Zaloguj się
Nazwa użytkownika:   Hasło:   Loguj mnie automatycznie  
Dzisiaj jest 15 paź 2018, 14:26

Strefa czasowa UTC [letni]





Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 42 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
Post: 30 cze 2010, 22:34 
Offline
Provost and Judge * 7th Degree
Provost and Judge * 7th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 sie 2009, 21:18
Posty: 142
Fanalityk pisze:
PS ale prad i internet musi w lepiance byc :twisted:



Przyjmowanie 'klientów' na rozwojowy wypoczynek za pieniądze jest pewnym rozwiązaniem. Do tego skądś trzeba brać chociażby ubrania czy ostatecznie opłacić stomatologa :język:, można odciąć się od złych stron społeczeństwa zasięgając jednak niezbędnej pomocy cywilizacji i postępu technicznego. Myślę o nieco kościelnym sposobie 'co łaska'. Ludzie po tym czego okazję będą się mieli dowiedzieć chyba wystarczająco zapłacą, na pokrycie ewentualnych kosztów ziemi i prądu czy internetu mam nadzieję by stykło. Trzeba by mieć też ludzi którzy umieją przyjąć poród itp. specjalistów. :hi hi:

Najprościej (?) odnaleźć już istniejącą gdzieś osadę (o ile są) i popytać z czym były największe problemy, z czym dalej są. Nawet może się dołączyć ;)

_________________
"Wiem, że nic nie wiem..."



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 

UDOSTĘPNIJ:

Share on Facebook FacebookShare on Twitter TwitterShare on Tuenti TuentiShare on Sonico SonicoShare on FriendFeed FriendFeedShare on Orkut OrkutShare on Digg DiggShare on MySpace MySpaceShare on Delicious DeliciousShare on Technorati TechnoratiShare on Tumblr TumblrShare on Google+ Google+

: 30 cze 2010, 22:34 
Offline
VIP Member
Awatar

Rejestracja: 17 kwie 2009, 22:37
Posty: 10000
Lokalizacja: PL



Na górę
   
 
 
Post: 06 lip 2010, 11:19 
Oto adres stronki anastazja.org oraz świeżutkie forum forum.anastazja.org poświęcone idei tworzenia anastazjowych siedlisk i osad w Polsce :)



Na górę
   
 
 
Post: 20 lip 2010, 11:03 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 cze 2009, 19:25
Posty: 787
Lokalizacja: Sopot
Płeć: mężczyzna
Witajcie ponownie - właśnie wróciłem z warsztatów w Trzebiatkowej i były na prawdę świetne!

Samo budowanie domu z sandbagów było ciekawym doświadczeniem, ale jego wykończenie w glinie, to po prostu odlot - odkryłem swoją nową pasję, tj.: taplanie się w błocie ;)

Ale po kolei - w przeciwieństwie do tego, co można znaleźć na YT, na wasztatach można się dowiedzieć, iż nie potrzeba konstrukcji wiązać drutem kolczastym, ani do piasku dodawać choćby grama betonu, żeby był stabilny - wystarczy go odpowiednio ubić, a zamknięty w worku staje się twardy jak kamień i nieprzepuszczalny dla wody (Jarema, organizator warsztatów, mówił o budowaniu wałów przeciwpowodziowych w Polsce: "tak to wygląda, jakby małpom dać cegły, one te cegły rzucają na kupę i się dziwią, że przecieka - nieubity piasek nie jest zbyt wielką przeszkodą dla wody"), a to sprawia, że sandbagi stają się (przynajmniej jak dla mnie) bardzo ciekawym, w pełni naturalnym materiałem budowlanym.

Po za ty sandbagi są niezwykle prostym, tanim i łatwym do formowania materiałem do budowy całej masy innych rzeczy w ogrodzi - na prawdę fajny basem, czy oczko wodne można sobie tą techniką zrobić od tak za śmieszną cenę, a murki, ławki, czy inne piękne wykończenia w ogrodzie stają się dostępne nawet dla totalnego laika budowlanego, a jeśli wykończyć je gliną, to koszty są przerażająco śmieszne - pozostaje tylko inwencja, a pomysłów, idei i inspiracji na tych warsztatach jest niesamowita ilość :mrgreen:


Druga część warsztatów, traktująca o glinie i jej zastosowaniu w tynkowaniu, budowaniu, malowaniu, ...
Absolutnie niesamowita rzecz :mrgreen: i znowu - można samemu za bezcen (często za koszt transportu) zrobić w domu co się chce - są metody wykańczania nawet wanien gliną w taki sposób, że się nie niszczy. A jeśli ktoś wam mówi, że wykończenia gliniane pękają, to po części ma rację, ale świadczy to o tym, że nie ma o glinie pojęcia - czysta glina faktycznie zwykle pęka, ale odpowiednia domieszka piasku i innych (tylko naturalnych ;) ) składników sprawia, że staje się niezwykle trwała, pozostając łatwą do kształtowania.
Dodam tutaj jeszcze, że "profesjonalne" tynki gliniane są u nas dość drogie, podczas gdy można je samemu zrobić bardzo tanio na lata, jeśli się pozna kilka prostych zasad badania gliny (każda jest inna) i jej domieszkowania.

Po za tym malowanie ścian - kupujemy wszystko gotowe, kiedy znowu można samemu w bardzo prostu sposób sporządzić własne farby na bazie gliny, piasku i krochmalu w tak bezczelnie prosty sposób, że masakra ;) Oczywiście na to wszystko trzeba by poświęcić troszkę czasu, a nie tylko machnąć karta kredytową, czy papierem, ale satysfakcja z tworzenia własnego miejsca, własnymi rękami jest trudna do opisania. Po za tym podczas pracy z gliną (tak mi się tylko wydaje ;) ) reaktywuje się jakiś obszar pamięci komórkowe - trudno to opisać, ale praca z tym materiałem daje mi niesamowicie dużo ciekawych doznań, pomysłów, przyciąga obrazy, których do tej pory nie mógłbym sobie nawet wyobrazić - to po prostu coś niesamowitego i każdego zachęcam do podziałania w tym zakresie ;)


No i jeszcze na dokładkę dodam, że robienie kopułki z sandbagów i zabawa z gliną, to jedno, a drugie, to możliwość pogadania z Jaremną i jego partnerką Pauliną Wojciechowską na temat całej masy innych technik naturalnego budowania (szczególnie domów ze słomy) - są świrami pod tym względem i gdzie tylko się da, pozbywają się z budynku wszystkiego co sztuczne (a na beton mają szczególne uczulenie ;) ) - jeszcze raz polecam, nawet jeśli kogoś nie interesują same sandbagi :)

Jak już wam zrobiłem trochę smaka, to na koniec dodam, że choć warsztaty w Trzebiatkowej dobiegły końca, to jeszcze nic straconego - otóż 2 sierpnia startują kolejne, tym razem w pobliżu Suwałk, a oto i szczegóły:



Warsztaty w Przełomce, nad Jeziorem Hańcza (To gdzieś tutaj) :

2-3-4 Sierpnia, Budowa kopulki z piasku stabilizowanego w workach ’Sand bag’.

* Fundamenty
* budowanie kopółki
* Luk wejściowy
* Zasady zadaszania

7-8-9 Sierpnia, Warsztaty tynkowania glina

* Przygotowywanie mieszanki tynkarskiej
* Przygotowywanie mieszanki izolacyjnej
* Przygotowywanie mieszanki malarskiej i wykończeniowej na bazie kleju naturalnego
* Przygotowywanie Kleju
* Tynkowanie kopulki,malowanie i rzeźbienie sciany

*Nocleg w namiocie, lub agroturystyka
*wspolnie robimy posilek wegetarianski

Cena: 350zl za warsztat., 600zl za dwa warsztaty.
(dla warsztatów w Trzebiatkowej istniała opcja tzn. "listy rezerwowej" dla ludzi bez kasy - tu na ten temat nie mam żadnych wiadomości, ale ostatecznie można zapytać, jeśli by kasa miała być przeszkodą :spoko: )

Kontakt z organizatorem:
Jarema Dubiel - tel.kom. 504 340 261

http://earthhandsandhouses.org/

_________________
Evolution - the greatest show on Earth !



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 lip 2010, 11:23 
no to jakiem praktyk ( i właściciel skrawka ziemi) wleję wam tutaj szklankę goryczy ;) -
wszystko to mrzonki i fantazje , które weryfikuje bardzo ostro rzeczywistość . Niewielu ma dziś dość wytrwałości i samozaparcia. Wieś znają ze zdjęć lub letnich urlopów . Przywiązanie do miejskiego kaloryfera i sklepu spożywczego za rogiem jest nieuświadomione.
Od 2007 roku czynnie działałem w sprawach budowy wioski. Problemem nie jest materia lecz nieporządek w duszach ludzkich . Ludzie nie są jeszcze gotowi. Należy zacząć od porządków w swoich wnętrzach. Pozdrawiam i życzę samodoskonalenia -nie fantazjujcie jak układać worki bo to strata energii -wywalanie jej na zewnątrz. W jednej z książek przeczytałem takie brutalne zdanie :" jeśli weźmiesz prosiaka i wpuścisz na salony to po kilku dniach piękne wnętrze będzie podobne do chlewa".
jesteśmy cały czas na tym właśnie etapie - wybudować dom to nie jest problem ale utrzymać go w czystości ......to przerasta możliwości niejednego marzyciela.



Na górę
   
 
 
Post: 20 lip 2010, 12:13 
Offline
Grand Master Architect * 12th Degree
Grand Master Architect * 12th Degree
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 cze 2009, 19:25
Posty: 787
Lokalizacja: Sopot
Płeć: mężczyzna
Cóż, bio-architektura, to nie recepta na ucieczkę w dzicz, ale może być kolejnym krokiem by odzyskać utracony raj ;) easy russian, masz rację, nie jesteśmy gotowi na życie tylko i wyłącznie na swój rachunek, ale nie widzę przeszkód, aby w podmiejskiej dżungli nie miało się wprowadzać kolejnych innowacji, dzięki którym powoli zmierzamy do źródła. Anastazja mówi o tym, by najpierw posprzątać miejsce w którym się żyje, a nie uciekać ze wszystkimi swoimi brudami na czyste łono natury. To czy przejście ku Rodowym Osadom będzie trwało 2, 5, 10 lat, czy w ogóle do niego nie dojdzie, to zależy od nas i w tym procesie nie ma potrzeby forsować ani siebie ani innych - każdy jest po prostu taki, jaki jest, a nie taki jakim się wydaje, że powinien być. Jeśli ktoś spróbował życia w dziczy i okazało się, że to nie dla niego, to nie znaczy że jest gorszy - po prostu to nie jego czas na to.

Bio-architektura tak na prawdę prowadzi nas o krok ku wolności - sandbagi, czy słoma, to materiały niezwykle tanie, a nawet darmowe, jeśli pozyskać je samemu - to prawdziwy cios dla systemu, który uczy nas, że dom to olbrzymi wydatek pieniądza. To może być olbrzymi wydatek energii, pracy i kreatywności, być może zupełnie nie potrzebny, ale pokazujący, że zależność od systemu, choćby w kontekście budowania domu, to mit.

Ja się za kilka dni biorę za remont swojego pokoju w betonowym bunkrze z wielkiej płyty i zamierzam go przeprowadzić właśnie z gliną, własnymi rękami, bez żadnych środków finansowych (prawie).

Nawet najdłuższą podróż trzeba zacząć od pierwszego kroku :spoko:
a głupcem jest ten, kto uważa, że ją przejdzie stojąc w miejscu ;)

_________________
Evolution - the greatest show on Earth !



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Post: 20 lip 2010, 16:06 
trzysz- nic dodać nic ująć . Właśnie tak. Sądzę,że podobną myśl pragnął przekazać Trehlebov mówiąc by ludzie nie medytowali nad zmiana biegu Slońca lecz zabrali się za te NAJISTOTNIEJSZE codzienne sprawy. Każdy dzień jest cegiełka w budowli życia. Porywamy się na "wielkie sprawy" wlekąc za sobą wszelki bałagan "poprzedniego" życia . Zalecenia Anastazji i opis choćby dzieła tej małej dziewczynki z wioski, która kroczek po kroczku zmieniła cała wieś jest bardzo trafne . Stałe dążenie daje efekty a nie "zrywy powstańcze". Stałe dążenie (hart ducha) wyrabiają właśnie codzienne zmagania ze sprawami na pozór małej wagi. Pozdrawiam -powodzenia w remoncie ! Ja w tej chwili piszę pośród glinianych ścian mających ponad 100 lat - ten klimat bez cementu jest jedyny w swoim rodzaju.



Na górę
   
 
 
Post: 20 lip 2010, 16:30 
easy russian pisze:
Sądzę,że podobną myśl pragnął przekazać Trehlebov mówiąc by ludzie nie medytowali nad zmiana biegu Slońca lecz zabrali się za te NAJISTOTNIEJSZE codzienne sprawy. Każdy dzień jest cegiełka w budowli życia.

Wiesz, ja sobie myślę, że czasem łatwiej jest pomedytować, a przynajmniej uwolnić się na chwile od tego co nam doskwiera (czyt. codzienność), każdy ma jakieś swoje wyobrażenie o tym lepszym, szczęśliwszym życiu, wydaje się, że będzie ono całkiem oderwane od tego, jak wygląda dziś. Każdy dzień jest cegiełka w budowli życia. :tak: Nie da rady chyba zbudować czegoś solidnego, jeśli nadal potykamy się o własny bałagan pod nogami.

P.S. W takich ścianach żyje pewnie mnóstwo ciekawych historii... :)



Na górę
   
 
 
Post: 20 lip 2010, 17:15 
coraz częściej jestem przekonana, że najlepsze co możemy zrobić, to żyć w "swojej" codzienności, czyli skupić się na niej, dziękować za to gdzie się jest, za to z kim się jest, za to co się robi..........i dążyć do radości w tym wszystkim.........czasami i zmiana z tego wyniknie......ale bez bólu, raczej przez akceptację z automatu.........

imaginować sobie też trzeba od czasu do czasu, ale nie pozostawać w tym świecie wizji............
samo przyjdzie, jeżeli zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby się radować w każdej chwili swego tu pobywania
wierzę w to, wierzę w ludzi, wierzę w sens mego istnienia...........wierzę w moc Ziemi, Natury i to że jestem je częścią
może zamieszkam w idylli, może i nie,,,,,,,,najważniejsze mieć ją w sobie
całuję i ściskam wizjonerów serdecznie :cmok: :uścisk: sama się za takiego uznająć



Na górę
   
 
 
Post: 20 lip 2010, 18:33 
kasiya pisze:
.......................
całuję i ściskam wizjonerów serdecznie :cmok: :uścisk: sama się za takiego uznająć

nic dodać - tylko odwzajemnić :uścisk:


Lily - ja to tak właśnie widzę,że "dzienna cegiełka" to uprzątnięcie jednej drobnostki - jakiejś doskwierającej myśli czy też drobiazgu z fizycznego bałaganu gdzieś obok ( te sprawy mają ścisły związek z naszą psychiką).
.........................( ja mam 5 metrów od siebie rozgrzebany silnik od pewnej maszyny ) :język:



Na górę
   
 
 
Post: 30 lip 2010, 19:19 
kolega przysłał mi taki list (artykuł?) jednego z "Anastazjowców" z Rosji - dużo mówi- ludzie wszędzie jednacy.

Cytuj:
[...]Jak pokazuje doświadczenie, w każdym kolektywie jest dosłownie kilku
ludzi, którzy naprawdę realnie patrzą na sprawy, zaczynają budować
dom, upiększać swoją działkę. Reszta tylko „odkrywa własne wnętrze” i
nie zamierza nic przedsiębrać. Duża część anastazjowców żyje
cudzym kosztem. Kosztem swoich rodziców (których potępiają za nieprzyjęcie idei Anastazji, lecz niemniej biorą u nich pieniądze), kosztem swoich mężów, żon, lub po prostu wciąż pożyczają pieniądze. W najlepszym wypadku sprzedają mieszkania, które im przypadły w spadku. Lecz przy tym oni tak pięknie
rozważają, takie poruszają idee, że nie można się nadziwić. Ale jak
człowiek, który nie potrafi utrzymać nawet siebie samego, może coś
stworzyć? Stworzenie siedliska - to kilka lat gorliwej fizycznej pracy.
Trzeba będzie zawinąć rękawy i pracować, pracować, i jeszcze raz
pracować. Do tego duża część anastazjowców jest niestety nie gotowa.

To dzieci miasta, które nie wiedzą nic o pracy fizycznej, i które tworząc
obraz swojego siedliska, myślą już o dających owoce drzewach, o
zbudowanym domu, o wytresowanych zwierzętach domowych. W praktyce 99%
anastazjowców tylko rozważają i marzą, lecz nic nie robią. I rozmyślają, w większości wypadków błędnie, ponieważ oni nigdy nie żyli kilka lat z rzędu na ziemi bez elektryczności, nie sadzili ogrodu, nic nie hodowali...
I biznesmen biznesmenowi nierówny, i dla wielu z nich osada - to nic
więcej, niż kolejny biznesplan do zarabiania pieniędzy.
Przedsiębiorcy z czystymi myślami, oni nas uratują?

W naszej osadzie najpierw przyszły 3 rodziny, wymyśliły swój
biznes. I wszystkich nowicjuszy brali na zasadzie: "On na nas będzie
pracować i powiększać nasz dochód". Kto nie zgodził się
zajmować się ich biznesem, tego nie wypędzali, tylko praktycznie z nim
{nimi} nie obcowali i całym swoim zachowaniem pokazywali, jaki on
zbyteczny. A tych, którzy zgodzili się na nich pracować, lub wkładali swoje
pieniądze w ich biznes, oni bardzo kochali i wszelkimi sposobami
podpierali. Po takich działaniach większość osadników uciekła. I
teraz z 20 rodzin, które było od samego początku, zostało równo 4.
A takich jest wiele - dlaczego zdecydowaliście, że ktoś ma zajmować się waszym biznesem? To wasze interesy, proszę nim zająć się samemu. Dlaczego ktoś powinien dla was programować, budować lub szyć? Wydaje mi się, że każdy człowiek powinien zajmować się tym, co cieszy jego duszę. A jeżeli on jest programistą, to niech zajmuje się swoim biznesem, a nie waszym. Jedna z rodzin naszej osady, o której
opowiadam, tak wydumała, że ich celem będzie, aby każdy w
osadzie zajmował się biznesem i płacił im 10% swojego
dochodu. A oni by nic nie robili, i żyliby kosztem osadników. Wtedy będą mówić, że są anastazjowcami, że są lepsi, czystsi. Wtedy podpierają się tym słowem.

[...]mnie rzeczywiście tam więzili. Nie fizycznie oczywiście. Urabiali mnie
kilka tygodni, manipulowali wszelkimi sposobami, robili obrażone miny,
opowiadali, że Kijów - to sataniczne miasto. W rezultacie tych, którzy nie
chcieli budować z nimi kolonii i opuścili to miejsce, oni nazywają
słabiakami i po prostu nimi gardzą. Lecz ja nie obrażam
się na to, mogą pogardzać kim zechcą. Oni zaś są "anastazjowcy” i na dodatek żyją w osadzie. To automatycznie czyni ich wybrańcami...

Ja wcale nie neguję idei Anastazji i całkowicie je popieram. Bardzo
chcę wcielić te idee w życie. Byśmy stali się rozsądni, mądrzejsi, lepsi. Byśmy szczęśliwie żyli w swoich
rodowych posiadłościach, stopniowo odzyskując w sobie utracone zdolności. Lecz
pojawia się gorycz - „coś cherlawi ci żołnierze Anastazji” wychodzą.
Nie widzę, kto teraz może rzeczywiście podtrzymać ten ruch. Tak, są
jednostki, które coś przedsiębiorą, zmieniają swoje życie, tworzą
siedliska. Lecz to jednostki. One nie mogą zmienić ogólnej
tendencji. Po prostu kiedy wciąż przebywasz w wąskim kręgu osób o tych
samych poglądach, jeździsz na różne zloty, to tobie zaczyna wydawać
się, że wokoło wszyscy tylko marzą o rodowych posiadłościach. Prawdziwy
anastazjowiec to nie ten, kto po prostu przeczytał książkę i mu
spodobała się idea. To ten, który działa.

Doskonale znam kontrargumenty demagogów. Oni powiedzą, że myśl jest
pierwotna, i że najpierw trzeba wszystko wyobrazić, stworzyć obraz, a
tylko potem działać. A pewni idealiści nawet będą uważać, że w
ogóle nie trzeba podejmować żadnych działań na fizycznym planie, że ich myśl
jest taka mocna, że ona sama stworzy ich rodowe posiadłości.
Lecz ile byście nie leżeliście na kanapie i nie myśleli o jedzeniu,
sytymi się nie staniecie. Wam wszystko jedno trzeba wstać, otworzyć
lodówkę i przekąsić co nieco. Bezsensowna strata czasu - latami jeździć na
zjazdy, kilka razy w tygodniu chodzić na zebrania, dzień w dzień po kilka
godzin przesiadywać na forach, i przy tym nie posadzić ani jednego
drzewa, ani jednego krzaka, nie zacząć budowy swojego domu.

Przychodzi do mnie kolega i mówi, że oni całym kolektywem zdecydowali
w przyszłej osadzie wykorzystywać samochodowe akumulatory do
produkcji elektryczności. I według jego słów, jednego akumulatora powinno
wystarczać na kilka miesięcy. Kiedy ja zapytałem,
skąd on to wziął, odpowiedział, że pewne bystre dzieciaki z jego
osady same policzyły i wszyscy im uwierzyli. Lecz ja nie
uwierzyłem. Ja w jego obecności zaszedłem do Internetu, znalazłem wszystkie
potrzebne parametry i obliczyłem, że przy jego potrzebach, jednego
samochodowego akumulatora wystarcza na 2-3 godziny. On oczywiście nie
uwierzył, długo liczył, był po prostu w szoku, kiedy zrozumiał,
że mam rację. Otrzymałem tę informację w 15 minut, a cały
kolektyw jego osady już od roku wszystkim opowiadał, że
oni będą wykorzystywać samochodowe akumulatory, i żaden z nich nie
znalazł czasu by sprawdzić tę informację.

A jak myślicie, ilu ludzi u nas już żyje w posiadłości? Myślę,
że nikt. Tych, którzy kupili domy na wsi, można nazwać rolnikami, nic
więcej. Oni nie żyją w swojej posiadłości. Ci, którzy wzięli po hektarze
i raz na miesiąc przyjeżdżają tam, i na swojej działce posadzili
kilka drzew, też osadnikami nazwać trudno. Tak, więc gdzie są dzisiejsi
anastazjowcy, rodowe osady i posiadłości? Pewne
kolektywy już się rozpadły. Jest kilka „osad”, gdzie powstają
1-2 domy. Jeżeli (w najlepszym wypadku) w takiej wiosce będzie
powstawać jeden dom w ciągu dwóch-trzech lat (co potwierdza się w praktyce), to taką kolonię można nazwać pełnowartościową tylko po 200-300 latach, bo do tego czasu w niej nie będzie mieszkać nawet 100 rodzin!!!

Ideami Anastazji interesują się nie tylko dobrzy ludzie, lecz także
nikczemnicy, lenie, nieroby, wyzyskiwacze, manipulatorzy, fanatycy, i po
prostu źli ludzie. Lecz to jeszcze nie najgorsza nowina. Najgorsze jest to,
że do anastazjowców dołącza bardzo dużo ludzi, którzy mieli w życiu pecha.
Nie umieją się niczym zająć, nic nie potrafią, nie mogą urządzić się w tym życiu, nie mogą zarobić sobie na życie, i postanawiają, by nazywać siebie dumnie
„anastazjowiec”. I od zaraz znajdują się wymówki by nie
pracować, nic nie przedsiębrać, nie poprawiać swojego życia. Można po
prostu latami chodzić na nieskończone zebrania, jeździć czasem na
łono natury, i przy tym robić wszystko to z bardzo poważnym podejściem. I oto
dostają się wszyscy tacy ludzie do osady i próbują stworzyć idealne
społeczeństwo. I jak myślicie, z tego coś może wyjdzie?
Jeżeli zbieracie swoją grupę i myślicie, że u was wszystko będzie inaczej, grubo się mylicie. Ludzie są wszędzie tacy sami. W każdym
kolektywie są swoi nieformalni liderzy-manipulatorzy, swoi lenie, i
swoi nikczemnicy. Oczywiście są i normalni ludzie, lecz ich zwykle
jest najmniej. Ja nie jestem pesymistą, po prostu tego wszystkiego
najadłem się przez lata, i według moich obserwacji, analogiczne sytuacje
dzieją się we wszystkich osadach. Można argumentować, że
ludzie z czasem się zmieniają, że po prostu trzeba czasu, by
się przestawić. Lecz to tylko wykręty. Nikt nie zmienia się z czasem.

Właśnie dlatego wszyscy chcą tworzyć swoją osadę. Chociaż
początkowa idea była - przyłączyć się do jakiejkolwiek już
działającej. A to dlatego, żeby samemu dyktować warunki. A na wsi jest to łatwiejsze.

Od czasu, gdy odszedłem z osady, i wróciłem z powrotem do miasta, minęły
już 3 lata. Określiłem już swój cel, którym chciałem zajmować się w
życiu, to jest określiłem co jest moim ukochanym zajęciem. Najpierw nauczyłem się swego rzemiosła jako pracownik najemny, i potem stworzyłem swoją firmę, której dzisiaj poświęcam około 1-2 godzin na dzień. Także pomogłem swojej
żonie uświadomić sobie jej powołanie. Ona prowadzi swoje foto kursy,
i pracuje jako freelancer. Po tym jak u mnie ułożył się biznes,
zrozumiałem, że w mieście nic więcej mnie nie trzyma. Uważam, że do osady trzeba iść, kiedy wszystko masz porozwiązywane, a nie uciekać od swoich problemów, ponieważ od siebie samego nie uciekniesz. Dlatego wróciłem do miasta, by znaleźć siebie i swoje miejsce pod słońcem.

Po zwiedzeniu kilku osad i analizie współzależności,
zrozumiałem, że każda wioska w tej lub innej mierze przypomina moje
pierwsze. Zdecydowałem się nie dołączać do żadnej osady. Jak już
zauważyłem, przeanalizowałem dużą część osad na Ukrainie, i
zobaczyłem, że sytuacja w nich idealnie jednakowa. I wiecie, ze mnie
odpadły wszelkie chęci, żeby pójść do tych wiosek. Jeszcze 3
lata temu przejadłem się tymi wszystkimi kłótniami, obmowami, plotkami,
oszustwami, manipulacjami, demagogiami, ... zobaczyłem tyle brudu, ile
nigdy wcześniej nie widziałem w mieście. A wy mówicie
„anastazjowcy”... powiecie, że ludzie się zmieniają, że ziemia ich
poprawia. Przez te 3 lata tam wszystko stało się tylko gorsze. Długo
się wahałem, zanim zrezygnowałem z idei przyłączenia się do jakiejkolwiek
osady. Ta decyzja była bardzo trudna.
Kupiłem dom z działką pół hektara który od razu mi się spodobał. Czasem potrzebuję pojechać do Kijowa do pracy. Obok są świetni sąsiedzi. Choć
z nich żadni anastazjowcy, lecz mi z nimi o wiele przyjemniej, niż z wieloma „prawdziwymi” anastazjowcami. I
najważniejsze - sam sobie jestem gospodarzem. Nikt nie będzie zarzucać mi, że
nie przyszedłem na udawaną sobótkę. Nikt nie będzie ładować we mnie
swoich wynurzeń, że trzeba żyć w ziemiance, i tak dalej. Jak
poprawnie zauważyła moja żona: „Po co uciekać z jednego systemu (miasto),
by dostać się w inny (osada), który być może będzie jeszcze gorszy”.

Osada - to taki właśnie system. Nieskończone zebrania, korowody, zrzutki
pieniędzy, i tak dalej. A jeżeli mi nie podobają się korowody? Wszyscy
będą krzywo patrzeć i potępiać. Jeżeli nie przyjdziesz jeden
raz, jeszcze nic nie szkodzi. Lecz jeżeli nie ukażesz się kilka razy,
ile będzie fochów i gadania. A powiedzcie, na co mi to?
Po co mam się usprawiedliwiać się przed kimś w czymś? Ja coś dla kogoś powinienem? Oczywiście ci, którzy uwielbiają gadać, nie
zrozumieją. „To przecież tak cudowne - wykrzykną - godzinami siedzieć
i tworzyć zamki z piasku!”. Być może, lecz mi się to właśnie nie podoba, i mam
na to prawo. Teraz żyję w swoim domu, będę jeść własne owoce i
warzywa, podróżuję z żoną samochodem po całej Ukrainie, i wiecie, jestem całkowicie szczęśliwy. Jeżeli zechcę skontaktować się z
anastazjowcami, zawsze mogę spotkać się z nimi. Lecz zrobię to kiedy
zechcę, a nie pod przymusem.

Jeden mój kolega-anastazjowiec, kiedy dowiedział się, że
zdecydowałem się żyć w swoim domu, a nie w osadzie, nawet nazwał
mnie zdrajcą, i przy tym nagadał różnych chamskich świństw. Lecz ja nie obrażam się na niego. On anastazjowiec, jemu wszystko wolno. Ten kolega powiedział, że zdradzam cały ruch i poddaję się bez walki. Ten oskarżyciel kilka lat już
nigdzie nie pracuje, żyje kosztem rodziców, palcem nie kiwnął dla anastazjowego ruchu. Czym on się zajmuje? Czyta mądre książki i
rozważa. I on śmie mi coś zarzucać? Bezczynność i fanatyzm -
oto główni wrogowie ruchu dzwoniących cedrów. Sądzę, że robię
dla realizacji idei Anastazji o wiele więcej, niż tysiące
demagogów i „wielkich” myślicieli, którzy nic nie przedsiębiorą.
Dlaczego ja tak pewnie o tym oświadczam? Kiedy opowiadałem o idei
Anastazji lub dawałem czytać książkę, to z 30 ludzi zainteresował
się tylko jeden! Lecz po tym jak przeprowadziłem się do swego domu i stworzyłem tu pierwowzór mojego przyszłego siedliska, zacząłem zapraszać
tych ludzi do siebie z wizytą. Zainteresowali się i zechcieli żyć w
takim samym domu ze swoim ogrodem i sadem praktycznie wszyscy.

Dlatego mogę z pewnością oświadczyć, że jeżeli po prostu dawać
ludziom książki W.Megre, tak naprawdę zainteresuje
się nimi najwyżej 3%. A zacznie działać jeszcze mniej. Lecz
jeżeli pokazywać ludziom konkretne przykłady siedliska (niech nawet to nie będzie hektar, a 500 metrów), to zupełnie inna sprawa. Inaczej jest, kiedy ludzie myślą, że od nich się wymaga biegać nago po lesie, lub żyć w lepiankach bez żadnych udogodnień. I zupełnie inaczej jest, kiedy pokaże im się dobry
dom z pełnym wyposażeniem, ładny ogród, łąkę, altanę, saunę,
rzeczkę lub jezioro obok. U nich zaczyna cieknąć ślinka i oni
mówią sobie: „Ja też tak chcę!” I niech nawet nie przyjmują wszystkich idei Anastazji, lecz będą bliżej przyrody, czy to nie jest dobre? Lepiej żyć w swoim domu na łonie natury, nawet i nie w
posiadłości, niż latami chodzić na nieskończone zebrania i być
bezczynnym.

Tak, oczywiście, można starać się stworzyć kolektyw, próbować
zmienić ludzi, zrobić ich lepszymi, zmuszać nierobów żyć na
własny rachunek, a pechowców uczynić farciarzami, wykrywać nikczemników i dawać im po uszach. Lecz uwierzcie, to bardzo niewdzięczna praca. I w rezultacie ten kolektyw albo rozwali się, albo go będą rozdzierać kłótnie i niezgody, lub wszystko po prostu będą trzymać swoje poglądy dla siebie. I ta walka wciąga. A lata mijają.
Znam anastazjowców, którzy już 5-6 lat starają się stworzyć
kolektyw. Nic u nich nie wychodzi. A czas płynie, a do życia w
osadzie oni nie zbliżają się ani o krok. A to dlatego, że aby stworzyć
prawdziwy kolektyw stu ludzi, potrzeba stu zaradnych,
pewnych siebie, rozumnych i mądrych ludzi. A jeżeli 100 pechowców próbuje
stworzyć kolektyw, to ile by się nie starali, oni wszystko jedno
zostaną tylko tłumem pechowców.
U mnie nie ma dokładnej odpowiedzi dla wszystkich. Każdy powinien
sam podjąć swoją decyzję. Ja wybrałem swoja drogę. Póki co nie chcę żyć w żadnej z osad. Chcę, żyję i w najbliższym czasie będę żyć w swoim
własnym minisiedlisku. Tak, chcę żyć w normalnej wiosce z
normalnymi i poczytalnymi sąsiadami. I mam nadzieję, że kiedyś to
się zdarzy. Lecz dopóki takich osad nie zobaczę, będę żyć w swoim domu. I na razie takie życie całkowicie mnie urządza".



Na górę
   
 
 
Post: 31 sty 2011, 21:50 
SpringGlory pisze:

Trochę o szkołach Waldorfskich:
Cytuj:
1. Czym różni się szkoła waldorfska od innych szkół i na czym polega jej specyfika?

Szkoła waldorfska różni się pod wieloma względami od szkół innego typu. Jednym z zasadniczych motywów przewodnich całej pedagogiki waldorfskiej jest przekonanie, że w każdym procesie uczenia się powinny być zaangażowane wszystkie siły wewnętrzne dziecka - a więc nie tylko intelekt, ale także siły uczucia i woli. Jedną z konsekwencji tego punktu wyjścia jest nauczanie głównych przedmiotów w systemie tak zwanych cyklów, z których każdy trwa trzy do czterech tygodni. Pozwala to dziecku lepiej skoncentrować się na przerabianym materiale i stymuluje w równej mierze głowę, serce i ręce. Oznacza to w praktyce, że pierwszą lekcją jest każdego dnia jest tak zwana "lekcja główna", która trwa około półtorej godziny. Rozpoczyna się ona od części muzyczno-rytmicznej, przechodzi w część merytoryczną, podczas której nauczyciel klasowy w formie "żywego słowa" przedstawia materiał lekcji, a kończy częścią narracyjną. Podczas lekcji rachunków dzieci uczą się liczyć całym ciałem - skacząc, klaszcząc, tworząc wspólnie formy przestrzenne. Podczas lekcji języka ojczystego słuchają również baśni, legend i mitów. Podczas lekcji przyrody i geografii poznają samodzielnie najbliższe otoczenie i pracujących w nim ludzi. Każdego dnia aktywne są też ręce: rysują, malują, modelują w glinie i rzeźbią. W szkole waldorfskiej nie ma hierarchiczności, istnieje wprawdzie dyrektor szkoły ale jest on bardziej reprezentantem szkoły na zewnątrz, wobec urzędów niż przełożonym wobec nauczycieli. Niezwykle ważna jest współpraca z rodzicami, tak aby to co wypracuje się w szkole mogło być kontynuowane w domu rodzinnym.

2. Czy to prawda, że szkoła waldorfska jest dla dzieci szczególnie uzdolnionych artystycznie?

Nie. Szkoły waldorfskie są dla wszystkich dzieci, niezależnie od ich uzdolnień. W programie jest wprawdzie znacznie więcej przedmiotów artystycznych niż w innych szkołach, nie chodzi jednak bynajmniej o rezultat końcowy, czy wręcz o rywalizację najlepszych, lecz o coś zupełnie innego. Uczniowie waldorfscy malują, rysują, modelują, rzeźbią, śpiewają, czy grają w przedstawieniach teatralnych przede wszystkim po to, aby podczas procesu twórczego ćwiczyć różne ważne i bardzo przydatne w całym późniejszym życiu umiejętności, takie jak: umiejętność skupienia się, planowania i organizowania pracy, siłę woli w doprowadzaniu spraw do końca, zdolność do współpracy z innymi ludźmi, dar obserwacji, itp.)

3. Jakie dzieci trafiają do szkół waldorfskich?

Szkoły waldorfskie są otwarte dla wszystkich dzieci niezależnie od wyznawanej religii, pochodzenia, stanu zamożności czy uzdolnień. Dziecko przyjmowane jest do szkoły po rozmowie informacyjnej z rodzicami i rozmowie nauczyciela z dzieckiem. Istnieje zawsze możliwość przyjęcia do szkoły waldorfskiecj ucznia z innej szkoły na każdym etapie nauczania.

4. Czy to prawda, że w szkole waldorfskiej nie ma ocen i drugoroczności?

Tak, to prawda. Nie oznacza to jednak, że prace dzieci nie są przez nauczyciela sprawdzane i korygowane. Zamiast ocen dzieci otrzymują obszerne świadectwo opisowe pod koniec roku szkolnego. Nauczyciel opisuje w nim nie tylko osiągnięcia i braki ucznia lecz także proces jego rozwoju i ważne dla niego wskazania.

5. Czy bez ocen i drugoroczności uczniowie są dostatecznie zmotywowani do nauki?

Jeżeli nauczanie prowadzone jest w sposób żywy i interesujący i dostosowane jest każdorazowo do danej fazy rozwoju ucznia to problem braku motywacji praktycznie nie istnieje. Inicjatywę pobudza zdrowa motywacja, a nie stres i lęk przed złą oceną.

6. Czy jeden nauczyciel jest w stanie nauczać wielu przedmiotów?

Nauczyciel waldorfski posiada odpowiednie przygotowanie. Oprócz studiów wyższych ukończył odpowiednie studium, które daje mu uprawnienia do pracy w szkole waldorfskiej. W trakcie nauczania różnych przedmiotów w początkowych latach nauki chodzi nie tyle o przekazanie ogromu wiedzy fachowej (na to czas przyjdzie później) co przede wszystkim o wyrabianie żywego stosunku dzieci do tego, czego się uczą, co przeżywają w świecie i o samodzielność myślenia i radosne odkrycie własnej indywidualności. W ten sposób uczenie się może sprawiać prawdziwą przyjemność przez całe życie. W gimnazjum wkraczają już nauczyciele-specjaliści. Podczas przygotowywania nowego cyklu lekcyjnego nauczyciel klasowy może zawsze liczyć na pomoc nauczyciela określonego przedmiotu.

7. Ile kosztuje szkoła waldorfska?

Szkoła waldorfska jest szkołą społeczną, musi się zatem sama finansować. Głównym źródłem przychodów oprócz niewielkiej dotacji państwowej jest czesne rodziców, którego wysokość uwarunkowana jest poziomem kosztów funkcjonowania szkoły. W niektórych szkołach nie ma ustalonej opłaty obowiązującej wszystkich rodziców, lecz zróżnicowana jest ona możliwościami finansowymi rodziny. W wielu szkołach istnieją fundusze stypendialne dla dzieci, których rodziców nie stać na pokrycie pełnej kwoty czesnego.

8. Czy to prawda, że szkoła waldorfska to szkoła bezstresowa, w której dzieci wychowywane są antyautorytarnie?

Tak, jest szkołą bezstresową. Należy jednak wziąć pod uwagę różnicę między stresem "konstruktywnym", na przykład: tremą przed występem w przedstawieniu szkolnym, której przezwyciężenie wzmacnia siły woli i jest jak najbardziej pożądane, a stresem "destruktywnym", który związany jest z permanentnym lękiem przed złą oceną, przed nauczycielem i nie wywiązywaniem się z oczekiwań, jakie żywi wobec dziecka otoczenie. Nie może też być mowy o wychowaniu antyautorytarnym. Chodzi jednak o "przyjazny autorytet", który w naturalny sposób reguluje relacje między nauczycielem, a uczniem. Dzieci szukają swoich granic. Możliwość doświadczenia ich dzięki osobie dorosłej sprawia, że czują się pewniej, a jednocześnie uczą się wyraźniej odczuwać własną odrębność.

9. Co to jest eurytmia?

Eurytmia jest nową sztuką ruchu, w której dźwięk staje się "widzialny". W odróżnieniu od ruchów gimnastycznych, tanecznych i pantomimicznych, które można kształtować zupełnie dowolnie, w eurytmii istnieje dla każdej głoski i każdego dźwięku osobny gest. W ten sposób "zobaczyć" można słowa, zdania, a nawet całe utwory, oraz to co żyje w interwałach muzycznej kompozycji. Zajęcia z tego przedmiotu wzmacniają siły życiowe dziecka i wpływają harmonizująco na cały jego rozwój. Eurytmia należy do programu szkoły waldorfskiej od pierwszej do ostatniej klasy.

10. Czy w szkołach waldorfskich naucza się religii?

Naturalnie, naucza się takiej religii, jakiej życzą sobie rodzice. W Polsce jest to oczywiście najczęściej religia katolicka. Dla dzieci, które z jakiś względów nie uczestniczyłyby w lekcjach religii (rodzice ateiści, innego wyznania lub indyferentni religijnie), szkoła oferuje specjalne zajęcia religijne o charakterze chrześcijańskim. W ten sposób z nauki religii nikt nie jest wykluczony. Waldorfskie wychowanie religijne to jednak nie tylko i nie przede wszystkim lekcje religii, ale pewna ogólnoludzka, religijna tonacja przenikająca cały program szkoły i każdą lekcję z osobna. Tonację tę można by określić jako głębokie przekonanie, że wszędzie w świecie i w ludziach ukrywa się duch, że warto jest mieć zaufanie do własnego losu i do zrządzeń Opatrzności, że warto kochać i szanować innych ludzi i darzyć respektem całą Matkę Ziemię. Tonacja ta - mimo że czasem zagłuszana i obecna jedynie "na zapleczu" - jest zawsze obecna od przedszkola, aż do najwyższych klas, od porannej modlitwy, aż po sposób, w jaki mówi się dzieciom o przyrodzie, o społeczeństwie, o innych religiach i odmiennych poglądach. Jest to zakres ogólnoludzkich norm i wartości, w którym mogą się odnaleźć wyznawcy wszystkich religii

11. Czy szkoły waldorfskie są szkołami światopoglądowymi?

I tak i nie. Nie, w tym sensie, że nie preferuje się w niej żadnego konkretnego światopoglądu. Zadaniem szkoły jest tak wychowywać dzieci, aby potem samodzielnie, na drodze wolnych wyborów mogły wypracować światopogląd, który im najbardziej odpowiada. A nie można stworzyć ku temu solidnych fundamentów, jeśli od samego początku propaguje się jedną wizję świata.
Tak, w tym sensie, że żaden rodzaj nauczania nie jest wolny od elementów światopoglądowych. Naiwne, ale bardzo rozpowszechnione jest bowiem mniemanie, że możliwe jest takie nauczanie, które nie kształtuje światopoglądu. Jeśli wychowanie nie daje dorastającemu człowiekowi umiejętności, wskazówek oraz technik poznawczych za pomocą których będzie on w stanie jako człowiek dorosły świadomie i krytycznie szukać własnej prawdy o świecie, to wówczas procesy kształtujące światopogląd przebiegają pod progiem świadomości. A właśnie standartowe procedury nauczania, chybione metody ewaluacji oraz przenikający wszystko wpływ mass mediów całkowicie uniemożliwiają dorastającemu człowiekowi podejmowanie własnych decyzji i sprawiają, że po osiągnięciu dorosłości jest mu trudno bez uprzedzeń traktować światopoglądy, które wychodzą poza jego własny, tak wcześnie zawężony obraz świata. W związku z powyższym nauczyciele waldorfscy widzą swe zadanie w przekazywaniu takich pojęć, które rosną wraz z dziećmi i które nie ograniczają duchowego rozwoju lat późniejszych.

12. Szkoły waldorfskie nazywa się też szkołami steinerowskimi, kim był Rudolf Steiner?

Rudolf Steiner, austriacki myśliciel, działacz społeczny, twórca antropozofii, założył pierwszą szkołę waldorfską w 1919 roku w Stuttgarcie. Idea jej powstania - jako szkoły dla dzieci robotników fabryki cygar "Waldorf-Astoria" - zrodziła się u Emila Molta, właściciela tej fabryki. Inspiratorem idei pedagogicznych był Rudolf Steiner. W pedagogice tej szczególną uwagę zwraca się na wspieranie rozwoju poprzez sposób nauczania zgodny z prawami właściwymi dla określonej fazy życiowej, w której znajdują się uczniowie danej klasy. Oprócz pedagogiki - która od miejsca, w którym powstała pierwsza szkoła, nazywana jest waldorfską (bądź steinerowską) - zainspirował Steiner wiele innych dziedzin życia: rolnictwo bio-dynamiczne, medycynę antropozoficzną oraz sztukę (architektura organiczna, eurytmia, sztuka słowa, nowe impulsy w malarstwie).

13. Czy w skutek pewnych różnic pomiędzy szkołą tradycyjną a waldorfską uczniowie nie mają kłopotów przy zmianie szkoły?

Nie, dotychczasowe doświadczenia pokazują, że absolwenci szkół waldorfskich bardzo dobrze odnajdują się w innych szkołach. Dotyczy to również dzieci, które musiały wcześniej opuścić szkołę. Nawet jeżeli są jakieś różnice, to nie ma w zasadzie problemu z ich wyrównywaniem. Jeżeli nauczyciel wcześniej wie o spodziewanym przeniesieniu ucznia do innej szkoły, może z nim zawsze wyrównać ewentualne różnice. Zdarza się to jednak rzadko.

14. Dlaczego w szkole waldofskiej podchodzi się z rezerwą do oglądania telewizji (i do kontaktu z innymi mediami)?

Badania naukowe wskazują jednoznacznie na szkodliwy wpływ częstego oglądania telewizji i grania w gry komputerowe na rozwój małego dziecka. Dotyczy to szczególnie sfery zmysłów dzieci - ich bram na świat, które nie zakończyły się jeszcze formować. Telewizja osłabia bardzo zdolności wyobraźni i fantazji u dziecka, nad których rozwojem pracuje szkoła waldorfska. Są one źródłem kreatywności, tak potrzebnej w całym późniejszym życiu. Naturalnie nie da się całkowicie wyeliminować telewizji czy innych mediów z życia codziennego i nie o to chodzi. Trzeba jednak wiedzieć, jak wielkie szkody u dziecka wywołuje zbyt wczesne obcowanie z nimi. Pedagodzy waldorfscy przykładają dużą wagę do tego żeby dzieci, zanim poznają świat wirtualny, zaznajomiły się najpierw dobrze z otaczającym światem natury i w oparciu o niego rozwijały swoje twórcze umiejętności.



Więcej o szkołach Waldorfskich:
http://www.fundacjaantropos.eu/pytania_i_odpowiedzi.php


Od 3. lat moja cora chodzi do waldorfskiej. Takze te wszystkie szczegoly znam od strony praktycznej.



Na górę
   
 
 
Post: 06 maja 2013, 18:20 
Offline
Globalny moderator
Globalny moderator
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 lut 2013, 16:42
Posty: 3343
Płeć: mężczyzna
również ciekawe strony/informacje/rady :

http://ekoosada.pl/ekowioska/index.php

http://permakultura.com.pl/ekoosady/

http://eko-polska.pl/

_________________
Żywe Zwierciadła i zakrzywione odbicia.
.kapsw oget jatyzc eiN



Na górę
 Wyświetl profil  
 
 
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Nowy temat Odpowiedz w temacie  [ Posty: 42 ]  Przejdź na stronę Poprzednia  1, 2

Strefa czasowa UTC [letni]



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości


Nie możesz tworzyć nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników

Szukaj:
Przejdź do:  
Nowości Nowości Mapa Strony Mapa Strony Index Mapy strony Index Mapy strony RSS RSS Lista kanałów Lista kanałów | Powered by phpBB © 2007 phpBB3 Group