Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 04 sie 2020, 21:33

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 6 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Poszukiwane...
Post: 14 lut 2011, 17:03 
Prośba do korzystających z P2P o ebook p.t. "Bez strachu" Abina Siwaka - aparatczyka PZPR. (spowiedź życia, bardzo ciekawy i cenny materiał zważywszy na historię wydania książki która była masowo wykupywana przez "nieznanych sprawców" za podatkowe pieniądze zapewne).

Tu są linki:
http://www.google.pl/#q=albin+siwak+bez+strachu+pdf&hl=pl&biw=1024&bih=413&prmd=ivnso&source=lnt&tbs=lr:lang_1pl&lr=lang_pl&sa=X&ei=-1FZTerGAZ-T4gbJ8qT7Bg&ved=0CAcQpwUoAQ&fp=f1a4905b317521a8

Nie znam poprawności linków.

Może ktoś z Was już ma. :)



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

 Tytuł: Poszukiwane...
: 14 lut 2011, 17:03 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 14 lut 2011, 17:18 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 sie 2010, 22:27
Posty: 650
Lokalizacja: Śląsk
Płeć: mężczyzna
Nie mam, ale to może cie zainteresować, z książki jednego z najlepszych polskich historyków PRL-u:

Cytuj:
Piotr Gontarczyk

Myśli betoniarza




Po 20. latach od Sierpnia tow. Albin Siwak nadal wierzy, że PRL można było naprawić


"Jak sami widzicie koledzy i czujecie to na sobie, sprawy nie poszły tak, jak mi tu w 1982 roku mówiliście. Nie mam satysfakcji z tego, że to ja wtedy miałem rację" - tak Albin Siwak ze zwykłą sobie robociarską szczerością wywalił całą prawdę w oczy byłym towarzyszom z PZPR. Betoniarz, który w latach 80. został członkiem KC i Biura Politycznego, bezkompromisowy przeciwnik "Solidarności", znany niegdyś z płomiennych przemówień, miał znów swoje pięć minut: promocję książki, która odbyła się w szacownych murach Polskiej Akademii Nauk w Warszawie.

Albin Siwak urodził się w rodzinie robotniczej w 1933 r. Choć pochodził z Wołomina, to po zakończeniu wojny znalazł się na Mazurach, gdzie w małej wiosce Lutry jego rodzina uprawiała kilkuhektarowe gospodarstwo. W odległym od 10 kilometrów Bisztynku Siwak skończył siedem klas szkoły podstawowej. Z tych czasów najlepiej zapamiętał "kołchoźnika", czyli megafon zawieszony na słupie, z którego płynęła muzyka: "a śpiewano wtedy normalnie, po ludzku, słowa wpadały w ucho i tonęły w sercu. O Mariensztacie, MDM, Trasie W-Z i Muranowie. Rosło we mnie przekonanie, że będę budowlańcem" - wspomina Siwak. Można powiedzieć, że ten megafon zadecydował o jego losach - w 1950 roku siedemnastoletni Albin jedzie za pracą do Warszawy. A że był chłop na schwał - wysoki, prawie sto kilo wagi - to zaraz przyjęli go do Służby Polsce i skierowali do brygady murarskiej na MDM-ie. Został przodownikiem pracy, potem zrobili go brygadzistą. Kiedy w 1952 roku skończyli budowę MDM-u, otrzymał Brązowy Krzyż Zasługi; prawie po każdej następnej budowie dostawał kolejne wysokie odznaczenia państwowe.

Raz na lokomotywie...

Czasy Gomułki Siwak uważa za dobre dla Polski, ale prawdziwy rozwój kraju, jego zdaniem, zaczął się za Edwarda Gierka. W przedsiębiorstwach budowlanych i produkujących materiały dla budownictwa pracowało wtedy 2 miliony osób. Związek zawodowy budowlańców, w którym aktywnie działał Siwak, liczył już milion członków. Robotnik zarabiał dwa razy więcej od inżyniera, a w dodatku, jak chciał, to mógł jeszcze na różne sposoby dorobić. Jak? A choćby tak, jak to opisuje Siwak w swoich wspomnieniach: pracowali na dużej budowie koło Dworca Wschodniego w Warszawie. Robotnicy z jego brygady spieniężali w skupie jako złom wszystkie metalowe przedmioty, jakie znajdowali na placu budowy. Wykopywali z ziemi także zbiorniki kolejowe na paliwo, na smary. Wielkie, po kilkanaście ton. Wrzucali do tych zbiorników po kilka wywrotek piachu i całość sprzedawali w skupie jako złom. Jak się skończyły zbiorniki, powyciągali z ziemi ołowiane kable. Siwak wspomina po latach: "na placu budowy została tylko potężna lokomotywa, która nie dawała ludziom spokoju. Takie ciężary po sto ton, mogły podnosić wtedy tylko dźwigi kolejowe. A przecież nie pójdą do PKP i nie powiedzą: dajcie nam swój dźwig, bo chcemy ukraść waszą lokomotywę". Brygadzista Siwak coś tam wykombinował i niedługo parowóz znalazł się w skupie. Ale ówczesne przepisy pozwalały przyjąć od jednej osoby tylko kilkaset kilogramów złomu. Siwak wziął dowody osobiste od robotników z brygady i udało się lokomotywę na ludzi "rozpisać".
Potem było trochę szumu - milicja zaczęła szukać, kto ukradł ze stacji lokomotywę. Doszli do brygadzisty Siwaka i jego kolegów - wszyscy mieli sprawę w sądzie. Ale kiedy sąd wezwał ekspertów, to okazało się, że w Polsce nie ma dźwigu, który by mógł tak wielką lokomotywę podnieść do góry. Sprawę umorzono, bo sąd nie potrafił udowodnić, jakim sposobem brygada Siwaka zdołała zawieźć lokomotywę do skupu.
Po latach śmieje się z całej sprawy - rzeczywiście, żadnego dźwigu nie używali. Po prostu zrobili podkop, wsunęli lawetę kolejową pod lokomotywę i na tej lawecie zawieźli ją do skupu. Inżynierkowie, tacy szkoleni. A tu proszę, prosty robociarz ich wykołował.

...raz pod lokomotywą

Po raz pierwszy do partii zapisał się w 1965 roku. "Doszedłem do wniosku - wspomina Siwak - że nie należy stać z boku, gdzieś na krawężniku, gdy jezdnią wartko idzie życie". W 1967 roku wysłali go jako delegata na zebranie do Podstawowej Organizacji Partyjnej w zakładach FSO na Żeraniu. A w FSO to nie były takie sobie spotkania, bo członkiem tamtejszego POP był Władysław Gomułka. Na tym spotkaniu tow. Siwak wszedł nieproszony na trybunę i walnął "z grubej rury", że BHP się nie przestrzega, że normy produkcji za wysokie i tak dalej. Na koniec dodał: "Towarzyszu Wiesławie! Do ludzi nie docierają takie argumenty, że w Polsce, i to znacznie, staniały lokomotywy. Lokomotywy nikt nie ugryzie i chleba nią nie posmaruje". Na sali zapanowała cisza. Gomułka zaczął krzyczeć: "To czysta demagogia, co tu mówicie. Kto was z takimi poglądami rekomendował do partii? Proszę zejść z mównicy!" Legitymację PZPR zabrali Siwakowi jeszcze na sali. Znowu kłopoty i znowu przez lokomotywę.

Ja cię, dyrektorku, przegonię

Po pewnym czasie wszyscy zapomnieli o jego wystąpieniu w FSO i znów przyjęli do partii. W 1976 roku został nawet członkiem egzekutywy Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Ale na wielkie wody wypłynął dopiero kilka lat później. To stało się na konferencji partyjnej, na której byli pierwszy sekretarz Edward Gierek i premier Piotr Jaroszewicz. Towarzysz Siwak wszedł na trybunę i wyjął pas, jaki wszyscy budowlańcy musieli nosić. Składał się on z dwóch części, z których jedna obejmowała człowieka wpół, a druga przechodziła między nogami. Pas był gruby, niewygodny, tak uwierał, że nie można było chodzić. Kiedy tow. Siwak zapytał, kto taką głupotę wymyślił, wstał jakiś doktorek od ergonometrii. Siwak do niego: "Idę o duży zakład, że jak przegonię kilka razy towarzysza dyrektora wkoło tej sali, to z tego, co należy do męskich rzeczy w kroku zostaną żałosne strzępy". Cała sala gruchnęła śmiechem. Wówczas Siwak wyjął z teczki rękawice robocze. Tak małe, że na nikogo nie pasowały. Tow. Gierek też próbował założyć, ale nie dał rady. Wtedy pierwszy sekretarz przemówił: "Trudny temat podjął towarzysz Siwak. Chcę od razu powiedzieć, że bardzo przypadł mi do serca sposób przedstawiania trudności, które hamują budownictwo oraz sposób wyjścia z tych trudności. Nie sztuka jest krytykować stojąc z boku, jak to robi wielu. Ale wielką sztuką jest być w samym centrum tych problemów i pokonywać je tak, jak próbuje to zrobić tow. Siwak".
Kolega partyjny szepnął Siwakowi: "No bracie, ty już jesteś jedną nogą w KC".
Rzeczywiście, niedługo potem tow. Siwak został zastępcą członka, a potem członkiem Komitetu Centralnego PZPR. Był w KC w najtrudniejszych dla PRL czasach. Za "Solidarności".

Znikąd ratunku

Siwak jest dziś przekonany, że kiedy w 1980 roku wybuchł strajk w Stoczni Gdańskiej, to z klasą robotniczą można się było dogadać. Ale przyjechali KOR-owcy, robotników skołowali i zaczął się w kraju wielki zamęt.
Siwak opowiada z przejęciem, jak to w jego kombinacie "Solidarność" zakładał znany pijak i nierób. Judził, pisał donosy, a potem zmarł z pijaństwa. "W całym kraju zapanował terror jemu podobnych: niszczono w różny sposób organizacje związkowe. Wyrzucano siłą z lokali rady zakładowe. Wywożono ludzi za bramę na taczkach. Znikąd ratunku i pomocy, każdy odwraca się i udaje, że to nie jego sprawa".
Brygada tow. Siwaka miała pełne ręce roboty: tu skuwali glazurę, tam coś musieli rozebrać. W Magdalence zasypywali dwa baseny i w ich miejsce sadzili trawę. Tak to towarzysze w strachu przed "Solidarnością" pozbywali się zgoła niesocjalistycznego bogactwa. Raz przyszedł do Siwaka towarzysz minister. Cały trząsł się ze strachu i prosił, żeby mu przez noc domek na Mazurach rozebrać, bo będzie miał solidarnościową kontrolę. Rozebrali. Tylko że pomylili działki i rozebrali dom jednej dziennikarki, stojący po drugiej stronie ulicy. Co było robić? Następnej nocy przestawili domek ministra na miejsce tego rozebranego u dziennikarki. Domek prawie taki sam, a jeszcze lepiej wyposażony i wykończony. "Więc kobieta po obejrzeniu nie robiła awantury widząc, że dużo zyskała - wspomina tow. Siwak - Poprosiła tylko, żeby jej mebelki zwrócić. A ludziom dała na wódkę".
Gierek i Kania bez przerwy "Solidarności" ustępowali. A robotnicy przychodzili do tow. Siwaka i pytali: "Dokąd to tak będziecie się cofać. Co, sprzedaliście już partię i socjalizm?"
Towarzysz Siwak jeździł po kraju, tłumaczył, wyjaśniał. Nie poddawał się w najgorszych momentach, nawet wtedy, gdy leciały na niego wyzwiska. Żalił się, że ci z "Solidarności" robili z niego zwykłego lumpa, analfabetę, a on przecież był członkiem Biura Politycznego. Kiedyś nawet wydali taką ulotkę, że niby Wajda kręci kolejny film po "Człowieku z żelaza" i "Człowieku z marmuru". Bohaterem tego filmu miał być on, Siwak, tytuł: "Człowiek z pustaków".
Miał też swoich popleczników. Polska Agencja Prasowa dawała na przykład takie depesze: "Popularność, jaką zdobył sobie tow. Albin Siwak w społeczeństwie, nie jest wynikiem zajmowania wysokich funkcji społecznych. Jej źródłem jest przede wszystkim bezkompromisowe i odważne stanowisko, jakie zajmował zawsze i obecnie w sprawach ważnych dla kraju, dla klasy robotniczej". Telewizja wybrała Siwaka "Człowiekiem Roku".

Pozazdrościć Pol-Potowi

W tym czasie, jak ocenia Siwak, w partii brakowało woli walki, pogłębiał się rozdźwięk pomiędzy dołami partyjnymi a kierownictwem. Kiedy więc zaczęło się IV Plenum, "Człowiek Roku" wystąpił z gwałtowną krytyką I sekretarza KC PZPR Stanisława Kani: "Nikt nie posprząta dokładnie domu, jeśli zacznie zamiatać śmieci tylko na dole. Na przykład schodów nikt nie zamiata z dołu do góry. Trzeba je posprzątać porządnie od najwyższego stopnia aż do dołu. Temu, kto zmiata pod górę, śmieci spadną za kołnierz. A i takie są tu próby posprzątania naszego domu".
No i posprzątali z góry do dołu. Większością głosów wybrano nowego I sekretarza, gen. Wojciecha Jaruzelskiego. Niedługo potem wprowadził stan wojenny. "Moim zdaniem - pisze tow. Siwak - powinni Jaruzelskiemu postawić pomnik i składać tam kwiaty".
W latach 1981 - 85 Albin Siwak kierował Komisją Skarg i Interwencji KC PZPR. Zajmował się ludzkimi bolączkami, różnymi nadużyciami. Wspomina, jak pewna robotnica opowiedziała mu o kombinacjach prof. Jerzego Wiatra z mieszkaniami. Co rusz dostawał z przydziału nowe, zmieniał żony, poprzedniej zostawiał mieszkanie, potem dostawał następne, które zamieniał na większe i zostawiał kolejnej żonie. I tak w kółko, a w tym samym czasie na własny kąt ludzie czekali po dwadzieścia lat. Jak tow. Siwak to sprawdził i wyszło, że to prawda, pewien robotnik powiedział rozżalony: "Ja rozumiem, że przed wojną hrabia obdarowywał mieszkaniami kochanki, ale robił to za swoje".
Towarzysz Siwak interweniował w tej sprawie w KC. Nic nie wskórał, bo profesor był dyrektorem Katedry Podstawowych Problemów Marksizmu Leninizmu KC PZPR, czyli był nietykalny: "mimo że Centralna Komisja Kontroli Partyjnej zajmowała się sprawą, mimo że prokuratura robiła dochodzenie, to i tak sprawę udupiono" - wspomina Siwak.
W dokumentach X Zjazdu PZPR napisano, że Komisja Interwencji KC PZPR załatwiła sześć i pół miliona spraw. Ale potem, jak ocenia Siwak, zaczęły się knowania partyjnych liberałów, którzy oderwali się od partyjnych dołów. Najgorsi byli Wojciech Jaruzelski i Mieczysław Rakowski. Jaruzelski, jak sądzi Siwak, nie lubił go, bo generał nie szanował polskich robotników. Miał kiedyś powiedzieć z pogardą: częściej rozpinają rozporek niż otwierają książki. Rakowski z Jaruzelskim w 1986 r. usunęli Albina Siwaka z Biura Politycznego. Potem go zesłali na placówkę dyplomatyczną do Libii.
Tow. Siwak podkreśla, że wcześniej miał już doświadczenia dyplomatyczne, bowiem wielokrotnie jeździł do NRD, Czechosłowacji i Związku Radzieckiego. Kiedyś zaproponowali mu wyjazd do Pol-Potowskiej Kambodży. "Chętnie się zgodziłem - wspomina Siwak - bo to i egzotyka, i nowe doświadczenia w ruchu robotniczym". Najlepiej z tej podróży do dalekiego kraju tow. Siwak zapamiętał brak Żydów w kierownictwie partii. "Oni nawet nie wiedzą, jak są szczęśliwi - tłumaczył potem gen. Jaruzelskiemu - w ich rasę nie może się wmieszać inny człowiek niż Azjata. A więc autentycznie rządzą sami sobą i to jest ich szczęście w przeciwieństwie do nas".
Kiedy Siwak leciał do Afryki, jego najwierniejsi zwolennicy zgotowali mu owacyjne pożegnanie. Było nawet kilku generałów. Delegacja związków zawodowych na czele z Ewą Spychalską ściskając go oświadczyła: "Wasze miejsce towarzyszu Albinie jest tu w kraju, a nie w Libii". Ale musiał jechać. Wrócił w marcu 1990 roku, odwołany przez ministra Krzysztofa Skubiszewskiego

Kapuściński to betka

O nowej Polsce mówi z niesmakiem. "Do kierowania krajem trzeba dorosnąć i posiadać kwalifikacje - stwierdza mentorsko. - Nie można z furmanki przesiadać się za kierownicę samochodu. Jak i z samochodu na rakietę. Wszystkie te funkcje wymagają kolejno nauczenia się i predyspozycji".
Po nazwisku, albo tylko za pomocą aluzji, pan Albin wymienia całą plejadę niekompetentnych ekonomistów, polityków, także tych ze swojej działki, czyli dyplomacji: "w wielu węzłowych sferach naszego życia, a szczególnie polityce i ekonomii, są ludzie, którzy jak najmniej powinni zabierać głos. Na prawie każdy temat w telewizji odpowiada ciągle ten sam profesor, który tytuł swój zdobył za pracę w temacie: prostytucja we Francji w XVII wieku. Ale w Polsce zna się na wszystkim".
Przede wszystkim jednak ostrzega, że "niepolacy" dorwali się do władzy, rządzą telewizją, radiem, gazetami. "Obecnie spora część naszej władzy wcale nie ukrywa swego pochodzenia i gdy upada kolejna firma czy bank, to ten rdzenny Polak siedzi sobie już w Izraelu i śmieje się z głupich goi".
Stan Polski jest naprawdę tragiczny - twierdzi tow. Siwak. "Z premedytacją dołożono ręki, żeby rozgrabić, co było do zagrabienia i zniszczyć tak, że by została sama ziemia".
"Prawie cały dorobek ostatnich 50 lat już zmarnowali albo rozkradli. Jest wielkie bezrobocie, ludzie żyją w nędzy, bez przyszłości. Starzy umierają na ulicy pod przychodniami, a młodzi nie mają gdzie mieszkać. A przecież ludzie dobrze pamiętają, że w Polsce Ludowej było inaczej: praca dla wszystkich, darmowe mieszkania, wczasy, przedszkola, żłobki i kolonie; w latach szczytowych oddawano w kraju 298.000 mieszkań. W samej tylko Warszawie rocznie budowano 19.000 mieszkań. A drogi i komunikacja. Dzisiaj nawet dziur w tych drogach nie ma za co załatać".
Dziś Albin Siwak jest członkiem SLD, ale do wielkiej polityki raczej nie wróci. Mieszka w Rembertowie, w willi z łukami i podcieniami. Pisze książki. Jedna z nich to wspomnienia ze służby dyplomatycznej w Afryce: opisy różnych kombinacji i "przekrętów" (między innymi z udziałem autora), doprawione pieprznymi opisami stosunków męsko-damskich.
Przed kilkoma tygodniami Albin Siwak wydał najświeższe wspomnienia pt. "Rozdarte życie". Maszynopis książki udostępnił kilku starym towarzyszom, którzy napisali entuzjastyczne recenzje. W jednej z nich były dziennikarz "Trybuny Ludu" twierdzi: "Zmierzył się Pan zwycięsko z nie byle jakimi tuzami pióra. To śp. Melchior Wańkowicz wmówił Polakom, że jest jedynym polskim dziennikarzem, który opisał losy Polaków na wszystkich kontynentach. Pan udowodnił, że to nie całkiem prawda (...) Pan Kapuściński, wielki mocarz pióra utrzymuje, że zna Afrykę jak własną kieszeń. A Pan udowodnił, że to nie całkiem jest prawdą".
Z dumą opowiada, że niedawno miała go odwiedzić pani z telewizji, redaktor Teresa Torańska. Zgadzali się we wszystkim: i co do prawicy, i co do polskiej biedy. Pani redaktor obiecała zrobić z nim godzinny program w polskiej telewizji. Tej samej, która kiedyś wybrała go "Człowiekiem Roku".

Cytaty pochodzą z książek A. Siwaka "Od łopaty do dyplomaty" (1993), "Rozdarte życie" (2000).


http://niniwa2.cba.pl/siwak.htm


artykuł na polskawalcząca.com
http://www.polskawalczaca.com/viewtopic.php?f=1&t=5676

fragment ,,czerwone dynastie'' m.in. o Borowskim, Cimoszewiczu, Michniku:
http://www.jerzyrobertnowak.com/ksiazki/czerwone_dynastie.htm



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 14 lut 2011, 17:28 
Dzięki, czekam / proszę o więcej. :D



Na górę
   
 
 
Post: 14 lut 2011, 17:55 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 sie 2010, 22:27
Posty: 650
Lokalizacja: Śląsk
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Albin Siwak - nie mogłem dłużej milczeć!


Lubię czasami poczytać memuary mastodontów PRL-u. Różnych, i tych z samej wierchuszki, i tych pośledniejszego sortu. Sprawiają sporo uciechy, kiedy z perspektywy bankrutów zupełnie serio udowadniają, że ich spółkowanie z komuną było rzeczą wielce chwalebną, a jedynie tzw. obiektywne trudności sprawiły, że ustrój sprawiedliwości społecznej wylądował na śmietniku historii.

Na tym tle interesująco wyglądają wspomnienia Albina Siwaka pt. "Trwałe ślady" z roku 2002, wydane przez małą oficynę z Torunia, która już nie istnieje. Książka Siwaka od początku została totalnie przemilczana. Ba, trafiła na swoisty indeks książek zakazanych, a jej nakład partiami wykupywali ci, którzy z różnych względów nie byli zainteresowani tym, żeby Siwak robił ze swojej wiedzy użytek. Pojawiły się nawet niewybredne groźby pod adresem autora, o czym dowiedziałem się od wydawcy książki, bo to on właśnie przegadał z Siwakiem wiele godzin, stając się akuszerem powstania "Trwałych śladów". Wydał je pomimo licznych przeszkód i "dobrych rad".

Sama książka nie powala głębokością myśli, bo też i jej autor do tytanów myśli nie należy. To paradoksalnie jej walor. Nie ściga się z innymi wspomnieniami na język, lingwistyczną maestrię czy dialektyczną nowomowę. Bije od niej autentyzm robotniczego-chłopskiego języka, mało finezyjnego, prostego i niewyszukanego. Książka jest chropowata i intelektualnie przysadzista, ociosana i skrojona na miarę zakresu pojęciowego jaki autor wyniósł z PRL-u.

Momentami jest nazbyt rozwlekła, co kładzie się cieniem na jej potoczystości i dynamice. Niemniej jest cennym i oryginalnym świadectwem PRL-u, spisanym robociarską ręką jej budowniczego, żarliwego praktyka i apologety sojuszu robotniczo-chłopskiego. – Nie mogłem dłużej milczeć i zabrać do grobu tego, o czym Naród powinien wiedzieć – oznajmia już we wstępie Siwak. I rzeczywiście, tow. Albin Siwak w niej nie milczy, waląc bez ogródek już od pierwszych stron:

Świadom jestem faktu, że treść tej książki wywoła liczne burze i chęć zemsty. Mimo tych obaw, podjąłem decyzję, by nie zabierać ze sobą do grobu tego wierzchołka góry lodowej. Mam podstawy, by twierdzić, że problemy PRL-u i III Rzeczypospolitej są celowo i starannie zasłonięte przed Narodem, przez wiele formacji politycznych różnych barw i ideologii, a szczególnie przez Żydów, licznie ulokowanych na różnych szczeblach władzy. Wierzę, że z czasem i sprawdzeniu wielu tu opisanych spraw, historia i historycy, a także politycy przyznają mi rację.

Racji mu oczywiście nie przyznali, bo to oczywiste, niemniej książka stanowi ciekawy materiał do przemyśleń. Pokazuje punkt widzenia człowieka, którego propaganda PZPR-u, jak i Solidarności, wykreowały na "czarnego luda", będącego obiektem niewybrednych dowcipów i anegdot, skądinąd w większości słusznych. Wylansowany na siermiężnego tępaka i gbura, Siwak nie miał praktycznie politycznych przyjaciół, poza ruchliwą frakcją moczarowców. Jego siłą była „robociarskość” i wynikająca z niej autentyczna twardość. Wywijał nią niczym maczugą na partyjno-związkowych egzekutywach, siejąc zrozumiały popłoch u co bardziej wrażliwych towarzyszy. Zawsze mógł też liczyć na solidarną z nim robociarską brać, która nie przepadała za inteligenckimi koteriami, wietrząc w niej przyczyny kłopotów i porażek Polski Ludowej.

Siwak to legenda PRL-u par excellence. Robotnik, który w 1950 roku z zapadłej mazurskiej wsi przyjechał odbudowywać Warszawę i już w niej pozostał. Działacz związkowy, Przodownik Pracy, członek PZPR od pamiętnego 1968 roku, a następnie członek jej Komitetu Centralnego. Odbudowywał warszawską Starówkę, stawiał warszawskie osiedla mieszkaniowe, szkoły i budynki tzw. użyteczności publicznej. Jest przykładem autentycznej PRL-owskiej kariery w jej najczystszej postaci. Dzisiaj wyciąga pikantne szczególiki ludowej alkowy, biorąc się za tematy, na których wielu poległo, jeśli nie potrafiło zachować stosownego umiaru. Nic dziwnego zatem, że "Trwałe ślady" wylądowały na swoistym indeksie, skoro autor pozwala sobie na takie oto dictum:

(…) 4 stycznia 1972 roku w Warszawie zebrał się Centralny Komitet Żydów w Polsce. Mam wykaz nazwisk i tematy tam omawiane. Chodzi o to, żeby polską gospodarkę uzależnić i firm i finansjery żydowskiej w taki sposób, by po kilku latach Żydzi mieli decydujący wpływ na to, co się dzieje w Polsce. Wtedy, gdy otrzymałem te materiały nie byłem jeszcze politykiem ogarniającym swą wiedzą tę dziedzinę życia i polityki i dlatego nie zwróciłem większej uwagi na te sprawy. Jeśli poruszano temat Żydów, uważałem, że to Polacy "przeginają" niepotrzebnie temat.

Absorbowały mnie sprawy związków zawodowych, problemy budownictwa i praca mojej brygady. Dlatego nie analizowałem informacji otrzymanej od przyjaciela i nie przywiązywałem dużej wagi do tego tematu. Ten jednak dał mi kolejną notatkę, z której wynikało, że 4 marca 1972 roku ponownie zwołano Centralny Komitet Żydów w Polsce. W czasie tego spotkania zajmowano się osobami narodowości polskiej, zajmującymi kluczowe stanowiska w administracji państwowej, partyjnej i wojskowej.

Najogólniej rzecz biorąc Żydzi podzielili ludzi sprawujących władzę na swoich i obcych. Postanowiono odsuwać od władzy i z życia społecznego ludzi nieżyczliwych Żydom. Nadal jednak dość chłodno odnosiłem się to tych wiadomości. Poważnie zainteresowałem się sprawą dopiero po otrzymaniu kolejnej informacji mówiącej o nadzwyczajnym posiedzeniu prezydium Centralnego Komitetu Żydów, w dniu 11 czerwca 1978 roku, w którym zasiadały osoby, które jednocześnie pełniły wysokie funkcje w polskim rządzie i w Biurze Politycznym PZPR. Rozpatrywano tam sprawę podwyżek cen na artykuły żywnościowe, w tym mięsne aż o 80%. W czasie obrad tego żydowskiego prezydium padły tam słowa: "Trzeba potrząsnąć drzewem, żeby spadły zepsute owoce". Tymi "zepsutymi owocami", które chciano strząsnąć z drzewa mieli być Gierek i Jaroszewicz.

Wytypowane zostały zakłady, w których dojdzie do rozruchów, a więc będzie to "Ursus" i radomski "Walter" oraz "Naftoremont". Oszołomiony tą informacją z początku nie mogłem uwierzyć, że możliwe jest takie manipulowanie załogami robotniczymi. Jednak po dwóch dniach słyszę w Sejmie jak Premier Jaroszewicz mówi: Mięso i jego przetwory zdrożeją o 69%, a drób o 300%, oraz, że towarzysz Pierwszy Sekretarz Edward Gierek popiera te podwyżki.

Następnego dnia po wystąpieniu Premiera Jaroszewicza, tj. 25 czerwca dochodzi do fali strajków i protestów w Radomiu, Ursusie i Płocku. 26 czerwca odbywa się telekonferencja Edwarda Gierka z Pierwszymi Sekretarzami Komitetów Wojewódzkich PZPR. Gierek mówi: Uważam, że w ciągu dnia jutrzejszego i w poniedziałek muszą odbyć się we wszystkich miastach wojewódzkich masowe wiece. Nawet po sto tysięcy ludzi, muszą to być ludzie dobrani. W oparciu o dobrany materiał muszą towarzysze powiedzieć, że nie popierają metod chuligańskich i narzuconej woli niewielkich grup. Towarzysze, jest to potrzebne jak słońce, jak woda, jak powietrze. Jeśli tego nie zrobicie to będę musiał się zastanowić.

W książce podobnych cymesów jest więcej, ot chociażby cudnej urody dialog towarzysza Albina Siwaka z towarzyszem Wojciechem Jaruzelskim:

W trakcie pełnienia funkcji szefa Komisji oraz członka Biura Politycznego, generał zaproponował mi przewodniczenie polskiej delegacji na Zjazd Partii w Kampuczy. Ze względu na zdobycie nowego doświadczenia i poznania tego egzotycznego kraju, chętnie się zgodziłem. Po powrocie poszedłem do niego, by zdać mu relację z tej wizyty, a on przywitał mnie pochwałą: Wiem, że przyjęto wasze wystąpienie bardzo dobrze i dużo rozmawialiście z Pierwszym Sekretarzem i członkami ich Biura Politycznego. Następnie zapytał mnie: Co ciekawego zauważyliście w ich życiu działalności? Zwięźle i konkretnie przedstawiłem generałowi przebieg całego Zjazdu, oraz tematy poruszane w czasie naszych rozmów.

- Czy już wszystko, spytał, innych uwag nie macie?
- Mam, ale wolałbym ich nie przedstawiać, bo nie chcę was towarzyszu zdenerwować.
- Mimo to, proszę powiedzcie mi, o co chodzi, bo nie lubię niedomówień.
- Oni, towarzyszu generale, cieszą się z faktu, że są inną rasą niż my Europejczycy i, że nikt z Europy nie może wmieszać się w ich władzę.
- A konkretnie, o kogo im chodzi?
- Konkretnie o Żydów. Oni bardzo dokładnie wiedzą, co Żydzi robili w ZSRR będąc w NKWD i kto to był Beria. Znają też nazwiska naszych Żydów w Polsce i tych, co w Ameryce doszli do fortun i władzy. I z tego są szczęśliwi, że ich ten rak, jak sami mówili, nie toczy.

Jaruzelski pomyślał chwilę i odrzekł:

- To nieprawda, że nie mają swojego raka. U nich tym rakiem są Wietnamczycy i oni mogą się w ich rasę wmieszać. A w ogóle, rozumując jak wy, towarzyszu Siwak, doszlibyśmy do podważenia przyjaźni między narodami. A przecież chodzi nam po dobre stosunki i przyjaźń między narodami.
- Towarzyszu generale (przerwałem niegrzecznie), dlatego nie chciałem wam o tym mówić, ale skoro już o tym mowa, to uważam, że dobre stosunki między narodami to sprawa, o którą warto i trzeba walczyć i umacniać te stosunki. Natomiast sprawa, nazwijmy to mniejszości narodowej, i to takiej, która wcale pięknie się nie zapisała w naszej historii, to jeszcze inny problem. Dlatego proszę was, poprzestańmy na tym, co już zostało powiedziane.

Ta rozmowa umocniła generała w przekonaniu, że jestem źle do Żydów nastawiony, sam tolerował ich, a często nawet głośno mówił, że Żydzi są inteligentniejsi od Polaków. O tym, że tak sądził, świadczyć może sprawa Urbana, któremu powierzył funkcję Rzecznika Prasowego rządu.

I kolejny cymesik w tym samym klimacie:

Mój kolega z MSW, stwierdził tak: "Wielu generałów, którzy chcieli awansować, dało namówić się na żony Żydówki, bo one były gwarancją, że będą lojalni". Mój przyjaciel, generał Wacław Czyżewski, wyjaśnił mi tę sprawę tak: Kiedy skończyłem studia i awansowałem, to wezwano mnie do kadr i mówią - Towarzyszu generale, zapowiadacie się na dobrego dowódcę i jest przed wami duża przyszłość, ale musicie rozwieść się z żoną, a my wam damy inną - nie Polkę. Oczywiście, że odmówiłem, bo po pierwsze, mieliśmy już troje dzieci, a po drugie, sam sobie żonę wybrałem i nie pozwolę, by ktoś mi dyktował w tych sprawach. Oczywiście, że to zważyło na moich awansach.

Byliśmy z Moczarem przyjaciółmi i wszystko o sobie wiedzieliśmy - mówił generał Czyżewski. Przecież całą okupację dowodziliśmy partyzantką na Lubelszczyźnie i tajemnic przed sobą nie mieliśmy. I ten głupi Mietek uległ im i rozszedł się z żoną Polką. Przez całe życie tego gorzko żałował i zmądrzał dopiero przed śmiercią, gdy stwierdził: Pochowajcie mnie między Polakami na Porytowych Wzgórzach.

Książka Albina Siwaka dzięki zbiegowi okoliczności stała się "białym krukiem", nieosiągalnym w antykwariatach, ani na słynnym Allegro. Komu uda się do niej dotrzeć, dowie się wielu interesujących rzeczy o Kani, Jaroszewiczu, aferze "Żelazo", czy innych ciekawostkach PRL-u.

Leży u mnie w skrzyni, wraz z innymi wspomnieniami dawnych towarzyszy, stanowiąc swoisty park jurajski. Kogóż tam nie ma: Jaruzelski, Ochab, Rakowski, Kania, Siwak, Urban, Kiszczak, Moczar, Gierek, Jaroszewicz i inni. Razem na sobie i obok siebie. Jak za dawnych dobrych lat, w komitywie i egzekutywie. Wprawdzie od czasu do czasu wieko skrzyni zdaje się drżeć i telepać, ale to zrozumiałe – walka o socjalizm przecież wciąż jeszcze trwa.

Ze światem jurajskim mastodontów PRL-u łączy jedno: zatrzasnęło się nad nimi wieko historii. Jako skamieliny i eksponaty (w niektórych przypadkach nawet chodzące), wzbudzają mocno umiarkowane zainteresowanie, a czasami wręcz rozbawienie, kiedy po moczarowsku, zaglądają sobie w portki, dokonując przeglądu stanu nienaruszalności przyrodzenia. Świat, który tworzyli już nie istnieje. Odszedł w niesławie, tak jak oni. I już nie wróci.

Na szczęście. Znać go jednak powinniśmy, chociażby dla psychicznej higieny, by wiedzieć, w którym miejscu zaczyna się i kończy ideologiczna zaraza.

http://www.prawica.net/node/9854


Cytuj:
Albin Siwak – BEZ STRACHU




TOM I [CZĘŚĆ IV]
Rozdział XIX
W SEJMIE I W ŻYCIU
Zadzwonił telefon i miły głos kobiecy zapytał: Czy pan Albin Siwak?
- A kto pyta? – Jestem sekretarką marszałka Sejmu. Pan marszałek zaprasza pana do siebie na rozmowę. Przyślemy po pana samochód, tylko kiedy pan może do nas przyjechać? – Czyżby pan marszałek chciał dostosować swój drogocenny czas do czasu emeryta? – spytałem. – Tak to bardzo ważne dla pana marszałka i dostosuje się do pana możliwości – odparła miła pani z kancelarii.
- W takim razie jutro proszę przyjechać. Chętnie spotkam się z pani szefem – odpowiedziałem. Następnego dnia był 9 października 2004 r. Kierowca i ochroniarz stawili się punktualnie z gotową już przepustką nr 49666.
Przeprowadzono mnie przez wszystkie bramki i kontrole, aż do sekretariatu marszałka. Ten sam miły głos poprosił mnie, żebym usiadł i poczekał parę minut, gdyż pan marszałek jeszcze prowadzi obrady Sejmu, ale zaraz się one kończą i pan marszałek przyjdzie. Rzeczywiście za parę minut marszałek wszedł i z daleka wyciągnął rękę na powitanie: – Tyle lat, panie Albinie, nie widziałem pana.
- Ja również. Pan marszałek z młokosa wyrósł na poważnego człowieka i w dodatku na marszałka. – Nim usiądziemy u mnie na rozmowę to pragnę panu coś pokazać – oświadczył marszałek. Wyszliśmy na korytarz i na końcu korytarza otworzył drzwi, mówiąc: – Proszę spojrzeć, to setki książek pisarzy lewicowych, a pana książek, panie Albinie, tutaj nie ma. Dlaczego? – spytałem.
- Właśnie o tym chciałem z panem rozmawiać. Wróciliśmy do jego gabinetu i z szuflady biurka wyjął moje trzy książki. Zauważyłem, że jedna z nich ma zakładki, To „Trwałe ślady”. Trzymał ją w ręku i mówił:
- Myśmy się spodziewali, że któryś z profesorów byłego Biura Politycznego napisze taką właśnie książkę, ale oni milczą. Okazało się, że nie profesor a robotnik napisał, i to pięknie, o odbudowie Warszawy i Polski. Wiernie oddał pan atmosferę tamtych lat i ofiarność ludzi oraz zapał budowlanych.
Piękna to książka, ale po co na Boga powywlekał pan ludzi pochodzenia żydowskiego i to w negatywnych opisach i sytuacjach. Ta bardzo dobra książka została spaskudzona historiami o Żydach. Otworzył książkę w miejscu, gdzie była zakładka i mówi: – Do tego miejsca jest to piękna książka, ale dalej mija się pan z faktami i prawdą. I ja chcę uratować pana książkę, bo podkreślam, że to piękna historia. Ile pan już egzemplarzy wydał? – Nie muszę panie marszałku mówić ile, to wyłącznie moja sprawa. – Myśmy dzwonili do wydawcy, ale oni też nie chcą mówić ile pan wydał.
- Ja jestem pewien, że dzwoniliście do kilku wydawców, gdyż rezygnowali z wydania mojej książki, a nawet byli wystraszeni. Do tej pory tylko się domyślałem, teraz już jestem pewien komu to zawdzięczam.
- Nie, nie, panie Albinie, pan jest w błędzie. Żadnych trudności panu nie robiliśmy, tylko chcieliśmy wiedzieć jak dużo pan wydaje tych książek. I ja mam dla pana konkretną propozycję. Bo domyślam się, że wydał pan ją za własne pieniądze, których na pewno panu brakuje. Otóż ja panu daję taką szansę i możliwość: możemy wydać tę pana książkę. My zrobimy tylko korektę, odrzucimy te wątki związane z Polakami pochodzenia żydowskiego. Damy panu dwa złote od egzemplarza i wydrukujemy pięćdziesiąt tysięcy sztuk. Ja podpiszę czek na sto tysięcy, a pan dla mnie upoważnienie do korekty. My wydrukujemy i rozprowadzimy ją po kraju. No co jest zgoda?
- Nie ma zgody i nie będzie. Pan chce zrobić ze mnie kurwę, która się sprzedaje. Przecież ludzie czytają tę książkę. Nawet Polacy żyjący w Ameryce i Kanadzie kupili ją do swoich bibliotek. – A w Polsce? – W Polsce też rozeszła się po kraju. I pan teraz chce, żebym się z tego co napisałem wycofał? To niemożliwe i ja tego nie zrobię. Całe dziesięciolecia pracowałem na swoje nazwisko i nie będę go plugawił. Powiedział pan, panie marszałku, że minąłem się z prawdą i faktami. Proszę mi tu i teraz pokazać z którymi. Długo się zastanawiał i wreszcie mówi tak:
- Musiałbym usiąść i wynotować fakty i nazwiska. Tak od ręki tego nie powiem, ale moi znajomi czytali pana książkę i mówią, że to nie prawda co pan o Żydach napisał.
- Więc jestem gotów ponownie do pana przyjechać, jak pan sam przeczyta i zapisze, o jakie sprawy i o jakich ludzi chodzi. A pana rodacy, panie marszałku, do niczego się nie przyznają. Czy pan na przykład poczuje się odpowiedzialny chociaż moralnie za swego stryja Jakuba Bermana? Za to wszystko co zrobił Polsce?
A za ojca? Powie pan, że dzieci nie mogą odpowiadać za czyny swoich rodziców, bo taką wersję uknuliście i puściliście w obieg.
- To co pan myśli, panie Albinie, to są kłamstwa! To polityczni przeciwnicy wymyślają takie wersje, żeby zaszkodzić nam. Zaręczam panu, że nasłuchał się pan kłamstw, panie Albinie.
- Panie marszałku! Ja znałem Gierka jak był pierwszym sekretarzem w Katowicach. I Zientka jak był wojewodą. Pana stryj Jakub Berman po śmierci Stalina przyjechał do Katowic i mówi:
- Macie nazwać Katowice Stalinogradem. A jednak odmówili. Tak Gierek, jak i Zientek powiedzieli „nie”, a wtedy pana stryj nakazał im wszystkim, a chodziło o egzekutywę wojewódzką i radę przy wojewodzie:
- Macie się podać do dymisji. To był partyjny rozkaz.
A województwo katowickie dobrze wtedy gospodarzyło. Budowali więcej mieszkań niż wynosiła w Polsce przeciętna. I o wiele więcej dróg. Gdyby ci ludzie oddali te pieniądze w inne ręce, to Katowice by tego nie miały. Nie miałoby województwo tylu pięknych parków kultury, takich nowoczesnych i dobrze wyposażonych szpitali i przychodni zdrowia. I wielu, wielu pięknych budowli użyteczności publicznej, których brakowało w całej Polsce. I był problem, czy z honorem się podać do dymisji, czy też schować honor do kieszeni i robić swoje.
Nazwali Katowice tak, jak pański stryj zażądał. A jakie uprawnienia dał bratu Michnika, Stefanowi to pan na pewno wie. Dziś dorabia się do tych zbrodni opinię że to komuchy robiły…
W tym momencie mi przerwał: – Widzę, że się nie dogadamy, a szkoda, żeby taka dobra książka nie mogła być wydana w większej liczbie. – Skąd pan wie, panie marszałku, że nie będzie więcej egzemplarzy? Skąd?
- Rozpoczyna pan wojnę z Polakami żydowskiego pochodzenia, a to na dobre panu nie wyjdzie. – Czyli pan mi grozi? – O nie, broń Boże. Ja tylko jestem pragmatykiem i wiem jakie jest życie.
- I tu, panie marszałku, zgadzam się z panem. Doświadczyłem tego nieraz na sobie i nadal czuję tę wojnę, ta wojna dla Polaków jest bardzo trudna, bo na normalnej wojnie przeciwnik jest naprzeciw nas, a w tej – przeciwnicy są za plecami i z boku lub posługują się rękoma Polaków.
Panie Albinie, obaj jesteśmy ludźmi lewicy i powinniśmy się dogadać.
Owszem, czuję się panie marszałku, człowiekiem lewicy, ale nie tej, o której pan mówi i myśli. Jeśli pan SLD nazywa lewicą, to bardzo źle. Parę osób tam może i jest z lewicy, ale reszta to karierowicze. Przecież ja w czasach PRL jako członek Biura Politycznego i szef Komisji Skarg i Interwencji prowadziłem kilka dochodzeń ludzi którzy teraz są w kierownictwie SLD, i gdyby nie zmiana ustroju, to oni siedzieliby dzisiaj w więzieniu. W moim odczuciu, panie marszałku – kierownictwo SLD nie prowadzi partii drogą lewicy tylko wepchnęło partię, nie pytając się nikogo o zgodę, na drogę libertynizacji. I z tą lewicą nie chcę mieć nic wspólnego. Na tej płaszczyźnie nie znajdziemy wspólnego języka. – Czyli co?
Nie wyrazi pan zgody na korektę i propozycję? – Nie, nie wyrażę i oczekuję, że pan znajdzie w mojej książce te fakty, przy których minąłem się z prawdą i zaprosi mnie, by mnie przekonać, iż napisałem nieprawdę.
Ale więcej już mnie nie zaprosił.
Natomiast miał rację, że rozpoczynam wojnę z Polakami żydowskiego pochodzenia. Ilekroć zaproszono mnie na spotkania z ludźmi i jeśli tylko dowiedzieli się z Gazety Wyborczej, że takie spotkanie ma się odbyć, to zjawiali się dziennikarze, żeby jak tylko można skompromitować mnie i opisać w jak najgorszym świetle. Wtedy wszystkie chwyty są dozwolone.
W styczniu 2007 r. w Domu Kultury przy Działdowskiej odbyło się takie spotkanie. Pełna sala, ludzie ciekawi wielu spraw zadają pytania. Co parę minut słyszę oklaski świadczące, że trafnie oceniam sytuację. Ale przed spotkaniem podszedł do mnie starszy człowiek i mówi: – Panie Siwak, mam syna kalekę, który ma ataki i wtedy dziwnie się zachowuje, wypręża się, ściska ręce i zamyka oczy na chwilę, ale bardzo chciał pana posłuchać. Czy może usiąść bliżej pana? Mówię, że tak i człowiek siada obok z synem. Rzeczywiście w ciągu dwóch godzin raz go ten atak złapał, a reporter z aparatem cały czas czekał obok. Gdy człowiek wyprężył się i zamykał oczy dziennikarz zrobił zdjęcie i na drugi dzień w Gazecie Wyborczej znalazłem zdjęcie podpisane:
Towarzysz Siwak mówił byle co i ludzie spali na jego spotkaniu.
A jak starali się zakłócić spotkanie! Doprowadzili do tego, że ludzie zagrozili, iż jeśli się nie uspokoją, to wyrzucą ich siłą z sali. Najgorsze jest to, że to Polacy wysługują się polskojęzycznym redakcjom.
Ewa Drzyzga zaprosiła mnie do Krakowa na program. Program zdecydowano się nagrać i puścić, gdyż badanie opinii społecznej wykazało, że siedemdziesiąt dwa procent Polaków tęskni za czasami PRL-u. I o tym pani Ewa na samym początku mówiła. Ja byłem w roli tzw. eksperta. Zawsze w takim programie muszą być też ludzie, którzy mają inny punkt widzenia w tej sprawie. W studiu siedzieli – pan profesor historyk i pani profesor socjolog. Ich zadaniem było obrzydzenie okresu PRL. I gdy pani Ewa zaczęła wyliczać te fakty, które świadczyły o tym że w tym czasie miliony młodych Polaków, ludzi z wiosek zdobyły wyższe wykształcenie, że biedni otrzymywali mieszkania, że wczasy i sanatoria były za darmo i to co roku, – pan profesor przerwał i powiedział:
- Owszem tak było, ale jako człowiek z wyższym wykształceniem wstydzę się tego okresu, gdyż tacy ludzie jak pan Siwak, nie posiadający wykształcenia nie tylko sprawowali władzę, ale byli nawet w dyplomacji. Byli członkami światowej federacji związków zawodowych. Reprezentowali Polskę ludzie ciemni i bez wykształcenia. I ja sobie nie życzę żyć w takim kraju, gdzie ludzie na takim poziomie rządzą i reprezentują Polskę.
Wszystkie oczy zwrócono na mnie, bo to co mówił było czytelne i dokładnie przeciw mnie wymierzone. Przerywam mu i pytam:
- Czy pana wrażliwość człowieka wykształconego i inteligenta nie nasunęła panu pytania, że prezydentem może być elektryk (Wałęsa), ministrem stanu kierowca (Wachowski), prezesem NFZ stolarz, a też za dyplomację wzięli się ludzie, którzy przespali się na styropianie i to sprawia, że na pewno się do tego nadają? Ale to ludzie z pana opcji politycznej, więc oni oczywiście wstydu Polsce nie przynoszą.
A czy pan profesor wie, że nim wybrano mnie na członka Światowej Federacji Związków Zawodowych, to od 1950 do 1980 roku przeszedłem wszystkie funkcje społecznie – w związkach, aż do wiceprzewodniczącego zarządu głównego? I wszystkie wybory były tajne, a w tym czasie nie byłem członkiem partii.
Jak pan myśli durnia wybierali? Owszem, pytanie pana profesora poszło w telewizji, ale już mojej odpowiedzi nie puścili. Pan profesor poczuł się urażony i jak mówią, walnął w odwecie z grubej rury:
- Przecież nie wyprze się pan, że pana partia odpowiada za liczne zbrodnie w Polsce?
- Tak, ma pan profesor rację. Zbrodnie były straszne i dużo ich było. Ale kto je robił? W Niemczech 3 października 2003 roku odbył się zjazd historyków niemieckich w miejscowości Newhoof koło Fuldy. Profesor Martin Hofman, zabierając głos na tym zjeździe, powiedział:
- Uznaję Żydów za sprawców komunistycznych zbrodni. Są liczne na to dowody, że wymordowali od czasu rewolucji do upadku muru berlińskiego miliony ludzi. Tak w czasie rewolucji, jak i w całym okresie sprawowania władzy.
Profesor Hofman przypomniał, że w 1919 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson powiedział, że rewolucja w Rosji to czysto żydowska rewolucja. Mówił to profesor Hofman na zjeździe zjednoczeniowym Niemiec i może pan to sobie sprawdzić.
A w Polsce MSW było całkowicie opanowane przez Żydów i też może pan profesor to sprawdzić. Więc kto mordował i przelewał polską krew?
I tu też majstersztyk polskiej telewizji. Bo idą moje słowa:
„Tak ma pan profesor rację. Zbrodnie były straszne i dużo ich bylo”. I na tym koniec! Dalszej wypowiedzi nie puścili.
Czyli przyznałem rację profesorowi. Pada niespodziewane pytanie pani Ewy do mnie: „Pan był przecież w najwyższych władzach. Czy chciałby pan powrotu PRL-u?”
Odpowiadam, że nie chciałbym. Nie chciałbym żeby znów mordowano ludzi za to, że są Polakami. Nie chciałbym żeby wszystkie stanowiska najważniejsze obsadzone były przez Żydów.
Ale chciałbym powrotu do czasu, kiedy szanowano i ceniono ludzi pracy. Chciałbym dojść do polskiego jeziora po polskiej ziemi, a nie godzić się z sytuacją, że nowobogaccy wykupili i zagrodzili dostęp do wody.
I tu też piękna techniczna manipulacja. „Czy chciałby pan powrotu PRL-u?” Odpowiedź: „Nie chciałbym”.
Tego co mówiłem dalej już nie puścili. A podobno komuna miała straszną cenzurę. Owszem przyznaję, teraz więcej wolno, ale wyłącznie dobrze o Żydach.
10 kwietnia 2007 roku o godzinie 9.25 w TVN 24 redaktor Mieczugow rozmawia ze znanym działaczem i politykiem Romaszewskim. Temat: lustracja dziennikarzy. Dlaczego tak się upierają dziennikarze, ubolewa pan Romaszewski, i dodaje:
- No nie można być świnią. Jeśli się było za czasów komuny współpracownikiem MSW to teraz należy się przyznać i ponieść tego konsekwencje. I podaje taki przykład:
W Ameryce też był czas lustracji i ludzie popierający komunistów musieli ponieść konsekwencje. Ale była też wtedy część ludzi, która nie dała się zlustrować. I jakie były tego skutki? A no takie, że komuniści rosyjscy mieli dostęp do tych, którzy nie dali się zlustrować i to oni przekazali tajemnice bomby atomowej ruskim.
I tu Romaszewski świadomie kłamie, gdyż na ten temat kto i komu przekazał tą tajemnicę było setki artykułów w prasie, dziesiątki audycji w telewizji oraz wiele było i jest książek, które to szczegółowo opisują. I taki rozgarnięty polityk musiał to słyszeć i czytać. Ale woli uniknąć prawdy. Fakty historyczne nie są takie jak próbuje gojom wmówić Romaszewski.
Tajemnicę bomby atomowej przekazało Żydom radzieckim małżeństwo żydowskie Rozenbergów. I to nie Rosjanom, a Berii i jego ludziom. Chcieli tak umocnić radzieckich Żydów, żeby Beria był najważniejszą osobą w państwie. Wielokrotnie telewizja pokazywała Rozenbergów i gdy dostali oboje karę śmierci, to chciano im zamienić i zmniejszyć karę, ale pod warunkiem, że powiedzą komu i jak konkretnie przekazali tą tajemnicę. Byli już skazani na komorę gazową i oczekiwali na wykonanie wyroku śmierci. W celi więziennej mieli aparat telefoniczny specjalnie dla nich tam zainstalowany. Wystarczyło tylko podnieść słuchawkę i powiedzieć, że chcą mówić. Gdyby powiedzieli – komu konkretnie dali plany bomby atomowej, to zostaliby ułaskawieni. Chciano zmienić im wyrok śmierci na wieloletnie więzienie. Dobrowolnie oboje wybrali jednak śmierć. Interes Żydów na świecie był ważniejszy niż ich życie. A pan Romaszewski wmawia nam, że z powodu nie dokończonej lustracji w Ameryce ujawniono tę tajemnicę. Poseł Jan Lityński też całe lata mówił prawdę. Mówił, że oczywiście jest Polakiem i wszyscy, którzy mówią inaczej to kłamcy. Aż tu naraz w telewizji na forum siedzi ośmiu polityków, a wśród nich jest pan Lityński. Temat rozmowy to antysemityzm Polaków. I nagle pan Komorowski mówi:
- Nie jest tak jak staracie się wmówić, jacy to Polacy są źli dla Żydów, bo żywym i namacalnym przykładem jesteś ty, Janek. Gomułka cię zdegradował ze stopnia oficera, a teraz przywrócono ci ten stopień i jesteś nawet posłem pomimo, że jesteś Żydem. – A ile lat przysięgał, że nie jest Żydem?!
Drugi przypadek to Ludwik Dorn. Też z krwi i kości Polak. A w „Angorze” i paru innych gazetach w marcu 2007 r. pokazują zdjęcia jak Dorn dał się ochrzcić i teraz to on jest stuprocentowym Polakiem.
Nie słyszałem, żeby pani Waltz, obecna prezydent Warszawy, wniosła do sądu sprawę przeciwko Wałęsie. A Wałęsa zdenerwowany, że wyrosła mu przeciwniczka do prezydentury, publicznie powiedział: – Dopiero co przeszła na naszą wiarę i jeździ na każdą mszę świętą. Myśli, że Polacy nie wiedzą kim ona jest.
Można by nie setkami, a tysiącami podawać takie przykłady.
Te bezczelne kłamstwa są groźne, bo Żydzi liczą na to, że młode pokolenie Polaków nie znające historii ostatniego wieku uwierzy w to, co oni wciskają im do głowy. Mimo że jeszcze żyją ludzie, którzy sami widzieli okres przed 1939 rokiem i okupację hitlerowską oraz obozy zagłady. Widzieli kto kogo mordował.
Mamy liczne dowody na to, że Żydzi na Zachodzie, szczególnie w Ameryce, starają się historię napisać po swojemu. I wynika z niej, że Polacy byli mordercami Żydów. Ile to razy władze w Polsce biły na alarm, gdy prasa amerykańska pisała artykuły o tym, że w Polsce – Polacy mordowali Żydów.
W archiwach są jeszcze dostępne materiały z okresu drugiej wojny światowej. W kwietniu 1942 roku organ polskich Żydów w getcie warszawskim „Żagiew” napisał:
„Po wojnie stanie się koniecznością pociągnięcie do odpowiedzialności wszystkich Żydów z Kresów Wschodnich splamionych prosowiecką kolaboracją, w wyniku której Sowieci wymordowali dziesiątki tysięcy Polaków”.
A Hugo Steinhaus, słynny matematyk, pisze:
„W Wilnie Żydzi całowali wjeżdżające czołgi radzieckie i wydawali Polaków NKWD na pewną śmierć”.
We Lwowie Żydzi nosili trumnę z napisem: „Polska umarła” i tańczyli, i śpiewali.
Adolf Kołodziej opisał taką oto scenę:
Przez miasteczko Białozorze pędzono polskich jeńców. Miasteczko w trzech czwartych żydowskie znajdowało się tuż przy Krzemieńcu. Kolumna polskich jeńców była opluwana i obrzucana kamieniami, a Żydzi idący obok jeńców krzyczeli: „Wy, polskie świnie, chcieliście Polski od morza do morza, teraz od rzeki do rzeki nawet jej nie macie. Zdejmijcie te koguty z czapek”. Wyciągnięto z kolumny oficerów i generała. Deptano i pluto na czapki z polskim orłem. Konwojenci śmieli się i nie bronili jeńców.
Gdzie o tym można przeczytać? – „Dzieje prawdziwe” autorstwa Adolfa Kołodzieja. Autor pisze dalej, że po zdobyciu Lwowa przez Armię Czerwoną Żyd podpułkownik Jusimow wraz z innymi Żydami wymordował ponad czterdziestu polskich studentów.
Cała Polska oglądała w telewizji, jak papież Jan Paweł II modlił się na cmentarzu radzymińskim. Słuchaliśmy co mówił o poległych. Obok stali i czuli się dobrze ludzie władzy – Żydzi. Nawet jak trzeba to robili znak krzyża. A co zrobili ich bracia, gdy Polacy walczyli pod Ossowem i w Radzyminie?
Jest w Bibliotece Narodowej książka „Dzieje Polski” autorstwa Wacława Sobieskiego, dotyczy właśnie walk o Radzymin i Ossów. Możemy w niej przeczytać: „Generał Szeptycki napisał raport do naczelnego wodza Piłsudzkiego tej treści:
„Żydzi pod Radzyminem unikają walki. Mieliśmy wczoraj akt zdrady. Cały batalion z uzbrojeniem poszedł do bolszewików. Namawiają Polaków, żeby nie strzelali do czerwonoarmistów, a gen. Sosnkowski napisał długi raport, że w pierwszych dniach walk pod Radzyminem do 12 sierpnia 1920 r. ucieklo do ruskich 202 żołnierzy Żydów. A w następnych dniach 411 kolejnych Żydów ucieklo”.
Obaj generałowie pisali o tym w raportach, a autor „Dziejów Polskich” Wacław Sobieski podsumował, że razem uciekło 1,585 żołnierzy żydowskich. Oto jak bronili kraju, który przygarnął ich, gdy inne kraje wyrzucały ich od siebie. Obecnie podnoszą lament i wrzask na świecie, ale i w Polsce też, że Polacy to antysemici i nienawidzą Żydów.
Profesor Richard C. Lukas pisze, że współpraca Żydów z radziecką bezpieką, w czasie zajęcia ziem polskich na wschodzie, spowodowała – że Polacy znienawidzili Żydów. Profesor Lukas podkreśla, że Żydzi sami sobie są winni, bo organizowali antypolskie dywersje we wrześniu 1939 roku.
Atakowali wojsko polskie w wielu miejscowościach – w miejscowościach Grodno, Brzostowica, Indora, Jeziora, Izbica, Uściłąg, Kołomyja, Bożyszcze, Zborów Wołkowyjsk, Dzięcioł, Ostryna i wielu innych. Strzelano nie tylko do żołnierzy, ale i do ludności cywilnej.
Profesor Richard C. Lukas, historyk i świadek tych wydarzeń opisuje wstrząsające sceny: „Ofiary liczono w tysiącach, a kogo Żydzi nie zastrzelili, to zaraz po wkroczeniu Armii Czerwonej odnajdywali go i oddawali w ręce NKWD”. Tenże historyk opisuje ohydne sceny mordowania polskich duchownych w wyżej wymienionych miejscowościach. Bezczeszczenie krzyża i monstrancji z hostią.
Przecież to jest nasza polska martyrologia i historia. Ale kto o tej historii będzie pamiętał? Gdzie młodzież dostanie książki o tej tematyce? Zrobienie obecnie filmu lub napisanie i wydanie książki napotyka na ogromne trudności i przeszkody. Chyba nie zrobi tego Agnieszka Holland – Polka żydowskiego pochodzenia. Ona owszem robi filmy w których gloryfikuje Żydów, bohatersko walczących z faszyzmem. Jeszcze trochę to młodym wmówią, że to oni byli zwycięzcami wojny.
17 listopada 2006 roku w programie pierwszym telewizji był wywiad z autorką wielu wartościowych książek panią Anną Bojarską. Oto co powiedziała:
„Jestem na czarnej liście i nie wolno o mnie pisać recenzji. Na tej liście jestem obok Albina Siwaka, o którym tylko źle można pisać. Na tej liście są ludzie, którzy mieli odwagę napisać prawdę o Żydach”.
W tej samej audycji udział brał Ryszard Filipski, znany aktor. Znany też z tego, że miał odwagę mówić o Żydach prawdę. Nie będę przytaczał dlaczego wiele lat był na banicji w Bieszczadach jako rolnik.
Jeszcze za Polski Ludowej znałem go i często z nim rozmawiałem. I w tej audycji w telewizji powiedział, że obecnie w Polsce nie można zrobić żadnego filmu patriotycznego, gdyż nikt na to nie pozwoli. Nie dadzą pożyczki w banku na film, a bez pożyczki nikt nie zrobi filmu. Ale Polański, Holland i paru innych reżyserów, otrzymuje bez trudu każdą sumę, jaka jest im potrzebna na realizację filmu. Owszem – mówi Filipski, w telewizji podpowiadali mi:
„Zrób pan film o żydowskiej kulturze, o Holocauście, to otrzymasz pan na to pieniądze. Ale polski patriotyzm to prawie jak nacjonalizm i na to pieniędzy pan nie dostanie”.
Jest taka fundacja, która sponsoruje produkcję filmu. To Fundacja Batorego. Ale głos decydujący komu i na jaki film przyznać fundusze – należy do Bieleckiego, Suchockiej, Geremka i Bartoszewskiego. Ta fundacja daje olbrzymie pieniądze, ale na filmy antypolskie, takie które ośmieszą polską kulturę, a szczególnie religię rzymskokatolicką i duchowieństwo. Filipski kończy występ w telewizji słowami:
„Trzeba by najpierw tych co rządzą i decydują ewangelizować, ale i tak wyszedłby z tego Żyd”. Dorn dał się ewangelizować, zobaczymy co z farbowanego lisa wyjdzie.
Teresa Torańska robiła parę razy ze mną reportaże, niektóre dość obszerne. Ale i ona, i jej ekipa dwoiła się i troiła, jakby mnie przygwoździć i skompromitować. Widziałem ile trudu wkładają w to, aby przyłapać mnie na czymś, co by mnie w oczach ludzi ośmieszyło i skompromitowało. Jakby filmu było mało, to pisała też do prasy artykuły o mnie. Zawsze wychodziłem w jej artykułach jako człowiek prymitywny, niedouczony i tępy.
Widzi pan – mówiła – o Wałęsie jest film „Człowiek z żelaza”, a o panu można nakręcić film „Człowiek z pustaków”. – Pani Tereso, po mojej trzydziestoparoletniej pracy w budownictwie zostały trwałe i liczne ślady. To tysiące mieszkań, gdzie mieszkają nie tylko moi przyjaciele i Polacy, ale i moi przeciwnicy i Żydzi. To jest moja duma i chluba tak jak i moich kolegów. Po takich dziennikarzach, jakimi wy jesteście, zostanie pusty śmiech pokoleń. A czy miałem rację oceniając źle poszczególne ekipy i formacje polityczne? Świadczy o tym dzisiejszy stan Polski i jest to uczciwa ocena.
Mnie, ciemniakowi nie zdarzyło się nigdy to, co zademonstrowali bracia Kaczyńscy. Oto polski prezydent, składając wizytę w innym kraju, marynarkę zapiął o dwa guziki wyżej. Jak wyglądał? Polacy mieli okazję zobaczyć to sami. Albo scena, kiedy podaje papieżowi kwiaty korzeniami do góry.
A podczas jego wizyty w Izraelu, gdy oficjalnie przemawia i cała sala ludzi słucha i patrzy, a telewizje transmitują to na cały świat, dzwoni mu w kieszeni komórka. Prezydent wyciąga ją i przez długi czas nie potrafi wyłączyć. Dopiero jego żona podbiega, odbiera aparat z jego rąk i wyłącza go. A w Polsce za parę minut w „Wiadomościach mówią: „Czy nie ma w otoczeniu ludzi, którzy by go nauczyli obsługi telefonu?”.
Na jednej z uroczystości Prezydent idzie wraz z generałem przed Kompanią Reprezentacyjną i co? Ano to, że gdyby go nie zatrzymał idący obok generał to poszedłby hen daleko, być może w pole.
Nawet takie problemy jak nadanie statusu miejscu, gdzie ginęli Polacy w czasie okupacji jest trudne, a może i nieosiągalne. Na przykład, pod Łodzią w Konstantynowie zginęło z wyczerpania bardzo dużo Polaków, ale nie było tam Żydów. Gdyby tam zginęli Żydzi to byłby to obóz koncentracyjny. Ale nie było ich tam i satysfakcji Polakom nie damy. Pani Marianna Grynia walczy od lat, żeby uznano miejsce za obóz koncentracyjny, gdyż w latach okupacji siedziała w tym obozie i widziała jak ginęli tam ludzie. Ginęli z głodu, zimna i brudu. Mężczyźni, ale i kobiety z dziećmi oraz starcy. Dziś wielu urzędników, od których zależy przyznanie statusu obozu zagłady mówi, że za mało tam ofiar, jak na obóz zagłady. Ale ci sami urzędnicy, gdy Żydzi załatwiają to, by upamiętnić miejsce, gdzie zginęło paru z nich, na wyścigi robią tak, jak Żydzi chcą. Ale w Konstantynowie byli tylko Polacy.
Obecnie kolejne rządy wcale się nie kryją, że przyznają duże pieniądze na renowację żydowskich cmentarzy. Na odbudowę synagog i bożnic. W miejscach, gdzie Żydzi ginęli muszą być tablice i kwiaty. Są już ogłoszone projekty, że w Warszawie wybuduje się wielki kompleks muzealno-pomnikowy i zajmie on duży teren. Czy będzie zbudowany za polskie pieniądze? Oczywiście, że tak. Tysiące cmentarzy polskich patriotów różnych formacji, które toczyły walkę na śmierć i życie, zarastają krzaki i trawa. Setki miejsc kaźni Polaków zarosła trawa.
Zatracamy tożsamość narodową, pozwalamy pisać historię naszym katom. W dodatku godzimy się na to za judaszowe pieniądze i awanse. Żydzi, zrobią to rękoma Polaków. Ja często podziwiam spryt i przewrotność Żydów. Potrafią tak odwrócić kota ogonem, że ludzie w to wierzą.
W latach 1980-88 powstał w MSW zespół ludzi do sprawdzenia pochodzenia narodowego około 1700 osób. Ten zespół był oczywiście nielegalny, powołany bez wiedzy i akceptacji ze strony Kiszczaka i Jaruzelskiego. Wybrano i zaprzysiężono grupę ludzi sprawdzonych i wiernych idei, jaka przyświecała inspiratorom tego pomysłu. Przez dwa lata grupa pracowała dobrze i miała już dużą ilość materiału. Sięgano nie o jedną zmianę nazwiska do tyłu, lecz o dwie, gdyż np. wałbrzyski komitet centralny Żydów zalecił dwa razy zmieniać nazwiska. Praca była mozolna i trudna, ale wykonalna.
I jak to w życiu bywa, czasami zwykły przypadek może pokrzyżować plany. Praca była prawie na ukończeniu, ale grupa oficerów postanowiła sprawdzić również Jaruzelskiego. Wiadomo przecież, gdzie żyli Jaruzelscy przed wojną i tam też pojechali sprawdzić. Trzech oficerów pokazało oficjalnie proboszczowi swoje legitymacje służbowe i poprosili go o księgi gdzie odnotowano wszystkie chrzty. Ksiądz od pierwszej chwili okazał się bardzo usłużny i przyjazny. Na dowód powiedział: – Ja panowie pomagam już wiele lat waszej firmie i wymienił nazwisko oficera prowadzącego. Mam do panów dużą prośbę. Otóż ja przewodniczę tu paru różnym komitetom. Od budowy wodociągów do budowy drogi. A ostatnio gazyfikujemy gminę, ale nie możemy kupić rur. Skoro ja panom pomagam to i wy pomóżcie mnie. Załatwcie mi te rury do gazu. I tu wpadł jeden z oficerów na pomysł, jak księdzu pomóc, samemu się nie dotykając do tej sprawy.
Jest w Komitecie Centralnym taka komisja co to załatwia i podał moje nazwisko i funkcję. – Jak ten ksiądz przeszedł tych co pilnują wejścia – nie wiem. Fakt, że znalazł się w środku gmachu KC. Traf chciał, że szedł korytarzem Czyrek, który nie mógł wyjść z podziwu, że ksiądz chodzi po gmachu i zagląda do gabinetów. Zatrzymał go i pyta co tu robi. Ksiądz szczerze powiedział, że szuka Siwaka, bo ten podobno może załatwić rury. – A kto to księdzu powiedział? – spytał Czyrek? A trzej oficerowie co sprawdzali akta urodzeń u mnie w parafii. I tak sprawa się wydała. Dobrze, że ksiądz nie spisał sobie legitymacji, a nazwisk oficerów nie pamiętał.
No i przyszedł do mnie, ja nie byłem nigdy sam. A ksiądz już od progu powiada, że popiera ustrój i że współpracuje z MSW. Przerwałem mu i mówię, żeby wyszedł na korytarz. Na korytarzu mówię mu, że nie wolno mu nikomu o tym mówić, że współpracuje z MSW. – A ja myślałem, że panowie to jakby jedna wielka firma i wszystko o sobie wiecie – usprawiedliwiał się ksiądz. – To nieprawda, są różne formacje polityczne, które zaraz to wykorzystają. Rury mu załatwiłem, bo to przecież dla ludzi robił, a nie dla siebie.
Grupa oficerów musiała na tym zakończyć, gdyż Czyrek spowodował trzęsienie ziemi w MSW. Teraz jeden drugiego śledził. Ale duży dokument w formie książeczki zrobili. Było w tym dokumencie 1700 nazwisk z rodowodem dokładnie sprawdzonym.
I tu Żydzi zadziałali bardzo chytrze. Wydali taką samą książeczkę. Taki sam papier i czcionkę. Te same symbole w tytule. Ale zawierał już nie 1700 nazwisk, a 2500. Wsadzili między Żydów – rdzennych Polaków.
Osobiście znałem wielu z tych nowo umieszczonych w tej broszurze. Słusznie wykombinowali, że ludzie tam umieszczeni wściekną się i będą chcieli to wyjaśnić. I o to właśnie chodziło. Druga sprawa to fakt, że wielu posiadaczy tej żydowskiej broszury zareagowało w taki sposób: „To niewiarygodna książka, bo są tu Polacy też zapisani”. Czyli suma summarum, jak mówią, zrobili tak, że ludzie nie wierzyli w ten spis i przestali się interesować sprawą uważając, że jest to kłamstwo i oszczerstwo. Kto by na to wpadł, że właśnie tak trzeba zrobić. Nawet sam H. Pająk, autor wielu książek, korzystał z tej fałszywej broszury. [...]
[...] Norman Davies w swojej książce „Orzeł biały i czerwona gwiazda” pisze: „Zbierając materiał do książki musiałem rozmawiać z dużą ilością świadków zdarzeń, które opisuję. Prawdą jest, że Żydzi kolaborowali z NKWD. Prawdą jest, że masowo wstępowali do tej organizacji, która dokonała największego ludobójstwa w Rosji i w Polsce. Prawdą jest również, że każdy Żyd, z którym o tym rozmawiałem przekręcał fakty i wybielał Żydów”.
W swojej przedmowie Norman Davies opisuje, jak odszukał dwóch Żydów w Izraelu, którzy zostali sfotografowani przy egzekucji Polaków na Kresach. Mówi im, że to niepodważalne, że to właśnie oni są na zdjęciu.
Ale oni idą w zaparte. A nazwiska i imiona nie są wasze? Nasze, ale ktoś na złość nam mógł podać nasze nazwiska. – No, ale na zdjęciach widać, że to wy. – A bo to nie ma podobnych ludzi do siebie na świecie – mówili. – No dobrze, a co powiecie na to, i wyciągnął kserokopię ich podpisów na listach do wywózki ludzi na Wschód i porównał z ich aktualnymi podpisami. Pierwsza ich reakcja to pytanie, kto pozwolił sprawdzić ich podpisy w Izraelu. Potem stwierdzili, że to są oczywiście podrobione podpisy i więcej rozmawiać nie będą.
Norman Davies opisuje również wojnę 1920 r. Pisze, że oficer nadzorujący zakładanie drutu kolczastego przez oddział złożony z Żydów zauważył, że utopili oni w stawie parę ton tego drutu, a zasieki, które zbudowali, dziecko mogłoby gołymi rękoma zdjąć. Złożył oficjalny raport, że Żydzi sabotują pracę, jaką im rozkazem się nakazuje. Walczyć na pierwszej linii też nie chcą. Oni robią wszystko, żeby bolszewicy zdobyli Warszawę – zakończył swój raport.
Inny oficer złożył meldunek do generała Szeptyckiego, że w nocy Żydzi uszkodzili kilka działek i parę wozów z taboru zaopatrzenia. Złapani na gorącym uczynku mieli być przewiezieni do Warszawy do sądu. Ale inni Żydzi otworzyli areszt i wypuścili, po czym wszyscy uciekli do bolszewików. Chyba autora „Orła białego i czerwonej gwiazdy” nie można posądzać o fałsz i kłamstwo. Ale tych faktów i wielu innych epizodów z obrony Warszawy nasi przywódcy nie przytoczą. Wybiorą wyłącznie te, które im pasują do ich wersji obrony Warszawy. CDN
Albin Siwak

http://wiernipolsce.wordpress.com/2010/12/03/albin-siwak-bez-strachu/



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 16 lip 2011, 22:19 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 sty 2010, 11:45
Posty: 342
Szukam EBOOK-a
"Nasiona kłamstwa" dot. GMO.

_________________
Ostateczny cel nwo (The Ultimate Goal) - by Aaron Russo 2007
http://www.youtube.com/watch?v=AghufZtRuyc

Jesteście przygotowywani do roli niewolników:
http://www.youtube.com/watch?v=qz9H4wQwk0g

Co w życiu jest istotne, ważne, naj-ważniejsze:
http://www.youtube.com/watch?v=Q_I6jc0iJ8A



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 lip 2011, 14:24 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 28 mar 2010, 7:05
Posty: 4
Płeć: kobieta
Poszukuję książki polskiego autora , zdaje się pracownika naukowego Uniwersytetu Poznańskiego, której treścią jest dowód na to, że powódź w Polsce w 1997 r. była w dużej mierze zdeterminowana negatywnym stosunkiem ludzi do siebie.
Z góry dziękuję za pomoc.
doka



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 6 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group