Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 20 sie 2019, 4:48

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 12 ] 
Autor Wiadomość
Post: 25 cze 2017, 9:56 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Mówili mi: bez ambicji i pieniędzy jesteś nikim. Dziś żałuję każdej niewypitej kawy i każdej niespotkanej miłości

Zawsze chciał sukcesu. Urodzony w połowie lat 70. tych. W 2000 roku miał już własne mieszkanie. Skończył, bardzo modne wtedy, zarządzanie. Gdy wszyscy się na studiach bawili, on się uczył i zaczynał prowadzić firmę. Namówiła go matka. Właściwie to ona zawsze mu powtarzała, że człowiek bez pozycji jest nikim. Że nikim jest człowiek bez ambicji, pieniędzy, człowiek, od którego inni nie zależą. Uwierzył w to.

Z czasem nie dało się z nim rozmawiać. Bo biedni ludzie to nieudacznicy, bo jeśli nie kończysz dwóch kierunków to nic nie znaczysz, bo jak można MARNOTRAWIĆ czas na kawę, ciastko, nic–nie–robienie.

Tracił dziewczyny, tracił przyjaciół. Po studiach nikt ze starych znajomych nie chciał się z nim kumplować. Jego „inni są gorsi" odstraszało i męczyło, szczególnie, że taki był miły dla ludzi wyżej od niego. Uśmiech nr 3, słodka mina, urok. A potem syczał na panią, która sprzątała mu mieszkanie, bo niedokładnie – jego zdaniem – umyła wannę. A pani była starsza od niego 20 lat i bardzo kochana. I naprawdę dokładnie myła jego wannę (widziałam).

Ale osiągał sukcesy. Był bardzo pracowity. W wieku 30 lat miał pieniądze i stanowisko, o jakim jego rówieśnikom rzadko się śni. Nie miał za to wielu bliskich, ot jednego przyjaciela, którego niektórzy posądzali o masochizm. Nie założył rodziny. Nienawidził słabych ludzi. I słabości. Bał się tego.

Moja babcia powiedziała kiedyś, że zawsze dostajemy to, czego najbardziej się boimy. I zawsze wróci do nas to, co dajemy.

I nawet, jeśli to tylko przesądy staruszki, nawet jeśli to tylko nasz, polski, lęk – w jego przypadku sprawdziło się w 100 procentach.

P. od kilkunastu miesięcy choruje na raka. Ma 39 lat, ponad dwadzieścia kilogramów mniej, łysą głowę. I pierwszy raz w swoim dorosłym życiu czuje się bezradny, choć ma dostęp do najlepszych lekarzy. I do najnowocześniejszych metod leczenia. Tyle, że jego rak nie rokuje.

Co mówi P.?
– Nie potrafię poradzić sobie w szpitalu, bo tutaj zależę od innych. Nie znam tego uczucia.

– Żałuję, że odrzuciłem M. (jego dawna narzeczona), że nie przeprosiłem K. (jego dawna narzeczona). Mam setki osób na sumieniu, wiele spraw zaniedbałem, bywałem bezwzględny.

– Że byłem zajęty robieniem kariery i myśleniu o tym, ile osiągam zamiast doświadczaniem życia.

Tak, dawni przyjaciele P. ze studiów odwiedzają go. Widzą jego umieranie, współczują. Przynoszą książki, których nie ma siły czytać, opowiadają historie, jak go podziwiali, chociaż to już nie sprawia, że jest dumny. Mówią mu: będzie dobrze, po czym wracają do swojego życia. Do partnerów, partnerek, żon, dzieci, do swoich mniejszych ambicji, mniej bogatego życia, ale przytulnych domów.

Tak, jasne, choroba może przytrafić się każdemu. Nigdy nie wiemy, ile nam zostało. Ale, gdy żyjemy tylko sobą, swoimi sprawami i mamy poczucie, że wszyscy mogą nam guzik zrobić – ona boli bardziej, bo uświadamia, że są rzeczy, które od nas nie zależą.

Te frazesy sobie powtarzamy, ale nikt w nie nie wierzy, dopóki sam nie zachoruje, albo nie zachoruje jego bliski. Wtedy konfrontujemy się ze świadomością, że po kiego tak zapier…. I gdzie właściwie. Czy warto marnować dzień na wykonywanie beznadziejnej pracy, kolejne kłótnie, z kimś kogo nie kochamy, rozpamiętywanie, czy gonienie za pieniędzmi i pozycją kosztem rodziny?

P. mówi:teraz bym po prostu żył. Pił herbatę, gadał z ludźmi, kochał prawdziwiej kobiety, mniej ranił, korzystałbym z pieniędzy, które zarabiam, zamiast wyznaczać sobie kolejne cele. Więcej bym się bawił.

Takie rzeczy zawsze mówią starzy ludzie. Że żyli by lżej, łatwiej, bez ciśnienia, mądrzej, prawdziwiej.

I nigdy te słowa nie przekonywały mnie tak mocno, jak te wypowiadane przez bliskiego człowieka, mężczyznę sukcesu.

– Ile robisz, żeby żyć prawdziwe? – spytała mnie górnolotnie M, też koleżanka P.
I zaraz dodała: „Boże, ja nic nie robię, wieczny stres i wieczna gonitwa. Kiedy ostatnio po prostu się wyluzowałam? Nawet nie pamiętam.

Smutne, że często dopiero obcując z chorobą, śmiercią uczymy się tego, co jest ważne.

Smutne też, że tak łatwo potem o tym zapominamy.

.
wpis z roku 2015,źródło
http://matkazonaiklopoty.mamadu.pl/1211 ... ym-na-raka

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 25 cze 2017, 9:56 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 25 cze 2017, 11:51 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 wrz 2016, 10:19
Posty: 199
Lokalizacja: Podkarpackie
niestety tak jest, że uczymy się na własnych błędach i rozumiemy dopiero te BŁĘDY jak wali się nam grunt pod nogami i na własnej skórze się przekonujemy - ot taka nasza podła ludzka natura...



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 25 cze 2017, 13:22 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 mar 2015, 21:43
Posty: 275
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Polska
Cytuj:
Namówiła go matka. Właściwie to ona zawsze mu powtarzała, że człowiek bez pozycji jest nikim. Że nikim jest człowiek bez ambicji, pieniędzy, człowiek, od którego inni nie zależą.

No proszę... Nie jest to chyba odosobniony przypadek, ale moja matka uważa tak samo. "No co ty...? Chcesz być łajzą? Musisz piąć się w górę!". A guzik prawda. Pieniądz jest jedynie środkiem, ale nie celem. Oczywiście nie namawiam nikogo do życia w totalnym ubóstwie, ale niech to wszystko będzie wyważone.

Podam na przykładzie branży IT: lepiej jest np. pracować na szeregowym stanowisku i zarabiać całkiem dobre pieniążki niż rypać po 10-12 godzin na stanowisku managera i żyć w dużym stresie.

Pozdrawiam,
ZORRO



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 28 cze 2017, 14:08 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 08 wrz 2015, 22:41
Posty: 258
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Gryfino
Witam; [ lepiej jest np. pracować na szeregowym stanowisku i zarabiać całkiem dobre pieniążki niż rypać po 10-12 godzin na stanowisku managera i żyć w dużym stresie. ] Święte słowa,dodałbym do tego jeszcze,aby lubić to co się robi. Praca której się nie lubi ,jest straszną męczarnią,dla siebie jak również dla otoczenia. Życie człowieka porównał bym do wspinaczki ,na górę-szczyt .Siły trzeba rozłożyć na całą wspinaczkę. Niestety po wejściu na szczyt, czeka nas tylko upadek,albo spadek jak kto woli.Ewentualna jazda w dół ,jazda bez trzymanki. Chodzi o to żeby wspinaczkę zaplanować na całe swoje życie.W miedzy czasie muszą być postoje na wypoczynek.I tam trzeba znaleźć czas na miłość ,żonę,dzieci,dom.Do tego nauka,ależ oczywiści,tylko że musi to być właściwa nauka potrzebnych - przydatnych przedmiotów-rzeczy. Proszę spojrzeć na tak zwane prymitywne ludy-zacofane. Oni w tej materii świetnie sobie dają radę .Możemy z nich brać przykład. Gonitwa za pieniądzem; pieniądz jest tyle warty ile możemy za niego kupić,[ potrzebnych nam przedmiotów-rzeczy ]. Pytanie retoryczne, ile tak naprawdę jest nam potrzebne? Jedzenia,ubrań,mebli,samochodów,pokoi, łazienek,salonów,garaży, trawników. A może by tak w między czasie ,jakaś wycieczka ,wyprawa w góry , jezioro,las.Troszkę dla ducha,troszkę dla rodziny.Bądźmy mądrzejsi , -PRZED- a nie -PO-. Opis na wstępie, pokazuje beznadziejność sytuacji-tego człowieka,który całe swoje życie poświęcił na gonitwę za ??? Co on właściwie gonił, z czym się ścigał? Pozdrawiam,przynajmniej wy nie popełnijcie tego samego błędu. :pisze:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 28 cze 2017, 15:14 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Cytuj:
I nigdy te słowa nie przekonywały mnie tak mocno, jak te wypowiadane przez bliskiego człowieka, mężczyznę sukcesu.


Sukces mamy w glowie w formie obrazu.
Tak z ciekawosci: jaki obraz widziecie gdy mowa o czlowieku sukcesu?

Tragiczne w tym jest, ze to wszystko ten czlowiek sukcesu robil to sobie.Odwrocil sie do siebie plecami, wolal sukces od siebie.

Z drugiej strony to jakby nie robil tej kariery tylko spotykal sie z ludzmi i zjadal ciasteczka to najprawdopodobniej tez zachorowalby na raka. Ja bardziej ide po mysli Nowej Germanskiej Medycyny, ze przyczyna jest jakis szok, duza trauma.
I tak zrzuca sie wine to na kariere, to na pieniadze, a jakby zjadl ciasteczka to one by byly winne.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 28 cze 2017, 21:40 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 31 sty 2017, 23:12
Posty: 117
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Bayern
Wlasnie dzisiaj rano , corka opowiadala mi swoj sen. Ona jeszcze nie potrafi rozrozniac snu od wizji. Ale z tego co opowiadala, to wygladalo to raczej na wizje niz sen. Widziala w gazecie typu raczej lokalnego cos jak TZ, czy AZ, artykul o mezczyznie lat 88 ktory przezyl wszystkie mozliwe choroby, nie czytala tego artykulu dokladnie, poniewaz gdy dowiedziala sie ze to jest artykul o mnie to zerwala sie z krzykiem. Bardzo czesto opowiada mi swoje sny, gdy sni sie jej po polsku to opowiada sen po polsku, gdy po niemiecku, to tez nie umie opowiedziec po polsku , tylko po niemiecku. Tak ze potrafie juz rozrozniac jej sny, po tym jak je opowiada.
Ale wracajac do tego snu, wynika z tego ze zostalo mi przynajmniej 27 lat zycia. Z tymi chorobami to troche mnie martwi, myslalem ze bede mial przynajmniej pare lat spokoju od nich. Z tych co przezylem do tej pory, to mysle ze moglbym nimi obdzielic sporo ludzi. Chociaz mam juz takie doswiadczenie ze gdy wygrywam z jakas choroba, czasem uznawana za nieuleczalna, to czekam kiedy sie cos nastepnego nie.....li. Choc najczesciej jest to po kilka chorob na raz. No ale przyzwaczailem sie juz do tych chorobsk. To jest tak jak z tym niewidomym, ktory jest niewidomym od urodzenia, on nigdy nie widzial swiatla, wiec zycie w mroku dla niego to normalka, mysle ze problemem dla niego by bylo gdyby zaczal widziec. Troche inaczej juz jest z takim ktory kiedys widzial, ale jezeli to trwa juz dluzej, to tez sie do tego przyzwyczail, i normalnie z tym zyje. Troche z tym mam doswiadczenie poniewaz nie widzialem prawie przez rok czasu.
Z tymm facetem na poczatku, to mysle ze to jest wina rodzicow, otoczenia, zmuszania do podejmowania okreslonych dzialan, indokrynacja. Sa rodzice dla ktorych szczytem szczescia jest miec duzo forsy, niewazne ze przez ta forse ktos bedzie nieszczesliwy. Ale to jest wlasnie tak preferowane wychowanie w rodzinie. Kto najlepiej wychowa kogos na przyszlego niewolnika?, tylko niewolnik. Zniewolenie od pieniedzy czy od pogladow innych to najgorsza niewola jaka sobie mozna wyobrazic. W niewoli fizycznej mozna sie rozwijac, ewoluowac, w niewoli psychicznej raczej nie.
Wedlug mnie ten facet nie jest czlowiekiem, jest zaprogramowana maszyna. Moze ta choroba pomoze mu zrozumiec , ze posiada jeszcze cos innego oprucz ciala.
Rozmawiam czasami z moja niezyjaca babcia /jak mnie zawola/ daje mi takie krotkie wskazowki. Jak pytalem suie jej dlaczego te choroby sie tak do mnie przyczepiaja , to powiedziala "choroba to jest najwiekszy dar jaki mogles otrzymac"



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 29 cze 2017, 12:46 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
rici pisze:
Rozmawiam czasami z moja niezyjaca babcia /jak mnie zawola/ daje mi takie krotkie wskazowki. Jak pytalem suie jej dlaczego te choroby sie tak do mnie przyczepiaja , to powiedziala "choroba to jest najwiekszy dar jaki mogles otrzymac"


To juz Ci sie wyjasnilo, rici, dlaczego choroby tak do Ciebie lgna.
Zostales obdarzony.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 29 cze 2017, 17:23 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3412
Płeć: mężczyzna
raczej napiętnowany,
ale da sobie z tym radę.
to nie jego :)

_________________
doświadczenie jest prawdziwe wewnątrz pudełka,ale samo pudełko już nie



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 29 cze 2017, 22:12 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 15:32
Posty: 217
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Tak z ciekawosci: jaki obraz widziecie gdy mowa o czlowieku sukcesu?

Dla mnie człowiek sukcesu to ktoś, kto nie tylko osiąga dobre wyniki w dziedzinie, którą się zajmuje, ale również doskonale się przy tym bawi.
Nie wyobrażam sobie człowieka, który zasuwa jak wół i męczy się w swojej robocie wykonując ją bez żadnej pasji, tylko po to, żeby powiększyć ilość zer na koncie i chełpić się swoją pozycją zawodową.
Taki człowiek jawi mi się w głowie bardzie jako niewolnik, dla którego jego szczęście ( którym jest sukces zawodowy) jest jednocześnie jego łańcuchem.
Obecnie pracuje w dziedzinie związanej z biznesem i finansami świetnie się przy tym bawiąc. Niektórzy się dziwą, bo jest to świat cyferek, śledzenia wskażników, rynku i innych detali, ale mnie to naprawdę kręci.
Jeśli bym zarabiał na tym 10 razy więcej, niż obecnie, ale męczył się przy tym, zamiast się bawić, to byłym 10 razy bardziej nieszczęśliwym człowiekiem.
Fascynuje mnie nowa wiedza, nie tylko duże, ale i pomniejsze sukcesy, kontakt z ludżmi, testowanie nowych innowacji itd. Kiedyś myślałem, że praca nie może mieć nic wspólnego z zabawą, bo zabawa jest zarezerwowana dla dzieci. W dorosłym poważnym świecie poważni i dorośli ludzie idą do pracy, a nie na plac zabaw. Z tym że ja teraz czuje się na jak byłbym na placu zabaw, a nie w jakieś poważnej, skomplikowanej grze. Mam wrażenie, że ktoś mi kiedyś wmówił, ze coś się kończy i coś zaczyna. Kończy się dzieciństwo i zabawa, a zaczyna się walka o ambicje rodziców, o ten obraz w głowie człowieka sukcesu. Człowieka wykreowanego przez media, rodziców, społeczeństwo, najbliższe otoczenie itd.

Poznałem kiedyś kobietę, która pracowała w teatrze i szyła kostiumy. To była jej pasja i chodziła tam z uśmiechem na ustach. Czy tego nie można nazwać sukcesem ? sukces zaczyna się od 100 tys wzwyż na koncie czy od poczucia, że udało się mieć na tyle szczęścia, by robić to co się lubi ?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 30 cze 2017, 22:53 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 31 sty 2017, 23:12
Posty: 117
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Bayern
Moja babcia nigdy sie nie myli, przynajmniej po smierci. Wszystkie rady ktore mi dawala okazaly sie prawdziwe. Z poczatku nie wierzylem, lecz po jakims czasie przekonywalem sie ze miala racje.
Ja tez w mlodosci zasuwalem na pelny zegar, zero czasu dla siebie, tylko w soboty i niedziele alkohol. Ponad 25 lat temu zaplikowali mi kilkumiesieczna terapie chemioprofilaktyka. Chemioprofilaktyka niszczy watrobe, oprocz tego powoduje alkoholwstret. W mojej branzy na czlowieka ktory nie pije patrzyli troche dziwnie, nie dalo rady wytlumaczyc nikomu ze nie moge. Dopiero raz na imeninach u szefa gdy nie moglem odmowic, wypilem jeden kieliszek, tak ze rozsadzilo mi watrobe , ze musieli wzywac pogotowie to uwierzyli.Ale za to rzucilem sie w wir pracy rowniez w soboty i niedziele. Nawiasem mowiac adrenalina ktora sie mi wtedy wydzielala, dawala mi satysfakcje.
11 lat temu ugryzl mnie kleszcz podczas spaceru w parku, zorietowalem sie po kilku dniach, ale juz bylo za pozno. Zaczelo sie od boleriozy, i pozniej coraz wiecej innych chorob. Coraz mniej pracy, coraz wiecej lezenia w lozku, nawet w domu na komputerze nie dawalem rady robic. Zona myslala ze dostane fiola, ja sam z poczatku tez tak myslalem. Ale zaczalem myslec, wchodzic w siebie,analizowac przeszlosc, i wszystko czego do tej pory sie nauczylem, poczytalem ksiazki , na ktore wczesniej nie mialem czasu. Rozwijalem swoje hobby , historie. A ze analiza i kalkulacje to moja praca zawodowa, to mi sie tez sprzydalo. Zaczalem sobie przypominac co mowila mi moja babcia na temat ziol, gdy bylem kilkuletnim chlopcem, wiec zaczalem zbierac ziola, a zeby zbierac musialem sie ruszac, musialem wyjsc do parku, nad rzeke, zaczalem od kilku gatunkow teraz zbieram juz ponad 40, czesc rozdaje znajomym , sasiadom, zalezy co komu dolega. Zreszta sasiadki czesto przychodza po porady do mnie, z tym ze w wiekszosci to wdowy majace po ponad 80 lat. Nauczylem sie troche leczenia energia. Tak ze teraz po prawie 40 latach , chyba pojde zpowrotem na studia, tylko ze tym razem medycyny naturalnej w Instytucie Paracelsusa.
7 lat temu, po okolo 10 godz. komy, ponad tygodniu pobytu na intensywnej terapi, i miesiacu lezenia w Uniklinik, naczelny lekarz kliniki prof.Gärtner nakreslil mi taki schemat mojego zycia. 2 lata jeszcze jako tako posiagne, po 2 latach bez tlenu nie bede mogl opuscic domu, po 3 latach bez tlenu wogole sie nie obejde, a po max 5 latach nie widzi mojej przyszlosci. 4 lata temu lekarze dawali mi tylko kilka dni zycia. Anestezjolog odmowil operacji z powodu niewydolnosci serca, a mieli mi wyciac gorny plat prawego pluca w calosci zajety przez ropniaka i gorny plat lewego pluca gdzie znajdowaly sie tumory rakowe, wypisali mnie do domu i kazali sie zglosic na oddzial paliatywny. A teraz np. dzisial zrobilem na rowerze okolo 15 km, co prawda co 0.5 do 1 km musze sie zatrzymac i odpoczac.
Owszem mialem czasami momenty zwatpienia, mysli o smierci, gdy nie mozna bylo wytrzymac. Ale w wiekszosci mialem zawsze nadzieje, a moze na zlosc wszystkiemu ze przezyje, i jeszcze sie wylecze. W tej chwili wiem ze te wszyskie choroby sa mi niestraszne, z wszystkiego sie mozna wyleczyc, nawet z chorob okreslanch w medycynie akademickiej jako nieuleczalne, i to nie jest zaden cud, to mozna osiagnac.
Tak ze widzisz te choroby sie na cos sprzydaly, zmienily mnie i to bardzo, teraz czuje sie czlowiekiem, a nie niewolnikiem, czy maszyna.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 lip 2017, 4:58 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 wrz 2016, 10:19
Posty: 199
Lokalizacja: Podkarpackie
dzięki chorobie i chyba tylko chorobie zmieniamy swe życie na lepsze, inne, spokojniejsze. Bo gdyby nie ta choroba to nikomu byśmy nie uwierzyli, że można żyć inaczej na co dzień tzn. bardziej na luzie i wolniejszych obrotach. Bądźmy mądrzy PRZED szkodą a nie PO!



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 25 gru 2018, 19:55 
Offline
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik

Rejestracja: 25 gru 2018, 19:51
Posty: 1
Bez choroby też da się docenić, inne nagłe wydarzenia w życiu mogą wpłynąć na myślenie jeszcze lepiej niż choroba akurat. Mimo że mogą być tragiczne



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 12 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 8 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group