Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 15 lis 2019, 22:04

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 68 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
Post: 02 wrz 2015, 21:58 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 15:32
Posty: 217
Płeć: mężczyzna
Mam problem ze stłumionymi emocjami. Przeczytałem ostatnio, że choroby psychiczne i fizyczne powstają ze stłumionych emocji. Emocje gromadzą się przez lata i strasznie obciążają umysł oraz ciało, co prowadzi podobno do wielu zaburzeń. Niestety nie mam pojęcia jak uwolnić te stłumione emocje. Ktoś opisywał technikę, która polega na tym żeby usiąść w ciszy, zamknąć oczy i powiedzieć do siebie " chce żeby stłumiony lęk był teraz we mnie". Próbowałem, ale nie czułem żadnych emocji. Zdaje sobie sprawę, że tłumie je w sobie, bo nigdy się nikomu nie żaliłem, chociaż sam miałem/mam wiele problemów. Zawsze starałem się grać kogoś silnego, komu nie potrzeba żadnej pomocy. Dlatego chciałem zapytać czy znacie jakieś techniki, które pomagają wydobyć te stłumione emocje na światło dzienne i jakie mogą być reakcje organizmu oraz umysłu na wydobycie tych emocji ?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 02 wrz 2015, 21:58 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 03 wrz 2015, 8:18 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 lis 2013, 18:51
Posty: 894
Płeć: mężczyzna
Zdaje się, że problem jest trochę bardziej skomplikowany. Pytanie czym są te stłumione emocje? Raczej fizycznie nie istnieje nic takiego. Problem tkwi gdzieś głęboko w psychice.
Żeby to zrozumieć, to trzeba najpierw zrozumieć czym jest konstrukt zwany ego, że się tak wyrażę. :)
Nie twierdzę bynajmniej, że posiadłem jakieś głębokie zrozumienie - otarłem się o temat powiedzmy. Mruga

Ego z łaciny znaczy ja, czyli to jest to wszystko, co kryje się za tym niepoznanym słowem "ja". A czym to jest, to już nikt ci ładnej zwięzłej definicji nie poda... Odwieczne pytanie, buddyjski koan: kim jestem? Wielu mistyków, nauczycieli, filozofów, mistrzów zen itd... próbuje wskazać palcem przysłowiowy księżyc.
Chodzi mi o to, że nie ma jednej cudownej metody na problem o którym piszesz, a raczej lata pracy... Świetnie to opisało i dużo wyjaśniło małżeństwo Hal i Sidra Stone w wartej polecenia książce: "Obejmując nasze ja". Opracowali oni metodę Voice Dialogue.

Te stłumione emocje, czy też traumy zbierały się przez całe życie, ale najgorsze, najtrudniejsze do pokonania są te, do których nie mamy dostępu, gdyż są bardzo głęboko w podświadomości (nieświadomości). Pochodzą one z wczesnego dzieciństwa, czyli okresu, którego nie pamiętamy, a który jest najważniejszy dla rozwoju człowieka. Traumy te są przekazywane wręcz z pokolenia na pokolenie, jak np. przeżycia wojenne, z obozów koncentracyjnych, bądź prześladowania, przemoc nie tylko fizyczna ale i psychiczna, która kiedyś była praktycznie normą (słabsze kobiety i dzieci były podporządkowywane, tłamszone...).

Żeby znaleźć rozwiązanie problemu, należy najpierw go zrozumieć (przynajmniej na ile to możliwe).
Jakbyś chciał zagłębić się w temat polecam:
"Czas na wyleczenie, Droga do wyleczenia dla Doroslych Dzieci Alkoholikow" - Timmen L. Cermak
"Wsparcie dla doroslych dzieci alkoholikow" Tommy Hellsten

(są dostępne pdfy w int.)

Są to z definicji pozycje, dla rodzin dzieci alkoholików, ale nie tylko. Alkoholizm jest najczęstszą przyczyną, ale mechanizm jest ten sam w przypadku innych traum, przeżyć. Wystarczy że w rodzinie była ciężko chora osoba, znerwicowany ojciec, depresyjna matka, ciężko chore rodzeństwo... Mogli wszyscy być względnie zdrowi, ale rodzina była mocno religijna i dzieci były wychowywane w takim rygorze... To samo może dotyczyć wszelkiej innej ideologii. Ogólnie chodzi o wychowanie w rodzinie tzw. dysfunkcyjnej. A w czasach tzw. komunizmu, który poprzedzały jeszcze cięższe czasy wojenne i powojenne, oraz w czasach tzw. postkomunistycznych, trudno o całkowicie zdrową rodzinę (nie twierdzę, że się nie zdarzają). Podobne zachowania do DDA (Doroslych Dzieci Alkoholikow) cechują np. weteranów wojennych.

Temat jest obszerny. Do tego dochodzi wszelkiego rodzaju agresja i opresja (a także indoktrynacja) w szkole, na podwórku, blokowisku... Ogólnie system naładował dziecku różnych doktryn, koncepcji, filozofii, postaw, światopoglądów ("zaprogramował je"), będących często ze sobą w sprzeczności, które tworzą konflikty wewnętrzne. Jakaś cząstka ciebie uważa że dane zachowanie jest w porządku, ale w tym samym czasie inna cząstka ciebie uważa je za naganne. Dysonans to się chyba nazywa. Inne wartości były zaszczepione dziecku w domu, inne w szkole, jeszcze inne na lekcjach religii, a całkowicie odmienne na podwórku - wpływ rówieśników i starszych kolegów/koleżanek.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 03 wrz 2015, 8:27 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2009, 16:35
Posty: 417
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Zielony Cętkowany
Poprzypominaj sobie różne zdarzenia z Twojego życia, te "dobre i te złe".
Te które byly/są szczególnie znaczące, choc czasem i te niepozorne
skrywają za sobą potężny "ladunek".
Co wtedy czułes? Poczuj na nowo tamte stany.
Nie oceniaj, pobądź z tym, obserwuj.
Nie trzeba nazywać tego co się pojawi "smutkiem, wściekłośća, żalem itp".
Trzeba To poczuć całym sobą, być Tym.
Tego co się pojawi jako reakcja nie tłum.
Chcesz płakać, to rycz, wyć - wyj, krzyczeć - krzycz, śmiać się - śmiej :)
Potem jest ulga i Spokuj .
:)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 03 wrz 2015, 10:32 
Offline
Administrator
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 wrz 2011, 0:01
Posty: 884
Lokalizacja: Alpha Orionis
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Emocje gromadzą się przez lata i strasznie obciążają umysł oraz ciało, co prowadzi podobno do wielu zaburzeń.


Tylko że pewne obronne wzorce emocjonalne- szczególnie związane z bólem, stanowią problem tylko jeśli są "odtwarzane na nowo" przez podobne aktywatory w życiu które mogą być niepomiernie mniejsze od pierwotnego programującego doświadczenia. Nie wiem czy dobrze rozumiem twą sytuację ale to zycie codzienne będzie stymulować te emocje na poziomie powierzchniowym: akcja-reakcja- - i spekuluję że tu leży problem, - a w takim wypadku, nie potrzebował byś jakiś specjalnych metod do ich wyzwalania bo one są stymulowane tak czy inaczej- jedynie nie możesz ich zrealizować...i to jest problem.

podobnie zresztą koledzy wyżej pisali - Zespół stresu pourazowego PTSD - wystarczy klaśnięcie ręką a weteran leży na ziemi w pozycji strzeleckiej...nie trzeba mu słyszeć całej serii z karabinu, zresztą by tego nie przeżył na wojnie gdyby tak długo stał...mechanizm obronny genialny na swój sposób. Zresztą ten mechanizm sam w sobie nie jest zly- tylko "bazowy" i używamy go codziennie - widzimy osę jak siada nam na ręce- reagujemy, nie trzeba nam znowu doświadczać bólu ugryzienia.... sam widok osy uruchomi pewne mechanizmy obronne.

gorzej jak nie mogli bysmy się bronić przed osami....to powodowało by narastający gniew, doprowadzający do szaleństwa- jak uwięzionego dzikiego lwa w klatce, którego drażnią elektrycznymi prętami a on nie może rozszarpać oprawców. Zmierzam w dobrym kierunku ?

_________________
Mundus vult decipi, ergo decipiatur



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 03 wrz 2015, 11:32 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 lis 2013, 18:51
Posty: 894
Płeć: mężczyzna
angelrage pisze:
gorzej jak nie mogli bysmy się bronić przed osami....to powodowało by narastający gniew, doprowadzający do szaleństwa- jak uwięzionego dzikiego lwa w klatce, którego drażnią elektrycznymi prętami a on nie może rozszarpać oprawców. Zmierzam w dobrym kierunku ?

Sądzę, że zmierzasz w dobrym kierunku.
Prawdopodobnie Randy, i wielu z nas to ma. Czujemy jakieś napięcie wewnątrz, jakby istniało jakieś zagrożenie w tej chwili, mimo że nic nam nie zagraża. To powoduje narastający gniew, dyskomfort... Zdaje się, że działa to w dwie strony - zagrożenie i bodźce płynące ze środowiska powodują napięcie w ciele, stres, napływ adrenaliny. I odwrotnie: napięcia w ciele i stres powodują, że czujemy się źle, jakby w ciągłym zagrożeniu, co jest na dłuższą metę bardzo wyczerpujące. Wynikiem tego jest zmęczenie.

Problem w tym, że nie mamy do tego dostępu. Tak samo stres, adrenalina - ratuje życie w sytuacji awaryjnej, ale długoterminowo niszczy organizm, który zamiast regenerować się znajduje się w trybie "uciekaj albo walcz" - stres wewnątrzkomórkowy, o którym mówi dr Bruce Lipton.

Co do technik, to wszelkie techniki odstresowujące będą dobre przynajmniej na początek - cokolwiek co cię relaksuje. Nie będę tu oryginalny i poradzę: zdrowe odżywianie i sport - chociażby bieganie, ponoć najlepsze, i jak jeszcze do tego pływanie dodać, to na pewno będzie poprawa.
No i zapomniałbym chyba o najważniejszym - do tego jeszcze koniecznie kontakt z naturą, np. uprawa ogródka (dodatkowo praca fizyczna dobra dla pracujących umysłowo, za biurkiem, za kierownicą, ale pod warunkiem, że sprawia przyjemność), bądź spacery/bieganie w lesie, parku...
Wczoraj leciał w telewizorni, której nie oglądam :) taki dokument:
Kampania "Wild Thing" film dokumentalny, Wielka Brytania 2013. Film opowiada o młodych ludziach pozbawionych kontaktu z naturą. Za dużo czasu współcześnie spędzamy przy komputerze i innych elektronicznych urządzeniach, nawet książkach, zwłaszcza czytanych przy sztucznym świetle. Nasz wzrok nie jest przystosowany do skupiania się na tak małych detalach, jak literki i cyferki, przez długi okres czasu.
To też ma negatywny wpływ na nas, to wszystko jest powiązane.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 03 wrz 2015, 13:12 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Moim zdanim takie wyparte emocje nikomu nie wyjda na zdrowie, a nawet sa przyczyna chorob.
Emocje naleza do wzorcow, to sa wzorce. To nasze wewnetrzne demony, to pasozyty, ktore osadzaja sie w pustce powstalej po wyparciu sie czegos prawdziwego w sobie.
To jest tak cwanie urzadzone, ze wzorce nie sprawiaja klopotu, ani emocje ktorymi sa wypelnione, dopoki robi zyje sie wedlug programow. Ale gdy tylko chce sie cos zmienic to pokazuja swoja inna strone, wybuchowa, wybuchem emocji jaka zawieraja.

Mozna to zauwazyc po wzorcach milosci. Wszystko jest cacy-cacy dopoki gra sie te role. A gdy ktorys z partnerow chce odejsc, to nagle pojawia sie nienawisc, zadza zemsty...
Te wzorce nigdy nie byly oparte na milosci, tylko na nienawisci i gdy nie chce sie dalej w to grac to pokazuja swoje prawdziwe oblicze.

Uwazam, ze dobrze, Randy, ze chcesz popracowac ze swoimi emocjami. Nigdy nie bedzie sie panem siebie, panem swojego ciala gdy ma sie wyparte emocje. Daje sie pole do popisu wzorcom, roznym kopiom, ktore sie porobilo, roznym bytom. Dla nas nie ma miejsca w ciele. Zlosc jaka sie nosi w sobie bedzie wypychala z ciala.

Na poczatek dobrze by bylo poszukac jakiegos dobrego terapeuty, moze takiego od Voice Dialoque, albo Nowej Germanskiej medycyny...?
Jak nie wie sie o co chodzi, mozna narobic sobie wiecej szkody niz pozytku. Mozna jeszcze bardziej wzmocnic sie z rola ofiary i calymi latami plakac, a ten placz niczego nie zmieni, poza chwilowa ulga. To tak z wlasnego doswiadczenia.
Terapeuta moze byc pomocny, bo mamy programy unikania bolu. I tak sam na sam ze soba bedzie sie siebie oszukiwac. A terapeuta, taki bezwzgledny uswiadomi te ucieczki.

Podswiadomosc to jest cos takiego, co wytworzylismy wyrzekajac sie czegos, jakiejs czesci siebie. Nalozylismy na to zakaz, nie chcielismy wiecej tego w swoim zyciu. A skoro sami sie wyparlismy, to mozna to wszystko wyciagnac na wierzch i dac temu nowe zycie.
I jedynym, co w tym przeszkadza, to zakazy, ktore objawiaja sie oporem. Rowniez przed czuciem emocji, czy uczuc.


Co do lekow, to na drugim biegunie jest uwaznosc. I to powinno nam wystarczac w naszym codziennym zyciu. I tylko w jakis skrajnych wypadkach zagrozenia potrzebna, chyba, jest ta adrenalina.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 03 wrz 2015, 13:37 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 15:32
Posty: 217
Płeć: mężczyzna
Dziękuje wam bardzo za zainteresowanie tematem i odpowiedzi. Co do mojego problemu ze stłumionymi emocjami, to zauważyłem jeszcze jedną rzecz. Często kobiety wiążą się z mężczyznami, które je ranią ( sam poznałem jedną taką kobietę) i przeczytałem kiedyś, że wynika to ze złej relacji z ojcem ( nie zawsze, ale przeważnie tak jest) i robią to po to, żeby znów wejść w złą relację z mężczyzną ( powtórka złej relacji z ojcem) i podświadomie liczą, że tym razem taka relacja skończy się dobrze. Takie pragnienie rekompensaty za krzywdę wyrządzoną w dzieciństwie, ale to kończy się tak samo za każdym razem. Myślę że jestem w tym samym punkcie. Obecnie jestem w sytuacji, która łudząco przypomina tą, która miała miejsce w moim dzieciństwie. Swoją drogą fascynuje mnie to całe wydarzenie, bo to niesamowite jak ponownie doprowadziłem do tej sytuacji kompletnie nieświadomie. Wszystko przypomina tamtą sytuację, tylko zmieniła się w niej jedna osoba. Trzy pozostałe ( łącznie ze mną) uczestniczyły w tej sytuacji, która miała miejsce w dzieciństwie i tylko jedna osoba się zmieniła. Ta jedna osoba, która się zmieniła robi to samo, co tamta z którą miałem styczność jako dziecko. Cały szkopuł w tym, że widzę jak prowadzi to do tego samego zakończenia, ale jedno ma się tu zmienić. Jedna z tych osób nie zareagowała, kiedy byłem dzieckiem, ponieważ nie obroniła nas przed tą " złą" osobą. Mam wrażenie, że czuje do niej o to podświadomy żal i teraz liczę, że zachowa się inaczej. To wygląda jak jakieś dziwne przedstawienie. Scena ta sama, aktorzy ci sami, tylko zakończenia ma być inne. Przez dłuższy czas w ogóle sobie tego nie uświadamiałem i nagle mnie uderzyły te podobieństwa. To była dosłownie sekunda. Czytałem kiedyś, że w terapii gestalt wydobywa się takie uczucia na zewnątrz i pozwala je przeżyć ponownie tak by zamknąć ten rozdział. Dlatego szukam możliwość, by dać sobie to poczuć. By się uwolnić od tego żalu. Mógłby powiedzieć tej osobie o tym, co czuje w związku z tamtą sytuacją, ale to nie jest takie proste jak mi się wydawało. Poza tym pozostaje problem tej "złej" osoby, bo pracuje z nią w jednym miejscu. Odczuwam przy niej napięcie, nienawiść i lęk. Pewnego dnia stało się coś niesamowitego, bo przestałem do niej czuć te emocje i poczułem się wolny. Zaakceptowałem po prostu te emocje i przestałem z nimi walczyć. Znikły i myślałem, że problem rozwiazany, ale potem znowu się pojawiły... Relacji z tą osobą naprawić nie mogę, bo jesteśmy pokłóceni i tamta osoba nie odezwie się do mnie na pewno już do końca życia. Także to skomplikowane trochę. Jestem teraz z emocjami, których nie chce. Kolejna próba akceptacji ich kończy sie tak, że czuję je ale one nie chcą zniknąć.
Co do sportu i zdrowego odżywiania, to wprowadziłem to od niedawna. Potrafiłem się notorycznie przejadać ( mimo to cierpie na niedowagę) i miałem wrażenie, że zajadałem te negatywne emocje. Teraz prowadzę dziennik żywieniowy i o dziwo to mi pomogło. Zapisywanie tego co jem dało naprawdę fajne rezultaty. Za sport się biorę niedługo i mam nadzieje, że trochę mi pomoże, jednak cały czas myślę jak rozwiązać ten konflikt. Tak jak Angelrage napisał o tych aktywatorach. Problem w tym, że ja sam doprowadziłem do tego, żeby te aktywatory znowu zaistniały. Jak patrze wstecz, to widzę jak moje działania do tego prowadziły, chociaż kompletnie nie zdawałem sobie z tego sprawy. Boje się tego, że nawet jak rozwiąże tą sytuację i przykładowo zmienię prace, to póżniej znów powtórzę schemat.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 03 wrz 2015, 14:02 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Randy, mozesz zrobic tak:
Przyznaj sie do niecheci do tej emocji, ktorej nie lubisz. I pozostan chwile z ta niechecia.
Spytaj sie siebie: jak sie czuje z ta emocja? Co czuje do tej emocji. Jaka jest ta emocja ? (np. nieprzyjemna, nie do zniesienia..itd)
Wypisz wszystko, najgorsze osady,

Co sie stanie jak pozwolisz sobie na czucie tej emocji?
Ona jest natarczywa i nieprzyjemna tylko dlatego, ze jest zabroniona.

A co do zalu to przyznaj sie, ze czujesz zal do tej osoby i o co.
A potem pobaw sie z mysla, ze ta osoba powinna zachowac sie inaczej.
Co ci daje ta wiara, ze ta osoba powinna zachowac sie inaczej?


To nie to jak sie mamy, ale to jak sie czujemy z tym co mamy.

To czemu stawiamy opor, to wzmacnia sie.
Odczuwasz ta emacje poprzez to ja, ktore nie lubi tej emocji. Wiec niech powie swoje, co mysli, to sie uspokoi.

I rzeczywiscie. Nieraz takie scenariusze sie odgrywaja, ze nic tylko patrzec i podziwiac.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 03 wrz 2015, 14:47 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 15:32
Posty: 217
Płeć: mężczyzna
Vindpust myślę że masz rację. Zauważyłem, że niby akceptuje te emocje, ale liczę na to, że poprzez akceptację ona zniknie i czekam tylko na ten moment. Czyli tak naprawdę wynika z tego, że nie akceptuje tej emocji. Co do pracy z innymi stłumionymi emocjami, to mam jeszcze jedno pytanie. Czy taka praca samemu nie wyrządzi mi jakiejś krzywdy ? czy lepiej mieć kogoś doświadczonego, kto będzie kontrolował ten proces. Swego czasu byłem na psychoterapii i kiedy wychodziły różne stłumione emocje, to przez 2 minuty nie rozumiałem w ogóle co mówi do mnie terapeuta. Nic nie słyszałem, miałem jakiś zamglony wzrok, umysł kompletnie nieobecny. Tak jakbym się wyłączył na 2 minuty. Jednak nie dokończyłem tej terapii, bo ten program we mnie chyba nie chce za bardzo zmiany. Ale teraz myślę, że dojrzałem do niej. Zrozumiałem, że trzeba być po prostu bardziej upartym od tych różnych programów, które się znajdują w głowie. I to działa. Wiele już zmieniłem, aż sam siebie zaskoczyłem wiele razy, ale jeszcze pewne rzeczy mnie męczą. Spróbuje popracować z tymi emocjami i zobaczę jakie będą rezultaty.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 03 wrz 2015, 15:50 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Randy, ja widze, ze Ty nie jestes takim nowicjuszem, no i masz w sobie to pragnienie zmiany. Chociaz masz tez (tak jak zreszta wszyscy) opor przed zmianami, przed praca ze soba.

I jak odkrylam w sobie opor przed niemalze wszystkim to teraz zawsze jak podchodze do jakiegos tematu, to najpierw przyznaje sie do oporu, co opor ma do powiedzenia. Bo jak pracuje sie z oporem, to wszystko co sie czuje boli, Bo to nie emocje sprawiaja bol, a opor. Po wysluchaniu oporu wszystko staje sie bardziej miekkie, bardziej dozwolone, no i mniej bolesne.


Sam zdecyduj, czy chcesz robic to sam, czy z pomoca terapeuty. Ale jezeli terapeuta, to nie moze byc z przypadku, bo mieszka blisko mnie, a taki ktory naprawde wie co robi i ma duzo swojego przepracowane. Bo jak sam nie ma przepracowane, to nie bedzie chcial, zeby klient to wyciagal na wierzch, bo to moze obudzic jego wlasne przykre wspomnienia. No i jak przepracowal swoje, to wie na czym to sie trzyma i poprowadzi klienta elegancko, jak w tancu.

Zasada wszelkiej mojej pracy ze soba jest haslo: wszystko ma prawo do istnienia, wszystkie emocje, wszystkie mysli. Bo to co robi z nich przestepcow, to zakazy. Gdy potwierdza sie ich istnienie, wyslucha co maja do powiedzenia to one przestaja dokuczac. No i przeczucie tych zdan co one mowia.

W tym wszystkim chodzi o to, ze emocje maja slowa. Gdy pozwala sie sobie na emocje, to one mowia. W tym co mowia, sa zdania, ktore pobudzaja ta emocje. Bo jak inaczej znalezc te zdania ktore wzbudzaja dana emocje?

Nie mysle, ze wyrzadzisz sobie krzywde, jak bedziesz zaczynal od oporu.
Jak cos sie czuje nieprzyjemnie, to jest tam zawsze opor.
Czyste emocje, bez oporu czuje sie przyjemnie.

Bo z oporem to jest tak, ze jak np. sprzatasz z oporem to to sprzatanie idzie opornie, a bez oporu to idzie szybko, lekko i przyjemnie.

-- 03 wrz 2015, 20:21 --

Wlasciwie to mozna powiedziec, ze mamy w sobie dwa glowne konflikty:

CHCE - NIE CHCE
MOGE- NIE MOGE.

Jezeli spotka sie kogos, kto zachowuje sie tak jak ja NIE MOGE to wtedy obwinia sie go, ze brzydko sie zachowuje, ze rani, nie powinien sie tak zachowywac. I ten zal pielegnuje sie w sobie w przeswiadczeniu, ze ta osoba nas zranila. Bo pod zalem siedzi zakamuflowana zlosc, ktora po prostu chce zabic. Ale z ta osoba, z ktora aktualnie wchodzi sie w konflikt to tylko projekcja swojego starego konfliktu. Tak wiec ta osoba, ktora porusza w nas ta rane powinno sie traktowac jak blogoslawienstwo, bo dzieki niej mozemy zobaczyc konflikt w sobie i go sobie rozwiazac.

Swiat NIE-MOGE to ten dobrze nam znajomy swiat matrixa, oparty na zakazach.
Swiat MOGE to swiat dziecka, ktoremu wszystko mozna, dopoki nie przyjdzie dorosly i powie: tak nie mozesz czuc, tak nie mozesz mowic, tak nie mozesz sie zachowywac....Postraszy przy tym, zeby te zakazy nabraly mocy i zaczyna sie tworzyc podswiadomosc. Ze wszystkiego tego co sie wyparlo.
Ale, ze my mamy niby ta wolna wole, to zeby nikt sie nie mogl przyczepic ze ktos zmusza nas do czegos to zawsze wyrazilismy wole, czesto w rozpaczy: nie chce taka byc, chce byc...

Inni ludzie cudownie nam pokazuja to co wyparlismy. Jak tylko ktos nas rani, denerwuje, wzbudza zlosc, czy jakies inne reakcje to wiadomo, ze nam samym tego nie wolno i schowalismy sobie ta ceche do podswiadomosci.
Tak wiec tylko sie cieszyc jak ktos wzbudza jakies emocje. To jest bilet do wolnosci, jezeli wezmie sie za to odpowiedzialnosc. Bilet do piekla, jezeli wchodzi sie w gierke, ze to on jest winny.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 03 wrz 2015, 19:46 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 15:32
Posty: 217
Płeć: mężczyzna
Vindpust zrobię to raczej bez terapeuty. Terapeuta pomaga w wielu kwestiach, ale pewnych rzeczy ominąć się nie da i swoje i tak trzeba przeżyć. Próbowałem jeszcze oprócz tego jakiś afirmacji, ale to chyba działa na zasadzie, że to tylko przykrywa jakoś ten program, ale on nadal gdzieś tam jest. Strasznie trudno zmienić te programy zakodowane w podświadomości. Jednak jest chyba trochę tak, że jak człowiek chce coś zmienić, to umysł trochę pomaga. Miałem swego czasu chęć, żeby poznać moje głęboko ukryte przekonania i przypomnieć sobie trochę z dzieciństwa. To niesamowite, ale zacząłem sobie przypominać wiele scen z dzieciństwa, o których nigdy wcześniej nawet nie pamiętałem. Dlatego jak się rozpocznie ten proces grzebania w umyśle, to zawsze się coś znajdzie.
Zastanawia mnie bardziej to jak odkryłem ten powtarzający się scenariusz. W ogóle tego nie analizowałem i w pewnej chwili, kiedy myślałem kompletnie o czymś innym oświeciło mnie. Tak znienacka wszystkie elementy zaczęły do siebie pasować i rozwiązanie pojawiło się znikąd. Jak to jest możliwe ? naprawdę tego nie wiem. Jakby coś mi to podsunęło, a ja nawet o to nie prosiłem. Nawet o tym nie myślałem i nie drążyłem tego tematu. W ogóle nie łączyłem ze sobą tego wydarzenia z dzieciństwa z tym co dzieje się obecnie. O co tu może chodzić ? od jakiegoś czasu umysł mi podsuwa takie rzeczy, choć nawet o to nie proszę. Nic nie próbuje sobie przypominać i nagle pojawia się rozwiązanie. Swego czasu miałem tak, że nagle przypomniałem sobie scenę z dzieciństwa jak babcia zamknęła mnie w ciemne łazience na klucz, bo coś jej się nie podobało w moim zachowaniu. Ogólnie mnie nienawidziła, a często spędzałem z nią sam dużo czasu, bo mieszkaliśmy z nią prze jakiś czas, a rodzice byli w pracy. Przypomniałem sobie nagle tą scenę i ten cały lęk poczułem jakby to się działo teraz. Poza tym chciałem zapytać o to, czy jest jakaś możliwość, by samemu dotrzeć do swoich prawdziwych przekonań. Co naprawdę się myśli o świecie, o ludziach czy o sobie. Takie przekonania zakorzenione najgłębiej.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 03 wrz 2015, 21:09 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Randy pisze:
Co naprawdę się myśli o świecie, o ludziach czy o sobie. Takie przekonania zakorzenione najgłębiej.


Przekonan o ludziach i o sobie mamy od groma. Przekonania to uogolnienia, taka pokrywka wiec nie rozwiazuja problemu. Za to konkretne zdarzenia, przyuwazeniu szeregu zdarzen o niemalze takiej samej tematyce daje mozliwosc przyuwazenia wzorca. Co sie wtedy czulo, co sie myslalo...Zauwaza sie ze to niemalze ta sama sytuacja. Tak jak Ty to przyuwazyles.

A co myslisz o ludziach to proste. Wez np. ta osobe od zalu. Poczuj ten zal i pisz co myslisz o tej osobie, jaka powinna byc, co bys z nia zrobil gdybys mogl. Nie przebieraj w slowach, pisz wszystko co leci. I szybko zobaczysz, ze to co piszesz o tej osobie, to wszystko co do niej czujesz, to jest opowiadanie o Tobie samym.

A to co jest naglebiej zakorzenione okaze sie jak to wyjdzie na jaw.
I wlasciwie wszystkie przekonania zniewalaja. Trzeba powyciagac wszystkie, a nie umniejszac jakichs.
Bo dopoki ma sie przekonania, jakie male one by nie byly to nie jest sie wolnym.

Ostatnio kupilam ksiazke "Zrozum swoje choroby" i w trakcie czytania zaaktywowal mi sie duzy lek wokol pepka. Juz wiedzialam, ze to lek rodowy. Potwierdzilam, ze jest to lek rodowy, przeczulam go i spytalam co chce powiedziec. Powiedzial: "sama nie dam sobie rady".
To bardzo ciekawe przekonanie, bo wlasciwie robi z czlowieka niewolnika, uzaleznionym od rodziny, od innych czlonkow rodziny. Potem od systemu. To jest potrzeba przynaleznosci, a zeby przynalezec do rodziny czy jakiejs innej grupy to trzeba przyjac ich przekonania, ich wiare, ich wartosci, bo bez tego jest sie jakims odmiencem.

Tak wiec pracuje sobie teraz z tym przekonaniem, ze "sama nie dam sobie rady" i wychodza powiazania z roznymi czlonkami rodziny. Kazdy z nich cos ma mi do dania. Jeden uczy jak kochac (milosc to posluszenstwo), drugiego trzymam sie bo nie chce czuc sie bezbronna, wiec ma mnie bronic. Mama ostrzega, abym nie musiala sie narazac...
Taki troche cyrk.
Widocznie jakis czlonek rodziny zostal wyrzucony z rodziny, czy spolecznosci za jakies przewinienie i to przekonanie tak jest przekazywane z pokolenia na pokolenie.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 03 wrz 2015, 23:40 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 maja 2009, 11:51
Posty: 980
Płeć: mężczyzna
Coś w temacie, czyli psychosomatyka i zarządzanie emocjami
phpBB [video]



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 wrz 2015, 19:46 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 15:32
Posty: 217
Płeć: mężczyzna
Strasznie wykańczająca jest ta praca z emocjami. Dziś dałem sobie poczuć te emocje i odczuwam zmęczenie oraz gorsze samopoczucie. Od dawna nie miałem żadnych lęków, a dziś mnie coś dopadło. Zauważyłem jakiś żal nie tylko o tą jedną sytuację do tej osoby, ale i o inne. Zaczęły mi się przypominać różne sceny z dzieciństwa i pojawiła się również złość, ale nie była jakoś szczególnie intensywnym uczuciem.
Chyba jednak zdecyduje się na pomoc terapeuty, bo samemu jest ciężko. Wielu rzeczy się nie widzi, bo człowiek ma trochę zamgloną perspektywę i ciężko spojrzeć na samego siebie z boku.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 wrz 2015, 20:06 
Offline
Administrator
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 wrz 2011, 0:01
Posty: 884
Lokalizacja: Alpha Orionis
Płeć: mężczyzna
Sny- one ci dużo powiedzą, ale o tym raczej pisać nie będziesz- co zrozumiałe. Mi moje sny wiele pokazały i wiele mogłem w nich "przećwiczyć" - szczególnie sny w podwyższonym stanie świadomości typu LD, ale to juz zahacza o coś więcej niż pracę z podświadomością.

_________________
Mundus vult decipi, ergo decipiatur



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 wrz 2015, 20:29 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 15:32
Posty: 217
Płeć: mężczyzna
Ostatnio właśnie miewam długie sny i strasznie realne. Tak jakby to działo się naprawdę. Mogę o jednym z nich opowiedzieć, bo był naprawdę dziwny. Wyglądało to tak, że byłem w jakimś ciasnym, ciemnym pokoju. Z tego co pamiętam, to wynajmowałem ten pokój w górach, ale nie jestem pewien czy dokładnie tam. I bałem się wyjść na ulice, żeby nie stała mi się krzywda, bo chciałem wrócić do domu cały i zdrowy. Taki irracjonalny lęk, że lepiej nie wychodzić, bo coś może się stać i lepiej przeczekać w tym pokoju do powrotnego autobusu. Potem nastała noc ( za oknem intensywnie padał śnieg) i ktoś dobijał się do drzwi przez całą noc. Współlokator stał przy drzwiach i wyglądał przez wizjer. Nie wiem kim był ten współlokator, bo choć stał obok, to nie widziałem go, głos był nieznajomy, ale traktowałem go jak kogoś, kogo dobrze znam. W końcu wyjrzałem przez wizjer i zobaczyłem jakąś starszą kobietę, która wyglądała jakby przed chwilą uciekła z psychiatryka i miała na twarzy jakiś dziwny, szalony i niepokojący uśmiech. Współlokator zaproponował, żeby ją wpuścić, ale stanowczo mu tego zabroniłem. Wróciłem do pokoju i zacząłem czuć lęk, żeby jej nie wpuścił przypadkiem i nie złamał swojej przysięgi. Tak to wyglądało. Wiem, że trudno interpretować cudzy sen, gdy sie nie zna jego realnego życiorysu, ale trudno mi to jakkolwiek zinterpretować. Mam problem z interpretacją własnych snów. Czy jakieś wydarzenia w śnie, jak np pożar, mówią o czymś konkretnym ? albo właśnie takie jak ten mój, że ktoś puka do drzwi i człowiek czuje paniczny lęk przed wpuszczeniem go do środka ? jak to intepretować ? nie mam zielonego pojęcia, a ostatnio co noc mam takie realne i długie sny. Odkąd zacząłem wnikać w swoje emocje i chce podjąć prace nad sobą, to wygląda tak, jakby umysł chciał mi dostarczyć jakiś materiał do tej pracy. Wcześniej nie miewałem czegoś takiego, kiedy nie pracowałem ze swoimi emocjami.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 wrz 2015, 20:43 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 23 sie 2014, 16:59
Posty: 91
Randy sny to kwesitia indywidualna, owszem jest zawarta symbolika w nich i możesz się wzorowac sennikach, zawsze coś ci podpowedza.

We śnie ważne sa emocje jak je przerzywasz jak sobie z tym radzisz. Dobrym sposobem jest zapisanie snu, dzieki temu zapamiętasz warzne szczegóły które puźniej odnajdziesz na codzień. Jak zapisójesz sen przyjrzyj się swoim emocją co sie z tobą dzieje. Zwroć uwagę na to co i jakie emocje wywołuje, z kąd sie zwieły gdzie jest ich źródło i czy można temu jakoś zaradzić.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 wrz 2015, 20:51 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Wiele lat temu, jak zaczynalam prace ze soba to tez mialam duzo realnych snow. Uwazalam je za wskazowki. Wskazowkami byly bardziej emocje i obrazy jako symbolike.
U Ciebie Randy, widze temat zawodu, bycia zdradzonym, zlamanie przysiegi.

A ta szalona kobieta to moze twoja kobieca strona, ktora odpowiada za uczucia. Kazdy by wygladal jak z psychiatryka jakby go zamknac, odsunac od siebie, nie pozwalac mu sie wyrazac.
Moze boisz sie oszalec...? Albo byc psychicznie chorym...?

To moje takie luzne uwagi i nie koniecznie prawidlowym tlumaczeniem.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 wrz 2015, 23:26 
Offline
Administrator
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 wrz 2011, 0:01
Posty: 884
Lokalizacja: Alpha Orionis
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
randy: Nie wiem kim był ten współlokator, bo choć stał obok, to nie widziałem go, głos był nieznajomy, ale traktowałem go jak kogoś, kogo dobrze znam. W końcu wyjrzałem przez wizjer i zobaczyłem jakąś starszą kobietę, która wyglądała jakby przed chwilą uciekła z psychiatryka i miała na twarzy jakiś dziwny, szalony i niepokojący uśmiech. Współlokator zaproponował, żeby ją wpuścić, ale stanowczo mu tego zabroniłem. Wróciłem do pokoju i zacząłem czuć lęk, żeby jej nie wpuścił przypadkiem i nie złamał swojej przysięgi. Tak to wyglądało. Wiem, że trudno interpretować cudzy sen, gdy sie nie zna jego realnego życiorysu, ale trudno mi to jakkolwiek zinterpretować.


Wzorce są uniwersalne -mniej więcej Mruga Może trafię może nie :język:

To czego nie wpuszczasz to może byc pewien "zakopany" aspekt ciebie/energia w ruchu, która chce ci coś przekazać. Szaleństwo osobiście bym zinterpretował jako jej dysfunkcjonalność i cierpienie w wyniku jakichś doświadczonych traum, bólu itp( nie musi być to obecne życie) a ponieważ tam jest ból- boisz się go, co swoją drogą jest zrozumiałe, ale bez nawiązania połączenia( wpuszczenia tego aspektu) nie naprawisz tej części( pokusiłbym się nawet o nazwanie tego alterosobowoscią).

Współlokator dobrze ci radził- przynajmniej ja to tak widzę. Pozatym - gdybys spytał tej osoby "po co przyszłaś i czego chcesz" to już by było inaczej- już byś się otworzył na komunikację ale zachował poczucie bezpieczeństwa stojąc za zamkniętymi drzwiami.

_________________
Mundus vult decipi, ergo decipiatur



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 wrz 2015, 10:43 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Napisze jeszcze co bylo moim najwiekszym przelomem w pracy z emocjami.
Bylo to zrozumienie, ze wszystko co istnieje potrzebuje potwierdzenia. I bedzie domagalo sie potwierdzenia projektujac sie na zewnatrz poprzez rozne zdarzenia. Mozna tez potwierdzic to samemu. To co potwierdzone uspokaja sie.

Kiedys robilam podobnie jak Ty, Randy. Staralam sie zaakceptowac emocje, staralam sie niemalze na sile wymusic ta akceptacje. Gdy zmienilam sposob odnoszenia sie do emocji na: czuje i potwierdzam to co czuje to co czuje, to nastapil ogromny przelom. Wiec nie tylko czulam, a wypowiadalam to co czuje.
Np. czuje lek byciem ponizona. Czuje to i wypowiadam to: czuje lek przed bycie ponizona. Skupiam sie na tym i zwykle znika to bardzo szybko. To takie dzialanie na codzien. Czesto trzeba zabawic sie detektywa, zeby dotrzec do sedna dlaczego trzyma sie jakiejs emocji, ale czucie i potwierdzanie to jakby pierwszy krok. To przestanie udawania, ze sie nic nie czuje, ze jakas emocja jest zla. To taki pierwszy krok do zaprzyjaznienia sie z cialem. A potem cialo wynagrodzi to stokrotnie, zacznie na nas liczyc i odkrywac swoje tajemnice.

Bo tak na dobra sprawe, to cialo jest bardzo otumanione. Ile razy ktos nie mowil: ja cie tak kocham, a w rzeczywistosci czul lek ze go ta osoba opusci, albo smutek, albo rozpacz... Slowa nie mialy pokrycia w odczuciach.
Czy nie latwiej potwierdzic to co sie czuje...? I sobie samemu i innym bedzie sie latwiej zylo.


Praca z emocjami moze byc nieprzyjemna, a mozna ja zrobic jako przygode poznawania siebie, czy raczej nie-siebie. To co robi to nieprzyjemne to identyfikacja z emocjami, osad no i w efekcie bedzie sie stawialo im opor.

W pewnym momencie zrozumialam, to co sklada sie na mnie to rozne slowa, ktore potworzyly koalicje, czyli wzorce. One sobie we mnie zyja i chca na odwrot do tego co ja na zewnatrz chce. To budzi ciekawosc poznania: jak zyja te slowa i czego chca. Np. zazdrosc to tez slowo, wibracja. I zostala mocno osadzona. Wszedzie slyszy sie: nie zazdrosc, przestan zazdroscic bo to be. Stan sie lepszy i nie zazdrosc.
A zazdrosc jest taka jaka jest bo identyfikujemy sie z brakiem. Matrix jest stworzony w oparciu o wiare w brak. A jak czegos nie ma pod dostatkiem, to wiadomo: jedni dostana, a dla innych juz nie wystarczy. Wiec zazdrosc w swiecie braku mysli: on to dostal, dla mnie juz nie wystarczy wiec ja chce to, co jest jego. Moze stad biora sie zlodzieje :)
W swiecie gdy sie wie, ze wszystkiego jest pod dostatkiem zazdrosc nabiera zupelnie innych cech. Ona mysli: oooo, on to dostal to i ja moge to sobie dac. Tak wiec mozna potraktowac zazdrosc jako sygnal, ze czegos nam brakuje. W ten sposob mozna zdjac z zazdrosci pietno czegos zlego i potraktowac jako przyjaciela pokazujacego czego pragne. I juz nie trzeba walczyc z zazdroscia. probowac jej sie pozbywac, co i tak sie nie uda, bo mozna ja tylko jeszcze bardziej zakiblowac. To raczej trzeba sie uwolnic z przekonan, ze czegos nie jest wystarczajaco duzo. Lepiej miec z zazdrosci przyjaciela, sojusznika, niz wroga.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 wrz 2015, 12:03 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 15:32
Posty: 217
Płeć: mężczyzna
No właśnie miałem przez dłuższy czas problem przed przyznaniem się do odczuwania pewnych emocji. Nie tyle przed innymi, co przed samym sobą. Starałem się odsunąć od siebie te uczucia, bo przecież jestem silny i nie powinienem czegoś takiego czuć. Potem się to zmieniło, ale nadal czasem czuje jakiś opór. Zauważyłem tez, że nie boje się np samego poniżenia, tylko emocji jakie może wywołać i że będę musiał z nimi żyć.
Zamówiłem książkę o voice dialogue i ciekawi mnie, co to za metoda. Swego czasu interesowałem się psychologią i chciałem nawet studiować ten kierunek, co raczej dziwić nie powinno, bo chyba większość studentów psychologii idzie tam ze względu na jakiś problem ze sobą. Nawet terapeuta do którego chodziłem powiedział mi, że poszedł na te studia, bo cierpiał na nerwice lękową i chciał się z tego wyleczyć. Mam wrażenie, że to może mi trochę pomóc, bo widzę u siebie taką wewnętrzną walkę moich pod-osobowości. Jedna jest ambitna( może nawet za bardzo), a druga zupełnie na odwrót. Ta pierwsza wywiera na mnie jakąś presje pogoni za sukcesem, a ta druga uważa, że jest dobrze jak jest i nie trzeba wiele zmieniać.
Cytuj:
Czy nie latwiej potwierdzic to co sie czuje...? I sobie samemu i innym bedzie sie latwiej zylo.

Właśnie zamierzam to zrobić. Mam już dość tego duszenia w sobie pewnych emocji. Chce porozmawiać z tymi osobami i powiedzieć im co czuje. Oczywiście zupełnie pokojowo.
Cytuj:
Szaleństwo osobiście bym zinterpretował jako jej dysfunkcjonalność i cierpienie w wyniku jakichś doświadczonych traum, bólu itp( nie musi być to obecne życie) a ponieważ tam jest ból- boisz się go, co swoją drogą jest zrozumiałe,

Nie wiem czy tu nie chodzi o moje dzieciństwo. Do 7 roku życia miałem jeden wielki koszmar w domu. Potem wszystko się odmieniło, ale z tego okresu została mi czarna dziura w pamięci. Tak jakbym to wyparł. Z jednej strony bałem się na terapii tego odkopywania zdarzeń z przeszłości, a z drugiej bardzo tego chciałem. Strasznie mnie to ciekawiło co tam tkwi. No i nagle zaczynały mi się przypominać zdarzenia, o których zapomniałem na śmierć przez te wszystkie lata swojego życia. W pewnym momencie podczas sesji, gdy przypomniałem sobie jedno z nich, to poczułem nagle coś dziwnego. Terapeuta do mnie mówił, a ja się kompletnie wyłączyłem. Czułem się jakbym dostał cegłą w głowę. Trochę mnie żdzwiła, aż tak silna reakcja.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 wrz 2015, 12:23 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Randy, z tym mowieniem innym co czujesz to moze nie byc przez nich zrozumiane, moga sie czuc oskarzani.
Jezeli juz sie mowi to w formie: wiesz, czuje sie zraniony, czuje zlosc...
Bo jak sie powie: ty mnie zraniles to narobi sie bigosu...
Roznica jest taka, ze jedno jest oskarzeniem a drugie wypowiedzeniem tego co czujesz.

Ja mialam takie doswiadczenie:
W rozmowie z bratem przyznalam sie, ze czuje nienawisc do pewnej kuzynki, chociaz zawsze myslalam, ze ja bardzo lubie. Nie uplynela godzina, a on zadzwonil i powiedzial do niej: ale ona cie nienawidzi. I wytworzyly sie niesnaski.
Ale tak nie musi byc w Twoim doswiadczeniu.
Ja raczej sama sobie opowiadam i uwalniam sie z dyskomfortu i jak to zrobie, to nie czuje potrzeby mowienia o tym innym. Zmienia sie moje nastawienie, to zmienia sie relacja.


Dodam jeszcze, ze to co sie w nas dzieje to jest gra slow. Zniewolonych slow.
To taka gra: kosci zostaly rzucone.
Nie jest koscia niezgody.

-- 05 wrz 2015, 15:33 --

Jak tak sobie pomyslec to emocje traktuje sie jako cos zlego. W koscielnych przykazaniach gniew jest bee, zazdrosc jest bee, zachlannosc jest bee, pozadanie jest bee. Bee jest grzechem smiertelnym. Odziedziczylismy po przodkach to ze emocje sa bee, a w obecnym zyciu kosciol tylko to wzmacnia. Wiec jak te emocje sa takie bee, to trzeba je zamknac. Najchetniej gdzies w biodrze, watrobie, nerkach...
A te wszystkie bee utrzymuja struktury wladzy. Ma sie haczyk na czlowieka.

Co do nienawisci to mialam kiedys doswiadczenie, ktore odmienilo moje spojrzenie na emocje.
To dotyczylo nienawisci.
Cos sobie przepracowywalam i nagle poczulam nienawisc, ale w formie dzwieku kamertonu. To byla nienawisc, ale jak piekny dzwiek. Za chwile odezwal sie we mnie glos: nie moge przeciez siebie nienawidziec. No i to ten dzwiek zniknal.
I do dzisiaj nie moge sobie tego wytlumaczyc jak ten czysty ton nienawisci byl taki piekny i czysty, tak rozny od tej nienawisci jaka potocznie znamy.

Pisze to po to, aby uwolnic sie z przekonan, ze jakas emocja jest zla. Jest nie zrozumiana, osadzona. A te osady sa korzystne jedynie dla struktur wladzy, nie nas samych.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 wrz 2015, 17:15 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 15:32
Posty: 217
Płeć: mężczyzna
Dziękuje wam bardzo za wasze odpowiedzi, bo naprawdę sporo mi rozjaśniły. Ludzie na tym forum mają niesamowitą wiedzę z różnych dziedzin i człowiek może się wiele nauczyć.

Co do tego kulturowego bojkotu niektórych emocji, to jest to niestety prawda. Zauważyłem, że ten problem dotyka i dziewczynki i chłopców z tym że chłopcy mają jeszcze dodatkowy bagaż. W końcu od dziecka się słyszy, że mężczyzna nie powinien płakać. Wiele razy słyszałem od mamy ( nie raz słyszałem ten tekst u mam moich rówieśników w różnych sytuacjach) " taki duży chłopiec, a płacze jak dziewczynka". Przecież nie trudno zaobserwować u wielu mężczyzn, że panicznie boją się płakać przy innych i okazać słabość. Jest to coś wstydliwego w męskich kręgach. Może to dlatego kobiety rozwijają się szybciej emocjonalnie i stają się dojrzalsze, gdy wśród mężczyzn wciąż spotyka się wielu tzw dużych chłopców ? Oczywiście nie staram się pokazać, że to mężczyzni są bardziej poszkodowani, bo i kobiety spotyka taka sama krzywda w dzieciństwie. U mnie w domu od zawsze nie mówiono o swoich uczuciach. Wszyscy zajadali stres ( reszta rodziny ma nadwagę oprócz mnie) a kilka pokoleń wstecz pojawiają się nałogi. Ojciec mamy się powiesił, pradziadek skończył w psychiatryku. Jedna babcia była w obozie koncentracyjnym ( póżniej mieszkałem z nią pod jednym dachem i nie należało to niestety do przyjemności), druga doświadczyła głodu po wojnie. W końcu mieszkała na wsi i tam było to powszechne. Mama opowiadał, że jak była dzieckiem, to czasem były dni, kiedy nie było co jeść. Dlatego mam wrażenie, że w mojej rodzinie wcześniej było dużo cierpienia i przeniesiono je na mnie w jakiś sposób. W domu jak mieszkaliśmy z babcią były ciągłe kłótnie. Babcia nienawidziła matki za to, że zabiera mu jego ostatniego najmłodszego syna. To ma chyba nawet w psychologii i psychiatrii jakiś termin. Jest to podobno jakaś jednostka chorobowa, ale nie pamiętam jak się to nazywa. Ciągłe awantury między nimi, babcia mnie nienawidziła i jako rodzice wychodzili do pracy, to dopiero mi dokuczała. Zamykała mnie w ciemnej łazience na klucz jak ją wkurzyłem. Z jakiegoś powodu faworyzowała brata, a mnie nie lubiła. Chyba dlatego że był z wyglądu podobny do ojca, a ja łudząco podobny do matki i przeniosła stosunek do nich na nas. Dlatego jakbym zaczął się bawić w wyciąganie tych moich najgłębiej zakorzenionych przekonań, to aż się boje co tam musi być ze względu na taki start w życiu. Wychowanie w ciągłej atmosferze strachu, wzajemnej nienawiści. Na terapii przypomniałem sobie scenę jak babcia z siostrą ojca awanturują się z matką, a on siedzi w kuchni i nie reaguje. Przypomniałem sobie nagle ten cały lęk jaki czułem w tej sytuacji i złość na ojca, że nic z tym nie robi, tylko siedzi i żre jak zwykle. To był okres gdy miał kliniczną otyłość chyba przez tą sytuację w domu, która go wykańczała. Jedznie pozwalało mu rozładować napięcie. Potem ja się od niego tego nauczyłem i miałem przez to spore problemy trawienne, ale na szczęście się opanowałem w porę. Także te przekonania trzeba powyciągać. Szkoda, że od takiego bagna trzeba zaczynać, ale co zrobić. Trochę strach zaglądać w coś takiego, bo nie jest przyjemne przypominanie sobie takich scen i emocji z tych związanych, a po drugie można się załamać widząc czego się człowiek nauczył od takich ludzi.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 wrz 2015, 18:27 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
To masz juz jednego, ojca, ktory sprawil Ci zawod (lek z Twojego snu).

Te Polskie sytuacje rodzinne czesto sa podobne do siebie.
Ja tez mialam babcie, ktora terroryzowala wszystkich, a najbardziej mnie, bo bylam podobna do ojca, ktorego ona nie znosila. I tak po calych dniach nadawala jaki ten swiat straszny, mezczyzni lajdaki, kobiety dziwki, ludzie oszusci...
Ach te babcie.

Jak sie ma takie nieciekawe wzorce rodzinne, to nic tylko trzeba zakasac rekawy i popuszczac te wszystkie zale, bo inaczej skonczy sie tak jak ktores z nich. A Ty, Randy, i tak jestes czarna owca, bo nie chcesz powielac tych wzorcow.

Kilka lat temu bylam na warsztatach z nauczycielem z Kanady. I on powiedzial: prowadzilem warsztaty w wielu krajach, ale takich powiazan rodzinnych , takich pogmatwan jak w polskich relacjach to w zadnym innym kraju nie widzialem.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 wrz 2015, 19:09 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 15:32
Posty: 217
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Te Polskie sytuacje rodzinne czesto sa podobne do siebie.
Ja tez mialam babcie, ktora terroryzowala wszystkich, a najbardziej mnie, bo bylam podobna do ojca, ktorego ona nie znosila. I tak po calych dniach nadawala jaki ten swiat straszny, mezczyzni lajdaki, kobiety dziwki, ludzie oszusci...
Ach te babcie.

Mi się wydaje, że wojna i nawet czasy przedwojenne wpłynęły tak na ludzi. Ludziom się wydaje, że wojna się kończy wraz z podpisaniem pokoju i wycofaniem wojsk z terytorium okupowanego kraju. A on dalej trwa w głowach ludzi i prawdziwe tragedie często się rozwijały dopiero po niej. Ilu ludzi nie potrafiło sie odnależć po tym okresie, ilu odebrało sobie życie, ilu wpadało w nałogi i niszczyło życie swojej rodzinie po tych wszystkich traumach, które przeżyli podczas wojny. W mojej rodzinie babcia była w niemiecki obozie i to musiała być niemała trauma, kiedy 5 letnie dziecko widzi ludzi leżących na ziemi z wycieńczenia wywołanego ciężką pracą, katowaniem i głodem. Takie wydarzenie zostają w rodzinie jeszcze wiele pokoleń do przodu. No ale każdy schemat można przełamać, choć trochę sie trzeba z nim pomęczyć.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 wrz 2015, 21:39 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Praca z emocjami moze byc jednym wielkim cierpieniem, albo przygoda. W zaleznosci jak sie do tego podejdzie.Wyparte emocje sa oblozone zakazami i na sile wyciaganie tych emocji spala przewaznie na panewce, a jak wychodza to sa nieprzyjemne. Jedynie opor przed nimi czyni je nieprzyjemne. Warto wiec oczyscic najpierw emocje z zakazow. I czesto samo to wystarczy, bo przestajemy sie ich bac i jak sobie wyjda przy jakiejs okazji to mozna byc zaskoczonym, ze sa przyjemne.

Kazdemu chyba wmowiono, ze gniew to grzech smiertelny. I nie bez powodu. Bo gniew oczyszcza.
Spytalam sie kiedys co sie stanie jak pozwole sobie na czucie gniewu.
Odpowiedz: wyrzuce wszystko z siebie.

I w zwiazku z tym mam doswiadczenie jak wybieralam sie w podroz, pakowalam sie i ogarnal mnie ogromny stres i bardzo rozbolala glowa. Czasu nie mialam duzo a ledwo chodzilam od tego bolu w glowie. I nagle poczulam gniew. Przelecial po krzyzu i wypchnal caly bol glowy z calym stresem. Stalam sie ozywiona, spokojna i moglam sie przygotowywac do podrozy.

Nic wiec dziwnego, ze gniew jest taki zabroniony, bo powyrzucalibysmy wszelkie urazy, bolaczki i nastepowaloby nagle cudowne uzdrowienie. System stracilby chorych.

Zeby to lepiej oczyscic to mozna sie spytac: co komu bym wyrzucila? Jak juz wyjdzie na jaw co komu by sie wyrzucilo, to mozna przestac sie bac gniewu. Bo to wlasciwie nie samego gniewu sie boimy a reakcji z nim zwiazanych: przeklenstw, wyrzucenia cos komus co sie o nim mysli, krzyku jaki mozna wydac w zwiazku z tym gniewem, przywalenia komus.... A tylko niedozwolony gniew, tzn. gniew oblozony zakazami reaguje wybuchowo. Dozwolony gniew to sila.

Tak mozna zrobic z kazda jedna emocja i uczuciem, ktore jest zabronione.
Z tym wiaze sie pewne ryzyko.
Zostaly nam przydzielone pewne role w rodzinie. Te role sa zwiazane z emocjami.Jezeli jeden czlonek rodziny zmieni swoja role, to role innych czlonkow rodziny stana sie zagrozone., bedzie musiala powstac nowa formacja. Wiec inni czlonkowie rodziny moga beda bronic swoich rol, mozna stracic kontakt z rodzina, moga posadzac o jakies kontakty z sekta. Po prostu przestana nas poznawac. Nie bedziemy pasowali do ich obrazu o nas.
Wybor wiec stoi miedzy byc wolniejszym nawet gdyby mialo sie nie pasowac do rodziny albo pozostac w swej roli i nic nie zmieniac.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 wrz 2015, 22:05 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 15:32
Posty: 217
Płeć: mężczyzna
To prawda z tymi zabronionymi emocjami, bo czuje opór do nich. Poza tym śmieszna rzecz, którą zauważyłem, miała miejsce, gdy kiedyś zobaczyłem swoje imię i nazwisko w jakimś dokumencie urzędowym. I tak się zastanawiałem nad tym i doszedłem do wniosku, że to imię i nazwisko, to nie jestem ja. Mam wrażenie, że to jakaś rola. Cała ta tożsamość, ta osobowość, to tylko rola i problem w tym, że traktuję ją chyba trochę za poważnie. Takie traktowanie życia na poważnie i siebie, to naprawdę nie lada problem. Swoją drogą to śmieszne, bo i dziś to zauważyłem, jak zobaczyłem swój nick na forum. Mogę się nazywać inaczej tu, niż w życiu rzeczywistym i dowolnie zmieniać swoje role. Może jest tak trochę, jak zauważają buddyści, że lepimy tą osobowość ze swoich myśli i przekonań i przeraża nas wizja tego, że ktoś może zagrozić naszemu obrazowi samych siebie, który sobie wykreowaliśmy. Mam tak na imie i nazwisko, jestem prawnikiem... takie wejście w role, choć tak naprawdę nie ma za tym nic i człowiek boi się stracić tą rolę, że wyrzucą z zawodu i zostanę nikim. A może to bycie nikim nie powinno przerażać, skoro już się jest nikim, tylko człowiek wszedł w jakąś kreacje i za mocno się z nią utożsamił bez odpowiedniego dystansu do niej ? Może to trochę pogmatwane, to co pisze, ale doszedłem do takiego wniosku. Oczywiście nie sam, bo gdzieś już o tym wcześniej słyszałem, ale poczułem, że to naprawdę ma sens. Chciałbym właśnie nabrać takiego dystansu do swojego życia i do siebie, ale by to była ulga. Teraz mam wrażenie, że za bardzo chce utrzymać jakiś obraz siebie. Siebie silnego i zdecydowanego. Chociaż coraz częsciej daje sobie prawo do słabości i to mi pomaga.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 wrz 2015, 9:01 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Wlasciwie ten Twoj sen, Randy, pokazuje schemat wyparcia i kontroli.
Jestes w pokoju sam z mezczyzna. Pokoj to twoje cialo, albo serce. Mezczyzna to kontrolant. Nawet wymusiles na nim obietnice, zeby nie wpuszczal tej wariatki. Wiec kontrolant w/g Twego zyczenia "chroni" Cie przed nia.Ale...
Gdy babcia zamknela Cie w tej ciemnej lazience i myslales, ze oszalejesz z tego leku i rozpaczy kontrolant zobaczyl swoja szanse na zatrudnienie. To on Ci wmawial cos w stylu: przez nia do reszty oszalejesz, nie nadajesz sie do kochania, babcia Cie nie kocha, babcia Cie nienawidzi, wyrzuc ja z siebie, nie chcij jej, bez niej bedzie ci lepiej...No i go posluchales. Wiec posluchales go, uwierzyles w jego klamstwa, ze to ta szalona kobieta jest winna. A kontrolant pozostaje w ukryciu i cieszy sie z nowego etatu. I mysli sie, ze on daje wolnosc, ze nareszcie nie trzeba bedzie sie bac zamykania w lazience (czy czegos innego). Kontrola wmawia, ze daje wolnosc, podczas gdy tak naprawde zniewala.

Kluczowym slowem jest tu: nie nadajesz sie.
Nie nadajesz sie do niczego, nie nadajesz sie do kochania, nie nadajesz sie do towarzystwa, nie nadajesz sie do zycia, nie nadajesz sie na dyrektora, nie nadajesz sie na milionera, nie nadajesz sie do zabawy...Wszystko to w co sie uwierzylo, ze sie do tego nie nadaje.
No, a zeby sie nadawac to trzeba zgodzic sie na innego reakcje, niz te, ktore mialo sie do tej pory. Zeby udowodnic, ze sie nadaje do tego co zostalo wmowione, ze sie do tego nie nadaje.


I zamiast zyc, udowadnia sie, ze sie nadaje...

Widze, ze to jest kolektywne zaprogramowanie. Kluczem jest nie nadajesz sie. Na poczatku jest glos z zewnatrz, albo w glowie i wmawia tak dlugo dopoki nie zidentyfikuje sie z ta mysla i zrobi ja czescia siebie. Od tej pory mysli sie: nie nadaje sie, w pierwszej osobie i nawet nie widzi sie, ze byl on najpierw w formie: ty, ty sie nie nadajesz.

I mozna to sobie przeczuc.
Jak sie czuje gdy mysle: nie nadaje sie?
Jak sie czuje, gdy ktos do mnie mowi: nie nadajesz sie?

I tak sobie mysle, jakby to bylo, gdyby wszystko w nas nadawalo sie do zycia takie jakie jest. To znaczy, to sie nadaje, ale uwierzylismy, ze sie nie nadaje. Skonczyly by sie wewnetrzne konflikty, kontrolant stracilby prace, a my zylibysmy, zamiast udowadniac, ze potrafimy zyc. Zylibysmy Miloscia, zamiast udawac, ze kochamy. Zylibysmy Radoscia, zamist udawac, ze sie cieszymy. Chodzilibysmy z dumnie podniesiona glowa z tego co w sobie, jako czlowiek nosimy, a nie patrzyli na innych z gory, zeby sie dowartosciowac (pogarda).

Czyzby szykowal sie raj na ziemi ?

Tak to jeszcze widze, ze to wmawianie, ze sie do czegos nie nadaje sluzy jedynie temu, zeby obsadzac nas w rolach, a my wierzac w to zgadzamy sie na te role. No, skoro nie nadaje sie na dyrektora, to dobra bedzie rola sprzataczki. Dobrze sie sie w ogole do czegos nadaje :(

Pogarda obsadza nas w rolach, a wstyd utrzymuje w nich.
Role to nic innego jak wzorce. Identyfikujac sie z rola identyfikujemy sie z wzorcem.

Caly bajer z tym wszystkim polega na tym, ze uwierzylismy, ze ktos cos na zewnatrz ma nam cos do dania: milosc, radosc jak sie cos dostaje, uznanie...
A ze w matrixowym swiecie nie ma nic za darmo (to kazdy chyba slyszal), wiec jak sie chce, zeby mamusia czy babcia kochala to trzeba sobie na to zasluzyc. Taki to juz jest ten swiat kontroli uczuc. Dlugo nie moglam sie z tym pogodzic, ale gdy wreszcie to zaakceptowalam, to przyszla ulga. Ten swiat tak dziala i moge na rzesach stanac a tego nie zmienie. A to wszystko, czego chcemy, zeby inni nam dali mamy w sobie. I to wszystko jest za darmo. Wystarczy tylko zwolnic kontrolanta z pracy.
A zazdrosc moze nam w tym pomoc. Wystarczy popatrzec na innych i zobaczyc czego im sie zazdrosci. I odkrywac to wszystko w sobie.
Bo niestety, jak chce sie byc kochanym przez kogos, to trzeba zgodzic sie na jego warunki, jakie ten ktos ma kogo mozna kochac, a kogo nie. I wyrzec sie wszystkiego co tej osobie nie pasuje. Wtedy ta osoba jest zadowolona a my przez chcwile czujemy sie kochani.
Ale czuc sie kochanym mozna bez tej drugiej osoby i nie trzeba wkladac tyle wysilku, zeby sie przypodobac...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 wrz 2015, 11:12 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
Znalezione,tak zwanym "przypadkiem",myśląc o Autorze tego wątka.
Zauważ,albo odrzuć.Może to offtop,a może nie Mruga
Obrazek

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 wrz 2015, 11:35 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Cytat:
"Pamietaj by odlozyc szklanke"

Wiec dlaczego tak trudno ja odlozyc?
Bo zawsze z wszystkiego mamy jakies korzysci. Uwierzylismy, ze mamy korzysci. I z cierpienia, i z bycia ofiara, i z czucia sie niewystarczajaco dobrym (nie nadaje sie)... Bo jak bysmy nie mieli korzysci, to bysmy puscili szklanke. I byloby po szklance. Po zbitej szklance pozostalby wstyd, ze tak dlugo sie oszukiwalo.

Ja widze, ze podswiadomosc tworzy sie w ten sposob.
Zalozmy, ze jako dzieci bawimy sie na podworku z kolega. Nagle koledze sie cos nie podoba i mowi: glupi jestes. Nie pozostajemy mu dluzni i odpowieadamy: sam jestes glupi. I albo dalej sie bawimy jakby nigdy nic, albo zabieramy swoje zabawki i idziemy. Jednak na drugi dzien wszystko jest zapomniane i bawimy sie jakby nic sie nie zdarzylo. Bo i nic sie nie zdarzylo. Ta wymiana zdan nie zostawila po sobie sladu.

Ale gdy matka powie: czy ty naprzawde taka jestes glupia i nie rozumiesz co ja do ciebie mowie?, to sytuacja wyglada inaczej. Ja przynajmniej nie moglam powiedziec mamie: sama jestes glupia. Poczulam sie upokorzona, zawstydzona. To jest zbyt bolesne, zeby z tym zyc wiec trzeba sobie to zakiblowac.
I postanawia sie: nie chce, zeby mama myslala o mnie, ze jestem glupia. Bede zawsze robila to, co mama do mnie powie.
To sie wyprze, ale sznur do tego czasu pozostaje. I wystarczy, ze ktos pociagnie za ten sznur i te emocje sie uaktywniaja.
I tyle ile jest zdarzen z czyms przykrym tyle jest sznurow. A pod kazdym sznurem wyparte to co sie wtedy czulo. Wiec jest za co pociagac.

Polacy lubia wyzywac swoje dzieci. Rodzice ich wyzywali to oni przejeli ten srodek wychowawczy jako cos naturalnego. A kazde wyzwisko pozostawia po sobie slad. Chyba, ze jest sie odpornym na nie, chociaz nie mysle, ze duzo dzieci jest.

To co ja robilam, zeby uwolnic sie od tych sznurow, to przypominalam sobie te wszystkie wyzwiska, upomnienia, zdania, ktore do mnie mowiono i je sobie powtarzalam, odczuwajac to co czuje, a czego nie chcialam czuc, kiedy to sie zdarzylo. Przezywam sobie ta sytuacje. I to jest bardzo uwalniajace. I co najwazniejsze mowi sie to do siebie w trzeciej osobie, tak jak mama to mowila, a nie z identyfikacja, ze to ja taka jestem. Mozna powtarzac sobie to zdanie i jako pomoc zadac pytanie: co ja czuje?

Z kazdym odcietym sznurem bedzie mniej do kontrolowania i bedziemy bardziej odporni na manipulacje z zewnatrz. Jest sie po prostu bardziej trzezwym.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 68 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group