Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 28 lis 2014, 17:38

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 19 ] 
Autor Wiadomość
Post: 06 kwie 2011, 10:24 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 lut 2010, 23:29
Posty: 1789
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Mówiąc o rozpoczęciu nauki przez sześciolatków w szkołach minister edukacji narodowej Katarzyna Hall stwierdziła, że w reformie "nie chodzi o to, żeby robić dzieciom krzywdę i za wszelką cenę wysyłać je do szkoły". - Dla dziecka jest dobre, żeby się rozwijało w swoim tempie. Lepiej, żeby dziecko dostawało nowe bodźce, nowe wyzwania - stwierdziła Hall.

- W tym roku rodzice sześciolatków mają wybór. Staramy się, żeby wybór był racjonalny. Warto spytać się nauczycielki czy nasze dziecko dobrze sobie radzi na tle grupy - przekonywała Hall. - Dokonaliśmy ogromnego skoku w edukacji przedszkolnej - dodała.

W ocenie minister "ten trzyletni okres to było sporo czasu, żeby wszyscy przyzwyczaili się do tej myśli, jak będzie". - Będziemy analizować kolejne dane ile osób skorzysta w tym roku z możliwości posłania swoich dzieci do szkół wcześniej. Na pewno wszyscy politycy będą wnikliwie analizować te dane - stwierdziła minister.

- Jesteśmy skupieni na tym, żeby dziecko w szkole dostawało nowe wyzwania. Chcemy pomagać dzieciom w każdym wieku. Np. chcemy, aby w gimnazjum było doradztwo edukacyjno-zawodowe. Będą potem dobre efekty. W sposób przemyślany pomagamy rozwijać talenty uczniów - mówiła Hall.

Minister przekonywała, że "w edukacji nic się nie zmienia, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki". - Choćbyśmy mieli wspaniały pomysły, to trzeba go z mozołem wprowadzać. Zanim dziecko skończy edukację, to będzie ileś nowych podręczników, ileś odkryć, iluś nowych ministrów. My nie możemy dla trzylatka zaprojektować całego systemu edukacji - tłumaczyła Hall na antenie TOK FM.


http://wiadomosci.onet.pl/kraj/hall-nie-chcemy-robic-dzieciom-krzywdy,1,4233181,wiadomosc.html

Chcecie robić dzieciom krzywdę i je indoktrynować możliwie jak najwcześniej,chcecie zniszczyć naturalną rodzinie i chcecie żeby to państwo było rodziną.Chce żeby było tak jak w Rosji Radzieckiej gdzie dzieci donosiły na rodziców!A potem będziecie czipować te dzieci :evil:
Dlatego projektujecie wszystko tak żeby rodzicie widzieli się jak najmniej ze swoimi dziećmi, chcecie żeby znikły więzy między rodzicami a dziećmi

Fragment książki Georga Orwella "Rok 1984"
Cytuj:
Są bardzo szczęśliwi. Szczęście jednak trwało krótko. Od dawna byli obserwowani. Nawet tak intymna sfera życia pozostawała bowiem pod kontrolą. Partia pozbawiła ludzi prawa do miłości, szczęścia, rodziny. Zniszczono elementarne więzi międzyludzkie. Dzieci donosiły na rodziców, rodzice wyrzekali się dzieci. Kochać wolno było tylko Partię i Wielkiego Brata.

Winston i Julia zostali aresztowani. Za pomocą wymyślnych tortur fizycznych i psychicznych Winston został zupełnie złamany. Uwierzył we wszystkie swe zbrodnie, wyrzekł się Julii, uznał nieomylność Partii i Wielkiego Brata.

http://nauka.katalogi.pl/RoK_1984!-t15422.html

_________________
Obrazek

http://www.prisonplanet.pl/



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 06 kwie 2011, 10:24 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 06 kwie 2011, 11:44 
Nawet przeciętny "kanapowiec" widzi w tym (posyłaniu sześciolatka do szkoły) nie korzyść dla dziecka Mam dwóch kolegów którzy są ojcami sześciolatków. Jeden stanowczo mówi, że nie pozwoli na to by poszło szybciej do szkoły, dlatego, że kojarzy ten fakt z szybszym podjęciem pracy a więc dłuższym tyraniem dla systemu. Natomiast drugi się waha...

Ale z tym wahaniem to wygląda tak- "Miałem kolegę który poszedł z kobietą na dyskotekę, jego pobili a ją zgwałcili Po tygodniu dziewczyna znów chce iść na imprezę a on się waha"



Na górę
   
 
 
Post: 06 kwie 2011, 12:02 
No wiec tak... Mam dziecko w szkole Waldorfskiej, ktora pozwala rozwijac sie kazdemu dziecku w jego indywidualnym tempie. Oczywiscie podzial na 7-lecia rozwojowe, obserwacja, na ktorym etapie rozwoju znajduje sie dziecko itd. W Dojczlandii dzieci ida w wieku 6. lat do 1-szej klasy, w Waldorfskiej funkcjonuje to nieco inaczej. Jest zerowka i indywidualnie rozstrzyga sie: dziecko gotowe do 1-szej klasy czy potrzebuje pomostu pomiedzy przedszkolem a szkola (zerowke nazywa sie Brückenklasse, czyli klasa Most).
Ciekawe jest podejscie do takich rzeczy, jak nauka czytania czy pisania. Nikt nie kladzie nacisku na to, aby dziecko umialo czytac czy pisac w okreslonym czasie. Nauka tych dwoch rzeczy to sprawa abstrakcyjna dla dzieci. Swiat liter, liczb to abstrakcja a kazde dziecko dojrzewa do tego w roznym czasie, co zreszta jest normalne, ale w swiecie, gdzie wszyscy musza byc identyczni, specjalnie odsuwa sie to w niepamiec. Tak wiec np. czytanie i pisanie to funkcje, ktorych w tejze szkole dzieci moga naczyc sie w 1-szej klasie, ale nikogo nie dziwi, gdy opanuja te umiejegnosc na koniec 2-ej klasy. Patrzy sie calosciowo na edukacje, co przyniesie ona za nascie lat?

Fakt, ze dziecko poszlo w tym i tym wieku do szkoly, wtedy i wtedy to umialo, nic nie znaczy, jezeli nie zostanie ono odpowiednio uksztaltowane. Co z tego, ze dzieci zaczna szkole wczesniej, skoro za iles lat wyjda z nich niepelnosprawni umyslowo ludzie nie potrafiacy elastycznie dostosowac sie do tego, co dzieje sie wokol na swiecie?
Konczysz szkole, szukasz pracy w tym zawodzie... a przeciez to juz rzecz, ktora dawno temu powinna pojsc w niepamiec. Szkola powinna uczyc dzieci bycia elastycznym i dopasowywania sie do wymogow zycia... bycia samowystarczalnym (np. cieszy mnie, ze moje dziecie oprocz matematyki umie poruszac sie w lesie :mrgreen: , ma rzemioslo, ogrodnictwo, rekodzielo i wiele innych "niepotrzebnych" rzeczy, nie mowiac juz o takich "banialukach", jak eurytmia czy malarstwo). Jezeli porownac ja z innymi dzieciakami to idzie w innym tempie... zaczela rok pozniej, ale jestem pewna, ze z perspektywy czasu to ona bedzie ta, co wyciagnela lepszy los. Szczegolnie, ze juz obserwuje (3. rok szkoly), ze ona idzie tam z pasja, radoscia a inne dzieci chodza, bo musza i cierpia... :lol:

Takze moim zdaniem szkola dla 6-latka to kwestia, ktora powinna byc rozpatrywana indywidualnie. Jedno dziecko, owszem, nadaje sie w tym wieku do lawki szkolnej, inne zas nie.


Edit: chociaz trzeba przyznac, ze jest cala masa rodzicow, ktorzy czerpia bezgraniczna dume z umiejetnosci swoich pociech. Zaczyna sie od: moje dziecko raczkuje, chodzi, mowi (cholerka! trzeba sie pochwalic! jakby od tego zalezalo cos wiecej :język: , ze moja Pelasia robi cos wczesniej niz Zenio Iksinskiej :shock: ), potem: a moje dziecko juz w szkole: Zenio pokaz, jak umiesz czytac. Co? Pelasia nie umie czytac? Zenio nie umiesz liczyc? Pelasia juz umie (o zgrozo!)... Takze taki typ rodzica zapewne posle swe dzieci tak szybko, jak tylko sie da... czekajac jeszcze moze na moment, gdy juz w trakcie planowania potomstwa bedzie mozna komorki jajowe meldowac w szkole.



Na górę
   
 
 
Post: 06 kwie 2011, 12:31 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 cze 2010, 17:52
Posty: 1641
Lokalizacja: Poland
Płeć: mężczyzna
Ciekawe kiedy 4-latki pójdą do szkoły?

_________________
Rzuć orgonit pod wieżę komórkową którą widzisz. Starczy.
Pod znaczy w zakresie 40-400m od niej, tak jest najlepiej.
An eye for an eye will make us all blind. M. Gandhi
Pamiętaj, że nawet najmniejszy wysiłek przyniesie korzyści w przyszłości. Tutaj nie chodzi o ideę, a o twoje życie! Warto się starać, choć w danej chwili może to wydawać się zupełnie bez sensu.
Miłość i Wdzięczność - najlepsza medytacja, modlitwa, ochrona. Patrz M. Emoto, woda.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 06 kwie 2011, 12:36 
W Irlandii juz tak jest.



Na górę
   
 
 
Post: 06 kwie 2011, 12:59 
nie wiem jak jest teraz w polskich szkolach, ale möj syn jest w pierwszej klasie szkoly w Niemczech i ja przezywam dramaty. :bangheadwall: Dzieci ucza sie pisac i liczyc same , kazde w swoim wlasnym tempie. Pani raz w tygodniu objasnie literke badz cyferke, Euro, plus minus itp. i maluchy biora sobie tzw. plany pracy i je sami rozwiazuja. Jak czegos nie zrozumieja maja sie zapytac kolegi/kolezanki, ktöra jest juz troche dalej. Szkola trwa od 7:30 do 16:00. I biedny dzieciak prawie NIC w niej nie robi, bo siedzac w grupach po 6 osöb jest na pewno wiecej ciekawych tematöw niz nauka pisania i czytania. Duzo rzeczy musimy w soboty i niedziele nadrabiac i mu tlumaczyc.
Czyli Edukacja 2000. :!:
Za moich czasöw wszyscy robilismy w miare wspölnie te same rzeczy. Nie bylo az takich röznic pomiedzy dobrymi i slabszymi uczniami. Mielismy zeszyty, möj syn ma skopiowane kartki. Owszem nie wszystko jest gorsze, ale ten samodzielny system nauczania uwazam za co najmniej dziwny.



Na górę
   
 
 
Post: 06 kwie 2011, 13:10 
Dlatego opisywalam, jak to jest w szkolach Waldorfskich (Waldorfschulen). Moim zdaniem sa swietna alternatywa do szkol publicznych (Öffentliche Schulen).
http://www.waldorfschule-koeln.de/unsere_schule/us_rundgang.php



Na górę
   
 
 
Post: 06 kwie 2011, 17:36 
wierze, ze Waldorfschule bylaby dobra i dla mojego dziecka...tylko niestety jest za droga. I w tym caly ambaras...
czyli wniosek taki, dobre i alternatywne rzeczy sa dla "Normalos" jak ja to nazywam zupelnie niedostepne.



Na górę
   
 
 
Post: 06 kwie 2011, 17:44 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 kwie 2010, 13:14
Posty: 229
Lokalizacja: Berlin / DE
Coraz większa fala sprzeciwu przeciw zbyt wczesnemu wysyłaniu dzieci pod opiekę obcych przetacza się przez Niemcy. Istnieją konkretne studia i konkretne badania na ten temat. Wyniki są porażające. Dzieci cierpią i toodciska piętno na ich psychice nawet lata całe. Ja sam z doświadczeń szkolnych moich dzieci mógłbym napisać książkę. Po prostu szlag mnie trafia jak tylko o tym myślę...

Jeśli Polska idzie w ślady Niemców to będzie bardzo ale to bardzo niekorzystne dla rodzin i dla maluchów.

La Mandragora i Freya
tutaj mam ciekawy artykuł dla Was> http://kopp-online.com/hintergruende/deutschland/eva-herman/seeleninfarkt-neue-studien-muessten-politiker-zum-umdenken-zwingen-doch-diese-ignorieren-weiter-a.html

... i zapraszam na demonstrację w Berlinie w sprawie "Bedingungsloses Grundeinkommen"teraz w piątek o 14, 8 kwietnia. Zrobimy trochę dymu w tej sprawie... Kölln czy Bremen to tylko parę godzin stąd :D

http://bge-lobby.de/


Ostatnio zmieniony 07 kwie 2011, 19:29 przez germanwatcher, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 06 kwie 2011, 18:11 
Cytuj:
Kaum jemand kann es sich heute noch leisten, daheim zu bleiben, das Geld reicht einfach nicht. Warum gebt Ihr den Müttern, die zuhause bleiben wollen, nicht einfach die Summe, die ein Kippenplatz kostet? Das wären monatlich zwischen 1.000 Euro und 2.000 Euro, je nach Region. http://kopp-online.com


pewnie to byloby wyjscie z sytuacji dal wiekszosci mam...albo przynajmniej dla tych, ktöre chca same wychowywac dzieci i jak najdluzej trzymac je z dala od tej propagandy.



Na górę
   
 
 
Post: 06 kwie 2011, 19:18 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 lut 2010, 23:29
Posty: 1789
Płeć: mężczyzna
Tu chodzi w tym wszystkim także o dostęp pedofilów do dzieci, słyszeliście o przedszkolu McMartin?Oczywiście przedszkole to nie szkoła ale w obu przypadkach przy dzieciach niema rodziców.
Dzieci z prestiżowego przedszkola Mcmartin twierdziły że pod przedszkolem są ukryte tunele przez które są zabierane i przenoszone w inne miejsce gdzie są molestowane i są świadkami krwawych rytuałów.
Po zgłoszeniu tego na policji siedem osób zostało aresztowanych a liczbę pokrzywdzonych dzieci liczono w setkach.
W sądzie zostało potwierdzone, że podczas ceremonii składano w ofierze zwierzęta, dokonywano mordów na niemowlętach i wypijano ich krew, a ciała grzebano lub palono.W ciągu sześciu miesięcy przeszło 360 przedszkolaków znalazło się na liście dzieci molestowanych seksualnie przez personel przedszkola McMartin. Po zapoznaniu się z badaniami medycznymi pracownicy socjalni uznali, że 120 dzieci nosiło na ciele oznaki wskazujące na molestowanie seksualne.W marcu 1984 roku pod adresem siedmiu osób wysunięto oskarżenie oparte na 208 potwierdzonych przypadkach dotyczących molestowania seksualnego 40 dzieci.sądzie zostało potwierdzone, że podczas ceremonii składano w ofierze zwierzęta, dokonywano mordów na niemowlętach i wypijano ich krew, a ciała grzebano lub palono. Dzieci utrzymywały, że :

- były ofiarami nauczycieli, którzy należeli do Kościoła Szatana,

- były wykorzystywane seksualnie przez Raya Buckeya który był przebrany za policjanta, strażaka, clowna lub Świętego Mikołaja,

- zostały zmuszone do udziału w filmach pornograficznych,

- były świadkami okaleczeń zwierząt i ich gwałcenia,

- były zmuszane do udziału w satanistycznych obrzędach, w tym rytualnych morderstwach niemowląt i picia ich krwi,

- podczas tych obrzędów obecne były zarówno gwiazdy filmowe, jak i muzyki pop, a także lokalni politycy.

Podczas rozpraw sądowych dzieci szczegółowo opisały umiejscowienie drzwi zapadowych w określonych salach. Mówiły też o dwóch ogromnych podziemnych pieczarach pod przedszkolem, gdzie miały miejsce najstraszniejsze praktyki rytualne.


Fragment artykułu o pedofilli i sataniźmie który mówi o tym co napisałem powyżej
Cytuj:
Sprawa przedszkola McMartin wydaje się kluczowa w tych rozważaniach, gdyż jak się miało okazać na podstawie przeprowadzonych ogólnokrajowych badań naukowych w 1988 roku przez Finkelhora, Williamsa i Burnsa, z pośród 1639 przypadków bezspornego molestowania seksualnego dzieci w przedszkolach, , aż 13 procent to były ofiary praktyk sekt satanistycznych. Kelly (1988; 1989; 1992a; 1992b; 1993) donosi o dalszych 35 ofiarach KNR w ośrodkach przedszkolnych, Waterman i kol. (1993) o 82 dzieciach traumatyzowanych w przedszkolu i żłobku przez te przestępcze sekty, Faller (1988; 1990) zebrała 81 dzieci ujawniających bezsporne kultowe nadużycia seksualne w jeszcze innym przedszkolu, a Mowbray (1993) z Departamentu Badań Psychiatrycznych stanu Michigan - 62 dzieci twierdzących, że były rytualnie nadużywane w ich przedszkolu plus 53 dzieci mówiących, że były tam świadkami dokonywania KNR na innych dzieciach. Badania Snow i Sorenson (1990) ujawniły 39 dzieci - ofiar satanistycznych nadużyć w pięciu sąsiadujących ze sobą rejonach stanu Utah, a Jonker i Jonker-Bakker (1991) o przynajmniej 48 ofiarach KNR z całej 98 osobowej grupy zbadanych dzieci. Jedynie ostatnie przytoczone dane stanowią wynik badań przeprowadzonych poza USA. [http://www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/38cgz.html]

W 1983 roku, bardzo dużo dzieci ujawniły swoim rodzicom i terapeutom, że były rytualnie wykorzystywane w prestiżowym przedszkolu McMartin w Manhattan Beach w Kalifornii. Seven people were arrest and charged with hundreds of counts of child sexual abuse, setting off the longest and most expensive trial in US History (7 years-$20,000). Siedem osób zostało oskarżonych i aresztowanych a liczbę seksualnie wykorzystywanych dzieci liczono w setkach. Linia obrony opierała się na tezie, że cala sprawa jest tylko i wyłącznie spiskiem terapeutów, którzy te "niedorzeczne" wspomnienia dzieciom wszczepili.

. Taka taktyka okazała się właściwa i wszystkich oskarżonych zwolniono. Jednakże wiele dzieci konsekwentnie opowiadało o tunelach pod przedszkolem, gdzie były prowadzone, wykorzystywane seksualnie, i gdzie były świadkiem przerażających wydarzeń, takich jak zabijanie zwierząt. Dzieci z twierdziły, że zabierano je do ukrytych tuneli i znęcano się nad nimi podczas ceremonii oddawania czci diabłu. Opisy satanistycznych orgii miały stać się najważniejszym dowodem przeciwko oskarżonym.

W sądzie zostało potwierdzone, że podczas ceremonii składano w ofierze zwierzęta, dokonywano mordów na niemowlętach i wypijano ich krew, a ciała grzebano lub palono. W ciągu sześciu miesięcy przeszło 360 przedszkolaków znalazło się na liście dzieci molestowanych seksualnie przez personel przedszkola McMartin. Po zapoznaniu się z badaniami medycznymi pracownicy socjalni uznali, że 120 dzieci nosiło na ciele oznaki wskazujące na molestowanie seksualne.

W marcu 1984 roku pod adresem siedmiu osób wysunięto oskarżenie oparte na 208 potwierdzonych przypadkach dotyczących molestowania seksualnego 40 dzieci. W sądzie zostało potwierdzone, że podczas ceremonii składano w ofierze zwierzęta, dokonywano mordów na niemowlętach i wypijano ich krew, a ciała grzebano lub palono. Dzieci utrzymywały, że :

- były ofiarami nauczycieli, którzy należeli do Kościoła Szatana,

- były wykorzystywane seksualnie przez Raya Buckey%u2019a który był przebrany za policjanta, strażaka, clowna lub Świętego Mikołaja,

- zostały zmuszone do udziału w filmach pornograficznych,

- były świadkami okaleczeń zwierząt i ich gwałcenia,

- były zmuszane do udziału w satanistycznych obrzędach, w tym rytualnych morderstwach niemowląt i picia ich krwi,

- podczas tych obrzędów obecne były zarówno gwiazdy filmowe, jak i muzyki pop, a także lokalni politycy.

Podczas rozpraw sądowych dzieci szczegółowo opisały umiejscowienie drzwi zapadowych w określonych salach. Mówiły też o dwóch ogromnych podziemnych pieczarach pod przedszkolem, gdzie miały miejsce najstraszniejsze praktyki rytualne. Sprawa ta wzbudziła takie namiętności w Manhattan Beach, że niektórzy ludzie zdecydowali wziąć sprawy w swoje ręce i dostarczyć niezbędnych dowodów winy. Istniały dwa oczywiste czynniki w tej kwestii, które jak przeczuwali - mogły zostać potwierdzone. Chodziło głównie o zeznania dotyczące tuneli i pomieszczeń znajdujących się pod przedszkolem oraz zakopywania zwłok niemowląt i zwierząt na terenie wokół budynku. Chcąc znaleźć drzwi zapadowe, tunele i pieczary rodzice zerwali podłogi i na chybił trafił kopali doły i rowy na dziedzińcu przedszkola. Pozornie nie znaleziono nic oprócz śmietnika z lat czterdziestych.

Historia tych poszukiwań jest bardzo długa i zaczęła się w marcu 1985r. kiedy to kilkunastu rodziców z użyciem koparki losowo dokonało licznych wykopów, które jednak niczego nie udowodniły. Teren przeszukano również za pomocą nie destrukcyjnej techniki prospekcji archeologicznej z użyciem konduktometru, ale te badania również nie przyniosły przekonujących dowodów. Tak naprawdę pierwszą okazja do prywatnych poszukiwań nadarzyła się w kwietniu 1990 r. gdy nieruchomość została sprzedana i rodzice dzieci uzyskali zezwolenie od nowego właściciela terenu , by go przeszukać pod kontem istniejących tuneli, gdyż po procesie przedszkole zostało zamknięte i zrównane z ziemią. Projekt tych badań został opracowany i prowadzone przez E. G. Stickela archeologa stojącego w pewnej opozycji do środowiska naukowego z uwagi na twierdzenia i odnalezienie dowodów na istnienie życia człowieka w Ameryce 40 tys. lat pne., podczas gdy większość środowiska utrzymuje, że pierwsi ludzie pojawili się dopiero 9 tys. lat temu. Koordynatorem projektu został Ted Gunderson, człowiek ,który wiele lat potem odkrył prawdę o wykorzystywaniu sieci satanistycznych grup do handlu narkotykami oraz pedofilii.

Aby zapewnić bezpieczeństwo i pomoc w lepszym określeniu charakteru podziemnych artefaktów, zatrudniono zawodowego górnika Geralda Hobbsa. Wyniki tej bezprecedensowej akcji okazały się nadspodziewane. Wykryto nie jeden a dwa kompleksy tuneli, które prawdopodobnie przed 1983 r. zasypano ziemią i starym gruzem, dla zmylenia ewentualnych badaczy, jednakże zawierały one, być może przez nieuwagę rzeczy które uwiarygodniły tą hipotezę. Pierwszy kompleks prowadził do innych budynków, natomiast drugi do nie wykrytego wcześniej "tajnego pokoju" o którym wspominały dzieci. Stwierdzono przy tym, że tunele wykonano po wybudowaniu budynku i w celu poprowadzenia ich pod wybrane wcześniej sale i pomieszczenia. Bardzo duża część zeznań dzieci dotycząca tuneli sprawdziła się, a mimo to, nie wznowiono procesu by ukarać sprawców. Natomiast wiele wysiłku włożono by ośmieszyć ofiary i ich rodziców, całą sprawę przypisać terapeutom "łowcom czarownic" oraz śledczym wymuszającym pożądane zeznania. Fundacja Syndromu Fałszywej Pamięci (FMSF), do dzisiaj twierdzi, że nie było żadnych tuneli, a cala sprawa była wynikiem wszczepiania wspomnień przez psychoterapeutów. Być może również czynniki ekonomiczne zaważyły niczym fatum nad sprawą, która okazała się najdroższą w dziejach amerykańskiego sądownictwa( ok.15 mln. dolarów) i jedną z najdłużej prowadzonych.

Ten przypadek i wiele innych pozwala wysnuć hipotezę, być może kontrowersyjną, że są w USA grupy wysoko postawionych wyznawców Szatana, którzy dla odprawianych przez siebie rytuałów, potrzebują małych dzieci i w tym celu podejmują się licznych przestępczych działań. Z pewnością ofiar szuka się najpierw we własnym gronie, następnie w szkołach i przedszkolach. Z tych rzeczy należy wyłączyć bezpośrednie porwania, gdyż wspomniane przypadki służą raczej wykorzystaniu seksualnemu na potrzeby kultu lub pedofilii, oraz poprzez szokową psychomanipulację, implementacji demonicznej. Być może szuka się wśród właścicieli i personelu przedszkoli właśnie pedofilów, którzy świadomie zatrudniają się w takich placówkach, a następnie metodą szantażu lub proponując korzyści finansowe, dokonuję się swoistej transakcji. Być może zorganizowane grupy posiadały własne "przedszkola"?. Bezsprzecznych faktów chyba nigdy nie poznamy, gdyż kult ten był i jest dość hermetyczny i próby odejścia lub zdrady karane są śmiercią. Wskutek satanistycznej "histerii" w latach 80- tych doszło do rozpadu i zaniku wielu działających grup lub do ich reorganizacji działania, polegającej na całkowitej konspiracji oraz rozwinięciem satanizmu wielopokoleniowego (być może samowystarczalnego jeżeli chodzi o ofiary). Sprawa przedszkola McMartin była pierwszą z wielu nagłośnionych spraw w Stanach Zjednoczonych, które przeważnie dotyczyły szkół i przedszkoli. W większości wypadków oskarżonych aresztowano, a następnie z braku dowodów zwolniono. Na terenie całych Stanów Zjednoczonych miały miejsce setki mniej głośnych przypadków, które paraliżowały opinie publiczną i media. To dzięki nim fenomen satanistycznych praktyk rytualnych stał się charakterystyczny dla Ameryki. Nie na długo jednak gdyż już pod koniec lat osiemdziesiątych zjawisko to przekroczyło swym zasięgiem zarówno Ocean Atlantycki, jak i Pacyfik; przeniknęło do Europy, Australii i na Daleki Wschód.


cały artykuł
http://nwomedia.pl/artykul,2376,RYTUALNE-MORDERSTWA-I-OFIARY-Z-DZIECI-CZASY-OBECNE-cz-V

A tu były szef FBI na Los Angeles potwierdza przypadek Mcmartin


http://www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/38cgz.html

Cytuj:
Zaprzeczanie kultowym nadużyciom rytualnym na dzieciach

W jaki sposób mamy rozumieć zjawisko kultowych nadużyć rytualnych z lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku? W całym zachodnim świecie coraz więcej terapeutów i innych osób, które pomagają zawodowo, styka się z pacjentami, w wieku od dwóch lat do schyłku życia, relacjonującymi zatrważające liczby doznanych nadużyć. Składa się na nie sadyzm seksualny, pornografia, tortury fizyczne oraz bardzo wyrafinowane manipulacje psychologiczne, co wszystko razem określamy mianem kultowych nadużyć rytualnych.

Gwałtownie narastające liczby świadectw wskazują, że problem kultowych nadużyć rytualnych jest znacząco szeroki i zawsze skrajnie głęboki jeśli chodzi o konsekwencje w życiu ofiar. Spośród 2709 członków Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego 2292 leczyło w swojej praktyce przypadki nadużyć rytualnych (Bottoms, Shaver, & Goodman, 1993). W samym tylko 1992 roku Ośrodki Pomocy Dzieciom odnotowały w Stanach Zjednoczonych 1741 takich zgłoszeń, Monarch Resources z Los Angeles przyjmuje ich, średni, 5000 rocznie, Real Active Survivors blisko 3600, Justus Unlimited z Kolorado prawie 7000, a Looking Around z Maine około 6000. Nawet jeśli uwzględnimy, że część tych zgłoszeń składały osoby niewykorzystane, lecz tylko towarzyszące ofiarom i że niektóre ofiary mogły kontaktować się kilkakrotnie z jednym lub wieloma ośrodkami, to i tak mamy liczbę przynajmniej dziesiątków tysięcy ludzi dotkniętych KNR w USA.

Przybywa też stale dowodów, że kultowe nadużycia rytualne są problemem wykorzystywania dzieci o znacznym zasięgu. Finkelhor, Williams i Burns przeprowadzili w 1988 roku ogólnokrajowe badania 1639 przypadków bezspornego molestowania seksualnego dzieci w przedszkolach i okazało się, że aż 13 procent to ofiary praktyk sekt satanistycznych. Kelly (1988; 1989; 1992a; 1992b; 1993) donosi o dalszych 35 ofiarach KNR w ośrodkach przedszkolnych, Waterman i kol. (1993) o 82 dzieciach traumatyzowanych w przedszkolu i żłobku przez te przestępcze sekty, Faller (1988; 1990) zebrała 81 dzieci ujawniających bezsporne kultowe nadużycia seksualne w jeszcze innym przedszkolu, a Mowbray (1993) z Departamentu Badań Psychiatrycznych stanu Michigan - 62 dzieci twierdzących, że były rytualnie nadużywane w ich przedszkolu plus 53 dzieci mówiących, że były tam świadkami dokonywania KNR na innych dzieciach. Badania Snow i Sorenson (1990) ujawniły 39 dzieci - ofiar satanistycznych nadużyć w pięciu sąsiadujących ze sobą rejonach stanu Utah, a Jonker i Jonker-Bakker (1991) o przynajmniej 48 ofiarach KNR z całej 98 osobowej grupy zbadanych dzieci. Jedynie ostatnie przytoczone dane stanowią wynik badań przeprowadzonych poza USA.

Statystyki te niestety niewiele mówią nam o rzeczywistej częstotliwości rytualnego wykorzystywania dzieci przez sekty. Dużo więcej mówią dane opracowane przez tych badaczy na temat skutków tych nadużyć u małych ofiar. W przeglądzie literatury sporządzonym przez Faller (1994), skąd czerpiemy te dane, większość wybranych badań odnosi się do grup porównawczych dzieci z historią „zwykłego” wykorzystywania seksualnego, bez doniesień o KNR. Wymowne jest, że w każdym przypadku porównanie symptomatologii dzieci - ofiar KNR z symptomatologią dzieci molestowanych w nierytualny sposób, wskazuje, że te pierwsze mają znacznie więcej potraumatycznych objawów.

Opracowanie Finkelhora i kol. (1988) ukazuje, że dzieci nadużywane w sposób rytualny przejawiają o wiele więcej i o wiele głębszych potraumatycznych objawów, niż inne wykorzystywane seksualnie dzieci. Także Kelly (1988; 1989; 1992a; 1992b; 1993) donosi, że według kwestionariusza dziecięcych zachowań Achenbacha (Child Behavior Checklist), ofiary KNR mają znacznie ostrzejszą symptomatologię niż inne molestowane seksualnie dzieci. Podobnie Waterman et al. (1993) odkrywa, że zarówno terapeuci jak i rodzice stwierdzają u ofiar KNR więcej symptomów behawioralnych według testu Achenbacha niż u dzieci wykorzystanych seksualnie w sposób nierytualny. Inne stosowane instrumenty badawcze mówią, że także po zakończeniu terapii dzieci z KNR funkcjonują gorzej, niż dzieci ze „zwykłym” wykorzystaniem seksualnym. Faller (1990) podaje, że te pierwsze bardziej cierpią z powodu zaburzeń snu, emocji i problemów behawioralnych, jak też różnych fobii i seksualnych zachowań odreagowujących (sexual acting out).

Duża część literatury na temat nadużyć skupia się na rozległych, ekstremalnych i podcinających siły skutkach wykorzystania seksualnego w dzieciństwie, które często utrzymują się przez całe życie. Wystarczą cztery, równie rzetelne metodologicznie jak te cytowane wyżej, opracowania porównawcze, które są dowodzą, że kultowe nadużycia rytualne na dzieciach powodują w nich jeszcze głębsze spustoszenia, aby dać społeczeństwu powód do poważnego zatrzymania się nad tą patologią. Dane naukowe potwierdzające grobowe konsekwencje KNR na dzieciach gromadzimy do chwili obecnej (1995 rok) już ponad pięć lat. Jednak mimo, że jesteśmy narodem przodującym na świecie pod względem doniesień o krzywdzeniu dzieci i komputerowo zestawiającym dane o popełnianych na nich nadużyciach seksualnych, fizycznych i emocjonalnych, wciąż nie mamy usystematyzowanych narzędzi zbierania danych na temat liczby dzieci - ofiar KNR! Moglibyśmy stosunkowo łatwo i przy minimalnych kosztach, otrzymać co roku statystyki liczbowe tych przypadków na terenie USA, gdybyśmy po prostu wyodrębnili jedną, dodatkową kategorię wykorzystania seksualnego - KNR - i opracowali odnośny formularz testowy do wypełniania przez osoby zbierające doniesienia o nadużyciach na dzieciach.

Chociaż mamy coraz więcej danych mówiących nie tylko o tym, że dzieci mówiące o doznaniu rytualnych nadużyć kultowych są ciężko dotknięte tymi doświadczeniami, ale że ich trauma jest ostrzejsza niż u dzieci wykorzystywanych seksualnie w nierytualny sposób, to wciąż trudno nam stworzyć przeciwwagę dla pozycji sceptyków twierdzących, że wspomnienia KNR nie są realne - że są jedynie rzutowanymi obrazami kazirodztwa, które, jako wyparte ze świadomości najgorsze z doświadczeń, odtwarza się nieraz w formie nieprawdopodobnie dziwacznych rytuałów? Tymczasem, gdyby dzieci po KNR były jedynie wykorzystane seksualnie, to ich symptomatologia nie byłaby tak wyraźnie poważniejsza od symptomatologii innych molestowanych dzieci.

W przypadku dzieci - ofiar wykorzystania rytualnego, o tym, co im zostało zrobione, świadczy nie tylko ich ogólna kondycja psychologiczna i ostrość objawów, ale także ich specyfika. Należy powiedzieć, że nie tylko mają one wyższe wyniki testów Achenbacha niż dzieci wykorzystywane seksualnie, ale przejawiają symptomy w oczywisty sposób związane bezpośrednio z doświadczeniami, jakie te dzieci opisują. Na przykład, ponieważ KNR zazwyczaj dokonywane są w sytuacji traumatyzującego zamknięcia czy uwięzienia, dzieci te często panicznie boją się wind, zamkniętych pomieszczeń i innych ciasnych przestrzeni. Ponieważ często też były smarowane ekskrementami i zmuszane do ich zjadania, mogą później powtarzać te czynności na sobie lub innych dzieciach lub przejawiać fobię łazienkową. Ponieważ wiele z tych ofiar musiało patrzeć na gwałcenie, torturowanie i zabijanie innych i było straszone śmiercią lub zabiciem ich najbliższych, dziecko takie, także gdy jest już dorosłe, często cierpi na silny lęk, że ktoś zostanie zabity - ono lub ktoś z jego rodziny. I tak dalej. (Szczegółową symptomatologię dzieci po KNR podaje Gould, 1992). Charakter i ostrość tych potraumatycznych objawów jest wymownym dowodem, że rytualne nadużycia sekt satanistycznych istnieją naprawdę, jak i cały horror, który przynoszą one swoim ofiarom.

Być może nikt z grona sceptyków nie zrobił więcej dla zaciemnienia problemu kultowych nadużyć rytualnych niż Kenneth Lanning z FBI, który od lat utrzymuje, że nie ma dla ich istnienia namacalnych dowodów (Lanning, 1991). Dociekliwa dziennikarka Civia Tamarkin zauważa, że przez dziesiątki lat FBI w podobny sposób utrzymywało, że mafia w Ameryce nie istnieje (1991). „Nie ma zwłok… Nie ma dorosłych świadków” - zwięźle i ironicznie podsumowuje Parenting Magazine w marcowym artykule:Satanizm zbiera swe żniwo” z 1994 roku. Tymczasem są, tylko że „eksperci” w rodzaju Lanninga nie zauważają ich świadectw, jak choćby 37 dorosłych wykorzystanych rytualnie przez sekty w dzieciństwie z opracowania naukowego Young i kol. (1991), czy 14 wykorzystanych rytualnie rodzin z badań przeprowadzonych przez Kelly (1992a); wszystkie te osoby mówią o grupowych gwałtach, składaniu ofiar z dzieci, wymuszanym kanibalizmie i tym podobnych horrorach przeżytych przez siebie i widzianych na własne oczy. Dlaczego?

Osobiście jestem świadoma liczb dorosłych ofiar ze wspomnieniami KNR. Odwrotnie do twierdzeń sceptyków, większość tych wspomnień aktywowała się bez hipnozy, bez podawania chemicznych substancji i poza terapią; w wielu wypadkach to właśnie te wspomnienia skłaniały tych ludzi do pójścia na terapię. Czynili oni potem zgodne, lecz najczęściej daremne wysiłki zainteresowania władz tymi przestępstwami. Zazwyczaj wysiłki te spotykały się z absolutną obojętnością i brakiem działań lokalnych biur FBI i prokuratur, od których to placówek należy oczekiwać czynności śledczych choćby w zakresie przerzucania ze stanu do stanu dzieci używanych do produkcji pedofilskiej pornografii, które często też są zarazem ofiarami kultowych nadużyć rytualnych.

Sceptycy w rodzaju Lanninga ignorują nie tylko naoczne świadectwa ofiar przestępczej aktywności sekt czczących szatana; nie zauważają też znacznej liczby przypadków, gdzie schwytani oprawcy przyznawali się do winy. Według zestawienia Bottoms i kol. (1991; 1993) 2292 przypadków kultowych nadużyć rytualnych, gdy chodziło o dzieci, oprawcy w 30 procentach przyznawali się do wykorzystania więcej niż jednej ofiary, a w 15 procentach, gdy chodziło o osoby dorosłe. W przypadku opracowanym przez Snow i Sorensen (1990), dwóch nieletnich oprawców przyznało się do postawionych im zarzutów. Oba te zestawy danych wymagają dalszej analizy dla określenia, o jakie konkretnie akty rytualnych nadużyć chodzi i o jaką liczbę ich wykonawców.

Pod uwagę powinny być także brane te potwierdzenia i naoczne świadectwa dzieci, w których terapeuci i przesłuchujący mogą udowodnić, że nie wpłynęli na ujawniane treści. W przypadku zbadanym przez Jonker i Jonker-Bakker (1991c), dzieci z różnych szkół i różnych miejsc zamieszkania podawały te same rysopisy oprawców, tak samo wyglądające miejsca i tak samo przebiegające nadużycia, co potwierdzało prawdomówność zeznań. Podobnie zgadzały się też podawane przez dzieci opisy tunelów pod przedszkolem McMartin, w których były wykorzystywane rytualnie przez personel, i choć sąd nie dał tym zeznaniom wiary, znalazły one fizyczne potwierdzenie po odkopaniu zasypanych podziemi przez wynajętą przez rodziców grupę zawodowych archeologów (Summit, 1994).

Nawet, jeśli nie wystarcza znaczna liczba dobrze prowadzonych badań naukowych dokumentujących dramatyczny wpływ, jaki kultowe nadużycia rytualne dzieci wywierają na całe ich życie, jeśli nie wystarczają naoczne świadectwa zarówno małych, jak i dorosłych ofiar, i jeśli nie wystarcza wiele różnych potwierdzeń prawdomówności ofiar ani przyznawanie się samych oprawców do popełniania tych sadystycznych przestępstw, to przecież liczba procesów kończonych wyrokami skazującymi opartymi na niepodważalnych dowodach powinna położyć kres dywagacjom, czy te nadużycia istnieją. Tymczasem przynajmniej od kilku lat jest jakby w modzie minimalizowanie przez media, a nawet ukrywanie danych, które niezbicie wskazują na istnienie tych kultowych przestępstw. Powątpiewanie i wyciszanie prawdy ma miejsce nawet wtedy, gdy zapadają kryminalne wyroki. Na przykład, Parenting Magazine (Ruben 1994) stara się przekonać opinię publiczną, że „dużo więcej spraw (o kultowe nadużycia rytualne) kończy się uniewinnieniem niż skazaniem.”

W rzeczywistości 58 procent przypadków (Finkelhor 1988), które trafiały do prokuratury, prowadziło do skazania przestępców. Natomiast Kelly (1992b) otrzymuje w swym zestawieniu liczbę 80 procent wyroków skazujących w przypadkach spraw o KNR i wykorzystanie seksualne łącznie. Ponieważ między tymi dwoma grupami przestępstw nie zanotowano różnic jeśli chodzi o odsetek skazywania oprawców, możemy przyjąć, że owe 80% dotyczy też KNR. Wreszcie mamy - najbardziej znaczące, gdyż oparte na tysiącach zbadanych wypadków - zestawienie Bottoms i kol (1991; 1993). Wynika z niego, że wyroki skazujące zapadały w 11 procentach znanych przypadków KNR na dzieciach. Wszystkie te dane będą wymagały dalszych analiz dla dokładnego określenia, które przypadki KNR same w sobie były rozpatrywane przez sądy i w których oprawcy zostali skazani.

Ponieważ kultowe nadużycia rytualne w coraz większej liczbie pukają w USA do sal sądowych i coraz częściej kończą się skazaniem, kolejne stany, jeden po drugim, uchwalają paragrafy prawne jakby wyłącznie pod kątem KNR. We wrześniu 1995 Kalifornia stała się szóstym stanem, który przyjął prawo przeciwko określonym aktom kultowych nadużyć rytualnych.

Skoro mamy znaczne liczby sprawców kultowych nadużyć rytualnych, którzy zostali sądownie skazani i skoro rośnie liczba stanów, które wprowadziły paragrafy prawne przeciwko tego rodzaju kryminalnym przestępstwom, skoro mamy kliniczne dane od tysięcy terapeutów w USA i na świecie, skoro mamy takie fizyczne dowody, jak odkopany przez archeologów tunel pod przedszkolem McMartin, w którym dzieci były torturowane i gwałcone i którego istnienie i wygląd potwierdza ich zeznania, to dlaczego nie możemy dojść do konsensusu, że istnieją kultowe nadużycia rytualne jak i zorganizowane grupy przestępcze, które ich dokonują, i że stanowią poważny problem dla nas jako narodu - i dla świata - i że musimy się tą patologią zająć? Jak to się dzieje, że doniesienia w mediach na temat kultowych nadużyć rytualnych są zazwyczaj naszpikowane taką dawką powątpiewania i zaciemniania prawdy, że opinia publiczna generalnie uważa je za „urbanistyczny mit” czy „zbiorową histerię,” a w dodatku sceptycy, którzy rozpowszechniają te opinie, robią wielkie kariery?

Uważam, że w tym narodowym “tańcu” zaprzeczania i wprowadzania w błąd działają dwa główne czynniki: pierwszy natury ekonomicznej, a drugi - socjokulturowej. Ekonomiczny powód zaprzeczania i minimalizowania kultowych nadużyć rytualnych jest w pewnym sensie oczywisty. Ludzie, którzy je przetrwali, zwłaszcza jeśli w zdrowieniu przebili się przez przerażające wspomnienia grupowych gwałtów na dzieciach, tortur i krwawych ofiar, zazwyczaj pod tymi traumatycznymi wspomnieniami odkrywają jeszcze jedną, wcześniej odszczepioną, wiedzę: że przynosiły satanistycznej, oprawczej grupie wymierny i oczywisty dochód. Na przykład, zwłaszcza kobiety, często uświadamiają sobie, że nieraz od najmłodszych lat były sprzedawane jak prostytutki różnym pedofilom i dewiantom, oczywiście nie mając udziału w tych dochodach. W ramach wytworzonej przez sektę osobowości wielorakiej (zwanej według najnowszej nomenklatury dysocjacyjnym zaburzeniem osobowości), na jakie cierpią niemal wszystkie ofiary KNR, ich rdzenna osobowość nie wie nic o tego rodzaju przymusowej pracy na rzecz oprawczej grupy. Innymi słowy, rdzenna osobowość ofiary nie zastanawia się nad tym, dlaczego nie dostaje pieniędzy za swoją prostytucję, gdyż nie ma pojęcia, że ona, a ściślej jedno z jej alter-ego, zmuszane jest do niewolniczej pracy. Jednak jej pracująca jako prostytutka osobowość alternatywna zastanawia się nad tym, gdyż do takiego funkcjonowania została zaprogramowana jeszcze we wczesnym dzieciństwie, za pomocą ekstremalnych tortur i nie zna innego sposobu życia. (Szczegółowe opisy metod, jakimi te przestępcze organizacje kultowe rozmyślnie wytwarzają w swoich ofiarach osobowość wieloraką, aby móc czerpać z nich dalsze korzyści, podają Neswald, 1991, i Gould & Cozolino, 1992).

Leczone przeze mnie przypadki kultowych nadużyć rytualnych, jak i te, które konsultowałam, wskazują, że ofiary tych oprawczych grup pracowały dla nich także w charakterze księgowych, pralni brudnych pieniędzy, kurierów i handlarzy narkotyków, obiektów do zdjęć i filmów pornograficznych, kultowych programistów torturujących dzieci, programistów komputerowych, specjalistów od inwestowania, doradców prawnych, a nawet agentów rządowych - funkcjonując w tych okresach jako osobowości alternatywne, poza świadomością swojej osobowości rdzennej. Bardzo rzadko trafiałam na przypadki, gdy kult oprawczy płacił służącym (nieświadomie) ofiarom za przyczynianie się do jego pomyślności ekonomicznej. Najczęściej, gdy ofiara dociera do wspomnień pogrzebanych pod niezliczonymi warstwami traumy tortur, musi ona nie tylko uporać się ze wstrząsającym odkryciem, że od urodzenia żyła w nieopisanym bólu i horrorze poza swoją świadomością główną, ale że także była dosłownie niewolnikiem oprawczej grupy, gdyż jej zajęcia w życiu dyktowane były przez innych, poza jej wolna wolą i bez ekwiwalentu pieniężnego lub ze znikomym. W rezultacie ofiara, która przyniosła oprawczemu kultowi nieraz miliony dolarów zysku, trafia na terapię bez grosza przy duszy i jest leczona za symboliczne datki.

Kiedy uświadomimy sobie, że kultowe nadużycia rytualne dokonywane są zazwyczaj przez siatki wysoko zorganizowanej przestępczości, ukryte pobudki tych grup stają się jasne. Chociaż te zbrodnie bezsprzecznie są integralną częścią różnych odmian satanizmu, najprawdopodobniej głębszym motywem jest w większości wyprodukowanie osób funkcjonujących potem jako darmowa, niewolnicza siła robocza. Ponieważ rdzenna osobowość ofiar KNR wykazuje pełną amnezję zajęć wykonywanych dla sekty, osoby te nie stanowią liczącego się zagrożenia dla swoich kontrolerów. Bez intensywnej pomocy terapeutycznej pozostają one nieświadome swojej pracy na ich rzecz, a więc niezdolne do rozważenia decyzji o porzuceniu tych zajęć. Nie są też zdolne zgłosić władzom przestępczej działalności swoich przełożonych, gdyż nie mają świadomego dostępu, lub tylko znikomy, do informacji, czym oni naprawdę się parają.

Grupy te mają więc znaczne ekonomiczne pobudki do produkowania sobie bezpłatnych niewolników. Powstaje pytanie, jak wielkie kwoty pieniędzy gromadzą w ten sposób i czy wystarczają one na to, by wpływać na naszą kulturę i społeczeństwo na poziomie, powiedzmy, kreowania opinii publicznej przez media? Pytanie to należy oczywiście do kręgu niejasnego sporu ekonomicznego i może wyjaśnić, dlaczego kultowe nadużycia rytualne są tak powszechne, jak są, zarówno w rodzinach jak żłobkach i przedszkolach, i dlaczego jako społeczeństwo jesteśmy tak opieszali w uznaniu i reakcjach na powagę tego problemu. Z definicji trudno jest ustalić, kto należy do tego rodzaju kultów, gdyż konspiracja jest pełna, członkostwo ściśle tajne, a poza tym wielu uczestników wykazuje amnezję tej swojej działalności. Dlatego trudno jest ocenić stopień, w jakim członkowie tych sekt wpływają na środki masowego przekazu jeśli chodzi i dane na temat KNR, ofiar, leczenia i terapii oraz terapeutów, wykolejanie badań naukowych nad zjawiskiem wiktymizacji i pamięci ofiar, stopowanie śledztw przez naciski prawne, odsyłanie dzieci donoszących o międzyrodzinnych nadużyciach kultowych z powrotem do oprawczych rodziców, czy opłacania urzędników z krajowego wydziału prawa i ścigania przestępczości, by wygłaszali publiczne stwierdzenia o braku dowodów na istnienie KNR i oprawczych grup satanistycznych.

Bez wątpienia, trzeba będzie poważnych, dobrze skoordynowanych wysiłków lokalnych i krajowych organów ścigania, by zebrać dane potrzebne do ustalenia, jak głęboko w tkankę społeczną wrosły te kryminalne kultowe grupy. Równocześnie musimy jako społeczeństwo ocenić, jaka jest naprawdę głębokość i skuteczność naszego zaangażowania w ochronę dzieci. Mimo energicznych prób zmiany, mająca siedzibę w Los Angeles organizacja „Matki Przeciw Nadużyciom Seksualnym” (Mothers Against Sexual Abuse - MASA), wciąż ujawnia przypadki wskazujące, że sędziowie chętniej przyznają prawo opieki ojcu nawet wtedy, gdy dziecko skarży się na nadużycia z jego strony potwierdzone przez wywiad psychologiczny czy medyczny. Sama zetknęłam się z dziesiątkami przypadków w całych Stanach Zjednoczonych, kiedy dzieci ujawniały poważne krzywdy doznawane w przedszkolu wskutek nadużyć kultowych, ale śledztwo było właściwie prowadzone, rodzice innych dzieci z placówki nigdy nie byli pytani, placówki nie zamykano i nikomu z personelu nie postawiono zarzutów. Takie organizacje jak „Wierz Dzieciom z Chicago” (Believe The Children of Chicago) mają świadomość, że takich przypadków są grube setki.

Zarówno w przypadku pozarodzinnych, jak i międzyrodzinnych nadużyć kultowych zachodzi prawidłowość, że im poważniejsze i bardziej zrytualizowane jest wykorzystywanie, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że dzieci otrzymają ochronę, a sprawcy zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Ma to oczywiście podłoże wyłącznie w uprzedzeniach kulturowych, a nie w najlepszym interesie dziecka, ponieważ badania nie pozostawiają złudzeń na temat skrajnie wyniszczającego wpływu KNR na ofiary.

Według mnie, my jako Amerykanie zaprzeczamy prawdzie o rozległości i poważnych skutkach KNR, zwłaszcza dokonywanych na dzieciach, częściowo także dlatego, że zaraża ona naszemu wizerunkowi na świecie. Myślenie sceptyka często wygląda tak: „Ukryte, zorganizowane gwałty i tortury na dzieciach, by kontrolować potem ich umysły nie mogą się u nas zdarzać. Może występują w krajach trzeciego świata, które nie mają wolności, jaką nam gwarantuje demokratyczna forma rządzenia. Faszystowskie torturujące grupy złożone z obywateli Stanów Zjednoczonych nie mogą istnieć, gdyż ten rodzaj terroryzmu jest wymierzony w nasz rząd, a nie przez nasz rząd. A już szczególnie torturowanie dzieci mijałoby się z celem. Dzieci nie głosują w wyborach i nie tworzą partii politycznych, więc ekstremistyczne grupy nie mają interesu, by zmuszać je do socjopolitycznej uległości.”

Takie rozumowanie pomija pewien najistotniejszy fakt. Kontrola umysłu, generowana w dzieciach poprzez sadystyczne, ciężkie gwałty i tortury - które to programowanie jest esencją satanistycznych praktyk - a następnie wzmacniana i utrwalana z wiekiem aż do czasu, gdy ofiary wchodzą w okres dojrzewania i dorosłość, taka kontrola ich umysłu przynosi tym grupom cenne korzyści. Pomija fakt, że wykorzystanie może mieć podłoże polityczne lub nie mieć, ale zawsze ma podłoże ekonomiczne. Aby ogarnąć to w pełni na poziomie kulturowym, opinia publiczna musi uporać się z niezrozumieniem ludzkiej natury, którą ledwo co ogarnia środowisko psychiatryczne - to znaczy musi zrozumieć, że normalną reakcją na poważną traumę jest dysocjacja od tych doświadczeń i ich amnezja, że tymi reakcjami mogą manipulować różni socjopaci i zaprogramowani sataniści, i że grupy te mają wielki interes w produkowaniu podległych sobie jednostek, niepamiętających świadomie ani swojej traumatycznej historii, ani swoich zachowań w świecie nadużyć i przestępstw, do jakich ich osobowości alternatywne zostały wdrożone.

Dopóki personel biur śledczych, sądownictwa, ludzie kształtujący opinię publiczną, system ochrony dzieci i osoby zaangażowane w profilaktykę antyprzemocową i ulepszanie społeczeństwa, nie pojmą tego nowego paradygmatu, dopóty kultowe nadużycia rytualne nadal będą minimalizowane zarówno pod względem ich liczby i ich wpływu, jak też ich podstępnego rozprzestrzeniania się w tych osłaniających warunkach. Zmiana paradygmatu jaka musi nastąpić, aby powstał naprawdę skuteczny system leczenia ofiar KNR i aby opanować te ekstremalne formy sadyzmu i brutalności naszej kultury, będzie bardzo trudna do przeprowadzenia. (Przegląd wytycznych leczenia dzieci-ofiar KNR podają Gould i Graham-Costain 1994a; 1994b). Zmiana ta podważa bowiem nie tylko przekonania większości Amerykanów na temat nieistnienia i niemożliwości istnienia zbrodni na wielką skalę w USA, ale także nasze poczucie, że działamy z własnej niezależnej woli i że wolność myślenia i działania jest czymś nienaruszalnym.

Osiągnięcie jasnej świadomości tego, jak bardzo wolna wola podatna jest na całkowite pogwałcenie i manipulację kiedy różni socjopaci i członkowie sekt zajmujących się programowaniem ofiar mają do nich dostęp, wymaga od nas niewyobrażalnie wielkich wysiłków na rzecz ochrony dobra dzieci i niewyobrażalnie silnego przekonania o tej konieczności. Tak samo wielka będzie cena przełożenia tej świadomości na działania praktyczne, jednakże cena dalszego ignorowania i minimalizowania kultowych nadużyć rytualnych na naszych dzieciach okazuje się absolutnie nie do przyjęcia.

Catherine Gould, Ph.D., licencjonowana psycholożka i psychoterapeutka, specjalizuje się w diagnozowaniu i osób dorosłych i dzieci, które przeżyły kultowe nadużycia rytualne.


http://www.koniecmilczenia.ngo.org.pl/art/38cgz.html

_________________
Obrazek

http://www.prisonplanet.pl/



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 06 kwie 2011, 19:31 
Freya pisze:
wierze, ze Waldorfschule bylaby dobra i dla mojego dziecka...tylko niestety jest za droga. I w tym caly ambaras...
czyli wniosek taki, dobre i alternatywne rzeczy sa dla "Normalos" jak ja to nazywam zupelnie niedostepne.


Czesne Waldorfskich jest naliczane stosownie do dochodow (procentowo). Masz mniej - placisz mniej, nadrabiaja to ci, ktorzy maja wiecej. Jest to szkola dla wszystkich dzieci, bez wzgledu na stan majatkowy, religie, kulture, kolor skory czy cokolwiek innego. To nie szkola dla bogaczy, to szkola dla rodzicow nie pozostawiajacych wychowanie dzieci przypadkowi i chetnie angazujaca swoj drogocenny czas w ksztaltowanie ich osobowosci.

Ale to tylko z mojej perspektywy. Nie kazdemu musi ten styl nauczania odpowiadac. :bużki:



Na górę
   
 
 
Post: 06 kwie 2011, 19:35 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 cze 2010, 9:50
Posty: 519
Płeć: mężczyzna
dopelnienie do postu ENKII

Cytuj:
Oskarżenia o mord rytualny
Przez wiele wieków o popełnianie mordów rytualnych na chrześcijanach bezpodstawnie oskarżani byli w Europie wyznawcy judaizmu, co często stawało się pretekstem do dokonywania pogromów i wypędzeń Żydów. Żydzi zabijać mieli chrześcijan (najchętniej dzieci), gdyż ich krew miała być niezbędnym składnikiem macy spożywanej przez nich w czasie święta Paschy. Pierwsze w nowożytnej Europie udokumentowane oskarżenie Żydów o mord rytualny miało miejsce w 1144 w Norwich. Zamordowany czeladnik został przez lokalnego biskupa[2] ogłoszony świętym jako św. William, lecz kult tego świętego pozostał lokalny i po pewnym czasie wygasł[3].

W Polsce w 1576 wnoszenia bezpodstawnych oskarżeń o mord rytualny zakazał pod karą śmierci król Stefan Batory[4].

Marcin Zaremba[5], podobnie jak inni badacze[6], uważa, że powojenne pogromy, np. pogrom kielecki, były spowodowane m.in. wiarą w mord rytualny.

W katedrze w Sandomierzu znajduje się obraz autorstwa Karola de Prevot z XVIII wieku przedstawiający mord rytualny dokonywany przez Żydów. Obraz ten jest jednak niedostępny dla zwiedzających i zasłonięty paździerzowymi płytami z powodu sprzeciwu jaki budził on w społeczności żydowskiej i pośród chrześcijan zaangażowanych w dialog międzyreligijny[7]. :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Zanim chrześcijanie zaczęli oskarżać Żydów o mordy rytualne, sami byli o nie oskarżani. Podobnie jak w przypadku Żydów plotki o mordach rytualnych których dopuszczali się chrześcijanie były bezpodstawne. Minucjusz Felix (Oktawius, 9, 2-7) wspomina, że poganie oskarżają chrześcijan o rozwiązłość seksualną, czy mordowanie dzieci:


http://pl.wikipedia.org/wiki/Mord_rytualny

_________________
Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie!(Mt10:16)
A gdy widział (Jan Chrzciciel), że przychodzi do chrztu wielu spośród faryzeuszów i saduceuszów, mówił im: Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? (Mt3:7)
Więc się ich nie bójcie! Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. (Mt10:26)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 06 kwie 2011, 21:08 
thozo pisze:
Ciekawe kiedy 4-latki pójdą do szkoły?

to już było ćwiczone . W NRD dzieci chyba 4 letnie były w 6 dniowych przedszkolach - rodzice dostawali je na weekend
Małowiedzący napisał :
Cytuj:
Mam dwóch kolegów którzy są ojcami sześciolatków. Jeden stanowczo mówi, że nie pozwoli na to by poszło szybciej do szkoły, dlatego, że kojarzy ten fakt z szybszym podjęciem pracy a więc dłuższym tyraniem dla systemu.
. Kurcze , sprzeczność kompletna . Dziwny ojciec . Szybkie podjęcie pracy to BARDZO DOBRA RZECZ , a to gdzie będzie pracował to już całkiem inna-może być dostawcą w Pizzerii , no ale ten tatuś woli żeby dziecię wyrosło na nieroba nie nauczonego odpowiedzialności (późne podjęcie pracy ) - niech lepiej łazi na dyskoteki i podrywa puste panienki- tak nie zasili systemu ? To spojrzenie to jakaś schizofrenia - dwójmyślenie .



Na górę
   
 
 
Post: 07 kwie 2011, 11:37 
jasio999-1974 pisze:
Kurcze , sprzeczność kompletna . Dziwny ojciec . Szybkie podjęcie pracy to BARDZO DOBRA RZECZ , a to gdzie będzie pracował to już całkiem inna-może być dostawcą w Pizzerii , no ale ten tatuś woli żeby dziecię wyrosło na nieroba nie nauczonego odpowiedzialności (późne podjęcie pracy ) - niech lepiej łazi na dyskoteki i podrywa puste panienki- tak nie zasili systemu ? To spojrzenie to jakaś schizofrenia - dwójmyślenie .

Dla kogo to jest dobra rzecz???? dla tych zolnierzy, ktörzy z pieniedzy podatniköw strzelaja w Afganistanie do kobiet i dzieci???????czy moze dla tych wysoko postawionych, ktörzy dobrze sobie zyja, bo inni na nich zarabiaja???
I czy odpowiedzialnosci uczy sie przez pozne podjecie pracy???? Nie, sorry, ale cos tu sie nie zgadza...



Na górę
   
 
 
Post: 07 kwie 2011, 12:05 
germanwatcher pisze:



Cytuj:
Es mutet wie ein Albtraum an: Da gibt es auf der ganzen Welt eine wachsende Zahl renommierter Forscher, die klar und deutlich dringend davor warnen, kleine Kinder zu früh in die Fremdbetreuung zu geben. Denn die Seele eines jeden Menschen leidet unter zu früher Fremdbetreuung. Doch die Politiker der Europäischen Union sowie explizit Deutschlands weigern sich beharrlich, diesen Experten auch nur ein einziges Mal Gehör zu schenken.

Eva Hermann jest ogolnie dosc kontrowersyjna w DE postacia, ale do mnie przemawia to, co mowi czy pisze. Nie jest to popularne, ale coz... w takim swiecie, jak teraz byloby dziwne, gdyby stalo sie to nagle oklaskiwane.

germanwatcher pisze:
... i zapraszam na demonstrację w Berlinie w sprawie "Bedingungsloses Grundeinkommen"teraz w piątek o 14, 8 marca. Zrobimy trochę dymu w tej sprawie... Kölln czy Bremen to tylko parę godzin stąd :D

http://bge-lobby.de/

Fakt... ale to chodzi o marzec czy kwiecien? Jezeli kwiecien to jutro.




Freya pisze:
Cytuj:
Kaum jemand kann es sich heute noch leisten, daheim zu bleiben, das Geld reicht einfach nicht. Warum gebt Ihr den Müttern, die zuhause bleiben wollen, nicht einfach die Summe, die ein Kippenplatz kostet? Das wären monatlich zwischen 1.000 Euro und 2.000 Euro, je nach Region. http://kopp-online.com


pewnie to byloby wyjscie z sytuacji dal wiekszosci mam...albo przynajmniej dla tych, ktöre chca same wychowywac dzieci i jak najdluzej trzymac je z dala od tej propagandy.



Pewnie tak... tylko, ze kto by na tym zarobil? NIKT... i o to wlasnie chodzi.



Na górę
   
 
 
Post: 07 kwie 2011, 19:36 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 kwie 2009, 15:11
Posty: 436
Lokalizacja: Bliżej nieokreślona
Płeć: mężczyzna
Tak. Nie róbmy dzieciom krzywdy. Proponuję zamknąć wszystkie szkoły, zlikwidować system. Zacznijmy od nowa budować wszystko, nadajmy temu ludzką twarz, a nie tylko, tak jak teraz, tą zdehumanizowaną.

_________________
Jestem tylko zbuntowanym trybikiem wielkiej machiny. Programiści już próbują mnie naprawić , ale ja czynię uniki niczym wytrawny bokser tańczący w ringu.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 kwie 2011, 19:37 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 kwie 2010, 13:14
Posty: 229
Lokalizacja: Berlin / DE
germanwatcher pisze:
... i zapraszam na demonstrację w Berlinie w sprawie "Bedingungsloses Grundeinkommen"teraz w piątek o 14, 8 marca. Zrobimy trochę dymu w tej sprawie... Kölln czy Bremen to tylko parę godzin stąd :D

http://bge-lobby.de/


Oczywiście chodzi o kwiecień. 8 kwietnia, piątek godz. 14, Brandenburger Tor (Brama Brandenburska). Sorry.

Co do Hermann to kontrowersyjna czy nie, mozna chyba zapomniec jej niesławną przeszłość w państwowej telewizji. Jednak to czym sie zajmuje teraz w BRD GmbH - chwała jej za to. Poza tym przed kamerą dalej jest profesjonalistką.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 kwie 2011, 20:11 
germanwatcher pisze:
Oczywiście chodzi o kwiecień. 8 kwietnia, piątek godz. 14, Brandenburger Tor (Brama Brandenburska). Sorry.

Dzieki za info.

germanwatcher pisze:
Co do Hermann to kontrowersyjna czy nie, mozna chyba zapomniec jej niesławną przeszłość w państwowej telewizji. Jednak to czym sie zajmuje teraz w BRD GmbH - chwała jej za to. Poza tym przed kamerą dalej jest profesjonalistką.

Absolutnie sie z Toba zgadzam. O tym, ze Hermann jest kontrowersyjna napisalam ogolnie. Ja odbieram ja jaka bardzo pozytywna osobowosc.



Na górę
   
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 19 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group