Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 15 gru 2019, 7:47

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 31 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
Post: 12 lip 2009, 13:48 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 27 cze 2009, 16:23
Posty: 96
Lokalizacja: LUBLIN
Półtorej roku temu zaczęła przychodzić na balkon (parter w bloku) kocica. Zaglądała przez okno i patrzyła bardzo inteligentnym wzrokiem, miaucząc aby ją wpuścić. Była zima więc zlitowaliśmy się (tzn. moja kobieta ?) i weszła. Nocy gdy przyszedł na świat (co rzadko się zdarza) tylko jeden mały kociak, miałem sen. Obraz wnikającego tygrysa przez okno. Błysk. Budzę się, a na fotelu w drugim pokoju piszczy rude kociątko?
Historia Kupricza (takie właśnie daliśmy mu imię po początkowym DRANIA później zamiennie reagował na 2 imiona) jest bardzo ciekawa. Obserwując zachowania małego drania doszedłem do wniosku że czasem widzi coś co jest poza naszą częstotliwością postrzegania. Kładł się i masował łapkami bolące miejsca mrucząc w różnych częstotliwościach, ból przechodził. Stosował tą praktykę na kilku osobach zawsze z tym samym skutkiem, likwidując ból. Często wodził za czymś oczami, jednego razu jednak zupełnie synchronicznie patrzył na ?coś? co wniknęło we mnie (pisk w uchu) można nazwać to mailem od nieznanego adresata ? skutkującym nawałem myśli na różne tematy. Niektórzy mogli by to nazwać channelingiem lub podszeptem. Miewam tak często, lecz nie o tym?
Dziwne jest to że kociczka która go urodziła, była wielokrotnie odnoszona do właściciela i ciągle powracała. Tej nocy której przyszedł na świat długo miauczała pod drzwiami balkonowymi, wiedzieliśmy że jest ciężarna i z powodu tego nie do końca mieliśmy ją ochotę wpuścić. Jednak wspomniana zima i wyjątkowo duży mróz spowodowały że jednak wpuściliśmy ją i poszliśmy spać. Noc przyniosła tygrysa ?.
Nie mieliśmy wątpliwości że u nas zostanie, odnieśliśmy jednak obydwoje do właścicielki z powodu wyjazdu, z potwierdzeniem odbioru za 2 tygodnie.
Dorastał w mieście. Spał zawsze ze mną na fotelu gdy siedziałem przy laptopie. Czuje z nim nieopisaną więź mimo tego że jego losy są nieznane zniknął jakieś 6 tygodni temu. Pozostawił jednak po sobie potomstwo ?. Na wsi gdzie często przebywamy przyszły na świat małe od 3 kocic. Jedna z nich urodziła tylko jednego praktycznie identycznego jeśli chodzi o charakter barwa jednak biała (przeważająca) plus rude plamki. Sęk w tym że wiedziałem że ten kotek będzie biały gdyż taki jakim go widzę widziałem go we śnie i chciałem aby taki był? Programowanie? ?
Kolejne małe od 2 pozostałych mieszane jednak jeden zupełnie rudy.
Przed zniknięciem był bardzo niespokojny pomijając fakt że jego charakter był niezwykły co potwierdzały niezależne opinie wielu osób przy których były koty od zawsze jak to na wsi?
Miauczał bardzo nietypowo modyfikując częstotliwości podobnie do ludzkiego głosu ciągle wpatrując się w jeden z rogów mieszkania. Jego zachowanie było tak nieznośne jakby coś w niego wstąpiło. Co zresztą wielokrotnie miało miejsce, lecz w tym okresie po prostu był taki ciągle. Później zniknął jak i mój szwagier którego znaleziono powieszonego?
Samochód zabił także kocicę która urodziła jednego małego. Pochówku dokonałem osobiście.
Wnioski jakie mogę wyciągnąć to zdolności kotów do widzenia w innej częstotliwości, zdolność, nie wiem czy uzdrawiania czy uśmierzania bólu oraz szereg innych zachowań które świadczą o ewolucji gatunku w obrębie kociej rodziny w relacji z człowiekiem. Z ich oczu emanuje wielka inteligencja. Przy akceptacji ich jako istot równych sobie komunikują się z tobą czymś co można nazwać w pewnym stopniu telepatią. Ma to związek z tym także że czasem je karmię mięsem lub suchą karmą które bardzo lubią?
Wnioski? Dzięki Kupriczowi zwróciłem swoją uwagę w stronę kotów które odkryły przede mną wiele tajemnic związanych z energią?
A jakie są wasze doświadczenia, spostrzeżenia wnioski?
Pozdrawiam

_________________
RZECZYWISTOŚĆ TWORZY SŁOWO - SŁOWO TWORZY RZECZYWISTOŚĆ



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 12 lip 2009, 13:48 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 12 lip 2009, 14:01 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 27 cze 2009, 16:23
Posty: 96
Lokalizacja: LUBLIN
Niektóre fotografie...


Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
RZECZYWISTOŚĆ TWORZY SŁOWO - SŁOWO TWORZY RZECZYWISTOŚĆ



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 lip 2009, 14:44 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 kwie 2009, 9:36
Posty: 169
Lokalizacja: Katowice
Płeć: mężczyzna
Ładny kotek, lubię koty :)

David Icke chyba wspominał, że koty to astralne anteny, potrafią się komunikować z innymi wymiarami,
widzą niematerialne byty itp.

_________________
Waldek1984.info



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 lip 2009, 15:05 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 27 cze 2009, 16:23
Posty: 96
Lokalizacja: LUBLIN
Przed zaginieciem...


Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
RZECZYWISTOŚĆ TWORZY SŁOWO - SŁOWO TWORZY RZECZYWISTOŚĆ



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 lip 2009, 17:01 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 kwie 2009, 15:11
Posty: 407
Lokalizacja: Bliżej nieokreślona
Płeć: mężczyzna
Koty w wielu krajach stosuje się do Felinoterapii, a więc ludzie dostrzegli ich dobroczynne działanie na człowieka... Już nie raz czytałem o różnych opowieściach, w których koty dostrzegały coś, co nie było widoczne dla ludzi... W sąsiedztwie mam teraz 7 małych szkrabów, więc postanowiłem je dokarmiać trochę. Już tyle pokoleń dokarmiałem wcześniej. Jak zdechł jeden kot, który nie był domowym, ale był zaprzyjaźniony ze mną, to mi się przyśnił i to chyba nie raz :) .

_________________
Jestem tylko zbuntowanym trybikiem wielkiej machiny. Programiści już próbują mnie naprawić , ale ja czynię uniki niczym wytrawny bokser tańczący w ringu.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 lip 2009, 17:08 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 cze 2009, 19:25
Posty: 787
Lokalizacja: Sopot
Płeć: mężczyzna
To żadna nowość, że koty lubią się wylegiwać na chorych miejscach ;) Kiedyś miałem śmieszny motyw, bo moja kocica próbowała się mną zająć podczas napadu migreny xD Prawie wcisnęła mi dupsko na czoło :roll: :lol:

W Egipcie je czczono - myślę, że nie bez powodu. Towarzyszyły czarownicom i wróżkom...

Ludzie mówią, że są fałszywe - w przeciwieństwie do psów, które są wierne. Moja teoria jest taka, że koty oddają energię (co się może objawić uśmierzeniem bólu, ale chodzi o ogólne "poprawianie" stanu energetycznego ziomków), ale w zamian chcą być niezależne lub chcą dominować - coś za coś.
Psy natomiast czerpią energię od właściciela, ale w zamian są uległe i wierne - coś za coś ;)

Spotkałem się kiedyś z grupą (w sumie otarłem się tylko o nią i nie pamiętam co to za jedni), którzy wierzyli, iż z żywych stworzeń tylko człowiek dysponuje duszą (nie mylić z niematerialnym aspektem bytu, który towarzyszy każdemu stworzeniu), ale co ciekawe, brali pod uwagę możliwość, iż koty również mogą ją posiadać, co wynikało z obserwacji tych zwierzaków.

Taki mi się kojarzy dialog dwóch czarownic przedstawiających sobie nawzajem swoich pupili z książki Terry'ego Pratchett'a "Wyprawa Czarownic":

- to Duch Nocy, ale tak na prawdę, to zwykły kogut.
- a to Grebo, mój kot, ale tak naprawdę, to demon z piekła rodem
- tak... tego się oczekuje po kotach

;)

_________________
Evolution - the greatest show on Earth !



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 lip 2009, 17:24 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 27 cze 2009, 16:23
Posty: 96
Lokalizacja: LUBLIN
trzysz pisze:
To żadna nowość, że koty lubią się wylegiwać na chorych miejscach ;)

Oczywiście że to nowością nie jest :D lecz niektórzy, zauważcie zupełnie nie zdają sobie z takich kocich zdolności sprawy. Moi sąsiedzi przepędzają każdego kota który spi u mnie na balkonie:) są tacy zagubieni, zapętleni, zamknięci w systemie (pudełku). Pewien stopień świadomości przynosi poziom: akceptacja zwierząt, a poniżej tego... z tymi ludźmi można rozmawiać tylko o tym co w TV :mrgreen:

_________________
RZECZYWISTOŚĆ TWORZY SŁOWO - SŁOWO TWORZY RZECZYWISTOŚĆ



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 lip 2009, 18:48 
Kotek chyba jest władcą laptopa ;)

(szkoda, że zaginął).

Potwierdzam, że koty są niezwykłe, leczenie chorych miejsc, uśmierzanie bólu - mruczenie (wibracje) o różnych częstotliwościach. Jak coś czują (mam tu na myśli przede wszystkim swojego kota ale nie tylko) ładują się w kierunku tego miejsca i mruczą.

Czczenie jako bóstwo w Egipcie, jako, że Egipcjanie wiedzieli o wiele wiecej niż nasza zacofana mentalnie tzw. "cywilizacja" to faktycznie jakby potwierdzało, że "coś w tym jest". Ponadto własne obserwacje na przestrzeni lat utwierdzają mnie samego w tym przekonaniu.

Faktycznie "widzą" niewidzialne dla ludzkiego oka byty, energie (?) kierując swój wzrok w tym kierunku a czasem "warcząc" (co ogólnie do kotów niepodobne). Sam miałem taki motyw, kotek leży obok na łóżku w lekkim stanie "czuwania" i akurat gdy spojrzałem w jego kierunku, z lekko uniesioną głową skierowaną w jakiś konkretny punkt zawarczał krótko i widać wyraźnie było, że jest tą "obecnością" zirytowany.

Takie to ciekawe stworzenia te kotki, tyle radości nam dał ten zwierzak na przestrzeni lat (niestety w wyniku poważnej i rozległej choroby zmarł, odszedł) a nie "zdechł" :evil:

I na koniec kolejna sprawa akurat z tym już związana, zwierzak czuł swój kres, po kolei żegnał się z nami wszystkimi, zwiedzał swoje ulubione miejsca za życia, był już smutny, apatyczny, chodził w ustronne miejsca pokładając się (tak było już u samego kresu jego żywota). Szukał miejsca do spokojnego odejścia.
Mam ogromną nadzieję, że już jako czysta świadomość (energia?) gdzieś tam jest i ma się dobrze; lecz jego braku wśród nas NIC już nie zastąpi, niestety :cry:
(na drugi dzień po śmierci śnił mi się jako młody, radosny i taki jaskrawo biały kot) - mam nadzieję, że to jest ONA...



Na górę
   
 
 
Post: 12 lip 2009, 20:07 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 29 maja 2009, 9:20
Posty: 74
Awesome kocurek :)

Miałeś dobre spotkanie z kotkami, moja kocurka przyprowadzała różnych kumpli, zaraz sobie aneksowali balkon lejąc po ścianach, w efekcie dwóch straciło jajka w zastawianych pułapkach hehe, i żaden już nowy nie przyszedł. Jeden się zadomowił, punkt 21:00 przychodzi coś zszamać a że czujemy się trochę winni za odebranie męskości to dostaje miche i schronienie ;)

Co do tej wredności czy fałszywości kotów to mam inną teorię na podstawie mojej (no właśnie czy ona jest moja?) dzikuski, która będąc roczną kotką żyjącą na ulicy podeszła w biały dzień do kogoś, dała się wziąć na ręce... Co jest szokujące bo przez pierwszy rok u nas fortuna poszła na wodę utleniona i waciki. :D
Niestety człowiek którego sobie wybrała zabrał ją do schroniska, stamtąd trafiła do mnie. Jest z nami bo tu jej dobrze, ale nie zdziwię się jak kiedyś po prostu sobie odejdzie, zniknie.

Więcej kota nie wezmę, chyba że sam do mnie przyjdzie :D

Jeszcze historia Oscara, kota który wyczuwał śmierć

Cytuj:
Kot o imieniu Oscar, który mieszka w amerykańskim stanie Rhode Island, potrafi przewidzieć śmierć starszych ludzi na kilka godzin przed jej nastąpieniem - informuje prestiżowe pismo "New England Journal of Medicine".


http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title, ... caid=185f4



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 lip 2009, 20:07 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 27 cze 2009, 16:23
Posty: 96
Lokalizacja: LUBLIN
timewave pisze:
(na drugi dzień po śmierci śnił mi się jako młody, radosny i taki jaskrawo biały kot) - mam nadzieję, że to jest ONA...

A wiesz czemu? :) on inkarnuje (inkarnował) w ciało młodego kota (kotki) tak myślę o swoim. A ponieważ mam do dyspozycji 15 powłok :) kotków :) do badania (zmysłami nie aparaturą) myślę że odnajdę przynajmniej cześć jego osobowości :)
Dodatkowe spostrzerzenie odnosnie foto. Kocięta były karmione na zmianę. Gdy 1 polowała 2 karmiła i na odwrót. 3 - ciej kocięta młodsze dołączyły później. To ci dopiero rodzina. A w śród ludzi? ... :cry:


Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
RZECZYWISTOŚĆ TWORZY SŁOWO - SŁOWO TWORZY RZECZYWISTOŚĆ



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 lip 2009, 20:11 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 27 cze 2009, 16:23
Posty: 96
Lokalizacja: LUBLIN
itallwentwrong pisze:
Miałeś dobre spotkanie z kotkami...

Ciągle mam obecnie z 15 sztukami :))

_________________
RZECZYWISTOŚĆ TWORZY SŁOWO - SŁOWO TWORZY RZECZYWISTOŚĆ



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 lip 2009, 20:19 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 29 maja 2009, 9:20
Posty: 74
AMooN pisze:
itallwentwrong pisze:
Miałeś dobre spotkanie z kotkami...

Ciągle mam obecnie z 15 sztukami :))


cholerka! hm pewnie podobną liczbę bym osiągnął, ale mieszkam na 1 piętrze więc po kładce tylko najodważniejsze, albo najgłodniejsze koty przychodzą ;)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 lip 2009, 21:18 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 cze 2009, 19:25
Posty: 787
Lokalizacja: Sopot
Płeć: mężczyzna
timewave pisze:
...niestety w wyniku poważnej i rozległej choroby zmarł, odszedł, a nie "zdechł"

A to też ciekawy motyw - moja babcia miała mnóstwo kotów (na raz po jednym, góra dwa), za mojego życia się ich też kilka przewinęło. Sam mam w domu dopiero drugą kotkę, ale co ciekawe, żadnego z kotów, które znałem, nie widziałem martwego i moja babcia też opowiadała, że po prostu znikały i już nie wracały. Tylko te, które miały jakiś wypadek - potrącone, pogryzione przez psa - trafiały jeszcze żywe do domu, ale nie miały już siły go opuścić...
Najwyraźniej nie lubią zostawiać ciała bliskim

_________________
Evolution - the greatest show on Earth !



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 15 lip 2009, 19:12 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 cze 2009, 10:24
Posty: 161
Lokalizacja: w drodze
Koty są magiczne.. Mieszkam chwilowo pod jednym dachem z Luną, nazywaną w domu "szamanką w futerku":) Leczy potrzebujących i pochłania jony dodatnie, mrucząc z zadowolenia. Jest absolutną kosmitką.

Załącznik:
luna1.jpg


Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
(:ıɯɐƃou ʎɹoƃ op ɹoʇıuoɯ zsɐɯ



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 15 lip 2009, 23:39 
Mój kot jest przykładem współpracy człowieka z kotem.
W wieku 6 miesięcy wyprowadziłem go na dwór - bez sznurka - nie uciekł. Od tamtego czasu wychodzi na dwór kiedy chce - wystarczy że poprosi. Dzieci rozmawiają z nim jak ze mną i bardzo mnie to cieszy, ponieważ to zwierzątko kuma więcej niż niejeden człowiek...
Jak wraca daje znać pod oknem żebym otworzył drzwi domofonu - naprawdę kumatę zwierzę...



Na górę
   
 
 
Post: 16 lip 2009, 10:01 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 29 maja 2009, 9:20
Posty: 74
A co ze szczepieniami zwierząt? Czy mogą mieć wpływ na ich zdolności? Szczepicie zwierzaki? Moja stety-niestety ma już komplet szczepień, dopiero ostatnio zacząłem się zastanawiać nad sensem szczepień pupila skoro sam nie mam zamiaru nastawić ręki. ;-)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 16 lip 2009, 23:46 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 maja 2009, 22:33
Posty: 379
Płeć: mężczyzna
@ AMooN - to niewiarygodne, ale mam w domu niemal taką samą kotkę jak na Twoim zdjęciu.

Obrazek

Na podstawie obserwacji własnych jestem pewien, że koty posługują się telepatią. To nie jest czymś nadzwyczajnym wśród zwierząt. Kiedyś prawdopodobnie również ludzie posiadali tę właściwość i to był ten wspólny język, do którego nie potrzeba było słów. Ciekawe, że w relacjach ze spotkań stopnia III z ufonautami świadkowie mówią o telepatycznej formie kontaktu. Może jest to powszechna forma kontaktu we wszechświecie, tylko nas tego oduczono, bo za dużo byśmy wiedzieli i byłoby to niewygodne dla tych rzeczywiście rządzących światem.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 lip 2009, 10:31 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 27 cze 2009, 16:23
Posty: 96
Lokalizacja: LUBLIN
itallwentwrong pisze:
A co ze szczepieniami zwierząt? Czy mogą mieć wpływ na ich zdolności? Szczepicie zwierzaki? Moja stety-niestety ma już komplet szczepień, dopiero ostatnio zacząłem się zastanawiać nad sensem szczepień pupila skoro sam nie mam zamiaru nastawić ręki. ;-)

Oczywiście że nie szczepię kotów jak i sam nie nadstawiam ręki z oczywistych powodów...
Zwierzaki są bardzo mądre nie potrzeba im sznurka :) aby wracały do człowieka jeśli czują się przy nim dobrze. Bo przy złych i sznurek ich nie zatrzyma. Kwestia dawania znaku przed wejściem przez okno, mój rudzielec:) śnił mi się w momencie gdy miauczał pod balkonem w nocy chcąc wejść..
Easy_Rider pisze:
Na podstawie obserwacji własnych jestem pewien, że koty posługują się telepatią. To nie jest czymś nadzwyczajnym wśród zwierząt. Kiedyś prawdopodobnie również ludzie posiadali tę właściwość i to był ten wspólny język, do którego nie potrzeba było słów. Ciekawe, że w relacjach ze spotkań stopnia III z ufonautami świadkowie mówią o telepatycznej formie kontaktu. Może jest to powszechna forma kontaktu we wszechświecie, tylko nas tego oduczono, bo za dużo byśmy wiedzieli i byłoby to niewygodne dla tych rzeczywiście rządzących światem.

Co do telepatii miałem kilka doświadczeń z małą dziewczynką z upośledzeniem umysłowym (córką szwagra wiek ok. 5 lat) w pewnym momencie poczułem potok myśli patrząc jej w oczy. Bardzo dziwne uczucie. Taki przekaz jako symbol można także poczuć patrząc kotu w oczy najczęściej chodzi o jedzenie :) Myszy polne w dzisiejszych czasach oprysków pól także nie są do końca zdrowe. Trzeba dokarmiać także wiejskie koty.
Odnośnie pochłaniania jonów dodatnich, zauważyłem że nad ranem u osób na niższym poziomie rozwoju konkretnie mlodych mężczyzn koty lubią się kłaśc, mruczą, w okolicach najniższej czakry korzenia. Ciekawe dlaczego? :) A tu dwa małe szkraby absolutni kosmici :) mali bracia..
Załącznik:
RICZ.jpg
Załącznik:
RICZ1.jpg


Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
RZECZYWISTOŚĆ TWORZY SŁOWO - SŁOWO TWORZY RZECZYWISTOŚĆ



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 lip 2009, 13:29 
Śliczne te kiciusie, jak wszystkie zresztą :)

Co do szczepień (w odpowiedzi), też nie szczepię kotków ani siebie (wyboru nie miałem jedynie w dzieciństwie ani też uświadomionych rodziców, zreszrą w tamtych czasach jeszcze nie było aż tak tragicznie). Mój kotek zmarł na zupełnie co innego na co i tak nie ma szczepionki. Paskudne choróbska, które dziesiątkują również ludzi - szkoda tylko, że niestety nie opłaca się ich tanio leczyć pomimo istnienia możliwości...



Na górę
   
 
 
Post: 18 lip 2009, 17:36 
Text jest jak najbardziej w temacie, opowiada pewne spotkanie z dużym kotkiem.
Fragment "Potęgi milczenia" Castanedy.
Przepraszam za długość :D - choć widzę że to się robi powoli standartowa długość mojego posta :D :lol: :shock: :D :lol: 8-)

"...Leżałem tak przez jakieś dziesięć minut. Odprężyłem się i prawie zasnąłem, gdy z drzemki wyrwał mnie nagle cichy, przeciągły, chrapliwy pomruk. Kiedy spojrzałem w stronę, z której dobiegał, włosy zjeżyły mi się na głowie. W odległości zaledwie dziesięciu stóp ode mnie, tuż nad don Juanem, siedział na kamieniu olbrzymi czarny jaguar. Wpatrywał się we mnie, obnażając kły. Wydawał się gotowy do skoku.
? Nie ruszaj się! ? nakazał don Juan, nie podnosząc głosu. ? I nie patrz mu w oczy. Skoncentruj wzrok na jego nosie i nie mrugaj. Od tego zależy twoje życie. Zrobiłem, co mi kazał. Przez chwilę spoglądaliśmy na siebie: ja i jaguar. Don Juan przerwał tę wzajemną obserwację. Zdjął kapelusz i, niczym dyskobol, cisnął go prosto w głowę zwierzęcia. Gdy jaguar odskoczył, don Juan zagwizdał głośno, przeciągle i przeszywająco, a następnie wrzasnął, najgłośniej jak potrafił, i zaklaskał w dłonie. Brzmiało to niczym przytłumiony odgłos wystrzałów.
Zaraz potem dał mi znak, bym zszedł z głazu i poszedł w jego ślady. Wrzeszczeliśmy i klaskali, aż zdało nam się, że na dobre odstraszyliśmy jaguara. Byłem roztrzęsiony, ale nie poddałem się lękowi. Powiedziałem don Juanowi, że wystraszył mnie nie tyle pomruk kota czy jego spojrzenie, ile pewność, z jaką się we mnie wpatrywał. Sądziłem, że przyglądał mi się na długo przed tym, nim go usłyszałem i uniosłem głowę. Zamyślony don Juan ani słowem nie skomentował całego zajścia. Kiedy zacząłem go wypytywać, czy dostrzegł jaguara wcześniej ode mnie, gestem nakazał mi milczenie. Wydawało się, że jest zdenerwowany, być może nie wiedział, co ma począć. Po chwili skinął na mnie i ruszył przodem. Kiedy opuściliśmy skalisty teren, zaczęliśmy biec przez chaparral, wykonując przy tym dziwne zygzaki. Po półgodzinnej wędrówce dotarliśmy do polany, na której zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek. Ponieważ przez cały ten czas nie padło ani jedno słowo, bardzo chciałem poznać jego myśli.
? Dlaczego kluczymy w ten sposób? ? zapytałem. ? Czy nie lepiej byłoby biec prosto przed siebie, ile sił w nogach?
? Nie! ? odrzekł z naciskiem. ? Nic dobrego by z tego nie wynikło. To samiec. Jest głodny i będzie nas ścigał.
? Tym bardziej powinniśmy wydostać się stąd jak najszybciej ? upierałem się.
? To nie takie proste ? odparł don Juan. ? Tego jaguara nie pętają więzy rozumu. Będzie wiedział, co dokładnie należy zrobić, by nas złapać. A poza tym daję głowę, że odczyta nasze myśli.
? Co rozumiesz przez czytanie myśli? ? zapytałem.
? To nie metafora ? stwierdził. ? Wiem, co mówię. Duże zwierzęta, takie jak on, znają ludzkie myśli. Nie chodzi tu o zgadywanie, ale o bezpośrednią wiedzę.
? Co wobec tego mamy robić? ? spytałem, naprawdę zatrwożony.
? Powinniśmy stać się mniej rozsądni, a przez to bardziej zagadkowi ? odpowiedział don Juan.
? Dlaczego mielibyśmy postępować mniej racjonalnie?
? Rozum każe nam wybierać to, co z pozoru mądrzejsze ? powiedział. ? Na przykład, twój rozum podpowiedział ci już, by biec jak najszybciej, prosto przed siebie. Nie wziął jednak pod uwagę faktu, że musielibyśmy przebiec sześć mil, zanim moglibyśmy schronić się w twoim samochodzie. Jaguar na pewno by nas wyprzedził. Odciąłby nam drogę i czekał w najdogodniejszym miejscu, by się na nas rzucić. Kluczenie jest rozwiązaniem dużo lepszym, choć mniej racjonalnym.
? Skąd wiesz, że tak będzie lepiej, don Juanie? ? zapytałem.
? Wiem, bo moja więź z duchem jest czysta ? odrzekł. ? Znaczy to, że mój punkt scalający leży w miejscu odpowiadającym milczącej wiedzy. Dzięki tej pozycji wiem, że wprawdzie ten jaguar jest głodny, ale nigdy jeszcze nie jadł ludzi. Jak dotąd nasze zachowanie zbija go z tropu. Jeżeli będziemy kluczyć, nie będzie mu tak łatwo przewidzieć, co zrobimy.
? Czy nie ma innego wyjścia niż chodzenie zygzakiem? ? dopytywałem się.
? Wszystkie inne możliwości dyktuje rozum ? odparł don Juan. ? Na dodatek nie mamy odpowiedniego wyposażenia do realizacji racjonalnych planów. Na przykład, moglibyśmy znaleźć jakieś wyżej położone miejsce, ale bez strzelby nie bylibyśmy tam bezpieczni. Musimy dostosować się do tego, co wybierze jaguar, a o tym decyduje milcząca wiedza. Jedynym wyjściem jest postępowanie zgodnie z milczącą wiedzą, bez względu na to, czy wyda nam się to racjonalne, czy nie.
Po chwili don Juan znowu potruchtał zygzakiem. Biegłem za nim krok w krok, ale nadal nie byłem przekonany, że uratuje nas ten dziwaczny sposób przemieszczania się. Na dobre ogarnęła mnie panika: ciągle miałem przed oczami ciemną, nieostrą sylwetkę wielkiego kota. Pustynny chaparral tworzyły wysokie strzępiaste krzewy, rozrzucone co cztery, pięć stóp. Niewielkie opady uniemożliwiały rozwój roślin bogato ulistnionych czy grubego poszycia, niemniej chaparral sprawiał wrażenie gęstwiny nie do przebycia. Don Juan biegł przodem lekko jak łania, a ja usiłowałem za nim nadążyć. W pewnej chwili zwrócił mi uwagę, że powinienem patrzeć pod nogi. Trzask gałązek łamiących się pod moim ciężarem niweczył nasz plan. Starałem się biec po jego śladach, by uniknąć nadeptywania na suche gałązki. Kiedy klucząc w ten sposób, przebyliśmy odległość około stu jardów, zauważyłem za sobą, w odległości nie większej niż trzydzieści stóp, olbrzymie, ciemne cielsko.
Krzyknąłem wniebogłosy. Nie zatrzymując się, don Juan spojrzał za siebie: jaguar właśnie znikał z pola widzenia. Don Juan ponownie wydał z siebie przeszywający świst i zaklaskał w dłonie, imitując stłumiony odgłos wystrzałów. Potem powiedział, prawie szeptem, że ponieważ koty nie lubią się wspinać, dobrze by było przekroczyć leżący na prawo od nas szeroki i głęboki parów. Na jego sygnał pobiegliśmy przez krzaki, usiłując dotrzeć jak najszybciej na skraj wąwozu. Zsunęliśmy się w dół, na samo dno, i wspięliśmy się na drugą stronę. Mieliśmy stamtąd dobry widok na przeciwległe zbocze i dno parowu. Don Juan wyszeptał, że kot idzie za naszym zapachem. Jeśli będziemy mieć szczęście, dojrzymy go, jak przebiega dołem, koło naszych śladów. Wypatrywałem jaguara, ale nie było go nigdzie widać. Kiedy zacząłem przypuszczać, że uciekł, usłyszałem jego ryk w zaroślach tuż pod nami. Z przerażeniem zdałem sobie sprawę, że don Juan miał rację ? żeby znaleźć się w tym miejscu, kot musiał odczytać nasze myśli i przekroczyć wąwóz przed nami.
Don Juan bez słowa zerwał się i pobiegł przed siebie z zadziwiającą szybkością. Pognałem za nim. Znowu przez jakiś czas kluczyliśmy. Kiedy się zatrzymaliśmy, byłem kompletnie wyczerpany. Lęk przed ścigającą nas bestią nie zmniejszył mojego podziwu dla świetnej kondycji don Juana. Biegł niczym młody mężczyzna. Przypominał mi pewną postać z mojego dzieciństwa ? kogoś, kto biegał równie dobrze, jak on. Zacząłem o tym opowiadać, ale nagle don Juan gestem nakazał mi milczenie. Nasłuchiwaliśmy w skupieniu. Wkrótce z zarośli na wprost nas dobiegł jakiś szmer, a po chwili w odległości mniej więcej pięćdziesięciu jardów zobaczyliśmy ciemną sylwetkę jaguara. Don Juan wzruszył ramionami i wskazał ręką na zwierzę.
? Wygląda na to, że się go nie pozbędziemy ? powiedział zrezygnowany. ? Wobec tego będziemy iść spokojnie, jakbyśmy przechadzali się po parku, a ty opowiesz mi tę historię z dzieciństwa. To najdogodniejsza po temu pora i miejsce: goni nas wygłodniały jaguar, a tobie zebrało się na wspominki. Trudno byłoby wymyślić lepsze na tę okoliczność nie-działanie. Musiało go to rozbawić, gdyż roześmiał się w głos. Gdy powiedziałem, że przeszła mi ochota na opowiadanie historii, dosłownie skręcał się ze śmiechu.
? Chcesz mnie ukarać za to, że nie chciałem cię słuchać, prawda? ? zapytał.
Oczywiście, zacząłem się bronić. Oświadczyłem, że jego zarzuty są bezpodstawne, a ja, prawdę mówiąc, zgubiłem wątek.
? Czarownik, który nie zna próżności, ma gdzieś wątek ? powiedział don Juan ze złośliwym błyskiem w oku. ? Ponieważ ty nie jesteś już ani trochę zarozumiały, powinieneś opowiedzieć swoją historię. Mów, jakbyś w ogóle nie stracił wątku, mów do ducha, do jaguara, no i do mnie.
Już chciałem mu powiedzieć, że nie spełniłem jego życzenia, bo cała opowieść wydała mi się zbyt głupia, a okoliczności niesprzyjające ? miałem zamiar opowiedzieć swoją historię w wybranych przez siebie warunkach, tak jak robił to on. Nie zdążyłem jeszcze otworzyć ust, a on już miał gotową odpowiedź.
? Umiem czytać w myślach, jak ten jaguar ? powiedział uśmiechnięty. ? Magiczne historie mają uczyć. Wybieram stosowną porę i miejsce na ich opowiadanie, bo chcę, by wywarły jak największy skutek.
Dał mi znak, że pora ruszać. Szliśmy spokojnie, ramię przy ramieniu. Stwierdziłem, że jego kondycja fizyczna i styl biegania wzbudziły we mnie podziw, w którym było zresztą trochę próżności, gdyż sam uważałem się za dobrego biegacza. Następnie opowiedziałem mu historię ze swego dzieciństwa, która przypomniała mi się, gdy zobaczyłem, jak doskonale sobie radzi.
Kiedy byłem mały, grałem w piłkę nożną i świetnie biegałem. Byłem tak szybki i zwinny, że wszystkie wybryki uchodziły mi na sucho, ponieważ nikt nie mógł mnie doścignąć, a zwłaszcza starzy policjanci, pieszo patrolujący ulice miasta. Jeżeli rozbiłem kamieniem latarnię czy zrobiłem coś podobnego, wystarczyło uciec, a byłem bezpieczny. Jednak pewnego razu starych policjantów zastąpili młodzi, szkoleni na wzór wojskowy. Nie wiedząc o tym, wybiłem szybę w pewnym sklepie i uciekłem, wierząc, że moja szybkość zapewni mi bezkarność. Był to jednak mój zły dzień: młody policjant puścił się za mną w pogoń. Uciekałem, co sił w nogach, ale na próżno. Ścigający mnie posterunkowy, znakomity środkowy napastnik policyjnej drużyny piłkarskiej, znacznie przewyższał mnie, dziesięciolatka, szybkością i wytrzymałością. Dopadł mnie i zaprowadził z powrotem do sklepu. Całą drogę kopał mnie w tyłek, fachowo nazywając każde z uderzeń, jakby trenował na boisku. Nie zrobił mi krzywdy, ale nieźle napędził mi strachu. Chociaż poniżył mnie bardzo, podziwiałem go ? jak na dziesięciolatka przystało ? za sprawność i umiejętności piłkarskie. Powiedziałem don Juanowi, że dzisiaj, przy nim, czułem się tak samo. Wyprzedził mnie pomimo różnicy wieku i mojego zamiłowania do ucieczek. Dodałem na koniec, że bardzo długo prześladował mnie sen, w którym biegłem tak szybko, że młody policjant nie mógł mnie doścignąć.
? Twoja historia jest ważniejsza, niż mi się zdawało ? orzekł don Juan. ? Sądziłem, że opowiesz mi, jak dostałeś klapsa od mamusi.
Powiedział to z nutką kpiny w głosie, zabrzmiało to bardzo śmiesznie. Potem dodał, że nie zawsze sami wybieramy swoje opowieści, czasami decyduje za nas duch. Tak właśnie było w moim przypadku ? nie ulega wątpliwości, że duch wypuścił z zakamarków mojego umysłu tę, a nie inną historię, ze względu na jej powiązanie z moją nieuleczalną pychą. Powiedział też, że przez tyle lat tlił się we mnie żar gniewu i poniżenia, a poczucie klęski i odrzucenia nadal mi dokucza.
? Twoja historia byłaby niezłą zabawą dla psychologa ? dorzucił. ? Wygląda na to, że z tym młodym policjantem, który pokazał ci, że nie jesteś niepokonany, utożsamiłeś właśnie mnie.
Musiałem przyznać, że dokładnie tak to odczuwałem. Gdybym sam na to wpadł, na pewno bym mu tej historii nie opowiedział. Szliśmy w milczeniu. Byłem tak poruszony podobieństwem tych dwóch postaci, że na śmierć zapomniałem o tropiącym nas jaguarze. Z zadumy wyrwał mnie głuchy pomruk zwierzęcia. Usłyszawszy ten odgłos, don Juan kazał mi, abym odłamał z krzaków kilka długich, zwisających nisko gałęzi, skacząc po nich. Sam zrobił to samo. Z gałęzi zrobiliśmy coś w rodzaju szczotek, które wlekliśmy za sobą, podnosząc w biegu tuman kurzu.
? Musimy go trochę pomęczyć ? powiedział don Juan kiedy zatrzymaliśmy się na chwilkę. ? Do zachodu słońca pozostało nam tylko kilka godzin. W nocy jaguar będzie nie do pokonania, tak więc lepiej się zbierajmy. Pobiegniemy w stronę tych skalistych wzgórz. Wskazał na południe, w stronę odległego o mniej więcej pół mili wzniesienia.
? Powinniśmy kierować się na wschód ? zaprotestowałem. ? Te wzgórza leżą zbyt daleko na południe. Jeśli pójdziemy tamtędy, nigdy nie dotrzemy do samochodu.
? I tak dzisiaj nie dostaniemy się do twojego auta ? oświadczył don Juan spokojnie. ? Jutro chyba też. Kto wie, czy w ogóle tam wrócimy?
Ogarnął mnie lęk, ale po chwili poczułem dziwny spokój. Miałem nadzieję, że jeśli umrę na tej pustyni, nie będę czuł bólu.
? Nie martw się ? pocieszył mnie don Juan, kiedy mu o tym powiedziałem. ? Śmierć w cierpieniach zdarza się tylko ludziom obłożnie chorym. Jeśli walczysz o życie, nie czujesz bólu. Jeżeli w ogóle coś odczuwasz, jest to tylko radosne uniesienie.
Oznajmił, że ludzi żyjących w społeczności odróżnia od czarowników między innymi sposób umierania. Tylko dla czarowników-wojowników śmierć jest łagodna i błoga, nawet śmiertelnie ranni nie czują bólu. Co najciekawsze, śmierć dopóty powstrzymuje się przed zadaniem ciosu, dopóki sam czarownik nie uzna, że nadszedł stosowny moment.
? Największa różnica pomiędzy czarownikiem a zwykłym człowiekiem polega na tym, że czarownik jest szybszy od śmierci ? ciągnął don Juan. ? Jeśli dojdzie do starcia, jaguar mnie nie zje. Pożre ciebie, bo nie jesteś dość szybki, by powstrzymać swoją śmierć. Potem don Juan próbował wyjaśnić mi, jaki związek ? ma szybkość ze śmiercią. Stwierdził, że zwykłym ludziom cofnięcie danego słowa lub zmiana decyzji przychodzi bez trudu. Jedyną nieodwracalną rzeczą na tym świecie jest śmierć. W świecie czarowników natomiast śmierć można odwołać, ale nie da się cofnąć danego słowa. Czarownik nie może zmienić ani zmodyfikować swojego postanowienia, od raz podjętej decyzji nie ma odwołania.
Oświadczyłem, że jego słowa robią na mnie duże wrażenie, ale nie przekonują, że śmierć można powstrzymać. Don Juan przypomniał mi wtedy, że człowiekowi widzącemu istota ludzka jawi się jako owalna lub kulista świetlista bryła, złożona z niezliczonych statycznych, choć wibrujących, pól energetycznych. Tylko czarownik może tę statyczną świetlistość wprawić w ruch ? potrafi w czasie milisekundy przemieścić swój punkt scalający w dowolne miejsce leżące w obrębie świetlnej bryły. Zmiana położenia punktu, zwłaszcza tak szybka, w jednej chwili kompletnie zmienia postrzegany świat. Czarownik może również przesuwać swój punkt scalający w sposób ciągły, bez zatrzymywania, przez wszystkie poła świetlistej energii. Wyzwolone w tym ruchu ogromne siły natychmiast unicestwiają całą świetlistą bryłę.
Don Juan oznajmił, że gdyby w tym momencie spadła na nas skała, potrafiłby odwrócić skutki, jakie zazwyczaj pociąga za sobą przypadkowa śmierć. Wykorzystując swoją zdolność do szybkiego przemieszczania punktu scalającego, mógłby w ułamku sekundy znaleźć się w innym świecie albo spalić się wewnętrznym płomieniem. Natomiast ja zginąłbym na miejscu przywalony skałami, ponieważ mój punkt scalający nie przesunąłby się na tyle prędko, bym mógł się uratować. Z jego słów wywnioskowałem, że to, co odkryli czarownicy, było nie tyle wstrzymaniem śmierci, ile innym sposobem umierania. Kiedy wyraziłem swoje przypuszczenia, don Juan odparł, że nie powiedział nic poza tym, iż czarownicy panują nad śmiercią. Umierają tylko wtedy, gdy naprawdę muszą.
Chociaż nie wątpiłem w jego słowa, zadawałem, jakby dla zabawy, dalsze pytania. Słuchając jego odpowiedzi, przebiegałem myślą i wspomnieniem owe inne dostępne percepcji światy, oglądając je niby na ekranie. Gdy przyznałem się don Juanowi do moich dziwnych myśli, roześmiał się i poradził, bym lepiej pozostał przy jaguarze. Przypuszczał, że to realnie istniejące zwierzę jest przejawem ducha. Na myśl o fizycznej obecności jaguara przeniknął mnie dreszcz.
? Czy to dobrze, że idziemy prosto w stronę wzgórz? Nie powinniśmy zmienić kierunku? ? zapytałem. Sądziłem, że niespodziewana zmiana wprowadzi zwierzę w błąd.
? Jest już na to za późno ? odparł don Juan. ? Jaguar wie, że nie mamy innego wyjścia, tylko dotrzeć do tych wzgórz.
? To niemożliwe! ? wykrzyknąłem.
? Dlaczego nie? ? odpowiedział pytaniem don Juan. Oświadczyłem, że chociaż sam widziałem jak kot wyprzedził nas o jeden skok, nie wierzę, że umiałby przewidzieć, gdzie chcemy dojść.
? Twój błąd polega na tym, że przypisujesz mu zdolność wyobrażania sobie różnych spraw. Jaguar nie myśli. On po prostu wie.
Następnie don Juan wyjaśnił mi, że wznoszący się za nami obłok kurzu miał oszołomić jaguara, dostarczając mu bodźców związanych z czymś dla nas bezużytecznym. Nie umieliśmy przecież, choćby miało od tego zależeć nasze życie, wytworzyć w sobie uczucia ściśle odpowiadającego wzbijaniu kurzu.
? Nic z tego nie rozumiem ? wyjęczałem żałośnie. Zacząłem odczuwać skutki napiętej sytuacji: nie mogłem się skoncentrować.
Don Juan kontynuował objaśnienia. Otóż, jak twierdził, ludzkie uczucia podobne są do ciepłych lub zimnych podmuchów, które zwierzęta mogą z łatwością wykryć. Tak więc my byliśmy nadawcami, a jaguar odbiorcą. Jak przyznał don Juan, kocur mógł odczytać jedynie te uczucia, których już kiedyś doświadczyliśmy. Jeżeli chodzi o fortel ze wznoszeniem kurzu, nasze odczucia z tym związane były tak nietypowe, że u ich odbiorcy musiały wytworzyć wrażenie pustki.
? Kolejnym manewrem jaki mogłaby nam podpowiedzieć milcząca wiedza, byłoby ciężkie stąpanie ? oznajmił don Juan. Spojrzał na mnie, jakby czekał na moją reakcję. ? Teraz będziemy szli bardzo spokojnie ? powie? dział. ? A ty będziesz ciężko stąpał, wzbijając obłoki kurzu, jakbyś był wysokim na dziesięć stóp olbrzymem. Musiałem mieć głupawy wyraz twarzy, bo don Juan zatrząsł się ze śmiechu.
? Wznieś nogami obłok kurzu ? nakazał. ? Poczuj, jaki jesteś wielki i masywny.
W samej rzeczy, kiedy spróbowałem tak zrobić, odczułem swój ogromny ciężar. Niby żartem powiedziałem don Juanowi, że jego siła sugestii jest niewiarygodna. Naprawdę czułem się budzącym grozę gigantem. Don Juan zapewnił mnie, że moje wrażenie masywności nie jest skutkiem sugestii, ale przesunięcia punktu scalającego. Potem powiedział, że starożytni dokonywali zadziwiających czynów, albowiem dzięki milczącej wiedzy poznali moc, jaką daje ruch punktu scalającego. Czarownicy zdołali odzyskać część tej pradawnej potęgi. Ruch punktu pozwolił im manipulować swymi uczuciami i wpływać na rzeczywistość. Ja także moim odczuciem masy i okrucieństwa zmieniałem bieg rzeczy. Uczucia poddane takiej obróbce nazywa się intencją.
? Twój punkt scalający przesunął się już odrobinę ? ciągnął don Juan. ? Możesz teraz albo wrócić do pozycji wyjściowej, albo przesunąć go dalej.
Dodał, że chyba każdemu żyjącemu zwyczajnie człowiekowi od czasu do czasu przytrafia się okazja wyrwania się z oków konwenansu, przy czym nie idzie o formy towarzyskie, ale o reguły, jakimi rządzi się percepcja. Czasami wystarczy moment uniesienia, by poruszyć punkt scalający i przełamać niewzruszone kanony. Podobnie wpływa na nas przestrach, choroba, gniew albo żałość. Jednak nadarzająca się okazja przesunięcia punktu scalającego zazwyczaj nas przeraża. Odzywa się wtedy nasza przeszłość: religijne zapatrywania, wykształcenie, normy społeczne. To one powodują, że bezpiecznie powracamy do stada ? punkt scalający ponownie cofa się do przypisanej mu pozycji, odpowiadającej zwykłemu żywotowi. Don Juan powiedział, że wszyscy znani mi nauczyciele duchowi i mistycy robili dokładnie to samo: ich punkty scalające, zbiegiem okoliczności czy dzięki pilnym staraniom, nieco się przemieszczały. Kiedy potem powracali do normy, całe wydarzenie pozostawiało po sobie wspomnienie, które nie opuszczało ich aż do śmierci.
? Możesz się zachować jak grzeczny, pobożny chłopiec i zapomnieć o dokonanym już ruchu punktu scalającego ? mówił dalej don Juan ? albo brnąć dalej, wykraczając poza granice rozsądku, w których obrębie nadal się znajdujesz.
Wiedziałem, o czym mówi, ale nie wiadomo dlaczego byłem wciąż niezdecydowany. Don Juan kontynuował wyjaśnienia. Powiedział, że zwykli ludzie, nie potrafiący wykrzesać z siebie energii niezbędnej do przekroczenia granic percepcji, nazywają dziedzinę niezwykłego postrzegania magią, czarami albo diabelską sprawką i odwracają się od niej, nie próbując się nad nią zastanowić.
? Ale ty tego nie zrobisz ? stwierdził. ? Nie jesteś religijny, za to bardzo ciekawski. Niczego nie wyrzucasz w kąt bez zbadania. Mógłbyś się zatrzymać tylko wtedy, gdyby tchórz cię obleciał. Niech wszystko stanie się tym, czym jest w istocie: abstrakcją, duchem, nagualem. Czary, zło ani szatan nie istnieją. Jest tylko percepcja. Rozumiałem wszystko, ale nie wiedziałem, co właściwie mam zrobić. Patrzyłem na don Juana, pragnąc wypowiedzieć się jak najlepiej. Nie wiadomo skąd pojawiła się we mnie potrzeba ekonomicznego gospodarowania zasobami umysłu, nie chciałem, by choć jedno słowo wymknęło mi się niepotrzebnie.
? Stań się olbrzymem! ? rozkazał don Juan, uśmiechając się. ? Daruj sobie rozsądek.
Zrozumiałem wreszcie, o co mu chodzi. Wiedziałem, że mogę stopniowo intensyfikować wrażenie masy i okrucieństwa, aż rzeczywiście stanę się gigantem wyższym od otaczających mnie zarośli, widzącym wszystko dookoła. Chciałem mu o tym powiedzieć, ale uświadomiłem sobie, że zna nie tylko moje myśli ? wie jeszcze dużo, dużo więcej.
Wtedy stało się ze mną coś niesamowitego. Mój rozum odmówił posłuszeństwa. Miałem wrażenie, że spadła na mnie czarna zasłona, która przesłoniła moje myśli. Przystałem na to odcięcie od rozumu zupełnie bezwarunkowo, jakby było mi obojętne, co się stanie. Byłem przekonany, że w każdej chwili mógłbym się przez tę zasłonę przedrzeć.
Wydawało mi się, że coś mnie popycha, uruchamia.
? Co się stało, don Juanie? ? zapytałem. Musiałem odchrząknąć, bo zaschło mi w gardle.
? Ty mi to powiedz ? wydyszał zmęczony.
Kiedy opisałem mu moje doznania, uświadomiłem sobie, że wierzchołek góry na wprost mnie jest ledwie widoczny. Dzień miał się ku końcowi, co oznaczało, że biegłem czy szedłem ponad dwie godziny. Poprosiłem don Juana, by wyjaśnił, skąd wzięła się ta luka czasowa. Odparł, że wprawdzie mój punkt scalający wysunął się poza bezlitosne miejsce, docierając do miejsca milczącej wiedzy, ale nadal brakowało mi energii, dzięki której mógłbym nim samodzielnie manipulować i według własnego uznania przechodzić z pozycji rozumu w położenie milczącej wiedzy. Dodał, że jeśli czarownik ma dość energii ? a nawet gdy mu jej brakuje, ale od przemieszczenia punktu scalającego zależy jego życie ? punkt może oscylować między intelektem a milczącą wiedzą. Jeżeli chodzi o mnie, don Juan doszedł do wniosku, że wskutek trudnego położenia, w jakim się znaleźliśmy, pozwoliłem duchowi kierować ruchem mojego punktu scalającego. W rezultacie znalazłem się pod wpływem milczącej wiedzy. Zwiększyły się wtedy, rzecz jasna, moje możliwości percepcyjne, co sprawiło, że poczułem się wyższy od zarośli.
Wtedy dał znać o sobie mój akademicki sposób myślenia. W tamtych czasach bardzo interesowała mnie kwestia potwierdzania domniemanych wydarzeń przez akceptację. Zadałem mu jedno z rutynowych pytań:
? Gdyby ktoś z Wydziału Antropologii Uniwersytetu Kalifornijskiego patrzył wtedy na mnie, czy ujrzałby przedzierającego się przez chaparral olbrzyma?
? Naprawdę nie wiem ? odpowiedział don Juan. ? Mógłbyś się tego dowiedzieć, gdybyś przemieścił swój punkt scalający, będąc na Wydziale Antropologii.
? Próbowałem tego ? przyznałem ? ale nigdy nic się nie wydarzyło. Żeby coś się działo, muszę cię mieć w pobliżu.
? Nie było to dla ciebie wtedy sprawą życia lub śmierci ? odparł don Juan. ? Gdyby tak było, poruszyłbyś swój punkt samodzielnie.
? No, ale gdyby mi się to udało, czy ludzie widzieliby to, co ja? ? naciskałem.
? Nie. Ich punkty scalające nie byłyby w tym samym miejscu, co twój ? odpowiedział.
? W takim razie, don Juanie, czy jaguar tylko mi się przyśnił? ? zapytałem. ? Czy to wszystko zdarzyło się w mojej wyobraźni?
? Niezupełnie ? odrzekł don Juan. ? Kocur jest prawdziwy. Przebyłeś całe mile, a nawet się nie zmęczyłeś. Masz wątpliwości? Spójrz na swoje buty, pełno w nich kolców kaktusów. No, a jeśli chodzi o twój wzrost, to istotnie niosłeś głowę wysoko, ponad krzewami. A jednocześnie wcale tak nie było. Wszystko zależy od tego, czy punkt scalający danej osoby jest w położeniu rozumu, czy milczącej wiedzy. Rozumiałem wszystko, co mówi, ale nie umiałem określić, co uderzyło mnie w jego słowach ani skąd wziął się ich sens, mogłem je co najwyżej mechanicznie powtórzyć. Z zadumy wyrwał mnie ryk jaguara, przywracając świadomość rzeczywistego, bezpośredniego zagrożenia. ` W odległości mniej więcej trzydziestu jardów zauważyłem po prawej stronie ciemną sylwetkę. Kocur szybko piął się w górę.
? Co teraz zrobimy, don Juanie? ? zapytałem, wiedząc, że on także dostrzegł wyprzedzające nas zwierzę.
? Będziemy się dalej wspinać_ Na szczycie będziemy bezpieczni ? powiedział spokojnie.
Następnie dodał, jakby nie miał innych zmartwień, że: zmarnowałem już sporo naszego cennego czasu, folgując przyjemności, jaką dawała mi rola olbrzyma. Zamiast zmierzać w stronę wskazanych przez niego wzgórz, skierowałem się na wschód, ku wysokim górom.
? Jeżeli nie dotrzemy do tej skarpy przed jaguarem, nic nas nie uratuje ? powiedział, wskazując na niemal pionową ścianę skalną na szczycie góry.
Obróciłem się w prawo i ujrzałem skaczącego ze skały na skałę jaguara. Było jasne, że chce odciąć nam drogę.
? Biegnijmy, don Juanie! ? krzyknąłem nerwowo. Don Juan uśmiechnął się jakby mój lęk i zniecierpliwienie sprawiły mu uciechę. Popędziliśmy co sił w nogach pod górę, w stronę szczytu. Próbowałem nie zwracać uwagi na ciemne cielsko wielkiego kota, pojawiające. się co chwila w pewnej odległości przed nami, zawsze z prawej strony. U stóp ściany znaleźliśmy się mniej więcej w tym samym czasie, co jaguar. Dzieliło nas od niego około dwudziestu jardów. Skoczył na skalną ścianę i nadaremnie próbował wdrapać się po stromiźnie. Don Juan krzyknął, że szkoda czasu na obserwację, bo kiedy zwierzę zrezygnuje ze wspięcia na szczyt skarpy, zaatakuje. Ledwie don Juan wyrzekł te słowa, jaguar rzucił się na nas. Nie trzeba mnie było ponaglać, zacząłem wdrapywać się po skale, a don Juan poszedł w moje ślady. Gdzieś koło mojej prawej stopy rozległ się przenikliwy ryk rozdrażnionej bestii. Gnany strachem, niczym mucha właziłem po gładkiej powierzchni. Dotarłem na szczyt pierwszy. Don Juan musiał po drodze przystanąć, tak go to rozbawiło. Kiedy byliśmy już bezpieczni, miałem więcej czasu, by przemyśleć to, co się stało. Don Juan nie chciał o tym rozmawiać. Twierdził, że w tym stadium mojego rozwoju każdy ruch mojego punktu scalającego będzie dla mnie zagadką. Moim zadaniem na początkowym etapie nauki jest raczej utrzymanie tego, co już osiągnąłem, niż rozmyślanie o tym. Kiedyś wszystko samo nabierze sensu. Upierałem się, że przecież wszystko pojmuję. Don Juan twardo obstawał przy swoim: żeby zdobyta wiedza odkryła swoje znaczenie, muszę najpierw nauczyć się wyjaśniać ją samemu sobie. Podkreślał, że aby zrozumieć ruch punktu scalającego, trzeba mieć dość energii, by płynnie przechodzić z pozycji rozumu w położenie milczącej wiedzy. Patrzył na mnie przez chwilę, a potem, jakby podjąwszy jakąś decyzję, uśmiechnął się i oświadczył kategorycznie:
? Dzisiaj dotarłeś do miejsca milczącej wiedzy.
Wyjaśnił mi, że tego popołudnia mój punkt scalający poruszył się samodzielnie, bez jego interwencji. Odpowiednio modyfikując wrażenie olbrzymiego wzrostu, zaplanowałem ruch mojego punktu scalającego, który w ten sposób dotarł w położenie milczącej wiedzy. Ciekawiło mnie, jak zinterpretuje moje przeżycia. Powiedział, że doznania w miejscu milczącej wiedzy można opisać terminem "tutaj i tutaj". Oznajmił, że kiedy opisywałem mu swoje wrażenie sięgania głową ponad zarośla, powinienem był dodać, że wierzchołki krzewów widzę równocześnie z piaszczystą glebą pod stopami. Albo że przebywałem w dwóch miejscach naraz: tam, gdzie byłem ja, i tam, gdzie był jaguar. Mogłem w ten sposób zauważyć, że kocur stąpa ostrożnie, żeby się nie pokłuć. Inaczej mówiąc, nie dzieliłem postrzeganych obiektów jak zwykle na będące "tu" i "tam" ? czułem, że wszystkie znajdują się "tutaj i tutaj". Usłyszawszy to, przeląkłem się. Don Juan miał rację. Nie wspomniałem mu o tym ani sam się przed sobą do tego nie przyznałem: rzeczywiście byłem w dwóch miejscach naraz. Gdyby nie jego komentarz, sam nie odważyłbym się określić moich przeżyć w ten sposób. Don Juan powtórzył, że aby wszystko nabrało sensu, potrzeba mi więcej czasu i energii. Byłem nadal wymagającym nadzoru żółtodziobem. Na przykład, kiedy przedzierałem się przez zarośla, musiał się mną opiekować, oscylując pomiędzy pozycją rozumu a położeniem milczącej wiedzy, co go wyczerpało.
? Powiedz mi jedną rzecz ? zwróciłem się do niego, wystawiając jego rozsądek na próbę. ? Ten kocur był tu trochę nie na miejscu, prawda? Jaguary nie zamieszkują tej okolicy. Pumy, owszem, ale nie jaguary. Jak byś to wyjaśnił?
Nim odpowiedział, zmarszczył brwi. Stał się nagle bardzo poważny.
? Wydaje mi się, że potwierdza to twoją antropologiczną teorię ? powiedział uroczystym tonem. ? Jest jasne, że ten jaguar przybył tu sławnym traktem handlowym łączącym Chihuahua z Ameryką Środkową.
Śmiał się tak głośno, że jego śmiech odbił się echem od okolicznych szczytów. Dźwięk ten wstrząsnął mną tak samo, jak wcześniejsze pojawienie się jaguara..."



Na górę
   
 
 
Post: 19 lip 2009, 13:29 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 cze 2009, 19:25
Posty: 787
Lokalizacja: Sopot
Płeć: mężczyzna
radoslaw pisze:
Przepraszam za długość :D - choć widzę że to się robi powoli standartowa długość mojego posta :D :lol: :shock: :D :lol: 8-)

Trzeba ci to przyznać - jesteś hardkorem ;)

_________________
Evolution - the greatest show on Earth !



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 30 lip 2009, 15:43 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 kwie 2009, 9:36
Posty: 169
Lokalizacja: Katowice
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Koty potrafią wymruczeć chorobę?

Weterynarze mawiają: - Jeśli zamkniesz kota w pokoju, w którym leży kupka połamanych kości, kości się zrosną

Mruczą wszystkie. Nie tylko te domowe, ale także oceloty, jaguary, pumy, serwale, a nawet lwy i gepardy. Z moich kotów najsłabiej mruczy Ryszard - jest wielki prawie jak ryś i mamy wrażenie, że uważa się za psa. Najgłośniej i najczęściej mruczy Dzikus - młody mieszaniec ocicata i maine coona. Natomiast Kotstancja [specjalnie tak, zamiast Konstancji] - rasy rosyjskiej błękitnej - mruczy wtedy, kiedy siedzi na klawiaturze komputera. I tylko wtedy, kiedy próbuję komputera używać.

Dlaczego mruczą? Żeby okazać, że jest im przyjemnie? To nieprawda. Koty mruczą, kiedy są ciężko chore, a kotki podczas porodu. Mruczą też przestraszone i mruczą, umierając. Mruczą równie często, gdy są skrajnie zestresowane, jak wówczas, gdy rozluźnione rozkładają się na naszych kolanach. Ale że przysłuchujemy się im tylko wówczas, gdy są blisko, gotowi jesteśmy przysiąc, że jest to koci sposób wyrażania ukontentowania.

Wiele wskazuje na to, że mruczeniu koty zawdzięczają... nadzwyczajne zdolności regeneracji.

Mruczenie na receptę

Nawet jeśli spadają, to na cztery łapy i niemal zawsze udaje im się wyjść cało z opresji. Statystyki przytaczane przez periodyk "American Veterinary Medical Association" pokazują, że 90 proc. kotów wraca do zdrowia po upadku z wysokości siedmiu i więcej pięter (opisany tam rekordzista przeżył lot z 45. piętra). Niemal nie zdarza się, by kotom nie zrastały się kości po urazach. Weterynarze mawiają: - Jeśli zamkniesz kota w pokoju, w którym leży kupka połamanych kości, kości się zrosną. Koty rzadziej niż psy cierpią na komplikacje pooperacyjne, nie dotyka ich artretyzm, niezwykle rzadko - w przeciwieństwie do psów - mają dysplazję. Niemal nigdy nie trafiają do weterynarza ze zwichnięciem stawu łopatkowo-ramiennego. Nawet w podeszłym wieku zachowują niezwykłą sprawność. Nie występują u nich kostniakomięsaki ani guzy kości. Uszkodzenie więzadeł krzyżowych, łąkotki, zwłóknienia mięśni, zapalenia pochewki maziowej ścięgna, zwichnięcia przyśrodkowe rzepki, martwica chrzęstno-kostna wydzielająca - wszystkich tych dość powszechnych psich przypadłości próżno szukać w kocich kartach chorób. Dotknięte martwicą mięśnia sercowego psy mają zwykle poważne kłopoty oddechowe, koty - nigdy. Czterokrotnie rzadziej od psów zapadają też na raka płuc. Lepiej i szybciej goją im się uszkodzenia skóry.

Stałe wibracje o częstotliwości między 25 a 125 Hz, czyli takie, jakie produkuje kot leżący ci na kolanach, wspomagają regenerację kości, ścięgien, wiązadeł i mięśni i przynoszą ulgę w bólu.


Jedna z hipotez wiąże tę ich odporność na urazy z mruczeniem. Czy ktoś to badał? Oczywiście. Nowojorski lekarz dr Clinton Rubin. Interesowało go, czy można wzmocnić kości, nie dręcząc się gimnastyką.

Jak zauważył, dobroczynna dla kości jest ekspozycja na drgania o częstotliwości 20-50 Hz - znakomicie poprawia strukturę i zwiększa gęstość tkanki. Kurczętom umieszczanym na 20 min dziennie na wibrujących platformach wzmacniał się szkielet, królikom gęstość tkanki kostnej poprawiała się nawet o 20 proc.

Zespół dr. Rubina prowadzi teraz obserwacje na ludziach, starając się ustalić, czy ta całkowicie nieinwazyjna i przyjemna w użyciu metoda może zatrzymać postępy osteoporozy u kobiet po menopauzie.

Zważywszy, że mruczenie kota dostarcza właśnie stałych wibracji o częstotliwości z przedziału 20-150 Hz, można by było śmiało przepisywać koty na receptę. Nie przypadkiem, jak się wydaje, ludowe mądrości kazały wierzyć, że koty są w stanie "wymruczeć chorobę".

Do serca przytul kota

Z dobrodziejstw kota trzymanego na kolanach powinny korzystać nie tylko starsze panie. Rzeszotowienie kości i atrofia mięśni nękają także herosów podróży kosmicznych jako skutek dłuższego przebywania w stanie nieważkości. Im także mruczący przyjaciel mógłby dopomóc - dosłownie - stanąć na nogi.

Są także dowody na to, że stymulacja wibracjami z przedziału 50-150 Hz działa przeciwbólowo. Delikatne wibracje stosowane są dziś podczas masaży oraz w medycynie sportowej dla wzmocnienia mięśni i w zapobieganiu skurczom. Niskie częstotliwości wpływają leczniczo na ścięgna i poprawiają ruchliwość stawów. To nie wszystko - częstotliwość 100 Hz zmniejsza duszność u pacjentów z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POChP).

Niezwykłe jest to, że częstotliwości kociego mruczenia odpowiadają dokładnie tym, które wspomagają regenerację układu ruchu i układu oddechowego. Najszybsza regeneracja kości zachodzi przy 25 i 50 Hz - a niemal wszystkie gatunki kotów mają maksimum natężenia pomruków właśnie w tych zakresach.

Kolejne maksimum natężenia przypada zarówno u kotów domowych, jak i u dzikich gatunków na 100 Hz - i jest to wartość stosowana przy terapii POChP.

Regeneracja więzadeł zachodzi najszybciej przy wspomaganiu drganiami 120 Hz - i na tej właśnie częstotliwości "nadają" trzy kocie gatunki. Pozostałe różnią się dostrojeniem o kilka herców.

Ewolucja z pewnością nie wyposażyła kotów w uzdrawiające mruczenie po to, aby ludzie trzymali je na kolanach. Prawdopodobnie jest to mechanizm pozwalający zachować tym zwierzętom zdrowie i sprawność, mimo że - jak to koty - większość życia spędzają na wylegiwaniu się i śnie.

Oczywiście to tylko hipoteza. Tak fantastyczna, że aż trudno w nią uwierzyć. Wiele zapewne wniosłyby badania porównawcze ortopedycznej kondycji tygrysów (te jako jedyne nigdy nie mruczą) i innych kotów. Niestety, jeszcze nikt ich nie wykonał.

Na wszelki wypadek jednak, jeśli zmagasz się z jakimś urazem przytul kota. Zresztą przytul kota, nawet jeśli jesteś zdrowy.

Irena Cieślińska link

_________________
Waldek1984.info



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 30 sie 2009, 21:29 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 sie 2009, 21:18
Posty: 142
Taka ciekawostka:

Zdarzyło Wam się słyszeć historię o kocie, który spadł z siódmego piętra i nic mu się nie stało? Niektórzy naukowcy uważają, że koty zawdzięczają swoją niezwykłą odporność właśnie mruczeniu.

Wibracje powstające w wyniku mruczenia (zakres częstotliwości kociego mruczenia to 20 - 150 Hz) przynoszą ulgę w bólu, przyspieszają regenerację tkanek miękkich i kości. Doktor Clinton Rubin z Nowego Yorku wykazał, że wibracje o częstotliwości 20 - 50 Hz przez 20 minut dziennie powodowały wzrost gęstości kości u kurczaków i królików nawet o 20%.

Wibracje o wyższych częstotliwościach działają leczniczo np. w przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POChP). Wibracje wykorzystuje się również w masażach sportowych.

_________________
"Wiem, że nic nie wiem..."



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 26 mar 2014, 8:33 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 sty 2011, 10:54
Posty: 218
Płeć: kobieta
Cóż.... czy demony to akurat nie wiem, aczkolwiek sama posiadam kota który czasami potrafi wpatrywać się w ścianę "rozmawiając" do niej :boisie: . Koty to dla mnie bardzo mistyczne zwierzęta, pozostaje nam jedynie pilnie je obserwować - nigdy nic nie wiadomo :cwaniak:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 26 mar 2014, 8:50 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 10 sty 2013, 14:37
Posty: 16
Płeć: mężczyzna
Never, nie wiem czy ty na tak na serio czy nie, ale znając życie tak. Więc już ci mówię dlaczego patrzą się w sufit czy też tak jak ktoś up napisał w ścianę. Dzieje się to z tego względu że koty mają lepszy słuch niż ludzie, i jeżeli mieszkasz w bloku to normalnym jest że ludzie chodzą po pokojach i kot to słyszy. A jeżeli ma się wyostrzone zmysły to nawet człowiek jest w stanie jest słyszeć jak sąsiad z góry a nawet pies chodzi po pokojach (co nie zawsze jest przyjemne). Wiem to z własnego doświadczenia bo nie raz słyszałem jak pies czy ktoś inny nade mną chodził po pokoju i gdy kot był przy mnie to patrzył automatycznie w górę i czasem nawet "rozmawiał" do sufitu. Na tym forum i wielu innych już różne rzeczy przeczytałem o kotach, zaczynając od tego że są wysłannikami reptylian i że znikają z domu na wiele godzin by dać "raport" reptylianom po takie że chronią i ściągają zło/choroby z otoczenia na siebie. O kotach można przeczytać wszystko, bo to one przecież jeszcze parę lat temu "rządziły internetami".
@edit.
Ps. Mam wrażenie że ostatnio ludzie ostatnio coraz bardziej chcą się doszukiwać czegoś, czego nie ma we wszystkim co nas otacza. Czyżby kolejna fala w stylu 2012 Nibiru? ^^



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 26 mar 2014, 8:59 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 11 wrz 2013, 15:22
Posty: 287
Ogólnie to dziwna sprawa z tymi zwierzętami, bo nie tylko o koty się rozchodzi. Mam w domu psa i królika, które bezsprzecznie zareagowały na obecność niefizyczną (w dwóch różnych sytuacjach). Natomiast jeżeli pytam, czy i w jaki sposób królik (królik... kto by pomyślał) widzi kogoś kogo nie widzę ja, nikt nie udziela jednoznacznej odpowiedzi.

Zastanawiam się, czy wystarczy sobie hasać po 4D żeby zostać dostrzeżonym przez zwierzę, czy trzeba ''podejść bliżej'' do 3D, ale z racji postaci niefizycznej-4D ludzkie oko, zbudowane na modłę 3D owej postaci nie dostrzega. Tylko w jaki sposób pies -no jakby nie patrzeć 3D- widzi taką postać?

Naprawdę nie mam zielonego pojęcia jak to działa, jedyne czego jestem pewna, że czasem działa. Trzeba by było się zapytać tego ''demona'' :mrgreen:

A w ogóle, wyluzuj z ''demonami'', tam z drugiej strony nie ma niczego tak mistycznego i nieogarnialnego, co zasługiwałoby na miano ''demon'' (jakieś nieokreślone zło, za którym tylko z krzyżem latać). Ze wszystkim albo miałeś wcześniej do czynienia, albo poza ciałem i tak wiesz co to za jedni. Mówię to dlatego, bo samo słowo ''demon'' wzbudza strach/niepokój, a nie ma się czego bać, bo siła nie pochodzi ze strachu a ze spokoju :wacko:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 26 mar 2014, 10:27 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 lis 2013, 10:29
Posty: 11
bash1 pisze:
Tylko w jaki sposób pies -no jakby nie patrzeć 3D- widzi taką postać?


Prawdopodobnie nie widzi. Taką postać można dokładnie zlokalizować bez użycia oczu 3D, innymi słowy postać nie musi się sama ukazywać, by poinformować człowieka (zwierzę?) o swojej obecności, położeniu, a nawet kształcie. Wewnętrzne "oko"? Nie lubię tego nazewnictwa, ale coś w tym jest.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 26 mar 2014, 14:20 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 11 wrz 2013, 15:22
Posty: 287
Hm, to w sumie nie byłoby głupie, gdyby ''postać'' ''informowała'' zwierzę, w ramach tego, że człowiek jest bardziej uparty/oporny. Gdyby tak było, byłoby to całkiem sprytne :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 sty 2015, 2:09 
Offline
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik

Rejestracja: 24 sty 2015, 1:58
Posty: 1
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Śląsk
Mam problem z moją kotką. Już drugi raz zachowała się jak nigdy. Ma 6 lat więc gdyby było coś z nią nie tak to już by to wyszło. Dziś spała sobie spokojnie i nagle zeskoczyła wystraszona z posłania, a potem schowała się pod łóżko. Wystawiła spod niego głowę i wodziła oczami za czymś czego ja nie widziałam. Trochę trwało zanim ją uspokoiłam. Musiałam zamknąć drzwi do drugiego pokoju i zaświecić światło w przedpokoju.
Przyznam szczerze, że trochę się przestraszyłam, bo mieszkam tylko z nią. Mieszkanie mam od pół roku i może czasem coś zdarzyło się dziwnego, ale nic na tyle, aby zaniepokoić.
Proszę o radę, pomoc, lub kontakt do osoby która mogłaby coś mi poradzić.
Dodam jeszcze, że po pierwszym takim wyskoku uspokajałam kota godzinę bezskutecznie po czym poszłam do weterynarza. Podczas badania powiedział, że kotu nic nie jest tylko jest bardzo bardzo przestraszony- przyspieszone bicie serca plus gorsze reagowanie oczu.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 06 lut 2019, 17:54 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Pozaziemskie pochodzenie kociego świata

Koty są jednym z najbardziej tajemniczych ssaków na Ziemi. Wygląda na to, że nie potrzebują ludzi, ale żyją obok nas. Zawsze jednak zachowują dystans – a jednocześnie nie odmawiają pomocy. Koty mają niezwykłe zdolności, niektórych z nich nie da są wytłumaczyć naukowo – a jednak natura nie tworzy niczego przypadkowo. Pochodzenie wąsatych-pasiastych również jest niezbyt jasne. Wszystko to oraz inne rzeczy sugerują, że koty mogą być przedstawicielami cywilizacji pozaziemskich. A może są ich potomkami?
Obrazek

Trochę historii
Ciekawy fakt: pierwszy dowód na istnienie kotów pojawił się dopiero po potopie. Istnieje wiele legend i mitów na temat tych zwierząt; niektórzy twierdzą, że koty są stworzeniami bogów i zostały wyhodowane przez skrzyżowanie lwa z małpą. W innych opowieściach mówi się, że koty „przyszły same” i nikt nie wie skąd. W trzecim źródle jest bezpośrednio wskazane, że zstąpiły z nieba.

Świat naukowy odnosi się do pojawiania się tych zwierząt w czasach starożytnego Egiptu. Jego mieszkańcy nie tylko gościli koty w swoich domach, ale także traktowali je jako stworzenia sakralne. Na cześć kotów wznoszono świątynie, po śmierci zwierząt balsamowano i robiono z nich mumie.

Prawdopodobnie Egipcjanie wiedzieli więcej o kotach niż my. Zgodnie z ideami starożytnych zwierzęta te przybyły na Ziemię jako satelity bogów. Ich pierwotną ojczyzną była nieznana planeta, oświetlona przez Syriusza z gwiazdozbioru Canis Major. Istnieją dowody, że część kapłanów była przekonana o istnieniu pewnej cywilizacji, której przedstawiciele byli w stanie zmienić ludzką postać w kocią. Nic dziwnego, że jedna ze starożytnych egipskich bogiń, Bast była przedstawiona jako kobieta z głową kota.

Ponadto Egipcjanie wiedzieli lub podejrzewali, że nawet zwykłe koty mają jakieś super moce. Pozwalano im wchodzić do najbardziej tajemniczych miejsc w świątyniach i piramidach, gdzie nawet kapłani nie mieli wstępu. Aby nie utrudniać przemieszczania się zwierząt, w budynkach powstawały małe drzwi, którymi mógł przejść kot, ale nie mógł człowiek.

Jeśli chodzi o zdolności kotów, wciąż wprowadzają w ślepy zaułek zwykłych ludzi jak i naukowców.

Skąd one wiedzą?
Można powiedzieć, że koty mają dar jasnowidzenia. Lub jakiejś innej podobnej zdolności. Każdy, kto kiedykolwiek miał kota, może opowiedzieć historię o tym, jak zwierzak nagle się obudził lub oderwał od swojego zajęcia i usiadł naprzeciwko drzwi wejściowych świdrując je spojrzeniem. A wkrótce do drzwi zadzwonił lub zastukał gość. Przypuśćmy, że zwierzę dzięki dobremu słuchowi usłyszało kroki na schodach. Jak jednak mogło wiedzieć, że ktoś idzie dokładnie do tego mieszkania? Kot reaguje wyłącznie na gości, reszta ludzi może chodzić po schodach nawet całą dobę, i nawet uchem nie ruszy.

Istnieje mnóstwo dowodów na to, że koty wąchają ludzi, którzy knują coś przeciwko gospodarzom. Ostrzegają gospodarzy o wrogach: sycząc, atakując i wybierając buty wroga jako tackę na potrzeby. Być może powinniśmy się przyjrzeć takiemu gościowi, do którego nasz kot regularnie robi w buty. Jednak tylko w przypadku, gdy ofiara nie jest „miłośnikiem psów” – takie koty nie lubią wrogiego zapachu.

Naturalny środek czyszczący
Tradycja wpuszczania kota pierwszego do nowego domu nie zrodziła się przypadkowo. Naukowcy udowodnili, że zwierzęta potrafią neutralizować negatywną energię. To prawda, że jeszcze nie ustalili dokładnie, w jaki sposób. Więc kot, chodząc po mieszkaniu, zbiera całą złą energię pozostawioną przez poprzednich lokatorów lub budowniczych. Zgodnie z obserwacjami właścicieli, w szczególnie „złych” miejscach kot kładzie się i nie opuszcza, dopóki nie pozbawi obszaru z negatywnej energii.

Przy tej okazji wysunięto interesującą teorię. Mówi się, że kiedyś w czasach Atlantydów, koty zostały zmodyfikowane genetycznie przez przedstawicieli legendarnej cywilizacji (którzy, nawiasem mówiąc, byli prawdopodobnie także kosmitami). Po takich manipulacjach zwierzęta celowo szukały i zbierały negatywną energię do sobie. Z pewnością tego musiało być dużo, ponieważ koty zaczęły chorować i umierać. W rezultacie żywotność „zbieraczy” znacznie się zmniejszyła. Według legend, kiedyś koty żyły setki lat. Teraz kilku przedstawicieli tego plemienia ledwo dociąga do 20.

Wbudowany kompas
Zdolność kotów do orientowania się w zupełnie nieznanym terenie i odnajdywania drogi do domu nadal pozostaje niewyjaśniona. Pod tym względem szczególnie znany jest kot Pino. Jego gospodarz opłacił przelot zwierzęcia do swojego przyjaciela, który mieszkał 200 kilometrów od miejsca zamieszkania samego właściciela.

Po 11 dniach Pino powrócił – ranny, wycieńczony i brudny. Zaskoczenie badaczy spowodowane było przede wszystkim zdolnością kota do określenia kierunku, w którym powinien się udać. W końcu po podróży samolotem nie miał żadnych punktów orientacyjnych, nie mógł ustalić, gdzie został zabrany.

Drugie pytanie: w jaki sposób kot mógł przechodzić około 16 km dziennie? W końcu musiał również szukać jedzenia. Poruszał się po trudnym (pod względem zwierzęcia) terenie, pokonując autostrady, linie kolejowe i osiedla.

Ustalono, że koty mają jakiś szósty zmysł. Naukowcy nie potrafili przez jakiś czas wyjaśnić, na czym oparte było to założenie.

Zrozumienie procesu nastąpiło po badaniach F. Morela, naukowca z Ameryki. Skoncentrował się on na technikach elektronicznych. W szczególności wszczepiono do mózgu eksperymentalnych kotów elektrody podłączone do nadajników radiowych. Badano obszary mózgu odpowiedzialny za wzrok.

Wyniki okazały się sensacyjne: nawet przy zamkniętych oczach zwierzęta „widziały”. Podczas eksperymentów sygnały były emitowane częstotliwościami, które nie były słyszalne przez ludzkie ucho. Naukowcy ustalili więc, że komórki nerwowe mózgu kotów, które powinny reagować tylko na sygnały odbierane z oczu, również reagują na dźwięki. Co więcej, liczba tych komórek stanowi około połowę całkowitej objętości, taką zdolność nazwano słuchem wzrokowym. A koty są jedynymi stworzeniami na naszej planecie, które go mają.

Dodatkowe „wyposażenie”
Przez długi czas ludzkość była głęboko przekonana, że ​​głównym sposobem wydobywania informacji przez koty jest wzrok. W końcu widzą sześć razy lepiej niż najlepszy człowiek. Koty bez trudu rozpoznają obiekt z odległości stu metrów, mogą spokojnie i bezpośrednio patrzeć na słońce. Jest to prawda. Jedyne nieporozumienie dotyczy zdolności zwierząt do widzenia w całkowitej ciemności. W przypadku braku słabego oświetlenia koty przechodzą do orientacji słuchowej.

Jednak, jak się okazało, koty polegają nie tylko na słuchu i wizualizacji, aby określić swoje położenie w przestrzeni. Mają dodatkowy „sprzęt”, dający im przewagę nad innymi zwierzętami, a także człowiekiem. Kocie brwi, wąsy i włosy rosnące na przednich kończynach nie są czysto estetycznymi detalami.

Dzięki nim zwierzę nie jest bezradne, nawet jeśli będzie w absolutnej ciemności. Ani kolizje z obiektami, ani problemy z określeniem kierunku ruchu kota w takiej sytuacji nie są zagrożone. Fakt ten został udowodniony naukowo: zwierzęta wybiegają z dobrze wygłuszonego labiryntu bez najmniejszego promienia światła najbardziej optymalną drogą. Ale tylko wtedy kiedy mają swoje wąsy i brwi.

Korzyści kosmiczne
Kolejna umiejętność kotów jest bardzo przydatna dla ludzi w opracowywaniu programów rozwoju przestrzeni międzygwiezdnej. Tam, gdzie nie ma grawitacji, ludziom trudno jest zorientować swoje ciało w przestrzeni. Wyjście podpowiedziały koty, które jak wiadomo zawsze spadają na cztery łapy. Naukowcy sfilmowali ten proces i badali go klatka po klatce. Jednocześnie już wiedzieli, że pozycja ciała kota jest regulowana przez ogon, dlatego zwracali większą uwagę na szczegóły.

W rezultacie ustalono, że w trakcie upadku zwierzęcia jego ogon wykonuje ruchy obrotowe w przeciwnym kierunku w stosunku do obrotu reszty ciała. Te manipulacje przeprowadzane są, dopóki organy równowagi zwierzęcia nie wskażą, że głowa znajduje się w prawidłowej pozycji.

Ostatnim etapem lądowania jest wypoziomowanie ciała kota. Tutaj ogon działa jak stabilizator.

Człowiek nie ma ogona. Jako zamiennika zaproponowano ruchy obrotowe za pomocą nóg. Pomysł okazał się genialny: astronauci, którzy byli szkoleni, mogli przyjąć dowolną pozycję w kosmosie, której w danej chwili potrzebowali.

Niektóre osobliwości
Ufolog B. Steiger jako dowód obcego pochodzenia kociego plemienia wymienia jeszcze inne cech właściwe zwierzętom. Wśród nich są umiejętności uzdrawiania, a także zdolność przeczuwania problemów. Ponadto naukowcy byli w stanie wyjaśnić przewidzenie klęsk żywiołowych. Ale wyprowadzenie właścicieli domu przed atakiem rabusiów lub uderzeniem bomby – nie. Wymieniono tajemniczą inteligencję puszystych zwierząt i ich spostrzegawczość. Niektórzy właściciele kotów są pewni, że ich pupil może czytać w myślach. I wcale nie jest tak, że jest to hiperbola, podejrzliwość lub lekkie wariactwo. Całkiem możliwe, że mogą.

Ciekawe fakty
* Pomysł, że koty są pochodzenia pozaziemskiego, wcale nie jest nowy. Faraon Akhenaten, który zlikwidował politeizm i próbował „spopularyzować” kult Atona, ogłosił koty jego siostrami i braćmi, tym samym zrównując je z bogami, którzy nawiasem mówiąc, przylecieli z Syriusza.

* Kilka wieków później Pitagoras dołączył do opinii faraona, nazywając koty „przybyszami z innych sfer”. Później filozof Plotinus w jednej ze swoich prac napisał, że koty „spadły z księżyca”. A gnostycy z Aleksandrii (na przykład Bacchilides i Valentin) nadali tajemniczym zwierzętom tytuł „posłańców z odległych gwiazd”.

* Można także przywołać ludzi kościoła, którzy podzielają ten pogląd. Św. Augustyn w jednym z traktatów nazwał koty mieszkańcami Niebiańskiego Miasta, jedynymi stworzeniami, którym pozwolono poznać drogę tam i z powrotem.
,
źródło cytatu:
https://treborok.wordpress.com/pozaziem ... ego-swiata

;
Trebor,dzięki :tak:
To większe "dranie" na ludzki ,niższy astral niż by się kto spodziewał...

Pozdrawiam miłośników sierściuchów

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 31 ]  Przejdź na stronę 1, 2  Następna

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group