Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 17 lis 2019, 5:22

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 139 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna
Autor Wiadomość
Post: 02 gru 2012, 20:20 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 28 paź 2011, 10:07
Posty: 77
@LCH

Bardzo interesująco się czytało to co wylałeś z tzw "siebie" do momentu w którym pojawiła się taka dziwnie intrygująca myśl, że

TY już wiesz kim jesteś . :lol:

Wiesz kim jesteś ?
Chyba tak, ponieważ dalej piszesz, że wiesz czym jest PRAWDZIWA duchowość (pojawia sie JA WIEM)

Cytuj:
Prawdziwa duchowosc, czyli poznawanie siebie, kim sie jest, zaczyna sie wtedy, kiedy pojawi sie wlasnie ow bol, czy tez cierpienie egzystencjalne, gdyz tylko i wylacznie poznanie swojej natury, jest jedynym istniejacym lekarstwem, a wszystko inne to tylko (pol)srodki w kierunku finalnego rozwiazania.

Teraz, w pierwszym rzedzie nalezaloby zdefiniowac czym jest wogole tzw. "duchowosc", co przez nia rozumiemy?
Duchowosc to jak nazwa wskazuje poszukiwanie naszego "ducha", esensji, istoty, oraz jaka jest jego prawdziwa natura.


Najciekawszymi osobowościami są nauczyciele, albo osoby pouczające, którym wydaje się , że już wszystko wiedzą, do tego stopnia, ze czują się powołani do tego, aby te prawdy SWOJE przekazać innym jako prawdy ostateczne. W treści przekazu pojawia się pewność tego , że JA WIEM, a WY nie wiecie.

Pojawia się Oświecone Ego. Ono zaczyna definiować - na przykład duchowość. Z łatwością przychodzi mu wytłumaczenie wszystkiego i odniesienie się do wszystkiego z pozycji JA WIEM .

Kiedy pojawia się "głosicielstwo prawdy" to jest ten moment, w którym aż się prosi, aby pojawiło się wielkie :stop: . W tym momencie , a właściwie w każdym momencie TERAZ , warto przywołać/utrzymać rozpoznanie wynikające z jeszcze bardzej podstawowego pytania , a mianowicie nie tego KIM JESTEM ? (bo w pytaniu, zauważcie, znajduje się sugestia, że KIMŚ ) ale tego pytania o krok wcześniej : CZY JESTEM ?

Odpowiedź na pytanie "KIM JESTEM?" niekoniecznie istnieje. :hejka:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 02 gru 2012, 20:20 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 02 gru 2012, 20:27 
Offline
Master Mason * 3rd Degree
Master Mason * 3rd Degree

Rejestracja: 24 maja 2012, 0:47
Posty: 29
Płeć: mężczyzna
xpio pisze:

W moim rozumieniu droga do oświecenia to odcięcie się od świata zewnętrznego, z całkowitym pominięciem narzędzi i wiedzy jakich on dostarcza.


hmmm w takim razie czemu ludzie nie mają zaszczepionego odruchu medytacji tak jak bezwarunkowym odruchem jest bicie serca? przecież człowiek który nigdy nie słyszał o medytacji, moim zdaniem nie zacznie medytować sam z siebie...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 02 gru 2012, 21:36 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 28 paź 2011, 10:07
Posty: 77
bolec pisze:

hmmm w takim razie czemu ludzie nie mają zaszczepionego odruchu medytacji tak jak bezwarunkowym odruchem jest bicie serca?


A moze właśnie życie, samo w sobie, jest medytacją tylko że nikt tego w ten posób nie ujmuje ?
Zwłaszcza te chwile życia, które spędzasz w TERAZ :D
Wiadomo, że jest tylko TERAZ . To umysł szuka jakiegoś jutra albo odnosi się do przeszłości, ale nawet kiedy to czyni to z miejsca TERAZ .

Kiedyś fajne pytanie dotarło do mnie : "Czego brakuje TEJ CHWILI ?" ;) Właśnie TA CHWILA to stan naturalnej medytacji bezwarunkowej :shock:

Cytuj:
przecież człowiek który nigdy nie słyszał o medytacji, moim zdaniem nie zacznie medytować sam z siebie...
Problem z medytacją pojawia się wtedy, kiedy zaczynasz jej szukać, albo kiedy JA zaczyna ją "robić". To nie jest medytacja. Człowiek, który nie słyszał o medytacji żyje w niej "sam-z-siebie" właśnie .... dlatego że jej nie szuka, ani jej nie "robi" :tak:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 gru 2012, 0:57 
LCH pisze:
Dlatego mi. in, niektorzy wybieraja zycie w klasztorach, zakonach, pustelniach, odosobnienia, aby jak nawiecej czasu przebywac z samym soba, oraz jednoczesnie jak najmniej rzeczy rozpraszało, zabieralo uwage.


Moim zdaniem chodzi o energię którą wytracamy w niezauważalny sposób, a która pozwala na przezwyciężanie, bo życie składa się z wyzwań. Okiełznane wyzwania mierzą w przemienienie istoty postrzegania. Wszystko jest w nas, a rzeczywistość o tym głosi- wszelkie odpowiedz są w człowieku, kiedy staje się pokorny dla świata zewnętrznego- jest to zmiana postrzegania, z roli kreatora rzeczywistość do roli istoty wykorzystującej rzeczywistość- modyfikującą ją...

Samotność nie zna negatywnych emocji, nie złości się i nie krzyczy, to co widzi, zachowuje dla siebie.



Na górę
   
 
 
Post: 04 gru 2012, 12:01 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 29 lis 2012, 2:01
Posty: 9
Płeć: mężczyzna
To sami zdecydujemy po co i dlaczego tu jesteśmy. Nikt nam z góry nie narzucił co mamy robić i na tym polega wolność. Możesz robić co chcesz, możesz zostać najsławniejszym mordercą albo naukowcem, możesz być mędrcem, który sobie chodzi po świecie i naucza, możesz pomagać innym, możesz pomagać tylko sobie itp itd. MOŻESZ ROBIĆ CO CHCESZ. Problemem jest to, że w wielu aspektach życia MATRIX w tym przeszkadza.

Po co myśleć, że ktoś nad nami jest?
Czy nie jest to może zapędzanie się jakby w kolejną wymyśloną przez siebie religię, która polega na wierze?
ŻE TO COŚ WYŻEJ TO JAKBY BÓG, o którego chodzi w religiach? (zmatriksowani myślą sobie, że to Pan z brodą i mają do tego prawo)
A może w życiu O NIC NIE CHODZI? Po prostu życie sobie jest?
Czy są na to jakieś ogólne dowody, że jest coś poza nami? Jakaś wyrocznia albo coś czy tylko w to mocno wierzycie i jedynie osobiście możecie powiedzieć, że to czujecie i doświadczacie?
Na czym to doświadczenie polega? Co czujecie wtedy?
Czy może karmicie się tą wiarą, żeby mieć nadzieję?

Myślę, że bardzo dużo osób BARDZO WIERZY w to co mówi tutaj. A co jeśli się mylicie?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 gru 2012, 13:11 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 28 paź 2011, 10:07
Posty: 77
kubasniak pisze:
To sami zdecydujemy po co i dlaczego tu jesteśmy. Nikt nam z góry nie narzucił co mamy robić i na tym polega wolność. Możesz robić co chcesz, (..)
Myślę, że bardzo dużo osób BARDZO WIERZY w to co mówi tutaj. A co jeśli się mylicie?

Fajnie że kwestionujesz, ale jednocześnie sam na początku postawiłeś założenie w które wierzysz, czyli w to, że SAM decydujesz.
A co , jeśli w ogóle nie ma żadnego JA ,które decyduje, może lub nie może ?
Jak bardzo jesteś w stanie być konsekwentny w kwestionowaniu ?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 gru 2012, 14:47 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 29 lis 2012, 2:01
Posty: 9
Płeć: mężczyzna
Ok, czyli można powiedzieć, że w ogóle nie ma sensu dyskutować, debatować, myśleć o tym, żyć.

Najlepiej to się zabić, śmierć jest najlepsza. Oczywiście nikomu tego nie polecam, nie wiem czy to jest złe czy dobre. Moim zdaniem życie jest zbyt piękne żeby sobie je odbierać.

Cytuj:
Fajnie że kwestionujesz, ale jednocześnie sam na początku postawiłeś założenie w które wierzysz, czyli w to, że SAM decydujesz.


Aha, czyli to nie ja steruję np. ruchem ręki albo to nie ja decyduję o tym, że wstanę z krzesła? Ktoś inny za mnie to robi? To nie ja decyduję o tym czy chcę się uczyć, pójść do pracy? Czy chcę grać na PC itp.? Czy chcę zostać mędrcem albo bezwzględnym bogaczem? W ostatnim przypadku inni ludzie mogą mieć na to wpływ czy będę nim czy nie. Tylko i wyłącznie ja i inni ludzie. Nikt więcej.

To jest zrzucanie odpowiedzialności na "moce niewidzialne". Tak zachowują się ludzie, którzy nie chcą przyjąć do wiadomości, że to oni są odpowiedzialni za swoje życie. Człowiekowi jest łatwiej się tłumaczyć, znaleźć wymówkę, łatwiej zrzucić na kogoś winę, jak nie na siebie.

Nie oczekuję przyznania racji aczkolwiek byłoby to miłe, jednak nie zależy mi na tym. Wiecie ludzie, samo życie nas zweryfikuje. Ja tego nie muszę robić ani nikt inny, choć są tacy, którzy na siłę "niosą światło".

Trzeba twardo stąpać po ziemi.



PS. Chciałbym zaznaczyć, że wierzę w źródło, z którego wszyscy pochodzimy. Wierzę też, że ono dało nam wolną wolę i przez to możemy o sobie decydować. Nie wiem czy to istnieje czy nie, ale wierzę. Trochę coś w stylu Tao Te Ching.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 gru 2012, 16:39 
Offline
Administrator
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 wrz 2011, 0:01
Posty: 884
Lokalizacja: Alpha Orionis
Płeć: mężczyzna
kubasniak "Nie wiem czy to istnieje czy nie, ale wierzę"

Być może jak sie głębiej nad tym zastanowisz- a raczej na chwilę odłożysz na bok te umysłowe dywagacje, co jest prawdą a co nie- to zamiast "wierzę" będzie "czuję że" ,a to jest juz ogromna różnica. Pierwsze ma zródlo w umyśle i zamyka cię na bezpośrednie doświadczenie . Drugie jest już początkiem osobistego doświadczenia i jesli sam pozwolisz sobie na zgłębienie i słuchanie tej intuicyjnej części- będącej tak naprawdę prawdziwym tobą- to wtedy będziesz wiedział sam dla siebie, co jest prawdą.
Teoretyczne rozważania na temat prawdziwości doświadczeń innych jest jak dyskusja na temat tego czy czekolada smakuje dobrze i wrażeń smakowych jakie daje, kiedy się jej nigdy na oczy nie widziało- a tym bardziej jadło.
W tym jednak przypadku smak czekolady znasz bo kiedyś jadłeś ale zapomniałeś jej smak . Ani ja ani nikt inny nie mogą przypomnieć ci opisami jej smaku- jedyne co mogę zrobić, to powiedzieć ci, że masz kawałek czekolady schowany głęboko w kieszeni -mozesz go poszukac, wyciagnąć i spróbowac. Twoim wyborem jest co z tym zrobisz.

To tyle z mojej strony. Szerokiej drogi.

_________________
Mundus vult decipi, ergo decipiatur



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 gru 2012, 18:42 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 29 lis 2012, 2:01
Posty: 9
Płeć: mężczyzna
Czuję, że to jest, również w to wierzę. Medytuję przy każdej czynności. Robiąc jedną rzecz w jednym czasie, skupiony na jednej rzeczy (przez to robię je 100x szybciej) + wdech i wydech, jak się zapominam to staram się wrócić na tor. Mam czasami wrażenie jakbym przejeżdżał przez wszystkie iluzje, myśli i po prostu wjeżdżał w prawdziwą rzeczywistość, w to co jest. Staję się jakby obserwatorem, wszystkich i siebie. Czuję każde uczucie i myśl.

Czasami przed snem, gdy mocno się skupiam na oddychaniu i czerni, którą widzę pojawiają się błyski. Wtedy czuję jakbym był wyciągany z prawdziwego świata.

Plusy medytowania: czuję ogromny spokój, czasami doznaję pewnego rodzaju uczucia ekstazy, olśnienia. Mniej się stresuję, czuję luz w tym co robię, powoli łamię bariery nieśmiałości, stereotypów. Z zachowania widzę poprawę, więcej robię, mniej marzę o niebieskich migdałach i mniej narzekam. Stałem się minimalistą, nie potrzeba mi wiele do życia. Zacząłem żyć na bieżąco, tu i teraz. Czasami mam egoistyczne myśli i jakby z miejsca staram się je weryfikować oraz zmieniać w razie potrzeby.
Przyznam, że jeszcze często zapominam o medytacji.

Nie wiem czy mogę powiedzieć, że jest to minus, ale ludzie na mnie zaczęli patrzeć inaczej, zwracają uwagę na mój spokój. Mam wrażenie, że czują się bezpiecznie przy mnie. Dzisiaj nawet zatkało mnie jak znajoma osoba napisała mi, że podziwia mnie za spokojne i rozważne podejście do życia.

Zastanawiam się tylko, czy to jest to?
Może ja oszalałem, czy inni oszaleli?
Czy jest to stłumianie moich potrzeb i oszukiwanie samego siebie?

Od dziecka jakoś nie czułem się przystosowany do takiego świata jaki mamy przed oczami. Te wszystkie reguły, wyścig szczurów itp. nie są dla mnie. Zawsze byłem i jestem bardzo wrażliwy i do tego empatyczny.

Przeczytałem książkę Eckharta Tolle "Mowa Ciszy" oraz "Potęga Teraźniejszości". Czytałem różne podręczniki o medytacji i uwadze. Czytam Tao Te Ching, Koany itp. Wiele w tym prawdy, tak czuję. Wszystkie te rzeczy łączy prostota i prawda, można powiedzieć, że to jedno i to samo.

Momentami pojawiają się chwile totalnego zwątpienia, że ja sam siebie oszukuję, że to nieprawda. Wydaje mi się, że ześwirowałem, a może nie? Żeby to sprawdzić, zwracam się do Was, czy Wy też macie bądź mieliście takie uczucia, które ja przedstawiłem?

W dalszym ciągu trzymam się zdania, że to ja decyduję. Nawet ja decyduję o tym, że szukam prawdy. To ja zdecyduję, czy chcę się poddać temu stanowi. To zależy tylko i wyłącznie ode mnie.

Pozdrawiam.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 gru 2012, 19:27 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 sty 2012, 16:17
Posty: 434
Płeć: kobieta
Cytuj:
Momentami pojawiają się chwile totalnego zwątpienia, że ja sam siebie oszukuję, że to nieprawda. Wydaje mi się, że ześwirowałem, a może nie?


Też tak mam. I mam na to sposób. Olewam to. Zostawiam "na później" i prędzej czy później życie mi te wątpliwości rozwiewa. Jakby odpowiedź sama do mnie przychodziła, ja tylko czekam.

A mam jeszcze tak, że przy niektórych rzeczach z miejsca wiem, że to jest prawda, że tak jest, choć nie potrafię wytłumaczyć dlaczego.


Wrócę jeszcze do tego nieszczęsnego cierpienia. Jak się człowiek naczyta/nasłucha, to głowa od tego wszystkiego może rozboleć. Najgorsze, jeśli kilka wersji wydaje nam się równie prawdopodobnych, a umysł domaga się obrania jednej...
Tak samo z tym cierpieniem. Jedni mówią, że to jakiś błąd, że go być nie powinno. Drudzy zapewniają, że jest potrzebne, że rozwija itd.
Jakiś czas temu oglądałam film, nie pamiętam już jaki, był smutny w każdym razie i pamiętam, że aż płakałam. I wtedy mnie jakby olśniło. Uczucia, a raczej emocje i to bez wyjątku, są cudowne. To naprawdę niesamowite móc ich doświadczać i nie ma tu znaczenia czy to radość, złość czy smutek. Każda jest inna, każda wyjątkowa i każda nas wzbogaca. Jak to mówił Bruce Lipton, że jesteśmy tu aby doświadczać - doświadczać wszystkiego.

I tak sobie myślę, że tylko trzeba tu rozgraniczyć cierpienie, które sami sobie sprawiamy od wykorzystywania innych (jak tu wcześniej ktoś wspomniał - bo karma itd...). I wiem, że dla wielu cierpienie jest taką odskocznią, dzięki której zaczynają zmieniać swoje życie, dostrzegać to co im umykało, zaczynają się rozwijać.

_________________
Kto chce, zawsze znajdzie sposób, kto nie chce, zawsze znajdzie wymówkę.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 gru 2012, 20:38 
No właśnie też tak mam, zbyt wiele sie naczytam nad interpretuje, a puźniej muzg mi puchnie. Własciwie to ego które sie pląta, bo szuka tego właściwego... czegoś tam.
Ja od zawsze w sumie odkąd pamiętam czegos szukałam, właściwie kogoś, paradkos mężczyzny. :D
ale tak naprawde kogos mi bardzo bliskeigo, chociarz wiele na swojej drodze ludzi spodkałam nigdy do końca nie było to cos... nie umiem tego określic czym jest to cos. Teraz wiem że to jestem JA
sama, troszke to skąplikowane.
Obecnie najwarzniejsze są dla mnie emocje, jakie by nie były. Obserwóje siebie, zastanawiam sie dlaczego na dane sytacje reaguje tak,a nie inaczej, czy to sa naprwde moje emocje, bo zdarza sie że tez odbijam czyjeś frustracje. Jednym zdaniem obserwowanie samej siebie.



Na górę
   
 
 
Post: 05 gru 2012, 10:28 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 28 paź 2011, 10:07
Posty: 77
kubasniak pisze:
Ok, czyli można powiedzieć, że w ogóle nie ma sensu dyskutować, debatować, myśleć o tym, żyć.
a skąd takie wnioski ?


Cytuj:
Aha, czyli to nie ja steruję np. ruchem ręki albo to nie ja decyduję o tym, że wstanę z krzesła? Ktoś inny za mnie to robi? To nie ja decyduję o tym czy chcę się uczyć, pójść do pracy? Czy chcę grać na PC itp.? Czy chcę zostać mędrcem albo bezwzględnym bogaczem? W ostatnim przypadku inni ludzie mogą mieć na to wpływ czy będę nim czy nie. Tylko i wyłącznie ja i inni ludzie. Nikt więcej.

Patrz ile założeń nałożone jest na Istnienie pt "kubasniak" :D
Przeanalizuj ,skoro tak dobrze idzie Ci w medytacji , czy jest KTOŚ , jakiś decydent, który wydaje polecenia rękom, nogom, albo kontroluje wstawanie ? Może tak to się odbywa :
".... uwaga teraz spinam pośladki, a grupa mięśni podudzia się napina - EJ kurde nie spać tam gamonie, JA wam dam obiboki - mięśnie krzyża wykonujecie teraz pochył sylwetki do przodu, a JA wam powiem kiedy macie przestać, bo to ważny moment wybalansowania środka ciężkości i środka grawitacji, a teraz, lenie na MÓJ rozkaz uwaga , napinamy sie szybciutko i prostujemy sylwetkę oooootaaak , super, no to teraz mnie słuchajcie dalej , robimy kolejne kroki, a i Ty tam w brzuchu nie zasypiaj jak JA do Ciebie mówię , JA, SUPERKONTROLER KUBAŚNIAK ... " :haha:

Cytuj:
To jest zrzucanie odpowiedzialności na "moce niewidzialne".

I znów wniosek z czapki. Odwrotnie właśnie. Tym stwierdzeniem próbujesz odciągnąć uważność od stanu faktycznego ,a mianowicie podporządkowujesz naturalny przepływ życia pod jakiegoś decydenta w głowie, który uważa , że żyje życie od samego początku jak to się ON wziął i sam się urodził bo tak zadecydował bezbłędnie prowadząc do podziału każdej komórki SWOJEJ zygoty ..

Cytuj:
Tak zachowują się ludzie, którzy nie chcą przyjąć do wiadomości, że to oni są odpowiedzialni za swoje życie.
Przyjrzyj się każdej ze swoich ocen. "JA WIEM LEPIEJ" a inni to są nieodpowiedzialni za SWOJE życie. Uczciwie się przyjrzyj temu KIM JESTEŚ, bo na razie to tylko zakładasz, że życie jest Twoje. Zdecydowałeś się o urodzeniu ? Nie masz żadnych danych z tego okresu, ale pewnie powiesz, że tak, to TY o tym zadecydowałeś , a życie pt "kubasiak" jest TWOJE. Zobacz, że nie masz niczego na poparcie Twoich założeń. To są tylko i wyłącznie dogmaty z których przyjęcia dalej wynikają oceny typu "nie chcesz przyjąć do wiadomosci, że jesteś .... (taki sraki owaki)"
Co to znaczy że jesteś ?
Myślisz więc jesteś ?
Czy to TY myślisz myśli ? A jak je konstruujesz, jak się zaczyna robić myśl , z czego, jak ją kończysz i jak uwalniasz i czy decydujesz o jej zawartości ZANIM ona zostanie ukończona ?

Cytuj:
Człowiekowi jest łatwiej się tłumaczyć, znaleźć wymówkę, łatwiej zrzucić na kogoś winę, jak nie na siebie.
Człowiekowi utożsamionemu -dodaj, ponieważ to JA zrzuca winę z siebie na kogoś. Nawet nie wnikasz w ten proces, przyjmujesz po prostu że KTOŚ zrzuca winę na KOGOŚ, bo tak było zawsze. Jednocześnie tym samym zapętlasz się w rzeczywistość win, kar i nagród. Tylko przez przyjęcie założenia o istnieniu JA .

Cytuj:
Nie oczekuję przyznania racji aczkolwiek byłoby to miłe, jednak nie zależy mi na tym

Tu zupełnie nie chodzi o przyznanie racji KOMUŚ, bo to tak, jakby się kłaniać złotemu cielcowi - wykreowanej iluzji, idolowi z dooopy.
Nie ma racji, ale jest rozpoznanie. Brak rozpoznania i utrzymania rozpoznania iluzji powoduje powstanie filtra JA ,który żąda przyznania racji .
Cytuj:
Wiecie ludzie, samo życie nas zweryfikuje
To przyjrzyjmy się Naturze, jak ona weryfikuje się w życiu. Cały ekosystem ze sobą się komunikuje otwartym kodem ponieważ nie ma w nim MOJE , MNIE , DLA MNIE, ani żadnego JA.
Identyfikacja z JA - formą ludzką, albo formą mentalną - to raczysko które toczy ludzkość . Rak się rozrasta, bo powiększa swoje JA kosztem wszystkiego co na zewnątrz niego wykańczając organizm po czym sam ginie. To te same komórki, tego samego organizmu, ale pogubiły gdzieś wspólny, harmoniczny rytm życia. Zamiast niego wpadły na pomysł wiecznego, ekspandującego rozwoju ponad wszystko i wszystkich.

Czasami myśl przyjdzie, czasem wrażenie się pojawi niesione intuicją, że :
Cytuj:
Mam czasami wrażenie jakbym przejeżdżał przez wszystkie iluzje, myśli i po prostu wjeżdżał w prawdziwą rzeczywistość, w to co jest. Staję się jakby obserwatorem, wszystkich i siebie. Czuję każde uczucie i myśl.
ale wraz z wjazdem do TEGO CO JEST wprowadzasz JA-obserwatora obserwującego siebie. JA czuję .... a potem zdziwienie, że wrażenie się kończy i pytanie czemu JA nie mogę zatrzymać tego stanu na dłużej ? Odpowiedź : bo Ty nie jesteś ............ tym.

@Ariessa
Cytuj:
Jak się człowiek naczyta/nasłucha, to głowa od tego wszystkiego może rozboleć. Najgorsze, jeśli kilka wersji wydaje nam się równie prawdopodobnych, a umysł domaga się obrania jednej...
Jest na to sposób. Uważność. Nie wchodzenie w żadne nawykowe odruchy umysłu żądającego. Umysł to nie TY .Nie doszukuj się wszędzie tego "ja" , bo to bezcelowe. Jak piszesz, myśli , wrażenia, zdarzenia , sens prawdy same przychodzą nagle i stają się oczywiste. Nikt tego nie wybiera, nie ma żadnego nadzorcy-wyborcy tam w głowie. Ale kompulsywne, nawykowe kanały niczym nałóg tytoniowy , dopominają się wyboru i głowa boli i ostatecznie chcąc nie chcąc (nawet nie chcąc) ale sięgasz bo dawkę narkotyku pt JA . Wybór się dokonuje , ulga .. cały system nerwowy się rozluźnia, no cóż, przynajmniej do kolejnej chwili w której umysł będzie się domagał ......dawki.
Nie walcz z tym , niech dzieje się tak jak dotychczas, ale już patrz na to , oświetlaj to , zobacz jak w świetle rozpoznania wije się niczym piskorz. Domaga się Twojej reakcji - zapewne nastąpi - ale i na to patrz , nie puszczaj rozpoznania już nigdy. To nie jest gra dla mięczaków. To może na prawdę boleć ,ale tylko na początku, kiedy JA uważa się za wszechmocnego reżysera Truman Show. Z czasem ... ale nie , nie będzie projekcji . To życie samo pokaże :zęby:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 06 gru 2012, 23:12 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 29 lis 2012, 2:01
Posty: 9
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
to nie ja decyduję o tym, że wstanę z krzesła?


Ja mam wolną wolę i ty też. Siłą woli wpłyniesz na wiele rzeczy.

Cytuj:
".... uwaga teraz spinam pośladki, a grupa mięśni podudzia się napina - EJ kurde nie spać tam gamonie, JA wam dam obiboki - mięśnie krzyża wykonujecie teraz pochył sylwetki do przodu, a JA wam powiem kiedy macie przestać, bo to ważny moment wybalansowania środka ciężkości i środka grawitacji, a teraz, lenie na MÓJ rozkaz uwaga , napinamy sie szybciutko i prostujemy sylwetkę oooootaaak , super, no to teraz mnie słuchajcie dalej , robimy kolejne kroki, a i Ty tam w brzuchu nie zasypiaj jak JA do Ciebie mówię


Ok, rozumiem, to prawda, że nie mam wpływu na większość funkcji organizmu. Tu działa podświadomość, procesy w mózgu, nad którymi nie panuję. To mózg wysyła rozkazy non stop.

Co mnie to może obchodzić w sumie? Mam tą wiedzę, że nie mam wpływu, że to się samo dzieje. I co z tego?

„Posiadanie wiedzy, dopóki nie towarzyszy mu jej ukazywanie w działaniu, jest jak trzymanie
kosztownych metali – próżną i głupią rzeczą. Wiedza, tak jak bogactwo, musi być
używana. Prawo użycia jest uniwersalne i ten, kto je narusza, cierpi z powodu swego konfliktu
z naturalnymi siłami” – Kybalion.

I z tym co jest napisane w Kybalionie się zgodzę w 100%.

Cytuj:
Czy to TY myślisz myśli ? A jak je konstruujesz, jak się zaczyna robić myśl , z czego, jak ją kończysz i jak uwalniasz i czy decydujesz o jej zawartości ZANIM ona zostanie ukończona ?


Środowisko ma na nas wpływ. Coś co kiedyś zobaczyliśmy, usłyszeliśmy, przeżyliśmy zakodowało się w głowie i nagle czasami samo przychodzi. Tak po prostu, samoistnie. Mózg to taki ogromny twardy dysk. Co będzie chciał to sobie odkopie. Niekoniecznie zawsze dla naszego dobra.

Cytuj:
To te same komórki, tego samego organizmu, ale pogubiły gdzieś wspólny, harmoniczny rytm życia.


Proszę o argumenty. Co jest życiem w harmonii, jak ono wygląda? Nie ma zła tylko wszędzie jest dobro? Czy kiedykolwiek ludzie tak żyli? Yin i Yang - jest od zawsze i wszędzie, a ludzie żyli tak jak żyją od tysięcy lat.

Trafiłem ostatnio na coś bardzo ciekawego:
"To co wewnątrz to na zewnątrz; Co na górze, to na dole" - Hermes Trismegistos. To taki odpowiednik dzisiejszej modlitwy katolickiej: "Jako w niebie (w twoim umyśle), tak i na ziemi (w twoim ciele i otoczeniu).

Mamy wolę, dzięki niej możemy wiele. Możemy czynić dobro jak i zło.

Zależy co nazywamy JA. Mogę z WŁASNEGO DOŚWIADCZENIA POWIEDZIEĆ, że każdy ma 2x JA w sobie. Symbolicznie aniołek i diabełek w głowie. Jedna strona ciągnąca drugą stronę w swoją.

W samej naturze nie ma
Cytuj:
MOJE , MNIE , DLA MNIE, ani żadnego JA
ale w człowieku jest.

Zresztą jak wygląda życie osoby nie utożsamionej ze sobą, ze swoim JA? Jaka ta osoba jest? Co robi w życiu? Czeka w milczeniu przez całe życie na śmierć?

Z tego co wiem to według nauki utrata tożsamości JA jest objawem schizofrenii, choroby psychicznej.

Cytuj:
sam się urodził bo tak zadecydował


Nie urodziłem się sam z mojej woli. Moi rodzice o tym zadecydowali, że się urodzę. To oni podjęli kroki w tym kierunku. Przyczyną mojego istnienia jest SEKS, a skutkiem jestem JA czy tam moje ciało, które jest naprawdę czymś tam jednym albo źródłem albo cholera wie - do wyboru do koloru wedle uznania.


Człowiek myśląc i używając woli może się zmieniać. Na lepsze lub gorsze. Moim zdaniem przerąbane mają ludzie, którzy są nieświadomi własnych czynów. Środowisko (społeczeństwo, TV, PC itp.) wywarło na nich taki wpływ, że sami za swoje czyny nie odpowiadają. Są bezmyślni, a jednak myślą, że myślą. Działają jak roboty odbierający rozkaz z zewnątrz, nasyceni stereotypami i schematami myślenia. Oj biedni Ci ludzie.


Co do samej odpowiedzi na temat, moje zdanie:
Czym jesteśmy? - Wszystkim.
Kim jesteśmy? - Ucieleśnioną świadomością. Ludźmi.
Dlaczego i po co? - Nie wiem. Całe życie doświadczamy. Może właśnie dlatego?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 25 gru 2012, 18:37 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 25 gru 2012, 17:33
Posty: 5
Płeć: mężczyzna
A ja powrócę do sedna, do samego pytania z tematu:

Kim jesteśmy...?

Należymy do gatunku homo sapiens sapiens - człowiek myślący, jak lubimy siebie nazywać. Charakteryzujemy się wyprostowaną postawą ciała, dwunożnym sposobem chodzenia i czymś jeszcze, czego nie posiada żaden inny gatunek, a co jest głęboko w nas.

Należymy do gatunku, który na przestrzeni tysięcy lat ewoluował od naczelnych - małp, zmieniając świat, w którym żyje i dostosowując go do własnych potrzeb. Ale to tylko jedna z teorii, których jest wiele, zależnych od wiary badacza. Na jakiej podstawie możemy oceniać przeszłość? Na przestrzeni wieków wiele razy zmieniał się nasz pogląd na otaczającą rzeczywistość, co wpływało także na zrozumienie przeszłości. Wszystko zależy od tego, czego szukamy. Wiara czyni cuda, będąc przekonanym o słuszności teorii, będziemy naginać fakty, by je do niej dopasować, albo nawet lekko naginać teorię, która zawsze jednak zachowa swoje sedno - narzucone przez nas. Prędzej czy później znajdziemy to, czego szukamy, nawet jeżeli tego tam niema. A nie można całkowicie obiektywnie podejść do żadnego tematu, już samo zainteresowanie sprawą nakłada na nas presję, która później rodzi kolejne spojrzenia. A zainteresowanie z czystej ciekawości? Również ciekawość zaślepia obiektywizm, przecież rodzi się potrzeba jej zaspokojenia, a im trudniej to następuje, tym potrzeba staje się większa, aż w końcu gotowi jesteśmy chwycić się czegokolwiek, byle tylko uznać to za prawdę i się jej uparcie trzymać. Do tego jeszcze presja otoczenia, nasze przeświadczenie, że nie możemy się poddać - bo jak inni będą wtedy nas postrzegać? Jako nieudaczników, którym nie warto powierzać poważnych spraw. Nie podołałem czemuś, co jest do rozwiązania, ktoś prędzej czy później na pewno da sobie z tym radę, muszę to być ja. Już to narzuca potężną presję, determinującą nas do poszukiwania za wszelką cenę, bądź nawet podsuwania fałszywych dowodów, byle tylko uzyskać aprobatę i zainteresowanie. Nie potrafimy uwierzyć, że na pewne rzeczy nie jesteśmy jeszcze gotowi, wmawiamy sobie, że możemy wszystko, wszystko jest dla nas, opanujemy tą rzeczywistość w stopniu, który możemy sobie wyobrazić... A zapominamy, że nie wszystko jest takie, jak się wydaje, jesteśmy ograniczeni i nie wszystko możemy sobie wyobrazić. Jedyną drogą wydaje się być cierpliwość, której wraz z przyspieszaniem rzeczywistości nam brakuje.
Częściowo jesteśmy winni sami sobie, podziwiając ludzi, którzy coś osiągnęli, czyniąc z nich wielkie postacie, zapominamy natomiast o samej prawdzie tej zmiany.
Często rozmyślam nad religią... Czy naprawdę, tak jak jesteśmy uczeni, jedyną drogą do zbawienia jest uwierzyć w prawdy zawarte w danym nurcie? A co mówią same prawdy? Kochajcie i szanujcie się nawzajem, żyjcie w pokoju i rozwijajcie...
Ale to dla nas nie ma znaczenia, bo myślimy tylko "musisz wierzyć w takiego Boga, a pójdziesz do raju", prawdy objawione traktując pobocznie, jako część religii, jednak skupiając się tylko na postaciach. I to, co te postacie starały się powiedzieć staje się nieważne, liczą się tylko postacie, a ich słowa traktujemy tylko jako "Ich słowa", nie jako nasz drogowskaz.
Znów się zastanawiam... Czy Wielkim Istotom danej religii naprawdę zależy tylko na czczeniu ich imion? Czy chcieli zyskać sławę na wieczność?
Myślę, że raczej ich misją było nauczyć nas, jak żyć, a nie kogo czcić. A my znów potraktowaliśmy wszystko po swojemu, według naszych realiów, nie mogąc pojąć sensu staraliśmy się głosić imię tego czy innego Boga wierząc, że to jest to, czego On od nas chce. Dlaczego? Bo sami byśmy tego chcieli, będąc Nim.
Dlaczego nie staramy się żyć według tych słów? Dlaczego patrzymy na świat tylko przez pryzmat tego, co ja będę z tego miał? Modlimy się tylko po to, aby dostać się do raju, czcimy imię Boga, aby dostać się do raju, nawet jeżeli staramy się żyć zgodnie z przykazaniami religii, to tylko dlatego, że to słowa Tego Boga i służą po to, aby dostać się do raju... Wszędzie szukamy interesu, wierząc, że nawet Bóg nie da nic za darmo...
Zastanów się, czy chciałbyś zatrudnić kogoś w swojej firmie dlatego, że liczy na wypłatę, na jak najłatwiej zarobione, jak największe pieniądze i będzie się zawsze, przy każdej okazji podlizywał się szefowi dla tych pieniędzy, czy kogoś, kto chce pomóc firmie się rozwijać, kogoś, kto będzie pracował po nocach, aby tylko wszystko działało jak najlepiej, szefa traktując jedynie jako pracodawcę? Kogoś, dla kogo firma jest wszystkim?
I zastanów się, kogo byś tak naprawdę docenił?

Należymy do gatunku, który nie poddał się naturze swojej planety, a wręcz ją okiełznał. Gatunku, który jest najlepiej rozwinięty intelektualnie spośród wszystkich innych na Ziemi. Gatunku, który już niemal zapomniał świat, z którego pochodzi.
Potrafimy tworzyć i niszczyć, budować i burzyć, potrafimy żyć świadomie, nie tylko na podstawie automatycznego mechanizmu zwanego instynktem. Znamy czas, zdajemy sobie sprawę z jego biegu i żyjemy chwilą. Posiadamy niemal nieograniczone możliwości rozwoju - zarówno intelektualnego, jak i duchowego.
Jesteśmy gospodarzami tego świata...
Na chwilę się zatrzymuję. Jeszcze raz spoglądam w swoje myśli.
Nasz system wartości jest tak daleki od tego, co jak sami rozumiemy powinno być.
Jesteśmy czynnikiem, który ma największy wpływ na tą planetę. Potrafimy żyć niemal w każdych warunkach, pomimo naszego nieprzystosowania, potrafimy przystosować otoczenie do siebie, a nie siebie do otoczenia. Uczyliśmy się tego tysiące lat, aż w końcu niemal okiełznaliśmy nasz glob. Nakarmiliśmy apetyt władzy nad ziemią, istniejący w nas od niepamiętnych czasów, a terach chcemy sięgnąć po kosmos.
Jednak nie mamy tak naprawdę nawet władzy nad sobą...
Czujemy się niczym, nawet jeżeli nasze ego stara się nas oszukać, że jest inaczej. Tak jesteśmy okłamywani od dziecka - nic nie znaczysz, masz słuchać kogoś lub czegoś ponad sobą. Jesteśmy wychowywani na niewolników. I nie mówię tu o słowach, które kierują do nas rodzice, ale o całej rzeczywistości, która na nas wpływa. Przecież rodzice mają swoich szefów w pracy, którym się podporządkowują, władzę policyjną, która pilnuje porządku, narzuconego przez ludzi nad nami. Ludzi, których może i sami wybraliśmy(często nawet nie zastanawiając się tak naprawdę nad wyborem), ale którzy przed nikim nie odpowiadają, robiąc z siebie w naszych oczach "nadludzi", zasłaniając immunitetami i będąc ponad prawem, które sami tworzą. Jesteśmy uczeni bezsilności, że wszystko jest kreowane przez coś nad nami. I naukowcy, którzy rzekomo poszukują prawdy w istocie gorączkowo chcą temu zaprzeczyć, budząc jeszcze większy lęk. Tworzymy skomplikowane teorie o powstaniu świata, o wszystkim, co nas otacza, a nie poznaliśmy naprawdę jeszcze naszej planety... Chcemy objąć świat teoriami, których nauczyliśmy się w kołysce. Przecież większość wiadomości na temat Wszechświata to tylko teorie, niemal religia, którą staramy się logicznie, jak na nasze obcene spojrzenie wyjaśnić, bojąc się, że nie znamy odpowiedzi.
Przez stulecia historia się powtarzała, ludzie wyjaśniali wszystko, co ich otacza na podstawie teorii opartych na ówczesnych, dominujących poglądach, które teraz wydają się niedorzeczne, a tylko dlatego, że zostały zastąpione innymi dominującymi poglądami, które ponownie zostaną zweryfikowane przez biegnący czas.
Jesteśmy dziećmi, próbującymi zachowywać się jak dorośli, próbującymi ogarnąć wszystko, czego nie jesteśmy w stanie ogarnąć, tłumacząc to w sposób, który nam akurat odpowiada. Niczym dzieci zmyślające jakieś historie, które popierają własnymi, bardzo krótkimi i małymi doświadczeniami. Chcemy być dorośli, wypierając swoje dzieciństwo... A przecież dorosły człowiek wie, że przeżył swoje dzieciństwo i je zaakceptował. Jednak dopiero czas nauczył go, że był dzieckiem.
I być może przestaniemy wypierać swoją niewiedzę, zastępując ją kolejnymi teoriami, twierdząc, że tak było.
Przecież nikt z nas nie wie, jak było, możemy jedynie przypuszczać, a jednak za wszelką cenę, pomimo tego wmawiane jest nam, że tak właśnie było. Nie potrafimy zaakceptować niewiedzy, nasz lęk przed nią wypiera prawdę. Przyjmujemy za pewnik to, co uważamy za najbardziej prawdopodobne, byleby się czegoś chwycić.
I toczymy się w błędnym kole, coraz bardziej się oszukując, co wzmaga w nas poczucie marności. A ego wypierając lęki jesze bardziej je umacnia, każąc nam się z nimi zmierzyć. Jednak ciągle uciekamy...
Najzabawniejsze jest to, że już teraz jesteśmy wszystkim, co może otrzymać od nas ten świat. Człowiek nie jest marnym pyłem, bo jaki marny pył wpływa w takim stopniu na otaczającą go rzeczywistość, nie tylko ją przykrywając, ale całkowicie zmieniając?

_________________
Jak ktoś lubi pomyśleć to zapraszam:

http://prolog-homo.blogspot.com/

Zanim ocenisz kogokolwiek, bądź cokolwiek, oceń siebie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 11 sty 2013, 17:02 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 03 sty 2013, 22:45
Posty: 4
Płeć: mężczyzna
Moja odpowiedź na pytanie w temacie

Kim jestem?
Stworzeniem Bożym - człowiekiem.

Po co tu jestem?
Z dwóch powodów:
1. Aby w trakcie życia odnaleźć Prawdę - Jezusa i otrzymać od Niego zbawienie.
2. Kiedy już sam otrzymam zbawienie, aby mówić o Jezusie innym



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 13 sty 2013, 18:30 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 28 paź 2011, 10:07
Posty: 77
Szukasz Go w nadziei otrzymania nagrody czyli zbawienia ?
Poszukiwanie oznacza, że nie znalazłeś, a zatem nie jesteś zbawiony :język: Boisz się ,że nie zdążysz znaleźć ?
Nie sądzisz, że to błędne koło ?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 sty 2013, 7:56 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 04 lis 2012, 8:21
Posty: 498
Płeć: mężczyzna
Wzrost (1/5): Wprowadzenie
phpBB [video]


Warto posłuchać.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 sty 2013, 11:40 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 03 sty 2012, 10:29
Posty: 6
Płeć: mężczyzna
Wydaje mi się bardzo prawdopodobne że obecnie jesteśmy tylko pożywieniem dla istot które nas hodują,jak przedstawiono to w książce "Aktywna Strona Nieskończoności"-Carlosa Castanedy:

Drapieżcy zawładnęli nami, ponieważ jesteśmy ich pożywieniem, i uciskają nas bezlitośnie, ponieważ utrzymujemy ich przy życiu. My hodujemy kurczęta na kurzych fermach, gallineros, drapieżcy zaś hodują nas na ludzkich fermach, humaneros. Dlatego zawsze mają co jeść.Czarownicy widzą niemowlęta jako dziwne, świetliste kule energii, pokryte od samej góry do samego dołu czymś w rodzaju lśniącej otoczki, przypominającej plastykową pokrywę, ciasno dopasowaną do ich kokonu energii. Lśniąca otoczka świadomości stanowi pożywienie drapieżców i do czasu osiągnięcia przez człowieka dorosłości pozostaje z niej jedynie wąski strzęp, który biegnie od podłoża do czubków palców u stóp. Strzęp ten pozwala ludzkości zaledwie na przeżycie, ale nic ponadto.Ów wąski strzęp świadomości stanowi samo centrum autorefleksji, w której człowiek nieuleczalnie się pogrążył. Grając na naszej autorefleksji, która jest jedynym ocalałym punktem świadomości, drapieżcy tworzą rozbłyski świadomości, które następnie bezwzględnie pożerają. Podsuwają nam idiotyczne problemy, które wymuszają powstanie tych rozbłysków świadomości, i w ten sposób utrzymują nas przy życiu, żeby później móc się odżywiać owymi energetycznymi rozbłyskami powstałymi dzięki naszym niby-problemom.Aby zapewnić sobie nasze posłuszeństwo, uległość i słabość, drapieżcy wykonali fantastyczne posunięcie - fantastyczne, oczywiście, z punktu widzenia strategii wojennej, a przerażające z punktu widzenia tych, przeciwko którym zostało skierowane. Oddali nam swój umysł! Umysł drapieżców jest barokowy, pełen sprzeczności, posępny, przepełniony obawą przed zdemaskowaniem, które może nastąpić lada chwila. Wiem, że choć nigdy nie cierpiałeś głodu odczuwasz niepokój związany z jedzeniem, który nie jest niczym innym, jak niepokojem drapieżcy, że w każdej chwili jego posunięcie zostanie odkryte i zabraknie mu pożywienia. Poprzez umysł, który w końcu jest ich umysłem, drapieżcy wtłaczają w życie ludzi wszystko, co im pasuje. W ten sposób zapewniają sobie pewne bezpieczeństwo, które niczym bufor neutralizuje nieco ich strach.Drapieżcy dali nam przekonania, nasze pojęcia dobra i zła, nasze prawa społeczne. To oni stworzyli nasze nadzieje i oczekiwania, sny o powodzeniu i myśli o porażce. Dali nam pożądanie, chciwość i tchórzostwo. To przez drapieżców jesteśmy tak zadowoleni z siebie, schematyczni i egoistyczni.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 sty 2013, 16:14 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 04 lis 2012, 8:21
Posty: 498
Płeć: mężczyzna
Wszystko to,że to co napisałeś Ferdydurek, to niestety prawda, której systemowo mamy nie dostrzec, ma nam się m.in. wydawać, że mamy wolną wolę. Aby zgłębić co się stało, konieczne jest wyjaśnienie czym był grzech pierworodny, czy był to nasz czyn i jaki, czy też na nas popełniony przez kogo i dlaczego? Tu z kolei konieczne jest poznać zadanie Jezusa Chrystusa - czy jego misja była adresowania do całej ludzkości czy tylko Izraelitów? (szukaj: esy russian,Trechlebow). Do tego dochodzi kwestia okupu, który za nas dał, czym on był i dlaczego - cóż nas zdejmował? Niestety dotąd nie znamy odpowiedzi na te pytania. Cały czas zastanawiamy się czym było jabłko, czym drzewo poznania dobra i zła, kim wąż, itd. Jest też możliwe, że postać Chrystusa jest tak samo metaforą - że fizycznie nie istniał, chodzi jednak o przesłanie ku nam skierowane. Nie znamy odpowiedzi na elementarne pytania ludzkości, łacznie z tym w jaki sposób jestesmy stworzeni na boże podobieństwo i kim jest ten bóg?
Pamiętam,że był taki dzień, kiedy wszedłem do sklepu mięsnego i...przeraziłem się. Kiedyś nie dostrzegałem tego, co ujrzałem wówczas. Zdałem sobie sprawę, że tak jak te zwierzęta hodujemy aby je zjeść, tak i jest realne,ze my jesteśmy hodowani aby nas zjeść - energetycznie. Zaciekawił mnie pogląd D.Icke,który nagle zaczął mówić o iluzji rzeczywistości - o matriksie w jakim jesteśmy. Nasze zwierzęta hodowlane też chyba nie wiedzą kim są i jaki jest ich los - tak jak i my. Już zdążyłem się przekonać, że trudno mi jest kochać ludzi, gdyż większośc z nich jest wcielonym złem. Jak więc mam ich kochać, kiedy za to co czynią nienawidzę ich? Coś, o czym wspominasz stało się, że zamiast być świetlistymi dziećmi stwórcy, w mojej ocenie jesteśmy w większości obrzydliwymi stworami. Podejrzewam, że walka toczy się o nasze....dusze, tj. unikalną energię - bożą iskrę. Podejrzewam też, że część ludzi odzianych w kombinezon biologiczny "human" to istoty złe, inkarnowani strażnicy dostępu do prawdy - hamulcowi przebudzenia.
Zrozumienie sytuacji w jakiej jesteśmy jako ludzkość, wymaga bardzo niestandardowego myślenia i rozumienia istoty pojęę - znaków, metafor. Jedną z nich jest dokłanie w pełni przeze mnie przytoczone zalecenie z dekalogu ,,kochaj bliżnicho jak siebie samego albowiem jest on tobą" A więc - co ważne, mamy obdarzać miłością bliźnich, a więc tych, którzy wyznają te same wartości, są sojusznikami prawdy - zasad dekalogu. Chrystus nie kazał nam więc kochać wszystkich, lecz bliźnich. Prawodobodobnie my - iskry boże,nawet o tym nie wiedząc każdego dnia stykamy się z obcymi (w powłokach jak nasze), lecz nie będącymi naszymi bliźnimi. Bliżni to ci, z którymi tworzymy...jedność (albowiem jest on tobą).



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 maja 2013, 16:28 
Szukałem dzisiaj miejsca w którym mógłbym rozwinąć przemyślenia, uznałem, że nie ma sensu tworzyć nowego tematu po to aby dopisać do już istniejącego.

Wcześniej uznałem, że jesteśmy robotami, wizja oparta o obserwacje, doświadczenia oraz fragment tekstu z Enuma Elisz.

Teoria trzymała się całości póki zacząłem uważać, że nie dusza a jedynie ciało dąży do przyjemności. Jakiś czas temu poprzez analizę zachowań oraz psychologiczne zagadnienia dokonałem podziału ludzkiego umysłu na czynnik zły jak i dobry, czyli bezpośrednia asymilacja wartości powszechnie uznawanych za zewnętrzne takie - jak szatan czy też bóg. Ich wpływy dotyczą naszej osoby, bo nigdy nie słyszałem o opętaniu mnogim, spowiciu ciał kilku osób naraz przez złego ducha. Rozeznając się w ludzkiej psychice odkryłem pojęcia struktur osobowości- id-ego-superego... Ich działanie było opisane na wspólnych korelacjach, jednak szybko zaobserwowałem, że tyczy się to ludzkiego zachowania a więc to był pierwszy krok do hipotezy mówiącej o tym, że psychika i cielesność człowieka są ze sobą zintegrowane.
Wgłębiając się w strukturę id zauważyłem, że główną cechą są podstawowe potrzeby organizmu, ich zaspokojenie niesie za sobą redukcje energii, której nadmiar powoduje cierpienie w zgodzie z zasadą przyjemności. Antagonistyczna struktura SuperEgo przejawia cechy pokrewne tym które przypisane są Bogu.

Cytuj:
Jest to instancja „moralna”, dążąca do doskonałości (w przeciwieństwie do id kierującego się zasadą przyjemności).


Ciało dąży do przyjemności, w gwałtownych przypadkach powoduje to wgląd w cierpienie jakie zadaliśmy i w tym przypadku pojawia się sumienie oraz skrucha która jest namiastką pokuty.
Jest to działanie dość niedorzeczne z punktu nas jako "jedności". Żałowanie naszych występków. Rodzi się tutaj pewna nieścisłość która można wtłoczyć w ramy dualistyczne, dualizmu umysłu. Jako, że nasze czyny są dobre i innym razem złe. Kochamy, nienawidzimy...
Często zdarza się tak, że jeden obiekt cechujemy dualnie co jest związane z odbiorem.
Nazwałem umysł dualnym, bo to ego które w większości jest świadome wybiera...Dlatego kilka osób może zachować się różnorako wobec danej sytuacji, tej samej.
Zauważam teraz, że jest inaczej, umysł nie jest dualny a wybiera po między dualizmem swojego istnienia. Ego/umysł walczy z przejawem cielesności i duchowości, dochodzi do ciągłej walki.
Walka toczy się nie tylko w naszym nieświadomym umyśle ale również na planie świadomym. Różne pokusy, pragnienia, realizacja potrzeb są podstawą do wskazania, że dana osoba jest pod dręczeniem złego ducha/ diabła etc...Okazać się może tak, że to walka naszego ciała (zwierzęcego) ciała z duchem/duszą która pochodzi z innego świata a ta korelacja została celowo zatarta. Odwieczna walka Boga z Diabłem, Duszy z Ciałem. Ilu ludzi czuje się nieswojo we własnym ciele? Powstało pojęcie bioskafander określające stosunek wobec swojego ciała.
Hmmm...Tak jak w innym temacie wspomniałem, musiałaby powstać nowa dziedzina nauki- psychobiologia zajmująca się oddziaływaniem między myślami a reakcjami ciała i na odwrót.

Skoro stanowimy tylko i wyłącznie duszę, odwieczna chęć dostąpienia królestwa bożego, tyle modlitw, afirmacji etc...to dlaczego jeszcze nie udało się tego osiągnąć? Środki jakie niosą przekazy religijne mogą być nie precyzyjne...Specjalnie zniekształcone, a pozorna ochrona nas przed diabłem/złem/zwierzęcym ciałem jest jedynie środkiem doraźnym, który zaspokoił na tyle naszą ciekawość aby ludzkie próby poznania prawdy stały się niemalże niemożliwe!

Wspominam o zwierzęcym ciele...i duszy nie z tego świata. Rodzi to coś na kształt hybryd.
Pamięć odesłała mnie do starożytności bo wszakże tam była olbrzymia ilość hybryd.

Bogowie o zwierzęcych głowach i ciałach ludzi, zwierzęta o ludzkich głowach...

Znalazłem taką interpretację:

Cytuj:
Badacze dziejów łączą owe dziwne anatomicznie skojarzenia ludzi ze światem fauny z dawnym kultem zwierząt powstałym wówczas, gdy łowiectwo i myślistwo stanowiło podstawę bytu koczujących grup ludzkich. Magiczne rysunki naskalne miały prawdopodobnie sprzyjać lepszym łowom, a przebierający się w skóry łowcy mogli łatwiej podejść do dzikiej zwierzyny.

Gdy powstały wielkie cywilizacje oraz miasta-państwa, poprzednie tradycje, wierzenia i magiczne działania, głęboko zakodowane w świadomości ludzkiej, zostały zaadaptowane do innej już rzeczywistości.


Interesujące?
Otóż wytłumaczenie na moje oko jest niezupełne i totalnym bełkotem myślenia abstrakcyjnego jakie cechowało pierwszych ludzi, a które zachowało się w naszej podświadomości i marzeniach sennych. Naga kobieta we śnie, nie oznacza początku filmu erotycznego wedle zacytowanego toku myślenia a nagość jest wyznacznikiem tego, że nie ma się niczego do ukrycia, uczucie faktycznego wglądu w daną osobowość.

Co ciekawe bogowie zazwyczaj mieli ludzkie ciała i zwierzęce głowy, jednak ich słudzy na odwrót.

W myśleniu symbolicznym może oznaczać to, że zwierzęta miały boską świadomość która nie czuła się wygodnie w nowym "opakowaniu" a bogowie o pięknych ciałach zwierzęcą świadomość która była ich znane a więc rola hybryd w starożytności była świadoma jako ta poddańcza, niewolnicza. Rysunki mogły przedostać się jako interpretacja z poziomu istot stworzonych...

Cytuj:
Stworzenie człowieka

Chciałbym poruszyć teraz kwestię stworzenia człowieka i wydarzenia w ogrodzie w Edenie. Jest ono opisane w Biblii:

„Potem rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas i niech panuje nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad bydłem, i nad całą ziemią, i nad wszelkim płazem pełzającym po ziemi”. (Ks. Rdz., 1, 26)

Według Biblii pierwszym człowiekiem był Adam. Został on stworzony przez Boga, który bardzo go kochał, ale dał mu pewien zakaz:

„ I dał Pan Bóg człowiekowi taki rozkaz: z każdego drzewa ogrodu możesz jeść, ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy tylko zjesz z niego, na pewno umrzesz”.

(Ks. Rdz., 2, 16-17)

Ten zakaz czyni człowieka zależnym od Boga. Pomimo wolności, Adam jest związany ze swoim Stwórcą, ponieważ musi ulegać jego woli. Ta konieczność jest związana z sumieniem człowieka.

Interwencjoniści powołują się na starożytny tekst Atra Hasis:

„Ninti oderwała czternaście kawałków gliny;

siedem złożyła po prawej stronie,

siedem złożyła po lewej stronie,

między nimi położyła formę. [...]

Mądra i wykształcona,

Zgromadziła dwakroć po siedem bogiń;

Siedem stworzyło mężczyzn,

Siedem stworzyło kobiety.

Bogini Narodzin wydała

Wiatr Oddechu Życia.

W parach byli kompletni,

W parach byli kompletni w jej obecności.

Tymi stworzeniami byli Ludzie -

Stworzenia Bogini Matki”.

Według tego źródła, stworzenia dokonano przez klonowanie. Nowe stworzenie sumeryjskie teksty określają terminem LU.LU, co dosłownie znaczy „wymieszany”. Interwencjoniści uważają, że ludzie powstali jako hybryda - połączenie bogów z prymitywnymi hominidami.

Twierdzą też, że wiedzą dlaczego stworzono człowieka. Atra Hasis podaje:

„Kiedy bogowie, jak ludzie,

wykonywali pracę i znosili trudy-

trud bogów był wielki,

praca była ciężka,

wiele było zmartwień”.

Atra Hasis opisuje bunt bogów przeciwko swojemu przywódcy - Enlilowi. Zwołano radę bogów, na której bóg Enki znalazł rozwiązanie:

„Skoro obecna jest Bogini Narodzin,

niech stworzy Prymitywnego Robotnika,

niech on dźwiga jarzmo,

niech on znosi trud bogów!”

Alan Alford stworzenie człowieka przypisuje bogowi Enki, którego siedzibą była Afryka. AtraHasis opisuje spór między nim, a jego bratem - Enlilem. Obaj chcieli zatrzymać ludzi dla siebie, aby pomagali im w pracy. Człowiek został zabrany siłą i umieszczony w ogrodzie Edenu. W języku sumeryjskim E.DIN, znaczy „Dom Szlachetnych”, więc rajski ogród musiał być siedzibą bogów. W Edenie znajdowało się Drzewo Życia, które było obdarzone mocą przedłużania życia. Enlil chciał, żeby jego robotnicy żyli jak najdłużej, więc zakazał im jedzenia owocu z drzewa poznania dobra i zła. Jedząc zakazany owoc, ludzie zdobyli seksualność, ale stracili długowieczność, za co odpowiedzialny był wąż:

„A wąż był chytrzejszy niż wszystkie dzikie zwierzęta, które uczynił Pan Bóg. I rzekł do kobiety: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie ze wszystkich drzew ogrodu wolno wam jeść? A kobieta odpowiedziała wężowi: możemy jeść owoce z drzew ogrodu, Tylko z owocu drzewa, które jest w środku ogrodu, rzekł Bóg: Nie wolno wam z niego jeść ani się go dotykać, abyście nie umarli. Na to rzekł wąż do kobiety: Na pewno nie umrzecie, Lecz Bóg wie, że gdy tylko zjecie z niego, otworzą się wam oczy i będziecie jak Bóg, znający dobro i zło”. (Ks. Rdz 3, 1-5)

Alan Alford utożsamia węża z bogiem Enki, który chciał zemścić się na bracie za kradzież robotników z Afryki. Kiedy ludzie poznali seksualność, stali się bezużyteczni dla Enlila, który wygnał ich z raju.

„ Odprawił go więc Pan Bóg z ogrodu Eden, aby uprawiał ziemię, z której został wzięty. I tak wygnał człowieka, a na wschód od ogrodu Eden umieścił cheruby i płomienisty miecz wirujący, aby strzegły drogi do drzewa życia”. (Ks. Rdz., 3, 23-24)

Z Atra Hasis wynika, że Węża można utożsamiać z dobrodziejem ludzkości. W kilku kulturach (np. Majów i Azteków) wąż jest symbolem dobra.


http://davidicke.pl/forum/post75161.html?hilit=hybrydy#p75161

Formą buntu była podatność wobec węża związana z chęcią zmiany swojego losu, być może wtedy ludzie osiągnęli wgląd jakie mają przeznaczenie, a więc chcieli to zmienić. Być może boski pierwiastek nie znał przyjemności z posiadania humanoidalnych ciał, a gdy ją odkrył poznał "dobro i zło" związane z faktem posiadania zwierzęcego ciała.

Wygnanie z raju moim zdaniem nie zakończyło wglądu stwórców w nasze życie, był potop, sodoma i gomora- więc byliśmy co jakiś czas doglądani. Prawdopodobnie było tak do czasu wprowadzenia Religii, systemów Religijnych które zaczęły pełnić formę dozoru nad naszymi zwierzęcymi instynktami, odseparowując pierwiastek Boży i Szatana od naszej natury, jako kolejne dokonanie destruktywnych zmian, zafałszowania natury.
Ascetyzm, jako walka z ciałem dał mi również wiele do myślenia, wstrzymywanie się popędów które pochodzą od ciała buduje energię- niezbędną jednostkę modyfikującą rzeczywistość. Bo jej brak jak i optymalny poziom tworzy różny obraz człowieka, jego siłę w walce z przeciwnościami danymi przez los.



Na górę
   
 
 
Post: 03 maja 2013, 15:13 
Robert nie zgodze sie z tobą najwiecej energi tracisz na dążenu do przyjemości, łatwo idzie to zauwarzyc patrząc na życie jak ono wyglada. Poprzeczka stle jest podnoszona. Jepsza jakos lebsza wydajność lpbsza skutecznosć, wieksze doznania. Ogołnie wszystko wieksze mocniesze bogatsze itp. Największym błędem jest to że poddajemy sie presji nie patrząc na to ile tak naprawde nas to kosztuje. Sama przyjemnośc nie jest niczym zły bo każdy chce miec wspaniały dom cudowną rodzine a nawet czerpać radość z seku. Tylko pytanie czy przy tym wszystkim nie tracimy zdrwego rozsądku.
W tym wszstkim chore jest to ze ludzie sami widza że już nie są w stanie osiagnąć tych celów jakie wznacza nam system, jak mocny można osiągnać orgazm? ciało człowieka ma swoje ograniczenia, a my strając sie je pokonać stajemy sie robotami, wymyślając piglki szukając nowych doznać itp. Tu jest zartracana granica gdzie człowiek nie jest człowiekiem a zwierzeciem czy robotem. (Pisze tu ogólnie patrząc nawet po tym jaką papke podją prasa internet tv itp). to nie tylko chdzi o sex ale np prace i sam wiesz jak to wyglada, więc nie będe tu sie rozpisywać.
Media i wszelkie inne wampiry energetyczne podnosza poprzeczke bo doskonale wiedzą ze w ten sposób najlepiej jest nas doic.
Nie męczysz sie z tego powdu ze dobiegłes do celu ale meczysz sie po drodze biegnąc. Ja to tak widze.



Na górę
   
 
 
Post: 03 maja 2013, 16:34 
Nathalie09 pisze:
Robert nie zgodze sie z tobą najwiecej energi tracisz na dążenu do przyjemości


A czy ja pisałem coś innego? Wszelkie pragnienia wywodzą się z pobudzenia, kiedy energia się zgromadzi organizm stara się zredukować, brak redukcji doprowadzić może do cierpienia.
Pobudzeniem może być proces psychiczny związany z posiadaniem czegoś typowo materialny. (na przykład), także fizyczny. Jednak większość jak nie wszystkie pobudzenia tyczą się właśnie ciała. Ich realizacja przynosi przyjemność a brak cierpienie i to na planie psychicznym często. Później człowiek się stacza (może) oraz ponieważ nie zrealizował złożonych procesów jakie wymagało jego ciało, zastępuje je prostszymi, np. alkoholizm. (Może też rekompensować sobie straty czy też brak osiągnięcia celu poprzez krzywdzenie innych) Ta prostota bierze się ze świadomości tego, że jeżeli nie udało mi się czegoś osiągnąć to innym uprzykrzę dążenie, co sprawi mi pewnego rodzaju przyjemność- satysfakcję. Dlatego prymitywny człowiek w krzywdzie innych widzi swój cel a to wiąże się z jego słabością.

Można porównać to z buddyjskim "ego", dążeniami. Dlatego uniknięcie cierpienia ciała a więc stała redukcja energii prowadzi do przyjemności-satysfakcji, odnosząc się do zasady redukcji przyjemności...Moim zdaniem to nie o to chodzi, to jest pół środek na drodze rozwoju duchowego. Nirvana jako permanentna przyjemność-satysfakcja -karmi ciało- jak dla mnie jest mało przekonywująca. Nieśmiertelność? Na zasadzie Nirvany śmiertelność może okazać się połączeniem z cierpieniem, brak cierpienia z nieśmiertelnością rajem? Hmm...rysuje się obraz nieświadomej funkcji przyczynowo-skutkowej. Czyżby nowy archetyp, albo po transformacji? Jeśli brak przyjemności wiąże się z cierpieniem i łączy tych wszystkich którzy zjednoczyli się w tej myśli (niezależnie od religii) to musi pochodzić z naszego umysłu...

Nathalie09 pisze:
W tym wszstkim chore jest to ze ludzie sami widza że już nie są w stanie osiagnąć tych celów jakie wznacza nam system, jak mocny można osiągnać orgazm? ciało człowieka ma swoje ograniczenia, a my strając sie je pokonać stajemy sie robotami, wymyślając piglki szukając nowych doznać itp. Tu jest zartracana granica gdzie człowiek nie jest człowiekiem a zwierzeciem czy robotem.


Jeśli chodzi o system, nie bez powodu wielkimi krokami nadchodzi era kultu ciała promowana poprzez TV, powiększanie piersi, kaloryfer na brzuchu itp...Zgadzam się na mnie działa również ładna buzia i kształtne piersi ale wiem, że to nie jest cel mojego istnienia. Póki co zbieram myśli do obrania kierunku...

Wszędzie widać zależności pomiędzy ciałem i rzeczywistością. Można pokusić się o hipotezę, że ciało kształtuje ludzkie dążenia i to ciało jest inicjatorem postępu technologicznego. Wszakże można powiedzieć, że postęp technologiczny idzie w parze z upadkiem moralności...
Także koncepcja Nietzschego (nadczłowieka) jest tutaj czymś istotnym, bystrość przekazu bywa powalająca. :) I jak podejrzewałem nadczłowiek nie będzie nad (technologicznie, strukturalnie) innymi tylko mentalnie, duchowo...

Jednak to może być moja zwykła nadinterpretacja



Na górę
   
 
 
Post: 03 maja 2013, 16:46 
No i tu sie roumiemy,
Tylko czy to jest wina ciała które chce do czegość dązyc. Czy raczej swadomość ze ciało ma ograniczenia krórych nie jestesmy w stanie pokonac.
Czasem wydaje sie mi ze czasem to życie w tym śwecie to jakiś błąd lub pomyłka, ale to takie odczucie.



Na górę
   
 
 
Post: 03 maja 2013, 16:55 
Gdybyśmy byli pewni tego jakie ciało ma ograniczenia oraz widzieli jego wpływ na życie, zajęlibyśmy się umysłem. Po czasie podejrzewam, że wszelka manipulacyjna duchowość upadłaby.

Moim zdaniem jest to wina ciała, bo wpływ ciała na świadomość, myśli, człowieka jest nieświadomy. Nieświadome prawa nim rządzą, w sumie jest większość opisane ale jednak rzadko się spotyka z hipotezą wpływu umysłu na ciało i ciała na umysł. Dlatego poprzez myśli można modyfikować ciało jak i poprzez ciało wpływać na umysł, świadomość.
Inaczej nie istniałyby tortury, skoro skutecznie poprzez ból można wpłynąć na umysł to i również super suczka może zmanipulować poprzez odpowiednie świadczenia seksualne faceta który np...jest bogaty ale ma rodzinę- gdzie rodzina stanowi konflikt pomiędzy sytuacją realną a planem kobiety.
Dlatego również lęk przed śmiercią jest tak duży (ponieważ człowiek obawia się, że już nie będzie mógł doświadczyć przyjemności), jednak gdy cierpimy lęk zatraca się (pojawiają się myśli samobójcze, bo uważamy, że nie podołamy, nie spełniamy oczekiwać swojego ciała) Dlaczego osoby dotknięte depresją okaleczają się? Ból psychiczny, przekładają na fizyczny? Dlaczego akurat własne ciało a nie np... fotel wujka Wieśka? Zastanawiające. Zarówno lęk i przed niewygodą, czyli wyścig szczurów jest również dażęniem ciała gdzie liczy się komfort zwyciężcy...

Chciałbym zaobserwować zachowanie przegranego, np. lwa w bitwie o terytorium jako możliwości spełnienia zwierzęcej przyjemności kopulacji. Nigdy nie było mi dane obserwować co on robi...Wiadomo odchodzi, jednak to co robi jest ważne...jak dla mnie. :język:



Na górę
   
 
 
Post: 10 paź 2016, 15:28 
Offline
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik

Rejestracja: 10 paź 2016, 15:23
Posty: 2
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Düsseldorf
My ludzie 21-go wieku owładnięci manią rozumu, mamy chyba kolosalne problemy w poznawaniu na taki sposób, by umysł i jego logika nie dominowały. Problematyczne jest też poznawanie pozbawione odległości, gdzie optyka „oczów naszego umysłu” staje się bezużyteczna, gdyż brak odległości do tej prawdy, uniemożliwia jej widzenie i analizowanie. Dla nas ludzi funkcjonujących fizjologicznie, mózg jest koniecznym zarządzającym fizjologicznym zmysłem, ale nie nadaje się do wszystkiego i nie powinien dominować w nie swojej dziedzinie. Niestety to co powyżej piszecie jest tworem umysłu, a on nie ma dostępu do poznania prawdy. Jesteśmy prawdą, z prawdy, w prawdzie, dla prawdy, poprzez prawdę. Umysł funkcjonuje na bazie fizjologicznej, podobnie jak komputer na bazie materialnej i nie mają dostępu do poznawania na sposób funkcjonowania prawdy, która istnieje na inny sposób. Dalsze rozmyślania i dywagacje nie zbliżą nas ani o milimetr do poznania prawdy, a jedynie zapętlimy się w intelektualnych spekulacjach. Oczywiście można się intelektualizmem pobawić i to bawienie ma sens, tak jak ma sens zabawa dziecka w piaskownicy, pomimo że ta zabawa nic nie rozwiązuje.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 paź 2016, 19:07 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Jestesmy tym wszystkim do czego mamy odwage przyznac sie, ze jestesmy.
Jestesmy Zrodlem, jestesmy aniolem, jestesmy Chrystusem, Maryja, ufoludkiem i krasnoludkiem, jestesmy Bogiem i Boginia, jestesmy wszechswiatem, Drzewem Zycia...Problemem jest to, ze pokrylismy to warstwami przekonan, zablokowalismy sobie kontakt z tym.

A po co?
Zeby odkryc w sobie to wszystko czym jestesmy, Przetransformowac swoje ciemne strony. Zjednoczyc wszystkie podzielone swiadomosci w Jedno, zeby Swiadomosc zrozumiala siebie. I tym samym zakonczyc trawajaca od wiekow walke we wszechswiecie, ktora odbieramy jako wewnetrzne konflikty. To co nieswiadome uczynic swiadomym.
Zeby pozwolic Kwiatu Serca znow zakwitnac.

Jestesmy przybyszami z przyszlosci, zeby zobaczyc, co stracilismy udoskonalajac sie i podnoszac swoje wibracje. Im wyzsze wibracje tym wieksze oddalenie sie od czestotliwosci Matki Ziemi. Jedynej matki, ktora jest Matka wszystkich istot. W tych wyzszych czestotliwosciach jest byc moze harmonia, nie ma wewnetrznych konfliktow, ale jest sie tylko jedna czestotliwoscia. Jest sie tylko czescia Calosci. Czlowiek ma w sobie wszystkie czestotliwosci, jest nosicielem Calosci. Im wyzsza czestotliwosc tym wiekszy brak.

Jestesmy tu po to, zeby nauczyc sie zyc ze wszystkimi swoimi "ja" pod jednym dachem, a nie segregowac: to "ja" jest mile to go chce, a to inne jest zle wiec go nie chce.

Jestesmy tu po to, aby uleczyc kosmiczna rane jaka jest wstyd z powodu naszych poczynan jako bogowie, ktore przyczynilo sie do rozlamu we wszechswiecie, do zbiegunowania. Bogom, ktorym milosc do mocy milsza stala sie od Mocy Milosci.
Jestesmy tu po to, aby dac mozliwosc meskiemu biegunowi polaczyc sie w tym ciele z zenskim biegunem
To jest nasz kosmiczny los, nasza karma.
Zapominamy po co tu przyszlismy i skad przyszlismy. Zatapiamy sie w tym zyciu, zatapiamy sie w rolach. Wypelniamy pustke czym sie tylko da. Zycie po zyciu idzie na straty.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 11 paź 2016, 7:20 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 kwie 2009, 16:35
Posty: 417
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Zielony Cętkowany
Zenek pisze:
My ludzie 21-go wieku owładnięci manią rozumu, mamy chyba kolosalne problemy w poznawaniu na taki sposób, by umysł i jego logika nie dominowały. Problematyczne jest też poznawanie pozbawione odległości, gdzie optyka „oczów naszego umysłu” staje się bezużyteczna, gdyż brak odległości do tej prawdy, uniemożliwia jej widzenie i analizowanie. Dla nas ludzi funkcjonujących fizjologicznie, mózg jest koniecznym zarządzającym fizjologicznym zmysłem, ale nie nadaje się do wszystkiego i nie powinien dominować w nie swojej dziedzinie. Niestety to co powyżej piszecie jest tworem umysłu, a on nie ma dostępu do poznania prawdy. Jesteśmy prawdą, z prawdy, w prawdzie, dla prawdy, poprzez prawdę. Umysł funkcjonuje na bazie fizjologicznej, podobnie jak komputer na bazie materialnej i nie mają dostępu do poznawania na sposób funkcjonowania prawdy, która istnieje na inny sposób. Dalsze rozmyślania i dywagacje nie zbliżą nas ani o milimetr do poznania prawdy, a jedynie zapętlimy się w intelektualnych spekulacjach. Oczywiście można się intelektualizmem pobawić i to bawienie ma sens, tak jak ma sens zabawa dziecka w piaskownicy, pomimo że ta zabawa nic nie rozwiązuje.


Fakt. Wy, "ludzie 21-go wieku" macie problem. Używacie młotka (tzw małego umysłu) do naprawy zegarka (poznania).
Masz rację. Nie nadaje się on do tego :-)
Zapewniam Cię, że istnieje zestaw narzędzi zegarmistrzowskich - "umysł" nieliniowy, pracujacy na obrazach, uczuciach, dźwiękach, kolorach itp, a nie na slowach i pojęciach . I z niego to "spływa" niektorym, a nie z dywagacji
i intelektualnych spekulacji.
:)

Dopis:
Funkcjonowanie "fizjologiczne" jest tylko jednym z wielu "równoległych" funkcjonowań.
"Komputer na bazie materialnej" ma "programistę" o którym zapomnieli "ludzie 21-go wieku".
Hakerów tu sobie odpuśćmy :mrgreen:

Czym jesteśmy - Kim jesteśmy - Dlaczego i po co - odejdź ma chwilę od klawiatury komputera
z którym się utożsamiasz i rozejrzyj sie.
Bądź Programistą...
...na początek.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 11 paź 2016, 10:06 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 25 cze 2014, 21:17
Posty: 447
Cytuj:
"umysł" nieliniowy, pracujacy na obrazach, uczuciach, dźwiękach, kolorach itp, a nie na slowach i pojęciach . I z niego to "spływa" niektorym, a nie z dywagacji
i intelektualnych spekulacji.

To bzudra. Umysł to mechanizm programowalny, czyli ogłupialny, bo pracuje na "obrazach, uczuciach, dźwiękach, kolorach itp,"Świadomość spływająca z ducha ludzkiego jest tym z czego się powinno czerpać. Dla świadomości takie bzdury nie istnieją. Tylko to nie takie proste. Żadni ezoteryczni góru do tego nie doprowadzą.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 11 paź 2016, 10:12 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 19 kwie 2013, 19:43
Posty: 208
Płeć: mężczyzna
wiecie czy przeczytaliście to wszystko w necie :) Sorry ale każdy ma SWOJĄ wizję będącą zlepkiem doświadczeń innych no chyba że uda się przekazać doświadczanie innym w słowach WPROST .Np. smak zupy grzybowej.Jak smakuje zupa grzybowa ???



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 11 paź 2016, 10:36 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 lis 2013, 18:51
Posty: 894
Płeć: mężczyzna
skulldragl pisze:
Cytuj:
"umysł" nieliniowy, pracujacy na obrazach, uczuciach, dźwiękach, kolorach itp, a nie na slowach i pojęciach . I z niego to "spływa" niektorym, a nie z dywagacji
i intelektualnych spekulacji.

To bzudra. Umysł to mechanizm programowalny, czyli ogłupialny, bo pracuje na "obrazach, uczuciach, dźwiękach, kolorach itp,"Świadomość spływająca z ducha ludzkiego jest tym z czego się powinno czerpać. Dla świadomości takie bzdury nie istnieją. Tylko to nie takie proste. Żadni ezoteryczni góru do tego nie doprowadzą.

Najpierw trzeba by zdefiniować takie pojęcia jak umysł, świadomość, doświadczenie... Wówczas, jakby ta sztuka się udała, można by spróbować dojść do jakichś wspólnych wniosków w temacie Czym jesteśmy - Kim jesteśmy - Dlaczego i po co.
Kto/co doświadcza? Czego doświadcza, w jaki sposób? Czy może jest po prostu samo czyste doświadczenie bez ktosia/cosia? :shock: Mruga



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 139 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
cron Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group