
Nie porównywałem dokładnie tekstów,ale forma budowy zdań się różni.

wspomniane Pdf'y :

http://pl.scribd.com/doc/149146350/Mich ... ologia-w-rękach-rządu-USA


_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 21 cze 2013, 20:42 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 22 kwie 2010, 13:19
Posty: 21
Cytuj:
Fantazji nie można ograniczyć w żaden sposób. Wszystko jest możliwe. Czy jednak w swej euforii choć przez chwilę pomyśleliście o tym, że miliony ludzi mogłyby stracić pracę?
Co stałoby się z przemysłem naftowym, zakładami produkującymi silniki, bez pracy zostaliby monterzy urządzeń grzewczych, specjaliści od energii słonecznej ? Co stałoby się z ... ?

Czy macie świadomość, że stalibyście się narzędziem służącym zniszczeniu? Stalibyście się sprawcami straszliwych cierpień, znienawidzonymi przez wielu ludzi, którym odebralibyście nadzieję, zburzyli świat ...
Wiem jednak, że chcieliście czynić tylko dobro.
...

Wolna energia jest przyszłością i pewnego dnia stanie się nieodzowną częścią życia, zmieniając otaczający nas świat. Chcę Wam pokazać, że każdy kij ma dwa końce.


Nie zgadzam się z takim sposobem rozumowania. To prosty, jeśli nie prostacki sposób podejścia do tematu.
Kiedyś faktycznie jeden rolnik był w stanie uprawiać tyle ziemi, żeby utrzymać swoją rodzinę i trochę nadwyżek sprzedać. Ale przy dzisiejszym zaawansowaniu technicznym jeden farmer wytwarza żywność dla kilku setek ludzi.
Doskonale wiemy, że w dzisiejszych realiach nie jest problemem wytwarzanie żywności. Marnuje jej się tyle, że przy odpowiedniej dystrybucji nikt nie chodził by po ziemi głodny.

Ale od początku.
Zakładam, że w nieskończonym kosmosie istnieje bardzo duża mnogość cywilizacji na bardzo różnych szczeblach rozwoju. I jeżeli prawa fizyki są takie same we wszystkich zakątkach kosmosu, to każda z cywilizacji przechodzi przez krytyczne punkty rozwoju wyznaczane przez kluczowe odkrycia naukowe.

Prawdopodobnie dzwonkiem alarmowym dla pobliskich, bardziej zaawansowanych cywilizacji, jest odkrycie broni masowego rażenia. W naszym przypadku było to odkrycie rozszczepienia atomu i śmiercionośne wykorzystanie energii atomowej.
Po takim odkryciu cywilizacja staje się zagrożeniem nie tylko dla siebie, ale i dla całego banku genetycznego planety, jak również dla samej planety.

Przez analogię: Kiedy sąsiad kłóci się żoną, a nawet czasem żona trzepnie go wałkiem, to mogę to ignorować. Ale kiedy sąsiad zaczyna gromadzić na swojej posesji dynamit w ilościach niepokojących, to zaczynam się martwić o swoją rodzinę i z całą pewnością tego już nie zignoruję.

Podobnie bardziej zaawansowane cywilizacje nie mogą ignorować młodej, (niezrównoważonej, toczącej wojny) cywilizacji, która weszła w posiadanie śmiercionośnej technologii na masową skalę.
Pół biedy jeszcze kiedy BMR jest na powierzchni planety. Gorzej kiedy prymitywna cywilizacja nauczy się wynosić BMR w kosmos. Wtedy nie stanowi już zagrożenia dla samej siebie ale i dla swojego układu słonecznego. A to już może stanowić zagrożenie dla pobliskich układów słonecznych.

Zakładam, że trzecim kluczowym punktem jest odkrycie technologii pozwalającej przemieszczać się z prędkościami bliskimi prędkością światła lub nad-świetlnymi, ewentualnie teleportacja i/lub podróże w czasoprzestrzeni . Wtedy cywilizacja stanowi zagrożenie nie tylko dla własnej galaktyki, ale i dla pobliskich.
I wtedy jest zdecydowanie za późno, żeby w nią ingerować i nie dopuścić do zniszczeń jakie może dokonać.

Pytanie. Kiedy jest właściwy moment, żeby zasygnalizować młodej cywilizacji, że nie jest sama w kosmosie i musi przestrzegać pewnych kosmicznych reguł?

Moim zdaniem najpóźniej wtedy, kiedy nauczy się rozszczepiać atom, ale wcześniej nim nauczy się latać w kosmos. I wedle wszelkiego prawdopodobieństwa wtedy to nastąpiło.

Czemu o tym jeszcze nie wiemy oficjalnie?
Tu akurat zgadzam się z poglądem, że dla młodej cywilizacji stanowi to szok nieporównywalnie większy od zatrzymania słońca i ruszenia ziemi. A zwłaszcza dla takiej jak nasza, która jeszcze kilkaset lat temu uważała, że jest koroną stworzenia. (Ba, wielu ludzi nadal tak uważa).
Co zrobić w takim przypadku? Ano trzeba informowanie społeczeństwa rozłożyć na kilka pokoleń.
Przygotować grunt i stopniowo na przestrzeni dziesięcioleci przygotowywać społeczeństwo.
Moim zdaniem jesteśmy na końcu tej drogi i w najbliższym dziesięcioleciu usłyszymy oficjalne potwierdzenie. Obawiam się jednak, że wcześniej będzie musiał powstać globalny rząd. Co również jest możliwe w nadchodzącym dziesięcioleciu, a do czego technologie EBEnów mogą się znacznie przyczynić.

Mamy to nieszczęście, że przed umiejętnością telepatii rozwinęliśmy umiejętność mowy, a słowem można manipulować po stokroć więcej niż telepatią.

I niestety jesteśmy manipulowani od lat, a właściwie od tysiącleci.

-- 21 cze 2013, 23:03 --




Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 25 cze 2013, 17:28 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
" Salvador Freixedo - kontakty pomiędzy prezydentami USA a obcymi istotami " - archiwum - rok 1995



albo

http://pl.scribd.com/doc/149925805/Salv ... USA-a-Obcy

plus- [żeby się nie wczytywało wieczność -same linki]

Magdalena Del Amo-Freixedo Wywiad z płk. Robertem O.Dean - rok 1994

http://pl.scribd.com/doc/149924934/Magdalena-Del-Amo-freixedo-Wywiad-z-Robertem-O-dean

albo

http://www.pdf-archive.com/2013/06/25/wywiad-z-robertem-o-dean/wywiad-z-robertem-o-dean.pdf

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 26 cze 2013, 7:45 
Co do treści tego postu to jest przecież mały wycinek, zaledwie skrawek tajemnicy.
A i to już za dużo dla wiekszości z nas. Myślący zdają sobie sprawę, że jest o wiele gorzej.

Ci nie myślący mają chyba lepiej?

UFO, depopulacja, czipowanie, trucizny w żywności, eksperymenty medyczne, kontrola umysłu, inżynieria społeczna, satanizm i pedofilia ... czy to nie za dużo jak na psychikę człowieka?

Nic dziwnego, że ludzie wolą nie wiedzieć.

Czy właśnie z tego powodu przetrwa tylko garstlka ludzi?

Czy może zanim to się stanie ta garstka ludzi zmieni bieg historii? Będziemy tego świadkami i ucieczka od tego nam nie grozi. Czasem sam zapominam zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji.
Taka naturalna reakcja obronna organizmu? Nie mamy kilkuset lat na zmianę społeczeństwa w odpowiednim kierunku. Więc co robić?


Wykład: Perspektywy Ziemskiej Cywilizacji - Siergiej Sall PL

phpBB [video]


Daje trochę nadziei ale jednocześnie wzmacnia niepokój, jak dla mnie jeden z nielicznych
materiałów proponujacych (jakieś?) konstruktywne działania ale jednocześnie uświadamiający
potęgę przeciwnika i świadomość totalnie nierównych proporcji sił co do naszych możliwości.


Z jednej strony nie da się powstrzymać niewidzialnego wroga a z drugiej strony ludzie nie
sa przygotowani na poznanie prawdy. Wygląda to beznadziejnie. Jedyne co przychodzi mi na myśl w takim momencie to "ratuj się kto może"

Niktu



Na górę
   
 
 
Post: 12 sty 2014, 10:53 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
Don Phillips potwierdza kontakt Eisenhowera z Obcymi w 1954 r.
phpBB [video]


Org. title: "Contractor USAF CIA Lockheed Skunkworks Don Phillips Eisenhower & ETs NATO & 12 ET races 1954"



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 28 mar 2014, 11:30 
Offline
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik

Rejestracja: 18 mar 2014, 21:29
Posty: 3
Lokalizacja: UE
Niktu pisze:
Co do treści tego postu to jest przecież mały wycinek, zaledwie skrawek tajemnicy.
A i to już za dużo dla wiekszości z nas. Myślący zdają sobie sprawę, że jest o wiele gorzej.

Ci nie myślący mają chyba lepiej?

UFO, depopulacja, czipowanie, trucizny w żywności, eksperymenty medyczne, kontrola umysłu, inżynieria społeczna, satanizm i pedofilia ... czy to nie za dużo jak na psychikę człowieka?

Nic dziwnego, że ludzie wolą nie wiedzieć.

Czy właśnie z tego powodu przetrwa tylko garstlka ludzi?

Czy może zanim to się stanie ta garstka ludzi zmieni bieg historii? Będziemy tego świadkami i ucieczka od tego nam nie grozi. Czasem sam zapominam zdawać sobie sprawę z powagi sytuacji.
Taka naturalna reakcja obronna organizmu? Nie mamy kilkuset lat na zmianę społeczeństwa w odpowiednim kierunku. Więc co robić?


Wykład: Perspektywy Ziemskiej Cywilizacji - Siergiej Sall PL

phpBB [video]


Daje trochę nadziei ale jednocześnie wzmacnia niepokój, jak dla mnie jeden z nielicznych
materiałów proponujacych (jakieś?) konstruktywne działania ale jednocześnie uświadamiający
potęgę przeciwnika i świadomość totalnie nierównych proporcji sił co do naszych możliwości.


Z jednej strony nie da się powstrzymać niewidzialnego wroga a z drugiej strony ludzie nie
sa przygotowani na poznanie prawdy. Wygląda to beznadziejnie. Jedyne co przychodzi mi na myśl w takim momencie to "ratuj się kto może"

Niktu





Nie czepiam się .... tylko pan zapomniał wspomnieć jeszcze o innych wspaniałych synach narodu Rusów ...
Są nimi np Wania Gog i Pietia Goras .....

Pozdrawiam Janusz



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 lip 2019, 18:09 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Ziemia jest ludzką fermą, eksperymentem zaawansowanej inteligencji z kosmosu, która manipuluje nami przy pomocy…
religii – twierdzi hiszpański eksjezuita Salvador Freixedo

Obrazek

Salvador Freixedo to zbuntowany ksiądz, były jezuita i ufolog w jednym. Wydalony z Kościoła za jego krytykę, zajął się badaniem zjawisk niewyjaśnionych, dochodząc do wniosku, że Ziemia to „ludzka ferma” i eksperyment zaawansowanej inteligencji z kosmosu, która manipuluje nami przy pomocy… religii.
Salvador Freixedo to hiszpański ufolog i były ksiądz (jezuita) wydalony ze stanu duchownego za krytykę Kościoła i kleru.
Freixedo uważa, że nasza planeta jest miejscem wielkiego eksperymentu prowadzonego przez inteligencję z kosmosu. Ziemię nazywa on „ludzką fermą”, dodając, że być może nigdy nie poznamy zamiarów naszych nadzorców.
Jego zdaniem Obcy wprowadzili religie, by kontrolować myślenie mas i sprawdzić, jak wpłynie to na bieg dziejów.
Sędziwy Salvador Freixedo to hiszpański pisarz, ufolog i były jezuita mający za sobą życie pełne kontrowersji oraz konfliktów z Kościołem i władzą. Za krytykę kleru trafił nawet do więzienia w Wenezueli. Gdy wreszcie został wydalony ze stanu kapłańskiego, poświęcił się drugiej pasji – ufologii. Badając z wielkim zaangażowaniem przypadki spotkań z gośćmi z kosmosu, próbował ustalić powody, dla których odwiedzają oni Ziemię. Odpowiedź znalazł. Przynajmniej częściową.

Freixedo był księdzem znanym z krytyki Kościoła
Freixedo urodził się w 1923 r. w małym mieście w Galicji w bardzo religijnej rodzinie. Jego brat i siostra również wybrali służbę Bogu. Salvador jeszcze jako nastolatek rozpoczął nowicjat u jezuitów, a w wieku 30 lat otrzymał święcenia kapłańskie.

Od tamtej pory toczył życie z dala od rodzimej Hiszpanii, pracując z młodzieżą na Karaibach i w Ameryce Łacińskiej. Będąc blisko ludzi przekonał się nie tylko o skali społecznych nierówności, ale też o tym, że nauki Kościoła nie idą w parze z jego działaniami. W 1957 r. Freixedo napisał o tym książkę, za którą wydalono go z Portoryko. Na Kubie w 1968 r. napisał kolejną pt. „Mój Kościół śpi”. Publikacja tak rozsierdziła hierarchów, że postanowili usunąć go ze stanu duchownego. Z kolei w jego ojczystej klerykalnej Hiszpanii drukowania dzieła zakazano.

Na początku lat 70. Freixedo, już jako eksduchowny, postanowił zająć się zjawiskami, które interesowały go od zawsze.

Chodziło o wszelkie sprawy niewyjaśnione i tajemnicze, a przede wszystkim o UFO. Podróżując po świecie, jeszcze jako ksiądz, poznał wielu świadków podobnych zdarzeń, dochodząc do bardzo kontrowersyjnego wniosku.
"Człowiek nie jest panem stworzenia. Manipuluje nami siła niemająca dla nas szacunku, która wykorzystuje nas, tak jak my wykorzystujemy zwierzęta"– pisał.

Jego zdaniem za powstaniem religii stoją jakieś wyższe, ale niekoniecznie boskie siły. Jeśli porównamy channelingi (wiadomości telepatyczne od duchów lub astralnych bytów) czy przekazy od kosmitów z zawartością świętych ksiąg albo orędziami z objawień, okaże się, że zbytnio się one od siebie nie różnią. Gdyby w Biblii lub Koranie w miejsce Boga jako źródła objawień podstawić inteligencję z kosmosu albo równoległego wymiaru, wszystko nabierze zupełnie innego sensu. Izraelici prowadzeni po pustyni przez dziwne światło czy boski rydwan widziany przez Ezechiela to tylko dwie z wielu poszlak
sugerujących, że za częścią wydarzeń z Pisma Świętego stał ktoś dysponujący zaawansowaną techniką. Ten sam ktoś – zdaniem Freixedo – odpowiada za podyktowanie Mahometowi Koranu i za działalność wszystkich proroków, którzy mieli do przekazania prawdy objawione.

"Informacje udzielane ludziom przez te byty mają zróżnicowany charakter. Zdarza się, że dotyczą nauki. Często kontaktowcy* mówią o kosmosie i pochodzeniu ciał niebieskich. Ci, którzy otrzymują informacje o tematyce religijnej, proszeni są o zakładanie kościołów albo ich reformowanie. Zdarza się jednak, że niektórzy otrzymują przekaz pełen pseudofilozoficznych, absurdalnych treści. (…) Te wypełnione nonsensami komunikaty bywają często uznawane za świętą księgę"– pisał Freixedo.

Wszystko to jest elementem potężnego planu manipulacji. Zdaniem Hiszpana Ziemia znajduje się pod kuratelą innej inteligencji, która prowadzi tu wielkoskalowy, długofalowy eksperyment. Istoty, które za tym stoją, są niczym ziemscy etnografowie badający kultury i religie, tyle że są tysiąckroć potężniejsze i bardziej zaawansowane od nas. Ludźmi nie przejmują się w ogóle, a my jesteśmy na tyle prymitywnym gatunkiem, że uważamy ich plan za wolę Najwyższego.

Niewykluczone – dodaje były ksiądz, że w tym projekcie tkwi też jakieś „drugie dno”, którego sens zrozumieją dopiero przyszłe pokolenia.

„Ziemia jest fermą” – wnioskuje Freixedo w swojej najsłynniejszej książce „La Granja Humana”. „Jest racjonalnie zarządzaną fermą zwierzęcą. To okrutne, ale nic tego nie zmieni. Zwierzętom ciężko jest podnieść bunt przeciwko hodowcom, bo ci są mądrzejsi i mogą przewidywać ich zachowania. Zwierzęta karmi się taką ideologią, która zniechęca je do buntu i utwierdza w przekonaniu, że to, czego doświadczają jest dobre. Ale to nie wystarcza. Hodowcy wymyślili taki zestaw ‘wartości moralnych’, by żyjące według nich jednostki były ciągle zajęte konfliktem i walką między sobą” – dodaje.

Na Ziemi mieszka z nami inna inteligencja – twierdzi Freixedo
Czego chcą od nas właściciele fermy o nazwie Ziemia? Tego do końca nie wiadomo. Może to tylko eksperyment, a my jesteśmy niczym laboratoryjne szczury? A może siła ta prowadzi nas przez dzieje i jest kimś w rodzaju wychowawcy, który bezpośrednio nie ingeruje, bo wie, że gdyby to zrobił, zakłóciłby nasz naturalny rozwój? Jest też inna możliwość, o której mówi Freixedo.

Jego zdaniem nasi „nadzorcy” nie muszą być przybyszami z kosmosu. Mogą to być istoty z innego wymiaru albo równoległej rzeczywistości, dla których Ziemia jest przystankiem w drodze przez „astral”. Mają one różne zamiary – jedne chcą szkodzić ludziom, inne pomagają i ostrzegają przed niebezpieczeństwami, a przybywają tu, bo mamy coś, co je przyciąga albo czym się żywią – emocje lub siłę życiową.

(…)

autor: Piotr Cielebiaś

całość czytaj na:
http://strefatajemnic.onet.pl/ufo/obcy- ... log/00kve4

źródło:
https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpr ... -freixedo/

,
o fermie co nieco już gdzieś pisałem-nic nie trzeba sobie dopowiadać.Ale o fermie jak stracicie to ciałko chyba nie.
Chyba z tym do grobu spopielały kiedyś pójdę.
Ojj tam... :) ..pewnie bredziłem

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 19 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group