Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 21 sie 2019, 19:40

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 17 ] 
Autor Wiadomość
Post: 05 lut 2010, 12:12 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 cze 2009, 19:25
Posty: 787
Lokalizacja: Sopot
Płeć: mężczyzna
Jesteśmy od urodzenie uczeni, że prawda i fałsz, to dwie różne, nie mające ze sobą nic wspólnego sprawy, które nawzajem się wykluczają i nie mogą obydwie na raz dotyczyć jednego szczegółu danej sytuacji. A to gruba manipulacja mająca na celu głębsze uwierzytelnienie słów, które się nam podrzuca ;)
Jak bardzo "prawda i fałsz" są subiektywnymi cechami informacji? Wyobraźmy sobie tylko przykład dwóch konkurujących religii, które przedstawiają jedną i jedyną prawdę, ale każda z nich jest fałszem dla tej drugiej (nie mówię oczywiście o rdzeniu, który w większości religii jest taki sam, a o szczegółach, które prowokują ludzi do konfliktów na tym polu). No to jak to jest, że prawda dla jednych jest fałszem dla drugich? Jak sprawdzić kto ma rację? A głupi daleko szukam, a przecież już w temacie "teorii spiskowych" wiele rzeczy jest kwestią "wiary" i prawda-fałsz rozmywają się, stając się dla jednych twardą rzeczywistością, a dla innych mrzonkami chorego umysłu. Jedni dostarczają dowodów i drudzy również - podobnie się sprawa ma pośród licznych teorii żywieniowych, naukowych, medycznych, i tak wymieniać w nieskończoność...
A co myślicie o teorii Hollow Eatrh (Pustej Ziemi), która mówi, iż Ziemia jest pusta w środku i jest tam wewnętrzny drugi świat? Wielu w to wierzy, ale czy tak jest? A czy jest to absolutnie nie możliwe? Jedyną "prawdziwą" i szczerą odpowiedzią może być "nie wiem", bo przypuszczam, że nikt z nas w wewnętrznym świecie nie był, ale to że nikt tam nie był, nie jest dowodem na jego nieistnienie ;) I znowu z pełną szczerością i obiektywnością nie można przypisać tej teorii wartości 1, czyli prawdy, ani 0, czyli fałszu.

Skoro już doszliśmy do tych skrajnych wartości, 0 i 1, którymi uczy się nas opisywać świat, zwróćcie uwagę, że takim postrzeganiem charakteryzuje się komputer, maszyna, a nie żywa, myśląca istota, a nawet ta maszyna potrafi wiele zagadnień opatrzeć przedziałem prawdopodobieństwa, przypisując mu wartości pośrednie między zerem, a jedynką. Więc dlaczego inteligentną istotę zamyka się w ramy o tylko dwóch parametrach?
BO TAK JEST WYGODNIE DLA SYSTEMU :!:

Ludzie zajmą się dociekaniem prawdy, której nigdy nie będą mogli być pewni, dlatego podzielą się na obozy za i przeciw, które będą ze sobą rywalizowały próbując przytaczać dowody i argumenty, aby przekonać drugą stronę i odpierać ich własne argumenty, dzięki czemu będą mięli zajęcie i nie zajmą się tym co na prawdę ważne.

To tak jakby dziś miało znaczenie, czy taki facet jak Jezus na prawdę urodził się i żył 2000 lat temu, a jego historia została opisana, czy może ktoś zmyślił sobie wszystkie te wydarzenia, bo wydało mu się, że zainspiruje to wielu ludzi do lepszego życia - jaka jest prawda? Nie wiem, bo nie pamiętam co się działo 2000 lat temu w dorzeczu Jordanu. A czy jest prawdopodobne, że taki facet żył? Owszem, tak samo prawdopodobne, jak to, że ktoś tę całą historię wymyślił. Ktoś powie "nie sądzę, żeby jedna z tych opcji była możliwa" (lub "nie wierzę"), ale "prawda" nie ma nic wspólnego ani z osądem, ani z wiarą i prawda jest taka, że pewności nie ma ani w jedną, ani w drugą stronę, bo nas przy tym facecie nie było (albo nie pamiętamy, że byliśmy ;) ).

Albo inny przykład - naukowcy mówią nam, że Księżyc jest wielką, martwą skałą wiszącą nad naszymi głowami, a wielu ludzi donosi, że to nie prawda, że Księżyc ma atmosferę i życie w takiej, czy innej postaci - no i jaka jest prawda? Szczera odpowiedź: NIE WIEM ! Nie pamiętam, żebym był kiedyś na Księżycu i obiektywnie patrząc, nie mogę odrzucić żadnej teorii, dopóki sam się tam nie wybiorę i tego nie zbadam. Powiem więcej, zastanawiam się czasem, czy Księżyc nie jest z sera, jak to czasem przedstawiano w bajkach - w czym taka teoria miała by być gorsza od dwóch poprzednich? Z mojego miejsca, z którego patrzę na Księżyc, wygląda on nawet trochę jak podziurawiony plaster szwajcara, a dopóki sam się tam nie pojawię, aby go dotknąć i ewentualnie ugryźć (żeby się przekonać czy to nie ser), to nie mogę nadać obiektywnie żadnej z tych teorii plakietki PRAWDA lub FAŁSZ (szczególnie tej serowej, bo ona jedna nie wyklucza pozostałych - zarówno na powierzchni sera mogłoby nie być życia oraz atmosfery, jak i mogły by się ona spokojnie utrzymać, podczas gdy dwie wcześniejsze teoria wykluczają się nawzajem).

Jest jeszcze jedna sprawa, która jest tego wszystkiego konsekwencją, a może KTÓREJ to wszystko jest konsekwencją. Otóż postrzegamy świat i wszechświat, jako wielopoziomowy, wielowymiarowy twór przenikających się zakresów częstotliwości i gęstości. Patrząc na historię, rozwijamy się od płaskiej Ziemi, poprzez świat trójwymiarowy, czterowymiarowy - dziś już mówimy o 11 wymiarach, czy gęstościach, a być może są jeszcze bardziej rozległe teorie. Człowiek jest postrzegany jako wielopoziomowa istota i widzimy jak wszystkie wydarzenia na świecie posiadają całe spektrum znaczeń, interpretacji i aspektów.
Zatem jak można wciąż myśleć, że tylko PRAWDA i FAŁSZ pozostają płaskie?

Myślę, że oto stoimy przed wielkim wyzwaniem, zmiany swojego postrzegania z zero-jedynkowej rzeczywistości "prawy i fałszu", na wielowymiarowe postrzeganie świata możliwości, prawdopodobieństw i "potencjalnych" wyjaśnień, gdyż do tego prowadzi ocean informacji - rybka płynąca przez niego z plakietką prawdy i fałszu, przybijająca każdej informacji jedno z nich, bardzo szybko się tutaj zgubi lub zamknie w bardzo wąskim pudełku informacji, które jest w stanie oplakietkować, podczas gdy rekiny prawdopodobieństwa, będą tu czuły się jak... ryby w wodzie ;)

Już przecież fizyka kwantowa mówi nam o iluzji "prawdy i fałszu" - obserwujmy przyrodę, a zobaczymy w niej również iluzję "dobra i zła", a dalej otworzą nam się nieograniczone przestrzenie możliwości, o których nie zdawaliśmy sobie wcześniej sprawy - życie samo w sobie jest jak psychodeliczny trip, pod warunkiem, że nie zamkniemy się w malutkim akwarium swoich przekonań. Nie ma rzeczy nie możliwych, a co za tym idzie "absolutnie nieprawdziwych informacji", ale to skolei motywuję dewaluację "absolutnie prawdziwych wieści" - wartość twardych 100 % jest nieosiągalna, tak jak wartość bezwzględnego zera :)
Dlatego mówi nam się "bądźcie bardziej jak dzieci", bo wyobraźnia jest tym, bez czego nie da się poruszać w nieskończonym oceanie możliwości

mam nadzieję, że zainspiruje ten tekst kogoś, do głębszej analizy i do wyjścia z pudełka zer i jedynek :uczeń:


PS: Post ten jest kopią mojego wpisu w innym temacie, ale myślę, że to zagadnienie zasługuje na oddzielny wątek 8-)

_________________
Evolution - the greatest show on Earth !



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 05 lut 2010, 12:12 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 05 lut 2010, 19:59 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 wrz 2009, 2:25
Posty: 688
Podobnie opisywał rzeczywistość Charles Fort.
Podoba mi się taka wizja.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 lut 2010, 20:31 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 cze 2009, 9:43
Posty: 546
Płeć: kobieta
trzysz pisze:
Powiem więcej, zastanawiam się czasem, czy Księżyc nie jest z sera, jak to czasem przedstawiano w bajkach - w czym taka teoria miała by być gorsza od dwóch poprzednich? Z mojego miejsca, z którego patrzę na Księżyc, wygląda on nawet trochę jak podziurawiony plaster szwajcara, a dopóki sam się tam nie pojawię, aby go dotknąć i ewentualnie ugryźć (żeby się przekonać czy to nie ser), to nie mogę nadać obiektywnie żadnej z tych teorii plakietki PRAWDA lub FAŁSZ (szczególnie tej serowej, bo ona jedna nie wyklucza pozostałych - zarówno na powierzchni sera mogłoby nie być życia oraz atmosfery, jak i mogły by się ona spokojnie utrzymać, podczas gdy dwie wcześniejsze teoria wykluczają się nawzajem).


Oj fajnie by było :tak: ... "Pierwszym dokumentem szczegółowo przedstawiającym kolejne fazy produkcji sera jest płaskorzeźba sumeryjska :czytaj: nazwana ozdobą mleczarni (około 3000 p.n.e.)(...) A we Włoszech i Francji już 2000 lat p.n.e. wyrabiano ser." :)
Źródło

A wracając do tematu to jednym słowem chcesz powiedzieć : "Scio me nihil scire" (Wiem, że nic nie wiem)*
* (podobno) Sokrates



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 23 lut 2010, 21:21 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 paź 2009, 3:00
Posty: 254
Płeć: mężczyzna
Hej, natknąłem się na ciekawy tekst. Mianowicie, być może istotnym fundamentem wielu sporów, prawd absolutnych, niezmiennych "jest" zwyczajne słówko "jest" i jego odmiany :język: A gdyby tak ograniczyć jego użycie ? Można by posunąć się dalej i usunąć zera i jedynki, zostawiając to co pomiędzy nimi. :hi hi: Przykładowo - zamiast "Trawa jest zielona", można powiedzieć "Większość ludzkich oczu postrzega trawę jako zieloną." :tak:

:czytaj:
Robert Anton Wilson - 'Psychologia kwantowa' pisze:
Język E-Prime

Alfred Korzybski w 1933 roku zaproponował w dziale Science and Sanity, by raz na zawsze pozbyć się z języka angielskiego relacji tożsamości definiowanej za pomocą słowa „jest”. (Takiej jak w zdaniu typu X jest Y, np. „Joe jest komunistą”, „Mary jest głupią urzędniczką”, „Wszechświat jest gigantyczną maszyną” itd.). W 1949 roku D. David Bourland Jr. Zaproponował zniesienie wszelkich form czasownika „być”. Jego propozycję określano mianem języka E-Prime, od słów „English-Prime”.

Niewielu naukowców ośmieliło się pisać w języku E-Prime (przede wszystkim dr Albert Ellis i dr E.W. Kellogg III). Bourland w swych niepublikowanych artykułach opowiada o kilku przypadkach, kiedy to raporty naukowe, niezrozumiałe dla niektórych członków grupy badawczej, nagle nabrały sensu, gdy przepisano je w języku E-Prime. Tym niemniej, dotychczas E-Prime nie zadomowił się na dobre w kręgach naukowych i mowie potocznej.

(Co dziwne, większość fizyków na co dzień pisze w języku E-Prime. Może to być wpływ operacjonalizmu, czyli takiego podejścia filozoficznego, które namawia do definiowania rzeczy w odniesieniu do wykonywanych przez nie operacji. Ale tylko nieliczni wiedzą o E-Prime jako swego rodzaju systemie językowym. Prędzej czy później większość naukowców popada w różne „jestestwa”, mieszając sobie i swym czytelnikom w głowach.)

Niezależnie od tego, E-Prime rozwiązuje wiele pozornie nierozwiązywalnych problemów. Pełni też rolę remedium na to, co Korzybski nazwał „myśleniem demonologicznym”. Większość tej książki została napisana w języku E-Prime, by czytelnik mógł zapoznać się z nowym sposobem mapowania świata. Czasem sięgam tu po normalny język – szczególnie wtedy, gdy omawiam niektóre funkcjonujące w naszym społeczeństwie dziwne i zabobonne sposoby myślenia (pojawiające się wraz z ingerencją czasownika „jest” w nasze myślenie). Ku przestrodze, za każdym razem umieszczam „jest” w cudzysłowie, podkreślając jego rolę sprawcy tego bałaganu.

Jak wie niemal każdy właściciel komputera, oprogramowanie może w poważnym, czasem zdumiewającym stopniu wpływać na funkcjonowanie osprzętu. Pierwsza reguła dotycząca komputerów – tak starożytna, że zdaniem niektórych wywodząca się z epoki, kiedy po Ziemi biegały dinozaury, a Richard Nixon był u władzy – mówi nam: „Co włożysz, to wyjmiesz” (w skrócie CWTW).

Zły software gwarantuje błędne odpowiedzi i ostatecznie totalny bełkot. Z kolei dobre oprogramowanie potrafi w „cudowny” sposób rozwiązywać problemy, które dotychczas wydawały się zagmatwane.

Ponieważ do umysłu docierają tylko przetworzone dane, warto rozeznać się w stosownym przez nas do tego oprogramowaniu. Sens korzystania z E-Prime opiera się na założeniu, że sztywna relacja tożsamości, wbudowana w język wraz z czasownikiem „jest”, przynależy do uniwersum arystotelesowego i nie odpowiada współczesnym wyzwaniom i problemom. Tak właśnie działa zasada CWTW. Konsekwentne rugowanie z naszego języka czasownika „jest” i pisanie / myślenie wyłącznie w języku operacyjno-egzystencjalnym lepiej dostraja nas do współczesnego świata, ułatwiając radzenie sobie z jego wyzwaniami.

Na dobry początek przyjrzyjcie się dwóm kolumnom. W pierwszej zdania napisano w języku standardowym, w drugiej w E-Prime.

Język standardowy E-Prime
1. Foton jest falą. 1. Foton obserwowany za pomocą pewnego instrumentarium zachowuje się jak fala.
2. Foton jest cząsteczką. 2. Foton obserwowany za pomocą innego instrumentarium zachowuje się jak cząsteczka.
3. John jest nieszczęśliwy i marudny. 3. W pracy John wydaje się nieszczęśliwy i marudny.
4. John jest radosny i inteligentny. 4. Nad morzem John wydaje się radosny i inteligentny,
5. Samochód, który uciekł z miejsca wypadku był niebieskim fordem. 5. O ile dobrze pamiętam, wydaje mi się, że widziałem niebieskiego forda, uciekającego z miejsca wypadku.
6. To jest faszystowska idea. 6. To mi przypomina faszystowską ideę.
7. Beethoven jest lepszy od Mozarta 7. Z punktu widzenia mego niepełnego wykształcenia muzycznego Beethoven wydaje mi się lepszy od Mozarta.
8. Kochanek Lady Chatterley jest powieścią pornograficzną. 8. Kochanek Lady Chatterley wydaje mi się powieścią pornograficzną.
9. Trawa jest zielona. 9. Większość ludzkich oczu postrzega trawę jako zieloną.
10. Ten facet dźgnął drugiego nożem. 10. Wydaje mi się, że widziałem, jak ten facet dźgnął drugiego nożem.

Zdanie spisane w „metafizycznym” języku arystotelesowskim po przekształceniu w E-Prime przyjmują postać formuł operacjonalnych bądź egzystencjalnych. Być może, przynosi to pożytek tylko filozofom i naukowcom zafascynowanym fenomenologią i operacjonalizmem. Zanim jednak utwierdzicie się w takim przekonaniu na dobre, zestawcie ze sobą dwa pierwsze zdania.

Już na pierwszy rzut oka sentencje w standardowym angielskim: „Foton jest falą” i „Foton jest cząstką” wydają się sprzeczne. Zupełnie jakbyśmy jednocześnie twierdzili, że „Robin jest chłopcem” i „Robin jest dziewczynką”. XIX-wieczni fizycy nieustannie głowili się nad tą kwestią, aż ostatecznie na początku lat dwudziestych XX wieku doszli do wniosku, że na nic się zdadzą wyniki eksperymentów, ponieważ zależą one od samych instrumentów lub warunków doświadczenia. Jeden rodzaj eksperymentów zawsze pokazywał światło podróżującej pod postacią fal, drugi pokazywał światło podróżujące w formie odrębnych cząstek.

Ta sprzeczność wywołała poważną konsternację. Jak wcześnie zdążyłem już zauważyć, niektórzy fizycy pozwalali sobie na żarty o „falocząstkach”. Inni głosili w desperacji, że „świat jest nieracjonalny” (czym wyrażali swe przekonanie, że świat nie podlega już prawom arystotelesowskiej logiki). Zdarzali się jednak tacy, którzy wierzyli, że kiedyś, w nieokreślonej przyszłości ktoś przeprowadzi eksperyment definitywnie rozstrzygając, czy fotony „są” falami czy cząsteczkami.

By pozbyć się sprzeczności wystarczy te dwa zdania przełożyć na E-Prime. Znikną wszelkie sprzeczności. Nie będzie już „paradoksów” ani „irracjonalności” w świecie. Zauważymy również, że ograniczamy się do mówienia o tym, co się dzieje w czasoprzestrzeni, podczas gdy w standardowym angielskim pozwalaliśmy sobie na twierdzenie o czymś, czego w ogóle nie obserwowaliśmy w czasoprzestrzeni – „esencji” arystotelesowskiego fotonu. („Interpretacja kopenhaska” i „zasada nieoznaczoności” Nielsa Bohra rozwikłały w fizyce dualizm fal i cząstek zgodnie z duchem E-Prime, choć bez odwoływania się do tego języka.)

Słabość arystotelesowskiego esencjonalizmu polega na przekonaniu, że każdy „przedmiot” posiada w sobie coś, jakąś „rzecz”, którą cyniczny filozof niemiecki, Max Stirner, nazwał „zjawą”. Stąd w słynnym żarcie Moliera niedouczony lekarz stara się zrobić wrażenie na jeszcze bardziej niedouczonym laiku, „tłumacząc” mu, że opium nas usypia, ponieważ zawiera w sobie „własność sprowadzania snu”. Gdybyśmy chcieli przełożyć to na język operacjonalny, opisalibyśmy dokładnie, w jaki sposób struktura cząsteczki opium wiąże się ze specyficznymi receptorami w mózgu.

Mówiąc prościej, świat arystotelesowski zakłada zbiór „rzeczy” zawierających w sobie „esencje” czy też „zjawy”, podczas gdy nowoczesny świat nauki przyjmuje istnienie sieci związków strukturalnych. (Przyjrzyjcie się raz jeszcze pierwszym dwóm przykładom z naszej tabeli dla lepszego zrozumienia tej różnicy.)

Nawet lekarz Moliera nie wydaje się jednak tak komiczny jak popularyzowana przez Watykan teologia. Zgodnie z tomistycznym arystotelianizmem (czyli oficjalną filozofią watykańską) „rzeczy” nie tylko zawierają w sobie „esencje”, ale również posiadają wygląd zewnętrzny, czy też „przypadłości”. „Tłumaczy” to zdumiewający, niesamowity „cud transsubstancji”, podczas którego kawałek chleba zamienia się w ciało Żyda, który żył dwa tysiące lat temu.

Owe „przypadłości” – obejmujące wszelkie dane zmysłowe pochodzące z obserwacji chleba – ponoć nie ulegają zmianie. Dla naszych oczu, kubków smakowych i mikroskopów elektronowych chleb pozostaje taki sam. Jego waga nie zmienia się. Dla katolików jednak cud transsubstancji, możliwy do wykonania przez każdego księdza, sprawia, że hostia „jest” ciałem wspomnianego martwego Żyda, niejakiego Jeszui bin Jusufa, którego goje w Watykanie nazywają Jezusem Chrystusem. Innymi słowy, „esencja” hostii „jest” Żydem.

Wydaje się oczywiste, że w ramach tego stylu myślenia „esencja” hostii może „być” wszystkim i odnosić się do wszystkiego – może „być” esencją zajączka wielkanocnego lub też jednocześnie Jezusem i zajączkiem wielkanocnym; może „być” braćmi Marx lub milionem innych zjaw szczęśliwie koegzystujących poza czasoprzestrzenią w miejscu zasiedlonym przez metafizyczne byty.

Bardziej jeszcze zdumiewa fakt, że cud ów dokonuje się tylko w obecności kapłana posiadającego penis. Protestanci, żydzi, buddyści zen i inni wyświęcili wiele kapłanek, ale Watykan uporczywie trzyma się tego, że tylko mężczyzna, a więc człowiek mający siusiaka, może przekształcić „esencję” hostii w „esencję” martwego ciała.

(Ten fallocentryczny ryt, podobnie jak tkwiący u jego podłoża kanibalizm, nawiązuje do popularnych w epoce kamiennej przekonań, jakoby jeden organizm mógł przekazać drugiemu „esencję”. W wielu, inkorporowanych przez katolicyzm, pogańskich kultach płodności, ważną rolę odgrywał rytualny homoseksualizm. Więcej na ten temat piszą Frazer w Złotej gałęzi i Wright w Worship of the Generative Organs. Do transmutacji chleba w ciało potrzeba fallusa, ponieważ nasi dawni przodkowie wierzyli, że wszelkie działania magiczne wiążą się z obecnością fallusa.)

O ile w standardowym języku możemy rozmawiać o rozmaitych dziwacznych kwestiach metafizycznych, nie zauważając nawet, że wkroczyliśmy na teren teologii i demonologii, o tyle w E-Prime da się rozmawiać tylko o doświadczeniach (lub transakcjach), autentycznie zachodzących w czasoprzestrzeni. Co prawda, dzięki E-Prime nie przenosimy się do królestwa nauki, ale przynajmniej opuszczamy rejony średniowiecznej teologii i doświadczamy rzeczywistości egzystencjalno-empirycznej.

Jeżeli o mnie chodzi, nie mam nic przeciwko spekulacjom teologicznym i/lub demonologicznym. Niniejsza książka ma tylko na celu wyjaśnienie różnicy między spekulacjami teologicznymi, a autentycznymi przeżyciami w czasoprzestrzeni. Mam nadzieję, że unikniecie dzięki temu zabłąkania w rejony teologii. Dla przykładu amerykański Sąd Najwyższy zabłąkał się do królestwa teologii (lub demonologii), swoim orzeczeniem że słowo „pieprzyć” „jest” nieprzyzwoite. Z punktu widzenia naukowego języka E-Prime moglibyśmy co najwyżej powiedzieć, że „Słowo ‘pieprzyć’ wydaje się nieprzyzwoite dla X procent populacji”, przy czym procent ten należałoby obliczyć normalnymi metodami sonadażowymi.

Przejdźmy teraz do tajemniczego Johna, który „jest” nieszczęśliwy i zrzędliwy, choć równocześnie „jest” inteligentny i radosny. Znajdujemy tu uderzające podobieństwo do dylematów związanych z dualizmem falowo-cząsteczkowym. Zgodnie z tunelem rzeczywistości kreowanym przez standardowy język moglibyśmy uznać, że John „naprawdę jest” osobą cierpiącą na chorobę maniakalno-depresyjną. Inny obserwator mógłby uznać, że spostrzeżenia jego kolegi nie są zbyt dokładne i „jest” on „niewiarygodnym świadkiem”. Znowu to niewinnie wyglądające słowo „jest”, prowokujące nas do żarliwych debat i gwałtownych kłótni sprawia, że zaludniamy świat zjawami. (Pamiętacie miasteczko w Irlandii Północnej? Czy to „jest” „rzeczywiście” Derry, czy też może Londonderry?)

Wystarczy jednak, że przepiszemy to zdanie w języku E-Prime, a okaże się, że „John sprawia wrażenie nieszczęśliwego i zrzędliwego, kiedy pracuje w biurze”, natomiast „radosnego i inteligentnego podczas wylegiwania się na plaży”. Opuszczamy w ten sposób świat ułud, wkraczając do fenomenologicznej rzeczywistości autentycznych przeżyć. Tak oto w magiczny sposób znika kolejna metafizyczna sprzeczność.

Nawiasem mówiąc, sformułowania typu „John jest czymś” zawsze otwierają wrota rozmaitego rodzaju zjawom, często są również początkiem metafizycznych dyskusji. Logika filozofii arystotelesowskiej, osadzona standardowych językach europejskich, prowadzi zawsze do przywoływania wiecznych bytów, chyba że w wypowiedzianym zdaniu wspomina się o czasie. Nawet wtedy lingwistyczne przyzwyczajenia sprawiają, że „nie zauważamy” daty i traktujemy słowo „jest” jako symbol wiecznego trwania (arystotelesowską ponadczasową „esencję” czy też zjawę).

Dla przykładu zdanie twierdzące, że „John jest ogolony” może zmylić wielu ludzi, jeśli John stanie się poszukiwanym przestępcą i zapuści brodę.

Z kolei zdania „John jest protestantem”, „John jest katolikiem” mogą zmieniać się co dzień, jeśli John wyrobi w sobie nawyk filozoficznych spekulacji.

Jeszcze większy kłopot sprawia sentencja „John jest Żydem”. Niesie ze sobą pięć różnych znaczeń. Niektóre z nich mogą zmienić się z czasem, inne pozostają niezmienne, a tylko jedno mówi nam cokolwiek o tym, jak John zachowuje się w czasoprzestrzeni.

Pozwólcie, że przy tej kwestii zatrzymam się chwilę dłużej. Według prawa rabinicznego zdanie „John jest Żydem” oznacza, że John miał matkę Żydówkę. Nie wnosi to nic do naszego rozumienia poglądów politycznych czy też religijnych Johna, a już zupełnie nie ułatwia wglądu w jego gust artystyczny, życie seksualne, ulubione dyscypliny sportu itd.

To samo zdanie „John jest Żydem” dla nazistowskich Niemców i współczesnych antysemitów oznacza, że przynajmniej jeden z przodków Johna spełniałby warunki opisane w jednej z pięciu sprzecznych definicji – co znów w żaden sposób nie odnosi się do zachowania Johna.

W niektórych kręgach zdanie „John jest żydem” oznacza, że John praktykuje żydowską religię. Tu przynajmniej mamy jasność. John będzie bardziej lub mniej regularnie uczęszczał do świątyni. Nadal jednak nie wiemy jak ściśle będzie przestrzegał koszerności.

W jeszcze innych kręgach zdanie „John jest Żydem” oznacza, że chociaż John odrzuca religię żydowską, to jednak utożsamia się „w imieniu Żydów” na wiecach politycznych. (Nadal jednak nie wiemy, czy będzie popierał czy też krytykował obecną politykę izraelską.)

Zdanie „John jest Żydem” może także oznaczać, że John żyje w społeczeństwie, w którym większość ludzi, uważa się, przez wgląd na jeden z wyżej podanych powodów, za Żydów, tak więc muszą uznać swoje „żydostwo” niejako z konieczności.

Krytycy literaccy, zwykle uważani za bardzo drobiazgowych i uważnych czytelników (przynajmniej w porównaniu do przeciętnego człowieka), od ponad czterdziestu lat mówią o Leopoldzie Bloomie, bohaterze Ulissesa, jako „Żydzie”. Dopiero w ostatniej dekadzie niektórzy z nich zaczęli zastanawiać się nad tym, czy aby na pewno „jest” to prawdą. (Bloom podpada pod kategorię „Żyda” tylko w dwóch z pięciu wspomnianych znaczeń, natomiast zgodnie z pozostałymi trzeba go określić „gojem”. Czy wynika z tego, że w Bloom „jest” w 40% „Żydem”, a w 60% „nie-Żydem”? A może „jest” jednym i drugim? Powoli wyłaniający się wśród badaczy Joyce’a konsensus sugeruje, że Joyce specjalnie nadał Bloomowi tak niejednoznaczną tożsamość kulturową, by poddać antysemityzm jeszcze bardziej wyrazistej krytyce.

Być może, zachowam się tutaj jak ekscentryk, sugerując że Joyce, podobnie jak inna wielka postać żyjąca w jego czasach, Bohr, choć nie sięgał po język E-Prime, starał się ukazać kłamstwo skrywające się we wszystkich twierdzeniach zawierających słowo „jest”. Bloom, tak jak kot Schroedingera („martwy” w niektórych eigenstates, „żywy” w innych), nie pasuje do żadnego środowiska. Jego „żydowskość” i „nie-żydowskość” odgrywa różne role, w różnych etapach jego życia i w różnych środowiskach.

Swoją drogą, w ramach struktury standardowego języka angielskiego zdanie „Marilyn Monroe była Żydówką”, wydaje się prawdziwe, nawet jeśli trochę anachroniczne, bo choć Marilyn nie posiadała przodków żydowskich, matki Żydówki, związków z „gminą żydowską” ani nawet nie była nazywana „Żydówką” w mass mediach, to jednak po poślubieniu Arthura Millera zaczęła praktykować religię żydowską i stąd też formalnie miała w sobie więcej „żydowskości” niż wielu Żydów-ateistów. Wróćmy jednak do Johna…

Zdanie „John jest hydraulikiem” również zawiera błąd, bo niewykluczone, że od chwili waszego ostatniego spotkania John porzucił swój dawny ach i zajął się fryzjerstwem. W życiu mogą się zdarzyć dziwniejsze rzeczy. Gdybyśmy więc mieli napisać to samo zdanie w języku E-Prime, brzmiałoby ono następująco: „Ostatnim razem, gdy widziałem Johna, zajmował się hydrauliką”.

Banał? Nadmierna pedanteria? W jednym z ostatnio opublikowanych artykułów* można wyczytać, że profesor Harry Weinberg – co ciekawe, mój dawny współpracownik – próbował kiedyś zaakcentować te kwestie, dowodzą swoim studentom błędność stwierdzenia: „John F. Kennedy jest prezydentem Stanów Zjednoczonych”. Dr Weinberg wykazał, że wywód jakoby nic się nie zmieniło od chwili, gdy przyszliśmy na zajęcia, nie może być poparty solidnymi faktami ze strony osób, które znalazły się w klasie. Co ciekawe, historia dowiodła, że miał rację. Jego spotkanie ze studentami odbyło się 22 listopada 1963 roku i po wyjściu z klasy wszyscy się dowiedzieli, że w tym samym czasie zastrzelono prezydenta Johna F. Kennedy’ego, a na stanowisku prezydenta Stanów Zjednoczonych zastąpił go Lyndon B. Johnson.

Daje do myślenia, prawda?

Przyjrzyjmy się teraz przykładowi piątemu: „Samochód… był niebieskim fordem”. Po raz kolejny wracamy do paradoksu „dwóch głów” Bertranda Russella. Wydaje się, że niebieski Ford istnieje „w” głowie świadka, ale czy aby na pewno istnieje „poza” tą głową? Nawet gdybyśmy mieli porzucić laboratorium badawcze, podobne problemy z percepcją napotkalibyśmy w życiu, o czym świadczy ogrom tego rodzaju spornych spraw rozstrzyganych przez sądy. Może „świat zewnętrzny” (włącznie z niebieskim fordem) istnieje w jakiejś super-głowie? Nasze problemy znikają, gdy tylko przełożymy owo zdanie na język E-Prime: „O ile dobrze pamiętam… widziałem niebieskiego forda”. Obcujemy wówczas z czystym opisem przeżyć i unikamy kwestii zarówno „dwóch głów”, jak i pozostałych paradoksów występujących w standardowym języku.

James Thurber opowiada, że widział kiedyś admirała w mundurze XIX-wiecznej marynarki i staromodnych bokobrodach, pędzącego jednokołowym rowerem po nowojorskiej Piątej Alei. Na szczęście wcześniej zgubił okulary i nie zdążył odebrać nowych od optyka, ponieważ w przeciwnym razie musiałby zacząć martwić się o swoje zdrowie psychiczne. Zresztą mnie samemu, podczas wizyty w Castro, słynnej dzielnicy homoseksualistów w San Francisco, zdarzyło się przeczytać napis: „FILTRY HOMOWE”, który po drugim spojrzeniu zmienił postać na „FILTRY DOMOWE”.

Nawet Arystoteles, któremu obrywa się na stronicach tej książki, miał dość rozsądku, aby pewnego razu stwierdzić błędność sformułowania „widzę”. Według niego należałoby wypowiadać je zawsze w czasie przeszłym, bowiem między energią docierającą do oczu, a kreacją obrazu (oraz pochodnych idei) w mózgu występuje odstęp czasowy. Z tego właśnie powodu świadkowie wspomnianego wydarzenia mogli ujrzeć nie tylko niebieskiego forda, ale również niebieskiego volkswagena czy nawet zieloną toyotę.

Pewnego razu zdumiałem swego przyjaciela wyznaniem, że dwa, trzy razy w tygodniu widuję UFO. Osobiście, nie widzę w tym nic strasznego, ponieważ mam sporą wiedzę na temat psychologii transakcyjnej. Zdarza mi się widywać również UNFO, lecz niezbyt spieszę z nadawaniem im tożsamości szopów lub świstaków. Większość prowadzących samochód osób ma podobne doświadczenia, lecz podobnie jak ja nie nadaje im szczególnego znaczenia. Wrażenie robią na nas dopiero kontakty z UFO, ponieważ ktoś w przeszłości odważył się powiedzieć publicznie, że „są” to kosmici. Osobiście nadaje im rangę „niezidentyfikowanych”, ponieważ żaden z tych obiektów nie zaistniał w moim polu percepcji na tyle długo, bym mógł w nim rozpoznać cokolwiek, a co dopiero statki kosmiczne! Dodatkowo sądzę, że jedynym wytłumaczeniem dla osób, którym nie zdarza się często widzieć Niezidentyfikowane Obiekty Latające, może być ułomność ich percepcji. Po niebie bez przerwy latają jakieś obiekty, najczęściej zbyt szybko, by można było je rozpoznać.

Powiem więcej – czasami moja własna żona objawia mi się jako Niezidentyfikowany Obiekt Nie Latający – zwykle około drugiej, trzeciej w nocy, gdy wstaję z łóżka i idę do toalety. Widuję wtedy w drugim krańcu korytarza jakąś mroczną postać, ale zanim chwycę coś ciężkiego na szczęście ją rozpoznaję. Uprzedzając złowieszczy chichot moich krytyków, wyznam, że nigdy nie zdarzyło mi się pomylić jej z wiewiórką.

Jeśli przyjrzeć się temu wszystkiemu z perspektywy języka E-Prime, cały nasz świat wypełniają UFO i UNFO. Z całkowitą pewnością można rozpoznać nieliczne tylko „rzeczy” (zdarzenia czasoprzestrzenne).

Wróćmy do przykładu szóstego: „To jest faszystowska idea” – „To mi przypomina faszystowską ideę”. W standardowym języku mamy do czynienia z przypisaniem średniowiecznej „esencji”, zdanie to bowiem nie odnosi się do konkretnego umieszczonego w czasoprzestrzeni zdarzenia. Nie dostarcza ono również żadnych metod mierzenia domniemanego „faszyzmu”. Po przełożeniu tego zdania na język E-Prime znikają wszelkie zjawy i esencje, na pierwszy plan wysuwa się natomiast udział mózgu komentatora w nadawaniu sensu pojęciom. Nie bez przyczyny język standardowy stawia niewidzialną barierę pomiędzy obserwatorem a obserwowaną rzeczą, podczas gdy E-Prime wprowadza nas we współczesny świat kwantowy, gdzie obserwatora nie sposób oddzielić od rzeczy obserwowanej.

Przykłady 7 i 8 po raz kolejny dobitnie pokazują, że w standardowym języku czają się rozmaitego sortu straszydła. E-Prime spektakularnie się z nimi rozprawia i przypomina nam o „zasadzie nierozłączności kwantowej”, czyli niemożliwości rozdzielenia obserwatora od rzeczy obserwowanej.

Przemyślenie przykładu 9 dostarczy nam odpowiedzi na słynny koan zen: „Kim jest Mistrz sprawiający, że trawa jest zielona?” Uchroni nas także przed licznymi sprzeczkami (toczonymi głównie między mężami, a żonami) o to, czy nowe zasłonki „są naprawdę” zielone czy niebieskie.

Przykład 10 odsłania nowe subtelności. Jak widzicie, w tym konkretnym przypadku użycia języka standardowego nie pada słowo „jest”, tak więc nawet osoby posługujące się E-Prime mogą nie dostrzegać tu żadnego problemu. Jeśli ta obserwacja odnosi się do słynnego (i zdradliwego) eksperymentu psychologicznego, możemy mówić o zabawnym błędzie.

Oczywiście, mam tu na myśli eksperyment, podczas którego dwóch mężczyzn wbiega do sali, szamocze się i krzyczy na siebie i wtedy jeden z nich wykonuje gwałtowny ruch, a drugi pada. Większość studentów psychologii obserwujących to zdarzenie opowiada, że widziało nóż w dłoni mężczyzny wykonującego ruch. Tymczasem był to banan.

Jeśli opowiemy o tym zdarzeniu w języku E-Prime, pozbędziemy się tyranii pewności, zaczniemy baczniej analizować własne spostrzeżenia, a może nawet ostatecznie ujrzymy banana zamiast wyimaginowanego noża?

ĆWICZENIA

1.Spróbujcie razem w grupie przepisać niżej odane zdania zgodnie z regułami E-Prime. Przypatrujcie się uważnie wyłaniającym się wśród was niezgodnością i niesmakom:
A. „Płód jest osobą”.
B. „Zygota jest osobą”.
C. „Wszelka sperma jest święta / Wszelka sperma jest wielka / Gdy ją tracisz ty / Bóg jest bardzo zły”. (Monty Python)
D. „Pornografia jest zbrodnią”. (Andrea Dworkin)
E. „John jest homoseksualistą”.
F. „Stół jest długi na dwa metry”.
G. „Umysł człowieka jest biokomputerem”.
H. „Gdy zażyłem LSD, cały świat uległ przemianie”.
I. „Beethoven był paranoikiem, Mozart osobą maniakalno-depresyjną, natomiast Wagner megalomanem”.
J. „Dzisiaj jest wtorek”.
K. „Kochanek Lady Chatterley jest powieścią seksistowską”.
L. „Myszy, nornice i króliki są gryzoniami”.
M. „Pacjent opiera się terapii”.
N. „Grzech i zbawienie to fikcje teologiczne. Poczucie grzechu i poczucie zbawienia to autentyczne ludzkie przeżycia”. (Parafraza słów Wittgensteina.)
2.Powtórzcie eksperyment z podawaniem sobie kamyka w kręgu. Niech każdy z was stara się wczuć w ten kamyk bez tworzenia w mózgu jakichkolwiek słów na jego temat.
3.Niech każdy uczestnik waszej grupy przemyśli następujące zdania, a następnie wybierze jedno, którego wypowiedzenie najbardziej by go zawstydziło:
A. Moja matka była pijaną dziwką.
B. Jestem pedalskim lachociągiem
C. Jestem dumny z tego, że jestem wałem.
D. Zawsze byłem tchórzem.
E. Boję się być sam w ciemnościach.
F. Bardzo ucieszyłbym się ze śmierci swej partnerki.

Niech każdy z was wypowie to zdanie, wzmacniając swe zażenowanie.

Niech inni obserwują bacznie ton i „język ciała” osoby starającej się powiedzieć coś, co nie przechodzi jej przez gardło. Zwracajcie szczególną uwagę na wymuszony uśmiech i inne oznaki zażenowania.

Porozmawiajcie o tym. Przede wszystkim zastanówcie się nad tym, czemu po przeczytaniu rozdziału o różnicach między słowami a doświadczeniem pozawerbalnym większość z was nadal boi się pewnych słów i idei. Zwróćcie też uwagę na to, jak każdy z was starał się dystansować od tej wypowiedzi za pomocą gestów, w odróżnieniu od dobrego aktora, wypowiadającego zdania z całkowitym przekonaniem.

Przypomnijcie sobie słynną scenę z „penisem” z filmu Urodzony 4 lipca, podczas której Tom Cruise, sparaliżowany weteran wojenny, usiłuje powiedzieć swej matce, co znaczy dla niego trwała impotencja. Porównajcie jego „szczerość” w wysławianiu swych trosk o erekcję z brakiem „szczerości” tych z was, którzy nie szkolili się w aktorstwie.

Jak aktorzy uczą się przekraczania tabu, które włada nad większością z nas? Czy sądzicie, że będąc heteroseksualni potrafilibyście zagrać równie dobrze rolę homoseksualisty jak Marlon Brando? Właściwie to czemu nie? Pomówcie o tym w grupie.

http://motyl.wordpress.com/2009/06/17/o-jezyku-e-prime/

_________________
Anunnaki, obce cywilizacje, paleoastronautyka - kompilacja materiałów:
http://www.scribd.com/doc/55616065/Anton-Parks-Kroniki-Uras (aktualizacja - 19.12.2010; 222 strony)
Obrazek
http://bramaoswiecenia.pl



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 lut 2010, 19:19 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 wrz 2009, 21:32
Posty: 154
Lokalizacja: Szczecin
Płeć: mężczyzna
Alfred Korzybski twierdził, że język tworzy rzeczywistość i jeśli mamy ją zmienić, musimy dokonać przemiany w strukturze samego języka. Wniosek? Należy słuchać więcej swojej intuicji niż swojego rozumu. Słowa tworzą rzeczywistość, ale nią nie są.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 lut 2010, 19:46 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 paź 2009, 3:00
Posty: 254
Płeć: mężczyzna
Eremita pisze:
Alfred Korzybski twierdził, że język tworzy rzeczywistość i jeśli mamy ją zmienić, musimy dokonać przemiany w strukturze samego języka. Wniosek? Należy słuchać więcej swojej intuicji niż swojego rozumu. Słowa tworzą rzeczywistość, ale nią nie są.


Oczywiście. Lecz zanim ktoś dojdzie do poziomu, w którym zrozumie, że (jak mawiał Terence McKenna):
Cytuj:
Meaning and language are two different things.
, wciąż używa tej półkuli logicznej, którą można "podrasować". ;)

_________________
Anunnaki, obce cywilizacje, paleoastronautyka - kompilacja materiałów:
http://www.scribd.com/doc/55616065/Anton-Parks-Kroniki-Uras (aktualizacja - 19.12.2010; 222 strony)
Obrazek
http://bramaoswiecenia.pl



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 25 lut 2010, 18:50 
Trzysz :

Nie zgadzam się ;) Owszem, istnieją fizyczne stany pośrednie. Nie mniej jednak, w kategoriach 0 i 1, na poziomie percepcji jaką nam zapewniono, rozumowanie takie daje same korzyści. Nie można być trochę w ciąży. Inaczej to powiem. OK : "nie istnieje prawda obiektywna" . Otóż istnieje - bo - gdyby nas nie było ciąg zdarzeń miał by te same właściwości co teraz. Innymi słowy - niezależnie od nas, obserwatorów (a nie jesteśmy jedynymi!) zdarzenia mają miejsce - i nie trzeba ich obserwować, podejmując decyzję czy to co doświadczamy jest fałszem bądz prawdą. W kategoriach doświadczenia układ bipolarny (fałsz-prawda), jest fundamentem zrozumienia.

Wróćmy na chwile do fizyki kwantów ze stanam pośrednimi, a lepiej by to nazwać można stanami o potencjale stania się 1 lub 0em. Sam stan potencjału jest stanem fizycznym. Zerojedynkowym ;)

Jeśli się nie mylę :D



Na górę
   
 
 
Post: 02 mar 2010, 10:44 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 cze 2009, 19:25
Posty: 787
Lokalizacja: Sopot
Płeć: mężczyzna
hmm... po pierwsze, obserwator wpływa na wynik obserwacji, o czym mówi ta sama fizyka kwantowa, o której mówisz, że charakteryzuje się stanami zero-jedynkowymi. Czy bez obserwatorów wszystko przebiegałoby w ten sam sposób? Nie możemy tego niestety sprawdzić ;) jest to tylko domniemanie, które ustępuje obserwacją różnych zjawisk powiązanych z intencją badacza - w skali mikro i nano wyniki badań nie są powtarzalne, uzyskuje się np w tych samych warunkach procesu prowadzonego przez różnych naukowców zupełnie inne wyniki - często potwierdzające ich przypuszczenia.
Po drugie, o ile stany kwantowe np w atomach są faktycznie dyskretne (czyli możliwe są stany tylko o konkretnych wartościach i nie dochodzi, do osiągnięcia stanu pośredniego), to już w tych konkretnych stanach nie mamy nigdy możliwości określenia wszystkich parametrów obiektu (zasada nieoznaczoności Heisenberga - nie można określić jednocześnie z dowolną dokładnością pędu (czyli masy i prędkości) oraz położenia cząstki) - to tak tylko z punktu fizyki, którą znam.
Powyższe można by tłumaczyć w ten sposób, że są pewne stany do których podejście zero-jedynkowe może być zasadne, ale nigdy nie obejmują one całości zagadnienia, stąd cała prawda/fałsz nie są oznaczeniami uniwersalnymi, a jedynie dotyczącymi wąskiego zakresu danych.

Tak mi się rzuciło w oczy, to co napisałeś na temat ciąży: nie można być trochę w ciąży, ale czy aby na pewno? Stan błogosławiony również nie jest stanem absolutnym i badając samą materię, obserwujemy takie zjawiska, jak ciąża urojona, kiedy to kobieta ma objawy prawdziwej ciąży: torsje, brak miesiączki, a nawet zdarza się, że rośnie takiej kobiecie brzuch, jak podczas prawdziwej ciąży! Ona jest, czy nie jest w ciąży? Czy może jest trochę ;) Trudno przybić temu po prostu jedną pieczątkę.
Ale idąc dalej, kiedy spotykają się myśli z materią - czy kobieta nieświadoma ciąży lub nieakceptująca jej, jest w ciąży czy nie? Na poziomie materialnym, może, ale głębiej jest to już sprawa sporna, a na pewno możliwa do rozpatrywania z różnych stron.

Tak więc, owszem, istnieją stany Prawdy i Fałszu, 0 i 1, ale nie opisują one całego układu, a jedynie jego pewien element - żaden układ nie jest opisywany, czy charakteryzowany tylko jednym elementem.
I tu odniesienie do tytułu tematu: zero-jedynkowa manipulacja, gdyż stany 0 i 1 pokazują obraz zawężony do jednego tylko aspektu, a często wszystkie inne parametry charakteryzujące daną sytuację dostosowuje się do interpretacji twardej, czyli idą za ciosem prawdziwości, bądź fałszywości.

Gdzieś ostatnio rzucił mi się w oczy tekst o zamiłowaniu do poszukiwania prawdy i tajemnic, ale nie mogę go znaleźć... Jakoś tak to szło:
Dla poszukującego ważniejsza od Prawdy jest Tajemnica.
Poszukujący Prawdy zatrzymuje się, kiedy ją odnajdzie. Poszukujący Tajemnic idzie wciąż do przodu.

_________________
Evolution - the greatest show on Earth !



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 02 mar 2010, 12:18 
Możesz mi wyjaśnić w paru słowach o co Ci chodzi w tym temacie ?
Nie rozumiem tej nowej filozofii która łączy działania na liczbach binarnych gdzie i 0 i 1 jest informacją oraz dywagacji związanych z teorią światów równoległych. Widzę że ty jesteś wielkim zwolennikiem ditheismu.
Takie postrzeganie świata prowadzi prosto do podwójnej moralności - i to w prostej linii. Musisz na to uważać bo kiedy ktoś postrzega w ten sposób świat to bardzo łatwo taką koncepcję w druzgocący sposób obalić, często publicznie kończy się to ośmieszeniem tematu i mówcy. Wystarczy do tego domowa logika a nie fizyka kwantowa która nie ma tu nic do rzeczy. Zero i jedynka to wartości które na wyższym poziomie zamieniają się na kod szesnastkowy, potem maszynowy, potem język programowania z edytorem tekstu i kompilatorem, potem mamy język obiektowy i systemy RAD. Czyli wartości składowe nie mają tu nic do rzeczy, tylko stopień organizacji chaosu.
Tak działają nasze prymitywne maszyny zwane komputerami, które potrafią organizować chaos w coraz bardziej złożone struktury. Inaczej to pole informacyjne - nasz matrix który jest wysoką formą fraktalnego hologramu.

Wyjaśnij mi jaki jest sens odniesienia tego do teorii spiskowych bo nie mam pojęcia o co ci chodzi.
Nagle wylatujesz ni z gruszki ni z pietruszki od binarnych informacji do układów wysoce skomplikowanych używając ich do porównania całkowicie różnych światów. Gdzie zero i jedynka która sama w sobie jest formą energii "bark sygnału=0 ; jest sygnał=1" Jak ma się to do zjawisk w przyrodzie, jak się ma to "zasady nieoznaczoności" widziałeś kiedyś kota który byłby na raz wszędzie ?

Dalej co ma fizyka kwantowa do tego?
Cytuj:
Mechanika kwantowa

Dzięki atomowej teorii budowy materii możliwe było sprowadzenie całego bogactwa świata przyrody do kilku prostych typów zjawisk, którym nadano interpretację mechaniczną. Procesy chemiczne są w pewnym sensie mechanicznymi procesami łączenia i rozdzielania się atomów. Co prawda wiele w tej teorii było spraw niewyjaśnionych, ale ogólny schemat sprowadzania wszystkiego do mechanicznych zmian położenia okazał się efektywny.
Sukcesy mechanicyzmu były ważnymi krokami na drodze do zubożenia obrazu świata. Wielkim krokiem w tym kierunku było sprowadzenie światła do falowego ruchu pola elektromagnetycznego, a kolorów - do długości fal tego pola. Im większa stawała się moc wyjaśniająca nauk przyrodniczych, tym mniej należało przyjąć za punkt wyjścia tych nauk. Postęp nauki polegał na przejściu od związków chemicznych do pierwiastków, a od atomów do jąder i elektronów.


Gdzie w tym układzie podziało się serce i umysł - gdzie uczucia i doświadczenie, emocje i ewolucja ?
Skoro ciało jest tylko nośnikiem informacji i pojazdem dla nas ? Może mechanika kwantowa to kolejna ślepa uliczka ? Gdzie teoria jednolitego pola ? Harmein mówi że to MY jesteśmy Horyzontem Zdarzeń centrum wszechświata. Co ma kalkulator - narzędzie do naszego postrzegania świata, możesz go rozebrać aż do teorii strun i formy energii w ostateczności, ale w najwyższej formie to tylko kalkulator.

Cytuj:
A co myślicie o teorii Hollow Eatrh (Pustej Ziemi), która mówi, iż Ziemia jest pusta w środku i jest tam wewnętrzny drugi świat? Wielu w to wierzy, ale czy tak jest? A czy jest to absolutnie nie możliwe? Jedyną "prawdziwą" i szczerą odpowiedzią może być "nie wiem", bo przypuszczam, że nikt z nas w wewnętrznym świecie nie był, ale to że nikt tam nie był, nie jest dowodem na jego nieistnienie ;) I znowu z pełną szczerością i obiektywnością nie można przypisać tej teorii wartości 1, czyli prawdy, ani 0, czyli fałszu.


Czyli nie widziałeś Aryki to Afryki nie Ma? skoro tak myślisz to równie dobrze możesz ograniczyć swoje istnienie do pokoju w którym żyjesz (wiele zer i mało jedynek :język: ) Tylko twoją teorię szlag trafia kiedy wyjdziesz na zewnątrz i zobaczysz gwiazdy. Dlaczego ? Bo One są tylko brak Ci narzędzi poznawczych.
Cytuj:
Mechanika kwantowa jest teorią opisującą bardzo małe obiekty mikroskopowe takie jak atom. Jej granicą dla większych rozmiarów lub znacznych energii, czy pędów jest mechanika klasyczna. Dla zjawisk zachodzących w mikroświecie konieczne jest stosowanie mechaniki kwantowej gdyż mechanika klasyczna nie daje poprawnego opisu tych zjawisk. Analiza zjawisk z wykorzystaniem mechaniki kwantowej wymaga jednak skomplikowanych obliczeń, jest to teoria znacznie bardziej złożona matematycznie i pojęciowo. Dlatego jeśli to możliwe, a jest tak jedynie w bardzo szczególnych wypadkach, do analizy zjawisk w mikroświecie czasami nadal stosuje się także mechanikę klasyczną.
Ogólną wskazówką mówiącą, kiedy należy użyć mechaniki kwantowej by uniknąć znaczących błędów, jest porównanie długości fali de Broglie'a z wielkością analizowanego układu fizycznego. Jeśli są to wielkości zbliżone do siebie, zastosowanie mechaniki klasycznej da najpewniej nieprawidłowe wyniki.
Nierelatywistyczna mechanika kwantowa pozostaje słuszna dopóki stosuje się ją w odniesieniu do ciał poruszających się z prędkościami dużo mniejszymi od prędkości światła. Jej uogólnieniem jest relatywistyczna mechanika kwantowa, która pozostaje słuszna dla ciał o dowolnej prędkości.


Czyli wyraźnie widać że jest tu poważny błąd w opisie rzeczywistości, teraz obejrzyj jeszcze raz wykład Nassima Harmeina a sam się przekonasz że dopóki nie ma spójnej teorii jednolitego pola nie możesz używać tego do opisu całości świata.

Poza tym słyszałeś o liczbach rozmytych?
http://aragorn.pb.bialystok.pl/~radev/ai/se/zal/ready/pienkosz.htm
No i całą logikę zero jedynkową wyrzucasz do kosz na śmieci...lub budujesz super komputer z SI siecią neuronową :język:

No jest jeszcze zamiast algorytmu zero - jedynka coś znacznie lepszego co mamy wszyscy.
Cytuj:
Algorytm genetyczny - rodzaj algorytmu przeszukującego przestrzeń alternatywnych rozwiązań problemu w celu wyszukania rozwiązań najlepszych.

Problem definiuje środowisko, w którym istnieje pewna populacja osobników. Każdy z osobników ma przypisany pewien zbiór informacji stanowiących jego genotyp, a będących podstawą do utworzenia fenotypu. Fenotyp to zbiór cech podlegających ocenie funkcji przystosowania modelującej środowisko. Innymi słowy - genotyp opisuje proponowane rozwiązanie problemu, a funkcja przystosowania ocenia, jak dobre jest to rozwiązanie.

Genotyp składa się z chromosomów, gdzie zakodowany jest fenotyp i ewentualnie pewne informacje pomocnicze dla algorytmu genetycznego. Chromosom składa się z genów.

Wspólnymi cechami algorytmów ewolucyjnych, odróżniającymi je od innych, tradycyjnych metod optymalizacji, są:

1. stosowanie operatorów genetycznych, które dostosowane są do postaci rozwiązań,
2. przetwarzanie populacji rozwiązań, prowadzące do równoległego przeszukiwania przestrzeni rozwiązań z różnych punktów,
3. w celu ukierunkowania procesu przeszukiwania wystarczającą informacją jest jakość aktualnych rozwiązań,
4. celowe wprowadzenie elementów losowych.


Dopiero tutaj zaczyna się manipulacja...nie wcześniej.



Na górę
   
 
 
Post: 02 mar 2010, 12:53 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 maja 2009, 22:33
Posty: 379
Płeć: mężczyzna
Wydaje mi się, że ta zero-jedynkowa manipulacja ma bardzo długie tradycje.

Cytuj:
Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi. (Mt 5:33-37)

No więc tak - żadnego stanu pośredniego, żadnego relatywizmu, a kto myśli inaczej, jest narzędziem Szatana. Ciekawe, czy tego rodzaju mentalność nie jest właśnie cechą wywodzącą się z chrześcijaństwa czy w ogóle z kręgu religii monoteistycznych Bliskiego Wschodu?

Z tego biorą się się wszelkie sprzeczności między ludźmi, antagonizmy prowadzące do wrogości i wojen. "Kto nie jest z nami, ten jest przeciw" - jakby nie można było być trochę za, a trochę przeciw (był nawet i jeszcze jest taki jeden, który był "za, a nawet przeciw"). "Wierzysz w Boga albo nie" - tak jakby ta wiara mogła być tylko jednego, narzuconego rodzaju. "Nasi górą" - a reszta to k...., psy itp. (to z dziedziny tzw. sportu). "Jesteś za Solidarnością, czy za komuną" - to już najnowsza historia, jakby nie można było być przeciw komunie i przeciw Solidarności jednocześnie. Przykłady można by zapewne mnożyć.

Żeby to zmienić, trzeba by zakwestionować święte słowa Mesjasza. Widzisz, Trzyszu, na co Ci przyszło - niechcący wywołałeś wojnę religijną. :P Ale dlaczego wywołałeś przy tym taką irytację Admina - tego już zupełnie nie pojmuję. :roll:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 02 mar 2010, 13:20 
Easy_Rider pisze:
Ale dlaczego wywołałeś przy tym taką irytację Admina - tego już zupełnie nie pojmuję. :roll:


Opowiedziawszy w temacie w temacie bez irytacji i nie widzę powodów abyś mi przypisywał jakieś intencję do mojej wypowiedzi. Wyraziłem się jasno i w temacie z zapytaniem o sens połączenia tych dwóch odrębnych spraw. Proponuję abyś sam się skupił nad swoimi intencjami a nie intencjami admina. Masz pretensję że się w ogóle wypowiedziałem? Zupełnie tego nie pojmuję gdzie tu masz wojnę religijną.



Na górę
   
 
 
Post: 02 mar 2010, 14:24 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 maja 2009, 22:33
Posty: 379
Płeć: mężczyzna
Z całym szacunkiem do Władzy - ale nie wiem, dlaczego stałeś się taki nerwowy, mimo że nie chodzi o wegetarianizm? :?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 02 mar 2010, 14:45 
Easy_Rider pisze:
Z całym szacunkiem do Władzy - ale nie wiem, dlaczego stałeś się taki nerwowy, mimo że nie chodzi o wegetarianizm? :?


Gdzie masz nerwy, gdzie masz wegetarianizm, wyczuwasz wibracje przez monitor ?. Pisz na temat i nie rób offtopa.



Na górę
   
 
 
Post: 02 mar 2010, 14:46 
trzysz pisze:
hmm... po pierwsze, obserwator wpływa na wynik obserwacji, o czym mówi ta sama fizyka kwantowa, o której mówisz, że charakteryzuje się stanami zero-jedynkowymi. Czy bez obserwatorów wszystko przebiegałoby w ten sam sposób? Nie możemy tego niestety sprawdzić ;) jest to tylko domniemanie, które ustępuje obserwacją różnych zjawisk powiązanych z intencją badacza - w skali mikro i nano wyniki badań nie są powtarzalne, uzyskuje się np w tych samych warunkach procesu prowadzonego przez różnych naukowców


To jest raczej temat z gruntu logiki, nie z fizyki. OK. Trzyszu, rozumiem co masz na myśli - naprawdę, nie mniej jednak nie schodzimy do świata subatomowego w normalnym trybie życia, Trzeba narazie pominąć intencje, ponieważ nie są one dokładnie zbadane naukowo, my sie pewnych rzeczy domyslamy tylko, zresztą jak sądzę, słusznie ;) A zero-jedynkowość to głownie logika matematyczna, wnioskowanie.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Wnioskowanie

Zobacz jak logika konstruuje wnioski z danych. To jest fundament naszej wiedzy o świecie. Fundament który zawiózł nas na te piętro na którym jestesmy dziś, nie można wiec go burzyć. No bo zobacz : jest Bóg czy nie ? ;) Nie może być troche Boga a trochę go nie być, nie ? ;) Istniejesz? Tak, zawsze - nie możesz istnieć chwilę. Nieśmiertelność jest więc 1. Tak czy inaczej, czy można przekuwać stany pośrednie w fizyce subatomowej, na fizykę klasyczną? Ja sądzę że to są dokładnie te same rzeczy i te same prawa, lecz zupełnie inna skala. I zastosowanie ;)

Easy : zluzuj ;)
Pokój. Lovin kindness ;)



Na górę
   
 
 
Post: 02 mar 2010, 18:13 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 cze 2009, 19:25
Posty: 787
Lokalizacja: Sopot
Płeć: mężczyzna
skoro tak uważacie ;)
nie mam powodów wywoływać tu żadnych wojen :hi hi:
mój pogląd znacie, chociaż jak widzę wywracacie go (jak w poniższym przykładzie) do góry ogonem :mrgreen:

jak mówi wiki: "wnioskowanie może być: (a) pewne albo prawdopodobne..."
nie mówię o odrzuceniu wnioskowania, a co najwyżej jego twardej formy, bo nic nie jest pewne, za to może być niezwykle prawdopodobne ;)

redmuluc pisze:
Czyli nie widziałeś Aryki to Afryki nie Ma? skoro tak myślisz to równie dobrze możesz ograniczyć swoje istnienie do pokoju w którym żyjesz (wiele zer i mało jedynek :język: ) Tylko twoją teorię szlag trafia kiedy wyjdziesz na zewnątrz i zobaczysz gwiazdy. Dlaczego ? Bo One są tylko brak Ci narzędzi poznawczych.

Chyba jasno napisałem, że nie biorę ani zera, ani jedynki - istnienie Afryki jest bardzo prawdopodobnie, ale nie w 100% pewne ;) Może mieć 99,999999(9) %, ale dla mnie pozostaje ten nieznaczny margines błędu, który robi gigantyczną różnice w postrzeganiu świata ;)

_________________
Evolution - the greatest show on Earth !



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 02 mar 2010, 18:27 
I prawidłowo Trzysz że trzymasz ten 0,0000001 % ! Nikt nie mówi że to błędnę, wręcz przeciwnie! Idea prawdopodobieństwa nie polega na sztywnym trzymaniu się logiki 0-1kowej.

"Księżyc nie istnieje, tylko dlatego że się na niego patrzy" ! - to odpowiedz Einsteina (o ile pamietam) na zasadę Heisenberga. Apropo logiki 0-1kowej, znam tylko jeden cytat który załatwia to w pełni :

"Prawda nie lezy po obu stronach, nie jest nawet po środku, jest tam gdzie jest"

Lovin'Kindness;)
Pokój ;)



Na górę
   
 
 
Post: 02 mar 2010, 18:48 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 cze 2009, 19:25
Posty: 787
Lokalizacja: Sopot
Płeć: mężczyzna
No i tu wydaje mi się, że wszyscy mówimy o tym samym, tylko przy pomocy innych słów ;)
:spoko:

_________________
Evolution - the greatest show on Earth !



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 17 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group