Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 24 sie 2019, 13:09

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 22 ] 
Autor Wiadomość
Post: 22 kwie 2009, 11:18 
Hej!
Na początek fragment rozdziału "Bagienne cienie książki "Aktywna strona nieskończoności" Carlosa Castanedy. wydanej w 1998 roku
"
Bagienne cienie

Trwanie w milczeniu z don Juanem było jedną z najwspanialszych rzeczy, jakie znałem. Siedzieliśmy wygodnie na miękkich krzesłach z tyłu jego domu w górach w środkowym Meksyku. Było późne popołudnie. Wiała przyjemna bryza. Słońce znajdowało się za domem, za naszymi plecami. Jego słabnące światło utworzyło przecudowne, zielone cienie na wielkich drzewach na podwórzu. Dokoła domu i dalej rosły inne rozłożyste drzewa, całkowicie przysłaniające widok na miasto. Zawsze dawało mi to złudzenie, że jestem na łonie dzikiej przyrody, innej niż ta na jałowej pustyni Sonory, lecz mimo wszystko dzikiej.
? Dzisiaj będziemy omawiać niezwykle ważną w magii kwestię ? odezwał się nagle don Juan ? i rozpoczniemy od zagadnienia dala energetycznego.
Opisywał mi ciało energetyczne już wcześniej, całą masę razy; mówił, że jest to skupisko pól energii, lustrzane odbicie skupiska pól energii składającego się na nasze ciało fizyczne, widziane jako energia w jej ruchu we wszechświecie. Mówił, że jest mniejsze, bardziej zwarte i z wyglądu cięższe od świetlistej sfery ciała fizycznego.
Wyjaśniał mi, że ciało i ciało energetyczne są dwoma skupiskami pól energii ściśniętymi w jedno pod działaniem pewnej dziwnej siły spajającej. Nieustannie podkreślał, że owa siła, która wiąże w całość te pola energii, to ? według czarowników starożytnego Meksyku ? najbardziej tajemnicza siła we wszechświecie. Jego zdaniem, była to czysta esencja całego kosmosu, łączna suma wszystkiego, co istnieje.
Twierdził, że ciało fizyczne i czato energetyczne są jedynymi równoważącymi się konfiguracjami energetycznymi w naszej ludzkiej sferze. Z tego też powodu nie uznawał żadnego innego dualizmu poza dwoistością obu tych ciał. Dualizm materii i umysłu, ducha i ciała uważał li tylko za mentalny ciąg asocjacyjny, emanację umysłu pozbawioną jakichkolwiek podstaw energetycznych.
Don Juan powiedział mi kiedyś, że dzięki dyscyplinie każdy może zbliżyć ciało energetyczne do ciała fizycznego. W normalnych warunkach dzielący je dystans jest ogromny. Kiedy ciało energetyczne znajdzie się już od ciała fizycznego w określonej odległości, która jest różna dla każdego z nas, poprzez zdyscyplinowane działania każdy może z niego uformować dokładną replikę swojego ciała fizycznego, czyli, inaczej mówiąc, trójwymiarową, materialną istotę. Stąd też bierze się stosowane przez czarowników pojęcie bliźniaka albo sobowtóra. I na odwrót, dzięki tym samym działaniom każdy jest w stanie uformować ze swego trójwymiarowego, materialnego ciała fizycznego doskonałą replikę swego ciała energetycznego ? czyli, inaczej mówiąc, eteryczny obłok energii, niewidoczny dla oka ludzkiego, jak zresztą wszelka energia.
Kiedy don Juan powiedział mi o tym wszystkim, zareagowałem pytaniem, czy opisuje mi treść jakiegoś mitu. Odparł na to, że czarownicy nie mają nic wspólnego z mitami. Czarownicy to istoty praktyczne i to, o czym mówią, jest zawsze nacechowane trzeźwością i rzeczowością. Według don Juana, trudności ze zrozumieniem tego, co robią czarownicy, biorą się stąd, że czerpią oni z innego systemu kognitywnego.
Kiedy tak siedzieliśmy tamtego dnia z tyłu jego domu w środkowym Meksyku, powiedział, że ciało energetyczne ma kluczowe znaczenie we wszystkim, co się dzieje w moim życiu. Widział, że moje ciało energetyczne, zamiast się ode mnie oddalać, jak to ma normalnie miejsce, zbliża się do mnie z ogromną prędkością, i był to fakt energetyczny.
? Co to znaczy, że ono się do mnie zbliża, don Juanie? ? zapytałem.
? To znaczy, że niedługo coś zacznie cię śmiertelnie przerażać ? odparł z uśmiechem. ? Twoje życie zostanie poddane niesamowitej kontroli, ale nie twojej kontroli, lecz kontroli ciała energetycznego.
? Chcesz przez to powiedzieć, don Juanie, że zacznie mnie kontrolować jakaś siła z zewnątrz? ? zapytałem.
? Kontroluje cię obecnie cała masa sił zewnętrznych ? orzekł. ? Kontrola, o której myślę, leży poza sferą języka. To kontrola, a jednocześnie jej brak. Nie można jej w żaden sposób zaklasyfikować, ale bez wątpienia można doświadczyć. I przede wszystkim, z całą pewnością można nią manipulować. Zapamiętaj to sobie: możesz nią manipulować i maksymalnie wyzyskiwać z korzyścią dla siebie, która, rzecz jasna, nie jest korzyścią twoją, lecz ciała energetycznego. Jednakże ciało energetyczne to ty, moglibyśmy więc ganiać tak w kółko jak pies za własnym ogonem, starając się to wszystko opisać. Język nie jest adekwatny. Wszystkie te doświadczenia wykraczają poza reguły składni języka.
Ciemność zapadła bardzo szybko i liście drzew, które jeszcze przed chwilą emanowały zieloną poświatą, były teraz bardzo ciemne i ciężkie. Don Juan powiedział, że jeśli będę się pilnie skupiał na ciemności liści, nie koncentrując wzroku na niczym konkretnym, lecz spoglądając niejako kątem oka, dostrzegę ulotny cień w moim polu widzenia.
? To odpowiednia pora dnia na zrobienie tego, o co cię proszę ? rzekł. ? Skupienie koniecznej uwagi zabierze ci tylko chwilkę. Nie przestawaj, aż dostrzeżesz ten ulotny, czarny cień.
Rzeczywiście, dostrzegłem jakiś dziwny, ulotny, czarny cień na tle liści drzew. Był to albo jeden cień, poruszający się w przód i w tył, albo kilka, przesuwających się z lewa na prawo albo z prawa na lewo lub prosto w górę. Jawiły mi się one jako grube czarne ryby, ogromne ryby. Wyglądało to tak, jak gdyby w powietrzu latały gigantyczne mieczniki. Widok ten pochłonął mnie całkowicie. W końcu zacząłem się go bać. Zrobiło się za ciemno i nie widziałem już liści, ale ciągle widziałem te ulotne, czarne cienie.
? Co to jest, don Juanie? ? zapytałem. ? Wszędzie dokoła dostrzegam ulotne, czarne cienie.
? Ach, to właśnie dziki wszechświat ? odrzekł. ? Niemierzalny, nieliniowy, wykraczający poza sferę języka. Czarownicy starożytnego Meksyku byli pierwszymi, którzy te ulotne cienie ujrzeli, więc zaczęli za nimi podążać. Widzieli je tak, jak ty je teraz widzisz, i widzieli je jako energię w jej ruchu we wszechświecie. I faktycznie udało im się odkryć coś transcendentalnego.
Przestał mówić i spojrzał na mnie. Jego pauzy były zawsze doskonale zaplanowane. Przestawał mówić wówczas, gdy umierałem z ciekawości.
? Co takiego odkryli, don Juanie? ? zapytałem.
? Odkryli, że mamy towarzysza na całe życie ? powiedział tak dobitnie, jak tylko potrafił. ? Drapieżcę, który przybył z otchłani kosmosu i zawładnął naszym życiem. Ludzie są jego więźniami. Ten drapieżca jest naszym panem i władcą. Zrobił z nas potulne, bezradne baranki. Jeżeli chcemy się zbuntować, bunt zostaje zdławiony. Jeżeli chcemy działać niezależnie, rozkazuje nam, byśmy tego nie robili.
Dokoła nas było bardzo ciemno i to chyba zupełnie przytłumiło moją ekspresję. Gdyby działo się to za dnia, śmiałbym się do rozpuku. W ciemności czułem się bardzo nieswojo.
? Ciemno, choć oko wykol ? odezwał się don Juan ? ale jeśli spojrzysz dokoła kątem oka, znów zobaczysz, jak dokoła nas skaczą ulotne cienie.
Miał rację. Ciągle je widziałem. Od ich ruchu kręciło mi się w głowie. Don Juan włączył światło; wszystko się rozwiało.
? Tylko dzięki samodzielnym staraniom dotarłeś do czegoś, co szamani starożytnego Meksyku nazywali kwestią nad kwestiami ? rzekł don Juan. ? Tym razem cały czas owijałem rzeczy w bawełnę, sugerując ci, że jesteśmy przez coś więzieni. I rzeczywiście, coś nas więzi! Dla czarowników starożytnego Meksyku był to fakt energetyczny.
? Dlaczego ten drapieżca zawładnął nami w sposób, o jakim mi mówiłeś, don Juanie? ? zapytałem. ? Musi istnieć jakieś logiczne wytłumaczenie.
? Jest wytłumaczenie ? odparł don Juan ? i to najprostsze na świecie. Zawładnęli nami, ponieważ jesteśmy ich pożywieniem, i uciskają nas bezlitośnie, ponieważ utrzymujemy ich przy życiu. My hodujemy kurczęta na kurzych fermach, gallineros, drapieżcy zaś hodują nas na ludzkich fermach, humaneros. Dlatego zawsze mają co jeść.
Poczułem, że gwałtownie kręcę głową na boki. Nie potrafiłem wyrazić swego głębokiego zaniepokojenia i niezadowolenia, ale moje ciało zaczęło się poruszać, by dać upust tym uczuciom. Trząsłem się cały, od włosów na głowie po czubki palców stóp, zupełnie bezwolnie.
? Nie, nie, nie, nie ? usłyszałem swój głos. ? To absurd, don Juanie. To, co mówisz, jest potworne. To po prostu nie może być prawda, ani dla czarowników, ani dla przeciętnych ludzi, ani dla nikogo.
? Dlaczego nie? ? zapytał chłodno don Juan. ? Dlaczego nie? Bo cię to doprowadza do szału?
? Tak, doprowadza mnie to do szału ? odparłem sucho. ? Twoje sugestie są potworne!
? No cóż ? powiedział ? nie wysłuchałeś jeszcze wszystkich moich sugestii. Poczekaj chwilkę i potem oceń, co na ten temat sądzić. Zaraz dostaniesz się w prawdziwą nawałnicę. To znaczy, że twój umysł zostanie wystawiony na zmasowany atak, a ty nie będziesz mógł się poddać i sobie pójść, bo jesteś w pułapce. Nie dlatego, że cię uwięziłem, ale dlatego, że coś ukryte głęboko w tobie nie pozwoli ci odejść, choć jakaś część ciebie po prostu wpadnie w szał. Tak więc, przygotuj się!
Czułem, że mam w sobie coś z masochisty. Don Juan miał rację. Nie wyszedłbym z jego domu za nic na świecie. Mimo to jednak ani trochę mi się nie podobały brednie, które wygadywał.
? Chcę przemówić do twojego analitycznego umysłu ? rzekł don Juan. ? Zastanów się przez chwilę, a potem mi powiedz, jak byś wytłumaczył sprzeczność pomiędzy inteligencją człowieka-inżyniera i głupotą jego przekonań albo głupotą jego pełnego sprzeczności zachowania. Czarownicy są przekonani, że to drapieżcy dali nam przekonania, nasze pojęcia dobra i zła, nasze prawa społeczne. To oni stworzyli nasze nadzieje i oczekiwania, sny o powodzeniu i myśli o porażce. Dali nam pożądanie, chciwość i tchórzostwo. To przez drapieżców jesteśmy tak zadowoleni z siebie, schematyczni i egoistyczni.
? Ale jak można tego dokonać, don Juanie? ? zapytałem, jakby bardziej jeszcze rozeźlony tym, co mówi. ? Szepcą nam to wszystko do ucha, kiedy śpimy?
? Nie, nie robią tego w ten sposób. To idiotyczny pomysł! ? odparł z uśmiechem. ? Są nieskończenie skuteczniejsi i bardziej zorganizowani, niż ci się zdaje. Aby zapewnić sobie naszego posłuszeństwo, uległość i słabość, drapieżcy wykonali fantastyczne posunięcie ? fantastyczne, oczywiście, z punktu widzenia strategii wojennej, a przerażające z punktu widzenia tych, przeciwko którym zostało skierowane. Oddali nam swój umysł! Słyszysz, co mówię? Drapieżcy oddają nam swój umysł, który staje się naszym umysłem. Umysł drapieżców jest barokowy, pełen sprzeczności, posępny, przepełniony obawą przed zdemaskowaniem, które może nastąpić lada chwila.
Wiem, że choć nigdy nie cierpiałeś głodu ? ciągnął ? odczuwasz niepokój związany z jedzeniem, który nie jest niczym innym, jak niepokojem drapieżcy, że w każdej chwili jego posunięcie zostanie odkryte i zabraknie mu pożywienia. Poprzez umysł, który w końcu jest ich umysłem, drapieżcy wtłaczają w życie ludzi wszystko, co im pasuje. W ten sposób zapewniają sobie pewne bezpieczeństwo, które niczym bufor neutralizuje nieco ich strach.
? To nie o to chodzi, don Juanie, że nie mogę przyjąć tego ot tak ? powiedziałem. ? Mógłbym to zrobić, ale jest w tym coś tak ohydnego, że mnie po prostu odrzuca. Zmusza mnie do zajęcia w tej sprawie stanowiska oponenta. Jeżeli to prawda, że nas zjadają, jak to się odbywa?
Na twarzy don Juana malował się szeroki uśmiech. Był zadowolony jak wszyscy diabli. Wyjaśnił mi, że czarownicy widzą niemowlęta jako dziwne, świetliste kule energii, pokryte od samej góry do samego dołu czymś w rodzaju lśniącej otoczki, przypominającej plastykową pokrywę, ciasno dopasowaną do ich kokonu energii. Powiedział, że to właśnie ta lśniąca otoczka świadomości stanowi pożywienie drapieżców i że do czasu osiągnięcia przez człowieka dorosłości pozostaje z niej jedynie wąski strzęp, który biegnie od podłoża do czubków palców u stóp. Strzęp ten pozwala ludzkości zaledwie na przeżycie, ale nic ponadto.
Zupełnie jak we śnie słyszałem, jak don Juan Matus wyjaśnia mi, że o ile mu wiadomo, człowiek jest jedynym gatunkiem istot, u którego lśniąca otoczka świadomości leży poza tym świetlistym kokonem. Dlatego też jest łatwą zdobyczą dla świadomości innego rzędu, takiej jak ciężka świadomość drapieżcy.
Następnie powiedział coś, co zdruzgotało mnie doszczętnie. Stwierdził, że ów wąski strzęp świadomości stanowi samo centrum autorefleksji, w której człowiek nieuleczalnie się pogrążył. Grając na naszej autorefleksji, która jest jedynym ocalałym punktem świadomości, drapieżcy tworzą rozbłyski świadomości, które następnie bezwzględnie pożerają. Podsuwają nam idiotyczne problemy, które wymuszają powstanie tych rozbłysków świadomości, i w ten sposób utrzymują nas przy życiu, żeby później móc się odżywiać owymi energetycznymi rozbłyskami powstałymi dzięki naszym niby-problemom.
Musiało być coś w tym, co mówił don Juan; byłem w tym momencie tak zdruzgotany, że najzwyczajniej w świecie zrobiło mi się niedobrze.
Po chwili, wystarczająco długiej, bym zdążył dojść do siebie, zapytałem go:
? Ale dlaczego czarownicy starożytnego Meksyku i współcześni czarownicy nic z tym nie robią, choć widzą drapieżców?
? Ani ty, ani ja nic nie możemy z tym zrobić ? odrzekł don Juan poważnym, smutnym głosem. ? Jedyne, co nam pozostaje, to poddać się dyscyplinie, dzięki której w końcu nie będą mogli nas tknąć. Jak chcesz wymagać od innych, by wzięli na siebie taki trud? Wyśmieją cię i wyszydzą, a co bardziej agresywni dadzą ci taki wpierdol, że popamiętasz. I zasadniczo nie dlatego, żeby nie chcieli ci wierzyć. Głęboko w każdym człowieku tkwi atawistyczna, intuicyjna świadomość istnienia drapieżców.
Mój analityczny umysł podnosił się i opadał niczym jo-jo. Puszczał mnie i wracał, puszczał i znowu wracał. Twierdzenia don Juana były po prostu niedorzeczne, niewiarygodne, a jednocześnie tak niezwykle sensowne i proste. Tłumaczyły każdą sprzeczność ludzkiego zachowania, która tylko przyszła mi na myśl. Ale jakżeż można było traktować to wszystko poważnie? Don Juan wpychał mnie pod lawinę, która mogła pochłonąć mnie na zawsze.
Uderzyła we mnie kolejna fala poczucia zagrożenia. Choć nie ja byłem jego źródłem, było ono jednak ze mną związane. Don Juan coś ze mną robił, coś niejawnie dobrego i potwornie złego zarazem. Odczuwałem to jako próbę przecięcia cienkiej warstewki czegoś, czym byłem jakby oklejony. Jego oczy wpatrywały się we mnie nieruchomo. Odwrócił wzrok i zaczął mówić, nie patrząc już w moją stronę.
? Jeżeli tylko kiedyś zaczną cię niebezpiecznie trapić jakieś wątpliwości ? powiedział ? zareaguj pragmatycznie. Wyłącz światło. Przeniknij ciemność; przekonaj się, co dostrzegasz.
Wstał, żeby wyłączyć światło. Powstrzymałem go.
? Nie, nie, don Juanie ? odezwałem się ? nie wyłączaj światła. Wszystko w porządku.
Czułem w tamtej chwili bardzo niezwyczajny jak na mnie strach przed ciemnością. Na samą myśl o niej zaczynałem ciężko dyszeć. Nie miałem wątpliwości, że intuicyjnie coś sobie uświadamiam, ale nie śmiałem tego dotknąć ani w pełni sobie uzmysłowić, za żadne skarby tego świata!
? Dostrzegłeś ulotne cienie na tle drzew ? powiedział don Juan, siadając z powrotem na swoim krześle. ? To bardzo dobrze. Chciałbym, żebyś zobaczył je w tym pokoju. Nie będziesz niczego widział. Będziesz zaledwie wychwytywał ulotne obrazy. Na to masz dość energii.
Obawiałem się, że don Juan i tak wstanie i zgasi światło; tak też zrobił. Dwie sekundy później darłem się na całe gardło. Nie dość, że faktycznie kątem oka dostrzegłem owe ulotne obrazy, to jeszcze usłyszałem, jak brzęczą mi koło ucha. Don Juan skręcał się ze śmiechu, włączywszy na powrót lampę.
? Ależ ten gość ma temperament! ? orzekł. ? Z jednej strony totalny sceptyk, a z drugiej totalny pragmatyk. Będziesz musiał sobie zaaranżować tę wewnętrzną walkę. Inaczej napuchniesz jak wielka ropucha i w końcu strzelisz. Coraz głębiej wbijał mi szpilę.
? Czarownicy starożytnego Meksyku ? powiedział ? widzieli drapieżcę. Nazwali go latawcem, bo skacze w powietrzu. Nie jest to urzekający widok. To wielki cień, mroczny i nieprzenikniony, czarny cień, który w podskokach przemieszcza się w powietrzu. Potem ląduje płasko na ziemi. Czarowników starożytnego Meksyku niezwykle nurtowało pytanie, kiedy pojawił się on na Ziemi. Rozumowali tak, że człowiek w pewnym okresie musiał być istotą doskonałą, obdarzoną fenomenalnym wglądem, zdolnym do takich wyczynów percepcji, że dziś są one przedmiotem legend. A potem wszystko jakby zniknęło i oto mamy obecnie człowieka uśpionego.
Chciałem się rozgniewać, nazwać go paranoikiem, ale gdzieś zniknęło to poczucie prawa do słusznego gniewu, które zawsze miałem. Coś we mnie wyrosło ponad poziom, na którym zawsze zadawałem sobie ulubione pytanie: ?A co, jeśli wszystko to, co mówi, jest prawdą?" Wtedy, tamtej nocy, kiedy ze mną rozmawiał, w głębi mego serca czułem, że wszystko, co mówi, jest prawdą; jednocześnie jednak równie silne było przekonanie, że wszystko, co mówi, to czysty absurd.
? Co ty opowiadasz, don Juanie? ? zapytałem słabo. Gardło miałem ściśnięte. Z trudem oddychałem.
? Opowiadam, że naszym przeciwnikiem nie jest zwykły drapieżca. Jest bardzo przemyślny i zorganizowany. Metodycznie przestrzega planu, który czyni z nas istoty bezużyteczne. Człowiek, istota magiczna, nie jest już magiczny. Jest zwykłym kawałkiem mięsa. Człowiekowi nie pozostały już żadne marzenia oprócz marzeń zwierzęcia hodowanego dla mięsa: marzeń wyświechtanych, konwencjonalnych i kretyńskich.
Słowa don Juana wywoływały we mnie dziwną fizyczną reakcję, podobną do mdłości. Czułem się znów tak, jakbym miał za chwilę zwymiotować. Ale źródłem nudności były najgłębsze pokłady mojej istoty, sam szpik kości. Zacząłem konwulsyjnie drżeć. Don Juan potrząsnął mnie mocno za ramiona. Poczułem, jak szyja mi się trzęsie pod wpływem jego uścisku. Uspokoiłem się od razu. Odzyskałem nieco kontroli nad sobą.
? Ten drapieżca ? powiedział don Juan ? który jest, rzecz jasna, istotą nieorganiczną, nie jest dla nas tak całkowicie niewidzialny jak inne istoty nieorganiczne. Myślę, że jako dzieci go widzimy; jest to dla nas jednak tak przerażający widok, że nawet nic chcemy o tym myśleć. Dzieci, rzecz jasna, czasem się upierają i chcą zwrócić na niego baczniejszą uwagę, lecz wszyscy dokoła zniechęcają je do tego.
Jedyną alternatywą dla ludzkości ? ciągnął ? jest dyscyplina. Dyscyplina to jedyny środek zaradczy. Ale gdy mówię o dyscyplinie, nie chodzi mi o jakieś ascetyczne praktyki. Nie chodzi mi o to, żeby wstawać o piątej trzydzieści każdego ranka i polewać się zimną wodą aż do zsinienia. Poprzez dyscyplinę czarownicy rozumieją umiejętność niewzruszonego stawiania czoła przeciwnościom losu, których nie braliśmy pod uwagę w naszych oczekiwaniach. Dla nich dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem i to nie dlatego, że są oni silni i twardzi, lecz dlatego, że przepełnia ich nabożna cześć.
? W jaki sposób dyscyplina czarowników może być środkiem zaradczym? ? zapytałem.
? Czarownicy powiadają, że dyscyplina sprawia, iż lśniąca otoczka świadomości staje się dla latawca niesmaczna ? odparł don Juan, bacznie wpatrując się w moją twarz, jakby szukał w niej jakichś oznak niedowierzania. ? Efekt jest taki, że drapieżcy są zdezorientowani. Lśniąca otoczka świadomości, która jest niejadalna, nie mieści się, jak sądzę, w ich systemie poznawczym. Zdezorientowani, nie mają innego wyjścia, jak tylko odstąpić od swych nikczemnych zamiarów.
Jeżeli drapieżcy nie będą przez jakiś czas zjadać naszej lśniącej otoczki świadomości ? ciągnął ? ta będzie dalej rosnąć. Upraszczając tę kwestię maksymalnie, mogę powiedzieć tak, że czarownicy, dzięki zachowywaniu dyscypliny, odpychają drapieżców wystarczająco długo, by ich lśniąca otoczka świadomości rozrosła się powyżej poziomu palców stóp. Kiedy już przekroczy ten poziom, urasta z powrotem do pierwotnych rozmiarów. Czarownicy starożytnego Meksyku mawiali, że lśniąca otoczka świadomości jest jak drzewo. Jeżeli go nie przycinać, rozrasta się do naturalnych rozmiarów i osiąga naturalną gęstość. Gdy świadomość osiąga poziomy ponad poziomem palców stóp, jej fenomenalne wyczyny stają się oczywistością.
Wspaniała sztuczka dawnych czarowników ? ciągnął don Juan ? polegała na obciążeniu umysłu latawca dyscypliną. Stwierdzili oni, że jeśli narzucić umysłowi latawca wewnętrzną ciszę, wówczas obca instalacja się rozprasza; daje to każdemu, kto wykonuje ten manewr, absolutną pewność zewnętrznego pochodzenia umysłu. Obca instalacja powraca, tego możesz być pewien, ale już nie tak silna, i tak oto rozpoczyna się proces, w którym rozpraszanie umyslu latawca staje się zabiegiem rutynowym; proces ten trwa tak długo, aż pewnego dnia umysł latawca rozprasza się na dobre. Smutny to dzień, doprawdy! Od tego dnia będziesz musiał się opierać na własnej inwencji, która jest bliska zeru. Nie będzie już nikogo, kto by ci powiedział, co masz robić. Nie będzie już żadnego zewnętrznego umysłu, który mógłby ci dyktować kretyństwa, do których zostałeś przyzwyczajony.
Mój nauczyciel, nagual Julian, zawsze przestrzegał wszystkich swoich uczniów ? kontynuował don Juan ? że jest to najcięższy dzień w życiu czarownika, ponieważ prawdziwy umysł ? ten, który należy do nas, łączna suma wszystkiego, czego doświadczyliśmy ? po trwającym całe życie poddaństwie, jest nieśmiały, niepewny i nie można na nim polegać. Osobiście powiedziałbym, że dla czarownika prawdziwa bitwa rozpoczyna się dopiero w tym momencie. Cała reszta to tylko przygotowania.
Byłem naprawdę głęboko poruszony. Chciałem dowiedzieć się czegoś więcej, a z drugiej strony coś dziwnego gdzieś w głębi mnie głośno się domagało, bym się nie odzywał, podsuwając mi myśl o mrocznym finale całej sprawy i karze ? czymś w rodzaju boskiego gniewu, który mnie dosięgnie za grzebanie przy czymś, co sam Bóg okrył tajemnicą. Musiałem się zdobyć na ogromny wysiłek, żeby przechylić szalę zwycięstwa na korzyść mojej ciekawości.
? Co... co... co znaczy ? usłyszałem własne słowa ? obciążanie umysłu latawca?
? Dyscyplina niesamowicie obciąża obcy umysł ? odrzekł. ? Tak więc, dzięki niej czarownicy przełamuj ą obcą instalację.
Jego słowa mnie przygniotły. Byłem przekonany, że albo don Juan kwalifikuje się do zakładu zamkniętego, albo mówi mi coś tak potwornie niesamowitego, że to we mnie wszystko zamiera. Zauważyłem jednak, jak szybko wykrzesałem z siebie dość energii, by sprzeciwić się wszystkiemu, co powiedział. Po chwili paniki zacząłem się śmiać, zupełnie jakby don Juan opowiedział jakiś dowcip. Usłyszałem nawet, jak mówię:
? Don Juanie, don Juanie, jesteś niepoprawny!
Rozumiał chyba wszystko, co się we mnie działo. Kiwał głową na boki i wznosił oczy w górę w geście udawanej rozpaczy.
? Jestem tak niepoprawny ? powiedział ? że zaraz zafunduję umysłowi latawca, który w sobie nosisz, jeszcze jeden wstrząs. Wyjawię ci jeden z najbardziej niesamowitych sekretów magii. Opiszę ci odkrycie, którego weryfikacja i uporządkowanie zajęła czarownikom tysiące lat.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się złowrogo.
? Umysł latawca rozprasza się na zawsze ? powiedział ? kiedy czarownikowi uda się pochwycić wibrującą siłę, która utrzymuje w jednej całości skupisko naszych pól energii. Jeżeli utrzymają w tym uchwycie dostatecznie długo, umysł latawca zostaje pokonany i się rozprasza. I to właśnie zaraz zrobisz: uchwycisz się energii, która utrzymuje nas w jednej całości.
Zareagowałem na to w tak niewytłumaczalny sposób, że aż trudno to sobie wyobrazić. Coś we mnie zadrżało, zupełnie jakby pod wpływem silnego wstrząsu. Ogarnął mnie niezrozumiały strach, który natychmiast skojarzyłem z moim religijnym wychowaniem.
Don Juan zmierzył mnie spojrzeniem od stóp do głów.
? Boisz się gniewu boskiego, co? ? odezwał się. ? Bądź spokojny, to nie twój strach. To strach latawca, bo on wie, że zrobisz dokładnie to, co ci każę.
Jego słowa wcale mnie nie uspokoiły. Poczułem się jeszcze gorzej. Ogarnęły mnie mimowolne, konwulsyjne drgawki i nie było żadnego sposobu, by je opanować.
? Nie martw się ? powiedział spokojnie don Juan. ? Wiem z doświadczenia, że te ataki bardzo szybko tracą na sile. Umysłu latawca nie stać nawet na odrobinę koncentracji.
Po chwili wszystko ustało, tak jak przepowiedział don Juan. Słowo ?oszołomiony" w odniesieniu do mojego stanu w tamtym momencie byłoby eufemizmem. Po raz pierwszy w życiu, z don Juanem czy bez, naprawdę nie miałem pojęcia, co się ze mną dzieje. Chciałem wstać z krzesła i przejść się, ale paraliżował mnie śmiertelny strach. Byłem wypełniony racjonalnymi sądami, a jednocześnie przepełniał mnie infantylny strach. Zacząłem głęboko oddychać, a całe moje ciało pokrył zimny pot. W jakiś sposób moje oczy otwarły się na potworny widok: gdziekolwiek się obróciłem, skakały czarne, ulotne cienie.
Przymknąłem powieki i oparłem głowę na oparciu krzesła.
? Nie wiem, dokąd teraz pójść, don Juanie ? odezwałem się. ? Dzisiaj naprawdę ci się udało zupełnie poplątać moje ścieżki.
? Rozdziera cię wewnętrzna walka ? powiedział don Juan. ? Głęboko w środku wiesz, że nie jesteś w stanie odrzucić przyzwolenia na to, by nieodłączna część ciebie, twoja lśniąca otoczka świadomości, stała się w niepojęty sposób źródłem pożywienia dla istot o niepojętej dla nas naturze. A inna część ciebie będzie się temu przeciwstawiać całą swoją mocą.
Przewrót czarowników ? ciągnął ? polega na tym, że odmówili oni honorowania umów, w których nie byli stroną. Nikt mnie nigdy nie pytał o to, czy nie zgodziłbym się zostać pożarty przez istoty o odmiennym rodzaju świadomości. Moi rodzice po prostu wprowadzili mnie na ten świat po to tylko, bym został czyimś pożywieniem, tak samo jak i oni ? koniec, kropka.
"

pozdrwiam słonecznie



Na górę
   
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 22 kwie 2009, 11:18 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 24 kwie 2009, 18:10 
hej Radosław! Kim jest don Juan i kim są szamani starożytnego Meksyku?



Na górę
   
 
 
Post: 03 maja 2009, 20:35 
Hej Songohan!
Czyli tak po polsku co to k...a za jedni :D
http://kodczasu.ronus.pl/forum/viewtopic.php?t=655 - trochę wprowadzenia w temat.
Dodam od siebie że książki Castanedy w księgarniach można znaleźć w działach beletrystyka.
Wielu "expertów" kpi z dorobku tego człeka stawiając argumenty w stylu "nie ma dowodów na istnienie Don Juana" - Ci nie czytali książek, bo poszukiwany Don Juan tłumaczył jak krowa na miedzy że częścią jego zadania jest WYMAZANIE OSOBISTEJ HISTORII i zerwanie więzi ze światem.
Inni mówią "żadni szamani Meksyku nie gadają takich głupot jak Don Juan" - Ci najwyraźniej nie czytali "Nauk don Carlosa" Victora Sancheza - innego antropologa który pisze jota w jotę to samo co Castaneda, dodając praktyczne zestawy ćwiczeń pomagających w efektywny sposób wydatkować swoją energię. Tą książkę polecam koniecznie!!!
Jak już jesteśmy przy zestawach ćwiczeń dochodzimy do najciekawszego argumentu potwierdzającego prawdziwość słów Castanedy.
W książce "Magiczne kroki" autor podaje zestaw fizycznych ćwiczeń pomagających zbalansować ciało energetyczne człowieka.
Niby nic wielkiego, Cindy Crawford też wydała kasety z aerobikiem.
Ćwiczenia są wariacją Chi-qunk i Tai-chi, pokrywa się wiedza o punktach energetycznych na ciele człowieka i całych ciągach ruchów pomagających energii wokół człowieka krążyć - czegoś takiego nie można sobie znyślić, a skopiowanie i zmodyfikowanie tychże ćwiczeń może i jest możliwe, ale do tego trzeba by zatrudnić paru chłopaków z Szaolin :D
pozdrawiam



Na górę
   
 
 
Post: 03 maja 2009, 22:39 
książki Carlosa są doskonałe, warto przeczytać je wszystkie. Radku, wybrałeś super fragment pasujący do stron Davida!
:D



Na górę
   
 
 
Post: 10 cze 2009, 21:54 
Ponieważ uwielbiam Castanedę będę to wkejał raz na jakiś czas cytaty, a co :D
Dziś trochę o Tai Chi"
"MAGICZNE KROKI

Po raz pierwszy don Juan opowiedział mi szczegółowo o magicznych krokach po tym, gdy wyraził się nieprzychylnie na temat mojej wagi.
? Cholerny z ciebie grubas ? powiedział, przyglądając mi się od stóp do głów i z dezaprobatą kręcąc głową. ? Niewiele ci brakuje do otyłości. Widać po tobie, że jesteś wyeksploatowany. Jak każdy człowiek twojego czasu, zaczynasz obrastać tłuszczem na karku, jak byk. Czas najwyższy, byś poważnie pomyślał o największym odkryciu czarowników, o magicznych krokach.
? O jakich znowu magicznych krokach, don Juanie? ? spytałem. ? Do tej pory nic mi o nich nie wspominałeś. A jeśli nawet, to tylko mimochodem, bo nie mogę sobie niczego takiego przypomnieć.
? Opowiedziałem ci o nich bardzo dużo ? powiedział ? a co więcej, mnóstwo ich już znasz. Cały czas cię ich uczę.
Jeśli o mnie chodzi, nie było prawdą, jakoby cały czas uczył mnie jakichkolwiek magicznych kroków. Zaprzeczyłem bardzo zapalczywie.
? Nie musisz wkładać tyle uczucia w obronę swojego cudownego ja ? zażartował, poruszając komicznie brwiami z przepraszającym wyrazem twarzy. ? Chciałem powiedzieć, że naśladujesz wszystko, co robię, wykorzystuję więc twoją umiejętność naśladowania. Przez cały czas pokazuję ci przeróżne magiczne kroki, a ty zawsze myślisz, jak to ja uwielbiam rozprostowywać kości i słuchać, jak mi w stawach trzeszczy. Podoba mi się ta twoja interpretacja ? rozprostowywanie kości. Dalej będziemy to tak określać.
? Pokazałem ci dziesięć różnych sposobów rozprostowywania kości ? ciągnął. ? Każdy z nich to magiczny krok, idealnie pasujący do twojego i mojego ciała. Można by rzec, że te dziesięć magicznych kroków doskonale nam obydwu odpowiada. Są naszą osobistą własnością, tak jak były własnością czarowników pochodzących z dwudziestu pięciu pokoleń przed nami, którzy byli dokładnie tacy sami jak my dwaj.
Jak to ujął don Juan, magiczne kroki były różnymi pozycjami, które ? w moim mniemaniu ? przyjmował dla rozprostowania kości. Poruszał wówczas w określony sposób ramionami, nogami, tułowiem i biodrami; sądziłem, że robi to, by maksymalnie rozciągnąć mięśnie, kości i ścięgna. Z mojego punktu widzenia efektem tych ruchów było trzeszczenie w stawach, które, jak wierzyłem, don Juan demonstrował, by mnie zadziwić i rozweselić. Pamiętam, że za każdym razem mówił, abym go naśladował. Zachęcał mnie nawet, w duchu współzawodnictwa, bym zapamiętał ruchy, które mi pokazywał, i powtarzał je w domu, aż będę umiał wydobyć z moich stawów podobne trzeszczenie.
Nigdy mi się nie udało usłyszeć tego trzeszczenia w moich stawach, jednakże bez wątpienia nauczyłem się wszystkich ruchów, zupełnie mimochodem. Teraz wiem, że fiasko moich usilnych starań, by wydobyć trzeszczenie ze stawów, wyszło mi w końcu na dobre, ponieważ mięśni i ścięgien ramion oraz pleców nigdy nie wolno rozciągać tak forsownie. Stawy don Juana po prostu miały to do siebie, że trzeszczały przy naciąganiu, podobnie jak stawy palców dłoni niektórych ludzi trzeszczą przy zaciskaniu pięści.
? Jak dawni czarownicy wymyślili magiczne kroki, don Juanie? ? spytałem.
? Nikt ich nie wymyślił ? odparł surowo. ? Z założenia, że zostały one wymyślone, automatycznie wynika wniosek o ingerencji umysłu, a w wypadku magicznych kroków jest on błędny. Prędzej już zostały one odkryte przez dawnych szamanów. Mówiono mi, że wszystko się zaczęło od niezwykłego poczucia błogości, którego szamani doznawali w szamańskich stanach podwyższonej świadomości. Uczucie rozpierającego ich wigoru było to tak niesamowite i fascynujące, że usiłowali je przenieść również do stanu normalnej świadomości.
? Z początku szamani byli przekonani, że to uczucie błogości jest po prostu wytworem stanu podwyższonej świadomości ? wyjaśnił mi kiedyś don Juan. ? Wkrótce spostrzegli, że nie wszystkie stany szamańskiej podwyższonej świadomości wywołują w nich owo uczucie. Po dokładnej analizie okazało się, że błogość pojawiała się zawsze w trakcie wykonywania określonych ruchów ciałem. Szamani uświadomili sobie, że w stanach podwyższonej świadomości ich ciała mimowolnie się poruszały na różne sposoby i że właśnie te ruchy były powodem owego niezwyczajnego odczucia fizycznej i psychicznej pełni.
Don Juan powiedział, że zawsze mu się wydawało, iż ruchy, które dawni szamani wykonywali automatycznie w stanach podwyższonej świadomości, są pewnego rodzaju dziedzictwem ludzkości, czymś głęboko ukrytym i wyjawianym tylko tym, którzy tego szukają. Wyobrażał sobie owych czarowników jako badaczy podwodnych głębin, którzy odzyskali ten skarb, nawet o tym nie wiedząc.
Don Juan mówił, że dawni czarownicy zaczęli mozolnie łączyć ze sobą niektóre z zapamiętanych ruchów. Ich wysiłki nie poszły na marne. Udało im się odtworzyć ruchy, którymi, jak sądzili, ciało reaguje automatycznie w stanach podwyższonej świadomości. Zachęceni tym powodzeniem, odtworzyli jeszcze setki ruchów, które powtarzali, nie próbując nawet ich poskładać w jakiś zrozumiały schemat. Sądzili, że w podwyższonej świadomości ruchy te wykonuje się spontanicznie, a ich efekt zależy od działania jakiejś siły, zupełnie niezależnej od woli szamanów.
Don Juan stwierdził, że z natury spostrzeżeń czarowników starożytności zawsze wywodził, iż musieli oni być niezwykłymi ludźmi, ponieważ odkryte przez nich ruchy nie zostały podobnie objawione współczesnym szamanom, którzy również wchodzili w stany podwyższonej świadomości. Być może było tak dlatego, że współcześni szamani nauczyli się tych ruchów, w takiej czy innej formie, od swoich poprzedników, a może brało się to stąd, że czarownicy starożytności mieli większą masę energetyczną.
? Jak to rozumiesz, don Juanie, że mieli większą masę energetyczną? ? spytałem. ? Byli więksi?
? Nie przypuszczam, by byli więksi w sensie fizycznym ? odparł. ? Jednakże na poziomie energetycznym w oczach widzących jawili się jako podłużne kształty. Samych siebie nazywali świetlistymi jajami. Nigdy w życiu nie widziałem świetlistego jaja. Widywałem jedynie świetliste kule. Przypuszczalnie więc przez pokolenia człowiek utracił nieco masy energetycznej.
Don Juan wyjaśnił mi, że dla widzącego wszechświat składa się z nieskończonej liczby pól energetycznych. Widzącemu przedstawiają się one jako świetliste włókna, które strzelają dookoła na wszystkie strony. Don Juan powiedział, że owe włókna przeszywają świetliste kule ludzi pod wszelkimi możliwymi kątami i że śmiało można przyjąć, iż skoro kształty ludzi jawiły się niegdyś w formie podłużnej, podobnej do jaja, to były one znacznie wyższe od kuł. Stąd też pola energetyczne, które obejmowały ludzi w górnej części ich świetlistych jaj, obecnie, gdy ludzie są świetlistymi kulami, już ich nie obejmują. Dla don Juana oznaczało to niejako utratę masy energetycznej, która miała być kluczem do odzyskania owego ukrytego skarbu: magicznych kroków.
? Dlaczego te kroki dawnych szamanów nazywa się magicznymi krokami, don Juanie? ? zapytałem go pewnego razu.
-To nie tylko nazwa ? odrzekł. ? One są magiczne! Skutków ich działania nie da się ogarnąć umysłem, odwołując się do zwykłych wyjaśnień. Te ruchy nie są ćwiczeniami fizycznymi czy jedynie jakimiś pozycjami ciała; to prawdziwe próby osiągnięcia optymalnego stanu trwania. Magia tych ruchów ? ciągnął don Juan ? to subtelna zmiana, którą odczuwają ćwiczący podczas ich wykonywania. To pewna aura efemeryczności, która naznacza ich ciało i ducha, rodzaj lśnienia, światło w oczach. Ta subtelna zmiana to dotyk ducha. To tak, jakby praktykujący poprzez te ruchy odnawiali dawno zapomnianą więź z siłą życiową, dzięki której trwają.
Dalej wyjaśnił, że ruchy te nazywa się magicznymi krokami również dla tej przyczyny, że przenoszą szamanów, w obrębie postrzegania, do odmiennych stanów trwania, w których odczuwają oni świat w sposób nie dający się opisać.
? Ze względu na to właśnie, ze względu na tę magię ? powiedział mi don Juan ? magiczne kroki trzeba praktykować nie w ramach gimnastyki, lecz jako metodę przywoływania mocy.
? Ale czy można je traktować jako ćwiczenia fizyczne, mimo że wcześniej nigdy ich tak nie traktowano? ? zapytałem.
? Możesz je praktykować tak, jak ci się żywnie podoba ? odparł don Juan. ? Magiczne kroki wzbogacają świadomość niezależnie od tego, jak je traktujesz. Mądrze byłoby jednak nazywać je po imieniu, magicznymi krokami, które pozwalają praktykującym odrzucić maskę uspołecznienia.
? Co to za maska uspołecznienia? ? spytałem.
? To taki pancerz, którego zażarcie bronimy i za który umieramy ? powiedział. ? Pancerz, który narzuca na nas świat. Nie pozwala nam osiągnąć wszystkich naszych możliwości. Każe nam wierzyć, że jesteśmy nieśmiertelni. W tych ruchach żyje intencja tysięcy czarowników. Wykonując je nawet zupełnie od niechcenia, doprowadzasz do unieruchomienia umysłu.
? Jak to rozumieć, że doprowadzam do unieruchomienia umysłu? ? spytałem.
? Wszystko, co robimy w naszym świecie ? odrzekł ? uznajemy i rozpoznajemy, przetwarzając to w ciągi podobieństwa, ciągi rzeczy, powiązane ze względu na funkcję, jaką spełniają. Na przykład, jeżeli powiem ci ?widelec", natychmiast przyjdą ci do głowy: łyżka, nóż, obrus, serwetka, talerz, filiżanka z podstawkiem, kieliszek wina, chili con carne, przyjęcie, urodziny, zabawa. Śmiało mógłbyś tak jeszcze długo wyliczać rzeczy funkcjonalnie ze sobą powiązane, być może bez końca. Wszystko, co robimy, jest tak właśnie powiązane. Dziwne u czarowników jest to, że widzą oni, iż wszystkie te ciągi pokrewieństwa, wszystkie ciągi rzeczy powiązanych ze sobą funkcjonalnie w mniemaniu ludzi są niezmienne i wieczne, niczym słowo boże.
? Nie wiem, don Juanie, po co mieszasz słowo boże do swoich wyjaśnień. Co ma wspólnego słowo boże z tym, co usiłujesz mi wyjaśnić?
? Wszystko! ? odpowiedział. ? Wygląda na to, że w naszych głowach cały wszechświat jest niczym słowo boże, absolutny i niezmienny. Tym się kierujemy. Gdzieś głęboko w sobie mamy taki mechanizm, który nie pozwala nam się zatrzymać i stwierdzić, że słowo boże ? w naszym pojęciu ? odnosi się do świata, który jest martwy. Za to żywy świat nieustannie płynie. Porusza się. Zmienia. Przeistacza się. Najbardziej abstrakcyjnym powodem, dla którego magiczne kroki czarowników mojej linii są magiczne ? ciągnął don Juan ? jest to, że w czasie ich wykonywania ciało praktykującego uświadamia sobie, iż wszystko, zamiast być nieprzerwanym łańcuchem pokrewnych sobie obiektów, jest strumieniem, nieustającym przepływem. A skoro wszystko we wszechświecie płynie niczym strumień, można ów strumień zatrzymać. Można postawić na nim tamę i tak wstrzymać lub zmienić jego przepływ.
Don Juan wyjaśnił mi kiedyś, jak praktykowanie magicznych kroków wpłynęło na czarowników z jego linii, i porównał ich sytuację z tym, co się stanie ze współczesnymi praktykującymi.
? Gdy czarownicy mojej linii uświadomili sobie ? rzekł ? że praktykowanie ich magicznych kroków powoduje wstrzymanie zwykle nieprzerwanego przepływu zdarzeń, przeżyli szok i omal nie umarli z przerażenia. Wymyślili cały układ metafor dla opisu tego wydarzenia i kiedy starali się je objaśnić i zanalizować, spaprali całą sprawę. Zaplątali się w rytuały i ceremonie. Zaczęli odgrywać akt wstrzymania przepływu zdarzeń. Wierzyli, że jeśli z określonym aspektem swoich magicznych kroków zwiążą pewne ceremonie i rytuały, same magiczne kroki przyniosą pożądany rezultat. Po niedługim czasie bardziej grzęźli w nieprzebranej liczbie swoich niezwykle złożonych rytuałów i ceremonii niż w samych magicznych krokach. To bardzo ważne, aby skierować uwagę praktykujących na pewien określony aspekt magicznych kroków ? ciągnął don Juan. ? Jednakże to zapatrzenie powinno być swobodne, na wesoło, bez śmiertelnej powagi i posępności. Magiczne kroki powinno się praktykować dla samej przyjemności, jaką to przynosi, nie przejmując się zbytnio korzyściami.
Podał przykład jednego ze swoich towarzyszy, czarownika o imieniu Silvio Manuel, którego ulubionym zajęciem było dostosowywanie magicznych kroków czarowników starożytności do kroków jego współczesnego tańca. Don Juan określił Silvia Manuela jako niezrównanego akrobatę i tancerza, który tak naprawdę tańczył swoje magiczne kroki.
? Nagual Elias Ulloa byt najważniejszym innowatorem mojej linii ? podjął don Juan. ? To on właśnie, że tak powiem, wyrzucił cały ceremoniał przez okno i praktykował magiczne kroki wyłącznie z tą myślą, z jaką pierwotnie ich używano, kiedyś w zamierzchłej przeszłości ? aby rozprowadzać energię. Nagual Julian Osorio, który był po nim ? mówił dalej ? ostatecznie dobił cały ceremoniał. Jako że był w rzeczywistości zawodowym aktorem i kiedyś się utrzymywał z występów w teatrze, wielką wagę przykładał do ? jak to określali czarownicy ? teatru szamańskiego. On nazwał go teatrem nieskończoności i zawarł w nim wszystkie dostępne mu magiczne kroki. Każdy ruch odgrywanych przez niego postaci był na wskroś przesycony magicznymi krokami. To jeszcze nie wszystko, przekształcił on ten teatr w nową metodę ich nauczania. Wszystko się zamknęło pomiędzy nagualem Julianem, aktorem nieskończoności, a Silviem Manuelem, tancerzem nieskończoności. Na horyzoncie zabłysła nowa era! Era czystego rozprowadzania!
Don Juan, wyjaśniając rozprowadzanie, mówił, że ludzie, postrzegani jako skupiska pól energii, są zamkniętymi jednostkami energetycznymi o ustalonych granicach, które nie pozwalają ani na przedostawanie się energii z zewnątrz, ani wydostanie z wewnątrz. Z tego powodu energia zawarta w takim skupisku pól energetycznych to wszystko, na czym każdy człowiek może bazować.
? Naturalną skłonnością ludzi ? mówił ? jest wypychanie energii jak najdalej od ośrodków witalności, które się mieszczą po prawej stronie ciała na samej krawędzi klatki piersiowej, w okolicy wątroby i woreczka żółciowego, oraz po lewej stronie ciała, również na krawędzi klatki piersiowej, w okolicy trzustki i śledziony; na plecach, dokładnie za tymi dwoma pierwszymi ośrodkami ? w okolicy nerek, i dokładnie ponad nimi ? w okolicy nadnerczy; jak również u nasady szyi, w dołku u zbiegu obojczyka i mostka, a także dokoła macicy i jajników u kobiet.
? Jak ludzie wypychają tę energię, don Juanie? ? zapytałem.
? Zamartwiając się ? odparł. ? Poddając się napięciom powszedniego życia. Przymus załatwiania codziennych spraw odbija się na ich zdrowiu.
? A co się dzieje z tą energią, don Juanie? ? spytałem.
? Zbiera się na obrzeżach świetlistej kuli ? rzekł. ? Czasem tworzy nawet rodzaj grubej korowatej powłoki. Magiczne kroki oddziałują na całego człowieka, pojmowanego jako ciało fizyczne i jako skupisko pól energetycznych. Pobudzają energię nagromadzoną w świetlistej kuli i przekazują ją z powrotem do ciała fizycznego. Magiczne kroki uaktywniają zarówno samo ciało jako pewien układ fizyczny, osłabiony przez rozproszenie energii, jak również ciało jako pewien układ energetyczny, który jest w stanie rozprowadzić tę rozproszoną energię. Energia na obrzeżach świetlistej kuli ? ciągnął ? energia, która nie jest rozprowadzona, jest równie nieprzydatna jak kompletny brak energii. To naprawdę przerażające, przechowywać gdzieś nadmiar energii, która jest w praktyce niedostępna. To tak, jakbyś był na pustyni i umierał z powodu odwodnienia, choć masz ze sobą zbiornik z wodą, którego nie możesz otworzyć, bo nie masz czym. A na tej pustyni nie ma nawet jednego kamienia, którym mógłbyś ten zbiornik rozbić.
Prawdziwą magią magicznych kroków jest to, że kierują one złogi energii z powrotem do ośrodków witalności; stąd właśnie bierze się owo poczucie błogości i nieprawdopodobnej sprawności fizycznej, które udziela się praktykującym. Czarownicy z linii don Juana, zanim się zagubili w nadmierne rozbudowanych rytuałach i ceremoniach, określili warunek rozprowadzenia. Nazwali go nasyceniem, co miało oznaczać, że zanurzali swoje ciała w obfitości magicznych kroków, pozwalając sile, która nas spaja, kierować magicznymi krokami tak, aby jak najskuteczniej rozprowadzały one energię.
? Jak to, don Juanie? Chcesz mi wmówić, że za każdym razem, gdy rozprostowujesz kości, i za każdym razem, kiedy ja próbuję cię naśladować, faktycznie rozprowadzamy energię? ? spytałem go pewnego razu bez cienia ironii.
? Za każdym razem, gdy wykonujemy jakiś magiczny krok ? odparł ? tak naprawdę zmieniamy podstawową strukturę naszej istoty. Energia, zazwyczaj zalegająca gdzieś i bezużyteczna, zostaje uwolniona i zaczyna przenikać do wirujących ośrodków witalności w ciele. Tylko i wyłącznie z pomocą tej odzyskanej energii jesteśmy w stanie zbudować groblę, zaporę, która jako jedyna może powstrzymać ów niepowstrzymany i zawsze szkodliwy dla nas strumień zdarzeń.
Poprosiłem don Juana, aby podał mi przykład takiej tamy na tym, jak to określił, szkodliwym strumieniu. Powiedziałem mu, że chciałbym to sobie jakoś wyobrazić.
? Podam ci przykład ? rzekł. ? W moim wieku powinno mi dokuczać, dajmy na to, wysokie ciśnienie. Gdybym się udał do lekarza, ten, widząc mnie, przyjąłby zapewne, że oto ma przed sobą starego Indianina, którego wyczerpały tysiące różnych trosk, rozgoryczenie i kiepskie odżywianie; skutkiem tego wszystkiego, jak łatwo przewidzieć i czego należy się spodziewać, jest nadciśnienie. W moim wieku to normalne. Nie mam najmniejszych kłopotów z nadciśnieniem ? mówił dalej. ? Nie dlatego, że jestem silniejszy od przeciętnego człowieka albo mam lepsze geny, ale dlatego, iż moje magiczne kroki pozwoliły mojemu ciału wyłamać się z wszelkich wzorców zachowań, których skutkiem jest nadciśnienie. Mogę śmiało powiedzieć, że za każdym razem, gdy rozprostowuję kości, wykonując jeden z moich magicznych kroków, blokuję strumień statystycznych założeń i typów zachowań, które normalnie w moim wieku powodują nadciśnienie. Innym przykładem, który mogę ci podać, jest sprawność moich kolan ? ciągnął. ? Nie zauważyłeś, że jestem o wiele zwinniejszy od ciebie? Poruszam kolanami jak mały chłoptaś! Dzięki moim magicznym krokom stawiam tamę na strumieniu zachowań i zmian w strukturze fizycznej, które z wiekiem przyczyniają się do zesztywnienia kolan, zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn.
Chyba nic mnie tak nigdy nie złościło jak to, że don Juan Matus, który z powodzeniem mógłby być moim dziadkiem, był nieporównywalnie młodszy ode mnie. Przy nim byłem sztywnym i twardogłowym rutyniarzem. Byłem niczym starzec. On zaś był żwawy, pomysłowy, zwinny i praktyczny. Krótko mówiąc, był obdarzony czymś, czego ja, mimo że byłem młody, nie posiadałem ? młodością. Bardzo lubił rozprawiać, że być młodym to nie to samo, co być obdarzonym młodością, i że bycie młodym nie stanowi żadnej przeszkody dla starości. Kierował moją uwagę na to, że gdybym się dokładnie i spokojnie przyglądał innym ludziom, zgodziłbym się z tym, iż już w wieku dwudziestu lat są oni starcami, idiotycznie klepiącymi w kółko to samo.
? Jak to możliwe, don Juanie ? zapytałem ? że możesz być młodszy ode mnie?
? Przezwyciężyłem mój umysł ? rzekł i wytrzeszczył oczy, udając wielką dezorientację. ? Nie mam umysłu, który by mi mówił, że już czas najwyższy się zestarzeć. Nie honoruję umów, których nie zawierałem. Zapamiętaj to sobie... to nie tylko puste hasło, kiedy czarownicy powiadają, że nie honorują umów, których nie zawierali. Dać się starości to jedna z takich umów.
Długo milczeliśmy. Wydawało mi się, jakby don Juan czekał, by zobaczyć, jaki efekt wywołały jego słowa. Moje wewnętrzne ja, zdawałoby się niepodzielne, rozdzierało się jeszcze bardziej w obliczu moich jawnie przeciwstawnych reakcji. Z jednej strony całą siłą woli odżegnywałem się od bzdur, które wygłaszał don Juan; z drugiej strony jednak nie mogłem nie dostrzegać, jak trafne były jego spostrzeżenia. Don Juan był stary, a jednak wcale stary nie był. Był młodszy ode mnie o całe wieki. Nie wiązały go żadne myśli i nawyki. Wydeptywał ścieżki niewyobrażalnych światów. Był wolny, a ja byłem więźniem moich ciężkich konstrukcji myślowych i moich przyzwyczajeń, banalnych i jałowych refleksji nad sobą, które ? jak poczułem wówczas po raz pierwszy w życiu ? nie były nawet moje.
Przy innej sposobności spytałem don Juana o coś, co nie dawało mi spokoju już od dłuższego czasu. Powiedział mi wcześniej, że czarownicy starożytnego Meksyku odkryli magiczne kroki, które były niejako ukrytym skarbem, przechowywanym gdzieś do czasu, aż ludzie go odnajdą. Chciałem wiedzieć, kto mógłby coś takiego przechowywać z myślą o ludziach. Jedyne rozwiązanie, które przychodziło mi do głowy, nawiązywało do katolicyzmu. Sądziłem, że zrobił to Bóg, jakiś anioł stróż albo Duch Święty.
? To nie Duch Święty, który jest święty tylko dla ciebie, gdyż w skrytości ducha jesteś katolikiem ? rzekł don Juan. ? I z całą pewnością nie jest to Bóg, ów dobrotliwy ojciec, jak go sobie wyobrażasz. Nie jest to też jakaś bogini, matka żywicielka, pod której pieczą są wszelkie ludzkie sprawy, w co wielu wierzy. To raczej pewna bezosobowa siła, która przechowuje nieprzebrane bogactwa dla śmiałków mających odwagę ich szukać. Jest to siła pochodząca z tego wszechświata, tak jak światło czy grawitacja. To pewien czynnik spajający, wibrująca siła, która łączy skupiska pól energetycznych ? ludzi ? w jedną zwartą całość. Ta wibrująca siła jest czynnikiem, który nie pozwala na przedostawanie się energii do wewnątrz i na zewnątrz świetlistej kuli. Czarownicy starożytnego Meksyku ? ciągnął ? byli przekonani, że wykonywanie magicznych kroków jest jedynym czynnikiem, który przygotowuje ciało i doprowadza je do transcendentalnego potwierdzenia istnienia owej spajającej siły.
Z objaśnień don Juana wywnioskowałem, że wibrująca siła, o której mówił, spajająca nasze pola energetyczne, musi bardzo przypominać zjawisko, które według współczesnych astronomów zachodzi w jądrach wszystkich istniejących we wszechświecie galaktyk. Ich zdaniem tam właśnie, w jądrach galaktyk, działa jakaś niewyobrażalna siła, która utrzymuje gwiazdy galaktyki w ich położeniu. Siła ta, nazywana czarną dziurą, jest pewnym tworem teoretycznym, dzięki któremu w najbardziej chyba sensowny sposób można wyjaśnić, dlaczego gwiazdy nie oddalają się, wypychane na zewnątrz przez własną prędkość orbitalną.
Don Juan mówił, że dawni czarownicy wiedzieli, iż ludzie ? będący skupiskami pól energetycznych utrzymują się w sobie nie dzięki jakimś energetycznym zwojom albo więzom, lecz dzięki pewnego rodzaju wibracji, która nadaje wszystkiemu naraz istnienie i właściwe miejsce. Don Juan wyjaśniał, że czarownicy poprzez swoje praktyki i dzięki zdyscyplinowaniu nabrali umiejętności obchodzenia się z tą wibrującą siłą, gdy tylko w pełni sobie uświadomili jej istnienie. Biegłość, do jakiej doszli w operowaniu nią, była tak niesamowita, że ich czyny obrosły legendą, przeobrażone w wydarzenia mityczne, które przetrwały do naszych czasów w formie baśniowej. Na przykład jedna z opowieści o starożytnych czarownikach, którą usłyszałem od don Juana, mówiła o tym, że potrafili z niezwykłą łatwością rozproszyć swą fizyczną masę, opierając po prostu całą swą świadomość i intencję na tej sile.
Don Juan stwierdził, że chociaż w razie konieczności potrafili oni dosłownie przejść przez ucho igielne, to jednak nigdy nie byli zupełnie zadowoleni z rezultatów rozpraszania swej masy. Powodem tego niezadowolenia było to, że po utracie masy zanikała ich zdolność do działania. Pozostawała im jedynie możliwość biernego śledzenia wydarzeń, w których nie mogli uczestniczyć. Rozgoryczenie, będące następstwem tego wykluczenia z czynnego uczestnictwa w zdarzeniach, obróciło się, jak twierdził don Juan, w słabość, która w końcu przyczyniła się do ich zguby ? w obsesję ujawnienia natury owej wibrującej siły, obsesję, która żywiła się ich konkretnością; szamani zaczęli marzyć o pochwyceniu i ujarzmieniu tejże siły. Tym, czego najbardziej pożądali, była umiejętność uderzania z eterycznego stanu bezmasowości ? mrzonka, jak powiedział don Juan, która nigdy się nie ziści.
Współcześni praktykujący, spadkobiercy kulturowej spuścizny po czarownikach starożytności, uświadomili sobie, że traktowanie wibrującej siły w kategoriach konkretności i użyteczności nie jest możliwe, i opowiedzieli się za jedyną rozsądną alternatywą ? postanowili uświadomić sobie istnienie tej siły, za cel sobie stawiając jedynie elegancję i błogość wypływające z wiedzy.
? Współczesnym czarownikom wolno wykorzystać moc owej wibrującej siły spajającej tylko raz, gdy pochłania ich wewnętrzny ogień, gdy zbliża się czas, by opuścić ten świat ? powiedział mi kiedyś don Juan. ? Dla czarowników nie ma nic prostszego niż oprzeć swą absolutną i całkowitą świadomość na owej wibrującej sile wraz z intencją spalenia ? i pyk! znikają niczym bańki mydlane.
"

pozdrawiam



Na górę
   
 
 
Post: 11 cze 2009, 9:52 
no cud fragment wybrałeś!!!!
Cytuj:
Jak to możliwe, don Juanie ? zapytałem ? że możesz być młodszy ode mnie?
? Przezwyciężyłem mój umysł ? rzekł i wytrzeszczył oczy, udając wielką dezorientację. ? Nie mam umysłu, który by mi mówił, że już czas najwyższy się zestarzeć. Nie honoruję umów, których nie zawierałem. Zapamiętaj to sobie... to nie tylko puste hasło, kiedy czarownicy powiadają, że nie honorują umów, których nie zawierali. Dać się starości to jedna z takich umów.

ja też nie honoruję umów, których nie zawierałam. Za to skumałam, że utrzymuje mnie w tej matriksowej wibracji własnie zbiór przekonań, umysł, który się deczko rozpanoszył.
Jakby ktoś chciał magicznych kroków podoświadczać, to polecam Dawida Rzepeckiego, który potrafi sie bawić podczas prowadzenia swych warsztatów.
promyczki



Na górę
   
 
 
Post: 12 cze 2009, 16:13 
Pozwolę wlleić sobie swój cytat z innego wątku na forum paranormalne.pl:

Nazwę forum może lepiej zmienić na "NORMALNI- prześmiewcy zjawisk paranormalnych?
Socjotechnika ma zapewne na to zachowanie jakąś mądrą nazwę - stado kurczaków zbitych w kupę gderających sobie wesoło w klatce i utwierdzających się w przeświadczeniu że w drugim pomieszczeniu gotuje się zupa owocowa a nie rosół...
Pierwszym sukcesem naszych oriońskich braci jest podzielenie nauki na "normalną" i "para".
Jeśli tylko ktoś "wyskakuje" z teorią zbliżającą nas do naszej prawdziwej natury, od razu zostaje mu przyklejona etykietka "para" i wszyscy mogą odetchnąć z ulgą - naćpał się chłopak, ma problemy emocjonalne lub zdrowotne albo schizofremik.
Podobna zasada funkcjonuje gdy mówimy o teoriach spiskowych - przyklejenie takiej etykietki powoduje że nikomu nie chce się nawet ich sprawdzać.
W tym momencie pozwolę sobie na krótki opis świata widzianego oczami czarownika z Mexyku wg Castanedy.
Taki gość widzi ludzi jako bąble energii, a PERCEPCJę ludzką jako PUNKT PERCEPCJI w granicach bąbla.
Otóż większość ludzi ma ten punkt percepcji w jednym (podobnym dla wszystkich) miejscu. Następnie czarownicy odkryli że zmieniając ten punkt można postrzegać zupełnie inną rzeczywistość. Wypracowali szereg technik mogących pomóc to zrobić, zauważyli jednak pewien fakt - siła która najbardziej utrzymuje ten punkt w pozycji podobnej do reszty ludzi została zidentyfikowana przez nich jako EGO.
To samo ego które opisują nam psycholodzy i wschodni mędrcy - ta nasza część która chce być chwalona, krytykuje innych, myśli o nas jako jednostkach odciętych od całości, porównuje się z innymi czy też WIążE NAS Z MATERIą poprzez jakieś materialne zachcianki.
Jest dużo ćwiczeń na rozbijanie struktury ego, jeśli to kogoś interesuje...
Wracając do naszych oriońskich braci z łuskami - aby PODTRZYMYWAć STRUKTURę EGO ich działający jakże subtelnie system wytworzył szereg abstrakcyjnych i nic nie znaczących określeń, którymi można podkarmiać ową strukturę. Przykłady: "normalny" człowiek (tzn złamany przez system), "poważny" naukowiec (tzn taki który się nie śmieje), "dobry" dziennikarz (tzn przekazujący dobre dla systemu, dołujące informacje), "szanowany" , "inteligentny", "przodujący", "doświadczony".
I tak to się kręci, pomocny jest w całej imprezie fakt że mamy gadzi mózg (co na to ewolucja?) w swojej głowie - odpowiada za zachowania związane z agresją, terytorializmem i np hierarchicznością.
Dlatego łatwo śmiać się z jaszczurzych teorii i mówić że się kupy nie trzymają - bardzo chciałbym żeby tak było.
Trudniej nie patrząc na rozbawione kurczaczki zagłębić się w naszą genealogię, przeszłość, najstarsze teksty i przekazy i chociaż je sprawdzić - na to jednak trzeba mieć energię i być wolnym od osądu innych. Jung mówił że archetyp gada, węża jest najsilniejszy ze wszystkich poznanych i nie do końca rozumie dlaczego tak jest...

pozdrawiam



Na górę
   
 
 
Post: 13 lip 2009, 19:21 
Myślę że się Victor Sanchez nie obrazi jak go tutaj trochę przedrukujemy.
Pierwszy rozdział z jego "Nauk don Carlosa"

CZĘŚĆ PIERWSZA
RZECZYWISTOŚĆ WEDŁUG DON JUANA

ROZDZIAŁ PIERWSZY
Emanacje orła


Uwagi wstępne
Choć książka ta ma mieć z założenia przede wszystkim charakter praktyczny, w części pierwszej chciałbym z grubsza nakreślić wizję rzeczywistości, która stanowi podstawę wiedzy i działania wojowników i wieszczów zakorzenionych w odrębnej rzeczywistości zwanej nagual. Należy pamiętać, że nam jako postronnym obserwatorom może ona jedynie wydać się "zbiorem teorii". Niemniej, dla don Juana i jego wojowników ma ona wymiar czysto praktyczny, gdyż kształtuje zarówno ich życie jak i postrzeganie świata, zaś osoba z zewnątrz może sobie co najwyżej ów świat wyobrazić.
Podkreślam to, ponieważ wiem z własnego doświadczenia, że zastosowanie zawartych tu wskazówek i ćwiczeń tę odrębną rzeczywistość przed nami otwiera. Z chwilą gdy stajemy się widzami i uczestnikami w doświadczaniu tej innej strony, wkraczamy na obszar własnych, odmiennych możliwości percepcji i świadomości. Jednocześnie nauki don Juana nabierają prawdziwego znaczenia i stają się dla nas narzędziami pomocnymi w ogarnięciu nowych rzeczywistości, w przeciwnym razie bowiem pogrążylibyśmy się w zamęcie. Opisanie świata w myśl tradycji don Juana jest dla nas niczym przewodnik po rzeczywistości rozciągającej się poza granicami zwykłego postrzegania, ułatwiający zrozumienie i umożliwiający ustanowienie praktycznych relacji. Podobnie wpajany nam od dzieciństwa obraz rzeczywistości nadaje sens naszym doświadczeniom i interakcjom w wymiarze codzienności.
Można zatem przyjąć, że do sprawnego i trzeźwego działania w nowym świecie potrzebny jest opis rzeczywistości, odmienny i przystający do nowych możliwości istnienia. Dlatego też, poddając swego ucznia różnego rodzaju próbom praktycznym, don Juan od samego początku wprowadza go w sposób pojmowania rzeczywistości właściwy wojownikom z jego obozu. To nieuniknione dla każdego, kto wkracza na drogę wojownika, wprowadzając w życie możliwości, wyłaniające się z prac Castanedy. Mam na myśli te osoby, które stawiają sobie za cel doświadczenie magii w ramach własnego życia, nie ograniczając się do przeżywania jej tylko na kartach książki.
Trzeba zaznaczyć, że przedstawione tu idee w żadnej mierze nie wyczerpują całej panoramy "myśli donjuano-wskiej". Nacisk położony został na te elementy, które bezpośrednio odnoszą się do obszarów sprawdzonych pod względem praktycznym i do nich właśnie odwoływał się będę w niniejszej pracy. Nie zamierzam przy tym wdawać się w szczegóły, gdyż do tego potrzebna by była osobna książka. Niemniej, wiele wymienionych na wstępie wątków zostanie rozwiniętych w dalszej części i poszerzonych o formy praktycznego zastosowania.

Źródło
Obraz świata według don Juana Matusa wyrasta ze sfery tajemnicy, mimo że ma podłoże wielokulturowe i posiada wiele znaczących cech wspólnych z rdzenną cywilizacją Ameryki Środkowej, a zwłaszcza z wizją wszechświata Tolteków. Wskazują na to wyraźnie badania etnohistoryczne epoki prekolumbijskiej, można się
o tym również przekonać w bezpośrednich kontaktach z żyjącymi obecnie potomkami Tolteków ? plemionami Nahua, Huichole i Majów. Indianie ci nadal, u progu dwudziestego pierwszego wieku, posługują się takimi pojęciami jak tonal i nagual, inna jaźń, śniony, Ziemia jako świadoma istota, o czym sam mogę zaświadczyć na podstawie własnych z nimi kontaktów.
Jeśli chodzi o resztę ludzkości, pogląd, iż rzeczywistość tworzą pola energii, od wieków znajdował odbicie w takich zjawiskach kulturowych, jak wizje religijne, wschodnie systemy jogi i hinduizmu, współczesne teorie fizyki czy fenomenologia [Alfred Schutz, The Phenomenology of the Social World, Northwestern Unwersity Press, Nowy Jork, 1984].
Mimo to wydaje się, że nikomu dotąd nie udało się podobnej wizji rzeczywistości uchwycić z taką jasnością i z takim pragmatyzmem, jak czyni to w swych dziełach Carlos Castaneda. Podkreśla on, że względność postrzegania i co za tym idzie, istnienie alternatywnych rzeczywistości, to nie filozoficzna spekulacja ani próżne ćwiczenie intelektualne. Wpływa to bowiem w istotny sposób na percepcję i życiowe doświadczenia jednostki, co dobitnie ukazują nadzwyczajne wydarzenia, jakie stają się udziałem wojowników naguala, przedstawione w ośmiu wymienionych wcześniej książkach.

Emanacje orła
Dla don Juana świat nie składa się z przedmiotów normalnie przez nas postrzeganych, lecz z pól energii, które on określa jako "emanacje orła" (VI-283, wydanie w j. hiszpańskim). Pola te w sumie tworzą jedyną transcendentną rzeczywistość. Występują one w skupiskach czy inaczej "pasmach" (VII-176), z których każde stanowi odrębny świat. Don Juan ocenia liczbę istniejących pasm na czterdzieści osiem, z których dwa dostępne są ludziom na drodze zwykłej percepcji. Pierwsze to pasmo życia organicznego, drugie obejmuje twory pozbawione świadomości ? zapewne minerały, gazy, ciecze i tak dalej.
Wewnątrz pasma emanacji istot żywych zawarty jest przedział odpowiadający ludzkości, który określa wąskie ramy percepcji tego, co znane. Jako że nikt nie jest w stanie objąć wszystkich emanacji w paśmie ludzkości, występują różnice w możliwościach percepcyjnych poszczególnych osób. Dotyczy to takich przypadków jak szczególna wrażliwość, postrzeganie pozazmysłowe, zjawiska parapsychiczne, geniusz, czy też odwrotnie, niedorozwój umysłowy, głupota czy nieczułość.
Zazwyczaj obejmowane emanacje znane są jako zwykła świadomość, tonal, prawa strona. W obrębie pasma ludzkiego pozostają też liczne, ale dostępne emanacje, które z reguły pozostają nie wykorzystane w życiu jednostki. Stanowią przedsionek nieznanego.
Emanacje rozciągające się poza pasmem ludzkości są nieznane właściwe i jako takie nigdy nie zostają włączone w wymiar zwyczajnego życia. Znane są one pod nazwą nagual, odrębna rzeczywistość, lewa strona. Jednym z celów don Juana i wojowników z jego obozu było rozwijanie umiejętności obejmowania i postrzegania tych emanacji.

Punkt zborny
Czynnik decydujący o tym, które emanacje zostaną wybrane czy "objęte" (VII-66) w danej chwili postrzegania, nazywany jest punktem zbornym (VII-126). Można go uznać za tę właściwość świadomości, która wybiera odpowiednie emanacje, aby doprowadzić do wystąpienia jednoczesnej percepcji wszystkich elementów składających się na aktualnie postrzegany świat. Zestawienie punktu zbornego z pewnymi pasmami emanacji oraz z poszczególnymi emanacjami w obrębie objętego pasma nosi nazwę "pozycji punktu zbornego". W odniesieniu do przeciętnego człowieka oznacza to, że przypisany mu punkt zborny wytwarza szczególne zestawienie emanacji, postrzegane jako powszednia rzeczywistość.
Niewielkie przemieszczenie punktu zbornego da w efekcie zestawienie emanacji zwykle pomijanych w obrębie pasma ludzkości. Większe przesunięcie punktu zbornego spowoduje objęcie innych pasm emanacji.
Ostatecznym celem przedstawionego przez Castanedę systemu jest doprowadzenie do świadomego przemieszczenia punktu zbornego i co się z tym wiąże, wyzwolenia jaźni z ciasnych ram zwykłego postrzegania. Choć przesunięcie punktu zbornego nie należy do zadań łatwych, w rzeczywistości nawet drobne przemieszczenia mogą wywołać ogromne zmiany w życiu każdego, w sposobie istnienia jak i w zachowaniu i postrzeganiu.
Cały system nauk don Juana ukierunkowany jest na ten cel. Dzieli się on na dwa obszary: nauki dla prawej strony i nauki dla lewej strony. Każdy na swój sposób określa formy nie-działania, które przynoszą przesunięcie punktu zbornego, a mianowicie technika śledzenia ' technika sterowania snem.
Zdolność postrzegania emanacji to cecha żywych istot, którą pielęgnują przez całe życie, utrwalając szczególne nawyki percepcyjne. Każda ludzka istota ? począwszy od narodzin ? zmuszona jest rozwinąć w sobie zdolność wybierania tylko części wszystkich emanacji dostępnych dla ludzi i postrzegania ich tak, aby spełniały dla tej jednostki określone funkcje. Gdyby to nie nastąpiło, emanacje przedstawiałyby niewyobrażalny chaos.

Formy uwagi
Jak już wspomniałem, właściwość uwagi określająca całość objętych emanacji nosi nazwę punktu zbornego. Proces "prześlizgiwania się" (VI-284, wydanie w j. hiszpańskim) po zestawionych emanacjach, wyłapywania i grupowania odpowiednich oraz pomijanie tych, które zostają uznane za zbędne (wprowadzanie ładu i znaczenia w percepcji przedmiotów) nazywane jest "uwagą" (VI-284, wydanie w j. hiszpańskim). Uzyskuje się to przez obróbkę świadomości dzięki pielęgnowaniu nawyków percepcyjnych.
Podział uwagi na trzy rodzaje odpowiada sferom jej działania na trzech różnych płaszczyznach: pierwsza uwaga porządkuje percepcję świata znanego; druga działa na obszarze nieznanego; a trzecia integruje dwie poprzednie, umożliwiając wgląd w niepoznawalne [jeśli chodzi o trzecią uwagę, przedstawiam ją tu za Carlosem Castanedą. W swoich własnych doświadczeniach i ćwiczeniach ograniczam się do dwóch pierwszych rodzajów, w związku z czym trzecią uwagę mogę co najwyżej zaliczyć do "opowieści o mocy"].
Dla zwykłych ludzi i wojowników w początkowej fazie nauki najważniejsza jest pierwsza uwaga, ponieważ na jej obszarze rozgrywa się ich życie. Tak naprawdę, dostęp do drugiej uwagi wojownik uzyskuje dopiero wtedy, gdy osiągnie wyspecjalizowaną i strategiczną kontrolę nad swymi działaniami w obszarze pierwszej uwagi. Szczególny sposób, w jaki pierwsza uwaga wybiera i organizuje postrzegane emanacje, nie jest dziełem przypadku. Stanowi raczej wynik określonego treningu, którego podstawowe zasady zaszczepiono nam w pierwszych latach życia.

Nieznane i niepoznawalne
Nie wszystkie emanacje orła są dla nas dostępne; zdecydowana ich większość należy do dziedziny "niepoznawalnego" (VH-60). W książce The Fire From Within don Juan stwierdza, że sfera poznawalna składa się z siedmiu wielkich pasm emanacji (VII-182), które ostatecznie mogą zostać objęte percepcją i dzielą się na znane i nieznane.
Znane stanowi zaledwie ułamek wszystkich emanacji dla nas osiągalnych; niemniej, w jego ciasnych ramach nam, zwykłym ludziom, przychodzi spędzić całe nasze życie. W jego obrębie znajdują się elementy tworzące powszednią rzczywistość naszego świata. To, jacy jesteśmy i co robimy, nie wykracza poza jego granice.
Nieznane to praktycznie nieskończony obszar, który pozostaje niezbadany dla przeciętnych śmiertelników, mimo że mają możliwość połączenia się z nim i postrzegania wszelkich zawartych w jego obrębie emanacji.

Opis świata
Po narodzinach niemowlęta postrzegają świat inaczej niż dorośli. Ich uwaga nie działa jeszcze jako pierwsza uwaga, dlatego świat ich percepcji odbiega od tego, który postrzegany jest przez ich otoczenie. Nie nauczyły się jeszcze wybierać i organizować emanacji na wzór dorosłych. Stanie się to, gdy dobiegnie końca proces dorastania i przyswajania opisu świata, który narzucają im dorośli. Każdy, a zwłaszcza osoba dorosła, stykając się z dzieckiem przyjmuje ? przeważnie nieświadomie ? roję nauczyciela, który bezustannie opisuje świat na użytek dziecka. Choć dzieci początkowo tego opisu nie rozumieją, z czasem nauczą się postrzegać świat w kategoriach opisu dostarczanego im przez dorosłych. Opis ten przesądzi o sposobie, w jaki ich percepcja wybiera i organizuje otaczające je pola energii.
Uzasadnione jest stwierdzenie, że to, co postrzegamy każdego dnia, to nic innego jak ten sam opis nieustannie płynący od nas do świata. Proces ten przebiega właściwie bez przerwy, podtrzymując przyjętą percepcję świata, dzień w dzień, w każdej chwili. Gdyby go na chwilę zawiesić, nasza percepcja świata sie załamie i nastąpi to, co Castaneda określa jako "zatrzymanie świata" (III-13). Widzenie to zdolność postrzegania świata takim, jaki ukazuje się on z chwilą wstrzymania przepływu opisu (III-13).
Na początkowym etapie swego terminowania u don Juana, Carlos zapoznaje się z opisem świata według czarowników, co ma służyć zawieszeniu zwykłego opisu rzeczywistości. Później dowiaduje się, że ten opis może stać się pułapką (IV-240). Don Juan podkreśla jednak często, że nie jest czarownikiem, lecz raczej wojownikiem i wieszczem.

Wewnętrzny dialog
Pojęcie to oznacza rozmowę, jaką nieustannie prowadzimy sami ze sobą w myślach. Stanowi to najbardziej widoczny przejaw przyswojonej przez nas rzeczywistości. Wewnętrzny dialog pełni rolę strażnika, którego podstawowe zadanie polega na ochronie przyjętego opisu świata, podsycaniu go jego własnymi treściami (myślami) oraz wszczynaniu działań, które go umacniają. Oznacza to, że rzeczy, o jakich ze sobą rozprawiamy, wpływają na nasze zachowanie i percepcję świata, a to z kolei utwierdza treść i opis, których nośnikiem i strażnikiem jest wewnętrzny dialog. Dochodzi nawet do tego, że popadamy w nawyk podstawiania myśli w miejsce rzeczywistości. Patrzymy na świat, przedmioty, ludzi lub siebie, jednocześnie myśląc o tym, co widzimy i kończy się na tym, że bierzemy nasze myśli za to, co jest naprawdę. Wmawiamy sobie, że świat jest taki czy owaki, i pozostajemy w przeświadczeniu, że tak jest rzeczywiście.
Oczywiście, wszelkie następstwa wewnętrznego dialogu ustają z chwilą, gdy zdołamy ów dialog przerwać. To dlatego w myśli don Juana przerwanie wewnętrznego dialogu określane jest jako klucz, który otwiera przejście do innego świata (IV-233).

Kręgi mocy
Umiejętność "prześlizgiwania się" po niektórych objętych emanacjach, tak aby pasowały do opisu, który jest wspólny dla pozostałych ludzi, nazywa się "pierwszym kręgiem mocy". W jakiś sposób przyłączamy go do elementów postrzeganego świata, rzutując na nie przyjęty przez nas ich opis. Wynikiem tego zjawiska jest percepcja świata takiego, jaki jawi się nam w doświadczeniu. Kręgi mocy poszczególnych osób ponadto zespalają się, co sprawia, że kształtowanie rzeczywistości zgodnie z przyjętym opisem staje się do pewnego stopka zadaniem zbiorowym. Powoduje to, że postrzegamy Przedmioty mniej więcej tak samo. Istnieje zarazem drugi krąg mocy, który umożliwia percepcję poza granicami opisu; służy on czarownikowi do budowy innych światów (III-225). Mimo że każdy posiada ten drugi krąg, uaktywnia się on tylko wtedy, gdy zostanie wyciszony pierwszy krąg, co rzadko się zdarza w życiu zwykłych ludzi.

Nie-działanie
Jednym ze sposobów wyłączenia pierwszego kręgu jest wykonywanie działań wymierzonych przeciwko zwyczajnemu opisowi świata; nosi to nazwę "nie-działania". Zwyczajny opis zmusza nas do postępowania zgodnie z jego wskazaniami; stąd wszelkie czyny biorą swój początek w opisie i z reguły na nowo go utwierdzają. Określa się to mianem "działanie"; działanie wraz z opisem, z którego jest zrodzone, tworzą swoiste perpetuum mobile. Każde działanie, które nie przystaje do opisu świata, stanowi formę nie-działania.
Nie-działanie wstrzymuje przepływ opisu, a to z kolei zawiesza działanie znanego świata, dzięki czemu otwiera nam drogę do nieznanej strony rzeczywistości i nas samych. Innymi słowy, daje nam dostęp do aspektu zwanego nagual ? co w odniesieniu do świata oznacza odrębną rzeczywistość, a w przypadku jednostki świadomość innej jaźni.
Ponieważ nie-działanie ćwiczone w oparciu o świadomość prawostronną jest w stanie przybliżyć nam aspekty świadomości lewej strony, regularne praktykowanie go wytwarza obszary styczności między jedną i drugą stroną. Krok po kroku, doprowadzić to nas może do integracji obu rodzajów świadomości, co daje w wyniku "pełnię jaźni".

Ego jako element opisu
Nie wolno nam pominąć faktu, że w skład opisu wchodzi też wszystko to, co mamy na myśli, kiedy mówimy "ja", czyli ego. Ma to doniosłe konsekwencje, gdyż ta właśnie część opisu czyni z nas niewolników pewnej formy istnienia i postępowania, która wydaje się absolutna i nieodwołalna. Może ona jednak zostać przerwana lub zawieszona na zawsze, co otwiera przed nami nieograniczone możliwości bycia i działania. W tym znaczeniu, nie-działanie, które wstrzymuje przepływ opisu, oznacza otwarcie drzwi prowadzących do wolności i zmiany.
Kiedy przez nie-działanie zawieszamy opis naszej własnej osoby, wyzwalamy się spod władzy ego ? które pragnie uchodzić za jedyną rzeczywistość. Poznajemy wówczas swoją prawdziwą naturę ? pól energii, swobodnych i płynnych. Od tej chwili możemy przystąpić do tworzenia się na nowo, z rozmysłem i według własnej woli, potrafimy reagować inaczej na nowe sytuacje, w jakich stawia nas życie w każdym momencie.

Tonal i nagual
Określenia tonal i nagual wyrażają dwoistość rzeczywistości, która zajmuje kluczową pozycję w donjuanow-skiej wizji. Rozróżnienie to jest jednym z przykładów ocalonej myśli z epoki jeszcze prekolumbijskiej, nietrudno bowiem doszukać się bliskiego związku między tymi pojęciami a dwoma obliczami Ometeotla, bóstwa zachowującego świat w dawnej tradycji Nauhuatlów, która swój szczytowy wyraz znalazła w kulturze Tolteków.
Najwięcej szczegółów na temat tonala i naguala zamieścił Castaneda w książce Tales of Power. Ukazuje w niej dwa aspekty tonala: jako przestrzeni, w której toczy się życie przeciętnego człowieka; oraz jako czyn-nika porządkującego, który nadaje sens i znaczenie wszystkiemu, co mieści się w sferze świadomości. W to-nalu zawiera się całość postaw, myśli i działań ludzkich, wszystko, o czym możemy pomyśleć i mówić. Opoką tonala są rozum, myśl i zwykły opis rzeczywistości, cały zakres sfery znanego. Trzeba zaznaczyć, że dla przeciętnego człowieka istnieje tylko znane, przez co całe świadome doświadczenie nie wykracza poza ciasne ramy tonala, zaczyna się od narodzin i kończy na śmierci.
Zatem nagual oznaczać będzie to, co jest poza tonalem, co jest niemożliwe do ogarnięcia przez myśl. Castaneda przedstawia tonal jako wyspę, na której upływa całe życie. Nikt nie wie, co rozciąga się poza granicami wyspy. Nagual stanowi więc ów opływający tonal ocean nieprzeniknionej tajemnicy.
Choć nie można go pojąć ani ująć w słowa ? bowiem rozumienie i słowa należą do sfery tonala ? nagual jest dostępny dla doświadczenia. Wgląd w nagual stanowi jeden z głównych celów, jakie stawia sobie czarownik. Próba przełożenia doznania naguala na język rozumu jest pozbawiona sensu; czarownika interesują jedynie praktyczne możliwości, jakie udostępnia mu nagual.
Choć ostatecznie wszystko odbywa się w obrębie naguala, który jest wszechogarniający, tonal nadaje temu wszechświatowi emanacji orła porządek i sens, które są transcendentnej rzeczywistości obce.
Dwoistość ta znajduje również odbicie w każdej ludzkiej istocie, każdy bowiem kryje w sobie aspekt tonala i aspekt naguala. W dziełach Castanedy nazywane są one kolejno świadomością prawej strony i świadomością lewej strony, zwykłą świadomością i świadomością innej jaźni, śniącym i śnionym. Porządkując chaos będący nieodłączną cechą naguala, tonal chroni nas przed porażającym skutkiem zetknięcia się z nagualem bez żadnego przygotowania.
Dwoistość tonala i naguala rzutuje na całość nauk don Juana, które podzielone są na nauki dla prawej strony i nauki dla lewej strony. Pierwsze służą uzdrowieniu i usprawnieniu elementów tonala, co określane jest jako "posprzątanie wyspy tonala" (IV-175). Drugie mają na celu doprowadzenie ucznia do bezpośredniego doznania naguala w taki sposób, aby nie postradał przy tym zmysłów.
Dlaczego więc, jeśli tonal każdego z nas nadaje ład i sens światu, a rzeczywistość tak postrzegana ma charakter względny, istnieje wspólny nam wszystkim obraz rzeczywistości? Jaka przyczyna sprawia, że tonal każdego z nas konstruuje rzeczywistość, którą ze sobą dzielimy?
Odpowiedź częściowo znaleźć można we wcześniejszym wyjaśnieniu procesu zbiorowego kształtowania zwykłej percepcji przy pomocy pierwszego kręgu mocy. W grę wchodzi jednak jeszcze jeden czynnik zwany "tonalem epoki", co można rozumieć jako ogólny opis świata, wspólny dla członków społeczeństwa żyjących w określonym czasie i miejscu. Utrzymują go w mocy przez przyswojenie sobie, a następnie przekazywanie go młodym pokoleniom. Ci, którzy przychodzą na świat w obrębie danej społeczności, aby stać się jej pełnoprawnymi członkami, muszą obowiązujący opis zinternalizo-wać i wykształcić umiejętność jego odtwarzania i dziele-nia z innymi. To właśnie tonal epoki (IV-131) narzuca jednostce opis, który w połączeniu z indywidualnym tonalem determinuje postrzeganie zgodnie z pozostały-mi członkami społeczeństwa. Między poszczególnymi osobami, naturalnie, zachodzą drobne różnice, które wynikają z odmiennych życiorysów każdego z nas.

Świadomość drugiej jaźni
Po naszej lewej stronie, stronie naguala, mieści się "świadomość drugiej jaźni" (VI-313), Jej uratowanie i ponowne wprowadzenie do rzeczywistości przeżyć jednostki, to jeden z głównych wątków prac Castanedy. Zjednoczenie świadomości drugiej jaźni ze świadomością powszednią przybliża w istocie integrację "pełni jaźni" (IV-248).
Wprawdzie świadomość drugiej jaźni jako przejaw naguala wykracza poza nasze rozumienie, a jej możliwości są praktycznie niezmierzone, mimo to w książkach Castanedy znaleźć można wiele opisów jej działania. Poniżej przedstawione są niektóre aspekty drugiej jaźni, które można wydobyć na jaw za pomocą odpowiednich technik zarysowanych w dalszej części:
"Mgliste wspomnienia" drugiej jaźni, zawierające urywki przeszłości przechowywane w pamięci lewej strony, które zasadniczo różnią się od zwykłych wspomnień. Mowa tu o zjawiskach, które jako sprzeczne z obowiązującym opisem nie zostały utrwalone przez zwykłą pamięć i pozostały ukryte w świadomości drugiej jaźni.
Wspomnienia naszej prawdziwej natury świetlistych istot, które umożliwiają postrzeganie ludzkiego ciała jako pola energii.
Świadomość śniącego ciała, która pozwala na wykorzystanie doświadczeń z dziedziny snu.
Świadomość śmierci, z której wojownik czerpie podnietę i dystans, niezbędne do podjęcia najskuteczniejszego działania w danej sytuacji.
Możliwość dostrojenia się do świadomości innych form życia, drzew, zwierząt czy samej Ziemi.
Należy dodać, że określenie nagual w dziełach Castanedy oznacza również przywódcę, który dzięki nadzwyczaj wysokiemu poziomowi energii, potrafi wytworzyć warunki konieczne do przesunięcia punktu zbornego ,swvch wojowników i przez to umożliwić im doświadczenie odrębnej rzeczywistości rozciągającej się poza ciasnymi granicami tonala.
"

pozdrawiam



Na górę
   
 
 
Post: 06 sie 2011, 16:09 
Nigdy nie czytałem, które konkretnie tytuły są najbardziej godne uwagi i w jakiej kolejności najlepiej zacząć czytać?



Na górę
   
 
 
Post: 06 sie 2011, 21:02 
Offline
Grand Elect Mason * 14th Degree
Grand Elect Mason * 14th Degree

Rejestracja: 04 cze 2009, 15:23
Posty: 1448
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Płeć: mężczyzna
Owcz4r pisze:
Nigdy nie czytałem, które konkretnie tytuły są najbardziej godne uwagi i w jakiej kolejności najlepiej zacząć czytać?


to zależy od człowieka :?
czytaj w skupieniu, z dala od zgiełku :pada:
ja zaczynałem od Odrębnej rzeczywistości i Opowieści o mocy - te historie skutecznie "mówiąc Don Juanem" dokonały wielokrotnych przesunięć mojego punktu scalającego

warto na początek chyba zacząć od którejś z czterech pierwszych pozycji, oprócz wyżej wspomnianych to: Nauki don Juana i Podróże do Ixtlan

to taki grunt przed arkanamii magii opisanymi w ostatnich pięciu książkach;
btw., to mój trzeci rok i trzecie wakacje z don Juanem, nie tylko nic nie traci w moich oczach ten przekaz ale zauważam zdumiewająca coraz większą trafność w diagnozie ludzkiej natury



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 sie 2011, 10:30 
Mam cały komplet na półce...
Nie mam pojęcia czy C.C. ściemniał czy nie ale jest to ciekawa historia.
Uzuli gdzieś tam pisał, że C.C. utknął na jakimś tam poziomie (nie widzę różnicy czy ktoś utknie tu czy gdzie indziej - utknięcie jest utknięciem), a zresztą...
najbardziej lubię ostatnią część, od niej kiedyś zacząłem.
Pozdrawiam Wasze systemy kognitywne - niech będą elastyczne - a wszelakie latawce niech zapchają się wiązką wewnętrznej ciszy. :tak:



Na górę
   
 
 
Post: 07 sie 2011, 12:09 
Która książka będzie najlepszą kontynuacją "Aktywnej strony nieskończoności" ?



Na górę
   
 
 
Post: 07 sie 2011, 12:28 
phillip pisze:
Która książka będzie najlepszą kontynuacją "Aktywnej strony nieskończoności" ?


Cieżko odpowiedzieć na to pytanie, bo "Aktywna strona..." jest podsumowaniem całego cyklu.

Polecam "Podróż do Ixtlan", jeśli ktoś nie uśmieje się do łez i nie znajdzie w niej nic wartościowego dla siebie, może sobie odpuścić całą serię :mrgreen:

pozdrawiam



Na górę
   
 
 
Post: 08 sie 2011, 14:13 
Dzień Dobry (takie polskie ALOHA)

Może nie kontynuacją ale z pewnością doskonałym i praktycznym uzupełnieniem są książki napisane przez dziewczyny które uczestniczyły w szkoleniu razem z Carlosem Castanedą - jest tam sporo szczegółowych wyjaśnień których mi osobiście brakuje w pozostałych książkach na ten temat. I moim zdaniem są one napisane łatwiejszym językiem niż wszystkie poprzedzające 'Aktywną stronę nieskończoności'.

Są to następujące pozycje wydane po Polsku:
MAGICZNA PODRÓŻ Droga kobiety wojownika z grupy naguala CARLOSA CASTANEDY - TAISHA ABELAR

ŻYCIE WE ŚNIE inicjacja w świecie szamanów - FLORINDA DONNER

SEN CZAROWNICY droga uzdrawiania - FLORINDA DONNER-GRAU

F. DONNER jest również autorką "Shabono" - w Polsce raczej jeszcze nie wydana a szkoda

Polecam w/w pozycje szczególnie dziewczynom a dlaczego:
"Opowieść równie wciągająca i pełna tajemnic jak temat, który opisuje: tradycyjna szkoła kobiecego szamanizmu w świecie don Juana Matusa"
CARLOS CASTANEDA
- zacytowałem tekst z okładki książki pt.: ŻYCIE WE ŚNIE

Warto przestudiować także 'Magiczne Kroki' CARLOSA CASTANEDY - w tej pozycji są szczegółowo opisane ćwiczenie (JEST SPORO ZDJĘĆ).

Pozdrawiam
Zbyszek



Na górę
   
 
 
Post: 08 sie 2011, 22:45 
Cytuj:
Sztuka wojownika

Nauki Don Juana (1968)
Odrębna rzeczywistość (1971)
Podróż do Ixtlan (1972)
Kompendium: Magiczne Kroki (1998)

Sztuka podchodzenia

Opowieści o mocy (1974)
Drugi krąg mocy (1977)
Dar orła (1981)
Kompendium: Aktywna strona nieskończoności (1999)

Sztuka intencji

Wewnętrzny ogień (1984)
Potęga milczenia (1987)
Sztuka śnienia (1993)
Kompendium: Koło Czasu (2000)


http://pl.wikipedia.org/wiki/Carlos_Castaneda



ZBW,
dzięki za cynk o książkach.

Cytuj:
...Wokół Castanedy szybko narastał kult, młodzież uznała go za swego guru, antropolodzy wyrażali się o nim z nieufnością, a dziennikarze usiłowali zbadać jego biografię. Tu jednak napotykali na liczne trudności. Zgodnie z zaleceniami don Juana, Castaneda nie kwapił się z wyjawianiem szczegółów swego życiorysu; co więcej, sam często był autorem jego rozmaitych, wykluczających się wersji.
Według jednej z nich, urodził się w Sao Paolo w dzień Bożego Narodzenia 1935 roku, jako dziecko nastoletnich rodziców pochodzących ze znanych rodzin. Wychowaniem chłopca zajęli się dziadkowie ze strony matki, właściciele kurzej fermy w Brazylii. Gdy miał sześć lat, rodzice zabrali go od dziadków, jednak w rok później matka zmarła, a ojciec umieścił chłopca w szkole z internatem w Buenos Aires. Gdy piętnastoletni Carios zaczął sprawiać kłopoty wychowawcze, zabrano go ze szkoły i wysłano do rodziny wuja w Los Angeles. Ukończył tam szkołę średnią i w dwa lata później zaczął uczęszczać na kurs rzeźby na Akademii Sztuk Pięknych Milan, ale, jak sam przyznał, brakowało mu wrażliwości i otwartości, niezbędnych, by stać się prawdziwym artystą, wrócił więc do Los Angeles i rozpoczął studia na wydziale socjologii, a potem przeniósł się na antropologię. W roku 1959 formalnie zmienił nazwisko na Castaneda.
Okazało się jednak, że biografia ta jest przynajmniej częściowo nieprawdziwa, gdyż z rejestrów imigracyjnych wynika, że Carios Cesar Arana Castaneda pod tym właśnie nazwiskiem przybył do Stanów Zjednoczonych w 1951 roku i już w 1955 roku został studentem psychologii Los Angeles City College. Uczęszczał tam między innymi na kurs pisania i kurs dziennikarski. Według tej wersji był Peruwiańczykiem urodzonym 25 grudnia 1925 roku w mieście Cajamarca, gdzie ukończył miejscową szkołę średnią. W 1948 roku przeniósł się wraz z rodzicami do Limy i tam z kolei ukończył Colegio Nacional de Nuestra Senora de Guadelupa, a potem studiował malarstwo i rzeźbę w Narodowej Akademii Sztuk Pięknych. Jego ojciec miał być złotnikiem i zegarmistrzem. Jose Bracamonte, przyjaciel z lat peruwiańskich, wspomina, że Castaneda utrzymywał się w tym czasie głównie z hazardu - kart, koni i kości - i określa go jako "wielkiego łgarza".
Nic więc dziwnego, że dziennikarze próbujący ustalić szczegóły biografii Castanedy często rezygnowali z publikacji, zniechęceni nieścisłościami i niemożnością weryfikacji faktów. W 1972 roku Bruce Cook przeprowadzał wywiad z pisarzem dla "The National Observer". Wywiad nigdy się nie ukazał, a zniechęcony Cook zastanawiał się, czy Castaneda faktycznie był w stanie napisać swoje powieści, gdyż język, jakim posługiwał się w rozmowie, przeładowany socjologiczno-antropologicznym żargonem, wydawał się zupełnie nieprzystający do płynnego toku narracji jego prozy. Cook sugerował, że obróbki literackiej notatek Castanedy dokonał ktoś inny. Podobnie zakłopotana była Sandra Burton, która spędziła z pisarzem kilka tygodni przygotowując materiał dla tygodnika "Time". Castaneda ukrywa nie tylko swoją biografię; także twarz. Na większości fotografii, włącznie z tą, która przyozdobiła okładkę "Time`a" widać tylko jego oczy, a reszta twarzy zasłonieta jest książką, kapeluszem lub dłonią.
Kim jest więc Carlos Castaneda? Nowym Osjanem, jak utrzymuje Sukenick, czy reporterem wiernie relacjonującym prawdziwe zdarzenia, jak twierdzi on sam? Kimkolwiek by nie był, jego powieści zdążyły już obrosnąć w legendę i znalazły się w kanonie lektur obowiązkowych dla wyznawców Nowej Ery.


http://www.solaris-rozwojosobisty.pl/ALCHEMIA_Carlos_Castaneda_wielki_mistyfikator.html



Na górę
   
 
 
Post: 10 sie 2011, 11:08 
Offline
Intimate Secretary * 6th Degree
Intimate Secretary * 6th Degree

Rejestracja: 05 maja 2011, 14:23
Posty: 63
Płeć: mężczyzna
Witam wszystkich serdecznie (to mój pierwszy post na forum, pomimo, że od dłuższego czasu czytam z zaciekawieniem).

@phillip
Wkleiłeś tutaj tekst, który podważa autentyczność książek Castenady. Sam gdy je czytałem, początkowo traktowałem je jako ciekawostkę lub też ciekawą opowieść fantastyczną. To ważne, aby mieć w głowie filtr, który zweryfikuje podawane nam ze wszelakich źródeł treści.

Z biegiem czasu zacząłem zauważać w nich pewne rzeczy które pokrywają się z moimi doświadczeniami w śnieniu. Nie uważam, że są one wyrocznią, jednak intuicja mówi mi, że promieniuje od nich dobra energia, te teksty motywują człowieka do rozwoju. Skłaniają ku refleksji na temat duszy, ciała energetycznego, złożoności wszechświata itd. Przy tym samym nie są napisane w stylu "sekciarskim" narzucającym czytającemu jedyną prawdę.

W książkach tu wymienionych istnieją liczne "zaczepki" dla umysłu czytającego. Mam tu na myśli np. "poczucie własnej ważności", którego należy się wyzbyć, bądź też "prowadzenie albumu wojownika w podróży", który ma nam pokazać, że jako ludzie zachowujemy się schematycznie i tracimy energię na uczucia typu zazdrość, gniew czy nawet współczucie.

Polecam poczytać każdemu, nawet sceptykom, gdyż jeśli pominąć wątki stricte "magiczne", poruszone zostają problemy natury filozoficznej a całość tworzy taką atmosferę, że ciężko się oderwać od lektury.

Na koniec dodam, że Don Juan Matus wydaje się być bardzo sympatycznym człowiekiem pomimo jego dobitnych, czasem twardych wypowiedzi, nieugiętości w działaniu oraz "niepoprawnego" poczucia humoru. Te cechy sprawiają, że staje się on dla mnie o wiele bardziej wiarygodny, niż przypuśćmy dziennikarz, który chowa się ze swoimi poglądami za kurtyną z manier oraz zasad dobrego wychowania i nie mówi o czymś, albo nie pyta o coś "bo nie wypada".



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 sie 2011, 11:20 
Offline
Grand Elect Mason * 14th Degree
Grand Elect Mason * 14th Degree

Rejestracja: 04 cze 2009, 15:23
Posty: 1448
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Płeć: mężczyzna
jeśli Castaneda to zmyślił - był zatem jednym z najznamienitszych pisarzy XXw.
i w żaden sposób nie naruszałoby to opisanych bezwzglednych i prostych prawd o ludzkiej naturze ilustrowanych wieloma osobistymi historiami;
zresztą co to za nagual, który nie potrafi się maskować? co to za nagual, który nie bawiłby się maskami różnych postaci? co to za nagual, który przejmowałby sie utartą poczucia spójności czytelnika? co to za nagual, który pisząc cokolwiek nie inspirowałby czytelnika do dotarcia do bezlitosnego punktu? co to za nagual, który dbałby o coś tak banalnego jak wiarygodność?

śnienie - tak, to doświadczenie można powielać poczynając od banalnego (trudnego w praktyce) obserwowania własnych dłoni we śnie

Witaj zerg :hejka:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 10 sie 2011, 12:54 
konserwa pisze:
co to za nagual, który dbałby o coś tak banalnego jak wiarygodność?


Cytuj:
W 1997 Castaneda wniósł pozew przeciwko byłej żonie Margaret Runyan Castaneda. Dotyczył on książki Magiczna podróż z Carlosem Castanedą; sprawa została umorzona po śmierci Castanedy.

Wiki.

He he he. Zgrywam się. Mruga
Po książce "Aktywna strona nieskończoności" bardzo polubiłem Karloska.
Widocznie nie chciał by czytelnik szperał w jego dawnym życiu, bo i kto by chciał.

Cześć Zerg :winko:



Na górę
   
 
 
Post: 27 cze 2014, 22:58 
Offline
Nowy użytkownik
Nowy użytkownik

Rejestracja: 27 cze 2014, 21:33
Posty: 1
Płeć: kobieta
Lokalizacja: Pozna
cześć!

Bardzo się cieszę że nie tylko ja od lat kilkunastu głowię się jak ma umieścić całłą tę wiedzę ( bo jednak traktuję te treści w kategorii wiedzy a nie fantazji autora) w ogólnym światopoglądzie, niby pasuje do wielu rzeczy ale jak w to uwierzyć???!!!!!!!!



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 28 cze 2014, 13:16 
Offline
Sublime Master Elect * 11th Degree
Sublime Master Elect * 11th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 sty 2013, 14:21
Posty: 609
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: Łódź
Też uwielbiam tego "gościa". W ogóle warto zapoznać się z jego biografią. Jest fascynująca. Z klasycznie myślącego antropologa przeistoczył sią w wielkiego myśliciela wskutek kontaktu z szamanami ( głównie z plemienia Yagui ), oraz roślinnymi "używkami" - przeważnie tak mocarnymi jak pejotl (czyt. pejoti).
Ciekawostka inna; książki Castanedy zostały wydane w niemal 9 milionach egzemplarzy, ale tylko w 17 krajach na świecie, a to już nieco zastanawiajace... Mruga

Dla czytających:

https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/0B9weuV ... sp=sharing

Pozdrawiam.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 07 gru 2014, 17:32 
Cryptologicon pisze:
Z klasycznie myślącego antropologa przeistoczył sią w wielkiego myśliciela wskutek kontaktu z szamanami ( głównie z plemienia Yagui ), oraz roślinnymi "używkami" - przeważnie tak mocarnymi jak pejotl


Mysliciel budzi sie na skutek dyscypliny i pracy. Grzyby tymczasowo sploszyly zachcianki umyslu.Szamani sa tylko po to , aby pokazac ,ze inny styl zycia jest osiagalny. Wszystko musisz przerobic samemu , on tez.

Olga pisze:
( bo jednak traktuję te treści w kategorii wiedzy a nie fantazji autora) w ogólnym światopoglądzie, niby pasuje do wielu rzeczy ale jak w to uwierzyć???!!!!!!!!


Poswiec rok dla zycia w zgodzie z opisem ich stylu zycia. Polaczysz sie z ich intencja i przyjda do Ciebie.

Uwierz , jest to atrakcyjniejsza opcja od polaczenia z intencja spoleczenstwa i zyciu jak "one".

Kwestia wiary jest bez znaczenia.Nie musisz walczyc o to ,aby starac sie w to uwierzyc , ani o to , aby przekonac siebie do rzekomej wiary.

Zostaw wiare , dzialaj.Co najwazniejsze , chciej.



Na górę
   
 
 
Post: 11 sty 2015, 14:58 
Offline
Fellow Craft * 2nd Degree
Fellow Craft * 2nd Degree

Rejestracja: 04 wrz 2012, 13:38
Posty: 11
Hej,
Książki Carlosa czytałem parę lat temu. Właściwie wchłonąłem w całości od razu :). Jednak studia, później praca i jakoś zapomniałem o wszystkim. Teraz planuję wrócić do nich żeby uporządkować zawartą w nich wiedzę i mam nadzieję wprowadzić ją w życie. Mam tylko małe pytanko. Jest gdzieś może jakieś "streszczenie", opracowanie najważniejszych informacji z książek żeby całości znowu nie czytać?



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 22 ] 

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group