Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 11 gru 2019, 6:41

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 15 ] 
Autor Wiadomość
Post: 10 sie 2010, 11:28 
Czym jest depresja, wie pewnie każdy. Ale co kryje się za tym słowem tak naprawdę, nie wszyscy rozumieją. Wywiad z psychologiem, psychoterapeutą, autorem, Jarosławem Stukanem o jego nowej książce: „Toksyczna psychologia i psychiatria. Depresja a samobójstwo”.

Złamane serce, śmierć bliskiej osoby czy też utrata pracy mogą spowodować, że w naszym życiu pojawi się smutek, żal, rozpacz, cierpienie… Czyli uczucia, które od samego początku naturalnie towarzyszą człowiekowi na jego drodze życia.

Wiosną tego roku pojawiła się na polskim rynku wydawniczym książka autorstwa Jarosława Stukana, psychologa, psychoterapeuty, pt.: „Toksyczna psychologia i psychiatria. depresja a samobójstwo”. W tej, w miarę przystępnie dla przeciętnego czytelnika, pracy autor udowadnia, iż depresja nie istnieje w ogólnie przyjętym kontekście, a jest jedynie ekonomicznym oszustwem, natomiast tzw. antydepresanty trzeciej generacji nie mogą być określane terminem „leków na depresję”.

Według Stukana, to właśnie procedury rzekomego leczenia rzekomymi antydepresantami pośrednio i/lub bezpośrednio odpowiedzialne są za wzrost samobójstw na świecie. Według autora należy więc zakładać, że „obserwowany i przewidywany wzrost zaburzeń depresyjnych oraz wzrost liczby samobójstw, to problemy wytworzone przez przemysł farmaceutyczny i jest on całkowicie odpowiedzialny za śmierć dziesiątek tysięcy ludzi na przestrzeni ostatnich lat.”

Jasne i ostre słowa, przez co książka porusza czytelnika do myślenia i spojrzenia na temat tzw. depresji nie przez pryzmat choroby biologicznej, jak cały czas sugeruje swoimi hipotezami (przypuszczeniami) psychiatria, a pod kątem błyskawicznie wokół niej kwitnącego biznesu farmakologicznego. Stukan w prosty sposób udowadnia, że wprowadzenie do obowiązującej klasyfikacji chorób (ICD-10) takich diagnoz, jak „depresja lekka” i „depresja umiarkowana” zupełnie pozbawiły nas, ludzi, „prawa do cierpienia” i każde tego rodzaju naturalne „zachwianie” (spowodowane np. śmiercią bliskiego, rozstaniem z ukochaną osobą, czy utratą pracy i związanym z tym lękiem o przyszłość) definiowane jest jako „choroba” i natychmiast „leczone chemią” Cóż za paradoks?! Nie dość, że doznajemy załamania spowodowanego życiowym zbiegiem okoliczności, to w gabinecie u „Pana Doktora” dowiadujemy się, że jesteśmy… „chorzy psychicznie”…

Pomimo, iż w paru poglądach mam odmienne zdanie od autora (szczególnie jeśli chodzi o spojrzenie na samą psychiatrię i jej „profesjonalność”, książkę tę uważam za pozycję godną polecenia szczególnie dla tych, którzy borykają się ze smutkiem i jeszcze nie trafili do gabinetu psychiatrycznego. Dlatego pokusiłem się o krótką rozmowę z Jarosławem Stukanem.

- Jarku, powiedz, jak doszło do tego, że w końcu ktoś odważny „wyłamał się” z kręgu specjalistów, z bądź co bądź skostniałych struktur, panujących wciąż w polskiej psychiatrii i psychologii?

- Początkowo byłem tak samo otumaniony wiedzą wyniesioną ze studiów i wielu szkoleń po studiach, jak każdy polski psychiatra, czy psycholog. Oczywiście mówię o rozumieniu zdrowia kontra choroby, bo psychiatra względem psychologa ma skrajnie odmienną wiedzę o życiu emocjonalnym człowieka – żeby nie powiedzieć, że jej nie ma (mówię o wykształceniu, a nie np. jego osobistym uzupełnianiu).

Jakieś 5 lat pracowałem z dziećmi, lecz nie w strukturach służby zdrowia, aż w końcu do niej trafiłem. Z dzisiejszej perspektywy, cztery lata pracy w kilku poradniach zdrowia psychicznego wystarczyły, by krytycznie spojrzeć na system leczenia „chorób” psychicznych i wszelkie, związane z tym problemy. Przyjmowałem dziesiątki pacjentów z różnymi dolegliwościami i stawiałem im diagnozy, często kierując do psychiatry. Wypełniałem procedury, jak należy. Aż w końcu ta rutyna przerodziła się w uważną obserwację. Być może wpłynęły na to moje osobiste doświadczenia, bo wówczas moje życie było bardzo trudne, pełne cierpienia. Kiedy więc do poradni zgłaszali się pacjenci, coraz częściej spoglądałem na nich jak na ludzi, którzy borykają się ze zwykłymi trudnościami życia codziennego lub ze swoją „niedoskonałością”, zwaną klinicznie „zaburzeniem osobowości”, ale któż jest doskonały?

To, co mówię, może wydać się dziwne każdemu psychologowi, który nie pracował w służbie zdrowia – bo każdy prawie, jeśli nie pracował klinicznie, widzi zawsze w pacjencie osobę, która potrzebuje pomocy, a nie chorego. Ano właśnie, „oni” jednak pewnych rzeczy nie muszą… Cóż ja takiego musiałem zrobić przyjmując matkę z dzieckiem, które wierci się w ławce i zdaniem nauczyciela ma rzekomo ADHD; co takiego musiałem zrobić, gdy mąż odszedł, gdy nic w życiu nie wychodzi, gdy się straciło pracę, gdy jest się smutnym bez powodu etc.? Pomijając wszelkie inne czynności (udzielenie pomocy psychologicznej – w tym psychoterapii), musiałem otworzyć klasyfikację zaburzeń i chorób psychicznych i postawić diagnozę. Za każdym razem, bo tak się robi. Inaczej nie może być. Tą nieszczęsną diagnozą była niestety zbyt często „depresja”. Niestety, bo to kwalifikowało tych ludzi, zupełnie zdrowych psychicznie, czyli bez żadnego uzasadnienia, do leczenia toksycznymi środkami zwanymi antydepresantami. Po co?, nie miałem pojęcia. I wtedy zacząłem, najzwyklej, myśleć – a to nie sprzyja rutynie. Kiedy na te fakty nałożyło się bardzo głębokie zainteresowanie samobójstwami (prowadziłem wiele lat pacjentów suicydalnych (zagrożonych samobójstwem – przyp.: A.S.) – szczególnie wielu z diagnozą „borderline”), nie miałem już żadnych wątpliwości, że ktoś mi zrobił pranie mózgu. Bodajże w najsubtelniejszej materii psychologii i psychiatrii, w depresji, znalazłem takie „dziury”, że nie dało się ich racjonalnie załatać. To wszystko doprowadziło do napisania książki.

Nie uważam więc, żebym z czegoś się „wyłamał”. Raczej powróciłem na „właściwą ścieżkę” – „prawdziwego” psychologa.

Jeśli można by powiedzieć, że jednak z czegokolwiek się „wyłamałem”, to wyłącznie z psychologii klinicznej, nie mówiąc już o takiej perwersji, jak neuropsychologia, którą również się zajmowałem. Te dziedziny wiedzy są dla mnie do dzisiaj bardzo ważne. Ale ich stan, kreowany przez leniwych i bezrefleksyjnych naukowców, pozostawia moim zdaniem wiele do życzenia, a też w zbyt dużym stopniu są one (i „oni”) zależne od patologicznej psychiatrii akademickiej. Patologicznej, bo nazywa naturalne stany umysłu człowieka „chorobą” i zaleca ich chemiczne „leczenie”.

- Z własnego doświadczenia wiem, iż wśród młodej kadry zdarzają się już dziś tacy, którzy negują obecny stan panujący w psychiatrii i psychologii. Wiem również, iż presja ze strony obecnego systemu, na jaką się przez to wystawiają, jest ogromna. Jak na Twoją książkę zareagowali koledzy po fachu?

- Psychiatrzy zareagowali: na konsylium.24.pl. czytałem np. o pomyśle wycofania książki ze sprzedaży, o tym, by mnie zwolnić z pracy itd. W służbie zdrowia z pewnością już pracy nie znajdę.

Psycholodzy nie zareagowali. Dwoje psychologów, których znam, początkowo „obraziło się” na mnie po przeczytaniu książki. Szczególnie dotknął ich fakt – źle zrozumieli – że jakoby atakuję psychologię. Nic bardziej mylnego. Książka w skrajny sposób podnosi status zawodowy każdego psychologa. Proszę sobie wyobrazić, że podobną pracę, jaką napisałem o depresji, można napisać o prawie każdym stanie emocjonalnym sklasyfikowanym w ICD-10, który tam nazwany jest zaburzeniem lub chorobą. Idzie za tym prosty fakt – psychiatra ze swoją apteczką w ogóle nie jest tu potrzebny, a bywa szkodliwy.

Nie znajduję żadnego uzasadnienia dla umieszczania w klasyfikacji zaburzeń i chorób psychicznych takich stanów, jak: trudności w czytaniu i pisaniu u dzieci, lęki separacyjne, nadpobudliwość psychoruchowa, przejadanie się, tzw. „zaburzenia osobowości”, i wielu innych. Nie są to ani zaburzenia psychiczne, ani choroby psychiczne. Są to elementy naszej kultury, która nie tylko jest pełna pięknych wytworów. Ma również swoją ciemną stronę. Przekaz, który niektórzy „chorzy” w sobie noszą jest tym elementem kultury, dziedzictwem otrzymanym od rodziców, którzy wpływali na jego kształt. Przyczynia się on do ich cierpienia, czasem do cierpienia innych, lecz żaden z tych stanów nie jest wrodzony.

Uważam jednak, że powinna istnieć klasyfikacja tych wszystkich stanów, która byłaby alternatywą dla psychiatrycznej. A skoro prawie wszystkie umieszczone w niej stany mają charakter emocjonalnej dysharmonii, to psycholodzy powinni ją opracować, chociażby po to, by ludzie nie przychodzili do gabinetów specjalistów tylko po to, by spytać czy są zdrowi, czy chorzy – osobiście miałem wiele takich przypadków. Co więcej, wszystkie stany dysharmonii emocjonalnej (czy utrwalonej, czy przemijającej) „leczy się” metodami pomocy psychologicznej (jedną z nich jest psychoterapia). Psychologia w omawianym kontekście jest pod każdym względem całkowicie niezależna od psychiatrii.

- Na rynku polskim twoja demaskująca praktyki psychiatryczne (i psychologiczne) książka jest jedyna w swoim rodzaju, więc stanowi wyjątkową wartość. Do jakiego grona czytelników zamierzasz za jej pomocą dotrzeć i co zamierzasz im przekazać?

- Wiele osób wie o tych faktach lub intuicyjnie je rozumie, bo wcale nie są zdziwione tym, co piszę. Jeśli różnię się czymś od innych specjalistów, to wyłącznie odwagą mówienia o tym wprost. Przedstawię jednak krótko swój stosunek do tego, co napisałem.

W swoim przekonaniu, piszę o faktach i poruszam tematykę typową dla psychologa – jestem na swoim podwórku. Piszę bowiem o stanie naturalnym, jakim w moim przekonaniu jest ludzkie cierpienie. A że nie jest to choroba, powiedziałbym wręcz, że napisałem zwykłą książkę z zakresu swojej specjalności – należy jednak, przy tej okazji, zwrócić uwagę na to, jak absurdalnie brzmi przekonywanie o tym, że cierpienie ludzkie nie jest chorobą (wydaje się to takie oczywiste); tymczasem każdy psychiatra, wypowiadając się w mediach twierdzi, że jest to choroba – depresja – którą należy leczyć. Czy nie jest to absurdalne? I co więcej, czy ktokolwiek zastanawiał się nad tym, zanim dosadnie nie zwróciło mu się na to uwagi?

Wobec tego, nie czuję potrzeby przekonywania kogokolwiek o swojej racji, docierania do kogokolwiek. Uważam, że piszę o rzeczach oczywistych. Jeśli ktoś miałby tu kogoś przekonywać, to na pewno nie ja innych. Raczej psychiatria może przekonywać innych o tym, że cierpienie ludzkie to „choroba”, jak stale to robi. Być może wielu się z tym zgodzi. Ja jednak uznam, że psychiatria, przekładając to na jej reprezentantów, ma niepełny kontakt z rzeczywistością. Tyle na temat meritum książki.

Oczywiście, książka ma swoje „mroczne” tło. Żeby napisać o tym, że cierpienie to naturalny stan umysłu, musiałem zaprzeczyć tezie, jaką propaguje psychologia kliniczna i psychiatria, iż jest ono chorobą. Innej drogi nie było. Dodatkowo, w stosunku psychologii i psychiatrii do cierpienia – tzw. depresji – widzę wiele zagrożeń, o których może nie będę tu mówił. Jeśli miałbym odpowiedzieć na pytanie wprost, to chciałbym:

- by psychiatrze zadrżała ręka, zanim wypisze osobie cierpiącej leki i zamiast to zrobić, żeby poświęcił jej więcej czasu na rozmowę, taką ludzką,

- by psycholodzy na poważnie zajęli się problematyką normy i patologii względem rzekomych zaburzeń psychicznych. Właściwie jeśli uznać, że bez określenia normy nie można określić patologii, psychologia ma tu decydujące znaczenie. Nie mam wątpliwości, że do tej pory ta dziedzina wiedzy była zbyt bierna w tym względzie i dlatego jest współwinna obecnej sytuacji;

- w końcu chcę dotrzeć do pacjentów. Chciałbym, by cierpiący człowiek wiedział, że nie jest chory, co nie wyklucza profesjonalnej pomocy, którą niesiemy – w cierpieniu. Rewolucja w myśleniu już ma miejsce i już zachodzą bardzo poważne zmiany. Być może, w przyszłości, dojdzie też do tego, że o chorobach psychicznych mówić się przestanie, bo przecież chodzi tu o nic więcej, jak zwykłą uczciwość i zdrowy rozsądek.

Szansę dla książki widzę więc w przyszłości. Młode pokolenie, czytając ją dzisiaj, może z łatwością przyjąć jej treść. A później niejedna z tych osób pójdzie na studia medyczne, psychologiczne etc. Wielu z nich zostanie profesorami i może właśnie wtedy, jak nas już nie będzie, jeśli „wychowa się” na tej książce i jej podobnych, zacznie ją prezentować studentom. A to już będzie rewolucja w myśleniu.

- I ostatnie pytanie: jakie plany na przyszłość? Takich potrzebnych pozycji, jak Twoja książka powinno ukazywać się na polskim rynku księgarskim coraz więcej. Czy planujesz kolejne publikacje o podobnej tematyce i jeśli tak, to o czym będzie w nich mowa?

- Chciałbym, żeby podobne książki pojawiły się w Polsce. Nie znam jednak nikogo, kto by je w naszym kraju pisał – patrzył krytycznie na tzw. zaburzenia, czy chociażby system ich leczenia. Liczyć więc można tylko na to, że jakiś polski wydawca zdecyduje się w końcu na publikację prac chociażby Thomasa Szasza, czy Petera Breggina.

Odpowiadając na pytanie, książka o której rozmawiamy powstała tylko dlatego, że badając zjawisko samobójstwa, bardzo głęboko musiałem skupić się m.in. na stanie, który jest z nim powszechnie kojarzony – tj. na depresji. Początkowo więc nie miałem żadnej odmiennej wizji depresji od tej, którą prezentuje każdy psycholog i psychiatra. Jednak dzięki tym studiom i doświadczeniom w pracy, o czym już wspominałem, oraz zadawaniu sobie trudnych pytań doszedłem do wniosków, które częściowo opisuję w książce. A podstawowym i właściwie wyjściowym jej wątkiem, jest proste pytanie: „Czym różni się depresja od cierpienia?”

Podsumowując, o ile do niedawna uważałem samobójstwa za najważniejszy problem, którym powinienem się zajmować, to obecnie doszła do niego problematyka normy i patologii psychicznej. Zatem tak, będę jeszcze o tym pisał.

Nie nastąpi to od razu, bo wymaga dużego skupienia i poszerzania wiedzy. Myślę, że m.in. powstanie praca na temat psychologii cierpienia. Będzie to częściowo duchowa kontynuacja „Toksycznej psychologii i psychiatrii”, choć pozbawiona jakichkolwiek kontrowersyjnych wątków. Najkrócej mówiąc, będę w niej chciał rozwinąć tezę o tym, że cierpienie to naturalny stan umysłu, a nie choroba, i dokładniej to wyjaśnię.

Pomyślałem też o tym, by napisać kilka innych książek, podobnych do omawianej – każda miała być poświęcona określonemu „zaburzeniu psychicznemu” i wyjaśniać, że są to stany niepatologiczne. Z czasem jednak odstąpiłem od tego zamiaru. Jeśli powstanie książka podobna do „Toksycznej psychologii i psychiatrii”, to zdecydowanie będzie ona poświęcona wszystkim stanom umysłu, które psychiatria i psychologia kliniczna nazywają zaburzeniem lub chorobą, z czym zgodzić się nie można. Właściwie więc byłaby to nowa – psychologiczna – klasyfikacja, w której te same stany umysłu co w psychiatrycznej, bo przecież istnieją w rzeczywistości, opisywane by były w zupełnie nowy sposób, jako stany niechorobowe. Czy jednak napiszę tę książkę nie wiem. Mam już nieco doświadczenia pisarskiego i potrafię oszacować, że zajęłoby mi to co najmniej 4 lata, a przecież w takim okresie czasu może się wiele zdarzyć.

Niczego więc nie deklaruję, ale też podkreślam – uważam tę problematykę za niezwykle istotną nie tylko dla psychiatrów i psychologów, ale też dla całego społeczeństwa. Nasza kultura, w dużym stopniu kształtowana jest zwrotnie przez to, co uważamy za normalne, a co za nienormalne. Książka ma właśnie takie tło. Ukazuje między innymi, w jak dużym stopniu pozwalamy sobą manipulować i manipulujemy innymi. Paradoksalnie, dzieje się to bez złej woli, a właściwie nawet, umyka naszej świadomości. I tak chyba można podsumować moją książkę – żyjemy w świecie fikcji i sami jesteśmy temu winni.

- Dziękuję za rozmowę.

Wywiad autoryzowany przeprowadził: Andrzej Skulski
Źródło: iThink
http://wolnemedia.net/?p=23315



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 10 sie 2010, 11:28 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 10 sie 2010, 17:04 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 sie 2009, 9:58
Posty: 144
Ciekawe spostrzeżenia. Chętnie przeczytałam.

_________________
NIEBO JEST NIEBIESKIE A ZIEMIA CZYSTA, ŚWIETLISTA



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 sie 2010, 17:28 
podpisuję sie obiema rękami.



Na górę
   
 
 
Post: 10 sie 2010, 17:42 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
To jest wlasnie moja teoria od wielu lat:
Psycholodzy robia ludzi chorych przyklejajac im etykietki z chorobami.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 sie 2010, 18:18 
to banda psychologicznych dewiantów w duzej mierze....bezmyślnie oddtwarzających schematy


Ostatnio zmieniony 13 sie 2010, 18:27 przez yallahabibi, łącznie zmieniany 2 razy


Na górę
   
 
 
Post: 10 sie 2010, 18:31 
Generalnie wielu psychologów kwalifikuje się do wizyty u psychiatry :język: Zaś ci ostatni zbyt lekką rączką wypisują farmakologię.



Na górę
   
 
 
Post: 10 sie 2010, 18:34 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 sie 2010, 22:27
Posty: 650
Lokalizacja: Śląsk
Płeć: mężczyzna
W.Bramley w ,,Bogowie Edenu'' wszystko rozjasnia na temat dzisiejszej psychologii i farmakologii ds. chorób psychicznych, która powstaje w oparciu o nią np. leków takich jak psychotropy.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 sie 2010, 19:04 
Większość psychologów czy psychiatrów nie ma w rzeczywistości najmniejszego pojęcia o strukturze ludzkiej psychiki i prawdziwych mechanizmach jej działania.Wszystko na czym opierają swoją wiedzę to wyuczone schematy niekoniecznie zgodne z prawdziwą istotą problemu z jakim się stykają.Lecz skąd mają taką wiedzę posiąść skoro oficjalna nauka zawęża spektrum postrzegania ludzkiej psychiki właśnie do wygodnych dla niej wypracowanych schematów.Serwując pacjentom farmaceutyki lekarze w większości przypadków bardziej szkodzą niż pomagają(oczywiście pacjentom,nie koncernom Mruga ).Ujawnienie wiedzy o prawdziwej naturze człowieka nie leży w interesie oficjalnego nurtu naukowego.Tak więc lepiej trzymać się z dala od psychologów i psychiatrów szukając rozwiązania gdzie indziej a na pewno z dala od niejednokrotnie drogich, szkodliwych substancji przepisywanych w gabinetach.


Ostatnio zmieniony 11 sie 2010, 9:27 przez sfath, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
   
 
 
Post: 10 sie 2010, 19:19 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 sie 2010, 22:27
Posty: 650
Lokalizacja: Śląsk
Płeć: mężczyzna
dodam tylko jeszcze do wypowiedzi przedmówcy ze nie cala psychologia musi byc ble!, sa nurty w psychologii oczywiscie malo popularne ktore naprawde poszukuja prawdy
np. prof. Maria Szulc (,,Potęga podświadomości'') która dzieki stworzonej przez siebie metodzie psychostymulacji, nieszkodliwej dla pacjenta, w 100% leczy uzaleznienia, nerwice, wady wymowy. Mozna tez ta metode stosowac przy operacjach zamiast znieczulenia i pomocy anestezjologa



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 sie 2010, 20:00 
Zgadza się,chodzi mi wyłącznie o główny nurt w psychologii i zdaje sobie sprawę że taka opinia to raczej uogólnienie.Kiedyś usłyszałem od pewnej pani psycholog że wszystko co wykracza poza oficjalny nurt w psychologii nazywane jest przez tzw.twardogłowych psychologów parapsychologią lub uznaje się ze w ogóle tego nie ma. :)


Ostatnio zmieniony 11 sie 2010, 9:22 przez sfath, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
   
 
 
Post: 10 sie 2010, 21:00 
Offline
Secret Master * 4th Degree
Secret Master * 4th Degree

Rejestracja: 15 lut 2010, 20:22
Posty: 39
Pod artykułem podpisuję się obiema rękoma :) Znam to z własnych obserwacji.
To prawda, ze pacjentom z łatwością przypisuje się psychotropy mówiąc im, ze nie uzależniają. Z wielką łatwością psychotropy przypisywane są przez lekarzy rodzinnych, którzy za zwyczaj nie mają czasu na zwykłą rozmowę z pacjentem, która często w zupełności by wystarczyła.
Cierpienie (depresja) to świetny interes także dla samych psychologów, którzy często nie mają odpowiednich kwalifikacji, bo same studia nie uprawniają do psychoterapii, ciągnąc w nieskończoność "terapię" - celowo przedłużają terapię dla utrzymania pacjenta. Wiem też, ze czasem pacjenci są wykorzystywani do pozyskiwania następnych pacjentów.
Pewnie nie zdajecie sobie sprawy z tego, że aby wykonywać psychoterapię trzeba przejść często długoletni i bardzo kosztowny cykl szkoleń w konkretnym zakresie, zakończony egzaminem certyfikacyjnym. Zapytajcie psychologa po studiach o dyplom certyfikowanego psychoterapeuty.
Psycholodzy często uzurpują sobie prawo do stawiania diagnozy, "świadczenia usług" nie mając do tego uprawnień i biorą za to całkiem duże pieniądze.
Mogłabym dużo opowiadać, bo sama nie mam zgody na działania, które są podejmowane przez lekarzy, psychologów, psychiatrów. Chcę też podkreślić, ze na studiach medycznych nie ma w ogóle psychologii - lekarzy po prostu nie uczy się podstawowych umiejętności z zakresu komunikacji interpersonalnej.
Środowisko psychologów jest bardzo hermetyczne (podobnie, jak lekarskie), bo psychologia to dobry biznes i dopóki świadomość ludzi korzystających z pomocy psychologicznej się nie zmieni, to proceder nadal będzie trwał...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 sie 2010, 21:56 
Motto:

"Lekarze leczą jak umieją, jak nie umieją... też leczą".


Eksperyment Rosenhana - jak łatwo zostać schizofrenikiem :wacko:

http://davidicke.pl/forum/eksperyment-rosenhana-jak-atwo-zosta-schizofrenikiem-t976.html



Na górę
   
 
 
Post: 02 paź 2010, 11:43 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 lut 2010, 15:04
Posty: 362
Płeć: mężczyzna
squam pisze:
dodam tylko jeszcze do wypowiedzi przedmówcy ze nie cala psychologia musi byc ble!, sa nurty w psychologii oczywiscie malo popularne ktore naprawde poszukuja prawdy
np. prof. Maria Szulc (,,Potęga podświadomości'') która dzieki stworzonej przez siebie metodzie psychostymulacji, nieszkodliwej dla pacjenta, w 100% leczy uzaleznienia, nerwice, wady wymowy. Mozna tez ta metode stosowac przy operacjach zamiast znieczulenia i pomocy anestezjologa


Profesor Maria Szulc zmarła bodajże w 2001 roku, a to co opisujesz to hipnoterapia. Czytałem te książkę parę lat temu i rzeczywiście zrobiła na mnie wrażenie. Między innymi pracowała w zakładach karnych gdzie z degeneratów robiła przyjaznych i miłych ludzi, nie mówiąc już o setkach "uzdrowionych" alkoholików czy palaczy.
A tutaj co należy robić żeby zawód anastezjologa zbankrutował.

prof. Maria Szulc - zabieg chirurgiczny bez znieczulenia
phpBB [video]

Końcówka najlepsza :mrgreen:

_________________
"Słońce grzało tak rozkosznie, a kamień na którym siedział od dłuższego czasu, był tak przyjemnie ciepły, że Puchatek już sobie postanowił, że przez całą resztę poranka będzie siedział pośrodku strumyka i cieszył się z tego, że jest Puchatkiem."



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 02 paź 2010, 12:31 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 sie 2010, 22:27
Posty: 650
Lokalizacja: Śląsk
Płeć: mężczyzna
Tak powinna przebiegać i się kończyć każda operacja :D

tu coś jeszcze jest :D

prof. Maria Szulc wyrywanie zeba pod hipnoza
phpBB [video]


strona o tej metodzie

http://www.gabinet-hipnozy.pl/



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 30 gru 2014, 0:11 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 mar 2011, 0:45
Posty: 1101
Płeć: mężczyzna
Kobieta 82 lata. Oskarżała wszystkich o kradzież złota i pieniędzy. Nie rozpoznawała własnych dzieci i wnuków. Wciąż nowe opiekunki porzucały pracę po kilku dniach lub kilku godzinach.
Rzucała butelkami z wodą mineralną w stojące na parkingu samochody.
Policja nocą i wywózka na oddział psychiatryczny. Psychotropy, rozpoznanie - choroba Alzheimera.
Wizyty u kilku specjalistów.
Wszyscy oni przepisali tylko psychotropy, a kobieta bardzo cierpiała. Chodziła jak zombi.
Po rozrzedzeniu krwi, uzupełnieniu D3, poprawie przyswajania pokarmów, B50, mieszanka wit C z flawonoidami i MSM jest wszystko w całkowitym porządku.
Nie bierze psychotropów i jest bardzo szczęśliwa.
Inny przypadek. Kobieta 32 lata. Rozpoznanie - depresja, wystarczyło odstawić gluten i uzupełnić selen i D3.
Mężczyzna lat 43 rozpoznanie - schizofrenia, odstawienie glutenu, poprawa przyswajania pokarmów, uzupełnienie D3, jodu i selenu.
Nie zgadzam się do końca z autorem książki chociaż mam podobne poglądy na psychiatrię.
Uważam, że chorób tzw psychicznych po prostu niema. Wszystkie zaburzenia psychiczne mają podłoże endokrynologiczne, braki pokarmowe lub problemy z przyswajaniem pokarmów.
Zawsze można znaleźć przyczynę ale już od dawna nikt tego nie uczy. Psychiatria to jedno wielkie nieporozumienie.

_________________
Dobrze się bawię.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 15 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group