Bioterapeuta XXI wieku – Piotr Leszczyński
artykuł z czasopisma Nieznany Świat nr 11/2010

Zofia Rojek

Jego zdaniem, bioenergoterapia powinna ciągle się rozwijać, aby umożliwić nie­sienie skutecznej pomocy cierpiącym. Healer i radiesteta z Ostrowca Świętokrzyskiego Piotr Leszczyński nie poprzestaje na tradycyjnych metodach pracy z energią: podnoszeniu jej poziomu, poprawianiu pracy czakramów, regulacji przepływu energii w meridianach. Czerpiąc z najnowszych zdobyczy biologii molekularnej, medycyny, genetyki, biofizyki i fizyki kwantowej, wzbogacił swój warsztat o pracę z RNA i DNA, genami, komórkami macierzystymi. Praktykuje też chirurgię fantomową. Niezwykłe metody i spektakularne sukcesy Leszczyńskiego w zwal­czaniu zarówno zaawansowanych chorób nowotworowych, autoimmunologicznych, jak i popularnych, trud­nych do wyleczenia dolegliwości przycią­gają uwagę naukowców, a nawet lekarzy. On sam chętnie dzieli się swoimi doświad­czeniami na organizowanych w całym kra­ju spotkaniach, warsztatach oraz kursach. Teresa C. z Wrocławia poznała Piotra Leszczyńskiego podczas Warsztatów Har­monii Kosmosu w Ślęży, gdzie prezento­wał wykład na temat efektów operowania energiami na poziomie DNA. Zwierzyła się terapeucie z problemów, jakie stwarza nietrzymanie moczu. To dziś dolegliwość tak powszechna u kobiet, że zasługuje na miano cichej epidemii. Niestety, one same niechętnie informują lekarzy o tych kłopo­tach. Dzieje się tak m.in. dlatego, że środ­ki farmakologiczne, które oferuje medycy­na akademicka, często okazują się w tym przypadku nieskuteczne, nie zawsze też przynosi poprawę zabieg operacyjny. Tymczasem uczucie częstego parcia na pę­cherz utrudnia normalne funkcjonowanie. Zniechęca do wychodzenia z domu i zmu­sza do takiego planowania codziennej marszruty, aby można było po drodze ko­rzystać z miejskich toalet. Nie jest to cho­roba, na którą się umiera, ale potrafi bar­dzo utrudnić życie.

I oto po kilkunastu zaledwie zabiegach, przeprowadzonych przez Piotra Leszczyń­skiego na odległość, dolegliwość ustąpiła, a skierowanie na operację okazało się nie­potrzebne. Jednak uporanie się z proble­mem nie przyszło łatwo: mój rozmówca musiał w tym celu zaangażować cały arse­nał środków, włącznie z zabiegiem chirur­gii fantomowej, polegającym na podcią­gnięciu macicy i oddziaływaniem na geny i chromosomy.

Inny mężczyzna, który musiał 3-4 razy wstawać w nocy, żeby skorzystać z toalety, po dwóch zabiegach w radomskim gabi­necie terapeuty spał bez przerwy do rana. Feliks W., cierpiący na schorzenie pro­staty i skazany do końca życia na cewnik albo operację urologiczną, popadł w de­presję. Po pierwszym zabiegu poczuł, jakby zdjęto mu z mózgu ciężar, który wcześniej go wręcz przytłaczał. Samopo­czucie pacjenta poprawiło się, a on sam wierzy, że ani cewnik ani zabieg nie będą już potrzebne.

Radiestezjo, na pomoc!

Kto decyduje się na kurację u Piotra Leszczyńskiego, powinien dostarczyć mu plan mieszkania. Terapeuta sprawdza bo­wiem, na jakie zagrożenia klient jest na­rażony w miejscu, gdzie najczęściej prze­bywa. Najlepiej przeprowadzony zabieg nie będzie skuteczny, jeśli po powrocie do domu chory dostanie się pod wpływ żył wodnych, anten telekomunikacji, stacji energetycznej czy radioaktywnej plamy. 80 proc chorób – zdaniem healera – powodują właśnie zagrożenia radie­stezyjne. Szczególnie niebezpieczne są plamy radioaktywne, pojawiające się tam, gdzie w podłożu, nieraz głęboko pod budynkami, występują złoża minera­łów zawierających pierwiastki promienio­twórcze: arsen, uran, pluton, stront, cez, albo zanieczyszczone nimi kopaliny.

Negatywnego wpływu plamy radioak­tywnej doświadczyła pani Anna z Rado­mia. Spanie nad tą anomalią spowodo­wało szybkie przekształcenie guza piersi w nowotwór złośliwy. Lekarze usunęli guz operacyjnie, po czym zaproponowali amputację piersi i węzłów chłonnych.

Seanse u Piotra Leszczyńskiego spra­wiły, że komórki rakowe wyginęły. Od­porność, z poziomu zerowego urosła do 40 procent, uaktywniony został gen ADA. Chora otrzymała odpromiennik neutralizujący wpływ plamy radioaktywnej i cieków wodnych (w konstrukcji te­go neutralizatora wykorzystana została wiedza wywodząca się ze starożytnego Egiptu). Ze swej strony terapeuta stwier­dził, że w genach nie ma już mutacji no­wotworowych. Pomógł też chorej popra­wić ostrość widzenia, używając komórki macierzystej ze szpiku kostnego, którą kieruje do oczu, aby odbudować sześć ner­wów i pozostałe części gałki ocznej odpo­wiedzialne za widzenie. Mimo to droga do uzdrowienia kobiety, o jakiej mowa, jest jeszcze długa i trudna. Cierpi ona bowiem także na bezsenność, z którą nie sposób się uporać, zanim nie zostanie oczyszczona podświadomość. W tym przypadku nie pomoże psycholog, ani pisanie afirmacji w rodzaju: Ja śpię dobrze, ty śpisz dobrze itp. Terapeuta zdecydował się więc na po­łączenie z ośrodkiem snu w głowie klient­ki oraz oddziaływanie na poziomie ener­getycznym na geny SIRT 1  i CLOCK.

Piotr Leszczyński podczas zabiegu

Ostrzegamy: to publikacja w swojej warstwie informacyjnej absolutnie wybuchowa. Jednocześnie jednak potwierdzamy, że skuteczność terapeutyczna prezentowanego dziś w Poczcie healerów polskich Piotra Leszczyńskiego jest nie do podważenia, o czym świadczą pisemne relacje chorych, z których kilka trafiło do redakcji, nim podjęliśmy decyzję o zainteresowaniu się jego osobą. Niektóre z tych oświadczeń – podobnie jak towarzyszących im dokumentów lekarskich – są w całym znaczeniu tego słowa poruszające.
Redakcja

Prawidłowe relacje między tymi genami odpowiadają za dobry sen, one same zaś powinny komunikować się we wszystkich komórkach ciała. Tu jednak przyczyna bez­senności leży w podświadomości. Trudno ją usunąć bez procesu oczyszczania karmicznego, wybaczenia wszystkim wszystkie­go, i to w całym łańcuchu wcieleń. Klien­tka zaś nie jest gotowa na taką radykalną zmianę stylu myślenia. W związku z tym terapeuta przypomina, że rozpamiętywanie starych myśli nie pozwala przyjść nowym myślom. Dobra myśl się urzeczywistnia. W ślad za nią płynie energia. Tymczasem chora jeszcze nie potrafi ani uwierzyć w po­prawę zdrowia oraz odporności, ani się nimi cieszyć. Dopiero pod koniec ponad godzinnego zabiegu, który mam możność obserwować, na jej twarzy pojawia się uśmiech świadczący o odprężeniu.

Niełatwo uwierzyć

Metody stosowane przez Piotra Lesz­czyńskiego są tak niezwykłe, że scepty­cyzm w odniesieniu do ich skuteczności wydaje się uzasadniony. Jego działania naruszają bowiem zasady uważane za nie­podważalne. Wiadomo np., że zakończe­nia chromosomów, zwane telomerami, skracają się po każdym podziale komórki. Z czasem stają się tak krótkie, że komórki tracą zdolność podziału, czego efektem jest proces starzenia się organizmu – zda­wałoby się, nieodwracalny. Tymczasem bioterapeuta z Ostrowca potrafi na planie energetycznym prostować chromosomy i wydłużać telomery, czyli powstrzymy­wać starzenie się organizmu. Przypom­nijmy, że w komórce mamy 23 chromo­somy, a każdy z nich posiada dwie koń­cówki. Trzeba więc przetransformować 7 bilionów komórek ludzkiego ciała, a to przyprawia o zawrót głowy.

Przypadek Ani, cierpiącej na zapalenie kości,  zadziwił lekarzy. Dziewczynka chodziła o kulach. Złamana noga pozo­stawała w gipsie przez kilka miesięcy, chora nie mogła się na niej oprzeć. Do tej ciężkiej choroby dołączyła anemia. Ro­dzice byli przygotowani na najgorsze. Tymczasem już po pierwszym zabiegu (z zastosowaniem chirurgii energetycz­nej, oddziaływania na geny i innych tech­nik) dziewczynka stanęła na chorej no­dze. Po paru spotkaniach z healerem i kil­ku miesiącach zabiegów na odległość odbyło się badanie kontrolne, po którym zwołano konsylium, które ostatecznie trwało trzy godziny. Lekarze nie mogli wyjść z podziwu, że pacjentka jest zdrowa, a kości zrosły się idealnie, bez śladu blizn. Dziś moja córka jest biega­jącą, tańczącą nastolatką, co zawdzięcza zabiegom pana Piotra Leszczyńskiego –napisała wdzięczna matka dziecka.

U siedmioletniej Karolinki z Janowic koło Wieliczki w 2007 roku rozpoznano pierwotną niedoczynność przytarczyc, hypokalcemię, hyperfosfatemię, nawraca­jącą kandydozę jamy ustnej. Badania wykryły poliendokrynopatię typu I, rzad­ką chorobę ogólnoustrojową wyniszcza­jącą organizm. Dziewczynka była opóź­niona w rozwoju, nerwowa, zdarzały się drgawki. Dziecko wielokrotnie przeby­wało w szpitalu. Wlewy dożylne, leki i dieta dawały tylko krótkotrwałą popra­wę. Poziom wapnia był wciąż za niski, a fosforu za wysoki. Pomoc różnych bio­terapeutów nie przynosiła poprawy, choć być może spowolniła rozwój choroby.

Przypadkowo mama Karolinki otrzy­mała telefon do Piotra Leszczyńskiego. Już po pierwszym seansie przeprowa­dzonym na odległość dziewczynka się wyciszyła. Obecnie terapeuta oddziałuje na układ hormonalny dziecka. Naprawę przytarczyc Karolinka odbiera jako roz­pieranie w szyi i ciepło w kończynach. Jej mama zauważyła, że po raz pierwszy u córki katar nie doprowadził do zapale­nia płuc. Walka z tą rzadką chorobą o pod­łożu immunologicznym jest nowym, ważnym doświadczeniem, a zarazem wy­zwaniem dla uzdrowiciela. Równolegle Piotr Leszczyński pomaga mamie Karo­linki pokonać astmę.

Neutralizowanie negatywnej energii przez urządzenie radiestezyjne w kształcie klatki

Chirurgia fantomowa

Przywykliśmy do tego, że chirurgia fantomowa (energetyczna) jest domeną uzdrowicieli filipińskich. Toteż trudno uwierzyć, że Polak też potrafi. A jednak healer, o którym piszę, dysponuje nie­podważalnymi dowodami skuteczności takich działań. Np. po operacji energe­tycznej znikł kamień w woreczku żółcio­wym klienta, co potwierdziło USG.

Zbierając materiał do tego reportażu, byłam świadkiem naprawy i oddziaływa­nia na modele energetyczne chorych, zde­formowanych narządów. Przy okazji do­wiedziałam się, że nie zawsze konieczne jest wyjmowanie z ciała modelu organu. W przypadku serca lepiej i bezpieczniej uruchomić główny gen regenerujący ten narząd. Taka operacja pozwoli oczyścić oba przedsionki i komory serca, arterie doprowadzające i odprowadzające krew, a także naczynia wieńcowe.

Sposoby na nowotwory

Piotr Leszczyński popiera i propaguje metodę NIA absorpcji neutralnej infekcji opracowaną przez dr. George’a Askhara. Uważa, że okładami z cieciorki można nie tylko usunąć kancerogeny, ale również tok­syny i zakrzepy z krwiobiegu. Jednak -w odróżnieniu od autora książki Pokonać raka raz na zawsze – nie uznaje tej metody za jedyną skuteczną w zwalczaniu nowo­tworu. Przeciw guzkom piersi poleca rów­nież maść złożoną z popiołu kory brzozy i nierozwiniętego kwiatu tulipana żółtego wraz z cebulką, ale bez trujących korzon­ków, przyrządzoną według starej chińskiej receptury. Składniki mieszamy w proporcji 1:1, łączymy z alkoholem (wódką), uciera­jąc do uzyskania konsystencji kremu. Taka maść może służyć przez dziesiątki lat.

Mój rozmówca poszukiwał odpowiedzi na pytanie, dlaczego białe krwinki nie mogą uporać się z nowotworem. Z pomo­cą przyszły doświadczenia G. Edwarda Griffina opisane w książce Świat bez ra­ka. Z wywodów autora wynika, że nowo­twór otoczony jest osłoną, a jego komórki mają polaryzację np. ujemną, taką samą jak ze str. 59 białe ciałka krwi. Właśnie dlatego krwinki nie widzą nowotworu. Gdy Leszczyński zmienia polaryzację komórek nowotworo­wych na dodatnią, leukocyty przenikają przez otoczkę i ruszają do ataku. Jednak to dopiero pierwsze stadium wal­ki z rakiem. W drugim healer z Ostrowca zajmuje się niszczeniem komórek macie­rzystych nowotworów, uaktywniając geny w celu obrony przed nowotworzeniem. Na tym etapie usuwa, będące źródłem choroby, mutacje. Kiedy naprawia gen C-CBL, klient czuje ciepło w głowie (w mózgu), na twa­rzy, w nogach, a nawet piętach.

Mutacje w obrębie genu C-CBL, zloka­lizowanego na chromosomie 11, są onkogenne, gdyż zmieniają go z genu chronią­cego przed rakiem na predysponujący do rozwoju raka szpiku kostnego i krwi. Pra­widłowo działający gen C-CBL działa jako gen supresorowy, czyli hamujący roz­wój nowotworów, natomiast mutacje po­wodują że staje się onkogenem i stymuluje rozwój raka.

Działania, jakie podejmuje uz­drowiciel, wymagają dogłębnej i kompleksowej wiedzy. Piotr Leszczyński ostrzega, że jej brak, podobnie jak brak doświadczenia, może przynieść zgubne skutki. Zwalczanie przez niego nowo­tworów na poziomie genów oka­zuje się jednak skuteczne i zo­stało potwierdzone wynikami badań lekarskich. Np. u Krzysz­tofa C. z Warszawy, cierpiącego na raka prostaty, ku ogromnemu zaskoczeniu lekarzy i samego chorego wskaźnik PSA przed za­biegiem wynosił 100, ale już po pierwszym seansie obniżył się do 5,3 (przy normie 0-4 ng/ml). Z kolei inna pa­cjentka, Teresa Z. miała rozległy nowotwór w obu piersiach. Po trzech zabiegach bez­pośrednich i kilku na odległość wskaźnik CA-15-3 (marker raka piersi) wynosił 13,2 przy normie 38,4. Stan zdrowia i samopo­czucie chorej wyraźnie się poprawiło.

W pracy uzdrowicielskiej odległość nie odgrywa roli. Na prośbę przyjaciela mój rozmówca, pozostając w Ostrowcu, poma­gał Irlandczykowi cierpiącemu na nowo­twór płuc, przy czym zaatakowane było całe prawe płuco. Po dwóch dniach od rozpoczęcia terapii wykonano prześwie­tlenie: ku zdumieniu lekarzy na kliszy była widoczna tylko plamka o średnicy 3 mm.

Rak trzustki uchodzi za nieuleczalny. A jednak Piotr Leszczyński uzdrowił męż­czyznę, u którego stwierdzono ten właśnie nowotwór. Syn chorego, wdzięczny za ura­towanie ojca, chciał się z panem Piotrem zamienić na samochody, tj. oddać mu swo­jego mercedesa za stare auto, którym poru­szał się ostrowiecki terapeuta. Healer się jednak na to nie zgodził. Pomaganie cho­rym jest jego pasją i nie przywiązuje wiel­kiej wagi do honorariów. Wystarczy po­wiedzieć, że starsze, niezamożne, schoro­wane osoby płacą mu…modlitwą. Uważa, że nie może brać pieniędzy od ubogich klientek, które zapożyczają się, by zapłacić za zabieg. Jego zdaniem, biznesowe na­stawienie do uzdrawiania odbiera dar, a wówczas pozostaje tylko rutyna.

Gen Kdm6b.1 umożliwiająty regenerację organów.

Niezwykła droga życia

Przez wiele lat Piotr Leszczyński, z po­chodzenia gdańszczanin, wiódł wygodne, dostatnie życie, pływając jako podoficer na norweskim chemikaliowcu. Dwana­ście lat temu stracił w wypadku żonę i sy­na. Został sam i zaczął szukać nowej dro­gi, która pomogłaby mu się spełnić.

Kilka wróżek uświadomiło mu, że ma dar uzdrawiania i powinien pomagać lu­dziom. Pomysł, zdawałoby się, karkołom­ny, a ponadto skąd wziąć pieniądze na kosztowne kursy? A jednak został mist­rzem bioenergoterapii i radiestetą nauczył się też masażu kaukaskiego i mongol­skiego. Jest członkiem Ogólnopolskiego Cechu Bioenergoterapeutów i Radiestetów oraz Zrzeszenia Naturoterapeutów Polskich w Bydgoszczy, Polskiego Cechu Bioener­goterapeutów w Warszawie, Polskiego Stowarzyszenia Bioterapeutów „BIOPOL” w Warszawie. Należy też do Polskiego Zrzeszenia Naturoterapeutów Dyplomo­wanych z siedzibąw stolicy. Swoją wiedzą i doświadczeniem dzieli się na spotka­niach, głównie w poznańskich stowarzy­szeniach radiestetów. Planuje w różnych ośrodkach kraju cykl wykładów i war­sztaty pod hasłem Poznaj siebie. Kolegom po fachu przypomina, że uzdrawianie trzeba rozpocząć od udroż­nienia moczowodów, przewodów wątroby i trzustki. Ich zablokowanie ma bowiem fatalne następstwa. Niedawno Leszczyński pomagał młodej mieszkance Radomia, która mdlała kilka razy dziennie. W szpi­talu, dokąd pojechała, nie znaleziono jed­nak przyczyny omdleń i została odesłana do lekarza rodzinnego. Jak się później okazało, zaczopowanie moczowodu spo­wodowało zatrucie krwi. Po udrożnieniu moczowodu (usunięciu kamienia) przez Piotra Leszczyńskiego dziewczyna szybko zaczęła wracać do zdrowia.

Drugim etapem pracy z chorym jest zwalczenie infekcji, zarodników grzybów itp. Generalnie wygląda to tak, że po sprawdzeniu poziomu energii terapeuta bada występowanie energii negatywnych i obciążeń karmicznych, które potrafi zni­welować. Następnie przywraca prawidło­we funkcjonowanie genów i chromoso­mów, wydłużając, gdy to konieczne, telomery. Na planie energetycznym oddala zniszczone komórki, uruchamia komuni­kację między komórkami zdrowymi, a na koniec uaktywnia procesy regeneracji, angażując odpowiednie geny i komórki macierzyste.

Fatalne łóżka i materace

Na wstępie healer często pyta klienta, czy korzystał z łóżka lub materaca magne­tycznego. Taka terapia jest bowiem – zda­niem Piotra Leszczyńskiego – bardzo szkodliwa. Oddziaływanie tych urządzeń powoduje zaburzenia biopola człowieka, niejako odwracając uwagę od bólu. Ulga w cierpieniu jest krótkotrwała: po kilku godzinach dolegliwość powraca. Jednak w organizmie zachodzą zmiany związane z magnetyzmem zwierzęcym. Normalnie utrzymuje się on na poziomie od 1 do 3%, a po terapii przy pomocy łóżka czy mate­raca albo fotela magnetycznego magne­tyzm może osiągnąć wartość kilkunastu jednostek. W takim przypadku bioener­goterapeuta nie może skutecznie pomóc, dopóki nie przywróci prawidłowego po­ziomu magnetyzmu zwierzęcego. W prze­ciwnym razie, jak tłumaczy Leszczyński, klient nie jest w stanie odbierać i rejestro­wać wrażeń. Dodam, że sama doświadczy­łam tego na własnej skórze po terapii na trzęsącym się materacu w sanatorium w Kołobrzegu. Generalnie więc uważaj­my: materace, łóżka, fotele, dyski magne­tyczne to wprawdzie popularne obecnie urządzenia rehabilitacyjne, jednak dla wła­snego dobra lepiej z nich nie korzystać. Jeśli lekarz albo rehabilitant koniecznie pragnie nas uszczęśliwić którymś z tego rodzaju zabiegów można wyjaśnić, że w jego efekcie skacze nam ciśnienie i czu­jemy dyskomfort. Bo też rzeczywiście czę­sto tak się dzieje.

Genetyka jako jedyna deska ratunku

Krystyna B. od Wielkanocy 2006 r. cier­piała na atopowe zapalenie skóry. Jej cia­ło pokrywały pęcherzyki, rany, strupki. Zmiany nie goiły się, chorą prześladowały także zawroty głowy. Po pięciu zabiegach Piotra Leszczyńskiego wszystkie dolegli­wości ustąpiły.

Atopowe zapalenie skóry, które nie pod­daje się leczeniu konwencjonalnemu ani zwykłym zabiegom energetycznym, ustę­puje dopiero po uaktywnieniu genu STAT1. Gen ADA na chromosomie dwudziestym pozwala podnieść odporność organizmu.

Od stu lat medycyna może korzystać z wiedzy o genach, ale do tej pory w prak­tyce medycznej jakoś się do niej nie gar­nie. Piotr Leszczyński w oddziaływaniu na geny upatruje wielką szansę niesienia po­mocy w przypadkach uznawanych dotąd za nieuleczalne. Dotyczy to także choroby Alzheimera.

Gen NR2B, zwany genem geniusza uak­tywnia połączenia między neuronami. Jest on odpowiedzialny za funkcje poznawcze, aktywność, zapamiętywanie. Niestety, z wie­kiem gen ten zamiera, podobnie jak grasica… Jego funkcje przejmuje wtedy gen NR2A. Na poziomie energetycznym istnieje możliwość odbudowy genu NR2B. Jego uruchomienie wydłuża o 100 milisekund komunikację między neuronami. Takie wydłużenie kontaktu między komórkami nerwowymi sprawia, że poprawia się zdol­ność zapamiętywania i uczenia. Uaktyw­nienie genu NR2B może okazać się szansą dla osób cierpiących na starcze otępienie. Transgeniczny szczur Hobbie, któremu wszczepiono ten gen, wykonywał najtrud­niejsze zadania, pozostawiając daleko w ty­le swoich pobratymców.

Ostrowiecki terapeuta wiąże też nadzie­je z wykorzystaniem genu Kdmób. 1 umoż­liwiającego regenerację organów. Oto w Oslo przeprowadzono eksperyment na rybie, której odcięto ogon. Po zaktywizowaniu wspomnianego genu – organ ten odrósł.

Mistrz z Ostrowca potrafi uruchomić geny w celu regeneracji kręgosłupa, odbu­dowy i naprawy stawów oraz innych orga­nów w całym ciele. Dzięki możliwości od­działywania na układ kostny zdołał pomóc swojej drugiej żonie, cierpiącej na przepu­kliny kręgowe w odcinku szyjnym, pier­siowym i lędźwiowym, przy czym w tym ostatnim wystąpiła przepuklina wewnętrz­na. Żaden chirurg w tej sytuacji nie chciał

się podjąć operacji, a chorej groził wózek inwalidzki i paraliż. Uzdrawianie żony za­jęło Piotrowi Leszczyńskiemu kilka mie­sięcy, ale dzięki temu nawet ona przeko­nała się o skuteczności bioterapii.

Schemat pracy z komórkami macierzystymi na planie energetytznym. Komórka macierzysta, np. ze szpiku kostnego, dzieli się na dwie. Jedną terapeuta kieruje ponownie do źródła (np. szpiku), druga ulega wielokrotnym podziałom. W ten sposób rozmnożonych komórek macierzystych można użyć do regeneracji chorego organu.

Kolejna szansa: komórki macierzyste

Komórki macierzyste występują m.in. w skórze, szpiku kostnym, krwi obwodo­wej i pępowinowej. W odróżnieniu od in­nych, wyspecjalizowanych komórek mogą one przekształcać się w komórki różnych organów, zastępując te obumarłe i zdege-nerowane. Owa ciekawa właściwość po­zwala im na odbudowywanie uszkodzo­nych narządów.

Praca – na poziomie energetycznym -z komórkami macierzystymi stwarza szan­sę dla chorych na cukrzycę typu I, u któ­rych trzustka nie wytwarza insuliny. Na ten rodzaj cukrzycy choruje 18 procent diabetyków, przy czym dotyka ona dzieci i młodzież (w odróżnieniu od cukrzycy ty­pu II, tzw. starczej).

Proces autodestrukcji komórek trzustki, występujący w cukrzycy młodzieńczej, może spowodować powstanie nowotworu. Dzięki terapii komórkami macierzystymi możliwa stanie się odbudowa trzustki i stopniowe przywrócenie jej normalnego funkcjonowania. Tak dzieje się u Sławka M. ze Śląska, u którego po terapii P. Leszczyńskiego poziom cukru we krwi utrzymuje się na odpowiednim poziomie, a od kilku dni nie ma już potrzeby iniekcji insulinowej.

Terapia komórkami macierzystymi po­zwala odbudować uszkodzone nerki. Piotr Leszczyński uratował już np. dwie nerki, przeznaczone do resekcji, m.in. u Jadwigi Ł. z woj. mazowieckiego. Ten rodzaj uz­drawiania healer z Ostrowca wykorzystuje dopiero od kilku miesięcy i wiąże duże na­dzieje ze stosowaniem komórek macierzy­stych jak również z terapią genetyczną. Zwłaszcza, że ma już doświadczenia także w zakresie oczyszczania mózgu z komó­rek uszkodzonych przez depresje i fobie oraz regenerowania tkanki mózgowej. Dzięki temu kilka kobiet (Barbara z woje­wództwa mazowieckiego, Renata, Jola i Marzena) pokonały silne lęki i depresje. Wszystkie te przypadki zostały opisane na stronie internetowej uzdrowiciela.

W stronę pierwotnego potencjału

Na zboczu góry Ayers Rock w Australii uwidoczniony jest kształt czaszki pierwot­nego człowieka, którego DNA składało się z 12 nitek tworzących 6 podwójnych helis.

Zdaniem Barbary Marciniak, autorki znanych na całym świecie książek channe-lingowych, kiedyś dokonano celowej ma­nipulacji, niszcząc pierwotny potencjał człowieka i pozostawiając tylko dwie nit­ki. W ten sposób powstał gatunek, który kosmiczni uzurpatorzy mogli sobie łatwo podporządkować. Barbara Marciniak, a także Dan Winter i Len Horowitz piszą o tym, że należałoby dążyć do odtworze­nia wspomnianego potencjału poprzez łą­czenie nitek, aż do uzyskania sześciu po­dwójnych helis. Nie wiadomo jednak, jak tego dokonać. Piotr Leszczyński od pewnego czasu re­konstruuje helisy. Przekonałam się, że od­tworzenie drugiej, podwójnej helisy jest odbierane jak rozpychanie w głowie, któ­remu może towarzyszyć przejściowy wzrost ciśnienia. Jednak dopiero odbudo­wa wszystkich helis pozwala na kontakt z Boskim Źródłem. Zbliża do Boga i po­szerza możliwości człowieka.

Pierwszy etap zwalczania nowotworu polega na zmianie polaryzacji komórek jego osłony,
to sprawia, że białe krwinki zaczynają „widzieć” raka i mogą atakować intruza.

Chory powinien współpracować

Zdaniem ostrowieckiego healera, powrót do zdrowia stanowi owoc wspólnego wysił­ku i zaangażowania bioterapeuty oraz klien­ta. Podczas seansu chory mówi o swoich odczuciach. Przed przyjściem na zabieg -o czym była już mowa – jest proszony o przyniesienie przygotowanego wcześniej planu mieszkania w celu dokonania radie­stezyjnej oceny zagrożeń. Leszczyński wy­konuje ekspertyzę teleradiestezyjną, dobie­ra odpowiedni odpromiennik, a klient insta­luje go w mieszkaniu i obsługuje zgodnie z otrzymaną instrukcją.

U Elżbiety B. wykryto torbiele piersi. Ponieważ od 10 lat systematycznie, co pół roku, wykonywała badania kontrolne, czuła się bezpieczna. Niestety, nastąpiło nagłe pogorszenie.

W trybie pilnym przeprowadzono ampu­tację piersi, a kobiecie groziła kolejna ope­racja nowotworu narządów rodnych (usu­nięcie macicy). Od żony ginekologa do­wiedziała się o uzdrowicielskiej działalności Piotra Leszczyńskiego. Koleżanka zawiozła ją do Bydgoszczy na wykład terapeuty połączony z zabiegami energetycznymi. Spotkanie przeciągnęło się do 21-ej, panie wróciły pełne energii, koleżanka pozbyła się bólu kręgosłupa.

Healer rozpoczął od radiestezyjnej eks­pertyzy mieszkania. Znalazł plamę radioak­tywną, zalecił zastosowanie odpromienni-ków. Od tamtej pory przeprowadza Elżbie­cie B. trzy zabiegi dziennie na odległość. Jest terapeutą wymagającym, zaleca ku­racje oczyszczające, a także notowanie wszystkich wrażeń odbieranych podczas seansu. A oto skrócony zapis doznań z jed­nego tylko zabiegu przeprowadzone­go na odległość:

(…) czuję, że ciepło idzie w górę, roz­szerzają się tydki, ćmi tylna część głwy, czuję ucisk na uszy i pulsowania w czole. Zaczyna się mrowienie stóp, za chwilę mrowienie rąk.

Przy ranie pooperacyjnej (po ampu­tacji piersi) pulsowanie i szczypanie. Mam wrażenie, że obręcz piersiowa się rozszerza, następuje pulsowanie pod lewym kolanem, coś schodzi z góry do tułowia i czakry podstawy, w tej okolicy następuje rozluźnienie. Kolejne dozna-\ nia to pulsowanie w lewym udzie, mro­wienie ust oraz w okolicy piersi i w le­wej części twarzy, kłucie z lewej strony głowy ruch energii wzdłuż tułowia. Po tym miłym, delikatnym odczuciu pojawia się szczypanie wokół rany (pooperacyjnej), mrowienie i szczypanie w nogach, a potem w ramionach, skąd schodzi do rąk. Włosy na czubku głowy stają dęba, czoło jest ciężkie, czuję szczypanie w głowie, ucisk przy nasadzie nosa i mrowienie. Mam wra­żenie, że energia krąży w nogach z góry na dół – i w odwrotnym kierunku. Odbieram mrowienie w części potylicznej, przemiesz­czanie się energii po czole, potem wzdłuż nosa i jego zatkanie.

Kolejno czuję szczypanie pośrodku czo­ła, które staje się ciężkie, następuje w tej okolicy mrowienie. Niektóre doznania po­wtarzają się w trakcie tego seansu i innych, np. stawanie włosów dęba, prądy energii w lewej nodze, ćmiący ból w tyle głowy, pulsacje w lewej nodze nad kolanem, mro­wienie i szczypanie w nosie.

Chora odczuwa też: ciemność przed oczami, mrowienie, pulsacje i wrażenie cię­żaru w piersiach, przepływ energii po rę­kach i tułowiu w kierunku brzucha, ucisk na czaszkę (jakby się zaciskała), ciężar w oko­licy mostka. Powtarza się cyklicznie szczy­panie przy ranie. Inne wrażenia to bardzo silny ucisk za uszami, mrowienie pleców, dreszcze, szczękościsk, mrowienie stóp, rąk, piersi, zaciskanie nosa przy nasadzie. Elżbieta B. ma wrażenie, jakby oczyszczało się jelito i coś je zamiatało od wewnątrz. Następnie pulsacja schodzi i krąży po cie­le, obejmuje piersi.

To tylko skrótowy i niepełny zapis do­znań z jednego seansu. Czasem chora, za­mykając oczy widzi chmurę fioletowej ener­gii, która wnika w jej ciało. Jej stan zdrowia poprawia się z seansu na seans.

Ze swej strony terapeuta proponuje klien­tom, aby włączyli się w kontynuowanie procesu uzdrawiania. Formy są różne: pisa­nie afirmacji, medytacje, masaże, kuracje ziołowe, aromaterapia. Zalecenia dobiera indywidualnie, w zależności od stanu zdro­wia. Dużą wagę przywiązuje do oczysz­czania jelita grubego między seansami. To konieczne, gdyż energia podąża za my­ślą, a wprawdzie myśl powstaje w umyśle, ale generuje ją serce i jelita. Warto podkre­ślić, że także receptory jelit mają wpływ na pracę mózgu, co wykazały badania Trendelburga z początków XX wieku.

Uzdrowienie nie jest możliwe bez oczysz­czenia karmicznego: chory powinien bez­warunkowo przebaczyć wszystko wszyst­kim oraz sobie w całym łańcuchu wcieleń. Dla wielu osób jest to trudne: jak wybaczyć złodziejom, którzy zabrali mu dobytek?

Mój rozmówca zawsze uświadamia klien­towi, że należy pozostawać pod opieką i kontrolą lekarza. Znalazł też uznanie wśród adeptów medycyny akademickiej: dr Ewa Bednarczyk Witoszek, laryngo­log, specjalista II stopnia z ponad 20 letnim stażem rekomenduje Pana Piotra Leszczyń­skiego, którego zna osobiście i który – jej zdaniem – przedstawia nienaganne warto­ści moralne, wiedzę bioterapeutyczną oraz w dokładny sposób prowadzi dokumen­tację lekarską (o ile jest to możliwe). Pan Piotr Leszczyński penetruje nowe obszary bioenergoterapii (wizualizacje naprawy materiału genetycznego u chorego).

Lekarze zresztą dość często kierują do niego swoich pacjentów. Dzieje się tak, kiedy medycyna konwencjonalna nie jest w stanie już im pomóc. Przykładem może być Wanda K. z Malborka, która porusza­ła się o kulach, miała niewładne ręce i no­gi, jednym słowem była bez szans na nor­malne życie. Obecnie potrafi samodziel­nie chodzić i może sama wykonać podsta­wowe czynności. Dla odzyskania pełni zdrowia potrzebuje jeszcze wielu zabie­gów.

Warto odnotować, że na prowadzone przez uzdrowiciela wykłady z chirurgii falowej i fantomowej uczęszczają rów­nież lekarze mający różne specjalizacje.

Czy zaś ostrowiecki healer może uzdro­wić każdego? Nie, bo -jak sam mówi – nie on o tym decyduje. Terapię podejmuje do­piero po konsultacji z Najwyższym..

Kontakt z Piotrem Leszczyńskim: Gabinet ZŁOTE ŚWIATŁO – Radom, ul. Żeromskiego 31 (w podwórzu, II p.) i Ostrowiec Świętokrzyski, ul. Przes­myk 22 A. Tel. kontaktowy: 888 495 620,

email: pleszczynski@bioterapiazabiegi.pl

Strona internetowa: www.bioterapiazabiegi.pl