Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 15 gru 2019, 1:37

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 275 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 10  Następna
Autor Wiadomość
 Tytuł: Re: ORME
Post: 02 maja 2011, 23:07 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 mar 2011, 0:45
Posty: 1101
Płeć: mężczyzna
Co niektórzy z jakiegoś powodu zignorowali moje wypowiedzi więc informacje jakie zamierzam tu zamieścić nie są przeznaczone dla nich.
Zbyszku jeżeli chcesz zrobić ORME z soli różowej to koniecznie wypłukuj minimum 7 razy w zwykłej wodzie i 1-2 razy w demineralizowanej. Przed wzięciem ORME zażywaj przez tydzień witaminę B - Complex. Nie pytaj skąd to wiem.
A cha, i jeszcze jedno, nie można brać ORME i metali koloidalnych jednocześnie.
Kiedy już zażyjesz to po kilku minutach rozpocznij medytacje.
Powodzenia

_________________
Dobrze się bawię.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

 Tytuł: Re: ORME
: 02 maja 2011, 23:07 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 03 maja 2011, 11:16 
Dzień Dobry (takie polskie ALOHA)

Dziękuję za informacje jakimi się z nami dzielisz.

W moim odczuciu ORME jest jednym z fundamentów na którym powstanie NOWA CYWILIZACJA, kolejnym jest NAUKA OBRAZOWOŚCI.
A moje odczucia zawsze były prawidłowe - nawet jeśli dostawałem kopniaka - to wcześniej miałem na ten temat wiedzę.
ORME warto wyprodukować dla siebie z tej prostej przyczyny iż BANDYCI zgromadzili w lodówkach zbyt duże zapasy śmiercionośnej broni biologicznej którą ....
Z mojej wiedzy wynika iż ORME jest idealnym antidotum na wszystkie te świństwa.

Skoro niszczona celowo jest atmosfera, zabierane są nam zdrowe żarówki, odbierane prawo do używania ziół, jedzenie przesycone truciznami , woda skażona, lasy wycinane, a nasze umysły usypiane mikrofalami - oznacza to tylko jedno : KTOŚ zabija Ziemię.

Kto można łatwo wyśledzić, natomiast w jakim celu? - szkoda mi nawet czasu aby zgadywać.

Najciekawsze w tym wszystkim jest to; że ja mam takie odczucie i zawsze miałem: iż mimo tej wydawałoby się wszechobecnej destrukcji KAŻDY z nas ma MOC aby zneutralizować i przeciwstawić się ZŁU (głupocie czy antyrozumowi innych) - jest we mnie po prostu taka pewność od zawsze - trudno mi to wytłumaczyć ale tak po prostu jest.

W moim życiu wielokrotnie byłem w sytuacjach wydawałoby się bez wyjścia - lecz zawsze przy minimalnym czy może nawet bez mojego udziału wszystko kończyło się pomyślnie.

Spotykałem się przykładowo z takimi opiniami: ty to masz niesamowitą energie, lub albo on jest taki głupi lub taki mocny.

Jedno muszę podkreślić z cała mocą - zawsze brak było u mnie uczucia strachu, były oczywiście momenty w moim życiu gdy natychmiast opuszczałem jakieś miejsce jeszcze zanim nawet pomyślałem o zagrożeniu (działo się to jakby automatycznie).
Wielokrotnie także w swoim życiu (widzę to dokładnie zwłaszcza teraz spojrzę wstecz) robiłem coś co wydawało by się zupełnie pozbawione sensu lub wartości, a po jakimś czasie okazywało elementem koniecznym.

Wiem że ORME jest bardzo ważne i namawiam wszystkich (każdy kto zbudował samodzielnie rozpraszacz może to spokojnie zrobić, jak również każdy kto zakupił lub skorzystał z pomocy innych również jest w moim odczuciu gotowy i zdolny do zmagazynowania ORME).
Czy będziecie go jedli to już inna sprawa, ale przypominam iż nawet noszone w kieszeni ubrania ORME jest w stanie zneutralizować niskie wibracje czy zewnętrzne wpływy.

Można to obecnie zrobić minimalnym nakładem sił i środków, poczytajcie na ten temat i zróbcie przynajmniej dla siebie i swoich bliskich trochę zapasu.

Pozdrawiam Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 17 maja 2011, 19:37 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 sty 2011, 21:06
Posty: 22
Płeć: mężczyzna
Witam
Chcialem sie dzisiaj z wami podzielic moimi doswiadczeniami z ORME. Otoz znalazlem ciekawa strone niejakiego Johna V. Milewski, ktory bada wlasciwosci ORME. Wedlug niego Orme jest gazem (jesli dobrze to sobie przetlumaczylem).
Chodzi o to, ze zanalazl prosty sposob, na to, zeby kazdy mogl sobie zrobic stosunkowo w prostu sposob Orme. Zrobil sobie 5 pulapek magnetycznych na pitna wode i kazdego dnia wypija po 3-4-ry kubki tej wody. Taka woda musi pozostac w tej pulapce 5 dni, po czym wstawial nowa butelke itd. Na jego stronie jest podane, jak w najprostszy sposob wykonac taka pulapke. On do tych pulapek uzywa piasku magnetycznego.
Podaje adres tej strony, niestety w jezyku angielskim
www.hbci.com/~wenonah/hudson/ormusgas.htm

Ja sam zrobilem jeszcze prostsza konstrukcje, bo akurat mialem pare magnesow neodymowych. Poprostu wzialem magnesy, przykleilem do plastikowej podstawki, ktore moja zona stawiala na stole pod talerze, zwinalem to w rulon i pulapka gotowa. Pije te wode dokladnie 2 miesiace. Moje pierwsze wrazenia? Przede wszystkim, bylem alergikiem, a wlasciwie to jestem nadal, ale od poltora miesiaca nie wzialem zadnej tabletki do ust, nie plukalem nosa, nie wciagalem jakis kropli :D , a wiadomo, ze wiosna dokucza wszystkim alergikom. Nie wiem czy moja pulapka jest dobra, ale mi pomaga.
Teraz pare slow odnosnie robienia ORME metoda na mokro. Jesli uzywacie soli, to tylko taka w ktorej nie ma domieszki jakis zwiazkow siarkowych. Najlepsza jest sol z morza martwego, ale tylko czysta, bez zadnych dodatkow. Pierwsze Orme jakie zrobilem, bylo z soli z morza martwego. Niestety, mialo jakas domieszke i wyszla poprostu brudna woda. Teraz zakupilem nowa sol, tym razem bez domieszek i wyszedl mi piekny bialy proszek :D .
Ci ktorzy chca zrobic samemu ORME, musza pamietac o tym, ze jak dolewaja do wody lug, to wartosc ph nie powinna przekraczac 10,78. To na razie tyle z moich krotkich doswiadczen z ORME.
Pozdrowionka



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 21 cze 2011, 19:09 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 21 cze 2011, 18:06
Posty: 1
Witam Wszystkich
Ja osobiście produkuję G-Orme z czystego złota lokacyjnego.
Sztabka kosztuje 170 pln.
Dzięki temu udało mi się po tygodniu zmagań wyodrębnić czysty biały proszek złota.
Oczywiście nie omieszkałem się spróbować suchego proszku.
Efekt działania po około 5 minutach. Wrażenie takie jak po szybkim pompowaniu
ustami materaca. Takie lekkie oszołomienie. Lekkie zawroty głowy nie uniemożliwiające
jednak prowadzenia samochodu. Dawka przyjęta ok 10mg.
W celu weryfikacji doznań po około godzinie wziąłem około 25 mg.
Efekt był ciut może mocniejszy - ale niewiele.
Efekt "przetlenienia' mózgu utrzymywał się ok 2 godzin.
Po mniejszej dawce 0.5 godziny.
Dodatkowe atrakcje to ściskanie w okolicach tzw "trzeciego oka".
Aha i co ciekawe - czuję emocję zanim się pojawią właściwie.
Tzn jest mi smutno, bądź czuję złość zanim dowiem się od kogoś
dobrych lub złych wieści na które właśnie tak zareaguję.
W razie jakby ktoś miał pytania to proszę pisać organizator@poczta.fm



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 01 lip 2011, 0:49 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 mar 2011, 0:45
Posty: 1101
Płeć: mężczyzna
Napisz proszę coś więcej o sposobie produkcji ze złota i o efektach. Bardzo mnie i nie tylko mnie interesuje.
Pozdrawiam

_________________
Dobrze się bawię.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 01 lip 2011, 19:59 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 paź 2010, 13:56
Posty: 264
Płeć: kobieta
A gdzie tak w ogole można kupic w Polsce orme?

_________________
Zobaczyć świat w ziarenku piasku,
Niebiosa w jednym kwiecie z lasu.
W ściśniętej dłoni zamknąć bezmiar,
W godzinie – nieskończoność czasu.

William Blake, Wróżby niewinności



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 14 lip 2011, 15:21 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 mar 2011, 0:45
Posty: 1101
Płeć: mężczyzna
Bonadea pisze:
Pierwsze Orme jakie zrobilem, bylo z soli z morza martwego. Niestety, mialo jakas domieszke i wyszla poprostu brudna woda. Teraz zakupilem nowa sol, tym razem bez domieszek i wyszedl mi piekny bialy proszek :D


Moim zdaniem, a jakieś doświadczenie już mam nie można otrzymać czystego białego proszku z naturalnej soli z morza martwego. Taki proszek wyjdzie tylko z oczyszczonej soli.
Naturalna sól z morza martwego ma całe mnóstwo różnych związków o najróżniejszej barwie i biały proszek nie wyjdzie. nie uda się również otrzymać białego proszku z soli himalajskiej (różowej). Z tej soli będzie proszek różowy, który też już robiłem.
Nie wiem czy to co ja otrzymuję z soli z morza martwego i z soli himalajskiej zawiera orme, a jeżeli zawiera to nie mam pojęcia ile. Metoda jest opisana powyżej przez supermario więc nie będę powtarzał.

Teraz jednak mam wielką prośbę do wszystkich, którzy znaleźli gdzieś metodę na produkcję orme z metali za pomocą piramidy. Chodzi mi o proporcje samej piramidy a także dokładne miejsce gdzie powinien znajdować się metal i wszystkie inne szczegóły.
W zamian za szczegółowe informacje chętnie podzielę się "produktem".

_________________
Dobrze się bawię.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 14 lip 2011, 15:54 
Dzień Dobry (takie polskie ALOHA)

Piramida im większa tym ma większą moc .

Natomiast miejsce w którym należy umieścić kawałek metalu (jeden kilkunastu z którymi eksperymentował David Hudson) znajduje się dokładnie w miejscu w którym znajduje się sarkofag (czyli 10,71m od od pionowej osi piramidy w kierunku na południe, dokładnie na 1/3 wysokości od podstawy (tzn. w miejscu w którym jest umieszczona komora królewska w Wielkiej piramidzie h=146,65m, 2/3h=97,77m, a=6stopni 15' czyli a =10,71m).
Opis zaczerpnięty z miesięcznika Nieznany Świat nr6(54) 1995r.

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 15 lip 2011, 17:25 
Dzień Dobry

W dwumiesięczniku NEXUS nr2(28) z 2003r artykuł: BIAŁY PROSZEK ZŁOTA (cześć 4) David Hudson 1995 - na str.41 jest coś takiego:

„...Otóż, po wysłuchaniu pańskiego wykładu nagranego na magnetofonie, o Mannie i innych rzeczach , zaczęliśmy studiować świętą geometrię, zastanawiając się nad starożytnymi piramidami oraz rzeczywistym przeznaczeniem królewskich komór w Wielkiej Piramidzie, które zapewne pan zna, ponieważ było to miejsce, w którym odbywał się Rytuał Przejścia. Nasi przyjaciele, Marion i Dean Hardy, którzy są członkami Stowarzyszenia Sokratronicznego [Socratronics Assotiation], napisali na ten temat książkę The Pyramid Energy [Energia piramid].
DH: Ta pani była trzy dni temu w Phoenix i widziała się ze mną.
PYTANIE: Otóż, zadzwoniliśmy do Marion i Deana i powiedzieliśmy im, że skoro mają w swoim podwórku tę swoją 24-stopową [7,2m] piramidę, czemu nie wezmą kawałka czystego złota i nie umieszczą go w miejscu, w którym w Wielkiej Piramidzie znajduje się komora królewska, i nie sprawdzą, co się z nim stanie. Na to Dean oświadczył: „No, rzeczywiście nie używamy obecnie tej piramidy do niczego”. Wzięli więc szklankę destylowanej wody i zawiesili nad nią mały kawałek złota. Była to złota moneta, Krugerrand *. Zawiesili ją nad szklanką destylowanej wody i zostawili na trzy dni. Kiedy Dean wrócił tam, znalazł na Krugerrandzie miodową rosę. Zanurzył więc Krugerranda w szklance z destylowaną wodą i wypił ją. Otóż, jak się zapewne państwo domyślają, trochę przedawkował. Zaaplikowałem mu więc generalne przeczyszczenie i Dean obecnie utrzymuje, że czuje się, jakby miał 18 lat. Teraz podają to pewnym ludziom, swoim chorym przyjaciołom, i uzyskują dobre wyniki. Przypuszczam, że opowiedzieli panu o tym.
DH: Powiedziała mi o tym także. I o wynikach, jakie uzyskuje.
PYTANIE: To bardzo interesujące, że dokładne umieszczenie sarkofagu w komorze królewskiej i zawieszenie kawałka złota w piramidzie wytwarza rosę lub nie oczyszczona wersję, jak sądzę, tej...
DH: Nie wiem, czy czytał pan o Wielkiej Piramidzie. Otóż, kiedy otwarto komorę królewską, okazało się, że jest zupełnie pusta, z wyjątkiem białego proszku rozsypanego po całej komorze.
PYTANIE: Tak, tego białego proszku było w sarkofagu tak dużo, że doszli do wniosku, iż kładły się w nim tysiące ludzi, odbywając ten rytuał. Ponieważ.... czy na czole, tutaj, nie powstaje wydzielina, która wydobywa się z czoła i powoduje akumulację białego proszku?
DH: Nie wydaje mi się, aby tak było. Myślę, że to ta rozsypana substancja, była tym materiałem, którego używali.” ....

Natomiast w miesięczniku Nieznany Świat nr.6(54) z 1995r jest na str.4-5 artykuł pt: PIRAMIDY? :

„Poznana dotychczas konstrukcja wewnętrzna Wielkiej Piramidy zawiera w sobie wszystkie elementy (układy) radiestezyjne niezbędne do uzyskania ściśle wyselekcjonowanego wąskiego „subpromieniowania” zieleni ujemnej. W tym miejscu należy zaznaczyć, że francuski radiesteta Enel badał promieniowanie zieleni ujemnej i stwierdził, że nie można mówić o jakimś wąskim paśmie tego promieniowania; że jest to raczej całe widmo, składające się na promieniowanie, które umownie nazywamy „kolorem” zieleni ujemnej. Przeprowadzając doświadczenia terapeutyczne, wydzielił on z widma Z- „subpromieniowanie” odchylone od osi Z- o kąt 6º15' w stronę „koloru” czarnego. Należy pamiętać, Że Chaumery i de Belizal stwierdzili, iż Wielka piramida od strony południowej promieniuje „kolorem” czarnym. „Subpromieniowanie” to Enel nazwał promieniowaniem alfa i stwierdził jego lecznicze właściwości w wielu odmianach raka. (...)
Usytuowanie geometryczne komory królewskiej w stosunku do osi pionowej Wielkiej Piramidy ma kapitalne znaczenie. Jak pamiętamy komora królewska jest przesunięta o około 10 metrów w kierunku południowym. (...)

Można więc powiedzieć, że Wielka Piramida w Gizeh była gigantyczną kamienną „bombą kobaltową” zaginionej cywilizacji Atlantydów, służącą między innymi do leczenia raka, a sarkofag Chufu pełnił w niej rolę „stołu operacyjnego”.”

Warto zwrócić uwagę na to iż gdy mamy kulę to właściwie mamy każdy dostępny „kolor” i tak przykładowo wahadła uniwersalne jakie ręcznie od lat produkuje przykładowo firma „Baj” w warszawie pozwalają na bardzo dokładne określenie dowolnego promieniowania w tym „subpromieniowania alfa” wspomnionego wcześniej.

Oczywiście jest wiele innych sposobów na uzyskanie tego i innych promieniowań lecz biorąc pod uwagę iż zbyt wielu głupców zagląda także do internetu - w związku z tym pominę te informacje milczeniem.

Wspomnę jeszcze o tym co znajduje się w książce którą właśnie wczoraj skończyłem czytać (pierwsze szybkie czytanie – bo jest to tak interesująca pozycja iż z pewnością przeczytam ją ponownie bardzo dokładnie) – jest to: Nic nie zdarza się przypadkiem autor Tiziano Terzani (wydana w 2004r , a w Polsce w 2008)

„Historia tej podróży nie jest dowodem na to, że nie ma lekarstwa na pewne choroby i że wszystko, co uczyniłem, szukając go, niczemu nie posłużyło. Przeciwnie: wszystko, łącznie z samą chorobą, posłużyło bardzo wielu rzeczom. W ten sposób byłem zmuszony zrewidować moje priorytety, zastanowić się, zmienić perspektywę, a przede wszystkim zmienić życie. I to właśnie mogę polecić wszystkim: zmienić życie, żeby się leczyć, zmienić życie, żeby zmienić siebie. Co do reszty, każdy musi przebyć tę drogę sam. Nie ma skrótów, które mógłbym wskazać. Święte księgi, mistrzowie, guru, religie są przydatne, ale tak jak windy, który zawożą nas na górę, pozwalając oszczędzić siły. Ostatni fragment drogi, ta drabinka prowadząca na dach, z którego widać świat, albo na którym można się wyciągnąć i stać się chmurą, ten ostatni fragment – trzeba przejść na piechotę samotnie (...) Żyję teraz tutaj z poczuciem, że wszechświat jest nadzwyczajny, że nic nigdy nie zdarza się nam przypadkiem i że życie to nieustanne odkrywanie.
A ja miałem to szczęście, bo teraz bardziej niż kiedykolwiek każdy dzień jest naprawdę jeszcze jednym obrotem na karuzeli.”

Tyle zamiast wstępu, natomiast jest tu taka ilość rewelacyjnych informacji czy wiedzy iż sam zastanawiam się od czego zacząć (właściwie robię to tylko dlatego iż wiem że ta książka jest już trudna do nabycia i może ta reklama skłoni kogoś do jej przeczytania w całości – a warto zapewniam).

(str.179)
Pomysł podsunęła mi lektura bardzo dziwnej książek, wydanej w Anglii w 1935 roku. Napisał ją niejaki James S. Lee, prawdopodobnie pod pseudonimem. The Underworld of the East jest historia osiemnastu bardzo burzliwych lat spędzonych przez autora na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku w Chinach, Indiach i na Malajach, gdzie jako inżynier pracował dla Anglików w kopalniach węgla. Interesujący jest fakt, że po przeżyciu najbardziej niewiarygodnych doświadczeń z każdym rodzajem narkotyków – od morfiny po kokainę, od opium po haszysz – autor, całkowicie już uzależniony od nałogu i podupadły na zdrowiu, opowiada o tym, że znalazł drogę ocalenia. Pewnego wieczora w małej osadzie położonej u brzegów jednej z rzek w dżungli Sumatry do jego drewnianej werandy podpłynął saman z kilkoma Malajami. Mężczyźni przybyli z głębi wyspy i zaproponowali mu wymianę opium na wiązkę trawy i korzeni. Mężczyzna zgodził się, bo w pęku była roślina, której nigdy wcześniej nie widział: krzewina z małymi pączkami pełnymi nasion.
Nasz bohater zebrał te nasiona, zagotował w wodzie i odparował. W rezultacie otrzymał biały proszek, który wypróbował na białych myszach, dosypując im do jedzenia. Kiedy przeżyły, przeprowadził próbę na samym sobie. Efekt był zadziwiający. Biały proszek uzyskany z nasion wyeliminował działanie wszystkich narkotyków i wyzwolił wielka witalność – zarówno umysłową, jak i fizyczną. Dzięki temu proszkowi mężczyzna wyszedł z nałogu. Później zniszczył strzykawki, maszynki, fajki i wszystko to, bez czego przez całe lata nie mógł się obejść. Odkrył coś cudownego. Nazwał to eliksirem życia.
(...)
Druga książka, którą anonsował James Lee, opisująca inne przygody jego życia, była nieosiągalna, a być może wcale nie wyszła.
(...)
Jeszcze bardziej zaciekawiła mnie reakcja eksperta. Wysłałem kserokopie książki do włoskiego chemika, o którym wiedziałem, że długo zajmował się roślinami, pytając, co myśli o tej sprawie i czy wie o istnieniu takiej rośliny. Odpowiedź była zaskakująca: tak, mogło chodzić o mitragynę. Są to niskie drzewa o niezbyt cenionym drzewie. Wydają one owoce podobne do małych melonów, wypełnione ciemnymi nasionami. Znanych jest dwanaście różnych gatunków tej rośliny. Pewien Amerykanin nazwiskiem Shellard długo je badał w latach siedemdziesiątych i odkrył, że zawierają dziwne alkaloidy, zdolne wywołać dokładnie takie efekty, jakie opisał James Lee. „Dziwi mnie – kończył swoją odpowiedź mój chemik – że żadna firma farmaceutyczna nie wykorzystała rezultatów tych badań. Nie rozumiałem dlaczego”.
(...)


A od str.617 zaczyna się rozdział o wymownym tytule HIMALAJE Pył rtęciowy
(...)
Wyjątkowość jego terapii polegała na tym, że Vaidya Balendu Prakaś nie stosował ziół i roślin, a wyłącznie metale.
(...)
Co innego jednak stosować metale do wyroby naczyń kuchennych, co innego zaś je spożywać. I to, co medycyna zachodnia uważa za ewidentną formę otrucia, kazał robić właśnie Vaidya Balendu. Za pomocą bardzo skomplikowanego systemu, opisanego w kilku tekstach ajurwedycznych, sprowadzał metale do konsystencji proszku i dawał je do picia swoim pacjentom. Przeczytałem, że ze wszystkich metali najczęściej sięgał po rtęć, i to był kolejny powód, dla którego chciałem go spotkać. Rtęć, według mitologii indyjskiej, to sperma Śiwy, „nasienie czystej świadomości”. Czyżby w medycynie praktykowanej przez Vaidyę Balendu Prakaśa było coś, co przekraczało pozory? Jak w alchemii?
(...)
-Witamy w najmniejszym i najbiedniejszym na świecie ośrodku badań nad rakiem – powiedział lekarz, wychodzać mi naprzeciw z uśmiechem.
(...)
Powiedział, że nie był już zainteresowany leczeniem pojedynczych przypadków. Jego priorytetem są teraz badania.
(...)
Wyjął z biurka plik papierów. Było to ponad pięćdziesiąt kart pacjentów, których ostatnio z powodzeniem leczył. Paradoksalnie, powiedział pewną rzecz, która mnie uderzyła:
-Wiem, że kuracja działa, ale nie wiem dokładnie, jak i dlaczego. Nie jestem pewien dawek ani czasu jej trwania.
(...)
Nadeszła chwila, żeby zobaczyć słynne „lekarstwa”. Zadaszenie, które wcześniej widziałem, osłaniało piec, w którym metale „oczyszczane były tysiąc razy”. Otwory w ziemi miały różną wielkość: niektóre były głębokie na dłoń, inne na dwie dłonie, w jeszcze innych dałoby się zagłębić rękę do łokcia. Były to jednostki miary opisane w starych tekstach. Nad każdym otworem ustawiano pod wieczór zamknięty pojemnik z ogniotrwałej gliny. W środku znajdowała się właściwa ilość metalu., która pod wpływem ognia się roztapiała, eliminując stopniowo wszelkie zanieczyszczenia. Rano metal wlewano do kamiennych moździerzy i przez cały dzień ręcznie rozdrabniano. Wieczorem miksturę znów stawiano nad ogniem w otworach, a rano na powrót wracała do moździerzy. Po miesiącach tej procedury metal uzyskiwał konsystencję bardzo drobnego pyły, rodzaju proszku, zwanego bhasma.
Vaidya zaprowadził mnie do „apteki”. Rzędy mężczyzn siedzących na ziemi popychały do przodu i z powrotem stalowe koła w czarnej brei na dnie moździerzy. Na półkach stało pełno słoików, każdy z etykietą, na której umieszczono nazwę zawartości i datę produkcji. Vaidya powiedział, że po zakończeniu procesu wytwarzania proszki powinny stać przynajmniej przez dwa lata, zanim zostaną podane. Każde lekarstwo wymagało zatem co najmniej trzech lat przygotowań.
(...)
Wszystko zaczęło się od ojca i historii, która – jak mi powiedział zdawała się indyjską bajką.
(...)
Pewien sadhu imieniem Maharaj, jeden z tych, którzy żywili się tylko bananami i mlekiem, wziął go na ucznia i zachęcił do studiowania świętych tekstów ajurwedy. Przekazał mu też sekret dziwnego, czarnego proszku, który nosił zawsze z sobą w woreczku i którym leczył u ludzi choroby kości.
Kiedy Vaidya dorósł, jego ojciec został uzdrowicielem. Dzięki skomplikowanemu procesowi oczyszczania niektórych metali, którego nauczył się od Maharaja, utrzymywał swój zapas czarnego proszku i leczył nim różnych pacjentów.
(...)
Po latach dobrych rezultatów uzyskiwanych dzięki proszkowi Maharaya nagle nikt nie zdrowiał. Dopiero po pewnym czasie odkrył, iż to kwestia jakości miedzi. Ta uzyskiwana z nowych monet nie była już tak czysta jak ze starych. Dopiero kiedy ojciec zaczął używać miedzi pozyskanej z drutów elektrycznych, lekarstwo odzyskało skuteczność.”

Przytoczyłem kilka interesujących moim zdaniem cytatów dla uzmysłowienia iż to wszystko jest bardziej skomplikowane niż się może komuś wydawać.
Dodam jeszcze iż miedź stosowana w przewodach elektrycznych ma zupełnie inny skład niż ta choćby z przed II wojny światowej (warto o tym wiedzieć).

Moim skromnym zdaniem robiąc jakiekolwiek zakupy, czy analizy warto sprawdzać kilkakrotnie wahadełkiem lub przy pomocy innej metody czy to co mamy jest odpowiednie do naszych celów.
W ten sam sposób można sprawdzać przydatność, miejsce występowania surowca, czy rośliny etc.
Są to zbyt poważne sprawy aby pozwolić by przypadek decydował o wyniku.

Wracając do piramidy, a właściwie szklanki z wodą destylowaną – kto ma trochę więcej wiedzy wie iż każda woda zawiera metale (destylowana także) i że te metale można odparowywać etc.

Ze sposobów które są znane wydawać się powinno iż otrzymanie ORME z wody jest najłatwiejsze. I tak to robili esseńczycy z nad Morza Martwego z Qumran.
Natomiast pod świątynią króla Salomona w Jerozolimie (także bardzo blisko Morza Martwego) znajdują: „...odkryli zdumiewający labirynt krętych korytarzy i przejść. Prowadziły one do dużych pomieszczeń magazynowych oraz baśniowej krainy przemyślnie zaprojektowanych cystern i jaskiń*.” (cytat pochodzi z książki pt: Zapomniane Sekrety Świętej Arki Laurence Gardner).

Solanka jaka znajduje się w wielu miejscach pod ziemia w Polsce również zawiera bardzo dużą zawartość ORME (przykładowo Tężnie w Ciechocinku, w Konstancinie czy Inowrocławiu).

Dlatego ludzie uruchomcie swoje umysły i dodajcie swoją myśl aby przyczynić się do przepędzenia pomyleńców z zagranicy i ich lokai w Polsce którzy pod pretekstem szukania gazu łupkowego chcą zatruć nasze wody głębinowe.

Pozdrawiam
Zbyszek.



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 15 lip 2011, 23:24 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 15 lip 2011, 20:14
Posty: 143
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Gdańsk
Witam
Wszystko można wyczytać w sieci i książkach o ile ma się do nich dostęp. Pytanie, jak od strony praktycznej większość z was podchodzi do tematu orme ? Stron z gotowymi minerałami i suplementami w sieci jest cała masa. Na ebay też jest tego sporo. Pozostaje tylko nasze podwórko czyli Polska. Czemu jak już coś jest u nas kosztuje koszmarna kasę. Mniejsza o to. Starcza nam sól z MM i prosta procedura wytworzenia proszku samemu.
http://www.subtleenergies.com/ORMUS/orm ... D%20METHOD w tym linku jest wszystko elegancko opisane. :)
Poruszę jeszcze jeden temat, mianowicie zjonizowanej wody alkalicznej zwanej "żywą". Uważam że temat warty przypomnienia. Urządzenie można wykonać za grosze samemu lub kupić wyrafinowany sprzęt za kasę nie na przeciętną kieszeń.
Co do szkodliwości orme z moich badań wynika że jest ono wtedy gdy podtrzymujemy coś na siłę przy życiu. :) Często jest tak, że to nasza świadomość nie chce zaakceptować faktycznego stanu rzeczy przez brak zrozumienia szerszego planu.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 16 lip 2011, 8:59 
Dzień Dobry

strona którą podałeś się nie otwiera
jeśli możesz dopisz to co powinno być zamiast kropek w adresie

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 16 lip 2011, 11:06 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 15 lip 2011, 20:14
Posty: 143
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Gdańsk
Witam
podsyłam ponownie http://www.subtleenergies.com/ORMUS/ormus/ormus3.htm
co do działania metali i innych rzeczy możecie zobaczyć jak to u mnie działa http://www.fmix.pl/album/61180/regeneracja-tkanki/1 powinno to w dosyć przystępny sposób zobrazować jak można ułatwić sobie życie :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 18 lip 2011, 16:53 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 15 lis 2009, 14:12
Posty: 4
Płeć: mężczyzna
Witam
Zastanawiam sie nad stosowaniem ORME. Nie zamierzam brac go dlugo, ani w celu osiagniecia oswiec enia, ktore w przypadku orme mysle ze jest iluzoryczne.
Zamierzam je brac przej jakis miesiac albo dwa, aby pozbyc sie braku energii ktore we mnie trwa juz od ladnych paru lat, braku pamieci oraz paru innych dolegliwosci ktore trudno mi sprecyzowac.
Sadze ze orme byloby w stanie naprawic to czego lekarzom nie chce sie szukac albo jest malo uchwytne ale dla mnie tragiczne jesli chodzi o zycie codzienne.
Wyczytalem ze orme co prawda na poczatku regeneruje dna, ale potem nizsze nici popadaja w degeneracje, aby utworzyc przestrzenie dla wyzszych wibracji. Nie jest to proces naturalny i dla tego nie jest dla mnie pozadany.

I teraz moje pytanie- czy te 2 miesiace wystarcza by zapoczatkowac ten proces degeneracji? Bo tak to mysle ze wystaczylyby abym podreperowal swoje cialo fizyczne



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 20 lip 2011, 21:14 
Dobry Wieczór

Skoro nikt się nie wypowiada to postanowiłem skrobnąć kilka zdań.

Objawy które opisałeś mógłbym przypisać dokładnie sobie - bo tak się składa iż od kilku lat mam podobne odczucia i obserwacje.
Gdy całkiem przypadkiem (gdy ulewa zalała mi piwnicę zacząłem myśleć) zbudowałem i ustawiłem pierwszy rozpraszacz w ogrodzie zauważyłem; że zarówno moje samopoczucie jak i jasność umysłu nagle uległa zaskakującej zmianie na lepsze (trwało to niestety tylko kilka dni - lecz wystarczyło i dało mi to do myślenia. Zacząłem więc obserwować czujnie co dzieje się dookoła i robić małe eksperymenty.

Jednocześnie zaobserwowałem nieoczekiwany wzrost aktywności nad moim domem i gdy ponownie wnikliwie przeczytałem to wszystko co było dostępne na tematy związane ze smugami chemicznymi , GMO, cudownymi żarówkami, smogiem elektromagnetycznym, wpływem linii kablowych energetycznych etc. poskładałem to wszystko do kupy i wyszedł niepokojący obraz potwierdzający obserwacje innych.

Skoro jednak mam spora wiedzę poparta doświadczeniem na tematy energii poskładałem to wszystko co możliwe i przeprowadzam eksperymenty.

Co z tego wynika: jesteśmy dosłownie wysysani z energii życia i dlatego czujemy się tak marnie i chorujemy.
Dlatego jeśli ktokolwiek chce się dobrze czuć musi dbać o to aby mieć zawsze nadmiar energii.

Jak to zrobić? - oczywiście ORME wydaje się wprost idealne do tych celów, lecz jest jedno ale: nie rozdają go na ulicy, a z wyprodukowaniem nie każdy jest w stanie sobie poradzić.
Ja robiłem to w ten sposób iż znając dokładna nawę przesyłałem poprzez czas i przestrzeń mentalnie chorym na raka lub inne poważne dolegliwości wibrację ORME Platinium następnie Ruthenium, Irydium i Rodium - i okazało się iż moja skuteczność znacznie wzrosła.

Natomiast sam sobie także przesyłałem w ten sposób te wibracje - ale jaki to dało efekt sprawdzić raczej powinien ktoś inny niż ja.

Można to zrobić korzystając ze zdjęcia proszku ORME, można oczywiście wyprodukować go samemu i zacząć zażywać.

Natomiast inny warty i sprawdzony sposób to wykorzystanie energii kształtu jaką możemy uzyskać korzystając z modelu piramidy.
Można także użyć dowolnego wahadła aby ładować siebie wibracja koloru białego (najlepiej zrobić to silnym wahadłem i ustawić je aby działanie było bezustanne (opisy jak to się robi znajdują siew wielu książkach o radiestezji).

To tak jak z modlitwami: jeśli modlisz się sporadycznie (nawet jeśli robisz to prawidłowo) to raczej trudno przeciętnemu człowiekowi oczekiwać rewelacji - lecz jeśli zaczniesz się modlić codziennie (w jednakowy sposób i do tego wielokrotnie w ciągu dnia to efekt jest MUROWANY.

Podobnie jest z przesyłaniem energii jeśli robisz to sporadycznie to szybciej jesteś 'okradany' z energii życia niż ja uzupełniasz.
Natomiast jeśli masz szczęście i mieszkasz w miejscu mocy lub bezustannie jesteś ładowany energia życia to wtedy masz nadmiar z którym możesz zrobić dosłownie wszystko.

Podam przykład:

Kilka lat temu moja koleżanka poprosiła mnie o pomoc dla jej córki (dziewczyna studentka zemdlała nagle w autobusie i gdy natychmiast wykonano badania w szpitalu okazało się iż coś dużego jest w brzuchu i należy to natychmiast wyciąć).
najbliższym termin to za 30 dni i taki wyznaczono termin operacji. Dziewczyna pojechała do domu (lecz bardzo źle się czuła i była bardzo osłabiona.
Natychmiast gdy dowiedziałem się o co chodzi - wykonałem kilka pomiarów teleradziestezyjnych - i co się okazało żywotność wg skali Bovisa wynosiła (jeśli teraz dobrze pamiętam ok 2000 i szła w dół).
Przypomnę wg tej skali zakres jest od 0 - 10000 i przyjmuje się iż 6500 (oznacza stan dobrego zdrowia), natomiast poniżej 5000 choroba itd.
Co zrobiłem: na kartce napisałem imię i nazwisko dziewczyny i jej datę urodzenia i w kierunku kartki z tym napisem skierowałem mocne duże wahadło IZIS które jak wiadomo wysyła wibrację koloru białego z poleceniem mentalnym aby wibracja koloru białego bezustannie doładowywała energetykę dziewczyny. jednocześnie co kilka godzin sprawdzałem odczyty. Okazało się iż gdy przerywałem wysyłanie wibracji koloru białego natychmiast żywotność dziewczyny spadała - co oznaczało iż jest jakaś przyczyna która dosłownie wysysała z niej energie.
Moim zdaniem bez ciągłego uzupełniania jakąkolwiek metodą energii dziewczyna by szybko zmarła nie doczekawszy operacji.
Po tygodniu okazało się iż to co wysysało dosłownie życie z dziewczyny przestało działać (moim zdaniem mama komuś podpadła i ten ktoś znając sposoby jak można kogoś uśmiercić na odległość skierował swoją czarną magię przeciw matce dziewczyny (a skoro była ona odporna na taki atak to dostało się córce z którą każda matka ma bardzo silne połączenie energetyczne - takie jest moje zdanie na temat przyczyny).
Gdy po tygodniu sytuacja się ustabilizowała dalej kontynuowałem przesyłanie wibracji - a gdy przyszedł termin operacji po badaniu okazało się iż narośl zniknęła i operacja jest zbędna.
Z tego co mi wiadomo dziewczyna czuła się później bardzo dobrze - nigdy jej ani wcześniej ani później nawet nie widziałem, natomiast serdeczne podziękował za pomoc zarówno jej ojciec jak matka (moja koleżanka).

Inny przykład: przez przeszło miesiąc odwiedzałem mieszkającego na 12 piętrze w betonowym bloku pana który miał zaawansowany nowotwór. Po 2 godziny codziennie wahadłem uniwersalnym ustawionym na kolor zieleni dodatniej neutralizowałem radioaktywność jaką był on przesiąknięty.
I przyznam iż prawie mi się udało lecz i tak zmarł (pewnego dnia gdy było już lepiej zaczepił nogą o dywan i się przewrócił w swoim domu) najprawdopodobniej upadając coś sobie uszkodził i w ciągu 3 dni umarł.

Gdy wyniki pomiarów okazały się lepsze robiłem codziennie odczyty na odległość i natychmiast zauważyłem pogorszenie - lecz moim zdaniem główna przyczyna tkwiła w tym mieszkaniu i tylko wyprowadzenie się z niego mogło coś zmienić.
Był nawet taki zabawny moment gdy ten pan był na badaniach w szpitalu (po jakichś 3 tygodniach gdy do niego chodziłem i oddziaływałem energiami wysyłanymi przez wahadło uniwersalne) - więc gdy poszedł na kilka dni do szpitala umówiliśmy się iż będę o k. godziny 10 czy 11 wieczorem (już dokładnie tego nie pamiętam) przesyłał mu odpowiednie wibracje. Więc gdy tak mu przesyłałem wibracje okazało się iż chora starsza pani która leżała obok tego pana dostała takiego przypływu energii iż lekarze dali jej zastrzyk uspokajający. Moim zdaniem wibracja koloru czerwonego którą wtedy przesyłałem temu panu od niego pobierała tak starsza chora kobieta).

Co mogę powiedzieć: jeśli ktoś mieszka w w złym miejscu to może być dosłownie wysysany z energii życia a mikrofale i smugi chemiczne robią z nami dosłownie to samo jeśli mamy pecha i znajdziemy się w zasięgu uch działania.
Anteny satelitarne, kable telefoniczne , telewizyjne czy energetyczne maja dokładnie takie samo negatywne oddziaływanie na wszystko co żyje.

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 21 lip 2011, 14:53 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 15 lis 2009, 14:12
Posty: 4
Płeć: mężczyzna
Hmm bardzo mozliwe, ale zowaz ze linie nergetyczne, smugi chemiczne itd. te wszystkie wymysly XXI wieku dzialaja juz od wielu wielu lat
A zarowno ty jak i ja dane dolegliwosci zaczelismy odczuwac dopiero kilka lat temu. Slyszalem pewna teorie, jakboy wielu ludzi obecnie odczuwalo podobne objawy - od kilku lat. Mialoby to byc spowodowane fala roznych wibracji i energii, ktora obecnie przechodzi przez nasza planete, kulminacja tej fali ma byc w 2012, potem jeszcze sie utrzymac i spadac.
Fala ta wywoluje wzrost swiadomosci i zmiane wibracji tego swiata. To co wielu ludzi teraz odczuwa te bole itd. to przystosowywanie sie ciala do tych nowych wibracji ktore teraz beda obecne. Np. zmienia sie dna. Ma to minac
Do mnie to jakos bardziej przejawia, bo gdyby jedynym powodem mojego braku energii byly linie energetyczne itd., to nie mialbym energii juz od urodzenia, a ja ten spadek poczulem...hmm z dnia na dzien.
o prosze tutaj link do artykulu: http://www.ezoteryka-terapia-trojmiasto.pl/fala.html

Hmm nie przecze ze te cale kable i zanieczyszczenia nie wysysaja z nas energii, ale ja np. nie odczuwalem ich wplywu az do pewnego momentu. Poza tym i tak musze zyc wsrod nich dalej. Nie mam mozliwosci wyprowadzki na wies, a i kablow ze swojego otoczenia sie nie pozbede..



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 21 lip 2011, 17:46 
Dzień Dobry

W moim przypadku gwałtowne pogorszenie samopoczucia zaobserwowałem od momentu gdy nad Polską pojawiły się smugi chemiczne.

Polepszało mi się także gwałtownie w momencie ustawiania kolejnych rozpraszaczy.

W dniu dzisiejszym zrobiłem kolejny eksperyment i ustawiłem wszystkie razem w jednym miejscu (w kształcie krzyża) i po kilku godzinach pokazało się trochę słońca - i właśnie buzuje się niebo nad moim ogrodem.
Co prawda natychmiast gdy się przejaśniło zaobserwowałem kolejne świeże smugi.

Ale aby była jasność ustawiam rozpraszacze i od czasu do czasu piramidę w sposób całkowicie przypadkowy.

Moim zdaniem co chwila robione są na nas eksperymenty (na zasadzie ile wytrzymamy w stanie prawie uśpienia).
I głównym czynnikiem nie są tu linie kablowe lecz to co obecnie jest nimi przesyłane.
Kilka lat wstecz nie było technologii takiej jak jest w użyciu obecnie (na filmach tak, w książkach owszem można było o tym przeczytać jako o fantazji) lecz obecnie rozmawiasz przez telefon, ktoś uruchamia urządzenie i dostajesz mikrofalami po głowie tak iż zaczynasz w najlepszym wypadku podwójnie widzieć.

Natomiast w książce Roberta A. Monroe pt. Dalekie podróże na str 396 znalazłem coś takiego:
"To, co ma teraz nastąpić - ewulsja - zlanie się różnych, silnych pól energii docierających do tego samego punktu waszej czasoprzestrzeni - jest wydarzeniem rzadko spotykanym. Fakt, że zjawisko występuje niezmiernie rzadko decyduje o jego niezwykłości i wzbudza zainteresowanie jak "wielkim widowiskiem". takie zlanie się najprzeróżniejszych energii może zdarzyć się raz na osiemdziesiąt siedem milionów lat świetlnych, wyrażając to w zrozumiałym dla siebie określeniach czasu.
(...)
Już dawno minął moment, w którym istniało niebezpieczeństwo, że wydarzenie nie będzie miało miejsca. Zjawisko ewulsji wydarzy się na pewno. najważniejsze są jednak jego skutki. takie zjawisko może przebiegać w różny sposób. Spośród wielu potencjalnych wariantów jego przebiegu dużo jest prawdopodobnych, a kilka możliwych. jedno z takich prawdopodobieństw może zmienić nie tylko waszą czasoprzestrzeń, lecz także wszystkie sąsiednie systemy energetyczne. Właśnie dlatego budzi tak szerokie zainteresowanie..
(....)
W ludzkich kulturach orientalnych istnieje symbol przedstawiający przełom. Składa się on z dwóch podsymboli: jeden z nich oznacza niebezpieczeństwo, a drugi - możliwość realizacji. Wydarzenie, o którym mówimy - jeśli ująć je w terminach ludzkich, ziemskich - jest z pewnością punktem przełomowym."

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 21 lip 2011, 21:30 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 15 lis 2009, 14:12
Posty: 4
Płeć: mężczyzna
hmm czyli fala nadchodzi/przechodzi :]
a czy moglbys powiedziec cos wiecej po tych swoich rozpraszaczach? i kto wg. Ciebie robi te ekperytmenty po co?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 23 lip 2011, 9:45 
Dzień Dobry

Na temat rozpraszaczy sporo informacji jest w wątkach poświęconych temu tematowi - zachęcam do uważnego zapoznania się z nimi każdego - kto obudził się i rozumie powagę sytuacji.

Natomiast na temat fal to musisz przeczytać albo kilka pozycji z fizyki lub tzw. parapsychologii
- jest to zbyt obszerny temat aby wyjaśnić w kilku zdaniach.

Proponowałbym zacząć od lektury 3 książek Roberta A. Monroe - są one napisane językiem zrozumiałym dla każdego, autor jest wiarygodny, a treść bardzo interesująca (jest to klasyka dziedziny o której rozmawiamy).

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 25 lip 2011, 0:24 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 mar 2011, 0:45
Posty: 1101
Płeć: mężczyzna
Witam.
Mam wrażenie, że Maliboo i ZBW macie podobne problemy do moich.
Ja ostatnio po przeczytaniu poniższego tekstu wprowadziłem się w stan, który nazywam medytacją i wyrównałem sobie poziom energii. Do tej pory po doładowaniu się energią bardzo szybko ponownie ją traciłem i moje samopoczucie pogarszało się. Teraz jednak udało mi się utrzymać ten wysoki poziom i uważam, ze tak już zostanie.
Możliwe, że tak łatwo poradziłem sobie z "Bagiennymi Cieniami" dzięki ormusom, które biorę systematycznie już od kilku tygodni.
Poniższy tekst być może ułatwi Wam zrozumienie przyczyny utraty energii.
Cytuj:
"Bagienne cienie" Niewidzialni drapieżcy -latawce
Trwanie w milczeniu z don Juanem było jedną z najwspanialszych rzeczy, jakie znałem. Siedzieliśmy wygodnie na miękkich krzesłach z tyłu jego domu w górach w środkowym Meksyku. Było późne popołudnie. Wiała przyjemna bryza. Słońce znajdowało się za domem, za naszymi plecami. Jego słabnące światło utworzyło przecudowne, zielone cienie na wielkich drzewach na podwórzu. Dokoła domu i dalej rosły inne rozłożyste drzewa, całkowicie przysłaniające widok na miasto. Zawsze dawało mi to złudzenie, że jestem na łonie dzikiej przyrody, innej niż ta na jałowej pustyni Sonory, lecz mimo wszystko dzikiej.
– Dzisiaj będziemy omawiać niezwykle ważną w magii kwestię – odezwał się nagle don Juan – i rozpoczniemy od zagadnienia dala energetycznego.


Opisywał mi ciało energetyczne już wcześniej, całą masę razy; mówił, że jest to skupisko pól energii, lustrzane odbicie skupiska pól energii składającego się na nasze ciało fizyczne, widziane jako energia w jej ruchu we wszechświecie. Mówił, że jest mniejsze, bardziej zwarte i z wyglądu cięższe od świetlistej sfery ciała fizycznego.

Wyjaśniał mi, że ciało i ciało energetyczne są dwoma skupiskami pól energii ściśniętymi w jedno pod działaniem pewnej dziwnej siły spajającej. Nieustannie podkreślał, że owa siła, która wiąże w całość te pola energii, to – według czarowników starożytnego Meksyku – najbardziej tajemnicza siła we wszechświecie. Jego zdaniem, była to czysta esencja całego kosmosu, łączna suma wszystkiego, co istnieje.

Twierdził, że ciało fizyczne i czato energetyczne są jedynymi równoważącymi się konfiguracjami energetycznymi w naszej ludzkiej sferze. Z tego też powodu nie uznawał żadnego innego dualizmu poza dwoistością obu tych ciał. Dualizm materii i umysłu, ducha i ciała uważał li tylko za mentalny ciąg asocjacyjny, emanację umysłu pozbawioną jakichkolwiek podstaw energetycznych.

Don Juan powiedział mi kiedyś, że dzięki dyscyplinie każdy może zbliżyć ciało energetyczne do ciała fizycznego. W normalnych warunkach dzielący je dystans jest ogromny. Kiedy ciało energetyczne znajdzie się już od ciała fizycznego w określonej odległości, która jest różna dla każdego z nas, poprzez zdyscyplinowane działania każdy może z niego uformować dokładną replikę swojego ciała fizycznego, czyli, inaczej mówiąc, trójwymiarową, materialną istotę. Stąd też bierze się stosowane przez czarowników pojęcie bliźniaka albo sobowtóra. I na odwrót, dzięki tym samym działaniom każdy jest w stanie uformować ze swego trójwymiarowego, materialnego ciała fizycznego doskonałą replikę swego ciała energetycznego – czyli, inaczej mówiąc, eteryczny obłok energii, niewidoczny dla oka ludzkiego, jak zresztą wszelka energia.

Kiedy don Juan powiedział mi o tym wszystkim, zareagowałem pytaniem, czy opisuje mi treść jakiegoś mitu. Odparł na to, że czarownicy nie mają nic wspólnego z mitami. Czarownicy to istoty praktyczne i to, o czym mówią, jest zawsze nacechowane trzeźwością i rzeczowością. Według don Juana, trudności ze zrozumieniem tego, co robią czarownicy, biorą się stąd, że czerpią oni z innego systemu kognitywnego.

Kiedy tak siedzieliśmy tamtego dnia z tyłu jego domu w środkowym Meksyku, powiedział, że ciało energetyczne ma kluczowe znaczenie we wszystkim, co się dzieje w moim życiu. Widział, że moje ciało energetyczne, zamiast się ode mnie oddalać, jak to ma normalnie miejsce, zbliża się do mnie z ogromną prędkością, i był to fakt energetyczny.
– Co to znaczy, że ono się do mnie zbliża, don Juanie? – zapytałem.
– To znaczy, że niedługo coś zacznie cię śmiertelnie przerażać – odparł z uśmiechem. – Twoje życie zostanie poddane niesamowitej kontroli, ale nie twojej kontroli, lecz kontroli ciała energetycznego.
– Chcesz przez to powiedzieć, don Juanie, że zacznie mnie kontrolować jakaś siła z zewnątrz? – zapytałem.

– Kontroluje cię obecnie cała masa sił zewnętrznych – orzekł. – Kontrola, o której myślę, leży poza sferą języka. To kontrola, a jednocześnie jej brak. Nie można jej w żaden sposób zaklasyfikować, ale bez wątpienia można doświadczyć. I przede wszystkim, z całą pewnością można nią manipulować. Zapamiętaj to sobie: możesz nią manipulować i maksymalnie wyzyskiwać z korzyścią dla siebie, która, rzecz jasna, nie jest korzyścią twoją, lecz ciała energetycznego. Jednakże ciało energetyczne to ty, moglibyśmy więc ganiać tak w kółko jak pies za własnym ogonem, starając się to wszystko opisać. Język nie jest adekwatny. Wszystkie te doświadczenia wykraczają poza reguły składni języka.

Ciemność zapadła bardzo szybko i liście drzew, które jeszcze przed chwilą emanowały zieloną poświatą, były teraz bardzo ciemne i ciężkie. Don Juan powiedział, że jeśli będę się pilnie skupiał na ciemności liści, nie koncentrując wzroku na niczym konkretnym, lecz spoglądając niejako kątem oka, dostrzegę ulotny cień w moim polu widzenia.
– To odpowiednia pora dnia na zrobienie tego, o co cię proszę – rzekł. – Skupienie koniecznej uwagi zabierze ci tylko chwilkę. Nie przestawaj, aż dostrzeżesz ten ulotny, czarny cień.
Rzeczywiście, dostrzegłem jakiś dziwny, ulotny, czarny cień na tle liści drzew. Był to albo jeden cień, poruszający się w przód i w tył, albo kilka, przesuwających się z lewa na prawo albo z prawa na lewo lub prosto w górę. Jawiły mi się one jako grube czarne ryby, ogromne ryby. Wyglądało to tak, jak gdyby w powietrzu latały gigantyczne mieczniki. Widok ten pochłonął mnie całkowicie. W końcu zacząłem się go bać. Zrobiło się za ciemno i nie widziałem już liści, ale ciągle widziałem te ulotne, czarne cienie.
– Co to jest, don Juanie? – zapytałem. – Wszędzie dokoła dostrzegam ulotne, czarne cienie.
– Ach, to właśnie dziki wszechświat – odrzekł. – Niemierzalny, nieliniowy, wykraczający poza sferę języka. Czarownicy starożytnego Meksyku byli pierwszymi, którzy te ulotne cienie ujrzeli, więc zaczęli za nimi podążać. Widzieli je tak, jak ty je teraz widzisz, i widzieli je jako energię w jej ruchu we wszechświecie. I faktycznie udało im się odkryć coś transcendentalnego.

Przestał mówić i spojrzał na mnie. Jego pauzy były zawsze doskonale zaplanowane. Przestawał mówić wówczas, gdy umierałem z ciekawości.
– Co takiego odkryli, don Juanie? – zapytałem.
– Odkryli, że mamy towarzysza na całe życie – powiedział tak dobitnie, jak tylko potrafił. – Drapieżcę, który przybył z otchłani kosmosu i zawładnął naszym życiem. Ludzie są jego więźniami. Ten drapieżca jest naszym panem i władcą. Zrobił z nas potulne, bezradne baranki. Jeżeli chcemy się zbuntować, bunt zostaje zdławiony. Jeżeli chcemy działać niezależnie, rozkazuje nam, byśmy tego nie robili.
Dokoła nas było bardzo ciemno i to chyba zupełnie przytłumiło moją ekspresję. Gdyby działo się to za dnia, śmiałbym się do rozpuku. W ciemności czułem się bardzo nieswojo.
– Ciemno, choć oko wykol – odezwał się don Juan – ale jeśli spojrzysz dokoła kątem oka, znów zobaczysz, jak dokoła nas skaczą ulotne cienie.
Miał rację. Ciągle je widziałem. Od ich ruchu kręciło mi się w głowie. Don Juan włączył światło; wszystko się rozwiało.

– Tylko dzięki samodzielnym staraniom dotarłeś do czegoś, co szamani starożytnego Meksyku nazywali kwestią nad kwestiami – rzekł don Juan. – Tym razem cały czas owijałem rzeczy w bawełnę, sugerując ci, że jesteśmy przez coś więzieni. I rzeczywiście, coś nas więzi! Dla czarowników starożytnego Meksyku był to fakt energetyczny.
– Dlaczego ten drapieżca zawładnął nami w sposób, o jakim mi mówiłeś, don Juanie? – zapytałem. – Musi istnieć jakieś logiczne wytłumaczenie.
– Jest wytłumaczenie – odparł don Juan – i to najprostsze na świecie. Zawładnęli nami, ponieważ jesteśmy ich pożywieniem, i uciskają nas bezlitośnie, ponieważ utrzymujemy ich przy życiu. My hodujemy kurczęta na kurzych fermach, gallineros, drapieżcy zaś hodują nas na ludzkich fermach, humaneros. Dlatego zawsze mają co jeść.

Poczułem, że gwałtownie kręcę głową na boki. Nie potrafiłem wyrazić swego głębokiego zaniepokojenia i niezadowolenia, ale moje ciało zaczęło się poruszać, by dać upust tym uczuciom. Trząsłem się cały, od włosów na głowie po czubki palców stóp, zupełnie bezwolnie.
– Nie, nie, nie, nie – usłyszałem swój głos. – To absurd, don Juanie. To, co mówisz, jest potworne. To po prostu nie może być prawda, ani dla czarowników, ani dla przeciętnych ludzi, ani dla nikogo.
– Dlaczego nie? – zapytał chłodno don Juan. – Dlaczego nie? Bo cię to doprowadza do szału?
– Tak, doprowadza mnie to do szału – odparłem sucho. – Twoje sugestie są potworne!
– No cóż – powiedział – nie wysłuchałeś jeszcze wszystkich moich sugestii. Poczekaj chwilkę i potem oceń, co na ten temat sądzić. Zaraz dostaniesz się w prawdziwą nawałnicę. To znaczy, że twój umysł zostanie wystawiony na zmasowany atak, a ty nie będziesz mógł się poddać i sobie pójść, bo jesteś w pułapce. Nie dlatego, że cię uwięziłem, ale dlatego, że coś ukryte głęboko w tobie nie pozwoli ci odejść, choć jakaś część ciebie po prostu wpadnie w szał. Tak więc, przygotuj się!

Czułem, że mam w sobie coś z masochisty. Don Juan miał rację. Nie wyszedłbym z jego domu za nic na świecie. Mimo to jednak ani trochę mi się nie podobały brednie, które wygadywał.
– Chcę przemówić do twojego analitycznego umysłu – rzekł don Juan. – Zastanów się przez chwilę, a potem mi powiedz, jak byś wytłumaczył sprzeczność pomiędzy inteligencją człowieka-inżyniera i głupotą jego przekonań albo głupotą jego pełnego sprzeczności zachowania. Czarownicy są przekonani, że to drapieżcy dali nam przekonania, nasze pojęcia dobra i zła, nasze prawa społeczne. To oni stworzyli nasze nadzieje i oczekiwania, sny o powodzeniu i myśli o porażce. Dali nam pożądanie, chciwość i tchórzostwo. To przez drapieżców jesteśmy tak zadowoleni z siebie, schematyczni i egoistyczni.

– Ale jak można tego dokonać, don Juanie? – zapytałem, jakby bardziej jeszcze rozeźlony tym, co mówi. – Szepcą nam to wszystko do ucha, kiedy śpimy?
– Nie, nie robią tego w ten sposób. To idiotyczny pomysł! – odparł z uśmiechem. – Są nieskończenie skuteczniejsi i bardziej zorganizowani, niż ci się zdaje. Aby zapewnić sobie naszego posłuszeństwo, uległość i słabość, drapieżcy wykonali fantastyczne posunięcie – fantastyczne, oczywiście, z punktu widzenia strategii wojennej, a przerażające z punktu widzenia tych, przeciwko którym zostało skierowane. Oddali nam swój umysł! Słyszysz, co mówię? Drapieżcy oddają nam swój umysł, który staje się naszym umysłem. Umysł drapieżców jest barokowy, pełen sprzeczności, posępny, przepełniony obawą przed zdemaskowaniem, które może nastąpić lada chwila.

Wiem, że choć nigdy nie cierpiałeś głodu – ciągnął – odczuwasz niepokój związany z jedzeniem, który nie jest niczym innym, jak niepokojem drapieżcy, że w każdej chwili jego posunięcie zostanie odkryte i zabraknie mu pożywienia. Poprzez umysł, który w końcu jest ich umysłem, drapieżcy wtłaczają w życie ludzi wszystko, co im pasuje. W ten sposób zapewniają sobie pewne bezpieczeństwo, które niczym bufor neutralizuje nieco ich strach.

– To nie o to chodzi, don Juanie, że nie mogę przyjąć tego ot tak – powiedziałem. – Mógłbym to zrobić, ale jest w tym coś tak ohydnego, że mnie po prostu odrzuca. Zmusza mnie do zajęcia w tej sprawie stanowiska oponenta. Jeżeli to prawda, że nas zjadają, jak to się odbywa?
Na twarzy don Juana malował się szeroki uśmiech. Był zadowolony jak wszyscy diabli. Wyjaśnił mi, że czarownicy widzą niemowlęta jako dziwne, świetliste kule energii, pokryte od samej góry do samego dołu czymś w rodzaju lśniącej otoczki, przypominającej plastykową pokrywę, ciasno dopasowaną do ich kokonu energii. Powiedział, że to właśnie ta lśniąca otoczka świadomości stanowi pożywienie drapieżców i że do czasu osiągnięcia przez człowieka dorosłości pozostaje z niej jedynie wąski strzęp, który biegnie od podłoża do czubków palców u stóp. Strzęp ten pozwala ludzkości zaledwie na przeżycie, ale nic ponadto.

Zupełnie jak we śnie słyszałem, jak don Juan Matus wyjaśnia mi, że o ile mu wiadomo, człowiek jest jedynym gatunkiem istot, u którego lśniąca otoczka świadomości leży poza tym świetlistym kokonem. Dlatego też jest łatwą zdobyczą dla świadomości innego rzędu, takiej jak ciężka świadomość drapieżcy.

Następnie powiedział coś, co zdruzgotało mnie doszczętnie. Stwierdził, że ów wąski strzęp świadomości stanowi samo centrum autorefleksji, w której człowiek nieuleczalnie się pogrążył. Grając na naszej autorefleksji, która jest jedynym ocalałym punktem świadomości, drapieżcy tworzą rozbłyski świadomości, które następnie bezwzględnie pożerają. Podsuwają nam idiotyczne problemy, które wymuszają powstanie tych rozbłysków świadomości, i w ten sposób utrzymują nas przy życiu, żeby później móc się odżywiać owymi energetycznymi rozbłyskami powstałymi dzięki naszym niby-problemom.

Musiało być coś w tym, co mówił don Juan; byłem w tym momencie tak zdruzgotany, że najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się niedobrze.
Po chwili, wystarczająco długiej, bym zdążył dojść do siebie, zapytałem go:
– Ale dlaczego czarownicy starożytnego Meksyku i współcześni czarownicy nic z tym nie robią, choć widzą drapieżców?
– Ani ty, ani ja nic nie możemy z tym zrobić – odrzekł don Juan poważnym, smutnym głosem. – Jedyne, co nam pozostaje, to poddać się dyscyplinie, dzięki której w końcu nie będą mogli nas tknąć. Jak chcesz wymagać od innych, by wzięli na siebie taki trud? Wyśmieją cię i wyszydzą, a co bardziej agresywni dadzą ci taki wpierdol, że popamiętasz. I zasadniczo nie dlatego, żeby nie chcieli ci wierzyć. Głęboko w każdym człowieku tkwi atawistyczna, intuicyjna świadomość istnienia drapieżców.

Mój analityczny umysł podnosił się i opadał niczym jo-jo. Puszczał mnie i wracał, puszczał i znowu wracał. Twierdzenia don Juana były po prostu niedorzeczne, niewiarygodne, a jednocześnie tak niezwykle sensowne i proste. Tłumaczyły każdą sprzeczność ludzkiego zachowania, która tylko przyszła mi na myśl. Ale jakżeż można było traktować to wszystko poważnie? Don Juan wpychał mnie pod lawinę, która mogła pochłonąć mnie na zawsze.
Uderzyła we mnie kolejna fala poczucia zagrożenia. Choć nie ja byłem jego źródłem, było ono jednak ze mną związane. Don Juan coś ze mną robił, coś niejawnie dobrego i potwornie złego zarazem. Odczuwałem to jako próbę przecięcia cienkiej warstewki czegoś, czym byłem jakby oklejony. Jego oczy wpatrywały się we mnie nieruchomo. Odwrócił wzrok i zaczął mówić, nie patrząc już w moją stronę.
– Jeżeli tylko kiedyś zaczną cię niebezpiecznie trapić jakieś wątpliwości – powiedział – zareaguj pragmatycznie. Wyłącz światło. Przeniknij ciemność; przekonaj się, co dostrzegasz.
Wstał, żeby wyłączyć światło. Powstrzymałem go.
– Nie, nie, don Juanie – odezwałem się – nie wyłączaj światła. Wszystko w porządku.
Czułem w tamtej chwili bardzo niezwyczajny jak na mnie strach przed ciemnością. Na samą myśl o niej zaczynałem ciężko dyszeć. Nie miałem wątpliwości, że intuicyjnie coś sobie uświadamiam, ale nie śmiałem tego dotknąć ani w pełni sobie uzmysłowić, za żadne skarby tego świata!
– Dostrzegłeś ulotne cienie na tle drzew – powiedział don Juan, siadając z powrotem na swoim krześle. – To bardzo dobrze. Chciałbym, żebyś zobaczył je w tym pokoju. Nie będziesz niczego widział. Będziesz zaledwie wychwytywał ulotne obrazy. Na to masz dość energii.
Obawiałem się, że don Juan i tak wstanie i zgasi światło; tak też zrobił. Dwie sekundy później darłem się na całe gardło. Nie dość, że faktycznie kątem oka dostrzegłem owe ulotne obrazy, to jeszcze usłyszałem, jak brzęczą mi koło ucha. Don Juan skręcał się ze śmiechu, włączywszy na powrót lampę.
– Ależ ten gość ma temperament! – orzekł. – Z jednej strony totalny sceptyk, a z drugiej totalny pragmatyk. Będziesz musiał sobie zaaranżować tę wewnętrzną walkę. Inaczej napuchniesz jak wielka ropucha i w końcu strzelisz. Coraz głębiej wbijał mi szpilę.

– Czarownicy starożytnego Meksyku – powiedział – widzieli drapieżcę. Nazwali go latawcem, bo skacze w powietrzu. Nie jest to urzekający widok. To wielki cień, mroczny i nieprzenikniony, czarny cień, który w podskokach przemieszcza się w powietrzu. Potem ląduje płasko na ziemi. Czarowników starożytnego Meksyku niezwykle nurtowało pytanie, kiedy pojawił się on na Ziemi. Rozumowali tak, że człowiek w pewnym okresie musiał być istotą doskonałą, obdarzoną fenomenalnym wglądem, zdolnym do takich wyczynów percepcji, że dziś są one przedmiotem legend. A potem wszystko jakby zniknęło i oto mamy obecnie człowieka uśpionego.

Chciałem się rozgniewać, nazwać go paranoikiem, ale gdzieś zniknęło to poczucie prawa do słusznego gniewu, które zawsze miałem. Coś we mnie wyrosło ponad poziom, na którym zawsze zadawałem sobie ulubione pytanie: “A co, jeśli wszystko to, co mówi, jest prawdą?" Wtedy, tamtej nocy, kiedy ze mną rozmawiał, w głębi mego serca czułem, że wszystko, co mówi, jest prawdą; jednocześnie jednak równie silne było przekonanie, że wszystko, co mówi, to czysty absurd.
– Co ty opowiadasz, don Juanie? – zapytałem słabo. Gardło miałem ściśnięte. Z trudem oddychałem.
– Opowiadam, że naszym przeciwnikiem nie jest zwykły drapieżca. Jest bardzo przemyślny i zorganizowany. Metodycznie przestrzega planu, który czyni z nas istoty bezużyteczne. Człowiek, istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa. Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i kretyńskich.
Słowa don Juana wywoływały we mnie dziwną fizyczną reakcję, podobną do mdłości. Czułem się znów tak, jakbym miał za chwilę zwymiotować. Ale źródłem nudności były najgłębsze pokłady mojej istoty, sam szpik kości. Zacząłem konwulsyjnie drżeć. Don Juan potrząsnął mnie mocno za ramiona. Poczułem, jak szyja mi się trzęsie pod wpływem jego uścisku. Uspokoiłem się od razu. Odzyskałem nieco kontroli nad sobą.

– Ten drapieżca – powiedział don Juan – który jest, rzecz jasna, istotą nieorganiczną, nie jest dla nas tak całkowicie niewidzialny jak inne istoty nieorganiczne. Myślę, że jako dzieci go widzimy; jest to dla nas jednak tak przerażający widok, że nawet nic chcemy o tym myśleć. Dzieci, rzecz jasna, czasem się upierają i chcą zwrócić na niego baczniejszą uwagę, lecz wszyscy dokoła zniechęcają je do tego.
Jedyną alternatywą dla ludzkości – ciągnął – jest dyscyplina. Dyscyplina to jedyny środek zaradczy. Ale gdy mówię o dyscyplinie, nie chodzi mi o jakieś ascetyczne praktyki. Nie chodzi mi o to, żeby wstawać o piątej trzydzieści każdego ranka i polewać się zimną wodą aż do zsinienia. Poprzez dyscyplinę czarownicy rozumieją umiejętność niewzruszonego stawiania czoła przeciwnościom losu, których nie braliśmy pod uwagę w naszych oczekiwaniach. Dla nich dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem i to nie dlatego, że są oni silni i twardzi, lecz dlatego, że przepełnia ich nabożna cześć.

– W jaki sposób dyscyplina czarowników może być środkiem zaradczym? – zapytałem.
– Czarownicy powiadają, że dyscyplina sprawia, iż lśniąca otoczka świadomości staje się dla latawca niesmaczna – odparł don Juan, bacznie wpatrując się w moją twarz, jakby szukał w niej jakichś oznak niedowierzania. – Efekt jest taki, że drapieżcy są zdezorientowani. Lśniąca otoczka świadomości, która jest niejadalna, nie mieści się, jak sądzę, w ich systemie poznawczym. Zdezorientowani, nie mają innego wyjścia, jak tylko odstąpić od swych nikczemnych zamiarów.

Jeżeli drapieżcy nie będą przez jakiś czas zjadać naszej lśniącej otoczki świadomości – ciągnął – ta będzie dalej rosnąć. Upraszczając tę kwestię maksymalnie, mogę powiedzieć tak, że czarownicy, dzięki zachowywaniu dyscypliny, odpychają drapieżców wystarczająco długo, by ich lśniąca otoczka świadomości rozrosła się powyżej poziomu palców stóp. Kiedy już przekroczy ten poziom, urasta z powrotem do pierwotnych rozmiarów. Czarownicy starożytnego Meksyku mawiali, że lśniąca otoczka świadomości jest jak drzewo. Jeżeli go nie przycinać, rozrasta się do naturalnych rozmiarów i osiąga naturalną gęstość. Gdy świadomość osiąga poziomy ponad poziomem palców stóp, jej fenomenalne wyczyny stają się oczywistością.

Wspaniała sztuczka dawnych czarowników – ciągnął don Juan – polegała na obciążeniu umysłu latawca dyscypliną. Stwierdzili oni, że jeśli narzucić umysłowi latawca wewnętrzną ciszę, wówczas obca instalacja się rozprasza; daje to każdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutną pewność zewnętrznego pochodzenia umysłu. Obca instalacja powraca, tego możesz być pewien, ale już nie tak silna, i tak oto rozpoczyna się proces, w którym rozpraszanie umyslu latawca staje się zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak długo, aż pewnego dnia umysł latawca rozprasza się na dobre. Smutny to dzień, doprawdy! Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić. Nie będzie już żadnego zewnętrznego umysłu, który mógłby ci dyktować kretyństwa, do których zostałeś przyzwyczajony.

Mój nauczyciel, nagual Julian, zawsze przestrzegał wszystkich swoich uczniów – kontynuował don Juan – że jest to najcięższy dzień w życiu czarownika, ponieważ prawdziwy umysł – ten, który należy do nas, łączna suma wszystkiego, czego doświadczyliśmy – po trwającym całe życie poddaństwie, jest nieśmiały, niepewny i nie można na nim polegać. Osobiście powiedziałbym, że dla czarownika prawdziwa bitwa rozpoczyna się dopiero w tym momencie. Cała reszta to tylko przygotowania.

Byłem naprawdę głęboko poruszony. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej, a z drugiej strony coś dziwnego gdzieś w głębi mnie głośno się domagało, bym się nie odzywał, podsuwając mi myśl o mrocznym finale całej sprawy i karze – czymś w rodzaju boskiego gniewu, który mnie dosięgnie za grzebanie przy czymś, co sam Bóg okrył tajemnicą. Musiałem się zdobyć na ogromny wysiłek, żeby przechylić szalę zwycięstwa na korzyść mojej ciekawości.
– Co... co... co znaczy – usłyszałem własne słowa – obciążanie umysłu latawca?
– Dyscyplina niesamowicie obciąża obcy umysł – odrzekł. – Tak więc, dzięki niej czarownicy przełamują obcą instalację.
Jego słowa mnie przygniotły. Byłem przekonany, że albo don Juan kwalifikuje się do zakładu zamkniętego, albo mówi mi coś tak potwornie niesamowitego, że to we mnie wszystko zamiera. Zauważyłem jednak, jak szybko wykrzesałem z siebie dość energii, by sprzeciwić się wszystkiemu, co powiedział. Po chwili paniki zacząłem się śmiać, zupełnie jakby don Juan opowiedział jakiś dowcip. Usłyszałem nawet, jak mówię:
– Don Juanie, don Juanie, jesteś niepoprawny!
Rozumiał chyba wszystko, co się we mnie działo. Kiwał głową na boki i wznosił oczy w górę w geście udawanej rozpaczy.
– Jestem tak niepoprawny – powiedział – że zaraz zafunduję umysłowi latawca, który w sobie nosisz, jeszcze jeden wstrząs. Wyjawię ci jeden z najbardziej niesamowitych sekretów magii. Opiszę ci odkrycie, którego weryfikacja i uporządkowanie zajęła czarownikom tysiące lat.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się złowrogo.
– Umysł latawca rozprasza się na zawsze – powiedział – kiedy czarownikowi uda się pochwycić wibrującą siłę, która utrzymuje w jednej całości skupisko naszych pól energii. Jeżeli utrzymają w tym uchwycie dostatecznie długo, umysł latawca zostaje pokonany i się rozprasza. I to właśnie zaraz zrobisz: uchwycisz się energii, która utrzymuje nas w jednej całości.
Zareagowałem na to w tak niewytłumaczalny sposób, że aż trudno to sobie wyobrazić. Coś we mnie zadrżało, zupełnie jakby pod wpływem silnego wstrząsu. Ogarnął mnie niezrozumiały strach, który natychmiast skojarzyłem z moim religijnym wychowaniem.

Don Juan zmierzył mnie spojrzeniem od stóp do głów.
– Boisz się gniewu boskiego, co? – odezwał się. – Bądź spokojny, to nie twój strach. To strach latawca, bo on wie, że zrobisz dokładnie to, co ci każę.
Jego słowa wcale mnie nie uspokoiły. Poczułem się jeszcze gorzej. Ogarnęły mnie mimowolne, konwulsyjne drgawki i nie było żadnego sposobu, by je opanować.
– Nie martw się – powiedział spokojnie don Juan. – Wiem z doświadczenia, że te ataki bardzo szybko tracą na sile. Umysłu latawca nie stać nawet na odrobinę koncentracji.
Po chwili wszystko ustało, tak jak przepowiedział don Juan. Słowo “oszołomiony" w odniesieniu do mojego stanu w tamtym momencie byłoby eufemizmem. Po raz pierwszy w życiu, z don Juanem czy bez, naprawdę nie miałem pojęcia, co się ze mną dzieje. Chciałem wstać z krzesła i przejść się, ale paraliżował mnie śmiertelny strach. Byłem wypełniony racjonalnymi sądami, a jednocześnie przepełniał mnie infantylny strach. Zacząłem głęboko oddychać, a całe moje ciało pokrył zimny pot. W jakiś sposób moje oczy otwarły się na potworny widok: gdziekolwiek się obróciłem, skakały czarne, ulotne cienie.

Przymknąłem powieki i oparłem głowę na oparciu krzesła.
– Nie wiem, dokąd teraz pójść, don Juanie – odezwałem się. – Dzisiaj naprawdę ci się udało zupełnie poplątać moje ścieżki.
– Rozdziera cię wewnętrzna walka – powiedział don Juan. – Głęboko w środku wiesz, że nie jesteś w stanie odrzucić przyzwolenia na to, by nieodłączna część ciebie, twoja lśniąca otoczka świadomości, stała się w niepojęty sposób źródłem pożywienia dla istot o niepojętej dla nas naturze. A inna część ciebie będzie się temu przeciwstawiać całą swoją mocą.
Przewrót czarowników – ciągnął – polega na tym, że odmówili oni honorowania umów, w których nie byli stroną. Nikt mnie nigdy nie pytał o to, czy nie zgodziłbym się zostać pożarty przez istoty o odmiennym rodzaju świadomości. Moi rodzice po prostu wprowadzili mnie na ten świat po to tylko, bym został czyimś pożywieniem, tak samo jak i oni – koniec, kropka."

Pozdrawiam

_________________
Dobrze się bawię.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 25 lip 2011, 12:26 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 15 lip 2011, 20:14
Posty: 143
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Gdańsk
Bow1 bardzo ciekawy tekst :) W tym kontekście ormus zniesmacza to co pasożyty lubią jeść :) A my odzyskujemy samych siebie. :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 08 sie 2011, 22:12 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 lut 2010, 14:53
Posty: 138
Płeć: mężczyzna
Obrazek

Obrazek

Obrazek

nie liczac tego razu dwukrotnie orme wyszło w innej formie mianowicie wygladało jak popękana wyschnięta gleba po suszy a teraz... bąbelkowe jaśniejsze a po bokach na sciankach biały proszek.Różnica w robieniu to chyba tyle ze mniej sodu i płukanie 3 a nie 5 razy.Nie wiem czy to miałoby aż taki wpływ.
Zjem zobacze.

ED:
Proszek jest lżejszy i w wielu miejscach się "błyszczy" jaby minimalne kryształki soli zawierał.
Smak inny, słone lecz nie ma wcześniejszego polotu jakby mułu czy czegoś w ten deseń.
Dawka jaką wziąłem to pół łyżeczki.

_________________
"Nie wystarczy zdobywać mądrości, trzeba jeszcze z niej korzystać." (Cyceron)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 09 sie 2011, 7:24 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 15 lip 2011, 20:14
Posty: 143
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Gdańsk
Troszkę dziwnie wygląda twój ormus, nigdy z takim się nie spotkałem. Przemo z jakiej metody jest ormus ? Co do płukania proszek koniecznie musi być obojętny, wodorotlenki nam po prostu szkodzą. Czy mierzyłeś pH czy tak na oko to wszystko robione ? Zdrowie mamy jedno i szkoda je popsuć pod hasłem robię sobie ormus.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 10 sie 2011, 11:20 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 lut 2010, 14:53
Posty: 138
Płeć: mężczyzna
Zyje;)
W kwestiach zdrowotnych to mi nie musisz mowic bom akurat szczegolnie "troskliwy".
Metoda mokra z soli MM.pH nie mierzę.dziś zamówię papierki bo problem mam z dostaniem ich na miejscu.

_________________
"Nie wystarczy zdobywać mądrości, trzeba jeszcze z niej korzystać." (Cyceron)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 10 sie 2011, 15:09 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 15 lip 2011, 20:14
Posty: 143
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Gdańsk
Hmm szkoda zdrowia .... Polecam ormus z popiołu :) silniejsze i trudniejsze do wykonania ale warte zachodu. Sprzęt konieczny do dokładnego pomiaru pH. :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 10 sie 2011, 20:33 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 lut 2010, 14:53
Posty: 138
Płeć: mężczyzna
Zdiagnozowałem się pobieżnie(wahadło) i problem mam gdzies z drzewem oskrzelowym- juz od dluzszego czasu- rok - towarzysza mi rozne wydzieliny lecz sądze iz pochodza z zatok- kataru nie miewam w ogóle.
Nawiązuję tu do orme i konkretnie tego proszku ,który wyszedł mi teraz(wcześniejszego pod tym kątem nie badałem ale na żołądek był ok).
Z czakr najsłabiej działa na 1wsza- "sexualną" , najbardziej na 7 i okolice potylicy cokolwiek tam jest- poza płatem mózgowym oczywiście.
Dzis mialem lekkie zachwiania równowagi.Wczesniej mi sie to zdarzalo z przemęczenia i tak tez tym razem uznaję poniewaz ost 3tyg są szczególnie męczące.
Takze z orme nie przerywam póki co.Leci drugi tydzien zazywania.

@neewton - opisz jak mozesz szerzej metodę z popiołu:)

_________________
"Nie wystarczy zdobywać mądrości, trzeba jeszcze z niej korzystać." (Cyceron)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 11 sie 2011, 5:36 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 15 lip 2011, 20:14
Posty: 143
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Gdańsk
Witajcie
Wklejam metodę po angielsku unikniemy wtedy niedomówień.
- 1. Dry the plant or wood material, then burn it on low heat until it is ash. By low heat I mean just keep it lit and don’t let the fire get too intense or you will drive away the ORME m-state material. When the material is done burning, the ashes will be black. You want them to be very light gray, so heat them in a metal pan for a few hours, and they will gradually become lighter.

- 2. Add hydrochloric acid to this ash (just enough to put the ash into solution - check the PH and make sure it’s 1.0 because the ashes of trees will have a lot of potassium hydroxide), and let it dissolve for a day, even when it *appears* to been done dissolving.

- 3. Now evaporate the acid, and add a whole lot of water.

- 4. Add pure sodium hydroxide crystals to the mixture while stirring. Only add about ¼ a teaspoon at a time. The misture will become very hot from the reaction of acid and base. Wait for it to cool off, then continue until the PH is 14. Don’t breathe the hydrogen fumes.

- 5. When the precipitate forms, wait for it to settle overnight so that it’s nice and compact on the bottom.

- 6. Pour off the water, then add more and repeat this over and over until the PH is neutral 7.0

The resulting precipitate will react to a magnet. If it doesn’t then you may need to strongly fire the powder to calcine it end remove the hydroxyl group.

This M-state is far better than sea water precipitate. .*.NDC.

Pozdrawiam
neew



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 15 sie 2011, 12:35 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 mar 2011, 0:45
Posty: 1101
Płeć: mężczyzna
Tak się złożyło, że nie wyczyściłem kominka jeszcze po wiosennych chłodach. Miałem około 0,5 kg popiołu. Postępowałem precyzyjnie wg przepisu i wyszło coś ale raczej nie ormusy. Dziwny roztwór, który przypomina wyglądem szampon do włosów z perłowym blaskiem. Bardzo ładny ale nie ormusy :)

_________________
Dobrze się bawię.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 15 sie 2011, 14:14 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 15 lip 2011, 20:14
Posty: 143
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Gdańsk
hmm tylko tu jest mowa o szarym popiele takim totalnie wypalonym jest tez napisane jak ma być ten popiół zrobiony. Co do reakcji czekałeś aż wszystko się rozpuści w kwasie solnym ? Ustawiłeś pH 1 ? Robienie na pałkę bez pomiaru pH jest tylko marnowaniem czasu i zgadywanką.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 15 sie 2011, 14:25 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 mar 2011, 0:45
Posty: 1101
Płeć: mężczyzna
Zadbałem o wartości pH mam miernik elektroniczny, który wreszcie wyskalowałem za pomocą roztworu wzorcowego. Jednak jeszcze raz popatrzyłem na ten roztwór i na dnie zlewki zebrało się coś białego. Zlałem więc ten płyn w kolorze herbaty z wierzchu, a to co zostało (biały osad) rozpuściłem w wodzie napełniając zlewkę. Zamieszałem i widok jest piękny, mieni się perłowo i sprawia wrażenie gęstego fluidu, a jest zupełnie rzadkie jak woda. Gdy opadło to coś na dno zebrało się troszeczkę białych maleńkich drobinek. Wypłukam to kilkakrotnie i może to będą ormusy :)
Jeszcze nie koniec. Jadę teraz na kilka dni ale po powrocie zrobię ognisko i będę palił tak długo aż zrobię kilogram popiołu i jeszcze raz przeprowadzę cały proces. Metoda ta jednak jest obiecująca, a już chciałem ją przekreślić.

_________________
Dobrze się bawię.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
 Tytuł: Re: ORME
Post: 15 sie 2011, 19:29 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 15 lip 2011, 20:14
Posty: 143
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Gdańsk
Nie zapominaj że to ma być w delikatnym ogniu inaczej orme uleci z dymem



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 275 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 10  Następna

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group