Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 22 sie 2014, 8:51

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 255 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 9  Następna
Autor Wiadomość
Post: 22 cze 2010, 14:29 
1. Pestki moreli i innych owoców - jabłek, gruszek, etc




2. Olej z konopii, podobno dużo skuteczniejszy od pestek:



pozdrawiam



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 22 cze 2010, 14:29 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 22 cze 2010, 16:36 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 maja 2009, 21:56
Posty: 620
Lokalizacja: galactic heart
Płeć: kobieta
Książka do ściągnięcia - udana historia walki z rakiem naturalnymi sposobami.
Głodny Anioł - jak wyleczyłem się z raka - Stanisław Karolewski
http://szarlatan.nazwa.pl/szarlatan/images//stanislaw_karolewski_glodny_aniol_jak_wyleczylem_sie_z_raka_oficjalny_e-book_szarlatan2010.pdf

_________________
All of it was made for you and me
cause it just belongs to you and me
So lets take a ride and see whats mine...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 23 cze 2010, 20:19 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 wrz 2009, 13:38
Posty: 333
Płeć: mężczyzna
=================================================================
- http://www.vismaya-maitreya.pl/naturalne_leczenie.html#leczenie_raka

- http://amigdalina.com.pl/




PRIVILIGE ( prawda2):

"w Mińsku leczy się raka sama wodą , głodówka na wodzie wyniki nie gorsze niż u gersona Smile"


redvalley (prawda2):

"Lukasz, glod jako taki odczywasz ok 3 dni, podczas ktorych doznaje sie efektow ubocznych zwiazanych z detoksyfikacja. Potem uklad trawienny wylacza sie i zarcie ci zwisa a cialo nareszcie ma szanse skoncentrowac na regeneracji. Dlaczego czesto nie jest sie glodnym podczas choroby? Trzeba nauczyc sie sluchac wlasnego ciala, ono mowi ci co potrzebuje w danym momencie. "Nieuleczale' choroby typu rak czy cukrzyca, sa pokonywane wlasnie przez takie oczyszczenie organizmu, czesto w pozniejszym polaczeniu z zupelnie surowa veganska dieta (czego oczywiscie w miediach tez nigdy nie uslyszysz) "

"Osobiscie znam osobe, ktora wyleczyla sie z raka surowa dieta. "


ktoś:

"
Rozpowszechniona jest fałszywa opinia, iż nie należy przyjmować zbyt wielkich dawek witamin gdyż jest to szkodliwe. Teza taka jest po prostu manipulacją koncernów farmaceutycznych (dopuszczalne dzienne dawki witamin są bardzo zaniżone) W przeprowadzonych badaniach udowodniono, iż witamina C niezwykle skutecznie zwalcza komórki nowotworowe, stwierdzono także, że nie ma w zasadzie górnego pułapu dawek dla tej witaminy. W testach lekarze doszli do ogromnych ilości dawek podawanych dożylnie pacjentom (0,25 kg czystej witaminy C na dobę) - żadnych skutków ubocznych a komórki rakowe niechybnie giną.

Wnioski:
- Aby zwalczyć chorobę (nawet nowotwory w ostatnim stadium rozwoju) należy usunąć z organizmu trujące związki chemiczne i dostarczyć mu odpowiednią ilość witamin i mikroelementów, wtedy nasz potężny układ immunologiczny zacznie zwalczać nawet najbardziej zaawansowane choroby. "


Chemioterapia szkodliwa:
http://prawda2.info/viewtopic.php?t=4547


Chemioterapia jest nieskuteczna?
http://prawda2.info/viewtopic.php?t=4746



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 cze 2010, 7:40 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 lut 2010, 14:53
Posty: 139
Płeć: mężczyzna
Ja oczywiście odsyłam do innego wątku z rakiem;p

_________________
"Nie wystarczy zdobywać mądrości, trzeba jeszcze z niej korzystać." (Cyceron)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 26 cze 2010, 23:52 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 21 cze 2010, 22:09
Posty: 13
Płeć: kobieta
wiecie, rak to nie jest taka ot sobie nagła choroba...

to stopniowe oslabienie naszego ukladu odpornosciowego, od wielu lat, trucie go chemia i szczepionkami, stresem, woda z dodatkami chemicznymi, "karmienie" organizmu nie żywa zywnoscia, ale martwa, przetworzona...ktora powoduje rozrost plesni...
beztlenowe komorki juz na wiele lat pokazuja, ze znami jest juz zle...ale nie moze to byc zwykle badanie kwi, ale zywej...

dookoła mamy tak nienatualne warunki do zycia, na poziomie fizycznym, metafizycznym, umyslowym, duchowym, ze nie jest to dziwne ze to drugi zabojca wsrod chorob...
najgorsze jest to, ze juz małe dzieci sa tak oslabione i choruja na te chorobe....


ale jakos nadal w spoleczenstwie dominuja postawy nasladowcze lansowane jak zyc wg wzoru z TV...i mało kto naprawde wglebia sie w swe zycie na czas, potem jak owca pozwala sie dalej wykonczac "legalnymi lekarstwami" na raka...

zawsze lepiej jest zapobiegac, niz potem leczyc, ale ludzie wola inwestowac w swoj dom, samochod, niz kupowac zdrowa zywnosc, zmienic swoj styl zycia, swe wartosci...

ludzie nadal nie wierza, ze jedzenie miesa, poduktow zwierzecyh jest głownym winowajca tej choroby, martwego pozywienia...
nawet nasze koty, psy jedzace "swa karme" czy gotowane jedzenie tez choruja na raka...
w naturze rys i inne zwierzeta maja inna energie, witalnosc, nie choruja na raka...

wszelkie witaminy dobre sa naturalne, nie te chemiczne...
uwaga, jak jest Codex Alimentarus, to witaminy na recepte moga byc z dodatkami, ktoych nie chielibysmy miec...
w Ameryce dawano zonom ciezarnym zolnierzy witaminy z dodatkiem...plutonu i uranu!
to był test, wiec moze byc teraz zastosowany masowo...skoro swinska grypa nie daje efektow...
postep zadow na pewno bedzie na wiele sposobow, i nalezy unikac lekarzy "medycznych", bo plan depopulacji nie bedzie ot tak sobie odpuszczony, nie wierzcie w to...
chroncie siebie i swe dzieci, nie pozwalajcie dawac fluoru do past, wody, i omijac szerokim łukiem "medyczne" punkty zwiazane z rzadem...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 lip 2010, 10:59 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 lip 2010, 7:56
Posty: 682
Płeć: kobieta
Cud terapii Gersona
http://www.youtube.com/watch?v=tY-HsoJ0gr0
Witamina B 17
http://www.youtube.com/watch?v=YsT6qNk8_qQ
To tez bardzo ciekawe :shock:
http://www.youtube.com/watch?v=NR_z2HEp ... re=related



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 lip 2010, 9:29 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 wrz 2009, 13:38
Posty: 333
Płeć: mężczyzna
Terapia dr Gersona w warunkach domowych:
http://celzycia.com/terapia-dr-gersona-w-warunkach-domowych.html

"Jak w 90 dni pokonałem raka?" - (Ashkar)
http://kidzik.webd.pl/blog-rak/2010/06/koniec-kuracji/



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 wrz 2010, 13:27 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 wrz 2009, 13:38
Posty: 333
Płeć: mężczyzna
Rak nie lubi brukselki
Rośliny kapustne sprzymierzeńcem człowieka

Cytuj:
Brokuły i brukselka zawierają substancje hamujące rozwój komórek nowotworowych – poinformowali naukowcy z USA. Indolo-3-karbinol (I3C) dostarczany naszemu organizmowi podczas ich jedzenia, usuwa białka niezbędne do podziałów komórek rakowych.

Naukowcy dowiedli, że dostarczanie organizmowi wraz z pożywieniem określonych substancji aktywnych biologicznie może zmniejszyć ryzyko wystąpienia nowotworów. Jedną z takich substancji jest indol-3-karbinol. Indol-3-karbinol jest intensywnie badanym w ostatnich latach związkiem wywodzącym się z glukozynolatów, występujących głównie w roślinach z rodziny Brassicaceae, do której należą brokuły, brukselka, kapusta.

Z wcześniejszych badań wiadomo, że obecny w warzywach kapustowatych indolo-3-karbinol (I3C) ma działanie przeciwnowotworowe i generalnie pozytywny wpływ na zdrowie. Teraz naukowcy zbadali jak dokładnie wpływa na komórki raka. Okazało się, że I3C powoduje rozkład białka o nazwie Cdc25A - niezbędnego komórkom nowotworowym do podziałów i rozwoju, dzięki czemu hamuje wzrost między innymi guzów sutka.

Xianghong Zou wraz z kolegami z Ohio State University Medical Center analizował działanie I3C na trzy różne linie komórek raka piersi i zaobserwował rozkład Cdc25A. W dalszych doświadczeniach działaniu I3C poddano myszy chore na raka sutka i stwierdzono zmniejszenie guzów o około 65 proc. Jednocześnie naukowcy odnotowali, że I3C jest skuteczny tylko w przypadku typowej lokalizacji Cdc25A w komórkach raka sutka, w przypadku mutacji zmieniającej lokalizację tego białka I3C nie było skuteczne.

Poziom Cdc25A jest znacząco podwyższony w około połowie przypadków raka sutka i zwykle wskazuje na złe rokowania, ponadto podwyższony poziom tego białka obserwuje się w nowotworach prostaty, wątroby, przełyku, endometrium i jelita, a także u chorych na chorobę Alzheimer'a.

Zdaniem autorów pracy działanie I3C na komórki nowotworowe jest bardzo obiecujące, a lepsze zrozumienie jego mechanizmu ma szansę doprowadzić do wprowadzenia tego związku jako suplementu diety oraz leku na raka i inne choroby przebiegające z podwyższonym poziomem Cdc25A.

Brokuły są szczególnie cenne także ze względu na sulforafan – również o właściwościach przeciwrakowych. W najbliższym czasie będą wyhodowane superbrokuły, zawierające 3 razy więcej zbawiennej substancji antyrakowej. Pełno jej też w kapuście, kalafiorze i brukselce. Już dziś wiadomo, że takie działanie mają pomidory dzięki kwasowi chloragenowemu i likopenowi. Truskawki i winogrona działają antyrakowo dzięki zawartemu w nich kwasowi elagowemu. Wyjątkowo dobrze działa beta-karoten zawarty w marchewce. Spożywanie dużych ilości warzyw i owoców zmniejsza ryzyko zachorowania na raka przełyku, żołądka, okrężnicy, odbytnicy i trzustki.

Nowotwory zajmują drugie miejsce na liście najczęstszych przyczyn zgonów. W 1999 r. były one odpowiedzialne za 21,9 proc wszystkich zgonów w Polsce (23,5 proc. u mężczyzn i 20,0 proc. u kobiet). Współczynniki umieralności z powodu nowotworów ogółem wzrastały do połowy lat 90. po czym nastąpiła ich stabilizacja, chociaż w młodszych grupach wieku w ostatnich latach obserwuje się spadki zachorowalności.

http://www.tvp.info/informacje/nauka/rak-nie-lubi-brukselki/2053980



=====================================================

Martwi mnie jednak to :

Cytuj:
W najbliższym czasie będą wyhodowane superbrokuły, zawierające 3 razy więcej zbawiennej substancji antyrakowej.


Zabawa w Boga :wacko: Modyfikacje genetyczne a w przyszłości opłakane skutki.. :?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 paź 2010, 14:38 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 05 paź 2010, 13:35
Posty: 2
Witam

Z tego, co wiem aloes jest bardzo pomocny w zapobieganiu nowotworom. Czy to prawda? Chce kupić cos takiego i sie waham
http://allegro.pl/forever-aloe-vera-gel ... 50160.html



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 lis 2010, 19:36 
Marihuana - zioło leczące najcięższe przypadki raka.

Debata na temat przydatności marihuany w medycynie trwa już prawie sto lat.
Z jednej strony mamy kilkutysiącletnią tradycję stosowania tego specyfiku w medycynie Wschodu - z drugiej koncerny farmaceutyczne i opłacanych przez nie lekarzy mało otwartych na stosowanie ziół i wszelkie alternatywne terapie.

Nie można nie wspomnieć w tym momencie o zakrojonej na szeroką skalę kampanii dezinformującej społeczeństwo w temacie prawdziwych właściwości i ewentualnych realnych zagrożeń wynikających ze stosowania tego zioła,
A fakty są takie że wszystkie zagrożenia możemy włożyć między bajki - mają tyle wspólnego z rzeczywistością co Bajki Barona Münchhausena.

Nie stwierdzono żadnego przypadku śmierci lub pogorszenia się stanu zdrowia na skutek używania marihuany..

Profesorowie Robert Ramer i Burkhard Hinz z niemieckiego Instytut Toksykologii i Farmakologii opublikowali w 2007 roku pracę "Inhibition of Cancer Cell Invasion by Cannabinoids via Increased Expression of Tissue Inhibitor of Matrix Metalloproteinases-1"
http://science.iowamedicalmarijuana.org/pdfs/cancer/Ramer%202008.pdf

Wynika z niej coś bardzo doniosłego i przełomowego w dziedzinie walki z rakiem - okazuje się że marihuana może być stosowana nie tylko jako środek wspomagający terapię - jej zastosowanie może mieć miejsce w ciężkich przypadkach raka jako główna terapia natychmiast hamująca rozwój choroby i gwarantująca szybki powrót do zdrowia bez potrzeby stosowania drogich, wyniszczających organizm trucizn nazywanych szumnie przez przemysł farmaceutycznt lekarstwami.


W konkluzji przytoczonej pracy czytamy:

"Cannabinoids may therefore offer a therapeutic option in the treatment of highly invasive cancers."

Kanabinoidy mogą zatem zaoferować opcją terapeutyczną w leczeniu nowotworów bardzo inwazyjnych.

Michael D. Roth z Uniwersytetu w Kaliforni pisze że THC może gruntownie zmniejszyć stan zapalny i spowolnić postęp choroby wieńcowej serca.
http://www.nature.com/nature/journal/v434/n7034/full/434708a.html


Panowie A. Preet, R. K. Ganju and J E Groopman
W konkluzji wynikającej z ich pracy piszą że THC powinno być dalej badane jako terapeutyczna substancja używana do kontroli wzrostu i przerzutów niektórych nowotworów płuc.
http://www.nature.com/onc/journal/v27/n3/abs/1210641a.html

Lekarze Sean D. McAllister, Rigel T. Christian, Maxx P. Horowitz, Amaia Garcia and Pierre-Yves Desprez odkryli że CBD zawarte w marihuanie jest skutecznym narzędziem w walce z rakiem piersi.
http://mct.aacrjournals.org/content/6/11/2921.abstract


Cannabis i guz mózgu:
http://www.eurekalert.org/pub_releases/2004-08/aafc-mii081204.php

Cannabis i rak:
http://safeaccess.ca/research/cancer.htm

Dermatolodzy ze zdziwieniem odkryli że konopia jest jedyną roślina na świecie która ma w sobie aż 5% stężenie substancji znanej jako GLA, mającej szerokie zastosowanie w dermatologi:
http://www.naturesperfectoil.com/reference.html


Lekarze w USA zrzeszeni w drugim co do wielkości stowarzyszeniu lekarzy domagają się legalizacji marihuany do zastosowań medycznych:
http://www.redorbit.com/news/health/1259095/doctor_group_endorses_medical_marijuana/

Prawdziwą rewolucją w medycynie jest olej z konopii. Nie on być jednak robiony z nasion - do jego produkcji potrzebne są dojrzałe kwiatostany psychoaktywnych odmian konopii.

Rick Simpson jest człowiekiem praktycznym - nie czekając na zalegalizowanie zaczął stosować olej konopny do leczenia najcięższych stadiów raka - takich w których oficjalna medycyna była bezradna, np pacjenci po wszystkich próbach naświetlania i chemioterapii.
Efekty są imponujące - olej konopny pomaga niemal natychmiast każdemu, jedynym skutkiem ubocznym jest obniżenie ciśnienia krwi, a wszyscy pacjenci rozpoczynając terapię olejem odstawili farmakologiczne trucizny na bok.

Doświadczenia Ricka Simpsona wskazują że olej konopny może leczyć nie tylko beznadziejne, nieuleczalne wg oficjalnej nauki przypadki raka, ale także cukrzycę, zapalenie stawów, dolegliwości bólowe, choroby autoimmunologiczne, zaburzenia psychiczne i infekcje. Znacznie przyspiesza gojenie się ran fizycznych i eliminuje ból.
http://pr.cannazine.co.uk/200906101082/green/eco-news/hemp-oil-and-cannabis-science.html
http://hempproteinhealth.com/2009/07/cannabis-the-cure-for-all-diseases/

Medyczne zastosowania marihuany - Dr. Bob Melamede
http://www.uccs.edu/%7Ermelamed/Evolutionism/medical_uses_of_cannabinoid_2/

W sieci można znaleźć przepisy pozyskania dobrej jakości oleju konopnego.
Aby wyleczyć ciężki przypadek raka potrzebujemy od 300-600 gram świetnej jakości kwiatów konopnych - w zależności od stopnia tolerancji pacjenta.
Kuracja trwa od 1 do 3 miesięcy.
Gdyby ktoś miał jakieś pytania chętnie udzielę dodatkowych informacji na PW.

pozdrawiam



Na górę
   
 
 
Post: 20 lis 2010, 10:06 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 lis 2010, 9:52
Posty: 51
Lokalizacja: Silesia
Płeć: mężczyzna
Koncerny farmaceutyczne nigdy nie pozwola na wykorzystanie konopii na wielka skale w celu leczenia ludzi, przeciez produkty z tej roslina sa w stanie zastapic 3/4 leków...

Nawet mamy wzmianke Alexa J.


Nie wszystkie rodzaje konopii sa "tymi" konopiami.. wszystko zalezy od rodzaju i ilosci stezenia substancji psychoaktywnych.. Naturalna sama w sobie mysle ze jest odpowiednia, a nie kontrolowana przez laboratoria i modyfikowana genetycznie zeby bardziej trzepala mozgownice

Zbyt pozytywna dlatego nielegalna, ale pamietajcie - co za duzo to nie zdrowo - to sie odnosi do wszystkiego!

Pytanie w tym momencie ile to za duzo..

Pozwole sobie na maly offtopic, przytaczajac rysunek..
Obrazek

polecam (niestety po angielsku):
http://www.naturaltherapyinfo.com/immun ... a.htm#Hemp
Pozdrawiam



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 lis 2010, 10:28 
Marihuana nie jest zla, ale znajdzcie mi taką, która nie ma ziaren GMO, nie jest chemiczna a jest NATURALNA z naturalnych ziaren. Dziękuję bardzo za uwagę i oczekuję na linki ze sklepami sprzedającymi ziarna non-GMO. :tak:

...bo tak pisac o Ganji kazdy moze, ale trzeba pamietac, ze w Polsce mamy gówniany chemik a w Holandii chemicznego czaszojebca...



Na górę
   
 
 
Post: 20 lis 2010, 15:23 
suhhar pisze:
Marihuana nie jest zla, ale znajdzcie mi taką, która nie ma ziaren GMO, nie jest chemiczna a jest NATURALNA z naturalnych ziaren. Dziękuję bardzo za uwagę i oczekuję na linki ze sklepami sprzedającymi ziarna non-GMO. :tak:


Nie jestem w tym temacie teoretykiem :tak:

Polecam Ci bank Sensi Seeds - gwarancja powtarzalności genotypu i przednie gatunki...
Nie słyszałem jeszcze o marihuanie GMO - wszystkie krzyżówki są dokonywane metodą tradycyjną...
A co do chemii - to już zależy od tego w czym tą roślinę hodujesz i czym ją podlewasz...

pozdrawiam



Na górę
   
 
 
Post: 20 lis 2010, 17:33 
Moim zdaniem w każdym przypadku RAK jest do wyleczenia.

Tylko to jest już jak gaszenie pożaru.

Należy ZAPOBIEGAĆ - i za to powinno się jeśli już płacić medykom.

Obecnie wszystko jest postawione na głowie, bo zamiast profilaktyki i uświadomienia jak skutecznie zapobiegać, wciska się ludziom powszechnie kit i robi wodę z mózgu.

Jednak podstawowy problem to to, że większość tych, którzy się tym zajmują - robią to tylko i wyłącznie dla pieniędzy.
Interesuje ich leczenie, a wyleczenie pacjenta to raczej sprawa drugoplanowa.

Sposobów leczenia jest cała masa - oczywiście w zależności od zaawansowania i innych czynników, (w końcu każdy z nas jest inny) jedna terapia będzie skuteczny inna zaś może być jak obiecywanie gruszek na wierzbie.

Ja bym to zrobił dla przykładu w sposób następujący:
1/ określił wibrację nowotworu metodą np.: teleradiestezyjną (zamiast pobierać wycinek)
2/ przesyłał bym NASTĘPNIE teleradiestezyjnie (choremu) wibrację, która jest wibracją przeciwną do tej jaka wynikła z odczytu, lub identyczną.

Ale konieczne jest ustalenie przyczyny powstania nowotworu i równolegle z leczeniem ZLIKWIDOWAĆ PRZYCZYNĘ.

Ale problem podstawowy to to, że WIEDZA oraz świadomość i chorego i tych co biorą się za leczenie jest na poziomie średniowiecza - I NAJPIERW TO TRZEBA ZMIENIĆ

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
Post: 24 lis 2010, 10:27 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 lip 2010, 7:56
Posty: 682
Płeć: kobieta
Pasją dr George’a Eliasa Ashkara, fizyka mieszkającego w USA (z pochodzenia Libańczyka) jest przekazywanie własnych doświadczeń dotyczących stosowanej przez niego metody uzdrowienia z tej strasznej choroby.

Dr G. Ashkar – zgodnie z jego oświadczeniem – zachorował w 2003 r. na raka trzustki. Operacja, jakiej poddał się, trwała 5,5 godziny. Lekarz, który go operował – miał 35-letnie doświadczenie w leczeniu trzustki. Zgodnie z medycznymi statystykami 45-75% pacjentów umiera bezpośrednio po operacji trzustki. Ci, którzy przeżywają – poddawani są chemio- lub radioterapii. Ostatecznie tylko ok. 3% pacjentów wraca pomyślnie do zdrowia. Dodatkowym problemem jest rozprzestrzenianie się (przerzuty) komórek rakowych. U dr Ashkara problem ten również wystąpił, bowiem nowotwór zaczął rozprzestrzeniać się na pęcherzyk żółciowy, jelito, żołądek. W efekcie i te części ciała poddano operacji.

Lekarz prowadzący nie dawał żadnych szans pacjentowi. Ocenił, że zostało mu zaledwie kilka miesięcy życia. Jak George E. Ashkar oświadczył żartobliwie podczas prelekcji w Polanicy – że po rozmowie z żoną na temat wysokich kosztów ewentualnego własnego pogrzebu doszedł do wniosku: „Nie opłaca mi się absolutnie umierać! J.” Trzeba więc coś z chorobą zrobić.

Już znacznie wcześniej interesował się wszelkimi informacjami na temat nowotworów. Nie posiadał wykształcenia i doświadczenia medycznego. Szybko pojął, że każda choroba zaczyna się od choroby komórki, kiedy ta stanie się obiektem ataku wirusa, bakterii itp. agresorów. Wniosek był więc prosty: w celu wyeliminowania choroby należy pozbyć się z organizmu czynników, które ją wywołują. Usuwanie chorych komórek jawi się w takim razie jako działanie na skutek, a nie na przyczynę. Eliminacja komórek chorych likwiduje więc jedynie symptomy choroby. Pozornie nic odkrywczego, ale… Ale tak praktycznie działa dzisiejsza cała oficjalna medycyna – koncentruje się na usuwaniu skutków, a nie przyczyn chorób.
W jaki więc sposób powstaje nowotwór?

Nowotwory doskonale rozwijają się w środowisku kwaśnym oraz źle zaopatrywanym w tlen (utlenionym). Podstawową przyczyną powstawania nowotworów są zawsze kancirogeny – chemiczne toksyczne substancje (w tym również leki) lub destrukcyjne struktury obecne w pożywieniu, wodzie, powietrzu.

Czynnikiem wywołującym raka jest więc kancirogen, zaś ofiarą – zaatakowana komórka. Kancirogen nie jest jednak w stanie skutecznie zaatakować komórki, jeśli nie zajdzie sprzyjająca temu okoliczność. Taką okoliczność daje pojawienie się tzw. promotora (propagatora) – czynnika wynikającego ze stresu, traumatycznych przeżyć, trudnych sytuacji stresowych. Promotor jest kluczem otwierającym kancirogenowi wejście do komórki. Nie mają więc nic wspólnego z rakiem DNA oraz czynniki genetyczne. One mogą stanowić jedynie zagrożenie potencjalne.

nowotwor

Promotor „otwiera” więc i osłabia komórkę, zaś kancirogen działa wspomagając utworzyć aktywne centrum nowotworowe w zaatakowanej komórce. Czynnikiem stresogennym dla komórki obciążającym w ogromnej skali cały organizm są także akademickie metody leczenia nowotworów: radio- i chemioterapia oraz operacje.

Czy wycięcie, wypalenie czy też zatrucie chorych części, czyli pozbycie się zmienionych komórek organizmu ma sens? Czy to nowotwór zabija – w dosłownym tego słowa znaczeniu? Przecież nowotwór – to jedynie chore komórki tego samego organizmu. Gdyby rozwiązaniem było pozbycie się komórek zrakowaciałych, to po ich usunięciu organizm powinien samoczynnie i w krótkim czasie powrócić do zdrowia.

Tymczasem jak jest faktycznie? Przecież nawet po usunięciu guza kancirogeny pozostają w organizmie, promotor również funkcjonuje i kółko zamyka się. Straż gasi ciągle pożary wzniecane przez piromanów. Oczywiście – pożar należy ugasić, ale należy też schwytać podpalaczy i zrobić z nimi porządek.

Przyczyną problemów zdrowotnych nie jest więc obecność komórek chorych, lecz ich ciągle zwiększająca się ilość i jednocześnie zmniejszająca się ilość komórek zdrowych, które nie są w stanie zapewnić całemu ustrojowi doskonałej współpracy – „zmniejszające się moce przerobowe nie nadążają za zwiększającym się popytem”. Bo przecież organizm w chorobie wymaga szczególnego zasilania – np. najlepszymi składnikami pokarmowymi o najwyższej wartości. Czy ciągle zmniejszająca się ilość komórek zdrowych jeszcze obecnych w chorym żołądku, jelicie czy innym organie jest w stanie zapewnić pozostałym narządom organizmu właściwe zaopatrzenie, właściwy poziom energii? Dlatego słyszy się niejednokrotnie, że np. przeszczep szpiku (przy białaczce) przyjął się, wszystko pozornie jest OK, ale w wyniku osłabienia układu immunologicznego na skutek zastosowania typowych metod leczniczych organizm był już na tyle osłabiony, że pacjent zmarł.

Na czym więc ma polegać – wg dr G.E.Ashkara – zapobieganie chorobom nowotworowym oraz leczenie organizmu w przypadku ich wystąpienia?

Dr Askar zaproponował – przetestowaną na sobie i wielu innych metodę nazwaną przez siebie NIA – Neutral Infection Absorption – metodę Wchłaniania Neutralnej Infekcji. Opiera się ona przede wszystkim na oczyszczeniu krwi z krążących w niej (czyli obecnych w całym organizmie) kancirogenów. Jak jednak to zrobić? Nie da się oczyścić instalacji centralnego ogrzewania bez jej otwarcia i pozwolenia, aby szlam z niej wypłynął.

Metoda NIA:

http://video.google.com/videoplay?docid ... 6077030122

Należy więc: otworzyć system limfatyczny, aby stworzyć w ten sposób otwarte ujście (chińskie porzekadło powiada, że jak już tygrys dostał się do mieszkania, należy otworzyć okno…)oczyścić system limfatyczny, ponieważ to właśnie on zbiera z organizmu wszelkie „śmieci” i usunąć je, zdać się na mądrość, inteligencję organizmu – on wie, co ma robić; tak samo, jak nie musimy ingerować we wzrost naszych włosów na głowie, proces oddychania, krążenia krwi, przyswajania pokarmów, wydalania i wszelkich procesów; organizm sam więc usunie to, co jest zbędne – dajmy mu jednak szansę.

Metoda NIA dr Ashkara – „step by step” – krok po kroku:

- Wybrać na ciele odpowiednie miejsce na zrobienie małej ranki – np. na wewnętrznej stronie łydki, nieco powyżej najgrubszej jej części, daleko od kości

- Wygolić włosy na tej części (kilkanaście centymetrów kwadratowych)

- Zdezynfekować wybrane miejsce (np. alkoholem), przymocować do wybranego miejsca przylepcem (opatrunkiem) obrączkę czy jakikolwiek pierścień okalający tworzący zamknięty obszar

- Wypełnić środek pierścienia zmiażdżonym czosnkiem (kilka ząbków) w taki sposób, aby czosnek stykał się ze skórą i opatrzyć (zakleić) całość

- Pozostawić tak przygotowany rodzaj kataplazmu na przeciąg kilku-kilkunastu godzin (na noc) i pozwolić, aby powstał bąbel w wyniku silnego podrażnienia skóry czosnkiem

- Zdezynfekować bąbel i jego okolice alkoholem, przeciąć bąbel – ukaże się tkanka mięśniowa – otwarte „ujście” limfy na zewnątrz

- Do wnętrza pierścienia włożyć suche nasiona ciecierzycy (cieciorki) – jako naturalny absorbent (nie ma potrzeby jej dezynfekować) wchłaniający ciągle wypływającą limfę, krew i ropę zawierające wszelkie zanieczyszczenia

- Przykryć pierścień z cieciorką kawałkiem zmiażdżonego liścia kapusty w celu zachowania wilgotności rany,ziarna cieciorki wymieniać co 1÷2 dni dezynfekując rankę za każdym razem 75% alkoholem.

Metoda NIA – to znana medycynie ograniczona, przewlekła infekcja bakteryjna. Jej celem jest wytworzenie tzw. zredukowanego środowiska, w którym żadna choroba, w tym i nowotwory, nie mają prawa rozwijać się.
UWAGI DODATKOWE:

- Wszystko z ciała wychodzi, a nie wchodzi

- Ziarno zawsze trzyma ranę otwartą

- Ziarno wchłania wszelkie płyny wypływające powoli z ranki

- Cieciorka wchłania w siebie wszelkie kancirogenne zanieczyszczenia

- Nie ma sensu robić więcej ranek, niż jedną, chyba, że choroba jest bardzo zaawansowana – wówczas można wykonywać zabiegi jednocześnie na obu nogach

- Opatrunki nie przeszkadzają w utrzymaniu naturalnej higieny ciała (kąpiele)

- Można używać opatrunków utrzymujących naturalną wilgotność ranki

- Zwyczajna kuracja oczyszczająca krew trwa zwykle do 2 miesięcy, kuracja oczyszczająca cały organizm przy chorobie – ok. 6 miesięcy (często 12÷18 miesięcy).

Być może metoda NIA dr G.E.Ashkara stanowi wartościowy terapeutyczny dodatek do typowych metod leczenia akademickiego. Niemniej jednak należy przede wszystkim zaufać medycynie tradycyjnej i w przypadkach guzów wyciąć je najpierw, aby zmniejszyć obszar toksyn produkowanych przez nowotwór zatruwających organizm.

Polanica Zdrój warsztaty Akademii Długowieczności
Autor artykułu – Janusz Dąbrowski
zrodlo http://www.antylicho.pl/prosta-metoda-z ... hkara.html



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 25 lis 2010, 21:09 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 kwie 2010, 14:18
Posty: 189
Lokalizacja: podlaskie
Płeć: kobieta
A ja polecam przeczytanie książki,która była polecana już na tym forum ,,Rak nie jest chorobą " A.Moritz bardzo ciekawa i wyjaśnia chyba najlepiej istotę raka

_________________
Obrazek



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 25 lis 2010, 22:25 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 wrz 2009, 21:32
Posty: 162
Lokalizacja: Szczecin
Płeć: mężczyzna
Tak w temacie..

Cytuj:
Ugotowali raka

Podczas 63. dorocznego spotkania Amerykańskiego Stowarzyszenia Lekarzy naukowcy z Virginia Tech i ich koledzy z Indii zaprezentowali nową metodę niszczenia komórek nowotworowych.


Termoterapia wykorzystuje zjawisko hipertermii do podniesienia temperatury komórek nowotworowych przy jednoczesnym utrzymaniu bezpiecznej temperatury w otaczającej je zdrowej tkance. Eksperymenty potwierdzające skuteczność metody przeprowadzono zarówno in vitro jak i in vivo.

Oprócz Amerykanów w badaniach brali udział Monrudee Liangruksa oraz Ishwar Puri, obaj związani z Virginia Tech, oraz Ranjan Ganguly z Uniwersytetu Iadavpur w Kalkucie.

Puri wyjaśnił, że do uzyskania zjawiska hypertermii wykorzystano ferrofluidy. To substancje przypominające ciecze, które w temperaturze pokojowej są dobrymi paramagnetykami, a w obecności pola magnetycznego ulegają silnej polaryzacji.

Ferrofluidy wstrzykuje się do tkanki nowotworowej. Następnie poddaje się je działaniu zmiennego pola magnetycznego o wysokiej częstotliwości. To powoduje ich podgrzanie tak bardzo, że temperatura zabija komórki nowotworowe. Temperatury rzędu 41-45 stopni wystarczają do spowolnienia lub zatrzymania rozwoju tkanki nowotworowej. Idealnie przeprowadzona hipertermia zwiększa temperaturę komórek nowotworowych na około 30 minut, podczas gdy temperatura zdrowej tkanki jest utrzymywana na poziomie niższym niż 41 stopni Celsjusza. Zjawisko hipertermii możemy uzyskać też za pomocą termoablacji, która zwiększa temperaturę nawet do 56 stopni Celsjusza i powoduje śmierć komórek. Ciepło wydzielane przez nanocząstki podnosi temperaturę tkanek i niszczy błony komórkowe - mówi Puri.

Najlepszym, najbardziej biokompatybilnym materiałem, okazał się tlenek żelaza. Dobrze sprawują się tez platyna i nikiel, jednak w kontakcie z tlenem stają się one toksyczne.


http://wiedza.hoga.pl/Wiadomosc.aspx?id=2430



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 lut 2011, 20:20 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 wrz 2009, 13:38
Posty: 333
Płeć: mężczyzna
Surowa dieta przeciw Nowotworowi !? ..Jemu się udało..

Cytuj:
Part I of Cancer Killin' Rich interview of how he reversed stage IV cancer through diet and change of lifestyle.

For more information on Raw Food Chef and Natural Living Educator Michelle Pierson please visit www.LivingSunFoods.com




Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 lut 2011, 20:59 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 lut 2010, 16:08
Posty: 126
Lokalizacja: skierniewice
Płeć: kobieta
Rak, czyli nowotwór złośliwy

Rząd Stanów Zjednoczonych przyznał się do fiaska czterdziestoletniego programu badań nad lekiem skutecznym w walce z rakiem. Program kosztował amerykańskich podatników 200 miliardów dolarów, a jedynym sukcesem jest 1,5 miliona publikacji, które posłużyły autorom do zdobycia tytułów naukowych, popularności w środkach masowego przekazu i zwiększenia dotacji państwowych na dalsze badania nad lekiem skutecznym w walce z rakiem. Czyli że jest jak było – dotacje, badania i sensacyjne doniesienia o kolejnych sukcesach medycyny w trudnej walce z rakiem.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), obecnie na raka umiera 7,6 milionów ludzi rocznie, z czego 90 tysięcy w Polsce. Specjaliści nie dają żadnych złudzeń i twierdzą wprost, że z każdym rokiem sytuacja będzie się wciąż pogarszać.

Dlaczego tak się dzieje? Otóż wynalezienie lekarstwa na raka jest niemożliwe, z tej prostej przyczyny, że takiej choroby nie ma. Rak to nie jakiś patogen, którym można się zarazić. Nie przenosi się z gospodarza na gospodarza w imperatywie utrzymania gatunku, gdyż taki gatunek po prostu nie istnieje. W pewnym sensie rak jest podobny do pasożyta, gdyż żyje kosztem gospodarza, ale wraz z jego śmiercią zawsze ginie „bezpotomnie”.

Rak to jest nowy twór – nowotwór; coś absolutnie nowego, czego nigdy przedtem nie było. A z czego on powstał, z niczego? Otóż rak, jako nowotwór, powstaje z czegoś tak niepowtarzalnego jak kod genetyczny – struktura tak samo niepowtarzalna, jak odciski linii papilarnych.

W medycynie sądowej ów kod genetyczny jest wykorzystywany do identyfikacji ludzi. Jest to o wiele dokładniejszy sposób od daktyloskopii, w której potrzebny jest duży ślad, jakim jest odbicie linii papilarnych. Tymczasem do identyfikacji na podstawie kodu genetycznego wystarczy mikroślad – niewielki fragment tkanki, a nawet trochę śliny, użytej do polizania znaczka pocztowego – by ponad wszelką wątpliwość ustalić, kto ów ślad pozostawił.

I właśnie z czegoś tak unikalnego, w wyniku szeregu zupełnie przypadkowych zmian, zwanych mutacjami, powstaje rak. W tej sytuacji poszukiwanie leku skutecznego w leczeniu nowotworów jest tak samo niedorzeczne, jak próby skonstruowania perpetuum mobile albo stworzenia kamienia filozoficznego. Dlaczego więc się to robi? Przede wszystkim dlatego, że są olbrzymie pieniądze na badania, no i są badacze, więc będą badać i poszukiwać dopóty, dopóki im się to opłaci. By nie wyszła na jaw bezsensowność tych badań, będą co jakiś czas ogłaszać, że są już o krok od odkrycia leku skutecznego w leczeniu raka. Tym sposobem sami zdobędą potrzebny im rozgłos, zaś zwykłemu śmiertelnikowi wpoją przekonanie, że postęp w medycynie już niebawem opanuje tę straszną chorobę, więc może spać spokojnie, bo gdyby na niego trafiło, to do tego czasu lekarstwo na raka z pewnością będzie już gotowe.

Dopiero w zderzeniu z rzeczywistością przekona się, że nic takiego nie istnieje, gdyż cały postęp w onkologii to najwyżej cieńsza igła do wykonania biopsji, reszta zaś po staremu – operacja, a na dokładkę barbarzyńska radio- i/lub chemioterapia.

Po co się to robi, skoro te metody nie przynoszą żadnych korzyści? Owszem, przynoszą – przecież co jakiś czas słyszymy, jakie to koszty pociąga za sobą leczenie raka. Ale jest druga strona tego medalu – przemysł onkologiczny, który te olbrzymie nakłady pochłania. Więc robią to, co robią – operują, poddają chorych działaniu promieniowania przenikliwego, wlewają silną chemiczną truciznę, narażając chorego na straszne cierpienia, co rzekomo ma przedłużyć życie o kilka miesięcy, albo nawet lat, choć nie ma żadnych dowodów, że bez tych zabiegów chory nie przeżyłby tyle samo, ale bez tych strasznych cierpień.

Chory ma też wybór – medycynę naturalną, której metody nie są tak barbarzyńskie, jak metody przemysłu onkologicznego, ale co to za wybór... między leczeniem a leczeniem? Nam chodzi o alternatywę dla raka, a więc zdrowie, bo zdrowy organizm, mający sprawny system odpornościowy, na raka nie zachoruje. Żeby to zrozumieć, a nie tylko uwierzyć, prześledźmy krok po kroku proces, którego finałem jest totalna katastrofa zatrutego organizmu – rak.

Podział komórek

Rośniemy dzięki temu, że komórki naszego organizmu rozmnażają się. Rozmnażanie to odbywa się przez podział, czyli jedna komórka dzieli się na dwie mniejsze, które dorastają i stają się replikami; dokładnymi kopiami tej, z której powstały. W ten sposób przybywa nam masy ciała – rośniemy.

Gdy dorośniemy, wówczas proces rozmnażania się komórek także nie ustaje, ponieważ ciągle kolejne komórki naszego organizmu albo starzeją się i umierają (zjawisko to zwie się apoptozą), albo ulegają rozmaitym uszkodzeniom i giną. W tej sytuacji sąsiadująca komórka musi podzielić się, by uzupełnić powstałą lukę. Proces wymiany komórek nazywa się regeneracją i trwa nieprzerwanie przez całe życie, a jego istotą jest wymiana zestarzałych bądź uszkodzonych komórek na nowe.

Za samoreplikację komórek odpowiedzialny jest kod genetyczny DNA (kwas dezoksyrybonukleinowy), czyli zawarty w jądrze komórki, zbudowany z mikro- i makroelementów łańcuch wiązań chemicznych, zawierający informacje, na podstawie których komórki prowadzą procesy metaboliczne, dzielą się, różnicują i tworzą złożony organizm.

DNA przypomina skręconą spiralnie drabinkę. Gdyby ją rozprostować, to zobaczymy drabinkę z równoległymi poręczami i szczebelkami. Ponieważ wiązania chemiczne w środku szczebelków są najsłabsze, to w trakcie podziału szczebelki zostają rozerwane właśnie w tych miejscach. Wtedy każda z rozerwanych połówek drabinki przypomina grzebień i posiada tylko połowę informacji genetycznej, ale to w zupełności wystarczy do odbudowy reszty drabinki i tym samym przekazania pełnej informacji każdej z nowo powstałych po podziale komórek.

Niezwykle istotnym czynnikiem, mającym wpływ na prawidłowy przebieg podziału komórek, jest ciągła obecność wystarczającej ilości witamin, które tym procesem sterują.

Drugim decydującym czynnikiem, wpływającym na jakość powstających w procesie regeneracji komórek, jest systematyczna podaż dostatecznej ilości substancji mineralnych, zwanych mikro- i makroelementami, z których łańcuch DNA jest zbudowany. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że proces regeneracji trwa nieprzerwanie (choć niezauważalnie) i jeśli w którymś momencie zabraknie odpowiedniego budulca, to powstają komórki niepełnowartościowe; wadliwe, które szybko staną się pożywką dla pasożytów, głównie oportunistycznego grzyba Candida albicans, co zapoczątkuje powstanie omawianych nieco dalej w tym rozdziale przewlekłych stanów zapalnych.

Mutacje komórek

Wróćmy do kodu DNA. Otóż zdarza się, że – na skutek braku tylko jednej witaminy czy jednego mikro- lub makroelementu – struktura DNA nie zostanie w pełni odbudowana. Powodem owego braku może być na przykład żywność mało urozmaicona albo złożona z produktów oczyszczonych, albo – ostatnio coraz częściej – zakłócenia wchłaniania, będące przyczyną niedoboru substancji odżywczych, także w przypadku, gdy nasze pożywienie zawiera odpowiednią ilość tych substancji.

Struktura DNA może ulec uszkodzeniu również w dojrzałej komórce, wskutek działania czynników kancerogennych, tj. uszkadzających łańcuch DNA, czyli rakotwórczych. Najczęstszymi przyczynami uszkodzeń struktury DNA są toksyny, głównie wolne rodniki, promieniowanie przenikliwe, a także uszkodzenia mechaniczne i termiczne. Specjaliści do zewnętrznych czynników kancerogennych zaliczają także fale elektromagnetyczne, emitowane przez domowy i osobisty sprzęt elektryczny, głównie mikrofalówki i telefony komórkowe.

Komórka z nie w pełni odbudowanym lub uszkodzonym DNA różni się w zasadzie tylko nieznacznie (łagodnie) od pozostałych komórek. Jednak nawet najmniejsza różnica sprawia, że nie może ona stanowić, wraz z pozostałymi komórkami, jednolitej tkanki. Staje się więc ciałem obcym (antygenem z obcym dla organizmu kodem genetycznym), a ponieważ powstała w organizmie jako coś nowego, to jest nowym tworem – nowotworem.

Takie uszkodzenie (przeobrażenie) komórki nazywamy mutacją, a powstałe w wyniku mutacji komórki – mutantami.

Walka z mutantami

Mutacje ani nie są niczym wyjątkowym, ani rzadkim. Każdej doby w organizmie człowieka zdarza się około tysiąca takich incydentów. Nowo powstała (nowotworowa) komórka jest dla systemu odpornościowego ciałem obcym, z obcą informacją genetyczną (antygenem), więc należy ją unieszkodliwić. Jednak najpierw trzeba tę zmutowaną komórkę odnaleźć, wśród miliardów innych komórek.

W wyszukiwaniu antygenów specjalizują się przeciwciała, czyli krążące bez przerwy we krwi, niczym patrole, cząsteczki systemu odpornościowego. Są one bardzo małe i potrafią dotrzeć wszędzie, do każdego zakamarka naszego ciała. Gdy napotkają komórkę z obcym genem (antygen), przyklejają się do jej ścianki i zaczynają wysyłać specjalne chemiczne sygnały. Na ich podstawie organizm wytwarza specjalną odmianę białych krwinek (leukocytów), którymi są duże komórki żerne – limfocyty. To ich zadaniem jest odnalezienie i zniszczenie (pożarcie) właśnie tych oznaczonych antygenów – żadnych innych, bo wtedy mielibyśmy do czynienia z agresją systemu odpornościowego, skierowaną przeciwko komórkom własnego organizmu, czyli autoagresją.

Ale gdy w organizmie istnieją ogniska zapalne, takie jak wrzody, nadżerki, torbiele, polipy, ropnie i inne chroniczne zmiany chorobowe (nie bez przyczyny zwane stanami przedrakowymi), wówczas panujące tam warunki (wysoka temperatura oraz chaos spowodowany obecnością wirusów, bakterii i pasożytów) utrudniają, a czasami wręcz po prostu uniemożliwiają limfocytom wykonanie powierzonego im zadania – odnalezienia konkretnej komórki i zniszczenia jej.

System odpornościowy posiada jeszcze wariant B. Są to duże komórki systemu odpornościowego NK (od angielskiego natural killers – naturalni zabójcy), które posiadają zdolność samodzielnego rozpoznawania i pożerania każdej uszkodzonej komórki, by jej miejsce zajęła komórka zdrowa, i tym samym proces regeneracji mógł przebiegać bez zakłóceń. Szkopuł w tym, że w otoczeniu ogniska zapalnego są miliony uszkodzonych (chorobowo zmienionych) komórek, a więc wszystkie one powinny zostać zniszczone, by umożliwić regenerację tego fragmentu tkanki.

Wytworzenie torebki guza

Komórki NK mają dużą samodzielność, a więc zdolność dokonywania wyboru co do obiektu ataku. W praktyce znaczy to, że pożerają każdą napotkaną na swojej drodze uszkodzoną w jakiś sposób komórkę – niekoniecznie nowotworową. Toteż, znalazłszy się w pobliżu ogniska zapalnego, komórki NK pożerają pierwszą napotkaną, a więc pierwszą z brzegu komórkę, która uległa uszkodzeniu na skutek istnienia stanu zapalnego. Im więcej tych komórek pożrą, tym stają się większe (pęcznieją), aż w końcu tracą zdolność poruszania się i zostają uwięzione na obrębie ogniska zapalnego.

Osiadłszy na obrzeżach miejscowego stanu zapalnego, komórki NK łączą się z innymi, sąsiednimi komórkami NK, które spotkał taki sam los. W ten sposób zostaje stworzona jednolita, stosunkowo mocna powłoka, która szczelnie otacza ognisko zapalne – niczym torebka. Dlatego najczęściej używa się określenia, że guz się otorbił, co ma oznaczać, że jest niegroźny. Chwilowo...

Podwójna rola torebki guza

Organizm – zabezpieczając się w ten sposób przed ekspansją guza, który potencjalnie może zawierać komórki nowotworowe – nieopatrznie daje tym komórkom schronienie.

Podobny sposób postępowania, tj. otorbianie, organizm stosuje w wypadku innych chronicznych zmian zapalnych, dając tym sposobem schronienie formom przetrwalnikowym wielu rodzajów drobnoustrojów (bakterii, wirusów, grzybów czy pleśni), więc nie powinno dziwić, że w guzach nowotworowych wykrywa się bakterie, wirusy, grzyby czy pleśnie. Dziwić może jedynie to, że niektórzy wyciągają proste, a nawet prostackie wnioski – jedni, że przyczyną raka są wirusy, inni że pleśnie, jeszcze inni, że grzyby. Są też głosy oskarżające bakterie o działanie rakotwórcze.

Przypadki uszkodzenia torebki guza

Z punktu widzenia organizmu, torebka guza to konstrukcja solidna na tyle, że powinna, przy sprawnie funkcjonującym systemie odpornościowym, uchronić go przed szkodliwymi czynnikami, które zostały w niej uwięzione. Rzeczywistość bywa jednak inna, gdyż torebka nie jest osłoną aż tak mocną, żeby sprostać rozmaitym urazom, na jakie bywa narażone nasze ciało, więc czasami wystarczy zwykłe zadrapanie, by cały trud organizmu poszedł na marne.

Istnieje również niebezpieczeństwo przypadkowego uszkodzenia torebki guza podczas każdej operacji.

Są też przypadki zamierzonego uszkadzania torebki guza, które mają miejsce podczas dziwnego zabiegu, zwanego biopsją. Dlaczego dziwnego? Otóż wziąwszy pod uwagę fakt, że sam zabieg stwarza niebezpieczeństwo uwolnienia ewentualnych komórek nowotworowych i przedostania się ich do krwi i/lub limfy, co – zwłaszcza w wypadku osłabienia systemu odpornościowego – grozi powstaniem przerzutów. Gdyby chociaż było coś w zamian – lepsze samopoczucie, szansa na wyzdrowienie... Jednak niczego takiego nie ma, gdyż biopsja służy jedynie zaspokojeniu ciekawości lekarzy.

Nowotwór łagodny

Odgrodzona torebką komórka nowotworowa jest dobrze zabezpieczona przed zabójczym dla niej działaniem systemu odpornościowego, ale za to nie ma żadnych możliwości dalszej ekspansji. W ciągu kilku lat rozmnaża się zaledwie do kilku milionów komórek, co w skali organizmu jest tylko niewielkim ułamkiem procenta, zaś próby wyjścia komórek nowotworowych poza obręb torebki guza spotykają się z reakcją systemu odpornościowego. Toteż metoda utrzymywania w ryzach ogniska nowotworowego przez otorbienie zdaje egzamin dopóty, dopóki system odpornościowy jest w stanie prawidłowo pełnić swoje funkcje.

Ponieważ jego komórki narastają powoli (łagodnie), o takim nowotworze mówimy, że jest łagodny, czyli niegroźny. W dawniejszych latach takie guzy nie uzłośliwiały się prawie nigdy, bowiem do uzłośliwienia takiego ledwie zainicjowanego guza potrzeba aż kilkunastu (12 - 15) kolejnych mutacji, do których z kolei potrzebne są kancerogeny, czyli czynniki rakotwórcze. Jednak ze względu na fakt, że w dawniejszych latach owych czynników było znacznie, znacznie mniej, to mutacje zdarzały się sporadycznie – co kilka, kilkanaście, a nawet co kilkadziesiąt lat, więc ludzie najczęściej umierali z przyczyn naturalnych, albo jakichś innych przyczyn, nie zdając sobie sprawy, że przez sporą część życia nosili w sobie raka.

Uzłośliwienie nowotworu

Obecnie możliwości mutacji komórek zwiększyły się wielokrotnie i końca tej tendencji nic nie zapowiada. Wręcz odwrotnie – lawinowo zwiększają się szanse przeistoczenia łagodnego guza w agresywnego, bardzo szybko rosnącego (złośliwego) raka.

Jako główne czynniki rakotwórcze wymieniane są:

Spaliny emitowane do atmosfery przez samochody, samoloty i kominy fabryczne, które przenikają do gleby, a stamtąd do uprawianych roślin. Z tego powodu rośliny uprawiane w przydomowych ogródkach też nie są wolne od toksyn.
Promieniowanie przenikliwe i jonizujące – promienie rentgena, pierwiastki promieniotwórcze emitowane w wyniku wybuchów bomb atomowych, przez elektrownie atomowe, a także zwiększone promieniowanie ultrafioletowe słońca.
Powszechne stosowanie środków ochrony roślin.
Wszechobecne w naszym otoczeniu tworzywa sztuczne.
Wolne rodniki, które powstają w organizmie oraz dostają się do niego ze środowiska z żywnością, powietrzem albo dymem papierosowym.
Terapie hormonalne, głównie sterydy stosowane w estrogenowej terapii zastępczej oraz doustne środki antykoncepcyjne.
Konserwanty i dodatki do żywności, które powodują zaburzenia jelitowe i w konsekwencji upośledzają wchłanianie.
W tych sprzyjających warunkach łagodne guzy uzłośliwiają się coraz łatwiej i częściej, ponieważ zostało przyspieszone tempo następowania po sobie kolejnych mutacji, których do uzłośliwienia łagodnego guza potrzeba, jak już wiemy, kilkanaście. Po każdej kolejnej mutacji komórki nowotworowe coraz bardziej różnią się od tej pierwotnej, zdrowej, z której powstały, a każda kolejna mutacja tworzy odrębną grupę podobnych sobie komórek. Wygląda to, jakby guz pączkował.

Wytworzenie zrębu

Pączkowanie komórek guza powoduje wyrwy w jego torebce, przez które wydostają się pojedyncze komórki nowotworowe, na co organizm odpowiada walką angażującą coraz większą ilość obrońców, którymi są krwinki białe – limfocyty i komórki NK. Żeby umożliwić zwiększonej liczbie białych krwinek dotarcie w otoczenie guza, organizm zwiększa ilość drobnych naczyń krwionośnych, tworząc tak zwany zrąb guza, przez co zwiększona liczba limfocytów i komórek NK, wciąż dyżurująca w pobliżu guza, zawczasu wychwytuje i unieszkodliwia oderwane od guza komórki nowotworowe. W ten sposób organizm zapobiega przerzutom nowotworu. Po wykonaniu zadania limfocyty i komórki NK trafiają do najbliższych węzłów chłonnych, powodując ich powiększenie.

Podwójna rola zrębu

Istnienie zrębu ma niewątpliwie dobre strony, ale ma też złe. Z jednej strony bowiem chroni on organizm przed przerzutami komórek nowotworowych, które zdołały przeniknąć przez uszkodzoną pączkowaniem torebkę guza, ale jednocześnie dostarcza uwięzionym w guzie komórkom nowotworowym substancji odżywczych i tlenu. Jak widać, organizm w tym wypadku działa w sposób niekonsekwentny – schizofrenicznie, gdyż z łatwością mógłby uporać się z guzem, odcinając mu po prostu dopływ życiodajnej krwi. Nierzadko zdarza się, że tak robi, i nawet o tym nie wiemy. Ot, poboli coś, nieraz bardzo, i samo przestanie. Niemało jest dobrze udokumentowanych przypadków samoistnego ustąpienia guza.

Nowotwór złośliwy

Następujące po sobie kolejne mutacje komórek nowotworowych charakteryzują się tym, że tkanka nowotworowa jest coraz mniej podobna do tkanki macierzystej, czyli tej, z której powstała pierwsza zmutowana komórka i cały ten proces zainicjowała. Jednocześnie każda następująca po sobie mutacja tworzy komórki coraz bardziej zdolne do jednego – szybkiego rozmnażania się, czego objawem jest coraz szybsze powiększanie się guza.

Co ciekawe, wyłamane spod kontroli organizmu komórki nowotworowe są nieśmiertelne, w tym sensie, że nie umierają ze starości. Dojrzała komórka, jeśli tylko ma dostateczną ilość substancji odżywczych, dzieli się na dwie mniejsze, a te dojrzewają i też dzielą się na dwie mniejsze. W tej sytuacji żadnych komórek w tkance guza nie trzeba zastępować innymi – regenerować. Dlatego każdy podział komórek powoduje zwiększenie masy guza – bez ubytków.

W tym stadium uzłośliwienia nowotworu musi nastąpić rozerwanie torebki, a wówczas guz, pozbawiony dotychczasowego jarzma, zaczyna się jakby rozlewać – nacieka.

Nacieki

Komórki nowotworowe szybko rosnącego guza potrzebują coraz więcej substancji odżywczych, czego nie mogą im zapewnić naczynia krwionośne zrębu. Potrzebne jest im więc osłabienie systemu odpornościowego, a wtedy, pozbawione ograniczeń, jakie nakładała na nie torebka guza, komórki nowotworowe zaczynają pobierać potrzebne do rozwoju substancje ze zdrowych komórek organizmu, niszcząc je.

Nacieki tkankowe

Najczęściej łupem komórek nowotworowych na etapie naciekania guza stają się komórki tkanki macierzystej, co prowadzi do ubytków tej tkanki, aż do całkowitego zaniku. I chociaż wyraźne pogrubienie sugerowałoby przerost tej tkanki, to może się okazać, że tkanki już nie ma – tylko guz. W tej sytuacji usunięcie guza równa się usunięciu całej tkanki. Z tego względu w chirurgii onkologicznej często stosuje się rozmaite protezy, zastępujące część tkanki, a nierzadko także całe tkanki.

Naciekanie nowotworu jedynie w obrębie tkanki macierzystej świadczy o tym, że nie jest on zdolny do pokonania bariery tkankowej, a więc może odżywiać się komórkami tylko jednej tkanki. Daje to stosunkowo dobre rokowania po chirurgicznym usunięciu guza, gdyż możliwości rozwoju ewentualnych przerzutów są ograniczone do tkanki jednego rodzaju.

Nacieki międzytkankowe

Ostatecznym etapem rozwoju komórek nowotworowych jest pokonanie bariery tkankowej, kiedy to guz potrafi pobierać substancje odżywcze z tkanek innych niż tkanka macierzysta. Wówczas nacieka na sąsiadujące tkanki, tworząc w nich głębokie ubytki.

Nowotwory, które pokonały barierę tkankową, są najgroźniejsze, ponieważ ich komórki mają największe szanse na znalezienie sprzyjających warunków w różnych narządach i tkankach, w wypadku przerzutów.

Przerzuty

Z pozbawionego torebki rozlewającego się guza nowotworowego wysypują się, jak z dziurawego worka, pojedyncze komórki nowotworowe i porwane nurtem krwi lub limfy docierają daleko od guza pierwotnego. W sprzyjających dla nich okolicznościach, w których najważniejszą rolę odgrywa osłabienie systemu odpornościowego, zagnieżdżają się w różnych tkankach i zaczynają mnożyć się, formując w ten sposób nowy guz nowotworowy, zwany przerzutem.

Przerzuty powstałe drogą naczyń limfatycznych w pierwszej kolejności tworzą się w węzłach chłonnych, zaś przerzuty utworzone w wyniku przeniesienia komórek nowotworowych przez krew najczęściej umiejscawiają się w płucach i wątrobie, chociaż mogą atakować praktycznie wszystkie narządy.

Podsumowanie etapów rozwoju guza nowotworowego

Jak widzimy, od stadium rozwoju nowotworu tak wiele zależy. Pytanie brzmi: w którym momencie nowotwór stał się niebezpieczny dla organizmu: – czy wtedy, gdy wystąpiły przerzuty? – czy może wtedy, gdy pękła torebka guza? – albo wówczas, gdy organizm wytworzył naczynia krwionośne zrębu, które zaopatrywały nowotwór w substancje odżywcze? – a może wcześniej, gdy wytworzyła się torebka, dając schronienie tej pierwotnej zmutowanej komórce, od której wszystko się rozpoczęło? – a może kilka lat wcześniej, gdy powstał chroniczny stan zapalny, który uniemożliwił systemowi odpornościowemu odnalezienie zmutowanej, jeszcze pojedynczej komórki?

Łatwiej zapobiegać niż leczyć

Rozwój choroby nowotworowej – od pojedynczej zmutowanej komórki do złośliwego guza – wskazuje wyraźnie, że jedynym sposobem wygrania z tą straszną chorobą jest nasze własne zdrowie, ponieważ w zdrowym organizmie systematyczne usuwanie zmutowanych komórek jest naturalną funkcją fizjologiczną systemu odpornościowego. Taka właśnie jest idea profilaktyki zdrowotnej, by zapobiegać chorobom, ale nie poprzez ich wykrycie i leczenie (jak opacznie tłumaczy ideę profilaktyki zdrowotnej medycyna), lecz poprzez utrwalenie prawidłowych wzorców życia (jak każe rozumieć profilaktykę zdrowotną jej prekursor – Hipokrates).

Mutacja jednej, tysięcy, czy nawet milionów komórek wcale nie oznacza raka. Jak już zostało powiedziane, każdej doby w organizmie każdego z nas zdarza się około tysiąca mutacji. Do tego, żeby zmutowana komórka przetrwała, rozmnożyła się do wielkości łagodnego guza, w którym będą zachodziły kolejne mutacje, aż dojdzie do stadium bardzo szybko rosnącego, złośliwego raka (i to wszystko z jednej komórki) – do tego pierwotna zmutowana komórka musi mieć stworzone odpowiednie warunki, by mogła ukryć się przed systemem odpornościowym. Najlepiej do tego celu nadają się miejscowe przewlekłe stany zapalne, zwane stanami przedrakowymi, czy inne, lekceważone bądź latami „leczone”, choroby.

Wyobraźmy sobie teraz rozlegle rany, na które nałożono grubą warstwę kału – gnijącego, pleśniejącego, fermentującego, zawierającego 500 gatunków drobnoustrojów. Prawda, że przerażająca wizja? A tak obecnie wyglądają rany-nadżerki w przewodzie pokarmowym człowieka z krajów rozwiniętych, zjadającego codziennie sporą ilość sztucznych substancji chemicznych – konserwantów i innych dodatków do żywności, uszkadzających delikatny nabłonek jelitowy.

I właśnie od tego wszystko się zaczyna – od uszkodzenia nabłonka jelitowego. Po pierwsze dlatego, że uszkodzenie owego nabłonka powoduje niedobór substancji odżywczych, szczególnie witamin i minerałów, spowodowany upośledzeniem ich wchłaniania, a niedobór owych substancji, głównie, przyczynia się do powstania wadliwych komórek. Po wtóre – w uszkodzonym nabłonku tworzą się nadżerki, przez które do organizmu wnikają drobnoustroje i toksyny, a to z kolei obciąża system odpornościowy do tego stopnia, że w końcu przestaje pełnić wyznaczone mu funkcje obronne. Tym sposobem sami stwarzamy warunki, by w naszym organizmie przetrwała (słaba na początku) zmutowana komórka, z której zrodzi się zdolny nas zabić nowy twór.

Przypadki zachorowania na raka są coraz częstsze, a rokowania coraz gorsze. Jak widać, istnieją nader istotne powody, żeby bać się raka. Z drugiej strony, samym strachem możemy wygenerować; wykrakać sobie chorobę. Pouczającym przykładem są przypadki, gdy komuś zmarł na raka któryś z rodziców, i ów ktoś dowiaduje się, że rak jest dziedziczny. Jak reaguje ów nieszczęśnik? Oczywiście, boi się raka, a stres związany z panicznym strachem osłabia system odpornościowy i w konsekwencji zwiększa ryzyko zachorowania na raka. W ten sposób tworzona jest pseudoteoria o dziedziczności raka, do której wystarczy „wynaleźć” jakiś gen, i już przemysł farmaceutyczny rusza pełną parą.

http://www.bioslone.pl/przyczyna-chorob/rak



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 mar 2011, 23:44 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 wrz 2009, 21:32
Posty: 162
Lokalizacja: Szczecin
Płeć: mężczyzna
Dzisiaj czytając wiadomości natrafiłem na temat "Polski wynalazek pomoże w leczeniu raka". Cały temat znajduje się tutaj:

http://wiadomosci.onet.pl/nauka/polski-wynalazek-pomoze-w-leczeniu-raka,1,4214511,wiadomosc.html

Chodzi tutaj o terapie genowe (kogo interesuje niech przeczyta w podanym linku). Natomiast pod tematem znalazłem ciekawy komentarz według, którego raka (nie jest napisane czy każdy rodzaj) można z powodzeniem leczyć kapsaicyną (papryczka chili). Jest tam przepis ale i odnośnik do strony:

http://www.medhost.de/newsarchiv/krebs-paprika.html (tutaj artykuł)

http://www.ccsvi-ms.pl/forum/viewtopic.php?f=11&t=331&sid=70d6fd64b0c3e0904376b9b668cb74b0

Drugi link to odnośnik do forum chorych na stwardnienie rozsiane. Swój przypadek opisuje tam człowiek według, którego lek o wdzięcznej nazwie Fingolimod (Novartis) spowodował u niego raka skóry. Na ostatniej stronie życzliwy Pan podaje przepis na miksturę z papryczek chili i oliwy z pestek winogron, która go wyleczyła. Proponuje prześledzić wątek, który pokazuje jak koncernom farmaceutycznym zależy na zdrowiu przeciętnego człowieka...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 mar 2011, 0:35 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 lut 2010, 16:08
Posty: 126
Lokalizacja: skierniewice
Płeć: kobieta
ne boję się raka, gdyż znam przyczyny jego powstania i co za tym idzie unikać błędów :hejka:


Ostatnio zmieniony 20 mar 2011, 19:43 przez anastazja, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 mar 2011, 9:32 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 21 maja 2010, 8:03
Posty: 152
Lokalizacja: Małopolska
Płeć: kobieta
Moja mama zmarła na raka, gdybym miała wtedy, 12 lat temu, tą wiedzę co dziś mam, pewnie żyła by do dziś....

RAK, CZYLI NOWOTWÓR ZŁOŚLIWY


Rząd Stanów Zjednoczonych przyznał się do fiaska czterdziestoletniego programu badań nad lekiem skutecznym w walce z rakiem. Program kosztował amerykańskich podatników 200 miliardów dolarów, a jedynym sukcesem jest 1,5 miliona publikacji, które posłużyły autorom do zdobycia tytułów naukowych, popularności w środkach masowego przekazu i zwiększenia dotacji państwowych na dalsze badania nad lekiem skutecznym w walce z rakiem. Czyli że jest jak było – dotacje, badania i sensacyjne doniesienia o kolejnych sukcesach medycyny w trudnej walce z rakiem.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), obecnie na raka umiera 7,6 milionów ludzi rocznie, z czego 90 tysięcy w Polsce. Specjaliści nie dają żadnych złudzeń i twierdzą wprost, że z każdym rokiem sytuacja będzie się wciąż pogarszać.

Dlaczego tak się dzieje? Otóż wynalezienie lekarstwa na raka jest niemożliwe, z tej prostej przyczyny, że takiej choroby nie ma. Rak to nie jakiś patogen, którym można się zarazić. Nie przenosi się z gospodarza na gospodarza w imperatywie utrzymania gatunku, gdyż taki gatunek po prostu nie istnieje. W pewnym sensie rak jest podobny do pasożyta, gdyż żyje kosztem gospodarza, ale wraz z jego śmiercią zawsze ginie „bezpotomnie”.

Rak to jest nowy twór – nowotwór; coś absolutnie nowego, czego nigdy przedtem nie było. A z czego on powstał, z niczego? Otóż rak, jako nowotwór, powstaje z czegoś tak niepowtarzalnego jak kod genetyczny – struktura tak samo niepowtarzalna, jak odciski linii papilarnych.

W medycynie sądowej ów kod genetyczny jest wykorzystywany do identyfikacji ludzi. Jest to o wiele dokładniejszy sposób od daktyloskopii, w której potrzebny jest duży ślad, jakim jest odbicie linii papilarnych. Tymczasem do identyfikacji na podstawie kodu genetycznego wystarczy mikroślad – niewielki fragment tkanki, a nawet trochę śliny, użytej do polizania znaczka pocztowego – by ponad wszelką wątpliwość ustalić, kto ów ślad pozostawił.

I właśnie z czegoś tak unikalnego, w wyniku szeregu zupełnie przypadkowych zmian, zwanych mutacjami, powstaje rak. W tej sytuacji poszukiwanie leku skutecznego w leczeniu nowotworów jest tak samo niedorzeczne, jak próby skonstruowania perpetuum mobile albo stworzenia kamienia filozoficznego. Dlaczego więc się to robi? Przede wszystkim dlatego, że są olbrzymie pieniądze na badania, no i są badacze, więc będą badać i poszukiwać dopóty, dopóki im się to opłaci. By nie wyszła na jaw bezsensowność tych badań, będą co jakiś czas ogłaszać, że są już o krok od odkrycia leku skutecznego w leczeniu raka. Tym sposobem sami zdobędą potrzebny im rozgłos, zaś zwykłemu śmiertelnikowi wpoją przekonanie, że postęp w medycynie już niebawem opanuje tę straszną chorobę, więc może spać spokojnie, bo gdyby na niego trafiło, to do tego czasu lekarstwo na raka z pewnością będzie już gotowe.

Dopiero w zderzeniu z rzeczywistością przekona się, że nic takiego nie istnieje, gdyż cały postęp w onkologii to najwyżej cieńsza igła do wykonania biopsji, reszta zaś po staremu – operacja, a na dokładkę barbarzyńska radio- i/lub chemioterapia.

Po co się to robi, skoro te metody nie przynoszą żadnych korzyści? Owszem, przynoszą – przecież co jakiś czas słyszymy, jakie to koszty pociąga za sobą leczenie raka. Ale jest druga strona tego medalu – przemysł onkologiczny, który te olbrzymie nakłady pochłania. Więc robią to, co robią – operują, poddają chorych działaniu promieniowania przenikliwego, wlewają silną chemiczną truciznę, narażając chorego na straszne cierpienia, co rzekomo ma przedłużyć życie o kilka miesięcy, albo nawet lat, choć nie ma żadnych dowodów, że bez tych zabiegów chory nie przeżyłby tyle samo, ale bez tych strasznych cierpień.

Chory ma też wybór – medycynę naturalną, której metody nie są tak barbarzyńskie, jak metody przemysłu onkologicznego, ale co to za wybór... między leczeniem a leczeniem? Nam chodzi o alternatywę dla raka, a więc zdrowie, bo zdrowy organizm, mający sprawny system odpornościowy, na raka nie zachoruje. Żeby to zrozumieć, a nie tylko uwierzyć, prześledźmy krok po kroku proces, którego finałem jest totalna katastrofa zatrutego organizmu – rak.

PODZIAŁ KOMÓREK

Rośniemy dzięki temu, że komórki naszego organizmu rozmnażają się. Rozmnażanie to odbywa się przez podział, czyli jedna komórka dzieli się na dwie mniejsze, które dorastają i stają się replikami; dokładnymi kopiami tej, z której powstały. W ten sposób przybywa nam masy ciała – rośniemy.

Gdy dorośniemy, wówczas proces rozmnażania się komórek także nie ustaje, ponieważ ciągle kolejne komórki naszego organizmu albo starzeją się i umierają (zjawisko to zwie się apoptozą), albo ulegają rozmaitym uszkodzeniom i giną. W tej sytuacji sąsiadująca komórka musi podzielić się, by uzupełnić powstałą lukę. Proces wymiany komórek nazywa się regeneracją i trwa nieprzerwanie przez całe życie, a jego istotą jest wymiana zestarzałych bądź uszkodzonych komórek na nowe.

Za samoreplikację komórek odpowiedzialny jest kod genetyczny DNA (kwas dezoksyrybonukleinowy), czyli zawarty w jądrze komórki, zbudowany z mikro- i makroelementów łańcuch wiązań chemicznych, zawierający informacje, na podstawie których komórki prowadzą procesy metaboliczne, dzielą się, różnicują i tworzą złożony organizm.

DNA przypomina skręconą spiralnie drabinkę. Gdyby ją rozprostować, to zobaczymy drabinkę z równoległymi poręczami i szczebelkami. Ponieważ wiązania chemiczne w środku szczebelków są najsłabsze, to w trakcie podziału szczebelki zostają rozerwane właśnie w tych miejscach. Wtedy każda z rozerwanych połówek drabinki przypomina grzebień i posiada tylko połowę informacji genetycznej, ale to w zupełności wystarczy do odbudowy reszty drabinki i tym samym przekazania pełnej informacji każdej z nowo powstałych po podziale komórek.

Niezwykle istotnym czynnikiem, mającym wpływ na prawidłowy przebieg podziału komórek, jest ciągła obecność wystarczającej ilości witamin, które tym procesem sterują.

Drugim decydującym czynnikiem, wpływającym na jakość powstających w procesie regeneracji komórek, jest systematyczna podaż dostatecznej ilości substancji mineralnych, zwanych mikro- i makroelementami, z których łańcuch DNA jest zbudowany. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że proces regeneracji trwa nieprzerwanie (choć niezauważalnie) i jeśli w którymś momencie zabraknie odpowiedniego budulca, to powstają komórki niepełnowartościowe; wadliwe, które szybko staną się pożywką dla pasożytów, głównie oportunistycznego grzyba Candida albicans, co zapoczątkuje powstanie omawianych nieco dalej w tym rozdziale przewlekłych stanów zapalnych.

MUTACJE KOMÓREK

Wróćmy do kodu DNA. Otóż zdarza się, że – na skutek braku tylko jednej witaminy czy jednego mikro- lub makroelementu – struktura DNA nie zostanie w pełni odbudowana. Powodem owego braku może być na przykład żywność mało urozmaicona albo złożona z produktów oczyszczonych, albo – ostatnio coraz częściej – zakłócenia wchłaniania, będące przyczyną niedoboru substancji odżywczych, także w przypadku, gdy nasze pożywienie zawiera odpowiednią ilość tych substancji.

Struktura DNA może ulec uszkodzeniu również w dojrzałej komórce, wskutek działania czynników kancerogennych, tj. uszkadzających łańcuch DNA, czyli rakotwórczych. Najczęstszymi przyczynami uszkodzeń struktury DNA są toksyny, głównie wolne rodniki, promieniowanie przenikliwe, a także uszkodzenia mechaniczne i termiczne. Specjaliści do zewnętrznych czynników kancerogennych zaliczają także fale elektromagnetyczne, emitowane przez domowy i osobisty sprzęt elektryczny, głównie mikrofalówki i telefony komórkowe.

Komórka z nie w pełni odbudowanym lub uszkodzonym DNA różni się w zasadzie tylko nieznacznie (łagodnie) od pozostałych komórek. Jednak nawet najmniejsza różnica sprawia, że nie może ona stanowić, wraz z pozostałymi komórkami, jednolitej tkanki. Staje się więc ciałem obcym (antygenem z obcym dla organizmu kodem genetycznym), a ponieważ powstała w organizmie jako coś nowego, to jest nowym tworem – nowotworem.

Takie uszkodzenie (przeobrażenie) komórki nazywamy mutacją, a powstałe w wyniku mutacji komórki – mutantami.

WALKA Z MUTANTAMI

Mutacje ani nie są niczym wyjątkowym, ani rzadkim. Każdej doby w organizmie człowieka zdarza się około tysiąca takich incydentów. Nowo powstała (nowotworowa) komórka jest dla systemu odpornościowego ciałem obcym, z obcą informacją genetyczną (antygenem), więc należy ją unieszkodliwić. Jednak najpierw trzeba tę zmutowaną komórkę odnaleźć, wśród miliardów innych komórek.

W wyszukiwaniu antygenów specjalizują się przeciwciała, czyli krążące bez przerwy we krwi, niczym patrole, cząsteczki systemu odpornościowego. Są one bardzo małe i potrafią dotrzeć wszędzie, do każdego zakamarka naszego ciała. Gdy napotkają komórkę z obcym genem (antygen), przyklejają się do jej ścianki i zaczynają wysyłać specjalne chemiczne sygnały. Na ich podstawie organizm wytwarza specjalną odmianę białych krwinek (leukocytów), którymi są duże komórki żerne – limfocyty. To ich zadaniem jest odnalezienie i zniszczenie (pożarcie) właśnie tych oznaczonych antygenów – żadnych innych, bo wtedy mielibyśmy do czynienia z agresją systemu odpornościowego, skierowaną przeciwko komórkom własnego organizmu, czyli autoagresją.

Ale gdy w organizmie istnieją ogniska zapalne, takie jak wrzody, nadżerki, torbiele, polipy, ropnie i inne chroniczne zmiany chorobowe (nie bez przyczyny zwane stanami przedrakowymi), wówczas panujące tam warunki (wysoka temperatura oraz chaos spowodowany obecnością wirusów, bakterii i pasożytów) utrudniają, a czasami wręcz po prostu uniemożliwiają limfocytom wykonanie powierzonego im zadania – odnalezienia konkretnej komórki i zniszczenia jej.

System odpornościowy posiada jeszcze wariant B. Są to duże komórki systemu odpornościowego NK (od angielskiego natural killers – naturalni zabójcy), które posiadają zdolność samodzielnego rozpoznawania i pożerania każdej uszkodzonej komórki, by jej miejsce zajęła komórka zdrowa, i tym samym proces regeneracji mógł przebiegać bez zakłóceń. Szkopuł w tym, że w otoczeniu ogniska zapalnego są miliony uszkodzonych (chorobowo zmienionych) komórek, a więc wszystkie one powinny zostać zniszczone, by umożliwić regenerację tego fragmentu tkanki.

WYTWORZENIE TOREBKI GUZA

Komórki NK mają dużą samodzielność, a więc zdolność dokonywania wyboru co do obiektu ataku. W praktyce znaczy to, że pożerają każdą napotkaną na swojej drodze uszkodzoną w jakiś sposób komórkę – niekoniecznie nowotworową. Toteż, znalazłszy się w pobliżu ogniska zapalnego, komórki NK pożerają pierwszą napotkaną, a więc pierwszą z brzegu komórkę, która uległa uszkodzeniu na skutek istnienia stanu zapalnego. Im więcej tych komórek pożrą, tym stają się większe (pęcznieją), aż w końcu tracą zdolność poruszania się i zostają uwięzione na obrębie ogniska zapalnego.

Osiadłszy na obrzeżach miejscowego stanu zapalnego, komórki NK łączą się z innymi, sąsiednimi komórkami NK, które spotkał taki sam los. W ten sposób zostaje stworzona jednolita, stosunkowo mocna powłoka, która szczelnie otacza ognisko zapalne – niczym torebka. Dlatego najczęściej używa się określenia, że guz się otorbił, co ma oznaczać, że jest niegroźny. Chwilowo...

PODWÓJNA ROLA TOREBKI GUZA

Organizm – zabezpieczając się w ten sposób przed ekspansją guza, który potencjalnie może zawierać komórki nowotworowe – nieopatrznie daje tym komórkom schronienie.

Podobny sposób postępowania, tj. otorbianie, organizm stosuje w wypadku innych chronicznych zmian zapalnych, dając tym sposobem schronienie formom przetrwalnikowym wielu rodzajów drobnoustrojów (bakterii, wirusów, grzybów czy pleśni), więc nie powinno dziwić, że w guzach nowotworowych wykrywa się bakterie, wirusy, grzyby czy pleśnie. Dziwić może jedynie to, że niektórzy wyciągają proste, a nawet prostackie wnioski – jedni, że przyczyną raka są wirusy, inni że pleśnie, jeszcze inni, że grzyby. Są też głosy oskarżające bakterie o działanie rakotwórcze.

Przypadki uszkodzenia torebki guza

Z punktu widzenia organizmu, torebka guza to konstrukcja solidna na tyle, że powinna, przy sprawnie funkcjonującym systemie odpornościowym, uchronić go przed szkodliwymi czynnikami, które zostały w niej uwięzione. Rzeczywistość bywa jednak inna, gdyż torebka nie jest osłoną aż tak mocną, żeby sprostać rozmaitym urazom, na jakie bywa narażone nasze ciało, więc czasami wystarczy zwykłe zadrapanie, by cały trud organizmu poszedł na marne.

Istnieje również niebezpieczeństwo przypadkowego uszkodzenia torebki guza podczas każdej operacji.

Są też przypadki zamierzonego uszkadzania torebki guza, które mają miejsce podczas dziwnego zabiegu, zwanego biopsją. Dlaczego dziwnego? Otóż wziąwszy pod uwagę fakt, że sam zabieg stwarza niebezpieczeństwo uwolnienia ewentualnych komórek nowotworowych i przedostania się ich do krwi i/lub limfy, co – zwłaszcza w wypadku osłabienia systemu odpornościowego – grozi powstaniem przerzutów. Gdyby chociaż było coś w zamian – lepsze samopoczucie, szansa na wyzdrowienie... Jednak niczego takiego nie ma, gdyż biopsja służy jedynie zaspokojeniu ciekawości lekarzy.

NOWOTWÓR ŁAGODNY

Odgrodzona torebką komórka nowotworowa jest dobrze zabezpieczona przed zabójczym dla niej działaniem systemu odpornościowego, ale za to nie ma żadnych możliwości dalszej ekspansji. W ciągu kilku lat rozmnaża się zaledwie do kilku milionów komórek, co w skali organizmu jest tylko niewielkim ułamkiem procenta, zaś próby wyjścia komórek nowotworowych poza obręb torebki guza spotykają się z reakcją systemu odpornościowego. Toteż metoda utrzymywania w ryzach ogniska nowotworowego przez otorbienie zdaje egzamin dopóty, dopóki system odpornościowy jest w stanie prawidłowo pełnić swoje funkcje.

Ponieważ jego komórki narastają powoli (łagodnie), o takim nowotworze mówimy, że jest łagodny, czyli niegroźny. W dawniejszych latach takie guzy nie uzłośliwiały się prawie nigdy, bowiem do uzłośliwienia takiego ledwie zainicjowanego guza potrzeba aż kilkunastu (12 - 15) kolejnych mutacji, do których z kolei potrzebne są kancerogeny, czyli czynniki rakotwórcze. Jednak ze względu na fakt, że w dawniejszych latach owych czynników było znacznie, znacznie mniej, to mutacje zdarzały się sporadycznie – co kilka, kilkanaście, a nawet co kilkadziesiąt lat, więc ludzie najczęściej umierali z przyczyn naturalnych, albo jakichś innych przyczyn, nie zdając sobie sprawy, że przez sporą część życia nosili w sobie raka.

UZŁOŚLIWIENIE NOWOTWORU

Obecnie możliwości mutacji komórek zwiększyły się wielokrotnie i końca tej tendencji nic nie zapowiada. Wręcz odwrotnie – lawinowo zwiększają się szanse przeistoczenia łagodnego guza w agresywnego, bardzo szybko rosnącego (złośliwego) raka.

Jako główne czynniki rakotwórcze wymieniane są:

* Spaliny emitowane do atmosfery przez samochody, samoloty i kominy fabryczne, które przenikają do gleby, a stamtąd do uprawianych roślin. Z tego powodu rośliny uprawiane w przydomowych ogródkach też nie są wolne od toksyn.
* Promieniowanie przenikliwe i jonizujące – promienie rentgena, pierwiastki promieniotwórcze emitowane w wyniku wybuchów bomb atomowych, przez elektrownie atomowe, a także zwiększone promieniowanie ultrafioletowe słońca.
* Powszechne stosowanie środków ochrony roślin.
* Wszechobecne w naszym otoczeniu tworzywa sztuczne.
* Wolne rodniki, które powstają w organizmie oraz dostają się do niego ze środowiska z żywnością, powietrzem albo dymem papierosowym.
* Terapie hormonalne, głównie sterydy stosowane w estrogenowej terapii zastępczej oraz doustne środki antykoncepcyjne.
* Konserwanty i dodatki do żywności, które powodują zaburzenia jelitowe i w konsekwencji upośledzają wchłanianie.


W tych sprzyjających warunkach łagodne guzy uzłośliwiają się coraz łatwiej i częściej, ponieważ zostało przyspieszone tempo następowania po sobie kolejnych mutacji, których do uzłośliwienia łagodnego guza potrzeba, jak już wiemy, kilkanaście. Po każdej kolejnej mutacji komórki nowotworowe coraz bardziej różnią się od tej pierwotnej, zdrowej, z której powstały, a każda kolejna mutacja tworzy odrębną grupę podobnych sobie komórek. Wygląda to, jakby guz pączkował.

WYTWORZENIE ZRĘBU

Pączkowanie komórek guza powoduje wyrwy w jego torebce, przez które wydostają się pojedyncze komórki nowotworowe, na co organizm odpowiada walką angażującą coraz większą ilość obrońców, którymi są krwinki białe – limfocyty i komórki NK. Żeby umożliwić zwiększonej liczbie białych krwinek dotarcie w otoczenie guza, organizm zwiększa ilość drobnych naczyń krwionośnych, tworząc tak zwany zrąb guza, przez co zwiększona liczba limfocytów i komórek NK, wciąż dyżurująca w pobliżu guza, zawczasu wychwytuje i unieszkodliwia oderwane od guza komórki nowotworowe. W ten sposób organizm zapobiega przerzutom nowotworu. Po wykonaniu zadania limfocyty i komórki NK trafiają do najbliższych węzłów chłonnych, powodując ich powiększenie.

Podwójna rola zrębu

Istnienie zrębu ma niewątpliwie dobre strony, ale ma też złe. Z jednej strony bowiem chroni on organizm przed przerzutami komórek nowotworowych, które zdołały przeniknąć przez uszkodzoną pączkowaniem torebkę guza, ale jednocześnie dostarcza uwięzionym w guzie komórkom nowotworowym substancji odżywczych i tlenu. Jak widać, organizm w tym wypadku działa w sposób niekonsekwentny – schizofrenicznie, gdyż z łatwością mógłby uporać się z guzem, odcinając mu po prostu dopływ życiodajnej krwi. Nierzadko zdarza się, że tak robi, i nawet o tym nie wiemy. Ot, poboli coś, nieraz bardzo, i samo przestanie. Niemało jest dobrze udokumentowanych przypadków samoistnego ustąpienia guza.

NOWOTWÓR ZŁOŚLIWY

Następujące po sobie kolejne mutacje komórek nowotworowych charakteryzują się tym, że tkanka nowotworowa jest coraz mniej podobna do tkanki macierzystej, czyli tej, z której powstała pierwsza zmutowana komórka i cały ten proces zainicjowała. Jednocześnie każda następująca po sobie mutacja tworzy komórki coraz bardziej zdolne do jednego – szybkiego rozmnażania się, czego objawem jest coraz szybsze powiększanie się guza.

Co ciekawe, wyłamane spod kontroli organizmu komórki nowotworowe są nieśmiertelne, w tym sensie, że nie umierają ze starości. Dojrzała komórka, jeśli tylko ma dostateczną ilość substancji odżywczych, dzieli się na dwie mniejsze, a te dojrzewają i też dzielą się na dwie mniejsze. W tej sytuacji żadnych komórek w tkance guza nie trzeba zastępować innymi – regenerować. Dlatego każdy podział komórek powoduje zwiększenie masy guza – bez ubytków.

W tym stadium uzłośliwienia nowotworu musi nastąpić rozerwanie torebki, a wówczas guz, pozbawiony dotychczasowego jarzma, zaczyna się jakby rozlewać – nacieka.

NACIEKI

Komórki nowotworowe szybko rosnącego guza potrzebują coraz więcej substancji odżywczych, czego nie mogą im zapewnić naczynia krwionośne zrębu. Potrzebne jest im więc osłabienie systemu odpornościowego, a wtedy, pozbawione ograniczeń, jakie nakładała na nie torebka guza, komórki nowotworowe zaczynają pobierać potrzebne do rozwoju substancje ze zdrowych komórek organizmu, niszcząc je.

Nacieki tkankowe

Najczęściej łupem komórek nowotworowych na etapie naciekania guza stają się komórki tkanki macierzystej, co prowadzi do ubytków tej tkanki, aż do całkowitego zaniku. I chociaż wyraźne pogrubienie sugerowałoby przerost tej tkanki, to może się okazać, że tkanki już nie ma – tylko guz. W tej sytuacji usunięcie guza równa się usunięciu całej tkanki. Z tego względu w chirurgii onkologicznej często stosuje się rozmaite protezy, zastępujące część tkanki, a nierzadko także całe tkanki.

Naciekanie nowotworu jedynie w obrębie tkanki macierzystej świadczy o tym, że nie jest on zdolny do pokonania bariery tkankowej, a więc może odżywiać się komórkami tylko jednej tkanki. Daje to stosunkowo dobre rokowania po chirurgicznym usunięciu guza, gdyż możliwości rozwoju ewentualnych przerzutów są ograniczone do tkanki jednego rodzaju.

Nacieki międzytkankowe

Ostatecznym etapem rozwoju komórek nowotworowych jest pokonanie bariery tkankowej, kiedy to guz potrafi pobierać substancje odżywcze z tkanek innych niż tkanka macierzysta. Wówczas nacieka na sąsiadujące tkanki, tworząc w nich głębokie ubytki.

Nowotwory, które pokonały barierę tkankową, są najgroźniejsze, ponieważ ich komórki mają największe szanse na znalezienie sprzyjających warunków w różnych narządach i tkankach, w wypadku przerzutów.

PRZERZUTY

Z pozbawionego torebki rozlewającego się guza nowotworowego wysypują się, jak z dziurawego worka, pojedyncze komórki nowotworowe i porwane nurtem krwi lub limfy docierają daleko od guza pierwotnego. W sprzyjających dla nich okolicznościach, w których najważniejszą rolę odgrywa osłabienie systemu odpornościowego, zagnieżdżają się w różnych tkankach i zaczynają mnożyć się, formując w ten sposób nowy guz nowotworowy, zwany przerzutem.

Przerzuty powstałe drogą naczyń limfatycznych w pierwszej kolejności tworzą się w węzłach chłonnych, zaś przerzuty utworzone w wyniku przeniesienia komórek nowotworowych przez krew najczęściej umiejscawiają się w płucach i wątrobie, chociaż mogą atakować praktycznie wszystkie narządy.

PODSUMOWANIE ETAPÓW ROZWOJU GUZA NOWOTWOROWEGO

Jak widzimy, od stadium rozwoju nowotworu tak wiele zależy. Pytanie brzmi: w którym momencie nowotwór stał się niebezpieczny dla organizmu: – czy wtedy, gdy wystąpiły przerzuty? – czy może wtedy, gdy pękła torebka guza? – albo wówczas, gdy organizm wytworzył naczynia krwionośne zrębu, które zaopatrywały nowotwór w substancje odżywcze? – a może wcześniej, gdy wytworzyła się torebka, dając schronienie tej pierwotnej zmutowanej komórce, od której wszystko się rozpoczęło? – a może kilka lat wcześniej, gdy powstał chroniczny stan zapalny, który uniemożliwił systemowi odpornościowemu odnalezienie zmutowanej, jeszcze pojedynczej komórki?

ŁATWIEJ ZAPOBIEGAĆ NIŻ LECZYĆ

Rozwój choroby nowotworowej – od pojedynczej zmutowanej komórki do złośliwego guza – wskazuje wyraźnie, że jedynym sposobem wygrania z tą straszną chorobą jest nasze własne zdrowie, ponieważ w zdrowym organizmie systematyczne usuwanie zmutowanych komórek jest naturalną funkcją fizjologiczną systemu odpornościowego. Taka właśnie jest idea profilaktyki zdrowotnej, by zapobiegać chorobom, ale nie poprzez ich wykrycie i leczenie (jak opacznie tłumaczy ideę profilaktyki zdrowotnej medycyna), lecz poprzez utrwalenie prawidłowych wzorców życia (jak każe rozumieć profilaktykę zdrowotną jej prekursor – Hipokrates).

Mutacja jednej, tysięcy, czy nawet milionów komórek wcale nie oznacza raka. Jak już zostało powiedziane, każdej doby w organizmie każdego z nas zdarza się około tysiąca mutacji. Do tego, żeby zmutowana komórka przetrwała, rozmnożyła się do wielkości łagodnego guza, w którym będą zachodziły kolejne mutacje, aż dojdzie do stadium bardzo szybko rosnącego, złośliwego raka (i to wszystko z jednej komórki) – do tego pierwotna zmutowana komórka musi mieć stworzone odpowiednie warunki, by mogła ukryć się przed systemem odpornościowym. Najlepiej do tego celu nadają się miejscowe przewlekłe stany zapalne, zwane stanami przedrakowymi, czy inne, lekceważone bądź latami „leczone”, choroby.

Wyobraźmy sobie teraz rozlegle rany, na które nałożono grubą warstwę kału – gnijącego, pleśniejącego, fermentującego, zawierającego 500 gatunków drobnoustrojów. Prawda, że przerażająca wizja? A tak obecnie wyglądają rany-nadżerki w przewodzie pokarmowym człowieka z krajów rozwiniętych, zjadającego codziennie sporą ilość sztucznych substancji chemicznych – konserwantów i innych dodatków do żywności, uszkadzających delikatny nabłonek jelitowy.

I właśnie od tego wszystko się zaczyna – od uszkodzenia nabłonka jelitowego. Po pierwsze dlatego, że uszkodzenie owego nabłonka powoduje niedobór substancji odżywczych, szczególnie witamin i minerałów, spowodowany upośledzeniem ich wchłaniania, a niedobór owych substancji, głównie, przyczynia się do powstania wadliwych komórek. Po wtóre – w uszkodzonym nabłonku tworzą się nadżerki, przez które do organizmu wnikają drobnoustroje i toksyny, a to z kolei obciąża system odpornościowy do tego stopnia, że w końcu przestaje pełnić wyznaczone mu funkcje obronne. Tym sposobem sami stwarzamy warunki, by w naszym organizmie przetrwała (słaba na początku) zmutowana komórka, z której zrodzi się zdolny nas zabić nowy twór.

Przypadki zachorowania na raka są coraz częstsze, a rokowania coraz gorsze. Jak widać, istnieją nader istotne powody, żeby bać się raka. Z drugiej strony, samym strachem możemy wygenerować; wykrakać sobie chorobę. Pouczającym przykładem są przypadki, gdy komuś zmarł na raka któryś z rodziców, i ów ktoś dowiaduje się, że rak jest dziedziczny. Jak reaguje ów nieszczęśnik? Oczywiście, boi się raka, a stres związany z panicznym strachem osłabia system odpornościowy i w konsekwencji zwiększa ryzyko zachorowania na raka. W ten sposób tworzona jest pseudoteoria o dziedziczności raka, do której wystarczy „wynaleźć” jakiś gen, i już przemysł farmaceutyczny rusza pełną parą.

JAK LECZYĆ NOWOTWORY

Tutaj narzuca się pytanie: co mają począć osoby, które tę wiedzę posiadły zbyt późno, w związku z czym na nowotwór zdążyły już zachorować? Czy w takich przypadkach wystarczy dbać o zdrowie, by je odzyskać? Odpowiedź brzmi: nie. I nie może być inna, bowiem zawsze w chorobie postępujemy inaczej niż w zdrowiu, więc dlaczego nowotwór miałby stanowić wyjątek? Jednak podanie konkretnych rad jak leczyć nowotwory, na dodatek rad skutecznych, przekracza zarówno ramy tej książki, jak i praktyczną wiedzę autora. Wprawdzie w swojej praktyce niejednokrotnie spotykałem się z chorymi na nowotwory, ale w porównaniu z innymi chorymi, którym pomocy udzielałem, były to raczej incydenty, a tutaj niezbędna jest głęboka wiedza specjalistyczna.

Wiedza, którą do tej pory zdołałem posiąść, nie pozwala wprawdzie na opisanie konkretnej kuracji w leczeniu chorób nowotworowych, ale może ułatwić dokonanie trudnego wyboru spośród innych metod, zwłaszcza że jest ich bez liku.

Fundamentalną rolę w leczeniu chorób nowotworowych odgrywa dieta ograniczająca możliwości przyrostu masy guza. Najprościej byłoby ograniczyć wszystkie substancje odżywcze, ale wówczas osłabilibyśmy organizm i tym samym stracili szansę na samowyleczenie. W tej sytuacji pozostaje radykalne ograniczenie podaży jednej substancji, niezbędnej do budowy szybko rozmnażających się komórek rakowych, która przy okazji ma niewielki wpływ na ogólną kondycję organizmu. Tą substancją są kwasy nukleinowe (DNA i RNA). Ponieważ najbardziej zbliżone do ludzkich są kwasy nukleinowe komórek zwierzęcych, więc z pewnością kuracje oparte na dietach bezmięsnych są w chorobie nowotworowej jak najbardziej uzasadnione.

Niemniej jednak utrzymanie dobrej kondycji organizmu wymaga podaży dostatecznej ilości białek zwierzęcych, które można znaleźć w bezkomórkowych pokarmach pochodzenia zwierzęcego, a mianowicie w nabiale, czyli mleku i jego przetworach oraz w jajach. Te drugie zawierają nieliczne komórki zarodka, toteż niektórzy dietetycy zalecają usunięcie zarodków z jaj, przed ich spożyciem.

Istotną sprawą jest dostarczenie organizmowi witamin i minerałów zawartych w roślinach, które także zbudowane są z komórek, a więc zawierają kwasy nukleinowe. By uzyskać jak najwięcej dla organizmu, a jednocześnie tkance nowotworowej dostarczyć jak najmniej, pokarmy roślinne powinny być spożywane wyłącznie w postaci soków, najlepiej wyciskanych w specjalnych wyciskarkach.

Czasami już te zmiany wystarczą, by samonaprawcze siły organizmu spowodowały zatrzymanie wzrostu guza, a nawet dokonały jego unicestwienia. Najczęściej jednak kuracja wymaga dodatkowych działań zmierzających do usunięcia przyczyny choroby, którą jest, jak wiadomo, nadmiar toksyn. Te warunki doskonale spełnia metoda NIA (ang. Neutral Infection Absorption – absorpcja neutralnej infekcji), której twórcą jest amerykański fizyk dr Georg Ashkar. Ideą tej metody jest usunięcie z organizmu nadmiaru toksyn poprzez wyropienie dzięki celowemu wytworzeniu i utrzymywaniu rany.

Autor: Józef Słonecki

Żródło http://www.bioslone.pl/przyczyna-chorob/rak



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 mar 2011, 10:47 
Dzień Dobry (takie polskie ALOHA)

Polecam uważne przestudiowanie informacji jakie zamieściłem w wątku:Zagrożenie opadem radioaktywnym bo dotyczą tego samego zagadnienia

(str.45)
Dezimpregnacja
Przed każdym leczeniem drgania komórkowego niezbędna jest dezimpregnacja komórek z drgań pasożytniczych, które przyczyniły się do zakłócenia równowagi. Nie trzeba zapominać, że nasze komórki działają jak małe oscylatory podobne do prawdziwych elementarnych rezonatorów fal Hertza.

Te rezonatory komórkowe są jednocześnie emiterami i receptorami drgań o ściśle określonych częstotliwościach. Jednakże gama tych częstotliwości jest ograniczona w przestrzeni i moze się to wyrażać odwrotnie do długości fali. Te długości fal są nadzwyczaj małe, rzędu dziesiętnych i setnych Angstremów.

Jak wiadomo, długość fali jest odwrotnie proporcjonalna do częstotliwości. Jeśli owa długość z jakiejkolwiek przyczyny przejdzie do obniżenia swej częstotliwości okresu drgań, długość będzie się powiększała i powiększała często do takich rozmiarów, które zagrożą niebezpieczeństwem istnieniu komórek poddanych temu przyśpieszonemu rytmowi. Jest to przypadek intensywnej impregnacji radio-aktywnością. Kiedy niezmiennie komórki zaburzone drgają zawsze częstotliwością bardziej podwyższoną niż ich stan podstawowy, konieczne jest przywrócenie im rytmu właściwego, co jest zasadą dezimpregnacji.

W ...{samocenzura} dezimpregnację otrzymuje się częstotliwością zieleni dodatniej /V+/.
Świadek – przekaźnik przedmiotu o zachwianej równowadze radio-aktywności umieszczony jest w schowku iradiacyjnym małej kuli wewnętrznej, aparat nastawiony na zieleń pozytywną /V+/, osią magnetyczną ukierunkowany według N-S.

Potrzeba około dwóch godzin, czasem więcej, aby otrzymać obniżenie stanu radio-aktywności i przywrócić stan poniżej niebezpiecznego progu, który sięga 65%.

Dla skontrolowania wpływu dezimpregnacji przy pomocy V+ posługujemy sie tarczą podzieloną na 100% z zaznaczonymi trzema progami:

1 próg – dozwolony 0 – 30%
2 próg – alarmowy 30-65%
3 próg – stan niebezpieczny 65 -100%


Nie należy obawiać się jeżeli w toku leczenia osiągnie sie lub nawet przekroczy pierwszy próg tzn. 30% ponieważ każda emisja drgań wytwarza radio-aktywność zwłaszcza, jeśli używa się częstotliwości zawartych pomiędzy podczerwienią i ultrafioletem.
Ważne jest również wiedzieć, że kiedy osobnika osiąga np. rak, naturalna, nierozłączna oś tej choroby radio-aktywność może sięgać 75 do 100%. Trzeba więc przed każdym leczeniem zacząć od obniżenia stanu radioaktywności i sprowadzeniu go poniżej 65% przy pomocy przedłużonego promieniowania zielenią dodatnią. Tylko po tej pierwszej interwencji będzie możliwe leczenie pacjenta promieniowaniami, których częstotliwość będzie korespondowała se stopniowym przywracaniem równowagi komórkowej.

(str.46)
Promieniowania te są tym niebezpieczniejsze, że zaden z aparatów fizycznych, tak czułych choćby licznik Gajgera lub iskiernik nie wykrywają ich istnienia. I gdyby ich realność nie była wykryta przy pomocy bombardowania filmów pokrytych emulsją gama, które to odbitki zamieszcaone sa w oryginale francuskim /niestety za blade i tutaj nie mogły byc umieszczone/, pozwalają podziwiać samą trasę i znikanie cząsteczek w ruchu, szybko próbowałby im im zaprzeczyć.

Tak, chodzi tutaj o radioaktywność lecz nie taką , którą znają fizycy i która jest kategorii elektro-magnetycznej. Oto dlaczego fizyczne instrumenty i najbarziej czułe aparaty pomiarowe pozostaja milczące przed jej manifestacjami.

To, z czym tutaj się spotykamy jest energia czysto magnetyczną, rzędu wielkości wielkości stanowiących milionowe lub miliardowe części elektrono-woltów , podczas gdy znaną i uznawaną energią radio-aktywną mierzy się w milionach elektrono-woltów. Dla jej mierzenia i przeliczenia trzeba ją obliczać w miliardach i w dziesiątkach miliardów.

W reakcjach nuklearnych lekceważy się te siły magnetyczne, które występują między dwoma momentami magnetycznymi w zetknięciu sie dwóch cząsteczek, wobec potęgi sił nuklearnych.

Faktem jest, że brana pod uwagę energia czysto magnetyczna, o najniższym potencjale energetycznym wpływa i powoduje zjawiska energetyczne o straszliwej sile.

I ta energia, oczywiście czysta, ujmowana jest przez nasze nadajniki. Trzeba więc, aby każdy operator używający naszych aparatów zachował środki ostrożności, które dotyczą ich czasu pracy jak i okresu spoczymku.

(str.48)
Reedukacja drgań komórkowych
Po wykonaniu dezimpregnacji można przystąpić do leczenia promienowaniem, celem reedukacji komórek i przywrócenia im częstotliwości normalnej, częstotliwości, która odzyskują w naturalny sposób, skoro kąpać się będą na nowo w zrównoważonym polu elektro-magnetycznym.

Nie wolno zapomnieć, że każda komórka jest rzeczywistym oscylatorem mechanizmu najbardziej doskonałego, lecz także najbardziej delikatnego i wrażliwego. Nie wystarcza także znać życie koorki, wiedzieć z jakich elementów jest utworzona protoplazma, jądro, znać ich własciwości fizyczne, chemiczne, fizjologiczne, trzeba jeszcze zbadać okoliczności uboczne, reakcje środowiska zewnętrznego na tkanki i odwrotnie, zasięg wpływów każdego rodzaju: światło, elektryczność, magnetyzm, radioaktywność – ponieważ w świecie tak pomniejszonym jak komórka, zjawisko jaknajbardziej obszerne, może wydać się nam jako mało ważne.

Oto dlaczego poszukiwanie przyczyn , np. nowotworu, tzn. anarchii rozkojarzonych drgań komórkowych, musi być poszukiwaniem u jego źródeł, poznaniem tego życia imtymnego komórki a także jej wrażliwości na reakcje środowiska, w którym żyje.

Równowaga owej częstotliwości, która jej umożliwia urodzenie się, rozwój, śmierć, racę nad jej rozmnażaniem, dla dobra zbiorowości, której jest częścią – jest bardzo ograniczona. Tu i tam jest to zachwianie równowagi i w reakcji rozwój ku śmierci. Problem więc leży w tym aby zachować lub przywrócić stały stan równowagi, który potrafi zabezpieczyć nirmalną egzystencję.

Tyle na temat dotyczący leczenia drganiami promieni ściśle obliczonymi. Trwanie tego nadawania jest bardzo zmienne i może mieścić się w czasie lilku dziesiętnych minuty, kilku godzin, lub kilku dni, zależnie od natury i nasilenia choroby a także od natury każdej jednostki. Jednak trzeba byc bardzo ostrożnym w sektorze zieleni negatywnej V- między biela i czernią.”



Na górę
   
 
 
Post: 08 kwie 2011, 21:27 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 lis 2009, 20:04
Posty: 668
Lokalizacja: Częstochowa
Płeć: mężczyzna
Jak odwieść kogoś kto wierzy w te konwencjonalne głupoty, od brania chemii i leczenia się truciznami?
Mam znajomą osobę która jest chora(dowiedziała się o tym niedawno). Zdecydowany jest już na chemie i gadanie o diecie uważa za zabobony i znachorskie sztuczki. Do takich ludzie nie da się dotrzeć. Tłumaczenie o szkodliwości chemioterapii na nic się nie zdaje(ba-przecież osoba decydująca się na to podpisuje papier na to w którym jest nawet zaznaczone że chemia niszczy zdrowe komórki także i powoduje cała masę opłakanych skutków ubocznych). Nasza wspaniała medycyna podaje ja jednak jako jedyną słuszna metodę walki z rakiem. Smutne to jest bardzo...

_________________
Obrazek



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 kwie 2011, 12:36 
Dzień Dobry

Moim zdaniem jedynym skutecznym spobem jest zmiana świadomości chorego (lecz z doświadczenia wiem iż często jest już później zbyt późno na poprawę stanu zdrowia).

Natomiast dobre skutki daje zmiana miejsa zamieszkanie lub zajęcia - bo w większości przypadków albo napromieniowane jest mieszkanie lub przyczyną jestl to co dotychczas robił - obecnie chory człowiek - więc zmiana RADYKALNA nawyków może coś pomóc.

Medycyna akademicka nastawiona jest na dalsze wyniszczenie osłabionego organizmu - i właściwie to na jakiej podstawie twierdzi że komórki z tzw. zmianami nowotworowymi są złe ( może to jest jedyny sposób aby organizm samodzielnie przedłużył życie ciała.
Więc nie tyle zabicie tych komórek lecz znalezienie przyczyny ich powstania i jej wyeliminowanie z otoczenia chorego należy zrobić.
Ciekawą książkę na ten temnat napisał Zbigniew Wiśniewski pt. "Tajemnica Raka"- kiedyś można ją było zamówić pod adresem:
Zbigniew Wiśniewski
BOX-35
71-376 Szczecin 11 z dopiskiem (dyskietka - kopia Pana książki) koszt był 20 zł

Zakupiłem ją a następnie zrobiłem sobie kiedyś wydruk (lecz choremu znajomemu pożyczyłem i mam właśnie tylko dyskietkę która mi się nie chce teraz otworzyć - jeśli mi się to uda to zamieszczę trochę cytatów w tym wątku).
Wspomniany znajomy też umarł po kilku chemiach, mimo iż wcześniej próbowałem mu wytłumaczyć co niecoi go uzdrawiać działając na odległość - był moment że moje odczyty pokazywały iż nie ma już raka - ale i tak zdecydował się później na chemie.

Ja osobiście uważam iż każdy ma wolną wolę i nawet jeśli sam sibie zabija (ZAWSZE z braku wiedzy) - to nic mi do tego - można delikatnie podsunąć jakąś książkę lub artykuł na ten temat lecz z praktyki wiem że: ludzie są tak pełni jak filiżanka herbaty do której nic już nie wlejesz.

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
Post: 10 kwie 2011, 12:54 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 lis 2009, 20:04
Posty: 668
Lokalizacja: Częstochowa
Płeć: mężczyzna
Dzień Dobry Zbyszku :)
Dziękuje za posta.
Ja tez tak właśnie uważam, że nic mi do tego jeżeli ktoś świadomie błądzi i za nic ma pomoc czy radę jakiej się chce udzielić. Nie mniej jest to smutne, że owe owieczki na chcą nawet spróbować. Nawet w obliczu śmierci wybierają "łatwe" rozwiązania proponowane przez system...
Pozdrawiam

_________________
Obrazek



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 kwie 2011, 15:55 
Dzień Dobry (ponownie)

Poniższe cytaty pochodzą z książki Zbigniewa Wiśniewskiego pt. Tajemnica Raka


„ Rozdział 1

Żyły wodne

Aby człowiek mógł egzystować na planecie Ziemia muszą być zachowane trzy podstawowe warunki:
1 oddychanie,
2 możliwość jedzenia, picia i wydalania,
3 człowiek musi spać.
Jeśli jeden z tych warunków nie zostanie dotrzymany człowiek umrze. W tym rozdziale zajmiemy się punktem trzecim, dotyczącym prawidłowego usytuowania miejsca do spania, na które wpływ ma wiele czynników, między innymi rozmieszczenie żył wodnych. Istnieje również bardzo wiele zależności, które postaram się wyjaśnić. Przystąpmy więc do omówienia cech charakterystycznych wody.
(...)
Maria Graf ur. w 1906 roku w Appenzell (Szwajcaria) była głęboko wierzącą mistyczką o bogatym życiu wewnętrznym. Działała w zupełnym ukryciu. Zmarła w 1964 roku w Sonnenhalb.
Zacytuję kilka fragmentów z jej dziennika:
(...) Człowiek trudzi się od rana do późnego wieczora i musi często bezradnie przyglądać się, jak siły przyrody pozbawiają go całkowicie plonów poprzez katastrofy natury, powodzie, burze, trzęsienia ziemi. Również choroby mają tutaj swoje źródło, gdyż ich przyczyny leżą właśnie w jakiejś części tej przeklętej, nieodkupionej natury. Często są to szkodliwe, podziemne żyły wodne, które przez promieniowanie szkodzą zdrowiu ludzi i zwierząt. Z powodu oddziaływania takich szkodliwych wpływów musiała moja rodzina bardzo wiele cierpieć. Zwierzęta wracały jesienią zdrowe i mocne z hali alpejskiej. Przez zimę stawały się słabsze i chorowite tak, że wiosną często trzeba było niejedną sztukę likwidować.
(...) Kiedy się znowu modliłam w tej izdebce, gdzie mi Jezus pokazał swoje krwawiące Serce i miałam już z niej wychodzić, usłyszałam w moim sercu wyraźne słowa: „Czyż ja nie jestem Ten, który strumykom wskazuje ich drogę? W mojej mocy jest zmienić bieg tych szkodliwych wód. Módl się i składaj ofiarę przez trzy dni!”
Przestraszyłam się. I znowu upomnienie: „Czyż nie powiedziałem ci, że przez Moje Święte Rany możesz wszystko otrzymać?” Wtedy przyszła mi myśl, że mam się modlić, aby Bóg na inną drogę te wody skierował, żeby już nie szkodziły jego stworzeniom. Ale jakiś niesamowity lęk ogarnął mnie. Nie mogłam i nie chciałam czynić nic nadzwyczajnego, a tym bardziej modlić się o to.
(...) Jednocześnie wiedziałam, po prostu było mi dane. Wiedziałam, że istnieją podziemne wody i poznałam, że Pan Bóg również tym tworom wskazuje ich drogi (...)Poznałam, że wiele chorób, szczególnie tych przewlekłych i ciężkich, bierze tu swój początek; że jednak ci ludzie, którzy bezwiednie i bez ich osobistej winy cierpią pod tym przekleństwem grzechu, są wybrańcami bożymi.
Słowa Mafii Graf oraz wypowiedzi radiestetów na temat szkodliwości żył wodnych, skłaniają do postawienia pytania: na czym więc polega szkodliwe promieniowanie tej olbrzymiej sieci żył wodnych lub siatki geopatycznej, nazywanej tak w krajach anglosaskich? Jest wiele teorii na ten temat. Przedstawię pokrótce kilka z ich.”
(...)
W „Przeglądzie Tygodniowym” nr 26 z 1984 r. ukazał się artykuł pana Leszka Konarskiego, pt. „Spanie na skrzyżowaniu”, który cytuję:
(...)Gdy w 1956 roku 19 rodzin otrzymało klucze do mieszkań w nowym dwupiętrowym bloku przy ul. Limanowskiego 5 w Nowym Sączu, przyszli lokatorzy szaleli z radości. Choć budynek stanął w centrum miasta jednak przez usytuowanie go wśród zieleni nie czuć tu spalin, nie słychać motorów. Poza tym wszędzie blisko - do hotelu „Beskid” sto kroków, do sklepu spożywczego tyleż samo, ze trzysta do dworca kolejowego. Blok wzniesiony nie z żadnych tam płyt czy innych prefabrykatów, lecz z najzdrowszego materiału, czyli zwykłej cegły.
Już po kilku latach lokatorzy zaczęli narzekać na nieprzespane noce. Nikt jednak z tego powodu nie wyciągał wniosków. Po kilkunastu latach wielu mieszkańców zaczęło skarżyć się na dolegliwości sercowe, układu nerwowego, mięśniowo-stawowe. Również wtedy nikt nie domyślał się wspólnej przyczyny tych chorób. Wreszcie niektórzy zaczęli żegnać się z tym światem i to w stosunkowo młodym wieku. Jan Wojnar zmarł na zawał serca w wieku 42 lat, Władysław Mazanek miał 47 lat, Zdzisław Lorek - 44, Stefan Parahuz - 51. Wszyscy zmarli na schorzenia sercowe.
Wielu innych zaczęło chorować na nerwy. Atmosfera w bloku stawała się coraz trudniejsza, dochodziło nie tylko do spięć i konfliktów w rodzinach, ale i między lokatorami. Dalej jednak nikt nie próbował wyjaśnić, dlaczego życie stało się tu tak męczące i niszczące zdrowie.
Przyszła też kolej na psy. Pies Roszkiewiczowej dostał najpierw parchów na skórze, a potem paraliżu. „Dropsowi” Gargasowej wyrósł guz nowotworowy na mózgu. „Jonka” Sosnowskiej, wspaniały okaz charta rosyjskiego, złota medalistka wystaw, zdechła na raka wątroby. Pies Bartoszów dostał wścieklizny i trzeba go było uśpić. Nie udało się też wyleczyć z wielu chorób pięcioletniego psa Żyłków. W bloku został tylko „Murzyn”, sympatyczny przybłęda, którego przed rokiem Sosnowska znalazła wygłodzonego przed blokiem i przygarnęła. Na razie czuje się świetnie.
Z czasem choroby ludzi i psów, mieszkańcy zaczęli łączyć z usychaniem kwiatów doniczkowych. Żadna roślina w tym budynku nie rozwijała się tak jak powinna. Jeżeli już gdzieś rośnie kaktus, to przez lata nie rozwija się. A więc musi być coś, co w jednakowy sposób oddziałuje na ludzi, zwierzęta i rośliny.
- Aż do czasu sprowadzenia się tutaj, w 1975 roku, na nic nie chorowałem - słyszę w mieszkaniu nr 1 od Czesława Pabisza. - Teraz mam 32 lata i już byłem na rencie chorobowej. Powróciłem do pracy, bo człowiek musi przecież zarabiać. Choruję na stawy, żołądek, serce, astmę i nie wiadomo co jeszcze. Chyba nie ma w naszym bloku kogoś, kto dożyłby normalnej emerytury. W tym mieszkaniu przeżyliśmy już cztery śmierci. Szwagier miał 42 lata, nigdy się na nic nie skarżył. Nagle zaczął chorować, zabrali go do szpitala i skończył na serce. Teściowa weszła do przedpokoju i osunęła się na ziemię. Też zawał. To już mniej chodzi o mnie żonę, ale nie chcemy zrobić krzywdy dzieciom.
- Mój syn, który teraz na szczęście mieszka w Krakowie, ma zmiany w organizmie - mówi Kazimierz Żyłka z mieszkania nr 3. - Żona choruje, ja mam nieustanne bóle głowy i wymioty. Każdy z nas ma kłopoty ze snem.
- Nigdy na nic nie chorowałam - twierdzi Anna Sosnowska z mieszkania nr 7. - Byłam zawsze zdrowa. Niedawno przez ponad pół roku przebywałam w szpitalu na schorzenia mięśniowo-stawowe. Jestem teraz na rencie.
- Rok temu mój mąż zmarł nagle na zawał serca - opowiada Władysława Maksymowska z mieszkania nr 8. - Nigdy przedtem nie chorował, skarżył się tylko na bezsenność. Zawsze powtarzał, że jak jedzie do Krakowa, przynajmniej tam dobrze się wyśpi. Każdy z nas w tym domu stał się ociężały. Gdy nie wypiję rano kawy, nie jestem w stanie nic robić. Do tego wszyscy jesteśmy nerwowi. Nerwowy jest już mój 10-miesięczny wnuczek, całymi nocami prawie nie śpi. A ja od 10 lat jestem na rencie. Zaczęło się od bezsenności i wymiotów, potem doszedł wrzód na żołądku.
- Moja córka od 5 lat jest na rencie - skarży się Łucja Garas z mieszkania nr 9. - Czteroletnia wnuczka też ma już chore serce. Zięć z bólami głowy chodzi do pracy. Mój mąż cierpi na serce i artretyzm. Prezydent miasta powiedział nam, że pomoże załatwić zamianę mieszkania. Ale my uważamy, że byłoby rzeczą nieuczciwą nieświadomie pakować kogoś innego do naszego budynku. Niech pan wszystko opisze, co się tu dzieje, bo to są rzeczy niepodważalne, nikt tu niczego nie naciąga. Przynajmniej 70% mieszkańców bloku jest na rentach, a więc są już ludźmi nieproduktywnymi, na ich utrzymanie musi płacić państwo.
- Dwa lata temu dostałam paraliżu - opowiada nie podnosząc się z łóżka Zofia Śliwa z mieszkania nr 10. - Nigdy wcześniej nie chorowałam, to stało się tak nagle.
- Choć nie mam ukończonych 30 lat, już groziła mi renta - mówi Krzysztof Filipowski z mieszkania nr 13. - Wszyscy staliśmy się tu nieprawdopodobnie nerwowi. Teściowa gdy do nas przyjeżdża, nie może zasnąć. W kuchni ustawiłem akwarium, i wszystkie ryby pozdychały. Nie mówię już o kwiatkach.
Dowodów potwierdzających wspólne dolegliwości wielu mieszkańców bloku było już tak dużo, że od 1982 roku kilkuosobowe delegacje lokatorów zaczęły odwiedzać wszystkie możliwe nowosądeckie władze, miejskie i wojewódzkie. W Urzędzie Wojewódzkim i w Urzędzie Miasta przedkładano wykazy osób, które w bloku nr 5 zmarły w ostatnich 10 latach. W wojewódzkim i miejskim komitetach PZPR opowiadano o bezsennych nocach, wymiotach, nowotworach i reumatyzmach. Sugerowano też, co może być przyczyną tych schorzeń.
Przez wiele miesięcy tych hipotez nikt nie brał poważnie. Wobec jednak nieustępliwości lokatorów prezydent Nowego Sącza zdecydował się na zlecenie wykonania ekspertyzy radiestezyjnej. Blok ma mieszkania kwaterunkowe, a więc podlega gospodarce komunalnej.
Ekspertyza została wykonana w ciągu kilku miesięcy przez trzech radiestetów - jednego z Nowego Sącza i dwóch z Poznania. Jej wyniki potwierdzały przypuszczenia mieszkańców. Przed wojną w miejscu bloku były bagna. W latach 50-tych nie zastanawiano się nad konsekwencjami wyboru miejsca. A skutki takiej polityki budowlanej dały o sobie znać już po kilkunastu latach. Blok nr 5 stanął bowiem na skrzyżowaniu wielu podziemnych cieków wodnych. Wpływ promieniowania geopatycznego na zdrowie mieszkańców okazał się fatalny.
Z ekspertyzy: Ustalono, że pod budynkiem przebiega 10 pasm geopatycznych. Wzmożone promieniowanie pasm geopatycznych ma bardzo niekorzystny wpływ na organizmy żywe, powodując zwiększoną ich wrażliwość na choroby. Pod wpływem promieniowania cieków wodnych występuje szereg zmian w organizmie człowieka, a to w bioelektrycznych czynnościach mózgu, funkcjonowaniu tarczycy, zaburzenia w układzie krążenia, zmiany patologiczne naczyń krwionośnych, bóle głowy. Stwierdzono również kancerogenny wpływ promieniowania geopatycznego, w szczególności w obszarach źródliskowych. Najbardziej niekorzystne warunki panują na wejściach u źródlisk, w miejscach tych zaobserwowano znaczny wzrost przypadków zachorowań na choroby nowotworowe. Większość zmarłych w bloku miała miejsca spoczynku nad terenami źródlisk.
Jest to jeden z niewielu artykułów, jaki ukazał się w polskiej prasie, dotyczący skutków negatywnego promieniowania żył wodnych. Takich budynków jest w Polsce znacznie więcej. Proszę zwrócić uwagę, że dom został zbudowany ze zwykłej cegły, a mimo to żyły wodne stanowiły śmiertelne zagrożenie dla jego lokatorów. Nieustępliwość mieszkańców wymogła na władzach miasta wykonanie ekspertyzy radiestezyjnej przez fachowców, którzy stwierdzili obecność 10 żył wodnych.
Zdarzają się domy niezwykle silnie napromieniowane, gdzie w rodzinie umierają nie tylko poszczególni jej członkowie, ale bywa, że wymiera cała rodzina. Jest taki dom pod Kołobrzegiem, w którym od zakończenia wojny do roku 1985 wymarły 4 pokolenia zamieszkujące ten dom.
Jak wobec powyższych faktów można traktować blokady informacyjne w środkach masowego przekazu? Wyszydzanie i wykpiwanie oraz ironizowanie na temat żył wodnych, których istnienie jest przecież niezaprzeczalnie normalnym zjawiskiem fizycznym. Na świecie od lat przeprowadza się specjalistyczne badania. Podam przykład.
Instytut Badań nad Budownictwem Mieszkalnym Ministerstwa Gospodarczego w Wiedniu na początku lat osiemdziesiątych zlecił Uniwersytetowi Wiedeńskiemu przeprowadzenie badań na temat „Środowisko mieszkalne człowieka jako czynnik ryzyka”. Powołano specjalny zespół, w skład którego - poza architektami i specjalistami z zakresu biocenotyki - weszli radiesteci, lekarze oraz fizycy. W ciągu kilku lat przeprowadzono prawie 7000 badań opierając się na materiale zebranym u 985 ludzi, u których przeanalizowano 23 różne biologiczne wskaźniki mogące mieć wpływ na zdrowie. Pozwoliło to na uzyskanie 462421 danych wyjściowych do dalszych analiz.
Biorąc za podstawę fakt, że ponad połowa (12 spośród 23) biologicznych parametrów wskazuje bezsporny, wymierny i wyraźny wpływ skażenia środowiskowego wywołanego przez żyły wodne na człowieka, wiedeński bioanalityk i współtwórca tego programu prof. uniwersytetu dr Jörg Birkmeyer stwierdził: „Dotychczas wpływ stref geopatycznych na zdrowie pozostawał w sferze filozofii wiary - teraz posiadamy naukowe potwierdzenia”.
Facultas Universitätsverlag w Wiedniu opublikował w 1990 r. książkę kierującego tymi badaniami doc. dr Otto Bergsmanna, w której zawarto pełną dokumentację oraz opisy przeprowadzonych badań, a także wnioski, do których doszedł zespół badawczy. Najpierw trzech doświadczonych radiestetów przebadało osiem niezależnych od siebie pomieszczeń, ustalając w nich pasy skażeń i miejsca neutralne. Sprawdzono także ewentualność występowania w tych miejscach pól elektromagnetycznych, aby ich wpływ na uzyskiwane wyniki wykluczyć.
Za podstawę badań medycznych przyjęto test o krótkim czasie trwania; poszczególne wskaźniki uzyskiwano na podstawie przebywania osób badanych kolejno przez 15 minut w miejscu neutralnym, następnie przez 15 minut w strefie skażonej. Mimo że test ten dotyczył niezwykle krótkiego wycinka czasu (np. w stosunku do wielu godzin spędzonych nieraz w miejscu skażonym - przy biurku, przy maszynie czy łóżku), wyniki zaskoczyły nie tylko lekarzy. Okazało się bowiem, że w miejscach skażonych na skutek występowania żył wodnych wpływ ten jest wyraźny, zarówno na zjawiska bioelektryczne skóry, jak i na cały organizm - przy czym jego gorzej funkcjonujące narządy obciążone są bardziej i wymagają dłuższego czasu, by powrócić do normy.
Również zmiany stwierdzone na podstawie elektrokardiogramu i innych metod diagnostycznych w zakresie pracy serca oraz funkcjonowania układu krążenia zaskoczyły badaczy.
Uzyskane wyniki wykazały negatywne wpływy tego skażenia na układ krążenia. Dostrzeżono istnienie wyraźnych związków pomiędzy promieniowaniem, sprawnością fizyczną i intelektualną. Zauważono także negatywny wpływ żył wodnych na układ nerwowy.
Żmudne analizy laboratoryjne substancji, odgrywających w gospodarce hormonalnej i systemie odpornościowym człowieka rolę decydującą, doprowadziły do sensacji naukowej. Zauważono wyraźne zmiany pod wpływem promieniowania w zakresie działania immunoglobulin, a więc ciał białkowych mających istotny wpływ na zdolności obronne organizmu. Okazało się także, iż w miejscach napromieniowanych bardzo wyraźnie zmniejsza się ilość serotoniny we krwi, co prowadzi do zaburzeń snu, nadwrażliwości, nadaktywności itp.
Doc. Bergsmann uważa, że samo przebywanie w strefie skażonej nie wywołuje choroby nowotworowej, toteż „przedsta-
wianie raka jako skutku przebywania w określonym miejscu jest rzeczą nieodpowiedzialną”. Natomiast prof. Birkmeyer konkluduje: „Strefa skażeń jest z całą pewnością zagrożeniem, ale tylko wtedy, gdy oddziałuje przez dłuższy czas. Dotyczy to przede wszystkim organizmów już obciążonych, reagujących mocniej i wolniej wracających do równowagi. W takich przypadkach negatywne skutki przebywania w strefie skażonej trwają nadal, choć człowiek znajduje się już poza nią”.
(...)
Przyjmując że człowiek jest chodzącym akumulatorem, masą organiczną o dużym i zmiennym potencjale, muszą w organizmie ludzkim zachodzić podobne reakcje, jak w akumulatorze. Z rysunku wynika, że np. lewa ręka męska jest biegunem /-/, a prawa /+/. Czy pamiętamy z lekcji fizyki, jakie nastąpi zjawisko z chwilą połączenia w akumulatorze bezpośrednio bieguna /+/ z biegunem /-/? Nastąpi oczywiście zwarcie, czyli rozładowanie. My ludzie, łącząc dwa bieguny, jakimi są ręce, rozładowujemy nasze organizmy z nadmiaru jonów dodatnich! Doprowadzając je do równowagi elektrostatycznej!
Prawda, że genialnie proste?
(...)
To dlatego Bóg kazał ludziom modlić się. Ile razy dziennie? Najmniej trzy: rano, w południe i przed snem. Rano, ponieważ człowiek, śpiąc w miejscu nie zabezpieczonym, narażony został na bombardowanie jonami dodatnimi, co w konsekwencji doprowadziło do powstania ich nadmiaru. Nadmiar ten, stosunkowo niewielki, można łatwo zlikwidować trzymając kilka minut złączone ręce. Następnie człowiek ten, załóżmy rolnik, wyruszał w pole do pracy, gdzie poruszając się non-stop przez kilka godzin, przesuwał się przez miejsca o różnym natężeniu i również wystawiał swoje ciało na bombardowanie jonami dodatnimi. Choć zauważyć trzeba, że ciało ludzkie w pionie ma znacznie ograniczoną powierzchnię atakowania, niemniej jednak jakaś część przedostanie się i tę część rolnik wyrzucał z siebie łącząc rękę lewą z prawą. Historia oczywiście powtarzała się wieczorem. Codziennie przez całe lata.
Cóż miał Bóg opowiadać ludziom o jonach dodatnich czy ujemnych 1000 czy 500 lat wstecz. Kazał się więc modlić 3 razy dziennie, ale czynić to w sposób prawidłowy trzymając złączone ręce. Czy „natura” każe się ludziom modlić?
Generalnie chodzi o oczyszczenie naszych ciał ze szkodliwego nadmiaru jonów dodatnich, a jeśli dodatkowo ktoś poprosi Najwyższego o zdrowie dla siebie, żony, rodziny, o dobry zbiór, opad deszczu - o cokolwiek, to tym lepiej.
W dzisiejszych czasach ludzie się nie modlą, nie proszą i ...nie dostają!
W jaki sposób ułożyć ręce celem maksymalnie szybkiego uwolnienia naszych ciał ze szkodliwego nadmiaru tych jonów?
Radiesteci odkryli, że lewa ręka męska to /-/, a prawa /+/, u kobiety jest odwrotnie, ze względu na odwróconą polaryzację, lewa ręka /+/ , prawa /-/, ale dodatkowo każdy palec jest biegunem, jak to przedstawiam na rys. poniżej.
(...)
Przyciskając więc kciuki, palce wskazujące itd. otrzymujemy dodatkowe i prawidłowe połączenie naszych małych biegunów i w ten oto sposób uwalniamy znacznie szybciej nasze ciała.
Nie byłoby mowy o żadnej szkodliwości żył wodnych, gdyby jony dodatnie wniknęły do naszego ciała i wyszły dalej do atmosfery, ale one zatrzymują się i akumulują powodując skutki, o jakich pisałem wyżej. Robiąc zwarcie w naszym organizmie wysyłamy je w atmosferę, może się komuś przydadzą, nam szkodzą.
Złożeniu rąk przypisywano w starożytności, według Pliniusza i Owidiusza, magiczne znaczenie. Miało ono chronić przed demonami i siłami tajemnymi.”

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
Post: 10 kwie 2011, 16:48 
Dzień Dobry (ponownie)

Zamieszczę jeszcze kilka cytatów aby zainteresować innych tą raczej niedocenioną w Polsce (a szkoda) książką Zbigniewa Wiśniewskiego pt. Tajemnica Raka

Ze Wstępu:
„Od samego początku na karcie analizy stanu zdrowia danego człowieka umieściłem symbole witamin. Zacząłem sprawdzać radiestezyjnie stan witamin w organizmie każdego z pacjentów. Po pewnym czasie stwierdziłem, że powszechnie głoszona prawda o tym iż witaminy ma się zawsze, ewentualnie znika ich trochę na wiosnę, nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Ludziom brakuje witamin od urodzenia do śmierci! Jest to spowodowane niewłaściwym odżywianiem. Ludzie XX wieku jedzą byle co, byle jak i byle gdzie. Nie dbają o dostarczenie organizmowi prawidłowego pokarmu, myśląc o wartościach energetycznych, zapominają o właściwościach odżywczych. Jedzą, a nie odżywiają się. Tymczasem powinni dostarczać swojemu organizmowi takie produkty, które pozwoliłyby na zregenerowanie wszystkich komórek ciała.
Testy braku witamin w ludzkich organizmach doprowadziły mnie do stwierdzenia, iż mały brak witamin to małe choroby, duży brak witamin to duże choroby, a bardzo duży brak witamin to choroby, tzw. „nieuleczalne”.Po zrobieniu kilkuset analiz, ułożyłem karty pacjentów według schorzeń: łuszczyce osobno, cukrzyce osobno itd. To doprowadziło mnie do odkrycia, że brak witamin zapisany od tysiącleci w SZYFR jest przyczyną wszystkich chorób! Byłem tym odkryciem zaskoczony. Zacząłem szerzej interesować się medycyną. Kupowałem specjalistyczne książki, studiowałem prasę medyczną, aż pewnego dnia odkryłem tajemnicę raka, a czytelnik będzie miał możliwość oceny tego odkrycia.
Moje badania i obserwacje postanowiłem zebrać w czterech pracach naukowych: pierwszej na temat szkodliwości żył wodnych na ciało ludzkie, drugiej na temat związku braku witamin z przyczyną powstawania wszystkich chorób, trzeciej o tajemnicy raka, a czwartej o związku braku witamin z AIDS.
Nawiązałem kontakt z lekarzami Medycyny Alternatywnej Europy Zachodniej, Stanów Zjednoczonych i Dalekiego Wschodu. I tak na przykład w Stanach Zjednoczonych jest wielu lekarzy, którzy odeszli od stosowania leków, chemii, promieniowania, chirurgii, etc. Zajęli się natomiast nieinwazyjnymi metodami leczenia, np. akupunkturą, akupresurą, homeopatią, ziołolecznictwem, itd. Ponieważ przez swoich kolegów „po fachu” nazwani zostali znachorami, utworzyli Związek Amerykańskich Znachorów (AQA - American Quack Association). Mają własne pisma, stacje radiowe i telewizyjne, przy pomocy których rozpowszechniają informacje o swojej działalności.
Po nawiązaniu kontaktu z tymi lekarzami, wysłałem im krótką informację o tym, że odkryłem tajemnicę raka.(...)
Po ich lekturze profesor Jayasuriya przyznał mi tytuł Doktora Nauk Przyrodniczych. Z chwilą gdy profesor otrzymał moją czwartą pracę na temat związku braku witamin z chorobą AIDS, zarekomendował mnie do bardzo prestiżowej nagrody Pax Mundi, ufundowanej w 1962 roku przez ówczesnego sekretarza ONZ - Daga Hammarskjölda. W 1988 roku otrzymałem tę nagrodę jako radiesteta, a nie jako lekarz. (...). W roku 1990 za moje dokonania medyczne otrzymałem tytuł doktora Medycyny Alternatywnej a w roku 1998 otrzymałem tytuł „Visiting Professor”..
W roku 1991 otrzymałem list z Uniwersytetu Lafayette w USA, z prośbą o przesłanie moich prac. Tak też uczyniłem. Wkrótce uniwersytet ten przyznał mi tytuł doktora filozofii.
W swojej praktyce potwierdziłem moje wcześniejsze przypuszczenia, iż nie ma chorób niewyleczalnych. Niestety świat medycyny akademickiej poszedł w niewłaściwym kierunku - likwidowania skutków, a tymczasem najpierw trzeba usunąć przyczynę choroby. Człowieka powinno leczyć się jako całość. Jest to tzw. leczenie holistyczne.

Prace, za które otrzymałem wspomniane nagrody, czytelnik otrzymuje w tej chwili, w formie popularnonaukowej, w postaci książki „Odkryłem tajemnicę raka”.
(...)

Rozdział 4

Tajemnica raka

(...)
Myślę, że tych kilka przykładów wystarczy, aby dowieść skuteczności terapii kompleksowej. Obecnie wiem o kilkudziesięciu uratowanych, a liczba ta nieustannie wzrasta, gdyż ludzie informują mnie o konkretnym przypadku wyleczenia, któregoś z członków rodziny lub znajomego. Od wielu lat przyjeżdżają po pomoc ludzie (lub ich bliscy z informacją szpitalną), którym po zastosowaniu chemii, promieniowania czy chirurgii, dawano kilka tygodni czy miesięcy życia. Część udało się uratować, część zmarła, ponieważ przyjechali oni (lub ich rodziny) po prostu za późno. Zdarzało się, że w imieniu zarejestrowanego chorego, przyjeżdżał sąsiad z wioski, ponieważ tamten zmarł, nie doczekawszy wizyty, nawet gdy wyznaczony był kilkudniowy termin.
W wypadku, kiedy zdążymy zatrzymać proces rozwoju choroby, człowiek zostanie uratowany. Wszystko zależy od: stanu zaawansowania choroby, wieku pacjenta, zastosowanego leczenia, ilości sił witalnych, trybu życia (czy palił, pił alkohol) itd. Każdy przypadek jest inny. Trzydziestoletni człowiek może być staruszkiem, ale i niekiedy 60-latek może mieć sił witalnych tyle, co 20-letni mężczyzna.
Porównuję tę trudną sytuację do ogniska w lesie. W wypadku kiedy to jest mały płomień, zgasić go możemy jednym wiadrem wody, natomiast jeśli płonie 100 hektarów lasu, to i 100 wozów strażackich nie zdoła go ugasić! Nigdy nie wiadomo również, jaki jest aktualny stan chorego. Badanie załóżmy USG sprzed 3 czy 4 tygodni może być już nieaktualne, ponieważ komórki nowotworowe mnożą się co 15-20 minut w postępie geometrycznym.
W bardzo wielu wypadkach, kiedy przewody pokarmowe nie pracują i zbiera się woda w brzuchu (tworząc tzw. wodobrzusze), trzeba ograniczyć ilość płynów do 3-4 szklanek ziół dziennie oraz dostarczać ryż i pęczak (higroskopijne) na wpół ugotowane, które wchłaniać będą nadmiar wody podobnie jak gąbka. Trzeba więc natychmiast wykonać dwie czynności jednocześnie;
* uruchamiać pracę przewodów pokarmowych, aby pacjent zaczął normalnie przyswajać pokarmy, które dodadzą mu sił,
* niszczyć komórki nowotworowe.
Powtórzę po raz kolejny, że łatwiej jest zlikwidować 100 małych guzków nowotworowych rozsianych po całym organizmie, niż jeden guz o średnicy - 10-20 cm.
Kiedy jednak atak nowotworowy rozwinie się nadmiernie, do leczenia kompleksowego trzeba koniecznie dołączyć modlitwę. Jezus Chrystus powiedział „Proście a będzie wam dane” - należy więc modlić się z wiarą i nadzieją, bo w takim wypadku tylko Bóg może zmienić przeznaczenie.
(...)
Więcej informacji o naszych metodach działania można uzyskać na stronie internetowej: www.santamaria.prv.pl lub kontaktując się z nami bezpośrednio:
tel./fax +48 91 326-31-33.


Prof. dr Zbigniew Wiśniewski”

Całość jest bardzo interesująca, jeśli kogoś zainteresowałem to myślę iż jest możliwe i obecnie aby zamówić dla siebie dyskietkę u autora.
Jednak uprzedzam iż adres internetowy i nr telefonu jest sprzed kilku lat (i brak mi wiedzy czy jest aktualny)


Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
Post: 10 kwie 2011, 19:39 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 lut 2010, 16:08
Posty: 126
Lokalizacja: skierniewice
Płeć: kobieta
Zbyszku, ta podana przez ciebie strona niestety nie działa, jakbyś mógł sprawdzić, czy adres jest prawidłowy. :bezradny:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 kwie 2011, 20:47 
Dobry Wieczór

O tej książce dowiedziałem się z serii ciekawych artykułów zamieszczonych kiedyś w dwumiesięczniku NEXUS, i przyznam miałem problem z dodzwonieniem się pod podany numer - lecz po jakimś czasie mi się udało.
Brak mi wiedzy jak to jest obecnie.

Dyskietka na której jest książka otworzyła mi się w systemie windows, wiec mogę ją skopiować i mogę taką kopie wysłać (warunek jest jeden iż obiecasz iż rozliczysz się z autorem tzn. prześlesz na jego adres 20 zł (a może cena nieznacznie wzrosła)
Wiem że były jakieś plany wyjazdu z Polski i otwarcia kliniki za granicą - ale czy to doszło do skutku brak mi takiej wiedzy
Jak odnajdę te artykuły to podam które to były numery (zamieszczono tam fragment z tej książki: sposób jak można wyleczyć się z cukrzycy)

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 255 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 9  Następna

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group