Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 15 gru 2019, 2:13

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 97 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
Post: 26 mar 2015, 20:04 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 12:14
Posty: 68
Płeć: kobieta
Na wstępie chciałabym prosić aby nie podawać tu nazw cudownych kapsułek, które są reklamowane w tv.. Wolę metody nie chemiczne, nie cudowne, za to skuteczne.

Chciałabym zrzucić 5 kg. Niby mało ale mam z tym niemały kłopot. Ćwiczę, 3x tydzień, regularnie, co prawda od 3 miesięcy dopiero ale nie jest to moje pierwsze podejście do tej metody odchudzenia. Już kiedyś miałam zrywy ale z braku efektów - porzucałam je. Raczej zwykle nie odnoszę na tym polu sukcesów. Poprawiają mi się inne czynniki, typu mniejsze zmęczenie, ogólna lepsza wydolność, poprawa samopoczucia ale chudnięcie - nie.
Próbowałam też w przeszłości kapsułek, nie pamiętam nazw teraz - strata kasy.
Próbowałam diet- zwykle na krótko pomagały ale mój organizm uparcie wraca do wagi, która dla mnie jest nie do zaakceptowania. Dodam, iż kiedyś byłam szczuplejsza, przed urodzeniem dziecka :D ale miewałam też epizody jako dziecko, czy nastolatka, że byłam raczej dobrze nabita.

Tak więc mój wykres wagi przez okres ok 20 lat to taki sinus ale nie regularny.
Kiedy analizuję przeszłość, dochodzę do wniosku, że szczuplejsza byłam w momentach, kiedy bardzo mało jadłam.. wiadomo, praca, życie tylko dla siebie głównie. Teraz, mam dom , rodzinę i nie umiem wejść w taki tryb, nie wspominając, że nie wiem czy to dobre rozwiązanie. Dzieci obserwują a jako kobieta, muszę gotować, szykować posiłki. To nie pomaga. Nie chce osiągnąć celu po trupach.
Mam niedoczynność tarczycy, którą w tej chwili terapeutuję jodem, wiem, że ona nie pomaga mi w dążeniu do celu.
Dodam także, że wspomagam żołądek betainą w celu poprawy ilości i jakości kwasu, trwa to już ok miesiąc i mój brzuch wizualnie zmniejszył się ale wagowo nic i dlatego myślę, że po prostu pozbyłam się uciążliwych wzdęć.
Stosowałam także tydzień dietę Dąbrowskiej, tyle wytrzymałam oraz tydzień dietę Naturhause. Obie były skuteczne do momentu odejścia od wytycznych. Nie mam na myśli efektu jojo. Chciałabym prowadzić normalne życie np ze sportem w celu utrzymania efektu a nie być wciąż na diecie.. które mało co dają.

Czy ktoś stosował coś- oczyszczanie organizmu, dietę, cokolwiek nie na chwilę, coś co pomaga..? Potrzebuję motywacji i małych efektów dla wywołania motywacji :D



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 26 mar 2015, 20:04 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 26 mar 2015, 22:11 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 21 lip 2010, 12:08
Posty: 169
Płeć: mężczyzna
Dobrze trafiłaś, bo ja też odchudzam się od stycznia. Od razu powiem, że to moje 12 659 odchudzanie ;) więc mam spore doświadczenie. Próbowałem wieeeelu różnych sposobów, przez co mogę wypisać Ci najważniejsze kwestie, które wyłapałem. Ogólnie rzecz biorąc w odchudzaniu chodzi głównie o przyspieszenie metabolizmu. Można to zrobić na wiele sposobów. Jeżeli prowadzisz bardzo aktywny tryb życia, czyli codziennie wykonujesz spory lub ekstremalny wysiłek fizyczny, to w kwestii odchudzania dieta będzie dla Ciebie mniej ważna (choć oczywiście nadal ważna!), gdyż poprzez bardzo intensywne ćwiczenia spalasz kalorie i rozkręcasz metabolizm, a także usuwasz toksyny. Natomiast jeżeli (jak większość ludzi) prowadzisz przeciętnie aktywny lub nieaktywny tryb życia, to na dietę trzeba wówczas zwrócić SZCZEGÓLNĄ uwagę. To tak słowem wstępu. A teraz postaram się wypisać kilka najważniejszych kwestii. A więc:

1. Już wspomniana dieta - I nie chodzi tu tylko o jakieś szczególne produkty, ale i o ich ilość. I tu proponuję kilka wariantów: łagodny - unikanie słodyczy i smażeniny; wprowadzenie do diety nieprzetworzonych owoców i warzyw (czyli np. surowe jabłka, marchew itp. Ja mielę je dodatkowo w blenderze), bowiem zwiększają one metabolizm; spożywanie produktów o korzystnym indeksie glikemicznym i unikanie tych o niekorzystnym (listę takich produktów można bez problemu znaleźć w necie). Wariant umiarkowany - to co w poprzednim + zastąpienie prawie wszystkich posiłków surowymi warzywami i owocami z wyjątkiem np. obiadu, na który powinniśmy jeść wyłącznie produkty o korzystnym IG i unikać tych o niekorzystnym IG. Wariant hardkorowy - czyli wyłącznie surowizna (czyli zblenderowane owoce i warzywa). Osobiście testowałem ten wariant wielokrotnie i od razu mówię, że dla większości ludzi jest faktycznie hardkorowy. Lecz na szczęście nie trzeba stosować go zbyt długo, gdyż waga spada wówczas w zastraszającym tempie i już po tygodniu-dwóch można zrzucić ładnych kilka kg. I TU WAŻNA UWAGA ODNOŚNIE TZW. EFEKTU JOJO! Którego wariantu byś nie wybrała, to po zakończeniu "cyklu", gdy powrócisz do starej diety (tzn. zarówno rodzaju spożywanych produktów, jak i ilości ich), efekt jojo niemalże MUSI się pojawić. To nie jest bynajmniej jakieś odkrywcze stwierdzenie, ale chodzi o to, żeby po zakończeniu cyklu, zmienić swoją starą dietę. Zmniejszyć ilość spożywanych pokarmów, lub na stałe umieścić w jadłospisie te z diety. No a najlepiej przejść na stałe przynajmniej na wariant diety "łagodny". Dodam jeszcze, że codziennie spożywam kiełki (obecnie jęczmienia), bo mają wiele, wiele dobroczynnych właściwości, z przyspieszaniem metabolizmu na czele.

2. Ćwiczenia/wysiłek fizyczny - czyli to co już napisałem powyżej: im większy wysiłek, tym mniejszą wagę można przykładać do diety (przynajmniej w kwestii odchudzania, bo ogólnie pojętego zdrowia, już nie. Gdyż jeżeli chodzi o utrzymanie lub odbudowę zdrowia, to dieta jest KLUCZOWA NIEZALEŻNIE OD FIZYCZNEGO WYSIŁKU, ale to nieco inny temat). A jeżeli chodzi o ćwiczenia, to rzecz jasna najlepiej w walce z tłuszczem spisują się wszelkiego rodzaju ćwiczenia aerobowe, najlepiej w systemie HIIT (czyli interwałowym) lub tzw. crossfitowym, który ostatnio jest bardzo popularny, jednak nie polecany dla początkujących, gdyż jest po prostu mega ciężki. Lepiej zacząć od klasycznych aerobów, potem przejść na aeroby w HIIT i na końcu na crossfity - takie moje zdanie. Gotowiec dla pań - Chodakowska :) i jej filmiki na YT, bo z tego co obserwuję po moich koleżankach, jej ćwiczenia naprawdę dają paniom świetne efekty. Co do klasycznych ćwiczeń na siłowni, to w kontekście odchudzania mają one najmniejszą "moc", aczkolwiek dla panów są niemalże koniecznością, gdyż (w mojej opinii) zbyt chudy, nieumięśniony (przynajmniej minimalnie) facet jest tak samo nieatrakcyjny, co otyły (no ale kobietą nie jestem i kobiety wolę, więc nie do końca się znam :) ).

3. Nie żryć po 18! - ważna zasada. Organizm musi strawić pokarm, nim pójdziemy spać, gdyż wtedy metabolizm zwalnia i trawi się znacznie gorzej. Nie będąc na żadnej diecie i nie wysilając się zbytnio fizycznie, można zauważyć spadek wagi, już po samym tylko przestrzeganiu tej zasady!

4. Ziółka i inne specyfiki - myślę, że można by się bez tego obejść, ale jeżeli komuś zależy na szybkich efektach, to radzę wziąć takową suplementację pod uwagę. Ja stosuję zmielone nasiona Ostropestu Plamistego (oczyszcza ukł trawienny, przyspiesza metabolizm itp.), herbatkę z pokrzywy (oczyszcza, głównie krew), piperynę (czyli ekstrakt z pieprzu czarnego, mający działanie odchudzające, zwiększające metabolizm itp., choć na razie jestem w fazie testów i nie do końca mogę to jeszcze polecić), betainę w tabletkach i guaranę. Zauważyłem, że zestawienie betainy, guarany i ćwiczeń daje NIESAMOWITE EFEKTY! Poważnie! W żołądku włącza się taka "wirówa", że stając nazajutrz na wadze można się pozytywnie przestraszyć. Fenomenalnie rozkręca metabolizm!

Obecny "cykl" odchudzania zacząłem w połowie stycznia. Przez pierwszy bodajże tydzień byłem na wariancie "hardkorowym", a teraz jestem na "umiarkowanym" i czuję się tak zajebiscie, że bynajmniej nie zamierzam go zmieniać :) Jeżeli chodzi o ćwiczenia to ćwiczę codziennie: 3x w tyg. klasyczna siłownia, a w pozostałe dni aeroby w HIIT. Efekty? Przez ten czas doświadczyłem ogromnego przypływu energii, lekkości, siły do działania i co najważniejsze 6kg mniej w 2 miesiące :) (przy czym pierwsze 3 kg poszło chyba w 1,5 tygodnia). I należy też zwrócić uwagę, że nabrałem trochę mięśni, więc spalonego tłuszczu jest z pewnością więcej niż 6kg.
Jak wygląda moja dieta? Jem 2x dziennie zblenderowane owoce i kiełki (na śniadanie i kolację), na obiad różnie czasem łosoś pieczony, czasem sałatka, czasem makaron itp. Na drugie śniadanie niewielką ilość (ok. 40g.) zmielonych w młynku orzechów ziemnych, słonecznika i sezamu (nie prażone, lecz naturalne rzecz jasna!), bo świetnie uzupełniają minerały. Mięsa nie jem (choć ryby to też mięso :) ), gdyż z tego co wiem jest to siedlisko antybiotyków, sterydów, i wszelakiej innej chemii, która nas zatruwa i spowalnia nasz metabolizm (dlatego też nie jem ryb typu panga...). Co ważne, na posiłek przed treningowy (zarówno siłownia, jak i aeroby) jem kolejną, taką samą porcję orzechów, słonala i sezamu + 2-3 banany. Mogłoby się wydawać, że jak na ostry trening na siłce to stanowczo za mało, ale jest wprost przeciwnie. Mam energię na cały trening, a i biję teraz życiowe rekordy :)

PODSUMOWUJĄC: cudownego sposobu na odchudzanie NIE MA! Trzeba się napocić, namęczyć i utrzymywać dyscyplinę żywieniową! A gdy skończymy "cykl" trzeba zmienić dotychczasowe nawyki żywieniowe, żeby nie doprowadzić do efektu JOJO i zniweczenia naszej ciężkiej pracy.

Dziękuję za uwagę i życzę wytrwałości ;)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 27 mar 2015, 20:37 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 lut 2015, 18:25
Posty: 88
Płeć: mężczyzna
Jeśli nie masz poważnych chorób metabolicznych, to jedyną skuteczną dietą jest spożywanie mniej kalorii niż Twój organizm potrzebuje.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 27 mar 2015, 22:26 
z tego co ja poczułem - lecząc się na własną rękę, to spożywanie węglowodanów poniżej 50-60 IG w rozsądnej ilości powoduje spadek masy przy zachowaniu sił witalnych. Ale warunkiem koniecznym jakichkolwiek diet jest odpowiednie trawienie - odesłałbym do betainy ale łykasz, także dobra droga. Łykam kwas solny i różnica jest znaczna.
Tak jak @karp88 napisał, zmiana diety z powrotem na starą po osiągnięciu celu spowoduje po prostu powrót do starego stanu. Trzeba zmienić tryb życia na stałe i tyle. I paranoicznie unikać wszechobecnej chemii w żywności.
Nie zgadzam się karpiu co do tej 18 godziny, u mnie metabolizm strasznie zwalnia kiedy idę spać koło 22-23 z całkowicie pustym żołądkiem. Co prawda żołądek wtedy znacząco odpoczywa jak cały układ trawienny ale kwalifikowałbym to raczej pod leczniczą głodówkę a nie sposób na codzienność. Moje odczucia. Wg. mnie 2h przed snem po IG 50 jest spoko.
Z owocami bym uważał, gdyż wiele z nich zawiera obecnie herbicydy które częściowo zastępują hormony (chyba zazwyczaj estrogen) i ogólnie syf. Jak nie masz dostępu do dobrej jakości grejpfrutów, pomarańczy, jabłek, to z dystansem. Pamiętam jak po grejpfrucie zmielonym w wolnoobrotowej sokowirówce nałykałem się tyle pochodnych estrogenu, że przeszedłem pedalską transformację na 12h :ninja: Zapewne konkretnie rozstraja to układ hormonalny, niezależnie od płci.
Trening mam podobny, karpiu :tak:



Na górę
   
 
 
Post: 27 mar 2015, 22:46 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 21 lip 2010, 12:08
Posty: 169
Płeć: mężczyzna
MrRandom pisze:
Nie zgadzam się karpiu co do tej 18 godziny, u mnie metabolizm strasznie zwalnia kiedy idę spać koło 22-23 z całkowicie pustym żołądkiem. Co prawda żołądek wtedy znacząco odpoczywa jak cały układ trawienny ale kwalifikowałbym to raczej pod leczniczą głodówkę a nie sposób na codzienność.


No można by to pod mikro głodówkę leczniczą podciągnąć. Taki codzienny mikro detox, bo dzięki tej zasadzie, organizm ma chwilę, aby dokładnie strawić i "wyregulować" bebechy. Ja czuję wtedy taką typową "wirówę" w brzuchu, a zawsze jest to u mnie sygnał wzmożonego metabolizmu i zapowiedź miłego wyniku na porannym ważeniu :D No, ale to zapewne będzie kwestia indywidualna dla każdego, bo organizmy mamy nieco różne. Aczkolwiek jak dla mnie, to efekty tego są naprawdę świetne. Przede wszystkim jeżeli chodzi o wagę, bo dla mnie jedzenie po 18 jest baaardzo niekorzystne i przez nie szybko przybieram na wadze. Ba! To wręcz moje przekleństwo, bo akurat na wieczór mam w dodatku największy apetyt :) Moi znajomi mają podobnie, a gdy kilku z nich zastosowało się do tej zasady, to faktycznie udało im się bez innych czynności zrzucić kilka kg, także pisałem to opierając się nie tylko na własnym doświadczeniu. No, ale tak jak wspomniałem - to pewnie kwestia indywidualna. Inna korzyść, to pobudka. Nie jedząc po 18 budzę się "łatwiej", wcześniej i jestem zdecydowanie bardziej wypoczęty i gotowy do rozpoczęcia dnia. No, ale to też pewnie zależy od osoby.

Haha jak wyglądała ta pedalska transformacja? Nie mów, że na 12 h zmieniłeś orientacje po spożyciu grejpfruta? :D Też ostatnio sobie kupiłem i też żałowałem. Co prawda nie było dzięki bogu żadnych pedalskich syndromów, ale za to jedząc tego zblenderowanego grejpfruta ciągle kichałem. Jakiejś alergii dostałem najwyraźniej, chodź po innych cytrusach tego nigdy nie miałem. Co prawda grejpfruty jadałem w życiu baaaardzo rzadko, więc może po prostu nie wiedziałem, że mam na niego jakąś alergię.... Właściwie skusiłem się na niego, bo wyczytałem gdzieś, że to dobre na odchudzanie. No, ale widmo alergii i... pedalskich rozstrojów organizmu :D raczej skutecznie mnie z grejpfrutów wyleczyło :D



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 27 mar 2015, 23:22 
@karp88
Zauważyłem lekko podwyżony ton głosu, gestykulacja mi się zmieniła i miałem wątpliwości co do orientacji. Serio, to były chyba najstraszniejsze przejściowe skutki moich eksperymentów na zdrowiu, jak do tej pory :ninja: Tylko ja wyciskałem wolnoobrotowo razem ze skórką, pewnie w niej gromadzi się cały ten syf.



Na górę
   
 
 
Post: 28 mar 2015, 8:18 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 lut 2015, 18:25
Posty: 88
Płeć: mężczyzna
Co do owoców, to jak wytłumaczysz to, że ludzie na diecie mocno HCLF czyli 80/10/10 a nawet 90/5/5 i jedząc dodatnio kalorie chudną? :D To co jemy jest mniej istotne w kontekście odchudzania, kluczowa jest ilość energii jaką przyjmujemy i jaką spalamy. Wiadomo, że ktoś kto je 1200kcal a potrzebuje 3500, a dodatkowo kręci jak głupi 4 razy w tygodniu aeroby po 40 minut w końcu się maksymalnie spowolni z redukcją, ale ktoś kto tak robi nie ma pojęcia o odchudzaniu.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2015, 13:08 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 28 gru 2013, 13:36
Posty: 28
Płeć: mężczyzna
Fiesta, jak słusznie pisze Ezoteryka, masa ciała nie zależy od próby osiągania bilansu energetycznego, ale od tego co jemy (nie ile !).
Zwierzęta nie liczą kalorii. U wszystkich zwierząt lądowych masa tkanki tłuszczowej to ok. 10% masy ciała. Jak jest u ludzi widzimy wszyscy.
Zależy jak bardzo chcesz schudnąć.

Dowolny efekt odchudzający można osiągnąć tylko na niskotłuszczowych dietach typu 80/10/10. Nie chodzi mi nawet o dokładny skład, ale o to, że jest dużo węgli, a mało tłuszczu i mało białka. Nie czuję się specjalistą w tej dziedzinie - nigdy nie praktykowałem. Można nie chodzić głodnym, a zawsze się i tak schudnie. Jeszcze bardziej i szybciej się schudnie ograniczając dodatkowo białko. Tak zapewne działa dieta kapuściana albo jakaś typu 30 bananas a day, jaką podaje na Youtubie Freelee.
Ograniczanie białka uważam za niebezpieczne. Diety tego typu działają szybciej, ponieważ organizm spala nie tylko tkankę tłuszczową, ale też mięśnie szkieletowe, wydobywając z nich białko.
Wiadomo, że kilogram mięcha to mniej energii niż kilogram słoniny :).

To czego tu nie napisano to druga alternatywa - mało węgli. Obrzydliwie tłuste życie :). Węglowodanów ok. 50 g dziennie. Tu mam jakieś doświadczenie. Bez względu na to ile bym nie jadł ważę ciągle 77 kg, choć chciałbym zapewne trochę mniej. Moje BTW to tak mniej więcej 45/240/50. Tłuszczu już od dawna nie liczę. Na jedzenie poświęcam teraz bardzo mało czasu. Rzecz jasna niejadalne to chleb, mąka, kluski, makarony, pizza, wszystko co zawiera cukier. Owoce też można sobie odpuścić. Nie mogę się tylko oprzeć wiśniom i jeżynom jak już są.

Jeśli chcesz jeść wszystko, to biochemicznie zasadna staje się koncepcja Montignaca (MM). Nie mieszamy paliw.

Życzę sukcesu.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2015, 13:56 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 02 lut 2013, 22:08
Posty: 445
Płeć: mężczyzna
Chłopie, nie wciskaj nikomu kitu, że na wysokotłuszczowej diecie można skutecznie schudnąć. Wystarczy spojrzeć jak wyglądają promotorzy tego typu żywienia i wszystko jasne.
Ustalmy sobie pewne kwestie. Po pierwsze, osoby, którym udaje się zrzucić kilogramy po przejściu na wysokotłuszczowy model żywienia robią to z dwóch powodów. Przede wszystkim, ilość przyjmowanych przez nie kalorii wyraźnie spada, tłuste jedzenie ogromnie zapycha i szybciej daje uczucie sytości. Każdy kto porzuca standardowy model żywienia na korzyść wysokotłuszczowego, automatycznie zmniejsza ilość spożywanych kalorii, i to dość wyraźnie.

Po drugie, prawdą jest, że najszybszy przyrost tkanki tłuszczowej ma miejsce, kiedy łączymy duże ilości węglowodanów z dużymi ilościami tłuszczu, czyli tak jak ma to miejsce w standardowych dietach. Nie znaczy to, że węglowodany tuczą, tuczy tłuszcz, a węglowodany co najwyżej wspierają tuczące właściwości tłuszczów.

Wiele osób po przejściu na wysokotłuszczową dietę, trafia na szklany sufit, barierę która nie może pęknąć, wmawiają sobie, że geny etc. A to nie prawda, prawdą jest jedynie to, że to nie jest dieta dla człowieka i nie osiągną oni na niej pożądanej masy ciała.

I KATEGORYCZNIE nie zgadzam się z twierdzeniem, jakoby niska podaż białka była niebezpieczna. Jeżeli cokolwiek w kontekście białka jest niebezpieczne, to tylko jego nadmiar. Nieprawdą jest, że przy niskiej podaży białka organizm spala tkankę mięśniową. ORGANIZM SPALA TKANKĘ MIĘŚNIOWĄ PRZY NISKIEJ PODAŻY WĘGLOWODANÓW!! Cukier zawsze był, jest i będzie preferowanym źródłem energii przez nasze komórki. W sytuacji jego braku organizm spala aminokwasy by wytworzyć cukier. Jest to energetycznie bardzo nieefektywne i bardzo szkodliwe, ale taki mechanizm zachodzi by uzupełnić zapasy glikogenu w komórkach.

Od 1.5 roku jestem na niskobiałkowej wegańskiej diecie. Spożycie białka przez ten okres na pewno było poniżej 10% a masa mojej tkanki mięśniowej ZWIĘKSZYŁA się przez ten czas, pomimo faktu, że nie podejmowałem żadnych nakierowanych na ten efekt działań w zakresie aktywności fizycznej.

Kiedy dostarczamy organizmowi kompletne białko (pochodzenia zwierzęcego) ten niejako nie wie co ma z nim zrobić, nie jest w stanie go spożytkować. Musi najpierw rozbić go na pojedyncze aminokwasy (produktem ubocznym jest amoniak) i dopiero potem może wbudować je w swoje komórki. Ten proces jest bardzo, bardzo nieefektywny. Na rozbicie białka potrzeba dużo energii, dodajmy do tego toksyny, które są skutkiem ubocznym i tworzy się nieciekawa sytuacja.

PRAWIE KAŻDA dieta wysokotłuszczowa jest dietą wysokobiałkową, bogatą w białko pochodzenia zwierzęcego, o jego szkodliwości wspomniałem powyżej.

Nie słuchajcie propagandy, od węglowodanów jeszcze nikt nigdy nie utył.
Zastanówcie się, próbują wam wmówić, że boczek jest lepszy dla waszego ciała niż banan? Czy to może być prawdą?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2015, 14:15 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 05 lut 2014, 20:23
Posty: 406
Płeć: kobieta
Zaznaczam, ze osoby, ktore chca schudnac, maja ku temu teraz najlepszy czas. Ksiezyc tuz po Pelni (Pelnia byla w poniedzialek ca. 5.35) i Ksiezyc maleje, takze wszelkie kuracje odchudzajace sa teraz skuteczniejsze, organizm chetniej wspolpracuje.

Dodatkowo dodam, ze duzo zielska teraz rosnie (majowa pokrzywa m.in.) i mozna zielone szejki robic, pychota. ;)

http://davidicke.pl/forum/zielone-i-kolorowe-koktajle-t8913.html



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2015, 15:19 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 28 gru 2013, 13:36
Posty: 28
Płeć: mężczyzna
Cieszę, się, że moja wypowiedź Ciebie zainteresowała Devlieger. Postaram się odpowiedzieć na niektóre Twoje zarzuty.

Po pierwsze, uważam nadwagę za proces rozregulowania organizmu. Waga ciała powinna się regulować sama, tak jak np. jego temperatura, czy ciśnienie krwi. Dlatego zwierzęta w naturze nie liczą kalorii i nie tyją. Przeżarte ograniczeją żerowanie i na odwrót - wygłodzone jedzą więcej.

Co do tego co tuczy niezupełnie się z Tobą zgadzam. Tłuszcz w tkance tłuszczowej biochemicznie syntezowany jest z glukozy oraz wolnych kwasów tłuszczowych. Bez tłuszczu w diecie nie można więc przytyć. To prawda. Co ważne nie chodzi tu o całkowity brak tłuszczu ale ilość powiedzmy mniejszą od 20% zapotrzebowania energetycznego, albo nawet 10%. Jak sądzę trochę tłuszczu jednak zjadasz i nie tyjesz.
Tycie polega na zaburzeniu procesu magazynowania energii i odkładaniu tkanki tłuszczowej pomimo iż jest jej za dużo.

Jeśli piszesz, że białka jesz 10%, to dla mnie oznacza, że 10% Twojej energii z pożywienia pochodzi z białka.
Jak sądzę jesz go około 70g, co odpowiadałoby około 1050 kJ energii (250 kcal jeśli tak wolisz). Dla mnie to stanowczo za dużo.
Weżmy podany przeze mnie przykład BTW=45/240/50 w gramach oznacza w zaokrągleniu procentach energii 6:87:7. Tak więc z białka pozyskuję 6% energii.

Skąd wzięło mi się te 6%, albo 45 gramów?
Dziennie spalamy 30-40 g białka. Tak podaje Biochemia Harpera i na takich danych się opieram.
Dlatego nie jem więcej białka.
Możesz zrobić eksperyment i przejść na głodówkę. W moczu znajdziesz zawsze azot (pochodzący z metabolizmu białek), chociaż nic nie jesz, a więc białka również.

Następna sprawa. Z przewodu pokarmowego do krwi dostają się wolne aminokwasy, nie zaś białka.
Co do amoniaku to kompletnie się mylisz. Azot zostaje uwolniony podczas spalania aminokwasów. Deaminacja zachodzi w mitochondrium, a ostatecznym produktem dla azotu u ssaków jest mocznik.

Jeśli Cię interesuje co się dzieje z cukrem - to samo - w krwiobiegu masz wolne monocukry: glukozę, fruktozę i galaktozę (to trzy najważniejsze). Mimo tego, że jesz skrobię czy dwucukry (sacharoza, laktoza czy maltoza)

Z tłuszczem jest już troszkę inaczej. Jak chcesz mogę napisać.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2015, 16:58 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 02 lut 2013, 22:08
Posty: 445
Płeć: mężczyzna
Nie piszę, że jem białka 10%, piszę, że jem poniżej 10% od 1.5 roku.

W poprzednim poście pisałeś, że ograniczanie białka jest niebezpieczne, teraz piszesz mi, że 70g to zdecydowanie za dużo.

A pominąłeś najważniejsze, czyli jego jakość. Nie będziemy już wchodzić w dyskusję na temat białka zwierzęcego i roślinnego, bo to nie czas i miejsce.

Prawda jest jednak taka, że istnieje masa badań potwierdzających szkodliwość spożywania białka odzwierzęcego i ani jedno analogiczne badanie odnośnie białka roślinnego. Każdy przyjmuje do wiadomości to, co jest dla niego najwygodniejsze.

Nie musisz mi mówić co dzieje się z cukrami bo dobrze o tym wiem. I jeżeli wiesz i Ty, nie rozumiem dlaczego się ich boisz.

Cukry proste wchłaniane są bezpośrednio w jelicie cienkim, natomiast skrobie są rozkładane i wchłaniane w jelicie grubym. Rzecz polega na tym, żeby cukry jak najszybciej trafiły do komórek i zostały zamienione w glikogen.

Największą przeszkodą w tym procesie jest oczywiście nadmiar tłuszczu w diecie, który zagęszcza krew i "obkleja" komórki tak, że cząsteczki glukozy nie mogą się do nich dostać.

Właśnie dlatego jeszcze nikt nie wyleczył kandydozy ani cukrzycy typu 2 wysokotłuszczową dietą. Co najwyżej można zmniejszyć objawy. Natomiast wysokowęglowodanowa wegańska dieta bardzo szybko rozwiązuje te problemy.

Brak dostarczania cukrów z pożywieniem, nie oznacza, że nie będzie go w krwiobiegu itd. Bo tak jak napisałem wcześniej, cukier jest preferowanym źródłem energii i organizm zrobi zawsze wszystko co potrzebne, żeby uzupełnić zapasy glikogenu. Niestety przez przeszkody o których napisałem wcześniej, cukier nie może być spożytkowany tak jak należy, a wtedy odżywiamy grzyby, patogeny, komórki nowotworowe etc.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2015, 18:25 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 28 gru 2013, 13:36
Posty: 28
Płeć: mężczyzna
Devlieger, nie napisałem, że 70 g to za dużo. Dla mnie za dużo.
To ile go akurat potrzeba nie sposób zgadnąć. Zasugerowałem swoje rozwiązanie. Wszystko oczywiście zależy też, jak słusznie zauważyłeś, od wartości biologicznej zjadanego białka.

Nie wiem o jakich badaniach odnośnie szkodliwości białek zwierzęcych piszesz. Jeśli podasz mi przykłady leczenia cukrzycy typu 2 dietą wegańską, chętnie się im przyjżę. Nie twierdzę, że to niemożliwe, wręcz przeciwnie. Tradycyjna dieta japońska to dużo węglowodanów, mało lub bardzo mało tłuszczów. Zachorowalność na cukrzycę typu 2 jest tam chyba dość mała. Brak miażdżycy. Nie ma problemów z nadwagą.

Uważam, że Twoja, wegańska dieta, albo japońska są znacznie lepsze od niestosowania żadnej czyli np. BTW=20:40:40, bo przecież każdy coś je, a przykładowy układ BTW uważam za tragiczny.
Albo redukujemy tłuszcz, albo cukier. Dlatego ja unikam cukru, a Ty tłuszczu.

Co do priorytetów paliwa to się z Tobą nie zgodzę. Dowód na to jest prosty. Organizm musi utrzymywać stężenie glukozy we krwi w granicach powiedzmy 4-5,5 mmol/l. Nawet gdybym kompletnie cukru nie jadł takie stężenie się utrzyma, a glukoza nie będzie dostępna dla prawie żadnych tkanek poza krwinkami i układem nerwowym. Jedynym paliwem dla mięśni są wtedy kwasy tłuszczowe. Organizm ma bardzo ograniczone możliwości produkcji glukozy.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2015, 18:34 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 lut 2013, 15:39
Posty: 384
Płeć: mężczyzna
Cóż, nie czytałem wątku, ale pytanie było o nasze sposoby, więc odpowiadam.

W moim przypadku skuteczne było pozbycie się chleba. Przy każdym posiłku głównie śniadaniu i kolacji zastępowałem go większą ilością chudego twarogu, zieleniną lub jajkiem kurzym gotowanym.

Słodycze to oczywiście podstawa, ale by nie było tak dramatycznie można sobie zafundować co jakiś czas kakao naturalne nawet posłodzone - to nie tylko dobry smak, ale też wiele magnezu i innych cennych substancji.

Ograniczenie serów topionych i żółtych lub pleśniowych - one naprawdę są bardzo kaloryczne.

No i jak najwięcej ruchu, nawet gdy jakiegoś dnia stwierdzasz, że nie chce Ci się podejmować aktywności, podejmij ją chociaż w minimalnym stopniu robiąc kilkanaście brzuszków, przysiadów czy przechodząc lub przebiegając kilkaset metrów - niby nic, a jednak psychicznie czujemy się lepiej ;)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2015, 18:44 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 02 lut 2013, 22:08
Posty: 445
Płeć: mężczyzna
@lucek

Tutaj masz serię wykładów, nie będę linkował wszystkich części, bo są w autoodtwarzaniu.

phpBB [video]



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2015, 21:12 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 28 gru 2013, 13:36
Posty: 28
Płeć: mężczyzna
Devlieger:
Nim obejrzę wszystkie filmy, które mi przesłałeś chciałem się odnieść do wątku cukrzycy (pierwszy film). Otórz cukrzykom wcale nie proponuje się w Polsce diety niskowęglowodanowej. Sprawdź w necie. Każą im jeść to co jedli dotychczas i co wpędziło ich w chorobę: BTW= 10:30:60. Tyle, że w sześciu posiłkach, małe indeksy glikemiczne i inne pierdoły. To nie wyleczy cukrzycy, bo dalej tkwią w tym samym modelu odżywiania, który wepchnoł ich w chorobę.
Gdzieś w necie jest nawet przepis jak zostać cukrzykiem. Może nim zostać każdy.

To co pisze LamConcept jest czymś co obserwowałem u siebie.
Po obiedzie, (rezygnujemy z kolacji aby schudnąć) idziemy spać. Rano nasz organizm jest w stanie lekkiej ketogenezy. W wątrobie brak glikogenu, więc musi spalać tkankę tłuszczową. Chudniemy.
Jedyny sposób aby przestać chudnąć to zabrać się do jedzenia chleba. Lipaza lipoproteinowa i lipaza hormonoczuła (nie wiem jak się ta druga nazywa po polsku - HSL=hormon sensitive lipase), blokują hydrolizę tłuszczów tkanki tłuszczowej i możliwość spalania kwasów tłuszczowych przez tkankę mięśniową.
Jesteśmy uratowani. Tkanka tłuszczowa przestaje zanikać. Może już tylko obrastać w tłuszcz, a mięśnie mogą spalać jedynie cukier.

Krótko mówiąc rano wolę zjeść jajka na bekonie. Bez chleba!



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 maja 2015, 21:43 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 02 lut 2013, 22:08
Posty: 445
Płeć: mężczyzna
Ja wiem, że w PL przy cukrzycy nie proponują niskowęglowodanowej diety.
Przeraża mnie jednak, że wielu "cudotwórców" zbija kokosy na promowaniu tejże jako skutecznego lekarstwa na cukrzycę (William Davis, Montignac etc) a jest to wierutna bzdura, która prędzej spowoduje tę chorobę niźli ją wyleczy.

Dobrze wiesz, że ruch wysokotłuszczowy jest w niezwykłym rozkwicie. William Davis sprzedał ponad milion egzemplarzy "Pszenicznego brzucha", natomiast o dietach wysokowęglowodanowych totalna cisza. Nikt ich właściwie nie propaguje poza ludźmi dobrej woli, którzy robiliby to i robią nawet za darmo.
Coraz więcej informacji w mainstreamie na temat "złych węglowodanów".

Jak dla mnie mechanizm jest prosty, ludzie za bardzo lubią mięso i dlatego wierzą tym badaniom, które pasują pod ich wygodnickie preferencje.

Co do samego chleba, nie ma ani jednego badania mówiącego o szkodliwości glutenu u ludzi niecierpiących na celiakię. Diety bezglutenowe to wielki hit nastawiony tylko na zbijanie kasy, ten fakt też przetestowałem na sobie.

Jeżeli w chlebie coś nam szkodzi, to gluten w ostatniej kolejności. Zacznijmy od pestycydów, które mogą bezpośrednio "dziurawić" jelita i wywoływać objawy podobne do celiakii. Na drugim miejscu mamy procesy przetwarzanie mąki, wybielanie bromem etc. Na samym końcu duża ilość soli oraz drożdże używane przy wypiekaniu. No i dodatkowo fakt łączenia chleba z białkami odzwierzęcymi, co jest najgorszym możliwym połączeniem dietetycznym. Dużo węgli plus dużo tłuszczu to też niedobra opcja, co już ustaliliśmy.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 maja 2015, 8:18 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 28 gru 2013, 13:36
Posty: 28
Płeć: mężczyzna
Devlieger:
Nie wiem czy diety niskowęglowodanowe rozwijają się jakoś szczególnie szybko. Zgodzę się z tym, że wyraźny atak jest wymierzony aktualnie w gluten.
Zauważ, że od niedawna rozrasta się koncepcja paleo. Wszyscy jej koncepcjoniści mówią o ograniczeniu spożycia żywności wysokoprzetworzonej. W szczególności trzech: mąka (najgorsza jest przeniczna z uwagi na gluten), olejów roślinnych oraz cukru (buraczanego oraz HFCS-55).

Jaka może być argumentacja?

Gluten.
Piekarze wybraji pszenicę ze względu na gluten. Chleb, pizza i makarony dobrze się lepią. Dobrze też oblepiają kosmki jelitowe, a dla części populacji prowadzi do ciężkich zaburzeń i zniszczenia kosmków. Przypadków nietolerancji glutenu jest coraz więcej, z uwagi na rosnące jego spożycie. Do niedawna dość silna nietolerancja glutenu stanowiła coś poniżej 0.1% populacji. W tej chwili w społeczeństwach zachodnich to około 1%, a w niektórych krajach 2-3 % tam gdzie spożycie glutenu jest duże.
"Wheat is murder" jak przeczytasz zaglądając na strony paleo.

Oleje roślinne.
Używane masowo do produkcji margadyny. Margaryna jest w produkcji znacznie tańsza od masła, zawiera zwykle tylko 40-60% tłuszczu, niesie więć kolosalne zyski przemysłowowi tłuszczowemu. Chwytem reklamowym jest brak cholesterolu i np. duża ilość omega-3. Producenci tłuszczy roślinnych nie mówią natomiast, że nie zawierają one w ogóle witamin A,D i K, oraz tylko małe ilości witaminy E.
Brak omega 3 i omega-6 nie jest śmiertelny i nie powoduje ciężkich zaburzeń. Brak witamin to już poważny problem.

Cukier.
Sam w sobie nie wywołuje w organiźmie żadnych szkód. Nie zawiera natomiast nic innego poza cukrem. Może więc brakować organizmowi narzędzi do jego utylizacji.

Chciałbym jeszcze wspomnieć coś o soi. Musiałbym dowalić przemysłowi mięsnemu, bo im się należy. Soja to też przecież fitoestrogeny.
Zastępują oni wieprzowinę drobiem. Argumentują, że drób jest zdrowszy, a jest on po prostu dla nich 2 razy tańszy. Walą ile wlezie soi, bo zmniejsza im to ilość drobiu jaką mogą wrzucić do kiełbasy. Soja jest jeszcze tańsza od drobiu. Już w ogóle są bezczelni waląc wszędzie E1422, bo to ich kosztuje grosze.
Jeszcze wzmacniacze smaku i zapachu.
Mamy tanią "parówkę" albo "szynkę": 3% białka sojowego, 3%białka drobiowego, 25% modyfikowanej skrobii, woda.
Jeśli miałbym jeść coś takiego, wojałbym już chyba zostać wegetarianinem.

No więc nawiązując do odchudzania, związanego przecież z BTW jakie preferujemy. Taką "parówkę" bardziej należy dodać do ilości zjadanych jabłek czy bananów niż tłuszczu i białka :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 maja 2015, 10:22 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 02 lut 2013, 22:08
Posty: 445
Płeć: mężczyzna
Wszystko ok, tylko tak jak mówiłem. To co nazywamy nietolerancją glutenu może być tak naprawdę efektem masowego stosowania pestycydów na zbożach zawierających gluten. Pestycydy te mogą bezpośrednio powodować perforację jelit. Artykuł na ten temat był w sierpniowym Nexusie z 2014 roku. Jeżeli jesteś zainteresowany to sobie to odszukasz.

Tak jak napisałem, paleo uważa, że pszenica to największe zło. Tymczasem nie ma żadnych badań potwierdzających jakąkolwiek szkodliwość pszenicy dla osób nie chorujących na celiakię. Weź pod uwagę, że kazeina pod względem obklejania kosmków jest jeszcze gorsza od glutenu a jakoś cisza na ten temat.

Oprócz wyżej wspomnianych pestycydów, największym problemem białej mąki jest jej sposób przetwarzania, no i oczywiście fakt, że jest bardzo uboga w składniki odżywcze. Jestem również niemal pewien, że najwięcej negatywu czyni łączenie białego pieczywa z produktami zwierzęcymi, co jest o wiele, wiele bardziej szkodliwe niż pszenica i gluten sam w sobie.

Ja nie zauważam u siebie żadnych, ale to żadnych negatywnych skutków po spożyciu glutenu.
A byłem na bezglutenowej diecie przez rok. W dodatku pół roku była to dieta na kształt paleo, a pół roku dieta wegańska, obie bezglutenowe. Chleb z mąki dobrej jakości, niekoniecznie razowej (razowa zawiera dużo nierozpuszczalnego błonnika, który działa jak szkło na nasze jelita, które muszą wydzielać dużo śluzu, by ten ich nie pokaleczył, dlatego pełny chleb szybciej daje uczucie sytości, ale jest trochę problematyczny dla naszego układu trawiennego) oraz na naturalnym zakwasie działa bardzo pozytywnie na mój układ trawienny. Czasem pozwalam sobie zjeść wielką wegańską pizzę na białej mące i nie mam najmniejszych problemów trawiennych, a dopóki jadłem mięso i nabiał, moja przemiana materii była na żałosnym poziomie i była to bezpośrednia przyczyna przejścia na weganizm.

Żeby nie być gołosłownym, dodam też ciekawy artykuł traktujący o ZALETACH glutenu, bo te też są i to wcale nie mało. Ja skłaniam się ku tym argumentom z prostej przyczyny. Miałem do czynienia z dietami bezglutenowymi (wcale nie jadłem żadnych zamienników) i na podstawie reakcji własnego organizmu mogę obrać klarowne stanowisko.

http://www.sci-fitness.pl/2013/12/kto-sie-boi-zego-glutenu.html

http://www.crazynauka.pl/dieta-bezglutenowa-jak-sami-siebie-oszukujemy/



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 maja 2015, 15:08 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 28 gru 2013, 13:36
Posty: 28
Płeć: mężczyzna
Osobiście zauważyłem raczej dość ostrą reakcję w necie na reklamy typu: "Pij mleko - będziesz wielki". Pij mleko, będziesz kaleką! Z mlekiem jak z glutenem. Dla niektórych skończy się to nieciekawie.
Krowie mleko to pokarm dla cielaczków. Nie dla ludzi.

Za reklamy tego typu i akcje rozdawnictwa mleka w szkołach płaci podatnik. Urzędnicy dostrzegają problemy tam gdzie ich nie ma i często wyrządzają więcej szkody niż pożytku. Przecież są lepsze źródła białka niż mleko, a laktozy nie toleruje połowa polskiej populacji. Mleko wypłukuje wapń z organizmu, a nie dostarcza. Glukozę, fruktozę i sacharozę tolerują wszyscy. Więc o co tak naprawdę chodzi?

Nakazuje nam to bycie nieufnymi, samemu szukać prawdy, eksperymentować by odnaleźć dla siebie lepsze rozwiązanie.

Organizm nas jednak oszukuje. Nie możemy całkowicie oprzeć się na smaku. Lecz jeśli zapach zupy mlecznej wywołuje u mnie odruchy wymiotne, to się zastanawiam.

Tak naprawdę chodzi tu przede wszystkim o biznes i żerowanie na niewiedzy. Może z mlekiem to jakieś interesy jego producentów?

Przykłady można by podawać w nieskończoność.
Oficjalne stanowisko Instytutu Żywności i Żywienia wyraźnie mówi, że nie ma żadnej górnej granicy spożywania cholesterolu. Po co się nim straszy, a lekarze zapisują komu popadnie statyny?
Koncerny farmaceutyczne każą nam kupować tabletki zawierające magnez. Magnez jest we wodzie. Jeśli ktoś ma wątpliwości czy mu go nie brakuje niech sobie kupi wodę wysokozmineralizowaną w najbliższym sklepie. Również w aptece kupimy kapsułki zawierające kwasy wielonienasycone omega-3. W sklepie kupimy olej rzepakowy, który to zawiera ich 10% i 20% omega 6. Razem jakieś ćwierć kilo kwasów omegawielonienasyconych za 6 PLN.

Niedawno napisałbym, że muszę już skończyć bo mi ciśnienie rośnie. Z moim ciśnieniem to już historia. 20 lat łykałem na nie prochy. Teraz nie potrzebuję. Samo spadło. Cud.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 cze 2015, 16:27 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 4:14
Posty: 82
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Łódzkie
Dorzucę od siebie kilka słów w kontekście zrzucania zbędnego balastu. Za odchudzanie zabrałem się dwukrotnie, dwukrotnie z pozytywnym skutkiem.

Zanim ktokolwiek zabierze się za odchudzanie powinien uzmysłowić sobie kilka podstawowych rzeczy. Pierwszą i chyba najistotniejszą jest to, że tyje się od węglowodanów. Organizm nie posiada hamulca umożliwiającego wyrzucenie nadwyżki węglowodanów poza organizm. Każda jedna kaloria pochodząca z węglowodanów - bez znaczenia czy prostych czy złożonych - będzie albo spożytkowana na bieżące procesy, albo odłożona w postaci tłuszczu w tkance tłuszczowej. W organizmie są hamulce które uniemożliwiają wchłonięcie większej ilości białek i tłuszczy. Gdyby wykluczyć całkowicie węglowodany i żywić się wyłącznie tłuszczami i pewną (ściśle określoną) ilością białka, nie ma fizjologicznej możliwości przytyć. Przytyć z uwagi na tłuszcz można, o ile dostarczymy organizmowi za dużo węglowodanów lub białek z których organizm może wytworzyć węglowodany. Siłą rzeczy i tak zostanie zmagazynowany tłuszcz na skutek przekształcenia węglowodanów, a nie tłuszczu w tłuszcz :) Jeśli ktoś myśli o zrzucaniu wagi musi bezwzględnie obciąć cukry, inaczej się nie da. Na bok idą na pierwszym miejscu słodycze, napoje gazowane, oraz syrop glukozowo-fruktozowy. Odpadają owoce.

Kolejną bardzo ważną rzeczą, jest to kiedy i w jakich warunkach spala się tkankę tłuszczową. Otóż tłuszcze są spalane cały czas, te z tkanki tłuszczowej także. Udział procentowy poszczególnych substratów energetycznych zmienia się jednak w czasie, i w zależności od wykonywanej czynności. Tłuszcz może być wykorzystany w mitochondriach tylko i wyłącznie z udziałem dużych ilości tlenu. Nie jest możliwe spalenie tłuszczu jako paliwa w mitochondriach w procesach beztlenowych. Oznacza to tyle, że będąc na bilansie kalorycznym ujemnym i robiąc np. pompki, czy podnosząc ciężary nie schudniemy, a przynajmniej nie z tłuszczu, a z mięśni. Do spalania tłuszczu z tkanki tłuszczowej polecane są tzw. sporty areobowe. Są to sporty w których następuje duże zapotrzebowanie na tlen. Do takich sportów zalicza się pływanie, bieganie, kolarstwo... oraz seks :haha:

Uzmysłowić trzeba także, że dopiero po pewnym czasie od rozpoczęcia aktywności aerobowej następuje zmiana rodzaju substratu potrzebnego do wytwarzania energii. W pierwszej kolejności, w pierwszych minutach aktywności - np jazdy rowerem - występują procesy umożliwiające spalenie glukozy, jako głównego materiału energetycznego dla mięśni. Dopiero kiedy poziom cukrów w organizmie zostanie do pewnego stopnia obkurczony, organizm zwiększa udział procentowy wolnych kwasów tłuszczowych, i wykorzystuje je w procesach metabolicznych. W praktyce oznacza to tyle, że najpierw krew, później mięśnie/wątroba a na końcu tkanka tłuszczowa. Ważne jest, by narzucić sobie umiarkowaną ale stałą intensywność. Maksymalnie taką kiedy podczas wykonywania tej czynności nie sapiemy jak pies. Wykorzystuje się często przy tym tzw. HRmax ale nie trzeba zaopatrywać się w pulsometr, wystarczy nie doprowadzać się do stanu kiedy jadąc rowerem odczuwamy bóle mięśni, szybko oddychamy. Czynności o charakterze areobowym stosowane w celu odchudzenia, muszą być rozłożone w dłuższej przestrzeni czasowej.

Pierwszy raz wziąłem się za odchudzanie kiedy ważyłem 97 kg. Wykorzystując powyższą wiedzę w 10 tygodniu udało mi się zjechać do ok. 75 kg. Zapewniałem sobie wszystko to co jest organizmowi potrzebne. Z natury swojej nie jadam śniadań. Podstawowym posiłkiem był dla mnie obiad. Obiad składał się z maksymalnie 1600 kcal. Choć na ogól było ok 1200 kcal. Nie zwracałem uwagi na to co na ten obiad było. Ten posiłek traktowałem jako główny posiłek energetyczny, nie tylko pod względem kalorycznym. W posiłku tym musiały znaleźć się surówki. Po kilkudziesięciu minutach siadałem na rower, a po ok godzince jazdy czułem już zasysanie w brzuchu. Rowerem starałem się jeździć po kilka godzin dziennie. Po skończonej jeździe po ok. godzince jadłem skromny posiłek watrości ok 300 kcal. głównie węglowodanowy. i kolejny ok pół godziny przed snem.

Niestety, z wagi zjechałem za szybko. po pewnym czasie odzyskałem spowrotem wagę, a jeszcze poźniej ponownie wziąłem się za zrzucanie wagi i jak narazie stan się utrzymuje. Tu muszę nadmienić iż w moim przypadku jest problem z zapaleniem wątroby.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 cze 2015, 19:19 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 02 lut 2013, 22:08
Posty: 445
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Pierwszą i chyba najistotniejszą jest to, że tyje się od węglowodanów.


Na tym zdaniu skończyłem czytać...

Czytałeś wątki w temacie? Jeżeli nie, to zrób to i zastanów się jeszcze raz nad tym co napisałeś.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 cze 2015, 10:14 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 lut 2015, 18:25
Posty: 88
Płeć: mężczyzna
Hahaha, też nie wiedziałem, czy się śmiać, czy płakać :D

Tu jest drugi asik
"Gdyby wykluczyć całkowicie węglowodany i żywić się wyłącznie tłuszczami i pewną (ściśle określoną) ilością białka, nie ma fizjologicznej możliwości przytyć."
kolego, chyba obce Ci jest pojęcie glukoneogenezy. Poczytaj może jakąś książkę od biochemii i dopiero zacznij jakieś wnioski wysuwać.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 cze 2015, 16:31 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 kwie 2015, 15:12
Posty: 60
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Poznań
Bardzo dobrym sposobem na pozbycie się zbędnych kilogramów jest bieganie. I nie mówię tutaj, to jakichś wycieńczających maratonach, a o dosłownie 20 - 30 minutach od 4 do 5 razy w tygodniu. Mój brat miał zawsze lekką nadwagę (5 - 10 kg). Próbował różnych diet, chodził na siłownie i nie bardzo pomagało. W końcu zaczął biegać i doszedł do normalnej dla siebie wagi po około 5 miesiącach. Dodam, że nie trzymał żadnej diety. Jadł jak zawsze.

Jeżeli nadwaga nie jest spowodowana jakimś zaburzeniami metabolizmu, to jest to jedynie kwestia dodatniego bilansu kalorycznego - po prostu zjadamy więcej niż potrzebujemy. Dlatego organizm to odkłada w postaci tkanki tłuszczowej. Dlatego możemy się albo głodzić (jest to pojęcie względne), albo stworzyć warunki do większego zapotrzebowania na energię (wysiłek fizyczny).



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 cze 2015, 20:44 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 lut 2015, 18:25
Posty: 88
Płeć: mężczyzna
Bieganie działa tylko w jeden sposób - zwiększa ogólną pulę zapotrzebowania, co zazwyczaj prowadzi do deficytu energetycznego. Poza tym podwyższa kortyzol :D Ale jak ktoś lubi to czemu nie.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 09 cze 2015, 8:30 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 4:14
Posty: 82
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Łódzkie
devlieger pisze:
Cytuj:
Pierwszą i chyba najistotniejszą jest to, że tyje się od węglowodanów.


Na tym zdaniu skończyłem czytać...



Nic na to nie poradzę, mogę co najwyżej polecić zapoznanie się z tzw. "dietą optymalną". Zakłada ona niski współczynnik węglowodanów. Ważne w niej jest by ilość węglowodanów nie przekraczała ściśle określonej wartości. Można co najwyżej się sprzeczać w kwestii czy taka dieta na dłuższą metę jest zdrowa, ale jeśli będziesz pilnować ilości spożywanych węgli nie przytyjesz. Jeśli możesz, wskaż mechanizm który spowoduje, że spożyty tłuszcz zostanie zmagazynowany w tkance tłuszczowej.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 09 cze 2015, 8:58 
@ezoteryka
Węgle nie powodują tycia, tylko podnoszenie poziomu glukozy we krwi. Jesz produkty o wysokim IG - podnosisz poziom insuliny we krwi, która reguluje poziom cukru we krwi i aktywuje proces neolipogenezy czyli wytwarzania tłuszczów. Ograniczanie jakichkolwiek węgli ma sens wtedy, gdy cierpimy na insulinooporność. Inaczej wystarczy dbać o IG.
Co do tycia od tłuszczów to radzę zapoznać się z pojęciem ketoza, podczas której niemożliwy jest wysoki poziom insuliny we krwi, od którego się tyje.



Na górę
   
 
 
Post: 09 cze 2015, 12:17 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 02 lut 2013, 22:08
Posty: 445
Płeć: mężczyzna
@Mr Random
IG nie ma tu nic do rzeczy. To jedna wielka ściema. Spójrz na "otyłych" Azjatów spożywających masowe ilości białego ryżu o cholernie wysokim IG. Poziom glukozy we krwi rośnie najszybciej kiedy oprócz węgli spożywamy dużo tłuszczów. Kiedy podaż tłuszczu w diecie jest bardzo niski, glukoza błyskawicznie transportowana jest do komórek i zamieniana w glikogen. Proces ten utrudnia tłuszcz, a ludzie na wysokotłuszczowych dietach mają średnio wyższy poziom glukozy we krwi niż na wysokowęglowodanowych i niskotłuszczowych. Ciekawe w jaki sposób?
Istnieje masa badań, potwierdzających, że wraz z zwiększoną podażą tłuszczów wzrasta insulinooporność. I to już po 2-3 godzinach po bogatym w tłuszcze posiłku.

I tak na zakończenie, tak wygląda jeden z guru wyskotłuszczowej, niskowęglowodanowej, niskoglikemicznej diety, dr William Davis. Ciekawe jakim cudem ma nadwagę? Nie rozumiem...

Obrazek

Michel Montignac, kolejny "ekspert" od niskoglikemicznej diety:

Obrazek

I dla odmiany, dr John McDougall od "starch solution" czyli wysokowęglowodanowej diety wegańskiej:

Obrazek

dr Neal Barnard, który napisał swój program LECZENIA cukrzycy typu 2 wysokowęglowodanową dietą: (podczas gdy diety wysokotłuszczowe tylko hamują postęp lub zmniejszają objawy)

Obrazek



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 09 cze 2015, 15:50 
devlieger, może poziom glukozy we krwi nie jest jedynym czynnikiem powodującym otyłość, żółtki w sumie to obalają... Trzeba by przeanalizować dietę takich Azjatów, czy stosują dietę rozdzielną (nieświadomie), czy może jest to kwestia faktu, że ryż biały jest ubogi w mikroelementy.
Nie wiem czy ściemniają z tą dietą wysokotłuszczową, ale na forach kulturystycznych opisują te metody jako skuteczne i jakoś to funkcjonuje. A pan William Davis z pewnością nie wygląda na człowieka aktywnego fizycznie.
Z tą insulinoopornością to nie wierzę, wklej linka do badań jak masz :P



Na górę
   
 
 
Post: 09 cze 2015, 17:14 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 02 lut 2013, 22:08
Posty: 445
Płeć: mężczyzna
Aktywność fizyczna nie ma tu nic do rzeczy. Na wysokowęglowodanowej diecie nie da się przytyć nawet jak siedzisz cały dzień w fotelu. Dieta tłuszczowa nie jest najgorsza jeżeli chcesz zrzucić parę kilo. Oczywistym jest, że łączenie węgli i tłuszczów to najgorsza opcja. Same tłuszcze - trochę lepiej. Węgle - optymalnie. Poza tym, każdy kto przechodzi na dietę wysokotłuszczową radykalnie obcina kalorie, bo ta dieta szybko zapycha. Niemniej wiele osób które stosowały obie opcje relacjonuje, że o ile na początkach tłuszczowej diety dość szybko zrzuciło parę kilo, to po jakimś czasie natrafili na szklany sufit, trafili na barierę nie do pokonania. I dopiero na wysokowęglowodanowej osiągnęli upragniony efekt.
Co do przyczyn tycia, istnieje hipoteza, której nie sposób obalić: "Tłuszcz, który zjadasz, to tłuszcz który na sobie nosisz". Nie da się jej obalić z tego względu, że każdy na niskotłuszczowej diecie prędzej czy później osiąga szczupłą sylwetkę, bez względu na tryb życia.
Gdzieś kiedyś też trafiłem na badania, które twierdziły, że spożywanie białka zwierzęcego istotnie wpływa na fakt gromadzenia tłuszczu w komórkach. Tutaj też na pewno można polemizować, bo zakładam, że dieta ta nie wykluczała tłuszczu, więc istniały też inne czynniki.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 97 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 7 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group