Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 17 sty 2020, 23:56

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 20 ] 
Autor Wiadomość
Post: 26 sty 2014, 18:41 
„Procent kalorii z xxx”:
najnowsza bujda dietetyki


Lawrence J. Forti



Od tych samych „osobistości”, którzy stworzyli absurdy na temat „Czterech Grup Żywieniowych”, nadszedł niedawno kolejny, totalnie bezużyteczny, umyślnie wprowadzający w błąd, matematycznie bezsensowny i mętny koncept: „Procent kalorii z .. xxx”.
Po pierwsze, kaloria jest ni mniej, ni więcej, jak jednostką energii, tak samo jak dżul, Erg, kilowatogodzina, elektronowolt czy niutonometr. Określenie „kaloria”, tak powszechnie nadużywane w pseudo-nauce zwanej „nauką o żywieniu” , tak naprawdę jest kilokalorią: ilość energii cieplnej potrzebnej do podniesienia temperatury 1 kilograma wody o 1 stopień Celsjusza (rozróżnia się też „małą kalorię”, będącą ilością energii potrzebnej do podniesienia 1 grama wody o 1 stopień C; tu będzie używana nazwa „kaloria” lub po prostu „kal”). Sposób, w jaki zawartość kalorii w danej substancji jest określana, to spalenie 1 grama tej substancji CAŁKOWICIE - pod wysokim ciśnieniem, w czystym tlenie, w tzw. kalorymetrze Parr'a – oraz zmierzenie wydalonego ciepła.

Jaki to ma związek z ludzkim odżywianiem? NIE MA ŻADNEGO, ponieważ przy trawieniu nigdy nie „palimy” zjedzonego pokarmu CAŁKOWICIE, tak jak ma to miejsce ZAWSZE w kalorymetrze Parr'a. W tym miejscu „CAŁKOWITE SPALENIE” oznacza, że CAŁA zawartość węgla jest kompletnie spalona do postaci dwutlenku węgla, i że CAŁY tlen jest całkowicie palony w reakcji do postaci wody. Naturalnie, TEN PROCES NIE ODBYWA SIĘ W LUDZKIM TRAWIENIU!! Jako że nie wszystkie proteiny, tłuszcze i węglowodany są zużywane na energię - w rzeczy samej mogą być używane do celów zupełnie innych niż produkcja energii - cały ten abstrakcyjny koncept „kaloryczności" jedzenia i składników odżywczych, jest absolutnie BEZ ZNACZENIA I BEZ SENSU. Jest jeszcze gorzej: myślenie, że 1 kaloria proteiny, 1 kaloria tłuszczu czy 1 kaloria cukru są w jakikolwiek podobne lub identyczne, z punktu widzenia BIOCHEMII organizmu jest zwyczajnym absurdem. Czy 1 kaloria benzyny, drewna, alkoholu, diamentu, kału, żelaza albo starego buta, jest w jakikolwiek sposób równoważna z 1 kalorią białka, tłuszczu czy cukru? Oczywiście - nie.
Jeśli chodzi natomiast o „spalanie kalorii” to jest to równie bezsensowny koncept. Jako że kaloria jest jednostką energii, NIE MOŻE ZOSTAĆ SPALONA, jak powszechnie się wierzy w „żywieniowej nałóce” uczącej o „spalaniu kalorii”! Co niby otrzymalibyśmy po takim spaleniu? Tlenek kalorii??

KALORIE SĄ POŻYTECZNYM POJĘCIEM TYLKO W TAKICH NAUKACH, JAK TERMODYNAMIKA CZY FIZYKA, ale jest całkowicie BEZUŻYTECZNA W LUDZKIEJ DIETETYCE czy żywieniu. „Mierzenie” pokarmu pod kątem zawartości kalorii jest tak samo sensowne, jak „mierzenie” wartości pokarmu pod kątem gęstości, koloru, kształtu, przewodnictwa elektrycznego, pojemności cieplnej, wytrzymałości na rozciąganie, współczynnika sprężystości objętościowej, temperatury topnienia, współczynnika załamania, temperatury wrzenia, przewodności cieplnej, aktywności optycznej, względnej przenikalności elektrycznej, rozpuszczalności, napięcia powierzchniowego, rozszerzalności cieplnej, ciśnienia pary nasyconej, lepkości, kinetyki chemicznej, stopnia sprężenia czy jakiejkolwiek innej metody badania WŁASNOŚCI FIZYCZNYCH.
Teraz zobaczmy, że koncept „procent kalorii z xxx” jest podobnie absurdalny, jak i też umyślnie wprowadzający w błąd.
W irracjonalnej pseudo-nauce zwanej „Żywieniem” (czy „dietetyką”) widzimy ostatnio takie twierdzenia, np.:


Mleko sojowe
8 fl oz Mleka sojowego (jednostki US)

Waga: 240g (8,47 oz)
Woda: 93%
Kalorie: 79,2
Białka: 6,62 g
Węglowodany: 4,37 g
Tłuszcze: total. 4,61 g a to prowadzi do:


Analiza kalorii:

Obrazek


(* cyfry 4,4,9 to standardowa ilość kalorii przyjęta odpowiednio dla: jednego grama protein, węglowodanów, tłuszczu)

Właśnie stąd liczby na temat „procent kalorii z: protein, węglowodanów i tłuszczy” pochodzą. Jednak, co one OZNACZAJĄ? ZUPEŁNIE NIC.

Jeśli chodzi o naukę, liczby są używane do porównywania różnych parametrów, i generalnie – jeśli ilość (liczby) różnych parametrów dwóch różnych rzeczy są równe, możemy ogólnie zastosować pewien rodzaj równości, równowartości czy wzajemnej zamienności pomiędzy tymi dwoma rzeczami.

Np. Jeśli Mania i Janek zarabiają 10$ na godzinę, możemy powiedzieć, że ich godzinny zarobek jest równy.
Albo inaczej: 10 gramów białka z artykułu A, jest ta samą ilością, co 10 g białka z artykułu B.

Jednak w stukniętej pseudo-nauce o żywieniu artykuły o takim samym „procencie kalorii z protein, tłuszczy czy cukrów” mogą być jednak zupełnie INNE i mogą dostarczać ZUPEŁNIE INNE ilości białka, tłuszczu i cukrów! Więc, porównywanie artykułów o identycznych tabelkach „procentów kalorii z ...” w sposób inteligentny i rzeczywiście odkrywczy jest absolutnie niemożliwe. Nie ma też żadnego istotnego związku pomiędzy tymi liczbami.


PRZYKŁAD

Spójrzmy na przykładowe 2 różne artykuły żywnościowe; gdzie proteiny = pro., węglowodany= węg., tłuszcze= tł.., kaloria= kal.


Artykuł nr 1: 1% pro, 1% węg, 1% tł, 97% woda

Artykuł nr 2: 33% pro, 33% węg, 33% tł, 1% woda

Obrazek

Więc, czy mamy uwierzyć, że jedząc te dwa artykuły otrzymamy identyczne wartości odżywcze, przy spożyciu takiej samej ilości obydwu, tylko dlatego, że ich tabelki kaloryczne są jednakowe? NIE.
Artykuł nr 2 dostarczyłby 33 razy więcej tłuszczu, cukrów i protein, a także 33 razy więcej kalorii (mimo iż sumy „% kalorii”: są w obu tabelkach takie same). Artykuł nr 2 jest 33 razy bardziej tłusty i obfity w cukier i białka niż Art. nr 1, choć mają takie same wskaźniki procentowe kalorii.

Biochemia i trawienie nie mają żadnego związku z takimi nieważnymi dla nich liczbami. Dlatego też tabelki mówiące o „procentach kalorii z....” są zwodnicze i całkowicie nieistotne, prowadzą tylko do totalnego pomieszania i nierozumienia różnic pomiędzy żywnością zdrową i niskotłuszczową a żywnością tłustą i szkodliwą.

Kolejny przykład ukazujący bezsensowność kalorycznych tabeli:
przypuśćmy, że mamy mały pojemnik, np. szklankę wody i wpuszczamy do niej kroplę oleju roślinnego. Widzimy więc, że procent kalorii z tłuszczu równa się 100% (woda nie ma kalorii). Teraz przypuśćmy, że mamy milion razy pojemniejszy basen wypełniony tłuszczem wieprzowym: procent kalorii z tłuszczu także tutaj równa się 100%.
Czy naprawdę mamy uwierzyć, że skoro tabele kaloryczne są w obu przypadkach takie same, to i zjedzenie zawartości obu pojemników będzie mieć takie same konsekwencje dla naszego organizmu?


Następny przykład:
Powiedzmy, że mamy jabłko i kawałek wołowiny – dla której zawartość białka wagowo wynosi 13,6% i zawartość tłuszczu to 41%. Kalorycznie będzie się to przedstawiać: 12,8% kalorii z białka i 87,2% kalorii z tłuszczu.
Dla jabłka liczby będą wynosić odpowiednio: zawartość wagowa białka dla jabłka to 0,2% , a tłuszcz stanowi 0,6% wagi jabłka. Kalorycznie natomiast: 1,2% kalorii w jabłku pochodzi z białka i 5,4% kalorii z tłuszczu.
Jeśli porównamy wołowinę z jabłkiem pod kątem procentowym wagi, widzimy że wołowina ma 68,3 razy więcej tłuszczu i 68 razy więcej białka niż jabłko.
Jeżeli jednak posłużymy się nowym wymysłem pseudo-nauki, to relacje będą zupełnie inne . I tak: posługując się konceptem „procent kalorii z ...” wychodzi na to, że wołowina ma tylko 16,1 razy więcej tłuszczu niż jabłko i tylko 10,7 razy więcej białka!

Widzimy więc, że KONCEPCJA KALORII NIE ODPOWIADA PRAWDZIE i zaciemnia fakty o rzeczywistych różnicach pomiędzy różnymi rodzajami żywności.
Dlaczego więc ten nieistotny i bezużyteczny pseudo-naukowy koncept został wprowadzony do nauki o żywieniu? Dlaczego został wprowadzony do umysłów ludzi, którzy już wystarczająco mocno są ogłupieni i skonfundowani na temat właściwej dla naszego gatunku diety?
Ano po to, by ośmielić rzesze ignorantów do konsumpcji jeszcze większych ilości tłustych i niezdrowych produktów. Bowiem człowiek trzymając w ręku jabłko nie będzie zastanawiać się na temat jego zdrowotnych właściwości i bogatych składników odżywczych i witamin, ale – myśląc o jego niskiej wartości kalorycznej – odrzuci je jako produkt bezwartościowy, po to, by skierować swe kroki do pobliskiego KFC, gdzie może zjeść coś „normalnego” i „wysoko-kalorycznego”. Oto i cała magia „kalorii”...



*Jest to luźne tłumaczenie artykułu autorstwa Lawrence'a J. Forti (inżynier technologii chemicznej, były kapitan armii US, były pracownik Monsanto Company i Polaroid Corp., obecnie zajmuje się dietą i ekologią).

Artykuł wklejam jako ciekawostkę i temat do przemyśleń.


Ostatnio zmieniony 01 lut 2014, 7:03 przez Sati, łącznie zmieniany 2 razy


Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 26 sty 2014, 18:41 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 27 sty 2014, 0:30 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree

Rejestracja: 23 lip 2010, 10:45
Posty: 1823
Sati pisze:
Przestańmy więc liczyć kalorie, które są bezużytecznym wymysłem, i zacznijmy liczyć takie rzeczy, jak witaminy, minerały i zdrowe produkty w naszych kuchniach. To jest to, co się naprawdę liczy.


Taki mit o kaloriach nadal funkcjonuje. Niestety, ale jest jeszcze wiele stron, gdzie głównym kryterium oceny produktu jest ilość kalorii. Mniejsza już o sposób liczenia tej energii, ale zapominanie przy okazji, że dla naszych komórek najważniejsze jest dostarczenie im minerałów i witamin jest delikatnie mówiąc wprowadzaniem w błąd. Ten artykuł doskonale to opisuje. Ja już od dawna ignoruje informacje o kaloriach dobierając pożywienie i polecam to także zwolennikom kulturystyki. Znam ich kilku i wiem, że ciągle coś kombinują i nie mogą znaleźć złotego środka na ich dolegliwości. Dbanie tylko o mięśnie bez wiedzy o całym organizmie może mięć niebezpieczne skutki w przyszłości.

Dzięki za wiedzę, której mało w internecie, a dla wielu jest jeszcze tajemną.
.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 27 sty 2014, 11:41 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 sty 2012, 16:17
Posty: 434
Płeć: kobieta
Dokładnie. Jako dzieci śpiewaliśmy piosenkę o witaminkach
"witaminki, witaminki, dla chłopczyka i dziewczynki..."
"Dlaczego Jasio wciąż mizernieje? Bo to głuptasek, witamin nie je"
a nie o kaloriach. Uczyliśmy się, że to witaminy są ważne, jakie są skutki niedoborów poszczególnych witamin i mikroelementów i nikt nie mówił, że magnez to jest w tabletce i kupuje się go w aptece, tylko w których konkretnie roślinach (czy mięsie). A teraz liczą się tylko kalorie, białko, węglowodany i tłuszcz. Witaminy to temat tabu i jeśli ktoś chce - to jedynie w aptece może je dostać...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 27 sty 2014, 14:42 
Kalorie liczy się raczej z wygody niż z jakichś mitycznych spisków ;).
Ustalasz ile dziennie potrzebujesz i komponujesz posiłki z najzdrowszych dostępnych jakie znasz/lubisz.
I cała filozofia ;). Natomiast nie widziałem jeszcze nigdy kalkulatora witamin i mikroelementów, na podstawie którego można by sobie skomponować dietę.

Może opiszcie jak to u was wygląda skoro posługujecie się witaminami i mikro-makroelementami, a nie kaloriami w komponowaniu jedzonka. Chętnie zobaczę jak to się robi w praktyce. :)



Na górę
   
 
 
Post: 27 sty 2014, 14:58 
W praktyce jak idę coś zrobić do jedzenia, to nie noszę kalkulatora.
Warzywa czy owoce na jaki mam ochotę wybieram i przyrządzam tak jak fantazja najdzie, byle różnorodnie.
Ot, i cała praktyka.



Na górę
   
 
 
Post: 27 sty 2014, 15:22 
Cytuj:
Jako dzieci śpiewaliśmy piosenkę o witaminkach
"witaminki, witaminki, dla chłopczyka i dziewczynki..."


Pamiętam :)


Cytuj:
Dzięki za wiedzę, której mało w internecie


Proszę uprzejmie:)

Cytuj:
Kalorie liczy się raczej z wygody niż z jakichś mitycznych spisków ;).
Ustalasz ile dziennie potrzebujesz


Ten artykuł kwestionuje jakikolwiek związek "kalorii" z ludzkim organizmem, więc nie ma co ustalać. No, oczywiście, ty możesz, jeśli bardzo, bardzo tego pragniesz.


Cytuj:
Może opiszcie jak to u was wygląda skoro posługujecie się witaminami i mikro-makroelementami, a nie kaloriami w komponowaniu jedzonka.


Ano, tak:

Cytuj:
Warzywa czy owoce na jaki mam ochotę wybieram i przyrządzam tak jak fantazja najdzie


Jeśli człowiek zrozumie, że jego dieta to głównie owoce i warzywa, i jeśli zacznie kierować się swoim ciałem, a nie ustalonymi "godzinami posiłków" czy jakąkolwiek ideologią, wtedy jedzenie staje się naprawdę mało skomplikowane.



Na górę
   
 
 
Post: 27 sty 2014, 17:08 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree

Rejestracja: 23 lip 2010, 10:45
Posty: 1823
WaterFlow pisze:
Natomiast nie widziałem jeszcze nigdy kalkulatora witamin i mikroelementów, na podstawie którego można by sobie skomponować dietę.


Tak wygląda system oparty na pieniądzu. Liczy się tylko zysk, a więc ilość sprzedanego produktu. Wypełniają towary tym co jest najtańsze i dużo waży lub zajmuje objętość opakowania. Stąd mamy nadmuchane pieczywo i napompowane wodą mięso.

Spróbuj iść do sklepu spożywczego i poprosić 10dkg naturalnej witamin C.

Nikt jeszcze nie stworzył czegoś takiego jak kalkulator wszystkiego co potrzebujemy. Często są jakieś próby, ale zaraz ktoś następny to podważa. Są pierwiastki niezbędne dla nas w śladowych ilościach i tutaj wiedza jaką posiadamy jest nadal ułomna.

Tak wygląda na dzisiaj kalkulator:
Obrazek



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 27 sty 2014, 20:56 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 sty 2012, 16:17
Posty: 434
Płeć: kobieta
WaterFlow pisze:
Natomiast nie widziałem jeszcze nigdy kalkulatora witamin i mikroelementów, na podstawie którego można by sobie skomponować dietę.


Jeśli chcesz się pobawić w liczenie witaminek, to http://cronometer.com/ - po bezpłatnej rejestracji masz dostęp do kalkulatora, gdzie wybierasz co zjadłeś, w jakiej ilości i możesz sprawdzić orientacyjnie ile to witamin itd. Oczywiście nie wszystkie produkty tam są, strona jest po angielsku i w sumie to nie wiadomo czy to co zjadłeś miało akurat taką zawartość witamin i minerałów jak podana, ale lepsze to niż liczenie kalorii.

Ja nie liczę. Witaminy i minerały tylko ogólnie patrzę, by najczęściej jeść produkty jak najbardziej wartościowe z dostępnych, bo jak już pisałam, dużo zjeść nie jestem w stanie, więc nie ma co sobie brzucha niepotrzebnie napychać.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 27 sty 2014, 23:05 
Czyli wedlug was liczenie jest złe ale nie macie zadnej alternatywy. Nie licz to nie jest odpowiedź bo poki co w ten sposob moge okreslic bezpieczny spadek/wzrost wagi jesli taki mam cel.

Kalorie sa jakims odzwierciedleniem energii pozywienia, co prawda w pokarnie wystepuje rowniez blonnik ktory jest mniej kaloryczny od ww, z kolei do trawienia bialka potrzeba wiecej energi. Jest duzo szczegolow w uwczesnej nauce zywieniowej ktora mozna potwierdzic golym okiem wiec nie skreslal bym tak wszystkiego, mozna cos zmodyfikowac, ale jak nie ma jakiejs alternatywy to nie ma sensu obalac czegos.

w koncu sportowcy po cos te kalorie licza, nie dla zabawy.



Na górę
   
 
 
Post: 27 sty 2014, 23:52 
Ciekawe, co liczyli sportowcy zanim odkryto kalorie. Ciekawe, co wtedy jedli.
Moim zdaniem nic nie jedli, bo przecież nie było jeszcze kalorii.



Na górę
   
 
 
Post: 28 sty 2014, 0:23 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 28 gru 2013, 13:36
Posty: 28
Płeć: mężczyzna
Wielu sportowców potrafi jedząc odpowiednią ilość białka zwiększać masę mięśni, albo ilość glikogenu w mięśniach przed jakimiś zawodami. Widzę dużo logiki w takim postępowaniu.

Większa część ludzkości, walcząca z nadwagą powtarza powiedzenia: żp, kolację oddaj wrogowi i tym podobne bzdury.
Czy jakiekolwiek zwierzę w naturze cierpi na nadwagę?
Tylko człowiek i zwierzęta, które on żywi.
Żadne zwierzę na wolności nie liczy kalorii, człowiek potrafi się upaść jak świnia, bo pewnie kalkulatory są zbyt mało dokładne.

Do tego sprowadza się ta cała wyrafinowana ludzka mądrość odtłuszczonych produktów, błonnika, opasek na żołądkek, skracania jelit, cudownych specyfików spalających tkankę tłuszczową.

Człowiek jest naprawdę marnym zwierzęciem.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 28 sty 2014, 0:59 
Cytuj:
Człowiek jest naprawdę marnym zwierzęciem.


Jest gorzej niż zwierzęciem. Zwierzę kieruje się swoją naturą i przez to nie błądzi, człowiek ostatni kretyn kieruje się mądrościami z książek, które wymyślili inni kretyni.

Cytuj:
Wielu sportowców potrafi jedząc odpowiednią ilość białka zwiększać masę mięśni


Ciekawe, czemu kanapowcy siedzący przed telewizorem jedzący nawet większą ilość białka niż sportowcy nie zwiększają swojej masy mięśni. Ach, no tak, może sport i praca mięśni ma coś z tym wspólnego?!



Na górę
   
 
 
Post: 31 sty 2014, 23:54 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 22 lip 2013, 0:36
Posty: 20
Płeć: kobieta
Nie zgadzam się ani trochę z tym artykułem. Liczenie kalorii nie wzięło się znikąd. Człowiekowi jest potrzebna odpowiednia ilość energii do przeżycia jednego dnia. Średnio przyjmuje się 2000 kcal. Jednak każdy organizm doświadcza zjawiska głodu. Dopiero stosunkowo od niedawna cywilizacja zachodnia nie ma tego problemu. Przez większość swojego istnienia ludzkość doświadczała głodu częściej niż stanu nasycenia. Dlatego nasze organizmy mają funkcję magazynowania energii, a dokładniej magazynowania materiałów do produkcji energii. I wciąż jesteśmy przystosowani do ciągłego głodu, jeszcze upłynęło za mało czasu żeby to się zmieniło, dlatego nasze organizmy każdy nadmiar materiałów starają się odkładać na czas ewentualnego głodu. Najłatwiej mu zmagazynować tłuszcz, w niewielkim stopniu magazynuje także cukry.

Dlatego dietetyka radzi nie przekraczać odpowiedniej ilości kalorii, żeby organizm nie magazynował niepotrzebnie materiałów w nieskończoność bo zbyt urośnie :) A to już jest ciężar dla organizmu.

lucek pisze:
Czy jakiekolwiek zwierzę w naturze cierpi na nadwagę?
Tylko człowiek i zwierzęta, które on żywi.
Żadne zwierzę na wolności nie liczy kalorii, człowiek potrafi się upaść jak świnia, bo pewnie kalkulatory są zbyt mało dokładne.


Właśnie dlatego, że zwierzęta przeżywają długotrwałe okresy głodu, a do tego są w ciągłym ruchu. Podróżują kilkadziesiąt kilometrów zanim znajdą tereny bogate w pożywienie. Drapieżniki dodatkowo codziennie polują wytężając swoje siły do granic możliwości. Jedzą tyle ile mogą i kiedy tylko mogą, ale niewiele polowań przynosi sukces. Krokodyle dla przykładu jedzą średnio raz na tydzień. Gdy człowiek przynosi zwierzętom codziennie jedzenie, dzieje się właśnie tak jak piszesz, zaczynają cierpieć na nadwagę, bo nie ograniczają swojego jedzenia. Instynkt im każe jeść do syta zawsze jak jest pożywienie.

Sati pisze:
Jeśli chodzi natomiast o „spalanie kalorii” to jest to równie bezsensowny koncept. Jako że kaloria jest jednostką energii, NIE MOŻE ZOSTAĆ SPALONA, jak powszechnie się wierzy w „żywieniowej nałóce” uczącej o „spalaniu kalorii”! Co niby otrzymalibyśmy po takim spaleniu? Tlenek kalorii??

A to już jest czysta głupota. Każda komórka w naszym ciele potrzebuje tlenu i energii do funkcjonowania. Energie organizm wytwarza spalając pożywienie. Energia wytworzona podczas tego spalania to są właśnie kilokalorie. Spalanie kalorii to nic innego jak skrót myślowy oznaczający spalanie substancji odżywczych zmagazynowanych w naszym organiźmie, które przekształcają się na odpowiednią ilość kilokalorii potrzebną do odżywienia naszych komórek. W skrócie: spalamy tłuszcz, ale spalamy taką ilość tłuszczu, która jest potrzebna do wytworzenia X kilokalorii.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 lut 2014, 1:22 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree

Rejestracja: 23 lip 2010, 10:45
Posty: 1823
V-i-l-l pisze:
Spalanie kalorii to nic innego jak skrót myślowy oznaczający spalanie substancji odżywczych zmagazynowanych w naszym organiźmie, które przekształcają się na odpowiednią ilość kilokalorii potrzebną do odżywienia naszych komórek.


Zamotałaś się w swoim myśleniu i nie ma to sensu. Przemyśl to jeszcze raz i zastąp to czymś mądrzejszym. To jest niestrawne i nie nakarmisz tym nikogo.

W nauce nie mogą występować skróty myślowe.
Kalorie nie mogą być spalane i nie mogą powstawać w wyniku przekształcania substancji odżywczych.


Kaloria - jednostka ciepła, obecnie gdy ciepło jest utożsamiane z energią, jest pozaukładową jednostką energii.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 lut 2014, 6:49 
Cytuj:
Energie organizm wytwarza spalając pożywienie. Energia wytworzona podczas tego spalania to są właśnie kilokalorie...


No i właśnie to neguje autor artykułu:

Cytuj:
Jaki to ma związek z ludzkim odżywianiem? NIE MA ŻADNEGO, ponieważ przy trawieniu nigdy nie „palimy” zjedzonego pokarmu CAŁKOWICIE, tak jak ma to miejsce ZAWSZE w kalorymetrze Parr'a. W tym miejscu „CAŁKOWITE SPALENIE” oznacza, że CAŁA zawartość węgla jest kompletnie spalona do postaci dwutlenku węgla, i że CAŁY tlen jest całkowicie palony w reakcji do postaci wody. Naturalnie, TEN PROCES NIE ODBYWA SIĘ W LUDZKIM TRAWIENIU


...skoro do wytworzenia kalorii (czy też kilokalorii) muszą być ściśle spełnione odpowiednie warunki, tak jak w kalorymetrze Parr'a (skąd w ogóle powstał koncept 'kalorii') - a w ludzkim organizmie natomiast takie warunki nie zachodzą, to jest oczywistym, że w przypadku ludzi o żadnych kaloriach nie może być mowy.



Na górę
   
 
 
Post: 01 lut 2014, 8:36 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 28 gru 2013, 13:36
Posty: 28
Płeć: mężczyzna
V-i-l-l: Cała ta teoria bilansu energetycznego to jedna wielka lipa, ale pewnie Cię nie przekonam.

Jeśli pisałem o zwierzętach, to zwróć uwagę, że roślinożercy na zielonych pastwiskach nie przytyją. Lew otoczony przez stado antylop nie ruszy żadnej gdy jest najedzony.
Tylko człowiek, który złamał wszelkie zasady, łącznie z tym że je wszystko mógł wytworzyć w sobie te wariackie mechanizmy popychające go do nadwagi, cukrzycy albo chorób wynikających z niedożywienia pomimo tego, że ma pełny portfel a właściwe jedzenie znajdzie w sklepie tuż obok.

Ta teoria wciąż jednak jest silna i często lansowana w mediach jako rzekomo naukowo udowodniona.
Teoria bilansu energetycznego jest oczywiście zgodna z prawami fizyki.

Tyle tylko, że najedzony lew nie goni za antylopą i nie ma kalkulatora, a grubasy mają, liczą, chodzą do klubów fitnes. Często z mizernym skutkiem.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 11 wrz 2014, 17:31 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 15 lis 2011, 14:49
Posty: 77
Płeć: mężczyzna
To jaką alternatywę macie, dla kogoś uprawiającego np. kulturystykę? Orientacyjnie zawsze to jest jakaś informacja, oczywiście jak ktoś robi to hobbystycznie to nie widzę sensu, by popadać w paranoje.

Inna sprawa to ludzie z nadwagą, skupiłbym się na ich miejscu nie na kaloriach, tylko na jakości nieprzetworzonego pożywienia i słuchaniu organizmu. I na pewno nie zajmowałbym się idiotyzmami typu pokarmów o obniżonej zawartości tłuszczu...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 26 wrz 2014, 22:42 
Filipie, ja ze swej strony zawsze będę polecac surowe jedzenie, czy też raw food, jak to niektórzy nazywają lub veganizm. Także w przypadku bodybuildingu. Sama nie jestem bodybuilderem :) , ale jeśli wpiszesz w wyszukiwarkę hasło "raw food bodybuilding" tudzież "vegan bodybuilding", to wyjdzie ci mnóstwo informacji i zdjęc mężczyzn, którzy wspaniale budują swoje mięśnie na takim odżywianiu. Problem ze współczesnym światem, szczególnie w sporcie, jest taki, że ludzie uważają, że od jedzenia protein rosną mięśnie. To nieprawda. Mięśnie rosną od ciężkiej PRACY. Nie od jedzenia zdechłych zwierząt. I zdjęcia oraz widea na YT (surowych) wegan kulturystów potwierdzają to doskonale.

Jeśli chodzi o kalorie, to nie tylko ludzie z nadwagą powinni odrzucic tą głupią ideologię, ale wszyscy ludzie generalnie, gdyż jest to teoria nieprawdziwa. Jest fałszywa, jeśli chodzi o ludzki organizm, tak otyły, jak szczupły, jak i jakikolwiek inny. Tycie i chudnięcie to nic innego, jak gromadzenie się (tycie) / pozbywanie (chudnięcie) produktów przemiany materii i wody z organizmu. Nie ma nic wspólnego ze "spalaniem kalorii". Przy sporcie/wysiłku nie chudnie się dlatego, że spala się kalorie, ale dlatego, że przyśpiesza się pracę organizmu (szybsze krążenie, wydalanie itd) w pozbywaniu się niezdrowych nagromadzeń z komórek/ciała.
Pozdrawiam



Na górę
   
 
 
Post: 27 wrz 2014, 15:36 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 wrz 2011, 14:46
Posty: 1112
Płeć: mężczyzna
A ja dodam coś od siebie do tej filozofii.
Mam na ten temat zupełnie odmienne zdanie. Spróbuje je poprzeć jakimiś dowodami i przykładami.

Kaloria to trochę mętne uproszczenie procesu metabolizowania energii w organizmie.

Człowiek jako organizm (i nie tylko on) od zawsze był przystosowany do pewnej szczególnej mechaniki życia.

Jest nią okresowy intensywny wysiłek fizyczny. Jesteśmy tak zbudowani by móc efektywnie na krótki okres czasu znacznie przekroczyć możliwości codziennego funkcjonowania organizmu.
Dzięki wysokim dawkom neuroprzekaźników i hormonom jak dopamina czy adrenalina, jesteśmy w stanie pokonać nasze ograniczenia. Jest to np 60 sekundowy sprint z maksymalną szybkością czy znaczne przekroczenie wytrzymałości mięśni przy podnoszeniu ciężarów. Tak wyposażyła nas w to natura i dała nam takie mechanizmy. Nie jesteśmy jak ptaki które mogą lecieć całymi godzinami lub jak Konie galopujące i kłusujące po kilkaset minut. Dlaczego o tym mówię zobaczycie za moment.

Mówi nam się, że ruch to zdrowie. Ale IMHO nie działa to tak jak nam się to opowiada.
To co zapewnia nam możliwość spalania czyli przekształcania pokarmu (glukozy i glikogenu) zmagazynowanego w mięśniach i wątrobie to nic innego jak tlen a nie ruch sam w sobie.

Tlen przed milionami lat był dla organizmów szkodliwy i toksyczny. Dopiero po jakimś czasie nauczyliśmy się go metabolizować a z czasem staliśmy się od niego uzależnieni. Ma on jedną ciekawą właściwość a mianowicie bardzo agresywną reaktywność i bardzo szybko reaguje z czym popadnie. To samo jest w naszych organizmach. Biologia wykształciła całkiem skomplikowane mechanizmy by tlen nie dokonał samozapłonu w naszych komórkach. Choć jak wiecie, czasem zdarza się ta jedna dziwna okoliczność 1 na milion gdzie ciało jednak ulega samozapłonowi

Ruch wymusza na nas naturalne zwiększenie tzw pułapu tlenowego (VO2 max). Vox2 max jest to zdolność przyswajania tlenu przez organizm. I mówi nam o naszej kondycji i wydolności fizycznej.

Ja zaryzykuję stwierdzenie, że nie jest istotne ile kalorii jest spalane. Ale ilość tlenu determinuje jak szybko jesteśmy w stanie metabolizować skomplikowane związki chemiczne. Stosunkowo najłatwiej metabolizujemy cukry (Węglowodany). Wspomniany wyżej glikogen i glukoza ulegają spaleniu już po kilkunastu minutach zwiększonej zawartości tlenu we krwi. Cukry też są najłatwiej absorbowane przez organizm. Dlatego, pomimo wysokiej "kaloryczności" i dużej zawartości fruktozy w niektórych owocach, ludzie na diecie Raw czy Veganie nie mają kłopotu po zjedzeniu kilo bananów gruszek i jabłek.
Nawet jeśli ich wartość energetyczna jest bardzo wysoka, dla organizmu nie stanowi to problemu

Ponieważ te cukry nawet w dużych ilościach szybko ulegają przekształceniu w energię. Im produkt jest wyżej przetworzony tym jego przemiana w energię potrzebuje więcej tlenu by rozłożyć go na prostsze składniki i trudniej jest go spalić oraz potrzeba na to więcej czasu. Jak ktoś już wcześniej zauważył, organizm to nie piec, a dość skomplikowana biochemiczna maszyneria.

Jak by miał to być piec to starczyło by zagryzać węgiel i popijać szklaneczką bezołowiowej.
A jakimś cudem to tak nie działa. :język:

Jednym z metod zwiększenia wydolności tlenowej są tzw treningi areobowe. Ale jest rodzaj wysiłku o którym wie stosunkowo mało osób. Pamiętacie jak wspominałem o przystosowaniu organizmu do bardzo intensywnego i krótkotrwałego wysiłku fizycznego bo tak zaprojektowała nas natura ?

Od klasycznego treningu areobowego który trwa czasem nawet ponad godzinę (a i bywa, że daje marne efekty) bardziej naturalny jest trening HIIT (ang. High Intensity Interval Training – trening przedziałowy o wysokiej intensywności) Polega on przeplataniu treningu krótkotrwałego z bardzo intensywnym.
Czyli 80% i 100% mHR - Tętna maksymalnego.

Może to być np 20 sekundowy bieg w miejscu i potem 10 sekund sprintu. Całe ćwiczenie często zawiera się w dosłownie minutach a jego efektywność czasem przekracza x3-4 razy całych godzin jogging.
Z powodu bardzo wysokiego poboru tlenu i szybkiego zwiększania naszego pułapu tlenowego efekt podwyższonego metabolizmu utrzymuje się nawet do kilkunastu godzin po ćwiczeniu i bardzo szybko zwiększa naszą kondycje. Ponieważ stale wymuszamy wyższy pobór tlenu. Dlatego pomimo stosunkowo
krótkiego czasu jesteśmy w stanie spalić szybko bardzo dużej ilości masy.

Organizm raz doświadczony wysoką intensywnością jest na długo przygotowany do powtórnego wysiłku.
Do tego wysoka intensywność efektywnie spala cały zapas cukru zmagazynowany w mięśniach.

Również warto by przytoczyć przykłady z kultur wschodu gdzie istnieje bardzo rozwinięta wiedza na temat utrzymywania wysokiej sprawności i kondycji fizycznej za pomocą ćwiczeń oddechowych.
Wliczając w to systemy jak Qigong, Tai-Chi, czy Oddychanie przeponowe. Które mają za zadanie zwiększyć ilość tlenu we krwi za pomocą głębokiego oddychania połączonego z ruchem na świeżym powietrzu.

_________________
Czas przestać zgrywać oświeconych dupków i stać się po prostu ludźmi.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 lis 2014, 1:13 
Cytuj:
Kaloria to trochę mętne uproszczenie procesu metabolizowania energii w organizmie.


To nawet nie jest uproszczenie, ale zwyczajne nieporozumienie.


Cytuj:
Ja zaryzykuję stwierdzenie, że nie jest istotne ile kalorii jest spalane.


Żadne kalorie nie są spalane, bo to odnosi się do pieca Parr'a, a nie do organizmu ludzkiego.


Cytuj:
nie mają kłopotu po zjedzeniu kilo bananów gruszek i jabłek.
Nawet jeśli ich wartość energetyczna jest bardzo wysoka, dla organizmu nie stanowi to problemu


Dla organizmu nie stanowią one problemu, bo sa dla nas naturalnym, właściwym gatunkowo pożywieniem.
Uproszczając, chodzi nie o to, co wkładamy do ciała, ale co i w jakim tempie z niego wychodzi. Owoce sa tak lekkim pożywieniem, że nie stanowią dla ciała żadnego balastu i usuwane są bardzo szybko - dlatego odczuwa się tak szybko po ich zjedzeniu tzw. "głód". W przeciwieństiwe do produtków skrobiowych czy zwierzęcych, które bardzo długo zalegają w ciele, dając odczucie "sytości" na dłuższy czas - stąd bierze się wyobrażenie o ich "wysokiej energetyczności" czy też "kaloryczności". W rzeczywistości ta "wyższa energetyczność" to po prostu dłuższe zaleganie i krążenie w ciele produktów z rozkładu ich materii.

Cytuj:
tzw treningi areobowe. Ale jest rodzaj wysiłku o którym wie stosunkowo mało osób.


Stosunkowo dużo osób. Treningi aerobowy i anaerobowy są znane kazdemu odwiedzającemu siłownię i uprawiającym sport, o trenerach, studentach AWF-u i podobnych nie wspominając.


Cytuj:
Im produkt jest wyżej przetworzony tym jego przemiana w energię potrzebuje więcej tlenu by rozłożyć go na prostsze składniki i trudniej jest go spalić


Tym trudniej jest go usunąć, nie spalić. Gdyby teoria "spalania kalorii" była prawdziwa, to człowiek miałby ogromną energię i żwawość po każdym obfitym posiłku, szczególnie - czym cięższy posiłek i bardziej obfity, tym człek czułby się "świeższy" i bardziej energiczny zaraz po jego zjedzeniu. No, bo przecież właśnie dostarczył dużą ilość "energii". Jak wiemy, jest dokładnie na odwrót. Po obfitym posiłku człowiek czuje się ciężki i przybity i nie ma ochoty na nic. Stąd właśnie wziął się zwyczaj poobiadowej "sjesty", podczas ktorej człowiek po prostu śpi.


Zgadzam się na pewno z tym, co mówisz o tlenie:

Cytuj:
Tlen (...) Ma on jedną ciekawą właściwość a mianowicie bardzo agresywną reaktywność i bardzo szybko reaguje z czym popadnie.


Zupełnie tak, jak przeciętny facet :-p Szczególnie po kielichu.

I rozumiem, że chcesz powiedzieć, że tlen jest bardzo bardzo ważny. Zgadzam się, oczywiście.
Sama spotkałam się z teorią mówiącą, że to nie jedzenie -w domyśle energia- generuje zdolność do życia i ruchu, ale to ruch generuje energię. A - tak, jak mówisz- ruch to tlen. Starczy pomyśleć, że człek nie przeżyje nawet jednego dnia bez tlenu. Zaraz pada jak mucha. Bez pokarmu zaś można żyć tygodnie i lata.
Jedzenie i "skąd się bierze energia" to w ogóle dłuższy temat. Starczy spojrzeć np. na artystę w przypływie "weny", który tygodniami prawie nic nie je, a czuje się fantastycznie. Albo na tzw. niejedzących, czyli inedyków, jak nasz Joachim Werdin czy Jericho Sunfire. Jericho nie je już chyba od kilkunastu lat, do tego jest czynnym zawodowo trenerem sportowym. Nie dotarcza mięśniom ani grama protein, a ciało ma silne i umięśnione. Ciągle jednak ćwiczy i oddycha :]
Joachim twierdzi, że przeprogramował swą podświadomość i wgrał jej trochę inny program - że bez jedzenia można normalnie funkcjonować, ale do tego trzeba być na żmudnej ścieżce "duchowej". Zupełnie inaczej do tego podchodzi inny niejedzący, Steve Torrence - ten twierdzi, że to żadna filozofia i wcale nie trzeba się do tego rozwijać "duchowo". "Jak gospodarz jest w domu, to światła się palą" - twierdzi, czyli póki "dusza" jest w ciele, to ciało żyje :] Skłaniam się bardziej ku Steve'owi, Joachim jak dla mnie zbyt komplikuje sprawę. Tak czy inaczej, tutaj juz wykraczamy poza kalorie i biochemię ciała, na czym pewnie chciałeś się skupić, a wkraczamy na pole umysłu i jego wpływu na "rzeczywistość". Prawdopodobnie człowiek mógłby żyć nawet i bez tlenu, choć nie wiem jak długo i nie zamierzam próbować. Co do "kalorii" itp., to wydaje mi się, że już tak bardzo się przyjęło do mainstreamu, że trudno będzie to ludziom wyperswadować. Ja sama nawet używam czasem tego pojęcia, gdyż w ten sposób łatwiej dotrzeć do ludzi. Łatwiej tłumaczyć, że banan ma tyle i tyle kalorii, niż wyjaśniać, że człowiek powinien jeść owoce, bo jest owocożerny z natury itd, itp. ad nauseam. Człowiek niestety nasiąka teoriami jak gąbka, bez względu na to, czy sa prawdziwe, czy nie :/



Na górę
   
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 20 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group