Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 31 lip 2014, 2:17

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 7 ] 
Autor Wiadomość
Post: 01 mar 2012, 7:54 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2009, 10:11
Posty: 1886
Droga Lewej Ręki

Dla pełnego i szerokiego zrozumienia zagadnienia zawartego w temacie, warto jest połączyć wiedzę z zakresu kilku wątków, tak aby w pełni szeroko zobaczyć, jak po co, dlaczego? - tak a nie inaczej to wszystko wygląda.

Wiedza ta przyda się bardzo:
- w czytaniu tekstów - ze zrozumieniem!
- czytaniu - między wierszami
- odkodowywaniu ukrytej agendy w okół środowisk wszelakich

Odkodowywanie agendy (mianowicie):
- kto, co i dlaczego mówi?
- dlaczego to mówi?
- jakie cele motywowały napędzaczy aktualnej sytuacji?
- jakie konsekwencje niosą ze sobą konkretne prace?
- zorientowanie się - gdzie jesteśmy - co robimy - jaką za to zapłacimy cenę!

Cytuj:
zorientowanie się - gdzie jesteśmy - co robimy - jaką za to zapłacimy cenę!

_________________
Wszystko jest umysłem...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 01 mar 2012, 7:54 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 01 mar 2012, 7:56 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2009, 10:11
Posty: 1886
Zagadnienie pierwsze:

NAUCZYCIELE - podziały
http://davidicke.pl/forum/nauczyciele-podzia-y-t2296.html
Kod:
http://davidicke.pl/forum/nauczyciele-podzia-y-t2296.html

Pełen opis w wątku - poniżej pierwszy startowy element układanki.

Hakun pisze:
NAUCZYCIELE - podziały

Są trzy grupy nauczycieli:

"BIALI" - czyli doprowadzą do oświecenia, wszystko proste i klarowne.
Wyzwolenie z koła przyczyny i skutku, cierpienia i podzielenie się tym osiągnięciem.
Trochę nuda - ale tak się kończy matrix.

Jednak jest to najmniej uciążliwa szkoła.
Budda był tu dobrym adeptem. (Buddy Siakjamuniego)
Królewskie pochodzenie, klejnoty, słudzy, kariera na każdym polu zapewniona.
Nic tylko liczyć diamenty i pić winko patrząc na śliczną tancereczkę od świtu do nocy.

Niestety jednak - miał w sobie ogromne pokłady współczucia - niestety dla rodziny.
Trzymali go w sztucznym środowisku - żeby nie natknął się na choroby, starość i cierpienie.
To miało gwarantować że zostanie wspaniałym cesarzem - zamiast prowadzić duchowo ludzi.
Jednak pewnego dnia natknął się na wszystkie zakazane i niechciane sytuacje...
Wszyscy w koło cierpią, starzeją się, umierają... i na nowo rodzą uwiązani w karmie.
JAK TYLKO zobaczył że i on umrze - chciał od razu znaleźć rozwiązanie.
Chciał znaleźć sposób jak wyzwolić siebie i innych z tego kręgu cierpienia i smutku - koła dharmy.
Poczuł tylko cień bata - i ruszył się do pracy. Oświecił się, szukał sposobu aż znalazł.
Na szczęście znacznie częściej ten model teraz jest aktywny u adeptów.

"CZARNI" Tu jest weselej. Czarni magowie nauczą porządnie!!!
jak zabić, jak okraść z energii, dużo atrakcji, dużo mocy, wesoło.
Niestety później dużo cierpienia i ogromne problemy z wyjściem
z tak namieszanej karmy.
Lecz są to w pewnym sensie DOBRZY nauczyciele - bo tak dobrze nauczą
że ktoś tak mocno namiesza - iż nie ma żadnych wątpliwości później
że jest źle - i musi się oświecić - zostanie do tego niejako zmuszony
przez cierpienie jakiego dozna w wyniku fali wstecznej karmy.
Więc w rezultacie pomogą mu się oświecić - trochę pokrętnie - ale pomogą.

Magowie także są bardzo zdeterminowani w praktyce - później :)
bo niestety - ale jak mag upada - to z wysoka - i później szybko i mocno działa.

Tu odsyłam do postaci o imieniu MILAREPA - jeden z ulubionych "świętych"
tybetańskich, który od maga - mordercy - stał się oświeconym bodhisatvą...
W dużym skrócie - od bogactwa, do nędzy - do wielkiej magii - przez morderstwa
i wyzwolenie z cierpienia poprzez oświecenie i dzielenie się doświadczeniem z innymi.

"NIJACY" - NAJGORSZA Z GRUP!!!
Ani nie nauczą porządnie się oświecać, ani szkodzić - żeby karma mogła
w swoim powrocie kogoś wyprowadzić z głupoty - po prostu - pozorują że coś się dzieje.
NIC - ani w lewo ani w prawo - NAJGORSZA Z OPCJI ROZWOJOWYCH.
Mimoza matrixowa - udawacze, że coś potrafią i karmią swoich adeptów niczym.

_________________
Wszystko jest umysłem...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 mar 2012, 7:58 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2009, 10:11
Posty: 1886
Zagadnienie drugie:

MAGIA - Klasyfikacja metod
http://davidicke.pl/forum/magia-klasyfikacja-metod-t2295.html
Kod:
http://davidicke.pl/forum/magia-klasyfikacja-metod-t2295.html

Pełen opis w wątku - poniżej pierwszy startowy element układanki.

Hakun pisze:
MAGIA - Klasyfikacja metod

Działanie magiczne – to działanie z zakresu umysłu. Używamy umysłu do wywołania, dokonania konkretnej określonej zmiany. Można powiedzieć iż jeśli tylko myślimy – działamy magicznie. Tego typu metody pracy określane są metodami względnymi – magicznymi. Mają ograniczony zasięg działania, czas i bardzo łatwo jest nimi zaszkodzić sobie i innym. Żeby pracować magicznie – umysłowo – trzeba być bardzo kompetentnym i stale uważnym na każdą myśl jaką uruchamiamy i każde słowo jakie wypowiadamy. KAŻDE. Nawet jeśli zdaje nam się że komuś pomagamy.

Dobrze ilustruje to epizod z wiejską guślarką:
„Panie ja tylko pomagam ludziom – ja tylko pomagam.
Jak ktoś przyjdzie i powie żeby krowa sąsiadowi zdechła, ja tylko pomagam.”


============================================================


Przykłady działań czarno magicznych:

- umyślne złe myślenie o drugiej osobie, życzenie jej śmierci bólu cierpienia itp.
- rzucanie klątw uroków i podobne klarowne działania destrukcyjne
- wykorzystywanie cudzej energii bez zgody do zasilania swoich praktyk, np. ofiary ze zwierząt, ludzi i kradzież ich energii życia,
- narzucanie swojej woli w procesach decyzyjnych innych osób. Jeśli zmusimy kogokolwiek do postąpienia wg naszej woli jest to działaniem czarno magicznym. Może być to narzucenie komuś zakupu odkurzacza, kupna książki której nie potrzebuje, poślubienia konkretnej osoby, wykonania konkretnej akcji bez wewnętrznego przyzwolenia. Niekiedy kobiety jak i mężczyźni chcąc pozyskać partnerkę dokonywali różnych rytuałów magicznych dla zwiększenia swojego powodzenia – i w konsekwencji tworzyli relacje na wiele wcieleń, z których później mieli duże trudności swobodnie się wyzwolić. Osoba taka może usilnie pozostawać z kimś w związku – i zarazem być dla niego katem i przyczyną tragedii bez końca.
- obgadywanie, wyśmiewanie, oczernianie, plotkowanie – jest to forma kradzieży dobrego imienia danej osoby, uwłaczania jej godności i osłabiania jej. Dlatego w pewnym momencie ludzie rozwijający swój umysł spostrzegają, iż nie mogą sobie już uszczypliwie żartować bądź tez być cynicznymi i zgryźliwymi w stosunku do innych osób, ponieważ bardzo mocno to w nie uderza i rani. Powoduje zbędne cierpienie.
- myślenie o kimś że jest z nami w związku, robi z nami interesy, pracuje dla nas, itp – co w kształcie zakłada konkretną formę, a nie jest życzeniem osoby, której to dotyczy, lub jest wykonane bez jej wiedzy, zgody. Jest to narzucanie swojej woli – wizji przebiegu zdarzeń i narusza wolną wolę. Nawet jeśli w swoim mniemaniu uważamy że jest to dla danej osoby dobre.
- modlitwy praktyki wykonywane w intencji uzdrowienia kogoś bez jego zgody
Dusza może mieć zupełnie inny plan, komuś potrzebna jest choroba aby zrozumieć sytuację w której się znajduje, ingerując w proces zbierania doświadczeń uniemożliwiamy duszy realizowanie swojego planu i tym samym wchodzimy w jej pole karmiczne, może się to wiązać z braniem jej karmy na siebie.
- sprawdzanie wahadłami, kartami, runami, umysłem – tego co się dzieje z kimś, z kim rozmawia, co robi, jaki jest jego stan zdrowia, co myśli, gdzie jest itp. – innymi słowy ingerencja w pole bez zgody osoby na której dokonujemy prac – jest to jawne naruszenie zasad wolnej woli. Niewinne pytanie u wróżki, a co mój chłopak o mnie myśli, jest zlecaniem kradzieży informacji na zlecenie. Jest to bardzo inwazyjna forma działań negatywnych i jedna z niebezpieczniejszych. O ile ktoś będzie wykradał informacje o małym znaczeniu od postronnych osób – efekt może przyjść później i przynieść nam cierpienie, jeśli zaś stara się wykradać informacje od osób o mocnym umyśle i mocnej energii efekt często może być natychmiastowy.

Większość działań, które z poziomu umysłu wydają się działaniem dla czyjegoś dobra,
są działaniami czarno magicznymi!!!


============================================================

Przykłady działań biało magicznych:
- życzenie komuś wszelkiej pomyślności – bez narzucania kształtu tej informacji, jaka to ma być pomyślność i kiedy ma się przejawiać, w jaki sposób.
- ciepłe i serdeczne myślenie o drugiej osobie, bez narzucania jakiejkolwiek informacji dodatkowej
- leczenie ziołami, energią – za zgodą osoby która jest obiektem leczenia
Wielu bioenergoterapeutów i uzdrowicieli pracując w kierunku uzdrowienia kogoś z choroby czy tez rozwiązania problemów osoby która do nas przychodzi po poradę specjalnie profiluje swoją pracę poprzez różnego rodzaju inwokacje, intencje zabezpieczające ich przed działaniem czarno magicznym i narzucaniem swojej woli – robieniem więcej niż można, trzeba.

Oto kilka przykładów:
- proszę moje wyższe ja o zabezpieczenie tego procesu i poprowadzenie go w takiej formie, aby był jak najlepszy dla osoby, z którą pracuję – proszę także wyższe ja osoby z którą pracuję aby profilowało zabieg wg własnej woli i kierunku prac bez narzucania mojej woli.
- oddaje/ofiarowuje Bogu ten zabieg i proszę o przewodnictwo i błogosławieństwo w procesie uzdrawiania
- proszę wszystko co może mi pomóc w zabiegu o wsparcie tak aby jego wynik był zgodny z najlepszym programem dla tej osoby, z poziomu absolutnego – poza moim ego i wyobrażeniem o procesie.

============================================================

Jak widać znacznie łatwiej jest komuś zaszkodzić niż pomóc.
Stąd też biorą się powiedzenia w stylu:
Dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.
Mniej słów – mniej szkód.


Jeśli nauczymy się wyłączać swój umysł z ciągłej gonitwy myśli i będziemy tylko „tu i teraz” świadomie i uważnie przeżywając każdą chwilę, wówczas unikamy możliwości przypadkowego generowanie niekorzystnych myśli i jesteśmy wolni od ciągłego ich monitorowania i śledzenia – celem zapewnienia jak najlepszej jakości wewnętrznej.

============================================================

Praca w takim umyśle - wielkim umyśle - sprzed myślenia - wg podziału przekazanego przez
mistrza zen Seung Sahna - jest pracą na poziomie ABSOLUTNYM.

Dlatego właśnie Seung Sahn w swoich materiałach ciągle mówi:
- utrzymuj tylko umysł nie wiem
- porzuć całe myślenie
- puść wszystko
zamiast tłumaczyć wszystkie malutkie zasady pracy z umysłem,
ponieważ - jednym kluczem - daje ludziom do ręki narzędzie do oświecania się
przekraczania swojej karmy - która właśnie z umysłem jest związana.

Nie myślimy - NIE MA KARMY - dlatego też praktyka ta - zen
jest możliwością osiągnięcia oświecenia w jedno wcielenie.

I od przeszło 80 pokoleń mistrzów od czasu buddy, przeszło 2,5 tyś lat
- z jednego na drugiego weryfikując doświadczenie, trzymają się tego
że należy wyłączać myślenie - żeby postrzec swoją prawdziwą naturę.

Zachowały się także nauki sprzed Buddy Siakjamuniego - BON,
jednak nie są tak kompletne jak system podany przez Buddę.
Buddowie z poprzedniej fali także osiągali to poprzez wyłączanie umysłu.

Trzymają się tego też inne tradycje które mają potwierdzone oświecenie,
nie tylko buddyści, i japońscy czy koreańscy czy tybetańscy to osiągali.
Wielu chrześcijan, Indian - osiągało ten stan - jednak punkt wyjścia jest ten sam.

_________________
Wszystko jest umysłem...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 mar 2012, 8:01 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2009, 10:11
Posty: 1886
Dodatkowe zagadnienia:

http://designersites.pl/cudaducha/index.php?action=articles;sa=view;article=3
Kod:
http://designersites.pl/cudaducha/index.php?action=articles;sa=view;article=3


Cytuj:
Wyzwolenie przez szaleństwo - obietnice Tantry "lewej ręki"
Wysłane przez: Leszek.Zadlo Data: 2011-09-22, 21:21:57 Ilość odłon: 96
Autor: Leszek Żądło
Praktyki duchowe zwykło się dzielić na „prawe” i „lewe”. Ten podział jest obecny w każdej kulturze. „Prawe” to te prawomyślne, zgodne z tradycją, „lewe” zaś to drogi buntowników.
Głównym hasłem Lewych jest:
„rób wszystko, na co msz ochotę. Niczego sobie nie odmawiaj i nie licz się z kosztami, z cudzym zdaniem. Nie czuj się winny, jeśli przy okazji kogoś krzywdzisz. Liczy się tylko to, żebyś był szczęśliwy (zadowolony, usatysfakcjonowany)!”
Należą do nich przede wszystkim praktyki kładące duży nacisk na seks. Seks jest w nich istotnym czynnikiem wykorzystywanym przy inicjacjach. Często też służy „wyzwalaniu mocy” magicznych lub realizacji egoistycznych celów za wszelką cenę. Wiele z owych praktyk prowadzi do uzależnienia od narkotyków i poczucia winy. I powoduje fatalne konsekwencje karmiczne. W naszym kręgu kulturowym przeważa w tej dziedzinie fascynacja satanizmem. Od pewnego też czasu spora grupa ludzi usiłuje zakorzenić u nas “czarną tantrę” wywodzącą się z Indii.
Nie wszystkie praktyki łączące seks z duchowością można zaliczyć do praktyk „lewej ręki”. Niektóre z nich prowadzą nawet do oświecenia. Najważniejszą z takich „Prawych” dróg rozwoju jest tantra.
Szkoły tantryczne dzielą się na Prawe i Lewe. Adepci Prawych szkół zajmują się kontemplacją życia, oświecenia i pewnymi filozoficznymi ciągotami, przy czym podkreślają znaczenie zaspokajania potrzeb życiowych z umiarem. Z kolei adepci Lewych usiłują dosłownie realizować symbolikę tantryczną, która pod pozorami zewnętrznego seksualizmu ukrywa wartości duchowe. Poniżej omówiono tę ścieżkę, abyś mógł się zastanowić, czy łatwo rozróżnić między tym co prawdziwe, a tym co pociągające? „Lewa” tantra wykorzystuje zjawiska związane z seksem do osiągania zmienionych stanów świadomości, (m in. jej rozszerzania), długowieczności i zaspokojenia potrzeb. Wiąże się z tym wiele manipulacji energetycznych, szczególnie energią seksualną (uznawaną za najsilniejszy z aspektów energii).
Do szkół Lewych zalicza się tzw. „czarną tantrę”, która do rangi cnoty podniosła kłamstwo, nadużycia seksualne (m in. orgie w rozmaitych układach), zbrodnię (m in. w celu jedzenia mięsa), obżarstwo i opilstwo (odurzanie się), a więc to wszystko, czego unikają „prawi” buddyści i jogini. Ideologia Lewych szkół oparta jest na buncie: „jeśli Prawe szkoły nie doprowadziły do oświecenia, to trzeba zanegować wszystko, czego wymagają od adeptów, by w ten sposób osiągnąć wyzwolenie”. W ten sposób w oczach czarnotantryków duchowa, umysłowa i społeczna degeneracja staje się cnotą.
Adepci czarnej tantry wierzyli, że nie ma czegoś takiego, jak oświecenie. Wierzyli w wyzwolenie i temu celowi podporządkowali praktykę. Wyzwolenie miało zapewnić wolność od przymusu wcielania się i od karmy. Wyzwolenie przychodzić miało razem z zatraceniem siebie, z szaleństwem. Jego warunkiem miało być zerwanie wszelkich więzów społecznych i moralnych. Wykonywano więc wizualizacje zniechęcające do siebie ludzi, obrażano ich i pogardzano nimi. To miało zagwarantować, że inni już niczego nie będą oczekiwać od adeptów, bo się na nich śmiertelnie obrażą i znienawidzą ich. W ten sposób zamierzano się uwolnić od uzależnień karmicznych, którym przypisywano najważniejszą role jako czynnika zmuszającego do inkarnacji. Wierzono, że jeśli uda się pozrywać związki, wówczas nikt już nikogo nie będzie przyciągał karmicznie pożądając go jako swoje dziecko, partnera itd. Nienawiść, pogarda, ciągłe robienie na złość i obrażanie innych miało skutecznie tych innych zniechęcić do jakichkolwiek odruchów miłości solidarności, pomocy czy też pożądania.
W grupie praktykujących czarnotantryków normalką było, że inni każdego dołowali, gnoili, poniżali. Potrafili to robić wykorzystując najsłabsze punkty, które wyczuwali telepatycznie, czy też znali na skutek wygadania się, np. pod działaniem narkotyków. Atmosfera w grupie była, krótko mówiąc, śmierdząca. Już nawet nie chodziło o ten czad, jakim się odurzali, ale o stosunki, jakie panowały między ludźmi – presje, nienawiść, negowanie wartości wszystkiego, całkowity brak szacunku dla siebie nawzajem i jakichkolwiek wartości, nieufność, zazdrość, kłótnie, intrygi, oszustwa. A jeśli ktoś kogoś poniżył, to inni mieli wielki ubaw. To miało służyć obrażeniu wszystkich na wszystkich, by już nikt nikogo nie chciał uznać za przyjaciela, stronnika, by nie odważył się przywiązać.
Dokonywano też wymiany partnerów seksualnych, a nawet kopulowano wszystko, co się porusza, a nie ucieka na drzewo i nie gryzie. Miało to doprowadzić do uwolnienia od przywiązań w sferze seksualnej, którą uważano za jeden z głównych powodów inkarnacji. Ten, kto był w stanie skopulować więcej zwierząt, lub przynajmniej kobiet, był uznawany za bardziej wyzwolonego. Musiał być przy tym dodatkowo nieprzytomny i na dłużej tracić kontakt z otoczeniem.
„Czarna tantra” obiecuje wyzwolenie. Jednak urzeczywistnianie szaleństwa, realnie prowadzi tylko do degeneracji psychicznej i duchowej.
Ofiary tych praktyk, oprócz problemów z przytomnością, mają niesamowicie zaniżoną samoocenę. Opiera się ona przede wszystkim na niechęci, czy wręcz obrzydzeniu, do życia w świecie, w ciele i w społeczeństwie, a także w braku zaufania do siebie i swoich zmysłów. Często te osoby mają nadal odrażającą nie tyle powierzchowność, ile energie, którymi emanują na otoczenie. Chodzi o to, by wzbudzać obrzydzenie i w ten sposób chronić się przed wykorzystaniem, przywiązaniem czy molestowaniem słownym.

Kilka ze znanych mi osób urzeczywistniło nieomal na moich oczach ideał wolności z czarnej tantry, czyli szaleństwo. Znalazły się w wyniku tego w klinice psychiatrycznej. Dążyły do tego będąc przekonane, że rozwijają się duchowo! Część z nich twierdziła wcześniej, że w szpitalach psychiatrycznych znajdują się osoby najbardziej inteligentne, wrażliwe, a więc na najwyższym poziomie rozwoju duchowego.
Takie rozwiązanie wydaje się mieć kilka korzyści:
1. Lepiej zwariować, niż pracować (może jakaś rencina?),
2. Szalonemu wszystko wolno, wszystko mu uchodzi (unikanie wyrzutów sumienia i odpowiedzialności),
3. Można się tanio i legalnie naćpać (leki psychotropowe to przecież narkotyki, po których dopiero jest “jazda”).
Zadziwia mnie siła uporu, z jakim pewne osoby dążą do samozniszczenia, do upadku. Ich wzorce autodestrukcji często są bardzo mocno ugruntowane w podświadomości. I nawet perspektywa przykrych, ba, nawet strasznych, konsekwencji negatywnego wyboru, nie jest w stanie odwieść ich od dążenia do życiowej katastrofy. Bo cóż może się wydawać cenniejszym niż perspektywa takiego samozniszczenia, po którym nie będzie już przymusu reinkarnacji, czyli wracania do tego znienawidzonego świata?
Zainfekowanym przez ideologię czarnej tantry szaleństwo i samozniszczenie wydają się być nie ceną, lecz nagrodą.
Umysł adepta czarnej tantry miał być skutecznie zniszczony, żeby nie przeszkadzał w „wyzwalaniu”.
Szczególnie wyrafinowana czarnotantryczna praktyka miała zapewnić uwolnienie się od karmy już na zawsze. Odurzeni adepci za pomocą hipnoz czy autohipnozy pod kierunkiem nauczyciela dokonywali „przestawienia sekwencji czasowych” tak, by nie móc się zorientować, co było najpierw, a co potem. Stwarzano w tym celu odpowiedni nastrój i używano specjalnych tablic do kodowania przemieszczeń sekwencji czasowych (karmicznych). W efekcie adept nie potrafił odnaleźć się w czasie, a często i w przestrzeni. Osoby, które „urzeczywistniły” takie wyzwolenie od karmy, obecnie mają zaburzenia orientacji w czasie, a często na dodatek w przestrzeni. Nie wiedzą, jaki mamy dzień, która to pora dnia i nie potrafią rozeznawać się w ciągach przyczynowo skutkowych. Żyją jakby poza realiami tego świata. Nic dziwnego. Przecież o to chodziło, by w ten sposób oszukać „władców karmy”, którzy mieli czytać z ich umysłów.
Szaleństwo jest jednym z najczęściej spotykanych skutków „wyzwolenia” poprzez praktyki „lewej ręki”. Innymi są: otępienie umysłu lub zgłupienie. Karmicznie objawia się to jako choroby psychiczne, upośledzenia umysłowe lub niedorozwój mózgu. Również zanik mózgu i niektóre formy chorób paraliżujących umysł oraz układ nerwowy mogą być spowodowane tymi praktykami (co często wiąże się ze skutkami przedawkowania narkotyków).
Zaburzenia, a nawet choroby psychiczne, to częstokroć skutki praktyk „lewej ręki”, które obiecywały wolność lub wyzwolenie w zamian za zniszczenie umysłu. W niektórych przypadkach ich adepci nie nadają się nawet na regresing, tylko do leczenia zamkniętego. Tym niemniej zdarza się, że skutki tych praktyk pojawiają się podczas sesji. Z reguły nie są one przyjemne.
Pamiętam przypadek, kiedy jeden z uczestników seminarium regresingu rozebrał się i wyjąc biegał nago po sali. Powodem dziwacznego zachowania był fakt, że odpamiętał praktykę czarnej tantry. Kiedyś był mistrzem z tej linii przekazu i właśnie pokazywał, jak wspaniale się szaleje. Najciekawsze było to, że szalał tak przed swoim byłym mistrzem, gdyż musiał mu udowodnić, że będzie jego godnym następcą. Tak się złożyło, że były mistrz właśnie w tym samym czasie w swojej sesji „medytował” tak efektownie, że rozbawił tym najbliższe otoczenie.
Stany transowego czy narkotycznego szaleństwa silnie wiążą karmę, skutecznie demolują umysł i zaburzają energię ciała, powodując naprawdę ciężkie obciążenia, nawet na wiele wcieleń. Oczywiście ludzie, którzy takim praktykom hołdują, to stuprocentowi klienci szpitali psychiatrycznych bądź przytułków dla obłąkanych w następnym wcieleniu. Taką oto praktyką wyzwalającą jest tantra lewej ręki.
Z czasem (w kolejnych wcieleniach) tendencja powracania do narkotycznie zmienionych stanów świadomości staje się coraz mniejsza, aż zanika prawie zupełnie, jeśli w międzyczasie nie zostanie odnowiona. A odnowić ją łatwo. Czasem wystarczy wypalenie jednego papierosa lub upicie się. Dlatego mając takie obciążenia trzeba bardzo uważać na to, co się robi.
Osoby mające obciążenia z czarnej tantry często pociąga uzyskanie mocy magicznych. Tu jednak, z powodu pomieszania umysłowego, efekty nogą być przerażające. Bo taki umysł, zamiast pozostawać w koncentracji niezbędnej w praktykowaniu magii, pozostaje w stanie nieustającego chaosu.
Niektórzy z szaleńców podają się za w pełni wyzwolonych, lub też znających niezawodną ścieżkę do wyzwolenia. Co jakiś czas w różnych rejonach świata pojawiają się Mistrzowie praktyk „lewej ręki”, które w jawny sposób negują tradycyjne poglądy i obiecują wyzwolenie w wyniku zaparcia się, w wyniku odwrócenia się od społeczeństwa i tradycyjnych wartości. Błąd ich polega na tym, że obiecują wyzwolenie, jako skutek prowokacji i negacji, nie dają nic pozytywnego w zamian. Jeśli obiecują miłość, to tylko seksualną. Jeżeli moc, to magiczną lub urojoną. Nie mają pojęcia o realnej mocy Boga i Jego miłości.
Na gruncie europejskim niewątpliwie największe sukcesy w propagowaniu praktyk lewej ręki (czarnej tantry i satanizmu) osiągnął angielski mag Aleister Crowley, który do tradycyjnych środków manipulacji i przekodowywania poddanych mu umysłów dorzucił stosowanie uderzeń prądu elektrycznego i zmiennego pola magnetycznego (ten jego genialny wynalazek jest do dziś popularny w USA, gdzie używa się go do rozwijania zdolności telepatycznych).
Crowley był opętany przez demona Aiwasa, którego czcił jako wysłannika Bogów, a siebie traktował jako jedynego znającego prawdę i wypełniającego misję na Ziemi. Do dziś cieszy się szacunkiem i podziwem wielu adeptów magii i okultyzmu za wiedzę, jaką posiadał i którą usiłował urzeczywistniać. Jest też idolem ruchów wyzwolenia seksualnego. Jego willa na jednej z włoskich wysp jest obiektem czci nie tylko satanistów, ale i tych, którzy walczyli o swobodę seksualną w czasie „rewolucji seksualnej”. Bo to szczególna willa, w której organizowano czarno-tantryczny rytuał „maithuna” czyli orgie z alkoholem, narkotykami i ciągłą wymianą partnerek.
Mało kto wie, że Crowley był pionierem naukowych eksperymentów nad budowaniem nowej osobowości za pomocą hipnoz i narkotyków. Ich celem było dokonanie przemieszczenia w pamięci sekwencji czasowych i zablokowanie pamięci poprzednich wcieleń. To wszystko miało uwolnić od karmy w ten sposób, że taka osoba przestawała być świadoma przyczyn i skutków. Ludzie, którzy przeszli przez takie eksperymenty, byli przekonani, że teraz są szczęśliwsi. Najczęściej jednak nadawali się już tylko do pobytu w zakładach lecznictwa zamkniętego. Specjalnie dobrany zestaw narkotyków na każdy dzień miał im zapewnić wieczne szczęście.
Muszę przyznać, że Crowley i jego ludzie przykładali się do swej pracy. Ich ofiary są tak konsekwentnie pomieszane, że bardzo trudno doprowadzić je do stanu przytomności i zdrowej integracji psychicznej.
Niektórzy z aktualnych „Mistrzów” inspirowanych ruchem New Age też i dziś ulegają swoistemu zidioceniu. Gubią się w różnych praktykach duchowych pochodzących z różnych tradycji, gdyż nie potrafią przewidzieć skutków ich stosowania. Dla niektórych samo słowo „duchowość” jest już dowodem skuteczności praktyki. Nic innego nie ma dla nich tak wielkiego znaczenia.
Skłonność do popełnienia podobnych błędów jest stara jak świat, gdyż już wiele tysięcy lat temu odkryto szczególne „duchowe” właściwości narkotyków i alkoholu (któremu do dziś nadaje się nazwę spirytus, co oznacza ducha).
Współczesne zidiocenie może się objawiać w formie inicjacji w kręgi duchowego rozwoju Said Baby, w czarnego tarota czy w kontakty z kosmitami (istnieją poszlaki, by wiązać praktykę kontaktowania się z „kosmitami” również z pewnymi szkołami czarnej tantry). Do tego dochodzą coraz bardziej popularne eksperymenty “duchowe” czy „naukowe” z rozszerzaniem świadomości przez narkotyki. Efekt tego jest do przewidzenia – gwarantowane miejsce w klinice psychiatrycznej lub na cmentarzu.
Duchowych i pseudo – duchowych ścieżek jest dużo, a każda z nich nęci jakimiś „smakowitymi kąskami”. Najczęściej jednak pomija przynajmniej jeden z ważnych tematów: miłość i wsparcie Boga, miłość i szacunek do innych lub miłość i szacunek do siebie.
KAŻDA ŚCIEŻKA, KTÓRA OBIECUJE SUKCESY DUCHOWE ZA POMOCĄ CIERPIENIA, SAMOPONIŻENIA, ODURZENIA, CZY UZALEŻNIENIA, JEST DROGĄ NA MANOWCE. NAWET JEŚLI ZA TĘ „DROBNĄ” CENĘ OBIECUJE NIEWYSŁOWIONE SZCZĘŚCIE, NIEOGRANICZONĄ WOLNOŚĆ, NIEOGRANICZONE MOCE, ŻYCIE WIECZNE, WOLNOŚĆ OD KARMY, REINKARNACJI I OD BOGA, WYZWOLENIE BĄDŹ OŚWIECENIE.

Zdarza się że osoby mające obciążenia z czarnej tantry chciałyby praktykować teraz tantrę czystą.
Co trzeba wiedzieć, by nie popełnić błędu?
Przede wszystkim to, że jeśli jesteś w porządku wobec siebie, to nie może ci się przydarzyć nic złego, to nie pociągną cię niebezpieczne lub uzależniające praktyki.
Odsiewając ziarno od plew można z wielu źródeł czerpać zdrowe inspiracje do własnej drogi duchowego rozwoju. Kiedy jednak chce się praktykować i rzeczywiście rozwijać duchowo, NIEZBĘDNA JEST JASNOŚĆ UMYSŁU, TRZEŹWOŚĆ I PRZYTOMNOŚĆ.
Jest to szczególnie ważne przy praktykach tantrycznych. Wyzwalająca się podczas praktyk tantrycznych energia wynosi na powierzchnię całą zawartość podświadomości. Dlatego też chcąc praktykować tantrę seksualną należy wcześniej oczyścić umysł i system energetyczny ciała z wszelkich śladów zatruć narkotykami. Do tego celu nadaje się medytacja wykorzeniania lub regresing.
Tantra Prawej ręki jest bardzo przyjemna i zgodna z fizjologią – nie odrzuca jej, a wykorzystuje do rozwoju duchowego. Jednak ci, którzy nie chcą oprzytomnieć i oczyścić umysłu, dla własnego bezpieczeństwa powinni obejść się smakiem.

_________________
Wszystko jest umysłem...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 mar 2012, 8:06 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2009, 10:11
Posty: 1886
Biograficzny tekst uzupełniający:

Atmatattva Das Adhikari
Tantra, Mysz i Sai Baba


Cytuj:
Atmatattva Das Adhikari, eks-nauczyciel z gurukuli w Mayapur i autor poniższych artykułów, jest chyba najbarwniejszą postacią jaką znam. Każde spotkanie z nim to fascynujące przeżycie i odkrywanie nowych lądów kultury i filozofii Wed. Jest on uczniem Śrila Prabhupada i zapalonym studentem jego książek. Z racji swojej fenomenalnej zdolności do zapamiętywania wszystkiego co raz usłyszał lub przeczytał, obdarzony został przez Śrila Hridayanandę Gosvamiego przydomkiem "magnetofon".

Obrazek

Atmatattva Das Adhikari jest człowiekiem o dużym poczuciu humoru, dystansie do siebie i szczerości. Opisywane przez niego sytuacje ukazują go jako poszukiwacza Prawdziwego Nauczyciela i Prawdziwej Drogi Do Duchowości. Nie są mu obce słabości ludzkiej natury, lecz pęd do transcendencji wywiera na jego życie wpływ dominujący. W swej wędrówce ociera się o różne procesy i praktyki mistyczne, które dzięki niemu możemy poznać z pierwszej ręki.

"Tantra, Mysz i Sai Baba" to roboczy tytuł jaki nadałem temu cyklowi artykułów. Ponieważ tworzą one spójną całość, artykuły potraktowałem jak rozdziały książki.

Jagadisha Das


Pełen tekst dostępny na forum:
Edukacja: opowieść Joggina:Tantra, Mysz i Sai Baba
http://davidicke.pl/forum/edukacja-opowie-joggina-tantra-mysz-i-sai-baba-t9561.html
Kod:
http://davidicke.pl/forum/edukacja-opowie-joggina-tantra-mysz-i-sai-baba-t9561.html

_________________
Wszystko jest umysłem...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 mar 2012, 8:08 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2009, 10:11
Posty: 1886
Materiał do analiz w zakresie tematu:

Cytuj:
Rozdział 1: Zetknięcie z Tantrą


W tym małym mieście w Kerali, był tylko jeden prawdziwy budynek, mała świątynia pokryta dachówką. Świątynię otaczały chaty i szopy. Kiedy przybyłem tam, na targowisku trwała właśnie rywalizacja pomiędzy dwoma tantrykami, którzy wybrali jednego widza z tłumu obserwatorów, by był ich medium. Wprowadzili go w trans na stojąco, sztywnego jak bambus. Jeden z tantryków skierował w jego stronę kij i powiedział „leż”, a on padł płasko! Drugi wycelował kij i powiedział „wstań” i on wrócił do pionu nie zginając nóg! W pobliżu na ziemi leżało dziwne "coś" zrobione z mąki, wielkości około sześciu cali. Z luźnego siana zrobione były ręce i nogi, dwie połówki jajek udawały oczy, a na górze był pęk prawdziwych włosów. Jeden z tantryków wypowiedział zaklęcie i to "coś" wstało i zaczęło zbliżać się w jego kierunku, kołysząc na boki nogami z siana.

To miasteczko było w pobliżu innego miasta Chotanikara ze słynną świątynią Durgi, gdzie o północy odbywają się rytuały tantryczne leczące opętanych ludzi. Było to coś w rodzaju tantrycznego show w wykonaniu lokalnych kapłanów voodoo. Zwykle jeden rzucał wyzwanie drugiemu i spotykali się albo przed jakąś starą świątynią, albo na otwartej przestrzeni. Nazwiska "zawodników" były ogłaszane na lokalnym targowisku, w miejscu publicznych kąpieli i w świątyniach. Dwie lub trzy wsie gromadziły się na taki pokaz. Było tam z dwustu ludzi, a kapłani nie mieli sceny czy mikrofonów. Zaczynali wydzierać się jeden na drugiego, a ludzie stali dookoła. Ja ze strachu siedziałem z tyłu. Słyszałem jak niektórzy szeptali, "Jak tak to się zaczyna, to znaczy, że będzie niebezpiecznie". Jeden z tantryków ucina język medium jakimś prymitywnym ostrzem i krew jest wszędzie. Narzuca na medium koc, podchodzi do publiczności i zaczyna do medium wykrzykiwać pytania.
Pytania są tego rodzaju, jak: jakiego koloru koszulę ma ten mężczyzna na sobie, jakie warzywa ma ta pani w swej torbie, skąd pochodzi ten starszy człowiek? itd.. A medium z uciętym językiem wykrzykuje spod koca odpowiedzi. Wtedy inny tantryk przytyka język z powrotem na swoje miejsce, ale facet nic teraz nie potrafi mówić! W zapale by pokonać swego przeciwnika tantrycy wywołują więcej ludzi z tłumu by grali rolę medium, ale nikt nie podchodzi bojąc się, że oni mogą zrobić im krzywdę. W końcu ku uldze wszystkich deklarują remis i ogłaszają, że są gotowi do pojedynku następnym razem. Tłum się rozchodzi. Obszedłem mały bazarek w pobliżu świątyni. Zobaczyłem, jak jeden z tantryków chodzi od straganu do straganu. Targowisko odbywa się tam raz w tygodniu. Nie ma tam żadnego budynku, ani nic takiego. Ludzie przychodzą, rozkładają za ziemi matę lub koc i na nim rozkładają swe towary. Rozpoczynają sprzedaż i głośno wykrzykują ceny. Tak trwa do zachodu słońca. Tuż przed zamknięciem pojawiają się miejscowi gangsterzy i zbierają od nich haracze. Gdy oni odeszli, wszyscy bali się tego magika, który obchodził stragany i zbierał zapłatę. Gdy już poszedł, spytałem kilku sprzedawców, dlaczego oni na to pozwalają. Jeden człowiek powiedział, że jeśli nie da pieniędzy, to ten tantryk pozamienia wszystkie te warzywa w jakieś stwory, bo on potrafi nawet sprawić, że węże będą spadać z nieba. Ktoś inny powiedział, że wszystko może się wydarzyć gdyż ten człowiek nie ma serca. On może robić, co chce i żaden policjant nie odważy się go dotknąć. Trzeci powiedział, że on zmieni kolor skóry mojej żony, jeśli nie zapłaci haraczu, gdyż chatan (typ ducha) pracuje dla niego. Chatan wywodzi się z sanskryckiego słowa chetana czyli świadomość. Czy istnieje związek pomiędzy tym słowem a arabskim saitan lub hebrajskim szatan, to pytanie dla etymologów.

Miałem zamiar dojść do sedna tego, co zobaczyłem i usłyszałem. Bez dalszego marnowania czasu na bazarze, udałem się do lasu poza wsią. Powiedziano mi, że rezydencję tantryka znajdę na końcu długiego pola ryżowego wśród eukaliptusowców.

Po przedarciu się przez wieś, co zajęło mi trochę czasu, w końcu dotarłem na miejsce. Na polanie zobaczyłem niewielką, prymitywną konstrukcję z drewna pod banyanowym drzewem, z kawałkiem skały udającej dach. Dach ten nie był pełny, można było z jednej strony wystawić głowę. Wokół leżało pełno zwierzęcych kości, ludzkich czaszek i włosów i wszelkiego rodzajów odrażających rekwizytów.

W drzwiach, jeśli rozwalony kawałek ściany możesz nazwać drzwiami, siedziała ładna, jasnoskóra, młoda kobieta. Nie miała jeszcze 20 lat i wyglądała na pannę. Miała długie, wilgotne i rozpuszczone włosy. Ubrana była w długą do kostek bordową sukienkę. Jej spojrzenie było puste i nie zmieniło się nawet wtedy, gdy się do niej odezwałem. Gdy zapytałem ją o tantryka, którego szukałem, wymamrotała bym zaczekał, bo on przyjdzie. Zapytałem ponownie i dostałem identyczną odpowiedź! Widziałem wyraźnie, że była ona pod jakimś wpływem. Z ciekawości, powoli dotknąłem jej prawego policzka, ale ona jakby tego w ogóle nie poczuła. Co parę minut powoli opuszczała głowę, jak ktoś, kto czyta gazetę, a na jej ustach błąkał się zaczarowany uśmiech.

Usiadłem na zewnątrz i czekałem. Usłyszałem jak ktoś nadchodzi przez las. Na polanę wszedł mężczyzna, w którym rozpoznałem tego tantryka, który zbierał haracze. Teraz nie wyglądał tak dziko ani strasznie. Tak na prawdę, to wyglądał jak przeciętny człowiek z ulicy, rikszarz na przykład. Nadal jednak można było dostrzec w jego twarzy dziwny rodzaj nastroju kontrolowania. Ale nie jak u zmysłowej i pożądliwej osoby, ale jak u kogoś, kto pożąda mocy. Można powiedzieć, że stwarzał ten sam rodzaj atmosfery wokół siebie, co wielki człowiek interesu - mieszaninę bezlitosnej ambicji i próżnej pewności siebie. Ale jego sukces nie należał do sfery biznesu, lecz czarnej magii. Bez słowa zaprowadził mnie do swej chaty.

Przednią część chaotycznego wnętrza zajmował piec, który tworzyły po prostu poustawiane cegły wokół palących się drew. Na nim stał duży miedziany czajnik z dwoma uszami. Spod przykrywki wydobywała się para, której smród przyprawiał mnie o mdłości. Niewiele brakowało, bym zwymiotował. Przy dwóch innych ścianach zobaczyłem płaski kamień o bardzo wypolerowanej powierzchni, mały regał zawalony palmowymi liśćmi i stare rozbite harmonium. W innym kącie dostrzegłem znajome figurki z mąki ryżowej, przyprawiające o dreszcze z powodu ich infantylności i makabryczności zarazem. Gdy wchodziłem pochylony, przejechałem głową po zwisających z krokwi związanych włosami i kościach. Tantryk odpalił od pieca kilka świec i usiedliśmy.

Zaczynało zmierzchać. Nerwowo zacząłem tłumaczyć się przed nim z mojego nowego zainteresowania, jakim była Tantra. Mężczyzna wpatrywał się we mnie nieustannie z nieciekawym zimnym uśmiechem na ustach, aż dotąd dopóki nie wypaliłem w pośpiechu, “Czy możesz mnie uczyć? Czy myślisz, że mógłbym uczyć się od ciebie?”

Wtedy on śmiertelnie spokojnym głosem zapytał, “To zajęcie należy do mnie, ale powiedz mi, jak daleko chcesz zajść?”, po czym zaśmiał się przerażająco.

“Prawdę mówiąc, to chciałbym wiedzieć takie rzeczy, jakie robisz po to, by rozwinąć wiarę w sferę duchową”.

"Czy widziałeś mój dzisiejszy pokaz”, spytał utrzymując swój gadzi uśmiech.

“Och tak, robił on wielkie wrażenie. Jak robisz takie rzeczy?”

Mężczyzna przyglądał mi się chwilę w zamyśleniu, po czym odpowiedział, “Mogę powiedzieć ci, gdzie znajdziesz trochę głębszy wgląd w misterium Shakti (mocy). Będzie to rodzaj testu dla ciebie, ale nie będzie on miał nic wspólnego ze mną. Powiem ci, dokąd masz pójść i dam ci pewną radę, by cię przygotować. Ale będziesz musiał polegać sam na sobie. Wybrałem pewne miejsce bardzo blisko domu twojego muzułmańskiego przyjaciela".
Zdumiało mnie to, skąd on wiedział o moim muzułmańskim przyjacielu.

"Jeśli to co zobaczysz, przekona cię, że to nie są to tylko jakieś sztuczki salonowe, to możesz wrócić tu po poważne instrukcje. Jesteś zainteresowany?" Skinąłem gorliwie głową - byłem bardzo zainteresowany. Mężczyzna powiedział mi o małej muzułmańskiej osadzie w pobliżu drzew chavuk, które przypominają sosnę. Pośrodku tego chavukowego lasku była polana. Podczas następnej pełni księżyca miałem udać się tam nocą i po prostu obserwować, co się tam pojawi.

“Za żadną cenę nie zaśnij. Musisz mieć ze sobą pełną kieszeń małych białych kamieni - jeśli przestraszysz się, najpierw napluj na kamień, a potem rzucaj za siebie tak daleko jak potrafisz, jeden za drugim i uciekaj. One pomogą ci w ucieczce. Spróbuj tego doświadczenia, potem możesz tu wrócić”.

Rezydencję tantryka opuściłem w niemałym podnieceniu, wyczekując następnej pełni księżyca. Popołudniem, w dzień poprzedzający TĘ noc, pojawiłem się we wskazanej okolicy razem z moim muzułmańskim przyjacielem. Wkrótce odnaleźliśmy małą wieś, o której mówił tantryk i dyskretne rozpytaliśmy o lasek drzew chavuk. Około zachodu słońca byliśmy na miejscu. Na wypadek gdybyśmy mogli potrzebować jakiejś pomocy, mój przyjaciel zawarł szybką znajomość z muzułmańską rodziną mieszkającą po drugiej stronie drogi biegnącej skrajem lasu, w odległości jakichś 100 metrów. Ludzie ci potwierdzili, że z naszą eskapadą na pewno może wiązać się jakieś niebezpieczeństwo i powiedzieli nam, że postawią w oknie zapaloną lampę, abyśmy łatwo mogli znaleźć drogę do nich. Nasze kieszenie były pełne białych kamieni.

Po kilku godzinach zabijania czasu we wsi, wróciliśmy do lasu około godziny 23.00. Księżyc stał wysoko na bezchmurnym niebie i oblewał wszystko swym bladym blaskiem. Po krótkim spacerze w dół delikatnego nachylenia terenu, doszliśmy do miejsca, gdzie były powycinane drzewa. Na środku poręby dostrzegliśmy zrujnowane okrągłe obmurowanie starej studni.

Usiedliśmy na ściętym drzewie w odległości jakichś 20 metrów od niej, nie wiedząc, czego mamy oczekiwać. Każdy, najmniejszy nawet szelest dochodzący z lasu, natychmiast przyciągał naszą uwagę. Przez długi czas nie wydarzyło się zupełnie nic. W końcu po północy mój przyjaciel przysnął. Pamiętając ostrzeżenie tantryka, ja pozostałem czujny. Siedziałem tyłem do studni i przeczesywałem spojrzeniem niczym reflektorem linię drzew dookoła. Można było usłyszeć każdy pojedynczy podmuch wiatru przechodzącego przez cienkie liście drzew chavuk.

Dziesięć minut po tym, jak mój przyjaciel zasnął, zimny dreszcz przeszedł mi po plecach. Zrywając się nagle na nogi i odwracając w tył, dostrzegłem coś, co sprawiło, że moje serce prawie zamarło. Skąpana w blasku księżyca, na wieńcu studni stała wysoka, posągowa postać kobieca. Nie wiem skąd ona tam się wzięła, ale byłem pewny, że nie przyszła tam, ponieważ cały czas patrzyłem. Jej oczy były zamknięte. Przez chwilę zastanowiłem się, czy ona przypadkiem nie była lunatyczką. Z twarzy i budowy ciała nie była podobna do indyjskich kobiet. Jej długie, rozpuszczone włosy, zwieszające się z przodu ciała i sięgające do kolan, były jej jedynym okryciem, poza tym, była naga. Jej natrętnie zmysłowa postać była jednocześnie wabiąca i przerażająca.

Wpatrując się z otwartymi ustami w tę "zjawę", szturchnąłem mojego śpiącego przyjaciela nogą. On ocknął się i odwrócił, by zobaczyć, na co ja patrzyłem. Ujrzawszy tę dziwną postać, z przerażenia nie mógł złapać powietrza i zerwał się na równe nogi. Powieki "zjawy" podniosły się natychmiast ukazując piekielne oczy, które zaczęły penetrować ciemność przeszywającym tygrysim spojrzeniem. Jej straszne oczy spoczęły na mnie. "Zjawa" spłynęła ze studni na ziemię z lekkością kosmyka bawełny. Jej nogi niosły ją w naszą stronę, chociaż nie mogę powiedzieć czy był to chód, bieg czy płynięcie, gdyż żadne z tych słów nie jest w stanie dokładnie oddać jej ruchu. Poruszała się nie zginając kolan, szybko i płynnie stawiając małe kroczki, bez jakiegokolwiek wysiłku, co przypomniało ruch stonogi. Wyglądało to prawie tak, jak gdyby dolna część jej ciała była zmotoryzowana a impet spowodowany nagłym ruchem do przodu, odchylił jej głowę i górną część ciała do tyłu. Tak to przynajmniej wyglądało.

Mój przyjaciel, trzęsąc się gwałtownie i bełkocząc, schwycił mnie za rękę i zrywając się do ucieczki w kierunku drogi, szarpnął mnie za sobą. Ale ja pozostałem nieruchomy, sparaliżowany tajemniczym spojrzeniem tej istoty. Chciałem mu powiedzieć, że nie mogę się ruszyć, ale żaden dźwięk nie wydostał się z mojego ściśniętego gardła. Zostawił mnie więc i uciekł ratując swe życie, a tym czasie "zjawa" przebyła już połowę odległości do nas. Taką samą śmiertelnie hipnotyzującą władzę, jaką nad stojącą na szosie sarną mają reflektory samochodu, miały jej oczy nade mną.

Już tylko ostatnie kilka stóp dzieliło ją ode mnie. Mój przyjaciel krzyknął gdzieś za mną “uciekaj!”. W tym momencie, nagle coś przeleciało przez powietrze i wylądowało za "zjawą". Wtedy zdjęła ona ze mnie swoje hipnotyzujące spojrzenie, by zobaczyć, co to było. Natychmiast odzyskałem kontrolę nad sobą i w panicznym strachu zerwałem się do ucieczki. Pobiegłem za przyjacielem w kierunku drogi. Zobaczyłem jak on obrócił się, wyjął coś z ust i rzucił ponad moją głową. Wtedy przypomniałem sobie: kamienie! Pędząc nadal jak szalony, sięgnąłem do kieszeni i wygrzebałem jeden. Wrzuciłem go na moment do ust, a następnie, nie oglądając się, cisnąłem za siebie.

Z łomoczącymi sercami wypadliśmy z lasu, przecięliśmy drogę i co sił w nogach pognaliśmy polem w kierunku domu muzułman. Obróciłem się i zobaczyłem, że "zjawa" też przecięła już drogę i nadal podąża za nami. Straszliwa myśl przemknęła mi wtedy przez głowę, że nie uciekniemy przed nią! Zwalniając tempo z powodu potknięcia się, zanurzyłem rękę w kieszeni i wyciągnąłem pełną garść kamieni. Polizałem je żarłocznie, a następnie rzuciłem wszystkie prosto w nią i z maksymalną szybkością zerwałem się ponownie do ucieczki. Oglądając się przez ramię widziałem, że ona zbierała je i oglądała jeden po drugim, po czym w przypływie furii cisnęła nimi o ziemię i wznowiła swą pogoń za nami.

W tym czasie dolecieliśmy już do domu muzułman. Bez tchu wpadliśmy do środka i zaryglowaliśmy za sobą drzwi. Z innego pokoju wyłonił się mężczyzna i jego stara matka. Dali nam miejsce do siedzenia i szybko pozamykali okiennice na wszystkich oknach. Następnie mężczyzna wręczył każdemu z nas po dużym lśniącym nożu. Tymczasem jego matka zaczęła na głos czytać święty Koran. Kimkolwiek lub czymkolwiek była ta tajemnicza istota, nie próbowała dostać się do domu. Po mniej więcej godzinie muzułmanin i jego matka poszli do innego pokoju spać. A ja i mój przyjaciel, trzęsąc się ze strachu, nie ośmieliliśmy się zasnąć przed pierwszymi promykami świtu.


Rozdział 2: Sekrety Tantry Lewej Ręki


Kiedy spotkaliśmy się ponownie, mistrz tantry był dużo bardziej przystępny. Zostałem powitany ciepłym objęciem i zaproszony, by odprężyć się pod banyanowym drzewem. Wyczułem, że teraz byłem "swój". Zapytałem mistrza, "Cóż to było to, co zobaczyłem?"

On zachichotał widząc podekscytowanie nowicjusza. "A więc byłeś pod wrażeniem?" Skinąłem głową. "Widziałeś Mohini, demonicę z podziemnego świata. Gdybyś o tym wiedział, to mogłeś zawrzeć z nią pakt na następny cykl Jowisza (dwanaście lat). Ty obiecujesz zadowolić jej pożądanie raz na miesiąc, a ona w zamian za to słucha twych poleceń - może chronić twoją własność, zniszczyć twoich wrogów, cokolwiek. Ale pakt z Mohini jest bardzo niebezpieczny. Kiedy ona przychodzi po seksualną satysfakcję, może w trakcie nocy przyjąć osiemnaście form i oczekiwać, że zadowolisz każdą z nich. Jeśli nie będziesz w stanie, to zapłacisz za to życiem. I jeśli podczas dwunastu lat waszej relacji poczujesz atrakcję do innej kobiety, również będzie cię to kosztować życie. Nagle zwymiotujesz krew i po tobie".

Spytałem, "Dlaczego ona tak się interesowała tymi białymi kamieniami?"

"Mohini pobiera energię z męskiego nasienia. Oprócz przyjemności z samego seksu, to jest jej główne zainteresowanie. Spośród cielesnych płynów, ślina jest najbardziej podobna do nasienia, dlaczego rzucanie białych kamieni, na które naplułeś, jest niezawodnym sposobem na odwrócenie jej uwagi. Ludzie, którzy w czasie snu się ślinią, nie wiedzą, że w ten właśnie sposób przyciągają takie sukuby, kobiece demony, które przejmują kontrolę nad ich ciałami".

Tantryk oszacował mnie wzrokiem i zapytał, "czy twoja wiara w okultyzm wzrosła?" Przełknąłem ślinę i palnąłem, "Tak, jakby mogło być inaczej? Tego przeżycia nie zapomnę do końca życia!"

"A więc chcesz się nauczyć czegoś od mnie?"

"Tak, oczywiście!"

Tantryk ułożył plan spotkań w oparciu o moje dni wolne od pracy. Średnio byłem u niego co dwa tygodnie, ale czasami zdarzało się, że nie widzieliśmy się aż czterdzieści dni, z uwagi na jego brak czasu. Naszą znajomość kazał mi utrzymać w sekrecie.

Podczas naszych spotkań uczył mnie teorii, czytał mi i wyjaśniał sanskryckie wersy ze starej książki. W trakcie tych lekcji dowiedziałem się, że miał on dwunastu chatanów pod swą kontrolą. Angażował te demony w przerażające zadania, takie jak straszenie lub wywoływanie obłąkania w rywalach swoich klientów, lub nawet ich zabijanie.

Dowiedziałem się również, że mój mistrz podjął ścieżkę vamamargi by zemścić się na ludziach, którzy użyli tych samych metod by zaszkodzić jego rodzinie. Najpierw zniszczył swych wrogów, a potem sam wszedł do "branży". W Indiach, vamamarga zawsze była ostatecznym rozwiązaniem, jeśli chodziło o sprawiedliwość i zdobycie szacunku (przetłumaczyć przysłowie).

Poza bezwzględnością, jaka cechowała mojego mistrza, znalazłem w jego charakterze cechy godne podziwu. Jedną z nich było to, że miał pełną samokontrolę nad sobą mimo, że do swych rytuałów używał kobiet. Był bardzo rzadkim typem mężczyzny, którego nie interesowała przyjemność zmysłowa, ale posiadanie mocy.

Inną dobrą jego cechą, szczęśliwie dla mnie, było to, że gdy już stawał się twoim przyjacielem, to nie zdradził cię. Wielu mistrzów tantry przyjmuje uczniów tylko dlatego, że potrzebują asystentów, a nie dlatego, że chcą dzielić się swoją wiedzą. Ponieważ w tantrze dzisiejszy uczeń jutro może stać się rywalem mistrza, tacy uczniowie mogą znaleźć się w poważnym niebezpieczeństwie, gdy nie są już dłużej potrzebni. Ale mój mistrz zaakceptował mnie jako przyjaciela, wiedząc, że nie podejmę tej ścieżki na poważnie. Ja tylko eksperymentowałem.

Przez ostatnie dziesięć lat usiłował on zdobyć siły mistyczne poprzez metodę zwaną uttara-kaula, wielbienie Shakti w formie dziewicy o szczególnie pięknych cechach fizycznych. Jego chatanowie wyszukiwali mu takie piękności, gdy podróżował w Kerali ze swymi magicznymi pokazami.

Od czasu do czasu wprowadzał on taką kobietę w hipnozę i prowadził ją do miejsca palenia zwłok. Tam polewał ją alkoholem i przy pomocy mantr i mudr (symboliczne gesty ręką) przywoływał moce bogini. Podczas takich rytuałów musiał on jednak cały czas być wolny od pragnień seksualnych (żył w celibacie przez ostatnie trzydzieści lat). Po obrzędzie, bez żadnego uszczerbku na zdrowiu, nietknięta dziewczyna wracała do domu nie pamiętając nic z tego, co się wydarzyło.

Ukończywszy teorię, jednej nocy asystowałem mu w szczególnie potwornym rytuale. Zabrał mnie do krematorium, gdzie był człowiek zajmujący się paleniem ciał i który współpracował z nim. Ten człowiek wyciągnął z ognia tlące się, na wpół spalone ciało, które użyliśmy jako pewnego rodzaju ołtarz. Mój mistrz usiadł przy nim w medytacji. Ja miałem pudełko zawierające osiem różnych proszków i na sygnał dany przez mojego mistrza, sypałem jeden z nich na gorące, skwierczące zwłoki, a ten drugi człowiek od czasu do czasu kładł na nich żar z ogniska, by utrzymać gorąco.

Te proszki dawały różne kolory i zapachy dymu. Z każdym kłębem dymu mój umysł otwierał się na szczególny rodzaj myśli. Na przykład jeden proszek spowodował, że w umyśle zobaczyłem bezchmurne rodzaje nieba: o świcie, w południe, o zachodzie słońca i w nocy. Inny proszek powodował wizje różnych rodzajów chmur. Dzięki następnemu proszkowi widziałem różne zbiorniki wodne. Niektóre wizje były okropne, jak te, kiedy widziałem sterty różnych odchodów, a czasami były bardzo zmysłowe. We wszystkich przypadkach musiałem trzymać umysł pod kontrolą i nie pozwolić, by ogarnęła go fascynacja, pożądanie czy odraza.

Zostałem użyty przez mojego mistrza jako "monitor wideo" dla jego własnych medytacji. Miałem podtrzymywać niezmącone wizje w mojej głowie, gdy on wchodził do nich własnym umysłem. Każda wizja była drzwiami do jakiegoś konkretnego poziomu świadomości i na każdym z tych poziomów on musiał przebłagać szczególną formę Devi.

Ta rytualna medytacja trwała mniej więcej do godziny przed świtem. W końcu postawił i objął mnie, mówiąc, "Z twoją pomocą, tej nocy odniosłem sukces. Cóż masz za umysł!"

Wyjaśnił mi, że od dawna pragnął przeprowadzić ten obrzęd, ale z powodu braku odpowiedniego asystenta, nigdy nie mógł doprowadzić go do końca. Teraz, powiedział mi, osiągnął moc czynienia rzeczy niewidzialnymi (łącznie z własnym ciałem), jak również moc powielania ich w wielokrotnych formach.

Takie moce nazywają się siddhi i są uzyskiwane przez jogina po długim i żmudnym praktykowaniu wyrzeczeń i medytacji, nawet przez wiele żyć. Joga poprzez wzrost czakramów wolno odkrywa ukryte punkty mocy umysłu.

Ale proces tantryczny, jeśli uwieńczony jest sukcesem, umieszcza umysł medytującego pod takim intensywnym ciśnieniem, że siddhi-czakry mogą nagle zostać otwarte szeroko przez potężny wybuch siły woli. Dlaczego właśnie rytualizm tantryczny łączy takie wybuchowo sprzeczne elementy jak ślubowanie celibatu z kąpielą nagich dziewcząt w alkoholu. Dlatego również tantra jest tak niebezpieczna, ponieważ jej wymuszone wypaczenia umysłu często kończą się obłąkaniem.

Podobnie niebezpieczne są zebrania jakie tantrycy mają z chatanami, mohini i podobnymi złymi duchami. Jak mówi stare przysłowie "kornacy giną od słoni, zaklinacze węży umierają od węży, a tantrycy umierają od istot, które przywołują i próbują kontrolować".

Po tej sesji w krematorium mój mistrz powiedział mi bym go już więcej nie odwiedzał. "Zobaczyłeś już wystarczająco dużo, by mieć wiarę w sferę pozazmysłową. Jeśli jesteś inteligentny, to podejmiesz właściwe życie religijne. Ta ścieżka jest tylko dla takich szalonych ludzi jak ja".

I faktycznie, przy pomocy mojego mistrza moja wiara znacznie wzmocniła się. Doszedłem do wniosku, że jeśli takie demonstracje mocy, jakich on dokonywał były możliwe poprzez ciemne praktyki tantry lewej ręki, to cuda przypisywane Krishna Murti w Guruvayur musiały być nieskończenie bardziej wzniosłej i czystej natury.

W tym okresie, kiedy pobierałem nauki od mojego mistrza odwiedziłem też innych tantryków. Dwóch z nich zwłaszcza było głównym powodem tego, że wziąłem pod uwagę ostrzeżenia mojego mistrza i zalecenie, bym opuścił vamamargę. Nie chciałem stać się kimś takim jak oni.

Pierwszą z tych osób była kobietą, która miała reputację największego tantryka w całej Kerali. Czasami przebywała ona w zrujnowanym domu we wsi poza Trichur. Tylko wielkim wysiłkiem udało mi się ją tam odnaleźć, ponieważ była bardzo zakonspirowana. Krążyły pogłoski, że była ona poszukiwana przez prawo, więc nie rozpytywałem o nią otwarcie z obawy bycia zatrzymanym jako współwinny.

Kiedy przyszedłem do tego domu, nie dostrzegłem żadnych oznak jego zamieszkania za wyjątkiem starej kołdry rzuconej na jakąś stertę na werandzie. Rozejrzałem się dookoła i nie znalazłem nikogo. W końcu złapałem za róg kołdry, by zobaczyć, co jest pod spodem. Kołdra została mi nagle wyrywana z ręki, a spod niej zasyczał jakiś głos, "Nie dotykaj mojego koca! Jeśli chcesz mnie zobaczyć, to wróć po zachodzie słońca!"

Wstrząśnięty tak, że nie da się tego opisać, odskoczyłem od kołdry jak gdybym nagle zobaczył skorpiona. Poszedłem do wsi i w małej jadłodajni zjadłem obiad. Gdy słońce zniknęło za horyzontem wróciłem do starego domu.

Gdy wchodziłem na werandę postać spod kocem poruszyła się i usiadła. Spoglądając na jej twarz przeżyłem następny szok, ponieważ była ona zniszczona ponad wszelkie pojęcie i pokryta zakażonymi ranami. Jej ohydne oblicze przypomniało mi o powtarzającym się koszmarze z dzieciństwa, w którym podobna wiedźma ukazywała się spod schodów starego budynku.

Ale moja fascynacja jej słynnymi zdolnościami przebiła moje obrzydzenie. Ponieważ fizycznie nie mogła stać (ona poruszała się za pomocą ludzi, nad którymi miała władzę), usiadłem obok niej. Drżącym głosem powiedziała "Jeśli światło słońca dotknie mojej skóry, umrę. Dlatego możesz mnie widzieć dopiero po zmroku".

Chciałem się przedstawić ale weszła mi w słowo. "Znam cię i wiem, dlaczego przyszedłeś ale nie zajmuję się nowicjuszami. Szukasz radykalnych pokazów mocy, by zdobyć wiarę w istnienie sfery mistycznej. Bardzo dobrze. Ja mam tysiące tantryków, którzy działają pode mną i polecę ci jednego, który bardziej niż ja zaspokoi twoją ciekawość. I gwarantuję - gdy go spotkasz, nie zechcesz zostać tantrykiem samemu".

Mistrzyni tantry kazała mi wrócić do wsi i spędzić tam noc. "Następnego ranka zobaczysz kolejkę ludzi wsiadających do autobusu. Dasz kierowcy dwie rupie i będziesz jechał aż do miejsca, gdzie on każe ci wysiąść. Dalej pokieruję cię ja, z tej werandy. A teraz idź już".

Wszystko było tak jak ona powiedziała. Około południa wysiadłem z autobusu w muzułmańskiej wiosce, gdzie głównym interesem wydawała się być sprzedaż smażonych chipsów. Stamtąd podążyłem ścieżką prowadzącą poza miasto i przez zielone pole wysokiego zboża. Na końcu pola dostrzegłem dom postawiony na skalistym wzniesieniu. Jakoś wiedziałem, że to było to miejsce, do którego miałem dojść.

Na werandzie domu zobaczyłem cztery młode, ładne kobiety po obu stronach ekstrawagancko ubranego mężczyzny z pełną brodą i długimi włosami. Kobiety ubrane były w czerwone sukienki i miały włosy związane w długie ogony. Mężczyzna wyglądał jak gangster i zacząłem się zastanowić czy przypadkiem nie zaszedłem do domu kogoś o złej reputacji. Cała piątka siedziała na krzesłach, jakby czekali na kogoś. Gdy wszedłem już na schody werandy zauważyłem, że była na niej również spora liczba zwierząt - koty, psy, małpy i nawet jeden szakal.

"A więc przyszedłeś!" powitał mnie serdecznie mężczyzna, "i chcesz zobaczyć coś interesującego. W porządku." Wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. "Musisz zobaczyć występ, jaki zaplanowaliśmy na dzisiejszy wieczór. A do tego czasu - czuj się swobodnie". Mężczyzna przedstawiał mi swoje towarzyszki i dał do zrozumienia, że będą one dla mnie tak przyjazne, jak tylko zechcę. Grzecznie podziękowałem za ich pomoc w spędzeniu czasu, ponieważ byłem już bardzo ciekawy, jaką ścieżkę ten człowiek praktykował.

Jego specjalnością było szpiegowanie ludzi i odnajdywanie zagubionych rzeczy przy pomocy mistycznych wizji. Żeby osiągnąć swe moce wykonywał najbardziej ohydne rytuały, jakie można sobie wyobrazić. Tej nocy miałem być świadkiem jednego z nich.

Mężczyzna powiedział mi, że jego styl tantry nie wymaga podejmowania żadnych ślubowań czy praktykowania wyrzeczeń takich jakie praktykował mój mistrz. On doskonale wiedział o moim mistrzu i jego zaufaniu do mnie i potwierdził, że był to jedyny powód, dla którego miałem możliwość spotkania starej mistrzyni tantry, która skierowała mnie do niego.

Dowiedziałem się o niej więcej. "Jej zachłanność na posiadanie mocy nie zna granic. Ona już osiągnęła poziomy, których inni nie są w stanie opanować, a nadal chce więcej i więcej. Jej fizyczne kalectwo jest skutkiem strasznych metod jakie stosowała by osiągnąć ten pułap, na którym się znajduje, ale to nie ma dla niej znaczenia ponieważ jej satysfakcja nie płynie z przyjemności tego ciała. Mówiąc szczerze, jej nie sposób zadowolić. Sekrety wszechświata są nieskończone a ona nastawiła się na zgłębienie ich wszystkich. Jej celem jest połknięcie wszechświata".

Tantrycy uważają moc mistyczną, którą oni nazywają połknięciem wszechświata za najwyższy szczyt jaki można osiągnąć. Ma się wtedy dostęp do wszystkiego w całym kosmosie, na każdej planecie, gdziekolwiek, po prostu przez samo pomyślenie. W ten sposób wszystkie pragnienia zostają spełnione przez sam umysł.

Jogini, którzy znają ten mistyczny proces mogą mentalnie poruszać się poprzez różne regiony wszechświata tak łatwo jak ktoś, kto porusza się windą z piętra na piętro w budynku. Szybem windy takiego jogina jest centralny kanał psychiczny w jego ciele, który leży wzdłuż jego kręgosłupa. Poprzez medytację jest on w stanie przyłączyć ten kanał do shishumara-chakry, astralnego kanału, który wije się aż od Gwiazdy Polarnej w dół do dolnych regionów wszechświata i łatwo podróżować nim w swym ciele subtelnym na inne planety. Taki jogin może nawet teleportować elementy swego fizycznego ciała przez ten kanał i ponownie złożyć je razem i wtedy wydaje się, że pojawił się tam nie wiadomo skąd.

Krótko przed północą tantryk dał mi do niesienia jakąś wysłużoną puszkę i poprowadził mnie do pobliskiego miejsca gdzie palono zwłoki. Tam czekało na niego nie spalone ciało ciężarnej kobiety. Z narastającym przerażeniem patrzyłem jak stał na zwłokach i wymawiał jakieś słowa. Używając specjalnego przyrządu usunął płód z martwej kobiety a następnie zaczął go siekać do słoika wypełnionego do połowy jakimś roztworem. Osłupiały i przerażony uciekłem stamtąd.

Poszedłem do strażnika, który wpuścił nas na teren palenia zwłok i oszalały zapytałem "Jak możesz na coś takiego pozwolić? Rodzina tej kobiety zapłaciła wam za spalenie jej ciała, a ty pozwalasz na to co się dzieje z nią i jej dzieckiem!" Wystraszony strażnik ostrzegł mnie szeptem, "Nic nie mów, proszę! Ten człowiek wie, że teraz rozmawiamy. Nie rozzłość go! Musisz być z nim bardzo ostrożny - on zna nawet twoje myśli. Jeśli nie podoba ci się to co on robi to dlaczego przyszedłeś tu z nim?" Zawstydzony wymamrotałem, "Ja tylko chciałem poznać sekrety jego mocy mistycznych..." Strażnik potrząsnął głową z politowaniem i powiedział, "Twoja ciekawość cię zrujnuje. Jesteś młodym człowiekiem, wyglądasz na dobrze wychowanego i inteligentnego, dlaczego mieszasz się w takie sprawy? Po prostu daruj to sobie. Nie zmarnuj swego życia". Ale nie mogłem odejść, ponieważ nie wiedziałem dokąd pójść. Nikt nie błąka się po Kerali w nocy, ponieważ ukąszenie węża jest bardzo prawdopodobne. Usadowiłem się blisko ogniska strażnika i wkrótce przysnąłem.

Jakiś czas później, po godzinie czy dwóch, strażnik zbudził mnie. Tantryk zakończył swe rytuały i nadchodził ze słoikiem pod pachą i czaszką dziecka w ręku. "Dlaczego odszedłeś?", upomniał mnie, ale w jego głosie nie było nieuprzejmości. "Jeśli chcesz robić rzeczy, których inni nie są w stanie robić, to musisz zrobić rzeczy, których inni nie są w stanie zrobić!" Tantryk śmiał się a jego swobodne zachowanie zdumiało mnie.

"Spójrz na to!", tantryk nie posiadał się z radości i podsunął mi słoik przed nos. Już myślałem, że będzie chciał odkręcić przykrywkę i zaczęło zbierać mi się na wymioty. Ale on tylko chciał mi wyjaśnić, że sporządził miksturę o potężnej mocy. Zganił mnie ponownie za to, że nie pozostałem i nie patrzyłem jak on to robił. W ciemności słoik wyglądał na pusty.

"Przynieś puszkę", powiedział. "Wracamy do mnie, a jutro pokażę ci co ten specyfik może zrobić". Tantryk poprowadził mnie przez pola z powrotem do jego domu. On poszedł spać do środka zabierając dwie z dziewczyn. Ja zostałem na werandzie, a mój sen był bardzo niespokojny.

Następnego ranka tantryk postawił słoik na małym stole między nami. Teraz mogłem dostrzec, że dno słoika było przykryte jakąś ciastowatą substancją. Z rękoma spoczywającymi na ramionach dziewcząt siedzących po obu jego stronach, odchylił się do tyłu na swoim siedzeniu i przez chwilę sondował mój umysł wpatrując się we mnie bez słowa. "Myślę, że powinieneś przetestować moc tej substancji", powiedział podnosząc brwi w aluzji. "W twojej fabryce jest pewien problem, który możesz tym rozwiązać... jakaś brakująca gotówka?"

On miał rację. Ostatnio zniknęła znaczna suma pieniędzy i podejrzenie padło na pana Murthi, chociaż żadnego dowodu na to nie było. Tantryk rozsmarował trochę substancji ze słoika na paznokciu mojego kciuka i kazał mi wpatrywać się w to uważnie. W miarę jak się koncentrowałem zobaczyłem na paznokciu obraz biura, z którego skradziono pieniądze. Odkryłem, że umysłem mogłem zmieniać kierunek patrzenia na obraz tak jak reżyser w studiu TV zmienia obraz na ekranie, każąc operatorowi filmowemu zrobić zoom lub oddalenie i tak dalej. Ale moja mistyczna paznokciowa telewizja była niewiarygodnie bardziej wszechstronna ponieważ pokazywała nawet przeszłość.

Zobaczyłem, że to nie pan Murthi ale inny człowiek wszedł do biura i ukradkiem zabrał teczkę z pieniędzmi po czym schował ją w swoim samochodzie. Po pracy pojechał on do swojego wspólnika i ukrył teczkę u niego. Wspólnik kupił za te pieniądze złoto na czarnym rynku żeby nikt nie mógł wyśledzić gotówki. I widziałem jak złodziej kazał przetopić swoją część złota na gałki drzwiowe, a potem umieścił je na drzwiach swego domu, naturalnie bez poinformowania o tym swojej rodziny.

Później dałem o tym znać przyjacielowi z pracy, który napisał anonimowy list do policji. Oni potwierdzili, że gałki drzwiowe w domu tego człowieka były faktycznie ze złota. Został zatrzymany i skazany pod zarzutem wielkiego złodziejstwa.

Paznokciowa telewizja miała też swe ograniczenia. Chociaż pozwalała patrzeć przez zamknięte drzwi lub ścianę to nie można było widzieć powyżej lub poniżej pewnej wysokości. Nie można też było przy jej pomocy zajrzeć do potężnych świętych miejsc lub świątyń, jak również mogła być udaremniona przez doskonałego śpiewaka wykonującego pewne melodie. Również pewne rodzaje dymu sprawiały, że to nie działało.

Zapytałem go o jego karmę. "Osiągnąłeś tą moc mistyczną przy pomocy bardzo okropnych metod. Jak myślisz, co czeka na ciebie w przyszłych narodzinach?"

W tej kwestii tantryk był zaskakująco filozoficzny. "Ci, którzy opanowują tę wiedzę muszą być gotowi ponieść wszystkie tego konsekwencje bez mrugnięcia okiem. Z pewnością będę musiał cierpieć za wszystkich czarne czyny jakie popełniłem. Ale to jest część gry, w którą gramy. My tantrycy postrzegamy całą rzeczywistość jako narastanie i opadanie strumienia Shakti. Podłączamy się do tej mocy i ona wynosi nas na nieopisane szczyty. Później ta sam moc może pogrążyć nas w rozpaczy. Ale cóż innego jest poza tym? Wszystko jest niczym innym jak tylko manifestacją Shakti".

Pytanie tego człowieka – „Ale cóż istnieje innego poza Shakti?” - na które tantrycy nie mają żadnej odpowiedzi, zaniepokoiła mnie. Jeśli naprawdę nie ma nic poza boginią i jej mocą, to oznacza, że ten tantryk oraz stara wiedźma na werandzie, jak i mój mistrz lejący alkohol na ciała kobiet, osiągnęli już wszystko co jest do osiągnięcia. Tej myśli nie mogłem zaakceptować. Musi przecież być coś ponad to.

Nie byłem zainteresowany podążaniem dalej ścieżką vamamargi. Ale teoretyczne zasady i podstawowa dyscyplina, którą poznałem od mojego mistrza dały mi wiele pożytku. Nie przeczuwałem, że gdy raz już zerknie się pod przykrywkę puszki Pandory z nadprzyrodzonymi mocami umysłu, to nie będzie tak łatwo zamknąć ją znowu.

Pytanie: Jeśli oni osiągnęli już wszystko, to dlaczego nadal usiłowali osiągnąć coś więcej procesami którymi podążali?


_________________
Wszystko jest umysłem...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 mar 2012, 8:10 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 lis 2009, 10:11
Posty: 1886
Cytuj:
Zapytałem go o jego karmę.

"Osiągnąłeś tą moc mistyczną przy pomocy bardzo okropnych metod.
Jak myślisz, co czeka na ciebie w przyszłych narodzinach?
"


W tej kwestii tantryk był zaskakująco filozoficzny.
"Ci, którzy opanowują tę wiedzę muszą być gotowi ponieść wszystkie tego konsekwencje bez mrugnięcia okiem. Z pewnością będę musiał cierpieć za wszystkich czarne czyny jakie popełniłem. Ale to jest część gry, w którą gramy. My tantrycy postrzegamy całą rzeczywistość jako narastanie i opadanie strumienia Shakti. Podłączamy się do tej mocy i ona wynosi nas na nieopisane szczyty. Później ta sam moc może pogrążyć nas w rozpaczy. Ale cóż innego jest poza tym? Wszystko jest niczym innym jak tylko manifestacją Shakti".

_________________
Wszystko jest umysłem...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 7 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group