Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 24 sie 2019, 15:00

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 110 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna
Autor Wiadomość
Post: 13 wrz 2013, 12:38 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:28
Posty: 28
"James Bartley był uprowadzanym którego wystawiono na bardzo wysoki poziom Wojny Duchowej."

Z tego "wysokiego poziomu" to chyba żartujesz - no w każdym bądź razie jest to najniższy "poziom" od którego warto zacząć rozmawiać.

Trochę późno,ale lepiej niż wcale.

Nie interesują mnie jakieś ochy i achy i te kretyńskie minki nr...., czyli większość komentarzy.

Jeśli to możliwe, interesuje mnie rzeczowa dyskusja na temat realnych działań przeciwko najeźdźcom, z "poziomu" bardzo niepopularnego, bo wymagającego np.odpowiedzialności i dyscypliny.

Wobec czego mam pytanko:czy nie za wcześnie na takie podejście?

Jak do tej pory nie znalazłem żadnych oznak możliwego tj.realnego przeciwstawienia się Im.

Wszystkie nadzieje, bez stałego,systematycznego wysiłku są po prostu śmieszne.

Jeżeli jest już taka dyskusja, to sorki, ale dopiero "wpadłem" na wasze forum.

Z ogólnych danych wynika, że "teraz albo nigdy"

P.s.
Zdaje się,że wszystko moderujecie, więc możecie od razu zaproponować coś konkretnego np.nowy temat, bez zamieszczania tego tekstu.

pozdro

-- 17 wrz 2013, 19:42 --

Uczę się dopiero tego forum, ale widzę, że są tu i tam poruszane istotne treści. Mimo to brakuje zebrania ich w jednym miejscu aby mogły stać się funkcjonalną całością, dlatego jeżeli ktoś coś przeczytał w innym miejscu warto żeby przekleił to tutaj.

Zadałem pytanie... i od razu znalazłem kilka odpowiedzi, w zasadzie wyczerpujących temat, z wyjątkiem jednego aspektu....

Zacznę może od polemiki

Krzysztof (niepotrzebnie zraziłeś się do Majów-ich kalendarz działa,tyle,że zgubili początek), a jako Red jesteś b.dobrze rozpoznawalny- pisze:

"jest też coś co nie zostało zapisane a co każdy analityk zobaczy i czego się też nauczyłem... Zobaczcie ile środków, tysięcy lat ciężkiej pracy, zasobów...istot...jest w to zaangażowanych aby dobrać się do naszej duszy, jej energii, naszego umysłu..."

przede wszystkim świadomości

"zaczerpnięte z “Active Side of Infinity(Aktywna Strona Nieskończoności)” Carlosa Castanedy (str.217)

– To odpowiednia pora dnia na zrobienie tego, o co cię proszę – rzekł. – Skupienie koniecznej uwagi zabierze ci tylko chwilkę. Nie przestawaj, aż dostrzeżesz ten ulotny, czarny cień.


Rzeczywiście, dostrzegłem jakiś dziwny, ulotny, czarny cień na tle liści drzew. Był to albo jeden cień, poruszający się w przód i w tył, albo kilka, przesuwających się z lewa na prawo albo z prawa na lewo lub prosto w górę. Jawiły mi się one jako grube czarne ryby, ogromne ryby. Wyglądało to tak, jak gdyby w powietrzu latały gigantyczne mieczniki. Widok ten pochłonął mnie całkowicie. W końcu zacząłem się go bać. Zrobiło się za ciemno i nie widziałem już liści, ale ciągle widziałem te ulotne, czarne cienie. – Co to jest, don Juanie? – zapytałem. – Wszędzie dokoła dostrzegam ulotne, czarne cienie. – Ach, to właśnie dziki wszechświat – odrzekł. – Niemierzalny, nieliniowy, wykraczający poza sferę języka. Czarownicy starożytnego Meksyku byli pierwszymi, którzy te ulotne cienie ujrzeli, więc zaczęli za nimi podążać. Widzieli je tak, jak ty je teraz widzisz, i widzieli je jako energię w jej ruchu we wszechświecie. I faktycznie udało im się odkryć coś transcendentalnego. – Co takiego odkryli, don Juanie? – zapytałem. – Odkryli, że mamy towarzysza na całe życie – powiedział tak dobitnie, jak tylko potrafił. – Drapieżcę, który przybył z otchłani kosmosu i zawładnął naszym życiem. Ludzie są jego więźniami. Ten drapieżca jest naszym panem i władcą. Zrobił z nas potulne, bezradne baranki. Jeżeli chcemy się zbuntować, bunt zostaje zdławiony. Jeżeli chcemy działać niezależnie, rozkazuje nam, byśmy tego nie robili.Dokoła nas było bardzo ciemno i to chyba zupełnie przytłumiło moją ekspresję. Gdyby działo się to za dnia, śmiałbym się do rozpuku. W ciemności czułem się bardzo nieswojo. – Ciemno, choć oko wykol – odezwał się don Juan – ale jeśli spojrzysz dokoła kątem oka, znów zobaczysz, jak dokoła nas skaczą ulotne cienie.Miał rację. Ciągle je widziałem. Od ich ruchu kręciło mi się w głowie. Don Juan włączył światło; wszystko się rozwiało. – Tylko dzięki samodzielnym staraniom dotarłeś do czegoś, co szamani starożytnego Meksyku nazywali kwestią nad kwestiami – rzekł don Juan. – Tym razem cały czas owijałem rzeczy w bawełnę, sugerując ci, że jesteśmy przez coś więzieni. I rzeczywiście, coś nas więzi! Dla czarowników starożytnego Meksyku był to fakt energetyczny. – Dlaczego ten drapieżca zawładnął nami w sposób, o jakim mi mówiłeś, don Juanie? – zapytałem. – Musi istnieć jakieś logiczne wytłumaczenie. – Jest wytłumaczenie – odparł don Juan – i to najprostsze na świecie. Zawładnęli nami, ponieważ jesteśmy ich pożywieniem, i uciskają nas bezlitośnie, ponieważ utrzymujemy ich przy życiu. My hodujemy kurczęta na kurzych fermach, gallineros, drapieżcy zaś hodują nas na ludzkich fermach, humaneros. Dlatego zawsze mają co jeść. Poczułem, że gwałtownie kręcę głową na boki. Nie potrafiłem wyrazić swego głębokiego zaniepokojenia i niezadowolenia, ale moje ciało zaczęło się poruszać, by dać upust tym uczuciom. Trząsłem się cały, od włosów na głowie po czubki palców stóp, zupełnie bezwolnie. – Nie, nie, nie, nie – usłyszałem swój głos. – To absurd, don Juanie. To, co mówisz, jest potworne. To po prostu nie może być prawda, ani dla czarowników, ani dla przeciętnych ludzi, ani dla nikogo. – Dlaczego nie? – zapytał chłodno don Juan. – Dlaczego nie? Bo cię to doprowadza do szału? – Tak, doprowadza mnie to do szału – odparłem sucho. – Twoje sugestie są potworne!
– No cóż – powiedział – nie wysłuchałeś jeszcze wszystkich moich sugestii. Poczekaj chwilkę i potem oceń, co na ten temat sądzić. Zaraz dostaniesz się w prawdziwą nawałnicę. To znaczy, że twój umysł zostanie wystawiony na zmasowany atak, a ty nie będziesz mógł się poddać i sobie pójść, bo jesteś w pułapce. Nie dlatego, że cię uwięziłem, ale dlatego, że coś ukryte głęboko w tobie nie pozwoli ci odejść, choć jakaś część ciebie po prostu wpadnie w szał. Tak więc, przygotuj się!
Czułem, że mam w sobie coś z masochisty. Don Juan miał rację. Nie wyszedłbym z jego domu za nic na świecie. Mimo to jednak ani trochę mi się nie podobały brednie, które wygadywał. – Chcę przemówić do twojego analitycznego umysłu – rzekł don Juan. – Zastanów się przez chwilę, a potem mi powiedz, jak byś wytłumaczył sprzeczność pomiędzy inteligencją człowieka-inżyniera i głupotą jego przekonań albo głupotą jego pełnego sprzeczności zachowania. Czarownicy są przekonani, że to drapieżcy dali nam przekonania, nasze pojęcia dobra i zła, nasze prawa społeczne. To oni stworzyli nasze nadzieje i oczekiwania, sny o powodzeniu i myśli o porażce. Dali nam pożądanie, chciwość i tchórzostwo. To przez drapieżców jesteśmy tak zadowoleni z siebie, schematyczni i egoistyczni. – Ale jak można tego dokonać, don Juanie? – zapytałem, jakby bardziej jeszcze rozeźlony tym, co mówi. – Szepcą nam to wszystko do ucha, kiedy śpimy? – Nie, nie robią tego w ten sposób. To idiotyczny pomysł! – odparł z uśmiechem. – Są nieskończenie skuteczniejsi i bardziej zorganizowani, niż ci się zdaje. Aby zapewnić sobie naszego posłuszeństwo, uległość i słabość, drapieżcy wykonali fantastyczne posunięcie – fantastyczne, oczywiście, z punktu widzenia strategii wojennej, a przerażające z punktu widzenia tych, przeciwko którym zostało skierowane. Oddali nam swój umysł! Słyszysz, co mówię? Drapieżcy oddają nam swój umysł, który staje się naszym umysłem. Umysł drapieżców jest barokowy, pełen sprzeczności, posępny, przepełniony obawą przed zdemaskowaniem, które może nastąpić lada chwila. Wiem, że choć nigdy nie cierpiałeś głodu – ciągnął – odczuwasz niepokój związany z jedzeniem, który nie jest niczym innym, jak niepokojem drapieżcy, że w każdej chwili jego posunięcie zostanie odkryte i zabraknie mu pożywienia. Poprzez umysł, który w końcu jest ich umysłem, drapieżcy wtłaczają w życie ludzi wszystko, co im pasuje. W ten sposób zapewniają sobie pewne bezpieczeństwo, które niczym bufor neutralizuje nieco ich strach. – To nie o to chodzi, don Juanie, że nie mogę przyjąć tego ot tak – powiedziałem. – Mógłbym to zrobić, ale jest w tym coś tak ohydnego, że mnie po prostu odrzuca. Zmusza mnie do zajęcia w tej sprawie stanowiska oponenta. Jeżeli to prawda, że nas zjadają, jak to się odbywa? Na twarzy don Juana malował się szeroki uśmiech. Był zadowolony jak wszyscy diabli. Wyjaśnił mi, że czarownicy widzą niemowlęta jako dziwne, świetliste kule energii, pokryte od samej góry do samego dołu czymś w rodzaju lśniącej otoczki, przypominającej plastykową pokrywę, ciasno dopasowaną do ich kokonu energii. Powiedział, że to właśnie ta lśniąca otoczka świadomości stanowi pożywienie drapieżców i że do czasu osiągnięcia przez człowieka dorosłości pozostaje z niej jedynie wąski strzęp, który biegnie od podłoża do czubków palców u stóp. Strzęp ten pozwala ludzkości zaledwie na przeżycie, ale nic ponadto. Zupełnie jak we śnie słyszałem, jak don Juan Matus wyjaśnia mi, że o ile mu wiadomo, człowiek jest jedynym gatunkiem istot, u którego lśniąca otoczka świadomości leży poza tym świetlistym kokonem. Dlatego też jest łatwą zdobyczą dla świadomości innego rzędu, takiej jak ciężka świadomość drapieżcy. Następnie powiedział coś, co zdruzgotało mnie doszczętnie. Stwierdził, że ów wąski strzęp świadomości stanowi samo centrum autorefleksji, w której człowiek nieuleczalnie się pogrążył. Grając na naszej autorefleksji, która jest jedynym ocalałym punktem świadomości, drapieżcy tworzą rozbłyski świadomości, które następnie bezwzględnie pożerają. Podsuwają nam idiotyczne problemy, które wymuszają powstanie tych rozbłysków świadomości, i w ten sposób utrzymują nas przy życiu, żeby później móc się odżywiać owymi energetycznymi rozbłyskami powstałymi dzięki naszym niby-problemom. Musiało być coś w tym, co mówił don Juan; byłem w tym momencie tak zdruzgotany, że najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się niedobrze. Po chwili, wystarczająco długiej, bym zdążył dojść do siebie, zapytałem go: – Ale dlaczego czarownicy starożytnego Meksyku i współcześni czarownicy nic z tym nie robią, choć widzą drapieżców? – Ani ty, ani ja nic nie możemy z tym zrobić – odrzekł don Juan poważnym, smutnym głosem. – Jedyne, co nam pozostaje, to poddać się dyscyplinie, dzięki której w końcu nie będą mogli nas tknąć. Jak chcesz wymagać od innych, by wzięli na siebie taki trud? Wyśmieją cię i wyszydzą, a co bardziej agresywni dadzą ci taki wpierdol, że popamiętasz. I zasadniczo nie dlatego, żeby nie chcieli ci wierzyć. Głęboko w każdym człowieku tkwi atawistyczna, intuicyjna świadomość istnienia drapieżców. Mój analityczny umysł podnosił się i opadał niczym jo-jo. Puszczał mnie i wracał, puszczał i znowu wracał. Twierdzenia don Juana były po prostu niedorzeczne, niewiarygodne, a jednocześnie tak niezwykle sensowne i proste. Tłumaczyły każdą sprzeczność ludzkiego zachowania, która tylko przyszła mi na myśl. Ale jakżeż można było traktować to wszystko poważnie? Don Juan wpychał mnie pod lawinę, która mogła pochłonąć mnie na zawsze. Uderzyła we mnie kolejna fala poczucia zagrożenia. Choć nie ja byłem jego źródłem, było ono jednak ze mną związane. Don Juan coś ze mną robił, coś niejawnie dobrego i potwornie złego zarazem. Odczuwałem to jako próbę przecięcia cienkiej warstewki czegoś, czym byłem jakby oklejony. Jego oczy wpatrywały się we mnie nieruchomo. Odwrócił wzrok i zaczął mówić, nie patrząc już w moją stronę. – Jeżeli tylko kiedyś zaczną cię niebezpiecznie trapić jakieś wątpliwości – powiedział – zareaguj pragmatycznie. Wyłącz światło. Przeniknij ciemność; przekonaj się, co dostrzegasz. Wstał, żeby wyłączyć światło. Powstrzymałem go. – Nie, nie, don Juanie – odezwałem się – nie wyłączaj światła. Wszystko w porządku. Czułem w tamtej chwili bardzo niezwyczajny jak na mnie strach przed ciemnością. Na samą myśl o niej zaczynałem ciężko dyszeć. Nie miałem wątpliwości, że intuicyjnie coś sobie uświadamiam, ale nie śmiałem tego dotknąć ani w pełni sobie uzmysłowić, za żadne skarby tego świata! – Dostrzegłeś ulotne cienie na tle drzew – powiedział don Juan, siadając z powrotem na swoim krześle. – To bardzo dobrze. Chciałbym, żebyś zobaczył je w tym pokoju. Nie będziesz niczego widział. Będziesz zaledwie wychwytywał ulotne obrazy. Na to masz dość energii. Obawiałem się, że don Juan i tak wstanie i zgasi światło; tak też zrobił. Dwie sekundy później darłem się na całe gardło. Nie dość, że faktycznie kątem oka dostrzegłem owe ulotne obrazy, to jeszcze usłyszałem, jak brzęczą mi koło ucha. Don Juan skręcał się ze śmiechu, włączywszy na powrót lampę. – Ależ ten gość ma temperament! – orzekł. – Z jednej strony totalny sceptyk, a z drugiej totalny pragmatyk. Będziesz musiał sobie zaaranżować tę wewnętrzną walkę. Inaczej napuchniesz jak wielka ropucha i w końcu strzelisz. Coraz głębiej wbijał mi szpilę. – Czarownicy starożytnego Meksyku – powiedział – widzieli drapieżcę. Nazwali go latawcem, bo skacze w powietrzu. Nie jest to urzekający widok. To wielki cień, mroczny i nieprzenikniony, czarny cień, który w podskokach przemieszcza się w powietrzu. Potem ląduje płasko na ziemi. Czarowników starożytnego Meksyku niezwykle nurtowało pytanie, kiedy pojawił się on na Ziemi. Rozumowali tak, że człowiek w pewnym okresie musiał być istotą doskonałą, obdarzoną fenomenalnym wglądem, zdolnym do takich wyczynów percepcji, że dziś są one przedmiotem legend. A potem wszystko jakby zniknęło i oto mamy obecnie człowieka uśpionego.Chciałem się rozgniewać, nazwać go paranoikiem, ale gdzieś zniknęło to poczucie prawa do słusznego gniewu, które zawsze miałem. Coś we mnie wyrosło ponad poziom, na którym zawsze zadawałem sobie ulubione pytanie: “A co, jeśli wszystko to, co mówi, jest prawdą?” Wtedy, tamtej nocy, kiedy ze mną rozmawiał, w głębi mego serca czułem, że wszystko, co mówi, jest prawdą; jednocześnie jednak równie silne było przekonanie, że wszystko, co mówi, to czysty absurd. – Co ty opowiadasz, don Juanie? – zapytałem słabo. Gardło miałem ściśnięte. Z trudem oddychałem. – Opowiadam, że naszym przeciwnikiem nie jest zwykły drapieżca. Jest bardzo przemyślny i zorganizowany. Metodycznie przestrzega planu, który czyni z nas istoty bezużyteczne. Człowiek, istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa. Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i kretyńskich. Słowa don Juana wywoływały we mnie dziwną fizyczną reakcję, podobną do mdłości. Czułem się znów tak, jakbym miał za chwilę zwymiotować. Ale źródłem nudności były najgłębsze pokłady mojej istoty, sam szpik kości. Zacząłem konwulsyjnie drżeć. Don Juan potrząsnął mnie mocno za ramiona. Poczułem, jak szyja mi się trzęsie pod wpływem jego uścisku. Uspokoiłem się od razu. Odzyskałem nieco kontroli nad sobą. – Ten drapieżca – powiedział don Juan – który jest, rzecz jasna, istotą nieorganiczną, nie jest dla nas tak całkowicie niewidzialny jak inne istoty nieorganiczne. Myślę, że jako dzieci go widzimy; jest to dla nas jednak tak przerażający widok, że nawet nic chcemy o tym myśleć. Dzieci, rzecz jasna, czasem się upierają i chcą zwrócić na niego baczniejszą uwagę, lecz wszyscy dokoła zniechęcają je do tego. Jedyną alternatywą dla ludzkości – ciągnął – jest dyscyplina. Dyscyplina to jedyny środek zaradczy. Ale gdy mówię o dyscyplinie, nie chodzi mi o jakieś ascetyczne praktyki. Nie chodzi mi o to, żeby wstawać o piątej trzydzieści każdego ranka i polewać się zimną wodą aż do zsinienia. Poprzez dyscyplinę czarownicy rozumieją umiejętność niewzruszonego stawiania czoła przeciwnościom losu, których nie braliśmy pod uwagę w naszych oczekiwaniach. Dla nich dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem i to nie dlatego, że są oni silni i twardzi, lecz dlatego, że przepełnia ich nabożna cześć.– W jaki sposób dyscyplina czarowników może być środkiem zaradczym? – zapytałem. – Czarownicy powiadają, że dyscyplina sprawia, iż lśniąca otoczka świadomości staje się dla latawca niesmaczna – odparł don Juan, bacznie wpatrując się w moją twarz, jakby szukał w niej jakichś oznak niedowierzania. – Efekt jest taki, że drapieżcy są zdezorientowani. Lśniąca otoczka świadomości, która jest niejadalna, nie mieści się, jak sądzę, w ich systemie poznawczym. Zdezorientowani, nie mają innego wyjścia, jak tylko odstąpić od swych nikczemnych zamiarów.Jeżeli drapieżcy nie będą przez jakiś czas zjadać naszej lśniącej otoczki świadomości – ciągnął – ta będzie dalej rosnąć. Upraszczając tę kwestię maksymalnie, mogę powiedzieć tak, że czarownicy, dzięki zachowywaniu dyscypliny, odpychają drapieżców wystarczająco długo, by ich lśniąca otoczka świadomości rozrosła się powyżej poziomu palców stóp. Kiedy już przekroczy ten poziom, urasta z powrotem do pierwotnych rozmiarów. Czarownicy starożytnego Meksyku mawiali, że lśniąca otoczka świadomości jest jak drzewo. Jeżeli go nie przycinać, rozrasta się do naturalnych rozmiarów i osiąga naturalną gęstość. Gdy świadomość osiąga poziomy ponad poziomem palców stóp, jej fenomenalne wyczyny stają się oczywistością.Wspaniała sztuczka dawnych czarowników – ciągnął don Juan – polegała na obciążeniu umysłu latawca dyscypliną. Stwierdzili oni, że jeśli narzucić umysłowi latawca wewnętrzną ciszę, wówczas obca instalacja się rozprasza; daje to każdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutną pewność zewnętrznego pochodzenia umysłu. Obca instalacja powraca, tego możesz być pewien, ale już nie tak silna, i tak oto rozpoczyna się proces, w którym rozpraszanie umyslu latawca staje się zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak długo, aż pewnego dnia umysł latawca rozprasza się na dobre. Smutny to dzień, doprawdy! Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić. Nie będzie już żadnego zewnętrznego umysłu, który mógłby ci dyktować kretyństwa, do których zostałeś przyzwyczajony. Mój nauczyciel, nagual Julian, zawsze przestrzegał wszystkich swoich uczniów – kontynuował don Juan – że jest to najcięższy dzień w życiu czarownika, ponieważ prawdziwy umysł – ten, który należy do nas, łączna suma wszystkiego, czego doświadczyliśmy – po trwającym całe życie poddaństwie, jest nieśmiały, niepewny i nie można na nim polegać. Osobiście powiedziałbym, że dla czarownika prawdziwa bitwa rozpoczyna się dopiero w tym momencie. Cała reszta to tylko przygotowania. Byłem naprawdę głęboko poruszony. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej, a z drugiej strony coś dziwnego gdzieś w głębi mnie głośno się domagało, bym się nie odzywał, podsuwając mi myśl o mrocznym finale całej sprawy i karze – czymś w rodzaju boskiego gniewu, który mnie dosięgnie za grzebanie przy czymś, co sam Bóg okrył tajemnicą. Musiałem się zdobyć na ogromny wysiłek, żeby przechylić szalę zwycięstwa na korzyść mojej ciekawości. – Co… co… co znaczy – usłyszałem własne słowa – obciążanie umysłu latawca? – Dyscyplina niesamowicie obciąża obcy umysł – odrzekł. – Tak więc, dzięki niej czarownicy przełamuj ą obcą instalację. Jego słowa mnie przygniotły. Byłem przekonany, że albo don Juan kwalifikuje się do zakładu zamkniętego, albo mówi mi coś tak potwornie niesamowitego, że to we mnie wszystko zamiera. Zauważyłem jednak, jak szybko wykrzesałem z siebie dość energii, by sprzeciwić się wszystkiemu, co powiedział. Po chwili paniki zacząłem się śmiać, zupełnie jakby don Juan opowiedział jakiś dowcip. Usłyszałem nawet, jak mówię: – Don Juanie, don Juanie, jesteś niepoprawny! Rozumiał chyba wszystko, co się we mnie działo. Kiwał głową na boki i wznosił oczy w górę w geście udawanej rozpaczy.– Jestem tak niepoprawny – powiedział – że zaraz zafunduję umysłowi latawca, który w sobie nosisz, jeszcze jeden wstrząs. Wyjawię ci jeden z najbardziej niesamowitych sekretów magii. Opiszę ci odkrycie, którego weryfikacja i uporządkowanie zajęła czarownikom tysiące lat. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się złowrogo. – Umysł latawca rozprasza się na zawsze – powiedział – kiedy czarownikowi uda się pochwycić wibrującą siłę, która utrzymuje w jednej całości skupisko naszych pól energii. Jeżeli utrzymają w tym uchwycie dostatecznie długo, umysł latawca zostaje pokonany i się rozprasza. I to właśnie zaraz zrobisz: uchwycisz się energii, która utrzymuje nas w jednej całości.Zareagowałem na to w tak niewytłumaczalny sposób, że aż trudno to sobie wyobrazić. Coś we mnie zadrżało, zupełnie jakby pod wpływem silnego wstrząsu. Ogarnął mnie niezrozumiały strach, który natychmiast skojarzyłem z moim religijnym wychowaniem. Don Juan zmierzył mnie spojrzeniem od stóp do głów. – Boisz się gniewu boskiego, co? – odezwał się. – Bądź spokojny, to nie twój strach. To strach latawca, bo on wie, że zrobisz dokładnie to, co ci każę. Jego słowa wcale mnie nie uspokoiły. Poczułem się jeszcze gorzej. Ogarnęły mnie mimowolne, konwulsyjne drgawki i nie było żadnego sposobu, by je opanować. – Nie martw się – powiedział spokojnie don Juan. – Wiem z doświadczenia, że te ataki bardzo szybko tracą na sile. Umysłu latawca nie stać nawet na odrobinę koncentracji. Po chwili wszystko ustało, tak jak przepowiedział don Juan. Słowo “oszołomiony” w odniesieniu do mojego stanu w tamtym momencie byłoby eufemizmem. Po raz pierwszy w życiu, z don Juanem czy bez, naprawdę nie miałem pojęcia, co się ze mną dzieje. Chciałem wstać z krzesła i przejść się, ale paraliżował mnie śmiertelny strach. Byłem wypełniony racjonalnymi sądami, a jednocześnie przepełniał mnie infantylny strach. Zacząłem głęboko oddychać, a całe moje ciało pokrył zimny pot. W jakiś sposób moje oczy otwarły się na potworny widok: gdziekolwiek się obróciłem, skakały czarne, ulotne cienie. Przymknąłem powieki i oparłem głowę na oparciu krzesła. – Nie wiem, dokąd teraz pójść, don Juanie – odezwałem się. – Dzisiaj naprawdę ci się udało zupełnie
poplątać moje ścieżki. – Rozdziera cię wewnętrzna walka – powiedział don Juan. – Głęboko w środku wiesz, że nie jesteś w stanie odrzucić przyzwolenia na to, by nieodłączna część ciebie, twoja lśniąca otoczka świadomości, stała się w niepojęty sposób źródłem pożywienia dla istot o niepojętej dla nas naturze. A inna część ciebie będzie się temu przeciwstawiać całą swoją mocą. Przewrót czarowników – ciągnął – polega na tym, że odmówili oni honorowania umów, w których nie byli stroną. Nikt mnie nigdy nie pytał o to, czy nie zgodziłbym się zostać pożarty przez istoty o odmiennym rodzaju świadomości. Moi rodzice po prostu wprowadzili mnie na ten świat po to tylko, bym został czyimś pożywieniem, tak samo jak i oni – koniec, kropka. Don Juan wstał z krzesła i rozprostował ręce i nogi. – Siedzieliśmy kilka godzin. Czas wejść do domu. Ja coś zjem. Chcesz zjeść ze mną? Odmówiłem. Miałem rozstrojony żołądek. – Myślę, że najlepiej zrobisz, jak się położysz spać – powiedział. – Ta nawałnica nieźle cię sponiewierała. Nie potrzebowałem dodatkowej zachęty. Zwaliłem się na swoje łóżko i zasnąłem jak zabity. Po powrocie do domu, z biegiem czasu, idea latawców stała się jedną z największych obsesji mojego życia. Doszedłem do takiego punktu, że czułem, iż don Juan miał w tej materii absolutną rację. Bez względu na to, jak bardzo się starałem, nie udawało mi się podważyć jego logiki. Im więcej o tym myślałem, im więcej rozmawiałem z samym sobą i innymi ludźmi, im więcej samego siebie i innych obserwowałem, tym silniejsze było moje przekonanie, że coś czyni z nas istoty niezdolne do jakiegokolwiek działania, jakiejkolwiek relacji i jakiejkolwiek myśli, która nie ogniskowałaby się na ,ja”. Moje troski, podobnie jak troski każdego, kogo znałem lub z kim rozmawiałem, koncentrowały się właśnie na tym. Ponieważ nie umiałem znaleźć wytłumaczenia tak uniwersalnej homogeniczności, byłem przekonany, że tok rozumowania don Juana jest najbardziej odpowiednim sposobem objaśnienia tego fenomenu. Poświęciłem się głębszej analizie literatury dotyczącej mitów i legend. Uświadomiłem sobie wówczas coś, czego nigdy wcześniej nie odczuwałem: każda z przeczytanych przeze mnie książek była interpretacją mitów i legend. Przez każdą z nich przemawiał ten sam, homogeniczny umysł. Style były odmienne, lecz ukryty pod warstwą słów zamiar jednakowy: pomimo tego, że temat pracy dotyczył czegoś tak abstrakcyjnego jak mity i legendy, autorowi zawsze udało się zawrzeć w niej jakieś opinie o sobie. Celem każdej z tych książek nie było omówienie rzeczonego tematu; była nim autoreklama. Nigdy wcześniej sobie tego nie uświadamiałem. Przypisywałem moją reakcję wpływowi don Juana. Pytanie, które sobie stawiałem, brzmiało tak: czy to on wpływa na mnie tak, że coś takiego dostrzegam, czy też rzeczywiście istnieje jakiś obcy umysł, który dyktuje wszelkie nasze poczynania? Siłą rzeczy odruchowo znów popadłem w negację, i niczym wariat zacząłem po kolei przechodzić od negacji do akceptacji i tak w kółko. Coś we mnie wiedziało, że bez względu na to, do czego pije don Juan, jest to fakt energetyczny; jednak inny wewnętrzny głos mówił, że to wszystko brednie. Wynikiem tych wewnętrznych zmagań były bardzo złe przeczucia, wrażenie, że zawisło nade mną wielkie niebezpieczeństwo. Przeprowadziłem szeroko zakrojone badania, poszukując śladów koncepcji latawców w innych kulturach, ale nigdzie nie udało mi się znaleźć żadnej wzmianki na ten temat. Wyglądało na to, że don Juan jest jedynym źródłem informacji w tej materii. Kiedy zobaczyłem się z nim następnym razem, natychmiast przeszedłem do tematu. – Robiłem, co mogłem, by podejść do tego zagadnienia racjonalnie – powiedziałem – ale nie mogę. Są takie chwile, kiedy absolutnie się z tobą zgadzam w kwestii drapieżców. – Skup swoją uwagę na ulotnych cieniach, które obecnie widzisz – odrzekł don Juan z uśmiechem. Powiedziałem mu, że owe ulotne cienie staną się końcem mojego racjonalnego życia. Widziałem je wszędzie. Od czasu gdy wyszedłem wówczas z jego domu, nie byłem w stanie zasnąć po ciemku. Spanie przy włączonym świetle w ogóle mi nie przeszkadzało. Jednak z chwilą gdy je gasiłem, wszystko dokoła mnie zaczynało skakać. Nigdy nie dostrzegałem kompletnych postaci ani kształtów. Widziałem jedynie ulotne, czarne cienie. – Umysł latawca jeszcze cię nie puścił – rzekł don Juan. – Został ciężko ranny. Robi wszystko, by zreorganizować swoją relację z tobą. Ale coś w tobie zostało na zawsze przerwane. Latawiec o tym wie. Prawdziwe niebezpieczeństwo leży w tym, że umysł latawca może zwyciężyć, doprowadzając cię do wyczerpania i zmuszając do zarzucenia dalszej walki, jeśli dobrze rozegra kartę sprzeczności pomiędzy tym, co on ci mówi, i tym, co ja ci mówię. Bo widzisz, umysł latawca nie ma konkurencji – ciągnął dalej don Juan. – Kiedy coś orzeka, zgadza się z własnym zdaniem i każe ci wierzyć, że zrobiłeś coś wartościowego. Umysł latawca powie ci, że to, co ci mówi Juan Matus, to wierutne bzdury, po czym ten sam umysł zgodzi się ze swym własnym stwierdzeniem. A ty powiesz: “Tak, oczywiście, że to bzdury”. W taki właśnie sposób zostajemy pokonani. Latawce są niezbędnym elementem wszechświata – ciągnął – i należy je traktować tak, jak na to zasługują – jako istoty potworne i budzące grozę. Dzięki nim wszechświat wystawia nas na próbę. Jesteśmy energetycznymi sondami, stworzonymi przez wszechświat – mówił dalej, jak gdyby nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności – a ponieważ posiadamy energię obdarzoną świadomością, jesteśmy środkiem, dzięki któremu wszechświat staje się świadom samego siebie. Latawce to nieprzebłagani rywale. Tylko tak można ich postrzegać. Jeśli nam się uda, wszechświat pozwoli nam trwać dalej."

http://treborok.wordpress.com/about/arc ... rchonci-5/

"to świadczy tylko o jednym. O naszej potędze,wartości i sile..."

To świadczy o naszej niegdysiejszej potędze,wartości i sile;
teraz " nasz naturalny umysł został pokonany,zepchnięty do nieśmiałego szeptu"cyt. z pam.

"Wiesz co jest najważniejsze kiedy chcesz utrzymać niewolnika ? On musi mieć umysł niewolnika, może być silniejszy od Ciebie fizycznie...ale jego umysł...to jego kajdany. To co nas trzyma w tym zniewoleniu...to stan umysłu niewolnika."

Tak, dokładnie, ale to jest drugi (wtórny) umysł, zainstalowany nam przez najeźdźców i jeździ na nas jak my na koniu lub słoniu.

"Oni są tylko pasożytami...upadli tak nisko ze niżej się nie da. Tak jak kleszcz na skórze, jak się go odkryje....wiele hałasu, emocji i biegania...Urośli w siłę ale pozorną."

To nie są "tylko pasożyty", to niezwykła niepojęta inteligencja,

"Latawce są niezbędnym elementem wszechświata – ciągnął – i należy je traktować tak, jak na to zasługują – jako istoty potworne i budzące grozę. Dzięki nim wszechświat wystawia nas na próbę. Jesteśmy energetycznymi sondami, stworzonymi przez wszechświat – mówił dalej, jak gdyby nie zdawał sobie sprawy z mojej obecności – a ponieważ posiadamy energię obdarzoną świadomością, jesteśmy środkiem, dzięki któremu wszechświat staje się świadom samego siebie. Latawce to nieprzebłagani rywale. Tylko tak można ich postrzegać. Jeśli nam się uda, wszechświat pozwoli nam trwać dalej."


"Podejdę do tego w sposób czysto taktyczny i chcę abyście mnie dobrze zrozumieli. Oni mają jeden słaby punkt...NAS...wszystko do stracenia i nic do zyskania. Mamy potężne moce w sobie...wykorzystują je, czas wykorzystać je przeciwko nim. Wszyscy ludzie z jakimikolwiek uzdolnieniami powinni się im przeciwstawiać a nie współpracować, niestety niemal całe środowisko ezoteryczne jest wodzone za nos."

PYTANI JAK?!!!

Zacznijmy od czegoś najprostszego:Baschar syntetycznie całościowo i w pełni ujmuje to tak

http://www.youtube.com/watch?v=b7KYaGz5MM0

http://www.youtube.com/watch?v=PQt7aiBW5As

Jest to całe prawo przyciągania czyli tworzenia swojej własnej tzw.linii rozwoju doświadczeń (linii czasowej); wyrażone z niezwykłą ekspresją 7 niezbywalnych kroków.

Daje przy tym klucz:wszechświat preferuje zmianę linii doświadczeń a nie jej przebudowę.

Tylko uwaga Baschar nie podaje jaką linię powinniśmy kształtować (wybierać).

Wszystkie doświadczenia (cele) jakie możemy sobie wyobrazić są żałosne, narzucone przez najeźdźcę.

Ciekawe co Wy na to, co moglibyśmy kreować- wybierać.
Czy w ogóle ktoś rozróżnia tworzenie od wybierania?

Napiszcie coś abym wiedział, że nie pisze sobie a muzom.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 13 wrz 2013, 12:38 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 18 wrz 2013, 8:17 
Witaj na forum.

Może na początek zacznijmy od eliminacji potencjalnie nieprawdziwych informacji czy wręcz szkodliwych kłamstw i filozofii...

1. Carlos Castaneda to zwykły oszust i kłamca, on nam nie pomoże.

2. Archonci to dezinformacja i kłamstwa rozpowszechniane i zainicjowane przez takich ludzi jak John Lash...wielbiciela Masonerii i Gnostyka a oni nie powiedzą prawdy bo nic takiego jak Archonci w starożytnych pismach nie istnieje, mamy już osobny temat o tym.

Cytuj:
Jak do tej pory nie znalazłem żadnych oznak możliwego tj.realnego przeciwstawienia się Im.


Robimy to codziennie, każdy z nas.



Na górę
   
 
 
Post: 18 wrz 2013, 10:55 
Postaram się napisać tak jak do tego podchodzę.

Ogólnie do powyższego tekstu można podejść różnie w zależności od naszych przekonań doświadczeń wierzeń (wiedzy?) co do otaczającego nas świata. Jestem przekonany, że większośc odrzuci to w całości nazywając banalnie "bzdurą". Taka opinia nie bierze się u mnie z nikąd ponieważ słyszę to od ludzi cały czas przy bardziej (przynajmniej dla mnie) oczywistych kwestiach. Także temat z automatu trafi do worka z określeniem spiskowe teorie dziejów.



Ale pokusze się o pragmatyczne podejście.


Zakładając, że tekst jest blisko prawdy to wystarczy mi że mamy do czynienia z pasożytem którego należy unieszkodliwić.
Unieszkodliwić nie oznacza unicestwić bo nie ma na to szans. Również leczenie z naszych ziemskich(wymiarowych) pasożytów polega nie na ich unicestwieniu (bo byśmy sobie tylko zaszkodzili) ale na spowodowaniu aby opuściły nasz organizm.




Zakładając jak z tekstu wynika, że nasze umysły nie są naszymi umysłami ale umysłami najeźdźców do kontrolowania naszymi poczynaniami to raczej podejrzewam, że nie dzieje się
to z całością nas bo wtedy nie byłoby możliwości nawet na dyskusję o tym. Inaczej mówiąc wariat nie wiedziałby, że zwariował.


Wroga (pasożyta) należy zdefiniowac, rozpoznać i potem przegonić w diabły.
Nie można zwalczać czegoś co podaje się za kogoś innego. Może stąd tak nikłe na to szanse
i z tego powodu jest to indywidualna duchowa walka?

W jaki sposób to zwalczyć? Czy wogóle da się "ziemskimi" metodami?


W takim kierunku można pociągnąć ten wątek.

Teraz tylko, żeby temat nie zdechł i rozpisali się inni:


P.S.

Ciekawe cytaty z powyższego tekstu:


Chcę przemówić do twojego analitycznego umysłu. Zastanów się przez chwilę, a potem mi powiedz, jak byś wytłumaczył sprzeczność pomiędzy inteligencją człowieka-inżyniera i głupotą jego przekonań albo głupotą jego pełnego sprzeczności zachowania.


Opowiadam, że naszym przeciwnikiem nie jest zwykły drapieżca. Jest bardzo przemyślny i zorganizowany. Metodycznie przestrzega planu, który czyni z nas istoty bezużyteczne. Człowiek, istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa. Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i kretyńskich.

Ten drapieżca jest, rzecz jasna, istotą nieorganiczną, nie jest dla nas tak całkowicie niewidzialny jak inne istoty nieorganiczne. Myślę, że jako dzieci go widzimy; jest to dla nas jednak tak przerażający widok, że nawet nic chcemy o tym myśleć. Dzieci, rzecz jasna, czasem się upierają i chcą zwrócić na niego baczniejszą uwagę, lecz wszyscy dokoła zniechęcają je do tego.
[czyżby była tutaj mowa o niechrzczonycgh dzieciach?przyp.]


Zawładnęli nami, ponieważ jesteśmy ich pożywieniem, i uciskają nas bezlitośnie, ponieważ utrzymujemy ich przy życiu. My hodujemy kurczęta na kurzych fermach, gallineros, drapieżcy zaś hodują nas na ludzkich fermach, humaneros.Dlatego zawsze mają co jeść.


=======================


Jedyną alternatywą dla ludzkości jest dyscyplina. Dyscyplina to jedyny środek zaradczy. Ale gdy mówię o dyscyplinie, nie chodzi mi o jakieś ascetyczne praktyki. Nie chodzi mi o to, żeby wstawać o piątej trzydzieści każdego ranka i polewać się zimną wodą aż do zsinienia. Poprzez dyscyplinę czarownicy rozumieją umiejętność niewzruszonego stawiania czoła przeciwnościom losu, których nie braliśmy pod uwagę w naszych oczekiwaniach.


Jedyne, co nam pozostaje, to poddać się dyscyplinie, dzięki której w końcu nie będą mogli nas tknąć. Jak chcesz wymagać od innych, by wzięli na siebie taki trud?

Dyscyplina niesamowicie obciąża obcy umysł. Tak więc, dzięki niej czarownicy przełamują obcą instalację.


Czekam na komentarze innych.

Niktu



Na górę
   
 
 
Post: 18 wrz 2013, 20:18 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 cze 2010, 22:52
Posty: 1712
Płeć: kobieta
dla mnie najbardziej wstrząsający w tych opowieściach Don Juana było jedno - to, że pasożyt jakby wspiera, może nawet inicjuje różne rodzaje.. nazwijmy to rozwoju wewnętrznego. Po co? Ano po to, żeby ta świetlista "substancja", którą można nazwać swiadomoscią, będąca pożywieniem pasożyta - co jakis czas wzrastała, aby mieli co jesć. Aby na z niej ogołocić i znowu sprowadzić do poziomu niemal zero.
Rozumiecie tę perfidię? Stymulacja do wzrostu, aby to potem zniszczyć i się nażreć. A my myślimy, że nas wspiera sam Absolut. To jest najtrudniejsze dla mnie do przełknięcia, to mnei najbardziej oburza....

Dyscypilna to tylko jeden z elementów układanki o nazwie "wyrwać się z hodowli".
Są jeszcze inne. Ja osobiście preferuję łamanie schematów :)
Czyli robienie czegoś tak bardzo ianczej niż zazwyczaj, że wywołuje to zachwianie pseudoosobowości, a extremalnie nawet ją rozwala na kawałki.

Czyli brak rutyny! Nawet w myśleniu.

_________________
// \\
\\ //



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 wrz 2013, 21:36 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 gru 2012, 21:50
Posty: 23
Płeć: kobieta
Indi pisze:
Czyli brak rutyny! Nawet w myśleniu.


Dodałabym jeszcze - pozbycie się lęku :tak:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 wrz 2013, 22:25 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 cze 2010, 22:52
Posty: 1712
Płeć: kobieta
no tak. Tyle, że to zdanie jest niezwykle "skomlikowane"
Bo widzisz - dla ludzi, którzy lęku się pozbyli jest to wręcz frazes, na zasadznie: "no oczywiste, a czego tu się bać, skoro strach to fikcja umysłu.."
a z kolei dla ludzi wypełnionych strachem (a niestety większość ludzkości taką właśnie jest, głównie ze względu na tresurę, jakiej są poddani do dziecka) - jest to NIEWYKONALNE. A nawet do pewnego stopnia niezrozumiałe, czy może abstrakcyjne.

Strach jest jak samonapędzająca się struktura, taki implant w osobowości (która sama w sobie też jest implantem ;).
Dopóki radykalnie się z nim nie rozprawisz, to rzadzi tobą non stop (w dodatku z pozycji suflera dla podświadomości).
A rozprawienie sie ze strachem (takie radyklane) wymaga niestety extremalnych stanów (to tak, jakby zrobić reset pseudoosobowości). A gdzie tu na codzień extremalne stany, skoro ludzie nawet nie medytują, to co tu mówić np o spożywaniu Świętch Roślin, maxymalnej kontemplacji, głębokich praktykach szamańskich, doświadczeniach DNE itp stanach?

_________________
// \\
\\ //



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 wrz 2013, 23:07 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:28
Posty: 28
margo0307 pisze:
Indi pisze:
Czyli brak rutyny! Nawet w myśleniu.


Dodałabym jeszcze - pozbycie się lęku :tak:



Witaj margo0307.

Strach (lęk) jest jednym z czterech naturalnych wrogów człowieka.
Pokonanie go jest wielkim osiągnięciem.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 wrz 2013, 23:20 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:28
Posty: 28
Indi pisze:
no tak. Tyle, że to zdanie jest niezwykle "skomlikowane"
Bo widzisz - dla ludzi, którzy lęku się pozbyli


nie ma takich ludzi- jednak po pokonaniu strachu, człowiek napotyka drugiego naturalnego wroga

jest to wręcz frazes, na zasadznie: "no oczywiste, a czego tu się bać, skoro strach to fikcja umysłu.."
a z kolei dla ludzi wypełnionych strachem (a niestety większość ludzkości taką właśnie jest, głównie ze względu na tresurę, jakiej są poddani do dziecka) - jest to NIEWYKONALNE. A nawet do pewnego stopnia niezrozumiałe, czy może abstrakcyjne.

Strach jest jak samonapędzająca się struktura,

Nieprawda. Strach jest naturalnym, doskonałym wrogiem człowieka.

Dopóki radykalnie się z nim nie rozprawisz, to rzadzi tobą non stop (w dodatku z pozycji suflera dla podświadomości).

To zadziwiające jak blisko, dzięki wyczuciu krążysz wokół istoty rzeczy.

Don Juan mówił, że poeci (artyści) dzięki uczuciu, są bardzo blisko widzenia, przeczuwają prawdę.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 wrz 2013, 7:47 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 gru 2012, 21:50
Posty: 23
Płeć: kobieta
Indi pisze:
A gdzie tu na codzień extremalne stany


Nie myślę, by potrzebne nam były extremalne stany, wystarczy, że poświęcimy regularnie, co dzień odbrobinę czasu w ciszy każdego dnia dla samych siebie, porozmyślamy i zastanowimy się na temat tego, czego tak naprawdę się w swoim życiu boimy... - to na początek Mruga
Odpowiedzi zaczną po pewnym czasie samoistnie do nas napływać, przy czym ważne jest, by zdobyć się na całkowitą szczerość i otwartość w stosunku do samego siebie, a wiem z doświadczenia, że - przynajmniej na początku - jest to szalenie trudne Mruga
Mam wrażenie, że podłożem większości naszych problemów jest właśnie strach i obawa przed zdemaskowaniem jego...
Np. wtedy kiedy kłamiemy, lub wówczas gdy ulegamy uczuciu zazdrości..
Są to destrukcyjne stany, powodujące w nas blokady łączące nas z sercem a w dalszej konsekwencji z naszą intuicją ...
Każdy z nas - bez wyjątku - posiada intuicję, która mówi nam co jest "dobre" a co nie za bardzo... Kiedy jednak wyrobimy w sobie nawyk zagłuszania intuicji, przerywamy ten kanał i energia ta przestaje płynąć w nas harmonijnie...
Ten drapieżca, o którym wspomina Don Juan, zakamuflowany w naszym umyśle - panicznie boi się odruchów serca i wszelkich stanów i uczuć tym odruchom towarzyszących :tak:
U mnie, wygląda to w ten sposób, że zanim cokolwiek powiem lub pomyślę - zastanawiam się:
- jak zareagowało by SERCE ?
Początkowo, wyglądało to dość śmiesznie, bo te kilka chwil było po prostu widać i czuć Mruga jak "styki" pracują... Jednak z biegiem czasu... hmm - praktyka czyni mistrza :bużki:
Łatwo jest to zauważyć po stanie naszego samopoczucia,...
Kiedy powiemy lub zrobimy coś "dobrego" dla innych - odczuwamy radość, zadowolenie..., czujemy się 'uskrzydleni', etc... bo energia płynie po przez nas harmonijnie, 'ładując wszystkie akumulatory'..
Kiedy jednak postąpimy odwrotnie, nie towarzyszą nam te euforyczne stany i odczuwamy niechęć, czasem złość, bywa także, że i żal..., co w efekcie powoduje skokowy przepływ energii powodujący napięcie i być może właśnie tą energią żywi się się ta paskuda usadowiona w naszym umyśle.. ?

-- 19 wrz 2013, 08:10 --

binar pisze:
Strach (lęk) jest jednym z czterech naturalnych wrogów człowieka.


Witaj binar :hejka:

Ja nie traktuję strachu jako mojego wroga, czasem bywa bardzo przydatny Mruga
Staram się jednak, bardziej skupić na tym lęku w sobie, który odcina mnie od 'wyższych uczuć', powodując dysharmonię i pomieszanie a także... hmm, nie wiem jak to nazwać - "energetyczne rozregulowanie" ?... Mruga
Wsłuchiwałam się w wykłady Nasima Harameina (przepr. za ewentualne błędy w pisowni) oraz innych, wspaniałych ludzi, którzy w sposób bardzo klarowny ukazują i omawiają naszą budowę energetyczną, zresztą... tu na forum - także w kilku tematach jest ten fakt zaznaczony :)
Wynika z tego, że każdy z nas jest maleńką, energetyczną cząstką większej energetycznej Całości i powiedziałabym, że mamy wręcz obowiązek dbać o harmonijne współdziałanie z tą Całością...
I nie ma tu znaczenia jaką wyznajemy religię czy ideologię, bo z czasem, kiedy uświadomimy sobie, czym - kim jesteśmy, zarówno religie jak i ideologie tracą na znaczeniu i powoli zanikają, jako że nie są już nam do niczego potrzebne...
Wspominasz o czterech naszych "wrogach"...
Jakie są trzy pozostałe ?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 wrz 2013, 9:17 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 cze 2013, 19:03
Posty: 225
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Śląsk
Cytuj:
Człowiek, istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa. Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i kretyńskich.


W istocie ,większość populacji nosi na grzbiecie pasożyta.
W kultywacji Falun Dafa ( opisane szerzej w Dżuan Falun) jest to znane zjawisko.
Owe pasożyty, określane mianem zwierzęcych bytów ,karmią się naszą energią mentalną.
Swoista to symbioza.
Nosiciel w zamian za karmienie pasożyta jest karmiony złudzeniami.
Tak "obdarowany" nosiciel ma poczucie władzy, materii (od której jest uzależniony).
Nosicielowi jest dany pozornie obfity żywot z zaspokojonymi pragnieniami. Czasem są wielkie czasem małe, w zależności od apetytu. Jednak nosiciel zawsze "płaci", zdrowiem, szaleństwem, alienacją.
Świadomość ego, rozwój osobisty, w wartościach uniwersalnie pięknych stanowi barierę dla tych bytów.
To trudna droga, bo zachować "czystość" umysłu siedząc po pachy w gównie jest trudno.
Ale jest to faktycznie oręż , którego najeźdźcy obawiają się najbardziej.
Stąd chemtrails, elektrosmog, konsumpcyjny styl życia, fałszywi guru, którzy oferują "siły duchowe", które działają li tylko w materialnym wszechświecie.
To wszystko ma nas odciągnąć od duchowości i przerwania cyklu reinkarnacji.

Zatem nasza walka to nasz rozwój duchowy i pomoc w rozwoju innym.
Każdy sposób jest dobry, jeśli przyświeca mu idea uniwersalnie pięknej duchowości.
Czy to poprzez szerzenie prawdy, czy produkcja orgonitów, medytacje czy w końcu propagowanie higienicznego mentalnie stylu życia.

Niktu pisze:
Jedyną alternatywą dla ludzkości jest dyscyplina. Dyscyplina to jedyny środek zaradczy. Ale gdy mówię o dyscyplinie, nie chodzi mi o jakieś ascetyczne praktyki. Nie chodzi mi o to, żeby wstawać o piątej trzydzieści każdego ranka i polewać się zimną wodą aż do zsinienia. Poprzez dyscyplinę czarownicy rozumieją umiejętność niewzruszonego stawiania czoła przeciwnościom losu, których nie braliśmy pod uwagę w naszych oczekiwaniach.


@niktu :spoko:

binar pisze:
Strach (lęk) jest jednym z czterech naturalnych wrogów człowieka.
Pokonanie go jest wielkim osiągnięciem.


Jedyny strach ,jaki wart jest naszej uwagi, to strach przed wypaczeniem ..ego, ludzkiego czystego ego.


Heshi
A

_________________
Cała wiedza pochodzi z doświadczenia
reszta to informacja


Ostatnio zmieniony 19 wrz 2013, 11:45 przez Nautic, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 wrz 2013, 9:59 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:28
Posty: 28
"Ten drapieżca, o którym wspomina Don Juan, zakamuflowany w naszym umyśle - panicznie boi się odruchów serca i wszelkich stanów i uczuć tym odruchom towarzyszących"

Nic podobnego. Widzisz ja piszę o czymś bardzo konkretnym niemal namacalnym, nie opieram się na domysłach (intuicji).

Ten drapieżca, o którym wspomina Don Juan, nie jest "zakamuflowany", on jest na pierwszym planie, przejawia się w naszych poglądach, przekonaniach i co najciekawsze, gdy pod wpływem zdegradowanego do cichego podszeptu naturalnego umysłu, powoli zmieniamy poglądy, to On, uniemożliwia nam działanie zgodnie z nimi. Stąd ta ogromna rozbieżność, o której mówił Don Juan, człowieka światłego, który wie jak ma postąpić a działa zupełnie inaczej, nawet wbrew swojej z wielkim trudem zdobytej wiedzy.

Drapieżca boi się tylko jednego, że z chwilą odkrycia go i jego manewru, utraci źródło pożywienia którym jesteśmy. Ludzie odczuwają ten lęk najeźdźcy o to, że zabraknie mu jedzenia, dlatego jedzą i czują głód nawet gdy ich ciało nie potrzebuje pokarmu, a ponieważ lęk pasożyta jest coraz większy mamy coraz więcej ludzi otyłych.

"Kiedy jednak postąpimy odwrotnie, nie towarzyszą nam te euforyczne stany i odczuwamy niechęć, czasem złość, bywa także, że i żal..., co w efekcie powoduje skokowy przepływ energii powodujący napięcie i być może właśnie tą energią żywi się się ta paskuda usadowiona w naszym umyśle.. ?"

Dokładnie tak.

"Ja nie traktuję strachu jako mojego wroga, czasem bywa bardzo przydatny"

Właśnie dlatego strach jest naturalny. Kiedy jeszcze nie potrafimy żyć samodzielnie, "bywa bardzo przydatny". Niestety doskonale wiedzą o tym te wszystkie hierarchie sługusów i za pomocą niego zniewalają nas. No i strach jest również ich pokarmem, ściślej mówiąc tworzy tunel dostępu do nas. Jest swego rodzaju "słomką" przez którą spijają naszą energię.

Np. jeżeli ktoś krzyczy na nas, rozbija nasze tarcze ochronne i może dosłownie wciągnąć ogromną ilość naszej energii.

Myślę, że o wampiryzmie między ludźmi porozmawiamy jeszcze, jeśli wyrazicie taką chęć.

"Wynika z tego, że każdy z nas jest maleńką, energetyczną cząstką większej energetycznej Całości i powiedziałabym, że mamy wręcz obowiązek dbać o harmonijne współdziałanie z tą Całością..."

Tak, to się nazywa fraktalnością. Nie tylko jesteśmy "cząstką", ale jesteśmy jednością z nią. To najeźdźca stara się nas przekonać, że jesteśmy oddzieleni (biblijny grzech pierworodny) i potrzebujemy pośredników. Wyjątkowo perfidne nieprawdaż.


Kolejni naturalni wrogowie człowieka to: jasność, moc i starość.

pozdrawiam - margo0307



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 wrz 2013, 10:25 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 cze 2010, 22:52
Posty: 1712
Płeć: kobieta
najśmieszniejszą komedią tej rzeczywistości jest EGO ;)
Poprzez tę piękną strukturę można nas jeść łyzeszką na drugie śniadanie.

A najsmutniejszą tragedią jest to, że Ci, którzy myślą, że są wolni od napompowanego ego - tacy nie są,a nawet są wypełnieni tym jak watą.
Totalna tragikomedia to osoba opowiadająca o swoim rozwoju duchowym o swojej mądrości i przekonana o głębi swojej wiedzy, z kolosalnie napompowanym ego, które wycieka jej uszami.

No tak, dobra hodowla na tej planecie, wystarczy złapać ludzi na kilka haczyków i już po sprawie.

żal.

_________________
// \\
\\ //



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 wrz 2013, 11:28 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 gru 2012, 21:50
Posty: 23
Płeć: kobieta
binar pisze:
Kolejni naturalni wrogowie człowieka to: jasność, moc i starość


Bardzo dziękuję za tą kształcącą i... trzeźwiącą wypowiedź :)
Masz słuszność z tym strachem o pokarm, bo rzeczywiście widać wyraźnie jak ludzie opychają się jedzeniem, choć wcale nie są głodni... Niestety, w moim przypadku było podobnie :cooo?:
Aż nareszcie zadałam sobie pytanie: po co jem, skoro nie czuję łaknienia ?
Pierwszą odpowiedzią, która nadeszła było: - z przyzwyczajenia..., bo czas na obiad, czy śniadanie czy kolację...
Później jednak zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę - to sama nie wiem czemu jem, czy też dlaczego pogryzam coś pomiędzy...
Zaprzestałam więc jedzenia i tzw. pogryzania i uświadomiłam sobie, że dużo lepiej się czuję kiedy zjem posiłek wtedy, gdy odczuwam prawdziwy głód :)

"..najeźdźca stara się nas przekonać, że jesteśmy oddzieleni (biblijny grzech pierworodny) i potrzebujemy pośredników. Wyjątkowo perfidne nieprawdaż..."

Rzeczywiście - wyjątkowo perfidna manipulacja :dobani:
Tyle tylko, że w momencie, kiedy zrozumiemy, że przede wszystkim jesteśmy istotami energetycznymi, które na potrzeby życia tu, w tej gęstej materii przyoblekły się w ciało fizyczne - cała ta piramidalna struktura manipulacyjna zaczyna się walić :uśmiech:
Wczoraj byłam u znajomej, której mąż ma jedną nogę amputowaną powyżej kolana...
W pewnym momencie powiedział, że bolą go palce u nogi, której nie posiada...
Gdy starałam się mu powiedzieć, że są to bóle tzw. fantomowe, ponieważ na poziomie energetycznym posiada nadal całą nogę..., popatrzył na mnie jak na.. idiotkę i rozmowa się urwała...
Myślę jednak, że... zacznie w końcu o tym rozmyślać :uśmiech: i być może sam z czasem dojdzie do swoich własnych, konstruktywnych wniosków Mruga
Póki jednak sam nie zacznie na ten temat rozmowy, ja również nie wystawię się na kolejne pośmiewisko, choć bardzo chciałabym mu pomóc w zrozumieniu :bużki:

Indi pisze:
najśmieszniejszą komedią tej rzeczywistości jest EGO ;)


Nie wiem czy najśmieszniejszą... Wydaje mi się, ze nie...
Myslę, że EGO to nieodłączna część naszej osobowości, naszego fizycznego ciała i Natura tak to sprytnie skonstruowała, że jest nam ONO potrzebne, tyle tylko że powinniśmy z nim wejść w komitywę Mruga i zacząć harmonijnie współpracować...
Oczywiście, kiedy EGO zaczyna dominować - kończą się żarty a zaczynają schody :dobani:
Ale ludzie, którzy walczą ze swoim EGO, myślę - popełniają błąd , bo to właśnie EGO jest blokadą przed bezrozumnym przyjmowaniem poglądów jakichś guru, kapłanów z bożej łaski czy innych pseudo-autorytetów...

Pozdrawiam :tak:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 wrz 2013, 11:37 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 cze 2013, 19:03
Posty: 225
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Śląsk
Indi pisze:
najśmieszniejszą komedią tej rzeczywistości jest EGO ;)
Poprzez tę piękną strukturę można nas jeść łyżeczką na drugie śniadanie


Pozwolę sobie na polemikę:)

Póki masz ciało to będziesz miała EGO, które jest nierozerwalnie związane z materialnym bytem.

Rozwój duchowy jest absolutnie indywidualną i najbardziej intymną sferą życia lecz żyjemy w najniższym ze wszechświatów, i czy to nam się podoba czy nie, podlegamy jego prawom.
Jednym z nich jest EGO.

EGO, dobrze pojmowane, stanowi naszym dualizmie, o równowadze transcendencji i materialnego bytu.

Pojęcie EGO jest dziś wypaczone,zdewaluowane , choćby w określeniu "egoista".

Matka Teresa czerpała silę z pomagania innym czy zatem była egoistką?
Tak ! W najpiękniejszy sposób :)


Dobrze rozumiane EGO jest twórcze ,oparte na współczuciu i empatii dla wszystkich istot, jest "niestrawne" nie tylko do zjadania "łyżeczką":)

Nikt od EGO nie jest wolny. Ważne by być świadomym zagrożeń ma jakie jest narażone.
Może być zarówno tarczą jak i miękkim podbrzuszem.
Będzie tym jakim go ulepisz.

Właśnie dlatego, że owo EGO ,większość ludzi utożsamia z workiem mięsa w jakim zamknięto jego umysł, tak łatwo poddaje się manipulacji.

Przytoczę opis Prabuphady:

Czy jeżeli przyjąć że jesteś herbatą w szklance to czy wylany na szmatę będziesz wciąż tym samym?

Świadome EGO pozwala odnaleźć się w "formie" jaką dane nam było przyjąć.
Mamy świat "ludzi szklanek" , którzy nie potrafią wyobrazić sobie egzystencji w innej formie.
Takie wypaczone EGO jest podatne na manipulację.

Fakt , że forumowicze wypowiadają się o istniejących zagrożeniach ,sam sprawia, że mają zdrowe EGO.

Cieszy mnie ten fakt.

@margo0307

Czytasz w myślach? :cooo?:

Cytuj:
Kolejni naturalni wrogowie człowieka to: jasność, moc i starość


@binar

Możesz to rozwinąć?
Zwłaszcza w temacie jasności i mocy.
Co do starości...cóż , ja nie traktuję tego w kategoriach wrogich, dla mnie to naturalny proces rozwoju duchowego...wiecznie młode ciało nikogo nie skłaniałoby do refleksji.
Strach przed starością jest głęboko materialny i jest wykorzystywany by zniewolić ludzi w ich ciałach.
Starość wyimaginowanym strachem ale nie jest wrogiem.

_________________
Cała wiedza pochodzi z doświadczenia
reszta to informacja


Ostatnio zmieniony 19 wrz 2013, 12:08 przez Nautic, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 wrz 2013, 11:57 
Strach jest chyba kluczowym hamulcem w rozwoju. Warto byłoby wiedzieć skąd się bierze?

Trochę odwrócę temat.

Człowiek jest zdolny do wielkich czynów ale zdecydowana większość najzwyczajniej w to nie wierzy. To pierwszy stopień to niewoli jaką sami sobie fundujemy.

Dlatego zastanawiam się czy to my sami nie stworzyliśmy sobie tego drapieżcy - wymaginowanego wroga?

Czy ten drapieżca dostał się do naszej podświadomosci i nami manipuluje czy może sami hodujemy go na własne życzenie?

Z manipulacji podświadomością może się brać ta sprzeczność miedzy inteligencją człowieka a głupotą jego przekonań albo głupotą jego pełnego sprzeczności zachowania.

Ale nie zapominalmy o roli środowiska zewnętrznego - roli mediów, kościoła, szkoły, rodziny przyjaciół - w manipulowaniu , programowanu naszych poglądów i poczynań. I nie zapominajmy o programowaniu podprogowym naszej podświadomości. To robi się zzewnątrz więc skąd
teoria że to coś w naszej głowie to robi?

Dlatego twierdzenie, że on już w nas był od początku może być też tylko owocem naszej wyobraźni aby usprawiedliwić nasze słabości lenistwo ignorancję i wszystkie te słabosci, które nie pozwalają nam ogarnąć rzeczywistości współczesnego świata.

Może być to też odpowiedzią na to, że rola intelektu (inteligencja IQ) nie gwarantuje nam sukcesu życiowego.

Brak samoświadomości czyli kontrolowanie własnych emocji, zapału i wytrwałości w dążeniu do celu, zdolności do empatii i umiejetności zachowań społecznych to odpowiedź na brak chęci wysiłku intelektualnego do pracy nad sobą.

Aby tylko się usprawiedliwić i dalej być robotem od 8 do 16 łatwo uwierzymy w zewnętrznego wroga ?!
Na tej samej zasadzie wymagamy od innych aby nam było dobrze bo "ja płacę podatki i to wystarczy"
a wy teraz dajcie mi dobrobyt a jak nie to na was w nastepnych wyborach nie zagłosuję...

Ale najprawdziwszą prawdą jest to, że człowiek nie rodzi się ze swoimi umiejętnościami i wszystkiego musi się już tutaj na ziemi nauczyć.

Stąd potrzeba pracy nad sobą, stąd potrzeba rozwoju duchowego.


P.S.

Nautic pisze:
Kolejni naturalni wrogowie człowieka to: jasność, moc i starość


Też czekam na rozwiniecie tego wątku.


Niktu



Na górę
   
 
 
Post: 19 wrz 2013, 13:03 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 gru 2012, 21:50
Posty: 23
Płeć: kobieta
Nautic pisze:
Czytasz w myślach?


Skąd u Ciebie takie zapytanie ? Mruga

Przyznam jednak, że czasami "coś" , jakaś... " nie moja" myśl przyjdzie mi do głowy, szczególnie podczas rozmów z córką lub mężem..., wtedy werbalizuję ją głośno z czego powstają nieraz zabawne, a nie raz mniej przyjemne sytuacje, kiedy różnimy się w poglądach na jakieś tematy Mruga
Nigdy jednak nie zwracałam na to uwagi w obecności innych, dalszych osób...
Czasem jednak, bardziej wyczuwam fałsz w kontaktach międzyludzkich... Właściwie to dość często mi się to przytrafia i z tego powodu unikam pewnych ludzi...
Może to błąd z mojej strony ale nie potrafię, a właściwie to, w zasadzie nie chcę się 'przymuszać' do takich kontaktów, co powoduje, że mam bardzo niewielkie grono przyjaciół...

Niktu pisze:
Ale najprawdziwszą prawdą jest to, że człowiek nie rodzi się ze swoimi umiejętnościami i wszystkiego musi się już tutaj na ziemi nauczyć.


Wydaje mi się, że wszyscy rodzimy się tu na Ziemi z pewnymi talentami, uzdolnieniami i potencjalnymi umiejętnościami i tylko od nas zależy w jaki sposób je wykorzystamy...
Jeśli będziemy dążyć do ich rozwinięcia to chyba tak się stanie; jeśli jednak nie zwrócimy na nie należytej uwagi i nie poświęcimy czasu na ich rozwinięcie, wówczas zaczną zanikać...
Jeśli wierzyć w fakt wielokrotnych wcieleń, a co za tym idzie - prawa przyczyny i skutku, to logicznym staje się fakt, że pewne wypracowane i rozwijane talenty z poprzednich wcieleń mogą się zamanifestować w nas w tym wcieleniu... To jest wersja 'pozytywna' tego prawa Mruga
Natomiast wersją "negatywną" jest tzw. karma... czyli co posiejesz yo do ciebie wróci...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 wrz 2013, 14:48 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 cze 2013, 19:03
Posty: 225
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Śląsk
margo0307 pisze:
Skąd u Ciebie takie zapytanie ?


chodziło o refleksje w temacie EGO :)
Taka tam zbieżność myśli.:)

ps

Głęboka empatia czasem jest trudna ale warto przełamać opór. Też czasem wyczuwam ,niczym nie sprowokowaną ,wrogość. Lecz nie walczę z tym ( ale kiedyś tak)
Wbrew pozorom świat nie jest pełen ludzi złych. Czasem reakcje, postrzegane jako agresja, atak, są wynikiem skomplikowanych splotów wydarzeń w życiu tegoż człowieka. Zawsze, absolutnie zawsze daję sobie czas na poznanie i wierz mi, można się zdziwić:)
W całym moim życiu poznałem wiele przeróżnych , czasem dziwnych , czasem ekscentrycznych a czasem z pozoru nudnych ludzi. Tych naprawdę złych jest mniej niż palców w jednej dłoni :)
Może jestem zwariowanym optymistą, łatwowiernym facetem ale każdemu zawsze daję 1000 kredytów na wejście.
Jedni trwonią a inni przez lata zachowują pokaźne konto :)
Często też obrywam, ale po latach mam dupę twardą jak diament :D

Często nie wierzymy w innych...tą lukę wykorzystują inni...

_________________
Cała wiedza pochodzi z doświadczenia
reszta to informacja



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 wrz 2013, 22:02 
Wspominacie tutaj o strachu. Moim zdaniem on ma wiele powodów ale głównym jest przywiązanie, zależność. Boimy się straty życia, samochodu, zdrowia...

Moim zdaniem odpowiedzią jest "bycie", jako przezwyciężenie strachu, brak zależności a więc tak na prawdy straty. " Będąc " jesteś podatny na to co niesie życie, nie walczysz a poznajesz, nie sprzeciwiasz się a podejmujesz dialog z samym sobą bo życie to walka z samym sobą.

Spróbowałbym opisać to "bycie" ale póki co nie mieści się w moim doświadczeniu, jest poza rozumem. Jednak czuję, że to jest akt najwyżej odwagi, po prostu bycie. Atak jak i obrona jest próbą utrzymania siebie...Człowiek odważny tego nie robi, on JEST sobą. Tak jak pisałem, nie mieści mi się póki co to w głowie.

Ego jako struktura osobowości nie jest złe i dobre, dokonuje wyboru. To cząstka nas wtłoczona między dualizm doświadczenia, niczym człowiek pomiędzy walkę "dobra ze złem". Aby znaleść światło trzeba wybrać odpowiednią drogę, a to wybór. Namiastka wolnej woli która jest tak na prawdę bardzo trudna do osiągnięcia...Jednak wszytko zależy od chęci.



Na górę
   
 
 
Post: 19 wrz 2013, 22:37 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 cze 2010, 22:52
Posty: 1712
Płeć: kobieta
z tylu wypowiedzi widać jak bardzo każdy broni istnienia ego. na różne sposoby, różnie argumentując - ale nie puszcza, nie uwalnia się od tej zalezności.
I dlatego tak łatwo manipulowć ludzkością.

Do mocnego przemyślenia, ale już nie do dyskusji, bo dyskusja z ego prowadzi do pustki.

Ego nie jest cząstką nas - my jako byty czyste, nie posiadamy czegoś takiego jak ego. To narośl, a nie składnik naturalny. To fikcja, tak jak cała rzeczywistość dookoła, ale rozumiem, że trudno tę fikcję zaakceptować jako fikcję właśnie.

Pomimo, że na co dzień ego rządzi mną tak jak każdym - to wiem, że nie tędy droga i w życiu bym nie tłumaczyła sama siebie, że jest cool, że tak po części być musi. Po prostu mam gdzieś samooszukiwanie siebie. Szczególnie, że widziałam jakie okropne rzeczy potrafi ego zrobić z wartościowymi ludźmi - wielkie gówno. I na tym forum i w życiu realnym, a nawet we własnym lustrze.
warto sobie to w końcu uzmysłowić.

I to właśnie to "cenne" ego boi się i oddziela nas od współistnienia "ze wszystkim". Sama świadomosć tego faktu może radykalnie otworzyć oczy.

Dlatego też szamani (w tym Don Juan) potrafią tak zeszmacić ludzi - po to, żebyś puścił tego rzepa i zaczął istnieć poza ego właśnie, choćby na chwilę. A potem dwie, potem jeszcze dłuzej...

_________________
// \\
\\ //



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 wrz 2013, 22:51 
Indi pisze:

Ego nie jest cząstką nas - my jako byty czyste, nie posiadamy czegoś takiego jak ego. To narośl, a nie składnik naturalny. To fikcja, tak jak cała rzeczywistość dookoła, ale rozumiem, że trudno tę fikcję zaakceptować jako fikcję właśnie.



Indi...czytam te Twoje wypociny i zastanawiam się w którym miejscu się pogubiłaś...chyba już na samym początku. Nie wiem kto Ci wpoił te informacje lub w jakich książkach to wyczytałaś.
Ego nie jest ZŁE jak i DOBRE. W sumie jak wszystko na tym świecie. Ono po prostu jest i to od Ciebie zależy czy poddasz się mu czy wyciągniesz z niego to co najlepsze.
Stereotypowe myślenie, że EGO jest be, fuj...no proszę Was. Bez niego raczej nie byłoby Waszej osobowości.
To, że nie zawsze potrafimy go okiełznać nie znaczy od razu, że jest złem i chwastem...Podobnie jak śmierć nie jest zła:

"Ale śmierć w pier­wszym za­myśle nie miała być karą. Poz­wa­la wam odejść, porzu­cić świat, nie jes­teście z nim związa­ni czy to w nadziei, czy w znużeniu. Które więc po­kole­nie po­win­no zaz­drościć lo­su drugiemu? " Mistrz John Ronald Reuel Tolkien
:)



Na górę
   
 
 
Post: 20 wrz 2013, 5:36 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:28
Posty: 28
Nautic pisze:
Cytuj:
Człowiek, istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa. Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i kretyńskich.


W istocie ,większość populacji nosi na grzbiecie pasożyta.
W kultywacji Falun Dafa ( opisane szerzej w Dżuan Falun) jest to znane zjawisko.
Owe pasożyty, określane mianem zwierzęcych bytów ,karmią się naszą energią mentalną.
Swoista to symbioza.
Nosiciel w zamian za karmienie pasożyta jest karmiony złudzeniami.
Tak "obdarowany" nosiciel ma poczucie władzy, materii (od której jest uzależniony).
Nosicielowi jest dany pozornie obfity żywot z zaspokojonymi pragnieniami. Czasem są wielkie czasem małe, w zależności od apetytu. Jednak nosiciel zawsze "płaci", zdrowiem, szaleństwem, alienacją.
Świadomość ego, rozwój osobisty, w wartościach uniwersalnie pięknych stanowi barierę dla tych bytów.


Witaj Nautic.

Wiele razy słyszałem o tym ruchu, ale nie miałem okazji go poznać, może mógłbyś podesłać jakieś info, linki, cytaty.

To trudna droga, bo zachować "czystość" umysłu siedząc po pachy w gównie jest trudno.

Hindusi mają takie powiedzenie - lotos wyrasta ponad bagno na którym rośnie, ale nie jest nim ubrudzony.


"Cała wiedza pochodzi z doświadczenia
reszta to informacja"

Wobec zalewu nowego paradygmatu wmawiającego nam, że świat jest komputerem (matrixem), jest to ciekawe rozróżnienie. Jednak co z "doświadczaniem" matrixu - czy jest wiedzą?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 wrz 2013, 5:45 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 cze 2013, 19:03
Posty: 225
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Śląsk
No dobra

Indi pisze:
Ego nie jest cząstką nas - my jako byty czyste, nie posiadamy czegoś takiego jak ego. To narośl, a nie składnik naturalny. To fikcja, tak jak cała rzeczywistość dookoła, ale rozumiem, że trudno tę fikcję zaakceptować jako fikcję właśnie


@Indi masz rację ,z jednym li tylko warunkiem. Bytem czystym jesteśmy poza ciałem.
Ale przecież nie tkwisz w stanie medytacji cały dzień, oddychasz, patrzysz ,czujesz...słowem używasz zmysłów. Zatem Twoje Ego stoi na straży materialnego ciała.
O czystym bycie możesz mówić jedynie bez kontekstu ciała. Ale je masz i dopóki go nie porzucisz Twoje Ego będzie żywe.
Czystość myśli jest w stanie zapanować nad materialnym "Ja". Wierz mi , ja osobiście nie spotkałem człowieka , który wzniósł się ponad to. Jedynie z opisu znam prawdziwych buddów*.
Każdy nas ma skazy w postaci materialnego ciała.
Powtórzę się:
Nautic pisze:
żyjemy w najniższym ze wszechświatów, i czy to nam się podoba czy nie, podlegamy jego prawom.


Ciało bez Ego jest jak samochód bez kierowcy.

Jedynie ktoś o statusie buddy jest w stanie zdalnie , wykraczając poza materialny świat zapanować nad fizycznym ciałem.
Dopóki mamy ciało , póty mamy Ego


/* piszę budda z małej litery bo chodzi mi o stan oświecenia z nie o Buddę Siakjamuniego

_________________
Cała wiedza pochodzi z doświadczenia
reszta to informacja



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 wrz 2013, 7:29 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:28
Posty: 28
margo0307

Indi pisze:
najśmieszniejszą komedią tej rzeczywistości jest EGO ;)


"Nie wiem czy najśmieszniejszą... Wydaje mi się, ze nie...
Myslę, że EGO to nieodłączna część naszej osobowości, naszego fizycznego ciała i Natura tak to sprytnie skonstruowała, że jest nam ONO potrzebne, tyle tylko że powinniśmy z nim wejść w komitywę Mruga i zacząć harmonijnie współpracować...
Oczywiście, kiedy EGO zaczyna dominować - kończą się żarty a zaczynają schody :dobani:
Ale ludzie, którzy walczą ze swoim EGO, myślę - popełniają błąd , bo to właśnie EGO jest blokadą przed bezrozumnym przyjmowaniem poglądów jakichś guru, kapłanów z bożej łaski czy innych pseudo-autorytetów..."

Widzę, że temat ego będziemy musieli przewałkować dokładniej.

Termin ego, wprowadził Zygmuś Freud i oznacza po prostu ja. Od tego czasu tj. od 1985r. przyjął się (termin ego) w tzw.przestrzeni publicznej i obrósł w znaczenie, głównie dlatego, że był powiązany z dość mętną freudowską psychoanalizą i nikt nie wiedział co tak naprawdę oznacza. Wobec czego można było go używa w każdym dowolnym znaczeniu.

Zgodnie z koncepcją Freuda, ja nie jest obecne od początku życia. Powstaje dopiero w pewnym czasie po narodzeniu aby podmiot mógł sprostać wymaganiom rzeczywistości(?).

Następnie Melanie Klein,Jacques-Marie-Émile Lacan namieszali tak bardzo, że stało się to co się stało, czyli ego zaczęło żyć własnym życiem i oznaczać niewiadomo co, ale mądrze brzmiącego.

Tak to Ego stało się workiem, do którego każdy wrzucał jakieś swoje znaczenie, czegoś czego nie rozumiał, aby wyglądało, że rozumie.(podobnie jest z terminem medytacja)

Jednak pierwotnie Freud był bardzo bliski jego właściwego znaczenia, gdyż rozróżnił tzw.proces pierwotny od procesu wtórnego.

Proces pierwotny – sugerowany przez Zygmunta Freuda pierwotny sposób funkcjonowania aparatu psychicznego. Polega on na swobodnym, niczym nie ograniczonym przemieszczaniu się energii psychicznej...

Proces wtórny – mechanizm psychiczny polegający na myśleniu realistycznym. Za pomocą tego procesu ego formułuje plan zaspokojenia potrzeby zapoczątkowanej przez proces pierwotny, a następnie sprawdza go poprzez testowanie rzeczywistości

Pomijając uprzedmiotowienie człowieka- człowiek jest "aparatem psychicznym" -( niezłe aparaty te naukowcy), niewątpliwie proces(?) pierwotny jest naszym naturalnym umysłem, na który zostaje nałożony proces wtórny. Zauważcie proszę, że w "procesie wtórnym" wszystko jest już kłamstwem, oszustwem, zwiedzeniem.

Tak więc czym jest ego czyli ja?

Niczym, pustką, rodzajem wiru wokół którego krąży zespół pojęć; u większości ten wir to cyklon, tajfun, który zasysa(karmi się) wszystko z czym się zetknie a JA(EGO) jest jego okiem,

i dla tego Indi napisała, że najśmieszniejsze w życiu jest branie ego(niezwykle potężnego choć sztucznego zjawiska) za coś czym nie jest, czyli za oswojonego domowego pieska i to jest tragiczne w skutkach.

Taki "cyklon" "porywa" ludzi mieli i wypluwa nic nie znaczące resztki.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 wrz 2013, 7:42 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 gru 2012, 21:50
Posty: 23
Płeć: kobieta
Nautic pisze:
Może jestem zwariowanym optymistą, łatwowiernym facetem


Podobnie jest i u mnie... Ja także jestem optymistką i wierzę, że ludzie są tacy sami jak ja :tak:
Kiedyś było tak, że jeśli mnie ktoś zawiódł czy oszukał - kończyłam taką znajomość bez słowa...
Dziś staram się wyjaśnić powód takiego a nie innego postępowania, choć czasem widzę, że wzbudza to niechęć, wówczas rezygnuję...
Czasem jednak jest tak, jak napisałeś: agresja, atak, są wynikiem skomplikowanych splotów wydarzeń w życiu tegoż człowieka..., łatwiej jest wówczas o szczerą rozmowę i zrozumienie pobudek zachowania... Takie przypadki jednak akurat mnie przytrafiają się dość rzadko..

Kosmiczny Podróżnik pisze:
Moim zdaniem on [strach] ma wiele powodów ale głównym jest przywiązanie, zależność.


Mi z kolei wydaje się, że jednym z głównych powodów strachu jest potrzeba kontrolowania...
Kiedy uwolnimy się z tego, wówczas zaprzestajemy kontroli i cała ogromna góra problematycznych sytuacji znika po prostu z naszej rzeczywistości...
Większość z nas jednak nie chce przestać kontrolowania niemal wszystkiego... zarówno u siebie jak i u innych..

Indi pisze:
Ego nie jest cząstką nas -


Indi, zgadza się, ego nie jest cząstką naszej duchowej formy, jednak jest cząstką ciała fizycznego, w jakie wcielamy się na potrzeby egzystencji w tej materii :tak:
I moim zdaniem, nie chodzi o to by je zeszmacić, bo to do niczego konstruktywnego nas nie doprowadzi, to tak jak byś chciała krnąbrne i nieposłuszne dziecko ukarać za jego zachowanie - ubliżając mu... Czy dziecko się zmieni ? - nie, skutek będzie taki, że nasili się u niego opór i sprzeciw... Dziecku trzeba wytłumaczyć, pokazać, zachęcić do zmian...

Pozdrawiam



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 wrz 2013, 8:49 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:28
Posty: 28
Nautic pisze:
Indi pisze:
najśmieszniejszą komedią tej rzeczywistości jest EGO ;)
Poprzez tę piękną strukturę można nas jeść łyżeczką na drugie śniadanie


"Pozwolę sobie na polemikę:)

Póki masz ciało to będziesz miała EGO, które jest nierozerwalnie związane z materialnym bytem."

Hej hej skąd takie twierdzenia czy też wnioski?

"Rozwój duchowy jest absolutnie indywidualną i najbardziej intymną sferą życia lecz żyjemy w najniższym ze wszechświatów, i czy to nam się podoba czy nie, podlegamy jego prawom."

Co to jest "Rozwój duchowy"?

"Jednym z nich jest EGO.

EGO, dobrze pojmowane, stanowi naszym dualizmie, o równowadze transcendencji i materialnego bytu."

Jakim "dualizmie", jakiej "transcendencji", jakiego "materialnego bytu"

Zaproponowałem tan temat, jako nową ideę, kształtowania nowego potencjału. Jeżeli chcesz nawiązać relację z tą nową ideą, musisz co najmniej przedefiniować te stare zużyte wyświechtane frazesy, na praktyczne, zgodne z nowym potencjałem narzędzia działania.


Przytoczę opis Prabuphady:

Czy jeżeli przyjąć że jesteś herbatą w szklance to czy wylany na szmatę będziesz wciąż tym samym?


Jest to ciekawe pytanie, ale wyprowadzające na manowce.

Dlaczego?

Bo oparte na założeniu. Tak właśnie ludzie zostali zwiedzeni, przez tak zwaną naukę. Jeden "uczony"(czyli nauczony-czegoś nie istniejącego) robi założenia na których (czyli w pustce) konstruuje teorię a drugi nauczony przyjmuje ją za pewnik i dalej buduje nowe teorie, które dlatego (że opierają się na niczym-czyli założeniach) w obecnym czasie, nie powstrzymywane przez religie, zmieniają się szybciej niż ludzie.

Cytuj:
Kolejni naturalni wrogowie człowieka to: jasność, moc i starość


"@binar

Możesz to rozwinąć?"

-Kto raz pokonał strach,wolny jest od niego przez całe życie.Zamiast strachu ma teraz jasność.Jasność umysłu,która wyklucza lęk.Człowiek zna już swoje pragnienia i wie jak je zaspokoić.Może przewidywać nowe kroki w nauce,bo ostra jasność ogarnia wszystko.Taki człowiek czuje,że nic nie może pozostać ukryte.

-W ten sposób trafił na swego drugiego wroga:jasność! Ta jasność umysłu, z takim trudem osiągnięta,odpędza lęk ale również oślepia. Skłania człowieka do tego, by nigdy nie wątpił. Daje mu pewność, że może zrobić wszystko co zechce. Wszystko bowiem wyraźnie widzi. Jest teraz odważny, ponieważ ma jasność widzenia, przed niczym się nie cofa. Ale ma to także wadę jako coś niepełnego. Jeśli człowiek podda się tej pozornej mocy, jeżeli podda się swojemu drugiemu wrogowi, będzie partaczem. Będzie się spieszył tam gdzie powinien być cierpliwy, albo będzie cierpliwy tam, gdzie trzeba się spieszyć. Będzie partaczem we wszystkim, aż stanie się niezdolny do nauki.

Po pokonaniu jasności dojdzie do mocy.

-Będzie teraz wiedział, że moc, do której tak długo dążył, należy wreszcie do niego. Że może zrobić z nią cokolwiek zechce. Jego życzenie jest prawem. Zauważy, że wszystko kreci się wokół niego. Ale zaraz trafi na trzeciego wroga: moc!
-Jest on największym ze wszystkich wrogów. I naturalnie najłatwiejszą rzeczą jaką można zrobić, jest poddać się. To człowiek przede wszystkim jest niezwyciężony. On rozkazuje. Zaczyna podejmować przemyślane ryzyko i na koniec rządzi, ponieważ jest panem.
-Człowiek na tym etapie zaledwie zauważa , że osacza go trzeci wróg. I nagle, nie wiedząc nawet o tym, musi walkę przegrać. Wróg zmienia go w nieobliczalnego okrutnika.----- Hitler, Stalin i wielu wielu pomniejszych.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 wrz 2013, 9:14 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:28
Posty: 28
Niktu pisze:
Strach jest chyba kluczowym hamulcem w rozwoju. Warto byłoby wiedzieć skąd się bierze?

Niktu



-Gdy człowiek zaczyna się uczyć, nie umie jeszcze jasno określić swoich celów. Jego cele są fałszywe, zamiary niejasne. Wierzy w nagrodę, która nigdy się nie ziści, nie wie niczego o trudach nauki.

-Powoli zaczyna się uczyć, na początek po trochu, później coraz więcej. W jego myślach panuje zgiełk. To czego się uczy , nigdy nie jest takie jak sobie wyobrażał, zaczyna więc się bać. Nauka nigdy nie jest tym , czego się spodziewał. Każdy krok w nauce to nowe zadanie. I lęk, którego doświadcza , zaczyna wzmagać się bezlitośnie, nieubłaganie. Dążenia ucznia stają się polem bitwy.

-Tak oto natknął się na swego pierwszego wroga: lęk! Na wroga bezwzględnego, okrutnego, trudnego do zwyciężenia. Czai się on za każdym zakrętem drogi, czyha na zdobycz. Gdy człowiek drży przed nim i ucieka, to wróg ten położy kres jego poszukiwaniom.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 wrz 2013, 9:22 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:28
Posty: 28
Kosmiczny Podróżnik pisze:
Ego jako struktura osobowości nie jest złe i dobre


Tak, ego jest strukturą . Widzący mówią - "obcą instalacją".



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 wrz 2013, 9:36 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 13 wrz 2013, 11:28
Posty: 28
Indi pisze:
z tylu wypowiedzi widać jak bardzo każdy broni istnienia ego. na różne sposoby, różnie argumentując - ale nie puszcza, nie uwalnia się od tej zalezności.
I dlatego tak łatwo manipulowć ludzkością.

Tak Indi, z jednym uściśleniem albo ego nami rządzi, albo jest fikcją .

Można by powiedzieć - fikcja nami rządzi dlatego żyjemy w fikcyjnym świecie, ale to byłaby tzw. pół prawda. Rządzi nami zza kulis obca instalacja a ego jest jej zasłoną. Zupełnie jak na Ziemi, za rządami stoją cienie.

Dlatego też szamani (w tym Don Juan) potrafią tak zeszmacić ludzi - po to, żebyś puścił tego rzepa i zaczął istnieć poza ego właśnie, choćby na chwilę. A potem dwie, potem jeszcze dłuzej...



Nie wiem jak szamani, ale wiem jak Juan.

-- 20 wrz 2013, 9:55 --

-- 20 wrz 2013, 10:27 --

Nicci pisze:
Indi pisze:

Ego nie jest cząstką nas - my jako byty czyste, nie posiadamy czegoś takiego jak ego. To narośl, a nie składnik naturalny. To fikcja, tak jak cała rzeczywistość dookoła, ale rozumiem, że trudno tę fikcję zaakceptować jako fikcję właśnie.



Indi...czytam te Twoje wypociny i zastanawiam się w którym miejscu się pogubiłaś...chyba już na samym początku. Nie wiem kto Ci wpoił te informacje lub w jakich książkach to wyczytałaś.
Ego nie jest ZŁE jak i DOBRE. W sumie jak wszystko na tym świecie. Ono po prostu jest i to od Ciebie zależy czy poddasz się mu czy wyciągniesz z niego to co najlepsze.
Stereotypowe myślenie, że EGO jest be, fuj...no proszę Was. Bez niego raczej nie byłoby Waszej osobowości.
To, że nie zawsze potrafimy go okiełznać nie znaczy od razu, że jest złem i chwastem...Podobnie jak śmierć nie jest zła:

"Ale śmierć w pier­wszym za­myśle nie miała być karą. Poz­wa­la wam odejść, porzu­cić świat, nie jes­teście z nim związa­ni czy to w nadziei, czy w znużeniu. Które więc po­kole­nie po­win­no zaz­drościć lo­su drugiemu? " Mistrz John Ronald Reuel Tolkien
:)



Do Indi

Indi, nie bierz tego do siebie, do swojego ego. Ludzie zagubieni, wypierają ze swojej świadomości rzeczy, których nie lubią nie akceptują, jednak te wyparte rzeczy widzą w innych (jak w lustrze) i znowu je atakują.

Do Nic-ci (do tego?)

Może byś nam opowiedział o Twoim przeładowanym symbolami awatarze, wyjaśnił nam ich (symboli) znaczenie. Byłoby to dla wszystkich bardzo pouczające.

Z góry dziękuję.

-- 20 wrz 2013, 10:14 --

-- 20 wrz 2013, 10:29 --

Nautic pisze:
No dobra

Indi pisze:
Ego nie jest cząstką nas - my jako byty czyste, nie posiadamy czegoś takiego jak ego. To narośl, a nie składnik naturalny. To fikcja, tak jak cała rzeczywistość dookoła, ale rozumiem, że trudno tę fikcję zaakceptować jako fikcję właśnie

@Indi masz rację ,z jednym li tylko warunkiem. Bytem czystym jesteśmy poza ciałem.



Już tutaj pisałem: Lotos rośnie na bagnie a nie jest nim ubrudzony.(bez medytacji)

"Każdy nas ma skazy w postaci materialnego ciała."

Na ciele organicznym, bo zapewne to masz na myśli, odzwierciedlają się "skazy" umysłu. "Skazy" ma nasze postępowanie, którym brukamy ciało.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 wrz 2013, 10:43 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 gru 2012, 21:50
Posty: 23
Płeć: kobieta
binar pisze:
Na ciele organicznym, bo zapewne to masz na myśli, odzwierciedlają się "skazy" umysłu. "Skazy" ma nasze postępowanie, którym brukamy ciało.


Nic dodać - nic ująć !

Dziękuję Binar :tak:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 wrz 2013, 15:16 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 cze 2010, 22:52
Posty: 1712
Płeć: kobieta
binar pisze:
Nicci pisze:
Indi
Ego nie jest cząstką nas - my jako byty czyste, nie posiadamy czegoś takiego jak ego. To narośl, a nie składnik naturalny. To fikcja, tak jak cała rzeczywistość dookoła, ale rozumiem, że trudno tę fikcję zaakceptować jako fikcję właśnie.


Indi...czytam te Twoje wypociny i zastanawiam się w którym miejscu się pogubiłaś...chyba już na samym początku. Nie wiem kto Ci wpoił te informacje lub w jakich książkach to wyczytałaś.
Ego nie jest ZŁE jak i DOBRE. W sumie jak wszystko na tym świecie. Ono po prostu jest i to od Ciebie zależy czy poddasz się mu czy wyciągniesz z niego to co najlepsze.
Stereotypowe myślenie, że EGO jest be, fuj...no proszę Was. Bez niego raczej nie byłoby Waszej osobowości.
To, że nie zawsze potrafimy go okiełznać nie znaczy od razu, że jest złem i chwastem...Podobnie jak śmierć nie jest zła:

"Ale śmierć w pier­wszym za­myśle nie miała być karą. Poz­wa­la wam odejść, porzu­cić świat, nie jes­teście z nim związa­ni czy to w nadziei, czy w znużeniu. Które więc po­kole­nie po­win­no zaz­drościć lo­su drugiemu? " Mistrz John Ronald Reuel Tolkien
:)



Do Indi

Indi, nie bierz tego do siebie, do swojego ego. Ludzie zagubieni, wypierają ze swojej świadomości rzeczy, których nie lubią nie akceptują, jednak te wyparte rzeczy widzą w innych (jak w lustrze) i znowu je atakują.


binar :)
ale zobacz jaka piękna lekcja! To tak jakby Don Juan podszedł do Castanedy i nasikał mu na buty :haha: :haha: :haha:
Poćwiczyłam sobie przez około 15 sekund jak wydzielać z mojego "bytu" rekacje ego (wiem, ze ta nazwa to uproszczenie, ale też wiem, że wiesz o co chodzi) od oceanu spokoju, który gdzieś tam wewnątrz jest w stanie zlokalizowac każdy z nas.
Gdzie nie ma żadnej osbowości, żadnego ego, żadnej podświadomości, ani nawet Nadświadomości.
Tam nie ma nic, co można określić jako JA. I wiem co mówię, bo tam byłam już około 4 razy.

Dlatego ja nie dogadam się z takimi osobami jak Nicci, bo oboje opowiadamy o różnych rzeczywistościach.
Dlatego lepiej nie gadać, bo tylko można wygenerować pokarm dla pasożyta i nic więcej.
Lepiej iść na spacer z psem i pooddychać powietrzem, póki uzywam tego pięknego, szlachetnego kombinezonu o nazwie ciało, używam płuc, oczu i uszu. Bo kiedy wrócę do stanu "głównego" nie będę mogła już w TAKI sposób doświadczać TEJ historii istnienia.

A tak poza tym binar - całkiem mądrze dedukujesz jak widzę.

Tak bardziej priv - czy doświadczyłeś może stanu poza osobowościa? Miałes już takie doświadczenie na tym planie? Jesli tak - to można by przegadać temat jak się "separować" od pasożyta (brak mi słów, bo nie chodzi o walkę - walka tu nic nie da, walka to tylko kolejna pożywka dla niego).

_________________
// \\
\\ //



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 110 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group