Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 24 sie 2019, 14:57

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 139 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna
Autor Wiadomość
Post: 03 wrz 2012, 20:37 
Dzięki angelrage - nie muszę więc już odpowiadać. I to właśnie chodzi, powaga. A dziecko to nawet przez znienawidzonych psychologów znajduje się w stanie określanym jako "Oceaniczna Świadomość" - to termin obowiązujący w psychologii ale niechętnie używany. Taka sama ość w gardle dla "umysłowych" jak BigBang, który notabene dosłownie na dniach został podmnieniony nową "zajebistą" bajeczką jakoby Wszechświat był na początku gorącym płynem, a jego akspansja to nic innego jak dowód że.... zamarzł... i popękał jak lód ! Stąd nierównomierność jego struktury, jak w pękającym lodzie ! Zabawni są ci naukowcy.

Ta "Oceaniczna Świadomość" to stan, w którym dziecko nie rozróżnia pomiędzy jego własnymi działaniami a działaniami wszechświata na nie. Ono odczuwa to jako jeden stan. Te wyciągnięte słodziutkie rączki, oczka patrzące z tym błyskiem, który kochamy i tą rozdziawioną japą gdy zadziwia. To właśnie twarz Buddha ! Szkoda, że ucząc już pierwszych słów - nazywania, dzielenia na byty i kategorie typu mama, papa, papu, kupa - już od pierwszych chwil rodzice niszczą ten stan. Wtedy psytchologowie zacierają ręce bo w końcu dziecko staje się normalne i można je badać :cwaniak:

I pomysleć jakie pierwsze słowa się uczy dziecko w życiu ! Nic dziwnego, że od małego już myśli tylko o żarciu, sraniu, piciu, spaniu i cyckach ! Mruga A tak na poważnie, rodzice nie są nieczego winni, to jest oczywiste i normalne w sensie, że tak jest, bez oceniania. Problem w tym, że poza bierzmowaniem w naszej kulturze, czysto symbolicznym i ceremonialnym dla picu obrządkiem nie robią oni ( rodzice ) ani nikt inny ( edukacja ) by umożliwić dziecku ( w okolicach dojrzewania ) powrotu do tego stanu "oceanicznej świadomości". Ale także nie ma się co martwić. Co się odwlecze to nie upiecze. W najgorszym wypadku osiąga człowiek ten stan.....na łożu śmierci. I wszystko jest w porządku. Ostatecznie.

"Od kąpieli do kąpieli"... rzekł jeden mistrz buddyjski na łożu śmierci mówiąc czym jest droga życia.


Mruga Buziaczki .



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 03 wrz 2012, 20:37 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 04 wrz 2012, 16:54 
Acidizer69 pisze:
Ta "Oceaniczna Świadomość" to stan, w którym dziecko nie rozróżnia pomiędzy jego własnymi działaniami a działaniami wszechświata na nie. Ono odczuwa to jako jeden stan. Te wyciągnięte słodziutkie rączki, oczka patrzące z tym błyskiem, który kochamy i tą rozdziawioną japą gdy zadziwia. To właśnie twarz Buddha !


Masz w tym wiele racji, a szczególnie z tym ostatnim zacytowanym przeze mnie zdaniem. Oczywiście ja na to tak patrzę i nie wiem gdzie jest prawda.

Acidizer69 pisze:
[1]I pomysleć jakie pierwsze słowa się uczy dziecko w życiu ! Nic dziwnego, że od małego już myśli tylko o żarciu, sraniu, piciu, spaniu i cyckach ! [2]A tak na poważnie, rodzice nie są niczego winni, to jest oczywiste i normalne w sensie, że tak jest, bez oceniania.


ad.1 To jest intrygujące bo ono prawie w ogóle o tym nie myśli, ono to wybiera.

ad.2 Dokładnie, jednak ich postawa wpływa na człowieka. Kto kim jest nie jest winą nikogo poza tą daną osobą.



Na górę
   
 
 
Post: 04 wrz 2012, 19:07 
Offline
Secret Master * 4th Degree
Secret Master * 4th Degree

Rejestracja: 04 kwie 2012, 14:04
Posty: 35
Niby to takie mądre, ale z rzeczywistością ma to niewiele wspólnego. Zadajecie sobie pytania na któe nie macie szansy znaleść odpowiedzi w obecnym stanie, to tylko gra waszych umusłów żąglujących, oszukujących i zwodzących. Możecie szukać każdej możliwej intelektualnej odpowiedzi, ale im bardziej głęboka tym bardziej zwodząca będzie. Czy to ile razy się reinkarnujesz czy cokolwiek w cokowiek ktokolwiek wierzy ma istotne znaczenie - nie. Jeśli szukacie odpowiedzi - szukajcie w symbolach.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 04 wrz 2012, 21:34 
Jeśli chodzi o mnie to już doszłam do wniosku że niema co rozmyślać o tym kim /czym jestem?
Od tego rozmyślania doszłam tylko do jednego bardzo krótkiego i bardzo trafnego stwierdzenia. Które według mnie oddaje całą istotę pytania "kim jestem?" odp. Ja jestem
Może to banalne stwierdzenie ale jak się temu przyjrzeć to zawiera wszystkie odpowiedzi na pytanie o egzystencje według mnie. To całe "ja jestem" oznacza że możesz być wszystkim. Jaszczurem, człowiekiem, diabłem, aniołkiem, bogiem itp. itd. Nie ważne w jakiej powłoce cielesnej się znajdujesz, zawsze będzie "ja" które jest ponad powłokami. To całe "ja" jest naszą, świadomością, duszą, egiem, sumą wszystkiego co steruje powłoką. I według praw kosmicznych możesz ze sobą pod postacią " ja" zrobić co zechcesz, znana wszystkim wolna wola.
To "ja" zawiera w sobie zderzenie subiektywnego postrzegania świata przez umysł i intuicje i przynależność do wszechświata jako jedna z jej wielu .... "komórek". Dzięki wolnej woli, kreatywności, charakteru, postrzegania i dokonywanych wyborów ( nie tylko w tym życiu) na wskroś niepowtarzalna i jedyna we wszechświecie a jednak stanowiąca nierozerwalną symbiozę z kosmosem i jego prawami i będąca jego częścią i paradoksalnie wpływająca na jego kształt.
O co mi chodzi że wpływamy na kształt kosmicznego całokształtu.
A no chodzi oto że wśród nieskończonej liczby istnień czyli "ja" te ja się "grupują" w cywilizacje. Najważniejszą w tym wszystkim cechą jest kreatywność. Niezwykła potęga wyobraźni i pomysłowości. Przez to cywilizacji ( skupisk "ja" o podobnym trybie życia) jest tak wiele i każda jest inna.
I tu się nasuwa pytanie dlaczego i po co?
A tu chyba najlepszą odpowiedzią jest " jak już wpadłeś między wrony, musisz krakać (podobnie) jak i one" dopóki śmierć was nie rozłączy. :mrgreen: A jednak dalej ma się tą szanse coś zmienić w tym kurniku :D
Tak to właśnie u mnie wygląda.



Na górę
   
 
 
Post: 05 wrz 2012, 2:03 
Ależ oczywiście seiw83 ! Właśnie cały frykas w tym wszystkim jak to mówisz. Od pewnego czasu i nie ukrywam za sprawą w zasadzie dwóch książek oraz kilku godzin anglojęzycznych w większości durnych klipów na durnym YouTube - tym korporacyjnym wypalaczu mózgów - wszystko to nabrało zabawnego charakteru. Co szczególnie jest zabawne to właśnie to:

Ktoś napisze coś powiedzmy mądrego, głębokiego, wzniosłego, wartościowego, skłaniającego do zadumy, bywa że śmiesznego, czasem nostalgicznie smutnego ale w dalszym ciągu od serca, w zgodzie z ogólnie nazywanymi słowem przekonanie poglądami, wglądem ale...

No właśnie to "ale". Tak rodzi się nieskończona dyskusja, tu właśnie bije źródło słowotoku zamieniającego się z czasem pod wpływem dopływów myśli w rzekę słów. Temat się często rozmywa i tworzy deltę u ujścia po czym znowu wpływa do wszechoceanu myśli.

Ta metafora rzeki nie jest taka głupia ! Weźmy taką Amazonkę. Zapewne wiecie, że nasz słynny podróżnik Jacek Pałkiewicz, jest uważany za osobę, która w końcu odnalazła źródło Amazonki. Nie było to łatwe, nie zrobił tego sam, to była spora wyprawa sporej ekipy, która zaprowadziła ich w samiuśkie podnóża gór na jakieś zadupie porośnięte ichniejszymi wrzosowiskami by w końcu mogli odnaleźć jakieś badziewne wysięki spod naturalnej sterty gruzu, które geomterycznie i zatwierdzone przez hydrologa skatalogowano jako to właściwe. Ale...

No właśnie to "ale". Tak zrodziła się kolejna nieskończona debata, w której uczestniczyli inni badacze, wielu z przeszłości odległej o dekady, wielu jemu współczesnych i wielu uzurpatorów. Kłócą się panowie i panie, która kałuża i który przeciek podskórny, który cienki strumyczek o podobnej sile jak woda spływająca do kratki ściekowej podczs mycia samochodu wodą z wiadra jest TYM właściwym głównym nurtem rzeki, a które to dopływy ?

Podczas jednej z takich "debat" zniecierpliwione dziecko ( mówiące po hiszpańsku akurat ) jednego z obecnych na sali konferencyjnej rodziców, po kilku gdzinach słuchania i ziewania nad kilkoma wykładami dowodzącymi, że to dany przykład należy uznać za ten właściwy rzekło w końcu: nie prościej powiedzieć "oj tam, gdzieś w górach ?" Szanowne grono zaśmiało się. Ale tym uśmiechem jaki znamy gdy zawiera w sobie ten charakterystyczny obraz bycia przyłapanym na swojej głupocie i z tym dobrze znanym widokiem lekkiego zmieszania, zakłopotania i wyraźnie bijącej porażki w konfrontacji z czymś idealnym, prawdziwym i oczywistym.

Ostatecznie jednak uznano ekspedycję Pałkiewicza, nie dokładnie w aż tak dyskusyjnych okolicznościach. Chronologia ciutkę inna była. Dziecko pełni rolę anegdoty, ale jest prawdziwym przypadkiem, o którym opowiadał jeden z moich znajomych, też niezły kozak* samotnie przeszedł całą Islandię Wschód-Zachód, bez namiotu, z małym plecakiem, pokonując wszystkie trudności na piechcicę. I nie tylko to. Anegdoty podczas wcześniejszych ustalania lokalizacji źródła. Pałkiewicz w końcu i ostatecznie odnalazł te właściwe źródło. Tak mniej-więcej to się odbyło i to niedawno. Polak potrafi !

Ok. Dziecko. To dziecko podało właściwą odpowiedź. Z nudów i przemęczenia bo chciało iść pobawić się patykiem w błocie.

Sama debata, które uznać źródło za prawdziwe to w zasadzie było nic innego jak festiwal indywiduów, które kłóciły się o palmę pierwszeństwa. Najmojsza prawda kontra mojsza najmojsza. W przypadku geografii i hydorologii zadanie jest trudne ale wykonalne. W przypadku tego tematu natomiast...

Paradoks źródlany - słowo klucz - jest obecny w całym zamieszaniu i tym samym w przypadku tychże podróżników i hydorologów badaczy. Wszyscy mieli solidne argumenty i podstawy do obrony swoich własnych twierdzeń. W zależności od tego gdzie opady deszczu miały miejsce w danym roku, w zależności jak traf sprawił, że dane źródło w wyniku ruchów górotwórcznych i sejsmicznych biło intensywniej niż te oddalone o kilkaset metrów, kilka kilometrów, kilkadziesiąt nawet decydowało, że role tego głównego, zasadniczego wymieniały się pod stopami różnych badaczy.

Teraz odwróćmy rzekę kijem. Chociaż może nie, lepiej by woda morska nie zniszczyła nam dżungli. Przenosimy się do delty Amazonki.

Sama delta Amazonki akurat w tym przykładzie może nie będzie idealnym obrazem, ale z łatwością możemy użyć do tego typu rozważań deltę innej rzeki, bardziej pasującą do pewnej analogii. Powiedzmy niech to będzie delta dobrze nam znanego Nilu. Pytanie: w którym miejscu konkretnie Nil wpływa do Morza Śródziemnego ?

No i masz babo placek. Weź teraz zmierz i zbadaj tysiące drobnych odnóg, które rozlewają się po ogromnym i wiecznie ruchomym oraz mobilnym labiryncie wysp, wysepek, łach, zakoli, nurtów i bystrzyc ? Jak robić pomiary, względem równoleżnika i szukać tego najbardziej wysuniętego na północ ? Czy może ten odpływ, który meandruje bardziej niż ten północny ale za to jest dłuższy mimo, że dociera do morza ciutkę bliżej równika ? Wybrać najdłuższy czy najbardziej wysunięty na północ ? Wszak z takim upodobaniem mierzymy długości rzek, tworzymy rankingi od najdłuższej w dół w nieskończoność więc pojawia się też pytanie która rzeka jest najkrótsza na świecie ? Absurd sam w sobie jakby zastanowić się nad pytaniem. Chyba rzeka cierpliwości, hmmm, pokory ?

W przypadku takiej delty nie ma już tak łatwego sposobu by odpowiedzieć gdzie Nil ostatecznie wpływa do morza. Nikt zresztą nie interesuje się tym zbytnio. Chociaż pewnie są jakieś konkretne dane, które mają takie zastosowanie jak znajomość dokładnej ilości ziaren kaszy gryczanej w każdym stukilogramowym worku na palecie TIR'a.

Z tego przydługawego opowiadania o anegdocie dziecięgo i błyskotliwego myślenia, nieświadomego zresztą bo wywołanego impulsem chęci zabawy, głosem pustego żołądka, na pewno nie wynikającego z zastosowanej przemyślnie metodologii naukowej w dzedzinie wododziałów i gospodarki hydrologicznej, wyłania się odpowiedź na pytanie tematu. Pod koniec jeszcze wprowadzę element, który sprawę skomplikuje ostatecznie poza mozliwości ogarniecia tego wyobraźnią. Oczywiście by paradoksalnie to wszystko uprościć jak sie okaże.

Swoją drogą, pytanie w temacie wyłania się z gruntu psychoanalizy klinicznej. Psychohydrauliki. Frudowskie wynalazki ot co.

Życie to jest ta nasza rzeka. Każda kropla Amazonki mogłaby twierdzić, że pochodzi z jedynego i właściwego źródła, lecz tego nie robi, płynie zgodnie z resztą potężnym nurtem i daje życie największemu lasowi na kontynencie. Pływają po niej statki, tratwy i jakieś prykające dłubanki, kajaki, aligatory i inne piranie czają sie w głębinach by pożreć nieuważnych, ale dzieci i tak się kąpią na całej jej długości. Jedne statki płyną z prądem inne pod prąd, inne zacumowane na chwile wyładowywane są z chińczyszny, która z pewnością i tam zaśmieca hacjendy i wioski Yannomami. Bywa, że Amazonka się rozdziela na dwa nurty, wpływa do niej kilka innych rzek, przy których Wisła to popierdułka jakaś. Wpada do Atlantyku w końcu i już nie ma królowej !

Wracając do tego co jest życiem Amazonki można sobie pofantazjować czy te statki to może nasze ego, jedne idą na łatwiznę i płyną z nurtem, inne na pełnym gazie zasuwają do źródła by zabrać cenne towary lub odebrać ( ofiara i jałmużna :lol: ). Niektórzy surfują za drogimi motorówkami, turyści z ameryki, inni w obdartych koszulach, trochę wolniej i na bosaka zarabiają na utrzymanie wożąc ryż, bawełnę, wiaderka i inny "stuff". Pływają promy, wycieczkowce, sportowce i Pałkiewicz z wypiętą piersią. Cejrowski pokazuje mu język podczas molestowania miski Makarona z makaronem.

Problem z metaforą rzeki życia, która ma wiele źródeł w istocie, dopływów i zalewów jest taki iż to w uproszczeniu dwuwymiarowy twór. To jeszcze nasza szara masa w czaszce szczerze wymasuje szybko. Żyjemy w wielowymiarowym kontinuum i problem narasta do rozmiarów wszechświatowej osobliwości ! Spytajmy, gdzie w chmurze zaczyna się deszcz ? W którym konkretnie miejscu deszcz dotyka ziemi na początku ? W którym miejscu powstaje konkretnie chmura ? Gdzie podmuch wiatru ma swój początek a gdzie koniec ? Nawet niech będzie pytanie gdzie jest dół drzewa, gdzie góra ? No z gałęziami to jeszcze jako tako nam wyjdzie, jak powietrze będzie w bezruchu i jakimś laserowym miernikiem określimy co do milimetra, ostateczny czubek drzewa. Ale korzeń ? No nie ma rady. Trza bidaka ubić, wyrwać z korzniami, wszystkimi ?.... No nie wyjdzie ! Sami widzicie, jakieś korzenie zostaną w glebie i się nie dowiemy bez super archeologii. Kto by chciał się zajmować szukaniem jakiegoś korzonka o grubości dwóch komórek, kilkadziesiąt metrów wgłąd twardego lessu, przy groźbie osunięcia się terenu ? Absurd !

A to drzewo, chumra, czy deszcz to przecież rozpatrujemy w trzech wymiarach. Co z nami. Z naszymi pytaniami ? Dlaczego ? Po co ? W takim misterium jak nawet nasza planeta, w czartym i piątym, szóśtym i jedenastym wymiarze, ugięciu czasoprzestrzennym by poslużyć się einsteinowskimi teoryjami no nie sposób odpowiedzieć by zadowoleni byli wszyscy. Jedna kropla ( ja ) powie: no bo dlatego i po to ! Druga od razu wywoła larum: Nieprawda ! Mylisz się ! Bo dlatego i po to ! Itd. W nieskończoność.

Więc może odpowiedzi kryją sie wtym ogólnym spojrzeniu ? Niech już ta rzeka nam coś uzmysłowi. Może te stateczki to nasze ego, ja, ty, tamci, te osoby. Ale ich tak wiele! Jedni pracują na tratwie, inni na nartach z szampanem w ręku krzyczą "Yuuupie! Życie jest piękne!" a ten Jose co nie stać go na dżinsy sobie pomyśli w czułenku z prykawką: "Taaa, fajnie ci, ja muszę zapierdzielać jeszcze dwie doby by kilka garnków zawieść za nędzny grosz..". Będa i tacy co nie dopłyną, pożrą ich piranie i inne gady z zębami. To te dzieci chore na raka, ofiary wypadku, przypadku, przedwczesnej śmierci. I leżą jako rozbity statek pośrodku nurtu i przeszkadzają niektórym, którzy muszą go ominąc by nie roztrzaskać się jak o kłodę. Tych ostatnich też tam pełno, bardzo niebezpieczne, ale i przydatne, bo jest o co czasem sieć rybacką zaczepić i ptok jakiś usiądzie by łypać wgłąb rzeki i wydłubać tą wredną piranię.

Dlatego każdy z nas, mimo, że jesteśmy w dalszym ciągu tą samą Amazonką - Panta Rhei - musimy sobie odpowiedzieć sami. Ważne by tylko dalej być w tym wszystkim tą rzeką. A nie kroplą wody, samotnikiem, który roszczy sobie prawo do bycia rzeką,oceanem, królem Neptunem nawet. Fajnie można sobie poopowiadać, temat nie zginie, jak rzeka sobie płynie i płynie.

Oh Fuck ! Ocean się zbliża ! Ufff. Nie ma się co martwić ! Tam też jest zajebiście.


Ktoś mi zajumal wiosło. Który to ! Przyznać się ! ... Ah to ty kochanie. Już nic, wszystko jest w porządku. Głodna ? Ugotowałem dla ciebie makaron. Długi trochę. Ale zjesz i będzie ci smakował. Płyniemy dalej rybko Mruga
________________________________________________________________________________________
Oczywiście część słusznie zauważy, że nie ma w powyższym odpowiedzi. Umysł "ścisły" ( ściśnięty może ? ) wymaga konkretów. Pytanie dlaczego wymaga odpowiedzi: dlatego, że ...... (A). Pytanie po co wymaga odpowiedzi: po to by, w celu ......... (B). Czyli rodzaj równania matematycznego, twierdzenia, hipotezy lub systemu myślowego, który odpowie na zasadzie synetezy tez i antytez. Można się więc bawić w dialektyki, polemiki i inne lepienie figur. Fajnie, że taki temat istnieje. Chociaż nikt nie da jednoznacznej i prawdziwej odpowiedzi.

Fajnie, że życie jest jak ta rzeka, ma gdzieś swoje wiele źródeł, i wypływa do oceanu w wielu miejscach. Oczywiście nie wszystkie rzeki ! Są i takie co po prostu mają swoje źródło i mają proste ujście. Płyną konkretnie od punktu A do punktu B. Nawet te mają swoje rozbieżności w metrach, centymetrach, pikometrach reż, ale coż. Pytanie, która wersja rzeki jest prawdziwa ? Amazonka czy Odra ? I jeśli dalej będą się pojawiać w tym temacie twierdzenia, że jedna rzeka jest prawdziwa a druga nie to tylko będzie super okazja by każdy opisał tą po której płynie. Szkoda, że w takiej sytuacji nie wspomni się o tym skąd się wzięła woda w źródle i dokąd spływa ocean. Może się wtedy okazać również, iż to ciągle ta sama woda, która wyparuje z oceanu, poleci w chmurach, spadnie na wyżynną dolinę i przesączy się z czasem do wód podziemnych, wybije gdzieś w jakimś źródełku.... I tak w kółko. Więc dlaczego i po co ta woda w kółko płynie, paruje, opada i tryska ? Gdzieś po drodze są właśnie odpowiedzi. Pytanie gdzie ? Itd. itd itd.



Na górę
   
 
 
Post: 23 paź 2012, 0:17 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 cze 2009, 10:24
Posty: 161
Lokalizacja: w drodze
Ten tekst jest znakomitym dopełnieniem powyższej dyskusji:

"Koncepty"

Cisza jest piękna,
a matrix zwiedzany w pojeździe cichoświetlnym
wygląda jak zza szyb Nautilusa…


Wszyscy jesteśmy dla siebie konceptami, mamy wyrobione zdania na każdy temat, o świecie i o sobie. I nie jest łatwym wyjść poza te „wyrobione zdania”, są jak gąsienice czołgu… dają poczucie sensu i siły. To ideologiczne koncepty, którymi rozjechać można każdego. Dewotka we własnej wizji świętości rozgniata grzeszników jednym słowem i spojrzeniem, a uduchowiony w znaku pustki zen lub prawideł jogi może być takim samym czołgiem… tyle, że oprogramowanie ma inne, bardziej ascetyczne lub bardziej elastyczne w ścięgnach.

Tak jest ze wszystkim, to jest właśnie matrix, więzienie wyobrażeń, połączonych w rozbudowane koncepty, światopoglądy, wizje dobra i zła, dobrych i złych ludzi.

Czego się dotknie myślą, powstaje koncept, jak w micie o królu Midasie, który wszystko zamieniał w przeklęte złoto. Myśl tworzy koncepty, a ludzie się na nich zawieszają. Zatrzymują się na konceptach wszystkiego… konceptach matki, ojca, córki, drzewa, szczęścia, miłości, itd. itd. itd. Bez kontaktu z rzeczywistością, za zasłoną konceptów prowadzi się życie mocno ograniczone, którego horyzont wytyczają wizje świata, zbudowane z zasłyszanych konceptów, połączonych w kruchą całość…

Załącznik:
matrix1.jpg


Koncepty tworzą lustrzane odbicia samych siebie, cały wszechświat konstelacji znaczeń bez znaczenia, w którym zagubić się bardzo łatwo. Ale można zrobić krok w tył, na drugą stronę lustra, by uświadomić sobie, że to wszystko jest matrixowym umysłem, zbudowanym na konceptach, wierzeniach i wyobrażeniach. Każda myśl tworzy koncept.

I to jest niesamowite być tego świadomym, bo wtedy można zrozumieć hipnotyczny wpływ różnych „życiowych prawd”… jacy mamy być i dokąd iść, jak żyć… /”Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”… [Dr Joseph Paul Goebbels – niemiecki minister propagandy i oświecenia publicznego]/.

Jestem Ciszą i obserwuję świat w neutralnym stanie serca. Dotykam rzeczywistości, doświadczam kontaktu z ludźmi, drzewami, powietrzem, ogniem, zamiast zawieszania się na konceptach… rozmowach z konceptami, byciu konceptem, gonieniem za konceptami szczęścia, duchowości, oświecenia, itd…

Załącznik:
matrix2.jpg


Dlatego powyższy znak kierunku uważam za najważniejszy. Kierując uwagę do wnętrza siebie, w Serce i Źródło Jaźni, przestaje się zasilać wyobrażenia, koncepty rozsypują się, opadają kotary iluzji i… widać świat, czuć życie na nowo… to „obudzić się ze snu”.

M.

źródło: matrixexit.pl


Nie masz wymaganych uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

_________________
(:ıɯɐƃou ʎɹoƃ op ɹoʇıuoɯ zsɐɯ



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 paź 2012, 19:19 
Ja sie nie zastanawiam co jest iluzją a co nie. JAk widze piękjne kwiaty to ciesze się że je widze i czuje i cudowny zapach. Czerpie radość z tych małych drobiazgów co mam. Może to dla niektóych życie w kłamstwie, bo biorąc ogłów moje sprawy to wygląda to tak jak wygląda, ale wole patrzeć na te małe szczęśliwe drobiazgi i sie nimi cieszyć. Niż martwić ogółem.
Tak samo już nie szukam teori i wyjaśnienia jak ma wyglądac mój rozwój itp. poprostu tym żyje, niczego sobie nie wyobrażając, a prawda i tak leży po środku jak zawsze.



Na górę
   
 
 
Post: 07 lis 2012, 13:15 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 maja 2012, 22:52
Posty: 175
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Warszawa
Witam wszystkich. Od razu mówię że nie na temat ale nie miałam gdzie to napisać. Mam dylemat i znikąd pomocy. Wygląda to tak, że mam od dłuższego czasu patową sytuacje w życiu. Robie cos w kierunku zmiany tego, ale to nie działa. Czuje mur i opór i nic z tego działania nie wychodzi. Oczywiście od razu nasuwa się odpowiedź, żeby przestać to robić i zmienić kierunek działania. Problem w tym, że ja muszę to zrobić by zmienić całe swoje życie. To jedyna szansa na wydostanie się z sytuacji w której jestem. Dlatego przychodzą mi do głowy takie myśli, że może jednak dac sobie spokój i los robi wszystko żeby mi przeszkodzić bo nie tędy droga.
I tu pojawia się dylemat- słuchać intuicji (o ile to ona mną kieruje) i dać sobie spokój z uderzaniem głową w mur, czy może nie dać dyrygować sobą losowi i samemu decydować co chce osiągnąć i mimo wszystko walić w mur i go przebić?
Rozum czy serce? Oto jest pytanie. A może intuicja się myli bo sama nie wierze że uda mi się osiągnąć to co chce? A może rozum się myli i jak ten uparty osioł idę w złym kierunku bo nie mam innego pomysłu. :bangheadwall:

Z drugiej jednak strony, gdyby wszyscy dawali sobie tak szybko spokój to nikt by nic w życiu nie osiągnął. Prawda?

Jeśli macie jakieś własne doświadczenia odnośnie tego co napisałam to proszę, dajcie znać. Jestem naprawdę podłamana i w potrzasku.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 lis 2012, 14:23 
Delicja tak jak bym o sobie czytała, czasem też coś mnie takiego dopada.
Wiesz wszystko zalerzy czego to konkretnie dotyczy. Wiadomo są sprawy które no samemu nie da sie rozwiązać.wiele na ten temat mogła bym pisać. Dla mnie nawarzniejsze jest aby zachować spokój nawet jak ktos rąbie mnie dosłownie młotkiem po głowie. Kedys wydawała się mi że najlebszym rozwiązaniem jest ucieczka od jakieś tam sytacji, w głowie zawsze pojawiał się scenarusz jak to będzie wyglądac, po czym zdałam sobie sprawe z tego ze wiecznie uciekac nie moge i że zawsze jak nie w takiej to innej formie mnie dopadnie mur. Więc stram się jak tylko moge aby dac mu rade. Jeśi to ktos celowo go stawia to z tą osobą coś staram sie robic. Wszystko to żalerzy od sytacji i konkretnej osoby.
Pamiętaj że to ty decydujesz o swoim zyciu, mysle ze tak naprawde znasz odpowiedz na swoje pytania. Tylko może do niech poprostu nie dojrzałaś.
Dasz rede będzie dobrze, trzymam kciuki.
Pozdrawiam :)



Na górę
   
 
 
Post: 08 lis 2012, 6:38 
Ja to traktuję jak trening.Zen życia.Ale to ja.Nie słuchałbym "rad" z internetu i przenosiłbym je wprost na swoje życie bo ktoś coś napisał.Masz to co masz.Swoje.A nie czyjeś.
Dbaj o siebie jak najwięcej.I nie peniaj.Widać tak ma być jak jest.



Na górę
   
 
 
Post: 08 lis 2012, 21:19 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 lis 2012, 22:04
Posty: 10
Płeć: kobieta
Delicja85, oczywiście, że - jak to określiłaś - bij głową w mur, aż do skutku. Samozaparcie, indywidualizm i dążenie do życiowych celów to jedna z najważniejszych rzeczy w życiu człowieka. Pod żadnym pozorem nie wolno się poddawać, zostawiać czegoś bez próby walki o to i darować sobie na rzecz "świętego spokoju". Jeśli pójdziesz tą drogą i jako cel ustanowisz sobie osiągnięcie czegoś, to, mimo, iż stracisz być może sporo siły, ale przynajmniej gdy już dojdziesz do tego, co chciałaś, poczujesz wielką satysfakcję i szczęście, że pomimo niesprzyjającej sytuacji się nie ugięłaś. Nie wiem o co dokładnie albo chociaż mniej więcej chodzi (wiem tylko, że jesteś w sytuacji bez wyjścia i nie wiesz co robić), jednak zawsze polecam ludziom walczyć o swoje i nie dawać się innym. Gdyby każdy się od razu oddawać i iść za innymi, to nikt nigdy nic by nie osiągnął, a ludzkość stałaby w miejscu.

Byle tylko tą walką nie krzywdzić niewinnych...

_________________
Często patrzę w lustro jeziora,
jak przez mgłę widzę wspomnienia
- tylko one dziś zostały.
Widzę miłość,
uciekającą przed śmiercią,
tak szybko jak malutki ptak
spłoszony przez złego.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 09 lis 2012, 0:42 
Niezrozumiana pisze:
Delicja85, oczywiście, że - jak to określiłaś - bij głową w mur, aż do skutku.


Jest wiele opcji, także bezbolesnych.

Ogólnie ładnie napisałaś. Indywidualizm...

Jedną z najcięższych walk jest walka ze stereotypami. Zastanawia mnie czy istnieje stereotyp człowieka, nie ogólnie a lokalnie, nawet bardzo. To już jest druga runda...



Na górę
   
 
 
Post: 10 lis 2012, 16:44 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 lis 2012, 22:04
Posty: 10
Płeć: kobieta
Kosmiczny Podróżnik pisze:
Niezrozumiana pisze:
Delicja85, oczywiście, że - jak to określiłaś - bij głową w mur, aż do skutku.

Jest wiele opcji, także bezbolesnych.

Oczywiście nie chodziło mi o to dosłownie. Pod pojęciem "bij głową w mur, aż do skutku" miałam na myśli ogół wszelkich działań mających nam zapewnić zwycięstwo i wygraną. Co to będzie, to już zależy od osoby, która chce coś osiągnąć i jaką drogę do tego sobie obierze.

Kosmiczny Podróżnik pisze:
Jedną z najcięższych walk jest walka ze stereotypami. Zastanawia mnie czy istnieje stereotyp człowieka, nie ogólnie a lokalnie, nawet bardzo. To już jest druga runda...

Masz rację co do walki ze stereotypami. Jeśli jakiś obraz np. danej grupy społecznej zakorzeni się w wyobrażeniach i głowach ogółu, później bardzo trudno jest zmienić ten obraz. Potrzeba wiele czasu, cierpliwości i wysiłku, aby ludzie zaczęli zmieniać swoje postrzeganie na coś i aby ten stereotyp zaczął zanikać. Choć są ludzie, którzy nigdy nie odejdą od stereotypu, bo stanowi on dla nich coś w rodzaju jakiegoś wyznacznika czy punktu odniesienia i czegoś, czym kierują się w życiu. To też dla nich takie ułatwienie, dzięki któremu zbytnio już nie trzeba myśleć, więc nigdy się go nie wyprą i nie zmienią sposobu postrzegania. Niestety...
Czy istnieje stereotyp człowieka? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Definicję człowieka każdy rozumie inaczej (choćby poprzez to, czego doświadcza wokół siebie i co ma związek z innymi ludźmi oraz na podstawie samego siebie), a więc i każdy z nas ma w głowie inne wyobrażenia co do tej istoty, a tym samym jeden uniwersalny stereotyp raczej nie istnieje. Chociaż może istnieje stereotyp człowieka jako istoty rozumnej i racjonalnej pod każdym względem - wszyscy uważają, że człowiek jest właśnie taki, ale naprawdę ludzie tacy są? Większość kieruje się tylko tym, co powiedzą inni, a sami nie potrafią pomyśleć, a jeśli już, to wyciągają mało racjonalne wnioski. Chyba, że rozumność i racjonalność definiuje się jako ogólną zdolność do myślenia jakiegokolwiek, którego to fakt odróżnia nas od wszystkich innych istot (bo o zwierzętach nie można powiedzieć, że kierują się rozumem - u nich za wszystkim stoi instynkt).
No i może jeszcze stereotyp człowieka jako istoty wolnej i niezależnej. Tak naprawdę nikt nie jest w pełni wolnej - jeśli nie podlegamy państwu, władzy, rodzicom czy komukolwiek innemu, to jesteśmy niewolnikami samych siebie - ciągle się ograniczamy, tworzymy sztuczne bariery i ograniczenia w wielu dziedzinach i sprawach, jesteśmy niewolnikami własnych słabości, nałogów, uczuć i lęków.

_________________
Często patrzę w lustro jeziora,
jak przez mgłę widzę wspomnienia
- tylko one dziś zostały.
Widzę miłość,
uciekającą przed śmiercią,
tak szybko jak malutki ptak
spłoszony przez złego.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 11 lis 2012, 20:26 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 mar 2011, 0:45
Posty: 1101
Płeć: mężczyzna
Wszystko jest umowne.
Leszek Żądło stworzył świat upiorów, potworów, wampirów i taki świat istnieje. Stworzył pole morficzne, wahadło jak zwał tak zwał. Teraz wciąga innych ludzi do tego świata, który istnieje.
Jan Popko stworzył świat dobrych i złych duchów. Świat Pana Popko istnieje.
Jaki świat sobie stworzysz bądź wybierzesz taki będzie dla Ciebie.
Dr Mark tj kolega Dr Bartletta skutecznie uzdrawiał ludzi metodami z Fizyki Cudów, uzdrawiał do czasu kiedy ktoś pokazał mu świat złych duchów. Od tej pory uzdrawiać zaczął wypędzając złe duchy. Ta terapia też była skuteczna.
Wszystko jest umowne.
To jest zarąbiście ciekawe.
Ostatnie dni i zdarzenia jakie miały miejsce pokazały mi, albo udowodniły mi, że nie należy walczyć, zmieniać, modyfikować. Nie należy analizować i badać. Wszystko co powinniśmy robić to - nic nie robić.
Rzuć intencję i nie rób nic.

_________________
Dobrze się bawię.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 12 lis 2012, 6:41 
Ja raczej bym określił nie psuć własnym "chciejstwem". A pracować nad sobą i wkładać w to wysiłek trzeba.Nic samo się nie zrobi.



Na górę
   
 
 
Post: 12 lis 2012, 19:12 
Niezrozumiana pisze:
Masz rację co do walki ze stereotypami. Jeśli jakiś obraz np. danej grupy społecznej zakorzeni się w wyobrażeniach i głowach ogółu, później bardzo trudno jest zmienić ten obraz. Potrzeba wiele czasu, cierpliwości i wysiłku, aby ludzie zaczęli zmieniać swoje postrzeganie na coś i aby ten stereotyp zaczął zanikać. Choć są ludzie, którzy nigdy nie odejdą od stereotypu, bo stanowi on dla nich coś w rodzaju jakiegoś wyznacznika czy punktu odniesienia i czegoś, czym kierują się w życiu. To też dla nich takie ułatwienie, dzięki któremu zbytnio już nie trzeba myśleć, więc nigdy się go nie wyprą i nie zmienią sposobu postrzegania. Niestety...


Stereotypy to inaczej określenia, jednak określenia tyczą się prostych zagadnień/sytuacji. Złożone, dotyczące natury zjawiska są niszczone poprzez określanie, także Ci którzy określają niszczą swoje człowieczeństwo poprzez odcinanie się od sensu poznania.

Cytuj:
Czy istnieje stereotyp człowieka? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Definicję człowieka każdy rozumie inaczej (choćby poprzez to, czego doświadcza wokół siebie i co ma związek z innymi ludźmi oraz na podstawie samego siebie), a więc i każdy z nas ma w głowie inne wyobrażenia co do tej istoty, a tym samym jeden uniwersalny stereotyp raczej nie istnieje.


Moim zdaniem nie istnieje, bo gdyby istniał to każdy kto przyjmował do wiadomości to, że istnieje, musiałby się w nim zawierać- jest to niewykonalne, trudne nawet z tego podstawowego- anatomicznego/biologicznego punktu widzenia. Ludzie są tak różni a zarazem tak podobni, że stereotyp człowieka nigdy nie powstanie. Człowiek jest tak doniosłą istotą, wykraczającą poza określenia prostych zagadnień/sytuacji.

Cytuj:
No i może jeszcze stereotyp człowieka jako istoty wolnej i niezależnej. Tak naprawdę nikt nie jest w pełni wolnej - jeśli nie podlegamy państwu, władzy, rodzicom czy komukolwiek innemu, to jesteśmy niewolnikami samych siebie - ciągle się ograniczamy, tworzymy sztuczne bariery i ograniczenia w wielu dziedzinach i sprawach, jesteśmy niewolnikami własnych słabości, nałogów, uczuć i lęków.


Dokładnie, to wszystko wiąże się w pewnym punkcie, który decyduje o blokadzie.
Osobiście poradziłem sobie z nałogami, zmagam się ze słabościami i lękami.
Rzeczywistość służy do nauki, w życiu nic nie dzieje się bez celu. Tylko trzeba umieć to dostrzec- dla przeciętnego człowieka niemal wyzwanie.



Na górę
   
 
 
Post: 13 lis 2012, 23:40 
Offline
Moderator
Moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 mar 2011, 0:45
Posty: 1101
Płeć: mężczyzna
Kosmiczny Podróżniku obejrzyj film "Rejs" w nim odnajdziesz odpowiedzi na wszystkie swoje pytania :)
Struski, Popko, Żądło i Kosmiczny Podróżnik.

_________________
Dobrze się bawię.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 30 lis 2012, 12:29 
Offline
Entered Apprentice * 1st Degree
Entered Apprentice * 1st Degree

Rejestracja: 29 lis 2012, 2:01
Posty: 9
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Dla dzieci nie ma nudy - one z natury generują intensywność doświadczania, którą dorośli często wbijają w ziemię, bo sami ją utracili.


No właśnie, ja czuję, że straciłem kreatywność, uczucie radości z życia. W tym systemie nie da się żyć, no chyba że każdy z Was chciałby być bezdomnym, brudnym i głodnym.

Czasami mam ogromną chęć już nie żyć na tym świecie. Moje cierpienie i konflikt wewnętrzny sięga apogeum. Na cholerę mi to całe pieprzone źródło dało życie? Ja już przestałem się zastanawiać w kategoriach CZYM JESTEM? Tylko PO CHOLERĘ TU JESTEM!?

Nawet nie wiem czy to źródło istnieje, ja kurwa nic nie wiem i to mnie boli. Szukam pocieszenia w tych wszystkich tematach o oświeceniu, ale to kompletnie nic nie daje.

TO JEST OSZUKIWANIE SAMEGO SIEBIE.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 30 lis 2012, 12:51 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 sty 2012, 16:17
Posty: 434
Płeć: kobieta
Cytuj:
TO JEST OSZUKIWANIE SAMEGO SIEBIE.



Może jest, a może nie jest...

Kilka razy ( w każdym razie dużo) już natknęłam się na tego typu sformułowania. Skoro wszystko jest do dupy, to po co tu się rodziliśmy? Niemożliwe, żebym sama tego chciała...

A jednak mam jakieś wewnętrzne przekonanie, że po coś tu jestem. Może teraz nie do końca zdaję sobie sprawę z tego celu, ale w odpowiednim czasie zrozumiem na pewno.

I tak sobie myślę, że tak jak nikt nie wskaże Ci kim masz być i jaki zawód wybrać, tak samo nikt nie jest w stanie powiedzieć Ci kim i po co tu jesteś. To trzeba odkryć samodzielnie. I tu przypomniała mi się bajka My Little Pony, a której to młode kucyki nie mogły się doczekać pojawienia się swoich znaczków. One się pojawiają, jak kucyk odkryje swój talent :tak:

_________________
Kto chce, zawsze znajdzie sposób, kto nie chce, zawsze znajdzie wymówkę.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 30 lis 2012, 13:10 
kubasniak pisze:
Czasami mam ogromną chęć już nie żyć na tym świecie. Moje cierpienie i konflikt wewnętrzny sięga apogeum. Na cholerę mi to całe pieprzone źródło dało życie? Ja już przestałem się zastanawiać w kategoriach CZYM JESTEM? Tylko PO CHOLERĘ TU JESTEM!?

Nawet nie wiem czy to źródło istnieje, ja kurwa nic nie wiem i to mnie boli. Szukam pocieszenia w tych wszystkich tematach o oświeceniu, ale to kompletnie nic nie daje.

TO JEST OSZUKIWANIE SAMEGO SIEBIE.


To nie zaczynaj szukania pocieszenia na zewnątrz bo go nie znajdziesz, to musi się pojawić od środka.
Doświadczenia o których czytasz to nie są twoje doświadczenia i jak sam widzisz nic ci nie dają. Nie ty jeden masz taki problem ...jakieś 95% społeczeństwa też go ma tylko większość się do tego nie przyznaje uciekając przed samym sobą...uciekając od własnych myśli od odpowiedzi na zasadnicze egzystencjalne pytania. JEDNAK :D !!!...choć tego nie zauważyłeś to zrobiłeś gigantyczny krok naprzód i nie stoisz w miejscu ...ABSOLUTNIE NIE :uśmiech: Bo nie wycofałeś się w iluzję, ale postanowiłeś się zmierzyć z tym problemem a tym samym masz 50% drogi za sobą. To wielki sukces.
Jedyne czego potrzebujesz to zapalnika...a ten musisz odszukać w sobie w ty co lubisz robić najbardziej...i zacząć to robić.

Pomocny będzie ten wykład mojego przyjaciela Seweryna który wyjaśnia dlaczego ludzie napotykają na taką barierę jak ty. Nie namawiam cię na żadną ścieżkę.

phpBB [video]


a drugi film to Architekci Kontroli
Michael Tsarion - Architekci Kontroli - Program I (Napisy PL) 01/13
phpBB [video]


reszta tutaj..
http://davidicke.pl/index.php/filmy/47-michael-tsarion/81-tsarion1.html

Tobie się wydaje że kto prowadzi ten portal ? Człowieku...ja cztery lat temu bałem się otworzyć gębę do kilku ludzi na wykładzie. :załamka:



Na górę
   
 
 
Post: 30 lis 2012, 16:41 
Offline
Master Elect of Nine * 9th Degree
Master Elect of Nine * 9th Degree

Rejestracja: 18 gru 2011, 5:38
Posty: 315
Dodam jeszcze że dużo informacji pochodzi z badań doktora Newtona który uzyskał wiele odpowiedzi o przyczynach naszych inkarnacji od pacjentów poddawanych głębokiej hipnozie i napisał o tym kilka książek przetłumaczonych na język polski. Często jest tak, że dusza SAMA decyduje się nawet na życie w ciele kalekiej osoby, bo to przyspiesza jej rozwój. Nasze życie tutaj można porównać do rzucenia na głęboką wodę. Albo nauczymy się pływać, albo utoniemy męcząc się przy tym. Gdy jednak utrzymamy się na powierzchni to nasz rozwój duchowy przyspiesza się kilkadziesiąt razy. Inną rzeczą jest to, że wydaje się, że ludzkość stoi w miejscu pod względem rozwoju duchowego. Są jednak pewne prognozy że ten rozwój gwałtownie przyspieszy w najbliższych miesiącach. Sam jestem ciekaw jak to by miało wyglądać. Warto poobserwować obecne zmiany na świecie, bo dostaliśmy bilet do tego unikalnego teatru i ten bilet nie było łatwo dostać. ONI ("ci na górze") uważają że nie da się zrozumieć pewnych rzeczy, jeśli się ich nie przeżyje i nie poczuje na własnej skórze. Dlatego właśnie jest tu tyle cierpienia i nikt nam nie pomaga, bo nie da się przyspieszyć rozwoju. To wszystko jest celowe. Nie zgadzam się z tym poglądem że potrzebujemy tyle cierpienia ale ONI tak uważają i nie zmienimy tego.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 30 lis 2012, 17:41 
ksiażek Newtona nie traktowała bym dosłownie, przeczytałam jego wszystkie książki oprócz tej naj nowszej" Wspomnienia dusz" Powiem że jego przwedstawiona interpretacja świata duchowego jest bardzo ciekawa i daje jakis wgląd na całą sprawe.
Cały minus polega na tym że sam doktor Newton świadomie kierował swoich pacjętów na określony tor poprzez zadawanie. On sam ma jakis pogląd na swiat duchowy co przerzuca na innych.
Drua rzecz bardzo istotna to taka że on tylko i wyłącznie opiera sie na swoich badaniach.
Ja osobiście po przeczytaniu jego książek wcale nie miałam lepzego czy głębszego pojęcia co do świata duchowego. Wiele jego teori sie mija moimi doswiadczeniami czy też określeniami.
Najbardziej co mi sie nie podobalo to odnośnie wiary w przewodników którzy niby nam pomagaja.
Inaczej kult opiekuna duchowego, ja jestem przeciwnikiem tych istot.. Kolejna sprawa to bratnia dusza która wraz znami inkarnuje pomagając nam w rozwoju. Tam darzymy sie bez warunkową miłością, a tu zabijamy sie z miłości i egoizmu wzajemnie. Troske to absurdalne
Ostatnie to ta chłodna kalkulacja kto jest wyrzej a kto nirzej rozwinięty. Wszystko oparte na podstawie określaniych zachowań ludzkich. Troszke to mi sie wydaje nie fer.
To jest moje zdanie i ja nikogo tu nie atakuje, jesli ktoś jest zadowolony z prac Newtona, to bardzo dobrze. Poprostu inaczej widze świat duchowy niż on.



Na górę
   
 
 
Post: 30 lis 2012, 18:09 
Offline
Admin junior
Admin junior
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 paź 2011, 22:49
Posty: 542
Lokalizacja: Temple of NOD
Zgadzam się w 100% z komentarzem Nathalie dotyczącym Newtona.

Cytuj:
Często jest tak, że dusza SAMA decyduje się nawet na życie w ciele kalekiej osoby, bo to przyspiesza jej rozwój.


Komentując Spocka dodam, że oprócz promowania kultu Opiekunów i bratnich dusz
Newton promuje najzwyklejszy kult ofiary i stadnej mentalności, w idiotyczny sposób
(o wyraźnym podłożu religijnym) próbując usprawiedliwić wszystko co złe.

Dokładnie w ten sam sposób pasożytnicza kasta lamaistycznych mnichów Tybetu sprzed
czasów chińskiej aneksji usprawiedliwiła swoją wysoką pozycję oraz wywoływane swoim
wyzyskiem cierpienia ogółu społeczeństwa.

Tylko patrzeć jak PO zacznie używać tego jako wymówki dla swoich wypaczeń.

Spock - pamiętaj, że jak ktoś cię bije dla twojego portfela to właśnie w trosce o twoją duszę,
nie oddawaj mu, w trosce o zbawienie duszy palono na stosach i robiono tysiące gorszych rzeczy.
Seryjni zabójcy czy mężowie bijący rodziny są tak naprawdę są aniołami, bratnimi duszami
dającymi swym ofiarom niepowtarzalną okazję dla rozwoju bo tak było umówione w niebie.

Podzielam tutaj poglądy Icke'a, że jest to wspólna dla wszystkich religii hipokryzja i bzdura.

Zgadzam się również z poglądami Bramleya, Dr. Turner, Mutwy czy Bartleya,
że takie poglądy zostały nam zaszczepione przez obce, pasożytnicze siły.

Cierpienie - potrzebne do rozwoju czy raczej hamujące lub utrudniające wszelki rozwój.

Na moje i osób wyżej wymienionych nie jest do niczego potrzebne.

Parafrazując słowa animowanego Beowulfa - antycznego boga bohaterów Thora
zastąpił wstyd męczenników i fatalistyczny bóg owiec (tu wstawić co komu pasuje).

Cytuj:
ONI ("ci na górze") uważają że nie da się zrozumieć pewnych rzeczy, jeśli się ich nie przeżyje i nie poczuje na własnej skórze. Dlatego właśnie jest tu tyle cierpienia i nikt nam nie pomaga, bo nie da się przyspieszyć rozwoju. To wszystko jest celowe. Nie zgadzam się z tym poglądem że potrzebujemy tyle cierpienia ale ONI tak uważają i nie zmienimy tego.


Owi ONI Newtona są w tym względzie dziwnie podobni do zwyrodniałej mendy Jahwe,
mitycznego boga Izraelitów usprawiedliwiającego ich satanistyczne, ludobójcze podboje.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 30 lis 2012, 18:27 
Cierpienie to "błąd". Przynajmniej ja idę tą drogą.Od bicia się kijem w głowę się nie zmądrzeje a tylko łeb rozboli.Nie ma co być ofiarą...



Na górę
   
 
 
Post: 30 lis 2012, 19:51 
włąsnie u Newtona tego jest mnustwo, cierpiec i wybaczać a dzięki temu nasz rozwój wzrasta.
Odnośnie źródła Newton bardzo mało pisze poniewarz jak sam twierdzi nie spodkał na tyle dusz aby mu wszystko jasno i precyzyjnie określiły jak to wygląda. Podobna sytacja jest odnośnie dokąd to zmierza, też sie nie rozpisuje na ten temat. Wniosek jest tak jak redmix pisal ciut wyrzej.
Kolejne powielanie tych samych ideologi tylko opisanych inaczej
W sumnie lektura bardzo niewiele sensownych rzeczy wnosi.



Na górę
   
 
 
Post: 30 lis 2012, 20:11 
kubasniak pisze:
No właśnie, ja czuję, że straciłem kreatywność, uczucie radości z życia. W tym systemie nie da się żyć, no chyba że każdy z Was chciałby być bezdomnym, brudnym i głodnym.

Czasami mam ogromną chęć już nie żyć na tym świecie. Moje cierpienie i konflikt wewnętrzny sięga apogeum. Na cholerę mi to całe pieprzone źródło dało życie? Ja już przestałem się zastanawiać w kategoriach CZYM JESTEM? Tylko PO CHOLERĘ TU JESTEM!?

Nawet nie wiem czy to źródło istnieje, ja kurwa nic nie wiem i to mnie boli. Szukam pocieszenia w tych wszystkich tematach o oświeceniu, ale to kompletnie nic nie daje.

TO JEST OSZUKIWANIE SAMEGO SIEBIE.


Bycie bezdomnym brudnym i głodnym jest właściwa życiową drogą dla każdego myślącego człowieka.
To jest to co ja zdecydowanie wybieram ponad wszystko.

Przeciwnością tego jest bycie zameldowanym czystym i najedzonym , taka opcja niestety kosztuje sporo pieniędzy i jeszcze więcej podatków czyli ofiar składanych "bogom".

Bycie przywiązanym do pieniędzy , czystości, ciepłego prysznica, smacznego jedzenia, żony, mamusi, własnych dzieci, domu, samochodu itp...... jest zwyczajnym działaniem przeciw prawom natury.
Ptak który siedzi zimą na gałęzi bez narzekania przyjmuje ze spokojem los śmierci głodowej.
Jest tylko on i Bóg. Nie prosi się innych o pomoc czy wsparcie. Nikt go nie namówi na to aby został klientem PZU.

Pasożyty które kontrolują nasze życie uczą nas tego samego o czym wie ptak.

Dzisiaj straciłeś kreatywność , jutro stracisz smak chleba. Gdy woda Muszowianka będzie jedyną która Ci smakuje będzie to oznaczać że zostało Ci 6 miesięcy życia.

Reinkarnacja to jedyny sposób na wolność. Uczył tego HITLER pamiętasz, (wolność przez komin).

Wniebowstąpienie to religijne obiecanki trzymające od tysięcy lat ludzi w nadziei że ktoś inny pozałatwia za nich ich sprawy.

Welome to "DEAD POET SOCIETY"



Na górę
   
 
 
Post: 30 lis 2012, 20:14 
Punkt pisze:
Cierpienie to "błąd". Przynajmniej ja idę tą drogą.Od bicia się kijem w głowę się nie zmądrzeje a tylko łeb rozboli.Nie ma co być ofiarą...


Możesz rozwinąć w odniesieniu do rzeczywistości?



Na górę
   
 
 
Post: 02 gru 2012, 6:49 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 kwie 2009, 23:09
Posty: 116
Płeć: mężczyzna
Obrazek

Dla wielu truizmem bedzie, jesli napisze iz sprawy natury egzystencjalnej sa najważniejszą kwestia w zyciu kazdego czlowieka (przynajmniej "powinny" byc).
Czy jest cos bardziej istotniejszego ponad to? Uwazam, iz nie ma.
WSZYSTKIE inne kwestie sa tylko relatywnie, pozornie wazne, sa zaslona dymna, iluzja.

Czy zastanawialiscie sie, ktore z posrod wielu pytan egzystencjalnych (nazwijmy ich absolutnymi), jest tym najwazniejszym?
Mysle iz jest to pytanie "kim jestem?" czy tez "jaka jest moja prawdziwa natura?"

Obrazek

Dlaczego? Dlatego, iz jesli znajdzie sie odp. na to jedno "kim jestem?", to na inne jak np: "po co?" , "dlaczego?" , "jaki jest caly sens mojej egzystencji?", "czy jestem tylko cialem?", "skad pochodze i dokad zmierzam?", "czy smierc to koniec mojego istnienia?" pojawia sie automatycznie. Sa one tez troche mniejszej wagi.
Wszelakie pozostale (relatywne), jak np o przerozne spiski, zjawiska paranormalne, UFO, obcych, politykę, itd. wogole calego Swiata, Kosmosu, ktorych jak wiemy jest nieskonczenie wiele (odpowiedz na kazde z nich rodzi kilka nastepnych), poprostu wygasaja, staja sie maloistotne, badz tez staja obojetne.

Uwazam, iz w procesie OD-krywania czym sie jest, nalezy zaczac od tego czym sie NIE jest, poprzez gleboka wnikliwa introspekcje, analize JA.

Obrazek

Jednym z poteznych "narzedzi" poznania kim/czym sie jest, jest proces DE-konstrukcji siebie (Ja) - wszelakich przekonan, konceptow, wierzen, zalozen, przypuszczen, tozsamosci, identyfikacji, mysli, calego swatopogladu, zdobytej wiedzy itd, poprostu wszystkiego tego co gruba skostniala warstwą, naroslo wokol JA od momentu narodzin do chwili obecnej.
Kwestionowanie wszystkiego jest rowniez NIEZBEDNE, oraz KLUCZOWE !

Oczywiscie proces jest procesem trudnym i warto robic to madrze (mozna skonczyn na nihilizmie, badz depresji, a w skrajnych przypadkach samobojstwie), za pomoca odpowiedniej wiedzy, ktora sluzy jako mozna powiedziec lustro (oko moze widziec wszystko, oprocz samego siebie, wiec aby sie moglo zobaczyc potrzebuje odpowiednich narzedzi, w tym przypadku lustra).

Czy jestem cialem?
Czy jestem umyslem?
Czy jestem myslami?
Czy jestem zmyslami?
Czy jestem emocjami?
Czy jestem intelektem?
Czy jestem percepcjami?
Czy jestem ego?
Czy jestem tozsamosciami?
Czy jestem plcią?
Czy jestem wszelkimi uwarunkowaniami?
Czy jestem wiedza, ktora posiadam?

Obrazek

Jesli wszysko odrzucisz czym NIE jestes, to co zostanie?
Kto/Co jest swiadom wszystkiego powyzszego?
Bardzo istotne jest przekierowanie uwagi na bycie obserwatorem siebie i wszystkiego dookola, czyli poprostu bycie jak najbardziej samo-swiadomym.

Obrazek

Jesli przeanalizujesz swoje zycie, zauwazysz iz nasza uwaga jest praktycznie w 100% skupiona na zewnątrz nas, na wszystko inne, tylko nie nas samych, inaczej mowiac, tym czym sie nie jest.
Jak wiemy, kazdy ma ograniczona ilosc uwagi, ktora koncentuje na przeroznych obiektach poznania jak np. sytuacje, wydarzenia, cialo, obowiazki, przyjemnosci, relacje miedzyludzkie, rodzina, praca, potrzeby fizjologiczne itd., ktorch jest ogromna ilosc, wiec cala nasza uwaga jest bezustannie konsumowana i pozostaje nam jej 0% na nas samych.
Dlatego mi. in, niektorzy wybieraja zycie w klasztorach, zakonach, pustelniach, odosobnienia, aby jak nawiecej czasu przebywac z samym soba, oraz jednoczesnie jak najmniej rzeczy rozpraszało, zabieralo uwage.

Obrazek

Wiec warto ja, jak najczesciej przekierowywac z Od siebie Do/Na Siebie (obserwatora, swiadka)

Poznawanie siebie jest procesem "negatywnym" (odrzucanie tego czym NIE jestem), dlatego wazniejsze jest kwestionowanie tego co zgromadzilismy w ciagu calego zycia, anizeli bezustanne, zdobywanie nowych (tak naprawde malo istotnych) informacji.
Cos jak obieranie poszczegolnych warstw cebuli, ktore symbolizuja ignorancje.
Proces DE-konstrukcji JA, to pierwszy krok, etap.
NIE jest to zamienianie jednych przekonan na kolejne "lepsze"
Jedynie tymczasowo, podmienmiamy te "bardziej" ograniczajace na "mniej", ze swiadomoscia tego, aby w koncowym etapie pozbyc sie ich wszystkich.
U kazdego ten proces moze przebiegac, trwac inaczej, gdyz nie jest latwe pozbywanie tego co istnieje od poczatku naszych narodzin.


Mozemy zyc i nawet tysiace lat, gromadzic informacji tyle, iz bedziemy chadzaca encyklopedia, a i tak nie wiedziec KTO je gromadzi.
Istnieje madre powiedzenie: "jezeli bym posiadl cala wiedze wszechswiata, a nie wiedzial bym kim jestem, to wiem NIC".
"Wiedza" o sobie to nie wiedza intelektualna, ktora pochodzi z zewnatrz, tylko z wewnatrz (tzw. madrosc).

Nikt i nic tak naprawde, nie jest w stanie powiedzic nam czym jestesmy (jest to niemozliwe), wiec tez to czym jestesmy nie znajdziemy w zadnej ksiazce, filmie, czasopismie, na satsangu, kursach itd.
Natomiast to co mozemy znalesc, to wskazowki, znaki drogowe i tylko tyle.


Na koniec chce poruszyc pare kwestii zwiazanych z tematem.

Generalnie jesli sie przeanalizuje to sa 2 rodzaje cierpienia.
Pierwsze (typ 1) ogolnie moza powiedziec zwiazane sa z rzeczywistoscia w ktorej zyjemy, czyli sprawami/problemami codziennymi, materialnymi itp., i bol takowy mozna wyleczyc, usmiezyc, zalagodzic, rozwiazac, gdyz problem jak i rozwiazanie jego znajduja sie na ty samym poziomie (np. cierpie na brak pieniedzy, wiec rozwiazaniem problemu jest ich zdobycie, jestem chory, to sie lecze, badz tez jestem glodny to jem itd).
Natomiast cierpienia (typ 2), egzystencjalnego (mentalne), NIC z co istnieje w "tej rzeczywistosci" nie jest w stanie zalagodzic.
Tak naprawde jesli przeanalizujemy wiekszosc (moze wszystkie), problemow pierwszego typu, ich nature, zrodlo, istote, to sa to i tak problemy natury egzystencjalnej (typ 2), tylko ze tego nie widac na pierwszy rzut oka.
Wszelakie ich rozwiazywanie jest na zasadzie, leczenia skutkow, a nie skupieniu sie na tym co je spowodowalo, czyli poprostu maskowanie przyczyn, wiec jest pozorne.

Takim klasycznym przykladem, ze tak powiem cierpienia typu 2, byl Siddhartha Gautama (o ile faktycznie istniał - lecz to akurat nie ma wiekszego znaczenia, gdyz chodzi o co innego), kiedy to jak legenda mowi mial wszystko czego zapragnie, niesamowity majatek, władze, zone, rodzine, dziecko, zdrowie, niesamowita przyszlosc itd, lecz pomimo tego cierpienie egzystencjalne bylo tak silne, ze porzucil to.

Obrazek

Prawdziwa duchowosc, czyli poznawanie siebie, kim sie jest, zaczyna sie wtedy, kiedy pojawi sie wlasnie ow bol, czy tez cierpienie egzystencjalne, gdyz tylko i wylacznie poznanie swojej natury, jest jedynym istniejacym lekarstwem, a wszystko inne to tylko (pol)srodki w kierunku finalnego rozwiazania.

Teraz, w pierwszym rzedzie nalezaloby zdefiniowac czym jest wogole tzw. "duchowosc", co przez nia rozumiemy?
Duchowosc to jak nazwa wskazuje poszukiwanie naszego "ducha", esensji, istoty, oraz jaka jest jego prawdziwa natura.

Duchowoscia NIE jest, praca z kundalini, chakrami, wszelakimi energiami, okultyzm, nabywanie przeroznych mocy, zdolnosci paranormalnych, osiaganie wyzszych wymiarow, przechodzenie w inne gestosci, czucie sie dobrze, napelnianie sie miloscia, doswiadczanie przeroznych stanow blogosci jak np. samadhi, koniecznosc niejedzenia mięsa, pozytywne myslenie, chec osiagniecia niesmiertelnosci, prekognicja, zabawa z krysztalami, podnoszenie wibracji, czekanie na jakies niby kosmiczne zmiany/przemiany (jak np jest to w tym roku - 21 grudnia), chec bycia "czystym", kontakt z przeroznymi bytami, uzdrawianie energiami, OOBE, LD, kreowanie swojego zycia myslami, channelingi i tego typu sprawy, czyli ogolnie to na czym skupiaja sie np. ludzie New Age.
Oczywiscie jest to wszystko bardzo kuszace dla naszego ego/umyslu lecz to niestety nie duchowosc, a co wiecej sluzy tylko podtrzymywaniu naszej ignorancji przy zyciu.
To co wymienilem powyzej i wiele innych to tylko zaslona dymna, kolejna iluzja (maya, mithya), gra umyslu/ego, odwrocenie uwagi od tego co NAJISTOTNIEJSZEGO, czyli nas samych.

Jaka korzysc tak naprawde mielibysmy z posiadania tego wszystkiego, tych umiejetnosci, doswiadczen, jesli nie wiedzielibysmy KTO jest w ich posiadaniu, CO, KTO stoi za tym wszystkim, jaka jest ich prawdziwa natura oraz KIM/CZYM jestesmy?

Tutaj udalo mi sie znalesc cos po polsku na temat definicji duchowosci, ktora podzielam:

Adyashanti: What is Spirituality?
phpBB [video]



Mowi sie tez, iz moment prawdziwego poszukiwania siebie zaczyna sie wtedy, kiedy pragnienie znalezienia odp. na pyt. "kim jestem?" jest tak silne, jak pragnienie zaczerpniecia powietrza przez tonacego - wtedy jestes gotowy. Inaczej, ow poszukiwanie, bedzie szukaniem komfortu, bezpieczenstwa, przyjemnosci, fajnych doswiadczen, spedzenia czasu, kolejnym stylem zycia, hobby, czyli tak naprawde samooszukiwaniem siebie, a wszystko to pod przykrywka rozwoju duchowego.
Pragnienie poznania kim sie jest, swojej natury, moze byc nawet silniejsze niz chec zycia.

Wielu istotnych kwestii nie poruszylem, a to co zostalo napisane powyzej jest bardzo ogolne i moze wprowadzac wiele konfuzji wiec proponuje, aby zglebic temat, zapoznac sie z odpowiednimi, konkretnymi narzedziami (wiedza), jak np. advaita vedanta.

Oczywiscie wszystko napisane w tym poscie to tez tylko koncepty, ktorych nalezy sie pozbyc.

_________________
Neti Neti



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 02 gru 2012, 10:04 
LCH pisze:
Duchowoscia NIE jest, praca z kundalini, chakrami, wszelakimi energiami, okultyzm, nabywanie przeroznych mocy, zdolnosci paranormalnych, osiaganie wyzszych wymiarow, przechodzenie w inne gestosci, czucie sie dobrze, napelnianie sie miloscia, doswiadczanie przeroznych stanow blogosci jak np. samadhi, koniecznosc niejedzenia mięsa, pozytywne myslenie, chec osiagniecia niesmiertelnosci, prekognicja, zabawa z krysztalami, podnoszenie wibracji, czekanie na jakies niby kosmiczne zmiany/przemiany (jak np jest to w tym roku - 21 grudnia), chec bycia "czystym", kontakt z przeroznymi bytami, uzdrawianie energiami, OOBE, LD, kreowanie swojego zycia myslami, channelingi i tego typu sprawy, czyli ogolnie to na czym skupiaja sie np. ludzie New Age


Przez te podlądy straciłam ponad rok czasu w swoim rozwoju. Wydawało sie mi ze jak osi ągne jakies moce to znaczy że mój rozwój idzie naprzud. w pewnym momęcie doznałam załamania jak okazało sie ze owe moce idą strasznie wolno co by sugerowało ze mój rozwój idzie wolno. Tak naprawde w dalszym ciągu nie uzyskałam podstawowych odpowiedzi na to kim czym i gdzie...
Kiedy ideologie new age odrzuciłam i postanowiałam ze wszelkie odczucia przepuszcze przez siebie. Zaczełam poznawaś swoją istote to kim jestem, gdzie w jakim kierunku ide oraz wiele wiele innych warznych pytan. Wiadomo zderzyłam sie z cierpieniem i tym że zrozumiałm ta iluzje i jak wiele złego ona w moim życiu zrobiła.



Na górę
   
 
 
Post: 02 gru 2012, 18:59 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 cze 2009, 21:18
Posty: 841
kubasniak pisze:
...
TO JEST OSZUKIWANIE SAMEGO SIEBIE.


Czasami zadziwia mnie jak ludzie zadając często bardzo trudne pytania, jednocześnie zawierają w nich (nieświadomie) odpowiedzi.

„Szukajcie a znajdziecie” znany cytat z bibli interpretowany dosłownie jest zwykłym i na dodatek obłudnym kłamstwem.
Można przeczytać wszystkie mądre księgi, pobierać nauki u mistrzów wszelakiego rodzaju, odwiedzić wszystkie miejsca na Ziemi zajrzeć pod każdy kamień …
Jednak nadal postawione przez ciebie pytania pozostaną bez satysfakcjonującej (pełnej) odpowiedzi, nawet perfekcyjne opanowanie sztuki samookłamywania się, tego nie zapewnia.
Zawsze gdzieś głęboko (czasami bardzo bardzo głęboko) w nas iskrzy się małe „ale”, nie można go ugasić ani zignorować, mimo że jest takie małe i nie pozorne w stosunku do ogromu wiedzy i doświadczeń jakie rzekomo zgromadziliśmy.
Sytuacja może wydawać się beznadziejna, bo najwyraźniej w otaczającej nasz rzeczywistości odpowiedzi nie mają możliwości zamanifestowania się i IMHO tak właśnie jest …

… wracając do sedna, w swoim pytaniu zawarłeś odpowiedź a jest nim słowo „Śmierć” .
Zapewne studiując różnorakie materiały o duchowości natknąłeś się z utożsamianiem „śmierci” jako bramą do „oświecenia” (cudzysłów potraktuj poważnie)
Zetknąłeś się relacjami ludzi doświadczonych śmiercią kliniczną, czy nawet stanami w których „śmierć spogląda w oczy” (można pod to jeszcze podciągnąć inne metody jak np. narkotyki czy sporty extremalne ale …)
Bardzo często twierdzą oni że to zupełnie zmieniło ich życie, że po tym nie potrafią spoglądać na świat w ten sam sposób.
IMHO dzieje się tak dlatego, że stany o których mowa w odcinają nas od świata zewnętrznego, od tych wszystkich ksiąg, mistrzów, … musimy spojrzeć na rzeczywistość z zupełnie innej perspektywy.
Odcinamy się od paradygmatów, dogmatów naukowych, społecznych, religijnych itp.
Przestajemy się z nimi utożsamiać, w mniejszym stopniu są częścią definicji nas samych tym samym jesteśmy bliżej źródła czyli celu naszej podróży.
W tym miejscu ktoś mógłby mi zarzucić, że skłaniam cię do popełnienia samobójstwa, oczywiście tak nie jest :!:
Bowiem wszystkie metody o których wspomniałem wyżej są tylko namiastką, chwilową odskocznią a nie drogą wyjścia.
Również naturalna śmierć ciała fizycznego, która przy okazji jest perfekcyjnie zaprojektowaną pułapką wciągającą nas w błędne koło karmy.
No i nie muszę chyba mówić, że samobójstwo jest najgłupszym rozwiązaniem ze wszystkich i tylko pogarsza sytuację.

W moim rozumieniu droga do oświecenia to odcięcie się od świata zewnętrznego, z całkowitym pominięciem narzędzi i wiedzy jakich on dostarcza.
To musi się stać z udziałem tylko i wyłącznie najgłębszej pokładów twojego jestestwa, wiesz gdzie ono jest – to te malutkie „ale” które zawsze gdzieś tam w głębi krzyczy.
Nie możesz tego dokonać np. dlatego że masz już dość życia, jesteś biedny czy śmierdząco bogaty, nie da się za-indukować procesu czynnikami zewnętrznymi.
Więcej musi się to stać, mimo że jesteś bogaty, biedny, masz problemy, twój EGO-umysł szuka racjonalnej odpowiedzi …
I na dodatek bez jakichkolwiek oczekiwań.

Odnoszę wrażenie, że o ironio losu jesteś coraz bliżej celu, nawet ci trochę zazdroszczę.
Znudziło ci się ganianie za marchewką na kiju i ciągnięcie (przy okazji) „czyjejś” karocy, witaj w klubie :D

Jeszcze odnośnie „Radości życia”, to ta która wypływa z nas samych, więc jeśli staniesz się sobą …
Tak nawiasem kolega @angelrage założył fajny temat właśnie o śmierci więc może ...

Redmix pisze:
Cierpienie - potrzebne do rozwoju czy raczej hamujące lub utrudniające wszelki rozwój.

Na moje i osób wyżej wymienionych nie jest do niczego potrzebne.

A można tak mówić jeśli się samemu nie doświadczyło, posmakowało, powąchało, poczuło na grzbiecie.
Czy to jakiś wyjątek i w tej kwestii można było (bo na teraz chyba wszyscy go doznaliśmy ) zaufać wielkim miszczom duhowym, guru :cooo?:
Wychodzi na to, że jednak jest potrzebne, tylko po to aby uwiarygodnić twoje twierdzenie :twisted:
Nie potrzebne nam może być tylko to co istnieje, tak samo jak potrzebne
:hejka:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 139 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group