Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 19 paź 2019, 16:30

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 5 ] 
Autor Wiadomość
Post: 21 paź 2010, 14:50 
Komunistyczne kłamstwo wlazło wszędzie, co odsłoniła najlepiej Czarna księga cenzury, lecz za pierwszym podmuchem zawaliło się jak domek ze znaczonych kart. Narobiło spustoszeń, ale w sumie mało kto się dawał nabrać. Kapitalizm zabrał się do tego sprytniej i umie nabrać niemal wszystkich. Harold Lasswell, jeden z twórców teorii komunikacji pisał w 1939 roku, że "więcej można zyskać tworząc ułudę, niż stosując przymus". Zrozumiał to już znacznie wcześniej Edward Bernays, którego dzieło z 1928 roku pod emblematycznym tytułem Propaganda. Jak manipulować opinią w demokracji wyszło ostatnio w Quebecu po francusku

Bernays bodaj jako pierwszy wprzągł nauki społeczne, na czele z psychologią i psychoanalizą, do zbożnego dzieła perswazji i choć mało komu jest znany, uchodzić może za ojca wszechpotężnego dziś przemysłu public relations. Z psychoanalizą było mu po drodze, jako bratankowi Zygmunta Freuda. Przyjął też założenie, iż masy nie kierują się myśleniem, lecz "popędem, przyzwyczajeniem lub emocją", toteż należy "świadomie i inteligentnie nimi manipulować".

Dokonał w tym kierunku wiele podczas swego z górą stuletniego żywota (1891-1995), wcielając w życie już od lat 20. swe koncepcje "konstruowania przyzwolenia" (the engineering of consent) i "tworzenia wiadomości" (creating news).

Taniec z gwiazdamiMłody Edward Bernays zaczął jeszcze przed I Wojną od promowania spektakli, mając za klientów tenora Caruso, tancerza Niżyńskiego i Balety Rosyjskie, które z jego pomocą podbiły Amerykę. Prawdziwą reputację zdobył jednak dopiero w 1917 roku, jako wpływowy członek tzw Creel Committee, Komisji Creela, powołanej przez prezydenta Wilsona, z zachętą przemysłu zbrojeniowego. Komisja ta – do której zwerbowano setki dziennikarzy, intelektualistów i speców od reklamy – w parę miesięcy dokonała cudu: dzięki gigantycznej kampanii agitacji i perswazji udało się przełamać amerykański izolacjonizm i posłać zastępy ochotników na europejski front.

Nic też dziwnego, że po I Wojnie dostrzeżono talent Bernays'a. Zwróciły się do niego zarówno rządy, jak zwłaszcza wielkie korporacje, zabiegające o poprawienie swej złodziejskiej reputacji, z myślą o zysku. Alchemik public relations imał się wszystkiego: wcisnął Amerykanom na śniadanie eggs & bacon (z poparciem armii lekarzy), próbował każdemu wcisnąć fortepian (to już lepiej...), organizował w Białym Domu obiady z gwiazdami filmu i piosenki (by ukazać ludzkie oblicze prezydenta), zachęcał (na konto General Electric) do pompowania prądu i, last but not least, nakłonił Amerykanki do palenia...

Odwrócony phallus

Ta ostatnia kampania była prawdziwym arcydziełem. Koncern American Tobacco Co. szukał sposobu obalenia tabu, zakazującego kobietom palenia w miejscach publicznych, co pozbawiało go połowy potencjalnych zysków. Bernays zaczerpnął z arsenału stryja symboliczne narzędzia perswazji, odwracając falliczny paradygmat samczej dominacji. Zorganizowany przezeń naukowo, z udziałem zwerbowanych fotografów i reporterów, sabotaż tradycyjnej Parady Wielkanocnej w Nowym Jorku w 1929 roku – gdy zmieszane z tłumem sufrażystki zapaliły nagle papierosa, ich własnego i samorządnego, dumnie odtąd wzniesionego penisa – zainicjował cywilizacyjny przełom (a przy okazji nabił kiesę tytoniowej korporacji).

Znamiennym wyczynem Bernays'a jest też zmajstrowanie kabały, z początkiem lat 50., przeciwko demokratycznie wybranemu prezydentowi Gwatemali, Jacobo Arbenzowi, który ośmielił się zagrozić znacjonalizowaniem plantacji bananów, należących do United Fruit Company. Na fali szeroko zakrojonej dezinformacji, ukazującej Arbenza jako sowieckiego agenta, CIA zrzuca go z siodła, by zastąpić go generałem Castillo Armasem, który zainicjuje erę trwających pół wieku jatek – ponad sto tysięcy ofiar – w ramach systemu, który zwykło odtąd się określać mianem republiki bananowej, raz jeszcze dzięki talentom naszego Edzia, wodzireja w Tangu.

Niewidzialny rząd

Edward Bernays ponoć był zakłopotany, gdy dowiedział się, że Goebbels miał w swej bibliotece jego dzieła i czerpał z nich garściami, by zorkiestrować kampanię przeciw Żydom. Jego spóźnione wyrzuty sumienia ważą wszak mało wobec szkód, jakie wyrządził.

Zawdzięczamy mu garść niewątpliwych, acz z gruntu amoralnych osiągnięć. Jednym z nich jest sztuka manipulowania podświadomością, co w języku marketingu znajduje wyraz w strategii pośredniego promowania towaru, poprzez stworzenie zachęcających skorzajeń między tym, czego masy samoistnie pragną a tym, co chcemy im naprawdę wcisnąć, by zarobić.

Tzw. trzeźwym realistom, wzbraniającym się z urzędu przed uznaniem tego rodzaju teorii spiskowej, zalecam równie trzeźwe przejrzenie jej na wylot. Głęboko jej nie prześwietlą, gdyż zgodnie z filozofią Bernays'a, z gruntu paternalistyczną, wszystko jest w rękach elit, a te lubią żyć dyskretnie, z dala od świateł rampy.

Zbiorową świadomością, pisze Edzio, manipuluje "niewidzialny rząd, sprawujący faktyczną władzę", a „nasze opinie, gusty i poglądy kształtowane są przez ludzi, o których nigdy nie słyszeliśmy” (a szkoda, gdyż jest ich dzisiaj więcej, niż dziennikarzy i stali się demiurgami polityki). Edzio postanowił, że zorganizuje i uporządkuje chaos, na jaki wydany jest bezmyślny motłoch, by przed grubiaństwem motłochu ochronić dżentelmenów, zwłaszcza tych, co płacą.

Ogłupiały motłoch

Strukturalny kryzys demokracji przewidział nie tylko Tocqueville, pionier filozofii zwątpienia w pewniki pucułowatych burżujów, czy Thomas Jefferson, który już z początkiem XIX wieku dostrzegł groźbę dyktatury korporacji i garstki inżynierów przyzwolenia nad „zniewolonymi masami”.

Dzisiaj każdy może dojrzeć, iż demokracja to gra w znaczone karty. Wystarczy, by wsadził nos w nie swoje sprawy: dojrzy wówczas szybko, w jakie klocki grają Edward Bernays i jego mistrzowie, jak pionier psychologii tłumu Gustave LeBon, Graham Wallas czy Walter Lippmann, jeden z najbardziej wpływowych intelektualistów XX wieku, który w wydanej przed wojną książce zawarł meritum: "Społeczeństwo, pisał Lippmann, trzeba trzymać na dystans, by każdy z nas żyć mógł z dala od wrzawy i jazgotu ogłupiałego motłochu".

Zbyteczne chyba dodawać, iż filozofia Lippmanna i Bernays'a – wcielana dziś w życie przez setki tysięcy inżynierów przyzwolenia, wirtuozów public relations, okręcających sobie wokół palca niemal wszystkie media – jest dosłownym zaprzeczeniem ideałów demokracji spod znaku Oświecenia, nadających rozumowi, a nie emocjom rolę arbitra.

Tego rodzaju propaganda jest w świecie realnym nieunikniona. Możemy jej się przeciwstawić na dwa tylko sposoby: ucząc w szkole krytycyzmu i wspierając niezależne media, stawiające na rozum, miast żerować na emocjach.
http://www.rfi.fr/actupl/articles/105/article_5680.asp

phpBB [video]



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 21 paź 2010, 14:50 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 22 paź 2010, 12:57 
Edward Bernays - Propaganda 1928 [ENG]

Kod:
http://sandiego.indymedia.org/media/2006/10/119695.pdf



Na górę
   
 
 
Post: 09 maja 2011, 20:42 
Offline
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Knight of the East or Sword * 15th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 lut 2010, 23:29
Posty: 1780
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Public Relations – kształcenie ogłupiałego motłochu

„XX wiek charakteryzują trzy zjawiska o wielkim politycznym znaczeniu: rozwój demokracji, rozwój korporacyjnej władzy oraz rozwój korporacyjnej propagandy jako mechanizmu służącemu ochronie korporacyjnej władzy przed demokracją” - pisał australijski historyk korporacyjnej propagandy Alex Carey w pionierskiej pracy publikowanej pośmiertnie pod tytułem „Taking the Risk Out of Democracy”. W okresie między 1880 a 1920 rokiem odsetek ludności, która wywalczyła prawo wyborcze w głównych społeczeństwach przemysłowych zwiększył się trzykrotnie. Równocześnie następował drastyczny wzrost ekonomicznego i politycznego znaczenia wielkich korporacji. W roku 1870 w Stanach Zjednoczonych istniały zaledwie 3 korporacje zatrudniające powyżej 1000 pracowników. W roku 1914 przedsiębiorstw o takiej wielkości było już 557. W raporcie ONZ w roku 1973 odnotowano, iż pod względem wielkości znaczna liczba „ponadnarodowych korporacji przewyższa gospodarki wielu państw takich jak: Chile, Haiti czy Fidżi”.1 Wiek przemysłowy był więc starciem się dwóch przeciwstawnych tendencji: demokratyzacji w sferze publicznej oraz wielkiej ekspansji autorytarnych struktur prywatnej władzy na skalę nie znajdującą w historii precedensu. Fakt, że zjawisko to udało utrzymać się poza świadomością znaczącej części społeczeństwa zachodniego świata, przypisać trzeba temu, co Carey określił jako „zakrojony na 75 lat, pochłaniający miliardy dolarów projekt inżynierii społecznej na skalę ogólnonarodową”.

Do roku 1900 amerykańskie korporacje miały lekceważący stosunek do opinii publicznej. Z początkiem XX wieku progresywni dziennikarze i reporterzy, jak Upton Sinclair, Frank Norris, Charlotte Gilman, Lincoln Steffens, czy Ida Minerva Tarbell, autorka słynnej książki „History of Standard Oil Company” na tyle skutecznie obnażali eksploatację i brutalność amerykańskiego przemysłu, że zasłużyli sobie na krytykę samego prezydenta Theodora Roosevelta, który nazwał ich w swoim przemówieniu w 1906 roku - „muckrakers” (od słowa muckrake - demaskować). Określenie to zagościło odtąd na stałe w American English jako nazwa nowego stylu dziennikarstwa, którego celem było demaskowanie nadużyć i korupcji w USA. W magazynie „Fortune” pisano później, że „biznes nie zdołał odkryć... do momentu aż jego reputacja została niemal całkowicie zniszczona..., że nic w demokracji nie liczy się bardziej od opinii publicznej”.2

Ta gwałtowna zmiana świadomości społecznej i doświadczenie, jakie zdobyli przemysłowcy doprowadziły do powstania nowej profesji: specjalistów od stosunków ze społeczeństwem, czyli tzw. ekspertów public relations. Ich zadanie polegało na kreowaniu publicznych wyobrażeń na temat przemysłu, które umożliwiłyby utrzymanie społeczeństwa w spokoju i zadowoleniu. Pierwszym ekspertem PR, który przekonywał przemysłowców, jak ważne jest wykorzystanie prasy do swoich celów, był Ivy Lee - człowiek, który - jak zauważono w magazynie „Fortune”, opisując jego największy życiowy wyczyn - „zdołał, w świadomości publicznej, przemienić Johna D. Rockefellera z ludojada w dobroczyńcę”.3 Słynna ze swej bezwzględności i znienawidzona powszechnie w USA rodzina Rockefellerów - posiadająca monopol na rynku energetycznym Ameryki - wykorzystywała policję w znany nam dobrze z literatury i obrazów filmowych sposób „kapitalistycznego” traktowania pracowników. Jednym z takich epizodów była Masakra w Ludlow w Kolorado w 1914 roku. Ivy Lee fabrykował wówczas relacje prasowe w rodzaju: „policja została sprowokowana przez górników”. Działalność Lee, „płatnego kłamcy”, uchodziła w ówczesnych czasach za zajęcie kontrowersyjne. W latach faszyzmu jego reputację popsuła dodatkowo współpraca z niemieckim kartelem IG Farben, producentem cyklonu B.

Człowiekiem, który przeszedł do historii public relations, jako zaszczytny intelektualista, godny najwyższych tytułów naukowych, był siostrzeniec samego Zygmunta Freuda Edward L. Bernays. W czasach prezydentury Woodrow Wilsona działał w Komisji Informacji Publicznej (Committee on Public Information) - znanej bardziej jako Creel Committee - służącej jako państwowy aparat propagandy, który odniósł wielkie sukcesy w mobilizowaniu amerykańskich robotników do walki na froncie I wojny światowej. W początkowej fazie konfliktu poparcie dla sprawy zaangażowania się w wojnę było w USA niewielkie. Wiedzą zdobytą podczas lat wojennych zainteresował się zaraz po wojnie sektor przemysłowy. Magazyn „Fortune” pisał, że „lata 20. to okres znakomitej kariery E.L Bernays’a... który zasłynął z tego, co określił, jako „the engineering of consent”(konstruowanie przyzwolenia) oraz „creating news” (tworzenie wiadomości).4 „Konstruowanie przyzwolenia jest samą istotą procesu demokratycznego, swobodnym prawem do przekonywania i nakłaniania”.5 Natchnieni takim przesłaniem redaktorzy magazynu „Fortune” pisali później, w roku 1949: „niemożliwością jest wyobrażenie sobie prawdziwej demokracji bez nauki o perswazji (czyli propagandy)”.6

Do lat 20. sprawy polityczne Ameryki były znaczącą częścią życia szarych obywateli, którzy masowo brali udział w burzliwych wiecach i dyskusjach gromadzących nierzadko tysięczne tłumy. Do takich tłumów przemawiał Scott Nearing, który za swój antywojenny pamflet zatytułowany: „The Great Madness: A Victory for American Plutocracy” postawiony został przed sądem za naruszenie prawa wprowadzonego w roku 1917 jako tzw. „Espionage Act” i zaostrzonego rok później aktem „Sediction Act”, zakazującego publicznej krytyki rządu. „Wojna - słusznie twierdził Nearing - daje szansę rządzącym pozbyć się opozycji, gdyż mogą skrywać swe intencje pod płaszczem patriotycznych sloganów”. Kandydat na prezydenta, z ramienia Socialist Party of America (Socjalistycznej Partii Ameryki), Eugene Debs na mocy „Espionage Act” skazany został na dziesięć lat więzienia by swoją piątą kampanię prezydencką prowadzić z więziennej celi. Przestępstwo, jakie popełnił w ojczyźnie nowoczesnej demokracji, polegało na tym, że publicznie stwierdził, iż establishment rozpoczął wojnę, w której biedacy zmuszeni są walczyć.

W obliczu takich herezji establishment musiał poszukiwać skutecznych sposobów kontroli opinii publicznej. Edward Bernays odsłaniał przed przemysłową elitą nowe horyzonty. W swoim dziele zatytułowanym „Propaganda” Bernays pisał: „Świadome i inteligentne manipulowanie zorganizowanymi zwyczajami i poglądami mas społecznych jest znaczącym elementem demokratycznego społeczeństwa. Ci, którzy manipulują owym niewidocznym mechanizmem społecznym, stanowią niewidzialny rząd, sprawujący faktyczną władzę w naszym państwie. Jesteśmy rządzeni, nasze opinie, gusty i poglądy kreowane w znacznym stopniu przez ludzi, o których nigdy nie słyszeliśmy. Jest to logiczną konsekwencją sposobu, w jaki funkcjonuje nasze demokratyczne społeczeństwo. Olbrzymia liczba ludzi musi współpracować w taki właśnie sposób, aby możliwe było sprawne funkcjonowanie społeczeństwa (...) Niemal w każdej czynności naszego codziennego życia, czy to w sferze politycznej, czy ekonomicznej, w naszym społecznym zachowaniu, czy etycznym myśleniu dominuje nad nami stosunkowo niewielka grupa osób, (...) które rozumieją procesy psychiczne i społeczne wzorce zachowań mas. To właśnie oni z pomocą protekcji kontrolują opinię publiczną”.7

Nie może dziwić fakt, że tak błyskotliwe i klarowne określenie sposobu sprawnie funkcjonującego nowoczesnego państwa przemysłowego zdobyło uznanie nie tylko w kręgach amerykańskiego biznesu. Wiele z teorii Edwarda Bernaysa zainspirowało późniejszego, wielkiego wodza Niemiec, co pozostawiło swój ślad w „Mein Kampf”. Doświadczenia propagandowe drugiej wojny światowej sprawiły, że słowo „propaganda” nabrało negatywnych konotacji i odtąd używano go już tylko do określania „złych” i „wrogich”, głównie polityczno-państwowych manipulacji informacją. Rozbudowujący się z roku na rok sektor propagandy biznesu zrezygnował ze stosowania tego „brzydkiego” określenia, zastępując go eufemizmami: „public relations”, „economic education” w odniesieniu do swoich działań. Nie było jednak wątpliwości, że „na dobre i na złe, przyszłość biznesu związana jest z propagandą”,8 jak autorytatywnie stwierdził Harold Lasswell, jeden z twórców współczesnych nauk politycznych i teorii komunikacji. Był to bowiem skutek rozwoju współczesnego świata, „nowa dynamika społeczna, gdzie więcej można zyskać tworząc iluzję niż stosując przymus”. Ostrzegał otwarcie przed demokratycznym dogmatyzmem, utrzymującym, że [prości] „ludzie są najlepszymi sędziami swoich własnych interesów”. „Masy pozostające na uwięzi ignorancji i przesądu” nie są w stanie rządzić ani partycypować w rządzeniu. Dlatego propaganda w społeczeństwie takim jak Stany Zjednoczone jest doskonałym „narzędziem mobilizacji mas, które jest tańsze od przemocy, przekupstwa czy innych metod kontroli”.9

Poglądy te podzielali wiodący intelektualiści epoki, mniej otwarcie podzielane są również i dzisiaj, rzecz jasna z charakterystyczną dozą nieodzownej akademickiej hipokryzji. Walter Lippmann, jeden z najbardziej wpływowych intelektualistów XX w., doradca prezydentów i polityków od kadencji Wilsona do Forda, pisał w 1927 roku: „Człowiek nie ma własnego zdania na temat wszystkich spraw publicznych. Nie rozumie zdarzeń, ich przyczyn ani skutków. Bo dlaczego miałby je rozumieć? Nie ma najmniejszego powodu przypuszczać - tak jak mistycy demokracji zwykli to czynić – że połączenie ignorancji jednostek tworzących masy społeczne może stworzyć stałą siłę napędową życia publicznego”. Rola obywateli ograniczać ma się bowiem do udziału w głosowaniu i wyborze jednej z dwóch, zaakceptowanych przez elity, opcji politycznych, a nie do wychodzenia z inicjatywą, która mogłaby zmienić status quo. Dlatego „społeczeństwo trzeba utrzymać na dystans, (...) po to aby każdy z nas mógł żyć z dala od wrzawy i jazgotu ogłupiałego motłochu”.10

Korzystając z takich przesłanek filozoficznych i dysponując gigantycznymi zasobami materialnymi, korporacyjna Ameryka zdołała stworzyć mechanizmy perswazji i kontroli opinii na skale niewyobrażalną i niepojmowalną zmysłami szarego obywatela. Wszelkie próby zrzeszania się obywateli okrzykiwane były przez prasę mianem niebezpiecznego komunizmu, przedsiębiorcy jednoczyli się jednak w obronie „narodu” i jego interesu. To właśnie dobro i interes narodu były zawsze najświętszymi zakładnikami władzy państwowej. Najpotężniejszym i najbardziej wpływowym klubem biznesu w USA było National Association of Manufacturers – NAM (Narodowe Stowarzyszenie Producentów); Truman wspominał: „...NAM zorganizowało swą konspirację przeciw amerykańskim konsumentom... Organizacja wydała 3 miliony dolarów by zniszczyć OPA (Office of Price Administration). NAM wydało 1,5 miliona dolarów na ogłoszenia prasowe. Wysyłali swoich ludzi, by przemawiali przed klubami kobiet, organizacjami obywatelskimi i klubami studenckimi. Specjalnie zaprojektowaną publikację kierowano do 37 tys. nauczycieli szkolnych, inną do 15 tysięcy duchownych, kolejną do 35 tysięcy przodujących farmerów, i jeszcze inną do 40 tysięcy liderek organizacji kobiet; specjalny materiał propagandowy NAM rozesłano do 7,5 tysięcy tygodników i 2,5 tysiąca felietonistów i redaktorów.”11

W roku 1947 American Advertising Council, reprezentujący wielkie korporacje i główne agencje reklamowe, przeznaczył budżet 100 milionów dolarów na strategię reklamową, której celem było „sprzedać” narodowi amerykańskiemu amerykański system ekonomiczny. Kampania ta, jak ogłoszono oficjalnie, miała na celu „kształcenie narodu amerykańskiego w sprawach dotyczących ekonomicznych faktów życia”.12

Kształcenie narodu amerykańskiego trwa nieprzerwanie do dzisiaj, gdyż ta technika „demokratyczna” okazała się wysoce efektywna w zdobywaniu społecznego poparcia dla plutokratycznej ideologii rządzenia. Jedną z najistotniejszych rzeczy, która dała doskonałe efekty był sposób interpretacji historii. Wielkie zdobycze cywilizacyjne zachodniej kultury, jak: powszechne prawo wyborcze, wolność słowa, równouprawnienie kobiet, zniesienie segregacji rasowej, programy bezpłatnej edukacji powszechnej, ubezpieczeń zdrowotnych i emerytalnych, wywalczenie pięciodniowego tygodnia pracy, czy choćby zakaz strzelania do protestujących, zdobywano zwykle na drodze brutalnej walki, zawsze i wszędzie, bez jednego wyjątku, przy wielkim sprzeciwie gorliwych popleczników dominującej ideologii (tej, którą dyktują elity). Osiągnięcia te z ohydną hipokryzją wpisywano następnie w poczet osiągnięć zachodniego kapitalizmu.

Techniką tą propagandyści posługują się do dzisiaj. W lutym 2005 r. na łamach „Wprost”, w swoich wywodach na temat rasizmu prof. Uniwersytetu Warszawskiego Szewach Weiss pisał: „Walka z rasizmem na ogół ma swój początek wśród osób białych, wyznających wysokie standardy moralne. Kimś takim był amerykański prezydent Abraham Lincoln”.13 Opinii tej nie daje się potwierdzić przyglądając się wnikliwie faktom historycznym. Zniesienie niewolnictwa Lincoln traktował czysto instrumentalnie. W jednym z przemówień, wygłoszonym w 1858 r. w Charleston, Illinois wypowiedział się na ten temat otwarcie: „Nie popieram i nigdy nie popierałem w żaden sposób wprowadzenia pod jakimkolwiek względem równości społecznej i politycznej pomiędzy białą i czarną rasą (aplauz), nie jestem i nigdy nie byłem za udzieleniem murzynom prawa głosu, prawa do zaprzysiężenia, sprawowania stanowisk urzędowych czy wchodzenia w związki małżeńskie z białymi, (...) i tak jak każdy inny człowiek popieram wyższość rasy białej”; Lincoln w istocie obalił niewolnictwo, ale nie zrobił tego ze względu na swe „wysokie standardy moralne”. W liście do Horace Greeley, wydawcy nowojorskiej „Tribune”, Lincoln pisał: „Moim głównym celem w tej walce jest ocalenie Unii, a nie obrona czy likwidacja niewolnictwa. Jeśli byłbym w stanie ocalić Unię bez oswobodzenia jednego niewolnika, zrobiłbym to; a jeśli byłoby konieczne oswobodzenie wszystkich, zrobiłbym to również.(...) To, co czynię w sprawie niewolnictwa i rasy czarnej, czynię, gdyż pomaga to ocalić Unię”.14

Takie są standardy moralne tych, którzy dostają się do panteonu na Mount Rushmore. Nic dziwnego, że dyscyplina ideologiczna dająca podstawy do „poprawnego” interpretowania historii w czasopismach takich jak „Wprost” czy na uniwersytetach takich jak Warszawski, musi być też odpowiednio wysoka.

Historia public relations tak jak i historia ruchów społecznych jest właściwie historią nieznaną w całym obszarze kultury zachodu i to nawet wśród studentów nauk społeczno-politycznych. Mogłoby się wydawać, że umiejętność demaskowania działań propagandowych powinna być w społeczeństwach aspirujących do miana demokratycznych głównym zagadnieniem edukacji zwłaszcza po takich doświadczeniach historycznych, jak eksterminacja tubylczej ludności zachodniej hemisfery, holocaust czy rzeczywista degradacja środowiska naturalnego, wchodząca obecnie w fazę wysokiego zaawansowania.

Mogłoby się tak wydawać, jednak, okazuje się, że najwyższą wartością naszej kultury jest status quo, a bronienie go - najważniejszym celem edukacji i publicznej dyskusji. Znany i respektowany w USA politolog Valdimer Orlando Key Jr. zauważył roztropnie, że „biznesmeni stanowią małą grupę mniejszościową wysoce podatną na polityczny atak... Nie mogą polegać na głosach wyborców. Muszą użyć swej inteligencji - oraz pieniędzy - by wytworzyć przychylną opinię publiczną, akceptującą rolę biznesu w ekonomicznym porządku społecznym (...) By pozyskać społeczną akceptację stowarzyszenia przedsiębiorców zatrudniają wielką liczbę ekspertów od public relations, mistrzów werbalnej magii, która przemienia prywatny zysk w publiczne dobro... [oraz] nieprzerwanej propagandy, obliczonej na wykreowanie obywatelskiej postawy przychylnej systemowi kapitalistycznemu.”15

Z pomocą specjalistów od psychologii społecznej i public relations zdołano wykreować „ludzkie oblicze kapitalizmu”, „American Dream”, „American Way of Life”, nową rzeczywistość, tworzoną przez wielki biznes dla małych, posłusznych ludzi. Brutalność, z jaką kojarzymy dziewiętnastowieczny kapitalizm zniknęła poza zasięgiem naszej percepcji. Została „wyeksportowana” do krajów nazwanych Trzecim Światem, którego korporacyjny zachód ogłosił się opiekunem i nowoczesnym gospodarzem. Trzeci Świat, zgodnie z ideologią neoliberalną, musi - czy tego chce, czy nie - przystosować się do ekonomicznych reguł i norm Zachodu. Etap ten jest procesem historycznym. To dzięki kształceniu w sprawach dotyczących ekonomicznych faktów życia, potrafimy zaakceptować doktrynę, że za nędzę i ubóstwo w obszarze kapitalistycznym nie odpowiadają elity władzy, ale winna jest temu indolencja i nieporadność samych głodujących; zrozumienie tego zjawiska ułatwia nam oczywiście nasza europejska, rasistowska tradycja. Zupełnie inna logika obowiązuje na obszarach niepodporządkowanych zachodowi i jego perwersyjnym doktrynom. Sztandarowym przykładem są państwa byłego bloku sowieckiego, a dziś Kuba i Korea Północna, gdzie za biedę odpowiadają elity sprawujące władzę i w ogólności system ideologiczny.

Zachodni system promocji kapitalistycznej kultury ma dziś charakter globalny. Koncepcje i tezy tworzone przez naukowców politycznych rozprzestrzeniają się w imponującym tempie z służalczym poparciem międzynarodowych agencji prasowych, będących zresztą częścią zwykle wielkich konglomeratów finansowych. Pseudonaukowe teorie cywilizacyjne Huntingtona czy Fukuyamy promowane przez amerykańskie agencje PR i prasę neoliberalną, ucierają stereotypowy, eurocentryczny światopogląd o supremacji kultury Zachodu i o osiągnięciu przez nią szczytowego etapu rozwoju cywilizacyjnego, który doprowadził świat do „końca historii”. Globalizacja, będąca konsekwencją „naturalnego” rozwoju ekonomicznego, prezentowana jest jako najwyższe spełnienie demokratycznych ideałów, których najbardziej wytrwałym i nieustraszonym strażnikiem są Stany Zjednoczone. Wykorzystując wszelkie dostępne współczesne techniki wizualnej perswazji i niewyobrażalne środki finansowe, zachodni przemysł public relations zdołał przekształcić samą istotę idei demokracji, czyli „rządów ludu”, w koszmarną orwellowską wizję subordynacji wobec neoliberalnej krucjaty. Przewodzące jej dziś intelektualne elity szydzą z obaw, jakie wyrażał w 1816 roku Thomas Jefferson, że „państwo zmierza do tworzenia jednoosobowego rządu wyniosłej arystokracji, opartego na instytucjach bankowych i inkorporacjach finansowych”; jeśli wzrost tej nowej tendencji miałby się utrzymać - stwierdził współtwórca amerykańskiego państwa - „będzie to koniec demokracji i wolności. Kilkoro panować będzie nad ograbionym i żebrzącym chłopstwem”.16

Jak - po dwóch wiekach - wygląda rzeczywistość, której obawiał się Jefferson? Przeciętny odbiorca środków masowego przekazu, ma bardzo nikłe o niej wyobrażenie. Hill & Knowlton, największa na świecie (w roku 1991) agencja public relations, krótko po wkroczeniu wojsk irackich do Kuwejtu podpisała z rządem tego kraju umowę (na blisko 11 milionów dolarów), na mocy której strona amerykańska miała stworzyć kampanie informacyjną w imieniu "obywateli wolnego Kuwejtu". Jednym z najbardziej owocnych przekazów stworzonych w tym okresie, mającym przygotować naród amerykański do wojny był film, w którym piętnastoletnia dziewczynka o imieniu Nayirah zeznawała, jak to iraccy żołnierze w jednym z kuwejckich szpitali uśmiercali niemowlaki wyciągając je z inkubatorów. "Ze wszystkich oskarżeń przeciw irackiemu dyktatorowi", odnotowuje Jon MacArthur w publikacji "Second Front: Censorship and Propaganda in the Gulf War", "żadne nie miało równie wielkiego wpływu na amerykańską opinię publiczną, jak doniesienie mówiące o żołnierzach irackich, którzy odłączyli od inkubatorów 312 niemowlaków pozostawiając je na posadzkach szpitala w Kuwait City". Historią tą posługiwał się prezydent Bush, cytowano ją w Kongresie, na posiedzeniach Rady Bezpieczeństwa ONZ, powtarzały ją w nieskończoność prasa, radio i telewizja. Nazwisko dziewczynki o imieniu Nayirah nie zostało ujawnione w czasie poprzedzającym wojnę w Zatoce Perskiej. Później okazało się, że dziewczynka jest córką ambasadora Kuwejtu Saud Nasir al-Sabah i w czasie opisywanego przez siebie zdarzenia przebywała w Stanach Zjednoczonych. Cała historia, która obiegła media, była typowym przykładem, tego, co Bernays nazywał "tworzeniem wiadomości" - zabiegiem PR służącym do "wykreowania przyzwolenia" [opinii publicznej], czyli - porzucając eufemistyczną terminologię - była to korporacyjna propaganda, której celem było uzyskanie poparcia dla agresji i okupacji Iraku.17

Inwestycja w rozwój propagandy korporacyjnej przyniosła wymierne korzyści finansowe jej sponsorom. Temu nie można zaprzeczyć. Przyniosła jednak również interesujące efekty uboczne, widoczne gołym okiem dla wszystkich, którzy ośmielili się patrzeć. Historyk Daniel Boorstin, pisał w roku 1961: „Jako pierwsi ludzie w historii, odważyliśmy się stworzyć iluzje na tyle żywe, na tyle przekonujące, na tyle „realistyczne”, że możemy w nich egzystować. Jesteśmy narodem, który zdołał wykreować największą fikcję świata. Jednak nie jesteśmy w stanie odważyć się, by rozwiać nasze złudzenia, ponieważ tworzą one środowisko, w którym żyjemy; nasze złudzenia to nasze wiadomości, nasi herosi, (...) całe nasze doświadczenie”. 18

Zbigniew Jankowski

Przypisy:

1. A. Carey, Taking the Risk Out of Democracy, University of Illinois Press, 1997, s. 18, 134-135
2. Business is Still in Trouble, “Fortune” 39(5), 1949, s. 198;
3. Ibid. s. 70;
4. Ibid. s. 200; czytaj również A. Carey, Taking the Risk Out of Democracy, University of Illinois Press, 1997, s. 80;
5. E. Bernays, The Engineering of Consent, Annals of the American Academy of Political and Social Sciences, 1947, 250 (March), s 114;
6. Ibid. 69;
7. E. Bernays, Propaganda, IG Publishing, s. 37;
8. H. D. Lasswell, The Propagandist Bids For Power, 1939, American Scholar, 8 (Summer), s. 357, czytaj również A.Carey, Taking the Risk Out of Democracy, s.147;
9. H. D. Lasswell, Propaganda, 1930-35, Encyclopedia of the Social Sciences, Macmillan, New York 1954, s. 523, 524, 527;
10. W. Lippmann, The Phantom Public, Macmillan, New York, 1927, s. 39. i s. 155;
11. M.B.Schnapper, The Truman Programme, Bureau of Public Affairs, Washington, 1948, s. 84-85;
12. C.D. MacDougall, Understanding Public Opinion, Macmillan, 1952, New York, s. 568-9;
13. S. Weiss, Bić białego! , „Wprost”, 27.02.2005;
14. H. Zinn, A People’s History of the United States, HarperCollins Publishers Inc, 2003, s.188, 191;
15. V.O.Key, Politics, Parties and Pressure Groups, Crowell, New York, 1958, s. 103;
16. N. Chomsky, Chomsky on Democracy and Education, Routledge Falmer, 2003, s. 241 („Prospects for Democracy”);
17. J.R. MacArthur, Second Front: Censorship and Propaganda in the Gulf War, Berkeley, CA: University of CA Press, 1992, s. 54;
18. D. Boorstin, The Image: or What Happened to the American Dream, Weidenfeld & Nicolson, London, 1961, s.240-241.
__________________
Bartek Bartkowski
Dlaczego podaję nazwisko?

Bywam tu:

www.kiddie.blox.pl
www.knopfler.pl
www.esensja.pl
www.film.org.pl
www.malach.org/gfh
www.swietoch.fora.pl


http://ateista.pl/showthread.php?p=397949

Cytuj:
Ojciec propagandy

Czy fakt, że był siostrzeńcem Freuda, miał wpływ na to, że Edwarda L. Bernaysa okrzyknięto pierwszym spindoktorem XX wieku.


Nowy Jork, 1929 rok. Dziesiątki tysięcy ludzi wyległy na ulice metropolii z okazji tradycyjnej parady wielkanocnej. Nagle w jednym miejscu zaczyna się tumult. Otoczona przez fotoreporterów grupa młodych kobiet wyciąga papierosy i z rozkoszą je zapala. Skandal. Do tej pory kobiety paliły tylko potajemnie, bo papierosy w rękach płci żeńskiej uważano za nieprzyzwoite, a w Stanach Zjednoczonych palenie przez panie było wręcz zabronione. Następnego dnia dziennikarze poświęcili tej akcji, odbywającej się pod hasłem „Torches of Freedom” (Pochodnie wolności), pierwsze strony gazet w całym kraju. Ludzie z branży PR i marketingu uważają dziś „Torches of Freedom” za kamień milowy na drodze do nowej epoki reklamy. Człowiek, który je wymyślił, uchodzi za ojca propagandy: to Edward Louis Bernays.
Reklama

Nie lubię tańca

Poza branżą public relations Bernays jest niemal nieznany, ale jego wpływ na wiek XX nie mógł być większy. Jak niewielu innych umiał dotrzeć do emocji mas i nimi manipulować. Stworzył podwaliny kultury konsumpcyjnej, w której nie kupujemy tego, czego faktycznie potrzebujemy, ale przede wszystkim to, co daje nam dobre samopoczucie. Bernays mówił później, że gdyby wówczas wiedział o szkodliwości palenia, nie pracowałby dla British American Tobacco (BAT). Był mistrzem w swoim fachu. Amerykański dziennikarz Larry Tye napisał w książce „The Father of Spin”, że Edward Bernays niemal samodzielnie stworzył biznes public relations. Jednak jego wiedza o wywieraniu wpływu na masy powstała w wyniku długich przygotowań. Niemal przez 20 lat eksperymentował z symbolami, wydarzeniami i inscenizacjami.

Od 1913 roku Bernays pracował w Nowym Jorku jako agent prasowy i sprawiał, że nieznani w USA europejscy artyści, jak Enrico Caruso czy rosyjski balet, stawali się głośni. Jednak jego starania mimo sukcesów nie dawały mu szczególnej satysfakcji. Przełom nastąpił w 1917 roku, gdy Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny przeciw cesarstwu niemieckiemu i monarchii austriackiej. Matka Bernaysa, siostra Sigmunda Freuda, z mężem Elym i liczącym wówczas rok Edwardem w 1892 roku wyemigrowała z Austrii do USA. Jej syn czuł się powołany, by być bojownikiem za kraj, w którym wyrósł. Gdy z powodu płaskostopia nie został wcielony do armii amerykańskiej, skontaktował się z Committee on Public Information. Komitet ten miał przygotować Amerykanów, wątpiących w sens mieszania się do europejskiej wojny, do udziału w krwawych walkach. Austriackie korzenie Bernaysa uznano za nieistotne i zatrudniono go. Szybko okazał się niebywale zręczny w sprzedawaniu amerykańskiej i europejskiej opinii publicznej idei bezpiecznego i pokojowego światowego porządku, wywalczonego amerykańskim orężem. „Make the world safe for democracy” (Uczynić świat bezpiecznym dla demokracji) – tak brzmiało jego hasło.

Praca Bernaysa została wynagrodzona. Po zakończeniu wojny mógł pojechać wraz z amerykańską delegacją z prezydentem Woodrowem Wilsonem na czele na negocjacje pokojowe do Francji. Był zaskoczony entuzjazmem, z jakim Francuzi przyjmowali Wilsona: jako bohatera narodowego, który przyniósł pokój i wolność. Głęboko poruszony Bernays doszedł do wniosku, że wywieranie wpływu na masy powinno odgrywać ważną rolę nie tylko w czasie wojny, ale i pokoju. Podwaliny pod tę tezę dostarczyły mu pisma Freuda.

Podczas pobytu w Paryżu Bernays wysłał wujkowi „Siggiemu” do Wiednia pudełko hawańskich cygar i w rewanżu otrzymał „Wstęp do psychoanalizy”. Bernaysa zafascynowała myśl o ukrytych, irracjonalnych siłach, które popychają ludzi do działania. Po powrocie do Nowego Jorku w 1919 roku zaczął badać metody aktywacji tych sił i ich wykorzystania.

W ten sposób otworzył drzwi do nowej ery. Pod koniec XIX wieku USA i państwa europejskie stały się społeczeństwami industrialnymi, produkującymi miliony towarów. Jednak o konsumpcji, jak ją rozumiemy dziś, nie było wówczas mowy. Pomijając niewielu bogaczy, konsumenci kupowali jedynie to, co rzeczywiście niezbędne do życia: samochody, biżuteria i eleganckie ubrania niekoniecznie należały do tej grupy. Dlatego reklama koncentrowała się na podkreślaniu zalet i trwałości konkretnych produktów. Samochód nie był symbolem statusu, tylko środkiem komunikacji. Szata nie zdobiła człowieka, tylko sprawiała, że było mu ciepło i sucho. Gdy chciano napędzić sprzedaż, ograniczano się do obrzydzania produktów konkurencji. Po zakończeniu I wojny światowej amerykańscy magnaci niepokoili się o zbyt swoich produktów masowych. Dzięki pracy Bernaysa zdali sobie sprawę, że mogliby zmienić zachowania klientów. Wpływowy wówczas finansista z Wall Street Paul Masser z banku inwestycyjnego Lehman Brothers sformułował to w następujący sposób: Musimy przeprowadzić Amerykę od kultury potrzeb do kultury pragnień. I tak się stało.

Solidne, bo tłuste

Wielki fabrykant szynki, której zbyt spadał, zaangażował Bernaysa, żeby nakręcił sprzedaż. Na hasło „szynka” Bernays natychmiast pomyślał o śniadaniu. Do tej pory Amerykanie byli przyzwyczajeni widzieć na śniadaniowym stole sok, tost i kawę, a więc, według Bernaysa, należało zmienić śniadaniowe nawyki społeczeństwa. Przepytał znanych lekarzy, czy zalecają lekkie, czy solidne śniadanie – zwyciężył wariant solidny. Bernays wysłał odpowiednie raporty do prasy i Amerykanie posłuchali rady lekarzy. Jajka na bekonie stały się nieodłącznym elementem Ameryki, jak później hamburger.

Bernays organizował też pokazy mody, na których aktorki ciągle podkreślały, że ubrań nie powinno się kupować dla ich użyteczności, ale po to, by wyrazić swoje ja: „Express yourself better in your dress”. Strategie Bernaysa zmieniały się w zależności od zlecenia, jakim się właśnie zajmował, ale jego filozofia pozostawała niezmienna. Nie tyle sprzedawał produkty, co zmieniał konwencje i sposób zachowania. Gdy pewien producent siatek na włosy nasycił zapotrzebowanie żeńskiej klienteli, Bernays zaczął je propagować jako utensylia ochronne dla pracowników branży spożywczej i gastronomii, zdobywając w ten sposób dla swego zleceniodawcy całkiem nową klientelę.

Pobudzona konsumpcja w Ameryce doprowadziła do boomu na rynkach akcji: również w tym maczał palce Bernays. Rozpowszechnił ideę, że także przeciętny Amerykanin powinien kupować akcje, a pieniądze na zakup pożyczać od banków. Banki płaciły Bernaysowi za jego pracę, a miliony Amerykanów znów poszło za jego radą. W 1924 roku na pomoc wezwał go prezydent Calvin Coolidge, którego opinia publiczna postrzegała jako bezbarwnego i nudnego. Bernays postąpił z nim jak z produktem. Skłonił 34 hollywoodzkie gwiazdy, by odwiedziły Coolidge’a w Białym Domu, i przedstawił mu każdego z gości z imienia i nazwiska. Potem była kawa, herbata i ciastka. Następnego dnia gazety doniosły: „Coolidge zabawiał aktorów”. Prezydent i naród byli zadowoleni.

Bernays stał się bogaty i sławny, ale podczas gdy wynajmował apartament w najdroższym nowojorskim hotelu i otaczał się wpływowymi ludźmi, inflacja w Europie wpędziła jego wuja Sigmunda Freuda w tarapaty. Stojąc przed ruiną finansową, Freud napisał do bogatego siostrzeńca. Ten zorganizował publikację jego dzieł w USA. Zadbał też o kontrowersyjne debaty, które nakręcały sprzedaż książek, a gdy Freud był już znany i akceptowany za oceanem, sam Bernays także odniósł z tego korzyści. Przy swoich klientach opowiadał o „wuju Siggim”.

Wzór Disneya

Pasmo sukcesów wkrótce zmąciły doniesienia o spadających kursach akcji na nowojorskiej giełdzie. Boom gospodarczy załamał się w największym w historii krachu na giełdzie. Żadna propaganda nie mogła powstrzymać inwestorów od panicznych wyprzedaży. Bernays i cała branża PR stracili wiarygodność. Podczas recesji, która nastąpiła, miliony bezrobotnych i zubożałych obwiniało o te nieszczęścia gospodarkę i przestało konsumować. W 1933 roku w osobie Franklina Delano Roosevelta Amerykanie wybrali na prezydenta człowieka pragnącego stworzyć podporę dla społeczeństwa, które straciło stabilność. W swoim programie odbudowy – Nowym Ładzie – Roosevelt wyznaczył granice gospodarce, która wymknęła się spod kontroli. Przedsiębiorcy wypowiedzieli mu wtedy otwartą wojnę, a do swojej kampanii propagandowej ściągnęli Bernaysa. Hasło: „wolna gospodarka prywatna – to nieodzowny składnik stabilnej demokracji”.

Na nowojorskiej wystawie światowej w 1939 roku Bernays przedstawił idealną wizję futurystycznej Ameryki, która polityczną stabilność i postępy społeczne zawdzięczała wolnej i kwitnącej gospodarce – „Democracity”. Zwiedzający mogli jej doświadczyć na własnej skórze. Kołysali się w wygodnych siedzeniach podczas symulacji lotu nad ogromnym modelem zautomatyzowanych autostrad, po których jechały sterowane radiem samochody i ciężarówki o opływowych kształtach, lecieli nad miastami błyszczących megawieżowców, nad przedmieściami pełnymi eleganckich domów jednorodzinnych i ponad zieloną idyllą nad błękitnymi rzekami. Ta „Futurama”, sponsorowana przez General Motors i umieszczona pod wielką białą kopułą, posłużyła potem Disneyo¬wi jako wzór dla parków tematycznych.

W następnych dziesięcioleciach Bernays poważniej zajął się polityką. Pierwszą szczegółową analizą elektoratu pomógł ponownie wygrać wybory ówczes¬nemu burmistrzowi Nowego Jorku, La Guardii. Na zlecenie indyjskiego rządu podjął się przekształcenia wizerunku kraju w obraz państwa, które Ameryka mogła wspierać w walce z komunizmem.

Izraelskiej premier Goldzie Meir radził, jak skutecznie agitować na rzecz Izraela w ONZ.

Czasem zaangażowanie Bernaysa było kontrowersyjne. Na przykład w latach 50. pomógł United Fruit Company (dziś Chiquita) oczerniać lewicowy rząd Gwatemali, przedstawiając go w USA jako komunistyczny. Kampania przyczyniła się do brutalnego obalenia tego gabinetu przez Stany Zjednoczone w 1954 roku.

W 1992 roku Bernays był gościem Davida Lettermana, gospodarza programu „Late Night”. Gdy Letterman przywitał go słowami: Witam, doktorze Bernays, ten podziękował mu za wymienienie naukowego tytułu: To zwiększa moją wiarygodność u widzów.

Edward Bernays zmarł w Nowym Jorku w wieku 103 lat.

http://www.tygodnikforum.pl/forum/index.jsp?place=Lead10&news_cat_id=249&news_id=7814&layout=1&forum_id=5817&page=text

_________________
Obrazek

http://www.prisonplanet.pl/



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 lip 2016, 9:23 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 lis 2013, 18:51
Posty: 894
Płeć: mężczyzna
„Systemy dyktatorskie zmuszają do konformizmu groźbą i terrorem; kraje demokratyczne – perswazją i propagandą.” – Erich Fromm

Edward Bernays i sztuka sterowania tłumem – napisy PL
phpBB [video]


Cytuj:
Zasadniczo wszyscy ludzie są tacy sami. Zasadniczo jesteśmy klonami siebie nawzajem. Od chwili narodzin mamy „wbudowanych” wiele tych samych cech. Wszyscy uśmiechamy się, kiedy jesteśmy szczęśliwi, odróżniamy co jest sprawiedliwe, a co nie, mamy podobne pojęcie o moralności. Wszystkie społeczeństwa – zarówno prymitywne, jak i rozwinięte – posiadają mechanizmy, które powodują, że są płynne. Tymi mechanizmami mogą być rynki lub przepisy prawa, rządy lub związki zawodowe. Społeczeństwo powinno ujarzmić mechanizmy, które generują rzeczy wspólne dla nas wszystkich, rzeczy, które uznajemy za święte, takie jak wolność, wypoczynek czy szczęście. Wszyscy dzielimy te ideały, ponieważ są wrodzone, zakorzenione w naszym DNA i wyrażone przez naszą własną naturę. Demokracja, czyli system samorządności opartej na uczestnictwie społeczeństwa, ma być jednym z samoregulujących się mechanizmów. Powinna powoływać do życia społeczeństwo, które ceni najważniejsze ludzkie ideały. Istnieje jednak zasadnicza niedoskonałość, która została wykorzystana. Człowiekiem, który odkrył jak wykorzystać tę niedoskonałość był Edward Bernays. Uważa się go za ojca public relations i jedną z tych osób, które wniosły szczególnie znaczący wkład do nauki o marketingu. Bernays uważał, że ludzie są ze swej natury głupi i można ich łatwo przekonać nie za pomocą racjonalnych argumentów, ale przez odwołanie się do ich emocji. Jeżeli ludzie są źli, głupi, nieracjonalni i jeżeli rządzi nimi mentalność tłumu, to według Bernaysa należy ich kontrolować, a demokrację kształtować lub przynajmniej zapobiegać jej funkcjonowaniu w pełnym wymiarze. By to osiągnąć, Bernays wykorzystał filozofię swojego wuja Zygmunta Freuda. Freud uważał, że na człowieka mają wpływ jego nieświadome pragnienia. Korzystając z tej wiedzy, Bernays doszedł do wniosku, że można wpływać na ludzi nie odwołując się do racjonalnych argumentów, ale do irracjonalnych emocji. W latach 20-tych jednym z pierwszych klientów Bernaysa była American Tobacco Corporation. W tamtym czasie palenie papierosów przez kobiety w miejscach publicznych było tabu. Prezes American Tobacco Corporation, George Hill, poskarżył się Bernaysowi, że jego firma traci połowę swoich potencjalnych odbiorców. Bernays zatrudnił psychologów, żeby ustalili dlaczego. Doszli do wniosku, że palenie stanowi wyraz potencjału seksualnego mężczyzn, ale kobiety mogą podważyć ten potencjał same sięgając po papierosa. Miał to być jeden ze sposobów walki o prawa kobiet. W jednym ze swoich pierwszych eksperymentów, Bernays przekonał grupę bogatych debiutantek, aby wyciągnęły papierosy podczas parady wielkanocnej w Nowym Jorku. Poinformował gazety, że kobiety te będą protestować. Wiedział, że zjawią się media i kiedy to się stało, za pomocą banerów z napisem „pochodnie wolności” dał kobietom znak, żeby zapaliły papierosa przed kamerami. Następnego dnia relacje z tego zdarzenia ukazały się nie tylko w nowojorskich gazetach, ale w prasie na całym świecie. Eksperyment okazał się sukcesem. Chociaż Bernays przełamał tabu tylko podczas tego jednego wydarzenia, wkrótce palenie przez kobiety stało się pełnym mocy symbolem. Poprzez samo tylko palenie kobiety wysyłały przekaz, że są równe mężczyznom, tak samo silne i niezależne. Jednakże rzeczywistość jest taka, że palenie nie czyni cię silnym. Bernays uświadomił sobie, że może wykorzystywać produkty nie po to, żeby odwoływać się do rozsądku danej osoby, lecz do jej emocji. Wyłącznie sprawiając, że dana osoba czuje się wyjątkowa, silna, seksowna, niezależna, dumna, szczęśliwa lub podekscytowana, Bernays mógł manipulować ogółem. Niedługo po tym wydarzeniu, wyniki sprzedaży papierosów kobietom niebotycznie wzrosły. W 1928 roku droga Edwarda Bernaysa do świadomej i inteligentnej manipulacji zorganizowanymi zwyczajami i opiniami tłumu jest istotnym elementem demokratycznego społeczeństwa. Ci, którzy manipulują tym niewidocznym mechanizmem społeczeństwa stanowią niewidzialny rząd, będący rzeczywistą siłą rządzącą w naszym kraju. W dużej mierze rządzą nami, urabiają nasze umysły, kształtują nasze gusta i sugerują nam ideały ludzie, o których nigdy nie słyszeliśmy. To logiczny efekt sposobu, w jaki zorganizowane jest nasze demokratyczne społeczeństwo. Amerykański sektor biznesowy zainteresował się nową metodą manipulowania społeczeństwem opracowaną przez Edwarda Bernaysa. W tamtym czasie firmy namawiały ludzi, żeby kupowali ich produkty, ponieważ muszą je mieć. Były to produkty, bez których nikt z nas nie może się obejść, jak pasta do zębów czy obuwie. Bernays odradzał to sektorowi prywatnemu. Zamiast tego odwoływał się do emocjonalnych pragnień. Samochody nie miały już być sprzedawane, ponieważ są niezawodnymi maszynami, ale dlatego, że dają kierowcy poczucie wolności, luksusu, wyjątkowości, tego, że może być lepszy od swojego sąsiada.

Paul Mazur z Lehman Brothers, człowiek, który zatrudnił Barneysa, stwierdził:

„Musimy przekierować Amerykę od kultury potrzeb do kultury pragnień. Ludzi należy szkolić, by pożądali, ludzie muszą chcieć nowych rzeczy zanim stare całkowicie się zużyją. Musimy ukształtować nową mentalność w Ameryce. Pragnienia muszą przyćmić potrzeby”.

Reszta korporacyjnej Ameryki zgodziła się z tym. Wkrótce popyt na usługi Bernaysa stał się przytłaczający. Inne firmy zajmujące się PR-em zaczęły się mnożyć w całej Ameryce. Niemal każda znacząca korporacja zaczęła stosować metodę public relations. Odwoływały się do najbardziej pierwotnych ludzkich pragnień opartych nie na demokratycznych zasadach, ale na zasadach rynkowych. Te nowe metody sprawiły, że sektor prywatny stał się wszechwładny. Niektóre firmy, jak United Fruit Company, posiadały duże połacie ziemi w Gwatemali. United Fruit wspierała kolejnych dyktatorów w tym kraju. W demokratycznych wyborach w 1951 roku prezydentem Gwatemali został opowiadający się za reformami Jacobo Arbenz Guzmán. Jedną z tych reform miało być wyzwolenie kraju spod rządów United Fruit. Kongres przegłosował reformę rolną, w ramach której rząd miał wykupywać nieuprawiane działki będące w posiadaniu United Fruit i przekazywać je ubogim rodzinom pod uprawę. Podczas gdy społeczeństwo gorąco wspierało reformy, maleńka grupa przywódców oraz United Fruit Company poczuły się zagrożone. Poszukując wyjścia z sytuacji, którą uznała za kryzysową, korporacja zwróciła się o pomoc do Edwarda Bernaysa. Ze względu na dużą popularność, jaką cieszył się Arbenz, Bernays zdecydował, że nie należy manipulować opinią publiczną w Gwatemali, a zamiast tego odwołał się do rządu Stanów Zjednoczonych. W tamtym czasie budzący przerażenie komunizm sowiecki był obecny w każdym aspekcie życia w Ameryce. Pomimo że Gwatemala była krajem kapitalistycznym, Bernays postanowił przekonać Amerykanów, że Arbenz jest marionetką Sowietów, mimo że żadne powiązanie nie istniało. Wykorzystał lęki ludzi przeciwko nim samym i sprawił, że Arbenz stał się największym zagrożeniem dla amerykańskiej demokracji. Bernays zebrał grupę dziennikarzy z Ameryki, którzy polecieli do Gwatemali i spotkali się z niewielką grupą polityków przeciwnych Arbenzowi. Przekonał tych dziennikarzy, że Arbenz jest komunistą mającym powiązania z sowieckim imperium. W tym samym czasie Bernays utworzył w Stanach Zjednoczonych fałszywą, niezależną agencję prasową o nazwie Middle America Information Bureau. Jej zadaniem było zalanie mediów groźbami dotyczącymi rządu Arbenza. Według tej agencji, Moskwa miała zamiar wykorzystać Gwatemalę jako bazę do ataku na Amerykę. Plan się powiódł. W całych Stanach Zjednoczonych gazety i ludzie mówili o zbliżającym się ataku, który miał przeprowadzić mały, niemal całkowicie bezbronny kraj. W tym samym czasie United Fruit wywierała nacisk na rząd Eisenhowera. Udało się go przekonać, że Gwatemala stanowi zagrożenie dla amerykańskiej demokracji. Prezydent wydał polecenie, by CIA przeprowadziła zamach stanu w tym kraju poprzez uzbrojenie i wyszkolenie armii rebelianckiej. Następnie CIA stworzyła coś, co nazwała kampanią terroru, bombardując miasto Gwatemala. 27 czerwca 1954 roku Arbenz uciekł do Meksyku. Ostatecznie władzę w kraju przejął Carlos R. Moss, który został dyktatorem. Rozgniewał ludność unieważniając reformę rolną. Na żądanie CIA, R. Moss utworzył Narodowy Komitet Obrony przed Komunizmem. Grupę tę uznaje się powszechnie za pierwszy współczesny szwadron śmierci w Ameryce Łacińskiej. R. Moss oczyścił rząd i związki zawodowe z ludzi oskarżonych o sympatie lewicowe, zakazał zakładania partii politycznych i organizacji chłopskich oraz powołał na nowo tajną policję. Wszystko to ostatecznie doprowadziło do wybuchu wojny domowej w Gwatemali, w której życie straciło 200.000 cywilnych obywateli tego kraju. Najwięcej zginęło z ręki wspieranego przez Stany Zjednoczone rządu oraz szwadronów śmierci. Chociaż większość Amerykanów nie wie kim był Edward Bernays, wywarł on istotny wpływ na ich życie. Pracował dla rządów Wilsona, Hoovera i Eisenhowera. Utrzymywał kontakty z najbardziej wpływowymi ludźmi w Ameryce i był zatrudniony przez niemal każdą większą korporację w Stanach Zjednoczonych, m.in. New Jersey Bell Telephone, Procter & Gamble, American Tobacco Company, General Electric, Dodge Motors, CBS i Bethlehem Steel.

Prawdziwa ironia polega na tym, że Bernays był przekonany, iż demokracji trzeba zapobiegać, a społeczeństwo kontrolować, gdyż jest nieracjonalne, jednak postępując w ten sposób sprawił, że ludzie istotnie stali się nieracjonalni i zmienił ich w motłoch, którego tak się obawiał. Edward Bernays podważył demokrację, jedyny mechanizm zawierający cechy, które go chronią i zastąpił ją innym mechanizmem, wydobywającym z ludzi najgorsze słabości, takie jak chciwość, egoizm, żądza władzy i zawiść. Bernays grał na naszym potencjale, pragnieniach, lękach, na naszej ignorancji i naszych marzeniach, a wszystko to w imię innego mechanizmu, który rządzi społeczeństwami – w imię prywatnego przedsiębiorstwa. To właśnie o nim mówił, że jest niewidzialnym rządem. Ludzie, którzy kontrolują ten wielki mechanizm, to ci, którzy posiadają władzę i pieniądze, by manipulować całymi społeczeństwami zgodnie z własną wolą i przekonaniami oraz dla zaspokojenia własnej chciwości. Zyskali na naszych najbardziej pierwotnych i opartych na strachu emocjach, które wykorzystywali, zmieniając obywateli w prawdziwie nieracjonalne istoty.


źr: https://bladymamut.wordpress.com/2015/1 ... napisy-pl/


Edward Bernays - Propaganda 1928 [ENG]
http://asset-4.soupcdn.com/asset/0324/0984_4ce7.pdf

Zadziwiające, że nie ma na polskojęzycznej Wikipedii nawet wzmianki o Edwardzie Bernays'ie.

Edward Bernays (1928) Edward Louis Bernays (November 22, 1891 − March 9, 1995) was a Jewish journalist and media manipulator.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 sie 2016, 13:36 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
AKTA IMPERIUM: Propaganda i fabrykowanie społecznego przyzwolenia (napisy PL)
phpBB [video]

Cytuj:
Manipulowanie opinią publiczną sięga czasów ojca współczesnej propagandy Edwarda Bernaysa. Odkrył on, że wywieranie wpływu na podświadomość jest najlepszym sposobem, by sprzedawać ludziom produkty, których nie potrzebują i wojny, których nie chcą.

Na temat funkcji propagandy w dzisiejszym społeczeństwie Abby Martin rozmawia z dr. Markiem Crispinem Millerem, badaczem mediów i wykładowcą Uniwersytetu Nowojorskiego.


i ciekawy link
https://exignorant.wordpress.com/2016/0 ... yzwolenia/

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 5 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group