Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 24 lut 2019, 6:41

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1 ] 
Autor Wiadomość
Post: 14 lip 2011, 14:55 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 lut 2010, 23:29
Posty: 1780
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Wielki głód i wielki wstyd

Po latach, gdy powstaje rzetelna i wstrząsająca publikacja o czasach ludobójstwa za rządów Mao, za krytykowanie autora badań biorą się nie tylko sługusy KPCh, ale i zachodni uczeni i recenzenci. Dlaczego?

Staroświeccy historycy raczej nie zbierają za sprawą publikowanych przez siebie książek obelg i wyzwisk w poczcie elektronicznej. Jednak Frankowi Dikötterowi to właśnie się przydarzyło. Odbiera całą masę takiej korespondencji, odkąd jesienią zeszłego roku opublikował „Mao’s Great Famine” (Wielki głód Mao) – poruszającą demaskatorską relację z koszmarów, jakie powodował chiński Wielki Skok lat 1958 – 1961. Niedawno publikacja zdobyła nagrodę BBC Samuela Johnsona – odpowiednik Bookera dla literatury faktu.

Zniewagi przybierają rozmaity charakter: od stosunkowo łagodnych („pies”, „imperialista”, oskarżenia o fabrykowanie historii), do bardziej osobistych (autor wymijająco odpowiada na pytanie o szczegóły). – Na początku przygnębiało mnie to, ponieważ brałem wszystko do siebie – mówi ten dobrze ułożony holenderski naukowiec, siedząc w biurze wydawcy i wciąż zmagając się ze zmianą stref czasowych po przylocie na uroczystość rozdania nagród. – Dopiero po dłuższym czasie zdałem sobie sprawę, że te opinie niekoniecznie wyrażane są przez niezależne jednostki, ale przez wumaodang – „Partię 50 centów” – czyli ludzi opłacanych przez chiński rząd za rozsyłanie takiej poczty. Taką mają pracę. Wszyscy oni logują się pewnej niedzieli, a ja akurat jestem ich zadaniem na rano.

Co spowodowało tę zorganizowaną i wciąż utrzymującą się jadowitą krytykę? Szokujące, nieznane wcześniej historie o wielkim głodzie w Chinach, do których dotarł Dikötter. Historyk z Hong Kong University, który siedem lat temu wziął urlop z London’s School of Oriental and African Studies i przeprowadził się na Wschód, znalazł się po prostu we właściwym miejscu o właściwym czasie. Pod koniec lat 90. Chińczycy zaczęli otwierać część swoich archiwów w – jak mówi – „akcie dobrej woli i otwartości poprzedzającym igrzyska olimpijskie”.

Podróżując do archiwów z dala od administracyjnych centrów, organizując spotkania z lokalnymi mieszkańcami i prosząc o dostęp do pozornie nudnych i nieatrakcyjnych dokumentów na temat – jak to nieco obłudnie określał – „historii ekonomicznej”, Holender natrafił na wybuchowy materiał o ukrytej historii okresu głodu. Ten „złoty czas” jego badań trwał około trzech lat, po czym niektóre dokumenty, do których zyskał dostęp, zaczęły ponownie znikać. Jednak dokumentacja, jaką zdążył znaleźć, w folderach o neutralnych nazwach jak „Badanie warunków życia na wsi”, była bardziej przerażająca niż cokolwiek, do czego udało się dotrzeć jakiemukolwiek zachodniemu historykowi. – Gdy zorientowałem się, jak wiele istnieje materiałów na ten temat, zdałem sobie sprawę, że tę historię trzeba po prostu opowiedzieć – mówi.

Wiele opowieści, do jakich dotarł 49-letni Dikötter, nie mieści się w głowie. – Zwyczajnych ludzi zmuszano do potwornych rzeczy – na przykład do pracy nago w środku zimy, bo w przeciwnym razie nie dostaliby swoich „punktów” [zastępujących pieniądze]. Pewnego ojca zmuszono do pogrzebania żywcem własnego syna, ponieważ dziecko ukradło trochę ziarna.

Innemu głodującemu chłopu, Wang Ziyou, „odcięto jedno ucho, nogi związano metalowym drutem, na plecy założono mu 10-kilogramowy kamień, a potem wypalono piętno gorącym żelazem – była to kara za wykopanie słodkiego ziemniaka”. Inni desperacko walcząc o przeżycie sprzedawali dzieci za miskę ryżu albo jedli trawę, korę, błoto czy zwłoki. Donoszono o aktach kanibalizmu. W jednej z wiosek urzędnicy odkryli mężczyznę duszącego na ogniu garnek z ludzkim mięsem.


Jeśli te pojedyncze historie mrożą krew w żyłach, to jeszcze bardziej niewiarygodne są liczby: według kalkulacji Diköttera zmarło 45 milionów ludzi, czyli o 15 milionów więcej niż oficjalnie podawana liczba. – Trudno jest mi pojąć to, co się stało, samą skalę tego wszystkiego – mówi historyk.

Z tych 45 milionów, od 1 do 3 milionów ludzi popełniło samobójstwa, a nawet 2,5 miliona pobiły na śmierć partyjne kadry, ponieważ, jak mówi z goryczą naukowiec, „nie pracowali dość ciężko, ponieważ odważyli się zaprotestować, ponieważ za wolno się ruszali, ponieważ jednego ranka nie mieli siły stawić się do pracy, ponieważ w niektórych przypadkach uznano ich za zbyt starych albo zbyt chorych – i co zrobić z taką osobą? Dalej ją karmić?”.

W Chinach okres ten jest oficjalnie nazywany „trzema latami katastrof naturalnych” i mało kto zna jego prawdziwą historię. W rzeczywistości, mówi Dikötter, katastrofę praktycznie w całości wywołali ludzie. Partia Komunistyczna zagoniła setki milionów chłopów do kołchozów, aby poprawić wydajność rolnictwa i przemysłu, i zacząć konkurować z supermocarstwami (w ciągu 15 lat zamierzano przegonić Wielką Brytanię w produkcji stali). – Ta radykalna kolektywizacja po prostu zniszczyła motywację do pracy. Wydajność rolnictwa załamała się – stąd głód.

Jeśli zaś katastrofa była w całości wywołana przez człowieka, to według Diköttera prawie całą odpowiedzialność ponosi za nią przewodniczący Mao, nazywany przez Holendra „największym mordercą w historii”. – Jeden z kluczowych dokumentów, do których dotarłem, nosi datę 25 kwietnia 1959 roku, kiedy to Mao powiedział, że gdy ludzie umierają, lepiej jest połowę z nich zagłodzić na śmierć, żeby druga połowa najadła się do syta – opowiada. – Był w pełni świadom tego, co się dzieje, nawet zwiększał dostawy ze wsi, nakazując, by jedną trzecią całej żywności zabierać z prowincji.

Jak na ironię, to ignorancja Chińczyków na temat okresu głodu pomogła Dikötterowi uzyskać tak niezwykły dostęp do materiałów. Czasami musiał uciekać się do podstępów (nie chce ujawniać swoich metod, by nie zagrozić prowadzonym badaniom nad okresem 1949 – 1958), ale na ogół sprawę załatwiało oficjalne pismo z pozwoleniem. Wielu archiwistów, z którymi miał do czynienia, zwyczajnie nie zdawało sobie sprawy z drażliwej natury przekazywanych materiałów.

Rozmawiając z Dikötterem wyrażam obawę, że publikując książkę podjął poważne ryzyko. Żonaty z Angielką poznaną w Londynie w 1987 roku naukowiec niedawno zrezygnował całkowicie z etatu w School of Oriental and African Studies i od września jego stałym miejscem pracy będzie Hong Kong University. Czy znalazł się pod presją? – Wróciłem. W zeszłym tygodniu byłem na konferencji w Szanghaju – jak dotąd nic się nie stało – mówi ostrożnie.

Nerwowo podchodzi za to do kwestii ochrony tożsamości archiwistów spotkanych w trakcie badań. W pewnym momencie przerywa w pół zdania, gdy omal nie wymknęła mu się nazwa konkretnej biblioteki. – Nie chcę podawać żadnych nazwisk ani nazw – zastrzega. – Nie chcę wprawić w zakłopotanie wspaniałych ludzi, zwłaszcza profesjonalnych archiwistów sprawujących pieczę nad dokumentami.

„Wprawić w zakłopotanie” – a może coś więcej? – Powiedzmy, że nie chcę stawiać nikogo w niewygodnej sytuacji.

Dikötter nie ma złudzeń, że jego książka zostanie opublikowana w Chinach kontynentalnych, ale ukaże się w Hongkongu, gdzie debata jest znacznie bardziej ożywiona niż w Pekinie. Ma nadzieję, że Chińczycy „przyjadą do Hongkongu, kupią egzemplarz i zabiorą go do domu”. A czy takie książki bywają konfiskowane? – Rzadko.

Przy całych swoich dobrych manierach i spokoju Dikötter gotów jest z zacięciem buldoga bronić swojej pracy. – Jeśli wkurza się właściwych ludzi, to znaczy, że robi się dobrą robotę – wyjaśnia. Szczególnie krytycznie odnosi się do – jak to nazywa – „staromodnej lewicowej sinologii”.

– Czytaliście recenzję autorstwa Michaela Dillona w dodatku literackim „Timesa”? (Skrytykowano tam Diköttera za zbijanie kapitału na „modnej fali szytej grubymi nićmi krytyki Mao” i za brak szczegółów dotyczących „jakichkolwiek jego wizyt w archiwach”). – Zaczynam się zastanawiać, w jakim świecie żyję, jeśli człowiek będący profesorem współczesnej historii Chin zaczyna kwestionować samo istnienie tych archiwów. W jakim świecie żyjemy, jeśli debata przenosi się na taki poziom? To niskie, małostkowe, ale ten profesor nie jest jedyny.

Szczególnie porusza Diköttera milczenie wokół tragedii. – Jest taki cytat z Elie Wiesela: „Kat zabija zawsze dwa razy; za drugim razem przez milczenie”. Straszliwsze od samej egzekucji jest milczenie, ponieważ nie można cofnąć się w czasie i zapobiec egzekucji, ale można zrobić coś z milczeniem. Dla mnie to właśnie jest najgorsze: ta cisza, to chodzenie na paluszkach wokół ogromnych czarnych dziur historii XX wieku.


http://ciekawe.onet.pl/spoleczenstwo/wielki-glod-i-wielki-wstyd,3,4790703,artykul.html

_________________
Obrazek

http://www.prisonplanet.pl/



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 14 lip 2011, 14:55 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group