Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 23 paź 2017, 0:04

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 66 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
Post: 18 wrz 2012, 18:40 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 maja 2012, 22:52
Posty: 175
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Warszawa
Te plamy widze nie tylko ja ale też osoba która ze mną śpi więc jest małe prawdopodobieństwo że to od naświetlania oczu.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 18 wrz 2012, 18:40 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 18 wrz 2012, 19:39 
Nie, po prostu uważam że Delicja może spojrzeć na tę kwestię trochę inaczej.

Oczywiście dla mnie sprawa jest oczywista, ale jak widać Delicja jest przekonana o dobrej woli istot które prosi o pomoc.

Rób jak uważasz... Ja uważam że padłaś ofiarą drenażu energetycznego tychże istot, podszywających się pod jakieś tam cudaśne aniołki itp. Że pozwoliłaś im na ingerencje.

Ale nic na siłę, jeżeli to Ci odpowiada, to...

...To pozdrawiam i życzę Ci ostrożności.



Na górę
   
 
 
Post: 19 wrz 2012, 8:29 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 maja 2012, 22:52
Posty: 175
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Warszawa
Allanntaniel jestem wdzięczna za wszelkie sugestie, ale mam wrażenie że lubisz troche demonizować.

W kwestii "aniołków" biorę pod uwagę nie tylko optymistyczną wersję. Ale z drugiej strony wiesz jak jest- jesli się czegoś boimy i uważamy że coś/ktoś czyha na nas za każdym rogiem to tak się zaczyna rzeczywiście dziać. I dlatego staram się tak nie robić. Poza tym twierdzisz że padłam czyjąś ofiarą. Jak miałoby się to objawiać? Nie czuje nic takiego, nie czuje nic złego wokół siebie ani w sobie.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 lut 2015, 13:34 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 sty 2012, 16:17
Posty: 434
Płeć: kobieta
Trochę odświeżę temat...

Ostatnio też mi się takie dziwne jasne błyski pojawiają przy zamkniętych oczach, tak jakby ktoś latarką między oczy zaświecił...
Już zaczęłam podejrzewać jakieś problemy ze wzrokiem :/



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 lut 2015, 15:12 
Ariessa pisze:
Ostatnio też mi się takie dziwne jasne błyski pojawiają przy zamkniętych oczach, tak jakby ktoś latarką między oczy zaświecił...
Już zaczęłam podejrzewać jakieś problemy ze wzrokiem :/


Dokladnie tez tak mam. Zastanawiam sie czy to nie z powodu przeciazenia (glowy?) komputerem czy ogolnie elektronika?
Od tego roku wyrzucilem z sypialni telefony ale dalej mi sie to zdarza. Wiem kiedy to u mnie powstaje. Potem rozpisze sie w szczegolach. N...



Na górę
   
 
 
Post: 20 lut 2015, 11:01 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 05 sty 2012, 16:17
Posty: 434
Płeć: kobieta
Ja w sypialni raczej nie mam elektroniki, jedynie telefon, bo budzik ustawiony, ale to z daleka od głowy, w drugim końcu pokoju. Z chęcią poczytam Twoje wnioski, Niktu :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 14 sie 2017, 11:54 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 12 sie 2017, 20:27
Posty: 13
Płeć: mężczyzna
delicja85 pisze:
Kontynuując temat o dziwnych nocnych przebłyskach u mnie poszło to dalej. Odkąd mój rozwój duchowy nabrał rozpędu zauważyłam coraz więcej dziwnych zjawisk wokół siebie. Już wcześniej nosiłam się z zamiarem napisania tego ale myślałam że sobie wkręcam. Dziś w nocy znowu ten temat wrócił. Pierwszy raz zauwazyłam to ponad miesiąc temu. Obudziłam się w nocy i spojrzałam na sufit. Widniały tam 3 świetliste plamy. To było coś takiego jak neonowe zabawki które świecą w ciemności, tyle że te plamy nie świeciły aż tak mocno a subtelnie a ich blask był przytłumiony aczkolwiek widoczny i rozswietlał część sufitu. Plamy widniały tylko nade mną, reszta sufitu była normalna. Przyglądałam się temu i myślałam skąd mogły się wziąć. W pokoju mam całkowicie ciemno, na oknach wiszą grube ciemnobrązowe kotary które nie przepuszczają światła (nie lubie jak mnie rano budzi słońce). Za oknem mojego pokoju nie ma żadnych latarni itp. ani nie ma w nim podłączonych żadnych urządzeń które wydzielają światło. Na drugą noc było to samo. Znowu trzy świetliste plamy nade mną. Przez kolejny miesiąc unikałam patrzenia w nocy na pokój więc nie wiem czy one tam były. Zapomniałam o całej sprawie. Jednak dziś w nocy się obudziłam i spojrzałam mimochodem na sufit. One znowu tam były! Tym razem dwie były nade mną a jedna zeszła niżej na ścianę przy której mam łózko. Była na górze ściany, tuż przy suficie i była większa od tych dwóch z sufitu. Była podłużna i miała ze 40-50cm długości. Zapaliłam na chwile światło i po wyłączeniu go plam już nie było. Czy ktoś się spotkał z takim zjawiskiem lub przynajmniej podejrzewa co to jest? Czy to mogą być anioły? (często proszę ich o opieke)


Witam serdecznie. To mój pierwszy post na forum.

Zalogowałem się tutaj specjalnie, żeby podzielić się z Wami tym, co mi się przytrafiło, ale najpierw przeszukałem internet czy komuś nie przydarzyło się coś podobnego i tak natrafiłem na post delicji85, który pozwoliłem sobie zamieścić powyżej. Pytanie do moderatora- czy da się tutaj wysłać prywatną wiadomość do tej osoby, gdyż chciałbym z nią porozmawiać na ten temat, a nie widzę takiej opcji. Z góry Dziękuje i do rzeczy.

Jakieś półtora roku temu rozstałem się z moją kobietą i miałem dużo czasu na przemyślenia. Wiecie, człowiek siedzi sam w pustym mieszkaniu to ma czas zastanowić się nad życiem, popełnianymi błędami, Bogiem, wszechświatem, jak to wszystko jest zorganizowane i o co tu chodzi. Do przemyśleń zaprzągłem też różne źródła od internetowych po książkowe.

Zacząłem się zastanawiać nad teorią względności Einsteina, prędkością światła, grawitacją, względnością czasu we wszechświecie (prędkość światła i grawitacja jako czynniki wpływające na bieg czasu), dylatacją czasu w szczególności (czym bliżej prędkości światła tym większa dylatacja czasu między obiektem poruszającym się z tą prędkością a czasem w innym punkcie odniesienia np. ziemskim na przykład 1 sek przy 99,9999999...% C może się równać tysiącom lat ziemskim).

Nad brakiem upływu czasu dla fotonów, które poruszają się z prędkością C i dzięki temu nie "odczuwają" upływu czasu - sekundnik staje oraz odległość/dystans nie mają dla nich znaczenia. Są w jednej chwili w miejscu wejścia i wyjścia. Zahaczyłem też o antymaterię (czy istnieje antygrawitacja?) i czym może być, oraz co by było gdybyśmy antymaterię puścili z prędkością światła? Patrząc na teorię względności obiekt o jakiejkolwiek masie może osiągnąć maksymalnie: prędkość C minus jego masa - więc antymateria z masą poniżej zera mogłaby przekroczyć prędkość światła? Przełamie wtedy dylatację czasu? Co wtedy? Prędkość światła umożliwi nam podbój kosmosu w jedna stronę, ale co z dylatacja czasu na ziemi jak ją pokonać? Czy kluczem do tego w przyszłości będzie antymateria, w którą będziemy oblekać nasze kosmiczne statki w przyszłości?

Z drugiej strony zastanawiałem się nad Duszą, czy jesteśmy tacy jak zwierzęta, czy właśnie Dusza Ludzka odróżnia nas od świata zwierząt? Zastanawiałem się czy zwierzęta myślą o sobie w czasach przeszłym, przyszłym teraźniejszym, mają sumienie, mają świadomość: "myślę więc jestem?" Dlaczego w ciągu swojego życia nie dążą do poprawy swojego bytu lub bytu przyszłych swoich pokoleń? Dlaczego rozwój duchowy/mentalny zwierząt jest praktycznie zerowy od zarania dziejów, a tylko człowiek wpływa na ich rozwój poprzez hodowlę, udomawianie lub w mniejszym stopniu przez tresurę?

CIĄG DALSZY POSTA POPRZEDNIEGO (gdyż chyba skończyło mi się miejsce).

Człekokształtne mają przecież mózg zbliżony do ludzkiego i kciuk, więc dlaczego one się nie rozwijają, a my ponoć przeszliśmy od kamienia łupanego do lotów w kosmos na przestrzeni dziejów? Czy my ograniczamy zwierzęta, czy są one ograniczone przez właśnie brak Duszy? Zastanawiałem się nad Bogiem/Stwórcą wszystkiego, że wszechświat jest tak poukładany, że ktoś to musiał wszystko stworzyć i sprytnie sobie zaplanował nawet kontrolę czasu poprzez prędkość światła i siłę grawitacji.

Czytałem wybrane wersety Biblii i starałem się je ogarnąć swoim skromnym umysłem, dopasowywałem do nich dylatację czasu z założenia, że Stwórca/Bóg porusza się z prędkością światła, a także ludzka Dusza porusza się z taką prędkością po śmierci („tunel” światła często przytaczany przez tych co byli ponoć po drugiej stronie może być odzwierciedleniem widzenia tunelowego jeżeli poruszamy się ze znacznymi prędkościami). Powodowało to ciekawe konkluzje, że całkiem możliwe, iż wszyscy na Ziemi umieramy dla Stwórcy w tym samym jednakowym czasie, skoro dla Niego upływ czasu nie istnieje? Stworzenie wszechświata w siedem dni z zastosowaniem dylatacji czasu może oznaczać setki tysięcy/milionów lat Ziemskich? Albo słowa Jezusa do współukrzyżowanego o jego Sądzie Ostatecznym, który odbędzie się dzisiaj… Czyli umieramy i czas się dla nas zatrzymuje, a tylko na Ziemi (i w innych ośrodkach grawitacji czas płynie dalej?) Oczywiście to były tylko moje rozważania i nie każę tutaj nikomu w nie wierzyć, ani nie będę nikogo przekonywał do istnienia Boga/Stwórcy. Zaznaczam, że w moim mniemaniu istnienie Boga (Stwórcy wszystkiego) – nie neguje istnienia pozaziemskich form życia.

Zahaczyłem także o przepowiednie różnego rodzaju z naciskiem na Nostradamusa, z jednej strony zaciekawiony, że tyle z jego przepowiedni się sprawdziło, z drugiej przerażony wizją III Wojny Światowej, ale nie mi oceniać, czy jest w nich ziarenko prawdy czy są to tylko wymysły nawiedzonego jegomościa.

Był to okres kiedy moja dotąd bardzo osłabiona wiara w Boga wróciła, znowu stałem się bardzo wierzący. Podobnie jak delicja85 – był to zwiększony okres rozwoju mojej duchowości i zacząłem się po wielu latach znowu modlić. Czułem się jakby „oświecony”, jakbym odnalazł odpowiedź na wiele nurtujących mnie zagadnień. Z zachowania stałem się lepszym człowiekiem, serdecznym, miłym, uprzejmym, rozumiejącym ludzi i po prostu szczęśliwym.

Także moja aktywność umysłowa była bardzo wysoka – zapisywałem kartki zeszytu A4 różnymi wzorami, teoriami – np. czy to co się odbyło w czasie jest stałe i nie zmienne?, z czego może się składać boska cząstka? W pracy zaś migiem pisałem wszelkie umowy handlowe i nie miałem, żadnych problemów z negocjacjami z kontrahentami – wszystko układało się tak jak tego chciałem. Nigdy w całym moim życiu nie czułem się tak dobrze jak wtedy. Jak napisałem wcześniej – nie będę tutaj nikogo przekonywał do moich przemyśleń czy wiary, tylko opisuję nad czym wtedy gimnastykowałem swoje „ja”, gdyż może to mieć znaczenie w przypadku tego co stało się później – i dlaczego właśnie na początku przytoczyłem cytat „delicji85”.
PS. Piszę z pracy – ale właśnie kończę pracę, a trochę się rozpisałem – dokończę z domu. Pozdrawiam.CDN.

-=-
da się wysłać PW,wg tego schematu,czyli od 4tego posta /d66/ Mruga

-- 14 sie 2017, 16:52 --

KONTYNUACJA POPRZEDNIEGO POSTA:

Był to czas kiedy często spotykałem się ze znajomymi i rozmawialiśmy zarówno na tematy naukowe i duchowe, niekiedy po parę godzin – niektórzy podzielali moje opinie, niektórzy całkowicie odrzucali na przykład wiarę w Boga – jednak wiele burz mózgów wtedy miało miejsce. Także przedstawiałem swoje poglądy najbliższej rodzinie, co przyjęło się głównie z entuzjastycznym podejściem, jednakże moja matka nie była do końca zadowolona z mojej zmiany. Chyba przerażała ją moja przemiana i nagłe jakby nawrócenie, oraz pewnie zakres tematów, które poruszałem. Pewnego dnia po prostu zadzwoniła na pogotowie, które odwiedziło mnie pod pozorem uprawiania „misyjności religijnej”, a ja głupi zgodziłem się pojechać na rozmowę do szpitala psychiatrycznego. Oczywiście, większość z Was pewnie przestanie teraz czytać i nazwie mnie wariatem bo ostatecznie wylądowałem na ok.3 tygodnie w szpitalu psychiatrycznym. Oczywiście macie do tego prawo.

Rozmowę na temat mojej poczytalności z „Panią Doktor” przeszedłem jak burza. Zostałem jednak zatrzymany z powodu jednego pytania.
„Pani Doktor” zapytała się mnie „Czy boję się śmierci?” Odpowiedziałem: „Nie boję się śmierci, gdyż wierzę, że każdy człowiek posiada duszę i zapewne czeka nas życie po śmierci, zaś ciało to tylko opakowanie”. Co jest w pełni zgodne z moimi przekonaniami. Później na wypisie ze zdziwieniem jednak przeczytałem : Na rozmowie kontrolnej,/ czy jak się ona zwie/ pacjent powiedział, że „Chciałby umrzeć, gdyż wierzy w życie pozagrobowe – objawy misyjności religijnej – myśli samobójcze”. No ja przepraszam, ale według mnie jest stanowcza różnica w pytaniu – „Czy boisz się śmierci i Czy chciałbyś umrzeć?” Poza tym, ani słowem nie powiedziałem, że chciałbym umrzeć! Przecież można nie bać się śmierci i cieszyć się z życia. Widocznie Pani Doktor ma problemy ze zrozumieniem tego jakie zadaje pytanie i jakich odpowiedzi udziela pacjent. No, ale stało się i z powodu „pseudo chęci umarcia” na ok.3 tygodnie wylądowałem w zakładzie psychiatrycznym. Witaj przygodo ! Trzy tygodnie obserwacji trzeba było odbębnić – czy aby nie będę zagrażał swojemu życiu!

Dobra nie będę już dłużej przedłużał i opisywał co się działo w szpitalu psychiatrycznym, ale pobytu nikomu tam nikomu nie polecam. Przejdźmy do sedna czyli do tego co się wydarzyło i co jest powodem mojego posta.
Było to bodajże drugiej lub trzeciej nocy, kiedy nie mogłem zasnąć, a reszta mojej sali (sala 10 osobowa) chrapała w najlepsze. Wiecie – pierwsze noce w takim miejscu nie należą do komfortowych stąd moje problemy z zaśnięciem. Ciężko mi także określić, która to była godzina, ale gdzieś w okolicach pierwszej czy drugiej w nocy. Wszyscy spali w najlepsze. Wodząc wzrokiem po ścianach i suficie zlokalizowałem małe plamy światła – które szybko powiązałem z jego źródłem. Tak zwane „świetliki”, powstałe w wyniku przebijania się światła księżyca, czy lampy poprzez nie domknięte żaluzje. Jednakże jednej z takich plam światła (większej od pozostałych) nie mogłem za cholerę połączyć z jego źródłem – była w takim miejscu, gdzie nie docierały żadne zewnętrzne promienie, na ścianie nad łóżkiem pierwszego pacjenta po prawej stronie. Było to jasne żółto/białe światło, które migotało i mieniło się trochę fluorescencyjnie (taki żółty wpadający nieraz w delikatny zielony) i wypełniało często malutkimi cieniami, jakby ciągle w tej plamie zachodził ruch światła i cienia. Nic pomyślałem, pewnie coś tam świeci, a ja nie widzę źródła pomyślałem sobie, ale ciągle z ciekawości obserwowałem tą plamę.

Jakież było moje zdziwienie kiedy plama poruszyła się po ścianie i ruszyła w dół do pacjenta! Przy pacjencie zatrzymała się nad jego głową i tam nastąpiło zwiększenie objętości plamy – rozszerzyła się w pionie i poziomie zajmując większą część odcinka ściany nad jego łóżkiem. Ruchy cienia i światła wewnątrz plamy wskazywały wtedy jej wzmożoną aktywność. Jakby migotanie, jakąś nieokreśloną bliżej dwuwymiarową fontannę świetlistej energii i cienia. Jakby ktoś ciągle w tym miejscu puszczał niezliczoną ilość zajączków świetlnych, które migotały i przemieszczały się w różnych kierunkach. Zaznaczam, że światło było widoczne tylko na powierzchni ściany, nie unosiło się w powietrzu. Przeraziłem się i pomyślałem, że właśnie ten pacjent umiera i to jego dusza wychodzi z niego w ten sposób, a ja to jakimś cudem widzę. Zacząłem się modlić do siebie w duchu przestraszony, jednak ciągle obserwowałem co będzie dalej. Patrząc na migotanie światła wewnątrz plamy w tym czasie odnosiło się wrażenie, że to światło żyje. Zachodziły w nim ciągłe zmiany, pulsacje światła i cienia. Trudno określić czy to światło wchodziło do pacjenta czy właśnie wyciągało z pacjenta jakąś energię świetlną. Wtedy byłem przekonany, że po prostu widzę czyjąś śmierć i ucieczkę Duszy.

Ale na tym się nie skończyło. Po kilku minutach plama światła zmniejszyła się ograniczyła migotanie i skierowała znowu w górę. Chwile postała w miejscu gdzie wyglądała tak jak opisuje to delicja85 i znowu poprzez migotanie przesunęła się pod sufitem nad łózko następnego pacjenta – tuż obok po lewej stronie! Wtedy przestałem się modlić, gdyż myślę – kurczę ten też umiera w tej samej chwili? No raczej chyba niemożliwe! I tutaj zachowanie światła/plamy powtórzyło się identycznie jak w pierwszym przypadku! Pacjent chrapał w najlepsze, a światło obniżyło się i wsączało się w niego/ bądź wysączało z niego inne światło! Nie mogłem tego określić, w którą stronę to działa.

I żeby na tym nie koniec – dalej powtórka z rozrywki! Podnoszenie się plamy światła pod sufitem przejście do następnego pacjenta, obniżenie się do niego i powtórzenie tych samych czynności. Wzmożona aktywność przy pacjencie, migotanie, przeskakiwanie cienia i światła w niezrównoważony sposób i po kilku minutach powrót pod sufit. Naprawdę bałem się wtedy ruszyć z łóżka, gdyż nie wiedziałem czy intencje tego światła są dobre czy złe. Czy dodaje pacjentom energii, czy ją z nich wysysa. Czy może jeszcze coś zupełnie innego? Po prostu przerażony obserwowałem to dalej, nie obudziłem też nikogo gdyż swojego sąsiada po lewej nie znałem, ani nie wezwałem lekarza czy pielęgniarki – bo wiecie jakbym im powiedział, że widzę , dziwne światło na ścianie przemieszczające się pomiędzy pacjentami w nocy - to raczej by mnie szybko z psychiatryka nie wypuścili…

Światło „obsłużyło” w ten sam sposób czwartego pacjenta na tamtej ścianie i skierowało się na ścianę przylegającą po lewej stronie, gdzie leżał pacjent pod kroplówką . Tutaj także skierowało się do niego, wtedy nastąpiła wzmożona aktywność i zajęcie prawie całej ściany w pionie nad nim, na którą złowrogo rzucał się cień kroplówki. Tutaj znowu bardzo się przestraszyłem, gdyż co będzie jak pójdzie dalej i w końcu przejdzie na moją ścianę i dotrze do mnie? Jednak na ostatnim pacjencie aktywność tego fenomenu się zakończyła. Światło/plama powróciło pod sufit, zrobiło się mniejsze i powoli jakby poprzez wewnętrzne migotanie i ucieczkę światła z plamy coraz bardziej zmniejszało się, aż wypełnił je cień. I koniec – trwało to wszystko jednak kilkadziesiąt minut.

Następnego dnia z tymi z pacjentów, z którymi kontakt był możliwy próbowałem porozmawiać, ale wszyscy nic nie pamiętali, po prostu spali jak zabici i to dosyć długo. Podkrążone czerwone oczy jednak były u wszystkich. Zresztą ja nikomu nie mówiłem czego w nocy doświadczyłem, bo tylko pogorszyłbym swoją sytuację, a chciałem jak najszybciej się stamtąd ulotnić. Zresztą, żałuję, że nawet z tymi najbardziej chorymi nie porozmawiałem dokładniej na temat tamtej nocy, gdyż możliwe, jakbym dobrze ukierunkował z nimi rozmowę dowiedziałbym i posłuchał co mają do powiedzenia to możliwe, że dałoby się wyciągnąć jakieś wnioski… Więcej to się nie powtórzyło i ja bez przeszkód po ok. 3 tygodniach zostałem wypuszczony ze szpitala.

Długo nosiłem to w sobie, ale nie dawało mi to spokoju, dopiero znalezienie postu delicji85 z Waszego Forum oraz postu na zagranicznym forum (user alanator – post poniżej) pozwoliło mi odkryć, że nie tylko ja miałem do czynienia z tym fenomenem. Lub bardzo zbliżonym, zresztą oceńcie sami.

Podobnie jak u delicji85 wystąpił on u mnie w przypadku zwiększonego rozwoju duchowego, a także w moim przypadku zwiększonej aktywności umysłowej poprzedzającej cały ten „spektakl”, po bardzo intensywnych poszukiwaniach odpowiedzi na pytania dotyczące ludzkiego „ja”, duszy, funkcjonowania wszechświata i tym podobnych ważnych pytań, które niejednokrotnie człowiek sobie zadaje. Czy poprzez wszystkie te poszukiwania poprzedzające całe to zdarzenie (dlatego wydało mi się ważne napisać o nich we wstępie) otworzyłem na chwilę tzw. trzecie oko i dostrzegłem, rzeczy nie widoczne normalnymi zmysłami? Których nie powinienem być świadkiem?

Czy to były opiekuńcze duchy/anioły pomagające tym chorym ludziom? Czy wręcz przeciwnie jakieś złe istoty z innego wymiaru wysysające z biedaków energię życiową? Czy może byłem świadkiem wędrówki duszy do krainy snu, kiedy oni po prostu smacznie spali, a sfera duchowa pokazała na chwilę przede mną część siebie? A może nawet jakieś nieokreślone i niewidzialne normalnie świetliste pasożyty z kosmosu ? Na te pytania raczej nie uzyskam odpowiedzi, ale jeżeli ktoś spotkał się z czymś podobnym (może są tu na forum jeszcze podobne opowieści zawierające podobne szczegóły – to proszę o nakierowanie na nie). Proszę także o rzeczową dyskusję, jeśli macie jakieś ciekawe pomysły – posty w stylu wariat jesteś – możecie sobie darować .

Co mi nie daje spokoju to Ci pacjenci z tych łóżek. Jeden – bardzo duża wiedza, profesor historii, ale całkowicie pomieszanie świata wiedzy i świata rzeczywistego. Zwracał się do ludzi Yamamoto, Stalin, strzelał datami i wydarzeniami historycznymi jak na zawołanie, ale nie odróżniał świata rzeczywistego od tego, który poznał z książek. Drugi muzyk – bardzo dużo mu pomagałem, gdyż był na wózku, miał problemy z chodzeniem, przerzuty raka wątroby przeszły niżej (tak mówili lekarze) – z nim się normalnie rozmawiało z wyjątkiem kiedy na przykład odpowiadał, że wczoraj był z tym i tym znajomym na piwie, nie zdając sobie sprawy, że jest w szpitalu. Szczególnie gdy się budził, jakby cała orientacja, że jest w szpitalu ulatywała, a on był w swoim normalnym życiu – przykładowo wraz z żoną na obiedzie. U tego pod kroplówką, normalny chłop tylko miał problemy z alkoholem – znaleziono przed wyjściem jakąś bakterię we krwi, której nie miał przed przyjściem i nie chcieli go z tego powodu wypuścić. Lekarze nie mieli pojęcia co to za bakteria, i skąd się wzięła, ale możliwe, że z Tajlandii, gdyż był tam na wczasach przed szpitalem.

Sam próbuję sobie jakoś to wszystko wytłumaczyć, a pikanterii dodaje smak, że w palarni oddziału na drzwiach ktoś napisał grubym flamastrem INWAZJA PASOŻYTÓW Z KOSMOSU! . I nie robię sobie jaj. Może naprawdę Ci chorzy ludzie często wiedzą więcej od nas?

A na koniec zamieszczam post alanatora, który porusza także sprawę plamy światła podobnie jak w moich doznaniach i delicji 85:

„I have read others stories on here before regarding experiences with glowing lights and many attribute this to a lucid dream. However, mine occured after I woke up to turn off the tv that my wife had left on before we went to sleep. After this happened, I laid back in bed, maybe ten minutes go by of me laying in bed with my eyes open, and all of a sudden I see a glowing rectangular light at the top of the cieling above the tv. (Remeber TV OFF).
It was a golden yellow/white light with a dim spot on the right, almost resembling an overhead light in a car. As soon as I became aware of what was in front of me, the light fizzled out. The bright light was there for maybe 2 seconds. I wasn't scared of what was going on; more intrigued than anything, and then I saw several tiny glowing green lights in the vicinity on the wall. These lights I can only describe as moving like worms crawling across the wall, and would fluctuate in brightness and movement. These lights lasted for several minutes before they went away. It seemed as when I would look away from them directly is when they would get really bright.
After these went away, I got up and was checking the wall for light coming through the windows above and around my blackout curtains. It was 5am, and still dark outside, but there were a few faint spots of light on the walls that were shining through the windows, but these were totally stationary, not in the same spot where I saw the other lights. In fact, where the glowing lights occured, it couldn't have been attributed to light shining through the window, and certainly couldn't account for their brightness as there were no shadows cast from the windows direction when I saw the lights. In fact, I remember the first bright yellow light, casting a reflection on the wall and cieling where it shown.
I have no idea what it is that I experienced. I do know, that I was awake when this happened, and I even woke my wife up and told her what happened, but she didn't really think much of it, as she had been asleep and not witnessed any of it.
Has anyone else had similar experiences?
I have witnessed a few phenomena in my life, but nothing like this.
Nothing about it seemed negative.”

Link:
http://www.unexplained-mysteries.com/fo ... xperience/

Więcej rzeczy o tych plamach światła nie znalazłem, ale jeszcze poszukam, Jak coś macie to dawajcie linki i zachęcam do rzeczowej dyskusji. Wiem, że wstęp był przydługi, ale myślę, że jest to ważne dla tej sprawy - na jakie zagadnienia próbowałem wtedy znaleźć odpowiedź. Możliwe, że pozwoli to także uniknąć głupich komentarzy. Pozdrawiam i może zrobię z tego osobny temat?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 14 sie 2017, 17:32 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3216
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
...Sam próbuję sobie jakoś to wszystko wytłumaczyć, a pikanterii dodaje smak, że w palarni oddziału na drzwiach ktoś napisał grubym flamastrem INWAZJA PASOŻYTÓW Z KOSMOSU!


a my tu o tym traktujemy,czy ktoś wie,czy widział,może odczuł....może się domyśla ,że w tym chomikarium coś nie gra

Tak naprawdę ludzie w tak zwanych "psychiatrykach" wiedzą i widzą więcej niż my,przeciętni "kowalscy".

A to trzeba leczyć..od chyba zawsze-powrót do przeszłości,krótki filmik:
Tortury w dawnych szpitalach psychiatrycznych! [TOP10FAKTÓW]
phpBB [video]


Tylko że Tobie nic nie jest,a od aniołków z daleka-masz ich odczuć skoro tak traktujesz a nie tylko widzieć.
Skoro to aniołki to mają tryskać jak fontanna...odpowiednim uczuciem.Cała reszta to jasna ściema.
Uczepiłem się wybranego przez siebie wątku z całości Twego tekstu
Pozdrawiam

_________________
Żywe Zwierciadła i zakrzywione odbicia.
.kapsw oget jatyzc eiN



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 sie 2017, 11:48 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 12 sie 2017, 20:27
Posty: 13
Płeć: mężczyzna
Jako, że już przed 15 - jutro przejdę do mięska - czyli rzeczy najważniejszych, które jeszcze się działy w szpitalu oraz o bardzo dziwnych zbiegach okoliczności, które nie dają mi spokoju. Zacznę jeszcze od spraw sprzed pojawienia się plam światła, czyli początku w szpitalu.

Pozdrawiam

,
Witam serdecznie. (Temat został skasowany jak dodawałem drugi komentarz. Więc ponawiam bo mam kopię).

Zadebiutowałem tutaj na forum opisem plam światła w temacie "Co to mogło być?", gdzie napomknąłem o dziwnych plamach światła zaobserwowanych w nocy w szpitalu psychiatrycznym, które dziwnie zachowywały się w stosunku do śpiących pacjentów. Dodało mi to trochę odwagi i opiszę wszystkie dziwne zajścia z tego szpitala plus trochę bardzo dziwnych "zbiegów okoliczności", które wydarzyły się do tej pory w moim skromnym życiu. Lektura może być długa, gdyż zawrę tutaj także trochę informacji o sobie, pewnych dziwnych przypadków zachowań ludzkich, iit itd, abyście w głowie mieli obraz jako takiej całości.

Zaznaczam, że jestem w pełni sprawny na umyśle (oczywiście, kto chce nazwie mnie wariatem, nie mi to oceniać), rzeczy które tutaj opiszę działy się naprawdę, chyba, że w momencie kiedy miały miejsce naprawdę wariowałem i jakimś cudem udało mi się tylko wyjść z tego wszystkiego o zdrowych zmysłach. Główne założenia, które powinniście wiedzieć:

1. Mam 41 lat pracuję w małej polskiej firmie handlowej w Dziale Handlowym. Zajmuje się tutaj głównie negocjacjami z kontrahentami, sporządzaniem i sprawdzaniem umów handlowych, zarządzaniem sklepami, systemem HACCP i takie tam sprawy związane z siecią (małą) sklepów.

2. BĘDZIECIE PIERWSZYMI OSOBAMI, KTÓRE PRZECZYTAJĄ TO CO MI SIĘ PRZYDARZYŁO - z nikim wcześniej nie dzieliłem się tymi informacjami, gdyż nie chciałem aby brano mnie za wariata - więc historie ze szpitala plus kilka innych ciekawych przypadków poznacie jako pierwsi.

3. OCZYWIŚCIE WYDARZYŁY SIĘ ONE NAPRAWDĘ, chociaż nie raz rozkładałem je na czynniki pierwsze i zadawałem sobie pytanie o co tutaj chodzi (chodziło) i czy czasem wtedy kiedy one się działy nie zaczynałem wariować i tylko w miarę logicznemu podejściu (nie rozpowiadałem o nich nikomu wszędzie jako rewelacje) - nie zostałem w psychiatryku na stałe :-). Oczywiście wiarę w te wydarzenia pozostawiam Wam i nie oczekuje, że każdy z Was mi uwierzy.

4. ZAINTERESOWANIA: szerokie. Od zagorzałego kinomaniaka (klasyka lat 80, sci fi, horror, dramaty, warte uwagi rzeczy) - kilka tysięcy filmów obejrzanych w życiu, literatura z naciskiem na fantastyczno naukową i fantasy, Muzyka od rocka progresywnego, elektronikę, po heavy metal Ironi, Metallica, Rammstein. Także jestem zapalonym graczem (od małego łebka zaczynałem na ośmiobitowym atari, commodore, amiga po playstation w dzisiejszych czasach). Ostatnimi latami duży nacisk na naukę o wszechświecie, teorię względności, dylatacje czasu oraz na istnienie Boga/Stwórcy - powrót mojej wiary w Boga, zainteresowanie Biblią innymi religiami - po prostu dochodzenie - o co w tym wszystkim chodzi i sensu życia.

5. Nie jestem jakimś świętym człowiekiem, swoje za uszami mam, nieraz jestem leniwy próżny, nie przepadam za wszelkimi objawami homoseksualizmu, na hasła typu islam to religia miłości potrafię się obruszyć i strzelić wykładem, potrafię być nerwowy i wybuchowy, z drugiej strony nic w życiu nie ukradłem, nikogo nie zabiłem, nie wziąłem nigdy łapówki. Grzesznikiem jestem ale prędzej z tych mniejszej wagi grzechów (lecz w większych ilościach) niż z tych o większym gatunkowym ciężarze. Ale nie mi to oceniać, kto inny to oceni. Oczywiście są rzeczy, których nie mogę sobie wybaczyć jak wyrzucenie z domu przed ślubem swojej miłości MAGDY w wielkiej złości!, którą do tej pory kocham a ona nie chce mnie już znać i pewnie jest z kimś innym, pobicie kolegi (po alkoholu) czy agresywne zachowania do ojca pod wpływem alkoholu. Przydługo trochę wiem, ale chcę Wam dać jako taki obraz całości i możliwe, że są to rzeczy ważne dla tej całej opowieści. A może nie są ważne.

6. ALKOHOL i PAPIEROSY - jestem alkoholikiem - nie pijącym od 5 lat. Kiedy szedłem do szpitala psychiatrycznego nie piłem już ponad 3,5 roku. Zacząłem pić po rozstaniu z pierwszą miłością BLONDYNĄ, co przeistoczyło się w powolną utratę kontroli na piciem. Byłem załamany życiowo, w pewnym momencie musiałem wziąć urlop bezpłatny w pracy (2 lata) aby wyjść z nałogu, piłem wszystko, wszędzie i z każdym. Doszło do tego, że w pewnym momencie życia chciałem zapić się na śmierć. Ciągi bywały bardzo długie, dopiero trzy odwyki były potrzebne do tego abym uświadomił sobie fakt bycia alkoholikiem i od 5 lat nie napiłem się nawet łyka piwa. Pomocne w wyjściu z nałogu było wsparcie mojej rodziny i mojej ówczesnej i największej miłości MAGDY - tą którą wyrzuciłem później z domu. Przepraszam Madziu...

W bardzo późnym wieku zacząłem palić papierosy (ok. 33 lat) - głównie do alkoholu, ale paliłem i palę dużo. Zaczynałem od czerwonym papierosów, z których wyciągałem nawet filtr aby były mocniejsze, paliłem po 2 paczki dziennie, później zdrowie i duszności - astma (wg badań wyszło, że wrodzona po matce - ale pewnie od fajek) - spowodowały, że palę niebieskie papierosy - także około 2 paczek dziennie. Zauważam w sobie NATURĘ NAŁOGOWCA - alkohol osiągnięty stopień kurka mistrzowski, rzucenie, PAPIEROSY - tak samo - mam zamiar rzucić, nałogowo oglądałem filmy, nałogowo czytałem, nałogowo grałem w gry, nałogowo słuchałem muzyki, no i nałogowo Kochałem te dziewczyny, które kochałem. Wszystkie nałogi zajmowały mi jakieś okresy w życiu. No cóż, chyba taka moja natura.

7. ZWIĄZKI: Pierwszą moją miłością była BLONDYNA (drukowanymi literami będę przytaczał ksywy, imiona, abyście się nie pogubili), która dziwnym zbiegiem okoliczności i trafem - miała TAK SAMO NA NAZWISKO JAK JA i chodziła ze mną do klasy szkoły podstawowej. Mój rocznik. Spotkałem ją później kiedyś na jakimś jarmarku kiedy miałem 22 lata, chciała mój numer telefonu dałem. Później umarł jej ojciec i wtedy zadzwoniła do mnie, że jej smutno, żeby ją pocieszyć i wybraliśmy się na kolację. Ponoć kochała się we mnie od dziecka i takie tam. Tak zaczął się nasz związek, kochałem ją bardzo była moja pierwszą poważną miłością. Też czułem, że mnie kochała, początek naszej relacji to bardzo miło wspominany przeze mnie okres w życiu. Wiecie nie uważam się za jakiegoś przystojniaka, zwyczajny ze mnie facet 180 cm wzrostu, nadwaga, okulary - taki szarak jak wielu.

BLONDYNA była wysoką 1,76 cm laską z długimi nogami więc zawróciła mi w głowie :-). Jeździliśmy razem na wczasy zagranicę, spędzaliśmy dużo czasu ze sobą jednak nie mieszkaliśmy razem - ale był to udany okres. Była jedynaczką i miała dosyć egoistyczną naturę co mi na początku zupełnie nie przeszkadzało. W pewnym momencie zaczęło się jednak wszystko psuć. Całkiem możliwe, że w łóżku nie wydawało mi się abym wielce się sprawdzał (chociaż BLONDYNA jakoś mistrzynią też nie była) i może to było powodem jej złości na mnie. Zaczęły się wypominania, że kim ja jestem - nikim, ile ja zarabiam popatrz na tego, tamtego. Popsuła się pralka czy telewizor - wiecie, komputery to ja potrafiłem naprawiać, składać, instalować system ale o budowie pralki czy telewizora to nie miałem pojęcia. Telewizor potrafiłem dostroić elegancko, poustawiać obraz - zresztą nic takiego - no i na tym moja wiedza się kończyła. Padłą elektronika czy bęben w pralce to co ja poradzę? Wiecie - pretensje, że musi dzwonić po kogoś do naprawy, że ja tego nie umiem. Wszystko miała w sumie pod względem materialnym, i wczasy, które fundowałem i prezenty, które otrzymywała, no ale może mój bolec był tutaj za krótki i wszystko zaczęło dziewczynie przeszkadzać. Dziwne sytuacje typu ma urodziny przychodzę z bukietem róż na spacer i słyszę, że "więcej się tego nie dało kupić?" I wyrzuty. No to przykro mi się zrobiło rzuciłem bukietem o ziemie i uciekłem. Przychodzę na imieniny z prezentem - "wiedziałam, że coś wymyślisz". BLONDYNIE nic się nie podobało. Wyjechała do Stanów na pół roku - bo tam to jest życie prawdziwe, nic czekałem na nią, wróciła z powiększonymi cyckami - nigdy nie mówiłem jej, że ma za małe. Oczywiście zadowolona jak cholera i na wejściu tekst, że co 10 lat trzeba implanty zmieniać, tyle kosztują i będę płacił. No ciul, niech będzie. Posiedziała trochę w Polsce i wyjechała do Angli na kolejne pół roku. Też czekałem. Oczywiście nie dzwoniła nawet bo po co, jak do niej dzwoniłem to odbierali jacyś współlokatorzy.

Pojawił się w moim życiu wtedy facet na osiedlu znikąd (no z innego osiedla) - PIROMAN, żonaty, dzieciaty z inną niż żonaty, wiecznie bezrobotny, wieczny krętacz, taki dobry chłop na imprezę do niczego więcej. Zacząłem z nim spędzać więcej czasu, BLONDYNA tylko mnie wkurzała, zresztą więcej jej nie było niż była, z PIROMANEM się fajnie imprezowało - zacząłem częściej chodzić po knajpach. PIROMAN lubił też rpgi podobnie jak do mnie to często bywał u mnie i graliśmy w Diablo czy Baldurs Gate. Nie miał swojego komputera bo ledwo wiązał koniec z końcem. Pożyczałem mu pieniądze (których nie oddawał a ja pożyczałem dalej... jeleń ze mnie) i w sumie przy zmianie komputera na lepszy jemu dałem mój stary sprzęt (miał oddać w ratach jego ówczesną wartość - co nie nastąpiło gdyż... ) a sobie kupiłem nowy komputer. BLONDYNA i PIROMAN się nienawidzili! No tak mi mówili i takie odnosiłem wrażenie.

Pewnego spaceru z BLONDYNĄ jakoś dziwnie się zachowywała pytałem się o co chodzi, co jest nie tak i wtedy powiedziała, "że gryzie ją sumienie i muszę Ci to powiedzieć. Od dłuższego czasu spotykam się z PIROMANEM. Kiedy idziesz do pracy jeżdżę po niego samochodem. To trwa już tyle i tyle. Krew się we mnie zagotowała, jak to - ja pracuje, dzieci na boku nie mam, czekam wiernie jak pies a PIROMAN zaprzeczenie jej ideału o bogatym i ustawionym mężu jest taki cacy. Oczywiście gadkę do kręcenia panien to on miał (chociaż tępy był i można go było zgasić łatwo) i bolca pewnie miał większego niż ja. Obydwoje mówili mi później, że ZROBILI TO DLA MOJEGO DOBRA - bo ona nie chciała, żebym się z nim spotykał, a on, że TO NIE DZIEWCZYNA DLA MNIE. Więc zrobili sobie dobrze dla mojego dobra nie pytając mnie o zdanie. Z BLONDYNĄ się popierdzieliło, PIROMAN stracił moje zaufanie, parę razy nawet go potarmosiłem, ona wyjechała znowu za granicę. Odebrałem ja, próbowaliśmy to jakoś ciągnąć, ale nie było z mojej strony już zaufania i podziękowałem jej za wszystko. Rozstaliśmy się, ja nie mogłem tego przeżyć i poukładać sobie w głowie (wiecie dziewczyna i wydawałoby się, że ówczesny przyjaciel...) i zaczęło się preludium do mojego alkoholizmu. BLONDYNA pojawi się w tej historii jeszcze w dwóch bardzo dziwnych momentach. Wyszła za mąż za faceta podobnego do mnie z wyglądu, zaszła w ciąże, zanim urodziła to się rozwiodła i teraz mieszka z jakimś chłopem na moim osiedlu - wiem bo BLONDYNA o to zadbała, żebym wiedział. O tym później.

Później były związki przejściowe, tu jakaś kobieta mnie zauroczyła, tam rozwódka z dwójką dzieci, a ja powoli staczałem się na dno w alkoholizmie (powoli bo powoli ale ciągle na dół).

Kiedy już byłem na samym dnie, kontrola nad piciem utracona zupełnie - nie ważne z kim, nie ważne co i nie ważne o której porze - po prostu, żeby się napić i zaliczyć nawet 5 zgonów w ciągu dnia spotkałem MAGDĘ. Oczywiście przyszedłem do mojego kumpla wtedy od kieliszka SKANERA, żeby dopić rozpoczęty wcześniej litr wódki, który nas zmógł do południa. MAGDA była jego młodszą siostrą (młodszą ode mnie o 14 lat), którą wszyscy uważali za pokrakę, była niska miała 1,50 cm wzrostu, nosiła okulary z bardzo dużymi szkłami, miała wadę wzroku i lekkiego zeza. Ja wiedziałem, że tylko istnieje i tyle. Kiedy wypraszała mnie z matką SKANERA z domu wieczorową porą zobaczyłem ją w piżamie, bez okularów i stwierdziłem, że ma bardzo ładną niewinną buzię i do tego jest całkiem ładna i zgrabna. Rzuciłem jakiś czerstwy tekst czy pójdzie ze mną na pizzę czy do kina, usłyszałem odmowę ale później nie dawałem za wygraną. Starałem się przebywać w jej towarzystwie, rozmawiać z nią, mniej pić alkoholu dla niej i po pewnym czasie zaczęliśmy się spotykać. Przekonywała mnie ciągle, żebym wrócił do pracy, przestał pić, towarzyszyła mi nawet kiedy chodziłem na libację, to jeszcze trochę trwało, zanim zacząłem się ogarniać. Oczywiście WSZYSCY dosłownie wszyscy śmiali się ze mnie, że się z nią spotykam. Że dziecko, że brzydka, że głupia, kumple od kieliszka wyśmiewali się ze mnie. Nawet moi rodzice odradzali mi ten związek będąc pod wpływem opinii ogółu. Ja zaś widziałem w niej całkowite przeciwieństwo tego co oni mówili - widziałem w niej przede wszystkim MIŁOŚĆ, niewinność, to że nie jest zepsuta materializmem tego świata, że dla niej tylko najważniejsze było, żeby być kochanym przez kogoś. Kiedy ją obejmowałem czułem dobroć, która od niej bije i właśnie miłość. Coraz mniej piłem, ciągle namawiała mnie na odwyk i przestałem pić na długi okres około 1,5 roku. Ludzie się z nas śmiali, bo stary i dziecko (ja miałem 34 ona 20 lat), bo wielki i mała, bo ja niby z dobrej rodziny a ona z patologicznej, a w sumie to jak się spotkaliśmy to ja byłem już patologia, nie ona. Ile ja się wtedy nasłuchałem, ale to tylko gadanie ludzi było a ja naprawdę ją kochałem i byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

Tak jak wspomniałem przestałem pić, wróciłem do pracy, kupiliśmy mieszkanie (oczywiście z pomocą rodziców bo ja wszystko wcześniej przepijałem) i zamieszkaliśmy razem. Po okresie gdzieś półtora roku nie picia wróciłem do nałogu i wtedy MAGDA wraz z matką namówiły mnie do mojego trzeciego odwyku w ośrodku ARKA, gdzie pozyskałem w pełni świadomość, że jestem alkoholikiem i od tego momentu nie napiłem się ani kropli aż do dzisiaj. Na odwyku terapeuta nawet powiedział mi, że to mój aniołek który mnie chroni. Ja w międzyczasie namówiłem ją na operacje oczu, później zmieniłem styl ubierania, zaprowadziłem do innego fryzjera, doradziłem jak ma się czesać i z brzydkiego kaczątka zamieniła się w piękną kobietę. Mojego malutkiego kochanego chomiczka.

Niestety po okołu 5 latach wspólnego życia, kiedy koledzy z którymi także spędzałem czas (nie umiałem przestać się z nimi zadawać mimo nie picia, a wiedziałem, że są dla mnie wyzwalaczami) wlewali mi ciągle jad do ucha, że ona jest taka beznadziejna, ja zamiast słuchać serca stawałem się coraz bardziej złym człowiekiem i pewnego dnia w przypływie niezrozumiałego napadu furii i gniewu (za to, że późno wracała z pracy i nie wiadomo gdzie bywała) wyrzuciłem swoją miłość z domu drąc się w wniebogłosy i mówiąc, że wcale nie jestem takim dobrym człowiekiem. Zachowałem się jak jakiś opętany - mimo, że w sercu wiedziałem, że robię źle to dla niej tak będzie lepiej. Do tej pory żałuje tego co zrobiłem, nie mogę sobie darować, tęsknie za nią i bardzo JA KOCHAM, niestety ona nie chce mnie już znać i z tego co słyszałem układa sobie już życie z kimś innym. Mam nadzieję, że będzie szczęśliwa bo na to zasłużyła, a ja wszystko spieprzyłem. Napiszę nieraz jej smsa, żeby wróciła, żeby mi wybaczyła, ale nie odbiera pewnie ich ode mnie, ani nie odbiera moich telefonów, popłaczę za nią i nad tym co zrobiłem. Nie doceniłem prawdziwej miłości i wyrzuciłem ją ze swojego życia. Przepraszam MADZIU i wiedz, że zawsze będę Cie kochał.

8. NA RAZIE NIE MA TU NIC NADZWYCZAJNEGO ANI NADPRZYRODZONEGO ot, po prostu zwykła ludzka historia. Czyje jednak wewnętrzna potrzebę napisania tego co piszę, aby nadać historii jakiegoś tła, zarysować ewentualnych bohaterów, każda opowieść potrzebuje odpowiedniego wstępu. Całkiem możliwe, że moje przeżycia niektóre, czy nałogi miały wpływ na te rzeczy, które działy się później.

9. ZAŚWIADCZAM, ŻE JESTEM W PEŁNI SPRAWNY UMYSŁOWO - dzisiejszego ranka miałem kreatywne i uprzejme spotkanie z kontrahentem. Piszę to wszystko z pracy, gdyż są wakacje, większość ludzi na urlopach, nic się nie dzieje, a ja potrzebuje po prostu z kimś się tym wszystkim podzielić.

10. Przed pójściem do szpitala i przed wydarzeniami, które miały tam miejsce NIC NIE WIEDZIAŁEM O ŻADNEJ TEORII DAVIDA ICKE, ANI CO TO ZA CHŁOP, nie wiedziałem nic o żadnych jaszczurach czy innych kosmicznych stworkach. Do tej pory nie traktuje tego poważnie, ale coś z rzeczywistością, która nas otacza jest nie tak - to wyjdzie w trakcie. Sam do tej pory nie bardzo wierzę w te jaszczurki i tym podobne (jak byłem mały zbierałem namiętnie Dinozaury - takie gumowe z odpustu, uczyłem się o nich z encyklopedii, znałem łacińskie nazwy wymiary, tonaż itp, łapałem wszelkie żyjątka w tym jaszczurki zaskrońce, pająki i inne paskudztwa. Bardzo kocham zwierzęta i od dziecka się ich nie bałem, Jak wleciał jakiś robal do mieszkania to zawsze mnie wołali hehe).

Wszystko co działo się w szpitalu - ze względu na mój nawrót wiary w Boga/Stwórcę rozpatrywałem z perspektywy odwiecznej walki DOBRA ZE ZŁEM, Boga z szatanem, bałem się wtedy bardziej diabłów/złych duchów i że moją duszę pochłonie zło na wieki niż jakiegoś jaszczura czy kosmity. Oczywiście moja wyobraźnia jest przeogromna, a lektury sf czy filmy pokroju The Thing czy Inwazja Porywaczy Ciał Ciał (wersje czy z Sutherlandem czy Abla Ferrary ) oraz gruby napis flamastrem na drzwiach palarni w szpitalu: INWAZJA PASOŻYTÓW Z KOSMOSU! i pewne sytuacje, które miały tam miejsce - kierowały też moje myślenie w te rejony, które uważałem za całkowite sf. Nie wykluczałem ich. Zaczęło się jednak od tego, że coś tu nie gra, zbyt dużo zbiegów okoliczności i że może jest to jakiś kurka spisek.

11. AHA NIKT W SZPITALU Z PACJENTÓW NIE WIEDZIAŁ - że jestem alkoholikiem, nie wiedział, że jestem skierowany niby jak to Pani Doktor określiła z "mesjanizmu religijnego" i z nikim nie starałem się na te tematy rozmawiać. Było tam tyle dziwnych sytuacji, że musiałem je analizować w głowie i prowadzić tak rozmowy, żeby nie wyjść na wariata i tam nie zostać. A jednocześnie tak dużo niektórzy wiedzieli. I tak dużo dziwnych rzeczy miało tam miejsce. Tyle wstępu.

Teraz bo nie chce się powtarzać - przeklejam post o plamach światła zaobserwowanych w nocy na ścianach na początku mojego pobytu i później pojedziemy dalej. Zapraszam do lektury.

Pokaż Uwagi moderatora



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 sie 2017, 13:58 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 12 sie 2017, 20:27
Posty: 13
Płeć: mężczyzna
Witam. Dar66 proszę o info - temat, który założyłem, gdzie będzie opis całej historii został skasowany w momencie jak dokładałem drugiego posta. Jeżeli ja coś źle nacisnąłem to przepraszam, ale nie wydaje mi się. Dodałem drugi post i nacisnąłem wyślij, a mój temat zniknął. Mam kopię na szczęście zrobioną. Pozdrawiam i proszę o odpowiedź.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 sie 2017, 18:04 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3216
Płeć: mężczyzna
powieliłeś to samo w osobnym temacie-dublując to.
,
wiesz co?
tak do ósmego punktu brzmi to jak big anons na portalu randkowym,no sorry.
Więc "co to mogło być",tak streszczając o co Ci chodzi? :cooo?:

Pewnie mnie ciut źle zrozumiesz,ale ciekaw jestem [no kurcze nie tylko ja] co z tego wyniknie-dotyczy tych sytuacji w szpitalu.
(nieźle to pomotałeś,jak w ogniem i mieczem)

_________________
Żywe Zwierciadła i zakrzywione odbicia.
.kapsw oget jatyzc eiN



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 17 sie 2017, 18:47 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 12 sie 2017, 20:27
Posty: 13
Płeć: mężczyzna
O przepraszam,czyli w pośpiechu w pracy skopiowałem odwrotnie. Miałem skopiować z "Co to mogło Być" do nowego tematu, a że śpieszyłem się do wyjścia do domu - to poszło odwrotnie. Przepraszam. Możesz z tego tematu to usunąć? Będę się trzymał tamtego tematu. Poproszę o kasację tutaj tych postów.

Dla zachęty dodam - będzie o ścierwie, którym nas karmią i nie tylko, o generale i żołnierzach, o wręcz nieprawdopodobnym zbiegu okoliczności, o nawiedzonym co kontaktował się z "górą" i jeszcze o paru ciekawych rzeczach.
,
tego tematu się trzymaj i będzie ok.Nic nie usuwam,po prostu poscalałem,a nawaliłeś tego zdrowo.A o ścierwie jest to Forum,jakby ktoś nie zauważył.Pozdrawiam :tak:

-- 18 sie 2017, 12:17 --

Witam ponownie.

ZACZNIJMY OD NIEPRAWDOPODOBNEGO WRĘCZ ZBIEGU OKOLICZNOŚCI

Oczywiście jest on możliwy, ale przypadek, że on wystąpi jest chyba jeden do miliona. Zaś biorąc pod uwagę ILE CZYNNIKÓW SIĘ TUTAJ ZGADZAŁO - jeden do miliarda? Nie jestem specem od rachunku prawdopodobieństwa więc do rzeczy. Ten przypadek kształtował trochę moje myślenie w szpitalu.

Wiecie, mam w miarę popularne nazwisko i imię, nie jest to Jan Nowak, ani Tomek Kowalski, żeby nie było- że to kombinacja możliwa do występowania bardzo często. Ale moje nazwisko jest dosyć popularne, widuje ludzi w telewizji z takim nazwiskiem, zaś moje imię także kiedyś było dosyć popularne - Adam. Za sam fakt o popularności nazwiska zaświadczy, iż BLONDYNA z postów wcześniejszych miała na nazwisko tak samo jak ja.

Jako alkoholik dostałem w życiu trochę mandatów (z 10 czy więcej pewnie by się uzbierało, chociaż miałem szczęście) za spożywanie alkoholu w miejscach publicznych. Wszystko było ok, cycuś glanc, dawałem swoje dane Policji, sprawdzali, wypisywali mandat. Czy sprawdzali mój dowód jak miałem - i także wypisywali mandacik. Aż do pewnego razu...

W czasie gdy mieszkałem jeszcze u rodziców, wracam podchmielony do domu widzę koledzy stoją pod filarami bloku i częstują się wódką. Dołączyłem się, śmichy chichy i inne głupie rozmowy w czasie picia, nawet zacząłem im polewać. Skądś zjawia się radiowóz, wyskakują Policjanci, koledzy uciekają, ja też próbuję, w ręku z flaszką próbuje wbić się do bloku (wpisuje kod od drzwi zewnętrznych) jednak z bloku wysypuje się tłum ludzi i Policja mnie łapie. No dobra myślę - będzie mandat, luz. Pytania typu -"Dlaczego uciekałem" - "Bo nie chciałem mandatu". Biorą mnie pod filary, każą się wylegitymować - nie mam dowodu - zostawiłem w domu. Dobra to sprawdzimy "papugą" - "Pan poda dane". No to podaje imię nazwisko, miejsce zamieszkania. Chcą jeszcze datę urodzenia - podaje datę i KONSTERNACJA. Popatrzyli po sobie, pogadali i jeb mnie do radiowozu. Myślę co jest? Coś jest na rzeczy - bo nie gadają ze mną tylko się konsultują, ja siedzę z tyłu. Pytają mnie jeszcze raz o dane, odpowiadam. Słyszę nagle, że mają już w kartotece faceta o TYM SAMYM IMIENIU I NAZWISKU I DACIE URODZENIA tylko nie zgadza im się miejsce zamieszkania. Proponuje, żeby mnie wypuścili, ja zniosę im dowód, bo przecież mieszkam w tym bloku i za 5 minut będą go mieć. Myślą chwilę, każą podać jeszcze raz gdzie mieszkam, wypuszczają z zastrzeżeniem, że wbijają pod podane dane przeze mnie, jeżeli w ciągu 10 minut nie zniosę dowodu. Dobra, dobra. Robię jak mówiłem, schodzę z dowodem, śmieją się, że jest drugi facet o takim samym IMIENIU I NAZWISKU i URODZONY DOKŁADNIE TEGO SAMEGO DNIA CO JA (dzień, miesiąc, rok) - mają go nawet w kartotece. Wypisują mandat, ja też się śmieje, ale trochę mi dziwnie. Dobra myślę - MOŻLIWE przecież. Idę do domu, zapominam o sprawie.

Pojawia się w moim życiu MAGDA, przestaje pić, przeprowadzamy się. W sumie jakieś 500 metrów dalej, dwa bloki po drodze i kościół. Oczywiście WYRABIAM SOBIE NOWE DOKUMENTY Z NOWYM MELDUNKIEM. Życie jak w Madrycie. Zaczynam niestety znowu pić (to przed trzecim odwykiem się dzieje - gdzieś rok po zamieszkaniu na nowych śmieciach). Jestem z kolegami na ławce przy rzece, pijemy piwo, dopiero zaczęliśmy. Podjeżdża Policja radiowozem, no nic będzie znowu mandat. Nie mam dowodu, wiecie nie chciałem zgubić po alkoholu :-). No to proszą mnie o dane. Podaje Imię nazwisko i miejsce nowego zameldowania. KONSTERNACJA. To proszą o datę urodzenia. Podaje - jeszcze większa konsternacja, ja myślę - wiadomo, jest ten sam facet, gdzieś co się tak nazywa jak ja i urodził się w tym samym dniu. Luz. Biorą mnie na bok i mówią, czy nie pamiętam swojego całego PESELU - no nie pamiętam. Maja takiego chłopa jak ja na liście POSZUKIWANYCH, wszystko się zgadza i mówią: nawet ULICA TA SAMA I MIASTO. Tylko numer mieszkania inny! U mnie KONSTERNACJA - okazuje się, że chłop, z moim imieniem, nazwiskiem i urodzony tego samego dnia mieszka w moim nowym bloku! Mało prawdopodobne, ale jednak możliwe. Myślą, że robię ich za przeproszeniem "w ciula" więc ustalają, że podwiozą mnie radiowozem pod sam blok i znowu mam 10 minut na przyniesienie dowodu inaczej wbijają. Myślę, niezły chachar z tego drugiego "ja" musi być. Znoszę dowód, śmieją się, niemożliwe mówią, dostaje mandat i git. Ale zaczynam się zastanawiać nad tym bardzo dziwnym zbiegiem okoliczności i dlaczego jeszcze kilka lat temu nie miałem problemu żadnego przy wypisywaniu mandatów. Pewnie facet był nie notowany i dlatego...

Mija z rok, odbieram na poczcie paczki do mnie. Gry przeważnie z allegro , jedna jakaś cienka koperta. Babka w okienku mówi, że z Sądu. Jakiego Sądu myślę, jak nie byłem w Sądzie przez kilka dobrych lat (raz w życiu byłem jako poboczny świadek morderstwa kumpla i zeznawałem przeciw oskarżonym). Wychodzę z poczty, jednak myślę sprawdzę tą kopertę. Patrzę no tak - do tego drugiego "JA" nie zgadza się numer mieszkania i drugie imię chłopa. Ja mam Tadek, a on na szczęście Paweł. Wracam na pocztę, tłumacze, żeby dobrze sprawdzały, żebym nie kwitował komuś rzeczy z sądu czy komornika i żeby później do mnie ktoś nie wpadł.

Mija ze trzy miesiące przychodzę z pracy, MAGDA mówi w progu, że BUTY z Allegro przyszły i pokwitowała i odebrała. Myślę JAKIE BUTY jak ja butów na allegro nigdy nie kupowałem! Wiadomo - buty dla mojego drugiego "ja". No ale z ciekawości otwieram tą paczkę, zobaczę jaki ma rozmiar i co to za buty. Kurka wodna patrzę a to MÓJ ROZMIAR 45! I całkiem ładne buciki, czarne półbuty - przez chwilę kołacze mi w głowie myśl - "Zostaw sobie, będziesz miał do pracy, do jeansów czy garnituru, a facet się nawet nie skapnie bo pokwitowane i odebrane". Nie no, nie mogę być chamem, przecież za nie zapłacił, szukam jakiś danych kontaktowych do niego i znajduje numer telefonu. Dzwonię, nie odbiera. Nie daje za wygraną i dzwonię trzy dni, w końcu odbiera, mowie mu o całej sytuacji, umawiam się na następny dzień na 18 ma przyjść po buty. Ciekawość mnie zżera JAK WYGLĄDA FACET, KTÓRY MA TO SAMO IMIĘ, NAZWISKO, DZIEŃ URODZENIA, A NAWET NUMER NOGI I MIESZKA W MOIM BLOKU parę pięter wyżej i JEGO PRZESYŁKI ZACZYNAJĄ DOCIERAĆ DO MNIE. Sami przyznacie, ze jest to WRĘCZ NIEPRAWDOPODOBNY ZBIEG OKOLICZNOŚCI! Przychodzi koleś mojego wzrostu tylko chudszy i bez okularów, czarne włosy, ja szatyn - w sumie nie podobny. Chciałem z nim coś pogadać o tej całej nieprawdopodobnej i śmiesznej sytuacji, zapraszam nawet do środka, ale nie chce wejść, dziękuje za buty i się zmywa. Przez pewien czas chodzi mi po głowie myśl, aby iść sprawdzić jego meldunek, czy on naprawdę tam mieszka - ale boję się, bo co by było jakby pod tym adresem mieszkał ktoś inny?

DZIWNE SYTUACJE Z BLONDYNĄ:

Sam fakt, że moja pierwsza miłość miała tak samo na nazwisko jak ja i chodziła ze mną do klasy w podstawówce jest ciekawy. Na szczęście nie doszło to do skutku - opis macie post powyżej.
BLONDYNĘ zacząłem widywać na osiedlu z kolesiem podobnym do mnie trochę (taki typ może lubiła) - mieszkaliśmy na tym samym osiedlu w końcu to ją widywałem. Myślałem, w sumie dobrze, że jej się układa, ja zacząłem się spotykać z MAGDĄ, też jestem szczęśliwy - czyli wszystko GIT. Ktoś tam ze znajomych powiedział mi, że BLONDYNA ma się żenić.

Włączam kompa w domu, patrzę na GG a tu komunikat od BLONDYNY. W sumie mało kto już używał wtedy GG, a mnie nie ma nawet na Facebooku i GG miałem od lat i tak zostało. PRETENSJE wielkie, że dowiedziała się, że spotykam się z taką i taką Magdą. Wulgaryzmy, ze oboje jesteśmy alkoholicy, bo ona z takiego i takiego domu to do siebie pasujemy i tak tam pojechała grubo w paru wiadomościach. Myślę - pieprzony pies ogrodnika, sama szczęśliwa, a mi nie da być! Wkurzyłem się, więc pojechałem jej też grubo od kurwiszona za przeproszeniem co nie odbiegało od prawdy. Napisałem prawdę o MAGDZIE, że pije okazyjnie tylko jedno piwo i namawia mnie do zaprzestania picia. Wtedy mieszkałem z rodzicami jeszcze, a tylko się z MAGDĄ spotykałem. Wiecie pomyślałem o BLONDYNIE, że debilka jakaś, ma chłopa i mi tu z pretensjami po latach wyjeżdża, że ja sobie w końcu znalazłem babę - ale może coś tam do mnie czuje i w sumie jej zachowanie jest wytłumaczalne. Miała mnie to puściła się z moim kumplem... Zablokowałem babsko na GG, usunąłem z kontaktów i odinstalowałem GG, żeby nie miała ze mną kontaktu.

Ciekawy jednak jest fakt, że SKANER (brat MAGDY), mówił mi kiedyś, że BLONDYNA I ON są rodziną, kuzynami i jeździli za młodu na kolonie... Czyli MAGDA była o 14 lat młodszą kuzynką BLONDYNY! Bardzo ciekawy zbieg okoliczności. Moja pierwsza i aktualna miłość to rodzina. Może moim przeznaczeniem była BLONDYNA O MOIM NAZWISKU?

Zamieszkałem z MAGDĄ (było to dwa bloki bliżej BLONDYNY) i pewnie nieraz mnie z MAGDĄ widziała, tak jak ja ją widywałem z jej chłopem. Umówiłem się na kolację z MAGDĄ - miała dojść później po pracy i czekam sobie na ławce przy rzeczce. Patrzę leci w moim kierunku BLONDYNA! W ciąży chyba z 5 miesiąc już. I podbija do mnie słodko nazywając tak jak mnie nazywała kiedy razem byliśmy. Myślę ki "chuj" za przeproszeniem. Przybiega i woła, że chciałem się z nią spotkać bo dostaje ode mnie SMSY, podpisane moim imieniem i nazwiskiem. Że tęsknie niby i chcę do niej wrócić! No ja pierniczę... Powiedziałem jej "Kobieto ogarnij się, bo nawet nie pamiętam Twojego numeru telefonu i nigdy nie próbowałem się z Tobą kontaktować!" Popatrzyłem jak na wariatkę, później dowiedziałem się , że BLONDYNA się rozwiodła przed urodzeniem dziecka - pewnie chciała mnie wkręcić w wychowanie dzieciaka.

Rozstałem się z MAGDĄ, tęskniłem za nią i siedziałem nieraz na skwerku paląc fajki. Widywałem BLONDYNĘ z nowym chłopem i z dzieckiem - no i fajnie jest happy. Gdzieś ze 3 dni od tego jak widziałem ją ostatni raz z nowym panem ktoś słyszę, że za mną szybko jedzie wózek i ktoś biegnie. BLONDYNA! Biegnie do mnie, z dzieckiem i słodko znowu pierdzi moim przezwiskiem z przeszłości, że dlaczego jej cześć nie mówię, że dlaczego się nie możemy spotykać. Kurka, przecież 3 dni temu była z tym chłopem. O co tu chodzi? DLACZEGO? Odpowiadam - -"Zmarnowałaś mi 7 lat mojego życia wredna suko!". Myślałem, że się zabije na zakręcie tak szybko uciekała.

Zachowanie BLONDYNY jest w pełni wytłumaczalne choć z lekka popierdolone! Fakt, że posiada to samo nazwisko co ja, chodziła ze mną do klasy i jest rodziną MAGDY (kobiety, którą dalej kocham) jednak daje do myślenia. Istnienie zaś faceta o takim samym imieniu i nazwisku, dacie urodzenia, numerze buta i zamieszkującego ten sam blok co ja także jest wytłumaczalne, choć bardzo, bardzo mało PRAWDOPODOBNE. Jeden przypadek do ILU? Oczywiście takie jest moje zdanie i nie musicie się z nim zgodzić. I wszystko to toczyło się na jednym osiedlu...

Musze teraz puścić trochę maili i później przejdę do szpitala.

-- 18 sie 2017, 17:31 --

Dobra przejdę do szpitala teraz.
W szpitalu wylądowałem z powodu "mesjanizmu religijnego" i tego, że Pani Doktor nie widziała różnicy w pytaniu "Czy boisz się śmierci?", a "Czy chciałbyś umrzeć?" jak miałem wpisane później w wypisie, że niby chciałbym...

Przyjechałem do szpitala w ciągu dnia. Był to oddział, gdzie wrzucali wszystkich nowych na obserwacje i gdzie były też najgorsze przypadki będące tu od lat. Nie wyremontowany jeszcze, stary oddział. Obok było nowe skrzydło, gdzie przenosili po paru dniach tych co się najlepiej zachowywali. Lądowali tu także alkoholicy na odtrucie, kroplówki. Niby miałem być tylko trzy dni na obserwacji, a spędziłem tutaj ponad trzy tygodnie. Kobiety miały osobne sale wiadomo, nie wolno było mieć sznurówek, ani ostrych narzędzi czy ładowarek z kablami. Wiadomo. Te rzeczy były oddawane do depozytu, także kosmetyki, golarki, kremy do golenia, przyrządy kosmetyczne do innego depozytu. Telefon mogłeś mieć, lecz do ładowania oddawałeś na noc.

Wrzucili mnie na salę przejściową, 10tkę - na dużych salach ląduje ponoć każdy nowy. Kiedy wszedłem do sali uderzył mnie natłok informacji od pacjentów - każdy rozmawiał i jak patrzyłem tak na nich wyglądało to jakby każdy rozmawiał ze sobą. Gadali patrząc się w ścianę, robiąc sobie porządki w szafce, czy patrząc na sufit. Było tam 8 chłopa i każdy coś gadał. Wyglądało to na prawdziwy dom wariatów okiem laika. Bo ich monologi były zupełnie bez sensu. Ale kiedy zacząłem się przysłuchiwać i wyodrębniać, że oni prowadzą rozmowę między sobą i w danym momencie na przykład dwóch z przeciwległych końców sali rozmawia ze sobą na dany temat i to całkiem sensownie, trzech następnych z różnych łóżek prowadzi dyskusje na inny temat całkowicie się na siebie nie patrząc, inna para rozmawia w tym czasie i tylko jeden HISTORYK prowadzi monolog nabrało to sensu. Wiecie wszedłem widzę chłopa na łóżku, patrzącego w sufit - Który mówi "-Tak, Tak, No, no. I mówię mu odpuść, odpuść. I tak, tak . I mnie pierdolnął" - to myślę coś nie tak, a on po prostu rozmawiał z drugim co robił porządki i też jakby gadał do siebie na drugim końcu sali. Zebrałeś te dwa dialogi do kupy i normalna, luźna rozmowa. Wszyscy mówili praktycznie w jednym czasie, wszyscy głośno, większość bez kontaktu wzrokowego i bez czekania, że kolega obok zagłusza jego rozmowę z kimś innym. Niby prosta sprawa, ale zajęło mi kilka minut zanim zacząłem to wszystko wyłapywać. No to na początek, chciałem poznać się z pacjentami.

Witam się się po kolei, MUZYK, co nie chodzi, długie włosy - przecież chłopa znam. Przychodził do sklepu/knajpy (w jednym miejscu, sklep, parasolki do picia piwa, knajpa, myjnia i teraz nawet kebab) oddalonego od mojego bloku o 100 metrów. Zawsze stał z boku, pił sobie piwo spokojnie, byłem z nim na cześć i znałem jego imię. Przedstawia się, tak zgadza się. On mnie nie poznaje, za bardzo ale potwierdza, że tam chodził bo blisko mieszka.Widziałem go ze 3 miesiące przed szpitalem i normalnie jeszcze funkcjonował. No ale niby przerzuty z wątroby raka, od picia - ja go nigdy tam pijanego nie widziałem, ale skoro ja już wtedy nie piłem, to w tej knajpie bywałem przelotem, soczek, pogadałem chwilę i do domu. Może pił sam w domu później? Teraz wózek. Szkoda chłopa. Ktoś mnie woła z imienia.

Patrzę pod kroplówką leży SĄSIAD - dosłownie z mojego bloku! Górnik, starszy ode mnie z 8 lat, żona, córka. Dobry chłop, lubił tylko się napić i także chodził do tej samej knajpy co ja i MUZYK! Kurcze znowu zbieg okoliczności. Pytam co się stało - pił z nieznanymi mu ludźmi wódę, jak się upił to go okradli i pobili. Cóż jak kiedyś piłem miałem dokładnie taką samą sytuację. Rozumiem go doskonale co go spotkało, rozmawiamy chwilę, kurcze dziwne, że na jednej sali trzech chłopów z jednej knajpy, no ale zbiegi okoliczności widocznie mnie lubią...

Woła mnie jakiś chłop z drzwi. CHUDY w okularach, zna moje imię i nazwisko, ponoć chodziłem z nim razem na uczelnię. No ja go nie pamiętam, ale witam się. Kurcze, no to trzecia osoba mnie zna i jesteśmy w psychiatryku w tym samym czasie. Witam się z pozostałymi, o których później i wyruszam na rekonesans.

Wśród pacjentów znajduje jeszcze MODELA (daję ksywy, żeby mnie nikt nie oskarżył później, że ujawniam dane ze szpitala) i pewnie one ułatwią Wam orientację). MODEL to dobry kolega z klasy podstawowej mojego szwagra oraz mojego najlepszego przyjaciela. 2 lata starszy ode mnie, chodziliśmy razem do tej samej szkoły. Siostra MODELA jest z mojego roku i chodziła do równoległej klasy do mojej w szkole podstawowej. Z MODELEM byłem na cześć w młodości, mało go później widziałem. Poznaje mnie, witamy się . MODEL słucha często muzyki na słuchawkach, przystojniak, sztywno chodzi. Wygląda na zdrowego, SĄSIAD mi mówi po cichu, że chyba seksoholik.

No myślę, ale jaja - w jednym momencie lądują ze mną w psychiatryku inne 3 osoby, które znam i z tego samego osiedla. Razem z CHUDYM, którego nie kojarzę to już 4 pacjentów mnie zna. Miasto małe nie jest, ponad 250 tysięcy ludzi, a tu trochę znajomych... 5 pacjentów znajomków gdzieś na 30 z tego oddziału to całkiem dużo. Cieszę się w sumie, idę zapalić do palarni. Latają za mną inni pacjenci/pacjentki, fajki to tutaj prawie środek płatniczy, częstuje niektórych. Siadam na krześle i się rozglądam po palarni - popisana jak na filmach grozy. Trzy napisy rzucają mi się w oczy i wbijają w pamięć najbardziej: dwa z drzwi:
1. TUSK ZDRAJCO MUSISZ UMRZEĆ
2. INWAZJA PASOŻYTÓW Z KOSMOSU
i największy na całą szerokość ściany
3. O 22 UTNĘ CI GŁOWĘ TOPOREM

Myślę nieźle! Na pewno będzie ciekawie! Nie biorę ich za bardzo na poważnie.

-- 18 sie 2017, 19:26 --

Zaznajamiam się z resztą z pokoju.

HISTORYK - jak pisałem. Ogromna wiedza historyczna, królowie, władcy, cesarze, wojny I i II światowa, ale każdych nazywa właśnie nazwiskiem kogoś z historii i to tę samą osobę nieraz wieloma rożnymi określeniami. Dużo mówi różnych historii z przeszłości, agresywny, narzucający się, często biega w samych slipach. Często oddaje mocz w różnych miejscach. Nie do porozmawiania sensownego. Odwiedza go mama, nieraz po kilka godzin przy niej siedzi a on jej ubliża.

GENERAŁ - postać, która będzie tutaj chyba najważniejsza, ale to wyjdzie i wyjdzie dlaczego GENERAŁ. Nie wyobrażajcie go sobie jako starego dziadka. Na moje oko ma ze 40, czterdzieści parę max lat. Niższy o głowę ode mnie, ale w klacie dwa razy szerszy. Umięśniony i napakowany jak kabanos, pięści jak młotki, uda jak ciężarowiec. Ogolony na krótko, wygląda jak komandos, jak jakiś marine. Rozmawiamy dlaczego tutaj jest - opowiada mi o swoim synu, pokazuje zdjęcie w telefonie, że bardzo go kocha, ale po rozwodzie dziecko jest z matką. I ma ojczyma, ten ojczym tego dziecka to wielkie ZŁO i sączy jad do głowy matki i jego syna. Jego była żona stała się zupełnie inna, zła, próbował zabrać dziecko stamtąd, ale ojczym walnął go w tył głowy kastetem. Pokazuje mi bliznę na czaszce po kastecie. Wygląda na prawdziwego kozaka i maszynę do walki. "Gdyby nie ten kastet dorwałbym go!" Gdy to mówi widać wielką ekscytację. Ciekawa historia i ja mu wierzę wtedy. Jest uprzejmy, proszę , dziękuje, dusza towarzystwa. Biorę go najpierw za tępego osiłka, i później wyjdzie, że bardzo się mylę.

Kiedy jestem na widzeniu i jesteśmy na dworze, na wybiegu, chcę mamie coś zapisać na kartce, nie mam długopisu, chcę kogoś zapytać o długopis. Nie zdążę otworzyć ust, a GENERAŁ już stoi przy mnie z długopisem. "Adam potrzebujesz czegoś do pisania?" " Tak, dziękuje". Pewnie widział, że mam kartkę, a nie mam długopisu. Pomagam często MUZYKOWI w zawiezieniu go do kibla, posadzeniu na nim, podtarciu, czy na salę TV, GENERAŁ też często pomaga MUZYKOWI. Nieraz wozimy go razem. Ogólnie staram się tam być pomocny dla wszystkich, w miarę możliwości. Pozytywny chłop z GENERAŁA myślę sobie.

Dwa łóżka ode mnie leży NAWIEDZONY - bardzo szybko mówi i także w innym języku. Wsłuchuje się, nie to tylko angielski, ale bardzo szybko. Ma ze 30 lat max, jego numerem przewodnim jest ŁĄCZENIE SIĘ Z GÓRĄ. Coś niby jak medium. Gałki wywracają mu się do góry, widać same białka, ślina cieknie z buzi, drgawki, dłonie podnosi trochę do góry i szybko deklamuje wtedy. Na razie jakieś "pierdy" o wizjach, za które będzie kasiora. Na przykład jeżdżące, samobieżne ekspresy do kawy na ulicach z wrzutką na pieniądze - za ten patent mówi - będzie milion dolarów. Ja na razie śmieję się z jego wizji. W czasie swoich deklamacji mówi dziwnym piskliwym głosem i szyderczym tonem. Później leci często wiązanka rożnych przekleństw. Przeklina bardzo często i na różnych innych pacjentów. Mam uczucie, że nie przepada za mną, wzajemnie.

Leżą też inni, ale nie odegrają tu większej roli, albo nie zauważyłem tego.

Jak chodzę zapalić poznaję innych - chodzą za mną często STRZYGA i WŁOCHATY.

STRZYGA to brzydka jak noc, jedna z najbrzydszych kobiet jakie widziałem około 60tki. I do tego bardzo chuda, wręcz sucha, jej się boję trochę. Zawsze chce fajke, częstuje ją, wyzywa często, przeklina jak cholera, pali jak smok, jakby mieszkała w palarni hehe bo na początku to jest tam zawsze kiedy i ja. Ze STRZYGĄ później nawet zaprzyjaźniamy i zaprosi mnie na weselę córki. Zagra z nami w kości czy w karty. I da się z nią normalnie porozmawiać - okaże się. Raz czy dwa mi pomoże. Jak zrobisz coś dla niej potrafi Ci kawę rano do łóżka przynieść czy herbatę. W strasznym ciele dobra kobieta.

WŁOCHATY to ubrany na czarno, wysoki chudy chłopak z długimi włosami. Bardzo często zauważam, że za mną chodzi, ale nie wchodzi za mną do palarni. Obserwuje mnie bardzo często i kiedy to zauważam to odwraca wzrok. Ma ze 20 lat. Zauważam u niego "pedalskie ruchy" i styl mówienia kiedy z kimś rozmawia. Nie przepadam za homoseksualistami (jeden taki się kiedyś do mnie dostawiał i nawet wydzwaniał). Unikam go w sumie parę dni. Ale myślę co tam z uprzedzeniami i w końcu go zagaduję po paru dniach. Odtąd rozmawiamy ale dystans jest. Dowiaduje się później, że jego marzeniem jest znalezienie sobie starszego, ustawionego kochanka, bo sam nie pracuje. Może mu się podobałem hehe. Pali damskie fajki. "Satanizm" to jego konik i wszystko co z tym związane. Anarchia podstawowym ustrojem, wszystko by robił na opak. Ale w sumie go polubię później. Podobnie jak ja, lubi metal ale black, growl czy death. Ja wolę heavy, power czy speed.

Jest jeszcze NERWUS - siwy, koło 55, zapiernicza jak mały motorek. Wszyscy inni pacjenci są według niego popierdoleni, ten popierdolony, ta popierdolona. Na początku go nie lubię. Zauważam jednak, że choćby wziął ode mnie jedną fajkę zawsze odda. Uczciwy do bólu. Pożyczał pieniądze na fajki, czy brał ode mnie paczkę, na drugi dzień oddawał - do niego przychodziła z fajkami matka. Podobnie jak do mnie - też mi matka przynosiła fajki, oprócz tego kupowałem w sklepiku szpitalnym po parę paczek. Wycieczki tam były robione - ja nie wychodziłem. Kiedy grałem raz na wybiegu na PSP podszedł do mnie i zapytał w co gram. Grałem na emulatorze ATARI w jakąś grę. Wspomniał, że też grał na Atari w latach 80tych! Chodził do kolegi i razem grali w grę z samolocikiem i rzeką. Mówię mu RIVER RAID! ładuje do emulatora i pokazuję. Tak to jest to :-)!. Opowiada mi o tym. Cieszy się. Kurcze nie spodziewałem się, że tutaj ktoś pamięta o ATARI podobnie jak ja. Polubiłem go.

-- 18 sie 2017, 22:26 --

Dobra przedstawiłem parę pacjentów i jakie były późniejsze moje relacje z nimi, ale wróćmy do pierwszego dnia.

Jako, że zabrano mnie tam w ciągu dnia, nie miałem żadnych ciuchów na noc. Byłem w koszuli i dżinsach, w koszuli trochę głupio spać. Aha buty ze sznurówkami też mi zabrano - ale mama pobiegła do szpitalnego sklepu i kupiła mi klapki. Resztę ubrań miała mi dowieźć rano. Było trochę zimno, okna nieszczelne i w sumie nie chciałem spać w samych bokserkach plus oczywiście dostarczono mi koszulkę szpitalną. Niby wszystko fajnie.

Wiecie jak pisałem jestem alkoholikiem nie pijącym i brzydzę się alkoholu teraz każdego mimo, że wlewałem go w siebie w przeszłości w hektolitrach. Skręca mnie jak pomyślę o tym. Wtedy nie piłem przez 3,5 roku. Mam tak wyczulony zapach na alkohol, że wyczuwam jego nawet najmniejsze ilości. Wyczuwam minimalną ilość alkoholu w słodyczach, w perfumach, wyczuwam kiedy przechodzi koło mnie na ulicy ktoś kto wypije piwo czy nawet setkę wódki. Od razu rozpoznaje ten nieprzyjemny zapach. Znałem go bardzo dobrze. Zresztą wydaje mi się , że każdy, kto w ogóle nie pije żadnego alkoholu od razu wyczuwa ten zapach.

I jasna cholercia kiedy przymierzam na noc koszulkę szpitalną wyczuwam delikatny zapach jakby spirytusu. Bardzo delikatny. Oczywiście nie powiem tego pielęgniarce co mi przyniosła tą koszulkę, gdyż myślę, wezmą mnie za wariata jakiegoś. Ona pyta się czy w porządku, ja mówię, że ok, ale czuję się nie komfortowo jak cholera. Myślę, że może mi się wydaje i idę spać. Śpię jak zabity. Budzę się rano i trzęsawki rąk jakbym popił, pocę się jak na kacu! Ściągam to gówno z siebie, wącham tak, żeby nikt się nie zorientował, że niby układam - no i za przeproszeniem czuję spirytus czy jakąś wódę. Bardzo delikatna woń. Dzwonię do matki, żeby mi jak najszybciej przywiozła moje ciuchy. Rozpowiadać też nie ma tego komu, gdyż nie chcę wyjść na wariata.

Przebieram się w koszulę swoją, spodnie i klapki. No i czekam na matkę dalej oswajając się ze szpitalem. Przyjeżdża, przebieram się w coś wygodnego. No czuję się dobrze już, trzęsawki brak i zaczynam dzień szpitalny, ale ze wzmożoną obserwacją. Nie podoba mi się podejście 80% pielęgniarek do pacjentów, wyzywają pacjentów od debili, idiotów, kretynów. Gdzieś tam widzę jakąś kobietę leżącą w damskiej sali na ziemi, którą się drze, a wszyscy mają ją w dupie. Poświęcam dzień na obserwacje i następny, Dużo rzeczy zaczyna mi się nie podobać. Drugiego dnia na palarni spotkałem TRZĘSĄCEGO, ale może poprowadzę wątek moich obserwacji najpierw.

Kazałem mamie przywieźć duży zeszyt A4 bodajże drugiego dnia (nie pamiętam tak dokładnie, którego dnia co się wydarzyło gdyż działo się to półtora roku temu) bo wpadłem na pomysł, że będę zapisywał te niedopatrzenia/zagrożenia jakie występują w szpitalu tak jak to się robi na sklepie w systemie HACCP. Czyli PUNKT KRYTYCZNY - źródło i rodzaj zagrożenia, SKUTKI jakie mogą wyniknąć z tego zagrożenia, oraz jak ZARADZIĆ temu zagrożeniu - punkt naprawczy.

Wiadomo nie napisałem tego od razu tylko dopisywałem jak wpadło mi coś do głowy. Wiecie samo podawanie tabletek w opisanych tylko imieniem i nazwiskiem fiolkach, niby wszystko ok, ale co w przypadku kiedy na oddziale pojawią się w podobnym czasie osoby o imieniu i nazwisku takim samym jak np. Jan Nowak? Myślicie, że siostry tam pracujące znały pacjentów? Znały tylko stałych pacjentów, były też rożne zmiany pielęgniarek i w sumie minęło z półtora tygodnia zanim zaczęły mnie rozpoznawać. No i dwóch Janków Nowaków trafia na ten oddział w ciągu tygodnia a one mylą leki, robią z chłopa warzywo jakimś psychotropem i trzeba później płacić odszkodowanie.

Fakt może jakby było dwóch pacjentów z tym samym nazwiskiem to byłby jeden opisany I czy II czy z drugim imieniem - no tego nie mogłem stwierdzić, bo ta sytuacja przy mnie nie miała miejsca.
Może za bardzo się w tym przypadku sugerowałem przypadkiem ze swoim drugim "ja" mieszkającym w moim bloku - no ale skoro można pomylić się z dostarczaniem poczty, a dałem przykład wcześniej, że można - to tym bardziej z fiolką leków.

Na niektórych łózkach nie wisiały nawet karty pacjenta. Parę dziwnych zachowań sióstr - jak branie SĄSIADA na pobranie krwi o godzinie 2 w nocy! No badanie krwi powinno być rano, na czczo, 5 czy 6 rano, a nie w nocy. Kroplówki też mu w nocy zmieniali, ale dobra źle wyliczyli, skończyła się w nocy i musieli zmieniać - niech będzie. Zresztą SĄSIAD jak wrócił z nocnego pobierania krwi to mówi - co za idiotka mu krew pobierała - cztery razy się wbijała w jedną żyłę, później ze trzy w druga. Jego żona jest doświadczoną pielęgniarką i się śmiała z tego jak jej opowiadał. Wyzywanie pacjentów - niedopuszczalne. Zresztą SĄSIAD na wyjściu miał bakterie, której nikt nie znał, wysyłali wyniki do Warszawy i nie chcieli go wypuścić w terminie.

Kamery też mi się nie podobały, były to stare kamery jak cały ten oddział, ale nie szerokokątne 180 i umieszczone w dziwnych miejscach. Przy suficie jedna na sale - do wewnątrz sali, ale w takim miejscu, że samo wejście do sali było jedną wielką martwą strefą ze 4 metry kwadratowe. Wiecie, łatwo z kogoś zrobić wariata w sądzie jak nie widać , że rozmawia z lekarzem, który stoi w martwej strefie, czy rodziną, która właśnie do niego idzie. Na tym się złapałem jak siostra mi machała z wejścia na pożegnanie, ja jej odmachiwałem. Kamera umieszczona w odpowiednim miejscu ze ściany końcowej objęłaby wszystko zdecydowanie lepiej, wraz z wejściem do sali. SĄSIAD jak leżał na ścianie wejściowej to kamera na suficie zaczynała się dopiero za jego łóżkiem, gdyż w sali był jeszcze filar z metr za wejściem... W każdej sali, w której byłem kamera nie obejmowała wejścia. Dobra, o tym mi się nie chce pisać już. Napisałem tego w zeszycie w sumie 8 stron.

Dzień po moim przyjściu do szpitala, spotkałem na palarni TRZĘSĄCEGO, siedział na krześle, był w szpitalnych ciuchach, trząsł się jak galareta, zagubiony jak cholera, chciał zapalić ale bał się spytać. Poprosił mnie o papierosa, dałem mu. Pytałem się, dlaczego tu siedzi - był cholernie zazdrosny o żonę, zdradzała go z jakimś facetem, później się to powtórzyło i już rozwodzą się z żoną i zrobił jej w domu karczemną awanturę. Wspominał coś jeszcze o jakimś podziale spadku po ojcu, który ma do podziału z bratem i niedługo będzie sprawa w sądzie, brat mu ma jakieś dokumenty dowieźć do podpisu przed sprawą tutaj do szpitala. Boi się, że go zamknęli tu, gdyż brat chce go przetrzymać tak długo, żeby sprawa się odbyła bez jego udziału, dokumenty nie zostały przez TRZĘSĄCEGO podpisane, (pół roku potrzeba na podpisanie przyjęcia spadku?), a on zostanie ubezwłasnowolniony jako psychicznie chory - jak zamkną go w odosobnieniu na długo. Też ciekawa historia. Jak się okazało brat miał go w dupie bardzo długo. Nie odbierał telefonów nawet, jak go odwiedził po czasie, to oczywiście też bez tych dokumentów.

Poprosił o drugiego papierosa i powiedział, że bardzo dziwnie się czuje, trzęsie strasznie, i w sumie to ma papierosy od brata, ale jak je pali to czuje się jeszcze gorzej. Pokazał mi paczkę jakichś ukraińców czy garażówek polskich, które udawały papierosy zza wschodniej granicy. Znajomy na osiedlu handlował podobnymi. Powiedziałem mu po cichu, że jak chce się poczuć lepiej, to niech zrzuca te ciuchy, niech mu żona przywiezie jego ubrania. A papierosy? Skoro Ci nie służą to dam Ci moją paczkę (sklepowe), a wezmę Twoją, mówię, mi nic nie zaszkodzi bo paliłem w życiu i roboty czyli robione papierosy, i ze wschodu i badziewne cygaretki.

Na drugi dzień jak go spotkałem to w swoich ciuchach, uśmiechnięty, wypoczęty, zero trzęsawki. "Dostosowałem się do twojej rady": mówi. "Dzięki" I w sumie był tam moim najlepszym kumplem później. Jego przypadek dał mi do myślenia czy miałem rację z nasączaniem jakimś "gównem" szpitalnych ubrań.

Starczy na dzisiaj, idę spać. Jutro dalej.

-- 19 sie 2017, 12:25 --

Aha i TRZESĄCY spał w izolatce na razie.

Przed pojawieniem się plam światła w nocy miały jeszcze miejsce ciekawe sytuacje. Plamy były gdzieś 3 dnia mojego pobytu w nocy, te sytuacje miały miejsce wcześniej:

Z NAWIEDZONYM:

Siedzę sobie rano na łóżku. Pierwsze od okna, koło mnie wolne i na następnym NAWIEDZONY. W sali dużo ludzi, wiecie tam można było chodzić wszędzie byle nie do damskich sal, czy pokojów lekarzy i pielęgniarek.
On nagle znowu ŁĄCZY SIĘ Z GÓRĄ, ten sam zestaw zachowań, białka, ślina, dłonie w górze. I szybka deklamacja: coś w stylu:
"Na szczęście są tu moi żołnierze! Moi najlepsi generałowie! I zaczyna przybijać piątki z dwoma gostkami, z którymi nie miałem przyjemności wcześniej:DIABEŁEK - tak go określiłem, chudy, ciemna karnacja, zakola, tak mi przypominał diabełka z wyglądu - takiego z bajek, z CYKOREM (później będzie dlaczego, go tak nazwałem) no i z tym umięśnionym "komandosem" który był taki uczynny i w porządku dla wszystkich - stąd właśnie nazwałem go GENERAŁ (na potrzeby tej historii - naprawdę miał nazwisko jak najlepszy obecnie polski piłkarz). Do niego NAWIEDZONY się zwrócił "Pamiętaj, Ty JESTEŚ MOIM NAJLEPSZYM GENERAŁEM! Najlepszym z najlepszych! Nie zawiedź mnie!" GENERAŁ odpowiada - "Na pewno Cie nie zawiodę!" NAWIEDZONY jednak go upomina - "Tylko pamiętaj PO KTÓREJ JESTEŚ STRONIE! Żeby później nie było! Pamiętaj, że jesteś MOIM GENERAŁEM!" I zwraca się do mnie, że "Przedstawiam CI moich generałów!" Oni uśmieszki, piąteczki, zadowoleni jak sam skurczysyn.

Myślę sobie: Co to za spektakl się tutaj odbywa? Czy oni chcą ze mnie zrobić wariata? Przestraszyć mnie? Skąd w ogóle wiedzą o moim nawrocie wiary? Fakt mam krzyżyk i modlę się wieczorem - to pewnie im wystarcza. Tylko po co to wszystko?
Z drugiej strony jednak powoduje to u mnie myśli, a jeżeli ten NAWIEDZONY wariat naprawdę się z kimś łączy? To z kim? Z Bogiem, z Szatanem? A Ci goście to kurka niby Armia Boga czy Szatana jak w filmie "Armia Boga"? W sumie czemu nie łączy się z DOŁEM? Ale to a dołem odrzucam, bo nawet ja przecież nie wierzę w piekło, pomimo mojej wiary w Boga, wg Biblii to Szatan został zrzucony na Ziemię właśnie.
Rozważania prowadzę w głowie. Nie odzywam się, patrze trochę jak na debili, No cóż dom wariatów przecież.

Druga dziwna sytuacja z NAWIEDZONYM to budzę się pewnej nocy i chce mi się palić. Nie mam fajek, wszystkie wypaliłem bądź wyczęstowałem. Ale NAWIEDZONY nie śpi to pytam się go czy ma papierosy? Nie ma, ale ma tytoń i możemy zapalić. Dobra mówię. On proponuje, żebyśmy poszli do toalety, gdyż tam jest więcej światła i tam nakręci papierosa. OK. Stoję przy nim w kiblu, patrzę jak kręci. Gotowego papierosa podaje mi i mówi: - "PIJ!" Ja mówię, - jakie pij? Przecież PALIMY! On, że mi POLAŁ! Zaprzeczam mu, wkurzam się trochę, biorę papierosa i palimy. On cały czas twierdzi, że PIJEMY! Nie wyczuwam alkoholu żadnego. Wiecie dla alkoholika nie pijącego długi czas - zapicie to duże wyrzuty sumienia później i nawet depresja, czy nawrót nałogu...

Idziemy spać, rano się budzę, a NAWIEDZONY rozpowiada każdemu, że PIŁ ZE MNĄ W KIBLU wczoraj. GENERAŁOWI i swoim, żołnierzom i wszystkim w pokoju. Wkurwiam, się mówię mu wprost, "ŻE KŁAMIESZ - przecież dobrze widziałem co robię. Zresztą miałeś tylko tytoń i poprosiłem Cię o papierosa przecież!." NAWIEDZONY zamyka jadaczkę. Ja myślę w głowie - po cholerę znowu ten spektakl? I w ogóle skąd wie, że dla mnie utrzymanie trzeźwości jest ważne?

W międzyczasie na palarni spotykam PREZESA. Ze 35 lat, bardzo zdołowany, oczy podkrążone, pali dużo, puszcza z telefonu różne piosenki. Proszę go o jakąś piosenkę, puszcza mi "UNIVERSĘ - w taką ciszę, wszystkie gwiazdy na niebie wyliczę". Nie jestem ich fanem, ale piosenka kojarzy mi się z MAGDĄ, wiecie piosenka o miłości. PREZES puszcza mi ją często, jak go spotykam na palarni. Po paru rozmowach mówi mi, że miał firmę komputerową, był jej prezesem, wszystko dobrze szło, wspólnicy narobili przekrętów, jego wsadzili do psychiatryka, a firmę rozkradli. Ponoć był bogaty i miał szczęśliwe życie. Wieeeelki dół. On z nikim nie rozmawiał prawie. Mówi mi też kiedyś, że "siedzi już tu trzy lata i pewnie nigdy nie wyjdzie. Jeżeli nie chcę tu zostać na zawsze to jak będzie tylko okazja mam się stąd zrywać!" PREZES pali tak dużo, że nawet kiepy po innych...

-- 19 sie 2017, 13:59 --

Później była NOC Z PLAMAMI ŚWIATEŁ, możecie przeczytać o tym powyżej, gdyż najpierw chciałem sprawdzić na internecie, czy też ktoś miał z tymi PLAMAMI ŚWIATŁA do czynienia. Znalazłem w sumie trzy osoby wraz ze mną (delicja85 i alanator) ale szukałem tylko z godzinkę czy dwie. Trzy osoby na świecie to więcej jak nikt i to zachęciło mnie do opisania historii. O światłach nikomu nie mówiłem, żeby nie wyjść na wariata.

Rano dokompletowali do łóżka koło mnie POZERA. Dobra nie będę o nim zbytnio pisał, mały karakan ale zadzior, przechwalający się bardzo, często mówił o "dupczeniu", "pompował" się przed kobietami to stąd ksywa. Jednak przyjacielski i ponoć wierzący, Świadek Jehowy. Polubiłem go. Miałem książkę Pilipiuka - także go lubił i był fanem gier rpg.

Byłem też świadkiem paru śmiesznych POŁĄCZEŃ NAWIEDZONEGO Z GÓRĄ - dotyczyły głównie tylko nowych patentów i milionów dolców za te patenty - pokroju na przykład okulary rentgenowskie dla ludzi, lub rozbierające z ubrań. Pośmialiśmy się wspólnie, wtedy na palarni wszyscy wraz z nim.

Pewnego razu jednak zostałem tam sam z NAWIEDZONYM i stało się coś dziwnego i dosyć niepokojącego.
Palimy sobie, rozmawiamy, on nagle się łączy: białka, ślina, ręce i piskliwy głos: "Za głowę Jezusa Chrystusa było 2 gugole dolarów nagrody, za twoją głowę jest 10 gugoli!" Myślę sobie - o co tu chodzi? Znowu wyjeżdża z religijnym klimatem plus jakieś gugole, nawet nie wiem co to. Znam miliard, tryliard, ale gugol? On mówi dalej: "Jeden gugol to miliard miliardów miliardów miliardów ... dolarów. Największa nagroda w całym wszechświecie! Jak spierdolisz to utną ci głowę, ja będę ją gwałcił, gwałcił twoją matkę i twoją siostrę" I dalej jedna z najostrzejszych wiązanek przekleństw jaką słyszałem w życiu!

Oczy najpierw wybałuszyłem z zadziwienia myśląc co on pierdoli! Ale nerw mnie złapał jednocześnie - i myślę sobie, ty mały chujku, a co ty myślisz, że ja nie umiem przeklinać? Wiecie, tyle imprez alkoholowych zaliczyłem w życiu, na których tak zwana "łacina podwórkowa" była częstsza niż zwykłe słowa i bardzo wymyślna zarazem i pojechałem na spontanie wszystkie najgorsze bluzgi jakie przychodziły mi do głowy na jego temat i zakończyłem klasykiem z Pulp Fiction, że jak mnie będzie wkurwiał to mu "zrobię z dupy jesień średniowiecza!"

Obruszył się, że "jak śmiałem! Jak mogłem. Więcej się do mnie nie odezwie!" - Rzuciłem wychodząc z palarni, żeby "zamknął ryj i przestał pierdolić!" Fakt - później zwracał się do mnie przez kogoś tylko, lub mówił o mnie do kogoś innego - bezpośrednio się nie odezwał, do pewnego czasu...

Wyszedłem stamtąd zacząłem myśleć: kolejne przedstawienie żebym zwariował, a tutaj działa jakaś organizacja, co wsadza ludzi do psychiatryka i ich ubezwłasnowalnia i przejmuje majątki? A ja za dużo widziałem i słyszałem od pacjentów i też mam tu zostać? I skąd te ciągłe wrzuty "religijne"? Po to, żebym myślał pewnie, że wariuje na tle religijnym. Przecież, za czasów Jezusa nie było dolarów... Za dużo rzeczy mi się tutaj nie podobało i tylu znajomych nagle w tym samym czasie co ja w tym szpitalu psychiatrycznym? Ale skąd te plamy światła i co to do kurwy nędzy było? Anioły czy złe duchy czy te pasożyty z kosmosu z drzwi palarni? A może dzieje się na moich oczach coś nadnaturalnego? Najważniejsze, nie zwariować i nikomu nie mówić o moich przemyśleniach!

Ale gugole musiałem sprawdzić i tak (dopiero po wyjściu ze szpitala, bo tam nie było internetu i nie chciałem o tym z nikim gadać). Sprawdzam GOOGOL = 10 do potęgi 100. Jedynka i sto zer systemie dziesiętnym. Czyli w przypadku "gugoli" to nie wymyślił tej liczby. Można zwariować...

-- 21 sie 2017, 18:46 --

Jak byliśmy na wybiegu NAWIEDZONY przesiadywał ze "swoimi" żołnierzami ja wolałem go unikać i siedziałem z TRZĘSĄCYM i paroma innymi, którzy wydawali mi się w porządku. GENERAŁA standardowo było wszędzie pełno - wiecie człowiek orkiestra. Oczywiście z nikim nie rozmawiałem, o "wizji" NAWIEDZONEGO. Wiecie, doszłoby do personelu szpitala i bym był wariat.

Obchód w szpitalu z ordynatorem był tylko co czwartek, raz w tygodniu, gdzie lekarze prowadzący chodzili za ordynatorem, a ten zadawał standardowe pytania typu, jaki dzień, miesiąc, rok, jak się pan/pani czuje itp. Zdziwiło mnie, że nie było zindywidualizowanego podejścia do pacjenta, zastanawiałem się, czy w ogóle jest tutaj jakaś baza pacjentów, gdyż - przynajmniej w moim pokoju nikt nie rozmawiał z pacjentami, na tematy, które im dolegają. Możliwe, że mieli prywatne sesje, ja na przykład takiej nie miałem, i w sumie moja doktor prowadząca rozmawiała, ze mną DWA RAZY w ciągu 4 tygodni! Inna jedna lekarka była jednak bardzo uczynna i właśnie ją widziałem najczęściej wśród pacjentów, z nią załatwiłem sobie, że mogę mieć OXODIL do inhalacji jakby mnie atak astmy chwycił. Pewnie reszta lekarzy czerpała wiedzę tylko z raportów pielęgniarskich i obserwacji wideo.

DOBRA PRZEJDĘ DO NAJWAŻNIEJSZEGO

JEDZENIE

Jedzenie było bardzo średniej jakości, ale zjadliwe. Skromne śniadanie, dwa dania oraz skromna kolacja. Jadłem jak mi smakowało, oprócz tego wędliny czy owoce donosiła mi rodzina i na nich się skupiałem.

Pewnego dnia jem spokojnie drugie danie i ZA CHOLERĘ NIE MOGĘ PRZEŁKNĄĆ! Normalnie STAJE MI W GARDLE KAŻDY KĘS. Próbuje na siłę, ale CZUJE SIĘ JAK BYM JADŁ JAKIEŚ ŚCIERWO! Poprawiam, okulary na nosie i mówię, popatrzę dokładnie co jem! Patrzę a tu wszędzie w sosie pływają takie MAŁE ZIELONE DROBINKI z końcówką jakby MAŁEGO praktycznie, niewidocznego WŁOSA. Myślę, może taki sos, ale patrzę do środka KOTLETA, nie poplamionego sosem i tam także jest tego w cholerę. Gryzę kotleta i to samo, NIE CHCE MI PRZEJŚĆ PRZEZ GARDŁO. Normalnie tak zwana cofka prawie. Odkładam, nikomu nic nie mówię, patrzę na innych, niektórzy wcinają ze smakiem, starsza Pani koło 80tki mówi, że tutaj nadaje się do jedzenia tylko marchewka. Daje jej swoją porcje marchewki (reszty nie chce) i idę do pokoju. Zobaczę co będzie jutro.

JUTRO INNE DANIE i to samo STAJE MI W GARDLE. Nie mogę przełknąć. Znowu zaczynam szukać. Patrzę i znowu w każdym miejscu te małe ZIELONE DROBINKI! W mięsie też. Na innych talerzach też to widzę. O nie kurka myślę, pewnie dorzucają do jedzenia ludziom, jakieś halucyny, czy inne gówno, żeby zrobić z nich wariatów. Smakuje dosłownie jak ŚCIERWO jakieś!

Pytają się czemu nie jem, to zaczynam mówić, co widzę. Poruszenie w personelu jak jasna cholera! Myślę, nie będę tu rozmawiał, biorę talerz w rękę i szybko do pokoju gdzie jest kamera, jak mają mi coś zrobić to przynajmniej się nagra. U mnie na sali jest już trochę, ludzi , więc wkurzony nie na żarty odkładam talerz na parapecie przy łóżku i PROSTO TO KAMERY mówię głośno wszystko co widziałem w jedzeniu. Mózg pracuje o co tu chodzi, więc mówię do pacjentów, że ich trują jakimś gównem w jedzeniu, zostawiają w psychiatryku i zajmują majątki. I bawią się na ich koszt. Opisuje także wszystkie nieścisłości, które udało mi się zaobserwować do tej pory w szpitalu. Jestem wkurzony i szybko opowiadam wraz z przykładami niczym bym był na naradzie handlowej. Po głowie też chodzi mi ten napis, z drzwi palarni, oraz spotkany ostatnio w moim życiu facet, z tymi samymi danymi osobowymi co ja. Myślę, kurka a może nas podmieniają (Inwazja Porywaczy Ciał mi się nasunęła nawet...).

GENERAŁ leży spokojnie i obserwuje, mówi na głos: "Wreszcie wybuchnął! Dobrze mówi. Ma rację. Dobrze. Dobrze", ale dodaje jakieś głupie hasło "JESUS TO FIRE". Kurcze felek, myślałem, że mnie może poprze, a on mi wyjeżdża z religijną aluzją...

Mówię o TĘPOCIE PIELĘGNIAREK, kiedy wpadają pielęgniarki jedna zaczyna szukać u mnie w moich rzeczach jakichś NARKOTYKÓW - tak mówi, że to przez narkotyki. Ta najbardziej nieuprzejma z pielęgniarek. I na potwierdzenie moich słów, znajduje PUDEŁKO OXODILU i mówi - "o tu ma jakieś tabletki, pewnie z jakimś narkotykiem" i pokazuje. TY TĘPA DZIDO mówię to jest OXODIL na astmę! Ona: i zobaczcie - NAWET OTWARTE" i kręci wieczkiem. (Ja nie otwierałem OXODILU, ale KAŻDY KTO GO UŻYWAŁ, WIE, ŻE NAWET NOWY MA ZABEZPIECZENIE PRZED DZIEĆMI, wieczko się kręci, ale trzeba najpierw odciągnąć plastykową "obrączkę", docisnąć wieczko do pudełka i przekręcić o 180 stopni, bodajże przeciwnie do ruchów wskazówek zegara).

Pielęgniarka próbuje otworzyć, ALE NIE POTRAFI! Jadę z nią jak z furą gnoju: "PATRZCIE, PIELĘGNIARKA - nie umie otworzyć OXODILU nawet!, mówię jak to się robi na głos i nazywam ją PIELĘGNIARKA SZPARKA! (wiecie, na sekretarki łatwe w łóżku takie powiedzenie jest). Ja jeszcze głośno DODAJE, żeby WEZWALI POLICJĘ, a talerz będzie na dowód i niech przebadają jedzenie.

Wpada taki gruby pielęgniarz, z kolejną pielęgniarką (lekarza brak!) - i wiadomo z kaftanem bezpieczeństwa. Mówię do kamery, że jak mi się coś stanie dzisiaj w nocy to niech wezwą Policję. Przyciskają mnie do łóżka, ale mam adrenalinę i dużo siły - nie mogą sobie poradzić. W końcu wciskają mnie w kaftan, przykręcają pokrętła do pasów i ZACZYNAJĄ MNIE KARMIĆ tym żarciem z talerza. W pokoju tłum ludzi, bo wielu pacjentów przylazło zobaczyć co się dzieje (lekarza dalej zero!). Karmią, mnie, ja walczę i nie chce przełknąć, coś się umawiają i wychodzą. Talerz odkładają na parapecie. To co miałem w buzi, skupiam się i celuje na talerz z parapetu, żeby nie zauważyli, że nie zjadłem. Leżę w pasach.

Wpadają z jakimiś tabletkami, jedną jakąś dużą we fiolce - Pytam "co to za tabletka, bo jako pacjent mam prawo wiedzieć!. Słowa pielęgniarza: "Skąd on ma wiedzieć co to za tabletka". Wpychają mi do gęby, walczę, biorę pod język, wciskają mi butelkę z wodą w usta, piję trzymając tabletkę pod językiem. Są tak głupi jak na swoje zawody, że tego nie zauważają. Myślą, że połknąłem i biegną dalej po coś. Ruch jak w "Rzymie", pacjentów ze 20 w tej sali, myślę gdzie plunąć, żeby nie widzieli to pluje na kaloryfer. Zielona duża gruda umamlana w mojej ślinie (podobna do grudek w jedzeniu tylko, że większa!) przykleja się do ciepłego kaloryfera na dole. (Mam pierwsze łózko od okna i kaloryfera stąd ich tak bliska odległość).

W międzyczasie sprawdzam, że wcale nie jestem dobrze przypięty. Te tępaki nie mają pojęcia o przypinaniu pasem! Bo już naprawdę nie wiem jak można było mnie źle dopiąć!. Palcami prawej ręki sięgam pokrętła od przypięcia kaftana do pasów po prawej stronie, Kręcę udaje się poluzować trochę. odkręcam, prawa ręka ma luz, lewej nie mogę jednak uwolnić jednakże po jakichś paru minutach udaje mi się zgiąć w pół i siąść na łóżku.

DRĘ SIĘ : "Zobaczcie jacy pielęgniarze, i pielęgniarki, nawet do pasów zapiąć nie potrafią" Myślę, że może to podstawieni jacyś ludzie, albo te PASOŻYTY tak otępiają ludzi, że Ci nie potrafią wykonywać dobrze swoich czynności?Wtedy wpadają, zapinają mnie jeszcze raz i teraz nie mogę zrobić nawet "sztycha"

W tym czasie do łózka podchodzi starsza pacjentka, z wózeczkiem do chodzenia, przedstawia mi się jakimś żydowskim imieniem na A i nazwiskiem. Nie pamiętam teraz. Dajmy jej ksywę ŻYDÓWKA dla tej prawdziwej, jak najbardziej historii. Opowiada mi, że jestem podobny do jej męża, który projektował ten szpital i, że ona jest tutaj już wiele lat. Na dworze wzbiera burza, zaś w sali nawet gaśnie na chwilę światło. Myślę co się kurwa dzieje?!

Przez chwilę myślę, że to może jakiś duch, bo ja jej wcześniej nie widziałem, a ja po tym co zjadałem w szpitalu mam jakieś zwidy przez te zielone "dziadostwo" w jedzeniu? Na szczęście na sali jest też STRZYGA (ta starsza, brzydka jak noc pacjentka) i ona się zwraca do ŻYDÓWKI, żeby stąd spier... i w ogóle. Czyli w tamtej chwili, wiem, że ZYDÓWKA jest prawdziwa i ona mi mówi:

"Mówiłeś całą prawdę, ale oni nie wezwą Policji, nawet jakby wezwali to film z kamery będzie wykasowany. Mówi - WSZYSCY SĄ W TO UMOCZENI. Dosłownie wszyscy! Policja, prokuratura, wszyscy! A Ciebie zabiją! Nie wyjdziesz stąd żywy!"

Wtedy myślę, jeszcze, że to ma zasięg tylko lokalny, jakaś banda oszustów czy sekciarzy, jutro napiszę jak się myliłem. Ale mam w głowie napis o PASOŻYTACH Z KOSMOSU, może w żarciu to ich zarodniki czy coś, albo te plamy nocą nie dają mi spokoju, i myślę właśnie o "otępianiu ludzi tymi zielonymi zarodnikami" w jedzeniu - tak to sobie tłumaczę. Myślę, też, że może przez mój hulaszczy tryb życia w przeszłości zabiłem te "zarodniki" w mojej głowie, alkoholem i papierosami ? Albo uodporniłem jakoś organizm na te "pasożyty" dodawane do jedzenia? Dlatego widziałem nieraz jak za przeproszeniem mówicie tutaj "Matrix" się pieprzy? Może widziałem dzięki temu więcej, a może to "zielone" to jakaś karma właśnie dla posożyta wewnątrz ludzkiego ciała? Widziałem ŚCIERWO, KTÓRYM NAS KARMIĄ I PLAMY W NOCY, KTÓRE NIE WIADOMO CO ROBIŁY a nie piłem już 3,5 roku!

Proszę NERWUSA, który jest w pokoju, żeby mnie zasłonił przed kamerą, zaś STRZYGĘ o papierosa i żeby mi odpaliła i dała tak, żeby nikt nie widział. Palę, STRZYGA mi wyciąga fajkę, a NERWUS siedzi i zasłania. Wpadają pielęgniarki i tak, ze strzykawką (lekarza BRAK!), dają mi zastrzyk. Boję się, że w nocy umrę, ale łudzę się, że może nie połknąłem tego "czegoś" co mi wciskali. Zasypiam.

JUTRO BĘDZIE DALEJ

PS. Dar66 proszę zrób z tego osobny temat "DZIWNE PRZYPADKI, MATRIX, PASOŻYTY? ZAPRASZAM" jeśli możesz oczywiście, bo wydaje mi się on ważny. Żeby więcej ludzi go przeczytało. Tutaj nikt nie zagląda chyba. Ja będę tam pisał. I tak kopiuje wszystko do worda, żeby nie zniknęło. Pozdrawiam

-- 23 sie 2017, 17:30 --

Jedziemy dalej.

Budzę się rano, czuję, że spałem dłuuugo. Odpinają mnie z pasów pytają jak się czuje. Dobrze tylko w ustach pragnienie niczym na saharze. Patrzę nie mam nic do picia, to pytam się w pokoju,czy ktoś ma. NAWIEDZONY jest na tyle dobry, że wyciąga półtora litra nieoznakowanej butelki z wodą. Nic do mnie nie mówi, tylko "Wódeczka, spirytusik hehe" do GENERAŁA i innych. Śmieją się, że będę pił wódę. Rzucam coś w stylu, że "Mam to w dupie, bo i tak w ciągu życia wypiłem tyle co wam zajęłoby trzy generacje..." Poza tym mam dosyć aluzji alkoholowych. Piję, smakuje jak normalna woda mineralna, więc mnie wkręcają po prostu... Mam takie pragnienie, że wypijam na raz półtora litra. NAWIEDZONY łapie się za głowę, oddaje mu butelkę, ubieram się i idę zapalić na palarnię.

Wcześniej, któregoś dnia, raz na palarni spotkałem PUSZYSTĄ, ładna blondie, przy kości, która żaliła mi się na chłopaka, że ją zdradza i ona trzeci raz ląduje w psychiatryku po próbie samobójczej. I że on tu przychodzi i przekonuje ją, że ją kocha i takie tam. Doradzam jej, że jak trzy razy zdradził to się nie zmieni i nie ma co do niego wracać tylko niech sobie poszuka nowego chłopaka, a on ją po prostu kłamie.

Zaznaczę jeszcze, że żołnierze czyli DIABEŁEK, CYKOR i GENERAŁ, zawsze wchodzili trójką na palarnie jak ja byłem, lub sam GENERAŁ. I często trzymali się z NAWIEDZONYM na wybiegu. Więc wróćmy do tego dnia, kiedy idę zapalić rano po incydentach z JEDZENIEM. Przepraszam grubego pielęgniarza i pielęgniarkę - szparkę za swoje zachowanie, żeby myśleli, że nie myślę już o tej sytuacji z jedzeniem...

Wchodzę, jest trochę ludzi, staję pod ścianą przy wejściu, palę i widzę PUSZYSTĄ z CYKOREM jak on ją przekonuje, właśnie, że ją nie zdradzi i takie tam słodkie kity jej wciska. Ona siedzi na krześle, on ją przekonuje jak bardzo się zmienił stojąc obok. Więc CYKOR to ten jej chłopak myślę, a ja myślałem, że pacjent, gdyż tak często go widuje. No w sumie przychodzi do swojej dziewczyny to może być często. Mam dość jego słodkiego "pierdzenia" i rzucam "Przestałbyś kręcić tą dziewczynę, nie widzisz, że tutaj już trzy razy przez ciebie wylądowała, a ty dalej wciskasz jej kity, a później zrobisz to co zawsze..." On mnie opiernicza, żebym się nie wtrącał, bo to wcale nie moja sprawa. Dobra, dobra, myślę i milknę.

Do palarni wpadają DIABEŁEK i GENERAŁ, wszyscy uciekają, przybijają piątki, śmichy, cwaniaczki takie.DIABEŁEK staje pod ścianą po lewej, CYKOR stoi naprzeciw mnie, zaś GENERAŁ przy prawej. No i ja pod ścianą wejściową, gdzie mnie nie widać na kamerze. CYKOR rzuca coś w stylu "Zobaczymy, czy teraz będziesz taki mądry!" Zapalają fajkę i obserwują mnie. Myślę cholera to już pewnie po mnie, "napierniczą mi bęcków", albo zabiją i upozorują wypadek później czy coś, bo za dużo widziałem. Zresztą na kamerze i tak to co się nagra zostanie wykasowane.

Zapalam też fajkę i cisza, sytuacja napięta niczym "baranie jajca"... Myślę, no cóż, przecież wierzę, że ciało to tylko opakowanie, a dusza jest nieśmiertelna, więc mimo, że się boję to mnie uspokaja. Trzeba się pożegnać z ziemskim padołem.... Myślę sobie, że może jednak dzieją się tu dziwne rzeczy, tyle pacjentów wie o mnie dużo, znają jakby moje lęki (zło kontra dobro, szatan i diabły, lęki przed zapiciem alkoholowym), może w jakiś sposób czytają w myślach czy coś do cholery? Albo to wszystko ustawione, a oni wiedzą o mnie od lekarzy wszystko?

Do głowy przychodzi mi nagle "Pan Lodowego Ogrodu" Jarosława Grzędowicza, którego czytałem z rok przed szpitalem. Fajna przygodówka sf, którą polecam. Wiecie i tam główny bohater miał jakiś wszczep embrioniczny w głowie, spowalniał czas w czasie walki, ale najważniejsze - największa mądrość to szybko ocenić pole walki i zaplanować ewentualną potyczkę. Wiecie bić się nie potrafię, ze cztery razy w życiu się biłem, głównie dostawałem w tyłek, w latach 90tych był szał na filmy walki na VHS to się oglądało. Tyle moje do czynienia ze sportami walki hehe.

Palę papierosa i szybko spoglądam na palarnię widzę zamknięty kosz z dużą popielniczką na nim na środku, zaś obok CYKORA krzesło, na którym siedziała PUSZYSTA. To planuje sobie i wyobrażam akcję niczym z filmów z Stevenem Seagalem. PLANUJE: " Pierwsza sekunda - skaczę do DIABEŁKA (najbliżej) kolano w brzuch z całej siły - różnica wagi jest duża między nami - nawet nie piśnie, głowa mu się wychyla do przodu, druga sekunda - łapię go ręką za tą głowę i uderzam z całej siły o ścianę. Trzecia sekunda szybko do CYKORA - piąta sekunda - podcinka, szósta - chwytam krzesło i rozbijam nim głowę CYKORA, który już leży na ziemi. Siódma - chwytam popielniczkę i uderzam z całej siły GENERAŁA w głowę, gdzie ma tą ranę, po kastecie". Planuje i wyobrażam sobie.

Jeszcze raz powtarzam w myślach patrząc się na każdego po kolei na pewniaka i wyobrażam sobie jak ich masakruję. Nie czy - mi się uda to zrobić, tylko, że ja ich masakruje! Dzieje się DZIWNA RZECZ. DIABEŁEK nagle zaczyna nerwowo strzepywać tytoń, ręce mu się trzęsą i robi się czerwony na twarzy jak burak! Już unika mojego wzroku! Z CYKOREM jeszcze gorzej. Zaczyna mrugać oczami jakbym latarką mu w nie świecił, i robi jakąś dziwną mimikę twarzy, taką niekontrolowaną jakby jadł coś kwaśnego, trzęsawka rąk i także spuszcza wzrok ze mnie. GENERAŁ purpurowy na twarzy ale trzyma fason. DIABEŁEK i CYKOR uciekają z palarni!

GENERAŁ zostaje i nagle wypala" A wiesz jak walczyć z diabłami? Z takim tłustymi spaślakami?! Wyjeżdżasz mu z kopa - (tutaj rzuca profesjonalne określenie typu mawashi czy inne) - mówi dalej - celujesz w kolano nad wielkim kopytem" i pokazuje na mnie niby te ciosy mówiąc: "Najlepiej jak masz tytanowe czy kevlarowe wszczepy w nogę, cała siła z uda i łamiesz im kolana jak zapałki! Albo wbijasz na pełnej kurwie, w spaślaka, prosiaka jebanego i w ryj z całej siły z pięści, albo z łokcia!" I uderza z całej siły w ścianę z pięści parę razy i z łokcia, aż tynk prawie leci ze ściany, cały purpurowy na twarzy i wkurwiony. Oczy u mnie robią się pewnie jak pięć złotych, ale nie komentuje. GENERAŁ wkurwiony wychodzi z palarni.

DIABEŁEK i CYKOR (wiecie skąd ksywa już) kiedy później bywam na palarni, palą nerwowo i szybko. I wychodzą, GENERAŁ cały czas traktuje mnie w porządku, zawsze się pyta czy poczęstuje papierosem, czy pożyczę 5 złotych, czy poczęstuje kabanosem, grzecznie - nie odmawiam mu, zawsze oddaje mi kasę czy fajkę. Ale on mi najbardziej "śmierdzi" właśnie. CYKOR jak mnie widzi tu się oddala zawsze i patrzy na mnie jakbym mu rodzinę zamordował. Raz próbuje go przeprosić, że może niepotrzebnie się wtrąciłem do rozmowy jego z dziewczyną to "Mówi, żebym się do niego nie zbliżał!" Jak mnie mija to zawsze gniewny wzrok, odwdzięczam mu się podobnym, z uśmiechem na ustach pogardliwie puszczając mu w myślach wiązanki i nazywając CYKOREM. Spuszcza wzrok i jak najszybciej się oddala, a ja się w duchu śmieję. Może naprawdę coś czytają w myślach?

-- 23 sie 2017, 18:32 --

Odwiedziny rodziny - wtedy zacząłem myśleć, że może to z JEDZENIEM dzieje się globalnie. Na razie z nikim dosłownie z nikim nie rozmawiam na tematy, które się tutaj wydarzają lub o mich przypuszczeniach. Każdy mógłby powiedzieć o tym co mówię lekarzowi czy pielęgniarce i mają co chcieli - wariata. A ja chcę stąd wyjść.

Wychodzimy z mamą na wybieg siadamy na ławce, przyniosła mi ze trzy paczki "Chesterfieldów". Coś mnie bierze, żeby sprawdzić papierosy. Otwieram nową, zafoliowaną paczkę i rozkruszam papierosa na ławce. Kurwa mać nie wierzę - te same zielone drobiny w papierosie! Biorę następną paczkę, sprawdzam czy oryginalnie zafoliowana, no oryginalnie - otwieram, rozkruszam - to samo - zielone drobinki wymieszane z tytoniem, w małych ilościach.

Na wybiegu jest dużo ludzi, ale NIKT DOSŁOWNIE NIKT się nie pyta dlaczego to robię. Mama siedzi obok i pewnie ma mnie za wariata w tym momencie. Myślę, może oni tego i tak nie będą widzieć jak zacznę im pokazywać, albo są tu podstawieni ludzie też, albo te pasożyty w mózgu ich kontrolują czy ki chuj? Zaczynam się zastanawiać...

Co jeżeli to jest w większości jedzeniu i produktach koncernów na całym świecie. Co jeśli te "zarodniki" ogłupiają ludzi lub powodują nad nimi jakąś kontrolę. Albo są czymś o czym nawet nie mam pojęcia.Większość regionalnych marek handlowych w danych krajach została przecież wykupiona przez największe koncerny UNILEVER, NESTLE itp itd? WINIARY wykupione przez - NESTLE, PUDLISZKI przez HEINZ, UNILEVER ma z 500 marek z większości dziedzin życia - od chemii gospodarczej, przez nabiał po herbaty, KRAKUS niby polski a właścicielem akcji jakiś SHANGHUI, a wcześniej amerykanie. Wódki to samo Żołądkowa - STOCK, SOPLICA - CEDC, papierosy to samo - SOBIESKIE zamienione na inne marki - tu królują Imperial Tobacco, British American Tobacco czy Philip Morris. Wiecie, sam nawet nie wiedziałem, że niektóre marki nie są już nasze i myślę...

Co jeśli to jest odgórny plan i karmią nas ŚCIERWEM we wszystkim? Największe światowe koncerny?Ludzie przestają myśleć logicznie, skupiają się na materializmie, dupczeniu i odchodzą od wszystkich ważnych wartości (wiecie, fura, skóra i komóra plus rozwiązły tryb życia) - powoli dzieje się to na Zachodzie, gdzie dochodzi do takich idiotyzmów, że islam to niby religia miłości. Jak nagrodą za wielokrotne zabicie niewinnych ludzi i jednoczesne popełnienie samobójstwa może być pójście do raju? (pas szahida) przecież to się kłóci samo ze sobą z ludzkim sumieniem- a ludzie łykają te kity bez sprawdzenia... Co jeśli KARMIĄ NAS PASOŻYTAMI, albo KARMIĄ ŚCIERWEM PASOŻYTY w naszej głowie?

Wkurwiam się i muszę z kimś tak pogadać, żeby nie wiedział o co chodzi, ale się wystraszył. Wybieram CHUDEGO (gostek w okularkach co niby mnie zna ze studiów, a ja go nie kojarzę wcale) bo wydaje mi się, że spęka najprędzej. Siedzi na sali telewizyjnej. Siadam obok na krześle i mówię do niego: "CO TU SIĘ KURWA DZIEJE?" "Nie wiem o czym mówisz", "Nie wiesz o czym mówię? 4 osoby w szpitalu, które spotkałem w życiu, parę z osiedla plus niby ty co mnie znasz - wszyscy w tym samym czasie co ja w szpitalu, dziwny zbieg okoliczności? Co tu jest kurwa grane?" CISZA. "Masz czas do jutra, żeby powiedzieć mi całą prawdę - inaczej rozjebię Cię na atomy! (mam takie powiedzenie jak mnie ktoś wkurwi) Sam Cie znajdę. Aha i powiedz im jeszcze jedno - że wychodzę stąd tak jak wszedłem, inaczej idziecie na dno razem ze mną!"

Szukam CHUDEGO na drugi dzień, nigdzie go nie ma! Pytam się pielęgniarki o tego chłopaka w okularach szczupłego i go opisuje. Nie pamiętam imienia. Ona mówi ten i ten - tak - dostał TYGODNIOWĄ PRZEPUSTKĘ. Myślę, tygodniowa przepustka w psychiatryku? Jaja jakieś? Szukam go po tygodniu. Nie pojawia się on więcej w szpitalu...

Po rozmowie z CHUDYM idę na palarnię, palę i tak te gówniane fajki od matki. Jest mi wszystko jedno... Zjawia się GENERAŁ i puszcza mi jakieś suchary: "Wiesz jak się pali papierosy to na ustniku robi się kółko (czy jakiś inny znak - nie pamiętam dokładnie jakie znaki na jakich papierosach), jak roboty (robione) - to coś tam, jak kupione w sklepie niby zachodnie to gwiazdka, jak jakieś tam to coś tam" I na dowód pokazuje mi ustnik swojego papierosa, gdzie ma gwiazdkę - MYŚLĘ O CO KAMAN? Widział mnie jak rozkruszam papierosy to mi teraz puszcza jakieś kity, ale gwiazdkę na ustniku widzę. Pewnie chce, żebym zaczął o tym rozpowiadać. Jeszcze mnie częstuje. A chuj Ci w dupę myślę, dawaj tą fajkę. Palę bez słowa.

Jutro będzie o CZARNEJ MAGDZIE (dobre...), systemie rpg WŁOCHATEGO (z diabłami i aniołami - bo jakże by inaczej)!W który miałem z nim i POZEREM grać oraz o GÓRNIKU z bardzo dziwnymi smsami. Bardzo.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 23 sie 2017, 18:51 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 12 sie 2017, 20:27
Posty: 13
Płeć: mężczyzna
Jako, że w jednym temacie piszę już od tygodnia, ciągle dodając nowe posty, które zamieniają się w edycję (takie ustawienia forum widocznie) - chyba nikt nie czyta tego tematu, ponieważ na stronie głównej forum nie pojawia się informacja o nowym poście.

Tutaj macie moją prawdziwą historię:

co-to-moglo-byc-t10467-30.html

Proszę moderatora dar66 o przekopiowanie tutaj całego mojego wątku, a Was moi drodzy o lekturę i podzielenie się ze mną wrażeniami, refleksjami i opiniami.

Ja, kiedy działy się te wydarzenia o istnieniu żadnych jaszczurów nie miałem pojęcia i do tej podchodzę wątpliwie, ale nie neguję - naprawdę działo się tam coś dla mnie ciężkiego do wytłumaczenia. I nie jest to wymysłem mojej bogatej wyobraźni. Ciągle zastanawiam się nad niektórymi wydarzeniami, których byłem świadkiem. Macie tam i PLAMY ŚWIATŁA, i ZBIEGI OKOLICZNOŚCI BARDZO DUŻE jak i prawdopodobnie PASOŻYTY Z KOSMOSU albo ODWIECZNĄ WALKĘ DOBRA ZE ZŁEM.

Bardzo trudno jest mi to jednoznacznie rozszyfrować, więc może przyda się Wasza pomoc?

Zapraszam do lektury i podzielenia się opiniami.

A moderatora proszę o przerzucenie mojego wątku tutaj.

Jakby całość zniknęła, na wszelki wypadek robię kopię ponieważ dużo się rozpisałem :-) i od nowa nie chciało by mi się pewnie zaczynać.

Pozdrawiam

Pokaż Uwagi moderatora

-- 24 sie 2017, 17:34 --

Dobrze moderatorze, widocznie nie jest mi dane utworzenie tutaj osobnego tematu, więc kontynuuje tutaj.

Przedstawie teraz jeszcze parę dziwnych sytuacji, które miały tam miejsce, ale wróćmy do TRZĘSĄCEGO i jego brata i spadku. Pewnego popołudnia TRZĘSĄCY włącza na głośnomówiący telefon i dzwoni do brata, kiedy ten przywiezie mu dokumenty. No to słucham, jak rozmawiają, TRZĘSĄCY pyta go o dokumenty i czemu nie przyjechał do szpitala z nimi, brat go całkiem zlewa, puszcza mu jakiś słodki kit, że coś mu wypadło, obiecuje przyjechać kolejny raz.

Siedzę sobie parę dni później w pokoju, wpada TRZĘSĄCY (on ciągle śpi w izolatce, pytam się go dlaczego, to mi odpowiada, że nie wie i ciągle go faszerują jakimiś lekami - myślę, że może coś nawywijał zanim tutaj przyjechał, ale w ciągu dnia chodzi normalnie z pacjentami, a na noc do izolatki?). - no to wpada mi do pokoju TRZĘSĄCY i mówi, że jego brat przyjechał, ale bez dokumentów i żebym porozmawiał z jego bratem.

Kurcze, ja? Myślę, ale dobra, szkoda mi TRZĘSĄCEGO to idę. Wchodzimy na salę telewizyjną, witam się z jego starszym bratem, chwilę gadają między sobą, widzę, że coś kręci to mówię mu prosto z mostu, coś w stylu "Jeżeli zależy Ci na Twoim bracie i chcesz mu pomóc, to przywieź mu te dokumenty do podpisania, a nie tylko obiecujesz. Chyba, że masz zamiar go ubezwłasnowolnić, zostawić tutaj i przejąć jego część spadku to nie przywoź" Wybałusza gały, mówi "Widzę, że kolega w temacie!" i patrzy na brata i na mnie. Zlewam go, żegnam się idę do siebie. Na następnej wizycie brat przywozi TRZĘSĄCEMU dokumenty. Od tego momentu TRZĘSĄCY nie śpi już w izolatce...

TRZĘSĄCY mówi mi, że się będzie rozwodził z żoną, jest trochę załamany, ale mówi też, że na oddział przenieśli czy przywieźli fajną laskę. I że ona mu się bardzo podoba. Dobra myślę, fajnie. Męczy mnie o tej dziewczynie non stop, pokazuje taką cichą czarnulkę, pytam się go jak ma na imię - on mówi, że MAGDA. Dobra fajnie. No to poznaję CZARNĄ MAGDĘ i pytam się, co się stało, że tutaj trafiła. Ona, że przed ślubem pokłóciła się z chłopakiem do tego stopnia, że się rozstali i ze ślubu nici. Myślę, no nie wierzę! DOKŁADNIE jak ze mną i z moją MAGDĄ!...

TRZĘSĄCY naciska, żebym chodził do niej jako jego swat hehe, bo ona mu się bardzo podoba, a on jest nieśmiały. To chodzę i mówię, że TRZĘSĄCY chciałby z nią porozmawiać, że mu się podoba. On jej niestety nie bardzo... Organizujemy u SĄSIADA w nowym jego pokoju (przenieśli go z 10 do trójki, w której była nawet toaleta) niby spotkanie z kobietami, żeby TRZĘSĄCY się rozluźnił i zapoznał z CZARNĄ MAGDĄ. Wiecie, jakieś orzeszki, chipsy, napoje, ja, TRZĘSĄCY, SĄSIAD jako gospodarz, ktoś tam jeszcze, ze trzy dziewczyny w tym CZARNA MAGDA i taki emerytowany GÓRNIK (przyszedł niedawno), który miał skoczne kawałki muzyczne na telefonie.

GÓRNIK puszcza muzykę, ja próbuje rozbawić towarzystwo, nikt się nie bawi. To proszę CZARNĄ MAGDĘ do tańca takiego weselnego, później próbuję, żeby zatańczyła z TRZĘSĄCYM - dupa blada. Nikt nic nie chce. Tylko jeden taniec i po imprezie. Oczywiście później TRZĘSĄCY jest zazdrosny i puszcza mi suchara, że rozmawiał z nią i że "jej się podoba ktoś inny na oddziale". Taak? Pytam kto? On mówi, że JA! Śmieję się, i mówię, że nie jest w moim typie, że nie lubię takiego typu urody, mimo, że ona jest całkiem ładna. Poza tym w sercu kocham swoją MAGDĘ, a tutaj się pojawia inna MAGDA, która pokłóciła się z chłopakiem przed ślubem, tak jak ja ze swoją i do tego ponoć ja jej się podobam. Śmierdziało mi to kitem lub znowu dziwnym zbiegiem okoliczności...

Po 10 dniach przenoszą mnie do pokoju SĄSIADA (trójki), wcześniej przenieśli tam POZERA i ściągnęli mnie - wyprosili u sióstr. POZER namawia mnie na granie w fajny system rpg, który ma WŁOCHATY (ten wysoki, szczupły, z długimi czarnymi włosami). Dobra to będziemy grać. Dają mi system do zapoznania. Jakiś system, w którym gra się ANIOŁAMI i DEMONAMI (czy DIABŁAMI) - znowu kwestia religijna się pojawia i walki dobra ze złem.Nie pamiętam nazwy, ale wydany chyba trochę lat temu, gdyż WŁOCHATY ma go podniszczonego w segregatorze.

Uznają, że gramy SIŁAMI CIEMNOŚCI, wybierają sobie swoje POSTACIE. Wiecie, po jasnej stronie mocy ANIOŁY: Michał, Gabriel i inni, po ciemnej UPADŁE ANIOŁY - AZAZEL, LUCYFER, BELIAL i inne takie postacie, niektóre imiona mi znane ze słyszenia, inne zupełnie dla mnie nieznane. Wszyscy opisani dokładnie plus wiele współczynników - na 2 stronach A4.

Już niby wybrałem jakiegoś "demona", ale czytam tam opisy fabularne i jeden, w którym w przedszkolu, ktoś wymordował dzieci przybijając je do ściany i wieszając jelita jako girlandy w Święta - trochę jest dla mnie za ciężki. Wiecie oglądałem nałogowo horrory pokroju MARTYRS, czy TEKSAŃSKIE MASAKRY czy inne, ale takie gdzie zabijają dzieci to dla mnie za dużo. Np nigdy nie obejrzałem SERPSKIEGO FILMU, bo słyszałem, że tam są za "grube" sceny z dziećmi. Mówię, że nie chcę mi się w to grać, wolałbym MAGIĘ i MIECZ, którą miałem za młodu. POZER okazuje się też w nią grał, WŁOCHATY nawet ma! Na drugi dzień mama WŁOCHATEGO przynosi mu Magię i Miecz i wtedy gramy, ale...

... ogólnie znowu doświadczam dziwnego motywu religijnego w tym psychiatryku (anielsko-diabelski system rpg...). Zanim jednak oddałem WŁOCHATEMU ten system wypożyczam go sobie na godzinę czy dwie, bo jedna rubryka przyciągła mojąuwagęw charakterystykach postaci - POSTRZEGANIE CZŁOWIEKA - przez te anielskie czy demoniczne byty, i tak w skrócie:

SIŁY CIEMNOŚCI: dla 80% tych "demonów" - to jesteśmy ludzie - bydłem, zwierzętami, bydłem, nie mamy duszy, zwierzętami, dla 20% - psychopaci, gwałciciele, mordercy, sataniści są cenni jako mięso armatnie czy słudzy....
SIŁY JASNOŚCI: dla 50% tych "aniołów" - to jesteśmy bydłem, zwierzętami, równi zwierzętom, nie mamy duszy. DLA 30 % mamy duszę, jesteśmy cenni jako wojsko, nie jesteśmy równi aniołom, jesteśmy tylko ponad zwierzętami, chyba tylko dla paru postaci jesteśmy - wspaniałymi istotami, mającymi duszę i nawet przewyższającymi aniołów pod tym względem. BARDZO PRZYKUŁO TO MOJĄ UWAGĘ... No ale przeczytałem i oddałem. Tyle.

GÓRNIK emerytowany to dla mnie ZAGADKA. Taki podstarzały podrywacz, z 55 lat, latał za kobietami, ciągle puszczał muzykę z telefonu, bardziej w klimatach zabawowych - Disco Polo. W sumie fajny chłop. Ktoś uderzył go mocno w głowę, gdyż miał mieć robiony tomograf czaszki. Później wywnioskowałem z rozmów z kolegami z kopalni, co go odwiedzali, że to jego żona to zrobiła. Nazywali ją kurwą, że za to co zrobiła, powinna iść siedzieć. Chcieli mnie częstować bezalkoholowym piwem (przelane do butelek 1,5 litra) - ale odmówiłem, bo mi się jego smak kojarzy ze zwykłym.

On do mnie przychodził często z telefonami i tego kurczę nie byłem w stanie ogarnąć, o co tu chodziło. Do muzyki miał jeden telefon, ale mi włączał inny i mówił, że dostaje na ten drugi numer dziwne smsy. Włączał mi go i dawał do czytania. Tam się włos jeżył na głowie: "Zabiję cię ty skurwysynu, rozjebię ci czaszkę, zajebię cię, spierdalaj chuju, zginiesz, zgnijesz" i tym podobne smsy! Cały telefon. Pytałem się czy mam mu wykasować, a on, żebym czytał i żebym mu powiedział od kogo. No nie znałem tych numerów to skąd mogłem wiedzieć. Pytałem się czy od żony czy od jakiegoś zazdrosnego chłopa, jej kochanka albo coś ?

Zaprzeczał, że nie wie. W ogóle dziwnie mi odpowiadał, albo ja nie zadawałem właściwych pytań? Raz go opieprzyłem nawet, że nie wiem, czego on ciągle ode mnie chce, później przeprosiłem, za mój wybuch. Na szczęście tomografia czaszki nie wykazała u niego wewnętrznych obrażeń. Ale o co chodziło z tymi smsami nie wiem, normalnie jakby ktoś bardzo ZŁY mu je wysyłał...

Na dzisiaj tyle. Jutro opiszę najdziwniejsze zachowania GENERAŁA i powoli będę zbliżał się do końca. Normalnie nieraz jak te rzeczy sobie przypominam i o nich myślę, to zadaje sobie pytanie czy to czasem wszystko nie działo/dzieje się w mojej głowie, a ja leżę gdzieś w śpiączce po jakimś wypadku... Takie myśli też mi przychodzą do głowy... :-) No ale skoro wszystko dokładnie pamiętam, spotkałem nawet dwa dni temu SĄSIADA na osiedlu, oraz opisuję Wam to wszystko na forum - to znaczy, że jest w porządku.

Proszę o podzielenie się swoimi opiniami, jaszczury?, pasożyty i ścierwo w jedzeniu?, byty nadprzyrodzone?, anioły i demony?,jakaś organizacja przestępcza co chciała mnie ogłupić? czy tylko zwykły psychiatryk ze zwykłymi zbiegami okoliczności? Ale za dużo tych dziwnych wydarzeń, matrix się pruje w szwach?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 24 sie 2017, 21:49 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 17 wrz 2015, 10:38
Posty: 76
Płeć: kobieta
Witaj Goonies 76. Opisujesz niesamowitą historię. Podejrzewam, że w większości tych szpitali tak to właśnie wygląda. Super, że dzielisz się swoimi przeżyciami i tak szczegółowo je tutaj opisujesz. Myślę, że pytania i komentarze pojawią się po całym opisie.
Muszę się przyznać że takie światełka, które opisywałeś -kiedyś sama zaobserwowałam w swojej sypialni. Budzę się rano a tu po ścianie- (mam boazerię w sypialni) idą sobie takie trzy światełka - gęsiego jeden za drugim. Wyglądało to tak jak sam opisałeś- wielkości dłoni jak takie wielkie skarabeusze koloru złotego jasno złotego i migały jak światełka choinkowe - światło poruszało się w prawą stronę. I takie coś maszerowało mi po boazerii do góry potem po białym suficie aż w końcu było coraz bledsze i bledsze i wtopiło się w sufit. A ja leżałam i się zastanawiałam co to u licha jest. Było to jakieś 2 lata temu. Opowiedziałam to tylko mężowi, ale popatrzył na mnie dziwnie i dopiero jak mu przeczytałam twój opis, zrobił wielkie oczy, bo mu tak samo to opisałam kolor, gra światła i cienia i marsz po ścianie a potem po suficie a na końcu wtopienie się w ścianę.

A tym czasem zastanawia mnie jedno, czy po wyjściu ze szpitala znalazłeś jeszcze te zielone drobinki w jedzeniu czy fajkach?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 25 sie 2017, 8:55 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 lut 2013, 20:44
Posty: 11
Płeć: mężczyzna
Proponuję zrobić mały eksperyment. W nocy przed uśnięciem leżąc w łóżku w ciemności, delikatnie nacisnąć zewnętrzne kąciki oczu. Jak najdalej na zewnątrz, i obserwować co się widzi. Ciekawi mnie czy niektórzy mają podobne efekty jak ja. Nie chcę pisać co ja widzę, mogłaby to być sugestia.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 25 sie 2017, 10:59 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 12 sie 2017, 20:27
Posty: 13
Płeć: mężczyzna
Docisnąć kąciku oczu zewnętrzne i przesuwać na zewnątrz? hehehe - no spróbujemy.

Przeje dziś po południu do opisu zachowań GENERAŁA dziwnych.

MIMOZA - po wyjściu ze szpitala nie widziałem tych świateł, ani tego ŚCIERWA w jedzeniu czy fajkach. Tylko wiecie ja jem praktycznie same domowe jedzenie przyrządzane przez ojca. Przychodzę do rodziców na obiady. Papierosy palę, ale planuje rzucić.

Właśnie w pracy rozmawiałem z Kierownik HURTOWNI nabiałowej, gdyż wkurzyłem się na cenę masła. Co to się dzieję z masłem? Na przykład miałem Masło po 2,50 w zakupie netto w czerwcu tego roku najtańsze - teraz to samo masło 5,15 netto zakup. I siej ej pytam, o co chodzi z tym masłem, skoro mleko nie drożeje, to dlaczego masło o ponad 100% i jest droższe od szynki za 1KG? No jaja jakieś!

I ona mi mówi, że CAŁY EKSPORT IDZIE NA ZACHÓD i DO STANÓW? No to ja się pytam dlaczego? Bo w STANACH mają wprowadzić ZAKAZ SPOŻYWANIA MARGARYNY i przygotowują ludzi do jedzenia masła. Eee, to co oni mają jeść masło eksportowane od nas, a my kurna margarynę ,bo masło to będzie u nas towar luksusowy? ( kostka 200g = ok. 6 zł DETAL najtańsze, czyli 1KG = 30 ZŁ!). Tak przytaczam jako ciekawostkę... O co kaman z tym masłem? Ale wiecie, ja się na produkcji masła nie znam, tylko mnie wkurza ten niesamowity skok jego ceny...

-- 25 sie 2017, 18:48 --

No to jedziemy z dziwnymi zachowaniami GENERAŁA.

Wiadomo oprócz tych zachowań, które napisałem w postach powyżej.

Chyba drugiego dnia zapytałem go o syna, czy go kocha i żeby dowiedzieć się coś więcej o tej sytuacji z ojczymem, złem i jak dostał kastetem. Dostałem odpowiedź: żebym się nigdy go więcej o to nie pytał i żebym nie wątpił, że kocha syna. Opierniczył mnie grubo - myślę, w sumie miał rację, to jego prywatne sprawy.

Kiedy mieszkałem w trójce z POZEREM i najpierw z SĄSIADEM, a później jego zastąpił KUCHARZ (bardzo fajny człowiek, który miał problemy z pamięcią krótkotrwałą, przeszedł operację mózgu w jakiejś zaawansowanej technologii, wycinali mu guza, i nie pamiętał nieraz jak ma jego rozmówca w czasie rozmowy na imię, czy o czym rozmawia. Po prostu nieraz nie pamiętał ostatnich chwil.) - to GENERAŁ przychodził często w odwiedziny. Ja to nazywałem na KONTROLĘ :-). Każda kontrola zawierała: czy to pożyczenie ode mnie papierosa, pieniędzy czy poczęstowanie go jakąś wędliną. Chyba nigdy mu nie odmówiłem i zawsze oddawał. Budził we mnie mieszane uczucia, z jednej strony jakby chciał wzbudzić moje zaufanie, z drugiej jego zachowanie właśnie najbardziej było mi podejrzane.

Zrobiliśmy z POZEREM planszówkę rpg, (plansza, przeszkody, potwory - narysowana na kartce, plus jakieś karty broni itp) - gdyż rozgrywki w MAGIĘ i MIECZ skończyły się po dwóch potyczkach fiaskiem z powodu wymyślania w trakcie gry nowych zasad przez WŁOCHATEGO. No i na tej planszówce jedną z przeszkód był GAR LUDOŻERCÓW - taki wielki garnek, w którym się gotowały ludzkie kończyny i napis SMACZNEGO. Wiecie była to akurat część planszy niby ludożerców - i pytamy się GENERAŁA, czy mu się podoba ta planszówka, a on na to, że najbardziej podoba mu się to - i wskazał GAR LUDOŻERCÓW. Utkwiło mi to w pamięci, nie wiem czemu.

Miałem go na początku za tępego osiłka, ale w czasie jednej rozmowy (już po sytuacji z jedzeniem) zaczął mi mówić o Freudzie, Nietschem, zadeklamował jakiś wiersz, którego nie znałem i zaśpiewał nawet jakąś nieznaną mi francuską piosenkę - a z wyglądu wiecie - maszyna do walki. I mówi "Że to jest nie ważne" - pokazując na swoje mięśnie - "Najważniejsze jest to co ma się w głowie". Uśmiechnąłem się i potwierdziłem, myślę - kurcze w porządku z niego nieraz chłop.

Z drugiej strony kiedy byłem z chrześniakiem na wybiegu przysiadł się i zaczął pokazywać zdjęcia różnych samochodów niby jego i gdzie to nie był na wczasach, zdjęcia, wszystko. Taka bryka lepsza, taka najlepsza, to zajebiste, i tamto super i wtedy rozmawiał właśnie jak typowy kark bez mózgu. Całkiem inny styl rozmowy i zachowania- jakby dwie różne osoby!

Bardzo chciał ponosić moje okulary, nie dawałem mu bo i po cholerę, ale pewnego dnia się uparł i mu dałem. Założył pochodził trochę, wyśmiał, że niby w nich widziałem ŚCIERWO i mi oddał. Od tego momentu nie zauważyłem w szpitalu nic nadprzyrodzonego - oprócz wiadomo dziwnych zachowań, zbiegów okoliczności itp. Później zauważyłem, że zabierał okulary, KAŻDEMU z nowo przyjętych pacjentów i przeważnie na drugi dzień. No ale oni mu się nie przeciwstawiali w żaden sposób, i przeważnie po chamsku im zabierał. Do mnie zawsze grzeczny i kultura jak coś chciał.

Kupił sobie perfumy, oczywiście czarny adidas, (mój ulubiony wtedy) i zapytał się czy nie chce się psiknąć. Dobra myślę, podchodzę i miałem małą rankę przed dłonią - wtedy chwycił mnie za rękę i psiknął w tą rankę. Ja zdziwiony, on uśmiechnięty. Chowa perfumy do szuflady i otwiera ją szeroko. Wiecie, my nie mogliśmy mieć sznurówek, ładowarek, golarek - nic ostrego. A on w szufladzie MA TO WSZYSTKO! Golarkę, ładowarkę, nóż zwykły (my plastikowe), komplet oryginalnych kosmetyków (my tylko dezodoranty mogliśmy mieć, żadnego kremu do golenia, ani wody kolońskiej - dostawaliśmy to tylko na godzinę golenia). On miał to wszystko przy sobie! Specjalnie otworzył żebym widział. Popatrzył na mnie, zauważył, że się tam patrzę, uśmiechnął się i zamknął.

Jak byliśmy w palarni (było tam okno i krata, która z jednej strony była oderwana lekko od ściany) odgiął tą kratę i powiedział mi, żebym uciekał. No, myślę sobie - uciekinier z psychiatryka? Pewnie wtedy dopiero miałbym przesrane...

Z nim miałem wrażenie, że ON WIE, że ja wiem, że dzieję się w tym szpitalu coś dziwnego. Był jakby kontrolerem, czy nie zacznę rozpowiadać o niektórych sprawach każdemu. Z jednej strony pomocny, z drugiej zbyt dużo dziwnych zachowań, żeby mu zaufać i porozmawiać o moich podejrzeniach.

Jutro napiszę jak stamtąd wyszedłem i opiszę jeszcze parę dziwnych momentów.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 25 sie 2017, 19:04 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3216
Płeć: mężczyzna
zastanów się jak z tego wyjść by wrocić do siebie-to naprawdę proste.
Pozdrawiam

_________________
Żywe Zwierciadła i zakrzywione odbicia.
.kapsw oget jatyzc eiN



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 27 sie 2017, 13:54 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 12 sie 2017, 20:27
Posty: 13
Płeć: mężczyzna
PRAWDA WYGLĄDA NASTĘPUJĄCO

Zaczęło się od tego, że moja KOCHANA SIOSTRA EWA, odwoziła mnie z pracy dłuższą drogą do domu niż normalnie. Nie wiedzieć czemu, ciągle skręcała w pierwsze źle oznakowane rondo przy którym biegła droga bez pierwszeństwa. Nadrabiała kilkaset metrów zamiast zawozić mnie prostą drogą do domu i skręcać na dobrze oznakowanym drugim rondzie. W 2 tygodnie naliczyłem 4 przejeżdżające przed nami, wymuszające pierwszeństwo auta, przecinające nam drogę przed nami. Dziwiło mnie to. Siedziałem na miejscu pasażera i jakby doszło do zderzenia to po mnie. Ratowało mnie często to, że miałem dużo pracy i wychodziłem minimalnie niepunktualnie.

Raz rozwiązała mi się sznurówka i zawiązywałem ją ze 3 sekundy. Kiedy dojeżdżaliśmy do ronda po raz kolejny, rozmawiam z siostrą, ta się nie odzywa, więc patrzę na nią i widzę ZŁĄ twarz! I samochód dosłownie 3 sekundy wcześniej przecina drogę przed nami. Gdyby nie sznurówka byłoby po mnie. Ktoś kiedyś powiedział mi, że w życiu nie ma przypadków.

Na drugi dzień w pracy miałem prawie zawał serca, po którym nagle zadzwonił telefon, odebrałem i najpierw cisza, a kiedy powiedziałem halo - z rozdrażnieniem i złością pewnie, że żyje odpowiedziała mi KOCHANA MAMUSIA KRYSTYNA.

Jak byłem mały kupiłem siostrze lody, chciała dwie gałki, ja kupiłem jej trzy. Jakież było moje zdziwienie jak dostałem opiernicz od kochanej siostry! Uciekłem popłakany i przestraszony.

BARDZO JĄ KOCHAŁEM, kiedy wychodziła za mąż pierwszy raz, płakałem, że nie będzie już ze mną mieszkać. W przypadku KOCHANEJ MAMUSI KRYSTYNY kiedy mój ojciec był zazdrosny o kolegę mamy z pracy, Pana LESIAKA, że niby MAMUSIA się z nim pieprzy, ja zawsze jej broniłem. MÓJ OJCIEC TADEUSZ PIŁ wtedy z tego powodu dużo i bardzo się go bałem. Wierzyłem KOCHANEJ MAMUSI KRYSTYNIE, że była wierna TACIE. Tata mi nawet mówił, że MAMA powiedziała mu, że się z pieprzy z Lesiakiem i co on jej zrobi? Tata się wieszał z tego powodu. Ja głupi wierzyłem KOCHANEJ MAMUSI i odsuwałem się od TATY. Bardzo kochałem MAMĘ.

Kiedy zdawałem maturę i chciałem się pochwalić TACIE zdaniem angielskiego, on był pijany i wyciągnął gdzieś z ciuchów KOCHANEJ MAMUSI poświadczenie o SKROBANCE i pokazał mi, że usunęła dziecko z Lesiakiem. Ja zdziwiony, żal mi się zrobiło TATY, ale dalej KOCHAŁEM MAMUSIĘ.

Kiedy zacząłem mieć nawroty wiary i rozmawiałem z MAMUSIĄ o Bogu, zapytała, czy Bóg przebaczy usunięcie nienarodzonego dziecka. Odpowiedziałem, że jak się szczerze wyspowiada to na pewno. Później połączyłem OBA TE FAKTY - dokument o skrobance plus zapytanie mamy i chciałem z nimi porozmawiać na ten temat. OBOJE ZAPRZECZYLI - TATA, że nie pokazywał, MAMA, że nigdy nie usunęła dziecka. MAMUSIA zadzwoniła na pogotowie i wtedy zawieźli mnie do szpitala.

Jedną rzecz ze szpitala pominąłem, myślałem, że jest nieważna, PRZED ŚWIATŁAMI parę minut - MUZYK, który był na wózku, zaczął wstawać NA WŁASNE NOGI bez wózka. Jak usłyszał, że nie śpię - siadał na łózko z powrotem.

DO RZECZY

PRAWDA JEST STRASZNA:

Nie wziąłem tabletki nasennej przez ostatnie dwie noce, udając, że połykam ją tak samo jak w szpitalu. KOCHANA MAMUSIA karmiła mnie nimi codziennie, że niby widzę bzdury i żebym nie miał problemów ze snem. Niestety jest coraz bardziej tępa i tego nie zauważyła. Na fajki ze ŚCIERWEM jestem uodporniony - mają działanie USYPIAJĄCE i OSŁABIAJĄCE. Myślała, że śpię, a ja czuwałem i poszedłem do toalety. Bałem się o TATĘ, który ma pokój za toaletą.

NA ŚWIECIE ISTNIEJĄ DWIE GRUPY LUDZI, A RACZEJ LUDZI I BYDŁA (OWIECZKI):

PASOŻYTY I ŻYWICIELE!

Kiedy śpicie - gdzieś koło 2 lub 3 w nocy (przeważnie po ŚCIERWIE W JEDZENIU), - WIEC POLECAM UDAWAĆ

PASOŻYT (W MOIM PRZYPADKU KOCHANA MAMUSIA KRYSTYNA) RUSZA NA ŁOWY W DOMU
BARDZO SZYBKIE ŁOWY, PORUSZAJĄC SIĘ Z BŁYSKAWICZNĄ PRĘDKOŚCIĄ DO KAŻDEGO Z ŻYWICIELI!
I WYSYSA Z ŻYWICIELI ENERGIĘ ŻYCIOWĄ. JA PRZYŁAPAŁEM MAMĘ, JAK OTWORZYŁEM SZYBKO DRZWI Z TOALETY - BYŁA ZASKOCZONA.

Poruszają się prawie jak w japońskich horrorach te zjawy ala ring - dziwne pozy i szybkie ruchy, ale kiedy ich przyłapiecie STAJĄ i się cofają. Ale jak zapytałem grzecznie - CO chcesz MAMUSIU? - to się cofnęła. PILNOWAŁEM TATĘ BO SIĘ O NIEGO BAŁEM. Chciałem sobie zrobić kawę w kuchni, żeby nie usnąć i odwróciłem się na chwilę do okna - 2 sekundy - i MAMUSIA ZNALAZŁA SIĘ JUŻ W TOALECIE, udając, że się załatwia! Nie wiem czy wykorzystują dylatację czasu, czy tak szybko się poruszają, jak ich przyuważycie - stają i trzeba się zapytać grzecznie - coś w stylu - Kochanie gdzie idziesz? Wtedy są zaskoczone i coś głupiego powiedzą.

CECHY CHARAKTERYSTYCZNE PASOŻYTÓW - Uwielbiają Kasę, szczególnie na koncie! Nie lubią dużo wydawać niepotrzebnie. Chyba, że na ŻYWICIELA - ubrania, konsole,papierosy, jedzenie czyli ŚCIERWO na to dają kasę - tak jak kupowała MI KOCHANA MAMUSIA - nawet mieszkanie, że mam blisko do niej i do siostry. Nie lubią gotować i w ogóle dbać o dom - wkurwiają się, że muszą to robić i są nerwowi wtedy.

KŁAMIĄ NON STOP, KŁAMSTWO WYCHODZI IM Z UST I CZĘSTO SĄ TĘPI! Więc możecie ich oszukać, udając, że jecie czy palicie to ŚCIERWO. Przynoszą smakołyki, jedzenie dla swoich ŻYWICIELI. Zapewne czytają w myślach - przykłady ze szpitala. Udają RELIGIJNYCH (tak jak moja matka). Dbają o ŻYWICIELI i często grają w MONOTONNE GRY (telefon, tablet) - wiecie 1500 plansz kulek non stop. Albo Fifa non stop i nic trudniejszego nie ogarniają.

SĄ ZAZDROŚNI O ŻYWICIELI - jak rozstałem się z MAGDĄ, to MAMA chciała, żebym zamieszkał z nią i TATĄ, zaś KOCHANA SIOSTRA i KOCHANY CHRZEŚNIAK - abym mieszkał u siebie. WIECIE - MAMUSIA ŻEROWAŁA NA MNIE I NA TACIE jak mieszkałem z nimi, a JAK MIESZKAŁEM U SIEBIE to SIOSTRA I CHRZEŚNIAK - z bloku obok. Wystarczy otwarte okno w domu. A WCZEŚNIEJ ŻEROWAŁA NA MNIE NAJPRAWDOPODOBNIEJ MOJA NAJWIĘKSZA MIŁOŚĆ - MAGDA. MAMA JEJ NIE LUBIŁA, SIOSTRA EWA I CHRZEŚNIAK SZYMON - bo kurwa byli ZAZDROŚNI O ŻYWICIELA!

NIENAWIDZĄ NAS, traktują jak BYDŁO, poszedłem dwie godziny temu z KOCHANĄ MAMUSIĄ DO KOŚCIOŁA i JAK ONI SIĘ MODLILI - uświadomiłem sobie, jak zapytałem MAMY dlaczego nie idzie do spowiedzi - że chodzi co piątek przecież. KŁAMSTWO rzuciłem jej w ryj. NIGDY NIE BYŁA W PIĄTEK W KOŚCIELE. Popłakałem się, zerwałem krzyżyk i wyjebałem z Kościoła. KŁAMIĄ NON STOP.

W związku PASOŻYT - ŻYWICIEL - pasożyt kwitnie i pięknieje, mówią, że to miłość. ŻYWICIEL podupada na zdrowiu i choruje.

KOCHAŁEM ICH NAD ŻYCIE - A ONI PASOŻYTOWALI NA MOIM. MOJA KOCHANA MAMA, SIOSTRA, CHRZEŚNIAK i PEWNIE MAGDA. Mój Tato już się na to godzi... Mama płaci mieszkanie, jedzenie, telefon i wszystko, on gotuje - ona pasożytuje na nim. W moim przypadku - większość kobiet to PASOŻYTY, ale nie wiem jak jest ogólnie.

Trzymajcie się moich wytycznych i poświęćcie nockę na udawanie snu - kiedy podejrzewacie partnera o pasożytowanie a go złapiecie na gorącym uczynku.

CAŁE MOJE ŻYCIE TO KŁAMSTWO - myślałem, że mnie Kochają, a oni się mną ŻYWILI.

Wyjebuje od nich całkowicie! Skąd się wzięli - nie wiem. I co z tym światłem księżyca - nie jestem pewien. Teleportują się przez nie czy co. Chuj im w DUPĘ. NIECH ZDECHNĄ SKURWYSYNY PASOŻYTY.

PASOŻYTY I ŻYWICIELE
"LUDZIE" i BYDŁO KURWA OWIECZKI
A CHUJ WAM W DUPĘ



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 27 sie 2017, 15:06 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 496
Płeć: kobieta
Goonies76, wreszcie jeden odwazny, ktory nie traktuje matki jak swietej krowy.
Po smierci mojej matki, jej pasozyty weszly we mnie. I nagle zaczelam patrzec na serie filmowe, takie z milosnymi intrygami. Taka miloscia do tych filmow zapalalam, ze niemalze wszystko ustawialam pod katem filmow, zeby tylko nie opuscic jakiegos odcinka. To nie byla moja milosc do tych filmow, tylko mojej matki, to ona tak zawziecie patrzyla na takie filmy. Po jakims miesiacu zorientowalam sie, ze to nie ja. Kolega pomogl mi wypedzic to z ciala i ochota do ogladania tych filmow zniknela calkowicie.

Inny pasozyt to moja babka. Zyla dlugo, a zyla dzieki podbieraniu energi. Podczas gdy zyla czulam czesto jej obecnosc przy sobie. Ktorej nocy tak mi dala popalic, ze wsalam i trzy godziny odcinalam sznury do niej. Rano umarla. Ale gdy umarla to cos od niej weszlo mi w serce, bo jakis czas mialam niesamowite kolatanie serca. Musialam popracowac, aby sie od niej uwolnic.

Wiekszosc ludzi mysli, ze jak ktos umrze to sa wolni od tych swoich bliskich. A wzorce maja to do siebie, ze one znajduja sobie nowego zywiciela, najczesciej czlonka rodziny, bo to te same wzorce. I to, ze to te same, to sie tego nie zauwaza, bo zachowanie sie nie zmienia, tylko te wzorce, ktore sie mialo staja sie silniejsze.

Prawda jest jeszcze taka, ze my mamy cos w sobie co pozwali tym pasozytom na zyrowaniu na nas. Gdy sie ma integralnosc, swoja prywatnosc, to te pasozyty lukiem obejda takiego osobnika. I to bardziej my sami wypowiedzielismy kiedys slowa: chce miec mame, chce miec babcie. No i sie ma.

-- 27 sie 2017, 18:59 --

Cytuj:
W 2 tygodnie naliczyłem 4 przejeżdżające przed nami, wymuszające pierwszeństwo auta, przecinające nam drogę przed nami. Dziwiło mnie to. Siedziałem na miejscu pasażera i jakby doszło do zderzenia to po mnie. Ratowało mnie często to, że miałem dużo pracy i wychodziłem minimalnie niepunktualnie.


Svego czasu tez mialam wiele takich przypadkow z autami, ktore nagle wymuszaja pierwszenstwo, albo nagle pojawiaja sie znikad. To bylo za czasow gdy jezdzilismy na kursy gdzie bylo duzo informacji na temat pozaziemskich grup. Gdy ktos za duzo widzi, staje sie swiadomy-staje sie niebezpieczny dla manipulantow.
W ciagu jednej podrozy , 350 km mielismy nastepujace zdarzenia: moj partner "zapomina" na stacji benz. zakretki do oleju, dostajemy kapcia w oponie, policja nas sciga za przekroczenie predkosci. A po kusie, gdy dostalismy material na komputer to komputer padl. Mial wtedy 3 miesiace i 80 % czesci zepsulo sie. Mielismy wtedy gwarancje ale sprzedawca byl mocno zdziwiony bo nigdy czegos takiego nie widzial.

W tym co opisales moze nie chodzi o takie pasozyty, a wlasnie pozaziemskie grupy, ktore czuja sie zagrozone. Do tego stopnia, ze moga sie posunac do zabicia niewygodnej osoby. Potrafia wejsc w cialo kierowcy, spowodowac wypadek, ale tuz przed smiercia ulatuja z ciala i w ten sposob nie maja karmicznego powiazania z cialem, ktre zabili. Takie morderstwo doskonale.

-- 27 sie 2017, 19:17 --

Cytuj:
CAŁE MOJE ŻYCIE TO KŁAMSTWO - myślałem, że mnie Kochają, a oni się mną ŻYWILI.


Gdy tak przyjdzie co do czego, to nie jest lepsze przezyc rozczarowanie, ze nigdy nie bylo sie kochanym, nigdy sie nie kochalo niz zyc iluzja milosci i dalej sie oszukiwac...?
A do odkrycia czeka prawdziwa Milosc, ze Zrodla.

To jest chyba najtrudniejszy i najwazniejszy watek do przepatrzenia w zyciu kazdego czlowieka. Niewielu ma odwage to zrobic. A to ten watek trzyma nas najbardziej w zniewoleniu.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 27 sie 2017, 23:53 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 12 sie 2017, 20:27
Posty: 13
Płeć: mężczyzna
JEŻELI DZIŚ W NOCY LUB W NAJBLIŻSZEJ PRZYSZŁOŚCI STANIE MI SIĘ COŚ ZŁEGO, KRZYWDA TO

CHCIAŁBYM ABY WSZYSCY "LUDZIE" Z PASOŻYTAMI ZOSTALI WYLECZENI

I STALI SIĘ PRAWDZIWYMI LUDŹMI I ABY CAŁY ŚWIAT POZNAŁ PRAWDĘ!

I ABY NA ZIEMI ZAPANOWAŁ POKÓJ I MIŁOŚĆ

TAK MI DOPOMÓŻ BÓG

NAZYWAM SIĘ ADAM TADEUSZ STĘPIEŃ

PS. MADZIU - BARDZO CIE KOCHAM, JEŻELI TO SŁYSZYSZ POMÓŻ MI.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 28 sie 2017, 8:26 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree

Rejestracja: 08 wrz 2014, 16:04
Posty: 165
Płeć: kobieta
Lokalizacja: PlanetaZiemia
@goonies76 na takiego pasożyta najlepsze będą zioła w tabletkach o nazwie Siledin, kup je jak najszybciej na allegro. Pozbędziesz się go na zawsze, jest tu wątek o tej mieszance ziół w wątku o zdrowiu http://davidicke.pl/forum/siledin-alarsin-dyskusja-ogolna-t16095.html, nie zwlekaj, a będzie dobrze.
Aaaa i odezwij się do nas.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 28 sie 2017, 12:42 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 12 sie 2017, 20:27
Posty: 13
Płeć: mężczyzna
Wiecie nie piję 5 lat i oprócz kawy i papierosów nie biorę żadnych używek.

Wiem co widziałem i opisałem Wam prawdę.

Kocham swoją mamę, siostrę i chrześniaka i Magdę dalej, mimo tego co się dzieje na świecie.

Zresztą wszystko opisałem Wam ze szczegółami i nie jest to wymyślona historia.

Wyciągnijcie wnioski, poobserwujcie, pomyślcie nieraz co się dzieje i OTWÓRZCIE OCZY.

Ważne aby nie mieć w stosunku do nich żadnych zobowiązań i należności nawet najmniejszych. Na przykład podam - jak chciałem rzucić palenie to dawałem siostrze moją paczkę papierosów i kiedy chciałem wziąć jednego - ZAWSZE dawała mi swojego bo moją paczkę gdzieś zgubiła. Tak samo mama zawsze chce mi kupować papierosy.... Od dzisiaj przechodzę całkowicie na swoje zakupy i sam będę wszystko sobie robił.

Zresztą macie moją historię, dałem Wam wiele wskazówek. Otwórzcie w końcu OCZY.

Moja największa prośba do Boga, aby te pasożyty w ich mózgach umarły i żeby oni byli wszyscy znowu normalnymi ludźmi takimi jakich ich pokochałem.

Żeby zarówno żywiciel i pasożyt został uleczony w trakcie wysysania energii i żeby wtedy te pasożyty w mózgu umarły.

PROSZĘ ŻEBY KAŻDY PRZEJRZAŁ NA OCZY GDYŻ PRAWDZIWA MIŁOŚĆ JEST BEZINTERESOWNA

UDAWANA MIŁOŚĆ JEDNEJ OSOBY KOSZTEM ZDROWIA DRUGIEJ (I WSKUTEK TEGO PÓŹNIEJ ŚMIERCI DRUGIEJ) NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z MIŁOŚCIĄ!

PRAWDA TO NIE JEST KŁAMSTWO - A ONI KŁAMIĄ JAK NAJĘCI. DO TEGO Z BIEGIEM CZASU DUŻO ZAPOMINAJĄ.

Zresztą popatrzcie u siebie w rodzinach itp itd w okolicy - JEDNA OSOBA CHORUJE I MA PROBLEMY ZDROWOTNE A KTOŚ Z JEJ NAJBLIŻSZYCH KWITNIE I PIĘKNIEJE.

Ode mnie to tyle, poczekam, popatrzę, zobaczę co będzie się działo dalej. Macie moją historię - może trochę otworzy Wam oczy.

Powodzenia w przebudzeniu się. Przynajmniej mam taką nadzieję.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 28 sie 2017, 13:50 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 wrz 2011, 14:46
Posty: 1062
Płeć: mężczyzna
Polecam zaznajomić się z tym tematem oraz książką Pasożyty umysłu Colina Wilsona.
Fragment w temacie. Pełna powinna być gdzieś na chomiku.

colin-wilson-pasozyty-umyslu-t2409.html?hilit=paso%C5%BCyty%20umys%C5%82u

_________________
Czas przestać zgrywać oświeconych dupków i stać się po prostu ludźmi.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 28 sie 2017, 21:51 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 31 sty 2017, 23:12
Posty: 55
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Bayern
Moja przygoda z wampirami energetycznymi; Gdy sie ozenilem poraz pierwszy moj ojciec dawal mi pietro swojego domu, do mieszkania. Ale moja zona i tesciowa byly przeciwne, chcialy bysmy kniecznie mieszkali u nich, w dwupokojowym mieszkaniu. Tak zedcydowaly i tak zostalo. Po jakims czasie przyjezdza do mnie ojciec, i mowi ze taka dalsza ciotka lezy w szpitalu, i chce koniecznie bym przejal jej dom i gospodarstwo rolne. No tu byla awantura gdzie ? na wies /mieszkalismy w malym miasteczku/i do tego na Slask. Moj ojciec pochodzil ze Slaska. Zeby pracowac w polu, i opiekowac sie ciotka. Ciotka nie miala dzieci, wiec wszystko przypadloby mnie. No pewnie 10 lat albo i wiecej trzeby by sie ciotka opiekowac. Musialem powiedziec ojcu ze niestety ale odmawiam. Mieszkanie u mojego ojca czekalo na mnie caly czas, ale moja zona nie lubila mojego ojca za to , ze ten bez zadnych ogrodek mowil wszystko prosto z mostu, i troche ja krytykowal. Po trzech latach nie wytrzymalem dalszego zycia razem z tesciami, i poszukalem sobie pracy z mieszkaniem. Z moim zawodem nie byl to zaden wiekszy problem. Po wyprowadzeniou sie od tesciow,na odleglosc, ze nie mogla za czesto dio nas przyjezdac. Po przeprowadzce, wiekszosc rzeczy ktore sobie kupilem, musialem zostawic tesciowej i zaczynac od poczatku. Pisze o tesciach tylko jako o tesciowej, tesciu nie mial nic w domu do powiedzenia, byl zreszta bardzo zchorowany. Ja zarabialem bardzo dobrze, lecz mojej zonie bylo tego ciagle za malo. Zmienilem prace i wyjechalem za granice do Niemiec do pracy. W zwiazku z tym ze znalem j. niemiecki to nie bylo zadnych problemow. Ale to taka praca na eksporcie kilka miesiecy w pracy pozniej tydzien lub dwa w domu , i zpowrotem. W sumie zwiedzilem cale Niemcy, az trafilem do Monachium, gdzie zostalem juz na zawsze/mam nadzieje/poznalem moja obecna zone mamy corke juz prawie dorosla . Rozwiodlem sie z moja pierwsza zona, w Polsce zostawilem jej wszystko czego sie dorobilem. I musialem znow zaczynac od nowa.W miedzyczasie zmarl moj tesciu, pozniej szwagier. Szwagier mieszkal z mamusia do smierci , a zmarl w wieku 40 lat.. Co jakis czas i tak przyjezdzalem do Polski do mojej i obecnej zony rodziny. Raz gdy przyjechalem przyszla do mnie moja corka z pierwszego malzenstwa, i mowi ze jej babcia a moja byla tesciowa jest umierajaca, i chcialaby sie ze mna spotkac, bysmy sobie wszystko wybaczyli. Nie chcialem sie zgodzic, ale corka w koncu mnie namowila. I poszedlam na oddzial paliatywny gdzie lezala. Zachowywala sie dosyc agresywnie, ale podalem jej reke i powiedzialem ze jej przebaczam, ale wtedy stalo sie cos strasznego, ta szarpnela taka ilosc energi ze mnie ze o malo co sie nie przewrocilem. Przez rok czasu dochodzilem do siebie po tym incydencie. A ona jakby ozyla , kilka dni po tym wypisano ja ze szpitala, i zyla prawie rok. Jak tak obserwuje rodzine mojej bylej zony, to dochodze do wniosku ze wykorzystywanie energetyczne innych ludzi jest tam normalne, Tak jakby to bylo genetyczne, i dotyczy tylko lini zenskiej.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 28 sie 2017, 23:20 
Offline
Administrator
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 wrz 2011, 0:01
Posty: 801
Lokalizacja: Alpha Orionis
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
Tak jakby to bylo genetyczne, i dotyczy tylko lini zenskiej.


Tak - linia żeńska ma większy potencjał do przenoszenia pewnych jakości, Wiem z doświadczenia i obserwacji, w tym pozytywnych jakości i nie.

U kobiet często jest tak że tęsknią za tym co utraciły- ale jak się robi dzieci( i nie obdarza ich prawdziwą miłością) to moc się zużywa i potem usychają sobie powoli- więc żeby wyrównać straty to chętnie z młodej osoby potrącą sobie co nieco. Nie jest tak zawsze ale często. Wampiry nie są szczęśliwe dopóki się nie nażrą. Rozwiązanie: stać się tak niejadalnym, tak bardzo- że w naszej obecności czują się fatalnie a skutki czują długo po...to jest wojna- nie patrzcie na biologiczne połączenia bo najgorszy wróg potrafi siedzieć w jednym z członków twojej rodziny... ale jak to mówią: trzymaj swoich przyjaciół blisko, a wrogów jeszcze bliżej - dzięki temu możesz ich w końcu wyeliminowywać z własnego pola i nie ściągną cię w dół przy twoim wyjściu z układu( kto wie ten wie o co mi chodzi).

Cytuj:
vindpust: Wiekszosc ludzi mysli, ze jak ktos umrze to sa wolni od tych swoich bliskich. A wzorce maja to do siebie, ze one znajduja sobie nowego zywiciela, najczesciej czlonka rodziny, bo to te same wzorce. I to, ze to te same, to sie tego nie zauwaza, bo zachowanie sie nie zmienia, tylko te wzorce, ktore sie mialo staja sie silniejsze.


no- to wsumie ważna kwestia- kiedyś tego sam nie rozumiałem, bo to i tak potem trzeba "załatwić' - inaczej mówiąc jak zabijesz(zmienisz, przekształcisz itp) chorobe w sobie to jej pierwotny nosiciel umiera :twisted:
To jest curfa jak zabicie dwóch much jedną packą ! Bo czujesz jak poprzez ciebie- od wewnętrznych zmian- zaraza umiera fizycznie i przyznaję że jest z tego satysfakcja. Międzyczasie taki "członek rodziny" czuje dosłownie ból gdy zaczyna przebywać w naszym pobliżu bo nie ma żarcia!!!! a syf wraca do niego. Oczywiście wtedy pasożyt się zorientuje i będzie bardziej atakował- bardziej testował, bardziej prowokował. Nie należy okazywać litości czy współczucia- to nie pora na to bo jak tylko zdejmiesz osłonę to - hyc... i już krwawisz.

Bezwzględność i uwolnienie od ludzkich emocji to klucz( na potrzeby danej chwili). Nie można współczuć każdemu- są byty które na to nie zasługuję po prostu- zasługują na bezwzględność i jest to ich "natura" więc na głębszym poziomie dają na to przyzwolenie jako ich naturalny tryb bycia i komunikacji. Człowiekowi ciężko pojąć ze są to byty tak odmienne w swej "etyce" i naturze, że nie mieści się to z reguły w zdolnościach poznawczych, wyobrażeniach itd.- i na to liczą, ludzkie zwierzęce wrodzone słabości.

_________________
Mundus vult decipi, ergo decipiatur



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 29 sie 2017, 0:23 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 496
Płeć: kobieta
Cytuj:
To jest curfa jak zabicie dwóch much jedną packą, czujesz jak poprzez ciebie kurestwo umiera i przyznaję że jest z tego satysfakcja. Międzyczasie taki "członek rodziny" czuje dosłownie ból gdy zaczyna przebywać w naszym poblizu bo nie ma żarcia!!!! a syf wraca do niego. Bezwzględność i uwolnienie od ludzkich emocji to klucz.



Ostatnio badalam sobie slowo: Duma. Badalam go sobie, bo znudzilo mi sie zyc pogarda. Duma jest na drugim biegunie do pogardy. Duma jest czesto mylona z pogarda. Jezeli jest sie dumnym porownujac z kims, ze jest sie lepszym, stawia sie wyzej od kogos to nie jest Duma tylko pogarda. A jak czuje Dume z siebie, z tego co w sobie nosze to mam tylko siebie jako odnosnik. Czuje Dume, ze jestem nosicielem Calosci, Zrodla...

No wiec pytam sie siebie co sie stanie jak bede czula Dume?
Odpowiedz: strace kontakt.
I wtedy wszystko staje sie jasne.

Budowa matrixa to chierarchia. Jest oparta na pogardzie: lepsi i gorsi. Pogarda obsadza nas w rolach =wzorcach) a wstyd w nich utrzymuje. Wzorce maja swoje powierzchnie do kontaku z innymi, aby mogly zachaczac sie o innych i odgrywac swoje role. I dopoki ma sie pogarde w sobie, to znak, ze to zachowanie wzorcowe. Duma nie ma tych powierzchni kontaktowych i o nikogo sie nie zaczepia. Duma jest uczuciem, pogarda emocja. Nawet mowi sie, ze ma sie z kims dobry kontakt. Ma sie. Wzorce dobrze sie ze soba czuja, bo moga sobie odgrywac swoje role.

I jeszcze jedno ciekawe. Jak bede Dumna, to bede traktowala wszystkich na rowni.
"Nie mozna traktowac sie na rowni z mama" - uslyszalam.
Oczywiscie, ze nie. Dziecko musi byc postawione nizej w tej chierarchii. To matka decyduje, dziecko sie nikt nie pyta o zdanie. To matka (ojciec) moze dziecku wymyslac, nazywac je tym i owym, ale dziecku nie mozna nazwac matki tym czym ona nas nazywa. Matka moze ci powiedzie, ze jestes glupi, ale dziecku nie mozna powiedziec tego matce. Czyli, od malego jestesmy karmieni pogarda i ta pogarda powoduje, ze wyrzekamy sie tego co w nas prawdziwe i dajemy sie wsadzac w role: dobrego albo zlego dziecka.

Dobry artykul napisal Bert Hellinger o porzadku czyli chierarchi w milosci:
http://www.hellingerpolska.pl/bert_5_4.php

Tak, bezwzglednosc, czyli zaprzestanie reagowania jest kluczem.
I jak sie przestaje reagowac, tylko trzezwieje sie i patrzy na sytuacje, jak ta osoba gra role a nie ma wspolgracza to ta osoba peszy sie, bo troche glupio tak grac sobie role samemu.

Mojej matce jak kiedys cos odmowilam (a mnie wyprali mozdzek na taka calkowicie grzeczna i nigdy nie-odmawiajaca) to w jednej chwili rozbolala ja trzustka, jelita i cos tam jeszcze i zaczela plakac. To byla moja pierwsza proba to i tak bylam pozniej dumna, ze odwazylam sie chociaz czulam poczucie winy.

Trzeba sie tez przygotowac, ze bedzie sie oskarzanym o brak seca, bezlitosnym, zimnym, nieczulym, nonszalanckim, czyli takim slowem na ktore ktos jest alergicznym. Zeby cie przywolac do porzadku. I mozna sie tylko cieszyc kazdym takim epitetem, bo ono oznacza, ze wychodzi sie ze szponow matrixowych.

-- 29 sie 2017, 15:07 --

Jest jeszcze taki aspekt tych pasozytow, tych, ktore wpuscimy w cialo, ze my je wpuszczamy w siebie, bo po prostu mamy z nich jakas korzysc. Jakbysmy nie mieli korzysci, to po prostu nie wpuszczalibysmy ich w siebie. I mozna stac sie ich swiadomym, mozna je przepedzac na trzy wiatry, a one za chwile sa spowrotem. To z wlasnego doswiadczenia.
Kiedys oczyszczalam jednego kolege, ktory ma bardzo dobre widzenie "tego czego nie ma". W czasie oczyszczania wyskoczyl z niego jakis pasozyt i ukryl sie w kacie. Kolega to wszystko widzial. Polecil mi wziac odkurzacz taki stworzony z mysli i wciagnac go w odkurzac a potem rozpuscic myslami odkurzacz razem z nim. Gdybysmy on nie przuuwazyl tego pasozyta, to z pewnoscia zaraz po zabiegu mialby go sporotem w sobie.

Tak dla wyjasnienia co znaczy okreslenie "tego czego nie ma".
To pochodzi z dziecinstwa, gdy wysmiewano mnie, ze boje sie" tego czego nie ma". A ja widzialam "to, czego nie ma" tylko matka i babka tego nie widziala. Wiec nie chcialam widziec "tego czego nie ma", zeby nie musiec sie tego bac i byc wysmiewana. To co pamietam z wczesnego dziecinstwa, gdy mialam 8-9 miesiecy to dwoch duzych jaszczurow w pokoju. Ciekawe jak ten obraz sie zakodowal, ze nawet wiem swoj wiek kiedy to bylo.

-- 30 sie 2017, 19:39 --

Kiedys bylam na warsztatach o uzdrawianiu na poziomie komorkowym prowadzonym przez Kanadejczyka. Te zajecia byly prowadzone w Polsce. I on powiedzial, ze mial warsztaty w wielu krajach swiata, ale takich wiezow rodzinnych, sznurow jak Polacy maja to nikt im nie dorownuje. Jestesmy jak takie ameby z wypustkami i okradamy sie nawzajem z energii.
Codzienne oczyszczanie sie ze sznurow powinno byc czynnoscia taka jak mycie zebow. I po takim odlaczeniu sie samopoczucie poprawia sie natychmiast.

Czytalam tez kiedys ksiazke o kobiecie, ktora chciala byc szamanka. Wiec szamanka codziennie wysylala ja do groty w ktorej spedzala cale dnie. Nie robila nic innego jak przypominala sobie rozne sytuacje ze swojego zycia, przeczuwala to wszystko na nowo i uwalniala sie od tych polaczen.

Cytuj:
Tak jakby to bylo genetyczne, i dotyczy tylko lini zenskiej.


Kobieta jest glowna przekazicielka wzorcow.
Jak sie jeszcze pomysli, ze plod jest otoczony emocjami matki. I jak matka cos nieodpowiedniego zje, to plod traktuje to jako zagrozenie zycia i jak matka w tym czasie byla np. zla to plod kojarzy sobie jej emocje jako cos co ratuje mu zycie. Czesto kopiuje sobie ta emocje od matki i pozniej zyje sobie z ta skopiowana emocja. Zyje sobie z ta matki zloscia jak w kokonie, przyciaga ludzi, ktorzy mieli podobne zabarwienie emocjonalne, bo to daje mu poczucie bezpieczenstwa.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 wrz 2017, 0:07 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 31 sty 2017, 23:12
Posty: 55
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Bayern
No mam nareszcze troche czasu zeby pisac, bo zaczelo padaci zanosi sie ze bedzie to trwalo kilka dni. Lato to czas moich zniw . Codzennie jeste w parku , nad Isarem, i zbieram swoje ziolka i beere. no a pozniej w domu to trzeba ususzyc i przerobic. A poza tym przez cale wakacje mialem pod opieka wnuka z Polski, nawiasem mowiac takiego stresu jak z nim nie przezylem dawno.
A co do tego co pisze @Gonies 76 , to okolo 40 lat temu bylem jako gosc w zakladzie psychiatrycznym , to bylo niedlugo bo okolo 2 godziny , ale odczucia mam podobne. Nie wydaje mi sie by ci ludzie byli nienormalni, oni po prostu przebywaja w innej rzeczywistosci, tylko ta ich rzeczywistosc czesciowo pokrywa sie z nasza. W ich rzeczywistosci dzialaja inne prawa i sily ktorych my normalnie nie znamy, lub udajemy ze ich nie znamy.
Tak zgadzam sie z tym ze nie ma przypadkowych zdarzen, wszystkie sa celowe, wszystkie czemus sluza. Chociaz zdarza sie ze za jedne odpowiada jedna sila, za inne jej przeciwienstwo. Wszystko zalezy od tego ktora w danym momencie jest silniejsza i szybsza.
Wszystko co @Gonies76 przyzyl i opisal ma jakis cel, moze tylko dla niego, moze tez dla innych? dlatego to opisal.

Ja np. mam odpowiedz na jakis post i chce odpisac, ale gdy przyjdzie do pisania nie potrafie napisac slowa, a wczesniej mialem przygotowana w glowie szczegolowa odpowiedz.Innym razem wchodze na forum, czytam tematy i samo sie mi pisze, normalnie sie mi samo pisze, nie myslalem wczesniej na ten temat, no moze pare lat wczesniej.
No ale dosyc musze jeszcze poczytac troche innych tematow, mam troche zaleglosci.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 wrz 2017, 9:08 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 12 sie 2017, 20:27
Posty: 13
Płeć: mężczyzna
Witam ponownie.
Prowadzę własne dochodzenie.

Układanka powoli się układa. Zaznaczę na wszelki wypadek, gdyż co do bezpieczeństwa forum nie jestem przekonany - to:

Jestem zdrowy na umyśle i jeżeli znajdę się w psychiatryku, kto droga mamo poprowadzi dział handlowy w Twojej Firmie i uzyska takie przychody z marketingu i na kim będziesz pasożytować, bo zrobię Ci zakaz wstępu. Oczywiście możesz wykorzystać swoje umiejętności, ale raz Cię już widziałem w akcji - więc pewnie zobaczę i znowu. Układ jest prosty ląduje w psychiatryku - szukasz innego żywiciela a ja nigdy Ci nie przebaczę teraz jeszcze Cie kocham.

Jedziemy:

GÓWNA ZASADA:

PORUSZAJĄ SIĘ Z PRĘDKOŚCIĄ ŚWIATŁA, kiedy śpimy lub jesteśmy skupieni na czymś innym - wykorzystując DYLATACJĘ CZASU i PRĘDKOŚĆ ŚWIATŁA (lub zbliżoną). Poczytajcie o dylatacji i zobaczycie o czym mówię. Na przykład dla fotonu - czas nie istnieje. Jak to odkryłem - zostawię dla siebie, gdyż nie ufam nikomu. Wykorzystajcie sprzęty Wam dostępne - MYŚLCIE LUDZIE! Często zdarzyło Wam się zostawić przedmiot w jednym miejscu, a znaleźć w innym? Zostawić reklamówkę ładnie złożoną z zakupami, a przychodzicie z innego pokoju i coś z niej wypadło itd itp? Bierzcie pod uwagę ich prędkość światła i to, że wtedy czas prawie dla nich nie gra roli - a wszystko sobie wytłumaczycie.

NA RAZIE UDAŁO MI SIĘ ZOBACZYĆ DWÓCH W AKCJI - nie wiem dlaczego jeszcze nieraz ich widzę, nieraz nie - ale dojdę do tego. Tego MUZYKA w szpitalu, co niby nie chodził, a w nocy nagle wstaje na nogi! Oraz mamę biegnącą wtedy szybko po korytarzu do taty, lub w 2 sekundy przemierzającą odległość z jej łóżka do toalety. Kiedy złapiecie ich na gorącym uczynku - nie panikować, tylko zadać grzeczne pytanie. Wtedy się dezorientują i wycofują. Dziwne pozy przybierają w trakcie poruszania, albo wydaje się to ludzkiemu oko, gdyż nie widzi wtedy wszystkich klatek ruchu.

Ja nazwałem ich pasożytami, mama w trakcie rozmowy z psychiatrą, którego wezwała powiedziała, że nazwałem ją WAMPIREM ENERGETYCZNYM, ja tego nigdy nie powiedziałem! KŁAMSTWO - ciągle KŁAMIĄ i niby z dobroci powodują, ze NIEŚWIADOMIE GRZESZYMY! Kupują niby z dobroci dla żywiciela przedmioty, jedzenie, papierosy (nałogi), mi nawet mieszkanie. Jestem cały ubrany od stóp do głów w rzeczy od KOCHANEJ MAMY, a z Firmy, w której ona jest Prezesem, a ja pracuję mam telefon służbowy i okulary - NIC SWOJEGO ZA WŁASNE PIENIĄDZE... Wszystko kupiła mi MAMA z dobroci i przez to mam u niej dług - niby od serca i może na mnie pasożytować. A to objawy LENISTWA. Uzależniają w ten sposób innych ludzi od siebie (nieświadome ofiary) powodując u nich chciwość, lenistwo, nie umiarkowanie w jedzeniu i piciu.

Wszystko kupujcie sobie sami i dobrze, żeby przeszło przez Wasze ręce wszystko co zjecie, wypalicie, napijecie się. Żebyście nie dostawali ŚCIERWA w jedzeniu, piciu, papierosach. To wszystko jest powiązane "WAMPIRY"/ ZŁO - GRZECHY / PASOŻYTY kontrolujące zachowanie, które obecne są w jedzeniu, piciu i używkach. Jeszcze nie doszedłem do tego, co powoduje, że widziałem ścierwo, a co że nie widziałem, ale zmieniam styl życia i zobaczymy.

Najważniejsza jest dla nich KASA - szczególnie na koncie, nie lubią wydawać chyba, że na żywiciela, żeby nieświadomie grzeszył, kasa = władza - oraz druga sprawa KŁAMSTWO - kłamią jak z nut! Mówią, że niby ktoś tam coś o nas powiedział złego, żeby wywołać w nas gniew. Albo kłamią, żeby nas zirytować i rozgniewać - wtedy się cieszą. Głównym celem ich jest UZALEŻNIENIE OD SIEBIE i ABYŚMY NIEŚWIADOMIE GRZESZYLI.

ŚCIERWO może być we wszystkim, ja przerzuciłem się na zapałki, żeby wszystkiego czego używam - przeszło przez moje ręce i niedługo wszystko sobie sam zacznę kupować od zera. Prawdopodobnie przejdę też na papierosy robione, żeby tytoń przechodził przez moje ręce. Może się wydać to śmieszne, ale coś w tym musi być, gdyż oburzenie w mojej rodzinie na temat zapałek było OGROMNE. Mama i Tata latali za mną po domu i wciskali zapalniczki mamuśki hehe. Tak samo, kurwica mamę strzela kiedy robię jej przelew za papierosy. Albo siostra, która jak zostawiałem jej moje papierosy, a chciałem zapalić ZAWSZE częstowała mnie jej papierosami - moje gdzieś zapodziała. Kiedy palę papierosy widzę nieraz jakby pył z papierosa unoszący się koło mnie, podstawiam rękę, żeby opadł a on się unosi! Gonię go palcem, ręką a on ucieka. Czyli ŚCIERWO może być we wszystkim! Czyżby były to zarodniki ZŁA/PASOŻYTY? W jedzeniu, piciu, używkach, ubraniach, które nosimy, a które oni nam prezentują?

LUDZIE MYŚLCIE - bierzcie pod uwagę to co piszę oraz DYLATACJĘ CZASU i PRĘDKOŚĆ ŚWIATŁA - a wiele dziwnych zbiegów łatwo się rozwiązuje!

BŁYSK - który nieraz widzicie przez cały pokój - to oni startują lub poruszają się szybko i tylko widzicie ten błysk. Widzicie go też na swoich powiekach, kiedy się budzicie, a oni na Was pasożytowali i wtedy widzą, że się budzicie i uciekają szybciej niż otworzycie oczy. Stąd ten błysk poprzez powieki, zanim się obudzicie. Kiedy w ciemnym pokoju poprzez noc widzicie meble i cały pokój, a budzicie się nagle i widzicie dziwne mroczki/cienie - zamiast przeciwległej ściany/mebli - to oni się poruszają i uciekają. Pewnie po długim śnie jesteście w chuj zmęczeni, a do tego upoceni jak świnie (ja mam włosy na klacie i nieraz są mokre) - zamiast być rześkim po odpoczynku - to znak, że ktoś na Was pasożytuje! Wmawiają Wam, że MEBLE "pracują" w nocy wydając dziwne odgłosy (skrzypienie, itp), albo ktoś o 3 w nocy po cichu otwiera zamek w zabudówce na korytarzu baaaardzo powoli, lub słyszycie kroki, gdzieś gdzie nikogo nie powinno być - dupa jaś - to ONI SIĘ PORUSZAJĄ! Wiem, że potrafią się wpierniczać przez okna, MAMA zawsze chce, żebym imał zamknięte okno jak jestem u niej (ma mnie dla siebie tylko), a jak jestem u siebie na mieszkaniu, żebym miał otwarte. TATO wstaje w nocy o 3, idzie do kuchni, otwiera okno, i od razu idzie spać. W drzwiach od kibla, w dziurce od klucza jest napchana gazeta, żebym nie widział czasem co się dzieje, w domu, jak jestem w toalecie. Kiedy macie podejrzenie o pasożytowanie "WAMPIRÓW" czy jak je zwać - to udawajcie, ze spicie i nasłuchujcie co się dzieje! Usłyszycie dziwne odgłosy, gwarantuje!

PRZYKŁADY:

MAMUŚKA: włosy mamy są wszędzie w domu, wanna wiadomo, dywan wiadomo, CZĘSTO W MOIM JEDZENIU, które sam sobie szykuje. 1.No poszedłem po herbatę, bułka zostawiona na taborecie przy łóżku. Wracam, jem bułkę a w niej włos mamy... 2. Szykuje sobie kolację, kładę na taborecie przy łóżku, szukam telefonu chciałem zadzwonić. Taboret był pusty jak kładłem talerz z jedzeniem. Idę do sypialni szukam telefonu - wracam patrzę a on na TABORECIE! A mamuśka "-Hahaha nie zauważyłeś telefonu!" Pewnie chciała bym się wkurwił.. 3. Kupujemy wodę mineralna w sklepie osiedlowym - zawsze płaci mama, chciałem zapłacić kartą (na koncie pieniądze są i limity dobrze poustawiane) - przykładam kartę do czytnika, mamuśka wkurzona na maksa, że nie ona płaci - i dupa - TRANSAKCJA ODRZUCONA. Przychodzę do domu, sprawdzam, wszystko ok. Uświadamiam sobie, że mama zna hasło i login do mojego konta... DYLATACJA CZASU - jedna nananananosekunda i już ustawienia na koncie pozmieniane co do transakcji. 4. Kłamstwa MAMY - "Zawsze w piątki chodzę do spowiedzi" - "Nigdy w piatek nie byłaś w kościele! - odpowiadam". Nakupiła Encyklopedii Jana Pawła II ze 30 tomów - NIGDY NIE WIDZIAŁEM, żeby jakąś czytała/ Zrobiła się religijna, dopiero, kiedy ja wróciłem do wiary. 5. TATA w 95 roku pokazuje mi dokument o skrobance MAMY (tu może być kontrola umysłu mamy nad tatą kiedy on był pijany i popełnia grzech - lub ma on już poprzez pasożytowanie mamy i jedzenie ścierwa pasożyty w głowie), MAMA pyta ROK TEMU czy Bóg wybacza kobietom usunięcie nienarodzonego dziecka. Rozmawiamy o tym. Kojarzę fakty i mówię im o tym. ZAPRZECZAJĄ oboje i mama dzwoni po karetkę, żeby mnie zabrała do psychiatryka. 6. BABCIA - kochana babcia, z dłuuuugimi włosami mieszkająca na wsi i przyjeżdżająca do nas raz na rok na dłużej. Pamiętam jak rozczesywała swoje dłuuugie włosy z godzinę, czytała BIBLIĘ i chodziła wiernie do kościoła. Mieszkała u wujka i cioci w domu, na parterze, zaś jej trzech wnuczków na górze, na pierwszym piętrze w domku jednorodzinnym. Rodzina MAMY jest długowieczna. Jak zmarła BABCIA? Kiedy miała 90 lat w nocy spadła ze pierwszy raz schodów KIEDY WSPINAŁA SIĘ DO WNUKÓW!A normalnie ledwo chodziła niby. Po jasny chuj? Skojarzcie fakty i już wiecie - wnuczkowie to źródło młodej energii było! Za rok znowu powtórzył się ten sam scenariusz i BABCIA zmarła! mi mówiła zawsze, że jestem jej najukochańszym wnuczkiem... 7. WCZORAJ - zostawiam dwie paczki zapałek swoich w toalecie gdzie palę idę po fajki, wracam a tam jedna paczka moja, druga zaś paczka z innej firmy.... 8. DZISIAJ - rano rozmawiam w pracy na papierosie z mamą i sekretarką i sekretara chce mi zabrać zapałki i wciska zapalniczkę. Grzecznie ją zmywam. Za dwie godziny siedzę w toalecie na piętrze na "tronie" palę papierosa i słyszę jakby skrzypienie podłogi na korytarzu - luzik, czekam. Wychodzę z toalety a tu w popielniczce ni z dupy, ni z pietruchy - paczka zapałek tej samej firmy co moje! Buhaha zaśmiałem się. Zapałki takie z równaniem matematycznym/zagadką - nie wzięli tego pod uwagę - inne równanie - takich nie KUPOWAŁEM! 9. CHCE SIĘ ODCHUDZIĆ - mowie w domu, że nie jem obiadów. CODZIENNIE mama z ojcem na siłę chcą mi wciskać obiad! Pewnie ze ścierwem!. 10. W sklepie kupuje papierosy i te zapałki, jest tylko jedno okno wystawowe, prosto na ladę zakupowa, zauważam jednak na ścianie bocznej lewej - światło przez witrynę sklepową przebijające - małe okienko - i tam cienie jakby ludzie przechodzili. No ale sprawdzam na sklepie spokojnie i nie ma żadnej możliwości, żeby światło z witryny świeciło na tą ścianę. Zasłaniają ją z początku lodówki z piwem i po prostu fizycznie nie ma możliwości, żadnej, żeby się tam to światło pojawiło! To szczegół, na początku na to nie zwróciłem uwagi - ale właśnie WAŻNE są szczegóły! 11. Kiedy to piszę dla Was, podchodzi sekretara i pokazuje mi swoje chorobowe do kiedy ma, chce, żebym może wstał, nie skupił się na tym co robię, żeby to w tym czasie ktoś wykasował - skupiam się na niej i bez słowa spławiam.12. Chciałem na SPOWIEDZI opowiedzieć o tym, no to mówię i mówię, słyszę KSIADZ ŚPI, pytam się - ksiądz śpi, a on jakoś dziwnie chrapnął, chrząknął i mówi mi, nie, nie, dziecko, nie. Na koniec - mówi mi tylko o zwykłych rzeczach z mojej spowiedzi, nic o tym co opowiadałem.

WAŻNA ZASADA - TRZEBA BYĆ DLA NICH GRZECZNYM I MIŁYM I NIE MOŻNA SIĘ BAĆ! I mądrzejszym w rozmowach, bo chcą nas wkurzyć, wtedy grzecznie dać argumenty za i przeciw i postawić na swoim.

NIE WIEM co będzie jak zamieszczę tego posta. Pewnie będą mnie chcieli udupić. Psychiatryk czy śmierć. Nic to, dusza jest wieczna. Trzeba dać radę i badać sprawę dalej. Niczym FUNKY KOVAL w "SAM PRZECIW WSZYSTKIM". Tak bardzo ich kocham/kochałem/lubię - chciałbym aby się wyleczyli i znów byli normalnymi, kochającymi ludźmi. Takimi jakich ich ja pokochałem....

-- 01 wrz 2017, 9:12 --

Mam pamięć to bardzo dziwnych przypadków/zachowań/kłamstw w trakcie mojego życia. I powiem Wam, że niektóre klocki łamigłówki układają się nawet sprzed 30 lat! Sprawa pewnie jest GRUUUBA! Niech dobry/prawdziwy Bóg nam dopomoże! Chyba, że jest ich Bogiem... to jesteśmy w dupie...

-- 01 wrz 2017, 9:34 --

I pamiętajcie - KTOŚ W RODZINIE CHORUJE, NIERAZ UMIERA - ktoś z jej bliskich PIĘKNIEJE i KWITNIE....

-- 01 wrz 2017, 10:21 --

Aha i jeszcze jedno - na temat naszego snu/spania.

Kiedy śpicie i dziwnie cierpnie/mrowieje Wam ręka/noga/ cokolwiek, a nie powinno, gdyż nie jest przyciśnięte inną częścią ciała lub dziwnie Wam drga powieka czy policzek - to już działają ONI. Przebudzicie się i jak ktoś już jest wyczulony - to najpierw zobaczycie ten błysk przez powieki, później kłębiącą się ciemność i dopiero dostrzeżecie meble/ścianę/pokój.

Są jeszcze inne rzeczy, o których nie wspominałem, ale na początek mojego śledztwa - myślę, że wystarczy.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 wrz 2017, 18:04 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 wrz 2011, 14:46
Posty: 1062
Płeć: mężczyzna
vindpust pisze:
Kiedys bylam na warsztatach o uzdrawianiu na poziomie komorkowym prowadzonym przez Kanadejczyka. Te zajecia byly prowadzone w Polsce. I on powiedzial, ze mial warsztaty w wielu krajach swiata, ale takich wiezow rodzinnych, sznurow jak Polacy maja to nikt im nie dorownuje. Jestesmy jak takie ameby z wypustkami i okradamy sie nawzajem z energii.
Codzienne oczyszczanie sie ze sznurow powinno byc czynnoscia taka jak mycie zebow. I po takim odlaczeniu sie samopoczucie poprawia sie natychmiast.


Czytając to można odnieść wrażenie, że te nici to samo zło i trzeba je wszystkie pozrywać. A to nie jest prawda. Nici to element sieci energo-informacyjnej. One są, były i będą i co najważniejsze, one są potrzebne.

Trzeba zacząć od tego, że są różne rodzaje nici. Są nici srebrne, są nici złote, te najczęściej to nici miłości, są nici czarne wampiryczne, są nici czerowne, gniewu złości i manipulacji, są też nici od rytułałów spętania i karmiczne.
Fakt, są ludzie którzy mogą je czyścić i zrywać. Tylko pytanie czy te osoby naprawde wiedzą co robią. Jeśli miało by to za zadanie odciąć jakieś pasożyty, wydostać się z toksycznego związku albo odciąć wampirów, to ok. Ale jeśli miało by to polegać na zerwaniu wszystkch nici, to jest to jakieś nierpozumienie. Nagle się okazuje, że związki się rozpadają, rodziny ulegają rozbicu, znajomi się nie odzywają, biznes zaczyna kuleć i wszyscy się od człowieka odwracają. Polacy są narodem w którym więzy rodzinne są dość mocne, to fakt, więc nici również będą i rozległe i silne.

Nie wiem tylko czy należy generalizować i mówić, że to jest okradanie się nawzajem z enegii. W ogóle "okradanie się nawzajem" brzmi dość dziwnie. Jest to po prostu wymiana energii, bo po to te nici istnieją. Pewne zdarzają się przypadki kiedy w rodzinie mamy wampiryzm. Ale to nie jest reguła i nie po to istnieją.

Znam ludzi którzy takie zrywanie nazywają "czyszczeniem energetycznym" albo odcinaniem, czyszczeniem relacji. Tylko, że często efekt jest jeden, reset relacji osobistych takiej osoby i zawalenie się całego życia. Bardzo ciężko jest to potem odbudować. A ten kto wykonuje taką usługę, często płaci za to bardzo wysoką cenę, bo nikt mu na to nie pozwolił. Jest to działanie czarnomargiczne. Cena jest tym wyższa im nic jest bardziej istotna. Podobnie wygląda cena jeśli chodzi o spętanie czyli tworzenie bardzo silnych przywiązań, szczególnie jest popularne wśród kobiet które stosują to jako rytułał miłości. Płaci się za to przez całe życie a cena jest bardzo wysoka.

_________________
Czas przestać zgrywać oświeconych dupków i stać się po prostu ludźmi.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 01 wrz 2017, 18:30 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 496
Płeć: kobieta
levibc napisal:
Cytuj:
Czytając to można odnieść wrażenie, że te nici to samo zło i trzeba je wszystkie pozrywać. A to nie jest prawda. Nici to element sieci energo-informacyjnej. One są, były i będą i co najważniejsze, one są potrzebne.


Te wiezy, sznury o ktorych ja pisze to niec innego jak wypustki wzorcow, zachaczajacych sie o inna osobe, rzeczy (przywiazanie do rzeczy). One sa potrzebne dla tych, ktorzy chca sie czuc bezpiecznie, bo wzorce daja poczucie bezpieczenstwa, chronia przed czyms. Jezeli ktos chce tak zyc, to ja nie mam nic przeciwko temu. Ale dla ludzi pragnacych wolnosci to jest to podstawa - uwalnianie sie z dominacji wzorcow.
To jak sie czuje po oczyszczeniu i bez tego oczyszczania trzeba samemu doswiadczyc.
Zreszta, te sznury sie odnawiaja, powstaja nowe jak tylko spotka sie kogos i ma sie krytyczne mysli, wiec duzej szkody nie bedzie. Zeby puscic na stale potrzeba zidentyfikowanie wzorcow i zbadanie po co nam one.



levibc napisal:

Cytuj:
Ale jeśli miało by to polegać na zerwaniu wszystkch nici, to jest to jakieś nierpozumienie. Nagle się okazuje, że związki się rozpadają, rodziny ulegają rozbicu, znajomi się nie odzywają, biznes zaczyna kuleć i wszyscy się od człowieka odwracają. Polacy są narodem w którym więzy rodzinne są dość mocne, to fakt, więc nici również będą i rozległe i silne.


Tak, zwiazki moga sie rozpadac i czesto sie rozpadaja, gdy jedna osoba w zwiazku pracuje ze soba a druga nie. Nagle sie okazuje, ze nie pasuja do siebie, bo te wzorce, ktore sie o siebie zachaczaly nie maja sie o co zachaczac. Jedna z moich kolezanek w drodze na kurs zapewniala jak bardzo kocha swojego meza. Nie uplynely dwa tygodnie i wystapila o rozwod. Po krotkim czasie spotkala milosc swojego zycia. Duzo zwiazkow sie rozpadlo po tych kursach, moge oszacowac na jakies 80%. Ale po kilku latach, gdy ich spotykam kazdy z nich ulozyl sobie zycie w bardziej udanym zwiazku. Moj zwiazek przetrwal, juz 27 lat, bo my razem wybralismy ta droge. Ja mialam duzo wiecej materialu do przepracowania, moj partner mniej. Ale caly czas kibicowal mi i cieszy sie, ze "jego kobieta" staje sie spokojniejsza, silniejsza, mniej zachukana.

Czyli: jedne zwiazki sie koncza, a inne czekaja za rogiem, bardziej dopasowane do systemu przekonan jakie akurat mamy.
Ale ja rozumiem ten lek. Na kursie z Kanadejczykiem za skarby nie chcialam czegos puscic, uzdrowic, bo myslalam, ze moj partner mnie zostawi, ze mnie opusci, bo sie zmienie nie do poznania. Ale nic takiego sie nie stalo. On sie po prostu cieszy jak ja sie zmieniam.

To jest chyba oczywiste, ze znajomi sie zmieniaja jak ktos sie zmienia. I to co w tym wszystkim jest straszne, to mysli, ktore maluja jakis straszny scenariusz, abys tylko pozostal tu gdzie jestes. Rzeczywistosc bedzie zupelnie inna. To nic innego jak straszak na ludzi, aby pozostali w swojej niewoli i zyli nadzieja, ze cos sie stanie co odmieni ich zycie na lepsze.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 66 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group