Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 06 gru 2019, 12:16

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 22 ] 
Autor Wiadomość
Post: 22 sty 2012, 20:11 
Wszyscy wiemy że to szalone czasy w których na NIC nie mamy czasu. Wszystko przyśpiesza próbując nas zagonić siłą do wyścigu szczurów. Wiemy że subiektywnie czas przyspiesza ..i w ostateczności nigdy nie zdążymy niczego zrobić w tym życiu ..siadamy na koniec dnia zmęczeni... a następnego dnia to samo. Od rana zastanawiamy się czy zdążymy wszytko załatwić...zrobić na czas ...- na " jaki czas" ? Czy jeżeli nie zdążymy to świat się zawali ? Do tego dochodzi spirala informacyjna...zbliża się Ragnarok...co najmniej...albo upadek Starego Świata...a tu jeszcze tyle spraw przed Końcem Świata trzeba załatwić. Wiecie kiedy byłem najszczęśliwszy ?
Kiedy nie istniał internet w latach 80-90. Kiedy musiałem jechać 40 km lub 10 do najbliższej biblioteki...słuchając walkmana który baaardzo wolno przewijał taśmy co sprawiało że nie było jak skakać po utworach ..ba...nie mogłem zagrać 150 płyt CD na pamięci SDHC bo ich nie było.... no baterie wszystko było jakieś takie ..wymagające większego wysiłku...taśmy trzeba było kupić...czekać na nowy odcinek ulubionej gazety gazety miesiąc lub na nowy odcinek Tytusa...zależy :tak: Zanim czegoś człowiek się dowiedział czego szuka ... przeczytał nie to co trzeba...wypożyczył też zupełnie inną książkę niż chciał...Jakoś to nie miało większego znaczenia...

Pamiętam jak godzinami leżałem na łące i gapiłem się w chmury...był czas na medytacje pod drzewem, był czas pobiegać i był czas aby obejrzeć jeden film w tygodniu w czwartki... Pamiętam jak chodziłem do lasu i chodziłem wokół małego drzewa chyba z trzy godziny...ot tak sobie, :D przyglądałem się uważnie wszystkim listkom gałązkom i detalom...słońcu... i słuchałem muzyki... jakoś nie wiem ile czasu nawet minęło...Potem wieczorem...zamykam oczy i co widzę ...cudowne drzewo przed oczami tak dokładnie jak w realu...i nadal mu się przyglądam...Czy zmarnowałem w ten sposób życie ? Wieczorem latem kiedy kładło się na polu i patrzyło w spadające gwiazdy..bo za gorąco było spać w domu. No apotem zbliżyłem się do nieba jeszcze bardziej...na prawdziwych skrzydłach...i miałem mnóstwo czasu... Bo wiecie to nadal była inna perspektywa która zmienia się już jakieś 300 m nad ziemią... Wszystko zaczyna nabierać właściwych proporcji...Ulice są do ogarnięcia wzrokiem. ludzie...gdzieś zamieniają się w punkciki...a potem widzisz Jastrzębia przy skrzydłach...i nagle on jest jedyną perspektywą... Nie ma ludzi ....jest ptak...wiatr i niebo...takie chwile zapamiętuje się na całe życie.
Czy zdobyłem tym samym stopień naukowy...nie Mruga Czy zaoszczędziłem pieniądze...wprost przeciwnie.... :)
Czy zrobiłem coś pożytecznego ? Nigdy w życiu... :D Ech normalnie byłem zwykłym "pasożytem" społecznym...
który kompletnie nic nie robił... No i nie siedziałem przed TV bo i tak nic nie było...
Nie były to łatwe czasy to na pewno...ale teraz, tego się nie da opisać. Zgubiłem wszystko gdzieś jakieś 20 lat temu. Zgubiłem swoją duszę z którą wtedy byłem znacznie bliżej.

To taka garść moich wspomnień. Co dziwne zapamiętałem masę dobrych rzeczy które miałem...a nie to czego nie miałem. Coś się zmieniło i jest mi tym bardzo źle... mój wewnętrzny głos mówi że mam - poczekać, zwolnić.
Tak wszyscy się śpieszymy aby zdążyć na Koniec Świata... a ja mam ochotę go przegapić...spóźnić się.

Znalazłem jakiś czas temu bardzo fajną stronę....która mówi ...Nie goń...zaczekaj na swoją duszę...
Myślę że warto się zapoznać z tym bardzo fajnym artykułem poniżej. :tak: I nieco zwolnić...bo możemy się wykoleić zupełnie w tym pędzie... I tu jest paradoks bo kiedy zwolnisz ...to być może czas znajdzie Ciebie ...a nie ty Jego. 8-)

Slow Movement
http://www.slowmovement.pl/

http://www.zaczekac-na-dusze.pl/zwolnij-tempo-znajdziesz-milosc.html

Zwolnij tempo - znajdziesz miłość

Cytuj:
Podążamy za tempem otaczającego nas świata do tego stopnia, że nie mamy czasu na życie prywatne, na miłość. Nie mamy czasu na długie godziny cieszenia się towarzystwem drugiej osoby, na jej poznawanie i odkrywanie. Zwolennicy slow movement radzą: zwolnij tempo - znajdziesz miłość!

Autor: Katarzyna Swiba

Zwolnij tempoPrognozy pogody na weekend są kiepskie? Oznacza to, że czeka nas kilka dni w domu, co dla aktywnego człowieka jest po prostu nie do zniesienia. Jednak zamiast narzekać, może lepiej w te kilka dni zanurzyć się w slow movement. Wypracować swój własny sposób "nicnierobienia".

Szybciej + więcej = nie najlepiej
Wszystko zależy od naszego podejścia. Nawet deszczowe dni mogą być niezwykle ciekawe. Wystarczy spojrzeć w głąb siebie. Może deszcz pozwoli nam na chwilę zatrzymać się, albo chociaż zwolnić tempo życia, przyjrzeć się, czego nam brakuje i jak to zmienić.


Kochamy szybkość. Wydaje nam się, że tylko wtedy żyjemy, jesteśmy "na czasie". Adrenalina, napięcie, stres. Wciąż ze wszystkim się śpieszymy. Chodzimy na szybkie randki (speed dating), korzystamy z szybkiej sieci, mamy szybkie paczki, szybkie wybieranie numerów i fast food. Chcemy mieć szybką obsługę, bo szybki to wydajny, a powolność kojarzy nam się z nieudacznictwem, niską wydajnością, lenistwem. Rzadziej z jakością.

Miłość lubi czas
Nieprzyjemne rzeczy chcemy przejść szybko, a te przyjemne - jakoś tak same z siebie mijają błyskawicznie. Jesteśmy ogarnięci tempem otaczającego nas świata do tego stopnia, że nie mamy czasu na życie prywatne.

Problem w tym, że uczucie zwykle rozwija się powoli, a my wolelibyśmy od razu wiedzieć, czy jesteśmy sobie przeznaczeni. Nie mamy czasu na długie, powolne godziny cieszenia się towarzystwem drugiej osoby, na poznawanie jej i odkrywanie. Najchętniej przeczytalibyśmy dossier potencjalnego partnera, porównali z własnymi oczekiwaniami. Szybka decyzja i najchętniej przeszlibyśmy do następnego etapu związku. Ale miłość tak nie działa!

Miłość lubi czas, długie leniwe spacery, godziny przy kominku w chatce w górach. Łatwiej spotkać miłość, kiedy mamy czas na różne rzeczy. Ale żeby się na nią przygotować, trzeba wcześniej nauczyć się zwolnić tempo życia. Potrafić cieszyć się prostymi rzeczami, zatrzymać się i spojrzeć inaczej na otaczającą nas rzeczywistość. Nauczyć się nic nie robić.

To właśnie proponują nam zwolennicy slow movement. Jest to ruch powolności – idea, według której powinniśmy czasem zwolnić i uwolnić się od presji czasu.

Żyj tak, jak chcesz
Slow movement to nie jest jakiś wymysł filozoficzny grupy ludzi, którzy próbują nam powiedzieć, jak dobrze żyć, narzucić jakieś wyznaczniki, normy, zasady. Najlepsze w całej idei jest to, że wybieramy to, co nam się podoba i cieszymy się tym, na co mamy akurat ochotę. Najważniejsze, by zwolnić tempo życia i wreszcie zrobić to, co zawsze odkładaliśmy na później, na co było nam szkoda czasu. By nie śpieszyć się i by cieszyć się życiem. By uśmiechać się do chmur i do gwiazd.

Slow movement często odwołuje się do ekologii, do zwrócenia się w stronę natury, ale nie jest to konieczne. Zazwyczaj nadmiernie spieszą się mieszkańcy miast, więc przede wszystkim do nich jest adresowana ta inicjatywa. By czasem przejść się przez park, poszwendać się po muzeum, zamiast "zaliczać" najważniejsze atrakcje miasta.

Zwolnij tempo Żyć w czasie rzeczywistym
Londyn - jako jedno z największych i najbardziej zatłoczonych europejskich miast - ciągle gdzieś pędzi. Przejść przez Oxford Street, albo przez Picadely Circus graniczy z cudem. Tuż po wyjściu ze stacji metra, porywani jesteśmy przez falę tłumu. I nie ważne, że chcieliśmy iść w przeciwnym kierunku, z kimś się spotkać na rogu, albo po prostu przystanąć i popatrzeć na świat. Nie. Londyn pędzi i - czy tego chcemy, czy nie - musimy pędzić z nim. Tak działa prawie każde wielkie miasto, ale londyńczycy postanowili się zbuntować i zwolnić. Przynajmniej przez chwilę zobaczyć inaczej ten sam świat, który przemierzają na co dzień.

W zeszłym roku Londyn zwolnił swoje tempo za sprawą festiwalu "The Slow Down London". Festiwal trwał 10 dni na przełomie kwietnia i maja, a główne imprezy organizowane były podczas długiego weekendu. Wtedy właśnie londyńczycy odkrywali uroki powolnego życia. Hasło przewodnie całej inicjatywy to "przeżywać życie w czasie rzeczywistym", bo trudno się nie oprzeć wrażeniu, że nasze życie przeżywamy, jakbyśmy przewijali film – mniej więcej łapiemy fabułę, ale wszystkie szczegóły i smaczki gdzieś nam uciekają. Jak więc żyć, jak kochać, nie przegapiając niczego ważnego? Slow movement nie każe nam z niczego rezygnować, ale zachęca nas do zwolnienia.

Klub powolniaków
Wśród atrakcji festiwalowych znalazły się takie rzeczy jak degustacja wina, czytanie poezji, warsztaty medytacji. Powolny, wspólny spacer przez Londyn. Wykład specjalisty z obserwatorium w Greenwich na temat czasu. Ślimacza poczta - czyli warsztaty pisania listów odręcznie, a także koncerty i degustacje slow food. Wszystko odbywało się radośnie i bez pośpiechu.

Idea "Slow Down London" do tego stopnia się spodobała, że tuż po zakończeniu festiwalu zaczęto organizować kolejne imprezy pod tym samym hasłem. W tym roku w majowy weekend już nie odbywa się festiwal, bo poszczególne atrakcje dostępne są cały rok. Na przykład w ostatni tydzień kwietnia zwolennicy "Slow Down London" chodzili do pracy pieszo w ramach akcji "Walk to Work Week". Wcześniej zwiedzali przedmieścia, odwiedzali galerie, muzea, chodzili na jogę. Organizatorzy "Slow Down London" założyli także "Slow Club". W ramach klubu odbywają się ośmiotygodniowe warsztaty, pokazujące, jak zwolnić tryb swojego życia i cieszyć się wielkim miastem, nie tracąc, a wręcz zyskując na jakości swojego istnienia.

Międzynarodowy Instytut Robienia Niezbyt Wiele :tak:
Idea spowolnienia może dotyczyć właściwie wszystkiego. Jest ona skierowana głównie przeciwko życiu w biegu i temu, by zauważać upływający czas. Na przekór temu, do czego przywykliśmy, że jeśli nie będziemy w ciągłym ruchu, w ciągłym wirze wydarzeń, to coś nas ominie, wypadniemy z obiegu i...?

I nic – przekonują zwolennicy Slow Down Now. Nawet założyli Międzynarodowy Instytut Robienia Niezbyt Wiele :D (The International Institute of Not Doing Much). Brzmi trochę, jak skecz z grupy Monty Phytona, ale właściwie - czy nie popadliśmy w jeszcze większy absurd, wciąż gdzieś się śpiesząc? Twórcy instytutu pokazują, jak odpoczywać, nic nie robiąc, jak długo spać, co nas omija, gdy wciąż pędzimy, jak śmiać się i nie brać życia na poważnie – w końcu tak niewiele czasu mamy, by się nim cieszyć.

Innymi sposobami, jak możemy wprowadzać w życie ideę slow movement, są na przykład powolne podróże (slow travel), slow food (przeciwieństwo do fast food), powolne spacery (slow walks), powolne rodzicielstwo (slow parenting, zakładające, że dużo czasu poświęcamy naszym dzieciom), slow design (nowa koncepcja sztuki użytkowej i zagospodarowania przestrzeni).

Slow date
Możemy też zainicjować trend powolnych randek, co będzie - nie tylko sprzyjające poznawaniu nowych ludzi, ale także nowe i odkrywcze, bo takiego trendu w ramach slow movement jeszcze nie ma. Żeby dobrze wpisać się w koncepcję ruchu, można połączyć randkę z odkrywaniem natury, kultury, byciem ekologicznym. Mamy tu dużą dowolność i pole do popisu. Najważniejsze, by się nigdzie nie śpieszyć, by dać sobie czas.

Na naszym wyścigu z czasem cierpi nasz organizm – większość ludzi nie sypia tyle godzin, ile powinna, jest wciąż zestresowana, podatna na groźne choroby. Cierpi nasz umysł, szukając szybkich, krótkotrwałych rozwiązań - nasza kreatywność jest na niższym poziomie. Cierpi jakość naszego życia, może więc warto na chwilę zwolnić? Szczególnie, że nadchodzi dzień wolny od pracy. W tych dniach można nacieszyć się chwilą, bo niestety czas jest bardzo nieekologiczny – to źródło, którego zasoby nie są odnawialne. Raz zużyte, drugi raz się nie powtórzą, więc użyjmy ich dobrze.

Artykuł pochodzi z serwisu Sympatia.pl
http://sympatia.onet.pl


Może czas rozpocząć studia w "Międzynarodowym Instytucie Robienia Niezbyt Wiele" :king:

http://slowdownnow.org/

Obrazek

Obrazek



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 22 sty 2012, 20:11 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 22 sty 2012, 20:44 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2009, 16:35
Posty: 417
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Zielony Cętkowany
Tak... to były fajne czasy... :)

Cytuj:
I tu jest paradoks bo kiedy zwolnisz ...to być może czas znajdzie Ciebie ...a nie ty Jego.


To może jako uzupełnienie/przypomnienie to co już kiedyś napisałem na tym forum:

Cytuj:
Gdy ktoś nic nie robi to, tylko pozornie nic nie robi.
Podczas nierobienia niczego ten ktoś na innym poziomie niż 3D, czyli jego wyższa jaźń, czy jak ja to nazywam
Istota ma wreszcie czas aby pracować. Ma wtedy czas, spokój, brak zakłóceń i może odbudowywać
strukturę połączeń/a ze swiom "dołem", odbudowywać go samego, jak i za pomocą swego "dołu" przekazywać
wibracje, energie, itp, itd, czy co tam jeszcze do struktur 3D.


To powyżej stąd:http://davidicke.pl/forum/praktyka-nie-trzeba-nic-robi-t5403.html?sid=2539408c0a9983898b1a28b091401e5a

Większość ludzi obrasta z czasem (ja też :mrgreen: ) w masę niepotrzebnych rzeczy, gadżetów,
które tylko ogłupiają, a może ma się je bo dało się ogłupić?
NIE DAJMY SIĘ OGŁUPIAĆ :tak:

_________________
Nie kim, a Czym jestem i co tu i Tam robię? ...reszta jest prosta :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 23 sty 2012, 11:51 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree

Rejestracja: 07 sty 2011, 18:56
Posty: 310
Myślę, że to ciekawy pomysł, bardzo minimalistyczny - czyli w moim guście. Poza tym cieszy mnie brak totalnej bezproduktywności. Chyba można to elegancko połączyć. Moim zdaniem wystarczy nie pędzić i wkładać trochę serca w wykonywane czynności, nadawać im znaczenie. Ma to w sobie coś z ceremonii.
Przykładowo budzę się rano i zachowuję przez chwilę stan hipnagogiczny, pozwalam przepływać przeze mnie sennym myślom. Następnie afirmuję co mi potrzebne, wyobrażam sobie jak to otrzymuję. Idę do łazienki, szoruję ciało, cieszę się zimną wodą. Później joga, przyrządzenie śniadania, pobłogosławienie go i szamanie ze słuchaniem - dajmy na to - Beethovena. Następnie modlitwa do Słońca, bo wiąże mnie to z naturą. Po tym układam sobie plany na dzień. Uczę się angielskiego, czytam nowe książki lub teksty (taraka!), oglądam film/przedstawienie teatralne/słucham opery, medytuję i stosuję hipnozę oraz różne ćwiczenia, wybieram wolontariat, idę na wystawę lub przeglądam album ze sztuką, gram na gitarze, piszę artykuł czy jakiś wierszyk, spotykam się z innymi ludźmi, trenuję, słucham muzyki. Oczywiście pamiętam o jedzeniu. :) Wieczorem mam pewną powtórkę z poranka.
Przyznam, że robię to z ogromnej tęsknoty za czymś, co nie do końca mogę określić. Niektóre aspekty tego świata godzą w moje poczucie piękna. Wierzę, że mogę je nadrobić pewną konstruktywnością, zgłębianiem siebie, nawiązywaniem znajomości... Chyba głównie swego rodzaju empatią, bo z niej biorą się wymienione rzeczy.
Swoją drogą dzięki za akapit "Miłość lubi czas", musiałem o tym częściowo zapomnieć.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 sty 2012, 20:48 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 wrz 2009, 21:44
Posty: 808
Lokalizacja: NRW
Płeć: kobieta
Troche mnie tentekst zdolowal, bo im wiecej czytam takich rzeczy, tym bardziej sobie uswiadamiam ze nie jestem czlowiekiem, tylko chomikiem zamknietym w klatce ktory zapieprza w kolku jak oszalaly, chociaz stoi w miejscu.

Ja tez bylam najszczesliwsza kiedy internetu nie bylo (fajny jest, ale i uzaleznia, przyspiesza wszystko). W latach ´90 bylam jeszcze dzieciakiem, ale w moich wsomnieniach to byly zlote czasy beztroskiego zycia, szalenstw, tarzania sie w trawie i zbierania lisci na jesien, bycia blisko z natura, nie martwilam sie co bedzie jutro i nie wiedzialam ze cos takiego jak uplyw czasu istnieje.

Mamy juz dwa tematy odnosnie tego jak bardzo sie marnujemy ciagle sie spieszac. Zauwazylam ostatnio ze wszyscy, doslownie wszyscy zaczynaja zwracac na to uwage jak bardzo czas nam ucieka, i to coraz bardziej, przez nasz styl zycia wlasnie. Nawet na serwisach jak hopaj.pl czy demotywatory, uzytkownicy zaczeli zamieszczac grafiki przedstawiajace wlasnie lata z mlodosci lub dziecinstwa czyli ´70 ´80 ´90, ale nie tylko ludzie ktorzy tesknia za dziecinstwem - dlaczego tyle osob wspomina lata komuny jako "to byly czasy, co innego dzisiaj..." z tamtych czasow pochodza najlepsze opowiesci naszych dziadkow i rodzicow, jak bylo wtedy fajnie, jacy ludzi szczesliwi ( nie mam na mysli oczywiscie ze komuna byla git), nie bylo az takiego pospiechu Nikt nie znal okreslen workaholic, burn-out syndrome, czy adhd. Ludzie sa coraz bardziej niezadowoleni i zdziwieni "Jak to jutro sroda, przeciez dopiero co byla, gdzie sie podzial caly tydzien??". I co takiego zrobili przez ten tydzien? Zarobili pieniadze? I tak zaraz je wydadza, a straconego czasu nie odzyskaja, juz nigdy nie beda mogli wrocic do tego momentu kiedy mogli zrobic cos innego, cos lepszego, cos co beda mogli odnajdywac we wspomnieniach jak skarb w czasach ubostwa w ktore sami sie wpedzili.

_________________
Go to work, send your kids to school
Follow fashion, act normal
Save for your old age, obey the law
Walk on the pavement, watch T.V.
Repeat after me: I am free



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 02 mar 2012, 14:54 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 kwie 2009, 19:38
Posty: 942
Lokalizacja: silesia - hindenburg
Płeć: mężczyzna
Najbardziej lubię robić NIC.

Co to jest NIC?

To WSZYSTKO!!!

:bukiet:

Dzięki Red, za powrót do przeszłości i do korzeni.
Im bardziej sobie uświadamiam (choć i tak bardzo zwolniłem), ze zapędzam się w grę snu - tym bardziej tęsknię za wyjściem z gry i po prostu pozwolić sobie na komfort bycia sobą (choć jak się okazuje w tej grze też jest dobrze pograć - jednak najlepiej byc mistrzem gry).

Dobrze, że wiosna już wchodzi na pierwszy plan, bo częściej i łatwiej się z naturą można po doświadczać ;) :uścisk:

:uczeń: całe życie się człowiek uczy :zęby:

_________________
Dziękuję za świadomość wszystkich ludzi oraz miłość i radość wynikającą z wolności umysłu pozwalającej być TERAZ i TU !!!

Odwiedź:
Festiwal Filmów Kontrowersyjnych
http://www.ffk.org.pl
http://video.anyfiles.pl/videoblog/FFK_TV/16839
http://vimeo.com/user4926347/videos
http://www.dailymotion.com/FFK_TV



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 02 mar 2012, 15:59 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 wrz 2009, 17:32
Posty: 254
Lokalizacja: Iquitos, Mazury
Płeć: mężczyzna
Ostatnio rozsmakowałem się w Slow Movement, tak bardzo, że zaczynam zaniedbywać moją pracę naukową :hi hi:

no ale mam wrażenie, że w obecnych czasach, kiedy wszystko dosłownie przyspiesza, to gromadzenie nowej wiedzy, kolejnych danych jakby ustępuje kontemplacji chwili obecnej i robieniu zwyczajnych czynności...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 03 mar 2012, 23:01 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 13 paź 2011, 8:35
Posty: 145
Lokalizacja: zadupie
Płeć: mężczyzna
Temat bardzo ciekawy. Nawet lekko związany ze mną :) 3 etapy życia: Pierwszy dokładnie taki o jakim napisał Red. Czasy dzieciństwa, gdy nie było jeszcze telefonów komórkowych, o komputerach słyszało się tylko w szkole, że są takie rzeczy. No jeden kolega miał ZX Spectrum :D ale i tak lepsze było bieganie po świeżym jeszcze wtedy powietrzu. Żeby się z kimś spotkać trzeba było do tej osoby pójść i szło się bez umawiania (sms itd.), bo telefonu stacjonarnego nawet nie każdy miał. Większość młodego życia spędzonego w ruchu i na wszystko był czas. Żadnego szpiegowania przez nikogo. Jak człowiek zgłodniał to wtedy wracał do domu :) Tak wspominam etap 1.
Kolejny etap to przyśpieszenie. Praca, firma, wyjazdy. Więcej papieru z cyframi w kieszeni, ale czasu brak. Zakupy, kino domowe i chroniczne zmęczenie. Tak wyglądał etap 2.
Od ok 8-9 lat wstecz zaczął się u mnie etap 3. Wypieprzyłem TV i z każdym rokiem coraz więcej rzeczy mam gdzieś. Wychodzę z założenia, że praca nie zając. Na wszystko jest czas. Z każdym rokiem staram się żyć wolniej i wolniej. Nawet założyłem taki temat jakiś czas temu tu na forum na temat wakacji 6 miesięcznych.
Idea Slow Down to jest to :)

_________________
[i][color=#FF0000][size=120][b]Tu był kiedyś podpis.[/b][/size][/color][/i]



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 mar 2012, 14:18 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 lut 2011, 0:58
Posty: 150
Lokalizacja: Śląsk.
Płeć: mężczyzna
Świetny temat bardzo fajnie się czytało :)
Ja również od kilku lat zwolniłem bardzo mocno,dla ludzi zagonionych i pochłoniętych chyba już na dobre przez ten system może wydawać się że stanąłem w miejscu.Jednak,szczególnie ostatnie 2 lata dla mnie są wspaniałe,na nowo poznaje ten piękny świat,na nowo mogę przeżywać każdy dzień tak jak chcę a nie tak jak powinienem.Lata 90 ub.wieku wspominam jako coś i nie przesadzam tutaj z tym określeniem epickiego w porównaniu do tego co mamy teraz :) Czasy bez komórek,komputerów,audi a3000 czy audi7383 czy innych wytworów naszego chciejstwa :) Piękne czasy,dałbym wiele żeby wrócić te kilkanaście lat wstecz do tych ludzi i do tych miejsc,ale oczywiście jest to niemożliwe dlatego JEDYNYM wyjściem jest zmiana naszego życia TU I TERAZ.
Coraz częściej nie potrafię odnaleźć się w tym zagonionym na każdym szczeblu społeczestwie,nie potrafie i nie chcę.Pomimo tego że zawsze byłem i jestem osobą powszechnie lubianą i nie narzekającą na brak przyjaciół czy znajomych ostatnimi czasy po prostu wolę pobyć sam ze sobą,pomimo tego że narzeczonej za bardzo to nie odpowiada 8-) .Pojechać moim wysłużonym autem nad rzeke i czytać książke nie patrząc na zegarek,spakować plecak i wyruszyć przed siebie w pieszą wędrówke po jeszcze tych niezbyt zaludnionych terenach (na szczęście dane jest mi mieszkać na wsi:) ) i mieć wszystko w nosie przez chwile.Oczywiście przychodzą takie chwile gdy człowiek potrzebuje kontaktu z przyjaciółmi i wtedy wraca ten stary ja,nie wychylający się za bardzo ze swoimi poglądami żeby nie wyjść na dziwaka,i tego najbardziej w sobie nie lubie,mam nadzieję że kiedyś nabiorę więcej odwagi.
Dziękuje za możliwość ''wypisania'' się :)

_________________
''Zatrzymajmy się w pędzie, nikt nie pamięta po co biegnie.
Czy na pewno po szczęście? Czy sam bieg, nie jest biegu sensem?
Nic nie jest pewne. Ja przecież sam wciąż pytam, szukam sposobu, by kiedyś polecieć
jak Ikar, na skrzydłach tej wolności.
I jeśli mam jak on spaść, to spadnę jak on,
ale szczęśliwy, bo żyłem naprawdę...''



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 mar 2012, 19:31 
Zdecydowanie Redmuluc, coś w tym jest. Szukamy, szukamy a na dobrą sprawę jest wszystko na wyciągnięcie ręki (oświecenie, osiągnięcie prawdy, szczęścia - zwał jak zwał). Spoglądam z perspektywy na ten zwariowany, zagoniony, zakłamany świat i czasem nie wierzę w to co widzę. Najpełniej rysuje się prawda na twarzach, w oczach dzieci - to całe niedowierzanie na szaleństwo systemu, w który siłą są wpychane przez śpiących na jawie, zahipnotyzowanych rodziców. Żal współczesnego pokolenia. Z większością młodych ludzi nie sposób sensownie porozmawiać. Kiedyś np. studenci byli pierwszą linią obrony, która spontanicznie, sercem reagowała na każdy fałsz, niesprawiedliwość (bycie studentem zobowiązywało), a teraz w większości ci młodzi ludzie są najżarliwszymi wyznawcami - strażnikami Systemu. Czasem czuję się jak Tank z filmu Matrix.

Ten filmik ostatnio odkryłem. Bardzo trafnie opisuje czasy w których się wychowywałem:

Tacy byliśmy... lata 80 i 90
phpBB [video]

:buja: faaajnie było


Ostatnio zmieniony 07 mar 2012, 21:00 przez suchoparek, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
   
 
 
Post: 05 mar 2012, 19:58 
suchoparek pisze:
Ten filmik ostatnio odkryłem. Bardzo trafnie opisuje czasy, w których się wychowywałem:


Oj tak świetny filmik... zamiast materaca dmuchanego opona od traktora, rower też był pewnym luksusem to pomysłowość nie znała granic, każdy złom, śmietnik był cennym źródłem części od roweru, dłubanie w warsztacie zresztą też, oczywiście po szkole...no i ta oranżada..."na miejscu proszę... :język: " Czy ktoś dziś kupuje "na miejscu ? :drugged: No jeden fakt...każde podwórko nasze...każde... po prostu się szło pobawić...bez zapowiedzi...bo telefonów nie było. :P Ech fajnie to sobie przypomnieć...choć nic nie było...ale nie miał nikt to nie było konkurencji :lol:



Na górę
   
 
 
Post: 05 mar 2012, 20:40 
Pamiętam, że i w połowie lat 90-tych nabiegała się mama ze mną po psychologach. Przynajmniej raz w miesiącu. Ale zarazem szkolny wychowawca z tych lat , szkoły podstawowej, mimo upływu czasu ciągle się o mnie wypytywał mojej mamy, bo tak się złożyło, że i ta cudowna pedagog była wychowawczynią mojej 8- lat młodszej siostry. Kiedyś odwiedziłem tą kobietę, w wieku 20 lat. Była bardzo szczęśliwa wtedy a zarazem smutna gdy odchodząc, jeszcze raz spojrzałem na nią.. :serducho"

Do dziś wstręt mam do głupkowatych psychologicznych testów...Musiano niemal moją głowę w nie włożyć abym skupił moją rozproszoną uwagę na czymś, sensownym... :P

Reszta filmiku, jakże bliska.

Pamiętam, za dzieciaka gdy na przedmieściach miasta grało się w piłkę na ulicy bo któryś z urzędników nie pomyślał, że w tych częściach też są dzieci i nie wybudował żadnego z boisk. Piłka czasem wpadała do ogródka pełnego chwastów pewnej starszej pani, która wykazywała się strasznie terytorialnym podejściem. Co chwile wykrzykiwała, że powbija nas w ziemię...a my pokorni czekaliśmy na zimę kiedy to grad śnieżnych kulek rzucanych w budkę na działce tej pani powodował stany nerwicowe tej wyjątkowo gadziej starszej kobiety.

Gdy dorośliśmy, zaadaptowaliśmy pole kolegi pod budowę boiska. Bramki zdobywaliśmy w pobliskim lesie, co jakiś czas znikały z naszego boiska bo pewien staruszek zabierał je do kominka...W odwecie naruszaliśmy suwerenność sąsiadującego z nami pola truskawek które były jego własnością.

Gdy przychodziło pragnienie często ukojeniem była woda pełna pestycydów z pobliskiego strumyka, który w górnym nurcie został przekształcony w kąpielisko poprzez zbudowanie zapory z kamieni.

Pobliski lasek stanowił pole do działań wojennych. Często kompromisem stawała się gra w podchody, gdzie ja wszelkimi siłami nie doprowadzałem do złapania się. Wrogiem najczęściej była natura, bo albo się wpadało w gąszcz jeżyn, albo gubiło się buty w błocie. Wtedy poszukiwanie obuwia stawało się priorytetem. W tych chwilach wróg stawał się sprzymierzeńcem , kompanem. Wspólnymi siłami szukało się buta. To była jedna z niewielu sytuacji doskonale nam znanych. Co sprawniejsi potrafili uciekać na drzewa i przeskakiwać z jednego na drugie.
Zostali specjalnie wyselekcjonowanym oddziałem "małpiatek" a później gdy poznałem tematykę dzieł Darwina, doszedłem do wniosku, że się mylił, bo chociaż nachwilę ewolucja zawróciła, było to związane z budową baz na drzewach. Większość została zdobyta przez staruszka i jego piec, ale moja ze względu na unikatową strukturę przetrwała.

Działo się dużo, będzie o czym wnukom opowiadać. :D :king:



Na górę
   
 
 
Post: 05 mar 2012, 21:08 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 29 lis 2011, 21:06
Posty: 126
Płeć: kobieta
Kosmiczny p. ale fajny avatar !



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 mar 2012, 21:22 
No i najbardziej zaawansowany ówczesny dostępny sprzęt grający jako uzupełnienie marzeń... :D
Nie wszystkich było na to stać, potem trochę się zmieniało na lepsze...jak walkman...kasetowy...nagrywanie audycji Listy Przebojów Programu 3 marka Niedźwiedzkiego...zamiast internetu i mp3....trzeba było ruszyć się do kolegi...

Obrazek

Czy byłem szczęśliwszy bez internetu...absolutnie :P Dowiedziałem się czym jest internet w1994 w pracowni mat-fiz... i nie miałem pojęcia co to jest www bo komputer nie miał karty graficznej tylko znakową :język: pierwszy adres pamiętam do tej pory ftp.funet.fi :king: piractwo ? ...tylko na filmie Polańskiego :język: Wtedy wszyscy przegrywali kasety i płyty CD ale to znacznie później. Pamiętam w radiu PIK premierę płyty CD na antenie...Usłyszeć muzykę bez szumów kasety...szok :lol:

Naszą cywilizację zabija ilość informacji którą zmusza się nas abyśmy przetworzyli...potem wypieramy własną osobowość i wszystko po kolei ... po co ? Jest nam lepiej ?



Na górę
   
 
 
Post: 05 mar 2012, 23:32 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2009, 10:11
Posty: 1806
Twój opis i wzmianki z przeszłości kojarzą mi się z filmem 13 piętro.
Wytwarzamy Iluzję w systemie iluzji...

Kiedyś bardziej - smakowało się to co było, mniej, ale jakość i głębia większa.
teraz jest wszystkiego dużo i bylejakiego...
większą wartość ma umiejętność selekcji informacji niż zdolność ich pozyskiwania...

_________________
Wszystko jest umysłem...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 06 mar 2012, 8:26 
Hakun pisze:
Twój opis i wzmianki z przeszłości kojarzą mi się z filmem 13 piętro.
Wytwarzamy Iluzję w systemie iluzji...

Kiedyś bardziej - smakowało się to co było, mniej, ale jakość i głębia większa.
teraz jest wszystkiego dużo i bylejakiego...
większą wartość ma umiejętność selekcji informacji niż zdolność ich pozyskiwania...


W tym problem...na zmuszaniu nas do selekcji, na co dzień. Miliony pudełek, informacji instrukcji, ekranów, wyświetlaczy, rachunków, etykiet na dekodowanie których tracimy czas. Ilościowo wygląda to tak że nie ma tu nic do rzeczy umiejętność selekcji. Koordynaty rzeczywistości sprawiły że tracimy cenny czas, na wszystko bez czego moglibyśmy się obejść. Top nie jest tworzenie iluzji w iluzji ale pozbywanie się iluzji i upraszczanie rzeczywistości od nadmiaru niepotrzebnych rzeczy. Zamiast patrzeć w niebo, patrzymy w TV, lcd telefonu, laptop, komputer, etykiety instrukcje.



Na górę
   
 
 
Post: 06 mar 2012, 10:34 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2009, 10:11
Posty: 1806
i między innymi przez to tak czas szybko płynie...
jak pracuje się w świecie analogowym, bez komputera
człowiek spokojnie wstaje, robi co ma do zrobienia
i jakoś z wszystkim się wyrabia...

w świecie elektroniki, jest więcej szybciej i ciągle za mało...
czasu, zasobów, mocy obliczeniowej... ciągle biec trzeba...

_________________
Wszystko jest umysłem...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 06 mar 2012, 10:57 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 29 lis 2011, 21:06
Posty: 126
Płeć: kobieta
Nie trzeba biec. Trzeba umieć nie dać się wkręcić.
Na telewizorze i komputerze jest przycisk off, mozna nauczyć się go obsługiwać.
Nie wiemy gdzie jest granica przyswajania informacji. To co dla mojego pokolenia zajeło pare lat (przejście od telefonu z tarczą do palmtopa) dla 12 latak jest zwyczajnością.
Dla mojego Dziadka największym wygarzeniem był widok lecącego samolotu.....
Świat zawsze bardzo się zmieniał i dla starszych trawa była zieleńsza "kiedyś".
Ważne by umieć samemu odlaleźć życie i umieć tę umiejętność przekazać następnemu pokoleniu.
Reszta to dekoracje.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 mar 2012, 9:52 
Niestety, ale jak sam po sobie widzę, zdobywanie informacji często bywa celem samym w sobie. Czy ludzie żyjący w czasach np babilońskich, czy średniowieczu byli z racji braku dostępu do technologii, informacji, narażeni na stagnację w tzw Rozwoju Duchowym? Zdecydowanie nie. Po pierwsze: trzeba zaznaczyć, że to nie byli tylko Ludzie np epoki Średniowiecza (chodzi mi w tym przypadku o skłonność do szufladkowania, nadawania etykiet), to był zbiór osobnych, równie ważnych dla całości, Jednostek. To Człowiek z krwi i kości, z tak samo zbudowanym mózgiem i targany takimi samymi uczuciami jak nasze. Pozycja społeczna, pokończone fakultety, czasy w których przychodzi żyć ... Jakie to ma znaczenie? Może ten staruszek -emeryt, który działeczkę sobie uprawia i w wolnym czasie na ganku, przy nogach z wiernym kundelkiem, w ciepłych promieniach zachodzącego słońca, delektuje się chwilą, może On jest w stanie Wam zdradzić największe tajemnice istnienia, opowiedzieć po co żyć, ...i że nie był mu do tego Internet potrzebny, wakacje w Wenecji, najmodniejsze żurnalowe kreacje...
Ważne, by nie zatracić się w całym szaleństwie cywilizacji, która z chęcią trzymała by nas twardo za jaja, a nasze umysły zniewoliła, by funkcjonowały tylko i wyłącznie na jej niezaspokojone potrzeby. Rozwój technologiczny i Cywilizacja jako taka mają nam służyć, a nie my im.
Prawda jest taka prosta i nieskomplikowana - czysta i nieodziana w górnolotne, skomplikowane, wyszukane epitety.

Pozdrawiam wszystkich! :D


Ostatnio zmieniony 07 mar 2012, 21:03 przez suchoparek, łącznie zmieniany 3 razy


Na górę
   
 
 
Post: 07 mar 2012, 19:47 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 07 sty 2010, 10:07
Posty: 414
Płeć: mężczyzna
Dziękuję Red za świetny temat i równie piękne zagajenie. Ja chyba bardzo tęsknię za takim działaniem na luzie, bez pośpiechu, dając sobie czas dopieścić to co robię - oddać czynności swoją troskę i uwagę - oddać światu własną energię - promieniować miłością, do spraw, rzeczy, przyrody i ludzi. Zwłaszcza do ludzi. Nie oceniać na pierwszy rzut oka i nie klasyfikować. Przyjąć drugiego człowieka, z którym się spotykam. Nie uciekać od kontaktu, dać czas temu, aby to coś co łączy ludzi, miało szansę urosnąć - zwyczajnie rozmawiać i zwyczajnie milczeć. Dzisiaj rano poczułem, że nie ma zbója, moja wola bliskiego kontaktu plus cierpliwość w rozmowie, na 100% przyniesie oczekiwane.

_________________
Akceptacja bramą miłości !!!



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 15 sie 2014, 12:50 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 05 lut 2014, 20:23
Posty: 406
Płeć: kobieta
To tylko iluzja, ze czas plynie szybciej. Po prostu zapychamy sobie go roznymi "przyspieszaczami". Wystarczy odciac sie od neta, wyskoczyc z tego technologicznego pociagu i mamy duzo, duzo wiecej czasu i spokoj.
Wiem, bo robie tak od czasu do czasu i chetnie do tego wracam.
Odejsc od neta (niezawsze sie da), ograniczyc telefony, zyc bardziej prosto. Nagle okazuje sie, ze czasu jest na wszystko.
Wystarczy siasc do neta i minuty zamieniaja sie w godziny.

Kiedys bylo inaczej, inaczej spedzalo sie czas po prostu. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby i teraz tak robic.
To bardziej kwestia nastawianie i zmiany mentalnosci. Wydaje nam sie, ze bez tego i tamtego nie da sie zyc. Ale da sie. Kiedys ludzie zyli tak i teraz tez sie da. Przynajmniej od czasu do czasu warto.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 mar 2015, 8:35 
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,9813

My, urodzeni w latach 50-60-70-80 tych, wszyscy byliśmy wychowywani przez rodziców patologicznych.

Obrazek

Na szczęście nasi starzy nie wiedzieli, że są patologicznymi rodzicami. My nie wiedzieliśmy, że jesteśmy patologicznymi dziećmi. W tej słodkiej niewiedzy przyszło nam spędzić nasz wiek dziecięcy. Wspominamy z nostalgią lata 60-70- 80. Wszyscy należeliśmy do bandy osiedlowej i mogliśmy bawić się na licznych budowach. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka go wyciągnęła i odkażała ranę fioletem. Następnego dnia znowu szliśmy się bawić na budowę. Matka nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że pasek uczy zasad BHZ (Bezpieczeństwo i Higiena Zabawy). Nie chodziliśmy do prywatnego przedszkola. Rodzice nie martwili się, że będziemy opóźnieni w rozwoju. Uznawali, że wystarczy, jeśli zaczniemy się uczyć od zerówki.

Nikt nie latał za nami z czapką, szalikiem i nie sprawdzał czy się spociliśmy. Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z grypą służył czosnek, miód, spirytus i pierzyna. Dzięki temu nie stwierdzano u nas zapalenia płuc czy anginy. Zresztą lekarz u nas nie bywał, zatem nie miał szans nic stwierdzić. Stwierdzała zawsze babcia. Dodam, że nikt nie wsadził babci do wariatkowa za smarowanie dzieci spirytusem. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Mama nie bała się ze zje nas wilk, zarazimy się wścieklizną albo zginiemy. Skoro zaś tam doszliśmy, to i wrócimy. Oczywiście na czas. Powrót po bajce skutkował bezwzględnie karami.

Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał nam karę. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle. Nikt nie pomagał nam odrabiać lekcji, gdy już znaleźliśmy się w podstawówce. Rodzice stwierdzali, że skoro skończyli już szkołę, to nie muszą już do niej wracać. Latem jeździliśmy rowerami nad rzekę, nie pilnowali nas dorośli. Nikt nie utonął. Każdy potrafił pływać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji aby się tej sztuki nauczyć.

Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Nikt nie płakał, chociaż wszyscy trochę się baliśmy. Dorośli nie wiedzieli, do czego służą kaski i ochraniacze. Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Oczywiście, chętnie skorzystalibyśmy z tej wiedzy. Niestety, pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a Milicja zajmowała się sprawami dorosłych.

Swoje sprawy załatwialiśmy regularną bijatyką w lasku. Rodzice trzymali się od tego z daleka. Nikt z tego powodu, nie trafiał do poprawczaka. W sobotę wieczorem zostawaliśmy sami w domu, rodzice szli do kina. Nie potrzebowano opiekunki. Po całym dniu spędzonym na dworze i tak szliśmy grzecznie spać. Pies łaził z nami — bez smyczy i kagańca. Srał gdzie chciał, nikt nie zwracał nam uwagi. Raz uwiązaliśmy psa na sznurku i poszliśmy z nim na spacer, udając szanowne państwo z pudelkiem. Ojciec powiązał nas później na sznurkach i też wyprowadził na spacer. Zwróciliśmy wolność psu, na zawsze. Mogliśmy dotykać inne zwierzęta. Nikt nie wiedział, co to są choroby odzwierzęce.

Sikaliśmy na dworze. Zimą trzeba było sikać tyłem do wiatru, żeby się nie obsikać lub „tam" nie zaziębić. Każdy dzieciak to wiedział. Oczywiście nikt nie mył po tej czynności rąk. Stara sąsiadka, którą nazywaliśmy wiedźmą, goniła nas z laską. Ciągle chodziła na nas skarżyć. Rodzice nadal kazali się jej kłaniać, mówić Dzień Dobry i nosić za nią zakupy. Wszystkim starym wiedźmom musieliśmy mówić Dzień Dobry. A każdy dorosły miał prawo na nas to Dzień Dobry wymusić. Dziadek pozwalał nam zaciągnąć się swoją fajką. Potem się głośno śmiał, gdy powykrzywiały się nam gęby. Trzymaliśmy się z daleka od fajki dziadka. Za to potem robił nam bańki mydlane z dymem fajki w środku. Fajnie się dym później rozchodził po podłodze jak bańka pękła.

Skakaliśmy z balkonu na odległość. Łomot spuścił nam sąsiad. Ojciec postawił mu piwo. Do szkoły chodziliśmy półtora kilometra piechotą. Ojciec twierdził, że mieszkamy zbyt blisko szkoły, on chodził pięć kilometrów. Musieliśmy znać tabliczkę mnożenia, pisać bezbłędnie (za 3 błędy nie zdawało się matury z polaka). Nikt nie znał pojęcia dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii i kto wie jakiej tam jeszcze dys… Nikt nas nie odprowadzał. Każdy wiedział, że należy iść lewą stroną ulicy i nie wpaść pod samochód, bo będzie łomot. Współczuliśmy koledze z naprzeciwka, on codziennie musiał chodzić na lekcje pianina. Miał pięć lat. Rodzice byli oburzeni maltretowaniem dziecka w tym wieku. My również.

Gotowaliśmy sobie obiady z deszczówki, piasku, trawy i sarnich bobków. Czasami próbowaliśmy to jeść. Jedliśmy też koks, szare mydło, Akron z apteki, gumy Donaldy, chleb z masłem i solą, chleb ze śmietaną i cukrem, oranżadę do rozpuszczania oczywiście bez rozpuszczania, kredę, trawę, dziki rabarbar, mlecze, mszyce, gotowany bob, smażone kanie z lasu i pieczarki z łąki, podpłomyki, kartofle z parnika, surowe jajka, plastry słoniny, kwasiory/szczaw, kogel-mogel, lizaliśmy kwiatki od środka. Jak kogoś użarła przy tym pszczoła to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię.

Ojciec za pomocą gwoździa pokazał, co to jest prąd w gniazdku. To nam wystarczyło na całe życie. Czasami mogliśmy jeździć w bagażniku starego fiata, zwłaszcza gdy byliśmy zbyt umorusani, by siedzieć wewnątrz. Jak się ktoś skaleczył, to ranę polizał i przykładał liść babki. Jedliśmy niemyte owoce prosto z drzewa i piliśmy wodę ze strugi, ciepłe mleko prosto od krowy, kranówkę, czasami syropy na alkoholu za śmietnikiem żeby mama nie widziała, lizaliśmy zaparowane szyby w autobusie i poręcze w bloku. Nikt się nie brzydził, nikt się nie rozchorował, nikt nie umarł. Żarliśmy placek drożdżowy babci do nieprzytomności. Nikt nam nie liczył kalorii.

Nikt nam nie mówił, że jesteśmy ślicznymi aniołkami. Dorośli wiedzieli, że dla nas, to wstyd. Nikt się nie bawił z babcią, opiekunką lub mamą. Od zabawy mieliśmy siebie nawzajem. Bawiliśmy się w klasy, podchody, chowanego, w dwa ognie, graliśmy w wojnę, w noża (oj krew się lała), skakaliśmy z balkonu na kupę piachu, graliśmy w nogę, dziewczyny skakały w gumę, chłopaki też jak nikt nie widział. Oparzenia po opalaniu smarowaliśmy kefirem. Jak się głęboko skaleczyło to mama odkażała jodyną albo wodą utlenioną, szorowała ranę szczoteczką do zębów i przyklejała plaster. I tyle. Nikt nie umarł.

W wannie kąpało się całe rodzeństwo na raz, później tata w tej samej wodzie. Też nikt nie umarł. Podręczniki szanowaliśmy i wpisywaliśmy na ostatniej stronie imię, nazwisko i rocznik. Im starsza książka tym lepiej. Jak się poskarżyłeś mamie na nauczyciela to jeszcze w łeb dostałeś. Jedyny czas przed telewizorem to dobranocka. Mieliśmy tylko kilka zasad do zapamiętania. Wszyscy takie same. Poza nimi, wolność była naszą własnością. Wychowywali nas sąsiedzi, stare wiedźmy, przypadkowi przechodnie, koledzy ze starszej klasy, pani na świetlicy albo woźna jak już świetlica była zamknięta. Nasze mamy rodziły nasze rodzeństwo normalnie, a po powrocie ze szpitala nie przeżywały szoku poporodowego — codzienne obowiązki im na to nie pozwalały. Wszyscy przeżyliśmy, nikt nie trafił do więzienia. Nie wszyscy skończyli studia, ale każdy z nas zdobył zawód. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. Nie odważyli się zostać patologicznymi rodzicami.

Dziś jesteśmy o wiele bardziej ucywilizowani. My, dzieci z naszego podwórka, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez ADHD, bakterii, psychologów, znudzonych opiekunek, żłobków, zamkniętych placów zabaw i lekcji baletu.

A nam się wydawało, że wszystkiego nam zabraniają! :shock: :o

Tacy byliśmy... :hejka: http://www.zosia.piasta.pl/niespodzianki/tacy-bylismy.htm



Na górę
   
 
 
Post: 18 mar 2015, 11:08 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
Tak niewiele z tego już zostało,właśnie tak zwana "cywilizacja",ale ucywilizowanie poszło w odwrotną stronę,zatraca się w tym bałaganie zdolność obiektywnych ocen.Zatraca się swoją wartość.Czynniki i środowiskowe i narzucone dla wszystkich tak zwane "wartości wyższe",które tylko służą do coraz niższego schylania głowy i zmuszają zarazem do wewnętrznego buntu,który się wyładowuje gdzie popadnie i zupełnie bez zastanowienia czasami;na wzór zupełnie nam obcego -zachodniego,czy zaatlantyckiego modelu wychowania ,który nazywa się bez cydzysłowia zniewoleniem.To się stało wartością najwyższą,ale się udaje dalej głupa ,że tego pragnęliśmy.
Stworzone przez kastę rządzących imbecyli sieci pajęcze służące do łapania w nie od najmłodszych lat i absurdalny schemat wychowania ,razem z wpajaniem na siłę nawet sposobów spędzania niby swojego czasu.
Bo nawet czas na swobodę swoich właśnych ruchów został wplątany w ową sieć.

Teraz przeważająca większość młodych ludzie stoi sobie jak na peronie,a czas zasuwa,życie zaczyna jednocześnie umykać.Stojąc w bezruchu obserwują i są zdezorientowani w którym momencie należy wsiąść,jaki wagon byłby najbardziej odpowiedni i jaki kierunek obrać podczas wsiadania;w którym momencie dostrzec ten właściwy moment,bo potem już kierunek jazdy przez swoje życie może się nie zmienić.

Tak właśnie zapierdziela ten zasyfiony pociąg,który stał się ...pożądaniem.

W zależności od zakotwiczenia wzroku jego bieg się zmienia.
A wystarczy by większość ludzi, widzących tak nienaturalną prędkość, swoją wewnętrzną siłą zaczęło oddziaływać na ten zamotany ruch ,i wtedy nastąpi ZMIANA prędkości ,co spowoduje dostrzeżenie i zawartości wewnątrz jakiegoś przedziału jak i kierunku w którym zmierza całość.
Obrazek

A w rezultacie wyjdzie na to ,że to nie ten ,nie tyle peron ,tylko NIE TEN DWORZEC.

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 22 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group