Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 20 sty 2021, 21:18

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 8 ] 
Autor Wiadomość
Post: 30 lip 2011, 10:39 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 lut 2010, 23:29
Posty: 1780
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Aby odwiedzić sieć nieznanego pochodzenia tuneli, nie trzeba wcale wybierać się w Andy czy inne miejsca, gdzie kwitła starożytna kultura. Na obszarze od Hiszpanii po Węgry natknąć się można na tajemnicze podziemne korytarze o nieznanym przeznaczeniu, zwane w Niemczech „erdstallami”. Największa ich koncentracja przypada na Bawarię, choć pojawiają się także we Francji i Szkocji. Niektórzy badacze twierdza, że pochodzą one z neolitu. Do dziś tajemnicą pozostaje to, dlaczego ich istnienie owiane było taką tajemnicą i czemu ich twórcy nie pozostawili po sobie ani śladu…

Beate Greithanner, właścicielka gospodarstwa mlecznego, wchodzi na porośnięte trawą zbocze Doblbergu w Bawarii i pokazuje na dziurę w ziemi: – Tu pasła się krowa i nagle wpadła – mówi. Pod nieszczęsnym zwierzęciem rozstąpiła się ziemia.

Dzień po utworzeniu się krateru, Rudi Greithanner, mąż Beate, postanowił zbadać otwór. Wpatrując się w ciemność czeluści zastanawiał się, czy mogła ona służyć za schron lub miejsce ukrycia skarbów. Kiedy wpełzł do środka okazało się, że to tunel, który stopniowo zagłębiał się w ziemię, tworzy meandry niczym jelita wielkiego prehistorycznego gada. W pewnej chwili rolnik był już tak daleko, ze nie słyszał, co dzieje się na górze. Spanikował, kiedy zaczęło brakować mu powietrza i szybko skończył swoją przygodę z eksploracją tunelu.

Greithannerowie, którzy mieszkają w miasteczku Glonn niedaleko Monachium są „właścicielami” tajemniczego podziemnego labiryntu, jakie w krajach niemieckojęzycznych zwie się „Erdstall”. Biegnie on pod ich posesją, mierzy co najmniej 25 m. długości i według specjalistów pochodzi ze średniowiecza. Nie wszyscy się jednak z tym zgadzają uważając, że erdstalle, które według legend stanowić mają mieszkanie mitycznych istot, są znacznie starsze.

Uczeni, którzy pojawili się na posesji Greithannerów pod koniec czerwca 2011 r. chcieli rozwiązać (przynajmniej częściowo) zagadkę labiryntu. Trzej członkowie tzw. Grupy Roboczej ds. Badań Erdstalli odstawili grubą betonową płytę zakrywającą wejście i weszli do środka.

Kierujący nimi Dieter Ahlborn przecisnął się przez korytarz mierzący jedynie 70 cm wysokości. Jego towarzysz, Andreas Mittermüller, musiał wyjść na zewnątrz kiedy poczuł się źle z powodu braku tlenu. Ahlborn szedł dalej, aż światło jego lampy ujawniło obecność rozkładającego się kawałka drewna. Badacz podniósł go ostrożnie wiedząc, że może być to poważna wskazówka w spekulacjach na temat wieku struktury. W międzyczasie ekipa z Krajowego Biura ds. Ochrony Zabytków z Monachium oznaczyła trasę tunelu kolorową taśmą, a następnie użyła do jego zbadania georadaru.

Prace badawcze w tym niezwykłym zabytku z dalekiej przeszłości trwają. Co ciekawe, podobne podziemne labirynty znajdowane są na obszarze od Hiszpanii po Węgry i nikt nie wie, dlaczego powstały. W samej Bawarii znaleziono co najmniej 700 podziemnych komnat, zaś w Austrii ok. 500. Mają one przeróżne lokalne nazwy takie jak „Schrazelloch” („Skrzacia dziura”) czy „Alraunenhöhle” („Grota mandragory”). Według legend, miały zbudować je i zamieszkiwać mityczne stworzenia. Inni wskazują, że korytarze stanowiły rozległy system ewakuacyjny z zamków i twierdz . [W Polsce legendy a nawet relacje o znajdowaniu podobnych tuneli są również dobrze znane, jednakże dowodów na ich istnienie do tej pory brak. Dla przykładu, opowieści o sieciach tuneli znane są dobrze mieszkańcom Jury Krakowsko-Częstochowskiej, a jeden z przykładowych podziemnych korytarzy miał ciągnąć się od zamku w Olsztynie do Jasnej Góry - przyp.tłum.]

W rzeczywistości tunele te mierzą często od 20 do 50 m. Większe z nich pozwalają, aby zmieścił się w nich wyprostowany człowiek, jednak aby przebyć inne, badacze musieli poruszać się kucając. Najmniejsze tunele mierzą zaledwie 40 cm średnicy.

Bawaria jest dosłownie „pocięta” siecią podobnych podziemnych tuneli i nikt nie wie, dlaczego tak się dzieje. Wiele z nich jest połączonych z miejscami dawnych osad. Niekiedy wejścia do tuneli znajdują się w starych domach, w pobliżu kościołów, ale i pośrodku lasu. Atmosfera w ich środku jest duszna i klaustrofobiczna, przez co bardziej przypominają one zwierzęce nory.

WĄSKI KORYTARZ – DUŻY PROBLEM

Jeśli ktoś ma ochotę na zwiedzanie tuneli, Vinzenz Wösner –właściciel zajazdu, oferuje wycieczkę „na czworaka” do tunelu w Münzkirchen w północnej Austrii. Podróż zaczyna się w bufecie, po czym schodzi się do piwnicy, gdzie znajduje się zakryty drewnianymi wrotami otwór. Jak mówi przewodnik, nie pozwala tam wchodzić ludziom z chorobami serca.

Loch ten nie ma praktycznego zastosowania jako spiżarnia lub schron, gdyż miejscami jest niezwykle wąski, a zimą wypełnia się wodą. Brak jakichkolwiek śladów użytkowania wskazywał, że dawniej nie służył on jako podziemna obora czy coś podobnego.

Temat konstrukcji sieci korytarzy nie jest poruszany w żadnym źródle historycznym. Archeologów z kolei zaskakuje fakt, że tunele te są całkowicie puste, jakby ktoś wysprzątał z nich wszystkie resztki lub jakby stanowiły mieszkanie dla duchów. W ich wnętrzu nie można natrafić na dosłownie nic.

Ich tajemnica do niedawna zgłębiana była jedynie przez archeologów-amatorów. Pionierem badań nad erdstallami był duchowny Lambert Karner (1841 – 1909). Według jego relacji, udało mu się dostać do 400 podobnych struktur, w których oświetlał sobie drogę chybotliwym płomieniem świecy i „czuł się jak robak”.

Korytarze te stały się potem tematem często dziwacznych rozważań dla historyków. Spekulowali oni, że stanowiły one „zimowe schrony dla plemion teutońskich” lub więzienne lochy dla osób niepełnosprawnych. Wyjaśnienia zorientowane bardziej „ezoterycznie” mówiły o nich jako o „miejscach pustki”.

Ahlborn, który stara się wyjaśnić zagadkę Erdstall połączył w swej grupie siły wielu dziedzin. W badaniu tuneli udział biorą speleolodzy, geografowie i inżynierowie, tacy jak Nikolaus Arndt, który pracował przy budowie metra w Indiach i systemu kanalizacji na libijskich pustyniach.

Wystawa, która powstała w bawarskim Passau ma za zadanie przybliżyć ludziom tajemnicę tych struktur, nazywając je „największa zagadką Środkowej Europy”. Uważa się, że 90% z nich nadal czeka na odkrycie lub zbadanie. O tym, jak trudno natrafić na te konstrukcje świadczy historia Jozefa Wasmeiera z Beutelsbach w Dolnej Bawarii. Niedaleko jego gospodarstwa znajdował się zamek, który zburzono w XVIII w. – Zgodnie z legendami, z wzgórza zamkowego odchodziła sieć tuneli – mówi Wasmeier, który wraz z kilkoma przyjaciółmi postanowił się do nich dokopać. Kopali dzień po dniu, głównie wieczorami, aż ostatecznie natrafili na podziemny loch. Prowadził on do dość unikatowej galerii, ze ścianami wykonanymi „z piasku”. Korytarz prowadził 4 m. w dół, po czym meandrował dalej. Na końcu zwężał się.

Sam znalazca, rolnik, czuje czasem wielki spokój po wejściu do tunelu: – Ma się wrażenie, że jest się Indianinem Hopi – mówi. Oni również przesiadują w jaskiniach, kiedy chcą otrzymać odpowiedź na jakieś pytanie.

Jak stare są jednak te tunele? Członkowie grupy badawczej byli tak zdeterminowani w poszukiwaniu odpowiedzi, że z własnej kieszeni sfinansowali badania próbek pyłków. Przeprowadzono także kilka prób datowania metodą radiowęglową, która wykazała, że korytarze powstały między X a XIII w. Kawałki węgla drzewnego znalezione w Höcherlmühle wskazywały jednak, że pochodzą one z okresu między 950 a 1050 r.

Innego zdania jest Heinrich Kusch z austriackiego Grazu, który wskazuje, że wyniki te nie są poprawne i nie mówią o prawdziwym wieku tuneli. Przypuszcza on, że powstały one przed 5000 lat, w epoce kamienia. Kusch przez kilka lat poszukiwał tych „wrót do świata podziemnego” w austriackim Steiermarku.

Analizy wskazywały jednak, że tunele są pozostałością po średniowieczu i okresie „wędrówki ludów” (IV-VI w.), kiedy plemiona opuszczały swe siedziby i porzucały miejsce spoczynku przodków. Sugerowano, że podziemne tunele stworzono w celu ich kultu.

Jasne jest, że zostały one wykopane przez profesjonalistów. Zygzakowate tunele tworzono po to, aby uniknąć nacisku gleby, bowiem nie używano w nich systemu podpór. Z kolei w początkach XIII w., wejścia do tuneli zasypano gruzem, który zawiera ślady gotyckiej ceramiki.

Ale to nie jedyne kontrowersje związane z tunelami. Niektórzy wierzą, że używano ich jako lochów dla kryminalistów, zaś w opinii innych miały one znaczenie lecznicze, a chorzy pozostawiali w nich swoje przypadłości. Pojawią się także opinie mówiące, że używali ich druidzi.

Dzięki międzynarodowym wysiłkom udało się ustalić nowe fakty. Okazuje się, że podobne podziemne galerie znaleźć można w Irlandii, Szkocji, a także w pewnych miejscach w środkowej Francji. Ich układ odpowiada w dziwny sposób trasom wędrówek iroszkockich mnichów, którzy przybyli z celtyckiej północy odbywając wędrówki po kontynencie w charakterze misjonarzy.

Ahlborn spekuluje, że wczesnochrześcijańscy misjonarze przywieźli także ze sobą pewne pogańskie przekonania, które stanowiły pozostałości po druidycznych koncepcjach życia po życiu. Właśnie w nich swój początek mogą mieć tajemnicze korytarze. Być może służyły one jako „więzienia” dla demonów, złych karłów lub nieumarłych. Niektóre z nich zawierają śladowe ilości kamieni budowlanych lub szczątki drzwi lub zamków. W korytarzu z Bösenreutin niedaleko Lindau nad Jeziorem Bodeńskim widnieje wizerunek ogoniastego gnoma. Czy były to zatem świątynie dla przesądnych?

HIPOTEZA SCHRONÓW

Takie wyjaśnienie nie zadowala wszystkich a jedną z takich osób jest Josef Weichenberger, który uważa erdstalle za „zwykłe schrony”. Ten archiwista od 34 lat przeczesuje podziemne labirynty, o których co jakiś czas informują go natrafiające na nie ekipy budowlane. Nie ma dla niego ani zbyt ciasnych, ani zbyt wilgotnych korytarzy.

Według Weichenbergera, tunele w jego rodzimej Austrii powstały w XI w., kiedy trwała wędrówka Bawarskich rolników na wschód, w poszukiwaniu ziem leżących nad Dunajem. Starając się wydrzeć swe poletka dziczy, nie byli oni całkiem bezpieczni, gdyż swą aktywność nasilali Madziarowie. Według badacza, erdstalle stanowiły schrony, w których skrywali się gospodarze wraz z dobytkiem i używano ich jeszcze w XVIII w.

W wersji Weichenbergera, uciekinierzy zasiadali w podziemnych dobrze ukrytych galeriach, kiedy napastnicy bezskutecznie przeczesywali domostwo w poszukiwaniu dóbr. Oferuje on także wzmiankę źródłową opowiadającą historię kobiety przebywającej w erdstallu, która bojąc się wykrycia, udusiła swoje płaczące dziecko.

Jeden z ostatnich przebadanych przez Weichenbergera korytarzy biegnie pod kościołem w austriackim Kleinzwettl, który stanowił niegdyś fortecę, pod którą rozciąga się szereg korytarzy o długości 62 m., do których wejście znajduje się pod granitową płytą.

Aby uwiarygodnić swą teorię, Weichenberger zaryzykował nawet survivalowy eksperyment, w którym wraz z dwoma kolegami zamknął się w erdstallu na 48 godzin. Test udał się, choć głównie doskwierał im brak tlenu. Kiedy oddychanie stało się uciążliwe, opuścili oni kryjówkę.

CO TO JEDNAK OZNACZA?

- Niektóre z tuneli rzeczywiście używane były jako schrony, ale w znacznie późniejszym okresie – mówi Ahlborn dodając, że niekiedy służyły też za toalety lub zsypy na śmieci.

Austriacka speleolog, Edith Bednarik jest także pewna, że nie umożliwiały one skutecznej ochrony przed niebezpieczeństwem. Wskazuje ona m.in., że większości tuneli brak bardziej przestrzennych sal, gdzie mogliby pomieścić się ludzie. Ciasne i pozbawione powietrza korytarze nie posiadają także „wyjść awaryjnych”, czyli alternatywnych dróg ewakuacji ani systemów wentylacji i z pewnością dla uwięzionych w nich ludzi stałyby się śmiertelnymi pułapkami. Jeśli jednak ludzie średniowiecza zdołali w jakiś sposób upchnąć się w tych korytarzach, dlaczego są one zupełnie puste? Wygląda na to, że nikt nigdy w nich niczego nie zgubił, ale nawet nie pozostawił śladów jedzenia czy pochodni.

Z tych tajemniczych przyczyn erdstallom przypisuje się funkcję sakralną, a dla wielu szczególnie atrakcyjna wydaje się idea „komnat dusz”. Zgodnie z nią, tunele stanowią miejsca, w których dusze zmarłych oczekują drugiego przyjścia Jezusa, kiedy powoła on ich z powrotem do życia. Idea czyśćca utrwaliła się w XII w. i pozwalała duszom osób grzesznych na dostanie się do nieba. Groty mogły być zatem wykorzystywane w tym właśnie religijnym celu.

Niestety, pogląd ten nie wyjaśnia dlaczego struktury te stanowiły taki sekret i dlaczego erdstalli nie ma w Szwajcarii czy choćby w Schwarzwaldzie. Na chwilę obecną tajemnica ta pozostaje nierozwiązana. Na temat podziemnych tuneli nie powstała dotąd żadna rozprawa doktorska a uczeni prawie nic o nich nie wiedzą…

Autor: Matthias Schulz
Źródło oryginalne: Der Spiegel
Tłumaczenie i źródło polskie: Infra


[url]http://wolnemedia.net/nauka/erdstalle-czyli-„podziemne-labirynty”-pod-europa/[/url]

_________________
Obrazek

http://www.prisonplanet.pl/



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 30 lip 2011, 10:39 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 30 lip 2011, 20:31 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 30 lip 2011, 0:55
Posty: 7
Płeć: mężczyzna
Hm... ciekawe. Może to kopalnie rudy darniowej? Nie chciano metodą odkrywkową niszczyć pól uprawnych czy obejść. Jeżeli powstawały między VI a XII wiekiem to taka hipoteza może być dobra, gdyż to czas od upadku rzymskiego hutnictwa, metalurgii, aż do powstawania większych kopalń rudy żelaza.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 15 sie 2011, 20:47 
Offline
Secret Master * 4th Degree
Secret Master * 4th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 wrz 2010, 19:15
Posty: 37
Płeć: mężczyzna
Ciekawe od razu nasunęły mi się na myśl dziwaczne dziury które powstają na całym świecie,może to nie jest nic nowego i dzieję się to od dawien dawna, jeżeli to ma jakiś wspólny mianownik , zaryzykował bym tez pozaziemskiego pochodzenia tych tworów, które mogły służyć jako tymczasowe kryjówki ,,chochlików'' które tak na prawdę mogły być jakimś genetycznym tworem szaraków ,czymś na wskroś podobnym do chupacabry co wypijało krew ze zwierząt w gospodarstwach itp ,warto by było sprawdzić legendy owych krain i skonfrontować je z tym co dzieje się dziś...... w każdej z pozoru dziecinnej baśni jest odrobina prawdy ,czego najbardziej boją się dzieci.......... ,,beboków'' hehehe :lol:

Załącznik:
z2_876.jpg


Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
,,Nie rozumiem dlaczego musisz płacić żeby żyć na planecie na której się urodziłeś''
Vissaseus



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 sie 2011, 9:54 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 sty 2011, 3:48
Posty: 596
Lokalizacja: Sercem Wrocław, ciałem OGL
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Dziwne tunele pod Europą
12 sie, 12:05 Matthias Schulz / Der Spiegel
Dziwne tunele pod Europą

W języku ludowym zwane są „skrzacimi jamami” lub „jaskiniami mandragory”. Mieszkańcy uważają, że zbudowały je skrzaty, a żyją w nich duchy ziemi. Według legend są to zaś wielokilometrowe drogi ewakuacyjne prowadzące z okolicznych zamków.

W Bawarii ciągnie się pod ziemią ponad 700 tuneli liczących sobie wiele setek lat. Nie wiadomo, do czego służyły owe tajemne przejścia ani kto je zbudował. Archeolodzy postanowili rozwikłać tę zagadkę.

Beate Greithanner brnie na bosaka przez mokrą łąkę Doblbergu. W oddali błyszczą pokryte śniegiem szczyty Alp. Chłopka pokazuje otwór w ziemi. – Tutaj pasła się krowa – mówi. – I nagle wpadła do tej dziury.

Otworzył się krater. Dzień później Rudi, mąż kobiety zbadał to miejsce. Zaciekawiony wsadził głowę w głębinę. Może ktoś ukrył tu jakiś skarb? Tunel prowadził ukośnie w dół, był ciasny i wilgotny, jak kiszki jakiegoś potężnego prehistorycznego stwora. Rudi nie słyszał żadnych odgłosów z zewnątrz, powietrze było lepkie. Poczuł lęk i przerwał swoje badania.

Państwo Greithannerowie z Glonn niedaleko Monachium są właścicielami osobliwego zabytku. Pod ich ziemią biegnie labirynt o co najmniej 25-metrowej długości, pochodzący prawdopodobnie z okresu średniowiecza. Niektórzy uważają, że mieszkały w nim pomagające ludziom skrzaty.

Geolodzy i geodeci, którzy pod koniec czerwca odwiedzili gospodarstwo Greithannerów, chcą dowiedzieć się, do czego naprawdę służył ów tunel. (…) Przeprowadzane obecnie badania to pionierska praca. Pierwszy raz archeolodzy w Niemczech zainteresowali się tym zadziwiającym reliktem z dawnych czasów. Od Węgier po Hiszpanię pod ziemią ciągną się niewielkie labirynty. Nikt nie ma pojęcia, jakie było ich przeznaczenie.

W samej tylko Bawarii znaleziono 700 takich obiektów. W Austrii – około 500. W języku ludowym zwane są „skrzacimi jamami” lub „jaskiniami mandragory”. Mieszkańcy uważają, że zbudowały je skrzaty, a żyją w nich duchy ziemi. Według legend są to zaś wielokilometrowe drogi ewakuacyjne prowadzące z okolicznych zamków.

W rzeczywistości tunele te mają często zaledwie 20 do 50 metrów długości. Przez duże korytarze można przejść w schylonej pozycji. Niektóre miejsca pokonuje się na czworaka. Najbardziej podejrzane są te o średnicy zaledwie 40 centymetrów.

Czymże są rzymskie katakumby wobec owych labiryntów z podziemnego świata? Cała Bawaria jest nimi podziurawiona – i nikt nie wie, dlaczego. Wiele z nich biegnie z dawnych siedzib ludzkich, wejścia do tuneli znajdują się w kuchniach dawnych chłopskich domów. Leżą w pobliżu kościołów i cmentarzy – albo też w samym środku lasu.

Atmosfera tu jest mroczna i przytłaczająca. Ten, kto chciałby ją poznać, może zgłosić się do Vinzenza Wenera z Münzkirchen w Austrii, który oferuje zwiedzanie czy raczej pełzanie. Po kamiennych schodach w jego lokalu schodzi się z pomieszczenia z wyszynkiem do piwnicy win. Są tam drzwi zapadowe, za którymi znajduje się dziura w ziemi. – Chorych na serce nie wpuszczamy – mówi właściciel. W razie wypadku ma przygotowane miękkie nosze, aby móc wyciągnąć nieprzytomną osobę z lochu. (…)

Żaden średniowieczny dokument nie wspomina ani słowem o owych labiryntach. Na ten temat panuje całkowite milczenie. Kolejną rzeczą, jaka wprawia w zdumienie badaczy, jest fakt, że nie odkryto tu niemal żadnych znalezisk. Są kompletnie puste, jak gdyby nigdy nie były używane, przez co przypominają miejsca zamieszkane przez duchy. W jednym z tuneli leżał żelazny lemiesz pługa, w trzech kolejnych ciężkie kamienie młyńskie. I to już niemal wszystko.

Takimi tajemnicami mogli zachwycać się do tej pory jedynie ich amatorzy. Pionier badań nad tego rodzaju tunelami, Lambert Karner (1841-1909) był księdzem. Jak pisze w swoich książkach, przeciskał się w migoczącym świetle świec przez 400 lochów o „cudownych zakrętach”, „przez które trzeba było często przepełznąć niczym robak”.

Potem dziedzina ta stała się domeną pełnych fantazji krajoznawców. Twierdzili, że owe jaskinie były niegdyś „zimowymi kwaterami germańskich plemion” i miejscami, w których trzymano osoby kalekie.

Dieter Ahlborn, kierujący obecnymi badaniami, chce zaangażować teraz do nich naukę. Dowodzona przez niego grupa robocza zmieniła się w silny zespół badawczy. Są w nim speleolodzy, nauczyciele geografii i inżynierowie, jak Nikolaus Arndt, który budował metro w Indiach i na zamówienie Kaddafiego poprowadził wodę przez pustynię.

(…) Wystawa zorganizowana w Passau ma przybliżyć tę dziedzinę szerszej publiczności. Kto chce, może przemierzyć tu na czworakach tunel zbudowany ze sklejki. Tablice informacyjne mówią o „ostatniej wielkiej tajemnicy, jaką kryje w sobie środkowa Europa”. Taka wiedza jest bardzo potrzebna. Często tunele te odkrywano przy okazji budowy dróg lub domów czy też przez przypadek, a następnie z powodu ignorancji zasypywano je z powrotem. Największy taki obiekt w Niemczech, liczący 125 metrów długości, właściciel zamienił w basen. – Hańba! – zżyma się Arndt. 90 procent owych katakumb spoczywa jeszcze nieodkryta pod ziemią.

Jak trudno jest je wytropić, pokazuje historia Josefa Wasmeiera z Beutelsbach w Dolnej Bawarii. Niedaleko jego zagrody stał niegdyś zamek, który zburzono w XVIII wieku. Dzisiaj rosną tu robinie. – Według legendy z zamku wiodły tunele ewakuacyjne – opowiada rolnik. Wraz z kilkoma zaufanymi ludźmi rozpoczął poszukiwania. Dzień w dzień kopali i wiercili. Wreszcie Wasmeier trafił na jaskinię. Za nią znajdował się osobliwy tunel o ścianach z piasku. Prowadził przez cztery metry stromo w dół, a potem zygzakami dalej. (…)

Wasmeier z wielką ostrożnością wszedł do środa. – Można było się tam poczuć jak Indianin z plemienia Hopi – stwierdza. – Oni też zamieszkiwali jaskinie, chcąc otrzymać odpowiedzi na ważne pytania.

Ile lat może liczyć sobie owa budowla? Członkowie grupy roboczej prowadzące badania aż palą się, by się tego dowiedzieć. Z własnej kieszeni zapłacili za analizę próbek pyłków. Datowanie radiowęglowe wskazuje na X-XIII wiek. Znalezione tu okruchy węgla drzewnego pochodzą z okresu między 950 a 1050 rokiem.

Heinrich Kusch, specjalista w dziedzinie prehistorii, uważa jednak owe informacje za nieprawdziwe. Przypuszcza, że podziemne labirynty powstały częściowo już przed 5 tysiącami lat, w epoce neolitu. Od paru lat z pomocą ogromnych urządzeń wiertniczych przeszukuje Styrię, próbując odnaleźć „bramy prowadzące do podziemnego świata”.

Jego teoria straciła jednak na aktualności. Wszystkie datowania przeprowadzone za pomocą metody radiowęglowej wskazują na okres średniowiecza. Zachwiało to dawnym przekonaniem, że budowle te powstały w okresie wędrówki ludów w V i VI wieku. Cale plemiona opuszczały wówczas swoje ojczyste strony, porzucając również cmentarze, gdzie spoczywali ich przodkowie. Aby móc nadal czcić swoich zmarłych – uważano – zbudowano na ich cześć puste grobowce.

Wiadomo przynajmniej tyle, że tunele są dziełem prawdziwych fachowców. Za pomocą trzymanych obiema rękami kilofów kopali je na czworakach, posuwając się naprzód. Co kilka metrów wykuwali w ścianach wnęki na lampy oliwne. Długie korytarze budowali, prowadząc je zakolami, aby zmniejszyć naprężenie poziome w gruncie. Nie stosowali żadnych podpór.

koło 1200 roku labirynty zostały z powrotem zasypane, a wejścia zablokowano gruzem. Znajdowały się w nim fragmenty ceramiki z epoki gotyku.

Nic dziwnego więc, że obecnie panuje wielkie zamieszanie. Jedni uważają, że tajemnicze tunele służyły jako więzienia dla przestępców, inni twierdzą, iż były to miejsca, w których chorzy leczyli się ze swoich dolegliwości, jeszcze inni utrzymują, że były to siedziby druidów.

Dzięki współpracy międzynarodowej pojawił się obecnie nowy ślad. Sporo takich labiryntów odkryto również w Irlandii i Szkocji, a także w środkowej Francji. Ich rozmieszczenie przypomina w zaskakujący sposób drogi wędrówek irlandzko-szkockich mnichów, którzy w VI wieku jako misjonarze przybyli na kontynent z celtyckiej północy. (…)

Ahlborn przypuszcza, że przywieźli oni ze sobą również wiele pogańskich wierzeń – pozostałości nauk druidzkich czy specyficzne celtyckie wyobrażenia o tamtym świecie, co doprowadziło do budowy podziemnych labiryntów. Być może służyły one za więzienia dla demonów, złych karłów czy żywych trupów. Niektóre tunele noszą ślady blokad oraz drzwi i zamków. W korytarzu w Bösenreutin koło Lindau odkryto płaskorzeźbę z piaskowca przedstawiającą gnoma z ogonem. Czy labirynty te były więc świątyniami zabobonów?

Nie każdy zadowala się takimi spirytualistycznymi wyjaśnieniami. Josef Weichenberger na przykład słysząc je, tylko potrząsa głową. – Owe teorie są całkowicie błędne – mówi. Jego zdaniem tunele te służyły po prostu jako kryjówki.

Pogląd Austriaka, z zawodu archiwisty, ma swoją wagę. Weichenberger już od 34 lat przemierza labirynty. Ze swego miejsca pracy kieruje przy okazji centrum alarmowym – gdy ekipy budowlane donoszą o odkryciu nowego tunelu, natychmiast wkracza do akcji, by udokumentować znalezisko z pomocą kompasu i taśmy mierniczej. Żaden tunel nie jest dla niego za wąski, żadne wejście zbyt mokre czy brudne.

Zdaniem tego badacza labirynty w jego kraju pochodzą z okresu średniowiecza, z XI wieku. Wtedy to osadnicy z Bawarii ciągnęli w dół Dunaju, by zagospodarować regiony na wschodzie. Uzbrojeni w topory, wyrąbywali przecinki w leśnej głuszy, co było dość niebezpieczne. Około 1042 roku przybyli tu Madziarzy. Jeszcze około 1700 roku kurucowie (uczestnicy powstań węgierskich przeciw panowaniu Habsburgów w XVII–XVIII w. – przyp. Onet), wspierani przez Osmanów, plądrowali owe regiony.

Rozbójnicy sprawiali, że nie można było czuć się tu pewnie. Napadali oni na samotne przysiółki i za pomocą łomów zapewniali sobie dostęp do domostw mieszkańców. Jak uważa Weichenberger, chłopi wraz ze swoim dobytkiem uciekali „przed tym motłochem“ do podziemnych kryjówek. Siedzieli tak bez tchu, z bijącymi mocno sercami, podczas gdy tam, na górze rabusie daremnie przeszukiwali ich izby, rozglądając się za wartościowymi przedmiotami. W taki sposób badacz ten przedstawia rozwiązanie zagadki owych tuneli.

Jako potwierdzenie prawdziwości tej tezy przytacza dowód na piśmie. –Dawny protokół zgonu mówi o kobiecie, która najwyraźniej ze strachu, że kryjówka zostanie odkryta, udusiła swoje płaczące dziecko.

(…) Po czterech godzinach jazdy samochodem docieramy do Kleinzwettl. Mury tutejszego kościoła wyposażone były niegdyś w zwodzony most i wał obronny. Tuż pod świątynią biegnie system podziemnych korytarzy. Zeszłej jesieni Weichenberger dokładnie je wymierzył – liczą 62 metry długości. Wejście znajduje się w granitowej posadzce przy ołtarzu. Aby zajrzeć do środka, trzeba mieć specjalne pozwolenie, ze względu na niebezpieczeństwo zawalenia się. Z początku idzie się niepewnie przez kręty korytarz, nogawki spodni natychmiast pokrywają się błotem.

Robi się coraz bardziej ciasno. Po zalaniu przez wodę część tunelu zamieniła się w zamuloną pustynię. Z sufitu kapie, na górze znajdują się ciężkie kolumny kościoła. Trochę strach. ­ Było tu niezbyt wygodnie – przyznaje Weichenberger – ale ludziom chodziło przecież o ratowanie swego życia.

Aby dowieść słuszności swojej hipotezy, poważył się na odważny eksperyment. Wraz z dwoma kolegami zamknął się na 48 godzin w jednym z owych tuneli. Po krótkim czasie czujniki zaczęły alarmować, że jest za mało tlenu, a płomienie świec chwiały się w charakterystyczny sposób. Mężczyźni wegetowali tak w niepełnej świadomości, a gdy oddychanie stawało się zbyt trudne, przeczołgiwali się do innych korytarzy. Test się udał.

Czego jednak on dowodzi? – Niektóre z owych tuneli były rzeczywiście wykorzystywane jako schrony, ale dopiero w znacznie późniejszym okresie – uważa Dieter Ahlborn. – Traktowano je również jako toalety i wysypiska śmieci.

Także austriacka speleolożka Edith Bednarik jest pewna, że kręte groty nie nadawały się do pełnienia funkcji schronów. Argumentuje to tym, że nie było w nich większych pomieszczeń, przeznaczonych do przebywania w nich ludzi. Nie miały też żadnych wyjść awaryjnych, w razie pożaru zamieniłyby się natychmiast w „śmiertelne pułapki”. Ciężarne kobiety z kolei nie przedostałyby się przez wąskie otwory. W sytuacjach zagrożenia wystraszeni ludzie musieliby tu siedzieć w kucki, ciasno jeden obok drugiego. Ale dlaczego nie wypadło im przy tym nic z kieszeni? Nie ma żadnych śladów pożywienia ani też resztek pochodni.

Dlatego właśnie większość badaczy przypisuje owym labiryntom funkcje sakralne i kultowe. Wielu z nich szczególnie atrakcyjna wydaje się wersja o „komnacie dusz”. Według niej tunele te stanowiły coś w rodzaju poczekalni, w których dusze zmarłych czekają na zmartwychwstanie po Sądzie Ostatecznym, kiedy to Bóg sądzić będzie „żywych i umarłych” . Dopiero w XII wieku rozpowszechniła się teologia czyśćca, który umożliwiał oczyszczenie duszy. Dobrzy ludzie mogli natychmiast dostać się do nieba. Wtedy jaskinie stały się zbędne, co pasuje do daty ich zasypania.

Ta hipoteza nie wyjaśnia jednak, czemu sprawa owych krypt owiana była taką tajemnicą. I dlaczego na przykład w Szwajcarii i w Schwarzwaldzie nie ma podobnych obiektów. – Potrzebujemy pomocy fizyków, teologów i specjalistów od prehistorycznego górnictwa – mówi Dieter Ahlborn. Jak dotąd na temat owych tuneli nie powstała jeszcze ani jedna praca doktorska, wśród uniwersyteckich naukowców sprawa ta jest niemal w ogóle nieznana.

Rolnikowi Wasmeierowi wcale to nie przeszkadza. Lubi swój podziemny korytarz właśnie za tę aurę tajemniczości. Niekiedy wieczorami idzie na pół godziny do swojej prywatnej jaskini i siedzi tam medytując. – A kiedy wychodzę na zewnątrz – opowiada – gwiazdy świecą tak jasno, jak gdyby można było ich dosięgnąć.
Autor: Matthias Schulz Źródło: Der Spiegel

http://strefatajemnic.onet.pl/extra/dziwne-tunele-pod-europa,3,4819778,artykul.html

_________________
Fantazjom i innym pseudonaukowym dyrdymałom mówię stanowcze NIE! - tylko twarde fakty...
http://pl.20dollars2surf.com/?ref=140416
http://hisz.rsoe.hu/alertmap/index2.php
http://moje-riese.blogspot.com/
http://zakazanawiedza.wordpress.com
http://www.youtube.com/watch?v=b3vgkSK8SwY&feature=plcp
"Jeden człowiek nie zmieni świata, ale jeden człowiek może przekazać informację...
która zmieni świat."
D. Icke



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 27 sie 2011, 8:34 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 lut 2010, 23:29
Posty: 1780
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Podziemna zagadka Gilmerton Cove

Opublikowano: 21.08.2011 | Kategorie: Nauka

Niedawne doniesienia mówiły o braku naukowej zgody co do przeznaczenia sieci tajemniczy tuneli ciągnących się w wielu miejscach Zachodniej Europy, w Niemczech zwanych się erdstallami. Podobne struktury znaleźć można także w Szkocji. Jedną z nich jest Gilmerton Cove, wokół której również toczy się archeologiczny spór. Przez długi czas uznawano je za dzieło XVIII-wiecznego kowala, jednak inne wersje wskazują na pogański „inkubator snów” lub zwyczajną melinę…

Przejeżdżając przez skrzyżowanie Gilmerton Road z Drum Street i Newtoft Street z Ferniehill Drive w Gilmerton – na sennych przedmieściach Edynburga, nic nie wskazuje, że pod stopami znajduje się jedna z największych szkockich tajemnic. Zaledwie kilka metrów pod powierzchnią ziemi leży „Gilmerton Cove” – sztuczna jaskinia wykuta w piaskowcu. Składa się ona z serii grot połączonych 12-metrowym głównym korytarzem, z dwoma wejściami, mieszczących się nie więcej niż 3 m. pod ziemią.

Tradycja mówi, że w 1724 r., po 5 latach ciężkiej pracy, George Paterson, miejscowy kowal, ukończył budowę swego podziemnego domu, który składał się z kilku pomieszczeń z kamiennymi stolikami i krzesłami, sypialni i kuźni, choć ta nigdy nie nadawała się do użytku z braku odpowiedniego nawiewu. Istnieją dowody na to, że podziemne pomieszczenia były niegdyś oddzielone od siebie drewnianymi wrotami. Znajduje się tam także studnia, jednak bez wody. Gilmerton Cove jako miejsce zamieszkania spełniało kilka niezbędnych warunków, jednak w niedostateczny sposób. Według opowieści, Paterson mieszkał po ziemią do 1737 r., co jednak wydaje się wątpliwe.

Co więcej, choć całość uznawana jest za w pełni podziemną konstrukcję, w rzeczywistości każde z pomieszczeń i korytarzy było niegdyś otwarte na działanie światła i powietrza poprzez serię otworów, które z czasem zasklepiono. Wydaje się zatem, że była to bardziej wentylowana piwnica, aniżeli jaskinia. Jeśli to prawda, stawia to pod znakiem zapytania hipotezy nt. podziemnego mieszkania jej domniemanego twórcy.

Jedyne logiczne rozwiązanie wskazuje, że na wierzchu musiała istnieć inna struktura (karczma?), połączona z dolną. Być może służyła ona za spiżarnię, choć wówczas zapasy musiałyby być transportowane w inny sposób niż przez dwa bardzo strome zejścia.

Istnienie Gilmerton Cove jest dobrze znane lokalnej społeczności. Miejscowy historyk, wielebny Thomas Whyte, pisał w 1792 r., że „jaskinia przez wiele lat uważana była za wielką ciekawostkę i odwiedzali ją ludzie wszystkich stanów”. Kronikarz D. Webster zanotował w 1819 r., że stanowi ona „miejsce odpoczynku elit z Edynburga”, którzy „spędzają w niej wolne chwile”.

Whyte pisał: „Oto słynna jaskinia wykuta w skale przez George’a Patersona. W niej znajduje się kilka pomieszczeń, łóżek, wielki stół i wielka misa… kuźnia, jak i łaźnia, wycięte w skale z wielką precyzją.” Historyk zdaje się jednak zapominać o tym, że dwie ostatnie struktury nigdy nie były w pełni funkcjonalne, co rzuca nieco cienia na wnioski z jego obserwacji. „Misa”, o której wspomina jest w rzeczywistości skalnym otworem, w który można wstawić naczynie, wlać płyn… albo coś zupełnie innego. Przeznaczenie Gilmerton Cove zależy więc od wyobraźni.

Faktem jest, że próba wyjaśnienia przeznaczenia Gilmerton Cove wiąże się z postacią Patersona, o której niewiele wiadomo poza tym, że wcześniej karano go za obrót alkoholem. Wiadomo, że struktura była wykorzystywana w jakiś sposób przez rodzinę kowala, nie wiadomo jednak do czego. Niezbyt wiarygodnie wygląda hipoteza, jakoby Paterson zmienił fach z kowalstwa na szynkarstwo. W 1725 r. wprowadzono ograniczenia dotyczące handlu nielegalnym alkoholem. Czy z tego powodu zaadaptował on Gilmerton Cove na podziemną pijalnię? Być może dlatego w środku znajdował się więcej niż jeden kamienny stół i krzesła.

Znacznie bardziej „ezoteryczne” wyjaśnienie zagadki sztucznej jaskini zostało wysunięte w XVIII w. Już w 1782 r. poeta Alexander Pennecuik napisał wiersz, który wykuto ponoć nad paleniskiem w Gilmerton Cove: „Na ziemi panoszą się nierząd z głodem / Ale ja i szczęście mieszkamy pod spodem/ Skałę w grotę zmieniła ręka człowieka / Gdzie przed hałasem świata uciekam, Na Jakubowej poduszce głowę położyłem / Jak w domu za życia, po śmierci w mogile/ Słowa te wyryj weź po moim zgonie / Urodziłem się i umarłem w mojej matki łonie.” Obecnie po napisie nie ma już śladu, choć niektórzy wątpią, czy kiedykolwiek tam był. Nad paleniskiem w Gilmerton Cove rzeczywiście jest jednak miejsce, gdzie mógł się znajdować.

Pennecuik kultywował pogańskie tradycje, w których podobne podziemne groty traktowano jako „łona” natury. Co ciekawe, odnosi się on także do poduszki Jakuba, co wiąże się z kolei z Kamieniem przeznaczenia – koronacyjnym kamieniem królów Szkocji, świętym przedmiotem, który przybył ponoć ze starożytnego Egiptu do Irlandii a potem do Szkocji, skąd do Londynu zabrał do Edward Longshanks. Kamień ten miał posiadać „magiczne właściwości” i wskazywał kolejnych królów. Według legendy, służył Jakubowi za poduszkę, kiedy ten doznał objawienia anioła. Szkoci twierdzą, że „podarowali” Anglikowi jedynie replikę oryginału, który jest ukryty „gdzieś” w Szkocji.

Choć mogło być to jedynie przypadkowe odniesienie, mogą istnieć także inne wyjaśnienia. Ludzie mogli bowiem gromadzić się w grocie, aby tam… spać, co wiązało się z pogańskim rytuałem „snów inkubatoryjnych”, które praktykowano w podziemnych grotach lub pomieszczeniach. Sny te miały mieć szczególne znaczenie i udzielały odpowiedzi na trudne pytania. Co ciekawe, w okresie XVIII w. (a więc w czasie, kiedy głośno było o Gilmerton Cove), członkowie angielskiego Hellfire Club praktykowali podobne dziwne rytuały, chcąc na powrót połączyć się z naturą. Następne pytanie odnośnie edynburskiej zagadki wiąże się zatem z tym, czy służyła ona do podobnych celów, a Pennecuik brał udział w tych rytuałach lub o nich słyszał.

Pierwszą naukową ekspedycją do Gilmerton Cove kierował w 1897 r. F. R. Coles, zastępca kustosza w Edynburskim Muzeum. Jej wyniki opublikowano w gazecie The Scotsman w 1906 r. Według jej wniosków, jaskinia powstała co najmniej wiek wcześniej i została wykuta nie tylko przy pomocy dłut, ale i ostrych narzędzi. W pewien sposób potwierdzało to wniosek, że jej twórcą był kowal Paterson, który jednak nie byłby w stanie ukończyć jej samemu w ciągu 5 lat. Wydawało się też, że technika pracy z kamieniem przekraczała jego zdolności, przez co musiał on korzystać z pomocy specjalistów lub też Gilmerton Cove powstała znacznie wcześniej.

Jak stara może być opisywana struktura? Niektórzy twierdzą, że jest ona niczym innym, jak prymitywną kopalnią. Wioska Gilmerton istniała bowiem już w XVI w., a jej mieszkańcy utrzymywali się głównie z kopania węgla i kamieniarstwa, stąd też to oni mogli wykopać otwór.

Choć nie ma żadnych dowodów na to, że to Patterson stworzył jaskinię wiadomo, że był jej właścicielem. Być może jedynie powiększył on istniejący system korytarzy i grot. Tylko po co? Podczas prac wykopaliskowych w latach 1970. w pobliżu korytarza Gilmerton Cove odkryto kanał ściekowy. W 2002 r. znaleziono sekretne zablokowane drzwi w jednej z grot. Nie zdecydowano się jednak na dalsze prace, być może ze względu na obawy o zapadnięcie się gruntu. Nie da się zatem zupełnie wykluczyć, że znajduje się tam więcej korytarzy i pomieszczeń, które zostały ukryte przed zwiedzającymi z bliżej nieokreślonych powodów i mogą zawierać wskazówki odnośnie pierwotnego przeznaczenia tego miejsca.

Jest zatem bardzo prawdopodobne, że cała struktura powstała znacznie wcześniej, choć jedyne co pozostaje to pogłoski i legendy na temat jej przeznaczenia. Niektórzy wskazują, że Gilmerton Cove jest pozostałością tunelu, który prowadził od zamku Craigmillar. Inne hipotezy wskazują na ks. Buccleuch, którego garnizon stacjonował we wiosce a podziemne jaskinie stanowią pozostałość fortu. „Old Gilmerton” Mary Ritchie Keegan wspomina o ustnej tradycji łączącej podziemne korytarze z kowenanterami – polityczno-religijnymi uciekinierami, którzy używali ich jako schronów.

Coles zaobserwował także, że Gilmerton Cove było tylko „jedną z wielu podziemnych przestrzeni wykutych w skale w tym samym stylu.” Inne tego typu stanowiska to np. Gorton (Wallace’s Cave) w Hawthornden, Queen Margaret’s Cave w Dunferline, 100-metrowy korytarzy wykuty pod Newbattle oraz sporo podobnych struktur w pobliżu brzegów rzeki Jed. Choć Gilmerton Cove to tylko jedna podobna konstrukcja na tle wielu innych, jednak żadne z nich nie miało określonego przeznaczenia, co nie wyjaśnia także przeznaczenia opisywanej struktury. Wskazuje to jednak na fakt, że może ona liczyć sobie wiele setek lat więcej.

Wielebny Donald Skinner wskazuje także na związku Gilmerton Cove z masonami dodając, że „nie byłoby wielką przesadą, gdyby wiek struktury ocenić na 2000 lat”. Sami masoni stwierdzili, że z punktu widzenia użyteczności dla lóż, podziemne przestrzenie nie mają wielkiego znaczenia, stąd też podobne wyjaśnienia nie mają wielkiego znaczenia.

Kiedy miejsce to otwarto ponownie dla zwiedzających w 2002 r., jeden z pierwszych gości stwierdził, że ok. 1910 r. jego dziadek wygrał Gilmerton Cove w karty, a następnie stworzył tam „melinę”. Wierzył także, że jest to miejsce pochówku szkockich królów, przez co rozpoczęto tam nielegalne poszukiwania, które w końcu jednak zarzucono. Wciąż można tam jednak znaleźć otwory, w których planowano umieścić dynamit mający pomóc w „wykopaliskach”. Przypuszczenia te nie były bezpodstawne biorąc pod uwagę fakt, że w XVIII w. Pennecuik odnosił się do Kamienia przeznaczenia, na którym koronowano królów Szkocji, co mogło pobudzić do życia miejscowe legendy o królewskiej nekropolii.

Szkocja ma burzliwą historię. Przy wielu okazjach trzeba było ewakuować w bezpieczne miejsce skarby z Pałacu Holyrood i innych miejsc. Często jako miejsce schronienia wybierane były podziemne struktury. I choć nie wiadomo, czy Gilmerton Cove służyła w podobnych celach, spełnia wszystkie wymagania jako schowek. To, czy zachowały się tam jakieś skarby, to już jednak zupełnie inna sprawa.

Ostateczny wynik analizy mówi, że Gilmerton Cove pozostaje archeologiczną zagadką. Istnieje wiele hipotez: niewiele z nich można obalić, ale również niewiele potwierdzić. Być może przyszłe prace archeologiczne zmienią ten stan rzeczy. Być może…

Autor: Philip Coppens
Źródło oryginalne: Philipcoppens.com
Źródło polskie i tłumaczenie: Infra


http://wolnemedia.net/nauka/podziemna-zagadka-gilmerton-cove/

_________________
Obrazek

http://www.prisonplanet.pl/



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 lis 2012, 12:17 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 05 mar 2012, 20:55
Posty: 7
Płeć: mężczyzna
Nawiązując do tematu, polecam książkę naszego rodzimego badacza rzeczy niezbadanych, Profesora Jana Pająka i Kazimierza Pańszczyka
"Tunele NOL spod Babiej Góry"
http://www.totalizm.pl/4b_pdf/4b.pdf

_________________
Otwarty umysł i śmiałość do kwestionowania uznawanej wiedzy może w rzeczywistości być dla naukowca najważniejszą cechą charakteru - Komitet Noblowski



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 lis 2012, 12:52 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree

Rejestracja: 16 mar 2010, 22:10
Posty: 652
Ten film powala scenami z tuneli
http://treborok.wordpress.com/2012/10/28/ernst-muldaszew-w-poszukiwaniu-labiryntu-minotaura-pl/



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 cze 2013, 10:48 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
znowu odnaleźli ? :hmmm:
-=-

W Europie odnaleziono rozległą sieć starożytnych podziemnych tuneli

Archeolodzy odkryli tysiące podziemnych tuneli z epoki kamienia. Rozprzestrzeniają się w całej Europie, od Szkocji do Turcji, a naukowcy nie mają pojęcia kto je zbudował ani po co.

Niemiecki archeolog dr Heinrich Kusch, w swojej książce "Tajemnice podziemnych drzwi w starożytnym świecie", twierdzi, że tunele wykopane są pod dosłownie setkami osad neolitycznych w całej Europie, a fakt, że tak wiele tuneli przetrwało po 12 000 lat wskazuje na to, że sieć była budowana niezwykle solidnie.

W samych Niemczech, w Bawarii, znalazł on 700 metrów tych podziemnych tuneli. W austriackiej Styrii, kolejnych 350. Kusch twierdzi, że całej Europie były tysiące takich tuneli ciągnących się ze Szkocji aż do krajów na kontynencie. Tunele są stosunkowo wąskie, mają przeważnie około 70 centymetrów szerokości. Jest to wystarczające, aby można było się w nich przemieszczać. W niektórych miejscach są nawet małe pomieszczenia, do przechowywania i odpoczynku.

Obrazek

Choć wiele osób uważa, że ludzie epoki kamiennej były prymitywni, pozostało po nich wystarczająco dużo niesamowitych budowli o nieustalonym pochodzeniu. Przykłady niesamowitych budowli wykonanych z precyzją porównywalną do dzisiejszej są znajdowane w Turcji, w Egipcie i wielu innych krajach świata. Część z nich do dzisiaj pozostaje świadectwem zdumiewającej wiedzy astronomicznej ludzi z tamtych czasów. Wiele wskazuje na to, że nie byli oni najwyraźniej aż tak prymitywni jak nam się dzisiaj wydaje.

Odkrycie rozległej sieci podziemnych tuneli pokazuje, że ludzie epoki kamiennej spędzali dzień, najwyraźniej, nie tylko na polowaniach i zbieractwie. Jednak prawdziwy cel ich istnienia jest jeszcze kompletną tajemnicą. Niektórzy badacze uważają, że ich zadaniem było chronić ludzi przed drapieżnikami, podczas gdy inni uważają, że ich celem było umożliwienie bezpiecznego podróżowania gdyż chroniły przed skutkami ekstremalnych zjawisk pogodowych, a nawet wojen. W chwili obecnej naukowcy mogą jedynie spekulować na temat celów podejmowania wysiłku drążenia takich struktur. Tunele wciąż nie ujawniły jeszcze swoich sekretów.

źródło

ciekawe komentarze tam są :uśmiech:

i filmik: z 07.06.2013

Found Crete (Kriti) Islands

phpBB [video]

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 8 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group