Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 10 sie 2020, 12:52

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
Post: 18 sie 2015, 12:02 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Fanatyku, ja sie do konca z Toba nie zgodze.
Sama borykalam sie z problemami podobnymi do nulla i czesciowo dalej sie borykam, ale widze, ze wychodze na prosta. Zgodze sie do wizyty u chiropraktyka, ale jak nie rozwiaze sie wewnetrznych konfliktow to za jakis czas problemy zwykle wracaja.
Ja rowniez mialam dominujaca mamusie i jeszcze bardziej dominujaca babcie. I tak na dwa fronty praly mi mozdzek, a ja wierzylam w te dyrdymaly. I zylam z tym dluuuugie lata. Chodzilam po uzdrowicielach, egzorcystach, oblozylam sie roznymi aparatami do uzrawiac. I co? Ano nic. Problemy, jak nawet udalo sie zlagodzic na jakis czas to potem wracaly. Te same problemy, nieraz w troche innym opakowaniu. I tez borykalam sie z roznymi bytami, mamusi, babci i roznymi obcymi. Do czasu az zrozumialam, ze nikt mnie od niczego nie uwolni. Dlaczego? Bo ja sama trzymam sie tych roznych bytow a one korzystaja tylko z mojej grzecznosci. I to jest pocieszajace, bo skoro ja sie ich trzymam to mam mozliwosc rozwiazania konfliktu dzieki ktoremu one na mnie zyruja.

Najlatwiej to byloby znalezc jakiegos uzdrowiciela czy terapeute, ale...tylko takiego ktory sobie sam przerobil te rzeczy z ktorymi do niego zwraca sie o pomoc. Bo taki, ktory nie przepracowal tego w sobie nie bedzie widzial w czym problem. Moze usunac byty, moze jakos wzmocnic, ale nie rozwiaze problemu, bo go po prostu nie widzi.
Ja nigdy nie spotkalam takiego terapeuty, wiec zakasalam rekawy i postanowilam byc sama dla siebie takim terapeuta.

Pozbycie sie tych bytow nie jest takie niemozliwe, jak piszesz, no bo to ja mam powod, zeby sie ich trzymac.
Glownym tematem jest brak wiary w siebie. I jak tej wiary brakuje to trzeba miec przeciez doradcow, ktorzy beda podpowiadali jak zrobic i co zrobic, zeby bylo dobrze. Mnie wmowiono, ze dobrze to tak jak mamusia powiedziala. Potem bedzie jak pani w przedszkolu, jak ksiadz powiedzial, jak experci mowia. I trzyma sie experta-mamusi i wierzy sie we wszystko mamusi. Gdy znajdzie sie powod dla ktorego tak sie trzyma mamusi, to mamusia sama odpadnie.

Wczoraj przyszlo mi zrozumienie jak powstaja choroby i doznalam szoku.
Cala ludzkosc jest w to wkrecona. Jedno, wielkie oszustwo.
Pisze sie o madrosci ciala, o mozliwosci samouzdrawiania.
Wiara w choroby robi z nas chorych.
My jestesmy robieni chorymi. Sami bysmy nigdy nie zachorowali.

No bo nawet z przykladu nulla: ktos mu grzebie w glowie, a on odczuwa syptomy. No i lekarz powiedzialby ze ma jakas chorobe w glowie skoro ma takie symptomy. I tak to sie ma z wszystkimi "chorobami". Jest zawsze ktos, kto pozoze nam byc chorym.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 18 sie 2015, 12:02 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 18 sie 2015, 14:35 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 maja 2013, 17:09
Posty: 139
Płeć: mężczyzna
@vindpust a ja się z Tobą zgodzę, że pewne sprawy trzeba przepracować, z pewnymi się pogodzić i wcale nie neguję, że trzeba nad sobą i zrozumieniem siebie, swojego ciała i duszy pracować. Uczyć się siebie i świata dookoła nie raz na nowo bo to co nam podają i tłuką do głów najpierw rodzice, potem szkoła, różni księża, szarlatani a w końcu media i tym podobne bardzo nas spłyca i "znieczula" a wręcz oślepia. Zgadzam się też, że tak naprawdę to sami dopuszczamy do siebie wiele bytów, ale chyba nie do końca zrozumiałaś o czym piszę.

Ja to wszystko mam już za sobą, przepracowałem to, co nie zmienia faktu, że cały czas nad sobą pracuję. Nie ma łatwo. Czasami jednak są rzeczy które wymykają się spod naszego "chcenia". Akurat demon o którym mówimy jest ciężki do usunięcia właśnie dlatego, że karmi się myślami nie tylko twoimi. A wręcz przeciwnie myślami (czyt. zmartwieniami) innych. Nie wiem jakie miałaś i czy miałaś demony koło siebie, nic od Ciebie nie czuję, ale mogę być po prostu zmęczony, już mnie dzisiaj przećwiczyła kiedy wspomniałem ją z imienia. Owszem mamune można osłabić jeśli nauczysz się tak jak mówisz identyfikować jej działanie, czyli momenty kiedy wsadza swoje długie paluchy w czakrę oka i podsuwa nam jakieś durne pomysły. Co nie zmienia faktu, że do rozpuszczenia jeszcze daleko. I mówimy tu tylko o tym jednym konkretnym bycie. Mało kto się takich rzeczy podejmuje bo to wyniszcza energetycznie. Ja w każdym razie dziękuję, miałem do czynienia z nią, miałem do czynienia z innymi nawet gorszymi i teraz pilnuję swojego podwóreczka.
Myślę że u nulla to jest to jakąś sumą wielu rzeczy, urazu, doświadczeń z dzieciństwa i tej pasożytującej k*rwy. Ale co ja tam wiem, żyję dopiero 3 dekady i mimo, że coraz mniej mnie dziwi, to wciąż jestem tylko głupcem we mgle.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 sie 2015, 16:28 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Ciekawa ta mamuna...:)
Czesto sie zdarzalo, ze przyczepialo sie do mnie cos bardzo upierdliwego z durnymi pomyslami, ktorym trudno bylo sie przeciwstawic.

Co do martwienia sie, to znalazlam uczucie skopiowane od mojej mamy. Ona tak sie martwila wiec sobie skopiowalam to od niej, dla poczucia bezpieczenstwa. Dlugo myslalam, ze to ja sie martwie i tylko dlatego moglo to przeze mnie zyc. A gdy wreszcie wpadlam na pomysl, ze to nie moje a mojej mamy i spytalam sie co jest pod tym co ja czuje to wreszcie moglam to puscic. I nigdy wiecej nie zapadalam w taka dretwote zamartwiania sie. To poszlo bardzo latwo. Wiec to nie zawsze musi byc trudne.

Co do demonow to podoba mi sie wytlumaczenie nauczyciela, jakiego swego czasu mialam.
Demon to nic innego jak wyparta mysl, mysl, ktorej nie mozna bylo istniec. Wiec razem z odczuciami, emocja przybrala ksztalt, postac. Im bardziej ta mysl wyparta tym wieksza ma sile. Im bardziej jej sie opieramy tym wieksza sile jej dostarczamy. Czasem urosnie do takich rozmiarow, ze wydaje sie ze ona jest na zewnatrz nas, projektujemy ja na zewnatrz. Ale...
Emocje maja to do siebie, ze maja slowa. Jak sie pozwoli sobie wejsc w ta emocje, czy odczucie to wychodza na jaw te slowa. I wtedy powtarzajac je i odczuwajac w ciele wszystkie doznania odbiera sie demonowi moc. Cialo wiecej nie reaguje na te zdania, bo je przeczulismy. I po demonie.

Kiedys mialam takiego demona, ktory nie pozwalal mi miwic w grupie. I na swoje nieszczescie przyznalam sie nauczucielowi, ktory prowadzil kurs. No i doigralam sie. Dostalam za zadanie: 3 razy w ciagu dnia mam zabrac glos i cos powiedziec. Coz to byly za meki. Scisniete gardlo, panika, drgawki, calkowita pusta w glowie a ja koniecznie chcialam powiedziec cos madrego...:) Wiekszosc osob na kursie byla jasnowidzaca i widziala kolo mnie jaszczura.
Po kilku dniach zmuszania sie do mowienia nagle odewalam sie bez scisnietego gardla, swobodnie az sama siebie nie poznawalam. Nawet chyba samego nauczyciela to zdziwilo, bo spojrzal tak na mnie jakby zdziwiony.

Fanatyk, jak spotkasz ta k..we to wejdz w to odczucie. Sama jestem ciekawa z jakiej mysli jest zbudowana.
Moja to mowila:"tak sie o ciebie martwie coreczko", "jak ty sobie dasz rade w zyciu".
Czyli najpierw wmawiaja, ze do niczego sie nie nadajesz, ze nic nie potrafisz zrobic dobrze, ze jestes naprawde niedorobiony a potem martwia sie. A my sobie skopiujemy to zmartwienie i juz czlowiek udupiony.

Taki mamy system wychowawczy: stlamsic wole, zeby byla poddatna na wprowadzenie wzorcow rodzinnych.

W moim nowym przekonaniu dobrze znaczy lekko. Jak cos wymaga zbyt duzego wysilku to nigdy nie jest dobrze.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 18 sie 2015, 18:30 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 maja 2013, 17:09
Posty: 139
Płeć: mężczyzna
Słuchaj ja naprawdę rozumiem co Ty tutaj piszesz i z wieloma rzeczami się zgadzam, ale akurat jestem ostatnią osobą której trzeba tłumaczyć takie rzeczy. Albo się nie rozumiemy, albo po prostu nasze doświadczenia w tym temacie są zupełnie odmienne. Co innego blokady i praca nad własnym rozwojem, co innego zwalczanie słabości, uświadamianie sobie złych wpływów i naszej na nie podatności. Co innego myślobyt, co innego ciało astralne, co innego demon, co innego chochlik, co innego duch, co innego jeszcze jaszczur.... i tak dalej i tak dalej. Przerobiłem tego tyle, również śmierci w swoim życiu, że tłumaczenie mi pewnych spraw jest po prostu nie na miejscu. Tym bardzie, że mówimy o rożnych aspektach i zupełnie różnych sprawach.

Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę ale większość demonów (przynajmniej te z którymi ja miałem do czynienia) to zwykłe dusze które przeszły przez pewne okoliczności. Karmią się nami, ale i naszym otoczeniem i fakt faktem są takie które pozbawione możliwości pasożytowania odchodzą. Fakt faktem są takie które sami możemy pogonić choćby dzięki pracy nad sobą. Są takie które zostają zawsze już obok nas, widuję codziennie ludzi którzy ciągną za sobą ten syf nie mając o tym zielonego pojęcia. Ba są nawet takie które trafiając na odpowiednią osobę "pomagają". Ale są takie których w pojedynkę jest się ciężko pozbyć. Taka jest mamuna, możesz bardzo chcieć, możesz nad sobą pracować, możesz stosować mantry, modlitwy i co tam tylko się da. A ona ma dopływ z zewnątrz więc może być ciężko. Nigdzie nie powiedziałem, że nie da się jej pozbyć, tylko że może być ciężko. I najlepiej jest zwrócić się do kogoś kto ma na tyle siły i ogarnięcia by pomóc jej odejść.
Nie chce już o Tym dzisiaj myśleć bo to naprawdę nic przyjemnego zobaczyć i poczuć taką "istotę". Nawet Ci nie życzę byś zrozumiała czy doświadczyła. Czasami nieświadomość jest błogosławieństwem.

Ps. Nie wiem zupełnie co do rzeczy mają "jasnowidze". Ok miewałem wizje profetyczne, ale nie jestem jasnowidzem, nie umiem wróżyć z kart, przewidywać przyszłości czy czytać z dłoni i zupełnie nie czuję pewnych spraw a czuję za to i niejednokrotnie widzę czyjeś demony, widuje duchy, widuję cienistych, widuję nawet podwórkowe trolle, neutrale i inne byty, ale jakoś nie łączę tego zupełnie z jasnowidzeniem. Czy każdy egzorcysta jest jasnowidzem? Nie sądzę... i wiem że się czepiam i przepraszam, jestem już dzisiaj naprawdę zmęczony.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 sie 2015, 12:07 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 26 lip 2015, 18:27
Posty: 14
Widzę że rozgorzała dyskusja :)... To dobrze przynajmniej temat nie zamrze zbyt szybko.

A więc tak ... Byłem u Chiropraktyka w poniedziałek, muszę przyznać że jest znacznie lepszy od ortopedy.
Jeśli ktoś chce sprawdzić wadę postawy u dziecka to lepiej przejść się z nim do chiropraktyka.

Przed pójściem do tego specjalisty byłem miej więcej cztery raz u ortopedy który nic nie wyłapał.
Akurat Chiropkratyk stwierdził lekką wadę postawy prawy bark wraz z miednicą mają lekki spadek w dół i są niżej ułożone w stosunku do przeciw ległej strony.

Cały zabieg polega na oględzinach zewnętrznych na sprawdzeniu proporcji itp.. Przydatny jest rentgen lub tomograf kręgosłupa.
Czyli szybka diagnoza i korekcja, jak u kręgarza, naciąganie,naciskanie punktowe itp...

Chyba większość kręgów kręgosłupa została poruszona i nastawiona.

Świeżo po wizycie jest uczucie większej elastyczność , czy też ruchliwość.

Jednak po jakiś 30 minutach przeszło to i odezwał się ból w krzyżu (stara kontuzja).
No ale jakoś udało mi się rozchodzić, ten ból.
Puki co trzeci dzień po odczuwam jakby ból lekkie rwanie. No ale faktycznie cały czas odczuwam jakby większą ruchliwość i elastyczność.

Z plusów większa ruchliwość kręgów.
Tania korekcja postawy.
Szybka i tania diagnoza.
zalecana wizyta raz na miesiąc a nawet na dłużej.
Krótki bezbolesny zabieg.
Niska cena.

Minusy po zabiegu nie zaleca się dźwigać ciężkich przedmiotów.
Możliwe odezwanie się starych kontuzji.
No i jednak wyjęte myślę dwa dni z życia poniekąd ponieważ po takim zabiegu ingerujący w kręgosłup lekki ból może się dość sporo czasu utrzymywać, no i lepiej nie przeciążać się.


Myślę że warto było kolejną wizytę mam na 28 sierpnia. Raptem 50 zł ale jednak efekty są znaczne. Czuć poprawę.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 sie 2015, 12:49 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Fanatyk pisze:
Słuchaj ja naprawdę rozumiem co Ty tutaj piszesz i z wieloma rzeczami się zgadzam, ale akurat jestem ostatnią osobą której trzeba tłumaczyć takie rzeczy. Albo się nie rozumiemy, albo po prostu nasze doświadczenia w tym temacie są zupełnie odmienne. Co innego blokady i praca nad własnym rozwojem, co innego zwalczanie słabości, uświadamianie sobie złych wpływów i naszej na nie podatności. Co innego myślobyt, co innego ciało astralne, co innego demon, co innego chochlik, co innego duch, co innego jeszcze jaszczur.... i tak dalej i tak dalej. Przerobiłem tego tyle, również śmierci w swoim życiu, że tłumaczenie mi pewnych spraw jest po prostu nie na miejscu. Tym bardzie, że mówimy o rożnych aspektach i zupełnie różnych sprawach.

Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę ale większość demonów (przynajmniej te z którymi ja miałem do czynienia) to zwykłe dusze które przeszły przez pewne okoliczności. Karmią się nami, ale i naszym otoczeniem i fakt faktem są takie które pozbawione możliwości pasożytowania odchodzą. Fakt faktem są takie które sami możemy pogonić choćby dzięki pracy nad sobą. Są takie które zostają zawsze już obok nas, widuję codziennie ludzi którzy ciągną za sobą ten syf nie mając o tym zielonego pojęcia. Ba są nawet takie które trafiając na odpowiednią osobę "pomagają". Ale są takie których w pojedynkę jest się ciężko pozbyć. Taka jest mamuna, możesz bardzo chcieć, możesz nad sobą pracować, możesz stosować mantry, modlitwy i co tam tylko się da. A ona ma dopływ z zewnątrz więc może być ciężko. Nigdzie nie powiedziałem, że nie da się jej pozbyć, tylko że może być ciężko. I najlepiej jest zwrócić się do kogoś kto ma na tyle siły i ogarnięcia by pomóc jej odejść.
Nie chce już o Tym dzisiaj myśleć bo to naprawdę nic przyjemnego zobaczyć i poczuć taką "istotę". Nawet Ci nie życzę byś zrozumiała czy doświadczyła. Czasami nieświadomość jest błogosławieństwem.

Ps. Nie wiem zupełnie co do rzeczy mają "jasnowidze". Ok miewałem wizje profetyczne, ale nie jestem jasnowidzem, nie umiem wróżyć z kart, przewidywać przyszłości czy czytać z dłoni i zupełnie nie czuję pewnych spraw a czuję za to i niejednokrotnie widzę czyjeś demony, widuje duchy, widuję cienistych, widuję nawet podwórkowe trolle, neutrale i inne byty, ale jakoś nie łączę tego zupełnie z jasnowidzeniem. Czy każdy egzorcysta jest jasnowidzem? Nie sądzę... i wiem że się czepiam i przepraszam, jestem już dzisiaj naprawdę zmęczony.


Ale cie wpienilam...
Cale nieporozumienie polega na tym, ze pod roznymi nazwami czegos mamy rozne przekonania. Jak np, dla mnie jasnowidz to czlowiek widzacy jasno, widzacy przyczyne, a nie jakis wrozbita przepowiadajacy przeszlosc. Bo nie potrzeba byc wrozbita, zeby przepowiedziec przyszlosc swoja czy innych. Jezeli ma sie poczucie, ze jest sie niewystarczajaco dobrym i nie zintegruje sie tego w sobie, to przyszlosc bedzie dokladnie taka sama jak przeszlosc i terazniejszosc. Przyciagam sobie obce demony bo cos mi one tam daja to bede sobie je dalej przyciagala. Bede sobie strwarzala sytuacje aby potwierdzic uczucie bycia niewystarczajaco dobra. No a taka dusza z podobnym uczuciem tez mi sie przyda, bo wzmocni moja pozycje w tym ciele (jako tego wewnetrznego demona) Dla mnie jasne-widzenie to wybor jakiego dokonuje sie samemu. A czy ma sie wizje czy nie to juz odgrywa mniejsza role. Te wizje, to nie jest jakas wyrocznia a raczej mozliwosc pozostania na tej samej drodze, z tym samym mysleniem, albo wybraniu innej drogi.

Drugie pojecie: demony.
Demony to dla mnie przede wszystkim wewnetrzne demony. Co nie oznacza, ze nie ma tych dusz grajacych za demony. Ale to wewnetrzne demony przyciagaja zewnetrzne demony. Wiec mi widzenie tych zewnetrznych do niczego nie jest potrzebne. Ja nauczylam sie rozpoznawac po odczuciach, po wibracjach czy cos nalezy do mojego ciala, czy jest obce. I to mi wystarcza. I musze powiedziec, ze w krotkim czasie uwolnilam sie od bardzo wielu bytow. Coraz czescie zaczyna mi wystarczac sama mysl: to nie moje.

U mnie wszystko sprowadza sie do pracy wewnetrznej. Bo to we mnie sa programy przyciagajace to wszystko co sie pojawia w moim zyciu. Nic nie spada na nas jak grom z nieba.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 19 sie 2015, 22:02 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 07 gru 2011, 23:32
Posty: 73
null zainteresuj się tematem boreliozy i jej chorobami odkleszczowymi.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 sie 2015, 15:23 
Offline
Administrator
Administrator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 wrz 2011, 0:01
Posty: 889
Lokalizacja: Alpha Orionis
Płeć: mężczyzna
Cytuj:
null: A więc tak ... Byłem u Chiropraktyka w poniedziałek, muszę przyznać że jest znacznie lepszy od ortopedy.
Jeśli ktoś chce sprawdzić wadę postawy u dziecka to lepiej przejść się z nim do chiropraktyka.


Null ma problem najpierw z kręgosłupem a potem - jak sobie z tym poradzi- będzie się zajmował "bytami"

Cytuj:
null:Przed pójściem do tego specjalisty byłem miej więcej cztery raz u ortopedy który nic nie wyłapał.
Akurat Chiropkratyk stwierdził lekką wadę postawy prawy bark wraz z miednicą mają lekki spadek w dół i są niżej ułożone w stosunku do przeciw ległej strony.


dobry Chiropraktyk - jak sam widzisz- będzie zbawieniem, tyle ze na jednej czy paru wizytach się nie obejdzie. Ciekawi mnie czy przypadkiem nie masz skoliozy lub innego skrzywienia- skoro masz obniżony bark z miednicą....

Możesz mieć też poporodowe zmiany w kręgach szyjnych- poród kleszczowy i takie tam

Poczytaj ten temat :http://davidicke.pl/forum/kiss-syndrom-t6650.html

Jak by nie było po "nastawianiu" MUSISZ zacząć ćwiczyć- wzmacniać mięśnie posturalne.

Niektóre asany- wklejałem zestaw takich podstawowych gdzies na forum- obowiązkowe, potem polecam kalistenikę/street workout :). Jak do tego dołożysz jeszcze pranajamę lub inne energetyzujące ćwiczenia to gwarantuję ze twój mózg w koncu dostanie tyle elektryczności aby mógł funkcjonować należycie a i ewentualne pasozyty na subtelniejszych poziomach będą miały trudniej Mruga

Ps- ja też mam wady kręgosłupa które w rożny bolesny sposób dają o sobie znać- bez treningu bym nie mógł funkcjonować, SIADA KRĘGOSŁUP, SIADA WSZYTKO- źle funkcjonują narządy- zle pracuje mózg i wszelkie funkcje z nim z wiązane. Jak Obieg energii/bioelektrycznosci w kręgosłupie i CAŁYM ciele zostaje zaburzony bo przykładowo krążki są przestawione/źle ułożone to nic nie funkcjonuje jak należy- jak w każdym mechanizmie elektrycznym.

_________________
Mundus vult decipi, ergo decipiatur



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 sie 2015, 18:58 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 paź 2012, 18:59
Posty: 51
Płeć: kobieta
Ciekawy post. Nasuwa mi nowe przemyślenia na łepetynę. Dorzucę swoje 3 grosze jeśli można. Nawet jeśli nie można to je dorzucę :so:

Na początek VINDPUST, na poprzedniej stronie pytałaś, czy ktoś zna jakieś metody łatania aury.
Proszę bardzo już zapodaję.

Jak naprawić swoją aurę/biopole?
1) Stań prosto z lekko rozstawionymi nogami i lekko ugnij kolana.
2) Wykonaj projekcję astralna siebie (wyobraź sobie siebie, przed sobą).
3) Unieś dłonie na wysokości własnego splotu słonecznego na obiekcie projekcji astralnej.
4) Ustanów intencję naprawy aury, np. powiedz sobie - "teraz naprawiam swoją aurę"
5) Wizualizuj białe światło wychodzące z czakramów dłoni i wypełniające ubytki w Twoim biopolu.
6) Poczujesz przepływ energii na poziomie dłoni.
7) Wypełniaj aurę tak długo dopóki energia nie przestanie płynąć.
8) Dokonaj intencjalnego zabezpieczenia przed ponownym uszkodzeniem (np. możesz nawet założyć sobie hasło dostępy do własnego pola energetycznego).
9) To wszystko. :mrgreen:

Czas trwania sesji naprawy aury oscyluje w granicach 1 min. - 1 godz. Uzależnione jest to od możliwości energetycznej indywidualnej oraz stopnia uszkodzenia biopola.
Osoby początkujące - 2x w tygodniu, aż do momentu, kiedy poczują , że nie jest to konieczne. Dla osób znających się na rzeczy - działanie ściśle intuicyjnie.

Teraz jeszcze, żeby doładować się energetycznie można używać afirmacji "Panie Boże jedyny i prawdziwy, daj mi taką ilość energii i bezwarunkowej miłości jaka jest mi teraz potrzebna".
Bardzo fajnie wyczuwa się to ładowanie od stóp, aż po głowę.

Można też codziennie doładowywać się energią słoneczną. Kiedy zaczynamy wypowiadamy w myślach intencję "ładuję moje wewnętrzne akumulatory energią pochodzącą z energii słonecznej". Dla ludzi mniej zaznajomionych z tematem to tzw. bretarianizm.
Taka sesja powinna nie trwać dłużej niż 15 min. Po jej skończeniu używamy formułkę "kończę ładować moje wewnętrzne akumulatory energią pochodzącą z energii słonecznej". To bardzo ważne, żeby zakończyć ładowanie. Bo jak wiadomo, co za dużo, to niezdrowo.


Teraz kilka słów do Ciebie NULL. Już sam Twój nick nie napawa optymizmem. "null" po niemiecku znaczy "zero". Czyli wg. mnie masz bardzo niską samoocenę. Wcale mnie to nie dziwi, wg. tego, co opisałeś. Ale jak to mówią "jak sobie pościelesz tak się wyśpisz". Możliwe, że taki miała plan inkarnacyjny twoja dusza. Widać brakowało jej takich ciężkich doświadczeń. Ale nic nie jest nieodwołalne. Wszystko można zmienić, bo powinno być tak jak się chce, a nie tak jak było zaplanowane.

W każdym razie, żebyś trochę to ogarną, są 3 plany jakimi możemy podążać.
1) Wyższy plan. Godząc się na niego, bierzemy na klatę wszystko, co nam Bóg, Absolut, Źródło zaplanował. Z tego wyższego punktu widzenia nie przydarza nam się coś złego lub dobrego, bo wszystkie te doświadczenia mają na celu nasze wyższe dobro. Tylko dopiero przez filtr naszej własnej świadomości nazywamy to, co nas spotkało jako coś dobrego, czy złego.
Jak widać ten plan jest do kitu, bo nie masz wpływu na swoje życie.
2) Jest to plan cudzych wyborów w naszym życiu. Czyli to wybór szkół przez rodziców, dobieranie nam partnerów, praca na etacie u innych. Czyli też nie za fajnie.
3) Plan wyborów świadomych, To jest to co powinno być. Mistrzostwo świata. Kreacja własnej rzeczywistości. Na to pozwala nam asertywność, czyli jak ktoś już o tym pisał, nauka mówienia NIE.

Podejrzewam, że podążasz co najmniej drugim planem, a może nawet i pierwszym. Bardzo istotnym czynnikiem jest słowo WYBIERAM. Wybieram życie w zdrowiu, wybieram życie w pełnej obfitości, wybieram życie świadomymi wyborami itd.
Musisz też mieć bardzo dużo blokad. Jak 90% ludzkości. Ja sama od ponad roku intensywnie nad tym tematem pracuję i ostatnio widzę, że "system" się wścieka, bo wymykam mu się z obślizłych rączek, a on nie lubi tracić zasilania. Tak jak w filmie "Matrix".

A teraz wracając do tematu. Musisz oduczyć się, i wszyscy, którzy tego nie zrobili, negatywnego myślenia. To niskie wibracje. Wysyłasz niskie wibracje i takie same ściągasz. Co wysyłasz, to do Ciebie wraca.
W chwili obecnej Ziemia i jej mieszkańcy weszli w nową erę, co wiąże się z zupełnie nowa energią. Ziemia podwyższa swoje wibracje, więc i inne organizmy muszą podążać tym tropem. Trzeba przestawić się na pozytywne myślenie.
Podążając tropem fizyki kwantowej, wszystko jest energią. Nasze myśli także. Ponieważ energia wpływa na energię, tak więc nasze myśli wpływają na otaczającą rzeczywistość i się MATERIALIZUJĄ. To tylko kwestia czasu. Myśli pozytywne materializują się szybciej niż negatywne, więc warto myśleć pozytywnie :mrgreen: Ale to działa też i w drugą stronę. Ponieważ jest nowa energia, myśli negatywne również szybciej się manifestują. Tak więc suma sumarum, jeśli pesymiści nie oduczą się negatywnego myślenia, bardzo szybko się wykończą, bo nie dostosują się do wyższych wibracji jakie już są i jakie nadejdą.

Jest bardzo dobra metoda oduczania się negatywnego myślenia, aczkolwiek trochę bolesna.
Kiedy łapiemy się na negatywnym myśleniu, trzeba uszczypnąć się bardzo mocno. Za każdym razem. Nawet tak mocno, żeby został siniak. Jest to skuteczna metoda, bo nasze ciało posiada pamięć komórkową, która tworzy nawyki. Należy oduczyć komórki swojego ciała akceptacji negatywnych myśli. Ma to być na tyle bolesne, żeby ciało to zapamiętało, że negatywne myślenie nie popłaca :so: W końcu negatywne myślenie zaniknie.

Inny problem stanowią złe myśli z przeszłości. Takie programy zaszczepione kiedyś, które powracają natarczywie w najmniej odpowiednim momencie. Mogą to być właśnie takie głupoty, które zaszczepiono nam w kościele, szkole, domu rodzinnym. Jakaś głupia rymowanka, piosenka, zdanie. To są śmieci, które trzeba usuwać, żeby mieć miejsce na nowe przydatne informacje, które nas budują.

Metoda na to jest banalna. Trzeba tylko wyobraźni. Kiedy nawiedza nas taki upierdliwy "natręt", trzeba mentalnie wyobrazić sobie okno, wrota, drzwi, właz, portal, za którym znajduje się piękne białe światło. Ja takie myśli widzę jako piłeczki o różnych kolorach. Najczęściej szarym. Kiedy pojawi się, wtedy otwieramy to okno, czy cokolwiek innego, odsyłamy do światła delikwenta, a potem zamykamy "bramę". Powtarzamy to do znudzenia. Nawet kilkadziesiąt razy na dzień jeśli będzie taka potrzeba.
Mi ta metoda bardzo pomaga, kiedy czuję się wnerwiona, mam zły nastrój bez przyczyny. Wtedy działa u mnie jakiś program. Otwieram mentalnie takie okienko i wyobrażam sobie jak ulatuje ze mnie czarny dym czy też opary, prosto do białego światła. Kiedy emocje już opadają i dym zanika, zamykam światło.
To naprawdę fajna technika.


Jeśli człowiek nie ma doświadczenia w pracy z energią, niesamowicie pomaga inicjacja w Bezwarunkową Miłość. W moim przypadku to było nieocenione. Pousuwałam tyle blokad, że głowa mała. Bardzo ważna była dla mnie jedna.
Jestem uzdolniona artystycznie i przez wiele lat miałam blokadę na malowanie akwarelami. Może dla niektórych to jest śmieszne, ale dla mnie to bardzo istotne. Dopiero po intensywnej pracy z BM udało mi się to przeskoczyć.

Usuwanie blokad, programów i lęków jest bardzo istotne. Może znacie jakieś inne metody?
Jeśli tak, ja polecam pracę nad:
-programem braku
- blokadą obfitości
- lękiem przed zmianami

Moim zdaniem to są 3 najistotniejsze elementy, które nas ograniczają. W każdej sferze.

NULL, być może masz jakieś zaległości karmiczne. Jakieś śluby z poprzednich wcieleń, "długi" do spłacenia, plany na obecne wcielenie. Może Ci pomóc jeszcze oczyszczanie cyklów inkarnacji.

Fajnie, że wziąłeś się od strony fizycznej za swoje zdrowie, ale powinieneś całkiem poważnie pomyśleć też o sferze energetycznej. W szczególności blokady i programy. Szczerze polecam.

Jak coś nie jasne, proszę o znaki (tylko nie w zbożu, bo już po żniwach i nie ma gdzie :mrgreen: )



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 sie 2015, 19:49 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
schikaka, teraz jak napisalas o naprawianiu dziur w aurze, to przypomnialo mi sie, ze ja to kiedys robilam. Usuwalam rozne pasozyty i smietnik, ale to poszlo jakos w zapomnienie. Takie oczyszczanie trzeba po prostu ponawiac. Dzieki za przypomnienie.

Co do lekow to ostatnio przyuwazylam, ze wszystkie leki, ktore do tej pory odczuwalam byly nie moimi lekami. Przewaznie mojej mamy. Dlugie, bardzo dlugie lata myslalam, ze to ja taka bojazliwa 24 godziny na dobe. Wiec zaczelam podchodzic do leku w ten sposob:
Przyznaje sie przed soba, ze czuje lek i chwile go odczuwam.
Zadaje pytanie: jezeli to nie jest moj lek, to co ja czuje?
I koncentruje sie na tym miejscu w ciele, w ktorym odczuwam lek.
Za chwile odczuwam jakis inny lek i wychodzi jakies zdanie. Zwykle chce to a nie chce tego. To jest ta osobowosc, ktora zgodzila sie na zamontowanie programu, bo czegos tam nie chciala. Czesto te zdania sa polaczone z rozpacza, placzem. Wiec placze i jednoczesnie powtarzam to zdanie co mi wyszlo az do rozladowania ladunku.

Ja zawsze szukam woli, a nie walcze z programami, bo ta wola bedzie stawiala sie okoniem. I kazdy chyba wie jak trudno jest zmienic wzorce. A jak sie znajduje wole i te zdania, to idzie to dosyc zgrabnie.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 sie 2015, 20:10 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree

Rejestracja: 23 lut 2015, 15:32
Posty: 217
Płeć: mężczyzna
Ja ostatnio odkryłem coś niesamowitego co zaczęło niesamowicie odmieniać moje życie. Jest to nic innego jak akceptacja. Odczuwam lęk i zaczynam myśleć " mam prawo się bać, akceptuje strach, który we mnie jest". Akceptuje również porażki, które mi się przytrafią, czy to w życiu zawodowym, czy w prywatnym.Nie krytykuje samego siebie, kiedy zrobię coś żle, tylko daje sobie prawo do popełniania błędów. To naprawdę robi kolosalną różnice. Lęk który akceptujemy odkleja się od nas samoistnie. Gdy zaczynam z nim walczyć, to jest coraz silniejszy. Zauważyliście czym karmią nas media ? " WOJNA z rakiem", " WALCZ o swoje życie" itd. Ciągle ta wojenna retoryka, który każe walczyć o coś, a wtedy życie zamienia się w walkę. Dlatego warto się pozbyć całkowicie ze swojego życia radia czy telewizji. Nie mówię, żeby od razu wyrzucać telewizor przez okno, bo zawsze można obejrzeć mecz albo jakiś dobry film na dvd :D Także szukałem bardzo długo tego co może zmienić moje życie, a rozwiązanie było takie proste. Wystarczy zaakceptować życie i siebie takim jakim się jest. Dopiero wtedy zaczyna się wszystko zmieniać. Wielu ludzi walczy z lenistwem i coś tam robią przez jakiś czas, a potem znowu wracają na kanapę przed telewizor i nic im sie nie chce. Nie lepiej sobie powiedzieć w duchu " akceptuje moją niechęć do robienia czegokolwiek, ma prawo we mnie istnieć to uczucie". Jakie to jest wyzwalające ! dopiero po prawdziwej akceptacji człowiek się zmienia i nagle nie wiadomo kiedy wstaje z kanapy i zaczyna działać. Byłem do niedawna takim leniem, że całe dnie spędzałem przed komputerem i nie robiłem nic poza tym. Ciągle walczyłem z lenistwem i próbowałem stosować jakieś sztuczki z podręczników nlp i innych periodyków psychologicznych. Chciałem sie nawet na jakiś kurs zapisać. W końcu zaakceptowałem to i nagle coś się ruszyło. Zacząłem czytać książki, zapisuje się właśnie na sztuki walki itd. Wyznaczam sobie cele i je realizuje małymi krokami. Tak samo jest z lękiem przed zmianą. Warto się przed samym sobą przyznać " boje się zmiany, ale akceptuje w sobie lęk przed zmianą". Dochodzą do tego przekonania z dzieciństwa, gdy mama powtarzała " chłop to musi być twardy i konkretny". Ale mnie to ograniczało ! doprowadziło to do tego, że nie mówiłem nigdy nikomu o swoich problemach i wolałem to tłumić w sobie. Chciałem w oczach innych być twardym, perfekcyjnym i silnym facetem. A w środku jeden wielki strach. W końcu powiedziałem sobie " mam prawo do słabości, mam prawo się bać, nie muszę być zawsze silny, akceptuje siebie pomimo swoich lęków". I zacząłem mówić o swoich słabościach innym. Gdy ktoś o coś pytał ( wcześniej "musiałem" przecież znać odpowiedz na pytanie) to mówiłem " nie wiem, nie pomogę ci, nie potrafię ci pomóc". Zacząłem na głos mówić o swoich lękach przy ludziach. Na początku czułem wstyd i zażenowanie, ale z czasem przyszło błogie uczucie wolności. Puściła blokada, która mówiła " musisz być zawsze silny, nie masz prawa do słabości !". Warto poza tym codziennie rano spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie " kocham siebie i akceptuje siebie takim jestem, poczucie mojej własnej wartości zależy tylko i wyłącznie ode mnie". To naprawdę ma niesamowitą moc, tylko potrzeba trochę czasu. Uśmiechnąć się do siebie i wymówić te magiczną formułkę, a za jakiś czas przychodzą niesamowite efekty. Tłumaczył to kiedyś facet, który zajmował się jakąś dziedziną związaną z działaniem umysłu ( nie pamiętam niestety jaka to była dziedzina dokładnie, ale chyba była to neurobiologia) i faktycznie to działa. Te małe dziecko, które w dzieciństwie zostało pozbawione akceptacji do siebie przez rodziców, którzy również wczesniej byli takimi ofiarami swoich rodziców, którzy... itd. potrzebuje takiego komunikatu od nas. Potrzebuje odzyskać tą bezwarunkową miłość i szacunek do siebie. 2 miesiące takiej afirmacji i życie staje się inne. Wszystko jest niby takie same. Ten sam dom, ta sama praca, te sam krajobraz za oknem, ale wszystko tak jakby inne. Wszystko pozostało takim jakim było, ale jednocześnie wszystko się zmieniło.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 sie 2015, 21:25 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 26 lip 2015, 18:27
Posty: 14
Osobiście jestem z szokowany że rozwinęła się, aż taka żywa dyskusja. Z tego co wyłapałem to jedni użytkownicy, radzą inni opisują swoje problemy następnie sposoby radzenia sobie z nimi. inni dyskutują między sobą, chyba dobrze że jest aż tyle postów.

Odniosę się ogólnie miej więcej po trochu do wszystkiego kto co napisał, czy radził. Nawet tak za bardzo fizycznie nie jestem wstanie tego ogarnąć.

Jeśli chodzi o afirmacje, czy powtarzanie sobie że wszystko jest dobrze czy jakiś innych formułek. jest mało efektywne.
Chyba tak jak gdzieś pisałem, coś takiego jak pamięć słuchowa, wzrokowa, kinetyczna (ruchowa zwał jak zwał), praktycznie zamarły. Kiedyś czyli jak miałem około 17 lat gdy słuchałem piosenki lub nawet gdy ktoś do mnie mówił, to zapamiętywałem dźwięk, obraz odczucia może nie jeden do jednego. No ale bardzo dobrze. A w szczególności obraz i dźwięk. Jak ktoś zajmuję się muzyką, to prawdopodobnie nabył słuch absolutny. To wie o czym piszę.
Nie miałem aż tak dobrze rozwiniętej pamięci słuchowej jak profesjonalny muzyk, ale byłem wstanie odtwarzać sobie
słowa dźwięki prawie jeden do jednego, od różniąc tony i takie tam

Obecnie można powiedzieć że jestem głuchy, ślepy i nie czuły. Widzę tak jak idę chociaż, wzrok też mi już trochę siada.
Ale nie zapamiętuje tego co widzę. Zdrowa osoba ma coś w rodzaju 3 minutowej pamięci. Czyli potrafi odtworzyć, bardzo szczegółowo, co słyszała widziała odczuwała.
U mnie czegoś takiego nie ma

Usłyszę coś ale w głowię nie ma takiego echa, dźwięk słyszany nie rozchodzi się echem po głowię. Obraz widziany nie jest zapamiętany i zamieniany na jakieś wyobrażenia czy skojarzenia.
A czucie jest powierzchowne, czyli czuję jakieś tam ciepło zimno jakiś tam dotyk .

Czyli jakieś powtarzanie sobie formułek nic nie daję, bo ich tak nie zapamiętam nie działają.

Dlatego null zero nic.

Funkcjonuje na jakiejś zasadzie jakby umysł był wycofany w dalekiej defensywie coś bardzo słabego czasami odbieram, jakąś myśl ale gdzieś z tyłu głowy.

Bo przód skroń czy między uszami gdzieś gdzie powinny powstawać jakieś myśli , skojarzenia dźwięki wszystko zamarło.

Bolerjoze wykluczam, bo wszystkie moje problemy zaczęły się od szkoły depresja nerwica, zamknięcie się w sobie. Tym samym auto destrukcja umysłu czy też pamięci. (Ktoś kiedyś podsunął i stwierdzenie że o może być depersonalizacja i derealizacja. Czytając o tym wydaje mi się że to jest to.)
Czyli jest to okres 17-18 miej więcej ...
A kleszcz mnie ugryzł raz w życiu jak miałem 20 lat..
Czyli jak byłem już skasowany .
A wieku 19 lat doszły zawroty głowy ucisk w czaszce ( a raczej na prostej kręgosłup czaszka )
Gdzieś w tych okolicach 19- 20 dostałem w tył głowę raz w tył i drugi raz w prawy tylni bok.

Jak dla mnie to jest od tego a może od tego chodzi o lekką deformacji czaszki i może coś się przesunęło w kręgosłupie. Nie wiem ...
Jak dla mnie lekarze tradycyjni nie są wiele warci..
Szczerze najchętniej poszedł bym do kogoś kto zajmuję się i kręgosłupem i czaszką i tak jak chiropraktyk. Obejrzał wymierzył zbadał .
Nuerolog polega na na tomografach, które skupiają się tylko na szukaniu poważnych defektów. Czyli jeżeli nagle w mojej głowie pojawią się zniszczenia fizyczne np dostanę wylewu . To dopiero specjalista od tomografu coś zobaczy.

Puki co zamierzam ćwiczyć, wszystkie wpisy o ćwiczeniach myślę że są bardzo trafne, tak samo może tomograf kręgosłupa i czaszki ale z kontrastem. No i dalej wizyty u chiropraktyka. No i oczywiście będę dalej udawał że się uczę. Bo generalnie nic mi nie zapada w głowie.

Przepraszam za składnie czy ewentualne błędy .



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 sie 2015, 22:02 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 11 cze 2010, 15:53
Posty: 495
Płeć: kobieta
Null, sprobuj moze terapie czaszkowo-krzyzowa. Mozesz znalezc w necie informacje i poczytac sobie. To jest bardzo mily zabieg, ktory przywraca dzialanie systemu nerwowego, jakos tak scala cialo i cialo z umyslem. Bylam kilka razy na takim zabiegu i bylam nim zachwycona.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 22 sie 2015, 21:14 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 26 lip 2015, 18:27
Posty: 14
Dzięki vindpust, poczytam na ten temat i może się skuszę.
Wiem tylko tylko tyle że wydam chyba wszystkie oszczędności.....

Na przyszłe tomografy, badania zajęcia i inne...
osiem lat to wystarczająco długo.....

-- 20 wrz 2015, 20:02 --

Zadam jeszcze jedno pytanie. W zasadzie jest tu bardzo dużo osób z naprawdę z nieprzeciętną wiedzą.

Możecie polecić jaki instytut, klinikę (?), który najlepiej łączył by medycynę standardową z niekonwencjonalną i dawał by możliwość przebadania się. Najlepiej pod różnymi kontami ...

Dziękuje z góry za udzielone informacje .. :)



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 44 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group