Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 25 lut 2020, 13:52

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
Post: 14 mar 2010, 21:22 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 kwie 2009, 0:22
Posty: 835
Lokalizacja: PL Gniezno / UK Elgin
Płeć: mężczyzna
Porównywanie jest głupie z założenia bo zawsze znajdziesz gorszych i lepszych.
Więc dupa z obiektywizmem w tym momencie :hi hi:

Czasem robisz to dlatego ze cos Ci super wyszło, wtedy porównywanie jak najbardziej
nie jest złe ;) bo znajdujesz tych co im nie wyszło. Wygrałaś......
(bo przeciez musiało Ci wyjść
bo niby jak by nie wyszło i zostało potraktowane jako lekcje a nie błąd to było by źle ;) )

A czasem gdy cos Tobie nie wyszło wedy to natrętne porównywanie jest do bani,
bo jest tylu co im wyszło ... :bangheadwall:
Porównywanie to technika w której ego czuje sie wysmienicie bo to daje mu życie.
Wtedy moze zobaczyć Innych jako (INNYCH) tych którzy umieją inaczej i nieważne
czy lepiej czy gorzej od Ciebie (Twojej tożsamości) ale co najważniejsze ją podkreśla. (tożsamość.. - fałszywą)

Dobrze sobie czasem przypomnieć ze w Twoim miescie jest tylko jedna Monika
taka jak Ty, ba w Twoim kraju, yy na Ziemi ? W galaktyce ? :spoko:
Więc nei moze byc nikogo lepszego czy gorszego bo Ty jestes jedna.. ;)

_________________
They want your soul.. Take your powers back to yourself.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 14 mar 2010, 21:22 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 14 mar 2010, 21:44 
Odnośnie samoakceptacji to moja droga zdaje się podobna do Ickowej :uoeee:

Negowanie, wyśmiewanie, wytykanie, nawracanie, porównywanie a teraz moja postawa jest taka iż jestem sobą, sam staram (bo tak chcę) zmieniać, polepszać, dokształcać, eksperymentować, doświadczać etc.

a innym mogę zacytować fragment z piosenki w wykonaniu Młynarskiego:

"Róbmy swoje" :king:

Faktem jest, że to duuuży komfort, mieć swoje zdanie w momencie gdy przestajesz zwracać uwagę na to co inni powiedzą / pomyślą bo to... ich sprawa.
Widocznie mają jakiś problem ze sobą / z własną samoakceptacją czy dookreśleniem w otoczeniu.
Boją się siebie, swojego zdania, działania a najbardziej opinii otoczenia.


Fajnie i całkiem trafnie podsumował to Maciej55

Cytuj:
Dobrze sobie czasem przypomnieć ze w Twoim miescie jest tylko jedna Monika
taka jak Ty, ba w Twoim kraju, yy na Ziemi ? W galaktyce ? :spoko:
Więc nie może być nikogo lepszego czy gorszego bo Ty jesteś jedna...



Na górę
   
 
 
Post: 14 mar 2010, 22:44 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 07 sty 2010, 10:07
Posty: 414
Płeć: mężczyzna
Monika, praca nad samoakceptacją zaczęła się u mnie, kiedy uświadomiłem sobie czego naprawdę naprawdę pragnę. Czułem, że ten moje nadrzędne pragnienie jest bardzo indywidualnie moje i w związku z tym osiągnięcia innych ludzi stały się równie indywidualne - nie do porównania.
Podobnie rzecz się ma z wadami/cechami innych ludzi. Rzeczywiste powody, dla których zachowuję się w taki, a nie inny sposób, lub posiadam takie a nie inne nawyki i przyzwyczajenia, są tak bardzo indywidualne, że mając świadomość tego faktu, patrzę na ludzi inaczej. Kiedyś miałem dużo dobrych rad jak zmienić to, co wydawało mi się w innych ludziach niewłaściwe. Teraz wiem, że dobre rady mogę zachować dla siebie.

_________________
Akceptacja bramą miłości !!!



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 15 mar 2010, 3:08 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 sie 2009, 12:45
Posty: 132
Płeć: mężczyzna
a ja od zawsze bylem inny od wszystkich i robilem wszystko na odwrot. na szczescie jakos zawsze umialem to niechcacy obrocic na swoja korzysc, teraz jestem niegroznym sympatycznym swirem, ktorego wszyscy lubia^^ (no, przynajmniej wiekszosc). to nic trudnego, zrobic ze swoich wad swoje korzysci. doszedlem kiedys pewnego pieknego dnia siedzac w lesie na wagarach do wniosku, ze skoro przytlaczajaca wiekszosc robi caly czas dokladnie to samo (z grubsza ze swoim zyciem) i sa biedni, nieszczesliwi i zli na caly swiat, to wystarczy ze bede robil wszystko dokladnie odwrotnie niz wszyscy a dostane dokladnie odwrotne rezultaty. to proste i logiczne. teraz jak ktos kto mnie dobrze nie zna zaczyna wymyslac to dowiaduje sie, ze 'jestem kosmita, jestem dziwny, jestem inny, jestem z tego dumny i dobrze na tym wychodze' albo cos w tym stylu ;)
do czego zmierzam - kazdy jest inny. caly szkopul tkwi w sposobie autoprezentacji, jednego beda kochac za to samo za co drugiego nienawidzic. troche pewnosci siebie i porownujac do kogokolwiek beda doceniac nasze atuty.
poza tym 'Nie jest miarą zdrowia być dobrze przystosowanym do głęboko chorego społeczeństwa'.
nie pamietam czyje to slowa, ale bardzo madre.

nie wiem czy nie za bardzo odlecialem w jakies inne tematy, jesli tak to wybaczcie. jest juz za pozno, zawsze pisze po nocy a potem rano okazuje sie, ze totalnie bredze :lol:

ps. Monika, chyba jednak jakies postepy sa, bo po poczatkowym speszeniu sie twoja radosna facjata wrocila do avatara, chociaz jej maly kawalek :D to dobry znak!

_________________
kiedy spotykasz szermierza
staw mu czolo z mieczem w dloni
nie recytuj wiersza komus
kto nie jest poeta.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 15 mar 2010, 9:41 
Więc dorzucę że będąc czarną owcą co chwilę jestem porównywana, i jak już stabilizuje swoje wewnętrzne ja to ktoś musi mnie zwalić z nóg :D Pózniej zastanawiam się dla kogo ja w ogóle żyję dla nie spełnionych ambicji mojej mamy.. Choć mój świat kręci się już w okół zupełnie innych wartości gdzie priorytetem jest znalezć porozumienie z wewnetrznym głosem :tak: nie czuć presji bycia najlepszą, nauczyć się przegrywać, nie czuć przymusu spełniania czyiś oczekiwań.. Przez to wszystko jako dorosła kobieta :D mam problem z pokochaniem siebie samej, bo nie wypada, bo to niemal narcyzm ;)



Na górę
   
 
 
Post: 15 mar 2010, 12:03 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 14 kwie 2009, 0:22
Posty: 835
Lokalizacja: PL Gniezno / UK Elgin
Płeć: mężczyzna
Często czujemy że tu nie pasujemy i ja miałem tak samo jakiś czas.
Ale po pewnym czasie i doświadczeniach, zobaczyłem że bardzo dobrze
że miałem to odczucie.
Nigdy sie nie uwarunkowalismy dzieki temu w tym
świecie i jego ramach na tyle mocno bysmy potem mieli problem ze zmianą
naszych przekonań. A tak, było i jest to łatwiejsze.

W sumie po czasie mam wrażenie że inaczej z tym niepasowaniem może być,
to chyba "inni" tu nie pasują ;) Co oni tutaj robią i jak to robią... :język:
Nie wiedzą co to ten wielki matrix, nie wiedzą jakie tu panują zasady,
nei wiedzą jak są uwarunkowani, nie umieją nawet tych pytań zadać...
My umielismy bo sie nie uwarunkowalismy tak bardzo.

New World Order jest często takim pstryczkiem, gdy widzimy cały ten
przekręt, jest to coś z poza naszego modelu myślenia, żebyśmy wyszli
poza model naszego myślenia musi się wydarzyć coś spoza modelu.
Ciekaw jestem ilu z nas przeszło do rozwoju osobistego dzięku temu.

Nie zebym nie miał probelmów z Tutaj, ale życie "narzuciło" nam to że będziemy
się rozwijać i uczyć a czy Ty zrobisz to przez cierpienie czy przez śmiech i zabawe..
to od Ciebie zależy. Dzięki masie problemów jaka mnie dorwała lub ja je dorwałem..
przez ostatnie pare lat nie byłbym tu gdzie jestem i nie umiał sobie radzić
z tym z czym umiem.

Monika@
Relacje międzyludzkie Eckhart Tolle... ;)

phpBB [video]

_________________
They want your soul.. Take your powers back to yourself.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 15 mar 2010, 14:41 
Maciej :bukiet: Filmik idealnie wręcz perfekcyjnie opisuje istotę mego problemu, bądz punkt zapalny który mnie gnębi. Dziękuję :tak:



Na górę
   
 
 
Post: 15 mar 2010, 23:49 
Hej!

Czarownicy starożytnego Meksyku po zażyciu roślin mocy zauważyli parę ciekawych rzeczy wokół siebie.

Po pierwsze - że nie jesteśmy tylko ciałem, każdego z nas otacza bąbel energii. Dzisiaj mówimy na to aura i potrafimy zrobić zdjęcie, odczytywać stan psychofizyczny na podstawie jej stanu itd.

Zaraz potem ci weseli kolesie odkryli że wokół nas w niewidzialnym dla nas paśmie częstotliwości kręcą się jacyś brzydale którzy okradaja nas z energii.

Jak to się dzieje?

Otóż czarownicy stwierdzili że Brzydale zainstalowali nam interfejs służący kontrolowaniu nas w celu wydobycia z każdego osobnika jak największej ilości energii. O zgrozo ponoć ten interfejs to ...nasze umysły.

W jaki sposób jesteśmy okradani z energii?

Dzięki interfejsowi Brzydale powodują rozbłyski świadmości na obrzeżach kokonów - z lekką pomocą nas samych.

Okazuje się że owe rozbłyski świadmości powstają dzięki naszym emocjom - nie mylić z uczuciami (emocje wg czarowników powstają zawsze pod wpływem umysłu, uczucia są związane z sercem).

Dochodzimy w tym momencie do tematu Akceptacji, nazywanego przez czarowników dyscypliną:

"
Jedyną alternatywą dla ludzkości - ciągnął - jest dyscyplina. Dyscyplina to jedyny środek zaradczy. Ale gdy mówię o dyscyplinie, nie chodzi mi o jakieś ascetyczne praktyki. Nie chodzi mi o to, żeby wstawać o piątej trzydzieści każdego ranka i polewać się zimną wodą aż do zsinienia. Poprzez dyscyplinę czarownicy rozumieją umiejętność niewzruszonego stawiania czoła przeciwnościom losu, których nie braliśmy pod uwagę w naszych oczekiwaniach. Dla nich dyscyplina jest sztuką: sztuką stawiania czoła nieskończoności bez mrugnięcia okiem i to nie dlatego, że są oni silni i twardzi, lecz dlatego, że przepełnia ich nabożna cześć.
"
więcej:
http://davidicke.pl/forum/carlos-castaneda-i-szamani-staro-ytnego-meksyku-t29.html

książki Castabedy i Victor Sanchez z ćwiczeniami:
http://davidicke.pl/forum/ksi-ki-carlosa-castanedy-plus-victr-sanchez-t523.html

W dalekowschodnich technikach mamy opisy uspokojenia umysłu i przyrównywania go czasem do tafli wody, a czasem do wzburzonego oceanu, Trzysz pisze o akceptacji, a Meksykanie nawijają o dyscyplinie...

Czrownicy byli sprytni - wymyślili techniki rozwijania owej dyscypliny.

Nazwali je technikami robijania struktury ego.

Samo ich nazewnictwo daje do myślenia - pozbywanie się poczucia własnej ważności, osaczanie ego (przykładowe ćwiczenie - ułożenie kupy kamieni i zaniesienie ich z powrotem na swoje miejsca), wewnętrzna cisza i jej kumulowanie w celu uzyskanie dostępu do milczącej wiedzu, ćwiczenia na świadomość śmierci, itd itp.

Wszystko wyglada na wielce skomplikowany i obarczony wieloma procedurami proces - ale tak naprawdę chodzi o natychmiastową (albo wręcz instynktowną) akceptację pojawiających się w naszym życiu ludzi, sytuacji, emocji, porażek, niespodzianek i niechcianych prezentów od losu - i pamiętaniu że w każdym przypadku mamy zawsze do dyspozycji 1cm sześcienny szczęścia który może nam pomóc tą beznadziejną z naszego punktu widzenia sytuację przetransformować w coś zdecydowanie korzystnego i poytywnego, czasem to tylko kwestia zmiany perspektywy z jakiej patrzymy na daną rzecz.

Cytowany Tolle, Bill Hicks i jego nieśmiertelna "to tylko przejażdżka":
phpBB [video]

albo mędrzec z Bombaju http://davidicke.pl/forum/ludzie-kim-jeste-my-t1846-30.html

to mistrzowie z którymi czarownicy przybiliby piątkę.

Zaczyna się robić wesoło, bo teraz takich mistrzów mozna spotkać na poczcie lub w osiedlowym sklepie,

Jakoś to trzeba będzie zaakceptować...

pozdrawiam



Na górę
   
 
 
Post: 16 mar 2010, 0:48 
Offline
Master of the Ninth Arch * 13th Degree
Master of the Ninth Arch * 13th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 lis 2009, 5:05
Posty: 1218
Lokalizacja: Lyrae/Terra
Płeć: mężczyzna
timewave pisze:
Spróbuj tłumaczyć komuś o DNA kto nie ma o tym pojęcia bo też nie każdy przecież "musi" ale chodzi tu o sam mechanizm. Często będzie to pusty śmiech, głupi wyraz twarzy, czasem ktoś powie sorry ale mnie to nie interesuje (bo przecież nie musi) i taka postawa jest dopiero OK.
Podziękować za chęci a nie negować.

Dzisiaj tłumaczyłem o DNA, rodzicom. Byli zdolni wysłuchać. Oboje nie rozumieją tego, ale informacja poszła. Powiedziałem na jakiej zasadzie działa DNA w stosunku do emocji które są w około, bo wszystko jest wibracją.
Poczułem się lżej, wyznając bliskim to, o czym tu swobodnie rozmawiamy. Cierpliwość popłaca. Pójdę dalej, ale ostrożnie:)

Swoją drogą, temat kapitalny, jeden z najlepszych jeżeli chodzi o twórcze myśli i wyrażenie tego co się widzi i czuje. Z tą akceptacją, to dziwnie. Zawsze się dziwiłem, czemu mam to na ciele takie, a to takie, a to inne. Czemu nie jestem na tyle przystojny, by się tak poczuć. I mnóstwo innych pytań. Kiedy nastąpił wake up - pytania ustąpiły. Kiedy już kroczę tą drogą, którą kroczę - zrodziły się odpowiedzi - same ! Taki kostium sobie wybrałem jako dusza. To tak jak kwestionowanie własnych decyzji, czemu nie lepszą, piękniejszą, bliższą idealności tego świata obecnie, itd. I ta liczba Fi, to jedno z odpowiedzi. Jestem boskością. Jesteśmy boscy. Ale nie można sobie pozwolić by przerosło nas ego. Dlatego odzyskiwanie mocy, odbywa się stopniowo. A że jesteśmy świętą geometrią, to jeszcze kolejna odpowiedź. Po takich wnioskach - akceptacja siebie nabiera sensu i właściwego toru. W dobie co raz to większej gonitwy za pięknem, za leczeniem słabości i kompleksów - akceptacja siebie nie przychodzi łatwo tym, którzy nie zdają sobie sprawy kim są i czym są. Kiedy przyszłoby mi porozmawiać na te tematy ze znajomymi - spotkałyby mnie miny tego typu :shock: lub - :lol: i że "filizofuję" (ni cierpię tego określenia BTW)
Radek, z tymi brzydalami to podniosłeś mój humor ponad granicę :) dzięki, swoją drogą - kapitalny post.

radoslaw pisze:
Wszystko wyglada na wielce skomplikowany i obarczony wieloma procedurami proces - ale tak naprawdę chodzi o natychmiastową (albo wręcz instynktowną) akceptację pojawiających się w naszym życiu ludzi, sytuacji, emocji, porażek, niespodzianek i niechcianych prezentów od losu - i pamiętaniu że w każdym przypadku mamy zawsze do dyspozycji 1cm sześcienny szczęścia który może nam pomóc tą beznadziejną z naszego punktu widzenia sytuację przetransformować w coś zdecydowanie korzystnego i poytywnego, czasem to tylko kwestia zmiany perspektywy z jakiej patrzymy na daną rzecz.

Zawsze to powtarzam, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Punkt siedzenia matrixowej 3 gęstości jest niezwykle nudny. Dlatego zmieniajmy punkty widzenia. A jaki świat ciekawszy :)

W dobie konfliktów społecznościowych chociażby, Ci co żyją w miastach - widzą to - ciężko wywnioskować że miłość nas otacza. Nie mówiąc o akceptacji, czy odpowiedzialności.
Założę się, że i wielu z nas inkarnowało tu tylko dlatego, by zaakceptować siebie, bo w poprzednich wcieleniach nie szło to najlepiej.
A najbardziej mnie irytuje, jak ktoś mówi, że życie jest do dupy, bo mu coś nie wyszło, bo czegoś nie ma i stwierdza to pochopnie. Jakże zaskakujące bywa spojrzenie takiego człowieka na to co powiedział - po przebudzeniu. Punkt widzenia - zależy od punktu siedzenia.
Z jakiego punktu siedzenia oceniacie Wy tutejszy matrix ? Czy miłość, której poszukujecie w ludziach zaczyna się budzić ?

_________________
Nie.



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 16 mar 2010, 23:35 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 cze 2009, 21:18
Posty: 841
Jeśli by przyjąć że my jako istoty fizyczne jesteśmy soczewką obserwacyjną naszej duszy którą docierają wszelkie informacje ze świata „zewnętrznego“, to wytwarzamy coś w rodzaju strumienia informacyjnego zawierający jeden szczególny kanał którym widzimy samych siebie.
On wraz z naszą zdolnością do kreatywnego wpływania na świat zewnętrzny tworzy coś w rodzaju sprzężenia zwrotnego.
Ale jak to w życiu często bywa, mogą pojawić różnego rodzaju zakłócenia czy błędne interpretacje.
Co z kolei prowadzi do niezbyt przyjemnych doznań, a ze względu na naszą ułomną naturę próbujemy ich uniknąć w możliwie najprostszy sposób.
Więc zakręcamy kurek z napisem akceptacja i w ten sposób systematycznie odcinamy się od tego subtelnego kanału informacyjnego, trzeba jeszcze wspomnieć że podobny efekt może przynieść ignorowanie faktu że te docierające dane dotyczą nas samych.
Rzecz jasna takie postępowanie wiąże się z szeregiem jeszcze bardziej nie przyjemnych dysfunkcji.
Bowiem wszystko jest ze sobą powiązane, a tego kanału nie można jednoznacznie wyizolować, w ten sposób zaczynamy się odcinać od świata zewnętrznego który przecież też dostarcza informacji o nas samych.
Drugim problemem wynikającym z powyższego jest zamknięcie sobie drogi do rozwoju, bo w jaki sposób mamy się rozwijać skoro nie wiemy jak „wyglądamy“, to jak malowanie obrazu w zupełnej ciemności.

Jak sobie z tym poradzić, oczywiście najlepszym lekarstwem na strach przed samo-poznaniem jest miłość, niby oczywiste a jednak często o tym zapominamy :)
Ona z łatwością oczyści zakłócenia, a gdy szeroko otworzymy ten kurek pomoże nam prawidłowo zinterpretować napływający strumień informacji.
Jednak pamiętajmy samo-akceptacja sama z siebie nie rozwiąże żadnych problemów, to tylko kolejne narzędzie którym trzeba się umieć posługiwać, więc nie popadajmy w narcyzm (skrót myślowy) i używajmy go z rozwagą

trzysz
Jesteś wyjątkowo zdolnym alchemikiem, pichcisz coraz to lepsze mieszaniny wybuchowe, mury matrixa długo tego nie wytrzymają :spoko:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 mar 2010, 12:45 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 cze 2009, 19:25
Posty: 787
Lokalizacja: Sopot
Płeć: mężczyzna
Dzięki xpio, ale nie ma w tym nic, czego wszyscy tak już byśmy nie wiedzieli gdzieś w środku :spoko:

Pozwoliłem sobie przetłumaczyć (na razie tylko) fragment filmu Żyjąca Matryca, który mówi właśnie o akceptacji tego, co wydaje się być nie możliwe do zaakceptowania i konsekwencji, jakie z sobą ta akceptacja niesie ;)

Cytuj:
Arielle Essex – Mistrz Praktyki NLP
Absolutnie desperacko pragnęłam mieć dzieci. To jeden z głównych powodów mojego rozwodu - ja chciałam mieć dzieci, a mój mąż nie. Więc przeniosłam się do Londynu myśląc, że zajmie mi maksymalnie 2 lata znalezienie sobie nowego partnera, ustatkowanie się, zamieszkanie na wsi i posiadanie moich 2,5 dzieci (2-3 ;) ), co dało by mi całkowite szczęście - to był mój plan. Byłam bardzo dobra w tworzeniu planów.
Tak więc znalazłam się tam, miałam praktykę osteopatyczną, byłam w nowej grupie i... byłam zestresowana, sfrustrowana, przygnębiona... Miałam bóle głowy - od lat. Przez około 10 lat miałam te okropne bóle głowy, które coraz bardziej sie nasilały - czasem trwały bez przerwy przez 5 dni! Poszłam kiedyś na rutynową wizytę do mojego lekarza i zauważył on, że poziom hormonów w mojej krwi jest daleko poza normą, co skłoniło go do podejrzenia guza mózgu. Wysłał mnie na tomografię, a diagnozą była hiperprolaktynemia (choroba związana z nowotworem przysadki mózgowej). Był to dla mnie ogromny szok. Olbrzymi szok - zupełne zaskoczenie i w pierwszej chwili poczucie, że to niesprawiedliwe.
Zaczęłam chodzić do biblioteki medycznej i studiować wszystkie możliwe informacje o tym nowotworze. Kiedy odkryłam, że powoduje on bezpłodność, pomyślałam, jakaż to ironia - każda komórka w moim ciele krzyczała, że chcę mieć dzieci, a jednocześnie moje ciało stworzyło guza, który niweczył te możliwości - pomyślałam, że musi być ku temu jakiś powód, musi być w tym jakiś sens, gdyż wykracza to zbyt daleko poza zwykły przypadek. Byłam bardzo ciekawa. Ze względu ma moje powiązania z medycyną alternatywną, postanowiłam wyleczyć się naturalnymi metodami, nie korzystając z medycyny konwencjonalnej, farmaceutyków, czy chirurgii.
Zdecydowałam się zagłębić w metodykę NLP na znacznie większym poziomie niż do tej pory, zdobyłam tytuł Mistrza Praktyki, wróciłam do domu i to było niesamowicie inspirujące, zrozumiałam, co tak na prawdę mogę zrobić i zrozumiałam, czym tak na prawdę jest NLP.
NLP to praktyczna forma psychologii. Patrzysz na to gdzie jesteś i decydujesz się na to, gdzie chcesz być, a następnie odkrywasz, co znajduje się po drodze do celu.
Jeśli miałbyś te 5-dniowe bóle głowy i nie chciałbyś mieć guza, byłbyś niestabilny. Podróż od punktu wyjścia, do kresu podróży jest tak na prawdę odkrywaniem drogi, jest tym, czym zajmuje się NLP.
Dokonałam bardzo ciekawych odkryć pracując z NLP. Pamiętajmy, to ja byłam osobą, która każdą komórką swojego ciała pragnęła mieć dzieci, a to co odkryłam, to bardzo głęboki, sięgający wczesnego dzieciństwa uraz. Moi rodzice i to jak wyglądała moja rodzina, sprawiało, że ostatnią rzeczą jakiej chciała by ta część mnie, było zostać matką... to mną niesamowicie wstrząsnęło. Myślałam, że całą sobą pragnę tylko jednego, podczas gdy nieświadoma część mnie, pragnęła dokładnie czegoś przeciwnego. I kiedy zrozumiałam powody, dlaczego tamta część mnie nie chce mieć dzieci i skąd się to wzięło, byłam w stanie to puścić i pogodzić się z tym, a przynajmniej zrozumieć, dlaczego stworzyłam takie okoliczności na swojej drodze.
Pewnego dnia usłyszałam samą siebie, krzyczącą wewnątrz głowy: "MAM TEGO DOŚĆ! CHCĘ BYĆ PO PROSTU JUŻ POZA TYM CAŁYM KOSZMAREM! CHĘC BY TEGO GUZA JUŻ NIE BYŁO!" i zatrzymałam się w sobie samej, zszokowana tym głosem, myśląc: "kurcze, pełno w tym złości, pełno frustracji i atakowania samej siebie - jeśli atakuję swojego guza myślami pozbycia się go, to po prostu jest chęć morderstwa... to nie może być leczenie". Nigdy nie patrzyłam na leczenie w ten sposób. I zdałam sobie sprawę z tego, że każda myśl, jaką płodziłam, była o tym, żeby się go pozbyć, a to jest konflikt - olbrzymi wewnętrzny konflikt. Zdecydowałam się przyjrzeć temu bardziej dogłębnie - jaka mogła by być inna droga? Musi być jakieś inne rozwiązanie. Pomyślałam: "co by właściwie się stało, gdybym zgodziła się w pełni zaakceptować tego guza?". To zajęło mi kolejnych kilka lat, ale było absolutnym przełomem w moim leczeniu. Zdałam sobie sprawę z tego, że mój guz zabrał mnie w podróż, której nigdy nawet nie planowałam i nauczył mnie rzeczy, o których bez niego nawet bym nie pomyślała - zmieniłam swoje życie zawodowe, zmieniłam swój wygląd, nauczyłam sie bardzo wiele o sobie i innych, doświadczyłam rzeczy, których inaczej nie mogłabym doświadczyć, spotkałam niesamowitych, wspaniałych ludzi na całym świecie, wspierali mnie ludzie z różnych zakątków świata i zrozumiałam, że podobam się sobie teraz znacznie bardziej niż przedtem.
Więc pomyślałam: "OK, widzę, że ten guz nie jest wcale taki zły. A co jeśli jego obecność ma sens, jeśli on ma powód by tu być, bo oczywistym jest, że do tej pory wykonał kawał dobrej roboty. Więc skoro był jakiś powód by tu był, a on wciąż tu jest, to może wciąż jest jakiś cel w jego obecności. Co gdybym pozwoliła mu zostać ze mną do końca mojego życia?".
W ciągu 6 miesięcy od tamtego momentu udało mi się to zrealizować i dojść do punktu akceptacji obecności mojego guza. Poszłam na kolejne rutynowe badania, a następnie do swojego lekarza. Ku mojemu zaskoczeniu, poziom hormonów były zupełnie w normie, a kiedy zobaczył to mój lekarz, powiedział tylko "WOW - to niesamowite" :)
Pomyślałam sobie, że to może jakaś pomyłka, że nastąpił jakiś błąd podczas badania krwi, a może zestarzałam się już, więc i moje hormony zaczęły inaczej się wydzielać, na co lekarz zareagował: "nie, nie, nie - to nie to. Takie wyniki mogą oznaczać tylko jedną rzecz - twój guz zniknął. Wielkie gratulację dla ciebie - nie wiem jak tego dokonałaś, nie wiem co robiłaś, ale muszę ci powiedzieć, że widywaliśmy się przez ostatnich 10 lat i nie jesteś już tą samą osobą, którą byłaś te 10 lat temu - jesteś całkowicie odmieniona".


Pomyślmy o tym, że i "czarne siły tego świata" są jak rak - my sami wraz z nimi zachowujemy się jak rak. Droga do wyleczenia nie wiedzie poprzez zniszczenie ich (a być może nas wraz z nimi), ani poprzez ingerencję obcych sił w nasz układ, ale poprzez rozpoznanie choroby i jej zrozumienie - kiedy przestaniemy się jej bać, kiedy nie będziemy mięli potrzeby przed nią uciekać, ona straci siły, by nas gonić, ścigać i uciskać.


Pozwolę sobie tu umieścić bardzo kontrowersyjną relację nt. jednego z naszych ulubionych polityków - nie wiem na ile to może być prawdą, wiem, że dla wielu tutaj będzie niedorzecznością, jednak wynikać to może tylko i wyłącznie ze zbetonienia światopoglądu, bo tak na prawdę nie wiemy niczego, a jedynie mnóstwo rzeczy przypuszczamy, na podstawie poszlak ;) Tak że trzymajcie się i nie pieńcie jak ślimaki posypane solą - to tylko informacja ;)

w szóstej części "Anastazji" W. Megre jest rozdział pt "Kto uratował Amerykę", w którym Anastazja opowiada, jakoby plany "kapłanów" odnośnie ztrerroryzowania Ameryki zostały nieświadomie rozbite przez prezydenta Busha, kiedy po dojściu do władzy wyjechał na miesiąc na swoje ranczo - pojechał się uziemić! Manipulatorzy wystraszyli się, że w tak długim okresie na swojej rodowej ziemi, na którą pojechał zrywając kontakt z mediami, mogą się pozrywać sznurki, na których wisiał - nie mogąc działać bezpośrednio, doprowadzili do ataku na WTC, kiedy reszta innych działań nie była jeszcze gotowa, po to, żeby go stamtąd wyciągnąć. Z tego powodu mięliśmy jeden "niegroźny" atak, zamiast serii na prawdę masakrycznych, włącznie z zatruciem bronią biologiczną ujęć wody pitnej w dużych miastach USA.
To może obrazować, jak przerażającym działaniem dla manipulatorów jest połączenie z naturą :)

Tutaj macie e-booki Anastazji - rzeczona historia znajduje się na 70 stronie części szóstej :)
http://chomikuj.pl/trzysz/Anastazja+-+Megre+Wladimir

_________________
Evolution - the greatest show on Earth !



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 mar 2010, 19:06 
Bardzo podobaja mi sie te filmy z Ekhartem Tolle. trafiaja do mnie, rozumiem to przeslanie.
Ciekawa rzecz, dawniej myslalam o nim ze jakis taki mistyczny jest i udziwniony. Jakis czas temu zaczelam myslec ze kurcze madrze gada i glebokie rzeczy, ale mam problem ze zrozumieniem choc sie staram, jakby jakiegos dekodera do odcyfrowania mi brakowalo... A dzis slucham i mysle: kurcze, czemu ja wczesniej tego nie rozumialam?- przeciez to takie proste!
:lol: :lol: :lol:



Na górę
   
 
 
Post: 20 mar 2010, 22:40 
Zdarza się, ze choroba leczy relacje ze sobą i otoczeniem zanim nie zdąży zabić z powodu braku czasu na zajęcie się problemem.
Przesłanie tej jednej choroby rzutuje na stan i kondycję całej cywilizacji: gonić żeby się zabić zamiast zatrzymać i żyć dalej - lepiej, zdrowiej, pełniej.

ps
Ciekawe czemu wyżej rozwinięte istoty nie odwiedzają oficjalnie naszego skansenu :język:



Na górę
   
 
 
Post: 27 mar 2010, 10:44 
Mnie by się stanowczo przydało nowe oprogramowanie w tej dziedzinie :D



Na górę
   
 
 
Post: 04 kwie 2010, 14:23 
Offline
Elect of Fifteen Super * 10th Degree
Elect of Fifteen Super * 10th Degree

Rejestracja: 07 sty 2010, 10:07
Posty: 414
Płeć: mężczyzna
Nie tak dawno temu zadałem na tym forum pytanie jak dokonać w sobie przemiany aby miłość i akceptacja nie była tylko przypadkowym gościem ale domownikiem naszego serca. Zadałem to pytanie będąc w stanie rozterki i zagubienia, bo poczułem się jakbym stanął przed stroma skalną ścianą w swojej drodze życia. Zajmuję się prostowaniem moich ścieżek już od dawna. Od kilku lat robię w tym wyraźne postępy - czuję jak życie przestaje być niesfornym wierzchowcem ale dobrze ułożonym rumakiem, tylko jakoś ciągle nie ma w tej drodze istotnej treści - ciągle jestem oddzielony od innych jakimś murem i nie potrafię otworzyć serca na drugiego człowieka. Nie wierze w zapewnienia że wystarczy akceptacja i już wszystko się stanie proste i łatwe. Jaka akceptacja? Akceptacja wymyślona i dokonana umysłem tylko? A co z podświadomością? Można sobie długo układać że tak trzeba, że to jest warunek zmiany, przypominać doświadczenia które o tym świadczą, a podświadomość i tak sobie - poruszona złym słowem nie zaakceptuje ale będzie chciała gryźć. O kant dupy taka akceptacja - raczej samookłamywanie, które do niczego nie prowadzi.
Jednak kilka dni temu coś się w tej mojej podścianowej sytuacji zmieniło. Od kilku miesięcy przechodzę proces przewartościowania mojego stosunku do kobiet. Kiedyś był to wyidealizowany obrazek z natury łagodnych i czułych istot, które tylko przez wychowanie w niekorzystnych warunkach potrafią zachowywać się zaborczo i złośliwie. Później pomyślałem że tych skrzywdzonych jest jakby więcej niż wcześniej przypuszczałem i znalezienie anioła jest po prostu trudne w dzisiejszym świecie ale w dalszym ciągu możliwe. Kiedy z kolei zacząłem analizować to, co o prawdziwej naturze kobiet mówi literatura, film, muzyka i bezpośrednie kontakty, uświadomiłem sobie że te całe zabieganie wokół słowa miłość i związek, to w dużej części marketing ze strony kobiet, piękniejsza strona ludzkości znalazła się u mnie na cenzurowanym. Jednak rozmowa z moja małżonką, jaką przeprowadziłem kilka dni temu zmieniła ten stan. Otóż w czasie tej rozmowy padł argument, że przez kilka tysiącleci kobiety były po prostu zależne od mężczyzny, że my mężczyźni stanowiliśmy dla kobiety jedyną podstawę egzystencji. Kiedy to usłyszałem, moja wyobraźnia natychmiast wykreowała obraz tego, jak potężne uwarunkowania stworzyła taka sytuacja. Jak bardzo wryte w podświadomość są reakcje obronne w postaci zazdrości, zaborczości i obrony zdobytych pozycji. Po prostu zrozumiałem, a za zrozumieniem przyszła AKCEPTACJA. Przestałem zwracać uwagę na denerwujące cechy kobiet i tropić ich przejawy w życiu, a zacząłem zwracać uwagę na to np jak pięknie potrafią się uśmiechać.
Ktoś zapyta jaki to ma związek z moją podścianową sytuacją? Czy moje odkrycie może mieć przełożenie na akceptację reszty świata? Myślę że tak, tylko trzeba sobie dać czas siły i odwagę aby uważnie badać świat własnymi oczami, zadawać pytania słuchać przychodzących odpowiedzi i kiedy przychodzi zrozumienie, rozszerzać akceptację czyli miłość na coraz większą sferę naszego życia. Nic nagle, nic hurtem - niech dzieje się po swojemu :D

_________________
Akceptacja bramą miłości !!!



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 05 kwie 2010, 18:49 
Offline
Intendant of the Building * 8th Degree
Intendant of the Building * 8th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 19 kwie 2009, 17:00
Posty: 201
Płeć: mężczyzna
Lokalizacja: brak
phpBB [video]

_________________
Wszystko jest umysłem. 1123581321345589144233377610987159725844181676510946 7835914642627265754019509340195093468158093468158481... mełsymu tsej oktsyzsW



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 06 kwie 2010, 0:02 
Za sprawą kilku kochanych duszyczek mogę śmiało powiedzieć że w moim przypadku jakże beznadziejnym ;) dzieją się postępy :D każdy dzień wydaje się być lepszy od poprzedniego!



Na górę
   
 
 
Post: 06 kwie 2010, 19:41 
Po raz kolejny świetny temat Tszysz. Forma jak zwykle wypełniona po brzegi. bravo! ..młody człowieku ;)


Mason33 pisze:
trzysz, czy Ty czasem nie lecisz już na jakimś channelingu? ;)


Maciej55 pisze:
monika pisze:
Ja się zamknęłam w domu już 4lata siedzę :język: Trzysz cóż to za Muza bo coraz doskonalsze tematy poruszasz :D


Za co siedzisz? Grypsujesz?


hahahaahahahaa hahaa warto było przyjść na to forum, chocby i tylko po endorfiny hahahah :lol:



Na górę
   
 
 
Post: 07 kwie 2010, 1:14 
IvanKruk pisze:
Po prostu zrozumiałem, a za zrozumieniem przyszła AKCEPTACJA. (...) Ktoś zapyta jaki to ma związek z moją podścianową sytuacją? Czy moje odkrycie może mieć przełożenie na akceptację reszty świata? Myślę że tak, tylko trzeba sobie dać czas siły i odwagę aby uważnie badać świat własnymi oczami, zadawać pytania słuchać przychodzących odpowiedzi i kiedy przychodzi zrozumienie, rozszerzać akceptację czyli miłość na coraz większą sferę naszego życia. Nic nagle, nic hurtem - niech dzieje się po swojemu

Dzięki Kruku za twe słowa, podpisuję się pod nimi wszystkim co mam. Akceptacja to proces, który wiąże się z chęcią i wyborem otwarcia się na siebie, a później i innych, więc jak najbardziej nic na siłę. Najważniejsze to chcieć, a chcieć to móc.

Najtrudniej jest zacząć od siebie i zrobić pierwszy krok, a więc tu kilka małych kroczków cytowanej wcześniej Louise L. Hay, z lekkim przymrożeniem oka :)

phpBB [video]


@habibi, największym źródłem endorfin na forum jesteś jak na razie Ty, dziewczę niepokorne :uścisk: (bądź wspaniałomyślna i wybacz tym, którym trudno dostrzec radość życia i ekspresję w stanie dziewiczym :hi hi:, niech każdy ma swą przestrzeń)



Na górę
   
 
 
Post: 07 kwie 2010, 10:33 
Lily pisze:
@habibi


małpa Habibi?? No dobrze, jestem wspaniałomyślna i wybaczam ;) :lol: :lol:

ps. co do filmu: czy tutaj naprawdę wszyscy mówią biegle po ĄgIlsku??.. No ja to tylko po turecku.., ale nie jest źle.. cuś żem nawet zrozumiała.. ;)

pbsoft pisze:
Panie trzysz twoje wypowiedz sa coraz bardziej oderwane od rzeczywistosci, takie bajanie , filozofwanie troche jak polityk gadasz tylko uzywajac jezyka zupenie innego (tak mi sie zkojarzylo) jak CI wygodnie urzywasz abstrakcji metafor , z ktorymi zmeczylem sie dyskutowac....
Napeno czas zejscia na "zieme"i u Ciebie nastapi....
Oby nie byl bolesny....


Ja tak sobie myśle.. Nie chce bronić Trzysza, bo mądrość i osobowośc broni się sama, ale ale ale... Zastanawiam się czy nieustanne śledzenie spisków i teorii konspiracji, krytyka,złość i wściekłość na świat i ludzi, aby na pewno wychodzi na zdrowie? Nie mówie że "te sprawy" nie są ważne, ale ja bym osobiście poleciła działanie 2-biegunowe, tzn duchowość i przyziemność połączyć w jedno. Cóż z tego że odkryjesz spiski i tajne plany rządzących skoro nie jesteś w stanie zachować równowagi wewnetrznej i spokoju? Ciągłe trwanie w złości i gniewie ( co widze w twoich komach ) prędzej czy później może Cię zniszczyć obojetnie jak bardzo nie byłbyś poświęcony sprawie.. Z drugiej strony jednak tak samo niszczące może być nieustanne trzymanie głowy w chmurach i zapominanie o sprawach przyziemnych.., bo mozna (dosłownie) odlecieć..
To tak na marginesie

A co do samoakceptacji. Tutaj mówimy o akceptacji I rodzaju, akceptacji pierwotnej.. tzn. całe życie jestem sobie jaki jestem i akceptuje siebie bądź nie. To jeszcze nie jest najtrudniejsze.. Gorzej jeśli nasza powierzchowność nagle sie zmienia.. za sprawą wypadku, ciaży, choroby.. I wtedy trzeba cały proces rozpoczynac od nowa.. Wydaje mi się że taka akceptacja wtórna jest o wiele trudniejsza..

ps. na moim profilu pisze
Cytuj:
Provost and Judge * 7th Degree
kudżju telmi łot dazit min???? :shock: fen kju:)



Na górę
   
 
 
Post: 07 kwie 2010, 13:12 
yallahabibi pisze:
ps. co do filmu: czy tutaj naprawdę wszyscy mówią biegle po ĄgIlsku??

Nie wszyscy, ale większość ciekawych materiałów jest w englishu, c'est la vie, mon chou :), może jak ładnie zatrzepoczesz rzęsami to dobre wróżki wyczarują napisy.

Co do akceptacji, to jak najbardziej i przede wszystkim - akceptacja zmian i łapanie tego co życie niesie. Jak jestem silna w środku, to nic mnie nie zatrzyma. A o trzysza i pb' się nie martw, każdy z nich jest unikatowy, i tak lubię ich obu (choć każdego inaczej :uścisk: ), poza tym mam dystans odkąd @pbsoft ochrzcił nas dziećmi New Age nic już nie jest takie samo :king:

P.S. Provost and Judge * 7th Degree = Przełożony i Sędzia * 7° dostąpiłaś kolejnego stopnia wtajemniczenia mała, jeszcze trochę i dogonisz Masona :lol:



Na górę
   
 
 
Post: 07 kwie 2010, 13:47 
aha, bo juz myślałam, że coś w stylu
Cytuj:
prowokowała i została osądzona..
Uff! przestałam drżeć o życie...
Tesekkur ederim Lilly :D



Na górę
   
 
 
Post: 07 kwie 2010, 18:51 
Jak myślisz o sobie? Tworzenie własnego życia poprzez myśli i odczucia...

phpBB [video]



Na górę
   
 
 
Post: 07 kwie 2010, 20:05 
Lily pisze:
A jedyne co trzeba zrobić to wziąć lusterko, spojrzeć sobie głęboko w oczy i z uśmiechem powiedzieć na głos: „Kocham Cię i bardzo Cię lubię.”

no pewnie! a tutaj ilustracja muzyczna:

phpBB [video]




ps. dzięki za filmik "po turecku" :D


Ostatnio zmieniony 13 kwie 2010, 12:50 przez yallahabibi, łącznie zmieniany 1 raz


Na górę
   
 
 
Post: 07 kwie 2010, 21:12 
Ostatnio właśnie to patrzenie w lustro i mówienie samej sobie kocham stało się relatywnie łatwe,zatem zastanawiam się jak szybko może zajść zmiana.. ;) Czy naprawdę magia polega na zrozumieniu samego siebie w stopniu tak dużym aby nastąpiła samoistna akceptacja. Wychodzi na to że wystarczy popłynąć :hi hi:



Na górę
   
 
 
Post: 07 kwie 2010, 21:31 
Jak najbardziej @monia, tak trzymaj :spoko: dodałabym do tego jeszcze - przestać się opierać i płynąć zgodnie ze swoim rytmem, raz mknąć z wiatrem we włosach, a czasem leniwie dryfować, ale zawsze do przodu bez oglądania się za siebie (pamiętasz trzyszową bajkę?) :hi hi: Magia jest prostsza niż mogłoby się wydawać, wszelkie racjonalne "ale" na drodze są chyba najbardziej uciążliwe, ale w końcu i one dają się pokonać :spox:

P.S. Do zobaczenia na majówce? Mam nadzieję :)



Na górę
   
 
 
Post: 07 kwie 2010, 21:38 
:uścisk: czasem są takie sytuacje kiedy przebija się zdrowy rozsądek za mocno i wtedy jest przeważnie kiepsko jednak kiedy naturalne odruchy + intuicja zaczynają działać to zaczyna się i latanie oraz full happy :D Majóweczka mhmm to od razu byłaby okazja do kielicha ponieważ mam w tym czasie imieniny :king:



Na górę
   
 
 
Post: 07 kwie 2010, 22:33 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 cze 2009, 19:25
Posty: 787
Lokalizacja: Sopot
Płeć: mężczyzna
Lily pisze:

yallahabibi pisze:
co do filmu: czy tutaj naprawdę wszyscy mówią biegle po ĄgIlsku??

Lily pisze:
może jak ładnie zatrzepoczesz rzęsami to dobre wróżki wyczarują napisy.

;)

Wiem, że słyszeliście wiele razy ode mnie - czytając, czy oglądając moje materiały - że kochanie samego siebie, jest najpotężniejszą rzeczą, jaką możemy zrobić. Wtedy wszystko płynie. Wszystko pięknie płynie. Nie mam tu na myśli samolubności, ani arogancji, ponieważ to nie jest miłość - to zawsze strach. Mówię o zwykłym dostrzeganiu i docenianiu tego, jak wspaniałymi istotami jesteśmy.
Wiecie, małe dzieci wiedzą, jak kochać siebie - urodziliście się, jako czysta miłość - każde z was! Nie ma jednego małego dziecka, o którym bym słyszała, że kiedykolwiek krytykowało swoje ciało, albo powiedziało "mój tyłek jest zbyt duży" - słyszeliście kiedyś coś takiego od dziecka? One są po prostu zachwycone tym, że mają ciało, upajają się nim i kochają je - kochają wszystko, co się z nim wiąże. Szczerze wyrażają swoje emocje - kiedy dziecko jest szczęśliwe - wiesz o tym, kiedy jest złe - całe sąsiedztwo o tym wie - nigdy nie boją się tego, że inni ludzie dowiedzą się, co same czują. Żyją w danym momencie i są przepełnione odwagą - wspaniałe, a my wszyscy byliśmy tacy sami, tylko jakoś nie pamiętamy tego, że byliśmy pełni odwagi i miłości, i uwielbialiście samych siebie, kiedy byliście malutcy.
A potem zaczęliśmy dorastać i słuchać innych ludzi, którzy byli wystraszeni, krytyczni, rozżaleniu lub (czuli się) winni - taka jest większość dorosłych ludzi. Jeśli dorastacie w rodzinie, w której krytycyzm jest normą, to wyrośniecie na krytyczną osobę - będziecie patrzeć krytycznie na każdą rzecz w życiu i będziecie krytykować samych siebie i innych wokół. I nie będziecie w stanie cieszyć się życiem nawet trochę podobnie, jak moglibyście. Jeśli wyrośniecie w rodzinie, w której nie pozwala się na okazywanie złości, będziecie osobą, która boi się wszelkiej agresji i tłumi w sobie wszelkie jej objawy. Jeśli byście dorastali w rodzinie zmanipulowanej przez poczucie winy, prawdopodobnie będziecie nim wypełnieni - za wszystko będziecie przepraszać. I o nic nie poprosisz wprost, bo zawsze będziesz chcieć kogoś do tego zmanipulować.
To wszystko wzorce rodzinny i jest bardzo łatwo zwalić winę na rodziców, swoje dzieciństwo lub środowisko, ale problem polega na tym, że taka postawa zatrzymuje nas, nie możemy się przez nią wyzwolić, odgrywamy rolę ofiary, a to nie pomaga nikomu. Utrzymujemy w ten sposób tylko swoje problemy. Ale pamiętaj, to Ty tutaj rządzisz - nie ma znaczenia, co mówili twoi rodzice, ani ktokolwiek inny, nie ma również znaczenia, czego się nauczyłeś. Jedyne, co ma znaczenie, to to, co Ty wybierasz, by myśleć teraz, bo jesteś jedyną osobą, która myśli wewnątrz twojej głowy i to Ty wybierasz swoje myśli. Mogę wam opowiedzieć całe mnóstwo wspaniałych rzeczy, ale jeśli nie zdecydujecie się ich posłuchać, nie będą miały dla was żadnego znaczenia. Tak więc to wy zawsze jesteście u władzy i to wy samodzielnie tworzycie swój świat i swoje życie.
Wiem, że największą afirmacją, jakiej można użyć, jest "Kocham i doceniam samego siebie". I kiedy powiesz to, niesamowitym jest, co może wyjść na powierzchnię ciebie. Często zdarza się, że kiedy zaczynasz to mówić, wszystkie negatywne wzorce i informacje wychodzą na powierzchnię i jest to wspaniałe, bo daje nam możliwość poznania tego, co się do nas przykleiło po drodze. Bo widzicie, jeśli nie zobaczycie swoich negatywnych wzorców, nie będziecie wiedzieli, co należy zmienić. Więc kiedy rozpoczniecie afirmacje, taką jak "Kocham i doceniam samą siebie", musicie zwrócić szczególną uwagę na negatywności, które się w was pojawią, ponieważ to właśnie one was blokują. Jeśli zauważycie negatywny wzorzec, byłoby wspaniale, gdybyście mogli go zapisać, ponieważ możesz wtedy pomyśleć: "znalazłem skarb! To jest coś, co na prawdę stoi na mojej drodze i rzeczywiście stwarza problem". Pamiętajmy, możemy wybrać sposób, w jaki myślimy i możemy zdecydować, by zmienić sposób w jaki myślimy - to zawsze jest nasz wybór.

Chciałabym, żebyście teraz wzięli te małe lusterka, które leżą przed wami - wiem, że każdy ma po jednym. Dobrze, więc teraz zobaczmy, czy uda wam się spojrzeć we własne oczy bez poczucia bycia zajebistym (prumping- being fucking cool ;) ) - zobaczcie, czy jesteście w stanie to zrobić :) Chcę, żebyście spojrzeli w swoje oczy i powiedzieli: "Kocham Cię", "Kocham i doceniam cię dokładnie takim, jakim jesteś". A teraz zacznijcie dostrzegać wasze uczucia - nie oceniajcie, jedynie zauważajcie jakie uczucia wypływają na powierzchnię - czy jest to uczucie radości? Czujecie się wspaniale z sobą? Czy są to uczucia krytyczne lub negatywne? Nie osądzajcie, tylko patrzcie, co się pojawia, by poznać negatywne wzorce. Zapamiętajcie je i jeśli chcecie, możecie im powiedzieć "dzięki, za podzielenie się". Zdajcie sobie sprawę w tego, że negatywności, które wypłynęły teraz na wierzch, tworzą sposób w jaki kochacie samych siebie.

Chciała bym, żebyśmy teraz podzielili się troszkę ze sobą tym, co się u was pojawiło.
(kobieta z sali:) Strach
Kto mógłby być zasmucony tym, że kochasz samą siebie?
(kobieta z sali:) Ja
Nie nie nie nie, zawsze od tego zaczynamy, ale kto byłby zasmucony, gdybyś na prawdę kochała samą siebie
(kobieta z sali:) moi rodzice
Rodzice - które z nich? Oboje?
(kobieta z sali:) tak, oboje
Jaki był wzorzec rodzinny?
(kobieta z sali:) zawsze oceniać
A więc pochodzisz z krytycznej, oceniającej, obrażającej się rodziny.
(kobieta z sali:) tak
Tak więc jesteś wspaniała i wystraszona - o kurcze, masz na prawdę wielki tenteges :P
Ok, to znaczy, że masz po prostu jeszcze coś do przerobienia. Uważam, że część z nas, jest jeszcze bardzo młodymi duszami - przychodzimy tutaj i to jest jak wycieczka do kinderlandu, życie jest na prawdę bardzo proste - a część z nas jest o wiele starszymi duszami, które biorą na siebie znacznie trudniejsze wyzwania - to bardziej jak pójście na uczelnię wyższą. Ale możesz sobie z tym poradzić - może po prostu wybrałaś sobie coś znacznie trudniejszego do przerobienia, bo wiedziałaś, że sobie z tym poradzisz. Ale widzisz, ja uważam, że największą rzeczą, po którą tu przychodzimy, jest nauczenie się kochania samych siebie, niezależnie od tego, co inni powiedzą lub zrobią - właśnie to mamy tutaj do zrobienia. Tak więc co tam masz? Masz skłonności do osądzania, krytycyzmu, strach, pewnie też trochę poczucia winy by się znalazło? :)
Lubię myśleć, że jesteśmy w stanie wychodzić poza ograniczenia naszych rodziców - wiesz, oni mają ograniczony sposób patrzenia na życie, a ty była dobrym małym dzieckiem, więc uczyłaś się tego, co ci mówili. Wydaje się, że pod wieloma względami byliśmy niewystarczająco dobrzy, czy nie w ogóle dobrzy, ale w rzeczywistości byliśmy idealnymi, wspaniałymi, kochającymi dziećmi i uczyliśmy się dokładnie tego, czego uczyli nas rodzice - nie zawsze tego, co kazywali nam robić, ale zawsze od nich i zawsze dokładnie tego samego, co oni sami robili - i dorośliśmy, by robić te same rzeczy.

_________________
Evolution - the greatest show on Earth !



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 08 kwie 2010, 10:51 
najwyraźniej ładnie zatrzepotałam :D
dzięx Trzysz :) Nawet mniej więcej zaczaiłam, tylko z tymi starymi duszami już nie wiedziałam o co biega ;)



Na górę
   
 
 
Post: 08 kwie 2010, 15:20 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 lut 2010, 16:08
Posty: 124
Lokalizacja: skierniewice
Płeć: kobieta
dzięki za artykuł Trzysz, wiele tłumaczy z naszych zachowań, choć w moim przypadku było trochę inaczej, bo nie wiem dlaczego, ale wiele rzeczy robiłam właśnie wbrew rodzicom :oops:



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 67 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group