Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 20 sie 2017, 16:25

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 264 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 9  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: ORME
Post: 13 paź 2010, 18:44 
Dzień dobry wszystkim

Proponuję wszystkim tym , którzy potrafią zbudować rozpraszacz smug - zając się produkcją ORME

W dwumiesięczniku NEXUS nr 3 (53) wydanego maj-czerwiec 2007r znalazłem kiedyś artykuł, który napisał w 2006r Dr Roger Taylor: Magia i tajemnica pierwiastków ORMUS
cytuję: „Koncentrat pewnych obficie występujących w morskiej wodzie pierwiastków posiada niezwykłe zdolności umożliwiające poprawę stanu gleby, zwiększenie zbiorów, a także utrzymywanie w zdrowiu organizmów ludzi i zwierząt."

Są znane obecnie metody, które opisano w internecie - jak w tani i prosty sposób otrzymać ORME tzw. domowym sposobem.
Budujemy 'cloudbustery' więc może warto spróbować rozpocząć produkcję proszku (monoatomowe złoto)
- a na tym forum możemy wymieniać poglądy i doświadczenia również w tym temacie.

Przypomnę: ponowne odkrycie pierwiastków ORME nastąpiło przez Davida Hudsona

Proponuję zerknąć np. na poniższe strony:
http://www.subtleenergies.com/ORMUS/patents/patents.htm.
http://www.subtleenergies.com/ORMUS/tw/articles.htm.
http://www.subtleenergies.com/ORMUS/res ... search.htm.
Barry Carter, „ORMUS, DNA Repair and Health” („ORMUS – naprawa DNA i zdrowie”), http://www.subtleenergies.com/ORMUS/tw/dna.htm
http://www.subtleenergies.com/ORMUS/tw/ORMUSplants.htm, http://www.sea-crop.com i http://www.c-gro.com.

Jest tego oczywiście więcej

Oczekuję poważnego zainteresowania

W starożytności ci którzy znali sposób produkcji ORME - zarabiali na tym krocie, zajmowali się też uzdrawianiem
- warto więc jeśli nie dla zysku to przynajmniej na własne potrzeby i swoich znajomych wyprodukować trochę tego proszku

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

 Tytuł: ORME
: 13 paź 2010, 18:44 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 13 paź 2010, 19:10 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree

Rejestracja: 16 mar 2010, 22:10
Posty: 640
Najwięcej monoatomowego złota jest w korzeniu słonecznika(super sztuczna roślina o nieprzeciętnych właściwościach )to info jest tylko w posiadaniu wtajemniczonych :mrgreen: (jak nie wierzysz w to , to powiedz mi co zapisano w kodzie kreskowym na pestkach słonecznika :język: )



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 13 paź 2010, 19:21 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 06 sty 2010, 15:53
Posty: 83
Płeć: mężczyzna
ORME!!!!

Cos więcej, please !!!



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 14 paź 2010, 7:59 
Słonecznik jest O.K. ale mi chodzi o rozpoczęcie produkcji na masową skalę tu i teraz w Polsce (oczywiście domowymi sposobami).

Właściwie coraz więcej jest na ten temat praktycznych wiadomości.

Przypomnę (cytat)

Odkrycie pierwiastków ORME przez Davida Hudsona
Historia tego odkrycia zaczęła się w latach 1970 w posiadłości bogatego hodowcy bawełny z Arizony, Davida Hudsona. Ponieważ wulkaniczna gleba tamtego regionu miała niezwykłe własności i wiedziano, że w niżej położonych warstwach skalnych są cenne metale, Hudson zlecił przeprowadzenie pełnej analizy gruntu. Analityce wykonujący zlecenie byli bardzo zdziwieni, kiedy znaleźli tam frakcję, która nie chciała poddać się analizie – nie wchodziła w żadne reakcje chemiczne, nie miała cech metalu ani żadnej sygnatury spektroskopowej. W końcu analityk wykonujący spektroskopię zaproponował wydłużenie czasu jej wypalania. Dopiero wtedy zaczęły pojawiać się charakterystyki spektroskopowe, które wykazały, o dziwo, obecność szlachetnych metali. To odkrycie wymusiło dalsze badania i dysponujący prywatnymi funduszami Hudson wynajął kilku chemików, aby to wyjaśnić. Wyniki tego, co udało mu się odkryć, są szczegółowo opisane w jego patencie.<1*> Wygłosił również na ten temat szereg publicznych odczytów.” (jest na ten temat sporo w internecie, również w języku polskim)
„Po raz pierwszy o tym zjawisku dowiedziałem się oglądając dziewięciogodzinny film wideo opisujący te wydarzenia. Co ciekawe, w żadnym piśmie naukowym nie ukazał się ani jeden naukowy artykuł na ten temat, ja zaś opóźniałem wypowiedzenie się w tej sprawie ze względu na bardzo prowokacyjny charakter twierdzeń Hudsona oraz w nadziei doczekania się ich naukowego potwierdzenia. Mimo iż nie prowadzi sie żadnych badań w tym zakresie, nad tą sprawą od lat pracuje luźna grupa naukowców i amatorów. Bez żadnego finansowego wsparcia oraz kontaktów z Hudsonem udało im się powtórzyć niektóre ze zgłoszonych przezeń odkryć. Ich prace łącznie z osiągnięciami Hudsona, są podsumowane w szeregu artykułów Barrego Cartera na jego bardzo rozbudowanej i pouczającej stronie internetowej.<2*> Istnieje również kilka forów internetowych, z których jedno, pewnej naukowej grupy roboczej, omawia różne aspekty chemiczne i fizyczne oraz metody uzyskiwania i analizowania tych materiałów."
1. http://www.subtleenergies.com/ORMUS/patents/patents.htm.
2.http://www.subtleenergies.com/ORMUS/tw/articles.htm.
Metody wytwarzania ORMUSów
Cytuję z innego artykułu:
Na początku maja 1997 roku dowiedziałem się o mężczyźnie z północnego zachodu, który rozmawiał ze szkołą Ramtha w Yelm w stanie Waszyngton. Uczył ludzi nowych technik otrzymywania ORMUSów. Dowiedziałem się o nim od kolegi od ORMUSów imieniem John, który opisał go następująco: „Wygląda na to, że uważa on, iż ta wiedza powinna być ogólnie dostępna i że należy szerzyć ją bez żadnej kontroli i chęci zysku... Wydaje się, że te procesy opierają się na prostej metodzie wytrącania ORME-ów i innych minerałów z morskiej wody w postaci «mleka bogów»”. Brzmiało to jak prosta kuchenna metoda, której szukaliśmy, no i udałem się razem z Johnem na spotkanie z nim. Na miejscu przywitał nas niski ciemnowłosy mężczyzna w wieku około 50 lat. Zgodził się, abyśmy nagrali naszą rozmowę, pod warunkiem że jego imię i inne dane pozostaną anonimowe. Kiedy w końcu zamieściliśmy w Internecie opisy metod, których nas nauczył, nazwaliśmy go „Esseńczykiem” („Essene”). A dlaczego, wyjaśnię za chwilę.

18 maja 1997 roku Esseńczyk pokazał nam, jak otrzymać biały osad z morskiej wody, wykorzystując Mokrą Metodę. Opisał nam również inne sposoby. Gdy wróciliśmy do domu, spisaliśmy na komputerze swoje notatki i zamieściliśmy je jako post w prywatnej dyskusji emailowej rozpoczętej w celu opisania tych metod. Spotkałem się z nim cztery razy. W czasie jednej z tych wizyt zabrałem ze sobą Jima. Esseńczyk powiedział nam, że zawsze pamiętał swoje poprzednie wcielenie jako esseńczyka żyjącego nad Morzem Martwym. Pierwsze wspomnienia pojawiły się u niego, gdy mieszkał jako dziecko na wybrzeżu Pacyfiku. W wieku sześciu lat wybrał się sam na ryby w pobliże molo. Złowił parę ryb i włożył je do wiadra, ale później wyrzucił je i napełnił wiadro oceaniczną wodą. Zabrał ją do domu i dodał do niej ług, po czym wytrącił się z niej osad. Pamiętając procedurę ze swojego poprzedniego życia nad Morzem Martwym, wypłukał osad i zjadł go. Mówi, że przyjmuje to w takiej lub innej formie po dziś dzień.

Nasza prywatna dyskusja emailowa stała się dość ożywiona po naszej pierwszej wizycie u Esseńczyka. Chcieliśmy wydobyć na światło dzienne metody, jakich nas nauczył, i jednocześnie zrobić to w możliwie najbezpieczniejszy sposób.
26 maja 1997 roku zaczęliśmy edytować nasz dokument na temat jego metod. Jego ostateczną 21 wersję wysłaliśmy 8 kwietnia 1998 roku do 50 witryn internetowych na całym świecie. Tylko kilka z nich zamieściło go na swoich stronach.
Mieliśmy zatem sposób na koncentrację ORMUSów oparty na prostej technice kuchennej. Mimo to nadal szukałem innej metody otrzymywania tych substancji na wypadek, gdyby nie można było zdobyć ługu lub wody morskiej.
Doświadczenia Jima pokazały, że ORMUSy podlegają działaniu pola magnetycznego, jakby były nadprzewodnikami (np. lewitują). Stale demonstrują zdolność do tunelowania Josephsona (teleportacji) i zdają się działać jako „portal” dla „nowo powstającej materii i energii”.

Kilka eksperymentów Jima nagrałem kamerą wideo. (Zwykle udostępniam te nagrania podczas moich warsztatów i mam zamiar pokazać je na nadchodzącej konferencji Nexusa). Opierając się na rzekomym nadprzewodnictwie ORMU-sów w wodzie, Jim doszedł do wniosku, że powinno być możliwe skoncentrowanie pewnej ich porcji w wodzie za pomocą odpowiedniej pułapki magnetycznej. W lecie 1996 roku Jim dał mi kilka pułapek magnetycznych do przetestowania w strumyku nieopodal mojego miejsca zamieszkania. Te pułapki okazały się bardzo skutecznym sposobem na koncentrację ORMUSów w wodzie i w następnych kilku latach opublikowałem na mojej stronie internetowej kilka schematów budowy tego typu pułapek. Odsyłacze do tych planów można znaleźć pod adresem http://www.subtleenergies.com/ormus/tw/magtrap.htm

Od tego czasu Jim, ja i kilku innych ludzi odkryliśmy, że jest możliwe wprowadzenie pewnych substancji w stan ORMUSów za pomocą różnych metod. Odkryliśmy także, że ORMUSy występują w naturze powszechnie, choć są trudne do zidentyfikowania, ponieważ są praktycznie niewidzialne dla spektroskopów.

Pozdrawiam Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 14 paź 2010, 8:51 
Offline
Grand Elect Mason * 14th Degree
Grand Elect Mason * 14th Degree

Rejestracja: 04 cze 2009, 15:23
Posty: 1442
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Płeć: mężczyzna
zalecam ostrożność w temacie ORMUSÓW ( to "fajna" zabawka)
ale wróćmy do Wintera i jego opowieści o przeznaczeniu DNA
Cytuj:
Spróbuje teraz opisać jak to jest, że ci|którzy stali się zewnętrznie uzależnieni
{134232}{134330} od tego co rozpala ogień w ich krwi ( np: od ORMUSÓW - dopisek mój),
{134351}{134440} ostatecznie stali się "upadłymi" |lub podobni do Borgów (robotów),
{134448}{134536} których nazywam uzależnionymi lub|wytwarzającymi śluz osobowościami.
{134538}{134642} Z drugiej strony mamy tych, którzy|nauczyli się tworzyć ten ogień w sobie,
{134643}{134757} dzięki umiejętności gruczołów do|tworzenia "promienia Phi" (implozji)
{134758}{134899} w napięciu z serca, które rozpoczyna to|rekurencyjne "wywracanie się w sobie"
{134900}{135007} w efekcie pola, w elektrycznym|centrum grawitacji w ciele,
{135009}{135265} co tworzy ostatecznie dźwiękowy|"warkoczyk", który splata DNA ku implozji,
{135282}{135407} która "uduchowia" lub "strzyka" |poprzez prędkość światła - w czas.
{135423}{135688} W tej opowieści pokażemy szczególny|przykład tego co stało się z Nefilim,
{135689}{135849} o których możecie myśleć jako tych|upadłych z Annunaki - Nefitach.
{135868}{136010} Thot mówi nam: "nie musisz |być dłużej pionkiem Annunaki",
{136011}{136115} lub jak wolicie - pionkiem Nefilim.
{136116}{136244} Chciałbym wam zasugerować,|jak wydobyliśmy się z tej roli.
{136246}{136376} Jasne, z początku jest trochę|poniżające myśleć,
{136377}{136475} że wszystkie nasze szlachetne|historie o duchowych przodkach
{136486}{136671} - Adam i Ewa w Biblii, historia |Genesis - to głównie bajkowe historie
{136672}{136777} o eksperymentach genetycznych |jakichś pośrednich szarych gadów.
{136778}{136857} Nie jest to... Jakby to ująć?
{136914}{137036} Nie daje to nam poczucia wartości |z powodu pochodzenia naszych rodziców.
{137053}{137142} Chciałbym Wam jednak zasugerować,| że jest w tym głębsze znaczenie,
{137144}{137210} które jest całkiem inspirujące|i całkiem duchowe.
{137228}{137316} By dotrzeć do tego znaczenia musimy|powiedzieć trochę więcej o historii
{137317}{137377} tego złotego proszku.|(białego proszku złota ORME)
{137408}{137484} Wierzymy, że stało się tak:
{137508}{137774} kultura królowej Oriona używała technologii|którą dziś widzimy w pszczelim ulu
{137775}{137837} by stworzyć rodzinę królewską.
{137839}{137945} Używali oni "pszczelego mleczka". |Gardner opisuje to dość szczegółowo.
{137946}{138017} A pszczelim mleczkiem |dla królowej Oriona była,
{138019}{138172} wysoka zawartość serotoniny i melatoniny|wydzielanych przez przysadkę i szyszynkę.
{138173}{138370} Ich konsumpcja mogła pomóc implodować|silniej na poziomie gruczołowych "soków"
{138375}{138563} u inkarnowanego przywódcy duchowego|lub avatara czy mesjasza.
{138565}{138642} Gardner sugeruje, że...
{138668}{138805} po pierwsze jednym ze sposobów|w jaki wzbogacali to pszczele mleczko
{138806}{138932} była krew menstruacyjna|wytrenowanych "dziewic - Westalek",
{138934}{139009} która ma bardzo wysoki poziom|serotoniny i melatoniny.
{139010}{139131} Nazywano to olejem mesjasza,|M-E-S-S-I-A-H,
{139133}{139269} co dosłownie oznacza "sok krokodyla" |lub "najlepsza gadzia krew",
{139270}{139330} skąd pochodzi nasze słowo mesjasz.
{139378}{139581} Jedną z rzeczy, która dzieje się, gdy|tracisz zdolność do pasji, błogości,
{139582}{139660} ognia w oczach, nagłych żywych zrywów...
{139661}{139828} Gdy to tracisz, to tracisz zdolność |do produkcji serotoniny i melatoniny.
{139840}{139933} Zwykłem żartować z przyjaciółką. Mówiła:
{139948}{140023} "Wracam dziś z baru cappuccino|i zdaję sobie sprawę,
{140024}{140132} że nie zebrałam jeszcze żadnych|informacji z jądra galaktyki."
{140134}{140256} Co oznacza - zero błogości, nic |radosnego, żadnego gęstego ładunku.
{140259}{140401} Czasami mówiła też inaczej: "Kiedy |ostatni raz rozszerzały ci się nozdrza?"
{140407}{140491} Bo widzicie, nozdrza odrobinę |rozszerzają się w momencie błogości.
{140493}{140607} Ponieważ kształt wirów tlenu| w procesie oddychania
{140608}{140682} skupia się w Nadis|(w sanskrycie - "kanał łączący czakry")
{140683}{140725} przy pomocy kształtu nozdrzy.
{140729}{140860} Inną zabawną historią o tym jest starożytne|porzekadło, że kształt spodu twoich nozdrzy
{140863}{140967} jest kształtem ulubionego|ziarna twoich przodków.
{140968}{141036} Ponieważ jest to sposób|w jaki konsumowali swój ogień.
{141037}{141127} A sposób w jaki splatasz |ogień w swoim nosie
{141128}{141219} jest sposobem, w jaki ustawiasz|obroty swojej gęstości.
{141263}{141367} Kontynuując naszą historię myślę,|że tym co się stało,
{141368}{141477} była utrata zdolności do tworzenia|tego ognia we krwi,
{141479}{141581} który skutkuje "pieśnią we krwi"|- San Graalem.
{141582}{141710} Pamiętacie piezoelektryczną sprężynkę DNA?|Fale długie połączone z krótkimi?
{141712}{141841} Gdy ten dźwięk pracuje dobrze|w implodującym DNA
{141843}{141937} jest dzwonieniem w twoich uszach, które|jest dosłownie dzwonieniem w twoim DNA
{141939}{141995} "pieśnią we krwi" - San Graalem,
{141996}{142201} który mechanicznie jest falą|- głosami twoich przodków,
{142202}{142297} których kształt jest morficznie|zwinięty w twoim DNA.
{142298}{142373} Kiedy przestaje dzwonić co robisz?
{142375}{142435} Coś się dzieje. Jedną z rzeczy jest to,
{142436}{142536} że jeśli traci się błogość|przekazywaną przez pokolenia,
{142538}{142633} kobiety tracą zdolność przekazywania| systemu immunologicznego
{142634}{142684} w grasicy swoich dzieci.
{142713}{142787} Powodem jest to, że |grasica jest "rękawicą".
{142788}{142902} Pamiętacie? Blisko serca.|THY - M - US.
{142904}{143054} "Rękawica" otrzymuje cień| dźwiękowy błogiego serca,
{143055}{143122} co tworzy tożsamość odpornościową,
{143123}{143219} gdzie składniki białych krwinek|są "gotowane" w grasicy
{143221}{143314} zgodnie z instrukcjami |otrzymywanymi z błogiego serca.
{143351}{143432} Lekarze zwykle mówią dziś, że |grasica kurczy się z wiekiem.
{143433}{143465} Sądzę, że się mylą.
{143467}{143557} Jest tak, że grasica kurczy się |kiedy serce przestaje śpiewać.
{143558}{143661} Jak długo serce śpiewa grasica |pozostaje dobrą "rękawicą"
{143662}{143717} ponieważ chwyta pieśń serca.
{143751}{143859} Grasica zaczyna się kurczyć,| gdy "upadamy".
{143860}{144098} Wówczas DNA nie ma "zaklinacza węży",|który kieruje splatanie ku implozji,
{144099}{144145} ku tej gęstości ładunku.
{144147}{144284} Ostatecznie DNA dosłownie zwalnia,|staje się mniej nadprzewodzące
{144285}{144400} i nie goni już szy :tak: bciej od światła|w górę suwaka, w górę DNA.
{144408}{144543} Wierzę, że jest to użyteczny, choć|niekompletny mechaniczno-falowy opis
{144544}{144832} istot zwanych "upadłymi". Wraz ze spadkiem|gęstości obrotu w materiale genetycznym.
{144834}{144955} Pamiętajcie, ten spadek jest bardzo|prawdopodobny, gdy jecie zmodyfikowaną
{144956}{145065} genetycznie żywność, gdzie zapomnieli,|że splatanie tworzy ruch obrotowy,
{145067}{145162} a nie tylko sekwencje kodonów.|Nie wiedzą oni co tworzy duszę,
{145163}{145232} więc nie pozwólcie im |pokroić waszych genów!
{145249}{145399} Więc co się stało, gdy stracili zdolność|wystrzeliwania tego szybszego od światła
{145400}{145469} "robaka" w górę materiału genetycznego?
{145503}{145561} Stracili zdolność do świadomego śnienia,
{145591}{145730} stracili zdolność do przenoszenia|spójnej pamięci poprzez śmierć
{145764}{145902} i stracili zdolność do podróżowania|w czasie bez używania zewnętrznych,
{145903}{145956} ciężkich metalowych dodatków.
{145988}{146097} Zasadniczo stracili oni zdolność do|szamańskiego kierowania gwiazdami.
{146107}{146271} Pamiętajcie, że SHEM-AN to sumeryjskie|określenie na "podnieść kamień SZEM"
{146272}{146339} czyli "podnieść wysoko-chroniony |kamień ogniowy" (highward fire-stone)
{146341}{146526} który możecie wyobrazić sobie jako|Wieżę Babel BAALA, Enlila i Enkiego.
{146527}{146647} Wieża Babel miała ten sam kształt|co szyszkowata szyszynka,
{146649}{146736} i to jest kamień SZEM. Wysoko-chroniony| kamień ogniowy był po prostu
{146738}{146852} zodiakalnym krajobrazem magnetycznym, który| zobaczymy za chwilę, gdy pokażę zdjęcia.
{146854}{146990} Zobaczymy Złotą Spiralę na płaskowyżu|w Gizie wokół wielkich piramid,
{146992}{147095} co jest przykładem wysoko-chronionego|kamienia ogniowego albo kamienia SHEM
{147097}{147151} - zodiakalnego krajobrazu świątynnego,
{147153}{147299} który tworzy na ziemi magnetyczny fraktal,|którego możesz użyć jako soczewki,
{147300}{147436} jak "strzykacza", by "wystrzelić"|swój genetyczny magnetyzm,
{147438}{147586} swoje gruczołowe "soki" z twego ciała|poprzez magnetyczną soczewkę na ziemi,
{147588}{147640} poprzez słońce i dalej do gwiazd.
{147650}{147867} Annunaki stracili więc SHEM-AN-niczne|zdolności, by wystrzelić się do gwiazd.
{147932}{148042} Ich Starszyzna, Gwiezdna Starszyzna|Annunaków była Solarianami,
{148043}{148145} Viracocha - Czystymi, którzy |mogli zamieszkiwać słońce.
{148147}{148236} Oni przybyli przez słońce. Wszystkie|legendy czy to południowoamerykańskie,
{148237}{148349} czy egipskie, wszystkie mówią, że |przybyli oni przez serce Słońca.
{148353}{148457} Serce słońca widziane oczyma jasnowidza|wygląda zupełnie tak samo jak ludzkie serce.
{148458}{148547} Jest to idealny ruchomy węzeł|"wywracający się w sobie".
{148583}{148722} Więc w rezultacie swego upadku musieli
{148758}{148832} znaleźć zewnętrzne źródło|dla swych "obrotów".


więcej na : http://www.swietageometria.info/przeznaczenie-dna?start=7



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 14 paź 2010, 20:28 
Zastanawiam się po co zamieściłeś ten tekst – tematem jest ORME (Orbitally Rearranged monoatomic Element).

Inne nazwy to: mfkt, szem-an-na, kamień folozoficzny, monoatomowe złoto i platyna, biały proszek z wysokospinowych metali z grupy złota i platyny,
„święty proszek”, „kamień”, „biały chleb”, manna (Co to jest?), Lapis Elixir, itd....

Polecam wszystkim zapoznanie się z tym wszystkim co na ten temat jest obecnie dostępne – a jest tego naprawdę dużo (w języku polskim też).

TA WIEDZA BYŁA UKRYWANA PRZED WSZYSTKIMI – bo zagrażała tym którzy uważali i uważają siebie za władców świata i ich monopolowi na władzę na przestrzeni tysiącleci na Ziemi.

Zastanówcie się: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj....” przecież klepiemy codziennie bezmyślnie (w Polsce większość) i tylko wtajemniczeni wiedzą, że chodzi o ORME czyli biały proszek który dodany do wody jest jak „nasienie”, a gdy go w odpowiedniej ilości wypić to okazuje się, że dokonuje sie tzw. „Egipski Rytuał Przejścia” - proponuję trochę na ten temat poczytać – BO WARTO - wbrew temu co mówią i usiłują nam wszystkim wcisnąć różni mieszacze.

Skoro w Stanach jest gość który:
„18 maja 1997 roku Esseńczyk pokazał nam, jak otrzymać biały osad z morskiej wody, wykorzystując Mokrą Metodę. Opisał nam również inne sposoby. Gdy wróciliśmy do domu, spisaliśmy na komputerze swoje notatki i zamieściliśmy je jako post w prywatnej dyskusji emailowej rozpoczętej w celu opisania tych metod. Spotkałem się z nim cztery razy. W czasie jednej z tych wizyt zabrałem ze sobą Jima. Esseńczyk powiedział nam, że zawsze pamiętał swoje poprzednie wcielenie jako esseńczyka żyjącego nad Morzem Martwym. Pierwsze wspomnienia pojawiły się u niego, gdy mieszkał jako dziecko na wybrzeżu Pacyfiku. W wieku sześciu lat wybrał się sam na ryby w pobliże molo. Złowił parę ryb i włożył je do wiadra, ale później wyrzucił je i napełnił wiadro oceaniczną wodą. Zabrał ją do domu i dodał do niej ług, po czym wytrącił się z niej osad. Pamiętając procedurę ze swojego poprzedniego życia nad Morzem Martwym, wypłukał osad i zjadł go. Mówi, że przyjmuje to w takiej lub innej formie po dziś dzień.”

to oznacza, że bezpiecznie można to stosować.
A w końcu co to szkodzi wyprodukować sobie trochę białego proszku którego zjedzenie (w sposób opisany już w starożytnych książkach, czy obecnie w internecie) naprawi nam DNA (naukowcy twierdzą, iż część naszego DNA jest wyłączone) i powoduje OŚWIECENIE.

Pozdrawiam Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 14 paź 2010, 20:43 
Offline
Grand Elect Mason * 14th Degree
Grand Elect Mason * 14th Degree

Rejestracja: 04 cze 2009, 15:23
Posty: 1442
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Płeć: mężczyzna
ZBW pisze:

to oznacza, że bezpiecznie można to stosować.
A w końcu co to szkodzi wyprodukować sobie trochę białego proszku którego zjedzenie (w sposób opisany już w starożytnych książkach, czy obecnie w internecie) naprawi nam DNA (naukowcy twierdzą, iż część naszego DNA jest wyłączone) i powoduje OŚWIECENIE.

Pozdrawiam Zbyszek


nie żartuj, wręcz przeciwnie - wpadasz w wir coraz głębszych iluzji
chyba że multiplikacja umysłowych rzeczywistości jest dla Ciebie oświeceniem
uzależnionym w dodatku od czynnika zewnętrznego (to jest główny problem)
OK., każdy wybiera sobie także "oświecenie"
dlaczego zamieściłem ten fragment? bo takie były skutki wsuwania białego proszku dla naszych gadzich przodków:
Cytuj:
Stracili zdolność do świadomego śnienia,
stracili zdolność do przenoszenia|spójnej pamięci poprzez śmierć
i stracili zdolność do podróżowania|w czasie bez używania zewnętrznych,
ciężkich metalowych dodatków.


ale wolna wola, każdy wierzy w co chce i wybiera co chce

p.s.
wsuwałem ORMUSy - bez efektu :dobani:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 14 paź 2010, 21:19 
Piszesz, że jadłeś - a to oznacza, że żyjesz.

Twój styl wskazuje, że wszystko z tobą w porządku więc czego tu się bać.

POZWÓL INNYM ABY SAMI MOGLI OCENIĆ CZY TO DZIAŁA i JAK DZIAŁA

Takie zniechęcanie innych trwa od ładnych tysięcy lat - a przecież w tym czasie byli i są tac,y którzy stosowali ORME
powszechnie (oczywiście wtajemnicy przed innymi)

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 14 paź 2010, 21:29 
Offline
Grand Elect Mason * 14th Degree
Grand Elect Mason * 14th Degree

Rejestracja: 04 cze 2009, 15:23
Posty: 1442
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Płeć: mężczyzna
ZBW pisze:
Piszesz, że jadłeś - a to oznacza, że żyjesz.

Twój styl wskazuje, że wszystko z tobą w porządku więc czego tu się bać.

POZWÓL INNYM ABY SAMI MOGLI OCENIĆ CZY TO DZIAŁA i JAK DZIAŁA

Takie zniechęcanie innych trwa od ładnych tysięcy lat - a przecież w tym czasie byli i są tac,y którzy stosowali ORME
powszechnie (oczywiście wtajemnicy przed innymi)

Pozdrawiam
Zbyszek


jestem ostatnim, który komukolwiek by tego zabraniał
przekazuję informacje - każdy sam sobie wnioski wyciąga
no problem - to wielka zaleta towarzystwa na tym forum
żeby wzajemnie się dzielić informacjami i doświadczeniami

to, że ktoś to stosował niewiele znaczy, a raczej znaczy nie za bardzo na korzyść ORMUSÓW
jak na moje przynajmniej rozumienie tematu
zresztą w tym artykule i o negatywnych aspektach pisano
rzecz jest znacznie poważniejsza i to w aspekcie tzw. zewnętrznego dopalania jak i wewnętrznego przygotowania na 100% mentalną dyscyplinę - jej brak po zażyciu ORMUSóW( i nie tylko) grozi pewnymi komplikacjami delikatnie rzecz ujmując - po prostu w skrócie :co myślisz - się staje



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 15 paź 2010, 0:05 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 05 wrz 2010, 16:36
Posty: 183
Cytuj:
Anna Hayes on Mono Atomic Gold:
A Hidden Reptilian Agenda to Undermine DNA Activation

by Anna Hayes
http://educate-yourself.org/cn/annahaye ... 2000.shtml
2000

Original Title
White Powder Gold
from BeyondTheIllusion Website (http://beyond-the-illusion.com/)

There are numerous new concoctions of this stuff now surfacing... all basically the same substance called “White Powder Gold”, at various levels of strength. The Mono-atomic Gold is a milder version than some, but I would consider the following carefully before using it. White Powder Gold has ancient roots to Egypt and beyond. In 1998 I was given a body of data on that substance from the Guardian Alliance, which I never had time to typeset or publish.

The Guardian Alliance says White Powder Gold and related substances create a temporary improvement in body conditions, and in spiritual expansion experiences, and at the same time they erode the first 3 Strands of the DNA Template, by creating “Molecular Compaction”. The substances temporarily “fire” the dormant codes in the higher dimensional DNA strand Templates, releasing bursts of higher frequency into the DNA template, creating temporary “windows” to the higher dimensions and giving the physical body a temporary boost. But the firing of the higher strand codes, before the lower strand templates are activated enough to process those frequencies, creates “frequency overkill” in the lower strand template (LSD type drugs do this too).

The higher frequencies begin to crush the natural crystalline arrangement of the scalar-wave grids in the lower strand templates, like a hammer on a quartz crystal cluster. The lower strand templates progressively erode, creating mutation in the physical DNA, and deterioration in related body systems. (The Internal Bio-Regenesis Techniques from the Guardian Alliance fire the higher strand codes, but they simultaneously work to activate the lower strand codes to receive the higher frequencies, following the organic sequence of the DNA template in bring in the frequencies of the higher dimensions of consciousness... this is the natural way, and does not harm the DNA template or body).

I am told that White Powder Gold substances create a pattern of addiction in the body over time, they are progressively needed to maintain the general health once the lower strand DNA templates begin to unravel; this creates a viscous cycle of more gold = more template decay = need for more gold. Eventually the strand templates mutate the physical DNA and accelerate one’s unnatural passage to the otherworlds. Modern science knows nothing of the DNA templates or what substances effect them, so they can’t really tell anything about the substance except that it appears to create beneficial results “on the outside”.

No offense intended to the people involved with manufacturing or taking Mono-atomic, but I have come to trust the Guardian Alliance opinion on such things due to the extensive information they provide on the DNA template functions, so personally, I wouldn’t touch the stuff.

Natural forms of Silica supplements assist in the general well-being and DNA activation process, and the Guardian Alliance supports the light to moderate use of such supplements (they also say aloe-vera juice helps the body clear the more rapid release of toxins associated with DNA Template activation. There is a whole book waiting to be translated on the Vibrational Compatibility of Foods and Supplements with the human body and DNA template, but there are a few books first to write before we get to this one).

Regarding White Powder Gold-type substances, I do know, from clear reincarnational memory, that a strong version of the stuff was used in the Pharaoh days, and a Pharaoh I once knew did himself in and finally went insane from using the ancient White Powder Gold to achieve “enlightenment”.

I am also told that the ancient Sirian Nibiruian Anunnaki and Nephilim harvested earth for the element of gold because they had found a way to make a version of White Powder Gold that could be ionized into the air of their planet to create longevity of their biology. What they didn’t count on was that it created genetic dependence on the artificially manufactured substance, and if progressively higher concentrations were not imbued into the air, their bodies sickened and died rapidly.

After depleting their gold elemental supply, they turned to earth to harvest the element for production of the White Powder Gold-type substance, to sustain Nibiru’s atmosphere. Somewhere along the line they received some kind of genetic repair assistance from some other stellar race (Hathors, I think), that weaned them of the White Powder Gold dependence so they no longer needed to have the stuff in their planetary atmosphere, but their race still bears the genetic damage caused by use of the stuff.


The Guardian Alliance warned me about White Powder Gold in 1998 (before I ever heard of Mono-atomic), saying that the Drakonian Kurendara race of Nibiru (Nephilim-Dracos hybrids) were reintroducing the recipes for White Powder Gold on earth to help digression of human culture and malfunction of human DNA. According to Guardian Alliance, they introduced it as a “quick fix” for spiritual enlightenment, knowing that it would wipe out the integrity of the first 3 DNA strand templates, so humans would no longer be able to hold the natural activation of the higher DNA strands and the levels of consciousness that correspond to them.

Now, the substance is making it into the mainstream, with some sci-tech versions being contrived, and nobody really knows (except perhaps the star races and the Kurendara Nibiruan) where the great inspiration to make the stuff really came from. Food for thought when considering White Powder Gold products.

_________________
N equals r, f-p, n-e, f-l, f-i, f-c, l, wake up
N equals r, f-p, n-e, f-l, f-i, f-c, l, wake up



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 15 paź 2010, 6:20 
Jest to polska strona
wiec proszę o przetłumaczenie zamieszczonego wpisu - aby był czytelny dla przeciętnego Polaka

Moim zdaniem kiedyś językiem niewolników był hebrajski, a teraz takim stał sie angielski

A ja mam ochotę komunikować się po Polsku.

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 15 paź 2010, 11:33 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 05 wrz 2010, 16:36
Posty: 183
W skrocie :
- monoatomowe bylo juz znane w strarozytnym Egipcie
- monoatomowe zloto i pochodne substancje powoduja Przejsciowa poprawe stanu fizycznego i rozwoju duchowego i W Tym Samym czasie powoduja erozje 3 podstawowych helis DNA poprzez wytworzenie ' molekularnego upakowania '( molecular compaction ) Powoduje to przeladowanie ( frequency overkill ) w nizszych niciach DNA poniewaz nie sa one w stanie przewodzic wyzszych czestotliwosci jako iz ' Oswiecenie ' nie nastepuje w naturalnym procesie ewolucji a jest sztucznie osiagane. Przypomina to efekt jaki wywoluje LSD i pochodne.

- Nizsze nici DNA stopniowo eroduja i mutuja.

- Z czasem uzaleznia , zaczyna byc niezbedne do utrzymania zdrowia poniewaz nizsze nici DNA nie sa juz w stanie spelniac tej funkcji.

Ten artukul sugeruje , ze uzywanie tej substancji prowadzi do szalenstwa z racji iz proces " oswiecenia " osiagany jest nienaturalnie i jest sprzeczny z Uniwersalnymi Prawami , jest odpowiedzialny za upadek Annunaki i w tym momencie zostal ' ujawniony ' celowo aby uniemozliwic nam naturalna ewolucje w Oknie Czasu.


Pozdrawiam

Swoja droga - www.ling.pl - wiedzy nigdy za wiele.

_________________
N equals r, f-p, n-e, f-l, f-i, f-c, l, wake up
N equals r, f-p, n-e, f-l, f-i, f-c, l, wake up



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 15 paź 2010, 13:33 
ZBW pisze:
Zastanawiam się po co zamieściłeś ten tekst – tematem jest ORME (Orbitally Rearranged monoatomic Element).
Inne nazwy to: mfkt, szem-an-na, kamień folozoficzny, monoatomowe złoto i platyna, biały proszek z wysokospinowych metali z grupy złota i platyny,
„święty proszek”, „kamień”, „biały chleb”, manna (Co to jest?), Lapis Elixir, itd....


Witaj Zbyszek!

Kolega do Ciebie z sercem na dłoni a Ty furczysz....

Przeczytałeś tekst?

Bo tak się składa że jest napisany przez genialnego naukowca, który o kwestii użycia ORMUSU opowiada bardzo długie historie, bynajmniej nie po to żeby zabić czas.

Tak - ORMUS niemal natychmiast poprawia stan zdrowia, niezaleznie od tego w jak okropnym stanie nie byłby delikwent. Człowiekowi zdrowemu może powiększyć aurę, zwiększyć jej spoistość i przywrócić zdolności parapsychiczne jakimi jesteśmy obdarzeni - telepatię, jasnowidzenie i takie tam.

ORMUS ze złota był wytwarzany w Arce Przymierza przez faraonów, z których ostatni zmienił imię na Mojżesz po tym jak dał nogę z Egiptu i założył sektę Esseńczyków.

Faraonom pomagał w przetransformowaniu ich ciał w ciała świetliste i polecenie do gwiazd - tzn tym którzy nie potrafili tego zrobić naturalnie, jak np Padmasambawa w Tybecie po 3 latach tantrycznej praktyki.

Tylko widzisz Zbyszek - problem polega na tym że konsumpcja ORMUSU doprowadziła kosmiczne istoty które grzebały w naszych genach do upadku. Nie potrafili wytwarzać implozji w DNA naturalnie i z czasem zamienili się w pół-maszyny, pozbawione współczucia i empatii, nieśmiertelne (tak długo jak mają dostęp do ORMUSU) bydlęta.

Temat jest długi, jeśli nie znasz angielskiego pozostaje Ci obejrzeć "Przeznaczenie DNA":
http://swietageometria.info/przeznaczenie-dna

...film jest trudny w odbiorzez z powodu nowego słownictwa, ale po polskiemu nic lepszego nie znajdziesz, może jeszcze EggX Files:
http://swietageometria.info/eggx-fiies-i-praktyka-blogosci

To właściwie tyle, możesz mnie wyśmiać, albo zapoznać się z tematem - chcę tylko żebyś wiedział że ORMUS to gówno i jakiś bliźni Ci o tym powiedział :D

pozdrawiam serdecznie


Ostatnio zmieniony 29 paź 2010, 17:33 przez radoslaw, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 15 paź 2010, 14:11 
Offline
Grand Elect Mason * 14th Degree
Grand Elect Mason * 14th Degree

Rejestracja: 04 cze 2009, 15:23
Posty: 1442
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Płeć: mężczyzna
radoslaw pisze:
Kolega do Ciebie z sercem na dłoni a Ty furczysz....



spoko, nie ma problemu
też po tym artykule miałem krótki okres fascynacji ormusami
ale wtedy też zacząłem przyswajać skomplikowane wywody Pana Wintera :) ....

z czasem identyfikowałem coraz więcej takich cudownych oświeceniowych zmyłek
i tak doszedłem do operacji pn. opanowywamie umysłu - ale to już inna historia



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 25 paź 2010, 12:36 
Jestem raczej osobą praktyczną i stosuję zasadę (znaną z Huny czyli nauki obrazowości);

Nie wierz w ani jedno słowo jeśli nie doświadczysz sam na sobie.
Sugestia najgorszy wróg.”

Gdy po raz pierwszy przeczytałem historię Davida Hudsona – byłem pod wrażeniem w jaki sposób tego wszystkiego dokonał.

Może mnie dziwić tylko, iż uległ sugestiom żony aby przestać przyjmować ORME. Z tego co powszechnie wiadomo; miał później bardzo poważne problemy ze zdrowiem i następnie finansami.
Moja podkreślam moja opinia jest taka, iż gdyby kontynuował przyjmowanie ORME byłby dziś we wspaniałej kondycji (jest to oczywiście w tym momencie tylko gdybanie).

Mnie zastanowiło kilka szczegółów które znalazłem w opublikowanych artykułach:
W staroegipskich tekstach o ORME zawsze mówiono „Co to jest?” , a hebrajskie słowo oznaczające „Co to jest?” brzmi Ma-Na. A dla mnie to ostatnie kojarzy się natychmiast z energią życia (i znowu kto zna Hunę czyli naukę obrazowości wie o co chodzi.)

A jest oczywiste, iż jeśli ktoś coś chce ukryć to oznacza, iż istnieją ku temu poważne powody.

W patentach jakie uzyskał David Hudson jest dokładne nazewnictwo ORME.
Przypomnę:

ORME Cobalt,
ORME Nickel,
ORME Copper,
ORME Ruthenium,
ORME Rhodium,
ORME Palladium,
ORME Silver,
ORME Osmium,
ORME Iridium,
ORME Platinium,
ORME Gold.


Z tego co mi wiadomo jest jeszcze ORME Mercury ale dlaczego brak go w patentach?.

Ponieważ w wolnych chwilach zajmuję się bezinteresownie uzdrawianiem pomyślałem, że wypadało by sprawdzić w praktyce czy to zadziała.

Jedna z metod jakie stosuję polega na przesyłaniu uzdrawiających wibracji.
Można to zrobić przykładowo w sposób następujący:
Mając: np. Imiona i Nazwisko (z metryki urodzenia) oraz datę urodzenia (osoby, która potrzebuje pomocy), można (w sposób nazwijmy teleradiestezyjny) na odległość, określić stan danej osoby, a następnie przesłać uzdrawiające wibracje.

Zapytacie czy to działa? Odpowiadam TAK.
Lecz skuteczność zależy od wielu czynników i też należy zdawać sobie z tego sprawę.

Ponieważ w moim przypadku wielokrotnie brakowało tej skuteczności postanowiłem spróbować włączyć do przesyłanych wibracji – wibrację ORME (wystarczy wyrażenie na głos lub w myślach intencji przesłania np. ORME Ruthenium)
I właśnie do tego jest potrzebna precyzyjnie nazwa.

I wyobraźcie sobie; iż moja skuteczność natychmiast wzrosła.
Robię takie przesyłanie wibracji przez 45 dni (jeden raz dziennie). Po trzech dniach przeważnie następuje tzw. kryzys, a dalej znowu wiele zależy od mnóstwa czynników.

Przykładowy udokumentowany przypadek; to gdy stosując w/w metodę już po 30 dniach operacja chirurgiczna okazała się zbyteczna bo ponowne badanie wykazało brak sporego guza.
Dodam, iż przez pierwszy tydzień właściwie walczyłem o utrzymanie tej osoby (której nigdy wcześniej i dotychczas nie widziałem na oczy) przy życiu – bo moje odczyty dokonywane na odległość stwierdzały stan jakbym wlewał wodę do sitka.
Dopiero po tygodniu sytuacja się ustabilizowała i można było przystąpić do rutynowych działań.

Generalnie przy nowotworach jest taka zasada aby nie energetyzować osoby chorej bo to powoduje przyśpieszenie rozrostu guza. Powinno się maksymalnie oczyszczać.

Natomiast w tym przypadku i wielu innych tzw. Krytycznych zaobserwowałem; iż podstawą jest przesyłanie wibracji koloru czerwonego (odżywczego) – bo chory jest już w takim stanie, że, że tak powiem należy mu dać najpierw jeść, aby nie odszedł z tego wymiaru i dopiero po tym działać rutynowo (lub w sposób szczególny wynikający z dokonanego odczytu).

Jestem przekonany, iż w tym i wielu innych przypadkach decydującym czynnikiem było użycie nazwy ORME (przesyłałem wtedy ORME Ruthenium, ORME Platinium, ORME Rhodium, ORME Iridium) i kilka innych wibracji po wstępnym oczyszczeniu osoby potrzebującej pomocy.
Pomysł zaczerpnąłem z dostępnej literatury, i tak np. „Platinium Metals Review” zamieszcza regularnie artykuły o wykorzystaniu platyny, irydu i rutenu w leczeniu nowotworów.

W dwumiesięczniku NEXUS nr 26 listopad grudzień 2002 (artykuł pt. BIAŁY PROSZEK ZŁOTA Copyright 1995 David Hudson) zalazłem taki cytat:
Nasza substancja nie stanowi panaceum na wszystko. Nie jest to lek przeciwko AIDS. Nie jest to też lek przeciwrakowy. To jest dosłownie duch. Ten preparat nie jest po to, aby leczyć AIDS czy raka. Jest po to, aby doprowadzić do doskonałości nasze ciała. Sprawia, że nasze ciała wracają do stanu, w którym być powinny. To nasz własny system immunologiczny zwalcza chorobę. Jeśli można poprawić DNA w każdej komórce ciała, jeśli można naprawić zniszczenia spowodowane przez wirusa, nawet AIDS, to można stać się istotą idealną. Można wrócić do pierwotnego stanu zdrowia, w którym powinniśmy się znajdować.
To nie jest lekarstwo. Materiał ten jest w rzeczy samej substancją o charakterze filozoficznym. Jest po to, aby oświecić i wznieść na wyższy poziom świadomości rodzaju ludzkiego.


Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 29 paź 2010, 17:31 
ZBW pisze:
Jestem raczej osobą praktyczną i stosuję zasadę (znaną z Huny czyli nauki obrazowości);

Nie wierz w ani jedno słowo jeśli nie doświadczysz sam na sobie.
Sugestia najgorszy wróg.”


Zasada zacna. Jest też powiedzenie o wyciąganiu wniosków z przeszłości i znajomości korzeni.

Po moich sugestiach dotyczących zapoznanie się z twórczością Wintera cytujesz:

Cytuj:
Nasza substancja nie stanowi panaceum na wszystko. Nie jest to lek przeciwko AIDS. Nie jest to też lek przeciwrakowy. To jest dosłownie duch. Ten preparat nie jest po to, aby leczyć AIDS czy raka. Jest po to, aby doprowadzić do doskonałości nasze ciała. Sprawia, że nasze ciała wracają do stanu, w którym być powinny. To nasz własny system immunologiczny zwalcza chorobę. Jeśli można poprawić DNA w każdej komórce ciała, jeśli można naprawić zniszczenia spowodowane przez wirusa, nawet AIDS, to można stać się istotą idealną. Można wrócić do pierwotnego stanu zdrowia, w którym powinniśmy się znajdować.
To nie jest lekarstwo. Materiał ten jest w rzeczy samej substancją o charakterze filozoficznym. Jest po to, aby oświecić i wznieść na wyższy poziom świadomości rodzaju ludzkiego.



Albo więc nie zapoznałeś się z pracami Wintera, albo świadomie chcesz mi wmawiać że substancja chemiczna jest duchową istotą mającą nas oświecić, sprawić że będziemy istotami idealnymi.

Jedna z takich istot opisana jest w Biblii i nazywa się JAHVE - poczytaj sobie jaki był idealny i oświecony...

Zacząłeś ten wątek od doniosłego apelu:

Cytuj:
Dzień dobry wszystkim

Proponuję wszystkim tym , którzy potrafią zbudować rozpraszacz smug - zając się produkcją ORME
....
Są znane obecnie metody, które opisano w internecie - jak w tani i prosty sposób otrzymać ORME tzw. domowym sposobem.
Budujemy 'cloudbustery' więc może warto spróbować rozpocząć produkcję proszku (monoatomowe złoto)
- a na tym forum możemy wymieniać poglądy i doświadczenia również w tym temacie.


Nie wygląda mi to na niewinną wizualizację, jak starasz się tłumaczyć w ostatnim poście...

Wolność rządzi - przypomnę tylko że problem z "przyprawą" do DNA zwaną ORME istnieje w kosmosie od eonów, a cywilizacje oddające się spożywaniu tego specyfiku wyglądają po pewnym czasie tak:

Obrazek

... mają zero współczucia i empatii, są sterowane przez jakieś mikrochipy i świadomość zbiorową i posiadają wiele innych mało ludzkich cech...


pozdrawiam serdecznie

p.s. Winter mówi o sproszkowanym złocie od 3 minuty:
phpBB [video]



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 04 lis 2010, 22:07 
Co prawda jest tu sporo czytania - lecz to dla tych, którym dalej brak wiedzy na temat ORME.

Wykład wygłoszony 28 lipca 1995 roku w Portland w stanie Oregon. Niniejszy tekst pochodzi z australijskiego dwumiesięcznika Nexus, vol. 3, nr 5, (sierpień-wrzesień 1996). Tytuł oryginalny “White Powder Gold: a Miracle of Modern Alchemy". W Polsce ostatnio publikowany w czasopiśmie Nexus (wrzesień/październik 2002 - marzec/kwiecień 2003) pt. Biały Proszek Złota.


Nazywam się David Hudson. Jestem od trzech pokoleń mieszkańcem Phoenix1 wywodzącym się ze starej osiadłej w jego okolicach rodziny. Jesteśmy rodziną o bardzo konserwatywnych poglądach i nigdy nie przyszło mi do słowy, że kiedykolwiek będę robił, to co teraz robię. W latach 1975-1976 bardzo rozczarowałem się amerykańskim systemem bankowości. Byłem właścicielem mającej 70000 akrów (28 350 hektarów) powierzchni farmy położonej w dolinie Yuma w pobliżu Phoenix. Byłem facetem dużego formatu. Do uprawy tej ziemi zatrudniałem około 40 robotników. Miałem w banku otwartą linię kredytową do wysokości 4 milionów dolarów. Jeździłem Mercedesem i miałem dom o powierzchni 15 000 stóp kwadratowych (l 394 metry kwadratowe). Byłem Kimś przez duże “K".

W roku 1975 zająłem się analizą naturalnych produktów pochodzących z terenów, na których położona była moja farma. Musicie państwo wiedzieć, że w Arizonie mamy problem ze zbyt dużą zawartością sodu w glebie. Gleba ta, przypominająca kolorem czekoladowe lody, wygląda z wierzchu jak chrzęszczący pod nogami czarnoziem. Nie wchłania wody i sód nie jest z niej wypłukiwany. Nazywamy ją tu czarną ziemią alkaliczną.

Radziliśmy sobie z tym problemem w ten sposób, że w arizońskich kopalniach miedzi kupowaliśmy dziewięćdziesięciotrzyprocentowy kwas siarkowy. Dla ciekawości podaję, że stężenie kwasu w akumulatorach samochodowych wynosi od 40 do 60 procent. Stężenie używanego przez nas kwasu wynosiło 93 procent, czyli było bardzo wysokie. Przywoziliśmy ten kwas na farmę cysternami i zakwaszaliśmy nim ziemię w ilości 30 ton na jeden akr. Następnie rozkładaliśmy na gruncie sześciocalowe (15 cm) paski, które zagłębiał)' się weń na głębokość od 3 do 4 cali (7,5-10,0 cm). Po nawodnieniu – w Arizonie nic nie wyrośnie bez nawodnienia – grunt ulegał w wyniku działania kwasu spienieniu – musował. Prowadziło to do przekształcenia czarnych gruntów alkalicznych w grunty alkaliczne białe, rozpuszczalne w wodzie. W ten sposób można było w ciągu półtora lub dwóch lat doprowadzić ziemię do stanu umożliwiającego uprawę.

W czasie przekształcania tego gruntu w ziemię uprawną ważne było utrzymanie wysokiej zawartości wapnia w postaci węglanu wapnia. Węglan wapnia buforuje działanie kwasu siarkowego. Jeśli nie ma wystarczającej ilości węglanu wapnia kwasowość gleby spada, pH obniża się do 4-4,5, co powoduje związanie wszystkich śladowych mikroelementów i jeśli uprawia się na przykład bawełnę, to wyrasta ona do pewnej wysokości, a następnie przestaje rosnąć. W czasie aplikowania tych środków do ziemi bardzo ważne jest pamiętanie o wszystkich elementach, które się w niej znajdują – ile jest w niej żelaza, wapnia etc.

W czasie badania składu gruntu natknęliśmy się na pewien materiał, którego nikt nie potrafił zidentyfikować. Zaczęliśmy badać jego pochodzenie i stwierdziliśmy, że bierze się on z pewnych tworów geologicznych. Doszliśmy do wniosku, że, czymkolwiek on jest, najlepiej będzie badać go w miejscu, gdzie jest go najwięcej.

Zabraliśmy go do laboratorium chemicznego, rozpuściliśmy i otrzymaliśmy krwistoczerwony roztwór. Kiedy jednak doprowadziliśmy go do strącenia za pomocą sproszkowanego cynku, otrzymaliśmy czarny osad, którego należało się spodziewać w przypadku pierwiastka szlachetnego, który po chemicznym wyizolowaniu go z kwasu nie podlega powtórnemu w nim rozpuszczeniu.

Wyizolowawszy tę substancję z czarnej ziemi alkalicznej, wysuszyliśmy ją. Użyliśmy do tego celu dużego porcelanowego lejka Buchnera wysłanego papierowym filtrem. Substancja osiadła na filtrze tworząc warstwę grubości około 1/4 cala (0,635 cm). Nie miałem wtedy do dyspozycji pieca suszarniczego, więc skorzystałem z ciepła dostarczanego przez arizońskie słońce, które podgrzało ją do temperatury około 115 stopni, dzięki czemu przy wilgotności powietrza wynoszącej 5 procent wyschła bardzo szybko.

Po wyschnięciu substancja ta nagle wybuchła. Eksplozja ta nie przypominała żadnej z tych, jakie widziałem w swoim życiu, a miałem już do czynieni z różnymi materiałami wybuchowymi. Nie było ani eksplozji ani implozji. Wyglądało to tak jakby ktoś jednocześnie odpalił około 50000 żarówek błyskowych – puff!... i po wszystkim. Cala substancja zniknęła, podobnie jak i filtr, zaś lejek pękł.

Wziąłem więc nowiutki ołówek, który jeszcze nie był temperowany, postawiłem go pionowo obok lejka i zacząłem suszyć kolejną próbkę tej substancji. Kiedy ponownie nastąpił wybuch, okazało się, że ołówek został spalony w około 30 procentach, ale nie przewrócił się. Cała próbka znowu zniknęła. Nie była to więc ani eksplozja, ani implozja. Było to coś w rodzaju potężnego błysku światła. Wyglądało tak, jakby ktoś postawił ten ołówek obok kominka i po 20 minutach stwierdził, że z jednej strony on dymi i jednocześnie pali się z obu stron. Tak właśnie wyglądał on tuż po błysku. Najbardziej zastanawiało mnie to nieoczekiwane zachowanie tej substancji. Odkryliśmy, ze jeśli wysuszy się ją bez dostępu światła słonecznego, nie wybucha, a jeśli na słońcu – wybucha...

Następnie wzięliśmy trochę tej substancji, wysuszonej bez dostępu światła słonecznego, i poddaliśmy procesowi redukcji w tyglu. Reakcję tę przeprowadziliśmy w porcelanowym tyglu w kształcie filiżanki, do którego włożyliśmy nasz proszek zmieszany z ołowiem i innymi topnikami i podgrzewaliśmy, dopóki ołów nie uległ stopieniu. Dzięki temu zabiegowi metale cięższe od ołowiu pozostają w nim, a lżejsze wypływają na wierzch. Na tej zasadzie opiera się znana od setek lat metoda ogniowego oznaczania metali szlachetnych. W jej wyniku złoto i srebro pozostają w ołowiu, zaś wszystkie pozostałe lekkie pierwiastki wypływają z niego. Jest to wypróbowana metoda analizy metali.

Nasza substancja przemieściła się na dno roztopionego ołowiu, jakby była złotem lub srebrem. Zdawała się mieć większą od niego gęstość. Następnie zlaliśmy szlakę, która nie mogła zawierać żadnych pierwiastków szlachetnych, po czym odlaliśmy ołów. Okazało się wówczas, że nasza substancja uformowała na dnie roztopionego ołowiu wyraźnie oddzielającą się od niego zwartą grudkę. Kiedy następnie umieści się ołów w kupelce z popiołem kostnym, ołów wsiąka w popiół, pozostawiając na wierzchu grudkę złota i srebra. Wykonaliśmy identyczną operację i również uzyskaliśmy grudkę, która powinna była składać się z mieszaniny złota i srebra.

Przekazaliśmy ją do zbadania wszelkim możliwym prywatnym laboratoriom chemicznym i wszędzie uzyskaliśmy jednobrzmiącą odpowiedź: “To jest wyłącznie złoto ze srebrem". Wszystko w porządku, tylko że kiedy umieściło się próbkę tej substancji na stole i uderzyło w nią młotkiem, rozpryskiwała się, jakby była ze szkła, a przecież jak dotąd nie są znane żadne stopy złota i srebra, które nie byłyby kowalne. Złoto i srebro rozpuszczają się w sobie i tworzą trwałe stopy. Oba metale są miękkie i ich stop również. Jeśli to, co otrzymaliśmy, było mieszaniną złota i srebra, to powinno być miękkie i kowalne. Stop złota i srebra można rozwałkować, zrobić z niego naleśnik. Nasza próbka natomiast rozpryskiwała się jak szkło. Powiedziałem więc:

— Dzieje się tu coś, czego nie rozumiemy. Coś bardzo niezwykłego.

Cóż więc zrobiliśmy. Ano oddzieliliśmy chemicznie złoto i srebro i jako pozostałość otrzymaliśmy sporą ilość jakiejś czarnej substancji. Kiedy dałem ją do analizy laboratoryjnej, powiedziano mi, że to mieszanina żelaza, krzemionki i aluminium.

— To niemożliwe — stwierdziłem — to nie może być żelazo, krzemionka i aluminium. Po pierwsze, kiedy już zostanie wysuszona, nie da się jej rozpuścić w żadnym kwasie lub zasadzie. Nie rozpuszcza się w dymiącym kwasie siarkowym, siarkowo-azotowym czy solno-azotowym. Kwasy te rozpuszczają nawet złoto, ale nie potrafią rozpuścić naszej czarnej substancji.

Uważałem, że zachowuje się ona bardzo dziwnie i że musi istnieć wytłumaczenie tego zachowania. Jednak nikt nie potrafił mi jego podać.
Udałem się przeto na Uniwersytet Cornella i powiedziałem:

— Panowie, mamy zamiar wydać trochę forsy na rozwiązanie tej zagadki. Wynająłem w końcu pewnego doktora z tej uczelni, który uważał się za specjalistę od pierwiastków szlachetnych, bowiem sądziłem, że mamy tu do czynienia z którymś z nich.
Powiedziałem mu krótko:

— Chcę się dowiedzieć co to takiego.

Zapłaciłem mu i wróciłem da Arizony, on zaś przyjrzał się naszym dotychczasowym ustaleniom i stwierdził:

— Mamy w Cornell urządzenie zdolne do wykrywania stężeń rzędu jednej miliardowej. Proszę mi dać próbkę tego materiału do zbadania w Cornell, a powiem panu, z czego się ona składa, pod warunkiem że nie jest to chlor, brom lub któryś z lżejszych pierwiastków, bowiem w takim przypadku nie jestem w stanie wykonać odpowiedniej analizy. Jeśli jednak jest to pierwiastek cięższy od żelaza, to znajdziemy go.

Niestety, kiedy przyjechałem po wyniki, oświadcz)'! mi, że to wyłącznie żelazo, krzemionka i aluminium. Zapytałem go wówczas:

— Doktorze, czy zna pan jakieś laboratorium chemiczne, które moglibyśmy wynająć?

— Tak — odrzekł doktor.

— Zatem chodźmy tam.

Pracowaliśmy w laboratorium przez resztę dnia i udało nam się oddzielić całą krzemionkę, całe żelazo i aluminium. To, co pozostało, stanowiło 98 procent całej próbki – i to miało być to nic.
Oświadczyłem wówczas:

— Niech pan spojrzy, mogę to wziąć do ręki, mogę to zważyć, mogę przeprowadzić reakcje chemiczne. To jest coś. Wiem, że to jest coś. To nie jest nic. A on na to:

— Widma absorpcyjne i emisyjne nie zgadzają się z tym, co zostało zaprogramowane w naszych przyrządach.

Odpowiedziałem mu, że to jest jednak coś i że zamierzam dowiedzieć się, co to takiego.

— Panie Hudson — odrzekł doktor — gdyby przydzieliłby pan nam stypendium w wysokości 350 000 dolarów, moglibyśmy zlecić naszym dyplomantom dokładne zbadanie tej próbki.

Zapłaciłem temu facetowi 22000 dolarów, ponieważ twierdził, że potrafi zbadać wszystko, ale jak się okazało, nie potrafił. Nawet nie zaproponował zwrotu choćby części tej sumy, w związku z czym powiedziałem mu:

— Proszę pana, nie wiem, ile pan tu płaci ludziom. Jeśli o mnie chodzi, płacę robotnikom na farmie minimalne pobory i za 350000 dolarów mogę uzyskać znacznie więcej niż pan. Dlatego wracam do siebie i postaram się wykonać to zadanie sam.

Wróciłem do Phoenix całkowicie rozczarowany nauką uniwersytecką. Nie wywarły na mnie wrażenia doktoraty tamtych ludzi. Byłem zdegustowany ludźmi, którym płaciłem pieniądze. Odkryłem, że to potężny system, który generuje dyplomantów produkujących dużą ilość zapisanego papieru, z którego nic nie wynika. Mimo to rząd płaci im za każdy papierek, jaki zapiszą, dzięki czemu dostają pieniądze proporcjonalnie do ilości zapisanego papieru. Wszyscy twierdzą to samo, że otrzymują nagrodę za to, co napisali, i zabierają się do zapisywania kolejnego papieru. Kiedy się człowiek dowiaduje, co się teraz robi na uniwersytetach, doznaje głębokiego rozczarowania.

Prowadząc poszukiwania na własną rękę, dowiedziałem się, że w okolicy Phoenix mieszka człowiek, który jest specjalistą od spektroskopii i przez wiele lat pracował w zachodnioniemieckim Instytucie Spektroskopii. Przez jakiś czas pracował jako główny specjalista do spraw spektroskopii w spółce Lab Test w Los Angeles, która zajmuje się budową sprzętu spektroskopowego. Był tym, który projektował, a następnie sprawdzał w działaniu te urządzenia. Powiedziałem sobie: “Oto właściwy człowiek. Jest nie tylko technikiem, ale wie również jak działają te urządzenia".

Udałem się do niego z rosyjską książką, którą podarował mi człowiek od analizy płomieniowej. Nosiła ona tytuł Chemiczna analiza pierwiastków z grupy platynowców i była napisana przez Ginzburga i jego współpracowników. Wydana została przez Akademię Nauk ZSRR. Pisało w niej, że w celu wykrycia tych pierwiastków należy poddać je wyżarzaniu przez 300 sekund.

Biorąc pod uwagę, że niektórzy z państwa nigdy nie mieli do czynienia z spektroskopią, pragnę wyjaśnić, że proces ten polega na tym, że bierze się węglową elektrodę z wgłębieniem na jednym końcu, do którego wkłada się badany materiał, po czym zbliża się do niej drugą elektrodę i inicjuje łuk elektryczny. W powstałej w ten sposób wysokiej temperaturze w ciągu 15 sekund wypala się węgiel i elektroda znika wraz z próbką. Tak więc wszystkie laboratoria w naszym kraju wykonują piętnastosekundowe wyżarzanie i podają jego wynik jako miarodajny. Zdaniem uczonych z Akademii Nauk ZSRR temperatura wrzenia wody ma się tak do temperatury wrzenia żelaza, jak ta ostatnia do temperatury wrzenia tych pierwiastków.

Jak wszystkim wiadomo, silnik samochodowy nagrzewając się nie przekroczy temperatury wrzenia wody dopóty, dopóki w chłodnicy znajduje się woda. Jeśli ktoś podgrzewał wodę w garnku na płytce, wie doskonale, że garnek nie osiąga temperatury większej od temperatury wrzącej w nim wody. Ale kiedy woda wygotuję się, jego temperatura zaczyna bardzo szybko rosnąć.

Analogicznie jest z tą próbką. Dopóki jest w niej żelazo, dopóty nie przekroczy ona temperatury wrzenia żelaza. Dopiero kiedy ono wyparuje, można podnosić temperaturę dalej. Dosyć trudno jest pojąć, że coś topiącego się i wrzącego w tak wysokiej temperaturze, jak ma to miejsce w przypadku żelaza, może spełniać w stosunku do innych pierwiastków rolę wody, ale tak właśnie jest. Aby zrealizować nasz cel, musieliśmy zbudować komorę wyżarzania, w której elektroda w osłonie argonowej zapobiegającej jej kontaktowi z tlenem lub powietrzem pozwoliłaby na wyżarzanie próbki nie przez 15 sekund, ale przez 300 sekund, który to czas był zdaniem Akademii Nauk ZSRR konieczny do oznaczenia składników naszej próbki.

Byliśmy dobrze przygotowani – mieliśmy wskaźniki pK, określiliśmy standardy, zmodyfikowaliśmy urządzenie, wykonaliśmy wszystkie analizy niezbędne do uzyskania wyniku i oznaczyliśmy wszystkie linie spektralne na mierzącym trzy i pół metra instrumencie. Te wymiary pokazują, jak duży musiał być nasz pryzmat, który służy do tworzenia linii spektralnych. Dla porównania podam, że większość uniwersytetów posługuje się przyrządami wielkości 1,5 metra. Nasz miał 3,5 metra. Była to ogromna maszyna, która zajmowała prawie cały garaż. Miała około 30 stóp (9 m) długości i prawie 9 stóp (2,7 m) wysokości.

Przejdźmy jednak do konkretów. Kiedy rozpoczęliśmy doświadczenie, w ciągu pierwszych 15 sekund uzyskaliśmy potwierdzenie istnienia żelaza, krzemionki i aluminium, śladowych ilości wapnia, sodu i tytanu. Potem, pod koniec pierwszych 15 sekund, odczyty urwały się. Nic nie pojawiło po kolejnych 20, 25, 30 i 40 sekundach. Minęło 45, 50, 55, 60, 65 sekund i wciąż nic się nie pokazywało. Patrząc na elektrodę przez kolorowe szkło, widać było jednak, że wciąż znajduje się na niej mała kuleczka jakiejś białej substancji, lecz mimo to nie pojawiały się żadne odczyty.

Po 70 sekundach, dokładnie jak to opisywał podręcznik Akademii Nauk ZSRR, ukazał się odczyt palladu a potem platyny. Po platynie wystąpił rod, po rodzie ruten, potem iryd, a na końcu osm.

Nie wiem, czy w przypadku innych ludzi jest tak samo, jak było w moim przypadku, ale jeśli mam być szczery, nie miałem pojęcia co to za pierwiastki. Wiedziałem, że w grupie platynowców w okresowym układzie pierwiastków znajduje się sześć pierwiastków – nie tylko platyna. Nie odkryto ich jednocześnie, lecz były stopniowo dodawane. Są to odrębne pierwiastki, tak jak odrębne są żelazo, kobalt i nikiel. Ruten, rod i pallad to tak zwane lekkie platynowce, zaś osm, iryd i platyna to ciężkie platynowce.

Dowiedzieliśmy się, że cena rodu wynosi około 3 000 dolarów za uncję2, złota – 400 dolarów, irydu – 800 dolarów, a rutenu – 150 dolarów.

“No, no!" – pomyśleliśmy – “to chyba bardzo ważne pierwiastki?"

I rzeczywiście to ważne pierwiastki a ich największe znane złoża znajdują się w Południowej Afryce. Aby się do nich dostać i móc eksploatować złoże o grubości 18 cali (45 cm), trzeba wryć się w ziemię na pół mili (800 m). Kiedy już wydobędzie się urobek na powierzchnię, okazuje się, że w jedna jego tona zawiera zaledwie jedną trzecią uncji tych cennych pierwiastków.

Wielokrotnie sprawdziliśmy wszystkie analizy, które wykonaliśmy w okresie dwóch i pół roku. Sprawdziliśmy przebieg każdej linii spektralnej, wszystkie potencjały interferencyjne – sprawdziliśmy wszystko bardzo dokładnie.

Kiedy zakończyliśmy analizę jakościową, mój człowiek zajął się analizą ilościową i w końcu oświadczył:

— Wiesz Dave, w jednej tonie masz 6 do 8 uncji palladu, 12 do 13 uncji platyny, 150 uncji osmu, 250 uncji rutenu, 600 uncji irydu i 800 uncji rodu, inaczej mówiąc masz około 2 000 uncji tych pierwiastków w jednej tonie surowego materiału, podczas gdy w znanych obecnie najbogatszych złożach zawartość tych pierwiastków w jednej tonie rudy nie przekracza 1/3 uncji.

Jak można zauważyć, stymulatorem naszej pracy nie było to, że znajdziemy tam te pierwiastki. Były one tam jednak i to w bardzo znacznych ilościach. I mówiły do nas:

“Słuchaj, głupcze, spójrz na to uważnie, próbujemy ci coś pokazać". Gdyby okazało się, że są one tam w niewielkich ilościach, prawdopodobnie bym na tym poprzestał zadowolony, że udało mi się w końcu ustalić, co to jest. Ale było ich zbyt dużo i zadałem sobie kolejne pytanie: “Boże, jak to możliwe, aby były one tam w takich ilościach i nikt o tym nie wiedział?"

Proszę nie zapominać, że nie chodzi tu o jedną analizę, ale całą ich serię wykonaną w ciągu dwóch i pół roku codziennej mozolnej pracy. Co więcej, człowiek, który wykonywał dla mnie te badania, po zapoznaniu się z ich wynikami, odesłał mnie z kwitkiem, ponieważ nie mógł w nie uwierzyć. Pracował nad tym jeszcze przez dwa miesiące, po czym zadzwonił do mnie i stwierdził krótko:

— Miałeś rację, Dave.

Aż takim był sceptykiem. Nie był w stanie sam mnie przeprosić. To niemiecki badacz z niemiecką dumą. Poprosił więc swoją żonę, aby zadzwoniła do mnie i przeprosiła mnie w jego imieniu.

Był pod tak silnym wrażeniem, że wyjechał do Niemiec, do Instytutu Spektroskopii. Opisano go później w specjalistycznych magazynach naukowych poświęconych spektroskopii jako tego, który udowodnił występowanie wspomnianych pierwiastków w naturalnych tworach geologicznych południowo-zachodniej części Stanów Zjednoczonych. Nie są to magazyny powszechnie dostępne, niemniej udało mi się do nich dotrzeć i przeczytać o nim.

W Instytucie nie miano pojęcia, skąd dokładnie pochodził materiał poddawany analizie, jaka była jego koncentracja – nic nie wiedzieli. Przeprowadzili tylko analizę małej ilości proszku. Najbardziej szalone w tym wszystkim było to, że usunęliśmy z proszku jedynie krzemionkę i przesłaliśmy im to, co pozostało. Wyniki były wręcz nieprawdopodobne.

Kiedy już poznaliśmy końcowe wyniki, stwierdziliśmy, że cały problem sprowadzał się to odpowiedniej ilość pieniędzy, gdyż one, jak zapewne państwo wiedzą, rozwiązują wszystko.

Tak więc po wyżarzaniu próbki przez 69 sekund przerwałem proces. Pozwoliłem aparaturze ostygnąć, wyjąłem kieszonkowy nóż i wydłubałem z wierzchołka elektrody maleńką kulkę, która po wyłączeniu łuku elektrycznego zapadła się w jej głąb. Następnie wysłałem ją do analizy do Laboratorium Harwella w Londynie, gdzie wykonano analizę na zawartość metali szlachetnych. W swoim sprawozdaniu napisali: “Nie wykryto pierwiastków szlachetnych". A przecież przerwałem proces na sekundę przed rozpoczęciem uwalniania się palladu. Zastosowali pobudzanie neutronowe, a mimo to nie wykryli obecności pierwiastków szlachetnych. To nie miało żadnego sensu. Musiało istnieć na to jakieś wytłumaczenie. Albo pierwiastek został przemieniony w inny, albo istniał w jakiejś formie, której nie znaliśmy. Postanowiłem zebrać więcej danych na ten temat.

Udałem się do laboratorium drą Johna Sickafoose'a, człowieka biegłego w wydzielaniu i oczyszczaniu pierwiastków z materiałów o nieznanym składzie. Jest absolwentem Uniwersytetu Stanowego w Iowa i doktorem w dziedzinie wydzielania metali. To on zajmował się problemem ścieków w firmach Motorola i Sperry położonych w Arizonie. W swojej karierze zawodowej miał do czynienia ze wszystkimi pierwiastkami znajdującymi się w układzie okresowym z wyjątkiem czterech. Miał do czynienia ze wszystkimi pierwiastkami ziem rzadkich, a także wszystkimi stworzonymi przez człowieka. Wyizolował wszystkie pierwiastki z układu okresowego z wyjątkiem czterech. Tak się złożyło, że to ja zwróciłem się do niego z prośbą wyizolowania sześciu pierwiastków, wśród których były owe cztery, z którymi nie miał do tej pory do czynienia. W odpowiedzi na tę propozycję powiedział:

— Panie Hudson, słyszałem o tym już wcześniej. Odkąd sięgam pamięcią, a musi pan wiedzieć, że tak jak i pan jestem rodowitym Arizończykiem, dochodziły mnie słuchy o tych szlachetnych pierwiastkach. Jestem pod silnym wrażenie sposobu, w jaki pan się do tego zabrał, a także systematycznością pańskiego działania. Nie mogę obecnie umawiać się z panem na zapłatę za moją ewentualną pracę, ponieważ jeśli to zrobię, będę zmuszony do napisania pisemnego sprawozdania. A wszystko, co mam do sprzedania, to moja reputacja, moja wiarygodność. Jestem w Arizonie przysięgłym ekspertem w dziedzinie sposobów wydzielania metali. Mogę się zgodzić pracować dla pana bez żadnej zapłaty, dopóki nie odkryję, w którym miejscu popełnia pan błąd. Kędy już to odkryję, dam panu sprawozdanie na piśmie i wówczas zapłaci mi pan po 60 dolarów za każdą przepracowaną na pańską rzecz godzinę.

Obliczyłem, że suma ewentualnego wynagrodzenia wynosiłaby od 12 000 do 15 000 dolarów. Pomyślałem sobie, że jeśli to ma zdjąć ze mnie przekleństwo niepowodzeń, jeśli uzyskam ostateczną odpowiedź, to gra jest warta świeczki. Tak wtedy uważałem i powiedziałem mu, że zgadzam się na jego propozycję.

Po trzech latach oświadczył mi:

— Mogę z całą stanowczością stwierdzić, że to nie jest jakiś inny pierwiastek. Jesteśmy w końcu ludźmi wykształconymi, nauczono nas jak chemicznie oddzielać od siebie pierwiastki, a następnie poddawać je ścisłemu określaniu.

Jako przykład podam rod. A to dlatego, że w roztworze chlorkowym ma on charakterystyczny żurawinowy kolor, bardzo zbliżony do koloru soku z czerwonych winogron. Żaden inny pierwiastek nie daje takiego koloru w roztworze chlorkowym. Kiedy już rod zostanie wydzielony z pozostałych pierwiastków, daje właśnie ten kolor w roztworze chlorkowym. Ostatnią czynnością, jaką wykonuje się przed wydzieleniem pierwiastka, jest neutralizacja kwaśnego roztworu, w czasie której następuje jego wytrącenie z roztworu w postaci czerwonobrązowego dwutlenku, który jest podgrzewany potem przez godzinę do temperatury 800 stopni w kontrolowanej atmosferze, co powoduje powstanie bezwodnego dwutlenku, z którego po poddaniu go redukcji wodorowej w kontrolowanej atmosferze wydziela się czysty pierwiastek, zaś nadmiar wodoru zostaje wypalony.

Tak więc przeprowadziliśmy neutralizację kwaśnego roztworu i wytrąciliśmy zeń czerwonobrązowy dwutlenek, czyli w takim kolorze, jakiego należało się spodziewać. Odfiltrowaliśmy go, podgrzewaliśmy przez godzinę w atmosferze tlenowej w piecu tunelowym, po czym poddaliśmy redukcji wodorowej, aż otrzymaliśmy szarobiały proszek, czyli w takim kolorze, jaki powinien mieć czysty rod. Następnie w celu jego wyżarzenia pogrzaliśmy go do temperatury 1400 stopni w atmosferze argonu i wówczas zmienił on kolor na śnieżnobiały, co nie powinno mieć miejsca. Widząc to John powiedział:

— Dave, mam zamiar podgrzać to aż do momentu uzyskania bezwodnego tlenku, a następnie oziębić, oddzielić jedną trzecią próbki i włożyć ją do szczelne zakorkowanej i opieczętowanej fiolki. Pozostałe dwie trzecie próbki włożę z powrotem do pieca tunelowego i będę podgrzewał w atmosferze tlenowej, następnie jeszcze raz oziębię ją, oczyszczę gazem szlachetnym i pogrzeję w atmosferze wodoru w celu zredukowania tlenków. Wodór wejdzie w związek z tlenem tworząc wodę i oczyści w ten sposób metal. Potem oziębię go aż do otrzymania białoszarego proszku, którego połowę włożę do następnej szczelnie zakorkowanej i opieczętowanej fiolki. Pozostałą część proszku ponownie włożę do pieca, utlenię, zredukuję wodorem i wyżarzę do momentu otrzymania śnieżnobiałego proszku, który włożę do kolejnej, zakorkowanej i opieczętowanej fiolki. Wszystkie trzy fiolki prześlę do Pacific Spectrochem w Los Angeles, która jest jedną z najlepszych firm w USA zajmujących się spektroskopią.

Wkrótce nadeszła analiza pierwszej próbki: czerwonobrązowy dwutlenek okazał się tlenkiem żelaza. W następnej fiolce wykryto wyłącznie krzemionkę i aluminium – ani śladu żelaza. To oznaczało, że działanie wodorem na tlenek żelaza przekształciło go w krzemionkę i aluminium. W trzeciej fiolce wykryto wapń i krzemionkę – a gdzie podziało się aluminium?
John westchnął i rzekł:

— Dave, moje życie było takie proste, zanim cię poznałem. Przecież to wszystko nie ma najmniejszego sensu. To, nad czym pracujesz, spowoduje rewizję podręczników fizyki i konieczność napisania od nowa podręczników chemii oraz wyciągnięcia zupełnie nowych wniosków.

Następnie dał mi rachunek, który opiewał na sumę 130 000 dolarów. Zapłaciłem mu, zaś on rzekł:

— Dave, wyizolowałem pierwiastki i sprawdziłem je chemicznie na 50 różnych sposobów. W tonie materiału wyjściowego masz od 4 do 6 uncji palladu, od 12 do 14 uncji platyny, 150 uncji osmu, 250 uncji rutenu, 600 uncji irydu i 800 uncji rodu.

Były to prawie identyczne ilości z tymi, które podał mi specjalista od spektroskopii, i były tak duże, że John oświadczył:

— Dave, muszę się udać tam, skąd to wziąłeś, i osobiście pobrać próbki. Pojechał więc ze mną, schodził na piechotę prawie całą moją posiadłość, pobrał osobiście próbki, wsadził je do swojej torby, zawiózł do laboratorium, sproszkował i zaczął badać. Ponieważ próbki pochodziły z różnych miejsc, stanowiły ogólny przegląd geologiczny terenu. Otrzymane wyniki były identyczne.

Badanie tej sprawy trwało od roku 1983 do 1989. W tym czasie zajmował się nią jeden doktor i trzech magistrów chemii oraz dwóch techników – wszyscy w pełnym wymiarze godzin. Wykorzystując jako punkt wyjścia metody podane przez Akademię Nauk ZSRR oraz Biuro Normalizacyjne Stanów Zjednoczonych3 nauczyliśmy się ilościowego i jakościowego wyodrębniania i oznaczania pierwiastków z grupy platynowców. Nauczyliśmy się, jak sprawić, aby znikały dostępne w handlu metale. Dowiedzieliśmy się jak po kupieniu od firmy Johnson, Matthey & Engelhardt trójchlorku rodu w postaci metalicznej rozerwać wszelkie więzy między metalami aż do otrzymania czerwonego roztworu, w którym nie można już było wykryć rodu. A przecież to było nic innego jak tylko rod kupiony w firmie Matthey & Engelhardt. Dowiedzieliśmy się, jak wykonywać identyczne sztuczki z irydem, złotem, osmem i rutenem. To właśnie odkryliśmy, kiedy kupiliśmy urządzenie do wysokociśnieniowej chromatografii cieczy.

Jako ciekawostkę mogę podać, że to właśnie John Sickafoose był osobą, która obroniła na Uniwersytecie Stanowym w Iowa pracę doktorską poświęconą zasadom budowy i działania takiego przyrządu. Koncepcję budowy tego przyrządu stworzył on już w latach 1963-1964. Po ukończeniu przez niego studiów część współpracujących z nim studentów podyplomowych podjęła i rozwinęła jego myśl, co zaowocowało zakupieniem tego pomysłu przez firmę Dow Chemical, która przekształciła go w najbardziej wyrafinowane obecnie urządzenie do chemicznego wyodrębniania pierwiastków. Instrument jest sterowany komputerowo, zapewnia wysokie ciśnienie i można przy jego pomocy precyzyjnie odseparowywać pierwiastki. Ponieważ to on był człowiekiem, który stworzył koncepcję, opracował konstrukcję i określił ograniczenia tego przyrządu, był idealną osobą do posługiwania się i udoskonalenia tej technologii.

W ten oto sposób byliśmy w stanie zastosować ich technologię i rozwinąć sposób wyodrębniania pierwiastków w odniesieniu do trójchlorku rodu. Z jego handlowej postaci wyizolowaliśmy pięć różnych pierwiastków. Słowo “metal" ma w tym przypadku znaczenie bardziej zbliżone do słowa “armia". Nie można mieć armii składającej się z jednego żołnierza. Słowo “metal" odnosi się tu do całego konglomeratu, który posiada pewne szczególne właściwości: przewodnictwo elektryczne, przewodnictwo cieplne i wiele innych cech. Kiedy rozpuści się metale w kwasie, otrzymuje się roztwór bez jakichkolwiek ciał stałych. Można założyć, że jest to roztwór wolnych jonów. Kiedy jednak mamy do czynienia z pierwiastkami szlachetnymi, nie mamy do czynienia z wolnymi jonami. Mamy tu do czynienia z tak zwaną “chemią klastrową".

Na początku lat pięćdziesiątych rozwinęła się na uczelniach cała dziedzina badań z zakresu chemii klastrowej i materiałów katalitycznych. Co się jednak dzieje, kiedy wiązania typu metal-metal są nadal zachowywane w materiale. Otóż, kiedy kupuje się trójchlorek rodu w firmie Johnson, Matthey & Engelhardt, to w rzeczywistości otrzymuje się Rh12Cl36 lub Rh15Cl45, a nie RhCl3. Istnieje istotna różnica między materiałem posiadającym wiązania typu metal-metal a materiałem całkowicie dysocjującym na wolne jony. Jeśli poddamy ten pierwszy badaniu instrumentalnemu, to w rzeczywistości poddamy badaniu wiązania klastra – przyrząd nie bada w tym przypadku wolnych jonów.

Dowiedziałem się, że firma Generał Electric buduje ogniwa paliwowe wykorzystujące rod i iryd. Skontaktowałem się z ich ludźmi zajmującymi się tą sprawą w Massachusetts, po czym pojechałem z nimi porozmawiać. Na naszą rozmowę przybyło także trzech wyznaczonych przez firmę prawników, których zadaniem była ochrona Generał Electric przed ludźmi, którzy twierdzą, że wynaleźli nową technologię, którą przedstawili tej firmie i że następnie ona im ją ukradła. Potem w celu obrony Generał Electric musi ujawniać szczegóły swoich technologii i udowadniać, że stworzyła ją sama. Dlatego właśnie Generał Electric odnosi się bardzo sceptycznie do ludzi twierdzących, że wymyślili coś nowego, i zawsze na rozmowy z nimi delegują prawników, których zadaniem jest sprawdzenie, czy rozmówca nie jest zwykłym naciągaczem.

Po godzinnej rozmowie z nami padło stwierdzenie: “Ci faceci nie są naciągaczami. Prawnicy mogą odejść". Ich ludzie doszli do tego wniosku, ponieważ u nich również miały miejsce eksplozje. Wiedzieli, że po kupieniu handlowej postaci trójchlorku rodu bardzo dobrze poddaje się on analizie, ale żeby móc wprowadzić go do ogniw paliwowych, należy poddać go efuzji. Wiedzieli, że po tym zabiegu nie da się już wykryć tego metalu. Kiedy więc powiedzieliśmy im, że posiadamy materiał, który w ogóle nie poddaje się analizie, wiedzieli, że to możliwe. Nigdy czegoś takiego jednak nie widzieli, przeto powiedzieli:
— Jesteśmy zainteresowani.

Potem przedstawili mi następującą propozycję:
— Dave, może zrobiłbyś trochę rodu i przesłał go nam, a my wprowadzimy go do naszych ogniw paliwowych. Zobaczymy, czy to będzie działać, tam gdzie działa tylko rod. Sprawdzimy, na czym polega mechanizm przemiany jednoatomowego rodu na rod metaliczny w tych ogniwach paliwowych.

Jak dotąd nie odkryto innego metalu poza rodem i platyną, który działałby katalitycznie w procesach wodorowych wykorzystywanych w ogniwach paliwowych. Rod jest wyjątkowy w porównaniu z platyną, ponieważ w przeciwieństwie do niej nie łączy się z tlenkiem węgla. Powiedzieli mi:

— Dave, sprawdzimy, czy jest to czynnik katalizujący w procesach wodorowych i jeśli okaże się, że tak jest, będzie to oznaczało, że to rod albo jakaś jego odmiana.

Pracowaliśmy przez sześć miesięcy i oczyściliśmy pewną ilość materiału, potem oczyściliśmy ją jeszcze raz i jeszcze raz. Chcieliśmy mieć absolutną pewność, że materiał jest czysty. Chcieliśmy uniknąć jakichkolwiek związanych z tym problemów. W końcu przesłaliśmy gotową próbkę do Tony'ego LaConti w Generał Electric.

Generał Electric odsprzedało w międzyczasie swoją technologię ogniw paliwowych firmie United Technologies, która miała już swoją własną technologię ogniw tego typu. Wszyscy ludzie z Generał Electric pracowali dla United Technologies, ale ponieważ United Technologies miała swoje własne zespoły ludzie z Generał Electric nie zostali do nich włączeni. Stali się młodszym personelem – nie byli już najważniejsi i po kilku miesiącach zwolnili się z United Technologies. Jose Giner, który był szefem działu ogniw paliwowych w United Technologies, również się zwolnił i założył w Waltham w stanie Massachusetts własną firmę o nazwie Giner Incorporated. Tony i reszta ludzi z Generał Electric poszła za nim.

W czasie kiedy nasz materiał dotarł tam, zdążyli już założyć swoje własne przedsiębiorstwo w Waltham, przeto zleciliśmy im budowę ogniw paliwowych dla nas.

Kiedy otrzymali nasz materiał i przeprowadzono jego analizę, okazało się, że w ogóle nie ma w nim rodu. Tym niemniej kiedy dołączyli go do węgla w ramach ich technologii ogniw paliwowych, wszystko działało jak należy, to znaczy, nasz materiał działał tak jak rod i co ciekawe nie łączył się z tlenkiem węgla.

Trzy tygodnie później wyłączyli ogniwa paliwowe, wyjęli elektrody i przesłali je w to samo miejsce, z którego otrzymali ekspertyzę mówiącą, że w oryginalnej próbce nie było rodu. Obecnie okazało się, że w oryginalnej próbce jest ponad 8 procent rodu. Rod zaczął wydzielać się na węglu. W rzeczywistości zaczął już wytwarzać wiązania typu metal-metal. I na elektrodzie znalazł się metaliczny rod, tam gdzie go przedtem w ogóle nie było. Ludzie z Generał Electric stwierdzili wówczas:

— Dave, jeśli okaże się, że jesteś pierwszym, który to odkrył, jeśli będziesz pierwszym, który potrafi wytłumaczyć, jak to się dzieje, jeśli będziesz pierwszym, który powie światu, że coś takiego istnieje, będziesz mógł to opatentować.

A ja im na to:

— Nie jestem zainteresowany opatentowywaniem tego. Wtedy wyjaśnili mi, że jeśli ktoś inny odkryje to i opatentuje, wówczas może zmusić mnie, abym więcej tego nie robił, nawet jeśli do tego czasu robiłem to codziennie.

— W takim razie — odrzekłem — chyba będę musiał to opatentować. W marcu 1988 roku przesłaliśmy do urzędów patentowych USA i całego świata opis patentowy pod nazwą Orbitally Rearranged Monatomic Elements (Jednoatomowe pierwiastki o przekształconych orbitach). Ponieważ nazwa ta jest nieco długa, nazywamy to po prostu ORME. Można więc mieć złoto ORME, pallad ORME, iryd ORME, ruten ORME, osm ORME lub ORME-y.
W czasie trwania procedury patentowej Biuro Patentowe oznajmiło mi:

— Dave, potrzebujemy bardziej dokładnych danych, potrzebujemy więcej informacji na temat procesu przekształcania do postaci tego białego proszku.

Jednym z problemów, na jaki natknęliśmy się, było to, że kiedy już wytworzy się ten biały proszek i wystawi go na działanie atmosfery, z miejsca zaczyna przybierać na wadze. I nie chodzi to o jakiś niewielki przyrost, mowa tu o dwudziesto– a nawet trzydziesto– procentowym przyroście ciężaru. W normalnych warunkach można by to potraktować jako absorpcję gazów atmosferycznych: powietrze wchodzi w związek z proszkiem i powoduje przyrost jego ciężaru, lecz nie aż o 20 do 30 procent.

Tym niemniej musieliśmy uczynić zadość żądaniom Biura Patentowego. Musieliśmy podać im dokładne dane.

Wzięliśmy więc przyrząd do analizy termo-grawimetrycznej, który umożliwia pełną kontrolę atmosfery, w której znajduje się próbka. Można ją utleniać, odtleniać wodorem i wyżarzać i jednocześnie cały czas ważyć ją w kontrolowanej atmosferze. Całość jest absolutnie szczelna. Brakowało już nam pieniędzy i nie stać nas było na zakup takiego przyrządu, więc wynajęliśmy go od korporacji Vanana w Bay Area. Kiedy go otrzymaliśmy, podłączyliśmy go do naszych komputerów.

Podgrzewaliśmy materiał z prędkością 1,2 stopnia na minutę i chłodziliśmy z prędkością 2 stopni na minutę. Okazało się, że przy utlenianiu materiał waży 102 procent, a kiedy się go odtleni wodorem, waży 103 procent. Jak dotąd nic nadzwyczajnego. Nie ma żadnych problemów. Ale kiedy proszek przechodzi w śnieżnobiałą postać, waży tylko 56 procent! Wydało nam się to niemożliwe! Kiedy się go wyżarzy i zamieni się w śnieżnobiałą postać, waży tylko 56 procent pierwotnej wagi! Jeśli pogrzeje się go do punktu zeszklenia, czernieje i cała jego pierwotna waga wraca.

To oznacza, że ta substancja się nie ulatnia. Wciąż tam jest, tylko nie da się jej zważyć. I właśnie w tym momencie wszyscy powiadają: “Tak być nie może, coś tu jest nie tak!"

Proszę sobie wyobrazić, że kiedy podgrzewaliśmy, a następnie oziębialiśmy naszą substancję w atmosferze helu lub argonu, a powtarzaliśmy tę procedurę trzy razy, próbka zyskiwała na wadze od 200 do 300 procent początkowego ciężaru. Kiedy ją następnie podgrzewaliśmy, ważyła mniej niż mc? Gdyby zważyć pustą szalkę, okazałoby się, że waży ona więcej niż kiedy znajduje się na niej ta substancja!

Muszę podkreślić, że przyrząd ten obsługiwali ludzie o wysokich kwalifikacjach, a mimo to przychodzili i mówili: “Proszę na to spojrzeć, to w ogóle nie ma sensu!"

Ten przyrząd jest bardzo dobrze zaprojektowany i kontrolowany. Mają do testów pewien materiał, który w temperaturze pokojowej nie posiada właściwości magnetycznych, ale kiedy włoży się go do tego urządzenia i podgrzeje do temperatury 300 stopni, namagnesowuje się. Staje się wówczas silnym magnesem. Następnie po pogrzaniu do temperatury 900 stopni traci SWOJO właściwości magnetyczne. Pozwala on stwierdzić, czy oddziaływanie jego pola magnetycznego na podgrzewaną substancję powoduje jakiekolwiek zmiany jej ciężaru.

Ogrzewany materiał owinięty jest w dwa zwoje. Jeden zwój zwinięty jest w jednym kierunku, a drugi w przeciwnym. Jeżeli przepuścimy przez nie prąd elektryczny, to wytworzą one pola elektromagnetyczne, których linie sił są skierowane przeciwnie i znoszą się nawzajem. Jest to ten sam rodzaj uzwojenia, który używany jest w telewizji w celu zniesienia pola magnetycznego. Intencją konstruktorów była chęć wyeliminowania wszelkich wpływów pola magnetycznego na pomiar.

Kiedy wkładaliśmy ten materiał do przyrządu i ważyliśmy go, cały czas ważył tyle samo, zarówno kiedy stawał się magnetykiem, jak i kiedy przestawał nim być. Kiedy jednak wkładaliśmy naszą substancję i przekształcała się w śnieżnobiały proszek, jej ciężar zmniejszał się do 56 procent pierwotnej wagi. Kiedy wyłączano przyrząd i pozostawiano go, aby ostygł, ciężar próbki nadal wynosił 56 procent. Po jej kolejnym pogrzaniu jej ciężar zanikał zupełnie, zaś po ochłodzeniu zyskiwał od 200 do 300 procent pierwotnego ciężaru, ale w końcu zawsze powracał do 56 procent.

Skontaktowaliśmy się z korporacją Variana w Bay Area i powiedzieliśmy im:

— Słuchajcie, to nie ma sensu. Coś jest nie w porządku z waszym przyrządem. Za każdym razem gdy go używamy, pracuje dobrze aż do momentu wytworzenia przez nas czystego, monoatomowego materiału. Ilekroć dochodzimy do tego momentu, otrzymujemy śnieżnobiały proszek i urządzenie przestaje działać prawidłowo.

Ludzie z Variana obejrzeli wyniki i powiedzieli:

— Wie pan, panie Hudson, gdyby pan oziębiał swoją substancję, powiedzielibyśmy, że ma pan do czynienia z nadprzewodnictwem, ale ponieważ pan ją podgrzewał, nie wiemy, z czym ma pan do czynienia.

Postanowiłem podszkolić się w chemii, tak jak poprzednio w fizyce, z tym że teraz musiałem jeszcze dodatkowo nauczyć się fizyki nadprzewodników. Pożyczyłem całą stertę książek na temat nadprzewodnictwa i zacząłem je studiować.

Zrobiliśmy następującą rzecz: wzięliśmy nasz biały proszek i ponieważ miał być on nadprzewodnikiem, umieściliśmy go na stole, i przyłączyliśmy doń woltomierz. Jak wiadomo, woltomierz ma dwie elektrody. Kiedy przyłączymy do nich drut i włączymy baterię, woltomierz wskaże nam opór drutu.

Jeśli jedną elektrodą dotkniemy nasz proszek z jednej strony a drugą z drugiej i włączymy prąd, to wskazówka miernika powinna zająć taką pozycję (pokazuje na ekranie wskazanie na tablicy miernika), co oznacza doskonałą nadprzewodliwość. Nic z tego, figa, zero, żadnego nadprzewodnictwa. Zaczęliśmy się zastanawiać, o co tu chodzi.

Z definicji nadprzewodnika wynika, że nie jest możliwe zaistnienie w nim jakiegokolwiek potencjału elektrycznego lub pola magnetycznego. Aby odprowadzić prąd z drutu, potrzeba napięcia, podobnie jak aby go doń wprowadzić. Skoro tak, skoro nie można otrzymać prądu z samego przewodu, przeto nie da się również uzyskać energii nadprzewodnictwa w przewodzie bez przyłożenia doń napięcia.

Wiem, jakie zadajecie sobie państwo w tym momencie pytanie. Brzmi ono: “Do czego więc, u diabła, nadaje się ta substancja?" Jeśli nie można do niej wprowadzić energii i jeśli nie można jej z niej wyprowadzić, to do czego, u diabła, może się ona nadawać? Otóż, okazuje się, że przez nadprzewodnik przepływa światło o jednej długości fali, jednorodne, takie jak w laserze, i że płynie ono w nim bez przerwy, nieskończenie, zaś przepływając przezeń wytwarza wokół niego pole noszące nazwę pola Meissnera, które występuje wyłącznie w nadprzewodnikach.

Pole Meissnera eliminuje z próbki wszelkie zewnętrzne pola magnetyczne. Jakiego wiec to musi być koloru? Otóż, musi być białe. Cokolwiek odcina wszelkie światło od próbki, musi być białe, zaś to, co je absorbuje, musi być czarne. (Jak to się jednak ma do błysku w naczyniu wystawionym na działanie promieni słonecznych)? Jeśli to odbija wszelkie światło, musi być białe – mówię tu teraz o czystym, pojedynczym elemencie nadprzewodnikowym. Musi być biały, kiedy jest w stanie nadprzewodzenia.

Należy więc wziąć nadajnik radiowy i dostroić częstotliwość rezonansową nadprzewodnika do częstotliwości przewodu, a właściwie dostroić częstotliwość przewodu do częstotliwości nadprzewodnika. Wówczas fale elektronowe przewodu oscylują dokładnie tak samo, jak nadprzewodnik. W tym stanie para elektronów może przejść na nadprzewodnik bez żadnego dodatkowego impulsu, ponieważ elektrony przemieszczają się bez przerwy i szukają drogi najmniejszego oporu. Jeśli więc zsynchronizuje się je z nadprzewodnikiem przechodzą parami bez żadnego dodatkowego impulsu.

To wymaga oczywiście pewnych wyjaśnień, ponieważ spin połowy elektronu plus spin połowy elektronu to dwie cząstki. Kiedy jednak te dwie cząstki utworzą parę i każda z nich stanowi idealne, lustrzane odbicie drugiej, tracą własności cząstki i stają się czystym światłem. Bez sensu, prawda? Ale tak jest. Spin jednej drugiej plus spin jednej drugiej daje spin jedności, który staje się czystym światłem. Proszę mi wierzyć, że tak jest. Tak więc nie mogą one poruszać się jako pojedyncze elektrony, ale mogą przemieszczać się w postaci światła.

Elektrony wykazują pewną zwariowaną właściwość, mianowicie to, że elektron istniejący w jednej czasoprzestrzeni przechodząc do innej czasoprzestrzeni emituje lub absorbuje światło. Przenosi się z jednej czasoprzestrzeni do drugiej. Mamy więc światło, które składa się z dwóch elektronów. Światło nie istnieje w żadnej czasoprzestrzeni. Można zapalić 50 miliardów świateł w jednej i tej samej przestrzeni i wszystko jest w porządku.

Ale nie mamy jeszcze przewodnika. Przewodnika, którym popłynie prąd do przewodu i którym zeń odpłynie. Bez niego nie będzie przepływu prądu. Trzeba go uziemić, prawda? W przypadku nadprzewodnika tak nie jest. Prąd może płynąć i płynąć, i płynąć... i wcale nie musi z niego odpływać. Jeśli chcemy, aby odpłynął musimy podłączyć szeregowo przewodnik i dostroić jego częstotliwość rezonansową do nadprzewodnika. I kiedy oba znajdą się w harmonii, przykładamy napięcie... i ciach, i energia ulatnia się.

Tak więc, gdybyśmy chcieli stworzyć nadprzewodnik, który ciągnąłby się od Portland do Nowego Jorku, i ładowali go tu energią przez dwa lub trzy dni, nie musielibyśmy go jednocześnie rozładowywać w drugim miejscu. Wszystko byłoby w porządku, można byłoby go ładować w dalszym ciągu. A kiedy tym z Nowego Jorku potrzebna byłaby energia, dostroiliby częstotliwość rezonansową swojego przewodu, przyłożyli napięcie i wyssali całą energię z nadprzewodnika. Energia zostałaby “bezpłatnie", bez strat, przetransportowana z Portland do Nowego Jorku na fali kwantowej nadprzewodnika, przeniesiona pod postacią światła a nie elektryczności.

Jak zmierzyć tę energię, skoro nie ma ona napięcia? W jaki sposób zbudować urządzenie, które potrafiłoby zmierzyć to światło? No i proszę sobie wyobrazić, że nie da się tego zrobić, a to z tego względu, że wszystkie przyrządy pomiarowe, jakie wymyślił człowiek, opierają się na zasadzie pomiaru różnic, zaś w nad-przewodniku nie ma żadnego napięcia, to znaczy różnicy potencjałów. Przepływ w nadprzewodniku zostaje zainicjowany przyłożeniem pola magnetycznego. Reaguje on na nie przepływem światła w swoim wnętrzu i powstaniem większego pola Meissnera wokół niego.

Następnie można odłożyć magnes i pójść sobie, i wrócić za sto lat. I okaże się, że płynie w nim nadal to samo światło, które płynęło w nim, kiedy odjęliśmy magnes. Przepływ nie ulega spowolnieniu. Nadprzewodnik nie eliminuje 99,9999 procenta, ale dokładnie 100 procent wszystkich zewnętrznych pól magnetycznych. Nie istnieje jakikolwiek opór, ruch odbywa się na zasadzie perpetum mobile, może trwać całą wieczność.

Rosyjski fizyk Sacharow stwierdził w latach sześćdziesiątych, że szukając istoty ciążenia nigdy nie odnajdziemy jej w postaci pola magnetycznego. Ciążenie jest rezultatem wzajemnych oddziaływań między protonami, neutronami, elektronami i energią próżni. Tą energią, która znajduje się wszędzie, w całym wszechświecie, i jest ponadczasowa. Ta energia to tak zwany eter. Gdybyśmy wypompowali z wszechświata całe ciepło i całą materię, dokładnie wszystko, pozostałaby w nim jeszcze ta energia, którą nazywamy energią próżni. Kiedy protony, neutrony i elektrony wchodzą w reakcję z tą energią, wytwarzają ciążenie. Jeśli nie ma materii, nie ma również ciążenia. Interesująca teoria. Jak dotąd wszyscy ją ignorują.

No, jest jeszcze facet o nazwisku Hal Puthoff z Teksasu, który pochodzi z Bay Area w Kalifornii, gdzie rozpoczął eksperymenty ze zdalnym widzeniem. Teraz pracuje w Austin w Teksasie. (H.E. Puthoff pracuje w Instytucie Zaawansowanych Badań w Austin w Teksasie). To właśnie on opisał matematycznie teorię grawitacji Sacharowa. Opublikował ją w roku 1993 w jednym z najbardziej liczących się pism naukowych. (W rzeczywistości po raz pierwszy opublikowano ją w Physical Review A4 z 1 marca 1989 roku. Artykuł nosił tytuł: “Gravity as a zero-point-fluctuation force"5.

Z matematycznego modelu (to on wykonuje osobiście wszystkie obliczenia matematyczne) wynika, że kiedy materia reaguje w dwóch wymiarach, w przeciwieństwie do reakcji zachodzących w przestrzeni trójwymiarowej, (zaś z definicji nadprzewodnik to parzysty kwantowy oscylator rezonujący w dwóch wymiarach, a nie w trzech), kiedy reaguje w dwóch wymiarach, to powinna według wzorów matematycznych tracić cztery dziewiąte swojego ciężaru. Czy wiecie państwo, że to, co zostaje po odjęciu czterech dziewiątych, to dokładnie 56 procent?

Postanowiłem więc pojechać do Hala Puthoffa. Wziąłem wszystkie swoje wyniki i pojechałem do niego. Po przybyciu oświadczyłem:

— Słuchaj, Hal, mamy eksperymentalne potwierdzenie słuszności twoich wzorów matematycznych, co stanowi dodatkowo potwierdzenie słuszności założeń teorii grawitacji Sacharowa. A jest tak, ponieważ nasza substancja waży tylko 56 procent tego, co na początku, kiedy przechodzi w stan nadprzewodnictwa.

— Dave, czy zdajesz sobie sprawę, że grawitacja jest czynnikiem determinującym czasoprzestrzeń — odrzekł Hal. — Skoro ta substancja waży tylko 56 procent swojej rzeczywistej wagi, to musisz zdawać sobie sprawę, że w rzeczy samej zakrzywia ona czasoprzestrzeń.

Jeśli się nad tym zastanowić, ma rację.

— Posłuchaj, Dave — ciągnął dalej. — To, czego naprawdę nam potrzeba, to materiał, który całkowicie zakrzywia czasoprzestrzeń. Materiał, który w ogóle nie podlega przyciąganiu grawitacyjnemu.

Chodziło mu o coś, co waży mniej niż zero. W swoich pracach nazywa on tę materię materią egzotyczną. Słysząc to powiedziałem:

— Hal, czy wiesz, że jeśli ogrzejemy tę substancję, przestaje ona podlegać przyciąganiu grawitacyjnemu?

Przeczytałem wiele prac na temat energii próżni. Czy wiecie państwo, że spektrum termalne nakłada się na spektrum punktu zerowego. Te dwa widma nakładają się na siebie. Tak więc jeśli coś podgrzejemy, to powinno to reagować wewnętrznie z energią punktu zerowego. Rezonując w dwuwymiarowej przestrzeni materiał ten dosłownie traci cały ciężar. Czy wiedzą państwo, co mi powiedział Puthoff? Otóż stwierdził:
— Dave, w tym momencie nie powinieneś widzieć tego materiału.
— Masz rację, Hal — odrzekłem. — Kiedy zagląda się do naczynia przez kwarcowy wziernik, okazuje się, że nic w nim nie ma, przy czym ciężar naczynia jest inny, niż wtedy gdy jest ono puste.

Okazało się, że popełniłem błąd, zakładając, że nasza substancja rezonuje przy częstotliwości, której nie byliśmy w stanie określić, jako że Hal stwierdził:
— Dave, teoretycznie powinien on zniknąć z przestrzeni trójwymiarowej. Wręcz nie powinien w niej istnieć.
— No, no... — mruknąłem ze zdumienia.
— Dave, musisz zaplanować takie doświadczenie, w którym będziesz w stanie wykonać następującą rzecz: kiedy materiału już nie będzie, przesuń ręką nad naczyniem, i jeśli okaże się, że tam jest i rezonuje przy częstotliwości, której nie jesteś w stanie ustalić, strącisz go z naczynia.

Dzieje się tak dlatego, że kiedy materiał zostaje oziębiony i zaczyna się ponownie ukazywać, zawsze ukazuje się w tym samym kształcie, jaki miał, zanim zniknął.
— Jeśli znajduje się tam, zsuniesz go z naczynia, a kiedy zaczniesz go ochładzać, wróci dokładnie w to miejsce, gdzie był poprzednio, i będzie to stanowiło dowód, że opuścił naszą trójwymiarową przestrzeń — dodał. — Dave, jeśli ci się to uda, nigdy już nie odczujesz braku pieniędzy.

Czy myślicie, że samoloty typu “stealth" są naprawdę czymś ważnym? Co by się stało, gdyby mogły dosłownie znikać?

Jakie są jeszcze inne właściwości nadprzewodników? W roku 1988 zgłosiłem wnioski patentowe na ORME-y, a następnie na S-ORME-y. Sprzężony rezonują-co-kwantowy system oscylacyjny wieloatomowych ORME-ów. Mam 11 patentów na ORME-y i 11 patentów na S-ORME-y – łącznie 22 patenty.

A co z kolejnymi własnościami nadprzewodnika? Nadprzewodnik – jak udowodnić, że to nadprzewodnik? Bierze się więc stałe pole magnetyczne i wkłada do niego badany materiał. Jeśli nie jest on nadprzewodnikiem, to po przyłożeniu doń pola magnetycznego uzyskamy dodatnią indukcyjność. Jeśli przedstawimy to na wykresie w postaci wartości przyłożonego pola magnetycznego na jednej osi i indukcyjności na drugiej, to w przypadku doskonałego izolatora otrzymamy prostą równoległą. Bez względu na to jak silne pole magnetyczne przyłożymy, nie będzie żadnej indukcji. Jeśli nasz materiał jest doskonałym przewodnikiem, to w jego przypadku pewna niewielka ilość pola magnetycznego sprawi, że wykres skieruje się w górę. Tak więc mniej więcej w tym zakresie (pokazuje na planszy) będą mieściły się wykresy większości metali.

Jeśli jednak mamy do czynienia z nadprzewodnikiem, to po przyłożeniu pola magnetycznego stanie się ono ujemne. Dosłownie zjada on pole magnetyczne, żywi się nim i wchłania je w siebie. Ujemna indukcja przy dodatnio przyłożonym polu magnetycznym stanowi dowód, że mamy do czynienia z nadprzewodnikiem. Innymi słowy, gdyby ktoś miał urządzenie, które byłoby zbudowane z nad-przewodnika, to przy przesuwaniu go wewnątrz linii pola magnetycznego spowodowałoby ono unicestwienie potencjału tego pola. Gdyby zabrać takie urządzenie do domu, w którym znajdują się elektryczne mechanizmy, zostałyby one wyłączone, nastąpiłoby zahamowanie i wyłączenie.6

Czy wiecie państwo, że gdybyście posiadali urządzenie mogące to robić, mogłoby ono dosłownie przenosić się w czasoprzestrzeni. Tak twierdzi Hal. Mogłoby znikać i ponownie pojawiać się w naszej czasoprzestrzeni? Mogłaby przenieść się z naszej trójwymiarowej czasoprzestrzeni w przestrzeń pięciowymiarową, w której pomiędzy nami a jakimś odległym układem gwiezdnym nie istnieje ani odległość, ani czas i wyłonić się z tej pięciowymiarowej przestrzeni właśnie w tym układzie. Słyszeliście państwo o czymś takim?

Pomijając to wszystko, ta substancja jest bardzo ważna – ona sama i sposób, w jaki ona działa. Chodzi tu o to, że wkraczamy w dziedzinę kontroli grawitacji oraz czasoprzestrzeni.

Aby to wyjaśnić, posłużę się analogią. Jeśli... jeśli byłoby możliwe skurczenie państwa molekuł do takich rozmiarów, że znaleźliby się państwo wewnątrz atomu, znaleźliby się państwo w świecie kwantów, gdzie nie ma przyszłości i przeszłości, gdzie wszystko jest nawzajem wymienialne. Nie istnieje tam czas taki, jakim go znamy. Staliby się państwo nieśmiertelni. W świecie kwantów mogliby państwo żyć wiecznie.

Nadprzewodnik składa się miliardów miliardów miliardów atomów i wszystkie one działają jak jeden wielki makroatom. Tak więc można stworzyć sobie pojazd, do którego można by wejść, do tego nadprzewodnika, można by go naładować energią i wyłączyć wszystkie zewnętrzne pola magnetyczne i grawitacyjne. Wtedy bylibyście państwo w naszym świecie, lecz jednocześnie bylibyście nie z tego świata. Podkreślam: w tym świecie, ale nie z tego świata. I dosłownie poprzez ogrzanie go moglibyście zniknąć z tej czasoprzestrzeni. Po prostu, brzdęk i nie ma was. Ale wy nadal moglibyście widzieć wszystko i wszystkich w tym świecie, tylko oni nie mogliby widzieć was. To coś podobnego do tego, kiedy jest się nad wodą i patrzy w dół na ryby. Nie jest się w ich rybim świecie, ale widzi się je.

— Ale nie mielibyśmy również żadnych myśli, ponieważ myśli wytwarzają pola elektromagnetyczne — wtrąca się słuchacz z sali.
Dave Hudson milknie i ktoś inny odzywa się z widowni:
— Znajdowalibyśmy się w stanie czystej świadomości.
Dave Hudson odzyskuje rezon i powiada.
— Tak jest. Jak widać sprawa bardzo szybko zaczyna się komplikować i wkracza na obszary czysto filozoficzne. Kiedy państwo to zrozumiecie, tak jak my, to nie zdziwi was, że powiedzieliśmy sobie: dobrze, skoro posiadamy tę analityczną zdolność, jesteśmy chyba w stanie ilościowo i jakościowo przeanalizować, gdzie to wszystko w końcu się znajduje?

Udaliśmy się więc do A.J. Baylessa i kupiliśmy kilka krowich i świńskich mózgów. Zwęgliliśmy je w dymiącym kwasie siarkowym. Był to bardzo wulgarny sposób, ale nic lepszego nie przyszło nam do głowy. Nie jesteśmy specjalistami od chemii organicznej, lecz nieorganicznej, więc zniszczyliśmy węgiel, zwęgliliśmy, dodaliśmy kwasu azotowego, znużyliśmy znowu w dymiącym kwasie siarkowym, jeszcze raz w azotowym, znowu w siarkowym i jeszcze raz w azotowym, aż zupełnie pozbyliśmy się węgla. Potem to, co zostało, płukaliśmy wodą, aż wymyliśmy wszelkie związki azotu.

Czy wiecie państwo, że ponad pięć procent ciężaru suchej masy tkanki mózgowej stanowią rod i iryd i to w stanie wysokospinowym? Że komórki komunikują się między sobą za pomocą nadprzewodnictwa? Że instytucja o nazwie U.S. Naval Research Facility (Instytut Badań Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych) wie, że drogi porozumiewania się między komórkami wiodą przez nadprzewodnictwo? Że zmierzyli oni to zjawisko stosując SQUID-y? Nadprzewodnikowe Kwantowe Urządzenia Interferencyjne (Superconducting Quantum Interference Device) wyposażone w nadprzewodnikowy pierścień otaczający ciało. Dzięki tym urządzeniom stwierdzili, że to właśnie światło przepływa między komórkami, z komórki do komórki i tak dalej. Czy wiecie państwo, że wasze impulsy nerwowe nie są elektrycznością, że przemieszczają się z prędkością bliższą prędkości dźwięku niż światła? Czy wiecie państwo, z jaką prędkością przemieszcza się fala nadprzewodnictwa? Właśnie z prędkością dźwięku. To jest właśnie to, co znajduje się w naszych ciałach, co nazywamy świadomością i co różni nas od komputera.

To jest dosłownie światło życia. To ta część naszego ciała, która jest w nim cały czas i której naukowcy nie mogli wykryć, ponieważ nie dawała się zmierzyć przyrządami, które posiadali. Nazywali ją węglem, ponieważ nie posiada ona widma emisyjnego ani absorpcyjnego i w związku z tym zakładali, że to węgiel, podczas gdy naprawdę to wcale nie węgiel. Jest jedenaście pierwiastków, które mogłyby tym być, ale głównie w naszych ciałach znajduje się rod i iryd. I to właśnie one łączą się rezonansowe i dosłownie podtrzymują nieprzerwanie nić życia w naszym ciele. Zaś wokół naszego ciała znajduje się niespolaryzowane pole magnetyczne zwane również polem Meissnera lub aurą.

Właśnie one są atomami duszy naszego ciała. Atomami znajdującymi się w harmonii rezonansowej z energią próżni. Zaś energia próżni stanowi kolejny wymiar, w którym nie istnieje czas. Wszystko, co kiedykolwiek istniało i co będzie istnieć, jest odnotowane właśnie tam, w próżni. I powiadam wam, przyjaciele, że kiedy spotkacie się z Bogiem, to spotkacie go w próżni. Stamtąd wzięła się materia, stamtąd ona pochodzi i tam wszystko jest odnotowywane. I wasz związek z nią dokonuje się za pośrednictwem tych rezonujących oscylatorów znajdujących się w stanie kwantowego rezonansu z jej energią. To jest właśnie to, co przenosi światłość życia ze świata kwantów do makroskopowego ciała, które nazywacie swoją fizyczną formą.

Atomy te w stanie makro i po wysuszeniu wyglądają jak biały proszek. Jeśli jednak przyjrzymy się im pod mikroskopem to okaże się, że wyglądają jak szkło. Można podgrzać ten biały proszek do temperatury l i 60 stopni w warunkach próżni i przekształci się on w szkło bardzo podobne do tego, jakie mamy w oknach. Jest to inna forma istnienia tego pierwiastka.

Każdy z tych atomów rezonuje z energią próżni. Nie można pojedynczego atomu okiełznać. Tej maszyny pracującej na zasadzie perpetum mobile nie można ograniczyć i kazać jej pracować dla nas. Kiedy jeden atom rezonuje w dwóch wymiarach, wytwarza fale kwantową, która się z niego wydobywa. Następny atom zagnieżdża się w niej i przekazuje ją dalej.

Atomy znajdują się zbyt daleko od siebie, aby wywoływać jakieś reakcje chemiczne, lecz jednocześnie znajdują się dostatecznie blisko, aby rezonować w doskonałej harmonii. Energia, która dosłownie przelewa się nieustannie wokół atomu. Czy zastanawiali się kiedykolwiek państwo, dlaczego atom nigdy się nie wyczerpuje? Jest tak dlatego, że cały czas nurza się on w energii punktu zerowego. Mamy więc wszystkie atomy pozostające w rezonansowej harmonii ze sobą i każdy z nich nurza się w energii punktu zerowego. Mamy więc ich nieskończoną liczbę i wszystkie robią to samo. Mamy więc machinę ruchu wykonywanego w nieskończoność. Mamy coś, co porusza się w nieskończoność na paliwie energii punktu zerowego. Można by zbudować pierścień z tego materiału, który płynąłby i reagował na ziemskie pole magnetyczne.



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 04 lis 2010, 22:54 
w temacie orme znalazłam jeszcze taką cytację z ciekawego miesjca w internecie pt mojrzesz73, gostek badał orme wachadełkiem i stwierdził że ma bardzo niski potencjał tych bsm czyli tych jednostek radiostezji, znaczy się że z tego punktu widzenia nie jest to dobra rzecz dla ludzi, ja nie mam jeszcze zdania na ten temat ale zawsze jest to jednak coś z zewnątrz jakiś dopalacz/ narkotyk no a z tym zawsze są tylko kłopoty w dłuższej perspektywie syf

poniżej cytuję ze strony http://www.mojrzesz73.fora.pl/zdrowie,5 ... me,23.html

"Na stronie http://www.graal.co.uk/whitepowdergold.html znalazłem proszek który przedstawia złoto bogów, kamień filozoficzny, złoto wysokospinowe, pokarm bogów - wiele to ma imion podobnie jak wiele imion mieli sami bogowie.
Zbadałem to wahadłem i się zdziwiłem, wierzyłem że to coś powinno mieć wysoką emanacje a tu się okazało że ma bardzo niską i w dodatku negatywną - wahadło zamiast powyżej zera, powędrowało w strone przeciwną gdzie jest skala negatywna dla ciemności.
No i teraz jest dla mnie wszystko jasne
Rozumiem dlaczego to wpływa na zdrowie człowieka, naprawiając to co zostało zepsute świadomie przez nadjaźń delikwenta i czemu daje możliwości puste bez urzeczywistnienia.
Bo to jest przeciwieństwo pełni, naturalności, jest złem i przeciwieństwem światłości - wystawione na światło słoneczne wybucha i znika - podobnie jak wampiry które doświadczą promieni słonecznych w filmach.
Ta substancja nie daje nic poza złudzeniem, okrada z czasu który moglibyśmy poświęcić na naturalny rozwój.
Wszystko co nas spotyka w życiu jest nam potrzebne do rozwoju i jest kierowane przez naszą nadjaźń, stosując tą substancje odcinamy się od naszej nadjaźni i działamy z pozycji ego, wtedy możliwe są szybkie regeneracje ciała i zdrowienie i inne możliwości paranormalne ale jest to puste i niebezpieczne. To tak jakby pozostawić dziecko bez kontroli i pozwolić mu by robiło co chciało.
Na szczęście nadjaźnie mają na to sposób i w większości sytuacji ten proszek nie działa tak jakby ludzie chcieli.
Każdy organizm posiada tą substancje naturalnie otrzymaną z pożywienia, gromadzoną przez lata i aktywującą się pod kontrolą nadjaźni. Otrzymanie tego z zewnątrz nie jest potrzebne ani wskazane ani niezbędne dla nas.
Pamiętam że w dawnych wcieleniach brałem tą substancje ale nic dobrego z tego nie wynikło poza złudzeniem oświecenia.

Ludzie mają skłonność do spożywania różnych substancji psychoaktywnych aby coś osiągnąć szybko bo już chcą jak małe dzieci i nawet nie patrzą że to zostało otrzymane drogą sztuczną.
Sięgają po sztuczne LSD i inne substancje narkotyczne które pobudzają ich neurotransmitery by się uzależnić bo dawka jest zbyt mocna i w dodatku z zawartością trujących chemikaliów które dodatkowo uzależniają.
Naturalne LSA posiada pewne nasiono powoju hawajskiego które nie uzależnia.
Kiedyś nikotyna też była naturalna fermentowana naturalnym sposobem ale dziś to już śmierć a nie nikotyna.
Wszystko co wpływa na neurotransmitery w mózgu a nie jest naturalne lecz przetworzone sztucznie przez człowieka jest złe i nie należy tego spożywać.
Organizm sam wytwarza substancje które wpływają na neurotransmitery w tedy gdy to jest mu potrzebne, stymulowanie tego delikatnego systemu nerwowego z zewnątrz przez syntetyczne substancje działa destrukcyjnie na cały organizm i dusze.
Mało kto wie że nawet alkohol dzieli się na syntetyczny i naturalny. Można go poznać po tym że naturalnego nie wykryje probierz alkoholu ale kopie podobnie jak syntetyczny.
wódka i piwo, wino sprzedawane w sklepach to są syntetyczne alkohole.
Chcesz mieć naturalny to wyciśnij sok z winogron, wlej do dymionu i zatkaj korkiem z rurką - to wszystko.
Bez dodatku cukru i bez wody otrzymasz naturalny alkohol który jednak trzeba będzie spożyć w ciągu 2 tygodni bo się zamieni w ocet po otwarciu. Sprawdziłem bo sam zrobiłem i w życiu nie piłem lepszego wina.

Ludzie wróćcie do natury zanim będzie za późno, zanim syntetyczne was wykończy fizycznie i psychicznie''.



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 06 lis 2010, 11:47 
Jak już wielokrotnie wspominałem stosuję zasadę:

Nie wierz w ani jedno słowo jeśli nie doświadczysz sam na sobie.
Sugestia najgorszy wróg.

I proponuję każdemu poszukiwaczowi PRAWDY stosować powyższą zasadę – zawsze i we wszystkich swoich poszukiwaniach.

Zamieszczając informacje na temat ORME wiedziałem, że pojawią się natychmiast działania skierowane na wyciszenie tematu i ośmieszenie tematu.
Byłem nawet ciekawy jak to tym razem będzie wyglądało.
I przyznam; iż jestem trochę rozczarowany bo argumentacja jaka pojawia się natychmiast po umieszczeniu moich wpisów o ORME jest żałosna.

Tyle wstępu – jeśli ktoś chce dalej ściemniać (czy robi to świadomie czy bez świadomości, co jest zawsze dla ogółu bez znaczenia – w myśl: Skuteczność jest miarą prawdy).

Skomentuje ostatnią argumentację przeciwników próby naszego choćby myślenia o ORME.

Wszystkim poszukiwaczom PRAWDY powszechnie wiadomo, iż tematem alchemia zajmowano sie od wieków albo precyzyjniej tysiącleci lub powiedzmy wprost jasno i wyraźnie od ZAWSZE.
Poszukiwanie kamienia filozoficznego, eliksiru młodości etc. (wszystko to jest o jednym i tym samym o: ORME – daję tej nazwie pierwszeństwo, z tej prostej przyczyny, iż jest ona podana w oficjalnych dokumentach i patentach – co każdy bez trudu może sprawdzić).

Jeszcze jedno: skoro od bardzo dawna poszukuje się sposobu na zamianę czegoś w złoto i obecnie mamy technologię jak to zrobić – to tylko głupiec będzie udawał, że jest to złe lub przekonywał, że coś takiego nie istnieje lub ma znikomą wartość lub jest szkodliwe jak to wynika z wpisów jakie zamieszczone zostały w temacie o ORME.

Tak też się składa, iż potrafię posługiwać się wahadełkiem i tematy takie jak radiestezja, teleradiestezja etc. są mi doskonale znane zarówno w teorii jak i w praktyce.

Więc w myśl zasady jaką podałem na wstępie mojego wpisu zrobiłem ci następuje:
odnalazłem w swojej bibliotece kilka pozycji związanych z tematem (np. RADIESTEZJA autor Leszek Matela) i tu na str.153-158 jest precyzyjnie opisana teoria do tego o czym za chwilę napiszę.
Mianowicie jest opisana skala Bovisa (czyli sfera fizyczna człowieka zakres od 0-10000). Jak wiadomo tu cytuję z w/w książeczki:
„Inżynier Simoneton udoskonalił skalę Bovisa przyporządkowując jednostkom Bovisa długość fali w angstremach (1A = 10 do -10m). salę Bovisa -Simonetona rozwinęła z kolei radiestetka szwajcarska Blanche Merz, dodając do biometru jeszcze dwa zakresy pomiarowe odpowiadające sferze eterycznej i astralnej człowieka. Rozpowszechniona przez panią Merz skala miała więc trzy zakresy: fizyczny, eteryczny i astralny. Przy wartości 18000 jedn. Wyznaczyła granicę. (...)
Za pomocą skali B-S-M można zmierzyć promieniowania szkodliwe mające wartość poniżej 6500 jednostek, jak też promieniowania stymulujące i uzdrawiające powyżej tej granicy. (...) , żyła wodna 1500-750A, skrzyżowanie żył poniżej 1000A. Optymalne warunki życia dla człowieka umieszcza się więc w granicach 6600-8000A. Skala ma bowiem odniesienie nie tylko do człowieka, ale również do wartości bioenergetycznej terenu. Maksymalny poziom emisji bioenergetycznej dla ciała fizycznego człowieka wynosi 10000A. Taki jest maksymalny poziom promieniowania odbierany przez sferę fizyczną człowieka. Według tradycyjnych poglądów, człowiek posiada jeszcze, oprócz sfery fizycznej, sześć pozostałych sfer. Istnienie sfery eterycznej próbuje się wykazać za pomocą tzw. Fotografii karlinowskiej, czyli fotografii obiektów biologicznych w polu wysokiej częstotliwości. Być może wraz z rozwojem nauki zostaną w przyszłości odkryte pozostałe sfery. Granica sfery eterycznej wynosi wg. B. Merz 13500 jednostek, a kolejnej strefy, tzw. Astralnej, 18000. W przypadku miejsc o szczególnie silnym promieniowaniu odbierane wartości przekraczają jednakże tę granicę. Przekonałem się o tym, dokonując przed laty badań najsilniejszego miejsca mocy w Polsce, a mianowicie Wawelu. Miejsce uznawane jest przez tradycję ezoteryczna za jeden z ośrodków energetycznych czy, jak kto woli, czakramów Ziemi. Zaszła więc konieczność dalszego rozszerzenia skali propagowanej przez panią Merz. (...)
Skala B-S-M wygląda więc następująco:
0-10000 sfera fizyczna człowieka;
10000-13500 sfera eteryczna;
13500-18000 sfera astralna;
18000-28000 sfera mentalna;
28000-34000 sfera kauzalna (przyczynowa);
34000-50000 sfera duchowa;
50000- nieskończoność – sfera czystej istoty duchowej (czy jak ja nazwał Steiner – Geistmensch).”
Tyle cytatu.

Dla informacji np. :
Wielka piramida (PIRAMIDA CHEOPSA)
Moc promieniowania: 170 000 BSM (w Komorze Królewskiej),

KRAKÓW
przy kaplicy Św. Gereona – moc promieniowania: 50-100 000 BSM w różnych okresach,

CZĘSTOCHOWA
Klasztor Jasnogórski
– intensywność promieniowania sięga tutaj do 90 000 BSM,

MALBORK
Zamek krzyżack
i - najsilniejsze promieniowanie panuje na Zamku Wysokim przekraczając nawet poziom 70 000 BSM.

Każdy wahadełkiem bez niczyjej podpowiedzi i sugestii sam może sprawdzić jaką moc promieniowania mają ORME.

Ja osobiście to przed chwilą już sprawdziłem – więc sugestie ściemniaczy i mieszacze i niedoinformowanych, usiłujący sugerować w ten czy inny sposób, iż ORME są szkodliwe mogę skwitować tylko uśmiechem.

A tak na marginesie wpisy próbujące zdyskredytować ORME zawierają tyle nieścisłości, informacji z przysłowiowego powietrza, i zwrotów wprowadzających tych dla których temat jest mało znany w przysłowiową ślepą uliczkę.

Powszechnie wiadomi,iz szkoda czasu na dyskusje ze sceptykami - bo efekt może być tylko jeden:
można ich tylko rozłościć a na to szkoda mi szasu.

W róznych miejscach w internecie i nie tylko obserwuję takie zjawisko: najpierw następuje atak i próba wciskania przysłowiowego kitu, później ośmieszanie, następnie , ci co to próbowali znikają, a później znikają wpisy lub strony internetowe.
ALE PRAWDA BRONI SIĘ SAMA I WYCHODZI ZE ZDWOJONĄ SIŁĄ W INNYM MIEJSCU.

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 06 lis 2010, 20:18 
ZBW pisze:
.
Zamieszczając informacje na temat ORME wiedziałem, że pojawią się natychmiast działania skierowane na wyciszenie tematu i ośmieszenie tematu.
Byłem nawet ciekawy jak to tym razem będzie wyglądało.
I przyznam; iż jestem trochę rozczarowany bo argumentacja jaka pojawia się natychmiast po umieszczeniu moich wpisów o ORME jest żałosna.


Żałosny jest fakt nie podjęcia przez Ciebie dialogu na temat ORME w kontekście historycznym.
I długofalowych skutków takiego procederu w kontekście wpływu na DNA.

Cytuj:
Wszystkim poszukiwaczom PRAWDY powszechnie wiadomo, iż tematem alchemia zajmowano sie od wieków albo precyzyjniej tysiącleci lub powiedzmy wprost jasno i wyraźnie od ZAWSZE.


Nie wiem jak ze wszystkimi, dla mnie ta oficjalna, oklepana bajka o alchemii to farsa.
W alchemii chodzi o przemianę wewnętrzną człowieka i "wznoszenie kamienia Shem", skąd pochodzi także termin szamanizm.
Wznoszenie kamienia Shem ma wiele wspólnego z czarnymi mikrodziurami w naszym DNA i połączeniu się z resztą wszechświata poprzez czarną dizurę w środku Słońca.

Jak już napisałem wcześniej ORME może w tym procesie pomóc, ale płaci się za to słoną cenę.

Gdybyś zapoznał się z pracami Dee który zajmował się produkcją ORME zeskrobując palladynowce z kamienia KABA - a robił to na zlecenie angielskiej królowej, być może zapaliłyby Ci się ostrzegawcze lampki kontrolne.
Właściwie nie wiem po co to piszę - Tobie nie chodzi o dyskusję, ale o reklamę substancji o której wiesz nie za wiele.

Jakby to zgrabnie ująć - ostatnim propagatorem ORME był Sir Laurence Gardner, widzę że doczekal się następców.

Cytuj:
Jeszcze jedno: skoro od bardzo dawna poszukuje się sposobu na zamianę czegoś w złoto i obecnie mamy technologię jak to zrobić – to tylko głupiec będzie udawał, że jest to złe lub przekonywał, że coś takiego nie istnieje lub ma znikomą wartość lub jest szkodliwe jak to wynika z wpisów jakie zamieszczone zostały w temacie o ORME.


Głupcy Bracie to takie osobniki co nie wyciągają lekcji z historii.
A historia mówi jasno - żresz ORME, stajesz się Ne-fi-limem, osobnikiem bez PHI w środku, żyjącym bez empatii i miłości.

Powodzenia!


p.s.
Cytuj:
Ja osobiście to przed chwilą już sprawdziłem – więc sugestie ściemniaczy i mieszacze i niedoinformowanych, usiłujący sugerować w ten czy inny sposób, iż ORME są szkodliwe mogę skwitować tylko uśmiechem.


Dziękuję za miłe słowa.
Nie sądzę żebym był niedoinformowany, temat jest mi znany od kilku lat, a prace Wintera na ten temat były dostępne zanim jak z pudełka wyskoczył Hudson.
Dziękuję za obrzucenie paroma epitetami, to dużo mówi o Twoim podejściu do bliźniego szczerze dzielącego się wiedzą.

p.s.2. w popkulturze temat zaistniał jako seria fantasy o Diunie i przyprawie.
Przyprawa jest najcenniejszym dobrem we wszechświecie, przyprawa przedłuża życie:
phpBB [video]


Ostatnio zmieniony 07 lis 2010, 10:34 przez radoslaw, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 07 lis 2010, 10:34 
Odpowiem tylko po to aby inni znali mmój punkt widzenia.

Wystarczy sprawdzić wahadełkiem jakie promieniowanie wg. skali B-S-M ma np.: ORME Iridium (którego jak wiadomo każdy z nas ma sporo ORME Iridium w swoim ciele materialnym).

Chcesz nam wmówić (sugestia) , że natura była tak głupia, że wpakowała do naszego ciała .... na właśnie co ?

Albo robisz to co usiłujesz robić; bez świadomości, czy wiedzy - lub ktoś ci za to płaci - bo jaki może być inny powód?

Widzisz: jak ja bez brania opłat zabrałem się za uzdrawianie ludzi - to ci którzy biorą za to grubą forsę trochę się zdenerwowali.
A w tak GRUBYM temacie jakim jest ORME (każdy mający i stosujący tą WIEDZĘ w praktyce kładzie system na łopatki NATYCHMIAST) - WIĘC ci co mają kserografy i drukują bez opamiętania pieniądze zrobią wszystko aby innych zniechęcić, lub wybić im to z głowy.

M.in. powołujesz się na kogoś komu królowa zleciła coś tam - dobrze wiesz że zleceniodawca czyli płatnik decyduje w myśl zasady jak kiedyś powiedział Napoleon: "Ręka, która daje jest zawsze ponad ręką, która bierze."

Natomiast, ci którzy robią ciś bezinteresownie byli zawsze i są zagrożeniem dla drukarzy, bo dla nich królowa i inni tego typu zleceniodawcy to po prostu kolejni lokaje zła.

Polecam wpis który za chwilę znajdzie się na stronie: www Czy się przebudzimy

Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 07 lis 2010, 10:38 
Zbyszek odzywam się w tym temacie tylko dlatego że widzę czystość Twych intencji.

Masz do wyboru - zostać pasożytem (bo do tego doprowadza proceder spożywania ORME) albo symbiotykiem połączonym ze źródłem i niezależnym od żadnych zewnętrznych substancji.

Twoje życie, Ty wybierasz.

Powodzenia!



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 07 lis 2010, 11:06 
Przeczytaj wpis który właśnie zamieściłem na stronie w dziale wiadomości (www Czy się przebudzimy) - a być może coś zrozumiesz.

Widzisz ja jak się zwracam do kogoś kto wypowiada takie słowa jakich użyłeś - zawsze zwracam się do jego jasnej strony.

Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 08 lis 2010, 12:06 
ZBW pisze:
Wystarczy sprawdzić wahadełkiem jakie promieniowanie wg. skali B-S-M ma np.: ORME Iridium (którego jak wiadomo każdy z nas ma sporo ORME Iridium w swoim ciele materialnym).

Chcesz nam wmówić (sugestia) , że natura była tak głupia, że wpakowała do naszego ciała .... na właśnie co ?


Ciągle nie rozumiesz Amigo.
Natura nie każe nam żreć ORME, ta substancja nie lata w powietrzu i nie jest niezbędna do życia człowiekowi.
W ciele czlowieka znajdziesz także miedź i żelazo - też to mamy żreć?

Powtórzę Ci, bo masz jakąś krótką pamięć - ORME dziala, jest w stanie w bardzo krótkim czasie zwiększyć ilość białych ciałek we krwi, wyleczyć kogoś z raka czy AIDS - w żaden sposób tych właściwości nie kwestionowałem i nie próbowałem zdyskredytować, co próbujesz mi usilnie wmówić.

ORME wpływa bezpośrednio a nasze DNA i potrafi z nim zrobić taką sztuczkę:
Obrazek

Problem leży w tym że tą samą sztuczkę można zrobić bez ORME, za pomocą uczucia miłości/błogości:
Obrazek

... w momentach gdy Twoje serce bije w rytmie Fi:
Obrazek

Dochodzimy tutaj do sedna definicji pomiędzy pasożytem a symbiotykiem.
Definicja jest dość prosta, a ponieważ wmieszałeś ORME do tematu o Castanedzie znalazłem pasujący idealnie fragment w artykule Dana Wintera "Definiowanie różnicy pomiędzu pasożytem a symbiotykiem":
http://www.bibliotecapleyades.net/sociopolitica/sociopol_bloodrites.htm#Part%201:%20Dragons%20versus%20Parasites%20versus%20Star%20Worming

Fragment brzmi następująco:

"Jeśli tornado magnetyzmu przechodzące przez Twoje ciało na skutek różnorakich praktyk (tantra, medytacja, cokolwiek) - jeśli to tornado ma swój początek w Tobie i może być przez Ciebie sterowane - wtedy jesteś symbiotykiem, masz własne centrum grawitacji i nie musisz się obawiać np maximów słonecznych.
Jeśli owo tornado jest sterowane z zewnątrz, za pomocą sił lub substancji których nie kontrolujesz - jesteś pasożytem.
"

"
It is Carlos Castenada telling Terrence MeKenna - the first time you go to the intergalactic mycineal fabric of the mushroom spore electrical awareness, IT CAN BE YOUR ALLY/tool. But if you keep going back to that worming grid for your perceptions, then you become it’s tool.
"

"To jest Castaneda mówiący McKennie - pierwszy raz kiedy korzystasz z magicznych grzybków w celu poszerzenia świadomości - jest ok, to tylko Twoje narzędzie. Ale gdy zaczniesz wracać do tych doświadczeń w celu doznawania poszerzonej percepcji - to Ty stajesz się narzędziem"

Cytuj:
M.in. powołujesz się na kogoś komu królowa zleciła coś tam - dobrze wiesz że zleceniodawca czyli płatnik decyduje w myśl zasady jak kiedyś powiedział Napoleon: "Ręka, która daje jest zawsze ponad ręką, która bierze."

Przeczytaj wpis który właśnie zamieściłem na stronie w dziale wiadomości (www Czy się przebudzimy) - a być może coś zrozumiesz.


Co do wpisu z fragmentami Messinga - możesz mnie oświecić jaki związek ma to z tematem ORME?
Sugerujesz że nie znam jego prac?
Czy może że ORME ma nas uchronić przed Elitami?
Naprawdę byłbym wdzięczny za wytłumaczenie co miałbym zrozumieć?

A co do królowej - nie powołuję się na kogoś, tylko wspomniałem o jednym z najbardziej znanych alchemików, panu Dee. Zajmował się on wytwarzaniem ORME dla królewskiej rodzinki.
Wspominałeś coś o alchemii, więc myślałem że będziesz kolesia kojarzył.
Bo widzisz proceder wytwarzania tej substancji trwa na tej planecie odkąd Annunaki przerobili genetycznie człowieka coby wydobywał dla nich złoto.
Trwał w czasach gdy Akenaton zarąbał z Egiptu Arkę Przymierza i założył sektę esseńczyków w okolicach Qumaran.
I służył dostarczaniu ORME najpierw Annunakim, a poźniej ich następcom, 13 rodzinkom rządzącym światem.

Właściwie nie mam nic do dodania, może tylko to że częścią eksperymentu Ziemia jest "ugotowanie DNA" które będzie potrafiło wytworzyć implozję bez ORME, co jak widać po pracach Wintera i innch się udało.

pozdrawiam

p.s. Tak na marginesie - Hudson jest poprzez Claude de Guise powiązany krwią z Królową Angielską.
Bardzo przyjemna rodzinka.
Messing dużo o niej pisze. Że to Elity, że zero współczucia i człowieczeństwa...
A ORME jedzą...
Nie powinni być przypadkiem oświeceni bo Ci wahadełko powiedziało że ORME jest ok?



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 08 lis 2010, 14:37 
Jak powszechnie wiadomo każdy człowiek ma daną mu od Boga wolną wolę.
Czyli przykładowo: może pomagać innym lub im szkodzić, albo z obojętnością przyglądać się temu co wokoło się wyrabia.

Jak również coraz powszechniej już wiadomo, iż ORME można użyć zarówno do białej jak i czarnej magii.
Dzwoniący cedr (jeśli wiesz o co chodzi również można wykorzystywać w różny sposób), a właściwie wszystko można wykorzystać na różne sposoby (różnica jest właściwie tylko w mocy).
To tak jak z pistoletami: dają je wszystkim, lecz bomby atomowe są raczej w posiadaniu niewielu – bo siły zła chcą mieć monopol.

A skoro na przestrzeni wieków nadużywano ORME raczej do czarnej magii, co jest oczywiste - bo świat wygląda jak wygląda, to wiedza ta zaginęła.
Skoro jednak pojawiła ponownie (a musi być w tym jakiś głębszy cel) to błędem jest pozostawić ją w rękach, które tylko szerzą destrukcję i wszystko niszczą.

Obecnie upubliczniono ponownie kosztowną technologie produkcji ORME i tzw. domowe sposoby (dla mas), iż nie musisz przykładowo jechać do Ciechocinka i wdychać .... no właśnie co tam wdychasz? - co powoduje, iż ludzi stają się zdrowi, czy w inne miejsca gdzie to jest w większym stężeniu niż gdzie indziej.

Poprawia ORME też świadomość, czyli głupki powinny mniej lub więcej, ale zawsze nabrać rozumu.

Generalnie technologia pojawiła się ponownie, a cwaniacy korzystają z niej (już od ponad 20 lat) do woli wmawiając natomiast innym: to jest złe, trzymaj się od tego z dala, etc.

A ja twierdzę: czy to się komu podoba czy nie; iż właśnie aby była równowaga lub lepiej aby istoty światła były górą warto i nawet należy rozpowszechnić ORME maksymalnie.

Z jakiej racji mają mieć dostęp do ORME tylko tzw. władcy tego świata (czytaj zarządzający kserografami do drukowania pieniędzy) przecież wiadomo, iż robią to co dotychczas robili czyli tzw. czarną magie.
ALE ILOŚCIOWO JEST ICH MAŁO - z czego należy sobie zdawać sprawę.

Więc mój punkt widzenia jest taki; dać to wszystkim zainteresowanym, a spodziewam się, iż tych którzy zastosują ORME w tzw. białej magii będzie wystarczająco dużo aby tych złych przepędzić raz i ostatecznie z planety Ziemia.
I o to właśnie chodzi.

Natomiast gdy wszystkie tajności przestaną być tajnościami to ci co ściemniają i ich lokaje siłą rzeczy czy to im się podoba czy nie - nie będą gdzie mieli się schować bo zabraknie dla niech ciemności – i to jest właśnie ta Nowa Cywilizacja, która nadchodzi i właśnie dlatego zdecydowałem się na upublicznienie m.in. Huny czyli nauki obrazowości.
I dlatego zamieszczam swoje wpisy.

BO JA MAM WOLNĄ WOLĘ DANĄ MI OD BOGA I WŁAŚNIE KORZYSTAM Z TEJ WOLNEJ WOLI DO WOLI - w dobrym celu, i poprę każdego kto kroczy lub wstępuje na ścieżkę światła i miłości ZAWSZE I WSZĘDZIE.

Natomiast jeśli ktokolwiek będzie próbował ograniczyć moją, lub kogokolwiek wolną wolę to niech wie, że łamie prawa które mają pierwszeństwo nad prawami w wymiarze materialnym – i zostanie powstrzymany – o czym jestem całkowicie i święcie przekonany
.

To tak jak jest z tymi cudownymi żarówkami (czytaj elektrośmieciami), które próbowano nam wcisnąć – Ja twierdzę, iż muszą zniknąć z naszych sklepów.

I tak samo jak ze smugami chemicznymi – Ja mam wolną wolę i chcę aby niebo nad moją głową było czyste i na nim świeciło Słońce (zgodnie z idealnym wzorcem) – więc jeśli ktoś chce ograniczyć moją wolną wolę to zwracam się TU i TERAZ do ISTOT ŚWIATŁA I MIŁOŚCI WSZYSTKICH WSZECHŚWIATÓW O POMOC I SKUTECZNE Natychmiastowe DZIAŁANIE aby uszanowano moją wolną wolę i przywrócono mi czyste niebo i widok świecącego Słońca.

Jeśli ktoś uważa, że to co napisałem to żarty – to ma zerową wiedzę na temat jak to wszystko działa.

Pozdrawiam
Zbyszek

Warszawa, dn. 8.11.2010r 14:26



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 08 lis 2010, 16:23 
Offline
Grand Elect Mason * 14th Degree
Grand Elect Mason * 14th Degree

Rejestracja: 04 cze 2009, 15:23
Posty: 1442
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Płeć: mężczyzna
Kolego Zbyszku,

powietrza upuść nieco, to że ktoś ma inne zdanie w przedmiocie ORMUSÓW nie oznacza, że ogranicza tym samym Twoją wolną wolę :shock:
a żryj sobie ile chcesz...

zastanów sie tylko: gdyby te Ormusy były tak cudowne, to kto by chciał siedzieć dalej w matrixie?
Ormusy to tylko magiczna zabawka - ale niszczy nasz największy skarb: wielowymiarowe DNA
Bracie idąc tą ścieżką - na 100 % zginiesz w dziobie orła (to tak nawiązując do Don Juana) :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 08 lis 2010, 22:18 
Cóż jak już wcześniej wspominałem zwracam się do jasnej części twojej istoty –

Na forum (http://otworz-oczy.org/index.php/523/)
Artykuł: „Chemikals – tajemnicze smugi na niebie” komentarz nr 272 z października 8th, 2010 at 17:14 zamieścił użytkownik: mający_kontakt_z_rzeczywistościa (czytaj: lokaj zła)
cytuję:

„Dajcie sobie spokój, już nic nie poradzicie. NWO zbliża się wielkimi krokami i można albo zostać niewolnikiem lub zginąć (jak wy) albo się przyłączyć (jak ja). Nie trzeba długo szukać aby znaleźć właściwą dla swojego regionu komórkę pewnej potężnej organizacji, potem testy psychologiczne, podpisanie umowy, szczepienia i jesteście bezpieczni.”

Gdy zobaczyłem w/w wpis zamieściłem natychmiast taką wiadomość:

Zapomniałeś, lub masz zerowe pojęcie o tym kim jest człowiek i jakie ma możliwości.
Przypomnę więc jesteśmy istotami duchowymi, które właśnie budzą sie ze snu.

Każdy z nas jest istotą duchową składającą się z trzech niezależnych bytów: świadomości, podświadomości i nadświadomości (które istnieją od początków świata tylko na innym etapie ewolucji i są wieczne) mających do dyspozycji trzy różne rodzaje energii + trzy ciała energetyczne + ciało fizyczne.

Przypomnę; ktokolwiek lub cokolwiek jest bez szans aby zmusić człowieka bez jego zgody do czegokolwiek – a dopóki duch walczy zawsze są możliwości.

To są prawdy, które ukrywane były – lecz właśnie teraz ponownie są ujawniane.

W Polsce również jest rozpowszechniana wiedza znana w starożytności i wcześniej i jest już za późno aby to powstrzymać.

Wszystkie działania mające na celu obniżenie prędkości myślenia człowieka, wpływania na jego świadomość i pozbawienia go energii życia właśnie teraz są skutecznie neutralizowane, a rozpraszacze smug chemicznych są przykładem takiego przeciwdziałania głupocie.

Gdy dotrze do świadomości wielu, iż samym umysłem każdy człowiek mający nadmiar energii może rozproszyć i zneutralizować każdą smugę chemiczną wojna ze złem jest definitywnie wygrana.
Gdy ziewamy jest to właśnie oznaką braku energii.

Aby dowiedzieć się jakie mamy możliwości polecam zapoznanie się z serią: „Starożytna wiedza kahunów” Maxa Freedoma Longa: np. Magia cudów, czy Wiedza tajemna w praktyce,
Lub: Teoria i praktyka Huny Wiedza tajemna autor Wiliam H. Glower

Zbyszek


Ilu takich biorobotów jak użytkownik podpisujący się: mający_kontakt_z_rzeczywistościa) wałęsa się obecnie po planecie Ziemia? - Bóg jeden wie.

Napisałem już wcześniej, iż sceptyków można tylko rozzłościć – i to czuję w twoim ostatnim wpisie.

Usiłujesz wciskać na stronie ciemnotę (piszesz: ....niszczy....) ale fakty są inne;
Współczesna nauka odkryła, że monoatomowy ruten wprawia w rezonans DNA, rozmontowuje krótką spiralę i na nowo odbudowuje ją w prawidłowej formie – tak samo jak burzy się i odbudowuje uszkodzoną budowlę. ...

Gdy komentuję wpisy sceptyków, jest to raczej informacja dlainnych tych z otwartymi umysłami.

A tak na marginesie - po co jeść ORME jak przesłanie wibracji wystarcza w zupełności.

Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 18 sty 2011, 18:13 
Przypominam temat, z nadzieją iż znajdują się lub znajdą chętni na praktyczne wykorzystanie tej wiedzy.

Z książki pt. ZAPOMNIANE SEKRETY ŚWIĘTEJ ARKI Starożytna tajemnica manipulowania czasoprzestrzenią Laurence Gardner:

(str.92)
„W pismach francuskiego alchemika Nicolasa Flamela z początku XV wieku zarówno „roślina”, jak i „proszek ze złota”, wraz ze zwykłymi wzmiankami o wężach, występują w opisie sposobu uzyskania kamienia filozoficznego (patrz rozdział „Ostateczny cel”). Dwudziestego drugiego listopada 1416 roku najsłynniejszy z hermetystów powiedział – w charakterystycznej dla wszystkich alchemicznych tekstów hermetycznej formie – że kamień filozoficzny to tajemniczy proszek ze złota. Fragment spisanej tego właśnie dnia ostatniej woli Nicolasa Flamela głosi: „Bowiem ów argent vive, połączywszy się ze Słońcem i Księżycem, najpierw zmienił się wraz z nimi w roślinę [...] a potem przez zepsucie w węże, które [...] po dokładnym wysuszeniu i spaleniu utworzyły drobny proszek ze złota, który jest kamieniem”.

W odróżnieniu do wielu średniowiecznych adeptów alchemii, których próby zakończyły się niepowodzeniem, historia Flamela była zupełnie inna. Urodzony w ubogiej rodzinie, zaczął pracę jako kopista dokumentów i wówczas przypadkiem natknął się na starą, oprawioną w miedź księgę żydowskiego filozofa o imieniu Abraham. Kupił ja za dwa floreny i studiował przez ponad 20 lat, zanim zdecydował się sprawdzić w praktyce zawarte w niej informacje. Wtedy jednak odniósł sukces, który zmienił jego nędzną egzystencję w dostatnie życie. W drugiej połowie życia ufundował wiele szpitali i kaplic w Paryżu i Boulogne, gdzie krążyło wiele cudownych opowieści o jego nadzwyczajnej dobroczynności.”

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 18 sty 2011, 18:29 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 11 wrz 2010, 23:55
Posty: 54
Płeć: mężczyzna
Strona o technikach otrzymywania ORME.

http://www.subtleenergies.com/ormus/index.htm

Jeśli czujesz się chemikiem lub majsterkowiczem to możesz spróbować.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 20 sty 2011, 10:46 
O owym mfkt pisał również Laurence Gardner w "Krew z krwi Jezusa" bodajże, jest tam również ten wykład zamieszczony powyżej , owego prywaciarza z Arizony.
No sam temat jest niezwykle ciekawy- ja będę szukał dalej ..
Natomiast jak czytam takie wypowiedzi porównawcze jak ta
Cytuj:
udzie mają skłonność do spożywania różnych substancji psychoaktywnych aby coś osiągnąć szybko bo już chcą jak małe dzieci i nawet nie patrzą że to zostało otrzymane drogą sztuczną.
Sięgają po sztuczne LSD i inne substancje narkotyczne które pobudzają ich neurotransmitery by się uzależnić bo dawka jest zbyt mocna i w dodatku z zawartością trujących chemikaliów które dodatkowo uzależniają.


Już mi tutaj parafią pachnie. Więcej ludzi miało problemy po zachłyśnięciu się marchewką niż po LSD, drogi Mojrzeszu73. (Pisownia oryginalna?)

Przypominam sobie, że z tej książki Laurence Gardnera dowiedziałem się o odkryciu bardzo znanego na przełomie wieków archeologa-egiptologa Williama F. Petrie.
Odkrycie miało mieć miejsce gdzieś w górach półwyspu Synaj- Egipcjanie tam prowadzili swoje kopalnie. W jednej z nich / czy też może była to świątynia - kopalnia / miano właśnie produkować owe szem-an-na. Przyznam, że szukałem o tym odkryciu w Internecie ale nic nie znalazłem. Jeśli ktoś z Was ma jakieś informacje na ten temat, bardzo proszę o podzielenie się :)

Buziaki :słonko:



Na górę
   
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 264 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4, 5 ... 9  Następna

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group