Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 19 sie 2019, 19:59

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 45 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
Post: 21 mar 2011, 11:24 
Dlatego ja np. nie twierdze, ze to jest niemozliwe. Natomiast uwazam, ze warto, aby byly jakies punkty wspolne. Przerabialam zwiazek, w ktorym nie laczylo nic poza seksem, gdzie ja i partner bylismy totalnymi przeciwienstwami i powiem, ze taki wlasnie zwiazek trwa tylko wtedy, gdy OBYDWIE strony sa gotowe pojsc na kompromis i nagiac sie do siebie. Gdy czyni to ciagle tylko jedna strona, nie moze byc dobrze.

Nie dorabiam do tego zadnej ideologii. Nie zapieram sie, ze bede do konca zycia zyla sama, nie wychodze tez na ulice ze sztanderem "Jestem sama, szukam kogos". Jestem otwarta ogolnie na ludzi itd. a zwiazek pomimo wszystko postrzegam pozytywnie, tak samo zreszta, jak seks, ktorego ani nie demonizuje ani nie gloryfikuje, a ktory uwazam za jedna z przyjemniejszych rzeczy danych nam przez nature.

Mam gorace serducho i zapewne nieraz jeszcze zabije ono szybciej, takze pisac mozna jedno, zycie pisze swoje wlasne scenariusze. A za osobe oswiecona sie nie uwazam. Zapewne w skali od 1 do 10 nie bede na wyzynach. ;)



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 21 mar 2011, 11:24 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 21 mar 2011, 11:31 
Milosc to karma i do szczescia rowowazyc sie musi. Kocha się bezwarunkowo ale docenia się cieplo serc osob z którymi czas spędza. O związku mówić nie mozna - kazdy w kazdej chwili jest bezwarunkowo wolny. Wszelkie aspekty Ego, oświeconego nie interesują- ono jest bo jest. Osoba oświecona moze zdecydowac sie zwrocic uwagę do osoby wolnej z dobrze rowiniętym pękiem koloru zielonego.



Na górę
   
 
 
Post: 21 mar 2011, 11:53 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 kwie 2010, 14:18
Posty: 175
Lokalizacja: podlaskie
Płeć: kobieta
Każde nowe doświadczenie jest ważne i to ono prowadzi nas ku oświeceniu, drugi człowiek czy problemy bardzo często na naszej drodze służą właśnie temu abyśmy mogli się dalej rozwijać.Bierzmy to co nam dają i doświadczajmy, czasami na prawdę nie warto się zastanawiać co? po co? dlaczego? bardzo wiele nauczyłam się na swoich poprzednich związkach teraz też mam taki okres ,że lepiej mi samej, ale nie chcę szukać sobie idealnego partnera oceniać już z góry i kierować się swoimi wytycznymi że ten jest oświecony ,a tamten jeszcze nie bla bla bla bo prawda jest taka że często to właśnie ten nieoświecony partner szybciej nas pociągnie ku naszej drodze niż inny człowiek ma doświadczać ,a nie popadać w stagnację i iluzję własnego Ego dlatego warto czasami mniej się zastanawiać i myśleć głową , a ruszyć serce bo czasami partner może się wydawać zupełnie do nas niedopasowany może być wiele na ''nie" dla danej osoby bo nie jest taka jak my ,czy nie myśli tak jak my, czy nie jest oświecona tak jak my, wtedy na chwilkę wystarczy wyłączyć umysł i zobaczyć co mówi serce - czy robi nam się ciepło na sercu gdy widzimy tą osobę - niestety czasami jest tak że czujemy te ciepło do osoby, która niekoniecznie nas kocha kwestia co wtedy ?

_________________
Obrazek



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 21 mar 2011, 12:25 
Milosc to karma. Zakochujemy sie bo ktos przekazal nam swoja energie - poswiecil nam uwage. Jezeli nie ma uczciwej wymiany energii to najlepiej chyba nie robić nic. Wszystko w naturze się wyrówna.



Na górę
   
 
 
Post: 21 mar 2011, 12:36 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 15 wrz 2010, 8:40
Posty: 166
Płeć: kobieta
Ja rozszerzam swoja świadomość od lat, będąc w związku, wychowując 2 dzieci.
I wiecie co, na początku to był koszmar, obydwoje myśleliśmy w pewnym momencie o rozwodzie.
Dokładnie tak jak piszecie, ciągnięcie na siłę kogoś kto nie ma pojęcia o co chodzi i czego od niego chcę + poczucie odrzucenia silnie odczuwany przez obie strony. Przez pewien czas stosowałam różne techniki energetyczne, by mąż "nadążał" za mną. Jednak wyczerpywało mnie to bardzo, po prostu harowałam za niego oczyszczając cały syf, który bardzo szybko znów do niego przywierał, bo taką miał świadomość.
Jakoś podświadomie czułam, że dla mnie rozwód nie jest rozwiązaniem, że zwyczajnie jest w tym związku jakiś sens. Nie rozumiałam jaki i o co chodzi, absolutnie nie było to już wtedy egotyczne uzależnienie.
W końcu poczułam całą sobą stan " nie potrzebuję nikogo i niczego by być szczęśliwą i nikt i nic nie potrzebuje do szczęścia mnie".
To był przełom w moim życiu. Pozwoliłam mężowi być kim chce być, dałam mu wolność, przestałam go oczyszczać, pouczać itd. Najpierw odezwały się w nim różne zdrowotne dolegliwości, nie dałam się nabrać na to i nie wczuwałam się w jego stany, to było trudne - nie popłynąć energetycznie ale współczuć. Współczułam mu, że nie umie inaczej wygenerować energii a tylko starymi sposobami ciągnięcia ze mnie.
W końcu mąż jakoś podświadomie zaczął spędzać czas na łonie natury uprawiając sport, niemal codziennie był w lesie. Zaczął czerpać energię w naturalny sposób i wszystko zaczęło się zmieniać. On zaczął mieć własne, zbieżne z moimi przemyślenia, zmienia się w swoim tempie, choć nie we wszystkim się ze mną zgadza, to daje mi wolność bycia kim chcę a ja daję tę wolność jemu. Szanujemy się nawzajem coraz bardziej. Nie wiem jak on, ale ja kocham go miłością bezwarunkową. Czasem widzi, że ja "znikam" w innym wymiarze i ledwo może nawiązać ze mną kontakt, ale wie, że to moja specyfika i czeka aż wrócę na ziemię.
Dlaczego jestem z nim w związku, mimo, że nie mam takiej potrzeby?
Jest moim wspaniałym lusterkiem. Potrafię z niego i jego reakcji na mnie czytać i uczyć się co w sobie chciałabym zmienić, jakie jeszcze zalegają we mnie śmieci. Wychowujemy razem dzieci i uwielbiam obserwować jak kształtują się nowe osobowości czerpiąc z niego i ze mnie. Obserwacja stała się dla mnie pasją życia.
I taki model na dziś jest optymalny, bo zachodzą w nim złożone relacje bardzo wiele mówiące o mnie.
Bardzo często mówi się u nas wszystkim nawzajem kocham. Ja nadaję temu energię totalnej akceptacji każdemu z rodziny do bycia takim jakim jest, bez chęci zmieniania go według własnych wyobrażeń.
Rozszerzanie siebie objęło całą moją rodzinę, rozlało się na wszystkich, łącznie z moją mamą i teściową (choć rzadko się widujemy). Ale stało się to dopiero wtedy, kiedy przestało mi zależeć na tym by ktokolwiek w moim otoczeniu się zmienił. Wtedy zaczęli się zmieniać.
Powiecie, że to co napisałam, to nadal są moje potrzeby. A właśnie że nie. Dlatego, że doskonale zdaję sobie sprawę, że moje rozszerzanie będzie zachodziło niezależnie od tego w jakich warunkach się znajdę, czy będę w związku, czy nie. Dla mojego rozwoju to nie ma żadnego znaczenia. Po prostu czerpię z warunków w jakich jestem i jest mi w tym dobrze. Jestem też odpowiedzialna za życie takie jakie stworzyłam i jeśli mam zmienić swój dom, to nie zamierzam zostawiać zgliszczy i uciekać, tylko najpierw sprzątam, robie porzadek a dopiero potem się wyprowadzam, jeśli nadal ten posprzątany mi nie odpowiada.
Czuję się w tym radosna. Nie mam pojęcia czy kiedy wychowamy razem dzieci, co jest dla nas prawdziwą przyjemnością, będziemy jeszcze mieli jakieś wspólne cele, i czy będziemy chcieli cieszyć się życiem razem, czy też nie. Na dziś chcemy.
Nie rozumiem określenia "oświecony", bo to zakłada jakiś dokonany stan. Nie ma końca rozszerzanie świadomości. Bo świadomość jest nieskończona.
Ale rozumiem, że człowiek odczuwający bycie pełnią, nie ma potrzeby bycia w związku. Bo ani związek ani brak związku nie jest żadną wartością.
Jedyną wartością jest osobiste poczucie szczęścia.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 22 mar 2011, 4:49 
Offline
Perfect Master * 5th Degree
Perfect Master * 5th Degree

Rejestracja: 30 maja 2009, 4:03
Posty: 42
@Anetka ,pieknie opisalas swoje doswiadczenie w zwiazku.Jak widac zaakceptowalas swoj zwiazek , a co najwazniejsze wzielas za niego odpowiedzialnosc.OBSERWACJA pomogla zobaczyc swoje lustro w partnerze i Twoj zwiazek pomaga wzrastac nie tylko Tobie ale wszystkim dookola.Ty promieniujesz swoja bezwarunkowa miloscia i jak widac rozumiesz zycie.Wiesz ze szczescie i radosc jest w Tobie i nie oczekujesz tego od partnera.Cudowny stan!
Kazdy z nas uczy sie kochac bezwarunkowo rodzicow.Nie zawsze to latwo wychodzi.Znam osoby, ktore nienawidza ojca, lub matke i nosza te negatywne uczucia w swoim sercu.
Nastepnie uczymy kochac rodzenstwo.Ile siostr i braci ma problemy ze zrozumieniem sie i ile jest czasami nienawisci w rodzinach.
Nastepnie uczymy sie kochac swego partnera i swoje dzieci.I z tym tez nie zawsze dobrze wychodzi.
A co dopiero mowic o przyjciolach, czy sasiadach....
Dwoje ludzi zawsze tworzy zwiazek, w ktorym maja za zadanie zaakceptowanie siebie.Lecz niestety, jeden drugiego chce podporzadkowac, wykorzystac a przede wszystkim zmienic.Dlaczego? Bo tak jak napisala Ane/tka widzi w swoim partnerze negatywne cechy, nie majac pojecia ze one sa rowniez w nim/niej.To jest to lustro.
Zobaczyc lustro w swoim partnerze uznalabym za stan oswiecenia, ktory prowadzi do bezwarunkowej milosci.
Oby wiecej bylo tak madrych i odpowiedzialnych zwiazkow jak udalo sie zbudowac Anetce............



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 22 mar 2011, 11:42 
Do kazdego zwiazku odnosi sie jedna swieta prawda :D "do tanga trzeba dwojga". Tak wiec na fakt, czy bedzie on udany, czy nie, pracuja dwie osoby a nie jedna, chocby najbardziej oswiecona.
A co do doswiadczen. Faktem jest, ze nie ma doswiadczen wylacznie negatywnych. Kazde, chocby to najbardziej niszczace doswiadczenie, moze jednoczesnie pobudzic nas do wzrostu, wyzwolic cechy, o ktorych moglismy nie miec pojecia lub pomoc nam przezwyciezyc wlasne nalecialosci, ktore niczemu dobremu nie sluza. Takze doswiadczenie doswiadczeniem, przerabiamy je i idziemy w zyciu dalej, wynoszac z kazdej sytuacji tyle pozytywnego, ile sie da.

A wiosna rzeczywiscie jest przepiekna.



Na górę
   
 
 
Post: 22 mar 2011, 15:14 
Istnieją trzy znane mi drogi do Oświecenia.
1. Mnisia (praktykowanie medytacji i uważności we wspólnocie)
2. Jogiczna (praktyka medytacji w odosobnieniu i samotności)
3. Związek między dwoma ludźmi, jak ładnie pokazali nieśmiertelni Aj i Tija założyciele szkoły seksu tantrycznego.

Dla każdego coś miłego.



Na górę
   
 
 
Post: 22 mar 2011, 17:05 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 15 wrz 2010, 8:40
Posty: 166
Płeć: kobieta
Bardzo wam dziękuję za miłe słowa.
phillip napisał
Cytuj:
Zabawna historia

Ze środka tej historii naprawdę nie było zabawnie, ale teraz, rzeczywiście :lol:
Mój mąż ma takie powiedzenie, jak coś jest nie tak - "jeszcze będziemy się z tego śmiali..."

La_Mandragora napisała
Cytuj:
Do kazdego zwiazku odnosi sie jedna swieta prawda "do tanga trzeba dwojga". Tak wiec na fakt, czy bedzie on udany, czy nie, pracuja dwie osoby a nie jedna, chocby najbardziej oswiecona.


Nie ma dwóch takich samych sytuacji, ale nie zgadzam się z Twoim tokiem rozumowania.
Takie podejście sprawia, że oceniając partnera jako tego, który "nie chce pracować" określasz z góry wynik.
Tak naprawdę wszystko jest w nas, więc zawsze znajdziemy w swoim umyśle argumenty, by doświadczać tego, czego podświadomie chcemy doświadczać. Ale podejście - nie da się, bo on/ona nie chce się rozwijać, to zrzucanie odpowiedzialności na partnera za związek.

Nie twierdzę, że zawsze trzeba trwać w czymś, co nam po prostu nie odpowiada. To nieistotne, czy się "walczy" o związek, czy wybiera samotność czy innego partnera.
Istotne jest coś innego. Mianowicie:
Dlaczego podejmujemy tę czy inną decyzję, czyli nasze intencje.
Jeśli jakakolwiek decyzja podjęta jest ze strachu, z poczucia bezsilności, to nie wróży nam nic dobrego.
Natomiast świadomie podjęta z rozeznaniem nauki z tego co nas spotyka, w wewnętrznej pewności tego co robimy, w miłości, wtedy robimy kolejny krok na drodze rozwoju. A wyznacznikiem tego jest własne dobre samopoczucie z powodu podjętej decyzji.
Całe życie będzie udane tylko wtedy, kiedy zdołamy poczuć, że wszystko co jest w polu naszego doświadczania jest idealnym odbiciem naszego wnętrza.
Wzięcie odpowiedzialności za wszystko co nas spotyka otwiera przed nami ogromne możliwości.

Zosiu,
Jako, że zahaczyłaś o relacje z rodzicami, to napiszę co o mojej mamie.
Miałam z mamą bardzo trudny kontakt przez całe życie. Mama była typem bardzo samodzielnej, męskiej kobiety.
Praca, praca, ustawianie innych, zero czułości. Dążenie, by coś "osiągnąć". I wieczne niezadowolenie ze mnie.
Aż do teraz. To było wszystko dla mnie bardzo trudne. Wieczna nadzieja na to, że mama mnie w końcu zaakceptuje, niestety wiecznie tez niezaspokojona.
Długo wybaczałam, przerabiałam relacje, przeżyłam też dwa tygodnie prawdziwej fali nienawiści do mamy.
W końcu dalam jej wolność. Któregoś razu, kiedy w nerwach znów mówiła mi jaka to jestem beznadziejna, bo z czymś tam sobie nie radzę tak jak powinnam, poczułam, że mnie to nie dotyczy. Normalnie nie uruchomiły mi się żadne emocje. Zobaczyłam kobietę, która ma problem, bo córka nie nadąża za jej wyobrażeniem o córce.
Ale to jej problem, bo Ja wiem Kim jestem i niczyje zdanie na mój temat nie ma wpływu na moje poczucie własnego jestestwaj, nie poruszyło mnie to przedstawienie ani trochę.
Zaczęłam się śmiać, podziękowałam mojej osłupiałej mamie, ucałowałam ją i wyszłam. Fruwałam z radości - wyzwolona.
Około pół roku później mam pytala mnie jakie są psychiczne przyczyny alergii. Ja od dzieciństwa cierpiałam na alergię, niedawno mi przeszło. Odpowiedzialam, że alergik nie toleruje w swoim otoczeniu jakiejś bliskiej osoby, a otoczenie honoruje takie wartości, które nie pozwalają na otwarte wyrażenie tej nietolerancji, więc podświadomość znajduje sobie obiekt zastępczy w postaci psa czy też truskawek.
Mama na to - to ty mnie tak nie lubiłaś? Przyznałam, że czułam się wiecznie ograniczana i niekochana.
Mama wybuchła płaczem i przepraszała za wszystko, co złego w życiu mi wyrządziła, za brak czułości i pochwał, za bark czasu i uwagi, długo rozmawiałyśmy a ona wylała morze łez.
Ja nie czułam już niczego, bo już dawno ją zaakceptowalam. Ale to był cud.
Takie cuda się u mnie dzieją, od kiedy wzięłam odpowiedzialność za własne życie.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 22 mar 2011, 17:27 
Anetka pisze:
Nie ma dwóch takich samych sytuacji

Swieta racja.
Dodam, ze ja nie jestem osoba, ktora przy pierwszym lepszym problemie obraca sie na piecie i zmyka. Probowalam przez 9 lat. Wypalilam sie po prostu... a fakt, ze odeszlam byl proba ratowania siebie... duchowo i fizycznie.


Sama nie jestem zwolenniczka rozwodow, szczegolnie, gdy sa dzieci. Nie jestem jakas zimna osoba, ktora przy byle czym kopie partnera w tylek. Natomiast przezycia, ktore mi moj maz zaserwowal (co gorsza rowniez dzieciom) byly najwyzszej jakosci. Bol duszy (zreszta nie tylko), ktory sprawial, ze wielokrotnie sie umieralo, rozumiesz?
Moment odejscia od niego to byl moment, w ktorym siedzac sama w domu po prostu oddychalam.

Dodam, ze ja wspieralam meza na kazdym kroku, co wydawalo mi sie logiczne i zreszta do tej pory tak mi sie wydaje. Natomiast, gdy ja mialam sytuacje kryzysowe (obojetnie, czy dotyczyly mnie, dzieci, zdrowia fizycznego czy innych kwestii) stalam po srodku drogi sama i bez wsparcia. Ciekawa sprawa, gdy czlowiek jest sam bedac z kims. Takze to mam na mysli, ze do tanga trzeba dwojga.
Ale fakt, ze brak wsparcia i pare innych rzeczy, sprawily, ze nauczylam sie sobie radzic w zyciu sama. Fakt jazdy np. do ojczyzny to dla mnie pikus. Wsadzam trojce do pociagu, plecak na plecy i jedziemy. Nie czekam na niczyje wsparcie, bo wiem, ze sil mam dosyc sama w sobie. Moze tego mi wlasnie bylo trzeba? Kto wie...

Co jeszcze... Nie mam pretensji do bylego meza. Szanuje go. Jakby nie bylo dal mi trojke wspanialych dzieciaczkow. To naprawde wiele.



Na górę
   
 
 
Post: 23 mar 2011, 4:36 
Offline
Perfect Master * 5th Degree
Perfect Master * 5th Degree

Rejestracja: 30 maja 2009, 4:03
Posty: 42
Anetka napisala:

"Takie cuda się u mnie dzieją, od kiedy wzięłam odpowiedzialność za własne życie."

W moim zyciu tez stal sie cud, kiedy wzielam odpowiedzialnosc za swoje zycie.
Na 15 lat stracilam moja najukochansza najmlodsza siostre.Do dzis nie wiem dlaczego, ale to juz nie jest wazne. Jestem szczesliwa, ze po 15 latach milczenia drzwi do mojej siostry sie otworzyly, lody stopnialy i mamy cudowna relacje.15 lat lez , wybaczania i w koncu zaakceptowania.Duzo pracy nad soba i calkowita odpowiedzialnosc za siebie pomogla zmienic mnie i moje otoczenie.
Stal sie cud i drzwi do serca mej siostry otworzyly sie i uslyszalam od siostry takie zdanie:denerwowala mnie w tobie pycha" usmiechnelam sie i odpowiedzialam, ze kazdy czlowiek ma pyche.To co ja we mnie denerwowalo, nie wiedziala o tym, ze to bylo jej lusterko i teraz denerwuje ja w innej osobie.
Wszyscy uczymy sie kochac i to jest piekne.... :milosc:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 23 mar 2011, 14:38 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 15 wrz 2010, 8:40
Posty: 166
Płeć: kobieta
Zosiu,
Wspaniale, że zechciałaś podzielić się z nami swoim doświadczeniem. :milosc:
Tak, jak przyjmujemy do serca z powrotem naszych bliskich, tak nasze aspekty wracają do "domu".
Gratulacje :spoko:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 25 mar 2011, 0:00 
Offline
Perfect Master * 5th Degree
Perfect Master * 5th Degree

Rejestracja: 30 maja 2009, 4:03
Posty: 42
Anetko, dziekuje ze wzajemnoscia.
Kazdy z nas ma swoje doswiadczenia, lecz nie kazdy je obserwuje.
Obie jestesmy szczesciarzami bo nauczylysmy sie obserwowac swoje zycie.I wiemy jak te puzzle w zyciu odczytywac.Mozna zyc jak w raju, ale wazne jest aby nie grac roli ofiary, lecz niestety wiekszosc ludzi na swiecie pozwala sobie na to by byc ofiara.Boja sie by wziac zycie w swoje rece i nie pozwalac na manipulacje...
Anetko, pozdrawiam wiosennie, wszystkiego najlepszego :kwiatek: .



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 25 mar 2011, 12:00 
[quote="Anetka"]La_Mandragora
Już kiedyś miałam Ci napisać, przy okazji popełnionego przez Ciebie inego postu, że bardzo Cię podziwiam, że wspaniale radzisz sobie sama z trójką dzieci. Będąc w trudnych (emocjonalnie) warunkach rozwijasz świadomość i chce Ci się. To naprawdę wspaniałe. Gratuluję :tak:
[quote]

Tak naprawde nie ma tu czego podziwiac. Podziwiac mozna ludzi, ktorzy potrafia wyciagac wnioski zanim dostana lopata po czerepie. ;)

A co do wychowywania dzieci to powiem tylko, ze to ja przy nich wiele sie ucze. W nich widze siebie i swoje braki. Uczyc je czegos przeskakuje siebie.
Nieraz nawet nie mam sie jak zastanowic, czy cos potrafie czy nie, na dana chwile musze to zrobic i zrobie. Tak, jak np. ostatnio... srednia wlazla wysoko na drzewo i nie umiala zejsc. Ja musialam po nia wejsc... a jak juz schodzilysmy na dol to skojarzylo mi sie, ze mam cholerny lek wysokosci. No ale trzeba bylo zejsc jakos i zadbac, zeby mloda tez zeszla w jednej calosci.

___
Co do milosci ogolnie... Ja i tak kocham zanim zdarze sie zastanowic, czy to jest logiczne i czy ma sens. Nad miloscia nie trzeba sie zastanawiac. A w kazdym czlowieku mozna dojrzec dobro. Ja ide do przodu i tak naprawde nie zywie do nikogo pretensji. Kazde doswiadczenie w zyciu, ktore nas spotyka, ma jakis sens, uczy nas czegos i tak naprawde nic nie dzieje sie przypadkowo. Doswiadczam, wyciagam wnioski, ide...



Na górę
   
 
 
Post: 05 kwie 2011, 8:35 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 cze 2010, 17:52
Posty: 1629
Lokalizacja: Poland
Płeć: mężczyzna
Wczoraj mnie oświeciło w sprawie związków!

Jej jakie to jest proste i sensownie wymyślone!

Celem jest nauczenie się miłości do siebie. NATOMIAST ZNACZNIE ŁATWIEJ JEST NAM POKOCHAĆ TĘ DRUGĄ OSOBĘ. Można związki traktować jako ułatwionę formę treningu miłości.


Schody zaczynają się, gdy wkracza świadomość lustra i nasza ukochana osoba zaczyna pokazywać nam nasze własne "wady", wtedy zaczyna się właśnie ta trudniejsza część: pokochanie siebie z własnymi "wadami"! Jeśli pojawiają się problemy w związku, zwykle związane z "wojnami ego", to właśnie dlatego, że nie potrafiliśmy pokochać i zaakceptować bezwarunkowo siebie, swoich własnych odbić w "lustrze związku".

Wynikiem prawidłowego "procesu" w związku jest wzrost ŚWIADOMOŚCI SIEBIE, czyli po prostu świadomości prawdy o sobie takiej JAKA ONA JEST, czyli wzrost świadomości, tak słusznie wychwalanej. Czyż ukochana osoba nie zna nas najlepiej na świecie? Zna. Często bardziej niż my sami, a właściwie to zawsze. I kocha.
:king:

Wysyłam właśnie falę miłości do mojej ukochanej... :serce: :serce: :serce: Uwielbiam tego driva w serduchu kiedy ona robi mi to samo! :D

Pozdrawiam

_________________
Rzuć orgonit pod wieżę komórkową którą widzisz. Starczy.
Pod znaczy w zakresie 40-400m od niej, tak jest najlepiej.
An eye for an eye will make us all blind. M. Gandhi
Pamiętaj, że nawet najmniejszy wysiłek przyniesie korzyści w przyszłości. Tutaj nie chodzi o ideę, a o twoje życie! Warto się starać, choć w danej chwili może to wydawać się zupełnie bez sensu.
Miłość i Wdzięczność - najlepsza medytacja, modlitwa, ochrona. Patrz M. Emoto, woda.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 45 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group