Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 18 gru 2017, 17:41

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1 ] 
Autor Wiadomość
Post: 14 lut 2015, 21:04 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 23 sty 2010, 11:45
Posty: 342
Obrazek

Karę w wysokości 2,5 mld euro zgodziło się zapłacić w listopadzie 2014 r. pięć globalnych banków (JP Morgan Chase, Citibank, HSBC, Royal Bank of Scotland, UBS) za manipulacje na rynkach wymiany walut. Nadzorcy rynków finansowych (odpowiednicy naszej Komisji Nadzoru Finansowego) z trzech krajów – USA, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii – znaleźli dowody na to, że banki te stworzyły kartel ustalający wspólną politykę dotyczącą kursu walut. W skrócie: kurs waluty nie był wypadkową transakcji na rynku, lecz rozmów bankierów w kuluarach. Dobrowolne zapłacenie grzywny zamknęło postępowanie karne, ale pozwala ofiarom nieuczciwych praktyk dochodzić odszkodowań w sądach cywilnych. Chociaż każdy z ukaranych banków działa w Polsce, niektóre na ogromną skalę, to żadna z naszych instytucji nie rozpoczęła wyjaśniania, czy złotówka padła ofiarą manipulacji. A że tak było, wskazują wszystkie dostępne dane. Straty polskich firm z tytułu wykupienia nietrafionych opcji walutowych w 2008 r. były szacowane na 40 mld zł (9 mld zł przypadło na spółki notowane na warszawskiej giełdzie). Strat zwykłych ludzi płacących wyższe raty kredytów nikt nie liczył. Mimo to szefostwa Ministerstwa Finansów i KNF odpowiadają na nutę piosenki kibiców: "Polacy, nic się nie stało".

Banksterzy i frajerzy

"Jesteście bandą sępów żywiących się zwłokami biednych ludzi" - rzucił przedstawicielowi banku prawnik Allan Shore. W ten sposób scenarzyści popularnego w pierwszej dekadzie obecnego stulecia serialu "Boston Legal" nawiązali do afery w Stanach Zjednoczonych, związanej z przemysłem kart kredytowych. Bankom zarzucano wówczas, że celowo dają karty osobom, które nie będą w stanie spłacać zaciągniętego za ich pomocą kredytu, bez uzasadnienia podnoszą posiadaczom kart odsetki i nakładają wysokie karne opłaty. Podobne zarzuty można było postawić wtedy (lata 2004–2008) większości polskich banków. Nasze banki wpychały ludziom nie tylko karty kredytowe (to robią nadal), ale również opcje walutowe i kredyty hipoteczne we frankach szwajcarskich. Te ostatnie były niżej oprocentowane i dawały możliwość zaciągania pożyczek na większe kwoty, w wielu wypadkach na 100 proc. wartości nieruchomości, a nawet na wykończenie lub remont nabywanego lokalu. Opcje walutowe to z kolei forma zakładu z bankiem. Przedsiębiorcy, którzy eksportują lub importują, zobowiązują się do kupienia lub sprzedania waluty bankowi po określonym kursie w przyszłości. Charakterystyczne dla branży bankowej jest to, że ci, którzy kupują karty kredytowe i terminowo je spłacają (a więc na nich bank zarabia minimalnie), nazywani są "truposzami", natomiast tych, którzy nie są w stanie spłacić długów, nazywa się "frajerami". Znamienne, że tym ostatnim epitetem bankowcy obdarzyli również nabywców opcji walutowych.

Relacje kursów walut nie są specjalnie trudnym do zrozumienia mechanizmem. Jeżeli nasza gospodarka rozwija się szybciej niż np. szwajcarska lub krajów strefy euro, to złotówka wzmacnia się w stosunku do franka czy euro. Jeżeli natomiast rozwój w Polsce jest na poziomie zbliżonym lub niższym, to złotówka słabnie. Aby wartość złotego rosła, nasz produkt krajowy brutto musi się zwiększać o ponad 4 proc. rocznie. To logiczne. Jeżeli gospodarki Szwajcarii i Polski rosną w tym samym tempie, to wszyscy inwestują w tym pierwszym kraju, bo tam jest bezpieczniej. Inwestycja w Polsce (lub w polską walutę) musi być związana z większym zyskiem, bo jest bardziej ryzykowna.

Wiedza ekonomiczna i zrozumienie mechanizmów ryzyka nie są powszechne. Relacja między bankiem a klientem nie jest relacją równych stron. Szczególnie w Polsce, gdzie połowa obywateli nie ma konta, a druga z zaawansowaną bankowością ma do czynienia od 10–20 lat. U nas ta zależność przypomina raczej relację między graczem a kasynem, przy czym to ostatnie zawsze musi zarobić.

Teoria spisku

Wrocławski przedsiębiorca Józef Białek w wydanej kilka miesięcy temu książce "Czas spekulantów" przekonuje, że manipulowanie kursami walut przez banki miało w Polsce charakter zorganizowanego przestępstwa. Jego zdaniem bankierzy, mając świadomość, że euro i frank szwajcarski będą się wzmacniać, starali się wpakować w pułapkę opcji walutowych lub kredytu jak najwięcej firm i osób.
W 2008 r. jeden z jego znajomych uczestniczących w spotkaniu Lions Club w Bangkoku, organizacji działającej na rzecz globalizacji, po przyjeździe do Polski udzielił mu rady: "Słuchaj, ropa spadnie ze 160 dolarów do 100, a dolary kupuj przy 2 złotych, bo bardzo szybko pójdą do góry. Taki jest plan".

Dolar wówczas spadał, euro z kolei kosztowało 3,4 zł i analitycy bankowi przewidywali jego osłabienie do poziomu około 3 zł. Dlatego 80 proc. firm eksportowych chciało się zabezpieczyć przed obniżeniem wartości sprzedaży ich produkcji i dało się przekonać bankowcom do zakupu opcji walutowych, aby mieć pewność kursu. Podobny mechanizm zadziałał w wypadku sprzedaży kredytów hipotecznych we frankach szwajcarskich przy kursie 2-2,4 zł za franka. Bankowcy już wtedy mieli analizy, z których wynikało, że złoty będzie słabnął. "Na przykład Deutsche Bank już wtedy, gdy przyznawał komuś kredyt, to liczył jego zdolność kredytową, szacując wartość 1 euro na 4 złote, a więc dużo powyżej aktualnego kursu. Po prostu wiedziano, że za chwilę taki będzie stan rzeczy" - pisze Białek. O tym, że banki miały tego typu analizy, przekonuje jego własna historia. "Przyszedłem do banku do mojego doradcy bankowego i mówię, że chcę otworzyć forward na milion dolarów w cenie 2 złote za dolara, bo akurat taki wtedy był kurs. Pokazałem gwarancje bankowe na te pieniądze. Forward pozwalał mi na to, abym zamówił konkretną ilość dolarów z opcją wykupu w tym przypadku za trzy miesiące. Gwarancje dawały tę korzyść, że nie musiałem dawać żadnej zaliczki lub płacić. Forward jest tego rodzaju dwustronną umową, że do trzech miesięcy muszę ten milion dolarów kupić po 2 złote (czyli po kursie) lub odsprzedać bankowi. Jeśli kurs przez te trzy miesiące szedł w górę, to zarabiałem, jeśli w dół - traciłem. Doradca finansowy przyleciał z jakimiś wykresami, wycinkami i dalej mnie przekonywać, że dolar według wskaźników jeszcze spadnie, więc po co to robię? Dlaczego chcę stracić tyle pieniędzy? Przekonywał, przekonywał mnie – no i przekonał. Uwierzyłem mu, nie wiedząc, że już wtedy pracował dla drugiej strony. Gdybym ten forward mimo wszystko otworzył, w ciągu trzech miesięcy zarobiłbym na czysto milion złotych" - wspomina Białek.

O ile trudno poważnie mówić, że sprzedając kredyt hipoteczny w 2006 r. we frankach, banki były pewne, że zarobią, o tyle sprzedaż opcji na wzmocnienie się złotówki w 2008 r. była już czynem bliskim oszustwa.

Ciszej nad kursami

Ministerstwo Finansów i Komisja Nadzoru Finansowego nie odpowiedziały na pytania "Uważam Rze"
o to, czy podjęto jakiekolwiek działania w związku z naturalnym podejrzeniem, że banki manipulujące kursami w USA, Wielkiej Brytanii i Szwajcarii mogły to robić także w Polsce. Równie powściągliwie wypowiedział się szef KNF Andrzej Jakubiak w odpowiedzi na pytania posłów. Oświadczył, że żadnych manipulacji kursem złotego nie było, a przyczyną gwałtownego osłabienia złotego był wyłącznie kryzys. Wynika to jednak tylko z przekonania szefa tej instytucji, bo nadzór nie podjął żadnych działań, aby sprawdzić przyczyny osłabienia się złotego. A podane przez niego liczby wskazują właśnie na to, że do manipulacji doszło. Między wrześniem 2008 r. a lutym 2009 r. złoty stracił do euro 46 proc. "Źródła osłabienia złotego należy doszukiwać się w kryzysie na rynkach finansowych, który rozpoczął się w 2008 r. po upadku banku inwestycyjnego Lehman Brothers. Warto podkreślić, że kryzys ten objął także inne kraje z obszarów krajów emerging markets" (czyli tzw. rynków wschodzących) - komentuje Jakubiak i jako przykład podaje forinta węgierskiego, który osłabł o 30 proc. To jednak notowania forinta z czerwca 2008 r. Gdyby uwzględnić dane z września 2008 r., okazałoby się, że forint osłabił się o 24 proc. W analogicznym okresie (według danych NBP) korona czeska straciła w stosunku do euro jedynie 12 proc. W innych krajach z rynków wschodzących kurs walut, owszem, słabł, jednak na dwukrotnie niższym poziomie niż złotówka: Brazylia - 24 proc., Meksyk - 25 proc., RPA - 11 proc. Czyli osłabienie złotówki było 2-4 razy większe niż walut innych krajów. Trudno tłumaczyć to zatem wyłącznie kryzysem finansowym.

Dodatkowo szef KNF przekonywał posłów, że manipulacje ukarane przez zagranicznych nadzorców zaczęły się w 2009 r., a więc już po "najostrzejszej fali kryzysu". A to nieprawda, bo brytyjski nadzór (FCA) stwierdził, że oszukańcze praktyki stosowano od 1 stycznia 2008 r. Poza tym Szwajcarzy, Amerykanie i Brytyjczycy nie prowadzili śledztwa w sprawie manipulacji kursem złotówki. Podejrzenia budzi nie tylko różnica w osłabieniu złotówki, ale również zmasowana akcja marketingowa banków oferujących opcje walutowe, przypadająca właśnie na ostatnie 2-3 miesiące (lato 2008 r.) wieloletniego okresu osłabienia złotego. Kluczowe pytanie, na które KNF nie odpowiedziała do dziś, brzmi: jaki procent sprzedaży opcji przypadał właśnie na lipiec - sierpień 2008 r.

Szef KNF twierdził również, wbrew faktom, że złoty systematycznie słabł w stosunku do euro. Faktycznie od początku XXI w. wzmacniał się i szczyt osiągnął latem 2008 r., aby pięć miesięcy później osłabnąć o 46 proc. I właśnie w momencie tego szczytu nasze banki wpychały przedsiębiorcom opcje walutowe.

Jak łatwo jest manipulować złotówką, pokazał zeszłoroczny przykład traderów Commerzbanku (główny właściciel mBanku), którzy zostali przyłapani przez swoje kierownictwo na próbach manipulowania naszą walutą. Bank dostał zlecenie od firmy Ikea na kupno złotówek za 500 mln euro. Traderzy podzielili zakupy na transze, aby jednorazową dużą transakcją nie podnieść ceny złotego. Każdy wzrost kursu waluty o grosz oznaczałby bowiem dla Ikei 5 mln zł mniej. Na końcu planowali rzucić na rynek 50-100 mln euro i tym samym zbić kurs. Dzięki temu zebraliby pochwały za sprzedaż powyżej wskazań rynku.

Grzech zaniechania

Problemem jest nie tylko niechęć instytucji państwowych do badania faktycznych przyczyn osłabienia złotówki w 2008 r. W Unii Europejskiej do handlu instrumentami finansowymi (a więc opcjami na akcje) odnoszą się standardy tzw. MiFID (Markets in Financial Instruments Directive). Na standardy składają się dwie dyrektywy i jedno rozporządzenie. Polska miała wprowadzić je do obowiązującego prawa (czyli implementować) do 31 stycznia 2007 r. Stało się to jednak dopiero 20 listopada 2009 r., już po tym jak Polska przegrała sprawę przed Europejskim Trybunałem w Strasburgu. Chociaż formalnie banki były zobligowane do działania według nawet nieimplementowanej dyrektywy, to faktycznie tak nie było. Banki wykorzystały brak regulacji, aby zatajać przed klientami faktyczne zagrożenia związane z wykupem opcji walutowych.

Skarb państwa czuje się bezpiecznie, ponieważ polskie sądy oddalają pozwy firm skarżących się, że spóźnione wprowadzenie w życie unijnego prawa spowodowało ich straty finansowych. Aby zrozumieć absurdalność sytuacji, trzeba uciec się do obrazowego porównania. Oto Unia Europejska kazała postawić sygnalizację świetlną na drodze. Polska nie zastosowała się do tej decyzji, chociaż miała taki obowiązek. Doszło do wypadku (a nawet całej serii wypadków), ale sądy uważają, że brak wymaganej sygnalizacji świetlnej nie powoduje konieczności płacenia odszkodowań ofiarom.

Chociaż Ministerstwu Finansów brakuje odwagi, aby zbadać, kto dopuszczał się manipulacji kursem złotówki w 2008 r. (i później), to nie ma oporów, aby prześladować firmy, które wpadły w pułapkę opcji. Otóż według skarbówki koszty poniesione przez firmy na opcje nie mogą być odliczane od podatku, ponieważ nie są kosztem uzyskania przychodu. Oczywiście gdyby owe opcje przyniosły firmom dochód, wówczas musiałby one zapłacić podatek. Logika, która każe dziś urzędnikom nazywać kupno opcji hazardem, a nie działalnością gospodarczą, powinna doprowadzić do konieczności ukarania banków. Za działalność w branży hazardowej bez zezwolenia.


http://www.uwazamrze.pl/artykul/1122853/przekret-stulecia



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 14 lut 2015, 21:04 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group